To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Mały maneż

Jessie - 2018-04-19, 20:22

Była wyrozumiała, jeżeli chodzi o wszelkie niedociągnięcia. Po prostu na bieżąco korygowała błędy i nagradzała postępy, wiedząc, że ogier dopiero się uczy tej sztuki jaką była praca w ręku. Uzyskawszy swego rodzaju płynność w przejściach, spróbowała odrobinę odsunąć się od konia, chcąc go małymi krokami przyzwyczajać do tego, że ich praca docelowo będzie wyglądała w ten sposób, że lonże będą całkiem rozwinięte. Na razie była blisko, bo tak było prościej i było mniejsze ryzyko, że War się zaplącze i spanikuje.
Mając do dyspozycji cały plac, nie musiała wcale chodzić po kole, więc wykorzystywała całą powierzchnię. Widząc, że koń nabrał już wprawy w podstawach takich jak zatrzymywanie i skręcanie, postanowiła wykonać ustępowanie w kierunku ogrodzenia, co miało być dla Wara ułatwieniem.
Zachowując łagodne ustawienie do wewnątrz, zewnętrzną "wodzę" wciąż trzymała napiętą, pilnując zgięcia w szyi. Bacik w tym momencie posłużył jej za łydkę i spychał konia na ścianę, czego zrozumienie ułatwiał też fakt, że Jess podczas tego ćwiczenia przesuwała się do przodu i w bok razem z Admiralem, kontrolując każdy jego krok.

War Admiral - 2018-04-19, 22:20

Nie miała wyjścia poniekąd, bo gdyby zaczęła reagować zdenerwowaniem ono szybko by się udzieliło siwemu. Tyle, że on solidnie wkurzony mógłby być niebezpieczny czego na pewno nikt by nie chciał. Nie było też tak, że w tych przejściach idealnie cały czas się odnajdywał. Co jakiś czas gubił ten zamysł z przejściem i znowu próbował się cofać albo w ogóle uciekać, w którąś stronę zadem.
Gdy zaczęło się coś dziać, a mianowicie mając ograniczenie z zewnątrz, a ustawienie wewnątrz najpierw zaczął iść w tę stronę, a gdy dołączył do całości bacik, odskoczył do przodu, nie wiedząc w pierwszej chwili dokąd ma uciec. Parsknął i machnął ogonem zdradzając swoje zdenerwowanie zaistniałą sytuacją i dopiero za kolejną namową wpadł na pomysł, że to trzeba iść do boku. Tak też zrobił, ale czekał już po jednym kroku na jakiś sygnał, że robi dobrze. Jeśli go brunetka nie pochwaliła to znowu uciekł do przodu, a gdyby od razu zaczęła go chwalić to zszedł, aż do samej ściany bo wiedział co ma robić.

Jessie - 2018-04-19, 23:03

Momentalnie poluźniła obie lonże, by podczas tego skoku nie pociągnąć konia za pysk. Przynajmniej nie tak mocno, jakby oberwał gdyby zaciskała palce na wodzach i nie oddała mu ręki we właściwym momencie.
- Hoola, spokojnie misiu. Nic się nie dzieje - odezwała się kojącym tonem, ponownie się zbliżając by po chwili raz jeszcze spróbować ustępowania. Zawsze chwaliła nawet najmniejsze postępy, w tym przypadku także ten jeden krok w bok, który od razu zaakcentowała pochwałą głosową. Po wykonaniu pełnego ustępowania, dodatkowo pochwaliła Wara głaskaniem i smaczkiem, który podsunęła mu pod nos tuż po tym, jak na chwilę się zatrzymali.
Następnie ponownie poprosiła o ruszenie naprzód i w niedługim czasie podjęła kolejną próbę ustępowania, chcąc to zrobić jeszcze raz na tę stronę przed zmianą kierunku. Ponownie zdecydowała się zrobić to w kierunku ściany, więc zanim do niej dobili, skręcili do środka maneżu na linię ćwiartkową. Specjalnie stawiała na krótkie odcinki by dodatkowo ułatwić siwemu sprawę.
Jeżeli wyszło, choćby nieidealnie, znowu go pochwaliła, po czym zatrzymała i zmieniła kierunek, tym samym przechodząc na drugą stronę, żeby dalej być po wewnętrznej stronie. Po zmianie ponownie zrobiła ustępowanie do ściany dwukrotnie, przeplatając je pojedynczymi przejściami do stój i ze stój do stępa.

War Admiral - 2018-04-19, 23:44

Skoro go od razu pochwaliła i dostał jeszcze smaczka za wykonanie tego do końca, to aż sam chciał powtórzyć ćwiczenie. Tak wysoka nagroda zasługiwała na chwilę skupienia ze strony Wara. Wracając znowu na linię ćwiartkową parsknął znowu, chwilę myśląc nad rozwiązaniem tego zadania. Dopiero w momencie stuknięcia go bacikiem załapał, że ma powtórzyć ustępowanie, które tym razem o wiele łatwiej przyszło mu zrobić, już bez dzikich pląsów. Może nie było takie jak pod siodłem ale wyglądało jak ustępowanie. Zmieniając kierunek już w drugą stronę sam zgadł i zaczął robić ustępowanie, tylko jak Jess nadała mu zgięcie do wewnątrz. Dlatego przez swoje zgadywanie w momencie pomocy do zatrzymania, on próbował się odwinąć do zewnątrz i znowu wejść na ustępowanie, które pewnie spotkało się z bacikiem, na które zareagował mocniejszym podstawieniem zadu pod kłodę i właściwie podskoczył robiąc krok piaffu całkiem niechcący. Kable w mózgu się poplątały i dopiero po czasie załapał, że ma się zatrzymać co też zrobił. Ruszając ponownie, szybciej zareagował na kolejne ustępowanie i z małym oporem zrobił kolejne przejście do stój, a bezproblemowo ruszył stępem.
Jessie - 2018-04-20, 00:14

Specjalnie przeplatała ćwiczenia żeby uniknąć takiego właśnie zgadywania, do którego i tak doszło w pewnym momencie. Szybko jednak naprowadziła ogiera na właściwe tory, co spotkało się z dość niespodziewaną reakcją z jego strony. Zupełnie to zignorowała, a po zatrzymaniu krótko go nagrodziła, starając się mu chociaż tym sposobem rozjaśnić sytuację.
Po wykonaniu drugiego ustępowania i ostatnim przejściu ze stój do stępa, pozwoliła mu zostać w stępie na dłuższą chwilę, jednocześnie zachęcając go do wysunięcia nosa w dół. Chciała żeby się wyciszył i przemyślał wszystko, bo po takiej przerwie nawet taka niepozorna ilość zadań mogła go zmęczyć, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Dzisiaj nawet nie myślała o zbieraniu go czy jakichś bardziej zaawansowanych elementach, dlatego robiła same podstawy.
Po tym krótkim odpoczynku zeszła bliżej środka maneżu, ponownie zatrzymała konia i spróbowała wykonać zwrot na przodzie w lewo, czyli znowu coś prostego, co miało pomóc Warowi w nauce odczytywania jej intencji. W tym przypadku operowała przede wszystkim bacikiem, który przesuwał zad ogiera, ale też "wodzą", która łagodnie go nakierowywała i jednocześnie nie pozwalała na zrobienie kroku w przód, choć na to wpływał głównie fakt, że sama Jess przestała iść do przodu.

War Admiral - 2018-04-20, 00:52

Po tej krótkiej zabawie w ustępowania i przejścia potrzebował chwili odpoczynku. Bardziej ze zdenerwowania niż zmęczenia pojawiła się na jego szyi sieć żyłek, która zahaczyła też o jego podbrzusze. Mając ten luz na przodzie najpierw podniósł łeb, a dopiero po reakcji Jess wyciągnął ten nos w dół. Przemielił wędzidło i nawet oblizał wargi, luźno machnąwszy ogonem. Męczył się co brunetka mogła łatwo zauważyć, bo podczas ich wspólnych treningów tak szybko się nie spalał psychicznie. Stanąwszy na środku, spojrzał się na nią i obrócił łeb w jej stronę. Dopiero gdy dosięgnęła batem jego zadu, uciekł nim do boku stając przodem do zawodniczki. Wciągnął głośno powietrze i z parsknięciem je wypuścił mierząc spojrzeniem dziewczynę. Zachowywał się trochę jakby pierwszy raz miał styczność z czymś takim jak zwrot i trochę udawał, że nie wie czego ona do niego oczekuje. Nie chciało mu się tego robić, chociaż przy drugim podejściu już zaczął krążyć wokół lewego przodu. Ale wszystko to było pozbawione zapału ze strony hanowera.
Jessie - 2018-04-24, 17:27

Po pierwszym, nieudanym podejściu do zwrotu, cierpliwie wyciszyła go głosem. Dopiero kiedy zobaczyła, że stał się spokojniejszy, podjęła kolejną próbę wykonania zwrotu. Nie oczekiwała, że w trakcie dzisiejszego treningu zachowanie ogiera cudownie się odmieni, dlatego skupiała się wyłącznie na poprawności ćwiczeń. Po wykonaniu zwrotu pochwaliła konia, a potem ruszyła z nim stępem by po paru metrach znowu go zatrzymać i tym razem poprosić o zwrot w prawo. Jeśli uzyskała zadowalający efekt, to na tym zakończyła dzisiejsze przyzwyczajanie Wara do tego sposobu pracy i jeszcze z nim postępowała w ręku, już na jednej lonży, po czym wróciła z koniem do stajni. /zt
Oliver Pelerieux - 2018-04-26, 22:58

Tym razem zdecydowałem się pojeździć na dworze, korzystając z ładnej pogody i dostępności parkuru. Przyjmijmy, że przed przyjściem tutaj zadbałem jeszcze o rozstawienie przeszkód pod ćwiczenie, które dziś zaplanowałem dla Soendergaarda.
Zanim jednak w ogóle zaczęliśmy myśleć o jakichkolwiek skokach, zatrzymałem ogiera przy schodkach, sprawdziłem popręg i opuściłem strzemiona, po czym dosiadłem jego grzbietu i dałem mu łydkę do stępa. Tradycyjnie zacząłem rozgrzewkę od około 15 minut stępa na długiej wodzy, ale na kontakcie, bo chciałem by poza rozciągnięciem nóg przyniosło nam to jakieś korzyści. Skoro byliśmy sami, to wykorzystywałem do tego cały obiekt, często zmieniając kierunek czy lawirując wokół przeszkód. Starałem się go też rozluźnić, wyginając go przy tym i prowokując do przeżuwania wędzidła. Pamiętałem że w przypadku Soena rozluźnienie było podstawą udanego treningu, dlatego to na nim się skupiłem, jednocześnie pilnując wymaganej aktywności.

Soendergaard - 2018-04-26, 23:02

Wchodząc na parkur rozejrzał się i zarżał melodyjnie w kierunki koni, które dostrzegł z daleka. I to by było z jego wiosennych amorów względem potencjalnych partnerek. :lol2: Zatrzymany przy schodkach poczekał grzecznie aż mężczyzna zajmie miejsce na jego grzbiecie i dociągnie popręg. Dopiero wtedy, gdy dostał łydkę do stępa ruszył nim spokojnie przed siebie. Idąc obszernym krokiem naprzód nie śpieszył ani nie obijał się, utrzymując równe tempo. Oparty na wędzidle przeżuwał je od czasu do czasu samoistnie podążając nosem w dół. Długoterminowa współpraca z brunetem powoli zaczynała przynosić efekty i Soen sam z siebie dążył od uzyskania przyjemnie dla obu stron kontaktu. W trakcie zmian kierunku giął się przyjemnie od łydek, nie uciekając od nich, a faktycznie wykonując element zgięcia. Im dłużej stępowali tym swobodniej ogier poruszał się w ustawieniu rozluźniając najpierw szyję, a następnie odpuszczając w plecach.
War Admiral - 2018-04-27, 16:44

Był zdenerwowany całą tą sytuacją i wszystko co zaczął robić było takie na odwal się, byle odhaczyć i mieć spokój. Dlatego na prawo zakręcił się szybko, żeby tylko już skończyć. Podrzucił też w międzyczasie głową, nerwowo parskając. Robiąc kilka kroków przed siebie, zatrzymany machnął ogonem i zerknął w stronę brunetki, aż ta wreszcie po bardziej spokojnym/lub na tym kończąc dała mu spokój. Stępował krótko i nerwowo, momentami wręcz caplując. Zarżał głośno, przechodząc do normalniejszego stępa, aż wreszcie opuścili maneż.
/zt

Oliver Pelerieux - 2018-04-28, 00:32

Cieszyłem się z zachodzących zmian, które tylko potwierdzały, że nasze treningi mają sens. Ogier stawał się z treningu na trening coraz bardziej jezdny i fajniejszy we współpracy, co dawało nam coraz większe możliwości jeżeli chodzi o poziom zadań stawianych na treningów.
Po dokładnym rozstępowaniu konia i wstępnym rozluźnieniu go, dałem mu łydkę do kłusa i zacząłem anglezować, podobnie jak w stępie dbając przede wszystkim o tempo. Soendergaard raczej nie miał z nim problemów, chyba, że w grę wchodziły skoki. Obawiałem się, że tego nawyku tak szybko nie wykorzenię, chociaż i w tej kwestii zachodziły drobne postępy.
Póki co podczas kłusa dalej pracowałem nad rozluźnieniem, zachęcając konia do poruszania się w nikim ustawieniu. Dalej go wyginałem, czy to kręcąc wolty, czy nawet podczas jazdy po prostej próbując łopatek, po które często sięgałem nawet w pracy z końmi skokowymi, zdając sobie sprawę z korzyści płynących z tego ćwiczenia. Celem tej rozgrzewki było uzyskanie rozluźnionego, chętnego do ruchu naprzód i lekkiego na ręce konia, co w przypadku Soena wcale nie było tak oczywiste - pamiętałem jeszcze, że na początkach naszej współpracy był sztywny jak kij i kompletnie zamulony lub nieobecny na kontakcie.

Soendergaard - 2018-04-28, 23:29

Do tej pory naprawdę niewiele od niego wymagano, ale gdy rozpoczął współpracę wraz z Olim cały jego świat wywrócił się do góry nogami. Wreszcie zaczął używać pleców i aktywnie pchać się zadem jednocześnie zaokrąglając i uelastyczniając swój ruch. Dzięki temu był nie tylko bardziej jezdny, ale też bardziej chętny do pracy nawet, jeśli w boksie zadawał się być zaspanym i rozleniwionym osiołkiem.
Zaproszony do kłusa ruszył nim chętnie, od samego początku idąc aktywnie do przodu. Nie śpieszył, ale też nie obijał się pozostając mimo wszystko z rozluźnieniu. Zaczął też powoli przeżuwać wędzidło opierając się na nim śmiało. Giął się dość przyjemnie od łydek cały czas niosąc łeb na wysokości klatki piersiowej. Stabilny kontakt i lekka ręka pozawalały Soenowi na budowanie zaufania, dzięki czemu, sam chętnie wchodził w ustawienie nie bojąc się tego, że Oli zrobi mu krzywdę. Był dość wrażliwy na pysku i bardzo dużo pracy kosztowało bruneta to, aby wreszcie przestał się tak po chamsku zapierać.
Teraz nawet ćwiczenia ujeżdżeniowe nie sprawiały mu większych problemów, gdy mógł swobodnie giąć się w kłodzie nie odczuwając żadnej sztywności mięśni, które zarówno z jednej jak i drugiej strony ciała były nie tylko rozluźnione, ale też odpowiednio rozciągnięte i elastyczne.

Oliver Pelerieux - 2018-05-01, 17:44

To prawda, że musiałem włożyć wiele pracy w to, by Soendergaard chodził tak, jak teraz. Jednocześnie miałem dużo szczęścia, że jego właściciel nie zabrał mi go po odrobieniu, dzięki czemu mogłem dalej sobie jeździć i się nie martwić, że ktoś zepsuje moją pracę. :lol:
Po rozkłusowaniu ogiera na obie strony, przeszedłem na chwilę do stępa, pozwalając mu odsapnąć. Prawdopodobnie nie był jeszcze zmęczony, ale bardziej zależało mi na odpoczynku dla głowy niż mięśni. Mnogość zadań mogłaby znużyć Soendergaarda, a ja chciałem żeby na naszych treningach było fajnie i przyjemnie. Nie do każdego konia miałem takie podejście, bo często po prostu nie miałem na to czasu, ale że gniady był prawie jak mój własny, to dostawał niejaką taryfę ulgową.
Stępowaliśmy zatem przez minutę na dłuższej wodzy, po czym ponownie nieco ją skróciłem, podpierając przy tym konia łydką i rozluźniając go na ręce, a następnie ponownie zakłusowałem, szykując się już do galopu. Zanim jednak o nim pomyślałem - co niechcący mogłoby mnie zdradzić i tym samym nakręcić Soena - poczekałem aż rozluźni się w kłusie i złapie stały rytm. Dopiero wtedy zagalopowałem (dajmy na to z lewej nogi) na kole o średnicy dwudziestu metrów, siadając wcześniej w siodle i uprzedzając konia pojedynczą półparadą, po której cofnąłem łydkę za popręg, obiema ścisnąłem jego boki i wypchnąłem go biodrami do wyższego chodu. Pozostałem na kole na jedno okrążenie, cały ten czas jadąc pełnym siadem, co miało mi ułatwić uzyskanie okrągłego, aktywnego galopu, po czym wyjechałem na ścianę i przeszedłem do półsiadu, naraz zachęcając konia do nieco żywszego tempa.

Soendergaard - 2018-05-01, 20:07

Przechodząc do stępa skorzystał z chwili odpoczynku, podczas którego Oliver wymagał od niego jedynie aktywnego kroku naprzód. To pozwoliło gniademu odpocząć i zrelaksować się przed ponownym powrotem do pracy. Obaj doskonale się dogadywali i Soen właściwie momentami traktował Oliego jak drugiego właściciela, a właściwie trzeciego, bo była jeszcze Aaren, która dbała o niego jak o swojego konia.
Wchodząc na kontakt przy nieco krótszej wodzy przeżuł wędzidło i nieznacznie wypuścił nos w dół pozostając lekkim i przyjemnym na ręce. Parsknął krótko i przeżuł wędzidło dopiero po chwili dostając pomoce do zagalopowania. Ruszył zaczynając od zadu i od samego początku pod górę wyraźnie pchając się umięśnionym zadem. Pozostawał przy tym lekki przodem nie uwalając się na ręce tak jak robił to kiedyś zwyczajnie tracąc równowagę. Śmiało obrał nieco żywsze tempo, które powolutku zaczął wytracać pozostając na kole, na które zabrał go mężczyzna. Płynnie poruszając się galopem pozostawał okrągły i rozluźniony, dopiero po wyjściu na ścianę rozwijając pożądaną przez Olivera prędkość.

Oliver Pelerieux - 2018-05-02, 18:55

Jadąc w półsiadzie po ścianie, parokrotnie skróciłem/dodałem w galopie, sprawdzając szybkość reakcji ogiera, co było ważnym czynnikiem podczas jazdy po parkurze. Ilekroć zamierzałem skrócić galop, pierw wykonywałem krótką półparadę, po której brałem nieco konia na siebie, dążąc do zwolnienia galopu, a po paru foule ponownie zachęcałem Soendergaarda do dodania. W tym wolniejszym, typowo roboczym galopie czasami wjeżdżałem też na koło o średnicy piętnastu metrów, głównie wtedy, gdy coś wymagało "poprawy" - i mam tu na myśli ewentualne usztywnienia, bo moją przewodnią myślą była jazda w rozluźnieniu, do dołu, więc nie mogłem sobie pozwolić na to by ogier choć na chwilę wieszał się na ręce, co zawsze starałem się przejechać by ostatecznie dalej go mieć na przyjaznym kontakcie.
Nie kręciłem też niepotrzebnych kilometrów, tylko dość szybko zmieniłem stronę, na którą galopowaliśmy, w tym celu zjeżdżając do środka by przez środek parkuru zmienić nogę za pomocą lotnej. Po zmianie kierunku podobnie "bawiłem" się z ogierem, ale nie za długo żeby go nie zmęczyć, co w sumie było chyba zbędną obawą znając jego sporadyczne odpały przy skokach. :lol:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group