Letizia - 2018-03-29, 16:38 Po paru minutach swobodnego stępu dookoła maneżu oraz jazdy po niewymagających łukach i dużych kołach, dziewczyna wykonała półparadę, mającą na celu wytężenie uwagi klaczy. Następnie dołożyła łydkę, w ten sposób prosząc kopytną o przyspieszenie do kłusa. Od razu zaproponowała swoje tempo, nie chcąc aby klacz parła do przodu zbyt szybko, ale nie chcąc również aby zostawała w tyle. Jasnowłosa sądziła jednak, że bardziej prawdopodobnym jest ta pierwsza opcja, bo zdążyła się już przekonać, że gniada ma w sobie sporą ilość energii. Oczywiście od razu po zakłusowaniu dziewczyna zaczęła anglezować, by nieco odciążyć grzbiet konia i zbytnio go nie przemęczać. A kiedy doszły już porozumienia odnośnie tempa oraz rytmu, amazonka spokojnie mogła poruszać się zgodnie z ruchami klaczy, nie zaburzając przy tym jej płynności oraz równowagi. Na początku kłusa kontynuowała jazdę po łagodnych łukach i kołach, dopiero przygotowując się do bardziej wymagających ćwiczeń. Parę minut na jedną i na drugą stronę. Wkrótce dziewczyna zaczęła stopniowo zbierać wodze w celu uzyskania elastycznego kontaktu z pyskiem klaczy. Nie dawała jej jeszcze przerwy, uznawszy że przyjdzie na to pora w późniejszym czasie. Teraz w pełni zajęła się pracą nad zebraniem właśnie. Aby tego dokonać, oraz aby wzmocnić powstały kontakt z koniem, jasnowłosa zaczęła wprowadzać Vivance na bardziej wymagające łuki, większą ilość kół o mniejszych i większych średnicach oraz różnego rodzaju serpentyny. Ów ćwiczenia miały pomóc również w uzyskaniu lepszego rozciągnięcia. Amazonka oczywiście stale pilnowała tego, aby tempo klaczy pozostawało niezmienne, bo miała świadomość tego, że niektóre konie gasły na zakrętach. Jednak pomoce Letizii nie kończyły się wyłącznie na dyktowaniu odpowiedniego tempa. Podczas każdego z zakrętów dziewczyna działała na klacz sygnałami, pozwalającymi na prawidłowe wpisanie się w dany łuk. Wewnętrzną łydkę docisnęła lekko do boku klaczy, znów zewnętrzną cofnęła za popręg mniej więcej o szerokość dłoni, utrzymując nią właściwe zgięcie oraz pilnując, aby gniada nie wypadła zadem. Wodza wewnętrzna nadawała klaczy kierunek jazdy, natomiast zewnętrzna, nieznacznie przesunięta do przodu, by nie ograniczać ruchów kopytnej, utrzymywała z jej pyskiem stały kontakt. W ten sposób popracowały chwilę na jedną stronę, a później zmieniły kierunek poprzez przekątną i wykonały szereg dokładnie tych samych ćwiczeń, tylko na drugą stronę, aby nie przeciążać wyłącznie tej jednej i dobrze porozciągać klacz na obie strony. Na koniec zwolniła klacz do stępu i jeśli wszystko poszło zgodnie z myślą, to pochwaliła ją głosem. Dała wierzchowcowi chwilę odpoczynku przed następnym ćwiczeniem, aczkolwiek nie pozwalała na przesadne lenistwo, wymagając od Vivance aktywnego marszu i utrzymania kontaktu.Vivance Roscoe - 2018-03-29, 18:09 Subtelna półparada zwróciła uwagę klaczy na pomoce płynące ze strony dziewczyny. Przed zakłusowaniem Vivance zarzuciła delikatnie łbem, ruszając przed siebie żwawym tempem. Tym samym zaczęła przeżuwać wędzidło. Naturalnie zaokrągliła szyję, opierając się na delikatnym kontakcie jej ręki. Jednak jej zadnie kończyny nie pracowały równomiernie jak przednie, ale to spokojnie można naprawić. Klacz z reguły była bardziej do przodu, aniżeli do pchania, ale dziewczyna wyczuła jej zamiary i zgasiła jej zapędy w zarodku. Łagodne łuki i koła nie sprawiały jej problemu, ale z czasem powtarzalność zaczęła ją trochę nudzić. Wtedy dziewczyna zaczęła wchodzić mocniej na kontakt przygotowując ją tym samym do bardziej angażujących ćwiczeń. Zaczęły się pojawiać koła o mniejszych czy większych średnicach i w dodatku serpentyny, które wymagały od niej różnego zaangażowania i odpowiadającego wygięcia, ale to były ćwiczenia, które miały ją rozciągnąć należycie. W pewnym momencie nawet zmieniły kierunek poprzez przekątną, gdzie klacz szła stosunkowo prosto, o prostym ciele. Kłusując na drugą stronę, zostały powtórzone te same ćwiczenia rozciągające, ale na tą stronę ich jakość była znacznie gorsza. Nie była to jej ulubiona strona, ale przecież nikt nie może być idealny, prawda? W zakrętach na tą stronę zdarzało się wypaść zadem i nawet próba przypilnowania jej kończyła się fiaskiem, ale do czasu.. Bo z czasem jaki Letizia spędziła na rozciągnięciu tej gorszej strony opłaciło się, ponieważ wygięcia stawały się widocznie lepsze. Aż w końcu pomoce kobiety zablokowały jej ruch do przodu i klacz swobodnie przeszła do stępa. Wtedy usłyszała radosny ton jej głosu, w którym przekazała pochwałę. Już miała wyciągnąć łeb do przodu, ale dziewczyna wciąż trzymała ją na kontakcie i wymagała aktywnego marszu.Letizia - 2018-03-29, 18:55 Jasnowłosa sama nie była idealna i chociaż konno jeździła od dzieciństwa, to wciąż daleko jej było do profesjonalistów i również zdarzało się jej popełniać błędy. Starała się je jednak korygować i stale pogłębiać swoją wiedzę, by w przyszłości było lepiej. Tym samym rozumiała i nie miała prawa irytować się, gdy wyczuła, że podczas ćwiczeń na drugą stronę klacz radzi sobie trochę gorzej. Ba! Aby poprawić jakoś skrętów w tym kierunku, Letizia poświęciła im minimalnie więcej czasu, co przyniosło oczekiwany skutek. Była zadowolona z Vivance, szczególnie że gniada nie starała się sprawiać żadnych kłopotów i była zaangażowana w to co robi. Po około półtorej minuty aktywnego marszu, dziewczyna przeszła do kolejnego ćwiczenia, a mianowicie przejść. Najpierw przejścia stęp-kłus oraz kłus-stęp. W tym czasie jasnowłosa dawała klaczy bardzo czytelne sygnały i badała szybkość reakcji, która miała być natychmiastowa. Wykonały parę takich przejść, a następnie Letizia dodała do nich także zatrzymania - ze stępa, ale również z kłusa. Oczywiście każdą zmianę blondynka poprzedzała subtelną półparadą, aby gniada miała szansę szybko zareagować i nie była zdziwiona. Jeśli jednak wciąż szło nie tak, dziewczyna zwiększyła ilość półparad do dwóch i jeszcze przez kilka minut wałkowała ćwiczenie z przejściami i zatrzymaniami, różnie je konfigurując, tak aby Vivance nie znudziła się zbyt szybko oraz aby była stale skupiona i w końcu załapała odpowiedni impuls. Kiedy amazonka była już wystarczająco usatysfakcjonowana, przeszła do kolejnego zadania, jakim była łopatka do wewnątrz. Chciała mocno porozciągać klacz i bardziej ją uelastycznić, zanim rozpoczną właściwy trening. Poza tym owe ćwiczenie miało też na celu odciążenie przodu ciała i przeniesienie większego ciężaru na tył, co owocowało lepszą jakością jazdy.
Aby rozpocząć ćwiczenie będąc w narożniku, dziewczyna skierowała klacz na koło, serwując jej standardowe pomoce do właściwego wygięcia. Następnie, wróciwszy na ścianę, jasnowłosa postarała się o utrzymanie zgięcia, dokonując tego przy zastosowaniu odpowiednich pomocy. Mianowicie wewnętrzną wodzą poruszała lekko, by wierzchowiec nie mógł się na niej oprzeć czy zawisnąć, a zewnętrzną utrzymywała wygięcie i odstawienie konia od śladu, pilnowała też żeby klacz nie wypadła łopatką, ale też aby nadmiernie się nie zginała. Wewnętrzną łydkę przykładała do boku gniadej na wysokości popręgu, w ten sposób utrzymując ruch naprzód oraz zgięcie w kłodzie, natomiast zewnętrzną łydką, cofniętą nieco za popręg pilnowała, żeby Vivance nie wypadła zadem. Obciążyła też lekko wewnętrzną kość kulszową, jednocześnie naciskając na wewnętrzne strzemię, jednocześnie utrzymując prawidłowy balans i równowagę, aby wszystko wyszło dobrze. Pierwszą próbę wykonała na tę lepszą stronę klaczy, nie chcąc by kopytna się zbyt szybko zniechęciła. Również aby jej nie przeciążać w takim ustawieniu utrzymywała klacz tylko przez trzy kroki, następnie prostując jej ciało. Drugą próbę podjęła przy kolejnym narożniku. Znów wysłała klacz na koło, a później z zastosowaniem tych samych czynności utrzymała jej zgięcie już przy ścianie. Też przez trzy kroki. Jeżeli wszystko wyszło dobrze, dziewczyna pochwaliła klacz i wykonała dokładnie to samo ćwiczenie na drugą stronę. W razie problemów (zarówno na jedną, jak i drugą stronę) powtórzyła łopatkę więcej razy - do uzyskania zadowalającego efektu.Vivance Roscoe - 2018-03-29, 20:10 Vivance zaskarbiła sobie sympatię wielu jeźdźców między innymi za wkład jaki wkłada w każdą jazdę. Nie bez powodu nazywali ją klaczą o wielkim sercu, ponieważ starała się, aby zadowolić jeźdźca. Z doświadczenia wyniosła, że jak jeździec jest zadowolony z jej pracy, tym bardziej ją wynagradza i częściej będzie chciał do niej wracać. Wtedy nie będzie pozostawiona na łasce samotności. Niestety gniada strasznie cierpiała w przypadku, jeśli nikt jej nie odwiedzał. Szybko się przyzwyczajała do dwunożnego, zwłaszcza kiedy wchodziły jeszcze w grę smakołyki. Nie bez powodu istnieje powiedzenie, że przez żołądek do serca. Letizia chyba doceniała jej starania, ponieważ z jej ciała płynęły pozytywne sygnały.
Kiedy jej oddech się ustabilizował, amazonka zaktywizowała ją łydką, a klacz zerwała się do kłusa, podrywając na chwilę głowę do góry. Jednak Letizia wykorzystała względem niej mały trik, a mianowicie zaczęła wymagać od niej reakcji na "gaz-hamulec". Przy skracaniu kroków kłusa do stępa, tylne nogi holsztynki mocniej podchodziły pod kłodę. Początkowo przejścia były zazwyczaj o dwa, trzy takty za dużo od otrzymania pomocy z siodła. Próbowała na siłę przedłużyć kłus, jednak dziewczyna nie ustępowała, a Vivance musiała się dostosować. Nic dziwnego, ponieważ przejścia te miały sprawić, że spieszące konie zostają pod lepszą kontrolą jeźdźca, ponieważ czekają na niego i jego sygnały. Kobyła pod koniec tego ćwiczenia przechodziła już bez utraty równowagi w pełnym skupieniu, bez nadmiernego wpierania się na wędzidle, czy zapadnięcia się w grzbiecie. Musiała być usatysfakcjonowana jej działaniami, ponieważ na narożniku wprowadziła ją na koło, a pomoce, których użyła zmieniły się do łopatki do wewnątrz. Ćwiczenie sprawiło, że klacz widocznie odciążyła przód swojego ciała, przez co przyjmowała większość ciężaru na wewnętrzną tylną kończynę, co zwiększyło jej giętkość jak i elastyczność. Zad podczas wykonywanego manewru nie wypadał, ani nie wpadał, a wygięcie było optymalne. Nie była ujeżdżeniowcem, ale akurat to ćwiczenie było często wykonywane przy wstępie pracy w jej przypadku. W dodatku pomagało to, że wykonywane było na jej lepszą stronę i przez trzy znaczące kroki. To tylko pokazało jak klacz jest zaangażowana, zwłaszcza, że na drugą stronę starała się równie mocno, ale jak zauważyła dziewczyna nieco gorzej.
// mam wrażenie, że wyszedł mi misz masz wypadłam z wprawy opisywania tak złożonych opisów, ale przyrzekam poprawię się Letizia - 2018-03-29, 20:32 Po uzyskaniu zadowalających efektów, dziewczyna ponownie pozwoliła przejść klaczy do stępa, przy czym wydłużyła nieco wodze, pozwalając gniadej na wyciągnięcie i obniżenie szyi, przy jednoczesnym utrzymaniu kontaktu. Wtedy też pochwaliła kopytną poprzez poklepanie jej łopatki. Kolejnym ćwiczeniem jakie planowała było rozciąganie i skracanie wykroku, ale wykonywane już w galopie. Po upływie około dwóch minut jasnowłosa ponownie nabrała wodze i wypchnęła Vivance do wspomnianego już galopu. Odpowiednio przytrzymała klacz, jeżeli próbowała znienacka wyrwać się do przodu i uwikłać się w dziki bieg. Zamiast tego dziewczyna wymagała od gniadej dość spokojnego, lecz dynamicznego tempa, co sygnalizowała jej od samego początku. Jedno okrążenie przeznaczyła na dogadanie się właśnie w kwestii właściwego tempa oraz sprowokowanie klaczy do ładnego zaokrąglenia swojej fouli. Osiągnąwszy zamierzony efekt, Letizia mogła przystąpić do ćwiczenia. Na długich ścianach wprowadzała klacz na obszerne koło, by tam najlepiej przećwiczyć skracanie. Aby tego dokonać zamykała łydki, ażeby wierzchowiec zachował impuls, natomiast wodzami lekko go przytrzymała, broń Boże nie ciągnąc na siłę do siebie. Jednocześnie oferowała gniadej pomoce do właściwego wygięcia. Dwa takie koła na jedną i na drugą stronę. Podczas tego ćwiczenia starała się aby energia klaczy była bardziej skierowana w górę, niżeli do przodu oraz aby każdy krok pochłaniał jak najmniej przestrzeni, a faza zawieszenia była bardziej wyrazista. Oczekiwała też tego, że gniada bardziej zaokrągli sylwetkę i wzmocni pracę zadu. Następnie przyszła pora na poszerzanie ram, które odbywało się już na prostych liniach, na długiej ścianie. Przed każdą próbą jasnowłosa posyłała Vivance podwójną półparadę, żeby odpowiednio ją przygotować i skumulować energię w zadzie, co miało dać efekty podczas wyciągnięcia wykroku. Później utrzymując ręce w tej samej pozycji, podążając nimi lekko za ruchem szyi i łba kopytnej (ale nie oddając nadto wodzy, by klacz zwyczajnie nie przyspieszyła), dała jej subtelną łydkę. Tuż przed narożnikiem powrót do ćwiczebnego chodu i przy wjeździe na długą ścianę ponownie półparady i pomoce do poszerzenia ram. Kolejno dwie próby na drugą stronę i chwila odpoczynku podczas aktywnego stępu.
// Nic mi w Twoich postach nie przeszkadza, mam wrażenie, że moje są bardziej chaotyczne. Vivance Roscoe - 2018-03-29, 20:54 Kiedy przeszła do stępa wykorzystała możliwość wyciągnięcia głowy na momencie. Rzecz jasna wciąż czuła kontakt z ręką dziewczyny, ale mogła na chwilę rozciągnąć się i w tym czasie odetchnąć, wyrównać oddech, który nieco przyśpieszył pod wpływem wykonywanych ćwiczeń. Wszak kłus zdaje się być o wiele bardziej wymagający, aniżeli galop, który jest chodem bardziej skokowym, aniżeli skupionym na ziemi. W pewnym momencie kontakt stał się o wiele wyraźniejszy, zmuszający ją do aktywizacji i odpowiedniego ustawienia. Nic dziwnego, kiedy jej łydka, jak i biodra wywarły na nią mocniejszy wpływ zmuszając ją tym samym do galopu, że chętnie skorzystała z tej opcji. Oczywiście wraz z wejściem w wyższy chód, nie zabrakło tego charakterystycznego, mocnego kroku jakby wyskakiwała mocno do przodu z lekkim szarpnięciem. Parsknąwszy głośno, przemieliła wędzidło w pysku, poruszając się swobodnym, acz obszernym galopem. Kiedy się już dograły co do tempa, wówczas klacz wchodziła na obszerne koło na długich ścianach, gdzie widocznie skracała swój wykrok, kierując całą energię jaką z tego manewru uzyskała w górę. Podobnie było w przypadku powtórzeń na tę stronę, jak i drugą. W przypadku wydłużania, skoncentrowana energia w zadzie podczas skracania była uwalniana, choć mniej widowiskowo jakby zrobił to prawdziwie utalentowany koń ujeżdżeniowy. Wykonywała jej polecenia bez zająknięcia, chyba już wiedziała w jaki sposób skupić jej uwagę i w dodatku wyrobiła sobie szacunek względem jej pomocy, które posyłała przed każdym poleceniem. Szastała ogonem jakby nigdy nic podczas stępowania po wykonanej pracy, kiedy powtórzenia ukontentowały Letizię. Zwiesiła lekko uszy, ale wciąż jedno było skierowane w jej kierunku. W tym czasie przegryzała wędziło, bawiąc się nim. To był dowód dobrej pracy i znak jej zaangażowania.Letizia - 2018-03-29, 21:06 W czasie tego odpoczynku, dziewczyna poprosiła krzątającego się w pobliżu stajennego o pomoc. Wskazała mu miejsca, w których miał ustawić drążki i niezbyt wymagające przeszkody, jako wstęp do treningu. Nie mogła od razu forsować klaczy zbyt wysokimi przeszkodami, pomimo że jej umiejętności były dość wysokie. Aby uniknąć jakichkolwiek kontuzji miała zamiar stopniowo podnosić poziom trudności. Najpierw krótka praca na koziołkach, które stajenny ustawił wzdłuż długich ścian. Na jednej z nich w odległościach idealnych do przejazdu przez nie kłusem, a po przeciwnej galopem. Wkrótce Letizia dała klaczy łydkę do kłusa i wjechała na ślad od krótkiej ściany. Prowadziła gniadą stałym tempem oraz pilnowała rytmu. Spokojnie i dokładnie wyjechała narożnik, a po wjechaniu na długą ścianę posłała Vivance półparadę, aby nieco ją przygotować. Postarała się najechać na sam środek pierwszego koziołka, po chwili już na stałe zostając w górze (jako że do tej pory anglezowała) i pochylając się delikatnie do przodu. Impulsem od łydek ostrzegała klacz, że pod jej nogami coś się znajduje oraz że powinna wyżej dźwigać swoje kończyny. Kiedy przeszły przez cały szereg zrobiony z czterech koziołków, jasnowłosa znów zaczęła anglezować i chwalić gniadą. Po wyjeździe z narożnika wypchnęła ją do galopu. Spokojnym, miarowym tempem poprowadziła do drugiego szeregu, o którym uprzedziła Vivance półparadą. Później znowu przeszła w półsiad i łydkami sygnalizowała kolejne koziołki. Jeśli wszystko poszło dobrze ponownie pochwaliła klacz głosem, kierując ją do narożnika, skąd skręciła na przekątną. Mniej więcej w połowie zwolniła klacz do kłusa i poprosiła o zmianę nogi, by kolejno pokonać szereg na kłus na drugą stronę. Ponowna pochwała i po wyjeździe z narożnika znów przyspieszenie do galopu, by pokonać również szereg na galop. Ostatecznie zwolniła klacz do stępa, klepiąc po łopatce. Wówczas zaczęła też dyktować stajennemu ułożenie i wysokość przeszkód, które zaczął nosić już wcześniej.
Jak dotąd Letizia była bardzo zadowolona z pracy klaczy i miała szczerą nadzieję, że zostanie tak do samego końca treningu.Vivance Roscoe - 2018-03-29, 21:21 Klacz również z niebywałym zainteresowaniem przyglądała się poczynaniom stajennego, który uwijał się jak nie mało kto. Kiedy się przygotował to, o co prosiła do Letizia, wówczas przeszła płynnie do aktywnego kłusa, wjeżdżając na ślad. Po dobrze wyjechanym narożniku, została naprowadzona na pierwsze koziołki, które leżały na długiej ścianie. Jako, że dziewczyna pilnowała jej tempa, klacz przeszła przez nie nienagannie, dobrze pracując zadem jak i grzbietem, unosząc przykładnie nogi i wyciągając lekko pysk ku dołowi. Nie miała jak spłynąć, ponieważ była skutecznie blokowane poprzez zamknięcie pomocy. W narożniku szarpnęła charakterystycznie do galopu przechodząc od niego stosunkowo lekko by za chwilę płynnymi skokami pokonać koziołki ustawione na odległości odpowiadające jednej foule. Dojeżdżając do narożnika skręciła na przekątną, gdzie w połowie dystansu wróciła do chodu niższego, gdzie została zmieniona noga. Kiedy dojechali ponownie do narożnika została wysłana do chodu wyższego, co wykonała należycie, pozostając pod pełną kontrolą dziewczyny. Wówczas niedługo później znowu pokonała koziołki charakterystycznymi skokami "kic-kic-kic-kic". Po pokonaniu drągów, wróciła elastycznie do stępa, a wtedy przeszkody zaczęły się budować, budząc wyczuwalne napięcie w ciele klaczy. PRZE-SZKO-DY! Czy wspominałam, że klacz ma fiobla na punkcie skoków?Letizia - 2018-03-29, 21:31 Wyraźnie wyczuła napięcie u klaczy, gdy ta spostrzegła powstające powoli przeszkody, jednocześnie uznając, że teraz mogą zacząć się schodki. Jasnowłosa była jednak dobrej myśli i sądziła, że w jakiś pokrętny sposób mogą się dogadać.
Nie chciała zbyt forsować klaczy, dlatego wybrała proste ustawienie przeszkód, w dodatku takich niewysokich. Właściwie ten niewielki parkur wyglądał bardzo podobnie do tego, który należy pokonać podczas egzaminu na brązową odznakę jeździecką. Dziewczyna planowała do takowego egzaminu w najbliższym czasie przystąpić, dlatego uznała, że może skorzystać z okazji i upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – siebie nieco przygotuje, a klaczy da możliwość poruszania się. Nie zwlekając, dała gniadej łydkę do kłusa i skierowała ją na sam środek linii drążków, ustawionych przed pierwszą przeszkodą. Naturalnie przeszła do półsiadu i tak jak wcześniej, obecność drążków sugerowała lekkimi muśnięciami łydek boków klaczy. Przed kopertą nie siadała w siodło, pozostała w półsiadzie i w odpowiednim momencie dała Vivance łydkę, sugerującą skok. Koperta była przeszkodą banalną, zwarzywszy na poziom klaczy, ale od czegoś trzeba było zacząć. Oczywiście podczas ów skoku jasnowłosa oddała gniadej wodze i podążyła za ruchem jej ciała, nie ograniczając w żaden sposób. Tuż przed lądowaniem zasugerowała jazdę na prawo, a po wylądowaniu wypchnęła klacz do galopu. Dopilnowała aby tempo było spokojne, a jednocześnie dynamiczne oraz aby galop został ładnie zaokrąglony, z kumulacją energii w zadzie, a nie na przodzie, który powinien być lekki. Po obszernym łuku poprowadziła klacz w kierunku drugiej przeszkody – stacjonaty. Ominęły trójkę, przy czym dziewczyna bardziej przypilnowała kobyłę, zamykając ją w bardzo szczelnym korytarzu z pomocy, na wypadek gdyby ta zdecydowała się jednak pominąć dwójkę i od razu przejść do wspomnianej trójki. Postarała się jak najbardziej naprostować najazd na stacjonatę i wjechać prosto na jej środek. Przygotowała klacz do oddania skoku, a następnie dała sygnał do wybicia i płynnie podążyła za ruchem konia, utrzymując prawidłową równowagę. Podczas lądowania bardziej obciążyła lewe strzemię, sugerując dalszą jazdę właśnie na tę nogę. Tym razem miały do wykonania nieco ciaśniejszy zakręt, lecz blondynka nie wątpiła, że gniada idealnie się w niego wpisze, bowiem porozciągały się tak dokładnie, że powinna być bardzo elastyczna i gibka. Tak czy inaczej odrobinę zwolniła klacz, by wymieścić się w zakręcie i lekko dodała, gdy znalazły się już na prostej przed przeszkodą. Letizia znów dała Vivance sygnał do wyskoku, a później przeszła w półsiad i oddała wodze, umożliwiając swobodne rozciągnięcie się nad stacjonatą. Przy lądowaniu zasugerowanie dalszego galopu na prawo. Nie rozpędzała klaczy pod koniec, utrzymując cały czas jednolite tempo. Wkrótce ponownie dała jej sygnał do skoku, uprzednio półparadą chcąc skumulować większą energię w jej zadku, by mocniej się wybiła i poleciała trochę dalej, jako że czwórką był okser. Tu znów oddanie wodzy, przejście w półsiad i sprawne podążenie za ruchem klaczy. Po lądowaniu przegalopowały jeszcze chwilę, a później stopniowo zwolniła ją do stępa, chwaląc sowicie - o ile wszystko poszło zgodnie z planem.Vivance Roscoe - 2018-03-29, 22:04 Ruszyła kłusem wykonując to w pełnej harmonii, bez nagłego wyrwania się czy zbędnego ociągania. Wjeżdżając na linię mogła wyczuć swoiste podniecenie. Drążki pokonała spokojnie i z wyczuciem pracując dobrze szyją, jak i zadem, co się też przekładało na dobrą pracę grzbietu. Kiedy nastąpił moment wybicia, klacz skumulowała siłę w jej zadnich nogach, przekładając ciężar właśnie na nie i odbiła się nad wyraz mocno, wyskakując wysoko w powietrze wykonując całkiem spory zapas. Pokazała między innymi swoje możliwości, ale i serce do skoków. Szanowała wszelakie drągi, zwłaszcza te, które wisiały w powietrzu. Lądując na prawą nogę rozpoczęła galop, a sam skok zamortyzowała lekko na pęcinach. Pochłaniała znaczną część terenu idąc okrągłym, spokojnym galopem. Przed stacjonatą wybiła się w sugerowanym przez Letizię miejscu składając przody pod swój mostek, wyciągając szyję do przodu, baskilując tym samym przykładnie. Wylądowała na ziemi. Na jej szyi zaczęły pojawiać się śladowe ilości potu, ale to nie oznaczało, że nie ma już sił. Na trójkę najechały stosunkowo prosto, zwłaszcza, że dziewczynie bardzo na tym zależało. Trójkę pokonała oszczędnie, ale książkowo dobrze pracując szyją przy tym. Wylądowała miękko na lewej nodze, będąc gotową do dalszego pokonywania mini parkuru. Jako, że dziewczyna skupiła się na porządnej rozgrzewce na poziomie ujeżdżeniowym, klacz dobrze wpisała się w ciasny zakręt. Na następnej przeszkodzie, mając więcej wodzy, klacz mogła się rozciągnąć charakterystycznie nad stacjonatą. Strzeliła ogonem w powietrze, a kiedy kopyta dotknęły ziemi i odsunęły się dwie foule od przeszkody, klacz walnęła radosnego baranka. Dawno nie miała jeźdźca na sobie, więc mogła trochę odreagować radość z uczynionych skoków, prawda? Przed piątą przeszkodą klacz skumulowała energię swoim sprężystym zadzie, by uwolnić ją podczas wybicia. Złożyła przody odpowiednio, wysunęła nos, a następnie podrzuciła zadem do góry, chowając oszczędnie zadnie nogi. To nie były wysokości, gdzie musiała mocno wyrzucić je za siebie. Po pokonaniu parkuru Vivance została stopniowo zwolniona do stępa, gdzie mogła nacieszyć się skokami, które wykonała.Letizia - 2018-03-29, 22:18 Podczas przerwy oddała klaczy sporą część wodzy, ale nadal utrzymywała kontakt i dyktowała dość aktywny marsz. W tym czasie podyktowała też nowe ułożenie przeszkód, a właściwie podniesienie każdej z tamtych o 15 cm i dodanie kilku nowych stacjonat i oksera. Teraz przeszkody miały po 85 cm, z wyjątkiem koperty i jednej stacjonaty, które miały po 70 cm. Kiedy stajenny usunął się z pola maneżu, jasnowłosa poprosiła klacz o kłus i tak jak za pierwszym razem, skierowała ją na sam środek drążków. Przeszła w półsiad i impulsami od łydek sugerowała, że pod nogami klaczy znajdują się obiekty, po których nie należy deptać. Dalej dała kobyle mocniejszą łydkę do wyskoku i oddała jej wodze, podążając za ciałem. Mocniejszym obciążeniem prawego strzemienia zasugerowała lądowanie na tę nogę i po chwili dała sygnał do galopu. Szybko ustabilizowała tempo Vivance i zamknęła ją w korytarzu z bardzo rzetelnych pomocy, bowiem do przejechania znów miały spory odcinek po łuku i bardzo bliski przejazd obok dwóch przeszkód. Blondynka nie chciała więc, by doszło do jakiegoś nieporozumienia i klacz wyrwała się nagle do niekontrolowanego skoku, przez którąś z nich. Za drugą z przeszkód zebrała trochę ciaśniejszy zakręt, odpowiednio podstawiając gniadą na pomoce, by wpisała się w łuk. Następnie wyprostowała ją i odrobinę przyspieszyła jej tempo, nieznacznie biorąc ją na siebie. W odpowiednim momencie dała klaczy łydkę, sugerując wybicie i wraz z tą czynnością przeszła w półsiad, oddając Vivance wodze. Płynnie podążyła za jej ciałem, starając się swoją obecnością na jej grzbiecie ni zaburzyć równowagi i płynności lotu. Przed lądowaniem wskazała lewą nogę do dalszego galopu i od razu po zetknięciu się z ziemią zakręciła do trójki. Mimo to łatwo wyprostowała najazd i nakierowała Holsztynkę na sam środek stacjonaty. Dała sygnał do skoku, półsiad, oddanie wodzy i sprawne podążenie za ciałem klaczy. Mocniej obciążyła prawe strzemię, po lądowaniu kierując się właśnie w tamtą stronę.Vivance Roscoe - 2018-03-29, 22:31 Klacz bujała głową w rytm wybijanych kroków przed jej nogi, ogon swobodnie muskał stawy skokowe, kiedy to stajenny kombinował z nową porcji wyznań, które miały na nią czekać. Oh, yeah bejbe. Na drążki, które leżały na ziemi niezmiennie gniada pokonała w kłusie, próbując nie zdeptać tych podłużnych obiektów leżących na ziemi. Przed przeszkodą odbiła się w optymalnym miejscu i przefrunęła jakby nigdy nic przez "jedynkę". Wylądowała gładko na prawą nogę i po łuku najechały na kolejną przeszkodę, którą pokonała podręcznikową techniką. Co jak co, ale przodków miała nad wyraz skocznych z nienaganną techniką skoku, którą odziedziczyła. Łypnęła okiem na te dwie samotne przeszkody, które mijały. Zamknięcie w pomocach pilnowały ją co by Vivance przypadkiem ich nie zaatakowała. Ciasny łuk został wyjechany dobrze, a na prostej do przeszkody nieznacznie zwiększyła tempo najazdu, a w dogodnym momencie oderwała się od ziemi wraz z sygnałem idącym od łydki czy charakterystycznym ruchem ciała dziewczyny. I w tym przypadku oddała godny pochwały skok. Parsknęła głośno, zarzucając lekko łbem, kiedy to już wylądowała, wracając od razu po tym do ustawienia i oparcia na kontakcie. Galopując na lewą nogę do trójki, wymierzyła odpowiedni moment ewentualnego odbicia, pokonała ją, przeskakując na samym środku. Dokładnie tak jak chciała to Letizia. Pęciny lekko ugięły się pod wpływem kontaktu z ziemią, kiedy to ciało klaczy wróciło na ziemię. Ah ta grawitacja! Jednak wylądowała na nodze lewej, nie prawej, co będzie potrzebne do korekcji.Letizia - 2018-03-29, 22:37 Czując, że klacz wylądowała na nieprawidłowej nodze, dziewczyna postarała się o szybkie naprawienie tego błędu i wykonanie lotnej zmiany nogi. Jeśli jednak z jakiegoś powodu klacz miała problem, ażeby ten manewr wykonać, jasnowłosa zwolniła ją do kłusa, a następnie zagalopowała raz jeszcze, tym razem mocniej akcentując stronę, na którą miała galopować.
Tym razem znowu odrobinę dodała, bowiem do kolejnej przeszkody miały dość spory odcinek i to po bardzo łagodnym łuku. Dziewczyna postarała się o maksymalne naprostowanie najazdu, co udało jej się raczej bez problemu, bowiem droga do oksera była długa. Utrzymując dynamiczne, jednostajne tempo, zamknęła klacz w pomocach, kierując na sam środek przeszkody. W końcu mocniej przyłożyła łydki do boków gniadej i przyjęła standardową pozycję, wkrótce podążając za sylwetką kobyły. Wskazała lądowanie na prawo i zaraz po zetknięciu się z podłożem skręciły w tamtym kierunku. Problem polegał na tym, że Letizia zebrała zbyt ostry zakręt, co uniemożliwiło prosty i wygodny najazd na piątą przeszkodę. Podjęła troszkę ryzykowną próbę przeskoczenia stacjonaty pod lekkim skosem, mając nadzieję, że klacz to nie zniechęci. Zaktywizowała ją bardziej poprzez półparadę i obliczywszy w głowie dogodne miejsce oraz moment wybicia, dała kopytnej łydkę. Jednocześnie przeszła w półsiad i oddała wodze, starając się tak balansować ciałem, żeby nie zaburzyć równowagi klaczy. Na szczęście od szeregu dzielił je spory dystans, więc amazonka mogła dokonać wszelkich poprawek. Po lądowaniu poruszały się na lewo, więc adekwatnie to tego wskazała gniadej tę nogę. Odpowiednio wyregulowała tempo gniadej, a następnie nieco ją skróciła, by na pewno idealnie wymieścić się między członami przeszkody. Przy najeździe ponownie zamknęła Vivance w pomocach i w odpowiednim miejscu dała jej sygnał do skoku. Od razu po lądowaniu odchyliła ciało, biorąc Holsztynkę na siebie, a następnie ponownie zasygnalizowała mocne wybicie, ponieważ stał przed nimi okser. Naturalnie podążyła za ruchem ciała konia, oddając mu wodze na tyle, na ile to było potrzebne. Bowiem obecność Letizii na grzbiecie Vivance nie miała być utrudnieniem, a pomocą. Po lądowaniu zasugerowała prawą nogę, bowiem właśnie w tym kierunku skręciły, jednocześnie wracając na ślad. Następnie dziewczyna zwolniła klacz do stępa, oddając niemal całą wodzę i chwaląc ją zarówno głosem, jak i dotykiem. Zachęciła kobyłę do życia z ręki, działając wodzą lekko pulsacyjnie i dojeżdżając gniadą do wędzidła. Postępowały tak parę minut, a później Letizia zatrzymała klacz i zeszła z jej grzbietu. W ramach nagrody za udaną współpracę raz jeszcze wygłaskała Vivance, dopiero po tej czynności udając się z nią z powrotem do stajni.
[zt]Vivance Roscoe - 2018-03-29, 22:55 Klacz miała już wystarczająco doświadczenie by skakać o wiele bardziej skomplikowane parkury, stąd musiała znać manewr zwany lotną zmianą nogi. Kiedy dziewczyna charakterystycznie przysiadła, zmieniając układ łydek, klacz lekko podskoczyła do góry, wyrzucając prawidłową nogę, jako prowadzącą. Galopują dynamicznie dojechali do oksera, który zbliżał się niemiłosiernie szybko. Roscoe zbyt gwałtownie wszedła na przeszkodę po odbiciu i napędzana chęcią lądowania (co jest naturalne przy znaniu zamiarów niemiłosiernej grawitacji) musnęła drąg zadnią kończyną. Jednak drąg jedynie zakiwał się w kłódkach, ale nie spadł - skok najwidoczniej był ciut za lekki, doprowadzając do płaskiego toru lotu. W przypadku najazdu na piątą przeszkodę, był najzwyczajniej w świecie krzywy. Jednak klacz potrafiła uratować nie jedną taką sytuację. Wykręciła mocno ciało podczas skoku, mocno chowając przy tym podwozie pod siebie, mocno wyciągając szyję. Wylądowała, ale jej równowaga została zachwiana, jako, że miały sporą odległość przed szeregiem to Vivance zdążyła ją ustabilizować, wracając tym samym do należytego ustawienia. Wskoczyła w szereg równie chętnie, co w przypadku pozostałych przeszkód. Przeskakując jedną, nie miała zbyt wiele czasu, musząc za chwilę odbić się ponownie. W przypadku drugiego członu, wybiła się mocniej, by móc wyciągnąć się nad przeszkodą, baskilując ciałem poprawnie. Najwidoczniej była to ostatnia przeszkoda dzisiejszego treningu, ponieważ Letizia zwolniła wpierw do chodu niższego, a dopiero potem do najniższego, dając jej swobodę. Holsztynka była już cała oblepiona potem, a oddech miała chrapliwy, zatem decyzja o skończeniu treningu była odpowiednia i w czas. Kiedy została występowana, została wyprowadzona do stajni. /ztJessie - 2018-04-08, 19:12 Na miejsce treningu z Warem wybrała maneż, nie tylko chcąc skorzystać z ładnej pogody, ale też chcąc mieć komfortowe warunki pracy. Tutaj było pusto, a potrzebowała tego by bezpiecznie przyzwyczaić siwensa do dwóch lonży, na których zamierzała z nim dzisiaj popracować. Póki co odłożyła zapasową lonżę oraz bacik i stając bliżej środka maneżu, odesłała Wara na koło, rozwijając lonżę. Wzięła do ręki jakiś porzucony bat do lonżowania, spodziewając się, że przynajmniej na początku będzie musiała rozbudzić tego swojego ponuraka... Chociaż może wcale nie?
W każdym razie wydała pierw komendę do stępa, oczekując energicznego marszu, a jak się dalej sytuacja rozwinęła to już zależy od konia.