To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Morze - Plaża

Elizabeth White - 2017-06-08, 00:04

Niestety Elizabeth naskoku również nie pamiętała, więc Visyonerowi udało się ją zaskoczyć. I chociaż była przygotowana na ewentualne świrowanie, to i tak na początku nieco straciła równowagę. Na szczęście nie wylądowała na szyi ogiera, a raczej na poduszkach kolanowych jego siodła, o które zdążyła się zaprzeć. Tak czy siak trochę nią szarpnęło, a Kanadyjka poczuła się bynajmniej zdezorientowana. Cieszyła się jednak, że w dość łatwy sposób sprowadziła skoczka do kłusa, bo ten przecież mógł poczuć demona prędkości i znacząco przyspieszyć ich podróż :lol:
Gdy wreszcie udało jej się zapanować nad zapędami Visa i osiągnąć upragniony kłus, to musiała jeszcze zmierzyć się z szybkimi nogami hanowera.
- Hooola! Chłopie, gdzie Ci się tak spieszy? - zagadnęła, starając się doprowadzić ów chód do normalności. Chciała przede wszystkim narzucić kopytnemu swój rytm, dlatego z zaciętością anglezowała, nie zwracając uwagi na upodobania wierzchowca. Zamierzony efekt usiłowała osiągnąć dosiadem, z pyskiem prowadząc jedynie delikatny dialog. Nie chciała bowiem doprowadzić karego do irytacji, lub nawet złości, co nie tylko mogło zepsuć atmosferę, ale również ich stosunki. O ile o jakichkolwiek stosunkach można było mówić, bo znali się dość krótko.
Jeżeli nastąpiła jakakolwiek poprawa, a ogier przestał pędzić czy nawet naskakiwać ( :lol2: ), White bezzwłocznie pochwaliła go głosem w ramach nagrody. Odpuściła sobie klepanie czy nawet głaskanie po szyi, nie chcąc tracić kontaktu z pyskiem i dodatkowo rozpraszając ogiera. Nie przeszkadzało jej aktywne tempo, o ile Visyoner nie próbował lecieć na łeb na szyję. Wręcz chciała by trochę się poruszał, ale na galopy przyjdzie jeszcze czas.

Visyoner - 2017-06-08, 16:44

Za to on odczuł ten dziwnie rozkładający się na nim ciężar jej ciała i łypnął okiem w jej stronę. Zaprawdę chętnie się dowie co ona wyprawia w tym siodle.
Niby nie jest złośliwy, ale jak jej kiedyś odda to zobaczy jakie to uczucie kiedy ktoś wchodzi ci w paradę. Tak, tak Eliz na pewno nie wiedziała. :D
Tak się złożyło, że jak już się rozkłusował to wpadł w trans, zapomniał o tym jak bardzo przed momentem zależało mu na galopie. Już miał na nowo skoncentrować się na widokach,które ma przed sobą gdy niespodziewanie dobiegł do jego uszu głos brunetki. Oczywiście wykazał się podręcznikową reakcją; na początku skierował ku niej uszy aby potem po raz drugi łypnął nań tym razem takim tępym spojrzeniem. Mało co rozumiał, ale ludzki głos dobiegający wprost z siodła nie kojarzył mu się zbytnio z niczym dobrym. Ba, on nie tolerował nawet żadnych sygnałów dźwiękowych typu cmoknięcia czy gwizdy. Mało kto na niego cmokał bo przecież dynamiczny jest w tym co robi, acz jeśli tylko czujny słuch wyłapie ten okropny sygnał od razu ogier dostanie szału na zawołanie. :lol2:
Prowokowany przez dziewczynę do zmniejszenia tempa odpowiedział sfrustrowanym zmarszczeniem chrap czego nie mogła zobaczyć. Zatem zaakcentował sprzeciw inaczej. W dziki sposób zarzucając łbem na prawo. To już było wyraziste i czytelne nawet dla tej tam w siodle. Jak więc można się domyślić negocjacja nad aktywnością tempa trwała w najlepsze a kompromis wypracowali dopiero wtedy, gdy ona przestała zamykać go dosiadem a on mógł poruszać sie na większym wykroku, jednak stale w kłusie. Stabilnym kłusie. Zresztą kary nie z tych koni co sygnalizują chęć zmiany chodu. Jemu jak coś strzeli do łba to koniec. Nie sposób go przewidzieć. Dlatego wymaga od jeźdźca czujności, zimnej krwi i chłodnej głowy. Jeśli jednak wyczuwa ogromną rezerwę i samoasekuracje w działaniu
dosiadającego go człowieka bez skrupułów to wykorzystuje. Koniec końców
spanikowany jeździec to żaden jeździec. Ogier niczego nie wybacza, to nie koń profesor, który ma cierpliwość i nerwy. Nie prezentuje też najwyższego poziomu ujeżdżenia, ażeby na wszystkie pomoce odpowiedzieć po myśli amazonki. Właśnie dlatego nie jest tak rozchwytywany pod siodłem. Eliz jeżdżąca na codzień na zupełnie inaczej poukładanych rumakach też może wyczuwać pewien dyskomfort jazdy. Na to już kary wpływu nie ma.
Póki co skory jest do współpracy z dziewczyną. Kontakt ma taki jak lubi to w ramach rewanżu jest pokorny. Wybiła mu galop z głowy. Oby to się nie zemściło. :D

Elizabeth White - 2017-06-08, 18:54

Akurat o cmokaniu Elizabeth pamiętała, bo wiedziała jak to się skończyło ostatnim razem. Z tego powodu nie zamierzała tego powtarzać, nie chcąc nie potrzebne denerwować Visa. Nie sądziła jednak, że ludzki głos również mu przeszkadza. W końcu konie raczej pozytywnie reagowały na głosowe pochwały czy ostrzeżenia, ucząc się ich i respektując. Kanadyjka dość często łapała się na tym, że nawijała do swoich podopiecznych. Oczywiście nie była nawiedzona i zdawała sobie sprawę z tego, że większości słów i tak nie rozumieją, ale nie umiała wysiedzieć w kompletnej ciszy. Ponadto, nie miała w zwyczaju negocjować z wierzchowcami, a raczej dążyła do osiągnięcia konsensusu poprzez przyjęcie jej wizji danego ćwiczenia. Z tego powodu, gdy Visyoner nieco się wyciszył i przestał gnać, ucieszyła się w duchu, że pierwszą falę buntu mają już za sobą. Fakt faktem nie widziała pierwszych oznak rosnącej irytacji, bo nie mogła ich zobaczyć. Gdy jednak karosz zaczął szarpać łbem pomimo lekkiego i przyjemnego kontaktu na pysku, załapała że coś jest nie tak. W kwestii tempa docierali się jeszcze przez jakiś czas. Ostatecznie brunetka pozwoliła na trochę aktywniejsze tempo tak, by obydwu stronom było wygodnie. Pilnowała jednak, by kopytny nie wyciągnął ją do galopu, bo w tej kwestii zamierzała być całkowicie bezwzględna. I proszę mnie nie straszyć, bo nic się nie stanie! :lol2: Po za tym El nie zamierzała przez cały czas trzymać go na krótkiej smyczy, bo sama również lubiła poczuć wiatr we włosach i rosnącą adrenalinę. Kiedyś nawet startowała w wyścigach, ale nie czuła się w tej dyscyplinie równie dobrze co w skokach czy ujeżdżeniu pomijając fakt, że była również za duża.
Powoli zaczynali zbliżać się do szosy, przez którą chcąc nie chcąc musieli przejechać. Była to dość często uczęszczana ulica, aczkolwiek kierowcy byli już przyzwyczajeni do widoku koni i często ustępowali im pierwszeństwa. By jednak to nastąpiło, musieli wrócić do stępa. W tym celu brunetka usiadła w siodło i zblokowała Visa dosiadem, nie zamierzając piłować go na pysku. Zblokowała miednicę, mocniej dociążyła jego grzbiet i odchyliła się lekko w tył, usiłując w ten sposób sprowadzić go do stępa.

Gloria Victis - 2017-06-09, 08:58

Energicznie przestąpiła stajenny próg, ciekawa, co ją czeka i gdzie amazonka zechce ją zabrać. Spodziewała się raczej regularnego treningu, bo odkąd wróciła z zajazdki, w tereny zabierano ją znacznie rzadziej. Uznano po prostu, że ma tę bazową kondycję, którą mieć powinna i to najlepsza chwila na dopracowanie szczegółów i bardziej wymagających elementów. Doprowadzić do tego, by szła w równowadze, w odpowiednim rytmie.
Na dany przez dziewczynę sygnał zatrzymała się i nie poruszyła się właściwie, dopóki Mercedes nie posłała jej łydką do stępa. W stajni jej zajazdki okolica była mniej zróżnicowana i do dyspozycji mieli właściwie tylko lasy i łąki, toteż wycieczka nad morze była dla kasztanki okazją do zobaczenia czegoś całkiem nowego. Na szczęście dla Mercedes, Gloria nie należała do koni płochliwych, toteż raczej nie będzie pozbywać się jej z grzbietu.
Rzeczywiście nie wszystkie maleńkie i wsiowe stajnie były złe, to prawda... Ale częściej dochodziło w nich do sytuacji krytycznych - braku pieniędzy czy pomyślunku, że trzeba zadbać jeszcze o starość swojego kopytnego podopiecznego. Niektórzy mieli jednak dość serca i rozumu, by zadbać o to, by starość ta była spokojna. Hanowerka zapewne nigdy nie będzie miała okazji przekonać się, jak to jest, bo urodziła się w Orchardzie i jak większość koni tutaj, ma wszystko pod dostatkiem. Bez problemu realizuje potrzebę ruchu, aktywności przez spacery po ogromnych pastwiskach, przez treningi, jest pod ciągłą opieką weterynarza i specjalistów. Orchardowe konie były po prostu zawodowymi sportowcami i żyły w odpowiednich dla tej roli standardach. I mogły po tej sportowej karierze spokojnie odpocząć... A może właśnie zostanie profesorem, jak sporo z takich starszych Orchardowych koni? Fakt, takie znaczenia były na tyle rzadkie, że można podejrzewać, że gdzieś po drodze, w jej rodowód wkradł się koń bardziej, hmm, "zmiksowany", niosący w sobie barwniejszą krew innej rasy. Może to zdradzała umaszczeniem, ale właśnie jej budowa i predyspozycje wskazywały raczej na hanowera, na niemieckie rasy sportowe.
Jak na razie energicznie szła naprzód, gdzie tam jej jeździec polecił.

Visyoner - 2017-06-09, 17:48

Taki spokojny, cienki ton głosu który przez szmery wiatru jest w pewien sposób zagłuszany owszem jest dla niego pewną zagadką i elementem obaw. Zwykle jak jeździec coś do niego mówił to się darł typu "Vis, Visyoner, Visyonerze !!!" w męskim wykonaniu było to bardzo spektakularne i bynajmniej zrozumiałe. Wtedy ogier wiedział, że coś jest nie tak i ten na górze zgłasza reklamacje. Normalnie jak ktoś do niego mówił też czuł lekką prowokację a już na pewno nie pałał radością i nie strzygł uszami. Unikał ludzi. Miał paru swoich których głos mu nie przeszkadzał wręcz przeciwnie, wprowadzał u karego opanowanie i zdrowy rozsądek. Elkę jeszcze nie rozpracował. Ani w jeździe ani w zwykłej relacji. Nie przychodziła do niego, nie dosiadała go często. Między innymi dlatego zachowuje się jak sie zachowuje. Nie wypracowali jakiejś mega solidnej relacji. On jest dla niej kolejnym koniem, ona dla niego kolejną osobą potrafiącą jeździć. Nie ma co ukrywać, że oboje to odczuwają dlatego to docieranie się trwa tyle czasu a jazda wygląda jak wygląda. Uczą się siebie albo przynajmniej przypominają sobie jedno o drugim. Na tym właśnie polega jeździectwo. Konie to nie pojazdy, które mają jednakową skrzynię biegów. Przy zwierzęciu nic nie jest gwarantem i nikt nie jest pewniakiem. Nawet Vis sam do końca nie wie jakie plany wobec niego ma brunetka i czy aby na pewno ta dobrze zapowiadająca się wycieczka nie zmieni się w jakiś ujeżdżeniowe piekło. Ten palcat w jej ręku daje mu do myślenia. :lol2: Rozwarł szerzej nozdrza wyłapując w ten sposób więcej rześkiego powietrza.
Z racji tego, ze jest kary mocno przyciąga promienie słoneczne. W zasadzie już zdążył się spocić aczkolwiek to nie zmęczenie, to temperatura. Bez problemów przeszedł w stęp przekręcając tylko pysk bardziej na lewo dzięki czemu mógł lepiej kontrolować to co działo się na ulicy. Ruch nie robił na nim wrażenia acz czasem kiedy samochody niepokojąco za bardzo zwalniały zbliżając się a pasażerowie wystawiali dłonie lub z opuszczonych szyb dobiegały ich głosy koń kładł po sobie uszyska.

Mercedes - 2017-06-11, 21:33

Wypad w teren był naprawdę ciekawą opcją dla koni sportowych, które ciągle trenują i się rozwijają. Nie miało to znaczenia czy tych młodszych czy tych starszych, bo każdy potrzebował czasem nieco odskoczni od robienia tego samego. Mercedes miała dziś zupełnie inne plany wobec klaczy, niż jej się wydawało. Mercedes na razie kontrolowała ruch i zachowanie klaczy, ale nie ograniczała jej przy tym. Amazonka miała właśnie ogromną ochotę na teren, a to stajenni właściwie polecili jej tą klacz jako do wzięcia w niego. Planowała jednak nie obijać się na tym terenie, co powinno na pewno cieszyć klacz. Praca nad kondycją z pewnością się każdemu przyda, dlatego z pewnością stajenni zasugerowali kobiecie właśnie klacz. Teren był doskonałym miejscem do rozwijania kondycji, a także do zapoznawania się z różnymi miejscami, hałasami i widokami. Kobieta postarała się o zgranie z ruchem klaczy, kierując ją w stronę plaży zgodnie z założonym celem. Kobieta też nieco musiała sobie odświeżyć pamięć, bo w sumie znowu jakiś czas nie jeździła. Ostatnio też był to wypad w teren, a raczej rajd. No tu było dużo miejsc do wypadów w teren, więc aż żal było z nich nie skorzystać. No na szczęśćie dla niej na pewno, nie miej jednak może jakoś w razie co sobie by poradziła. Oj tak tu się zupełnie zgodzę, że w większości brakowało dobrego rozumowania i ogarnięcia. Ona sobie nie wyobrażała wysłać kogoś na pewną śmierć, to było takie obrzydliwe. Faktycznie wiele ludzi miało wielkie i otwarte serca na końską starość, bo przecież konie to żywe istoty i szacunek też im się należy. Nie tylko konie urodzone tutaj mają chyba wszystkiego pod dostatkiem, bo chyba wszystkie tak mają. Właściciele i władze Orchardu dbają o wszystkie konie bez wyjątku. To dobrze że klacz się realizowała, a ludzie spełniali jej oczekiwania. Konie Orchardowskie to jednak takie mają fajne życie, też bym tak chciała :lol2: Kto wie co będzie za parenaście lat, kim będzie i gdzie będzie. Była piękna po prostu <3 Szły dróżką przed siebie podziwiając przy tym pewnie widoki, które były urodziwe. Z czasem dotarły do drogi zwykłej z samochodowej, gdzie kobieta ją zatrzymała i poczekała na dogodny moment do przejścia. Wtedy przeprowadziła bezpiecznie klacz na drugą stronę, gdzie weszły na leśną dróżkę prowadzącą w stronę plaży.
Gloria Victis - 2017-06-12, 12:49

Teren był zdecydowanie nietypową i chyba niezbyt popularną formą treningu. W Orchardzie stawiano raczej na pracę nad konkretnymi elementami na parkurach, czworobokach i maneżach. Na szlify... Bo przy okazji uczenia konkretnych elementów pracowano wtedy też nad kondycją konia. Teren był po prostu czymś innym: owszem, rozwijał wytrzymałość, ale przede wszystkim dawał młodym koniom szansę na zapoznanie się z potencjalnymi straszakami, na poznanie świata i wzięcie oddechu. W dołkach treningowych możnaby po prostu nie rezygnować z pracy, ale osiodłać sobie wierzchowca i ruszyć w las, na plażę. Dać odetchnąć i zaszaleć i sobie, i jemu.
Nic więc dziwnego, że polecono jej Glorię - dopiero wróciła z zajazdki i utrzymanie odpowiedniego tempa treningu było z pewnością na rękę stajni i jej przyszłemu właścicielowi. Dobrze wytrenowanego konia trzymającego formę w końcu łatwiej sprzedać, prawda? Koniecznie trzeba było też dostarczać jej regularnie nowe bodźce, zadania do wykonania, by nie straciła swojego stoickiego charakteru i przez odizolowanie nie stała się koniem lękliwym i wycofanym. A może po prostu nie chcieli, by stała w boksie i się marnowała, skoro już ktoś wydał pieniądze na jej zajeżdżenie? Powody mogły być różne, ale bez względu na to, Gloria była zadowolona, że miała okazję wyjść z boksu i kogoś poznać.
W zasadzie kto by nie chciał takiego życia, prawda? Regularna praca, kontakty z innymi kopytnymi, dwunogami i nie tylko, ale przede wszystkim pewna starość. A pewność i stabilność to coś, czego brakuje ludziom w obecnym świecie. Gloria nie była jednak w stanie uświadomić sobie, jak jej tu dobrze, po prostu była koniem i tak dalekosiężne myślenie o przyszłości było poniekąd poza jej zasięgiem.
W pewnym momencie odezwał się jednak jej charakter i stały problem - stęp się rozleniwił, kasztanka zaczęła przygasać. Energiczność, jaka się w niej rozbudziła za sprawą ekscytacji, że idą zwiedzać, powoli przygasała i pierwsze skrzypce grała teraz trochę ślamazarna natura. Vicia potrzebowała jeźdźca, który umiałby stanowczo posłać ją do przodu i który na początku będzie regularnie walczył o utrzymanie przez nią aktywnego tempa. Chętnie zatrzymała się przed linią asfaltu, rozglądając się spokojnie na boki. Oj tam, samochody, oj tam, droga. Kto by się tym przejmował? Ślamazarnie zareagowała na łydkę, ruszając bardzo uspokajającym i ospałym stępem przed siebie, na dróżkę w stronę plaży.

Elizabeth White - 2017-06-13, 00:49

Ucieszył ją fakt, że nie musiała prowadzić walki o przejście w niższy kłus. W końcu do tej pory Vis był raczej do przodu, co nasuwało Elizabeth na myśl różne scenariusze ów zmiany tempa. W reakcji na to posłuszeństwo nagrodziła ogiera poklepaniem po szyi i stępem doprowadziła go do krawędzi jezdni. Tam z kolei wykonali zatrzymanie poprzedzone półparadą, a Kanadyjka zaczęła przygotowywać się do przeprawy na drugą stronę. Tak jak się spodziewała, samochodów jeździło sporo, ale początkowo żaden kierowca nie pomyślał żeby przepuścić laskę na koniu. Po chwili czekania jakiś starszy Pan zatrzymał się w bezpiecznej odległości i machnął ręką, ponaglając Amazonkę. Ta jedynie odpowiedziała mu skinieniem głowy i przyłożyła łydki do boków karego, na nowo nakłaniając go do stępa. W ten sposób ponownie znaleźli się na gruntowej, piaszczystej drodze, która była długa, prosta i wręcz zachęcała do rozprostowania kończyn. Elizabeth naturalnie postanowiła to wykorzystać i po raz drugi przekłusować Visyonera, bo upragniona plaża była coraz bliżej. W tym przypadku nie dała się jednak zaskoczyć, będąc przygotowaną na różne zagrania ze strony karego. Aktywizującą łydką zachęcając go do przyspieszenia pilnowała, by ten nie usiłował jej wyrwać galopem. Co prawda chwilę wcześniej ładnie się uspokoił i przestał walczyć o szaleńcze tempo, ale to mogło ulec zmianie, prawda? Tak czy siak - w kłusie nie trzymała go jakoś bardzo krótko, zgadzając się na wcześniej ustalone, nieco aktywniejsze tempo. Sama zaś w dalszym ciągu anglezowała, co jakiś czas poprzez pozostanie w siodle na dwa takty zmieniając nogę.
Visyoner - 2017-06-13, 12:35

Zmiana chodu to dla niego zawsze jakaś dodatkowo atrakcja bo przecież on płynnie zrobi to tylko wtedy, kiedy się totalnie zapomni. Zresztą nie ma już takiej kondycji jak kiedyś. Za to jest starszy i bardziej kapryśny. Jak sobie coś ubzdura to nawet o akcji do przodu jest w stanie zapomnieć. Za to o klepaniu po szyi nie sposób zapomnieć. Dawno nie czuł na sobie czyjejś dłoni. Właśnie dlatego ten dotyk go jeszcze bardziej zmotywował, po krótkim parsknięciu już chciał na nowo podkręcić tempo aż tu nagle dostał pomoce do półparady po której nastąpiło zatrzymanie. Nie takie dobre. Chwile sie pokręcił i pobujał do przodu bo za wszelka cenę chciał zrobić jeszcze z trzy kroki. Ani na moment nie stanął na równych czterech. Znaczy się no ok, do przodu nie szedł jednak non stop przebierał nogami w miejscu co może i wyglądało zabawnie, ale wcale zabawne nie było bo mocno irytował go fakt postoju przy tej drodze. Kuląc uszy a to tupnął tylną lub wyprostował nerwowo przednią skrobiąc po asfalcie. Cierpliwością kary nigdy nie grzeszył. Na zbliżający sie pojazd postawił ciekawsko uszy i chwile sie zagapił. Zareagował na sygnał z wyraźnym opóźnieniem aczkolwiek poderwał się z niebywałym impetem uprzednio znacznie obniżając zad, na którym lekko przysiadł. Stępując po twardej nawierzchni zaprezentował elegancką akcję nóg za to wjechawszy już na tę bardziej wymagającą dyskretnie zwolnił bo chciał sobie skubnąć krzaczek stojący nieopodal po jego prawie. Wyciągając mocno szyję złapał i zerwał kilka liście, które migiem zaczął przeżuwać póki go Eliz nie wyprzedzi. :D Mieląc jęzorem miał problema bo to głupie wędzidło wcale nie pomaga. A ta go jeszcze popędza do kłusa. Nie, nie nie te czasy, że on taki wielofunkcyjny. Ani mu się śniło teraz kłusować kiedy w pobliżu takie smaczne żarełko. Łydka aktywizująca została przez niego zbagatelizowana. Oczywiście czując nacisk i dyskomfort skulił do samej potylicy uszy spuszczając niżej łeb. Niby trochę przyśpieszył, ale to wszystko w stepie. Chód energiczny, ale jednak stęp. Ogier wiedział czego oczekuje dziewczyna, niemniej jednak jego apetyt nakazywał mu przynajmniej spróbować, jak zmarnuje szanse na degustacje tej roślinność to sobie nie wybaczy. Nim brunetka po raz kolejny podjęła sie próby wymuszenia na nim zmiany chodu on ponownie wyciągnął łeb w stronę zieleninki i łapczywie kosił wszystko co w zasięgu chrap. Eliz nie wiesz co tracisz. :lol2:
Elizabeth White - 2017-06-13, 14:49

Zanim zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować, Vis mymlał już w pyszczku kawałek jakiegoś krzaka. Ok, to się zdarza, bo wiadomo - wszystko poza domem smakuje lepiej. Zmarszczyła brwi, sprawdzając czy nie zżera właśnie czegoś trującego i puściła to zachowanie w zapomnienie. Zdziwiła się jednak, że kary okazał się taki oporny i mimo szeregu prawidłowych pomocy odmówił przejścia w kłus. Co prawda zaczął aktywniej przebierać nogami, ale to nie było to, czego White od niego wymagała. I kary zdawał się o tym doskonale wiedzieć. Gdy schylił się po kolejny kęs zieleniny, Kanadyjka nie pozostawała mu dłużna i od razu postanowiła zareagować. Stanowczo pociągnęła za jedną wodzę i przyłożyła do jego ciemnych boków łydki, nie godząc się na podżeranie w godzinach pracy.
- Zachowujesz się jakby wcale Cię nie karmili w tej stajni - westchnęła, będąc przygotowaną na kolejne próby schylania/podskubywania trawy. Dla większego komfortu odbiła również od brzegu drogi (była ona bardzo rzadko uczęszczana, więc mogli poruszać się nawet środkiem) i postanowiła wprowadzić swój wcześniejszy plan w życie. Bo chyba nie myślał, że mu odpuści, nie?
Zastosowała mocniejszy impuls, a jeśli i to nie pomogło, to posłużyła się dzierżonym w łapce bacikiem. Początkowo jedynie machnęła nim w powietrzu, a jeśli to nie pomogło, pacnęła Visa w łopatkę. Tak czy siak tym razem naprawdę nie zamierzała mu odpuścić i była gotowa zrobić wszystko, by ten wykonał jej polecenie. W końcu gdyby raz pozwoliła mu na samowolkę, to robiłby to częściej.

Visyoner - 2017-06-13, 18:03

Chciał kłusować to mu pokrzyżowała plany. Teraz chce sobie trochę poskubać to też mu przeszkadza. I weź tu się dogadaj z kobietą. Ehhh szkoda gadać. Kary czuł sie zażenowany całą zaistniałą sytuacją, te zielsko było naprawdę niebywale apetyczne a on ma ograniczone porcje paszy odkąd nie jest w stałym ruchu. Dlaczego nikt poza nim nie jest w stanie tego zrozumieć? :D
Marszcząc nozdrza wydał z siebie jednorazowe prychnięcie, w rzeczy samej najszczersza oznaka niezadowolenie. Rozwierając szeroko szczęki szarpnął pyskiem na lewo i prawo a na końcu zarzucił nim dziko w tył, tak że aż zielonkawa ślinka a właściwie ubita już pianka poszybowała w stronę amazonki. Niepokorny karus chciał nawet strzelić focha aczkolwiek. Zadreptał w miejscu sunął nie wiedzieć czemu do boku zamiast na wprost przed siebie. Było to dla niego typowe, zawsze kiedy jeździec robił coś nie po jego myśli on nie zostawał mu dłużny. Jest bardzo pamiętliwy a głodny koń to zły koń. Jak jednak widać i Eliz nie chciała dać za wygraną. Użyła nawet argumentu przed którym Vis musiał skapitulować. Gdy do gry wchodził palcat nie kusił losu. Zawsze dosiadany jest przez mężczyzn a oni maja o wiele mniej wyczucia w ręku. Kary przekonywał się o tym setki razy, stąd uprzedzenie. Zauważywszy końcówkę jej sprzętu skulił maksymalnie uszy od razu odskakując jak poparzony w przeciwna stronę. Chciał oddać z zadu, ale nie miał odpowiedniej pozycji więc jedynie lekko nim podbił nerwowo potrząsając łbem. Nie mógł też pozostać w stępie zatem korzystając z siły zadu wystrzelił jak z procy do przodu od razu przechodząc w szaleńczy galop, który był do opanowania, ale zanim brunetka sprowadziła go do tego kłusa zapewne ogier pokonał dobrych paręnaście metrów. Był nabuzowany i działał instynktownie a instynkt nakazywał mu biec.

Elizabeth White - 2017-06-16, 01:07

Pech chciał, że ''zielonkawa, ubita pianka'' poszybowała wysoko i wylądowała prosto na dekolcie kanadyjki. Ta popatrzyła jedynie na ten tajemniczy obiekt z niesmakiem i cicho westchnęła. Niestety nie miała czasu się wytrzeć, bo Vis znowu zaczął świrować i dla odmiany poruszać się w bok. Elizabeth poczuła się nieco zdezorientowana, ale od razu postanowiła zareagować, blokując go z tej strony, na którą aktualnie spylał. Użyła również bacika, odpłacając się ogierowi złośliwością za złośliwość. Tym razem była przygotowana na jakąkolwiek gwałtowną reakcję, pewnie siedząc w siodle i trzymając się kolanami. Co prawda lekko nią zatrzęsło, gdy Visyoner odbił w drugą stronę, ale ani to, ani podbicie zadem nie zdołało wytrącić dziewczyny z równowagi. Jak się po chwili okazało - to nie był koniec. Starała się ani przez moment nie ułatwiać kopytnemu galopu, pozostając w siodle i maksymalnie dociążając jego grzbiet. Zacisnęła zęby - chcąc powstrzymać się od zbędnych komentarzy - i działała hamująco wodzami. White była z natury osobą, którą ciężko było wyprowadzić z równowagi. Tym bardziej była przyzwyczajona, że na treningach nie wszystko szło po jej myśli, a praca z kopytnymi wymagała cierpliwości i zaangażowania. Podobnie było i tym razem - starała się nie okazywać po sobie jakichkolwiek oznak złości, ale jednocześnie nie odpuszczała karemu za jego małe przestępstwa. Nie znała go, aczkolwiek bez problemu wyczuła złośliwość w jego działaniach, więc zamierzała odpłacić się mu tym samym. A gdyby próby powrotu do kłusa w tradycyjny sposób nie przynosiły efektu, ściągnęła go z drogi na pobliską łąkę, na której skierowała ogiera na koło. Stopniowo zawężała figurę, czekając aż trochę się wybiega i odpuści.
Visyoner - 2017-06-17, 10:44

Prychnął tylekroć ilekroć obił się o jego cielsko bacik. Marszcząc nerwowo nozdrza podrywał gwałtowniej łeb kiedy wyczuwał narastające zagrożenie ze strony dziewczyny. Rozzłościł się co było neutralną konsekwencją jej "starań". Stracił panowanie nad sobą i oby dziewczyna zaraz nie straciła nad nim. Nie w głowie mu było poprawne odczytywanie wskazówek amazonki. On teraz potrzebował dać upust rozpierającej go energii, gdyż brunetka wzburzyła mu krew i podniosła wprawnie ciśnienie. :D Gdy weszła z nim na mocniejszy kontakt zaczął walczyć o wodze ponownie rozwierając szczęki w taki sposób, że wędzidło błysnęło całą swą okazałością. Wcale nie podobał mu się taki obrót spraw, ale jak to na ogiera przystało miał w dupie dużo kaprysu a oporem przewyższał niejednego osła. Taki już jego temperament. Zawsze jak powstaje miedzy nim a jeźdźcem napięcie kary zaognia konflikt. Aktualnie jest po dłuższym zastoju i to wcale nie sprzyja Elce. Musi wykazać sie naprawdę ogromnymi pokładami cierpliwości i stalowymi nerwami bo oboje źle skończą. Zboczenie w bok było dobrym pomysłem bo tego się nie spodziewał a nawet taki roboczy galop po tej stosunkowo już wysokiej trawie nie należał do przyjemności. Przeciwnie, trawsko smagało jego stawy a on już od tego odwykł. Ziemia miejscami była podmokła toteż z impetem wbijające się w nią kopyta grzęzły raz za razem przez co ogier nie był w stanie poruszać się w jedynym, równym tempie więc męczył sam samego siebie. Zgodnie z pracą łydek dziewczyny krył coraz mniej terenu i coraz ciężej było mu wyrabiać na półłukach. Lada moment zwolnił znacząco aż wreszcie wkurwiony po prostu się zatrzymał w dumnej pozie świętej krowy. Nie, on nie będzie się tu kręcił. :lol2: Stojąc tak wyprostował zgrabnie całą sylwetkę ponownie przeżuwając już na spokojnie wędzidło. Czuł tam chyba jeszcze posmak tej trawki.
Elizabeth White - 2017-06-18, 15:29

Miał szczęście, że Elka nie była osobą nerwową i miała cierpliwość się z nim przepychać o władzę. W innym przypadku mogłoby się skończyć mniej kolorowo i oboje wróciliby wkurwieni do stajni - chociażby w ręku. Póki co jednak Kanadyjka nie dawała za wygraną, powoli dążąc do swojego celu.
Od samego początku zachowywała zimną krew, a ściągnięcie ogiera na łąkę było strzałem w dziesiątkę! Wcale się nie spodziewała, że podłoże jest podmoknięte, ale to tylko zadziałało na jej korzyść. Teraz, kiedy poruszali się po jako-takim okręgu na bezpiecznym gruncie, wcale nie zależało jej na zatrzymaniu. Wolała, żeby kary się porządnie zmachał i jednocześnie wypocił z siebie wszystkie głupoty. Powoli, stopniowo zacieśniała okrąg, utrudniając kopytnemu parcie naprzód. Ostatecznie jej działania przyniosły zamierzony efekt, bo ten faktycznie się zatrzymał, chociaż brunetka nie sądziła, że zrobi to tak gwałtownie.
- Przeszło Ci już? - zapytała, przez chwilę pozostawiając ogiera w bezruchu. Oczywiście w dalszym ciągu nie zamierzała mu odpuścić, bo plaża była zaledwie rzut beretem stąd (zważając na to, że Vis nieco przyśpieszył ich podróż :lol: ). Następnie dała mu łydkę do stępa, chcąc sprowadzić kopytnego z łąki i wznowić spacer dla ostudzenia emocji. Gdyby odmówił, od razu użyła bacika, a gdyby znowu zaczął świrować - kierowała go prosto na woltę. I tak w kółko, aż odpuści. Gdy jednak zareagował poprawnie, od razu nagrodziła go poklepaniem po szyi i na nowo się zrelaksowała (w końcu musiała się odrobinę namęczyć by ogarnąć tego demona prędkości).
Ostatecznie (bo musiało to kiedyś nastąpić :lol2: ) dotarli nad morze. Kanadyjka odetchnęła głęboko świeżym powietrzem i skierowała Visyonera wzdłuż piaszczystego wybrzeża, które o tej porze było niemalże puste. Gdzieniegdzie kręcili się ludzie, ale to w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało amazonce. Cieszyła się, że po kilku utrudnieniach znaleźli się tu, gdzie mieli się znaleźć. Vis jeszcze tego nie wiedział, ale teraz przyszedł czas na przyjemniejszą część tej wycieczki...

Visyoner - 2017-06-19, 19:43

Tak trzeba przyznać, że Vis ma sporo szczęścia w życiu. Nie wiem czyja w tym zasługa, ale na dobór ludzi którzy go otaczają nie może narzekać. Rzadko kto wybiera go sobie na wierzchowca pod siodło, jednak o dziwo robią to osoby które są w stanie do ogiera dotrzeć. Niezależnie jak; czy siłą argumentów czy argumentem siły. Ważne że skutecznie. On często się zapomina. To niepokorny indywidualista przez co wymaga od jeźdźca czegoś więcej.
Kary zwrócił w jej kierunku uszy kiedy to przemówiła. Oczywiście nie obyło się bez łypnięcia nań okiem. Doprawdy dobrze, że szybko znów umilkła. Ludzka mowa to tylko źródło nieporozumień, ktoś kiedyś słusznie to zauważył. Kiedy tylko pobudził go impuls płynący od jej łydek od razu posłusznie wrócił na wcześniejszy szlag, którym się poruszali opuszczając z wielka chęcią te 'boczne' trawska. Chętnie by się tu popasł bez Eliz. Ona nie jest koneserem trawy więc nie zasługuje nawet na źdźbło tej. :lol2:
Stępując aktywnie przed siebie na nowo postawił uszy kiedy to dłoń dziewczyny obiła się kilkakrotnie o jego szyję. Nie był przesadnie łasy na tego typu pochwały nie znaczy to jednak, że wszystko po im spływało jak po kaczce. Stawiając niestrudzenie kroki od czasu do czasu zerkał na palcat aby chwile później już totalnie o nim zapomnieć. Skupił się na otoczeniu uważnie nasłuchując wszelkich odgłosów wydawanych przez matkę naturę. Dawno nie słyszał większości z nich. To go relaksowało.
W chwili gdy znaleźli się na piaszczystym podłożu momentalnie zniżył łeb. Ot tak, z kaprysu. Chciał powąchać, a może ten ciepły piach kusił go do wytarzania się? Przecież go stęp usypia! :lol2: No Eliz kontynuuj tę przyjemniejszą część bo zaraz vis dostarczy sobie krzty przyjemności.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group