Drew Pascail - 2019-01-05, 14:41 Sugeruję, że jest nad czym popracować jeśli chodzi o zachowanie Volano. Drew nie miał nic przeciwko energicznemu tempu, zadowolony z tego, że karosz jest chętny do rozluźnienia, wyprostowania i obniżenia łba. A przynajmniej tak było, dopóki nie nadeszła druga para (w tym czasie Whatever i Friedrich się zawinęli). Drew grzecznościowo przywitał się z Tate, a potem z Lucasem, starając się im nie przeszkadzać. Volano jednak coś się nie spodobało, a konkretnie obecność Fallinga. Najpierw zauważył, że ogier się spina, starał się więc znowu go rozluźnić, posyłając mu półparady, żeby skupiał się na nim, a nie na tym co niepotrzebne, zwłaszcza, że drugi ogier zachowywał się póki co cywilizowanie, chociaż to oczywiście mogło ulec zmianie. W pewnym momencie Volano nawet się zatrzymał, zmuszając Drew do przepchnięcia g, aby ponownie mogli ruszyć stępem. Tym razem jednak Pascail postanowił zająć czymś myśli hanowera i odciągnąć uwagę od drugiej pary. Nabrał nieco wodzy na elastyczny kontakt, prosząc Volano o aktywność i zaangażowanie. Następnie zmienili kierunek jazdy przez przekątną, a po okrążeniu na drugą stronę odbili na pierwszą figurę (koło), na której starając się o równe tempo, jednocześnie zachęcał go do owijania się wokół jego wewnętrznej łydki, zewnętrzną cofnął za popręg, aby pilnowała zadu, wodzami nadając kierunek i zgięcie w potylicy. Po kilku kołach i innych figurach, znowu zmienili kierunek jazdy, by wykręcić podobne najpierw większe, potem ciaśniejsze figury. Na koniec jeszcze jedno pełne okrążenie w stępie, i gdy Drew był pewny, że dobrze się rozgrzali w tym chodzie posłał mu półparadę, usiadł głębiej w siodle, dodał mu łydki, lekko wypchnął z bioder i nieco wysunął ręce do przodu, prosząc Volano o kłus, od razu też próbował ustalić z nim tempo, które odpowiadało im obu.Caroline Hathaway - 2019-01-06, 22:32 Przyszła z klaczą na halę rekreacyjną, ponieważ była w tej chwili pusta. Z założenia. Weszła na obiekt okrążając go niemal dookoła, by podejść do schodków ustawionych w narożniku. Tam poprawiła jej sprzęt, by poklepać ją po szyi i zaraz po schodkach wspiąć się na jej grzbiet. Przytrzymała ją w nieruchomości przez krótki moment, nie omieszkając się za to ją pochwalić i wtedy pozostawiając jej długą wodzę, dodała łydkę prosząc ją o stęp. Prowadziła ją jak na razie wzdłuż ścian hali, utrzymując aktywne tempo. Jednak nie za szybkie, ale takie aby się też nie ślimaczyła w tym.Nearly Perfect - 2019-01-09, 20:00 Droga na halę odbyła się raczej w spokoju. Po wejściu z kobietą na halę rozejrzała się wokół, zauważając, że jest tu pusto (powiedzmy). Hale nie były dla niej żadną nowością, chociaż krótkie zapoznanie z obiektem się przyda. Perfect była znana ze zdolności płoszenia się z błahych powodów, których jednak tu na razie nie znajdowała, więc była dość spokojna i nawet skupiona. Zatrzymała się w narożniku, posłusznie stojąc w miejscu, podczas gdy Caroline poprawiała sprzęt i sadowiła się na jej grzbiecie. Na pochwałę za nieruchomość parsknęła pozytywnie, nie znajdując żadnej trudności w staniu w miejscu, przynajmniej przez krótki czas. Ruszyła stępem dopiero kiedy właścicielka jej to zasugerowała, obierając aktywne i energiczne tempo, które jednak nie kolidowało z zamysłami Caroline. Obniżyła lekko i wyprostowała szyję, nosem celując w dół i rozluźniając się, co jednak nie równało się lenistwu. Pracowała dość aktywnie, biorąc pod uwagę niezbyt wymagające zadanie stępowania pod ścianami hali.Volano - 2019-01-11, 23:07
Drew Pascail napisał/a:
[...]
To bardzo dobrze panie właściciel, bardzo dobrze ;3 Fakt nad ogierem i jego zachowaniem trzeba popracować, bo tylko tą drogą może dojść do znaczącej zmiany w nim na tym polu. Po prostu ogier nie przypadł mu do gustu, zresztą co najmniej dziwne by było jakby mu przypadł. Obszedł się z wyjściem tej pierwszej pary, ale ta zdecydowanie nie w jego typie. Ogier nie umiał dłuższą chwilę odpuścić, idąc wyraźnie z spięciem i nie zadowoleniem, które demonstrował poprzez skulone uszy. Na pomoce przepychające zareagował minimalnie oderwaniem przodu od podłoża, by ruszyć gwałtownie kłusem przed siebie. Pewnie wybił przy tym faceta z leksza z równowagi i nerwów, jednak nie należał do spokojnych i opanowanych koni jak Hanky i Drew o tym wiedział. Pewnie jednak szybko przeszedł do stępa, pozostając jeszcze krótki moment w tym zawieszeniu. Dopiero wraz z zajęciem jego myśli pracą na wyższych obrotach, zaczął się skupiać na tym i odpuszczać, zapominać w tamtej sprawie. Wszedł z facetem dość niechętnie na kontakt, dopiero po tej chwili odpuszczając i nie zagryzając tak mocno wędzidła. Mielił zdecydowanie chętniej wędzidło, jednocześnie zaczął mocniej wchodzić zadem pod kłodę tym samym angażując go w pracę. Wyjechali na przekątną, by zmienić kierunek jazdy i po okrążeniu wokół hali odbili na pierwsze koło. Postarał się jak najlepiej wygiąć od jego wewnętrznej łydki, a pilnowany zewnętrzną nie wypadał zadem z ustawienia. Prowadzony na zewnętrznej wodzy chętnie zginał się w potylicy do wewnątrz, tam gdzie Drew działał wewnętrzną wodzą. Po kilku kołach i innych figurach znowu zmienili kierunek jazdy, by wykręcić podobne figury najpierw większe, a potem mniejsze. Końcowo wykonali jeszcze jedno okrążenie w stępie, by wraz z pomocami od jeźdźca Volano zbyt chętnie przeszedł do kłusa. Właściciel na początku musiał go nieco przytrzymać, by ogier wpadł w właściwy rytm.Drew Pascail - 2019-01-12, 21:32 Oczywiście zdawał sobie sprawę, że Volano był "cięższym", nie tak spokojnym koniem, co miał mu okazję dowieść na terenach czy rajdach. To sprawiało, że znacząco różnił się od Hanky i chociaż na początku mogło mu być trudniej odnaleźć się z karoszem, to przecież nie jeździł od wczoraj i nie chciał mieć wszystkich koni na jedno kopyto, nawet jeśli Hanky Panky była ideałem pod względem charakteru. Nadal pracował nad jego rozluźnieniem i chociaż minimalnym uspokojeniem, karosz wydawał się "napompowany" i podrażniony obecnością innych par. Przy próbie przepchnięcia i nakłonienia, aby ruszył dalej ogier owszem, zrobił to przy tym unosząc nieco przody i wchodząc w dość energiczny kłus. To faktycznie wybiło go ze skupienia i rytmu, ale na szczęście nie z równowagi, więc dość szybko postarał się ogarnąć hanowera, tak aby wrócił do stępa i to ciut spokojniejszego. Później Volano też dość niechętnie wchodził na kontakt, zagryzając wędzidło, ale przynajmniej się nie zatrzymywał, aby wskoczył do kłusa. Drew skupił się na rozluźnieniu de la Barre'a i zaangażowaniu go na figurach, czy przekątnej. Przy tym posyłał mu dodatkowo półparady, chcąc aby kary skupiał się na tym co istotne, a nie na innych, Bogu ducha winnych parach. W końcu po wykręceniu różniastych figur na obie strony Pascail posłał mu pomoce do kłusa, przygotowując się do tego, by nieco przytrzymać Volano w tempie. Wcale go nie ograniczał, pozwalając mu na aktywny i energiczny kłus, jednak nie do tego stopnia, żeby mieli wylądować na ścianie, albo zagrozić drugiej parze. Na pierwszych okrążeniach skupił się więc właśnie na wypracowaniu tempa, które choćby w części odpowiadałoby im obu, oraz na tym by ogier jeszcze nieco się rozluźnił. Następnie znowu skłonił go do większego zaangażowania, najpierw przez zmianę kierunku po przekątnej, a później skręcając z nim na pierwsze figury. Na początku koła średniej wielkości, następnie nieco ciaśniejsze, by finalnie wykręcić jakąś serpentynę. Po kolejnym okrążeniu znowu zmienili kierunek i mniej więcej powtórzyli figury na drugą stronę. Drew cały czas starał się oddziaływać na Volano półparadami, pilnując równego tempa, przy tym działając wewnętrzną łydką na popręgu, wyginając od niej hanowera na łukach, zewnętrzną cofnął nieco za popręg, wodze nadawały prawidłowe, przynajmniej w zamyśle zgięcie w potylicy. Nawet jeśli na początku nie do końca im wychodziło to poprzez szereg pomocy i starań próbował poprawić niedociągnięcia na kolejnych figurach o zmiennych rozmiarach, które wykręcili również po zmianie kierunku na drugą stronę. W końcu kiedy uznał rozgrzewkę w kłusie za co najmniej dostateczną na ścianie posłał mu kolejną półparadę, siedząc w siodle dodał mu łydki, wypchnął z bioder, prosząc o zagalopowanie, od razu trochę się nastawiając na zahamowanie Volano w zapędach.Nadya - 2019-01-27, 12:18 /można założyć, że tu pusto
Przyszła z Jimem na jedną z hal, gdzie akurat czekały na nich już ustawione przeszkody. Oprowadziła go po obiekcie, na razie nie zwracając szczególnie jego uwagi na wspomniane przeszkody, bo na to będzie czas później. Zatrzymała go w rogu, poprawiła popręg, po czym korzystając ze schodków znalazła się na jego grzbiecie. Tam usadowiła się spokojnie, zebrała wodze i poklepała Jima po łopatce. Następnie dodała mu obie łydki, dodatkowo lekko wypychając z bioder do stępa. Na razie dała mu luźną wodzę, zachęcając do rozluźnienia, wyprostowania szyi i obniżenia jej. Nie dyktowała mu też tempa, o ile ogier od razu się nie rozpędził nie wiadomo jak. Idealnie byłoby gdyby Oldenburg zdecydował się na aktywny stęp, ale nawet jeśli wybrał żółwie tempo, na razie to zaakceptowała. Chciała im po prostu dać chwilę, żeby przyzwyczaili się do siebie, bo w końcu ich ostatni wspólny trening miał miejsce dość dawno, a także do otoczenia. Nadya na razie skupiała się ewentualnie na odpowiednim tempie i tym, żeby Jim się rozluźnił. Od czasu do czasu klepała go po szyi, albo posyłała półparadę, żeby nie popadł w skrajność i nie zapomniał o jej istnieniu na swoim grzbiecie.Jim Beam Rye - 2019-01-27, 17:14 Wchodząc na halę, podniosłem wyżej łeb i nadąłem nozdrza, czujnie spoglądając wokół. Szybko jednak uświadomiłem sobie, że nie ma tu nic niepokojącego i automatycznie przestałem się przejmować. Może nasz ostatni wspólny trening miał miejsce dawno temu, ale berajterzy regularnie zabierali mnie na halę, wiec byłem przyzwyczajony do tego miejsca. Nie zmieniało się jak las czy łąki, więc obejście hali wokół w zasadzie nie było konieczne.
Później pozwoliłem na to, by Nadya usiadła na moim grzbiecie. Następnie odpowiedziałem na łydkę do stępa i ruszyłem nim przed siebie, idąc umiarkowanie aktywnym tempem. Byliśmy tu sami, więc nic mnie nie motywowało do tego, by poruszać się energiczniej. Nie byłem też ospały by powłóczyć nogami, toteż w efekcie poruszałem się takim spokojnym stępem, korzystając z danej mi swobody, ale nie wykorzystując jej przeciwko Nadyi. Takie warunki, jakie mieliśmy teraz na hali, zdecydowanie nam na to pozwalały. W innych pewnie nie byłoby tak kolorowo.Nadya - 2019-01-29, 18:34 Warunki tu panujące również jej odpowiadały i naprawdę nie miała co narzekać na Jima, z resztą jak dotąd jeszcze miała na to niewiele okazji. Obrane przez niego tempo również jak na razie w zupełności jej odpowiadało. Poświęcili jedno czy dwa okrążenie na taki stęp na długiej wodzy w dogodnym dla Jima tempie. Później to tempo też się nie zmieniło, przynajmniej nie z jej decyzji. Po dwóch okrążeniach takiego spokojnego stępa pozbierała wodze na lekki, elastyczny kontakt, posyłając mu też od czasu do czasu półparady, już nie tylko po to, aby nie zapomniał, że Nadya siedzi na jego grzbiecie, ale dlatego, że chciała z nim osiągnąć większe skupienie i zaangażowanie nad czym też zaczęła stopniowo pracować. Zanim ogier całkiem by się znudził obecnymi czynnościami skręcili na przekątną, aby zmienić kierunek jazdy. Na przekątnej poza utrzymywaniem stałego tempa pilnowała go łydkami na linii prostej, nie miała też nic przeciwko jeśli to jakoś zmotywowało go do przyspieszenia, oczywiście w granicach rozsądku. Zaraz po zjeździe z przekątnej zainicjowała pierwszą figurę - koło w lewo dość sporych rozmiarów. Na kole pracowała wewnętrzną łydką na popręgu, sygnalizując oldenburgowi wygięcie od niej. Zewnętrzną cofnęła za popręg, aby pilnowała zadu, wewnętrzną wodzą zapewniała odpowiednie ustawienie Jima do wewnątrz, zewnętrzną zapobiegała wypadaniu łopatką oraz nadmiernemu zgięciu. Nieco dalej wykręcili mniejszą woltę w prawo, na której jeszcze intensywniej działała pomocami, pomagając Jimowi wpisać się w figurę. Po zmianie kierunku przez przekątną wykręcili kolejne figury: odpowiednio większe koło w prawo i woltę w lewo, a potem pod równoległą długą ścianą serpentynę. Po tej pracy nad figurami na obie strony pochwaliła Jima, aby następnie poćwiczyć przez kilka metrów zatrzymywanie i ruszenie stępem, przy tym cały czas starała się o utrzymanie skupienia przez działanie półparad od czasu do czasu. Po kolejnym ruszeniu stępem i półparadzie kawałek dalej dodała mu obie łydki, lekko wypychając go z bioder i przesuwając obie ręce nieco do przodu, prosząc Oldenburga o kłus roboczy. Przez pierwszych kilka minut skupiła się na wstępnej rozgrzewce w tym chodzie i ustaleniu z ogierem właściwego tempa, które odpowiadałoby im obu.Jim Beam Rye - 2019-01-30, 23:24 Po nabraniu wodzy na kontakt automatycznie zmieniłem ustawienie głowy, nos ustawiając w pionie i tym samym lekko skracając i zaokrąglając szyję. Nie było to jednak wymuszone, więc obeszło się bez nieprzyjemnego spięcia. Nie byłem wrażliwcem, więc wykonywane przez Nadyę półparady musiały być nieco mocniejsze, jeśli miały odnieść oczekiwany skutek. Wówczas przeżułem wędzidło, powoli podejmując swego rodzaju dialog z ręką Nadyi. Cały czas stępowałem aktywnie, co nie zmieniło się również po wejściu na koło, na którym wygiąłem się wokół wewnętrznej łydki amazonki, poprawnie wpisując się ciałem w łuk. Na początku jazdy byłem ostatnio trochę sztywny, a dzisiaj nie było inaczej. Wszystko miało jednak prawdopodobnie minąć z czasem, w miarę rozgrzewki. Po tym, jak zamknąłem koło, płynnie zmieniłem ustawienie z lewego na prawe, po czym wszedłem na kolejną woltę. Na prawo zawsze byłem trochę bardziej elastyczny, ale dziś ta różnica była znikoma, bowiem nie towarzyszył mi żaden zewnętrzny stres; niczego się nie obawiałem, więc nawet gdy poruszałem się ślepą stroną do zewnątrz, to nie robiło to na mnie większego wrażenia. W końcu ileż można przeżywać jedno i to samo? Wyraźnie też polegałem na Nadyi i dobrze czułem się w jej towarzystwie, co usypiało moją czujność, w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Na kolejnych kołach i woltach wyginałem się jednakowo dobrze, co prawda wciąż niezmiennie trochę mało plastycznie, ale dopóki nie rozruszałbym się w kłusie czy galopie, raczej nic się w tym kierunku nie zmieni. Już na pierwszą próbę zatrzymania odpowiedziałem poprawnie i szybko, przechodząc do stój, choć z lekko zaburzoną równowagą, która poleciała do przodu. Przez to ponowne ruszenie też nie należało do najlepszych, ale z czasem - przy odpowiedniej korekcie - przejścia uległy poprawie, tak jak moja reakcja na pomoce. Do kłusa przeszedłem chętnie, żwawo, ale nie pędziłem przed siebie. Pozostałem we wcześniejszym ustawieniu i rytmicznie, równo kłusowałem przed siebie, raz tylko potykając się lekko bez konkretnego powodu i bez większego wpływu na równowagę jeźdźca.Nadya - 2019-02-01, 20:58 To, że Jim polegał na niej i nie okazywał żadnych baw było podstawą do udanego treningu. Na figurach i przy zatrzymaniach ze stępa, aby znowu tym chodem ruszyć co prawda występowały niedociągnięcia i Jim był trochę sztywny, ale nie było to coś co nie dałoby się rozpracować podczas treningu. Po przejściu do kłusa tempo jakie obrał ogier również jej odpowiadało, na razie krążyli pod ścianami, wstępnie się rozgrzewając w tym chodzie. Przy tym Jimowi zdarzyło się raz potknąć nie wiadomo o co, ale było to lekkie potknięcie, które nie zaważyło w jakiś znaczny sposób na jej równowadze. Jeszcze pod ścianami, wysyłając mu od czasu do czasu wyraźniejsze półparady na przemian zaczynała anglezować, spokojnie znajdując właściwy rytm, by kilka metrów dalej wrócić w siodło, do kłusa ćwiczebnego. Chwilę później zasygnalizowała mu pierwsze figury. Zaczęli niestandardowo od wężyka, aby po powrocie pod ścianę wykręcić dwa koła jedno mniejsze, drugie większe, odpowiednio w prawo i lewo. I tym razem starała się przy zachowaniu stałego tempa o prawidłowe wygięcie i owinięcie się wokół jej wewnętrznej łydki, którą działała na popręgu. Kawałek dalej prawie w narożniku skręcili po przekątnej, aby zmienić kierunek jazdy. Pod równoległą długą ścianą również wykręcili po jednym większym i jednym mniejszym kole. Nadya starała się poprzez ćwiczenia na figurach powoli zniwelować jego sztywność Po zamknięciu mniejszego koła w prawo posłała mu kolejną półparadę następnie poświęcając się ćwiczeniu przejść z kłusa do stępa, aż do zatrzymania i tak dalej, niemal przez całe okrążenie. W końcu stępem pokonali prawie całą długą ścianę. W narożniku po zadziałaniu półparadą dodała mu łydki prosząc o kłus, a w połowie krótkiej ściany dodała łydki, wypchnęła go z bioder, wyciągając bardziej nadgarstki i prosząc go o galop roboczy. I tym razem najpierw poświęciła uwagę aby ten galop był w odpowiednim, rozsądnym tempie, chociaż wcale mu go aż tak bardzo nie ograniczała, o ile obrane przez niego tempo było bezpieczne dla otoczenia i dla niej samej. Podczas wstępnej rozgrzewki w tym chodzie, kiedy poruszali się pod ścianami jedynie od czasu do czasu posyłała mu półparady. Po kilku minutach, tak jak to miało miejsce przy niższych chodach zabrała się za wykręcanie kół i ogólnie figur również w tym tempie. Najpierw zjechali na przekątną, na której pilnowała go łydkami, aby jechał po prostej. Przy równoległej ścianie prawie zaraz zabrała go tym razem na mniejsze koło a potem na większe, zmieniając kierunek. Od czasu do czasu posyłała mu półparady, poza tym starając się o równe tempo i utrzymując elastyczny kontakt, przy tym pracując na kołach łydkami, tak aby Oldenburg wyginał się od jej wewnętrznej łydki, zewnętrzną cofniętą za popręg pilnowała zadu. Kolejną figurą była serpentyna, a chwilę później znowu zmienili kierunek jazdy i wykręcili kilka podobnych figur na drugą stronę. /następnie postawiła na przećwiczenie przejść, już między wszystkimi chodami, od galopu, do kłusa, aż po stęp i w drugą stronę. Finalnie wrócili do galopu, jednak nie na długo. Po jeszcze jednym spokojniejszym okrążeniu w tym chodzie znowu zwolnili aż do stępa, gdzie Jima czekała chwila odpoczynku przed dalszymi atrakcjami.Caroline Hathaway - 2019-02-01, 23:52
Nearly Perfect napisał/a:
[...]
Nie wątpiła że klacz była na wielu halach może nawet na tej, ale nie zaszkodziło im obejść ją dookoła. Caroline była przyzwyczajona do płoszenia się klaczy, przestała się tym specjalnie przejmować już dawno temu. W końcu wiedziała że pewnych zachowań nawet jakby nie wiadomo co się robiło, to nie dało się zniwelować. Poza tym ogólnie ten gatunek zwierząt należał do dość płochliwych, nawet jak były stabilne psychicznie to im się zdarzało płoszyć. Z Perfect pracowała od wielu już lat, była jej podstawowym koniem i miała do niej ogromną słabość. Obecnie nie zajmowały się niczym specjalnym, ale dopiero ich trening się rozwijał i jeszcze wszystko przed nimi. Krążyły dłuższy czas po hali w stępie nie robiąc nic więcej, no za wyjątkiem zmiany kierunku ruchu przez przekątną. Po kilkunastu minutach takiego stępa, dociążyła jej zad i pozbierała wodzę w zachęcającym dla klaczy ruchu do pozbierania się i zaangażowania w pracę. Wtedy zaczęła też z rudą kręcić pierwsze figury, zaczynając od większych wolt, wykręcając ją od wewnętrznej łydki zostawionej na popręgu a zewnętrzną pilnowała jej zadu. Prowadziła ją zewnętrzną wodzą, nadając jej zgięcie w potylicy wewnętrzną. Wykonały po kilka większych na obie strony, a dla urozmaicenia wplotły w to też wężyki czy serpentyny. Starała się na tych figurach nadać jej odpowiednie zgięcie, aby klacz jak najlepiej wyjeżdżała wszystkie figury. W końcu po wykonaniu nie zliczonej ilości tego wszystkiego na obie strony powróciły pod ścianę i przejechały kilka metrów na wprost. Wtedy dołożyła łydki do jej boków, lekko wysunęła ręce w przód i wypchnięciem z bioder poprosiła ją o przejście do kłusa.Jim Beam Rye - 2019-02-03, 22:41 W odpowiedzi na półparady coraz chętniej i częściej przeżuwałem wędzidło, tym samym stając się coraz lżejszym i bardziej plastycznym w pysku. Nadya musiała jednak zwrócić uwagę na to, by przy tym wszystkim porządnie dojechać mnie łydką, bo tak samemu z siebie, to nie bardzo mi się chciało angażować zad. W rezultacie moja sylwetka była dość rozwleczona i chociaż wartko przebierałem nogami, to od pracy zadu można by oczekiwać jednak więcej.
Częsta jazda po kołach zaczęła przynosić oczekiwany skutek, a mianowicie stawałem się coraz luźniejszy, a mój ruch swobodniejszy, szczególnie jeśli chodzi o zakres ruchu w łopatkach czy o pracę grzbietu. Mimo to jazda po ciaśniejszych woltach wymagała od Nadyi używania wyraźniejszych pomocy, jeśli chciała, by zadanie zostało wykonane poprawnie; dopiero na taką wyraźną prośbę odpowiadałem tak, jak powinno to wyglądać, zwyczajnie nie mogąc się rozluźnić w 100% na pstryknięcie palcem.
Liczne przejścia zauważalnie wpłynęły na szybkość, z jaką odpowiadałem na poszczególne sygnały, a także na zad, którego siłą rzeczy zacząłem efektowniej używać, wreszcie odnajdując właściwy środek równowagi. Był to jednak chwilowy postęp, bowiem jak na konia byłem dosyć cwany i nie lubiłem się przemęczać, od zawsze będąc raczej koniem, który idealnie sprawdziłby się jako profesor czy koń rodzinny, aniżeli krewkim sportowcem. Dlatego gdy podczas zagalopowania Nadya przesunęła nadgarstki do przodu, moja równowaga znowu się rozsypała - przeniosła się na. przód ciała, w czego efekcie galop był ciężki i płaski. Potrzebowałem bardzo stabilnego kontaktu z ręką, więc gdy go niespodziewanie traciłem podczas przejść, od razu było to widać. Mimo to galopowałem, nie za szybko, bo w przeciwieństwie do otwartego terenu, hala nie wyzwalała we mnie dzikich pokładów energii, zwłaszcza tak mała, jak ta. Kondycję miałem dobrą, pomimo spadku formy, więc kręcenie "kilometrów" po hali nie było dla mnie szczególnie męczące, za to trochę monotonne. Same półparady nie miały większego wpływu na to, że galopowałem nijako, czasem tylko zwracałem uszy ku Nadyi i dalej "patatajałem" bez większego celu. W rezultacie wykonywane w galopie koła nie były wybitnej jakości, podobnie jak lotne podczas zmian kierunku (?), ale już kolejne zagalopowania, podczas przejść, były trochę lepsze, pod warunkiem, że amazonka nie bała się konkretnie wsiąść w siodło i utrzymywała wyraźny kontakt z pyskiem. Musiała uświadomić sobie przede wszystkim to, że byłem duży i ciężki, i nie wszystko chciałem robić od samego proszenia, co nie oznacza, że nasze relacje wymagały diametralnej zmiany. Po prostu odrobiny więcej stanowczości.Naomi Eaton - 2019-02-05, 16:05 Wracając do fabuły z tego miejsca...
To, że Lucia posiłkowała się przede wszystkim rękami, oczywiście nie było poprawne, ale jak najbardziej uzasadnione. Naomi wcale jej się nie dziwiła, że tak robi. Dopóki starała się używać łydek, instruktorka nic nie mówiła, gdy dziewczynka pomagała sobie w zakrętach ciągnąc za wewnętrzną wodzę. Inaczej prawdopodobnie by nie skręciła, ale z czasem ten problem powinien minąć, gdy już trochę dorośnie do Biszkopcika, który choć nie był bardzo wysoki, to dosyć okrągły, przez co dziewczynce mogło zabraknąć paru centymetrów nóg.
Na jeden problem mogła jednak zwrócić uwagę już teraz - mianowicie na oddawanie zewnętrznej wodzy podczas zakrętów, co znacznie utrudniało Lucii wykonanie zadania, bo Biscotii wypadał łopatką albo całkiem wywoził dziewczynkę.
- Prawa ręka zostaje w miejscu, nie przesuwaj jej do przodu - odezwała się podczas zakrętu w lewo, a potem jeszcze parę razy zwróciła juniorce na to uwagę, żeby nie zmieniała pozycji ręki po zewnętrznej stronie, tylko utrzymywała napięcie na wodzy. Być może zapamiętanie tego ułatwił jej fakt, że zakręty momentalnie stały się bardziej precyzyjne.
Gdy już oboje rozgrzali się w stępie, Naomi poprosiła Lucię, żeby ruszyła kłusem wzdłuż ściany i zaczęła anglezować. Jeśli przejście było ospałe lub niemożliwie, zaproponowała jej skorzystanie z bacika, a potem już tylko patrzyła, jak młoda sobie radzi, gotowa zwrócić jej uwagę na rzeczy, które mogły jej ewentualnie przeszkadzać.Lucia - 2019-02-05, 23:40 Przyjęła sobie uwagę instruktorki do serca i chociaż naprawdę wiedziała, że nie powinna, to czasami mimowolnie oddawała zewnętrzną rękę. Teoria teorią, ale wszystko wymagało wypracowania w praktyce, więc na efekty trzeba będzie jeszcze poczekać. Bo gdy nawet pamiętała o tej nieszczęsnej zewnętrznej wodzy, to jej wodze były na tyle luźne, że nic to na dobrą sprawę nie zmieniało.
Prośba o zakłusowanie nie wzbudziła w dziewczynce żadnych negatywnych emocji. Bo choć była jeszcze mała, to nie bała się ani koni, ani ''prędkości'' związanej z szybszymi chodami. Poruszając się po pierwszym śladzie, dzielnie przyłożyła łydki do boków konia, choć mimo jej chęci mogło to nie wystarczyć - z wiadomego powodu. Tak czy siak, blondyneczka nie dawała za wygraną, wspomagając się bioderkami, czy nawet cmoknięciem. Sama z siebie nie nadużywała raczej bata i skorzystała z jego pomocy dopiero wtedy, gdy zasugerowała jej to Naomi. W każdym bądź razie, wraz z kłusem Lucia zaczęła rytmicznie anglezować (nawet upewniając się, że robi to na dobrą nogę!). Jej postawa pozostawiała jednak jeszcze sporo do życzenia - bo choć pięty skrupulatnie trzymała w dole, a palce do konia, to rączki były za wysoko, ręka w łokciu nie była ugięta, a same dłonie mimowolnie przekręcały się jej na boki (tak jakby trzymała kierownicę roweru, o).Cruor Vena - 2019-02-07, 14:22 Scotti wyglądał dokładnie tak, jakby doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Lucia nie do końca sobie daje na nim radę, a mimo to, nie wykorzystywał tego przeciwko niej. Co rusz kierował uszy w stronę swojej małej amazonki, a potem patrzył gdzieś w przód, chwilowo nie słuchając. Szedł w stałym tempie stępa, skręcając tam, gdzie dziewczynka tego chciała, choć z pewnych względów nie były to płynne zakręty. Mimo wszystko lepiej reagował na łydki, których dziewczynka nie była mu w stanie dać, więc zakręcał od wewnętrznej wodzy. A przez to, że Lucia oddawała mu przy tym zewnętrzną wodzę, często - nawet nie to, że specjalnie, ale siłą rzeczy - wypadał przy tym łopatką z zakrętu i lekko wywoził juniorkę. Jakby nie było, odpowiadało to wałachowi, bo nie musiał się zanadto wysilać.
W końcu zjechali na ścianę, gdzie Lucia zachęciła go do ruszenia kłusem. Pierw lekko się spiął, przyspieszając w stępie i głośno wzdychając, jakby chciał się zapytać, czy to naprawdę konieczne? Na cmokanie zastrzygł uszami i dopiero wyraźniejsza łydka lub bacik rzeczywiście zachęciły go do tego, żeby ruszyć kłusem. Wbrew początkowej niechęci do zakłusowania, w kłusie szedł stosunkowo aktywnie, raźno przebierając nogami, ale nie pędząc na złamanie karku. Jedynym, czego można było się przyczepić, było to, że dość cwanie próbował sobie skracać drogę, czyli ścinał narożniki, co oczywiście nie brało się znikąd, ale tego to już Naomi zapewne była doskonale świadoma.