Dylan - 2015-12-10, 21:38 Zupełnie nie miał ochoty na tą rozmowę, więc na dźwięk swojego imienia nawet nie raczył odwrócić swojego spojrzenia w stronę mężczyzny, udając niezwykle pochłoniętego przyglądaniu się okolicy, jak gdyby rzeczywiście go interesowała.
- Mia stchórzyła. - rzucił znudzonym tonem, po kilkunastu sekundach odwracając się w stronę dwudziestoparolatka i posyłając mu bezbarwne spojrzenie. Z jego twarzy rzecz jasna nie znikał uśmiech, bardzo istotny w tej sytuacji. - A Ty, Tony? A może Anthony? Jak wolisz?
Tym razem ton jego głosu wyrażał nieco większe zainteresowanie niż poprzednio, chociaż nadal sugerował wielkie znudzenie wszystkim, co go otaczało - osobą Tonego, kuligiem, otoczeniem. W przeciwieństwie do Mii, bawił się fatalnie i nie dołączył się do niej, kiedy zaczęła się śmiać. Zamiast tego znalazł sobie zajęcie pod postacią nachalnego wpatrywania się w Wayforda, można by nawet powiedzieć, że rozpoczynając bitwę na spojrzenia.Jessie - 2015-12-11, 20:26 Trafiona śnieżką, zmarszczyła lekko czoło, po czym strzepnęła z siebie biały puch.
- Zapamiętam to sobie - ostrzegła Jonaha z zadziornym uśmiechem błąkającym się na twarzy, po czym powróciła do przerwanego zajęcia, jakim było nucenie świątecznych piosenek.
Tuż po wygłoszeniu informacji o tym, że lada moment ruszą galopem, obróciła się z powrotem. Krótko zlustrowała Jonaha wzrokiem, gdy wstał, co też niecnie wykorzystała i uszczypnęła go w tyłek w ramach rewanżu o3o
Jeśli się obejrzał, wzruszyła niewinnie ramionami i dosłownie chwilę później usłyszała wołanie Mii. Całe szczęście, że ktokolwiek postanowił zareagować, bo tak to nie zwróciłaby nawet uwagi, czy ktoś wypadł czy nie...
- Jo, hamuj je - rzuciła, naraz podnosząc się i mocno trzymając, obejrzała się aby dojrzeć kogo tam zgubili. Hayley.. No tak.. Tego można było się spodziewać. Pewnie zrobiła to tylko dlatego, że chciała się znowu napić!
Zakładając, że konie udało się szybko zatrzymać, pokręciła głową z pobłażliwym uśmiechem.
- Nie zapomnę Ci tego, Hay! - krzyknęła do dziewczyny, gdy tej udało się pozbierać.
- Niedługo będziemy na miejscu, więc może już spokojnie - zwróciła się do Jonaha i usiadła z powrotem, gdy już ruszyli stępem lub ewentualnie wolnym kłusem.Sleepwalker - 2015-12-11, 20:52 Próbował ignorować Discendente za wszelką cenę, co jednak wcale nie było takie proste. Chcąc nie chcąc przypominał sobie o jego obecności ilekroć tamten spóźniał się z przyspieszeniem lub zwolnieniem, co nieraz zmusiło Sleepwalkera do przejęcia ciężaru na siebie. Z czasem oddech fryzyjczyka stał się wyraźnie głośniejszy, aczkolwiek wciąż równy, co nie dawało powodów do zmartwień. Mając uszy skierowane do tyłu nasłuchiwał przede wszystkim poleceń kierującego nimi mężczyzny, wszystko inne starając się ignorować. Nie czuł się do końca komfortowo, także widocznie spocił się w nieogolonych miejscach i pod szorami. Poproszony o wyciągnięcie kłusa wyraźnie poszerzył ramy w tymże chodzie, na krótką chwilę stawiając uszy na sztorc. Idąc z Disco "ramię w ramię" musiał prezentować się z nim fenomenalnie, ale nie bez powodu wybór padł właśnie na ich dwójkę, nieprawdaż? Żadne inne konie nie były tak dumne i majestatyczne jak fryzyjskie, szczególnie że oba ogiery najwyraźniej zdążyły poczuć smak rywalizacji między sobą.
Kolejno przeszli na chwilę do stępa, do którego Sleepwalker przeszedł z lekkim opóźnieniem, o ile Discedente również miał z tym problem. Ot, zadziałał w nim mechanizm podążania za innym koniem. Tak czy inaczej po krótkiej chwili odpoczynku ponownie ruszyli kłusem, by na kolejnej prostej przejść w galop, co musiało robić ogromne wrażenie na wszystkich, szczególnie na tych, którzy jechali na sankach. Przynajmniej Sleepwalker początkowo poruszał się galopem o obszernej foule, parskając głośno co krok i tym samym sprawiając, że sanie sunęły naprawdę szybko. Niestety albo i stety, wszystko co dobre szybko kończy się i oba konie lada moment zostały "zhaltowane", gdy pierwsza osoba dosłownie... wyleciała. Dość niechętnie zwolnił do stępa, by po paru krokach zatrzymać się i ciężko sapnąć, przyciągając przy tym pysk do piersi.Augustus - 2015-12-11, 21:37 Pojawił się jako jedyna z ostatnich osób, niemniej na sanie zapakował się stosunkowo szybko, by dorwać najdalsze miejsce. Czemu nie wybrał sanek? Z sań miał lepsze miejsce do celowania w Adele B) Wyłapał jej wyzywający uśmieszek i odwzajemnił go z jeszcze większą dawką "stawiasz mi wyzwanie?". Usadowiwszy się wygodniej na siedzeniu tuż po ruszeniu zaczął robić zapasy śniegu. Co prawda kilka osób przed Adele raczej nie umożliwiały mu rzutów, ale zawsze mógł po dotarciu na miejscu "umyć ją" zebranym śniegiem. Żółtym śniegiem
Był stosunkowo odporny na zimno, a siedząc obok innych było mu na pewno cieplej niż na pojedynczych sankach. Niestety nie było opcji dwóch osób na jednej parze sanek, co przyjął z bólem :c Ciągle obserwował piętnastolatkę, trzymając białą kupkę puchu poza zasięgiem jej wzroku. Uśmiechnął się lekko, widząc jej wyczyny pod postacią formowania śnieżek. Korzystając z wygodnego miejsca ze znudzoną miną czekał, aż rzuci pierwszą, by ostatecznie obronić się przedramieniem, na którym kulka rozprysła się niczym fajerwerk. Odsłoniwszy twarz posłał jej ten sam zwycięski uśmieszek, co ona przy wsiadaniu. Chcąc zostawić sobie zemstę na później odwrócił się bokiem do niej, kątem oka dalej pilnując czy nie planuje kolejnego zamachu.Anonymous - 2015-12-11, 22:05 - Cieszę się - tymi słowami uciął krótko temat kopyt Windsora, rzeczywiście nie zamierzając wychodzić z propozycją żadnych zniżek, nieważne jak zaczęłaby go czarować miłymi słówkami czy uśmiechami. Nie zdążył się jeszcze podnieść z kolan po ostatniej grze w pokera i nie zapowiadało się, by miało się to zmienić w najbliższej przyszłości. Najpewniej musiał ponownie udać się do klubu czy kasyna i spróbować szczęścia. A nuż udałoby mu się odbić...
- Tony - wtrącił krótko, zanim udzielił odpowiedzi na pytanie, którą właściwie ograniczył do wzruszenia ramionami. - Nawet nie brałem tego pod uwagę - dodał, naraz odwracając wzrok od spojrzenia Dylana bynajmniej nie w kontekście poddania się i tym samym przyznania mu zwycięstwa. Mniej więcej w tym samym momencie Mia rzuciła coś o zwycięzcy, co popchnęło Wayforda do zerknięcia w tym kierunku. Szczerze mówiąc spodziewał się ujrzeć Harleya w postaci tej ofiary losu, która jako pierwsza straciła równowagę. Widok opustoszałych ostatnich sanek wywołał w nim mimowolnie napięcie, niemal wstał z miejsca, choć niczego by to nie zmieniło.
Może nawet śmieszyłaby go ta sytuacja, gdyby nie to że obecność Dylana na ten moment wybiła w nim wszelkie pozytywne uczucia. Sanie na szczęście zatrzymały się dość szybko, więc gdy Hayley pozbierała się i z powrotem usiadła na sankach, posłał jej jedynie pytające spojrzenie aby niejako upewnić się, że wszystko jest w porządku.
Spokojnie - pewnie na miejscu miał jeszcze powrócić do tego tematu, a wtedy mogła być pewna, że jej nie popuści oraz że obróci to w żart.Mia - 2015-12-11, 22:49 ....Temat zniżek był oczywiście żartem, bo nawet nie przyjęłaby czegoś takiego, gdyby to zaproponował. Była uczciwą kobietą, a zarazem hojną, więc już wolałaby zostawić mu napiwek, bo póki co fundusze jej na to pozwalały. Pozdrawiamy rodziców, którzy ciągle wysyłają jej kasę! ....- Dobrze wiesz, że nienawidzę zimy - w głębi duszy zgadzała się z tym, że stchórzyła, bo naprawdę bała się saneczkowania z Dylanem. Jego znudzenie dalej nie było obojętne dwudziestolatce, próbowała nadać tej rozmowie jakichś kolorów, by mieć okazję do znalezienia nowego znajomego, a przy okazji nowego przyjaciela dla Dyla. Taka swatka z dużym pechem i jeszcze większą głupotą ....Nie potrafiła znaleźć nowego tematu do rozmów, więc próbując wymyślić nowy przygryzła lekko dolną wargę, którą kilkukrotnie wysmarowała wszystkimi ochronnymi kosmetykami, jakie tylko miała. W zamyśleniu nawet nie spodziewała się dość nagłego zatrzymania kuligu. Co prawda nie mogło to być hamowanie godne samochodu, niemniej nie zareagowała na tyle szybko, by zrobić coś. Podsumowując - wszystkie siły i energie, grawitacyjna, kinetyczna i te inne, sprawiły, że poleciała do przodu, prosto na Wayforda. Zapewne gdyby nie on wyleciałaby z sań, ale nie bez powodu jej policzki pokryła purpura, gdy całkowicie przypadkowo pojawiła się na jego kolanach.
....- Boże, przepraszam - zaśmiała się nerwowo, ale stosunkowo szybko wstała i pokracznie wróciła na miejsce obok Dylana, wzrok spuszczając na swoje ręce, by jakoś ukryć zakłopotanie w oczach. Nie chciała teraz spojrzeć ani na Tonego, ani na swojego jaskiniowca, więc nie potrafiąc powstrzymać rumieńców poprawiła rękawy kurtki. Discendente - 2015-12-11, 23:01 Prawdę mówiąc to również Discendente czasami nieświadomie przejmował ciężar kuligu na siebie, kiedy nieco wyprzedzał Sleepwalkera. To też skutecznie go zwalniało, przez co rzadko kiedy ogiery szły ramię w ramię. Niestety Tempesta nie miał osoby, która podjęłaby się wyzwania ogolenia go, więc miał w tej kwestii gorzej od towarzysza. Spocił się zdecydowanie szybciej od niego, niemniej oboje prezentowali się wręcz idealnie - kruczoczarna maść kontrastująca z białym śniegiem rzucała się w oczy, a i sam ruch fryzyjczyków był nienaganny, gdyż oboje mieli dość dużo podobieństw. Podnosząc wysoko nogi z nadzwyczajną lekkością prezentowali najwyższą klasę, choć dwunastolatek dalej nie potrafił odnaleźć się w nowej sytuacji i ciągle próbował coś wykombinować.
Podobnie jak poprzednio zagalopował z lekkim opóźnieniem, by dłuższą foulą dogonić Sleepa. Był od niego wyższy, a długie nogi skutecznie mu to umożliwiły. Równając się z nim opuścił nieco kształtny łeb, odczuwając coraz większe zmęczenie. Na całe jego szczęście czas galopu nie był męcząco długi, więc z lekką ulgą odebrał fakt, że mógł zwolnić i się zatrzymać. Parsknął głośno i zniżył głowę najniżej, jak tylko mógł, rozluźniając mięśnie grzbietu i szyi. Odwrócił pysk w stronę sań, by zobaczyć co takiego stało się, że mieli zahamować. Stawiając lekko przyklejone do tej pory uszy wpatrywał się w dwunożnych, w szczególności w znaną już sobie Jessie. Gdyby tylko mógłby zabijać wzrokiem...Hayley - 2015-12-11, 23:23 Poczułam, że boli mnie bark dlatego kiedy tylko sanie stanęły podniosłam się do siadu i poruszyłam ramionami chcąc upewnić się, że wszystko jest w porządku. Na szczęście zapowiadał się jedynie niegroźny siniak, a ja wstałam lekko zbolała i otrzepałam się ze śniegu, który przykleił się... wszędzie. Dosłownie. Moja twarz przypominała oblicze zdezorientowanego bałwana, policzki szczypały od mrozu, a ja jeszcze przez kilka minut nie wiedziałam co właściwie się stało. Siedziałam na sankach, by zaraz, przysięgam, w jednej chwili leżeć już za nimi, kurczowo zaciskając palce na drewnianych deseczkach.
Usłyszałam znajomy głos, który wywołał na mojej twarzy krótki uśmiech w tym czasie, w którym poprawiałam osuniętą na oczy czapkę. Zdjęłam szalik, wytrzepałam go z poprzyklejanej skorupki śniegu i na nowo obwiązałam wokół twarzy. Tym razem już porządnie. Otarłam ze śniegu pąsowiejące z zawstydzenia policzki, otrzepałam kurtkę i część spodni, a potem zasiadłam na powrót na sankach. Tym razem chwyciłam się mocno, nawet nie myśląc o poluzowaniu choć jednego paluszka. Podniosłam wzrok i kiedy napotkałam pytające spojrzenie odrobinę speszyłam się zaistniałymi okolicznościami. Ze wszystkich osób biorących udział w kuligu, oczywiście, a jakżeby inaczej, spaść musiałam właśnie ja. Niemniej wykazując się kulturą i zrozumieniem względem jego reakcji posłałam mu krótki, całkiem rozbawiony uśmiech. Tym bardziej, że właśnie jakaś dziewczyna siedziała mu na kolanach.Harley Davidson - 2015-12-12, 11:15 Halo, halo! Harley przecież nie ma wcale takiego pecha! No dobra, nie ma go na zawodach, a życie to trochę inna sprawa... Też się lekko zdziwił, że pierwszy nie wypadł, ale miał dobrą motywację do utrzymania się na sankach - nie chciał stawiać pierwszej kolejki.
Szeroki uśmiech wstąpił mu na usta, gdy tylko sanie się zatrzymały. Tak, na taką okazję czekał! Wziął szybko śnieżki w łapy, wstał i jak karabin maszynowy wyrzucił kilka w stronę sań, a szczególnie Tony'ego. Masz za tego bara! Rewanż! Oczywiście usiadł szybko z powrotem, gdy tylko Hayley zajęła swoje miejsce - zaraz pewnie sam by wylądował w śniegu, jakby tak ruszyli kłusem a on nadal by stał. Niestety, teraz śnieg znaleźć można było tylko na oddalonym trochę poboczu drogi. Stał się nieosiągalny. No, to teraz tylko siedzieć i udawać, że widoki się podziwia!Anonymous - 2015-12-13, 00:57 Jedno trzeba przyznać - Tony miał ponadprzeciętną zdolność ściągania na siebie kłopotów oraz wywoływania skomplikowanych sytuacji. Nawet podczas niepozornego kuligu coś musiało pójść nie tak...
Chociaż nie miał na to najmniejszego wpływu, to nie zdążył nawet zareagować, gdy Mia dosłownie runęła mu na kolana. Całkiem odruchowo złapał ją, przez krótką chwilę zamykając w silnym uścisku. Może gdyby nie Harley, który właśnie w tej chwili postanowił się zemścić obrzucając Wayforda śniegiem, ten lepiej wykorzystałby sytuację - chociażby po to, aby zdenerwować Dylana. Tymczasem ledwie zdążył posłać mu prowokujące spojrzenie, gdy trafiła w niego pierwsza śnieżka. Cóż, nie od dziś wiadomo, że karma to prawdziwa suka. Przed kolejnymi zdążył się osłonić, w międzyczasie uwalniając Mię z uścisku. Zmroził przyjaciela wzrokiem, po czym krótko spojrzał w stronę dziewczyny, zdążając jeszcze dostrzec jej spąsowiałe ze wstydu policzki.
Ilekroć spotykał się ze zawstydzeniem, nie mógł się oprzeć zafascynowaniu, które nagle się w nim budziło - zupełnie niepotrzebne i niechciane, choć tym razem o wiele słabsze niż ostatnim razem.
- Nic się nie stało. Uznam to za przypadek i o wszystkim zapomnimy - rzucił żartobliwie, niejako - oczywiście w żartach - sugerując, że nie potraktował tego jako wypadek, tylko o zamierzone działanie, i jednocześnie puścił jej oko w ten sposób mniej lub bardziej świadomie podkurwiając Dylana.Dylan - 2015-12-13, 13:21 kocham, jak nazywasz Dylana Mii jaskiniowcem
- No pewnie. I dlatego zapisałaś nas na kulig. - odpowiedział, zawieszając na dwudziestolatce spojrzenie. Miał nadzieję na to, że po dotarciu na miejsce uda im się zająć miejsce możliwie jak najdalej od Wayforda, ale sądząc po tym, jakie nastawienie wobec niego miała Mia, nie miał na co liczyć.
Postanowił całkowicie wyłączyć się z tej rozmowy, nie zwracając już większej uwagi ani na mężczyznę, ani, o dziwo, na swoją towarzyszkę. Dopiero dość gwałtowne zatrzymanie się sań wytrąciło go z zamyślenia, chcąc nie chcąc przyciągając jego uwagę na zaistniałą sytuację. Nie szukał kłopotów, zatem starał się być ponad to wszystko i zachować zimną krew tak, aby nie doprowadzić do kolejnego spięcia między nim a Tonym. Na całe szczęście z opałów wyciągnął go bohater imieniem Harley, którego co prawda nie znał, ale natychmiast pokochał kiedy tylko śnieg zetknął się z twarzą dwudziestoparolatka. Nie mogąc powstrzymać tego odruchu, uśmiechnął się promiennie w stronę trafionego mężczyzny, przesuwając się kawałek w ten sposób, żeby Mia mogła z powrotem zająć miejsce obok niego. Dbając jednak o to, żeby ciemnowłosa nie zauważyła tego niepozornego uśmieszku, powrócił szybko do poprzedniego wyrazu twarzy, który nie zmienił się w zupełności nawet mimo prób zdenerwowania go. Posłał Mii tylko wymowne spojrzenie o dosyć jasnym przekazie, raczej niespecjalnie pochwalające to, co się tutaj rozgrywało.Jessie - 2015-12-13, 19:21 Po niespełna paru minutach u końca drogi zamajaczyła tawerna, która była celem wszystkich zebranych. Sanie podjechały pod budynek, konie zostały zatrzymane i otoczone odpowiednią opieką, podczas gdy wszyscy zostali zaproszeni do tawerny.
>idziemy pisać tutaj<Mia - 2015-12-13, 22:13 ....- Proszę bardzo, jak jesteś tak wielce obrażony to wracaj do domu. Ja towarzystwo sobie znajdę, nie martw się - dodała nieco ostrzejszym tonem, nie mając pojęcia, że przez ostatnie zdanie Dylan może już całkowicie dostać kurwicy. Jednakowoż zaczynała tracić cierpliwość na te jego fochy, bo w końcu przyjechali tutaj, żeby się bawić, tak?
....W żelaznym uścisku umięśnionych ramion Tonego poczuła się nad wyraz bezpiecznie, tak jakby była w objęciach Dylana. Przestraszyła nieco ją ta myśl, a właściwie odczucie, przez co jeszcze bardziej pobladła. Ocknęła się z zamyślenia dopiero, kiedy Wayforda zaatakował szereg śnieżek. Jej również nie ominęły, więc wróciwszy na swoje miejsce otrzepała się ze śniegu, dalej zawzięcie unikając wzroku obojga mężczyzn. Jedynie skinęła lekko głową na słowa Anglika, ale kiedy tylko je przetworzyła dodała z lekkim opóźnieniem:
....- To był przypadek - głos miała lekko zachrypnięty, więc odkaszlnęła cicho, ale zanim zdążyła znowu coś powiedzieć, sanie zatrzymały ruszyły. Zamilkła na dłuższą metę, opierając głowę na ramieniu Tonego i przymykając lekko oczy. Nie traciła czujności, by nie powtórzyć sytuacji sprzed chwili i w odpowiedniej chwili przygotowała się na ostateczne zatrzymanie. Postanowiła opuścić sanie jako ostatnia, cierpliwie poczekała na miejscu, aż wszyscy opuszczą sanie, by potem samej zejść i dogonić Dylana, by móc razem z nim wejść do tawerny.
....ztHarley Davidson - 2015-12-14, 17:33 Przez chwilę przyglądał się jeszcze sytuacji na saniach - wyglądało na to, że za te śnieżki dostanie jeszcze w pysk. Chyba przerwał jakiś ważny atak Tony'emu! O nie! Uśmiechnął się, bo jak tu się nie cieszyć z takiego moralnego ratunku dla przyjaciela? Dzięki niemu nic tamtemu nie zrobił! Choć w sumie trochę szkoda - bo i gdzie w takim świecie rozrywka, jeśli zawsze ktoś kogoś ratuje i się nic złego nie dzieje? No gdzie?
Oczywiście Harłak wolał poczekać chwilę, aż Tony ochłonie i ten charakterystyczny mróz zniknie z jego ślepi. No, to czas na papieroska, a potem - do środka!
[z/t]Jonah Wrens - 2015-12-29, 01:17 Starałem się ignorować Schocka, jednak miałem ochotę zatłuc go w tej chwili. Już na samym początku musiał pokazać swój charakter, nie klasę.
-Najlepszym pomysłem będzie jak zostanę na przodzie.
Odezwałem się do Jess, odwracając się do niej.
Wiedziałem, że mam postrzelone konie, jednak sądziłem, że w takich chwilach będę miał trochę luzu. Najwyraźniej uspołecznianie siwka potrwa jeszcze dłużej, a ja mogłem się cieszyć, że brunetka nie wzięła ogiera.
-Możemy pojechać kłusem?
Czekając na odpowiedź od Jess, rozejrzałem się po całym lesie, pilnując tego, aby dziesięciolatek dalej szedł przed siebie. Caplował, ale przemieszczał się, więc jako tako było to do zniesienia.
Tak więc gdy usłyszałem odpowiedź od dziewczyny, a sam ogarnąłem, że podłoże jest całkiem w porządku, dałem mu łydkę do zakłusowania. Wręcz wymuszając zmianę chodu, sam się rozluźniłem, by po chwili spięcia pokazać ogierowi, że można inaczej. W końcu mógł skorzystać z tego, że jest poza murami, a nie że siedzi mu klacz na ogonie, która okazała się być charakterna. Nie uległa, jakby on tego chciał.