To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Jonah Wrens - 2016-01-03, 22:19

W połowie drogi dałem się pochłonąć emocjom panującym w tym wyścigu. Pozwoliłem siwkowi biec tak jak chciał, tym razem dając się temu ponieść.
Niestety siwens nie wygrał z klaczą, jednak nie przejąłem się tym zbytnio. I wręcz zgapiając zachowanie od Jess, usiadłem w siodło i odchyliłem się do tyłu, dając mu lekki sygnał do zatrzymania. Bo jakoś niezbyt widziałem się zjeżdżającego z tej górki na siwym.
-Daliśmy Wam fory, bo nie wiedziałem czy warto wygrać.
Uśmiechnąłem się kątem ust, po czym skinąłem głową, zerkając w stronę ścieżki. Rzeczywiście wydawała się atrakcyjna, jednak kiedy nią ruszyłem, to ruszyłem stępem.
-Damy im chwilę odpoczynku, a potem pomyślimy o galopie, w porządku?
Odwróciłem się w stronę brunetki, tylko się upewniając co do podjętej przez siebie decyzji.
Dopiero po jakichś minutach, o ile droga się nie skończyła to poprosiłem siwka o galop.

Shockwave - 2016-01-03, 22:53

Przegrana nieco osłabiła morale ogiera, przez co niechętnie przeszedł z powrotem do kłusa, zwalniając przed zjazdem. Niezadowolony parsknął krótko, zacinając ogonem o umięśnione pośladki.
Przechodząc do stępa, zafalował grzebieniem szyi potrząsając przy tym gęstą śnieżnobiałą grzywą. Mieląc wędzidło w pysku oddychał głośno lecz co raz wolniej, uspokajając się przy tym.
„Taa fory, daliśmy dupy stary”
Wciąż miał w sobie ogromne pokłady energii, która teraz kumulowała się w tym wielkim siwym cielsku, by w najmniej odpowiednim momencie znaleźć ujście. Chętnie pościgałby się jeszcze raz, przy okazji gubiąc Jo na pierwszym lepszym drzewie.
„Gdybyś tylko się tak nie obżerał podczas świąt”.
Ignorując klacz, podporządkował się brunetowi, do momentu w którym przyszło im zagalopować . Ruszając odważnie i dziarsko przed siebie, stawiał ogromne kroki galopu prąc przed siebie niczym rozpędzona lokomotywa.

Jessie - 2016-01-03, 23:01

- Pewnie - przystała na jego propozycję, kierując klacz w ślad za ogierem. Dopóki szli stępem, oddała jej trochę wodzy umożliwiając tym samym rozprostowanie szyi. Z czasem z powrotem zebrała wodze, by po zasygnalizowaniu przejścia przez Jonaha poprosić Argent o zakłusowanie, a następnie o przejście w galop. Pierwsze parę foule przytrzymywała nieco gniadą, siedząc w pełnym siadzie, aż do momentu utworzenia się dostatecznego dystansu między nimi a poprzedzającą ich parą. Wówczas przeszła do półsiadu, pozwalając klaczy galopować nieco szybciej, ale nie doścignąć Shocka.
Jonah Wrens - 2016-01-03, 23:29

Sam jest gruby. :lol2:

Kiedy tylko ruszyliśmy galopem, już wiedziałem co się święci. Ogier za bardzo parł do przodu, żeby był to zwykły galop. Najzwyczajniej w świecie mnie poniósł, co było dosyć zabawnym doznaniem. Normalnie może ktoś by się tym przejął, jednak później z biegiem lat w siodle.. Ta perspektywa jest wręcz rozkoszna. Zwłaszcza, że kiedyś broniło się rękoma i nogami przed ów poniesieniem, bo przecież było takie straszne.
Nie mniej jednak dałem chwilę siwkowi na upust energii, zasłużył za tego moralniaka. Też starałem się nie przejmować przegraną z Jess, w końcu męskie ego jest bardzo wrażliwe, czyż nie?
Dopiero gdy droga powoli zaczynała się zwężać i być bardziej stroma, wycofałem się do siodła i przysiadłem mocniej ogiera, naciskając mocniej na strzemiona. Ręką dałem mu wpierw delikatny sygnał do zwolnienia, a jeśli nie pomogło - użyłem tego, że miałem zapięty dalej wielokrążek.
-Już chłopie, wszystko gra. Nadrobiłeś.
Poklepałem go po szyjsku kiedy się zatrzymał, po czym poczekałem aż Jess dołączy do nas w stępie.
-Chyba im już wystarczy, co?
Zerknąłem na nią, czekając tylko na odpowiedź brunetki. Później pojechaliśmy już w stronę stajni.
/zt

Jessie - 2016-01-03, 23:39

Gdy tylko zauważyła, że Jonah próbuje wyhamować konia, sama także usiadła z powrotem w siodle by dzięki półparadom i obciążającemu dosiadowi zatrzymać gniadą pierw do kłusa, a następnie do stępa. Wówczas ponownie oddała jej wodze i skierowała się za koniem Jonaha drogą powrotną do stajni. /zt
Shockwave - 2016-01-03, 23:58

Niestety mylne odczucie Jo, pozwoliło mu myśleć, że siwy go najzwyczajniej w świecie poniósł. Jego szybki i dynamiczny galop, nadal był pod kontrolą, a ponieść to on jeszcze może i na pewno kiedyś przetestuje Jonaszka :lol2: <3.
Galopując nadal przed siebie, wyciągnął łeb w dół pozwalając rozpędzonemu cielsku intensywnie pracować, dzięki czemu pchał się na przód sam z siebie. W pewnym momencie aż bryknął sobie z radości, widowiskowo wyrzucając tylne kończyny ku górze. I gdyby nie to, że Jess trzymała wyraźny dystans, to najpewniej trafiłby w klacz galopującą za nimi.
Niechętnie przechodząc do stępa, pozwolił się zatrzymać za pierwszym razem, głośno wypuszczając powietrze przez rozdęte różowe nozdrza. Niosąc głowę nisko, zwiesił białe radary na boki, czując jak cielsko, której do tej pory było w ruchu, teraz intensywnie paruje.
Stępując powoli dał się kierować tam gdzie chciał Jo.
/zt

Red Star d'Argent - 2016-01-05, 16:26

Po chwili ruszyła ponownie za siwym ogierem, wyciągnęła szyję i zniżyła łeb do dołu, rozluźniając mięśnie grzbietu. Dalej sapała nieco nieregularnie, ale jej oddech zaczynał w końcu się uspokajać. Niedługo potem leniwie uniosła się, wchodząc w górne ustawienie. Zaraz też zakłusowała, następnie ponownie wchodząc płynnie w galop. Tym razem nie był już tak szalenie szybki jak poprzednio, niemniej równie energicznie co Shock. Kiedy tylko bryknął i cudem uniknął kopnięcia klaczy, ta upomniała go głośnym parsknięciem i kłapnięciem zębami. Zmęczenie coraz bardziej dawało jej się we znaki, kiedy zaczynała samowolnie zwalniać.
W końcu jednak nastąpił koniec tego dobrego i holsztynka ponownie weszła w kłus, by następnie zastępować. Mieląc resztkami sił kiełzno w mordzie, skierowała się w stronę stajni.

zt

Vivianne Feron - 2016-01-31, 19:37

Główna ścieżka w lesie zdawała się być odpowiednim miejscem na wyjazd w teren. Było tu spokojnie i cicho, a jedyną rzeczą, która mogła rozpraszać myśli było ćwierkanie ptaków. Okolica zdecydowanie przypadła Vivianne do gustu i miała nadzieję, że klacz także będzie się tu czuła dużo lepiej niż w czterech ścianach stajni czy hali.
Nigdzie się nie spiesząc pozwalała klaczy iść przed siebie stępem. Co chwilę wybierała ścieżki pomiędzy drzewami, prowadząc konia slalomem, aby dziesięciolatka zbytnio się nie nudziła. Sama zajmowała się w tym czasie podziwianiem okolicy, nie zapominając jednakże o dodawaniu łydki czy kontroli karej. Nie chciała przecież dopuścić by klacz rzuciła się pędem przed siebie, co przecież konie lubiły robić.
Po kilku minutach spacerowego tempa, amazonka postanowiła „zaszaleć”. Zebrała wodze, aby w razie czego mieć łatwiejszą kontrolę nad koniem i dała klaczy sygnał do kłusa. Nadal prowadziła ją ścieżką pomiędzy drzewami, ale zdawała się wytaczać taką trasę, na której nie musiały bardzo często (i nagle) zmieniać kierunku. Uśmiech towarzyszył jej na ustach od samego przyjazdu w to miejsce. Już dawno nie jeździła konno, a tym bardziej w terenie.. i właśnie dlatego była zachwycona wspólną wyprawą z Deadią.

Fleau de Baian - 2016-01-31, 22:20

Już wyjeżdżając z terenu Orchardu wykazała się dużym zainteresowaniem. Nie miała jeszcze okazji wyjść w teren z kimkolwiek, tym bardziej poza kompleks stajni. Z zaciekawieniem rozglądała się na boki, uszami manewrując na wszystkie strony tak jakby chciała wyłapać wszystkie dźwięki. Częściowo straciła skupienie na jeźdźcu, jednak nie ignorowała go. Skręcała na wybrane ścieżki, wymijając zwinnie drzewa i krzaki. Pierwsze minuty wydawała się być wręcz onieśmielona nowym miejscem, ale z czasem, kiedy wszystko zaczęło wyglądać monotonnie i tak samo, ponownie przemówiła jej cholerna nadpobudliwość. Krótkie odcinki próbowała caplować, innymi razem zakłusować czy nawet wejść w galop. Zamiatała ogonem po bokach z niezadowolenia, a kiedy tylko Vivianne pozwoliła jej nieco przyspieszyć, odepchnęła się mocniej i płynnie przeszła w kłus. Zarzuciła łbem, nieustannie starając się narzucić swoje tempo, w końcu jednak poddając się kobiecie. Złudnym wrażeniem jednak było, że uspokoiła się na dobre, bo wykorzystując powierzchniowe rozkojarzenie amazonki w najmniej oczekiwanym momencie ponowiła próbę zagalopowania, postępując wyjątkowo szybko, aby dwudziestolatka nie miała okazji zareagować.
Vivianne Feron - 2016-02-01, 18:43

Dużo można było powiedzieć o Vivianne, ale na pewno nie to, że przestała być uważna kiedy klacz nieco się uspokoiła. Spędziła z końmi już spory kawał swojego życia i od dłuższego czasu nie dawała się nabierać na takie zagrywki. Cały czas pilnowała więc tempa konia, a kiedy hanowerka przyspieszyła trochę zbyt bardzo, brała ją na siebie i przekonywała klacz, że naprawdę nie ma się co niecierpliwić.
Działała mocniej dosiadem, uparcie przypominając dziesięciolatce, że powinna dostosować swoje tempo do wymagań amazonki, która starała się utrudnić jej ślepy bieg przed siebie, wytyczając trasę pomiędzy kolejnymi, rosnącymi blisko siebie drzewami. Nie było tu zbyt dużego pola do popisu jeśli chodziło o prędkość, a Vivianne wątpiła, by klacz miała myśli samobójcze. Cały czas szeptała do niej uspokajająco aby kara trochę się wyciszyła, a siebie przeklinała w myślach. Czuła, że jutro będzie miała niezłe zakwasy.

Fleau de Baian - 2016-02-03, 18:42

Ponownie powstrzymana przez kobietę, skuliła uszy, napinając umięśnioną szyję skubała się nerwowo w pierś. Choć wyraźnie okazywała swoje cholerne niezadowolenie i oburzenie, nie walczyła na siłę z amazonką. Szanowała każdego jeźdźca, a jej poprzednie wybryki były spowodowane roznoszącą energią. Od dość dawna nie chodziła po siodłem, czego efekty Vivianne mogła przyuważyć już po wejściu na halę rekreacyjną.
W końcu jednak odpuściła sobie i skupiła się na nowym zajęciu, a mianowicie ostrożnym omijaniu wszystkich wystających korzeni i kamieni. Wykazywała także zainteresowanie resztkami śniegu, pomimo że nie było to dla niej nowe zjawisko, nie miała jeszcze okazji zobaczyć go w takich okolicznościach. Nawet w starej stajni była bardzo rzadka zabierana poza stajnię, a konieczność dokładnego wymijania drzew potęgowała jej ciekawość. Przez to też naturalnie dopasowała swoje tempo do trudności tego zadania, dzięki czemu w końcu się wyciszyła i zignorowała cholerną chęć znalezienia sposobu na rozładowanie energii.

Vivianne Feron - 2016-02-07, 16:50

Kiedy klacz poddała się woli amazonki, ta pozwoliła jej na dalsze kłusowanie i wyładowanie nadmiaru energii. Czuła, że koń jest cały czas czujny, uważny i spięty, ale tak działo się często w nowych miejscach, którym najwyraźniej las był dla Deadii. Dziewczyna pozwalała hanowerce rozglądać się po okolicy, kiedy wjeżdżały na nieco mniej „wyboisty” teren, ale kiedy znów pojawiały się korzenie, musiała skupić całą jej uwagę na drodze tuż przed jej pyskiem. Oczywiście sama również dawała klaczy wskazówki do lekkiego przejścia w prawo czy lewo aby ominąć te konary, które mogłyby zrobić jej krzywdę.
Kiedy ścieżka robiła się na tyle niebezpieczna, że Vivianne miała wątpliwości by przez nią kłusować zatrzymywała dziesięciolatkę do stępa. Czuła, że klacz jest bardzo elektryczna i ma ochotę rzucić się na przód, ale robiła to wyłącznie dla jej dobra – nie wątpiła, że Duma poradzi sobie z terenem, ale nie chciała niepotrzebnie jej narażać. Poza tym sama wykorzystywała te momenty do rozglądania się po lesie, podziwiania uroków natury przy okazji wybierając – jej zdaniem – lepszą ścieżkę na ich leśną wycieczkę.
Po kilkunastu ładnych minutach pozwoliła klaczy znów zakłusować a już po chwili na ich horyzoncie pojawił się wielki, przewalony konar.

Fleau de Baian - 2016-02-08, 22:53

Nagromadzona energia była trudna do zgubienia w samym kłusie, przez co jej ruch był dalej wyjątkowo ekspresyjny i energiczny. Niemniej nie traciła swojego skupienia, będąc daleką od potknięcia się o wystający korzeń czy kamień. Na początku rzeczywiście kilka razy zahaczyła o nie kopytem, co tylko zmotywowało ją do tego, aby uważać na siebie i swojego jeźdźca. Radziła sobie z tym zadaniem wyśmienicie, zwinnie wybierając najbezpieczniejsze miejsca do postawienia nogi. Smoliste radary wędrowały na wszystkie strony, głównie kierując je w stronę jazdy.
Na zwolnienie do kłusa reagowała poprzez nerwowe zamiatanie ogonem, choć tym razem nie odwalała już żadnych wybryków. Dalej tętniła życiem, ale przynajmniej potrafiła już się powstrzymać od szaleństw, wydając się całkowicie skupioną na Vivianne. Jedynie w momencie, kiedy jakiś ptak czy szelest dał o sobie znać wyjątkowo głośno czy blisko klaczy, ta na krótki moment spoglądała w tamtą stronę, by zidentyfikować źródło dźwięku.
Dostając odpowiedni sygnał, płynnie zakłusowała, ganaszując się lekko. Gdy tylko w jej polu widzenia zamajaczył konar drzewa, zarzuciła radośnie łbem z nadzieją, że kobieta pozwoli jej chociaż raz przeskoczyć którąś z przeszkód, a nie wyminąć. Było to dość duże drzewo, ale z pewnością hanowerka miała sobie z nim poradzić. Z każdym kolejnym metrem zaczynała się jeszcze bardziej nakręcać, obniżając znacznie szyję i poszerzając lekko krok.

Vivianne Feron - 2016-02-09, 18:30

Może to, że pozwoliła klaczy najechać na tę przeszkodę miało spowodować niepowołane skutki, ale teraz nie zamierzała zrezygnować. Była sama jak palec i sama jak palec podejmowała różne życiowe decyzje - więc czemu miałaby sobie odmówić szalonego skoku na pełnym energii koniu, skoro nawet nikogo by to nie obeszło? Taki stan był poniekąd fascynujący - można było robić wszystko, co się człowiekowi żywnie podobało. A w razie niepowodzenia jedyną osobą, którą będzie oskarżać i która będzie oskarżana, będzie sama panna Feron.
Zastanowiła się jedynie przez chwilę czy pozwolić hanowerce na przejście w galop, ostatecznie decydując się na pozostanie w obecnym chodzie. Kłus był już i tak wystarczająco szybki by kara swobodnie mogła wybić się na wysokość powalonego drzewa. Zaparła się mocniej na strzemionach i przytrzymała wodze, pozwalając Dumie przyspieszyć, a kiedy znajdowały się tuż przed przeszkodą, wciągnęła nosem sporą dawkę powietrza. Krew buzowała w jej żyłach a adrenalina uderzała do głowy, przez co szatynka coraz bardziej zaczęła pragnąć unieść się w powietrze.
Do miejsca odskoku brakowało już zaledwie metrów, a Vivianne z uśmiechem na ustach rozpoczęła odliczanie. Trzy, dwa, jeden... i skoczyły.

Fleau de Baian - 2016-02-10, 21:32

Automatycznie zapaliło jej się zielone światło, kiedy Vivianne nie wybiła jej z głowy możliwości skoku. Na moment wycofała w jej stronę uszy, które zaraz ponownie skierowała w stronę leżącego drzewa. Kumulowała w sobie tę energię i entuzjazm od dawna, jej wielkie serce do skoków właśnie przejęło władzę nad ciałem. Korzystając z wolnej ręki, automatycznie przyspieszyła kłus, przygotowując się na upragniony punkt kulminacyjny. Parskała głośno z narastającego podekscytowania, w ostatnim momencie uspokajając się nieco, by bez chwili zawahania odbić się mocno z dziecinną łatwością, przefruwając nad konarem drzewa. Podczas lotu pracowała odpowiednio szyją i przodami, by uniknąć ewentualnego zahaczenia nogą o prowizoryczną przeszkodę. Także zostawiła sobie spory zapas ze względu na pojedyncze wystające gałęzie, by w końcu wylądować miękko po drugiej stronie. Zarzuciła radośnie łbem, oddając mocno z zadu i cudem unikając kopnięcia drzewa.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group