Parę kolejnych przeszkód układało się niemalże w jedną, zamkniętą kombinację, ale poza wjazdem do wody Jess nie dostrzegła w nich niczego, co ewentualnie mogłoby zaskoczyć Watchmana. Sama także nie dawała mu swoim zachowaniem powodów do wynajdowania strachów, ponieważ cały czas utrzymywała aktywny, pewny styl jazdy, bez prób wpędzania konia w przeszkody. Nie zapominała też o tym, by często chwalić Watchmana, niekiedy również wtedy, gdy którąś przeszkodę przeskakiwał bez wahania.
Biorąc pod uwagę niewielką odległość między poszczególnymi przeszkodami, przed 9a zawodniczka usiadła w siodle i lekko skróciła konia, wciąż jednak wymagając od niego okrągłego, dynamicznego galopu. Właśnie w takim tempie najechała na wspomnianą przeszkodę, by następnie posłać karego do skoku. Zgrała się z jego ruchem, dzięki czemu nie zakłóciła jego równowagi i za chwilę miękko wróciła w siodło, by cofnąć ramiona i zamknąć konia w łydkach, co by nie skrócił się między poszczególnymi członami. Ponowiła sygnał do odbicia i za chwilę miała za sobą kolejny człon przeszkody. Kilka foule po łuku dalej czekała następna, bardziej zabudowana przeszkoda, choć wciąż nie przekraczająca 80 centymetrów. W tym niewielkim dystansie do 10a zawodniczka spróbowała zachęcić Watchmana do aktywniejszego galopu, z którego miał śmiało skoczyć dziesiątkę. Owe działanie poskutkowało nie tyle wysokim, co szerokim lotem, zakończonym łagodnym lądowaniem na wprost zbiornika z wodą. Z treningów wiedziała, że to właśnie do wody Watchman miał często największe awersje, ale tutaj woda była "zaprojektowana" w bardzo przyjazny dla konia sposób. Zejście do niej było bardzo łagodne, a sama sadzawka płytka. W razie potrzeby Jess dodatkowo zmotywowała Watchmana głosem, choć to podpierająca go łydka miała największy udział w utrzymywaniu ruchu naprzód. Kiedy już wgalopowała do wody, od razu pochwaliła głośno karego i za moment wyprowadziła go z powrotem na ląd, by po paru foule oddać skok nad 10c.
Za tą przeszkodą pozwoliła Watchmanowi galopować w swoim tempie, wciąż aktywnie, ale bez ciśnienia. Mieli dobry czas, co sprawdziła na zegarku założonym na lewej ręce. Jedenastka układała się w swego rodzaju okser, swoim wyglądem również nie stanowiła wyzwania, także upewniwszy się, że Watchman wciąż jest przy niej, najechała na środek przeszkody i posłała konia do skoku. Dalej kontynuowała galopę do dwóch bliźniaczych przeszkód, przy czym przed pierwszą z nich wykonała kontrolną półparadę. Podejrzewała, że kolory mogą nieco zaoferować Watcha, dlatego zawczasu zwróciła jego uwagę na siebie. Ostatecznie barwy nie okazały się przeszkodą dla konia, bo przez obie przeszkody przeszedł chętnie, oczywiście z pomocą Jess, która ośmielona jego dzisiejszym nastawieniem, bardzo entuzjastycznie podchodziła do całego przejazdu. Dobrze się bawiła, co było rzadkością, bo cross często ją przerażał. Może nie na tym poziomie, ale na ogół tak to właśnie wyglądało.
Jadąc do kolejnej dwuczłonowej kombinacji, znowu zwróciła uwagę na stan i kondycję ogiera, nie prosząc go o szybszy galop, jeżeli był w tym momencie zmęczony. Prawdopodobnie nie ciągnęło go już tak do przodu, ale to nic dziwnego, bo powoli zbliżali się do końca trasy. Pierwszy człon przypominał budową stacjonatę, toteż ostatnie parę foule galopu zawodniczka zdecydowała się lekko zaokrąglić, by ułatwić koniowi pokonanie przeszkody. Po jej pokonaniu wróciła w siodło i została w nim aż do kolejnego skoku - w dół - do którego przygotowała się lekko odchylając do tyłu i dając koniowi łydkę, by przypadkiem nie zawahał się przed odbiciem. Kolejne dwie przeszkody sprzyjały końcówce trasy, bo można było skoczyć nisko i przeczesać miękką część; nie sądziła jednak by Watch się na to zdecydował. Prawdopodobnie nie był jeszcze oswojony z taką możliwością, dlatego Jess do samego końca była gotowa na ewentualny wysoki skok ze strony ogiera, tak by nie zostać w tyle. Zanim się obejrzała, została im ostatnia przeszkoda, chyba najbardziej kolorowa ze wszystkich. Lekkie zmęczenie przekładało się jednak na posłuszeństwo, toteż bez większej walki podjechała z Watchmanem pod szesnastkę i w wymierzonym miejscu dała mu łydkę, wzmocnioną palcatem. Po skoku pochwaliła konia i wypuszczając stopniowo wodze, poklepała go po szyi. Za linią mety zeszła z tempa do kłusa, a następnie do stępa.Watchman - 2017-10-12, 21:04 Przed nimi rysował się trochę bardziej zatłoczony element trasy, co nieco schłodziło entuzjazm ogiera. Z takiej odległości wyglądało to dla niego na barwną plątaninę przeszkód, wcale nie tak łatwą do pokonania. Kluczowe były więc jasne sygnały, takie zresztą otrzymywał od amazonki, więc wziął się za "rozbrajanie" tego zbiegowiska przeszkoda po przeszkodzie. Pochwały podbudowywały jego pewność siebie.
Dojechał do pierwszego członu dziewiątki, mocno wchodząc pod zad tylnimi nogami i skracając krok. Jednocześnie był dążny do przodu, co sprawiało, że foula - choć krótka - była bardzo dynamiczna. Gdy dojechał pod samą przeszkodę stała się dla niego czymś odrębnym, a sama w sobie nie była straszna, więc nie zawahał się, wybijając się do skoku. Po kilku foulach energicznego, parkurowego tempa wybił się i na drugi człon. Czyżby przeszkodę identyczną jak poprzednio? Wchodząc w skok, złożył ciasno przednie nogi, po chwili także tylnie i spokojnie, płynnie wylądował po drugiej stronie. Spięcie widoczne było tylko w jego chęci do skracania galopu, dlatego aktywizacja była jak najbardziej wskazana. Zachęcany przez Jessie do przybrania energicznego tempa, wszedł nieco niepewnie w aktywniejszy galop.
Wedle przewidywań wybił się i postawił w skoku na odległość. Wysokość nie zmuszała go specjalnie do wyostrzania paraboli lotu, przeszkoda była na to po prostu za niska... Za to owszem, zachęcała do wydłużenia się. Miękko wylądował za przeszkodą i kwiknął z niesmakiem, mając przed sobą zjazd do wody. Wiedział oczywiście, że woda istnieje, że woda nie gryzie, ale... No, nie lubił jej. Błyszczała tak dziwnie i często była zimna. Nerwowo przeciął ogonem powietrze, ale było już trochę za późno na rezygnowanie z galopu i stop. Nie tracąc na tempie, a jedynie wewnętrznie się burząc, frustrując i co to tam jeszcze, wbiegł do wody, by po chwili poczuć pod kopytami ukochany ląd i oddać sukcesywny skok nad 10c.
W swoim tempie? Cóż, tempo karusa nie należało do najwolniejszych. Kiedy dostał więc wolny wybór w tej kwestii, wyciągnął krok i aktywniej ruszył naprzód, wyciągając lekko łeb i wydłużając krok. O ile na parkurach jego długa foula mogła być uciążliwa w pewnych momentach, bo wymagał jednak ciągłej kontroli tempa, to tutaj można było pozwolić mu na nadrabianie czasu. Szczególnie, że kondycję miał niczego sobie. Nic w wyglądzie jedenastki nie wzbudziło jego wątpliwości, toteż oddał skok, ewidentnie pewniejszy siebie niż na początku całego przejazdu. Złożył się, by po chwili wyciągnąć przednie nogi i miękko wylądować za jedenastką. Od razu wszedł w żwawe tempo, dając się poprowadzić na kolejny szereg. To prawda, że barwy wzbudziły jego uwagę i sprawiły, że nieco się spiął, ale ten lekki stresik ustąpił po pojawieniu się półparady, która po prostu skupiła go bardziej na jeźdźcu niż przeszkodach. Bez szczególnych komplikacji pokonał oba człony. Hmmm, jego cross przeważnie też przerażał. Dobrali się, nie ma co! Z zadowoleniem zamielił wędzidło, wypatrując kolejnych przeszkód. Sam był rozochocony własną odwagą i faktem, że nie zginął w starciu z tymi wszystkimi potworami, więc tym chętniej szedł naprzód... Dlatego trzeba było go jednak trochę wyhamować, by nie przesadzał. Dłuższy galop zamienił na standardową parkurową foulę i bardziej zaokrągloną sylwetkę, na prośbę amazonki zresztą. Skumulowana w zadzie energia pozwoliła mu na oddanie dobrego, odrobinę zbyt wysokiego skoku nad drewnianą trzynastką. Kolejne zadanie nieco go zadziwiło, bo z zeskokami właściwie się nie spotykał, dlatego też jego łeb powędrował lekko w dół, kiedy ogier sprawdzał co się dzieje i czemu ziemia ucieka spod kopyt... I wystraszony tym faktem po prostu oddał skok naprzód, długi, acz zakończony stabilnym lądowaniem. Karus nie zważał na to, iż może sobie tym razem pofolgować - zostawił więc sobie trochę luzu w skokach nad oboma przeszkodami, nie mając sił na skakanie już w kosmos w imię respektowania przeszkód wszelakich, i jednocześnie nie mając dość odwagi, by dać się dotknąć choćby pojedynczym gałązkom. Druga z hydr zachęcila go do mocniejszego zabaskilowania - nie lubił przeszkód ograniczonych po bokach, klaustrofobicznych. Po lekkim łuku najechał prosto na szesnastą przeszkodę, nie szarżując, ale idąc naprzód aktywnie jedynie przez stanowcze działanie łydek. Łypał niepewnie na straszakowe kolory, acz nie zrezygnował ze skoku, ostatecznie kończąc przejazd bezbłędnie. O dziwo.
Za linią mety spokojnie, płynnie przeszedł w inne chody, z przyjemnością korzystając z luźnej wodzy i możliwości rozluźnienia szyi i nabrania oddechu. Adrenalina towarzysząca mu na torze z pewnością przeszkadzała w ocenie własnych możliwości, więc nie zauważył nawet, gdy zaczęło pojawiać się mocniejsze zmęczenie, które teraz musiał po prostu rozchodzić i pożegnać kilkoma głębszymi oddechami oraz chwilą relaksu.
//9-16Elizabeth White - 2017-10-12, 23:25
PRÓBA TERENOWA CZ.1
Pochmurna aura nie ustępowała, a wręcz w drugi dzień zmagań była jeszcze mocniejsza. Teraz o słońcu w ogóle nie było mowy, a na dodatek zaczęło mocniej wiać. To jednak nie zdołało zepsuć pogodnego nastroju Elizabeth, która była przepełniona optymizmem i gotowa na cross.
Po porządnej rozgrzewce - która miała zminimalizować ryzyko ewentualnej kontuzji - stępowały na długiej wodzy, relaksując się przed przejazdem. Wkrótce zostały jednak wyczytane, więc stawiły się na linii startu, a brunetka pogładziła jasną szyje Fabioli, chcąc tym samym dodać jej otuchy. Sama się nie stresowała, aczkolwiek była podekscytowana. W końcu cross był nieprzewidywalny, a na trasie mogło się zdarzyć dosłownie wszystko.
Wraz z rozbrzmieniem dźwięku dzwoneczka, posłała podopieczną do mocnego galopu. Początkowo pozwoliła obrać jej mocno aktywne tempo, by kilka fouli przed jedynką nieco ją wyhamować. Sama konstrukcja nie była trudna - stosunkowo niska i szeroka, bez zbędnych udziwnień. Brunetka pozwoliła kopytnej przeskoczyć ją odrobinę dynamiczniej i wtem odbudować tempo, samemu przenosząc się w odciążający, niski półsiad. Adrenalina sprawiała, że czas płynął zdecydowanie szybciej i w mgnieniu oka dotarły do pofalowanej dwójki. White usiadła w siodło, cofnęła ramiona i przeniosła ciężar ciała na tył. Tym samym odblokowała siwej przody i pozwoliła jej zapoznać się z przeszkodą, wyczekując odpowiedniego momentu do oddania skoku. Gładko przedostały się na drugą stronę, a następna konstrukcja okazała się odrobinę szersza niżeli poprzednie. To zmusiło Amazonkę do złapania mocniejszego oparcia na poduszkach kolanowych, podczas gdy w dalszym ciągu swobodnie balansowała w strzemionach, usiłując nie zaburzyć harmonii i równowagi lotu. Miękko zamortyzowała moment lądowania, nie chcąc klepnąć tyłkiem w siodło i od razu posłała siwą do przodu, zbliżając się do pierwszego z szeregów.
Pierwszy człon nie wyróżniał się niczym szczególnym - ot, zwykła kłoda. Zawodniczka usiłowała najechać na sam środek, prowadząc Fabiolę prostopadle do konstrukcji. Po pokonaniu jej, lekko przytrzymała bądź zaktywizowała klacz, chcąc równie łatwo przefrunąć przez 4B. Na szczęście udało się bez żadnych komplikacji, dzięki czemu po kilkunastu sekundach galopu były już pod piątką. Ta odrobinę wyższa, ale w dalszym ciągu szeroka nie robiła na Kanadyjce wrażenia. Zamknęła Fabiolę w korytarzu z pomocy, subtelnym ruchem bioder napychając do przodu. Następnie zaserwowała jej łydkę i przeszła w niespóźniony półsiad, równocześnie wychodząc z ręką w przód. Po opadnięciu na trawę pozostała w półsiadzie i poprosiła o dodanie, jako że do szóstki miały odrobinę okazalszy odcinek trasy. Dojeżdżając do niej, zawodniczka wzięła klacz na siebie i pozwoliła jej przyjrzeć się przeszkodzie, łydkami ograniczając możliwość wyłamania. W końcu posłała ją do skoku, bardzo sprawnie składając się z siwą w locie. Pozwoliła jej swobodnie wyciągnąć szyję, aczkolwiek nie tracąc przy tym elastycznego kontaktu na pysku. Podobnie było w przypadku siódemki, która nie sprawiła im kłopotu i wtem znalazły się pod ósemką. Przeszkoda oprócz dwóch kostek siana nie zawierała żadnych straszaków, aczkolwiek Elizabeth mimo to przygotowała Fabiolę seriami krótkich półparad. Zasugerowała jej nieco dalsze wybicie, by jednocześnie unieść się do nieprzesadnie wysokiego półsiadu, cofnąć biodra, ściągnąć łopatki i wyjść z nadgarstkami do przodu. Póki co wszystko szło po ich myśli i White miała nadzieję, że tak pozostanie aż do samego końca.
/1-8Fabiola - 2017-10-12, 23:30
PRÓBA TERENOWA CZ.1
Klaczy akurat odpowiadały takie zawirowania pogodowe, bo najgorszą pogodą było dla niej pełne słońce i suche, ciężkie powietrze. Chociaż wszystko wskazywało na deszcz i silny wiatr, Fabiola nie była zaniepokojona. Szybko dojrzewała i zdobywała doświadczenie, więc mimo młodego wieku, mogła się pochwalić wręcz wzorowym zachowaniem.
Skierowała się do linii startu, z której ruszyła galopem wraz z otrzymaniem łydki. Nie była zaskoczona tym gwałtownym ruszeniem, toteż do galopu przeszła bez zbędnego popłochu, który mógłby wpłynąć na nią rozpraszająco. Przez pierwsze sekundy była skoncentrowana na rozwinięciu tempa, do czego nie potrzebowała dodatkowych zachęt, czerpiąc przyjemność z możliwości rozwinięcia skrzydeł. Nieznacznie wytraciła tempo dopiero parę foule przed pierwszą przeszkodą, która swoim wyglądem nie wzbudziła w siwej wątpliwości. Odbiła się do niej ze wskazanego miejsca, ale nie włożyła w odbicie wiele siły, stawiając raczej na szerokość, ani wysokość. Jednocześnie podciągnęła wysoko nogi, by na pewno nie zderzyć się z przeszkodą. Płaski, nieduży skok ułatwił jej ponowne wejście w tempo, dzięki czemu przy drugiej przeszkodzie znalazła się niż z początku mogły to z Elizabeth założyć. Wygląd przeszkody nie zrobił na Fabioli wrażenia, nie potrzebowała też wiele czasu, by się z nim oswoić. Aktywna zadem i otwarta przodem, dogalopowała do przeszkody i pewnie odbiła się od podłoża, by za chwilę znaleźć się po drugiej stronie i kontynuować galop przez krótki odcinek do trzeciej przeszkody. Ta przeszkoda była nieznacznie bardziej wymagająca, ale dzięki równowadze Elizabeth, siwa poradziła sobie z nią śpiewająco. Zgranie było kluczem do sukcesu, w przeciwnym razie byłoby za łatwo o nieplanowane rozstanie się, a tego chyba nikt by nie chciał.
Na tym etapie trasy siwa wciąż była pobudzona i podekscytowana perspektywą skoków i galopu, toteż mocno parła naprzód, zagarniając foulą kolejne metry. Kolejną przeszkodę pokonała niemal bez zmiany tempa, po prostu przelatując nad nią (chwała wysokościom na tej trasie), zaś drugi człon kombinacji, siłą rzeczy, pokonała z mniejszym impetem, lecz wciąż całkiem widowiskowo.
Generalnie przeszkody na tej trasie nie budziły strachu, ani w koniu, ani jeźdźcu. Były tak zaprojektowane by uczyć i zachęcać młode konie, więc nikogo nie powinno dziwić, że Fabiola szła przez nie jak burza. Piątą przeszkodę pokonała okrągłym susem, zachowując równowagę w każdej z faz lotu, dzięki temu że Elizabeth także nie miała problemu z koordynacją i równowagą. Dalej dodała w galopie, by w jak najkrótszym czasie znaleźć się przy szóstej przeszkodzie. Obejrzała ją już z daleka, wyraźnie obniżając zad i głębiej wchodząc nim pod kłodę na wskutek podniesienia się przodu. W rezultacie oddała dość okrągły skok, dostosowany do wyglądu przeszkody, która była dość szeroka, ale miała swój najwyższy punkt właśnie na środku. Kolejne dwie przeszkody stały w niewielkim oddaleniu, co w gruncie rzeczy oznaczało serię skoków. Podekscytowanie Fabioli nieco osłabło,ale wciąż była chętna do skakania, czemu dała dowód wyraźnie idąc w ręce Elizabeth w najazdach do obu przeszkód. Chyba nie trzeba wspominać, że pokonała je poprawnie.Elizabeth White - 2017-10-12, 23:38
PRÓBA TERENOWA CZ.2
Pogoda jak na złość z minuty na minutę ulegała stopniowemu pogorszeniu. Kanadyjka już wcześniej czuła delikatną, mokrą mgiełkę, ale lać zaczęło dopiero po pokonaniu szeregu z numerem dziewięć, który swoją drogą poszedł im dość łatwo. Zimne, wielkie krople momentalnie zaczęły wsiąkać w strój Elizabeth, przylepiając go do jej drobnego ciała. Na niedomiar złego, po chwili czekała ich przeszkoda składająca się z aż trzech elementów, w tym wodnego zbiornika.
Mimo napotkanych niedogodności, White starała się pozostać skupiona na zadaniu, z łydek oraz wodzy tworząc korytarz uniemożliwiający ucieczkę w bok. Przeniosła ciężar na tył i odrobinę wyhamowała podopieczną, by dalej zasugerować jej dobre miejsce do wybicia i poskładać się z nią w locie. Następnie czekał ich wjazd do wody, co El poprzedziła półparadą, pewnie posyłając siwą do przodu. Nie wymagała od niej jednak jakiegoś nader aktywnego tempa, nie chcąc by ta na przykład się poślizgnęła. Krople deszczu energicznie odbijały się od tafli wody, więc na brunetce nie robił nawet wrażenia fakt, że kopytna nogami rozchlapywała dookoła lodowatą ciecz - w końcu i tak obie były już przemoczone. A po wyjechaniu z sadzawki czekał ich jeszcze jeden, niski element, przyozdobiony drewnianymi rybkami. Dopiero po jego pokonaniu zaktywizowała klacz na dobre, jako że znowu miały do pokonania odrobinę dłuższy odcinek.
Forma jedenastki zmusiła je do oddania mocniejszego skoku, podczas którego amazonka po raz wtóry bardzo ładnie zgrała się z siwą, płynnie przechodząc w półsiad i oddając jej rękę. Po bezpiecznym, miękkim lądowaniu wznowiły galop, który przez nieustający deszcz nie dawał aż tyle przyjemności co zwykle. Niestety, niebo zasnuło się na dobre i chyba nie zamierzało się rozpogodzić w najbliższym czasie. Ot, uroki jesieni i angielskiej pogody.
Dojeżdżając do dwunastki, skupiła uwagę klaczy półparadami, by następnie doprowadzić ją pod przeszkodę i stamtąd poprosić o oddanie skoku. Jej drugi człon był oddalony zaledwie kawałek dalej, toteż już po lądowaniu Elizabeth zaczęła przygotowywać siwą również i do tego skoku. Na szczęście Fabiola nie robiła jej żadnych problemów, dzięki czemu szły przez tor niczym burza. Po pokonaniu pierwszego członu trzynastki, czekał ich zeskok. Podczas jego pokonywania zawodniczka odchyliła się w siodle do tyłu i oddała rękę, oferując klaczy pełną swobodę ruchów. W ten sposób dość szybko zbliżały się do końca przejazdu i nawet zacinający deszcz przestał mieć znaczenie. Brunetka od teraz była skupiona tylko na tym, by nie popełnić żadnego błędu, który mógłby zaowocować wyłamaniem albo jakąś niechcianą woltą.
Po przeskoczeniu trzynastki - pierwszej przeszkody z częścią czesaną - popędziły w kierunku czternastki, która technicznie była bardzo podobna. White naprowadziła siwą na sam środek konstrukcji - tam gdzie było najniżej. Nie pozwoliła jej jednocześnie zboczyć trasy, w dalszym ciągu mobilizując do wysiłku. Gdy kopytna poszybowała w powietrze, Elizabeth bez zwłoki odciążyła jej grzbiet i zaktywizowała galop, chcąc szybciej dostać się do szesnastki. Oczywiście wyhamowała WKKW'istkę kawałek przed, nie chcąc by ta władowała się w przeszkodę z pełnym impetem oraz zamknęła ją w korytarzu z pomocy. W końcu w optymalnym do tego miejscu zaserwowała jej łydkę i tym samym zainicjowała kolejny, ładny i harmonijny skok. Po przekroczeniu celowników pozwoliła podopiecznej zwolnić do kłusa i wtem sowicie nagrodziła ją poklepaniem po szyi. Bądź co bądź, odwaliła kawał dobrej roboty.
z/tVivianne Feron - 2017-10-13, 09:46
Próba skokowa
Przez dwa dni zawodów już trochę udało jej się poznać konia, dlatego do próby skokowej podeszła już dużo spokojniej niż na przykład do crossu. Ponownie z samego rana stawiła się w stajni i oporządziła siwka, by ubrawszy go w piękny, miętowy komplet, stawić się na rozprężalni i wykonać rozgrzewkę. Udało jej się skoczyć kilka przeszkód, a gdy wyczytano jej imię stawiła się wraz z koniem na placu konkursowym, na który wjechała kłusem, oczekując w tym czasie zakończenia przejazdu przez poprzednią parę. Pokrzątała się chwilę stępem między przeszkodami, pokazując Siwkowi te, których potencjalnie mógłby się wystraczyć, a kiedy otrzymała informację o odliczaniu czasu do rozpoczęcia jej konkursu, zagalopowała i wyprowadziła konia w taki sposób, by najechać na pierwszą stacjonatę z prawej strony po bardzo dużym łuku. Prowadziła go równym, aktywnym tempem, już na kilka foulee przed przeszkodą upominając go półparadami i zwracając uwagę ogiera na to, że za moment wypadałoby oderwać się od ziemi. Równo ustawione wodze, lekkie podniesienie głowy konia by tuż w miejscu, który wybrała na odskok posłać mu mocniejszy sygnał do lotu, wraz z którym uniosła się w siodle i oddała ogierowi wodze. Podczas lotu utrzymywała to samo ustawienie pomocy, które miało wskazywać Siwkowi wylądowanie na tę samą nogę, na którą zaczynali przejazd, a kiedy ponownie znaleźli się na ziemi poprowadziła go po bardzo delikatnym łuku pod przeszkodę numer dwa. Jeśli Holender napalił się na przeszkodę rozochocony pierwszym skokiem, dziewczyna wzięła go bardziej na siebie, nie pozwalając na wpędzenie się w dwójkę. Cały czas dbała by tempo ich przejazdu było równe i nie wyglądało jak zagrożenie życia ani dla człowieka ani dla konia. Już po kilku foulee ponownie szybowali nad ustawioną stacjonatą, a Vivianne już skupiona była na okserze. Tuż po wylądowaniu za drugą z przeszkód brunetka wzięła go bardziej na siebie by przy końcowych krokach przyspieszyć nieco tempo. Do oksera potrzebowali bowiem nieco więcej energii i wcześniejszego miejsca odskoku, toteż w wybranym przez siebie momencie Kanadyjka dała ogierowi mocniejszą łydkę i wraz z nim pofrunęła do góry, unosząc się w siodle i oddając mu odpowiednio dużo wodzy. Balansowała ciałem na przeszkodą, by nie stracić równowagi podczas dłuższego lotu i już w jego trakcie zmieniła ustawienie pomocy, sugerując lądowanie na drugą nogę. Odchyliła się w siodle, zaparła w strzemionach i już po chwili wylądowali ponownie na ziemi, a dziewczyna poprowadziła konia wokół „jeziorka”, ku kolejnej z przeszkód. Na wszelki wypadek wyjechała nieco większy łuk, w razie gdyby miało okazać się, że Peter boi się wody i spokojnym, równym tempem dojechali do stacjonaty, którą pokonali bez większych problemów, zaraz po wylądowaniu kontynuując po łuku ku kolejnej przeszkodzie.
Cały czas utrzymywali aktywne tempo przejazdu, delikatnie przyspieszając tuż przed kolejną przeszkodą, którą był okser numer pięć. Kilka półparad poprzedzających odskok, mocniejsza łydka w odpowiednim momencie i uniesienie się w siodle z oddaniem rąk. Ponownie balansowała ciałem aby nie stracić równowagi i jeszcze w locie zmieniła ustawienia pomocy aby wylądować na prawą nogę. Zaraz po wylądowaniu uspokoiła go nieco by nie rozpędził się na prostej prowadzącej ku przeszkodzie numer 6, zaraz po której czekał na nich duży zakręt z małą ilością miejsca. Musieli być opanowani aby przypadkiem nie wpaść z rozpędu i nie rozbudować przeszkody, dlatego zmniejszyli tempo, do czego brunetka użyła głównie dosiadu, a jeśli trzeba by było uspokoiła go także trochę głosem. Wyszedłszy na prostą po łuku pozwoliła mu troszkę dodać, ale nie za dużo, by potem zmieścili się między przeszkodami. I ponownie mocniejsza łydka w wybranym przez nią wcześniejszym miejscu odskoku, balans nad przeszkodą i lądowanie, szybki powrót w siodło by w sekundę później znów unieść tyłek w górę. Na szczęście bezbłędnie udało im się pokonać tę kombinację za co brunetka pochwaliła ogiera i wyciszywszy go trochę naprowadziła po prostej na kolejną przeszkodę, która nie stanowiła dla nich większego problemu.
Teraz mieli chwilę odpoczynku od skoków, ale też dobry moment na nadrobienie kilku setnych sekundy. Przyspieszyli nieco tempo galopu po łuku, dopiero przy wyjściu na prostą przed przeszkodą stopując się odrobinkę, z zachowaniem energii i dynamiki potrzebnej do pokonania oksera. Półparada, łydka, uniesienie się w strzemionach i hop! Już w chwilę później znaleźli się ponownie na ziemi, a przed nimi była już tylko ostatnia przeszkoda numer 9. W trakcie lotu zmienili jeszcze nogę, na którą koń miał galopować, a potem już po lekkim łuku galopowali ku finiszowi.
Aktywnie i mocno pchała ogiera naprzód, skupiając jego uwagę po raz ostatni dzisiejszego dnia na stojących drążkach. Kilka półparad, wybór miejsca odskoku i mocniejsze ściśnięcie łydkami sprawiły, że już w moment później oboje znaleźli się za przeszkodą, szczęśliwie kończąc przejazd bez żadnej zrzutki.
Vivianne pochwaliła ogiera za kawał dobrze wykonanej roboty i poklepała go po szyi, dziękując za współpracę z Peterem. Następnie opuścili plac konkursowy, brunetka rozstępowała konia i oporządziła go w stajni, smakołykami dziękując za udane zawody.Fabiola - 2017-10-13, 10:15
PRÓBA TERENOWA CZ.2
Niegroźne zachmurzenie z czasem przerodziło się w rzęsisty deszcz, który dał się we znaki również Fabioli. Szereg, który przed nią majaczył, zdołała jeszcze pokonać bez niespodzianek, ale z kolejnymi przeszkodami nie było już tak prosto. Podłoże zaczęło szybko rozmiękać, przez co zaczęło robić się śliskie i mało komfortowe. Nic dziwnego, że klacz zaczęła biec bardziej zachowawczo; nie chciała zrobić sobie krzywdy. Mimo wszystko nie traciła ducha walki i chętnie podeszła do dziesiątej przeszkody, po której szczęśliwym pokonaniu stanęła oko w oko ze zbiornikiem. Żaden problem, w końcu już była mokra... Pewnie przegalopowała przez wodę, rozbryzgując ją na boki, po czym wyskoczyła na ląd z głośnym parsknięciem. Gdyby nie to, że była rozgrzana biegiem, pewnie byłoby jej zimno. Tymczasem nic takiego nie miało miejsca, i dobrze, bo byłby to niepotrzebnie rozpraszający czynnik.
Niedługo zabawiła na lądzie, jako że parę foule dalej czekała na nią kolejna przeszkoda. Idąc wręcz za ciosem, pokonała ją bez głębszego zastanowienia, tym samym mając już za sobą więcej niż połowę trasy, co było dobrym wynikiem biorąc pod uwagę ich czas. Za dziesiątką miała chwilę na rozwinięcie galopu, co uczyniła stosunkowo chętnie, nie bojąc się o każdy kolejny krok z racji tego, że szeroka ścieżka zostawiała jej większy wybór. To poskutkowało znacznie pewniejszym odbiciem do jedenastki, zakończonym wyższym i szerszym lotem niż nad dotychczasowymi przeszkodami. Dzięki zgraniu z Elizabeth mogła sobie jednak na to pozwolić, bez obaw, że zostanie ściągnięta na ziemię przez brak równowagi czy niedelikatną rękę.
Każdy kolejny krok klaczy odbijał się echem głośnego chlupotu, ale zdawała się być tym nieprzejęta. Zaczęła tylko częściej i mocniej potrząsać głową, drażniona kroplami deszczu. To jednak nie przeszkodziło jej w sprawnym pokonaniu kolejnych dwóch przeszkód, choć stały w niewielkiej odległości od siebie, a ziemia przed nimi była już wyżłobiona przez inne konie. Dopiero następne przeszkody dostarczyły jej rozrywki, mowa tutaj przede wszystkim o zeskoku, gdzie zdecydowanie odepchnęła się od ziemi i bez lęku skoczyła w dół, stabilnie lądując.
Fabiola nawet nie brała pod uwagę możliwości spłynięcia z wyznaczonej trasy, toteż przez kolejne dwie przeszkody poszła tak, jak pokazała jej to Elizabeth. Co istotne, obie hyrdy przeczesała przodami i klatką piersiową, już dobrze znając ten rodzaj przeszkód. Miała już okazję się z nimi obyć, toteż teraz z tego korzystała. Skończywszy przedostatni skok, zgodnie z intencją amazonki rozpędziła się, by jak najszybciej dotrzeć do ostatniej przeszkody. Była kolorowa, z założenia budząca respekt, ale bądźmy poważni - Fabiola była perfekcjonistką i nie było to dla niej nic takiego, zwłaszcza, że na treningach widywała gorsze rzeczy. Nie minęła zatem chwila, gdy klacz miała to już za sobą i przekraczała celowniki, jako jedna z najlepszych.
Po skończonym biegu została zabrana do stajni.Peter Pan - 2017-10-13, 10:51 PRÓBA SKOKOWA
Pierwsze dwa dni zawodów dały Vivianne raczej mieszany obraz Piotrusia. Pierwszego dnia pobił chyba wszystkich na głowę, niespodziewanie prezentując się na czworoboku niczym urodzona baletnica (aż dziwne), natomiast drugiego galopował tak, jakby nie do końca wiedział, po co właściwie mu cztery nogi. 😀 Trzeci dzień zawodów zapowiadał się jednak dobrze, bo cremello był wyraźnie w formie i nie odczuwał dużego zmęczenia związanego z trzydniową formułą zawodów. Na plac konkursowy wbiegł raźnym kłusem, trochę "mrucząc" pod nosem i napinając szyję. Rzadko zdarzało mu się w ten sposób paradować, ale jednak były takie momenty, w których poczuwał się do posiadania cojones. Już na parkurze zwolniła do stępa, w którym za sugestią Vivianne obejrzał sobie poszczególne przeszkody, raczej nie dostrzegając w nich niczego strasznego. Najgorsze mieli już za sobą, a mam przez to na myśli próbę ujeżdżeniową. To, że nie pomyliły mu się nogi w galopie, było prawdziwym cudem! Skoki w porównaniu z tym były drobnostką.
Zagalopował nad wyraz chętnie, ruszając z prawej nogi i o dziwo nawet nie krzyżował w galopie tak, jak często mu się to zdarzało. Przez te dwa dni chyba załapał o co w tym chodzi, pytanie na jak długo... Wypatrzył pierwszą przeszkodę i utkwił w niej zaciekawione spojrzenie. Galopował do niej w tempie, równo, cały czas mając nastawione na sztorc uszy. Nie próbował jednak samodzielnie atakować przeszkody, a pozostał pod kontrolą Vivianne, to w niej pokładając nadzieję na powodzenie tego przejazdu. Odbił się zatem z miejsca wskazanego przez zawodniczkę, co znacznie ułatwiło mu pokonanie pierwszej przeszkody. Może nie podszedł do tego zbyt ambitnie, ale wystarczająco wysoko podniósł nogi, jednocześnie je składając, by drąg pozostał nienaruszony. Pierwszy skok rzeczywiście go rozochocił, ale wzięcie go na siebie było bardziej potrzebne po to, by ułatwić mu zachowanie równowagi na zakręcie. Tempa nie podkręcił znowuż tak mocno, ale bez interwencji Viv mógłby mieć problem z ułożeniem się na łuku. Wszystkiego jednak dopilnowano, więc zgodnie z planem podszedł do dwójki i odbił się ze wskazanego miejsca, po czym przedostał się na drugą stronę całkiem zgrabnie jak na siebie. Dość często brakowało mu finezji, ale też za rzadko pracował by można było mówić o zdumiewających rezultatach. Lekko przytrzymany po pokonaniu przeszkody, machnął krótko łbem, zaraz skupiając się na zbliżającym się okserze. Skumulował w zadzie energię niezbędną do pokonania przeszkody, po czym uwolnił ją wraz z otrzymaniem sygnału od amazonki. Pierw rozwinął foule, a następnie odbił się od ziemi, tym razem lekko rozciągając się w locie. Wciąż sprawiał wrażenie, jakoby miał za ciężkie nogi, ale na szczęście te wysokości pozwalały na skakanie bez wyraźnego baskilu. Kremik nie był zresztą aż tak zły, starał się jak mógł, ale też nie powalał ambicją. Po skoku wszedł w zakręt, w trakcie którego łypał błękitnym ślepiem na wodę, niczym urzeczony. Za chwilę jednak dostrzegł na swej drodze stacjonatę, więc to na niej się skupił, nie chcąc się zderzyć z przeszkodą. Ponownie wykazał się posłuszeństwem skacząc ze wskazanego mu miejsca, dzięki czemu po raz kolejny pozostawił przeszkodę nienaruszoną. Tuż po pokonaniu stacjonaty wszedł w zakręt do piątej przeszkody. Już z daleka przyjrzał się okserowi, który stał się ich kolejnym celem. Chociaż lubił skakać, to ten widok nie wzbudził w nim niezdrowej chęci do znalezienia się przy przeszkodzie jak najszybciej. Dogalopował do niej rytmicznie, ostatnie parę foule poszerzając zgodnie z sugestią Vivianne. Energię skumulowaną w zadzie uwolnił wraz z momentem odbicia, co poskutkowało nie tylko szerokim, ale również dość okrągłym lotem nad okserem, który wyraźnie bardziej go zachęcał do starań niż stacjonaty.
Piotrusowi dobrze wychodziło skakanie pojedynczych przeszkód, ale w szeregach niekiedy się jeszcze gubił. Nie inaczej było dzisiaj, gdy wyszedł z zakrętu na dwuczłonowy szereg. Nie złapał dostatecznie dobrego tempa, więc wybijając się do oksera musiał się postarać, by w pełni go dokryć i jeszcze zyskać wystarczającą energię do pokonania drugiego członu. W efekcie wyszedł z tego nieco desperacko, oddając dwa niezbyt wygodne dla Vivianne skoki, zakończone jednak powodzeniem. Miał to do siebie, że potrafił wyjść z wielu opresji, choćby wybijając się z piątej nogi. Mimo to raczej wciąż nie rokował na wysokie konkursy, ale przecież nie każdy musi być zaraz urodzoną gwiazdą, prawda?
Wyszedłszy z szeregu, potrząsnął łbem i zaraz po tym ciężko sapnął. Uff. No dobra, a co dalej? Zachęcony do szybszego galopu, rzeczywiście lekko dodał, odzyskując stracony czas na poprzednim zakręcie. Za chwilę wyszedł na wprost przedostatniej przeszkody, w odpowiedzi na pomoce Viv lekko się skrócił, po czym po paru metrach oddał kolejny skok, zaliczony do tych udanych. W skoku zmienił nogę, co znacznie ułatwiło mu dogalopowanie do ostatniej przeszkody, stojącej po łuku w stosunku do ósemki. Nastawiwszy uszy do pionu, aktywnie pogalopował na sam środek przeszkody. Odbił się ze wskazanego miejsca, ani myśląc wyprzedzić decyzję Viv. W skoku podciągnął nogi ku górze i zapracował lekko szyją, chociaż na tej ostatniej przeszkodzie zdradzając śladowe ilości potencjału. Wylądował bezpiecznie po drugiej stronie, by za chwilę minąć celowniki i stopniowo zwolnić do kłusa i stępa. Z przyjemnością odebrał należne mu pochwały, po czym opuścił parkur.Elizabeth White - 2017-10-15, 11:24
PRÓBA SKOKOWA
Po zadowalającym odbyciu dwóch pierwszych prób, przyszedł czas również na skoki. Elizabeth wierzyła w umiejętności swojej podopiecznej, dlatego nie dopuszczała do siebie możliwości porażki.
Zjawiła się pod jej boksem dużo wcześniej, by należycie o nią zadbać. Dzięki derce uniknęły trudnych do usunięcia plam, więc pozostało im wyczesać resztę zanieczyszczeń oraz zapleść grzywę. Całe te czynności przebiegły w spokojnej atmosferze, a White wykorzystała je jako chwilę relaksu i wyciszenia. Następnie ubrała kopytną w cały, przygotowany wcześniej sprzęt i wtedy pobiegła się przebrać w swoje ciuchy. WKKW'istke odebrała na rozprężalni, gdzie przeprowadziła jej porządną rozgrzewkę, podczas której popracowały we wszystkich trzech chodach, skupiając się również na reakcji na pomoce oraz rozluźnieniu.
Wraz z nadejściem ich kolei, przeszły się na parkur, gdzie swój przejazd kończyła poprzedzająca ich para. Zawodniczka wykorzystał ów fakt by odrobinę pokręcić się po placu, ułożyć w głowie trasę i zaprezentować siwej co ciekawsze konstrukcje. Na koniec zatrzymała się naprzeciwko jury, by złożyć krótki ukłon w ich kierunku i wtem z półparady posłać klacz do galopu. Już na wstępie usiłowała ustalić z nią odpowiednie tempo, które oczywiście miało być dynamiczne, ale jednocześnie nie za szybkie. Wewnętrzną wodzą subtelnie rozluźniała, jednocześnie posyłając półparady, w przypadku gdy Fabiola zbyt mocno się rozpraszała. Na co dzień co prawda nie miała z nią problemów, więc nie sądziła, że teraz jej zachowanie ulegnie diametralnej zmianie. Tym bardziej, że przy wcześniejszych startach nic takiego nie nastąpiło.
Dojeżdżając do jedynki usiadła w siodło i zamknęła siwą w pomocach, chcąc jak najstaranniej podyktować jej miejsca odbicia. Stacjonata nie była trudna, więc dość sprawnie znalazły się po jej drugiej stronie. Wtedy White przeszła w półsiad i pozwoliła siwej odbudować tempo, kierując ją na dwójkę, która znajdowała się po lekkim łuku na prawo. Najechały na nią prostopadle, celując w sam środek drążków. Brunetka na bieżąco korygowała sylwetkę swojej podopiecznej, w odpowiednim momencie oddając jej rękę i przechodząc w półsiad. Po bezpiecznym opadnięciu na podłoże, kawałek dalej czekał ich pierwszy tego dnia okser. To jednak ani trochę nie zmieniało nastawienia Elizabeth, która czuła się pewnie zarówno w przeszkodach wysokich jak i szerokich. A tutaj wysokość wcale nie powalała. W fazie lotu stabilnie oparła kolana na poduszkach kolanowych, miękko balansując w strzemionach. W ów sposób starała się nie zaburzyć równowagi Fabioli, umożliwiając jej swobodne rozciągnięcie szyi nad konstrukcją. Jednocześnie odrobinę mocniej dociążyła lewe strzemię, wzrokiem już teraz odszukując czwórkę. By się do niej przedostać musiały okrążyć imitację stawiku, ale to nie powinno zbytnio zmienić nastawienia klaczy. Gdyby jednak tak się stało, Brunetka od razu sprowadzała ją na ziemię półparadami, jednocześnie podparciem łydkami pilnując, by ta bez problemu wpisała się w łuk i nie wypadła ze swojego ustawienia. Dalej już tylko odwiodła ją od ewentualnego pomysłu wyłamania, pewnie posyłając przed siebie. Zaowocowało to kolejnym udanym skokiem, po którym odbiły w lewo - na piątkę. W tym przypadku również poszło gładko i wtedy odbiły na dwuczłonowy szereg z numerem sześć. Zawodniczka odrobinę wydłużyła najazd, nie chcąc wziąć klaczy z zaskoczenia. Dalej prostując jej sylwetkę, poprosiła o dodanie bądź skrócenie fouli, co miało im zapewnić dobre wejście w szereg. W odpowiednim momencie bez najmniejszej zwłoki przeszła w odciążający półsiad, chwilę później zachęcając Fabiolę do oddania kolejnego skoku. Zadowolona z wyniku swoich działań, ale także z samej klaczy, pozwoliła jej trochę dodać, naprowadzając ją na kolejną przeszkodę w tej samej linii. Gdyby siwa rozpędziła się odrobinę zbyt mocno, White skrupulatnie ją wyhamowała, cierpliwie doprowadzając do najbardziej optymalnego miejsca wybicia. A wraz z momentem, gdy WKKW'istka wzbiła się w powietrze, El uniosła się w strzemionach, przesunęła dłonie wzdłuż równo zaplecionej grzywy i cofnęła biodra. Miękko zamortyzowała lądowanie, już w fazie lotu sugerując Fabioli odpowiednią nogę. Zakręt na ósemkę był dość ostry, co White starała się odpowiednio zniwelować. Ostatecznie po wyjściu naprzeciwko ósemki usiadła w sioło i przeniosła ciężar ciała na tył, jednocześnie odblokowując siwej przody. Zasugerowała nieco dalsze niżeli wyższe wybicie, następnie starając się już tylko nie przeszkadzać i nie zaburzać kopytnej równowagi. Wtedy pozostała im tylko dziewiątka, na którą najechały dobrym, parkurowym tempem, bez zbędnego nakręcania się czy spłaszczania fouli. Ów okser nie sprawił im najmniejszych problemów, co dawało cały przejazd na czysto.
Zadowolona z przebiegu rywalizacji White, nagrodziła klacz poklepaniem, by następnie pozwolić jej zwolnić do kłusa oraz do stępa. Tym chodem przedostały się na rozprężalnie, gdzie brunetka zapewniła siwej odpowiednią dawkę stępa i wtedy odprowadziła ją do stajni.
z/tFabiola - 2017-10-15, 14:12
PRÓBA SKOKOWA
Nastawienie Fabioli niewiele zmieniło się przez te trzy dni. Ostatniego dnia zawodów była równie zainteresowana współpracą, co pierwszego. Najwyraźniej była we właściwej formie do sportowych zmagań, co potwierdziło się na rozprężalni. Gotowa to pokazania się na parkurze, udała się na niego we właściwym momencie. Idąc aktywnie w przód, pozostała na kontakcie z ręką Elizabeth i nie zwracała najmniejszej uwagi na nic innego poza przeszkodami.
Wreszcie nadszedł moment rozpoczęcia, co dla Fabioli oznaczało tyle, że została na chwilę zatrzymana, a następnie wysłana do galopu. Ruszyła z prawej nogi, od razu zaczynając energicznie, lecz bez szaleństw. Pod wpływem działania wewnętrznej wodzy, zaokrągliła sylwetkę i tym samym foule galopu. Była tak samo grzeczna jak zawsze; najwyraźniej bozia dała jej złoty charakter, niejako wynagradzając nieszczęsny syndrom.
Galopując na pierwszą przeszkodę, uniosła łeb lekko ku górze by lepiej przyjrzeć się konstrukcji. Nie dopatrzyła się w przeszkodzie niczego zaskakującego, toteż bez stresu i obaw podeszła bliżej. Następnie odbiła się ze wskazanego przez Elizabeth miejsca i starannie pokonała przeszkodę, zostawiając nad nią nieduży zapas. Mimo młodego wieku była już nauczona ekonomicznych skoków i nie marnowała swoich sił na wysokie loty, zwłaszcza, że nie miała ich za wiele po dwóch dniach zawodów. Pokonawszy pierwszą przeszkodę, po lekkim łuku udała się na kolejną, w międzyczasie nieznacznie podkręcając tempo. Została nakierowana na sam środek drągów, co ułatwiło jej oddanie kolejnego, poprawnego skoku. Dalej pogalopowała na pierwszy tego dnia okser, który jednak nie powalał szerokością ani wysokością, więc nie wywołał u Fabioli negatywnych emocji. Chętnie dogalopowała do przeszkody i oddała nad nią skok, w trakcie którego poprosiła o nieco więcej wodzy. Skok wykończyła lądowaniem na lewą nogę, co miało jej ułatwić pokonanie zakrętu do czwórki. Gdyby nie niekontrolowane, powtarzające się machnięcie głową, pokonałaby ten zakręt bez najmniejszych zakłóceń. Tymczasem wybiła się lekko z rytmu, ale zdołała to naprawić w porę, dzięki czemu w odskok do czwórki weszła bezbłędnie. Pokonawszy wzorowo i tę przeszkodę, pogalopowała na lewo w kierunku kolejnego oksera, nad którym ponownie oddała szerszy niż standardowy skok, zakończony bezpiecznym lądowaniem po drugiej stronie. Oddychając przez szeroko rozwarte, przykryte maską nozdrza, na spokojnie (ale sprawnie) analizowała sytuację, dzięki czemu najazd na szereg nie okazał się dla niej zaskoczeniem. Z pomocą Elizabeth wybrała poprawny odskok, dzięki czemu gładko pokonała nie tylko pierwszy, ale również drugi człon szeregu, jako że w żadnym momencie nie musiała się desperacko ratować. Kiedy wyszła z szeregu, pozostała na dotychczasowej trasie, jako że w tej samej linii czekała na nią jeszcze jedna przeszkoda. Dogalopowała do niej chętnie, nie pędząc przesadnie, po czym wybiła się do skoku, w trakcie którego starannie podniosła nogi, byle tylko nie trącić wiszącego pod nimi drąga. Lądowanie zakończyła na prawo, w które po chwili zatoczyła łuk w kierunku kolejnego oksera. Z pomocą Elizabeth utrzymała w zakręcie prawidłową prędkość oraz równowagę, dzięki czemu najazd na oksera był już tylko formalnością. Za chwilę i jego miała z głowy, musząc stanąć w oko w oko z jeszcze jedną, ostatnią przeszkodą. Nie tracąc zapału, dogalopowała do dziewiątki i ponownie posłuchała się amazonki w kwestii odskoku. W locie wyraźnie poprosiła o wodze, ciągnąc szyją, przez co cała jej sylwetka uległa optycznemu rozciągnięciu. Wylądowawszy, minęła celowniki i niebawem opuściła parkur stępem, zbierając zasłużone pochwały. :3Alexander - 2017-10-15, 22:00
PRÓBA SKOKOWA
Ostatniego dnia zmagań została im próba parkuru do zrobienia. Pojawił się ponownie trzeciego dnia w stajni, by od razu skierować swoje kroki pod boks klaczy. Krótkie przywitanie, by zabrać się za jej oporządzenie w stajni. Potem od razu skierowali się na rozprężalnie, gdzie przygotowali odpowiednio do czekającego ich niedługo zadania. Po wszystkim krążyli stępem po miejscu, czekając na wezwanie na parkur konkursowy.
W końcu ich wywołali więc poprowadził klacz w docelowe miejsce, kiedy poprzednia para kończyła swój przejazd. Oprowadził ją po parkurze pokazując przeszkody do skoczenia oraz dziwne, mogące stwarzać problemy obiekty. W końcu zatrzymał ją pod budką sedziowską i ukłonił się do sędziów, by zaraz wysłać klacz subtelny acz jednoznaczny sygnał do galopu. Od razu narzucił jej swoje tempo, nie za szybkie i nie za wolne jednocześnie. Zamkniętą w korytarzu z pomocy prowadził po parkurze, wysyłając jej półparady w celu skupienia jej na sobie. Wiedząc jakie klacz ma geny nie chciał ryzykować, więc prowadząc ją do jedynki siadł w siodło i przymknął dostatecznie w korytarzu, by doprowadzić jak najlepiej ją do miejsca wybicia. Galopowali na prawo, wyjeżdżając do przeszkody - stacjonaty. W odpowiednim miejscu łydką odesłał ją do skoku, przechodząc zaraz w półsiad i oddając jej stosowną ilość wodzy. Podyktował jej lądowanie na prawo, by pojechać kilka foule na wprost i skręcić na drugą z przeszkód. To również była stacjonata, celując na sam środek naprowadził klacz do przeszkody. Dojechawszy do miejsca wybicia ponownie odesłał ją łydką do skoku, zgrywając się z jej ruchem w locie. Wylądowanie na lewo dla odmiany bez rozpędzania się w dystansie, bo zaraz Alex nieco podebrał klacz na siebie - unosząc ją do przeszkody. Zamknąwszy ją w pomocach ponownie doprowadził do miejsca wybicia, by bez większych przeszkód pokonać okser. Wylądowali ponownie na lewo, by spokojnym galopem okrążyć imitacją stawu na czwartą przeszkodę. Pojechał obszernie do przeszkody dając im czas na naprostowanie się do niej, udało im się poprawnie dojechać do przeszkody i również ją pokonać. Lądowanie na lewo i od razu lekki łuk w kierunku piątej przeszkody, gdzie ponownie przygotował ją do skoku nad okserem. Znowu nieco uniósł ją do przeszkody, zamknął w pomocach i skupił na sobie doprowadzając do miejsca wybicia. Wyszedł wraz z odskokiem do półsiadu i oddał jej stosowną ilość wodzy do skoku, by wylądować na prawo. Zdecydował się obszernie pojechać po łuku na szereg 6ab, by mieć czas na przygotowanie klaczy. Naprostował klacz do oksera czyli pierwszego członu, zamknął ją ponownie w korytarzu i wysłał kilka półparad. Wziął ją też bardziej na siebie przy tym, doprowadzając do odskoku nad pierwszy człon. Zgrał się z jej ruchem w locie, by podczas lądowania ją bardziej przytrzymać i w skupieniu doprowadzić do drugiego członu. Nad nim również i na szczęście oddali czysty skok, a po lądowaniu w jednej spokojnie rozjechanej linii pogalopowali do siódemki. Pokonanie przeszkody okazało się formalnością, bo klacz nie wymsknęła się z pod kontroli faceta. Lądowanie na prawo i decyzja o pojechaniu ryzykownie ciasnego zakrętu na ósmą przeszkodę. Kto nie ryzykuje ten nie zyskuje nie? Poprowadził ją kilka foule na wprost, by ostro dość wykręcić na prawo na okser. Podparł ją pomocami na zakręcie, by zaraz naprostować ją do przeszkody. Z mocą posłał klacz do przeszkody sporo ryzykując przy tym, jednak okazało się to opłacalne. Wylądowali na lewo i na spokojnie już bez szaleństw, poprowadził ją w kierunku dziewiątki. Była to ostatnia przeszkoda na parkurze, również okser. Uniósł ją do góry po naprostowaniu do przeszkody, zamknął w pomocach i doprowadził do miejsca wybicia. Łydką odesłał ją do skoku nad przeszkodą, przechodząc zaraz do półsiadu i oddając jej wodzę podczas lotu. Po lądowaniu przyspieszenie do celowników, a po ich przekroczeniu zwolnienie stopniowe do stępa i dużo pochwał.
z.t
Unbridled Life - 2017-10-15, 23:41
PRÓBA SKOKOWA
Rzeczywiście podczas trzydniowego konkursu mogła liczyć na szczególnie duże zainteresowanie ze strony swego właściciela. I dzisiaj pojawił się pod jej boksem, czy szczególnie jej nie zaskoczył. Nie sprawiała większych trudności podczas oporządzania jak i siodłania, a także na rozgrzewce, na którą Alexander ją zabrał. Wydawała się być pewniejsza, niż podczas ostatnich dwóch dni. Przynajmniej jeśli chodzi o konkurencję na parkurze miała jakiekolwiek doświadczenie. Jeżeli jeden konkurs można nazwać doświadczeniem. W końcu ich wywołano, więc skierowali się na parkur. Alex oprowadził ją po parkurze, zapoznając z obiektem, a co ważniejsze przeszkodami, słusznie zwracając uwagę na te, które dziwnie wyglądały, po czym skierowali się pod budkę sędziowską. Koniec końców dostała sygnał do galopu, na który zareagowała ochoczym przejściem do tego chodu i skierowali się na jedynkę, która stała blisko. Alex wypracował z nią właściwe tempo, którego raczej się trzymałą i doprowadził ją do przeszkody zamkniętą w pomocach. Unbridled wybiła się we właściwym miejscu, na czysto pokonując stacjonatę. Wylądowali na prawo, pogalopowali kawałek na prosto i skręcili ku drugiej z ustawionych przeszkód. Tu również wszystko odbyło się gładko, Wine doprowadził ją do miejsca wybicia zamkniętą w pomocach i wspomógł łydką. Klacz wybiła się energicznie, zabaskilowałą i pokonała na czysto również dwójkę. Wylądowali bardziej na lewo i już bez rozpędzania się ruszyli na okser. Doprowadzając siwą do przeszkody Alex zamknął ją w pomocach i wziął bardziej na siebie. W efekcie, na tyle na ile potrafiła wybiła się z zadu i również trójkę przeskoczyła bez żadnych wpadek. Znowu na lewo i pogalopowali ku czwórce, okrążając imitację stawu, ku której czterolatka zerknęła nieprzyjaźnie. Wyjechali łuk, Alexander naprowadził ją na środek przeszkody i pomógł z wybiciem, co zaowocowało kolejnym udanym skokiem. Niemka znów wylądowała bardziej na lewo i właściciel poprowadził ją po łuku w stronę piątki, gdzie przy użyciu podobnych pomocy sprowadził ją do oksera. Unbridled wybiła się energicznie we właściwym miejscu, prezentując ładny baskil i pokazując, że jednak ma predyspozycje do sportu. Chociaż oksery nie były najłatwiejsze dla młodych koni, siwka pokonała je w ładnym stylu. Pogalopowali kawałek ku prostej i skręcili w stronę szeregu, którego pierwszym członem również był okser. Znowu zamknięta w pomocach, doprowadzona do 6a wybiła się, zgrywając z nim w skoku. Również 6b pokonali na czysto, by ruszyć dalej. Zostały im dwie przeszkody. Siódemka leżała na wprost i byłą stacjonatą, nie sprawiła im więc kłopotu i tak pozostał ósemka. Alexander poprowadził ją kawałek po prostej, o czym ryzykownie skręcili do 8, Alex podpierając czterolatkę pomocami. Ósemką znowu był okser i nie sprawił jej więcej problemów, co wcześniejsze tego typu przeszkody na parkurze. Znów ładnie zabaskilowała i się z nim zgrała i tak została im dziewiątka., do której naprostowali. W sumie próbę na parkurze mogli zaliczyć do udanych i skok na dziewiątkę tej statystyki nie zepsuł. Pokonali okser na czysto w nienajgorszym stylu. Unbri parsknęła zadowolona. Minęli metę, zwalniając dopiero wtedy stopniowo do stępa i opuścili parkur.
zt
Russian Roulette - 2017-10-15, 23:45
Próba skokowa
Ostatniego dnia zawodów czekała ich próba na parkurze. Klacz jak na razie nie zawiodła kobiety i miejmy nadzieje że tak zostanie. Już zdecydowanie lepiej ją powitała pod swoim boksem, by podobnie jak wcześniej spokojnie dać się oporządzić w stajni i rozgrzać do zawodów.
W końcu pojawiły się na parkurze konkursowym, by zaraz zagalopować na prawą nogę. W tamtym kierunku właśnie miały udać się na pierwszą przeszkodę. Wyjechały obszerny zakręt do przeszkody, prostując się zaraz jednak do niej i uderzając w sam jej środek. Z energią dojechałą do miejsca wybicia, by w nim wyjść do skoku nad przeszkodą. Idealnie złożyła się i wyciągnęła nad przeszkodą, by pogalopować po lądowaniu na drugą przeszkodę. Wyjechały do niej po łuku, a sama przeszkoda ponownie okazała się stacjonatą. Klacz ponownie podobnie jak wcześniej dojechała do przeszkody, by wyjść w odpowiednim do tego miejscu do skoku. Pokazała ładny baskil w locie i po lądowaniu nieco przyspieszyła w dystansie do trójki. Tym samym na okser szły już więc nieco bardziej dynamicznie, co miało im pomóc w pokonaniu przeszkody. Wyszła do skoku nieco dalej niż w przypadku dwóch poprzednich, ale bez trudu poderwała się do lotu w wyznaczonym do tego miejscu. Wykonała nieco dłuższy acz poprawny lot, zmieniając w trakcie lotu nogę prowadzącą. Po lądowaniu kontynuowały galop wokół zbiornika wodnego, gdzie klacz krótko się na niego zapatrzyła jednak bez konsekwencji. Zaraz naprostowała się do kolejnej przeszkody po wyjechaniu łuku do niej, jadąc uprzednio do niej dość ciasno. Klacz jednak bez większego trudu odnalazła dobrą drogę, by wyjść w wyznaczonym miejscu do skoku, by złożyć i wyciągnąć się kolejno nad przeszkodą w locie. Kontynuując przejazd w tę samą stronę po łuku pojechała na piątą przeszkodę, nie zmieniając tempa galopu do niej. Spokojnie acz dynamicznie zarazem pojechała na okser, wychodząc ponownie nieco wcześniej do skoku nad przeszkodą. Ładny baskil w locie nad przeszkodą oraz zmiana nogi w galopie, by po lądowaniu pokierować się bez problemu na kolejne przeszkody. Do szeregu który teraz na nie czekał pojechały nieco spokojniej, jednocześnie klacz uniosła się do niego i pojechała po obszerniejszym łuku zapewniając sobie więcej miejsca. W pełni skupieniu i zaangażowaniu dojechała aktywnym tempem galopu do oksera oznaczonego 6a, wychodząc znowu wcześniej do skoku. Podczas lądowania lekkie skrócenie do drugiego członu, by zaraz wyjść ponownie do skoku nad 6b. Pokonały na szczęście kombinacje bez większego trudu, co dla klaczy było dobrym znakiem. Mimo młodego wieku i małego doświadczenia jednak sobie radziła - super. Zachowując dokładnie to samo tempo kontynuowały przejazd na wprost ku siódemce, która zniknęła za ich plecami już w kilka sekund później. Zostały im dwie ostatnie przeszkody do pokonania i będzie koniec ich trzydniowej próby. Kontynuując na prawą nogę pojechała po szerszym łuku na stojąc nieopodal okser i ponownie wykonały ten sam schemat najazdu co na poprzednie oksery. Dalszy odskok do przeszkody, ale czyste wejście w skok i poprawne - czyste pokonanie przeszkody. Zmiana nogi w locie i lądowanie, by zaraz skierować się na ostatnią przeszkodę. Para znała się już na tyle przez trzy dni i dwóch prób skokowych, że klacz domyśliła się co teraz nastąpi. prowadzona przez kobietę spokojnie dojechała do miejsca wybicia, by pokonać ostatnią przeszkodę w tym samym stylu co przedostatni okser i po lądowaniu mocniejszy galop do fotokomórek na finiszu. Doskonały przejazd i czyste konto przez trzy dni, jest z czego się cieszyć bez dwóch zdań. Parsknęła RR w zadowoleniu, by zjechać na rozprężalnie po konkursie.
z.tMistrz Gry - 2018-03-18, 09:32 Temat postu: Alexander Wine & Unbridled Life
Opis
Przejazd Alexandra i Unbridled Life nie należał do najbardziej udanych. Para wyraźnie nie mogła się dogadać, chociaż nie współpracowała ze sobą pierwszy raz. Jeździec miał problem z tym, żeby się rozluźnić i wczuć w ruch klaczy, przez co blokował jej impuls do ruchu naprzód i odbierał swobodę ruchów. Sędziowie nie byli też zadowoleni z poszczególnych przejść, podczas których Unbridled wypadała z rytmu i odbijała się od ręki. Ogólne usztywnienie miało również wpływ na jakość wygięcia podczas jazdy po łukach.
Przejazd rozgrywa się na małym czworoboku, 20x40m. Podłoże kwarcowe.
63; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy. Przekroczenie normy czasu: 1,6 punktu karnego 134; Utrata równowagi; na wskutek niefortunnego skoku koń i/lub jeździec tracą równowagę.
12; Odmowa skoku; zatrzymanie się konia przed przeszkodą, którą powinien skoczyć. 20 punktów karnych
Opis
Słabe lądowanie po przeszkodzie 5a zaburzyło równowagę konia, jednak nie na tyle, żeby doszło do upadku - para po prostu się nie zgrała, co poskutkowało spóźnionym przejściem do półsiadu przez jeźdźca. Następnie koń odmówił skoku na dziesiątej przeszkodzie.
99; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji.
Opis
Próba skokowa ukończona bezbłędnie.
INSTRUKCJE
• Każdy z trzech przejazdów można podzielić na dowolną ilość postów.
• Poszczególnych części nie trzeba realizować po kolei, choć wypada zachować odniesienie do realiów - próba ujeżdżeniowa ma miejsce pierwszego dnia, terenowa drugiego, skokowa trzeciego. Proszę nie zostawiać pustych postów jeźdźca (editów) na zapas.
• Na początku każdego przejazdu proszę wyraźnie zaznaczyć, której próby dotyczy post. Po kliknięciu na nazwę danej próby, otworzy ci się program/trasa/parkur :).
• Zawody rozgrywają się na dworze.Mistrz Gry - 2018-03-18, 09:39 Temat postu: Anna Ross & Unannounced Pleasure
Opis
Para wykonała jeden z lepszych przejazdów na tych zawodach, mimo iż były to jedne z pierwszych kroków ogiera na zawodach. Unannounced Pleasure zachwycił sędziów swoim niebanalnym ruchem, a zawodniczce udało się niemal w pełni wykorzystać jego potencjał, choć jak to bywa w jeździectwie - zawsze jest coś, co można jeszcze poprawić i w przypadku tej pary był to akurat rysunek serpentyny, który nie wyszedł do końca tak, jak powinien.
Przejazd rozgrywa się na małym czworoboku, 20x40m. Podłoże kwarcowe.
97; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
69; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy.
49; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura).
Opis
Para ukończyła próbę bezbłędnie, mimo że koniowi momentowi brakowało odwagi.
47; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura).
Opis
Para ukończyła próbę skokową bezbłędnie.
INSTRUKCJE
• Każdy z trzech przejazdów można podzielić na dowolną ilość postów.
• Poszczególnych części nie trzeba realizować po kolei, choć wypada zachować odniesienie do realiów - próba ujeżdżeniowa ma miejsce pierwszego dnia, terenowa drugiego, skokowa trzeciego. Proszę nie zostawiać pustych postów jeźdźca (editów) na zapas.
• Na początku każdego przejazdu proszę wyraźnie zaznaczyć, której próby dotyczy post. Po kliknięciu na nazwę danej próby, otworzy ci się program/trasa/parkur :).
• Zawody rozgrywają się na dworze.