To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tereny zielone - Plac zabaw

Mort - 2018-04-06, 14:15

Oj noo dawno to było oj dawno. xd
W takim razie oprócz jedzenia to mamy drugi cel. Znaleźć loszkę dla Lukasa. 8-) Uwierz, że bunt może trwać długo, bardzo xd.
Nie bądź taki okropny :c. Chociaż go czasem odwiedzaj. :lol2: Bo tak to już całkowicie zapomni jak on wygląda xd.
Kiedy przeszedł na pysk stwierdził, że chce się pobawić. Zaczął więc łapać delikatnie jego palce w zęby. Gdy chłopak się podniósł i jego głowa się podniosła. Z wrażenia aż usiadł xd. Rozejrzał się, bo nie wiedział czemu przestał i znowu spojrzał na niego chrumkając. To chyba oznaczało zgodę.

Lukas - 2018-04-06, 14:33

To musi być taka loszka, żeby rozpieszczała Morta przy okazji <3 Gdy ten zaczął łapać jego palce, szybko zabrał dłonie. On i tak był już monco pokaleczony, wystarczy. Czyli zgoda jest tak? :lol2: Chłopak podniósł psa, przytulając go do siebie (mimo, że śmierdział :lol2: ) ruszył w stronę furtki. Od czasu do czasu coś tam mruczał pod nosem do psa, ale był to niezrozumiały dialekt xD No, więc oboje wyszli w celu wykąpania się w wannie xD
Zt x2

Eviline - 2018-04-26, 10:47

ZLECENIE

Ev miała dzisiaj niezwykłe zadanie do wykonania, miała uratować swoją znajomą z pracy, a w jaki sposób? No cóż, miała zająć się jej parą łobuzów, czteroletnim Arthurem i pięcioletnią Kate. Nie wspominając, że Ev dzieci nijak nie lubiła, to jednak te dzieciaki znała i nie raz, nie dwa z nimi zostawała, ale wiedziała, że potrafią dać nieźle w kość. Właśnie dlatego zabrała małe bestyjki do parku, akurat mogli spędzić tu kilka godzin w oczekiwaniu na powrót mamy. Pogoda sprzyjała, dzieci było całkiem sporo, więc i zabawa powinna być przednia, a wiadomo, że wybiegane dzieciaki, to zmęczone, a zmęczone, to wręcz cudowne w obejściu.
Na samym początku zrobiła przedstawienie regulaminu, wszystkie pierdoły o nie rozmawianiu z obcymi, bycie na widoku, a przede wszystkim zakaz bicia, plucia i wyzywania innych dzieci. Kiedy już mieli to za sobą, puściła dzieciaki wolno, a niech się bawią. Ev była niezwykle zadowolona z siebie, bo dosłownie godzinę wcześniej gruntownie przebrała dzieciaki w najjaskrawsze ubrania, jakie znalazła w ich szafach i teraz mogła być pewna, że tych bestyjek nie zgubi, tyle szczęścia. Wyciągnęła książkę i zaczęła czytać, cyklicznie spoglądając co robią dzieciaki, choć musiała przyznać, że jak na tę chwilę, to robiły dobre wrażenie i była o krok od bycia dumną ciocią Evil.
Taaaa... Chwila dumy przeminęła tak szybko jak się pojawiła. Od czytania oderwał ją pisk Kate, która już zaczęła się kłócić z jakąś dziewczynką, wyrywając tamtej biedaczce misia. Hiszpanka przewróciła oczami i skierowała swoje kroki w ich stronę, mając zamiar znów wytłumaczyć małej dziewczynce, że przecież to nie jest jej zabawka, a dzieci nie muszą się z nią dzielić, niech się uczy życia za młodu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że w tej chwili dojrzała też Arthura, który rzucił się na jakiegoś chłopca i byli już w początkowym etapie walki na wszystko, od pięści, po zęby, więc Ev była pewna, że zaraz będzie rwać sobie włosy z głowy. Porzuciła zmierzanie do Kate i lekkim truchtem zaczęła zmierzać do Arthura, łapiąc go w pół i odciągając od tamtego chłopca. Przerzuciła sobie gagatka przez ramię i ruszyła w stronę Kate, ją też odciągając do siebie i przerzucając przez drugie ramię. Odeszła kawałek, do jakiegoś spokojniejszego miejsca i "zrzuciła" dzieciaki na trawę.
- O czym mówiliśmy? Zero bicia, plucia, bla, bla, bla. Chcecie mnie doprowadzić do zawału? Co ja powiem waszej matce, jak wrócicie obszarpani jak bezdomni? Dzieciaki... - Załamała ręce, ona przecież nie ma tyle siły, żeby się tak denerwować, już z końmi jest tysiąc razy łatwiej, nawet jeśli są nieznośne, to da się logicznie wytłumaczyć ich zachowanie, a dzieci? Nie, to zdecydowanie jakaś apokalipsa.
Po drugiej już przemowie, ponownie dała dzieciakom sygnał do tego, że mogą lecieć się bawić, tym razem sama usiadła gdzieś bliżej i cały czas obserwowała nygusów, żeby w razie potrzeby móc od razu zareagować, ale wiadomo jak to jest. Dopóki patrzyła, wszystko było w porządku, ale po godzinie takiego siedzenia uwierzyła, że stan krytyczny jest zażegnany i już jej obserwacja była zdecydowanie mniej skupiona.
Zauważyła nagle, że książka, którą trzymała obok siebie zniknęła, co ją trochę zaniepokoiło, ale przecież nie mogła dostać nóg i musiała gdzieś tu być. Na nic się zdało przeszukiwanie torebki, ławki, sprawdzanie okolicy. Coś ją tknęło i spojrzała na dzieciaki, które nagle bawiły się razem, zaśmiewając się jak nigdy. Stały do niej plecami, co już samo w sobie było mocno konspiracyjne, dlatego zaniepokojona ruszyła w ich kierunku. Po kilku krokach usłyszała charakterystyczny odgłos darcia papieru i już wiedziała.
- No nie! Arthur! Kate! Co ja się z wami mam... Dlaczego drzecie książkę? Nie wiecie, że nie można tak robić? Koniec, lodów nie będzie. - Zabrała dzieciakom pozostałości po swojej książce i zebrała papier, który zdążył w znacznej ilości znaleźć się na trawie. Dzieci oczywiście zastygły na informację, że zła ciocia nie zabierze ich jednak na ulubione lody, więc od razu ich miny zrobiły się mocno rozkapryszone i nieciekawe. Evil wyrzuciła resztki książki do kosza i udzieliła kolejnej lekcji życia dla swoich tymczasowych podopiecznych, a w głębi duszy obiecała sobie już nigdy więcej nie powtarzać tego samego błędu i nie zgadzać się na opiekę za takie pieniądze, szkoda nerwów, pal licho dobre uczynki, to jednak nie w jej stylu.
Kolejne godziny upływały jej na ciągłym pouczaniu dzieciaków, tłumaczeniu im, co wolno, a czego nie, syndrom zdartej płyty jej się załączył i była pewna, że jeszcze przez długi okres czasu będzie wspominać dzień dzisiejszy. Może i zbliżał się już powoli czas spokoju, niedługo bowiem miała wrócić Emma, matka tych oto urwisów, a Ev wyczekiwała ten moment, siedząc już jak na szpilkach.
W międzyczasie Arthur sam nauczył się, że trawa jednak nie jest najlepsza do jedzenia, a kopanie w ziemi sprawia, że jest się brudnym, więc ratunek może przynieść tylko osoba dorosła dzierżąca wilgotne chusteczki i choć wciąż był obrażony, to do cioci przyszedł i uraczył ją spojrzeniem a'la kot ze Shreka, tylko po to, by mu te łapki przetrzeć i wyczyścić.
Kate była już grzeczniejsza, znalazła grupę dziewczynek z lalkami i na szczęście Ev pamiętała, by wziąć z domu lalkę dziewczynki, dlatego też teraz wszystkie bawiły się razem w jakieś niezrozumiałe królestwo bez królowej, za to z ogromną ilością księżniczek, które marzyły o księciu z bajki i chyba nawet wszystkie marzyły o tym samym, ale żadnej nie przeszkadzała wizja dzielenia się owym facetem. Te małe bestyjki na szczęście jeszcze nie wiedziały co to zazdrość o faceta, tyle dobrego, bo hiszpanka nie miała pojęcia jak mogłaby rozwiązać ewentualny konflikt.
Czas upłynął szybciej niż się spodziewała, doczekała się zobaczenia Emmy w przejściu do parku. Ev z nieskrywaną radością przywitała kobietę, a dopiero po niej przypadły do matki dzieciaki, które były tak podekscytowane, że dałyby radę zasilić prądem połowę miasta.
- Proszę cię, znajdź sobie wykwalifikowaną opiekunkę... To beeeestie są. - Rzuciła do Emmy ni to na podsumowanie ni pożegnanie, ale widziała po kobiecie, że wcale jej to nie zdziwiło. Można było zacząć jej współczuć, że ma te brzdące całe siedem dni w tygodniu. Cóż... Ev obiecała sobie, że następnym razem będzie musiała być bardzo zdesperowana, by powtórzyć takie wyjście, więc prawdopodobnie nikt jej już nawet siłą do takiego zajęcia nie zmusi.

/zt.

J.J. Wrens - 2018-06-17, 21:41

J.J. to wiadomo, gangsta mafia. W słoneczny, przyzwoicie ciepły dzień trafił na plac zabaw z małymi okularami słonecznymi, które dostał od tatusia i w ubrankach, które założyła mu rano mama. Kozacko! 8-) Rozejrzał się migiem po całym placu i zauważając grupkę dzieci podbiegł do nich z szerokim uśmiechem, by przywitać się machaniem ręki i rzucić wykutą na blachę formułę ''Hej, jestem Dżej-Dżej!'' po czym otrzymawszy aprobatę pobiegł się bawić razem z nimi. Dzieci było od groma, większość jednak była od niego większa, niektórzy byli nawet bardzo duzi! Z powątpiewaniem więc patrzył na 12-latków siedzących na huśtawkach, którzy widząc malucha zaczęli się śmiać.
Małe dziecko nie do końca rozumiało co się dzieje, odebrało to jednak prawidłowo, dlatego też obrócił się na pięcie szukając poznanych osób, te jednak znalazły się już na szczycie ścianki spinaczkowej, która prowadziła do ''Twierdzy królów''. Mały JJ, jak to bachor, pobiegł sobie do tej ścianki z wypisanym na twarzy ''ZDOBĘDĘ TO, BĘDĘ JAK ONI'', niestety, wszedł na dwa kamyki, z trzeciego zaś się ześlizgną, lądując tyłkiem na piachu i zbierając w wielkich oczkach, małe łzy. Rozejrzał się, czy nikt się z niego nie śmieje i z grymasem wstydu i smutku opuścił wątłe ramionka, kierując się na brzeg placu, skąd obserwował przednią zabawę, jego starszych kompanów.

Lucia - 2018-06-17, 22:23

Mała Lucia lubiła spędzać czas na placu zabaw, choć jej nieśmiałość wcale nie pomagała w zawieraniu nowych znajomości. Tak czy siak, mogła przynajmniej trochę poprzebywać z człowiekami swojego pokroju, w duchu licząc na to, że wreszcie znajdzie sobie jakąś kompankę do zabaw... albo kompana.
Odetchnąwszy głęboko, posłała ojcu łagodny uśmiech i powoli ruszyła wgłąb placu. Początkowo miała wejść na zjeżdżalnię, ale wtem jedna z huśtawek została zwolniona. Lucia niewiele myśląc, od razu zmieniła tor, chwilę później siedząc już na zawieszonym w powietrzu kawałku plastiku. Ta zabawa zdołała jednak bardzo szybko znudzić dziewczynkę, więc ta zaczęła rozglądać się za kolejną atrakcją. W oko wpadła jej dla odmiany piaskownica, w której różnorakie foremki i łopatki do piasku, aż się prosiły o zbudowanie zamku albo innej budowli tego pokroju.

J.J. Wrens - 2018-06-17, 22:30

Rozglądał się dalej po całym placu zabaw, zauważając w końcu piaskownicę i bawiącą się w niej dziewczynkę. Przetarł wierzchem małej dłoni oczka, aby zabrać z nich pozostałości łez i skierował się w ową stronę. Stanął na brzegu piaskownicy, chwilę obserwując dziewczynkę, zaraz zaś podszedł bliżej dziewczynki i stanął przed nią, lekko kręcąc nóżką w piachu.
- Hej, jestem Dżej-Dżej, mogę się z Tobą pobawić? - Pani przedszkolanka uczyła, jak ładnie pytać się o wspólną zabawę, a że J.J. był dość otwartym dzieckiem wykorzystywał te ''stwierdzenie'' tylukrotnie, że w końcu stało się ono dla niego całkowicie normalne. Jako maluch nie rozumiał jeszcze banału owych słów, samo mówienie było dla niego czymś wow, o gramatyce nie wspominając. Dla niego powtarzanie w kółko tej samej formułki było czymś normalnym, u dorosłych jednak wywoływało krzywdzący brzdąca śmiech.
Jeśli dostał od dziewczynki aprobatę usiadł w piasku i wziął jedną łopatkę, bawiąc się wpierw w zwykłe kopanie dziury i sypanie piachem gdzie popadnie, głównie zaś na siebie.

Lucia - 2018-06-19, 00:55

Zajęta upychaniem piachu do foremek, nawet nie zauważyła chłopca, który postanowił do niej podejść. Raczej nie liczyła na to, że ktoś z własnej inicjatywy zechce się do niej dołączyć i nie miała z tym większego problemu, bo budowa zamku sama w sobie była wystarczająco pochłaniająca.
Podniosła na Jeremiego swoje błękitne oczka i krótko zmierzyła go spojrzeniem, czując się troszkę pewniej ze względu na to, że był od niej młodszy. W końcu dla ośmioletniej dziewczynki, trzy lata różnicy były wręcz przepaścią!
- Cześć, jestem Lucia - przywitała przybysza, posyłając mu łagodny, troszkę nawet nieśmiały uśmiech. - Jasne, właśnie buduję zamek - wyraziła swoją aprobatę, nawet informując nowego kolegę o swoich planach. Początkowo myślała, że jej pomoże, ale straciła na to nadzieję, gdy Wrens Junior zaczął wymachiwać łopatką na wszystkie strony. W końcu piaskowy pocisk przypadkowo - albo i nie - trafił również w nią.
- Eej, uważaj - zaśmiała się, starannie otrzepując swoją fioletową sukienkę.

J.J. Wrens - 2018-07-06, 13:07

Kiedy dziewczynka zwróciła mu uwagę na jego usta wpłynął odwrócony banan, który potem zmienił się w szeroki uśmiech, kiedy zobaczył początkujące dzieło dziewczynki. Jego oczy rozszerzyły się, pojawiły się w nich lekkie ogniki zachwytu a usta przybrały kształt literki O! Toż to cud!
- OOOO! Ja zrobię obok rzeke! Tak! Rzekę! - Przytaknął sam sobie i nie czekając na słowa dziewczynki zaczął od razu kopać w pewnej odległości zwykły rów, którego brzegi wzmocnił rączkami.
/wybacz za jakosc, poprawie sie

Lucia - 2018-07-09, 22:50

Rzeka wydała jej się całkiem niezłym pomysłem, w końcu każdy prawdziwy zamek potrzebuje fosy, prawda? Z tego tytułu nie zareagowała na słowa Jeremiego, co można było uznać za aprobatę z jej strony. I podczas gdy on kopał wspomnianą ''rzekę'' ona w dalszym ciągu robiła swoje, dorabiając do budowli równe wieżyczki foremkami, dzięki czemu ta wyglądała coraz lepiej! Co prawda co jakiś czas zerkała, czy chłopiec aby na pewno nie podkopuje jej dzieła, ale siedziała z charakterystyczną dla siebie cichością. Bo niby o czym miałaby rozmawiać w pięciolatkiem? Toż to dzieciak! A przecież ona, miała aż osiem lat!
- Pomożesz mi nazbierać kamyczków? - zapytała w końcu, potrzebując ich do ozdobienia swojego dzieła. Nie czekając długo na odpowiedź, wzięła wiadereczko i poszła na drugą stronę piaskownicy, by tam rozpocząć poszukiwania tego jakże szlachetnego surowca.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group