W najbliższym narożniku czekała ich kolejna przekątna - tym razem wykonana stępem swobodnym. White oddała klaczy wodze, zachęcając do obniżenia głowy i osiągnięcia jako takiego rozluźnienia. Z jej syndromem nie zawsze było to łatwe, z czym oczywiście się liczyła. Łydkami cały czas korygowała sylwetkę siwej, usiłując odwieść ją od ewentualnego wężykowania czy zbaczania z wytyczonej linii.
Przed M zaczęła zbierać kopytną do kupy, wracając na kontakt i na nowo angażując ją do stępa pośredniego, którym poruszały się do środka krótkiej ściany. Tam z kolei zawodniczka poprosiła swoją podopieczną o kłus, swoje zamiary poprzedzając wyraźną półpradą, która miała skupić myśli klaczy i przygotować ją do szybkiej reakcji na pomoce. W tym przypadku znowu od pierwszych chwil zaczęła walczyć o dobry wygląd chodu, chcąc by żwawo, rytmicznie maszerowała przed siebie, ale jednocześnie pozostała w kłusie roboczym, którym aktualnie się poruszały. W E weszły na kolejną figurę zaznaczoną w programie - dwudziestometrowe koło. Od razu po zboczeniu ze ściany Kanadyjka zaczęła rytmicznie anglezować, subtelną pracą wewnętrznej wodzy zachęcając WKKW'istkę do wyciągnięcie się zarówno w przód jak i do dołu. W tym przypadku również korygowała łydkami sylwetkę siwej, dążąc do poprawnego wpisania w łuk. Niestety nie wyszło to do końca tak, jakoby zapragnęła sobie tego Elizabeth, bo klacz zdołała delikatnie uciec jej zadem, czego nie udało się jej skorygować aż do samego końca.
Kolejne i drugie podczas tego przejazdu zagalopowanie wypadło bardzo podobnie do tego pierwszego. White starała się maksymalnie rozluźnić w siodle, biodrami miękko podążając za foulą klaczy. W B wprowadziła ją na koło, podczas którego siwa naturalnie mogła liczyć na stabilne podparcie łydką, co pomogło jej w zachowaniu równowagi. Podczas gdy zewnętrzna wodza pozostawała napięta, to wewnętrzna pulsacyjnymi ruchami miała za zadanie rozluźniać i nadawać odpowiedni tor jazdy. Ów element wypadł w oczach amazonki całkiem nieźle, ale wiedziała, że przed czujnym okiem jury nic się nie ukryje i na pewno tutaj również wyłapią jakieś drobne uchybienia.
Po powrocie na ścianę wróciły do kłusa, nieuchronnie zbliżając się do końca programu. Pozostało im tylko zmienić kierunek kłusem anglezowanym, z czym nie wystąpiły większe problemy. Wtedy Kanadyjka skierowała Fabiolę na linię środkową w A, by identycznie co na początku, zatrzymać ją na środku czworoboku i złożyć ukłon. W tym momencie mogła już odetchnąć z ulgą, bo pierwszą z trzech prób miały za sobą.
Sprowadziła siwą z placu stępem na długiej wodzy, by od razu skierować się na rozprężalnie. Tam postępowały przez jakiś czas, by później udać się w kierunku stajni. Klacz została rozsiodłana i nagrodzona kilkoma smaczkami, po czym White w spokoju pozwoliła ładować jej akumulatory na cross.
z/tFabiola - 2017-10-04, 09:00
PRÓBA UJEŻDŻENIOWA CZ.2
Z najbliższego narożnika skręciła na przekątną czworoboku, choć program nie przewidywał pozostania na niej do samego końca. Połowę tejże linii przeszła z nosem zwróconym w kierunku litery H, by w połowie czworoboku zmienić kierunek i podążyć w stronę litery M. Do tego czasu wszystko wyglądało jak trzeba, klacz skorzystała z oddanej wodzy i swobodnie opuściła głowę, naraz prostując szyję. Jednocześnie nie utraciła dotychczasowej aktywności. Niemniej zmiana kierunku wywołała u niej lekkie zaskoczenie, bo zwyczajnie nie była gotowa na taki obrót sytuacji. Nie dało się nie zauważyć lekkiego zawahania, ale gdy już sięgnęła wzrokiem punktu, do którego zmierzały, spokój wrócił na swoje miejsce. Na chwilę przed tym, jak ponownie weszła na ścianę, w odpowiedzi na pomoce zaczęła się podnosić i wracać do wcześniejszych ram stępa. To znacznie ułatwiło jej zakłusowanie mające miejsce w połowie krótkiej ściany. Dodatkowa mobilizacja ze strony amazonki sprawiła, że Fabiola niemal od pierwszego kroku prezentowała dobry kłus, właściwy wymaganiom tej klasy. Najważniejszy był tutaj rytm i dobra równowaga, a biorąc pod uwagę schorzenie Fabioli, radziła sobie z tym naprawdę dobrze. Poruszała się wzdłuż ściany aż do momentu, w którym weszła na kolejne koło, mające swój początek w literze E. Dotąd była oparta na ręce amazonki, więc gdy poczuła, że ta wychodzi w dół, posłusznie podążyła za nią pyskiem do ziemi. Niestety jednocześnie za mocno odpowiedziała na wewnętrzną łydkę, co poskutkowało przeniesieniem zadu do zewnątrz, czego nie udało się skorygować przed zamknięciem koła. Wróciwszy na ścianę, wróciła do poprzedniego ustawienia, by kilkanaście metrów dalej wykonać kolejne zagalopowanie. Nie było wiele lepsze w stosunku do pierwszego, ale sam galop się poprawił. Siwa o wiele szybciej złapała rytm, co pozwoliło jej galopować znacznie swobodniej i pewniej niż ostatnio, bo po prostu nie gubiła się z każdym krokiem. Utrzymując takiej jakości galop, w połowie długiej ściany wykonała koło, ponownie poprawnie wpisując się w jego rysunek. Była to przede wszystkim zasługa Elizabeth, w której łydkach klacz wygięła się w kłodzie, dodatkowo poddając się działaniu wewnętrznej wodzy, za sprawą której zaokrągliła także szyję.
Z galopu zeszła z powrotem do kłusa, którym z narożnika weszła na przekątną, przez którą zmieniła z amazonką kierunek. Nie miała problemu z utrzymaniem się na wyznaczonej linii, wobec czego rzeczywiście była ona prosta. Wróciła na ścianę, której trzymała się aż do litery A, gdzie z powrotem skręciła do środka czworoboku, by w połowie linii środkowej wykonać zatrzymanie. Bardzo podobne do tego, które zrobiła na początku, a więc całkiem dobre. Po paru sekundach nieruchomości ponownie ruszyła stępem, po czym opuściła czworobok.Jessie - 2017-10-05, 22:01
Ostatni dzień zawodów Jess rozpoczynała przejazdem na Socialu, co było niekwestionowanym debiutem tej pary. Dotychczasowe dwie próby odbyły się jednak z zadowalającymi wynikami, stąd brunetka nie miała podejrzeń by sądzić, że dzisiaj będzie inaczej.
Po rozprężeniu konia udała się z nim na parkur, na który została wyczytana przez organizatora. Zanim rozpoczęła swój przejazd, zrobiła parę przejść ze stępa do kłusa i z powrotem, w międzyczasie pokazując kasztanowi niektóre z przeszkód. Dążyła do tego, by był możliwie odprężony i skoncentrowany na swoim zadaniu, a nie rozproszony otoczką zawodów, która temu sprzyjała.
Ostatecznie zatrzymała się i ukłoniła krótko sędziom, tym samym sygnalizując swoją gotowość do startu. Następnie ruszyła kłusem, z którego wykonała zagalopowanie na wolcie, nie kłopocząc młodego Sociala bardziej zaawansowanymi przejściami. Zagalopowanie na kole dodatkowo ułatwiło jej ruszenie z dobrej nogi, w tym przypadku z prawej. Jess miała w zanadrzu wiele takich "sztuczek", mając na uwadze, że ma do czynienia z początkującym koniem, który wciąż uczy się swojej równowagi i dopiero zaczyna skakać.
Najeżdżając na pierwszą przeszkodę, położyła nacisk przede wszystkim na równe, aktywne tempo, będące podstawą sukcesu. Galopując, utrzymywała elastyczny kontakt z pyskiem kasztana i jednocześnie podpierała go łydkami, starając się mieć kontrolę nad każdym krokiem ogiera. Było to o tyle istotne, że dzięki temu mogła bez nerwów najechać na przeszkodę i podyktować kasztanowi odbicie z wymierzonego miejsca. Była pewna, że mierzenie odległości było jeszcze dla niego czarną magią, więc póki co to Jess odpowiadała za większość działań podejmowanych na parkurze.
Dojechała do przeszkody i wskazała Socialowi miejsce odbicia, akcentując je mocniejszą łydką. Nie wyprzedziła konia w skoku, poczekała, aż ten oderwie się od ziemi, by przejść do półsiadu w ślad za jego ruchem. Nie zapomniała przy tym o podążeniu ręką za ruchem pyska, dzięki czemu nie ściągnęła konia na dół, a pozwoliła mu bezpiecznie i komfortowo pokonać stacjonatę.
Za jedynką podtrzymała galop na prawą nogę, by po łagodnym łuku najechać na środek drugiej stacjonaty. Podczas oględzin parkuru dokładnie wymierzyła tę linię, dlatego ważnym było teraz trzymanie się planu; w razie potrzeby skontrolowała tempo ogiera, odpowiednio go skróciła tudzież pojechała mocniej do przodu, by do dwójki podejść harmonijnie i tak też ją pokonać. Podczas skoku nad tą przeszkodą, zawodniczka zmieniła ustawienie łydek, tak, by podczas lądowania nieco mocniej obciążyć lewe strzemię i tym samym zasugerować koniowi lądowanie na lewą nogę. To zasadniczo ułatwiło wykonanie kolejnego manewru, jakim było rozjechanie linii do trójki. Tym razem zawodniczka zachęciła dosiadanego konia do poszerzenia wykroku, poprzez zamknięcie go dołem i lekkie otworzenie się dosiadem, przy czym ręka cały czas trzymała kontakt z pyskiem, dzięki czemu Social rzeczywiście powinien poszerzyć ramy, a nie przyspieszyć. Za chwilę posłała go do kolejnego skoku nad okserem, po którym kontynuowała galop na lewo.
W zakręcie do czwartej przeszkody usiadła w siodle i zapewniła ogierowi oparcie na zewnętrznych pomocach. Jednocześnie pulsowaniem wewnętrznej wodzy starała się go trochę zaokrąglić i rozluźnić, przy czym też nie zapomniała podeprzeć go wewnętrzną łydką. Dzięki temu udało im się pokonać zakręt w równowadze, co znacznie ułatwiło wykonanie najazdu na czwórkę. Wystarczyło raptem lekko dodać/skrócić w zależności od potrzeby, bo koń był już podstawiony, wobec czego miał też siłę by odbić się ze wskazanego przez Jess miejsca i przedostać się poprawnie na drugą stronę.
Podobnie zachowała się w kolejnym zakręcie na lewo, do którego dodatkowo przygotowała konia zasygnalizowaniem lądowania na lewą nogę. Znalazłszy się na wprost przeszkody, tak jak w przypadku trójki, zdecydowała się na lekkie poszerzenie wykroku. Następnie posłała wierzchowca do skoku i zgrała się z nim w locie, dzięki czemu nie zakłóciła jego równowagi i pomogła w poprawnym pokonaniu kolejnej przeszkody. Kolejnym zadaniem, które przed nim stanęło, by zmierzenie się z szeregiem; w zakręcie rozluźniła Sociala półparadą, po czym wyprostowała go na okser, w dojeździe do którego zamknęła kasztana w pomocach, ograniczając ryzyko wyłamania. Pokonawszy pierwszy człon szeregu, wróciła miękko w siodło, wycofała ramiona i domknęła konia dołem, pomagając mu odzyskać równowagę po skoku i zmieścić się w pozostałej odległości. Po prostu nie pozwoliła mu się skrócić czy przesadnie rozciągnąć, bo mogłoby im to stanąć na przeszkodzie do pokonania drugiego członu. Za chwilę i ten problem mieli za sobą, ale to nie zwolniło Jess z czujności. Niestety w międzyczasie poczuła lekki skurcz, który jednak nie przeszkodził jej w powrocie w siodło i w skontrolowaniu Bodyguarda w najeździe do siódemki. Ponownie odchyliła ramiona do tyłu, półparadą sprawdziła przepuszczalność konia, po czym zamknęła go w korytarzu z pomocy, by móc dojechać do stacjonaty bez niespodzianek. Następnie wskazała Socialowi miejsce odbicia, cały czas mu służąc pomocą, pomimo rozpraszającego, dokuczliwego dyskomfortu.
Następnie pojechała na prawo, ponownie skupiając się na prawidłowym pokonaniu zakrętu. Nie chciała go ścinać, wolała pojechać obszerniej i przez to wolniej, ale zostawić ogierowi miejsce. Ta decyzja poskutkowała spokojnym, harmonijnym najazdem na ósemkę. Po wyprostowaniu kasztana na okser, zachęciła go do lekkiego poszerzenia wykroku, a następnie śmiałego oddania skoku. W locie dociążyła mocniej lewe strzemię, zmieniając też ustawienie łydek. Dzięki temu po skoku mogła kontynuować galop z lewej nogi, którym udała się na przeszkodę kończącą parkur. Nie miała większego problemu z prowadzeniem konia, także i tę przeszkodę udało jej się pokonać w dobrym stylu - podstawą ponownie był równy najazd, wskazanie koniowi miejsca odbicia, po czym zgranie się z jego ruchem.
Po minięciu celowników zwolniła do stępa, klepiąc konia po szyi i chwaląc go za dobrą robotę. Opuściła parkur.Social Security - 2017-10-08, 20:05 Social przeczuwał, że przed nim i jego właścicielką pozostał ostatni dzień zmagań, przez co dzisiaj pozostawał nadzwyczaj spokojny. Nie brakowało mu wigoru i chęci rywalizacji, ale o dziwo zachowywał się w miarę przyzwoicie, jak na siebie.
W rozgrzewkę przed skokami włożył spory kawał serducha, gdzieś tam wiedział, że jest mu to potrzebne i raczej Jessie również chce dla niego jak najlepiej, dlatego mimo początkowych prób protestów, całość przeszła im gładko i harmonijnie. Skupił się na jeźdźcu również na samym parkurze, gdzie przy wykonywaniu przejść ze stępu do kłusa i na odwrót mógł obejrzeć kilka przeszkód i zapoznać się z nimi. Nie był strachliwy, ale znajomość toru może mu nieco pomóc.
Koniec ćwiczeń nastąpił, gdy Jess zatrzymała się i - sądząc po jej ruchu na grzbiecie ogiera - ukłoniła się. Social ruszył swobodnie, ale zarazem energicznie kłusem i na zarządzonej wolcie zagalopował na prawą nogę. Początek zapowiadał się obiecująco, ogier uwielbiał skakać, więc był nastawiony pozytywnie do tej konkurencji.
Zbliżając się do pierwszej przeszkody, Security wyraźnie odczuwał wspomaganie ze strony jeźdźca, które obecnie było mu jak najbardziej potrzebne. Dzięki łydkom i zachowaniu kontaktu najeżdżał stałym tempem, utrzymując przy tym równowagę i prezentując sylwetką chęć parcia do przodu. Ogier nie był jakoś wyjątkowo temperamentny i dominujący, więc pod dobrym jeźdźcem, który wie czego chce, kasztan rozluźniał się i zawierzał jej w kwestii dzisiejszego przejazdu, w końcu wcześniej wyszło mu to na dobre.
Dobijali już do przeszkody, przez którą ogier z początku zaczął się denerwować. Zapewne, gdyby polegał tylko na sobie, najbliższa stacjonata zostałaby strącona, Jess pomogła mu z odmierzeniem odległości, niemal jakby pokazywała mu palcem gdzie ma się odbić, co kasztan wykonał bez zawahania. Nie został ograniczony przez rękę, więc mógł swobodnie poruszać szyjąc, polepszając tym swoją równowagę w skoku, nie spadając na dół, a gładko przelatując nad przeszkodą i lądując prawą nogą miękko na ziemii.
Za przeszkodą kontynuował aktywny galop, przejeżdżając po łuku do następnej przeszkody. Kilka chwil przed wybiciem postawił uszy na sztorc do przodu i dał się ponieść, aktywizując galop za bardzo względem przeszkody przed nim. Jess zaraz go jednak skorygowała, narzucając mu skrócenie wykroku z którym ogier przesadził. Mimo wszystko Socialowi udało się wyrównać tempo jeszcze przed skokiem, dzięki czemu w locie zdążył zmienić nogę i lądował na lewej. Dojazd do trzeciej przeszkody został mu ułatwiony poprzez wcześniejszą wykonaną lotną zmianę nogi. Z chęcią wydłużył swój galop, zaczynając bardziej wyciągać nogi, jednak nie zmieniło to jego tempa, a pozwoliło łatwiej i wygodniej podejść do przeszkody i mogło to zmienić sposób jego skoku w przypadku nadchodzącej przeszkody, co wychodziło na plus. Wybił się na okser, w dobrym czasie chowając przody, a następnie tyły, jakby skrzętnie pilnując, by nie naruszyć przeszkody. Cały czas zostawiał margines, jednak nie można było wymagać od niego skakania od centymetra, bądź co bądź lepiej za wysoko niż za nisko i z twardym lądowaniem.
Jadąc dalej musiał wyjechać zakręt, by dostać się do kolejnej przeszkody. Wyczuł pełny dosiad właścicielki, nie oparł się jedynie na pomocach Jess, ale sam również starał się podtrzymywać swoją równowagę i stałe tempo, dzięki czemu zakręt nie był dla nich wyzwaniem i został wyjechany ciut wolniej, ale nadal prawidłowo, a to zapewniło lepszy start do przeszkody. Pozostało tylko lekko zwiększyć tempo, by wrócić na właściwe tory. Podstawił się do przeszkody i wykonał wyskok z odpowiedniej odległości, miękko przelatując nad czwórką i lądując stabilnie po drugiej stronie na lewej nodze z nie mniejszą chęcią dalszej pracy.
Do piątki znów musiał dojechać wykonując zakręt w lewo, było mu o wiele prościej dzięki obecnie prowadzącej nodzie, zaokrąglił się jedynie i pokonał zakręt bez kwadratowego wyjeżdżania. Przed przeszkodą poszerzył ramy, nie chciał przyspieszać, nawet go nie kusiło, zachowawczo znał ryzyko takiego manewru, więc na lepszym, dłuższym wykroku się skończyło. Wybił się z ziemi, kontrolując swój skok, odpowiednio układając ciało w zależności od pozycji nad przeszkodą, przez co zachował pełną równowagę, aż wylądował bezpiecznie po drugiej stronie piątki.
Następnie zaczęli się zbliżać do jednej z bardziej wymagających przeszkód, która u Sociala nie powodowała negatywnych odczuć, bardziej był zaciekawiony nowym wyzwaniem, które czekało, aż się do niego zbliży. Na zakręcie odczuł półparadę i skupił się na miejscu, ówcześnie strzygąc uszami, by zaraz skierować jedno do tyłu na Jess, a drugie na przeszkodę. Podstawił się pod szereg i zważając na pomoce jeźdźca dojechał do przeszkody, wybijając się z ustalonego miejsca, dzięki czemu bezproblemowo pokonał pierwszy, ponoć najważniejszy do wyjechania człon, dalej powinien dbać w większości o zachowanie równowagi i stałego tempa. Tę pierwszą zaraz złapał, tempo wciąż było poprawne, nie zwalniał i nie przyspieszał, przynajmniej nie specjalnie, ale wiedział, że gdyby coś było nie tak, to mógł liczyć na Jess i jej regulację. Nie musiał się jednak niczym martwić, gdyż po chwili i drugi człon szeregu mieli za sobą, a Social z zadowoleniem strzelił ogonem chwilę po wylądowaniu za przeszkodą, mając na uwadze, by o nic nie zahaczyć swoim ogonem, co zresztą było zgoła niemożliwe. Wyczuł chwilową, dziwną zmianę w zachowaniu jeźdźca, jednak Jess tak szybko, jak się "ugięła", tak szybko również powróciła do odpowiedniej współpracy z kasztanem i wyprostowania ogiera, jakby ten przez tę chwilę mógł coś zmienić w swoim ustawieniu. Zareagował na jej półparadę, skupiając się na niej odpowiednio, widocznie przez ten czas z lekka sobie to odpuścił, wyczuł też zachęcenie do pokonania przeszkody bez wyłamania, jednak sam już był skoncentrowany na środku stacjonaty, do której zaraz energicznie się wybił, chowając uważnie najpierw przody, by później wyciągnąć je w kierunku ziemi, a zastąpić je chowaniem tylnych nóg.
Po wylądowaniu pojechał w prawo, wykonując obszerny zakręt w harmonijnym tempie, dzięki czemu nie wypadł z zakrętu. Miał wystarczająco dużo miejsca, by odpowiednio zaokrąglić sylwetkę i dobrze ustawiać nogi. Wyprostował trasę wprost do ósemki, poszerzył odpowiednio wykrok przed przeszkodą i odważnie dojechał do przeszkody, wykonał wybicie bez żadnego zawahania, w locie wystawił lewą nogę na przodującą i wylądował najzwyczajniej po drugiej stronie, będąc przygotowanym do wyjechania w lewo. Udał się do ostatniej przeszkody, która sprawiła, że ogier zaczął niemal buzować, bo wiedział, że to już zaraz nastąpi koniec jego pracy na zawodach. Najechał na wprost, zachowując stałe, mocne, ale rozsądne tempo i wybił się z wskazanego miejsca, tym samym pokonując ostatnią przeszkodę na zawodach.
Dojechał do celowników, tuż przy nich strzelając niewielkiego baranka, czuł się zmęczony, ale podekscytowany dzisiejszą pracą. Zwolnił stopniowo do stępa, przyjął pochwałę od jeźdźca i wraz z Jess opuścił parkur.Mistrz Gry - 2017-10-12, 15:32 Temat postu: Vivianne Feron & Russian Roulette
103; Zgubienie strzemienia; W trakcie przejazdu bądź skoku jeździec gubi strzemię bądź dwa, co wpływa na jego równowagę, najczęściej zakłócając ją.
104; Zgubienie strzemienia; W trakcie przejazdu bądź skoku jeździec gubi strzemię bądź dwa, co wpływa na jego równowagę, najczęściej zakłócając ją. Przekroczenie normy czasu: + 3,6 pkt 124; Lwie serce; koń idzie wyjątkowo odważnie na kolejne przeszkody, nie waha się ani razu, pokonuje trudności bez najmniejszych problemów odznaczając się wysoką klasą.
Opis
Lekkie przekroczenie normy czasu, poza tym bez problemów.
122; Świetna forma; para znajduje wyjątkowe uznanie w oczach jury. Co na pewno zapunktuje na późniejszych ocenach, bądź nagrodach.
123; Świetna forma; para znajduje wyjątkowe uznanie w oczach jury. Co na pewno zapunktuje na późniejszych ocenach, bądź nagrodach.
Opis
Bezbłędnie ukończona próba.
INSTRUKCJE
• Każdy z trzech przejazdów można podzielić na dowolną ilość postów.
• Poszczególne części proponuję realizować po kolei. Dopuszczam możliwość zostawienia editów celem ich późniejszego uzupełnienia, jeżeli ktoś ma ochotę zacząć od innej próby. Serdecznie proszę o nie wymieszanie ze sobą postów!
• Na początku każdego przejazdu proszę wyraźnie zaznaczyć, której próby dotyczy post. Mistrz Gry - 2017-10-12, 15:35 Temat postu: Vivianne Feron & Peter Pan
28; Bolesny skurcz; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową.
104; Bolesny skurcz; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała. Przekroczenie normy czasu: + 3,6 pkt 107; Wolta przed przeszkodą; jeździec zostaje zmuszony do wykonania wolty przed przeszkodą ze względu na niebezpieczną, zbyt dużą prędkość, niepasujący najazd czy inne czynniki tego typu. 20 punktów karnych
Opis
Zawodniczka została zmuszona do wykonania wolty przed przeszkodą 10a, co pogorszyło czas przejazdu.
88; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
91; Stres uskrzydla; para podbudowana owacjami, miłym przyjęciem, świetną atmosferą, prezentuje się doprawdy świetnie, pokazując poprzez pierwszą połowę swojego przejazdu najwyższa klasę.
Opis
Bezbłędnie ukończona próba.
INSTRUKCJE
• Każdy z trzech przejazdów można podzielić na dowolną ilość postów.
• Poszczególne części proponuję realizować po kolei. Dopuszczam możliwość zostawienia editów celem ich późniejszego uzupełnienia, jeżeli ktoś ma ochotę zacząć od innej próby. Serdecznie proszę o nie wymieszanie ze sobą postów!
• Na początku każdego przejazdu proszę wyraźnie zaznaczyć, której próby dotyczy post. Vivianne Feron - 2017-10-12, 15:38
Próba ujeżdżeniowa
Powrót do Anglii oznaczał dla dziewczyny jednoznaczy powrót do koni, a co za tym idzie również do zawodów. Vivianne przyzwyczajona była już do startowania na kopytnych, które nie należały do niej, a więc wzięcie pod swoje skrzydła nieznanego siwka nie było dla niej dużym wyzwaniem. Oczywiście to zawsze wiązało się z pewną nutką adrenaliny, a już w szczególności kiedy startowało się na koniu w tak złożonych zawodach, jakimi były WKKW. Różne konie różnie zachowywały się w różnych sytuacjach, ale to dodawało jej tylko endorfin, a te przekładały się na jak najlepsze zaprezentowanie swoich umiejętności. Z samego rana stawiła się w stajni by ogarnąć dwa siwe konie – nie było to łatwe, dlatego wolała mieć zapas czasu, w razie gdyby któryś był wyjątkowo umorusany. Przygotowawszy je do zawodów wzięła Russian Roulette na pierwszy ogień a po przeprowadzeniu dłuższej rozgrzewki, w trakcie której mogła poznać nieco klacz oczekiwała już na wyczytanie swego imienia i stawienie się w szrankach.
Pierwszą próbą miała być próba ujeżdżeniowa. Ta dyscyplina nie należała do najbardziej ulubionych dla Vivianne, co nie oznaczało, że nie uważała iż poprawne ujeżdżenie konia stoi na pierwszym miejscu współpracy pod siodłem. Bardziej sprawiało jej trudności zapamiętanie trasy przejazdu i wykonywanych podczas niej elementów, choć tę (na swój powrotny debiut) potwarzała w myślach już od jakiegoś czasu i była gotowa stawić jej czoła. Usłyszawszy swoje imię wypchnęła klacz biodrami do przodu by po chwili przekazać jej sygnał do kłusa. W tymże właśnie przemieściły się na zewnątrz czworoboku wzdłuż jego długiej ściany by już po chwili w roboczym tempie wejść na arenę konkursową. Vivianne zamykała klacz w dłoniach i łydkach, ogarniczająco działając na wszelkie możliwości opuszczenia prostej ścieżki ku środkowi czworoboku i pilnując niezmiennego tempa doprowadziła ją do punktu X, tuż przed którym zebrała lekko wodze, usiadła mocno w siodło i zaciśnięciem ud wydała polecenie do zatrzymania. Zebrawszy wodze w jedną dłoń ukłoniła się do jury po czym mocniejszym sygnałem przekazała polecenie do ponownego zakłusowania, starając się przy tym nie dać klaczy powodów do ruszenia stępem. Tuż przy krótkiej ścianie Vivianne owinęła klacz wokół lewej łydki, a zaraz po skręcie wjechała z nią w narożnik pilnując odpowiedniego wygięcia konia bez utraty regularności chodu. Wyprostowała ją nieco zaraz po wyjechanym łuku by już w literce E ponownie wprowadzić klacz w zakręt, tym razem ku środkowi czworoboku, gdzie zaczęły zataczać koło o średnicu około dwudziestu metrów. Ponownie owinęła ją sobie wokół wewnętrznej łydki, ograniczając klacz by nie wpadała do środka łopatką czy nie wypadała zadem z ustawienia. Pilnując jednocześnie wszystkich tych drobnych elementów nie zapominała także o rytmice i dynamice chodu nie pozwalając klaczy na zwolnienie tempa kłusa. Po zakończeniu tego elementu wykonali jego lustrzane odbicie z dokładnie przeciwnym użyciem wszystkich pomocy. Po zarysowaniu śladu koła w literze B skręciły w prawo by następnie zagalopować na tę właśnie stronę. Brunetka wzięła klacz bardziej na siebie, głębiej usiadła w siodło i wraz z cofnięciem zewnętrznej łydki wypchnęła klacz biodrami wprzód, popuszczając tym samym „ucisk” na jej pysku.
Wyjechawszy z łuku, w którym łatwiej było zagalopować, wyprostowała delikatnie klacz by po kilku foulee, dokładnie w połowie długiej ściany ponownie prowadzić ją ku środkowi czworoboku i zatoczyć obszerne, dwudziestometrowe koło. Podpierawszy klacz łydkami dbała o to by pozostawała w ustawieniu i ani odrobinkę z niego nie wypadła, a także cały czas aktywizowała ją w taki sposób, by tempo jej chodu pozostawało bez zmian i było równie dynamiczne co na prostej ścianie. Już przed zamknięciem koła w punkcie E zaczęła myśleć o wykonaniu kolejnego elementu, do wykonania którego wzięła siwkę trochę bardziej na siebie, przysiadła mocniej w siodło i zacisnąwszy uda poprosiła o przejście do kłusa już po ponownym wjechaniu na ścianę. Przejście udało im się w miarę płynnie, a Vivianne uspokoiła nieco Roulette by zachęcona galopem nie biegła na ślepo przed siebie w kłusie, a jej tempo było dostosowane do tego, którego wymagała odeń amazonka.
Teraz poprowadziła klacz przez dwa narożniki, pilnując jej poprawnego wygięcia i wyjechania łuków, a w literce M wprowadziła angloarabkę na przekątną czworoboku a sama zaczęła anglezować, wykonując tym samym kolejny element przejazdu konkursowego. Rytmicznie dodawała łydkę, starając się użyć ich z taką samą siłą po obu stronach kłody, by klacz szła po równej linii i nie uciekała w żadną ze stron, a po dojechaniu do ściany zmieniły kierunek, a Kanadyjka ponownie usiadła w siodło, przechodząc tym samym do siadu ćwiczebnego. Już przed literką A upominała klacz półparadą o kolejnym ćwiczeniu, by dokładnie w punkcie zamknąć ją w pomocach i przejść do stępa. W tym tempie wyjechały kolejny z łuków czworoboku by ponownie wejść na przekątną i w swobodnie przedostać się najpierw do środka placu a następnie wrócić na tę samą ścianę. Vivianne aktywizowała klacz, by ta swobodnie przekraczała swoje ślady i pozwoliła na delikatne rozluźnienie, nie pozwalając jednak uciekać z linii i pilnowała by ta była w miarę prosta. Po zakończeniu ćwiczenia brunetka ponownie zebrała klacz i stępem pośrednim poprowadziła ją ku środkowi krótkiej ściany. Półparada i przejście do klusa dokładnie w literce C by następnie wygiąć ją delikatnie w narożniku i wyprowadzić na długą ścianę by w jej środku wprowadzić klacz na dwudziestometrowe koło. Zaraz po rozpoczęciu zataczania go zaczęła rytmicznie unosić się w strzemionach i powoli wypuszczała klacz na wodzach ku dołowi, bawiąc się przy tym wędzidłem w jej pysku, prosząc Siwkę żucie z ręki. Przy tym wszystkim owijała ją jeszcze wokół swojej wewnętrznej łydki i pilnowała tempa oraz kształtu okręgu.
Tuż przed zamknięciem koła ponownie zaczęła zbierać wodze w ręce, tym samym podnosząc głowę klaczy i wracając do ustawienia, by po wejściu na ścianę kontynuować w kłusie roboczym. Wyjechawszy zakręt zaczęła półparadami dawać klaczy sygnały o nadejściu kolejnego ćwiczenia i w kolejnym narożniku wzięła ją na siebie, cofnęła zewnętrzną łydkę i wypchnęła Siwkę do galopu, dając sygnał na tyle wyraźny by przejście nastąpiło bez większych problemów. Przez te kilkanaście metrów dzielące ją od środka długiej ściany dbała o to by tempo chodu było rytmiczne, ale niezbyt szybkie, i dokładnie w literce B wprowadziła ją na dwudziestometrowe koło. Tu ponownie zamykała ją w łydkach, pilnując poprawności ustawienia angloarabki, dobrego wygięcia i kształtu figury, a także aktywizowała ją stale, nie pozwalając tym samym na zmianę szybkości chodu. Półparadą upomniała ją tuż przed zamknięciem koła i przytrzymawszy klacz na sobie poprosiła o przejście w kłus roboczy. W tym tempie wyjechały dwa narożniki, by w drugim kolejny raz wejść na przekątną czworoboku. Panna Feron zaczęła unosić się w strzemionach, pamiętając, że ten element konkursu ma zostać wykonany anglezując a po dojechaniu do ściany ponownie usiadła w siodło i skręciwszy w prawo doprowadziła klacz do połowy krótkiej ściany. Tuż przed literką A wprowadziła ją na linię prowadzącą na wprost do środkowego punktu placu konkursowego, znów zwracając uwagę na to by szły prosto i równym tempem, a tuż przed miejscem zatrzymania przekazała jej kilka półparad, usiadła mocniej w siodło i wziąwszy konia na siebie poprosiła o „stój” dokładnie w wyznaczonym do tego punkcie X. Dopchnęła biodrami, jeśli klacz nie ustawiła równo nóg i ukłoniła się, w chwilę później opuszczając czworobok na długiej wodzy. Podziękowała klaczy za wspólny przejazd, rozstępowała ją porządnie i zaprowadziła do stajni.Vivianne Feron - 2017-10-12, 15:39
Próba ujeżdżeniowa
Startowanie na koniach, z którymi nie miało się wcześniej do czynienia było nielada wyzwaniem. Brunetka ukończyła jednak już przejazd z Russian Roulette i teraz przyszło jej stawić czoła ogierowi, którego wzięła pod swoje skrzydła. Oba konie wyczyściła z samego rana, żeby później móc tylko jednego rozsiodłać a drugiego osiodłać, dzięki czemu w tym momencie Cremello był już praktycznie gotowy do jazdy. Wprowadziwszy go na ujeżdżalnię rozpoczęła porządną rozgrzewkę, w trakcie której starała się go trochę poznać, a gdy nadszedł ich czas do startu poprowadziła ogiera w stronę czworoboku.
Już na zewnątrz ustawiła go sobie na pomocach i wypchnąwszy biodrami przy dwóch aktywnych łydkach poprosiła go o zakłusowanie by w chwilę później roboczym tempem wprowadzić konia na arenę konkursową. Ograniczała go nogami i prowadziła na równych wodzach by przypadkiem nie spłynął z prostej linii, którą mieli wyjechać i już na kilka taktów przed zatrzymaniem półparadą uprzedziła konia o nadejściu nowego zadania. Przytrzymała Petera delikatnie na pysku i zacisnęła uda na siodle by już w chwilę później grzecznie kłaniać się przez oceniającymi przejazd.
Dała ogierowi mocniejszy sygnał aby ze stój od razu przeszedł do kłusa i ponownie prowadziła go po środkowej linii by tuż przed krótką ścianą skręcić w lewo i wprowadzić ogiera w narożnik a następnie w połowie drugiej wjechać do środka i wykonać pierwszą z figur, którą było dwudziestometrowe koło. W trakcie jego wykonywania brunetka cały czas aktywizowała chód konia, by ten przypadkiem nie zwolnił albo nie przeszedł do stępa, a ponadto także owijała go wokół swojej wewnętrznej łydki i ograniczała zewnętrzną by przypadkiem nie wypadł z ustawienia. Gdy byli już bliscy zamknięta zataczanego okręgu Vivianne zmieniła ustawienie pomocy na przeciwne by już w chwilę później wykonać lustrzane odbicie tego elementu. Stale pilnowała wcześniej wymienionych elementów, uważając także by koło faktycznie miało kształt koła, a nie było jakimś innym, fikuśnym szlaczkiem.
Po zakończonym elemencie wrócili na ścianę, gdzie Vivianne na chwilę wyprostowała ogiera, aby wygiąć go ponownie w narożniku i zajechawszy za literkę A cofnąć zewnętrzną łydkę, przytrzymać konia na wodzach i wraz z impulsem i wypchnięciem biodrami wpuścić go do wyższego chodu, wygięciem i ustawieniem pomocy sugerując galop na prawą nogę. Po kilku foulee wprowadziła Holendra koło, ponownie zwracając uwagę na wszystkie te elementy, których pilnowała już w niższym chodzie, a kiedy bliscy byli zamknięcia elementu półparadą zwróciła uwagę na zmianę i tuż na moment przed dojechaniem do krótkiej ściany wyznaczyła przejście do kłusa roboczego, co udało im się osiągnąć tuż za literką E. Póki co współpraca z koniem bardzo jej się podobała - ogier płynnie wykonywał wszystkie wydawane polecenia i nie stawiał oporu przy żadnym z elementów. Wprawdzie jeszcze kilka punktów mieli przed sobą, ale Kanadyjka była dobrej myśli, co dodawało jej animuszu przy udziale w tej niezbyt lubianej przez siebie dyscyplinie. Czasem zachowanie konia potrafiło zmienić wiele w podejściu do... właściwie wszystkiego związanego z jeździectwem.
Wyjechali oba narożniki, ładnie wpisując się w łuki i nie wypadając z ustawienia, po czym w literce M brunetka wprowadziła konia na przekątną czworoboku samej zaczynając unosić się rytmicznie w strzemionach. Mimo anglezowania nie zaprzestała aktywizować ogiera, by jego chód utrzymany był w tym samym tempie, a kiedy dojechali do ściany ponownie usiadła w siodło, skręcając konia tym razem w lewo. Po wyjechaniu narożnika przekazała Panowi kilka półparad by po dojechaniu do połowy krótkiej ściany zwolnić go do stępa pośredniego. Po pokonaniu narożnika ponownie wjechali ku środkowi czworoboku, gdzie Vivianne pozwoliła ogierowi na więcej "luzu" w stępie swobodnym. Stale ograniczała go łydkami, pilnując by nie spłynął z linii prostej a także aktywizowała jego boki, dbając o to by tylne nogi ładnie przekraczały ślady przednich. W podobny sposób poprowadziła go także po drodze powrotnej na tę samą ścianę. Po dojechaniu do kończącej literki ponownie zmieniła tempo chodu na pośrednie i skręciła w lewo by wprowadzić konia w kolejny narożnik. Już przed środkiem krótkiej ściany wysłała mu kilka półparad by skupić uwagę konia na kolejnym ćwiczeniu jakim było przejście do kłusa roboczego, co zaznaczyła dwoma impulsami od "pomocy nożnych" i wypchnięciem biodrami wraz z poluzowaniem ucisku na pysku Cremello. Rytmicznym i swobodnym krokiem dojechali do literki E by w chwilę później znaleźć się na dwudziestometrowym kole, w trakcie którego brunetka zaczęła anglezować i prosić konia o żucie z ręki. Powoli przesuwała rękoma, ruszając w ten sposób wędzidłem w pysku ogiera i stopniowo popuszczała wodze na długości, aby ten zaczął schodzić głową w dół. Kiedy prawie już zamykali koło brunetka powoli zaczęła nabierać wodze, aby nie zakończyć żucia w chaotyczny sposób i na długą ścianę wjechali już ponownie w kłusie roboczym, wracając do poprzedniego ustawienia. W tymże właśnie poprawnie wpisali się w kolejny z narożników aby po dojechaniu do następnego wejść w wyższy chód i w literce B zakreślić duże, dwudziestometrowe, koło, w trakcie którego Kanadyjka znów zwracała uwagę na regularność chodu, kształt figury oraz nie wypadanie z ustawienia, ograniczając konia zewnętrzną łydką i okręcając go sobie wokół wewnętrznej.
Po powrocie na ścianę Vivianne upomniała konia półparadą i poprosiła o przejście do niższego chodu by po wyjechaniu dwóch narożników kolejny raz wprowadzić konia na przekątną placu konkursowego. Rozpoczęła anglezowanie, pilnując by stale szli po linii prostej i nie zboczyli z niej nawet jednym krokiem aby po zakończeniu ponownie usiąść w siodło i chwilę później wprowadzić Holendra na linię środkową w literce A. Tutaj znów ograniczała go w łydkach, nie pozwalając ześliznąć się z linii prostej, a kiedy dojeżdżali już do środkowego punktu czworoboku przekazała mu kilka półparad, by w chwilę później wykonać pełną ich wersję w postaci zatrzymania w literce X. Ukłoniła się przed jury i opuściła plac konkursowy dając ogierowi luźną wodzę.
Poklepała go po szyi za dobrze wykonaną robotę i rozstępowała porządnie, jakiś czas później odprowadzając konia do stajni. Tu oporządziła go dokładnie i stale chwaląc poczęstowała go jakimś smakołykiem gdy zamknęła za nim drzwi boksu.Russian Roulette - 2017-10-12, 15:39
Próba ujeżdżeniowa
Klacz nie spodziewała się startu pod kimś obcym, ale nie żeby jej to jakoś specjalnie przeszkadzało. Była raczej spokojna i do ogarnięcia dla każdego. Przed siwą to pierwszy start w takich zawodach, więc spory stres. Powitała Viv z dozą obojętności pod swoim boksem, co nie wpływało zbyt specjalnie na ich relacje. Dała się spokojnie oporządzić w stajni, a potem ogarnąć na rozprężąlni. Ostatecznie wraz z kobietą oczekiwała wezwania na czworobok.
W końcu nadeszła ich pora, więc klacz zgodnie z wymaganiami kobieta przeszła do kłusa i w roboczym tempie skierowała się na czworobok. Dokładnie rzecz ujmując do jego wnętrza, by potulnie po linii prostej skierować się do X. Tam uprzedzona odpowiednio przez kobietę, zatrzymała się w punkt. Ładnie ustawiła wszystkie nogi, podstawiła zad i pozostała na kontakcie z ręką kobiety. Tam odczekała chwilę, by raz z ponownym sygnałem za kłusować. Pojechały do końca linii środkowej, by tam skręcić w lewo i tak pojechały do E, gdzie ponownie skręciły w lewo ku środkowi czworoboku. Tam zaczęły rysować koło o średnicy 20m, gdzie klacz odpowiednio wygięła się od wewnętrznych pomocy kobiety. Jednocześnie ograniczona zewnętrznymi nie wypadała z ustawienia. Zakończyły koło w punkcie gdzie zaczęły, by zaraz zrobić dokładnie z tego samego punktu jego lustrzane odbicie. Po zamknięciu koła wróciły na ścianę, by w B skręcić w prawo i przygotować się do zagalopowania. Klacz płynnie dość bez większych trudności weszła w wyższy chód, prezentując go dość nienagannie. Wyjechawszy z łuku wyprostowała się w połowie długiej ściany, by zjechać ponownie ku środkowi czworoboku i wyjechać kolejne 20m koło. Klacz ponownie wygięła się od jej wewnętrznych pomocy, by pilnowana zewnętrznymi nie wypaść z ustawienia podyktowanego przez kobietę. Przygotowana kolejno przez kobietę, skupiła się na nadchodzącej zmianie. Wraz z otrzymaniem odpowiednich sygnałów zwolniła do kłusa, gdzie udało się jej zachować poprawność jakościową tego chodu. Kolejno pojechała przez dwa narożniku, by w M zjechać na przekątną czworoboku. Pojechała po linii prostej przez przekątną, zmieniając kierunek ruchu. Wraz z dojechaniem do A przygotowana przez kobietę, przeszła do stępa. W tym tempie wyjechały kolejny z łuków czworoboku, by ponownie wejść na przekątną czworoboku. Tam klacz wraz z oddaniem wodzy przez kobietę zeszła w dół i przód, rozluźniając się odpowiednio w stępie swobodnym. Wraz z powrotem na ścianę przeszła do stępa pośredniego, zbierając się do poprzedniego ustawienia. Siwa energicznej też kroczyła, wyraźniej zaznaczając swoje ślady. Dojeżdżając do C przeszła do kłusa roboczego, by wyjechać narożnik i wyjść na długą ścianę. Na jej środku ponownie zeszła na 20m koło. Klacz wraz z oddaniem przez kobietę wodzy, zeszła stopniowo w dół i przód żując przy tym namiętnie wędzidło. Postarała się jednocześnie zachować odpowiednie wygięcie na kole, co stosunkowo się jej udało. Tuż przed zamknięciem koła ponownie wróciła do poprzedniego ustawienia, by po wejściu na ścianę kontynuować w kłusie roboczym. Wyjechawszy zakręt zaczęła przygotować się z kobietą do kolejnego ćwiczenia i w kolejnym narożniku, przeszła ponownie do galopu. Udało się to jej jak poprzednio bez większego zgrzytu, by pojechać kilkanaście metrów do środka długiej ściany. Dokładnie w literce B ponownie zeszła na dwudziestometrowe koło. Starając się zakreślić je jak najlepiej, wyginając się odpowiednio od pomocy kobiety. Przed zamknięciem koła przygotowanie do kolejnej zmiany, by zaraz przejść do kłusa roboczego. W tym tempie wyjechały dwa narożniki, by w drugim kolejny raz wejść na przekątną czworoboku. Pojechała po linii prostej przez całą przekątną, by po powrocie na ścianę pojechać w kierunku A. Tam zjechały ponownie na linię środkową, jadąc po prostej do X. Tam klacz ponownie przyszykowała się do zmiany, by wraz z pełną paradą się zatrzymać. Ładnie ustawiła wszystkie nogi, podstawiła zad i pozostała na kontakcie z ręką kobiety. Ostatecznie po ukłonie kobiety zjechała stępem z czworoboku.Vivianne Feron - 2017-10-12, 15:40
Próba terenowa
Po próbie ujeżdżeniowej, która nie wyszła im tak najgorzej przyszedł czas na stawienie czoła crossowi. Była to dyscyplina, której Vivianne obawiała się najbardziej na koniu, którego nie znała, ale także miała już styczność, z takimi przypadkami, toteż mimo adrenaliny z tym związanej postanowiła stawić czoła wyzwaniu. Ponownie stawiła się w stajni z samego rana i przygotowawszy odpowiednio Russian Roulette wyruszyła z nią w nieznane, pokonywać kolejne dziwne przeszkody na crossowym torze.
Usłyszawszy swoje nazwisko stawiła się na linii startu i wzięła głęboki oddech. Około pięć minut i będzie po wszystkim! Nie ma się czego bać! – dopingowała w myślach siebie, aby przypadkiem nie przekazać klaczy złych emocji i poklepała ją jeszcze po szyi, dodając w pewien sposób odrobinę pewności siebie przed przejazdem. Wypowiedziała także kilka słów przyjemnym tonem głosu, a gdy ich próba miała się zacząć rozgalopowała klacz przed linią startu i w pewnym tempie wprowadziła ją do konkursu.
Jako pierwsza stała przed nimi dość łatwa, niska i szeroka przeszkoda, która na rozgrzewkę powinna być jak znalazł. Vivianne nie pozwalała Siwej pędzić przed siebie bez opamiętania, dlatego przytrzymywała ją jeśli była taka potrzeba, a także nie pozwoliła przyspieszyć tuż przed samą jedynką. Równym, energicznym tempem poprowadziła ją pod przeszkodę, wcześniej uprzedzając półparadami o jej nadejściu, a kiedy przyszedł moment odskoku, przekazała jej sygnał łydkami i uniosła się nieco w siodle, wysuwając ręce naprzód. Pochwaliła za pierwszą pononaną przeszkodę i pozwoliła na nieco szybszy galop po dłuższej prostej, która czekała je do przeszkody numer dwa. Zaraz po łagodnym łuku wzięła klacz bardziej na siebie i ponownie przekazała jej łydkę w odpowiednim momencie, aby już po chwili znalazły się po drugiej stronie fikuśnej, drewnianej przeszkody. Niestety po lądowaniu za przeszkodą brunetce wypadła noga ze strzemienia, a z jej ust do uszu stojących nieopodal widzów (jeśli jacyś byli) mogło dojść soczyste „merde”. Jako że przeszkoda numer trzy znajdowała się stosunkowo niedaleko, Vivianne postanowiła nie marnować czasu na zamartwianie się utratą łatwości złapania równowagi i dzięki swemu doświadczeniu naprowadziła klacz na trójkę, którą pokonały, a właściwie Kanadyjka, jedynie z jedną nogą w strzemieniu. Nie zaburzyło to jednak rytmu przejazdu, bo wraz z wylądowaniem amazonka skupiła się bardziej na wsunięciu nogi w strzemię, które już po chwili znalazło się z powrotem w odpowiednim miejscu. Na drodze ku kolejnej przeszkodzie brunetka pozwoliła angloarabce rozwinąć nieco tempo, korzystając z w miarę prostej i przyjemnej drogi wiodącej ku dwuczłonowej czwórce. Cały czas skupiona obserwowała ziemię, po krótej kroczyły, starając się przewidzieć i omijać wszelkie niedogodności, które mogły je spotkać na trasie jak korzeń czy błoto umożliwiające niepotrzebny wypadek.
Tuż przed przeszkodą numer cztery Vivianne wzięła na siebie klacz i skupiła jej uwagę półparadami na dwuczłonowej kombinacji, pomiędzy którą nie było zbyt dużo miejsca. Zmieniły więc tempo na dużo niższe i spokojnie najechały na 4a i 4b, mieszcząc pomiędzy nimi wyłącznie jedną foulee. Kanadyjka na pierwszym członie oddała klaczy wodze jedynie odrobinkę, by po wylądowaniu móc znów wziąć ją na siebie i dodała łydki od razu przy części B, już w chwilę później bezpiecznie znajdując się zaraz za nią.
Spokojnym acz aktywnym tempem obie Panie zmierzały już teraz ku przeszkodzie numer pięć, którą była kłoda z fikuśnymi „rogami” na końcach. Uznawszy, że klacz nie powinna mieć z nią większych problemów Vivianne odważnie pchała ją przed siebie, półparadami jedynie skupiając uwagę konia na skoku. Utrzymując dobre tempo niemalże przeleciały nad przeszkodą zamiast ją przeskoczyć i zwyczajnie kontynuowały przejazd, zupełnie tak, jakby nic się nie wydarzyło. Do kolejnej przeszkody mogły galopować swobodnym, szybszym tempem, podczas którego Vivianne pozwoliła klaczy na trochę „szaleństwa”, cały czas utrzymując pozycję w półsiadzie i obserwując stale nawierzchnię ich toru jazdy. Szczęśliwie ktoś zadbał o to, aby na trasie nie znajdowało się specjalnie dużo niespodzianek, ale pomimo tego brunetka nie bagatelizowała nałożonego przez siebie obowiązku kontrolowania trasy i nie usypiała swojej czujności. Zbyt dużo miała doświadczenia by zwyczajnie zaufać. Cross był zbyt niepewną dyscypliną, aby pozwalać sobie na takie odstępstwa.
Przeszkoda numer sześć była ponownie kłodą, z którą już miały styczność na trasie. Panna Feron ponownie półparadami skupiła uwagę swojej podopiecznej na skoku, które za moment miały oddać, a kiedy do tego doszło oddała jej lekko wodze i pochyliła, aby ułatwić lot nad przeszkodą. Zaraz po powrocie na ziemię ponownie wzięła ją na siebie by kilka sekund później dotrzeć do nieco wyższego domku, w wolniejszym tempie z racji mniejszej ilości miejsca i ponownie wyłała klacz w górę, szybując wraz z nią i balansując swoim ciałem, żeby tylko nie stracić równowagi. Dokładnie tak samo zachowała się przy kolejnej przeszkodzie, która stała jeszcze bliżej – na siebie, półparada, odskok. I tym właśnie sposobem znalazły się za przeszkodą numer osiem, a więc połowa trasy była już za nimi! A przynajmniej ta numerowa.
Teraz już trochę spokojniej mogły dojechać do dwuczłonowej przeszkody numer dziewięć, która z pozoru nie wyglądała na jakąś bardzo straszną, choć to w jakim stylu pokona ją Viviann mogłoby wołać o pomstę do nieba. Zaraz bowiem po przeskoczeniu członu A tej małej niezdarze ponownie wypadła noga ze strzemienia, a pech chciał, że Roulette w tym samym momencie pociągnęła głową w dół.. Vivianne straciła równowagę i nie miała zbyt dużo miejsca na to by się poprawić, choć zrobiła wszystko by nie spaść z konia aby nie wpaść w człon B kombinacji. Zaklęła pod nosem kolejny raz i mocniej przytrzymała klacz na sobie, bardzo zwalniając przy tym tempo, co na pewno zaowocuje małym omsknięciem się czasu przejazdu. Ogarnęła się w miarę szybko, choć drugi człon dziewiątki także pokonała bez strzemienia, jednak z zachowaną równowagą, dzięki czemu nie wydarzyło się nic nieoczekiwanego. Mimo wszystko była na siebie wściekła, choć bardzo starała się opanować emocje, które mogły udzielić się siwej klaczy.
Jakimś cudem udało jej się odnaleźć strzemię i po łuku poprowadziła klacz do kolejnej, aż trzyczłonowej przeszkody, która dodatkowo zawierała wodę! Nie zraziła się tym jednak, bo podświadomość lubiła płatać figle, dlatego jak gdyby nigdy nic wprowadziła klacz na człon A, który spokojnie udało im się pokonać, a następnie zamknęła w łydkach, ograniczając każdą możliwość ucieczki w którąkolwiek ze stron, by Siwka weszła do wody. Jeśli trzeba było to trochę z nią ponegocjowała, ale ostatecznie i tak postawiła na swoim i już w kilka sekund później skakały przez człon C dziesiątki, nieco mokre ale szczęśliwe z udanego pokonania przeszkody.
Po dziesiątce (dziesiątkach!) czekała ich prosta droga ku kolejnej kłodzie, tym razem nieco szerszej niż wszystkie poprzednie. W dystansie Vivianne pozwoliła klaczy biec troszkę szybciej niż normalnie i podobne, dynamiczne tempo zachowała już przy samym skoku, który musiał być nieco dłuższy, z powodu dwóch szerokich kłód ułożonych jedna za drugą. Vivianne oddała nieco bardziej rękę i wypięła pupę, aby dobrze balansować ciałem nad przeszkodą i już po chwili kontynuować ku kolejnym wyzwaniom. Zachowawszy niezmienne tempo dzielnie pchała klacz, ścinając każdy z lekkich łuków po jego wewnętrznej stronie, aby przypadkiem nie zaburzył bardzo fajnego tempa jazdy. Amazonka czuła także, że jej podopieczna jest teraz bardziej wyluzowana i chętnie szła na kolejne przeszkody, dlatego nie miała zamiaru ucinać dobrej passy co można było zaobserwować także przy przeszkodzie numer dwanaście. Vivianne przytrzymała Roulette jedynie trochę na sobie, by nie wbiegły w dystans do B z prędkością światła i upomniawszy półparadami pokonała przeszkodę, jedynie odrobinę oddając klaczy wodze. Skróciła ją w dystansie i spokojnym foulee poszybowały ku członowi B, który także już po chwili miały z głowy.
Zdawałoby się, że to już ostatnia prosta przejazdu, a jednak jeszcze czekała je dość skomplikowana kombinacja przy pechowej przeszkodzie numer trzynaście. Może nie pechowej, ale z pewnością nie łatwej – trzeba ją było pokonać bardzo powoli, gdyż już dwie sekundy później należało wykonać zeskok, którego nie można było odbyć w szybkim tempie. Brunetka wzięła więc na siebie Siwkę już jakiś czas przed miejscem odskoku i dopiero uspokoiwszy ją przekazała sygnał do skoku, poprzedzając go kilkoma półparadami. W trakcie lądowania odchyliła się mocno w siodle, wzięła wodze na siebie i bardzo powoli umożliwiła Siwce zejście z dół i spokojny galop po łuku ku kolejnemu wyzwaniu. Pochwaliła ją głosem za dobrze wykonane zadanie.
Kolejne dwie przeszkody wyglądały bardzo podobnie – były to płotki, których jeszcze dziś nie spotkały na swojej drodze. Kanadyjka cmokając zachęcała kopytną do kontynuowania trasy, domyślając się, że drobna angloarabka jest już nieco zmęczona, a nie sądziła by ostatnie trzy skoki miały sprawiać dla niej jakikolwiek problem. Tym chętniej pokonała przeszkodę 14 i 15, zachęcona urozmaiceniem w postaci jej wyglądu i już spokojnym galopem dotarła z klaczą ku ostatniej, tęczowej 16. Jeśli na mecie stało dużo osób starała się jakoś uspokoić klacz, aby ta nie miała problemu i nie spłoszyła się tuż przed finiszem. W kilka sekund później dotarły już pod przeszkodę, gdzie w miejscu odskoku brunetka posłała jej ostatni w dniu dzisiejszym sygnał do oderwania nóg od ziemi, oddała ręce i po wylądowaniu na luźnej wodzy pozwoliła jej przekroczyć linię mety, mocno klepiąc klacz po szyi w ramach podziękowania.
Rozstępowała ją bardzo porządnie po zakończonym przejeździe i odprowadziła do stajni, gdzie jeszcze raz podziękowała klaczy przy użyciu smakołyków i oporządziła ją, odstawiając do boksu na zasłużony odpoczynek.Russian Roulette - 2017-10-12, 15:40
Próba terenowa
Drugiego dnia zawodów czekał ich cross z pewnością trudniejsza próba do pokonania. Siwa faktycznie mogła sprawiać tu problemy, ale nie było co się tragicznie na to od razu nastawiać. Nieco cieplej przywitała kobietę pod swoim boksem, ale też dupy nie urwało. Pozwoliła się spokojnie przygotować w stajni do próby, a potem także na rozprężalni. W końcu nadszedł ich czas i zostały wywołane na start. Klacz przebierała w miejscu, nie mogąc się doczekać startu.
W końcu ruszyły na swoją próbę, RR chętnie galopowała przed siebie nie bojąc się otoczenia. Przyjrzała się krótko acz badawczo pierwszej przeszkodzie, by stałym tempem galopu do niej dojechać. Lekko dała się doprowadzić do miejsca wybicia do pierwszej przeszkody, by wraz z łydką wyjśc do skoku nad nią. Ładnie złożyła się w locie i wyciągnęła nad nią, by lekko przyspieszyć na prostej do drugiej przeszkody. Wyjechały łagodny łuk, gdzie klacz po nim się nieco uniosła do przeszkody i dojechała do niej. Bez trudu weszła z wazę lotu, by pokonać przeszkodę na czysto. Publiczność nieco denerwowała klacz, ale mogła się z nią jakoś obejść. Dojechały kawałek do trzeciej przeszkody, którą pokonały bez większych trudności. Do kolejnej przeszkody nieco nabrały ponownie tempa, by spokojnie dojechać do szeregu 4ab. Klacz spokojnie i pewnie galopowała do kolejnych przeszkód, lekko unosząc się i skracając do szeregu. Dojechały kolejno do 4a i 4b, mieszcząc pomiędzy nimi wyłącznie jedną foulee. Nad oboma członami klacz prezentowała nienaganny baskil, przeskakując je bez większych trudności. Spokojnym acz aktywnym tempem panie pojechały na przeszkodę numer pięć , którą była kłoda z fikuśnymi „rogami” na końcach. Klacz pewnie pogalopowała do niej choć wyglądała nieco strasznie, a mimo wszystko bez większych trudności przeleciały nad przeszkodą. Po lądowaniu kontynuowały galop dalej, gdzie nieco nabrały tempa do szóstej przeszkody. Przeszkoda numer sześć była ponownie kłodą z którą już miały styczność na trasie. Dlatego klacz spokojnie dojechała do miejsca wybicia i po łydce wyszła do skoku, składając i wyciągając się kolejno nad przeszkodą. Po lądowaniu nieco uniosła się siwa do kolejnej przeszkody, która była nieco wyższa. Pojechały na niego w wolniejszym tempie z racji mniejszej ilości miejsca, ale poprawnie i spokojnie wyszły do skoku nad przeszkodą. Dokładnie tak samo zachowały się i pokonały kolejną przeszkodą, która stała jeszcze bliżej. I tym właśnie sposobem znalazły się za przeszkodą numer osiem, więc połowę trasy miały za sobą. Teraz już trochę spokojniej mogły dojechać do dwuczłonowej przeszkody numer dziewięć, która z pozoru nie wyglądała na jakąś bardzo straszną. Spokojnie pokonały człon A, gdzie klacz po lądowaniu nieco zachwiała się i łapiąc równowagę szarpnęła kobietę za wodzę. Z lekkim zawahaniem i nożem na gardle dojechały do członu B, by jak się okazało pokonać go jednak bez strachu. Po łuku pojechały do trzyczłonowej przeszkody, która dodatkowo zawierała wodę. Klacz nie straszna była woda, no bez przesady. Spokojnie dojechała i pokonała człon A, a potem w galopowała bez zawahania do wody. Krótko potem z niej wyjechały i pokonały człon C dziesiątki, co zaowocowało radością w ich duszy. Po dziesiątce czekała ich prosta droga ku kolejnej kłodzie, tym razem nieco szerszej niż wszystkie poprzednie. W dystansie klacz nieco przyspieszyła, by jednak bez większych zgrzytów pokonać tą przeszkodą. Klacz po lądowaniu chętnie pogalopowała przed siebie do kolejnej przeszkody, a zaraz czekała na nich dwunastka. Pokonały spokojnie przeszkodę raz za razem wzbijając się w powietrze i przelatując nad nimi na spokojnie. Teraz czekała ich tak zwana pechowa trzynastka, a może dla nich szczęśliwa? Kto wie. Klacz gładko przeleciała nad pierwszym członem, by w skróceniu dojechać do zeskoku w dół. Klacz z lekkim zawahaniem i rozmachem zeszła na dół, by już dalej pogalopować spokojnie ku kolejnej przeszkodzie. Kolejne dwie przeszkody wyglądały bardzo podobnie były to płotki, których jeszcze dziś nie spotkały na swojej drodze. Swa odczuwała już zmęczenie, ale była mocno zmotywowana do kontynuowania trasy. Tym chętniej pokonała przeszkodę 14 i 15, by spokojnie skierować się jednostajnym galopem do przeszkody ostatniej - 16. Przyjrzała się RR badawczo przeszkodzie, by dojechać jednak spokojnie do miejsca wybicia. W nim wyszła do skoku nad przeszkodę, składając i wyciągając się ostatni raz w locie. Mocniejszym galopem przekroczyła linię mety, by po rozstępowaniu wrócić do stajni.
z.tVivianne Feron - 2017-10-12, 15:41
Próba skokowa
Po próbie terenowej Vivianne bardziej zaufała siwej angloarabce i ostatniego dnia zawodów bardzo chętnie postawiła swoje kroki w stajni aby kolejny raz zająć się jej oporządzeniem. Przywitała konia kilkoma smakołykami by zachęcić klacz do współpracy ze sobą ostatni raz w trakcie tych zawodów i miała nadzieję, że próba skokowa będzie dla nich pestką i pójdzie jeszcze lepiej niż cross! Niczego jednak nie można być pewnym, ale brunetkę od rana przepełniało słodkie przeczucie, że na pewno im się powiedzie. Kiedy już doprowadziła Russian do idealnego stanu ubrała ją w jasnoniebieski komplet, który ładnie odznaczał się przy białym włosiu i wraz z nią ruszyła na rozprężalnię, gdzie po porządnej rozgrzewce ustawiła się przy parkurze w oczekiwaniu na wyczytanie swego imienia. Nie trwało to długo, bo dziewczyna maksymalnie wykorzystała, przeznaczony sobie na wstęp przed zawodami, czas by już po chwili wjechać w szranki i po usłyszeniu dzwonka poprosić Siwą o zagalopowanie na prawą nogę, gdyż właśnie po takim łuku miały dojechać do jedynki.
Wyjechała klaczą obszerny zakręt, jej głowę prostując dopiero gdy znalazły się na wprost przeszkody i skupiła jej uwagę półparadami na jedynce, dodając odrobinę w galopie aby miejsce odskoku na pewno wypadło w punkcie, który sobie wybrała. Dopiero teraz, aktywnym tempem, przekroczyły linię fotokomórek, zaraz po której Vivianne dała klaczy mocniejszą łydkę by w chwilę później wraz z nią szybkować nad rozpoczynającą stacjonatą. Głosem pochwaliła skok angloarabki, gdy ta wylądowała już na ziemi, i bez zmiany nogi, po delikatnym łuku, poprowadziła ją ku kolejnej z przeszkód, którą ponownie były pojedynczo stojące drągi.
Dwójka także nie sprawiła im większych problemów, a przejazd przez nią wyglądał bardzo podobnie do poprzedniego - półparada, podniesienie łba klaczy odrobinę ku górze, łydka, półsiad, oddanie wodzy i odchylenie się w tył przy lądowaniu zaraz po delikatnym balansowaniu ciałem nad przeszkodą. Zachęcona perfekcyjnymi dotychczas skokami Roulette postanowiła dodać nieco tempa aby zapewnić sobie odrobinkę lepszy czas przejazdu. Oczywiście najbardziej zależało jej na tym, aby ten był bez żadnych pomyłek, ale nie mogła sobie odmówić urwania tych kilku setnych sekundy. Na okser szły już więc nieco bardziej dynamicznie, czego z jednej strony wymagała przeszkoda, a co z drugiej można było wykonać w nieco wolniejszy sposób, ale i ten nie był dla nich żadnym wyzwaniem. Na miejsce odskoku brunetka wybrała punkt nieco bardziej oddalony od przeszkody niż w przypadku poprzednich dwóch skoków i przekazawszy siwce mocniejszą łydkę oderwały się od ziemi by wykonać nieco dłuższy lot. Kanadyjka balansowała swoim ciałem w taki sposób, aby przypadkiem nie spaść z konia, ale także zmieniła ustawienie pomocy by po wylądowaniu Rosjanka zmieniła nogę w galopie. Podopieczna nie miała z tym większych problemów, więc już chwilę później kontynuowały wokół zbiornika z wodą. Nauczona wczorajszym doświadczeniem amazonka wiedziała, że klacz nie ma większego problemu z wodą, toteż nie musiała prowadzić jej bardzo naokoło "jeziorka" co także mogło pomóc zaoszczędzić kilka setnych sekundy. Wyprostowała ją zaraz po wyjechaniu łuku i przez to, że dystans do przeszkody już teraz był krótki musiała działać szybko - półparadami skupiła uwagę klaczy, dała dwie porządniejsze łydki i z bardzo dynamicznego tempa wpuściła ją w stacjonatę, wykonując głębszy półsiad i nieco bardziej oddając jej ręke, by przypadkiem nie zawiesić się na pysku RR. Kontynuując przejazd w tę samą stronę po łuku poprowadziła ją na piątkę, do której nie próbowała nawet zmienić tempa. Szybko ale rytmicznie i nie na łeb na szyję, podprowadziła siwą pod ustawiony kolejno okser i wybrawszy wcześniejsze miejsce odbicia łydką wskazała klaczy miejsce oderwania kopyt od ziemi. Wypięła tyłek, wyprowadziła ręce do przodu i skupiła się na balansowaniu ciałem by przypadkiem nie spaść z klaczy na ziemię. Nic takiego się nie wydarzyło, a obu dziewczętom udało się nawet zmienić w locie nogę galopu, dzięki czemu teraz swobodnie mogły ruszyć na podbój kolejnych przeszkód.
Ta, która miała pojawić się teraz, wymagała nieco więcej skupienia, przez co Vivianne poprosiła Siwkę o nieco spokojniejszy galop. Wzięła ją bardziej na siebie i wprowadziwszy w większy łuk zapewniła sobie i klaczy odrobinę więcej miejsca na prostej tuż przed oddaniem skoku przed kombinacją. Półparadami skupiła jej uwagę na szóstce, utrzymując wolniejsze, ale nadal aktywne, tempo galopu i już za moment przekazywała jej łydkę tuż przed członem A, którym był okser. Wybrała wcześniejsze miejsce odskoku by wylądować zaraz za przeszkodą, a kiedy to się stało wróciła szybko w siodło, ponownie wzięła ją na siebie, by kolejny skok miał rację bytu, żeby po jednym foulee ponownie przekazać sygnał do skoku, a tym samym w kilka sekund później znaleźć się już za kombinacją. Ta nie zdawała się być żadnym problemem dla Roulette, za co amazonka podziękowała klaczy kilkoma pokrzepiającymi słowami. Zachowując dokładnie to samo tempo kontynuowały przejazd na wprost ku siódemce, która zniknęła za ich plecami już w kilka sekund później.
Dwie ostatnie przeszkody mogły być nieco stresujące ze względu na perfekcyjnie wykonany poprzedni szereg skoków. Tutaj mogło wydarzyć się najwięcej błędów, ale dziewczyna starała się o tym nie myśleć. Wierzyła, że uda im się bezbłędnie pokonać parkur, dlatego nie traciła ducha walki i nawet na moment nie zwątpiła zarówno w siebie jak i klacz.
Kontynuując na prawą nogę poprowadziła ją po szerszym łuku na stojąc nieopodal okser i ponownie wykonała kombinację, która sprawdziła się już wiele raz podczas dzisiejszego konkursu - mocniejsze tempo, wcześniejszy odskok, głębszy półsiad z oddaniem ręki i balans ciałem połączony ze zmianą pomocy. Ostatnią zmianą dzisiejszego dnia, która już w chwilę później prowadziła do ostatniego, wytyczonego na trasie, oksera. Ten został wykonany dokładnie tak samo jak poprzedni, a obie dziewczyny już moment później przekroczyły linię fotokomórek na finiszu i mogły cieszyć się bezbłędnie zakończonym przejazdem. Vivianne sprawdziła czas przejazdu, który wyświetlał się gdzieś na tablicy wyników i uśmiechnęła się krótko, klepiąc klacz po szyi w ramach podziękowania.
Wyprowadziwszy ją z placu konkursowego rozstępowała Siwkę porządnie by w jakieś pół godziny później odprowadzić ją do stajni, porządnie schłodzić nogi po trzydniowych zawodach i wrzuciła do jej żłobu kilka smakołyków kiedy już ją oporządziła.
zt.Peter Pan - 2017-10-12, 15:51
PRÓBA UJEŻDŻENIOWA
Ujeżdżenie było najsłabszą stroną Piotrusia, ale dzisiaj nadarzył się cud i ogiera dosłownie olśniło. Vivianne co prawda nie miała porównania, więc po prostu przedstawił jej się jako całkiem ogarnięty ujeżdżeniowo konik. Może to atmosfera zawodów tak na niego wpłynęła? Wyraźnie chciał się pokazać, więc jego ruch automatycznie stał się bardziej sprężysty i efektowny, znacznie poprawiając ogólne wrażenie. Podstawy Piotrek miał całkiem dobre, więc całość tworzyła całkiem udany obrazek.
Po rozprężeniu i krótkiej przerwie, ponownie został poproszony o ruszenie kłusem. Ustawiony na pomocach, szedł rytmicznie i dość żwawo naprzód. Na tym poziomie najważniejszy był takt i rozluźnienie, a tego nie można było dziś odmówić ogierowi.
Zjechał do środka czworoboku i pilnując się wytyczonej przez Vivianne linii, zatrzymał się w jej połowie zgodnie z otrzymanym poleceniem. Zatrzymanie wykonał od zadu, dzięki czemu jego sylwetka pozostała zwarta. Nie uciekł także od ręki, w dalszym ciągu opierając się na zewnętrznej wodzy i trzymając pysk niemalże w pionie. Jak na młodego, jajecznego konia cierpliwie ustał w miejscu, by wraz z otrzymaniem do łydki kłusa ruszyć aktywnie w przód. U końca linii środkowej skręcił w lewo, w zakręcie wyginając się wokół wewnętrznej łydki amazonki i nie kładąc się do środka, przed czym chroniło go oparcie na zewnętrznych pomocach. Jego ciało podobnie zachowało się w najbliższym narożniku i zakręcie do środka czworoboku, gdzie wszedł na koło o średnicy dwudziestu metrów. Czerpał ze swoich chęci ile tylko się dało, więc nawet bez dodatkowych zachęt utrzymywał właściwe tempo. Średnica koła zresztą umożliwiała mu komfortowe poruszanie się po okręgu bez utraty równowagi. Z ciaśniejszym mógłby mieć problem, ale tymczasem przyzwoicie wygiął się w pomocach Vivianne i nakreślił śladami kopyt eleganckie koło. Domykając je, płynnie przestawił się na drugą stronę by wykonać identyczną figurę w lustrzanym odbiciu. Takie krążenie po łukach jeszcze bardziej pogłębiło rozluźnienie, czym na pewno Vivianne z Piotrkiem zapunktowali w oczach sędziów.
Kolejno wrócił na ścianę, na której wyprostował się w kłodzie i szyi, pozostawiając ją zgiętą jedynie w potylicy i to w niewielkim stopniu. Kłusował aktywnie wzdłuż ściany aż do litery A, po której przekroczeniu odpowiedział na łydkę do galopu i ruszył wspomnianym chodem z prawej nogi. W galopie był całkiem wygodny, niemal jak kanapa, zważywszy na swoją okrągłą budowę. Miał z nim niestety pewne problemy, które jednak udało się zatuszować do pewnego stopnia podczas treningów. Dzisiaj nie miał problemu z dobrym zagalopowaniem i utrzymaniem się w galopie bez krzyżowania na dłuższym odcinku. Dzięki temu Viv mogła komfortowo jechać w pełnym siadzie i dalej wykonywać program. W połowie długiej ściany ponownie wszedł na koło w galopie, co zmotywowało go do mocniejszego wchodzenia zadem pod kłodę w celu zachowania równowagi. Znacznie podniosło to jakość galopu, także nie pozostając bez echa. Zamknąwszy koło i wróciwszy na ścianę, harmonijnie zwolnił do kłusa bez utraty rytmu. Kłusem pokonał kolejne dwa narożniki, by następnie w literze M wejść na przekątną i zmienić przez nią dotychczasowy kierunek ruchu. Brak ścian nie przeszkodził mu w utrzymaniu wyprostowanej sylwetki, w czym przede wszystkim pomagała mu amazonka, pilnując wyprostowania poprzez prowadzenie cremello w równomiernie rozłożonych pomocach. Po powrocie na ścianę, w połowie krótkiej zwolnił do stępa. Przejście podparte łydką poskutkowało tym, że sylwetka ogiera pozostała zwarta, a zad aktywny, co miało duży wpływ na jakość stępa pośredniego, jak i swobodnego, który Piotrek zaprezentował po wyjściu z narożnika. Wypuszczając nos ku ziemi, ale nie za głęboko, w dalszym ciągu stępował aktywnie od zadu. Dotarłszy do punktu X, zgodnie z sugestią amazonki ponownie odbił na długą ścianę, przed powrotem na którą wrócił do poprzedniego ustawienia. Poprawnie ułożył się w narożniku dzielącym go od krótkiej ściany i w jej połowie ruszył ponownie kłusem. Przejście po raz kolejny było niespóźnione, ogier wykazał się reakcją w punkt, dodatkowo od pierwszego kroku idąc rytmicznie i żywo. Utrzymał taki kłus także na rozpoczętym w literze E kole, które różniło się od pozostałych tym, że w trakcie jego wykonywania był zmuszony podążyć pyskiem za oddającą ręką. Rozciągnął zatem górną linię na wskutek opuszczenia głowy do dołu, przy czym udało mu się zachować środek ciężkości w dotychczasowym miejscu. Wraz z końcem koła, zaczął się stopniowo podnosić z pomocą Vivianne, przy czym udało mu się uniknąć zbędnego usztywnienia się. Od litery E kontynuował energiczny kłus roboczy wzdłuż białych szranek czworoboku. Chód zmienił dopiero po przekroczeniu narożnika za literką A, gdzie po raz drugi ruszył galopem, tym razem z lewej nogi. Parskając co któryś krok, trzymał aktywne i przede wszystkim równe tempo galopu. Ten stan rzeczy nie uległ zmianie także po wejściu na koło, które choć bardziej wymagające, to nie stanowiło dla cremello większego problemu. Niemniej był już trochę zmęczony, dlatego z chęcią przyjął powrót do kłusa na ścianie. W nim po raz ostatni zmienił kierunek ruchu, co było ostatnim elementem dzielącym parę od ponownego wejścia na linię środkową i zatrzymania. Piotrek przez cały przejazd był ustawiony na pomocach i podstawiony, toteż zatrzymanie nie mogło wypaść źle; zatrzymał się równo, płynnie, nie wypadając z ustawienia. Odczekał parę sekund, po których ponownie ruszył, lecz stępem. Opuścił czworobok ze swobodnie opuszczoną szyją.Vivianne Feron - 2017-10-12, 15:59
Próba terenowa
Po wczorajszym bardzo udanym konkursie ujeżdżeniowym Vivianne miała dobre przeczucia co do kolejnego wystąpienia. Oczywiście w crossie niczego nie można być pewnym, ale coś podpowiadało jej, że i ta próba wyjdzie naszej nowo upieczonej parze bez większych problemów. Jeszcze nie wiedziała jak bardzo jej przewidywania będą różniły się w konkursowym przejeździe, ale póki co była dobrze nastawiona i twierdziła, że nic nie będzie w stanie tego zmienić. Ekhm. :D
Radośnie przywitała się z koniem w boksie a po oporządzeniu i osiodłaniu Holendra wraz z nim ruszyła rozgrzać się przed startem. Po porządnym przygotowawczym treningu stawiła się w końcu na starcie i wzięła głęboki oddech, próbując odpędzić od siebie wszelkie myśli niezwiązane ze stojącym przed nią wyzwaniem. Rozgalopowała ogiera jeszcze przed przekroczeniem startowych fotokomórek a tym samym do konkursu wbiegli dzielnie, od razu kierując się w stronę pierwszej przeszkody, która była wyraźnie widoczna już od pierwszych sekund przejazdu.
Vivianne starała się utrzymywać aktywne, ale nie bardzo porywcze tempo galopu. Chciała by koń czuł się swobodnie i nie czuł presji związanej z pędzeniem przed siebie. Nie chciała go w żaden sposób nakręcać, aby w późniejszych etapach crossu nie mieć problemów z zatrzymaniem czy przytrzymaniem WKKWisty. Odliczyła w myślach foulee dzielące ją od przeszkody i dodała odrobinkę żeby wybić się w idealnym miejscu przed zbudowaną z deseczek zieloną przeszkodą. Przelecieli przez nią bez większych problemów, a Vivianne ku dodaniu koniowi otuchy, pochwaliła go głosem, nadal tak samo aktywnie i równo prowadząc go naprzód. Do dwójki mieli już nieco dłuższy dystans, a przez to że była to głównie prosta droga, Amazonka pozwoliła ogierowi narzucić nieco większe tempo. Nadal jednak dbała o to by nie przesadzili, a mogli przynajmniej urwać kilka setnych sekundy, które zawsze warto było mieć w zanadrzu w razie gdyby miało się wydarzyć cokolwiek nieoczekiwanego. W mrugnięciu oka znaleźli się przy dwójce, przed którą brunetka przytrzymała nieco ogiera i łydką wskazała miejsce odskoku, przechodząc w głębszy półsiad od razu, gdy wypuścił się w powietrze. Oddała mu lekko rękę i powróciła w siodło, ponownie biorąc go na siebie.
Również trójka nie stanowiła dla pary większych problemów, choć to co się stało zaraz po lądowaniu przeszło najśmielsze oczekiwania dziewczyny. Najpierw noga nieco omsknęła jej się ze strzemienia, a gdy próbowała nacisnąć na nie raz jeszcze złapał ją niemiłosiernie bolesny skurcz. Z ust brunetki padło przekleństwo a ta na moment straciła równowagę, co z pewnością zaburzyło nieco rytm konia. Nie mogła i nie chciała jednakże przerywać przejazdu, toteż na tyle na ile mogła pokonała swój ból i z zaciśniętymi zębami kontynuowała na czwórkę, którą była niewysoka kłoda. Wzięła kilka głębszych oddechów i dała ogierowi łydkę w miejscu odskoku, tylko odrobinę pogłębiając swoj półsiad i mocno oddając rękę - co prawdopodobnie uchroniło od szarpania za pysk. Po lądowaniu wzięła go mocniej na siebie i po dwóch foulee pokonali drugi człon czwórki. Po wylądowaniu skurcz nieco ustąpił, ale dziewczyna nadal czuła mrowienie w łydce, które póki co nie chciało ustąpić nawet na sekundę. Słowa "poddanie się" nie należały jednak do słownika Vivianne, a więc nadal nie zamierzała rezygnować z przejazdu i po prostu prowadziła konia ku kolejnej przeszkodzie. Choćby się waliło i paliło chciała ukończyć start, choć jeszcze nie wiedziała, że prócz tej czeka ją więcej niespodzianek.
Pilnowała równego, aktywnego tempa i manewrowała koniem, lekko spychając go na prawo czy lewo by uniknąć niedogoności, które występowały na podłożu. Chciała oszczędzić niespodzianek zarówno sobie jak i jemu i wolała dmuchać na zimne, jeśli była w stanie nad czymś zapanować. Droga do piątki nie była długa toteż para już po chwili znajdowała sie tuż przed nią, a Vivianne musiała wybrać wcześniejsze miejsce odskoku z powodu źle wyliczonych foulee. Niemniej udało im się pokonać "kłodę z uszami" i już teraz galopowali przez nieco dłuższy dystans ku kolejnemu wyzwaniu. Mrowienie w łydce ustąpiło na tyle, że Vivianne nie zachowywała się już jak upośledzona, a znowu mogła skupić się na przejeździe. Komfort jej jazdy był stale obniżony, ale zaciśnięte zęby w jakiś sposób rekompensowały wszystko inne.
Przyspieszyli nieco tempa galopu korzystając z prostej prowadzącej ku szóstce, a gdy do niej dotarli Vivianne skróciła go nieco, odliczyła miejsce odskoku i wydała polecenie do lotu, samej pogłębiając półsiad i oddając rękę. Kłoda już w tym momencie znajdowała się za ich plecami a oni musieli się skupić na kolejnej przeszkodzie, która ustawiona była jedynie na kilka foulee od tej. Brunetka skupiła uwagę konia półparadami i podniosła nieco jego głowę, by już w chwilę później szybować nad kolejną z przeszkód i brnąć ku ósemce, którą także dzieliło jedynie kilka sekund od poprzedniej. Powrót w siodło, wzięcie konia bardziej na siebie i najazd spokojniejszym krokiem a zaraz po nim łydka, półsiad i oddanie ręki. Teraz na trasie czekały ich dwie trochę trudniejsze kombinacje, choć skoro Holendrowi szło tak dobrze do tej pory Vivianne nie przewidywała problemów z kolejnymi skokami. Spokojnym, rytmicznym galopem prowadziła go do dziewiątki, do której dodała nieco aby wybrać wcześniejsze miejsce odskoku i spokojnie być w stanie włożyć dwie foulee pomiędzy członami, co powiodło się już w chwilę później, kiedy za ich plecami znalazł się skok 9B.
Po lekkim łuku kontynuowali teraz przejazd ku kolejnej przeszkodzie, a Kanadyjka prawie od razu zauważyła różnicę w zachowaniu ogiera, który wyżyrafił głowę i postawił uszy na sztorc, głośno wypuszczając przy tym powietrze przez chrapy. Uniosła w górę obie brwi i zwolniła nieco, widząc zainteresowanie konia członem A i pewnie pchała go do przodu, nie chcąc pozwolić na wyłamanie. Ale pozwoliła. Według niej problemem były dwa iglaste krzaki, które stały po obu stronach przeszkody, ale nie była w stu procentach pewna. Jedyne, czego pewna natomiast była to to, że nie pokonali przeszkody i byli zmuszeni zatoczyć woltę, zgarniając tym zagraniem mnóstwo punktów karnych. Wkurzyła się - jasne, ale zamiast to okazać WKKWiście starała się głosem go uspokoić by za drugim razem udało im się przejść przez te straszne krzaki i nie załapać eliminacji z konkursu. Nie przestawała do niego mówić, kiedy ponownie znaleźli się na prostej do trzyczłonowej przeszkody i jeszcze pewniej zamknęła go w łydkach i skróciła wodze, by nie mógł jej spłynąć na bok. Czuła, że się wahał, ale tym razem nie dopuściła do błędu, już w chwilę później wprowadzając ogiera do wody i mocno przez nią galopując, rozchlapując ją przy okazji na wszystkie strony. Może nie przemoczona do suchej nitki, ale na pewno nie w stu procentach sucha wyjechała ze zbiornika, ciesząc się, że koń nie miał z nim problemu (czego właściwie bardziej mogła się spodziewac) i już w tym momencie najeżdżali na ostatni człon dziesiątki, który pokonany został bez większych problemów. Swoją drogą - rybki. Piękne powiązanie do wcześniejszego członku! Brawa dla autora przeszkód za fantazję i oryginalność!
Teraz mieli ładnych kilkadziesiąt sekund dzielących ich od kolejnego skoku, co Vivianne wykorzystała na przyspieszenie galopu, by przynajmniej troszkę nadrobić po jej wcześniejszym skurczu i wolcie przed dziesiątką. Oczywiście nie mogła cofnąć punktów karnych, ale wiedziała, że w crossie zdarzają się często tego typu błędy toteż chciała nadrobić czas, by w razie czego mieć jakąś kartę przetargową. Czyżby szklanka była zawsze do połowy pełna?
Jedenastka była kolejną przeszkodą-kłodą, ale nieco szerszą poprzez zestawienie w jednej linii dwóch ściętych drzew. Vivianne obrała więc nieco wcześniejszy punkt na miejsce odskoku i właśnie w nim wypuściła konia w powietrze pogłębiając półsiad i oddając mu rękę. Niestety po lądowaniu poczuła, że nie wszystko z Peterem jest tak jak powinno a koń zachowuje się nieco inaczej niż jeszcze chwilę wcześniej. Może źle stanął po lądowaniu? Może nadepnął na coś czego nie zauważyła i teraz już będzie zmuszona przerwać przejazd, choć tak bardzo tego nie chciała? Nie kulał jednak za bardzo, ale dziewczyna wyraźnie czuła, że nie wszystko jest z nim dobrze. Postanowiła zwolnić nieco tempo galopu, chociaż dystans pomiędzy przeszkodami był idealny do nadrobienia sekund, ale ostatecznie to koń był ważniejszy niż jakieś konkursy, prawda? Przynajmniej brunetka wychodziła z takiego założenia i według niej było ono jedynym prawidłowym wyjściem. Dała ogierowi szansę na sprawdzenie, ale gdyby działo się coś naprawdę złego była skłonna go zatrzymać. Póki co jednak galopowali przed siebie i choć wolniej i najwyraźniej niezbyt komfortowo dla Cremello, to ten dzielnie parł do przodu, nie wyrywając jej się specjalnie i nie protestując przed kontynuacją. Bacznie cały czas obserwowała konia i jego reakcje, ale nie zauważając większych przeciwskazań do kontynuowania przejazdu, najechała z nim na pierwszy człon dwunastki, w myślach prosząc by nic mu się nie wydarzyło po wylądowaniu. Domek i lądowanie zostały jednak pokonane i wykonane w dobrym stylu, a brunetka odetchnęła z ulgą, kilka sekund później ponownie pogłębiając półsiad nad członem B przeszkody. Najwyraźniej skurcz konia był jedynie chwilowy - tak jak ten jej na początku startu - choć cały czas przygotowana była do zatrzymania się czy zareagowania jeśli stan konia będzie tego wymagał. Przed nimi już tylko cztery numerki! Miała nadzieję, że nie będzie miała już na tyle pecha by i w ostatniej części przejazdu coś się wydarzyło. Może los im tego oszczędzi?
Upewniwszy się, że koń idzie normalnie naprzód pozwoliła mu nieco przyspieszyć na dystansie do trzynastki, aczkolwiek przed samą przeszkodą bardzo zwolniła i wybrała wcześniejsze miejsce odskoku. Za przeszkodą nie było zbyt dużo miejsca, a oni potrzebowali spokojnie zejść z podwyższenia terenu co miało im ułatwić własnie wolniejsze tempo i skok rozpoczęty już na trochę przed przeszkodą. Zaraz po wylądowaniu brunetka wzięła konia mocno na siebie i maksymalnie go zwolniła by zejście nie było dlań większym problemem. I dzięki temu, a także zachowawczemu postępowaniu Petera już w kilka sekund później kontynuowali przejazd ku czternastce.
Dziewczyna ponownie pozwoliła na nieco szybszy galop po łuku do kolejnej przeszkody, którą były jeszcze nie spotkane na trasie płotki! Sama nie wiedziała czemu, ale w jakiś sposób darzyła tę przeszkodę sympatią i chętnie i pewnie prowadziła na nią ogiera, by w chwilę później ten przeleciał przez krzaczki numer czternaście a także piętnaście po kilku następnych foulee. Już teraz nic nie miało prawa się wydarzyć a oni musieli oddać ostatni wspólny skok! Kolorowa 16 mogła zniechęcać konie do skoku, ale Vivianne zamknęła konia w pomocach i półparadami skupiała na niej mocno jego uwagę. Ograniczała go w każdy możliwy sposób, aby przypadkiem nie wyłamał przed końcówką i zrobiła wszystko by zapobiec strachowi, choć koń zdawał się całkiem wyluzowanie iść na ostatni człon konkursu. Pokonali go, galopem wpadając w stojące na finiszu fotokomórki, a brunetka poklepała konia po szyi i podziękowała za przejazd. Huh! Tego się zupełnie nie spodziewała i cieszyła się, że oboje ukończyli go w jednym kawałku. Naprawdę nieźle dało jej to w kość.
Po porządnym rozstępowaniu odprowadziła Cremello do stajni, tam schłodziła mu nogi kiedy już rozebrany był ze sprzętu i podziękowała smakołykami za przejazd, obiecując na odchodne, że spotkają się jeszcze jutro. Na pewno nie mógł się doczekać.Peter Pan - 2017-10-12, 16:32
PRÓBA TERENOWA
Przypuszczenia Vivianne nie były wyolbrzymione, raczej większość zawodników spodziewała się świetnych rezultatów po tej próbie. Był to co prawda cross, ale jego poziom był dostosowany do startujących koni. Co mogło pójść nie tak?
Do galopu przeszedł jeszcze przed fotokomórkami, toteż po ich przekroczeniu jedynie rozwinął prędkość, zgodnie z otrzymaną sugestią. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że ogier zdawał się galopować chaotycznie, jakby nie do końca panował nad swoimi nogami. Można zatem powiedzieć, że do pierwszej przeszkody dogalopowali z przebojami, chociaż bez strat w koniach i ludziach. Sam wygląd przeszkody nie był dla Piotrka problemem, toteż odbił się prężnie od ziemi i wysadził dość wysoko w górę, z emocji nie do końca potrafiąc ocenić potrzebne siły. Wylądowawszy po drugiej stronie, poprawił lekko zadem, chyba ciesząc się ze swoich dokonań. Głupoty jednak szybko wypadły mu z głowy, gdy Vivianne kazała mu galopować w nieco szybszym tempie. Ochoczo rozwinął prędkość, ale nie zapomniał się w tym, dzięki czemu lekkie przytrzymanie go przed dwójką okazało się jak najbardziej możliwe. Zaowocowało to lekko zaokrąglonym skokiem, który prawdopodobnie uchronił ogiera od uderzenia się, bo nawet tutaj miał problem z wysokim podnoszeniem nóg. Bardzo podobnie zachował się na trójce, tutaj wychodząc mocniej od kłębu i wyraźniej ciągnąc szyją w walce o zachowanie równowagi i dokrycie przeszkody swoim cielskiem. Skacząc w ten sposób prawdopodobnie męczył się szybciej niż inne konie, ale nie każdy był utalentowany i trzeba było mu to wybaczyć. Poza tym liczą się chęci!
Po skoku poczuł jednak, że z Vivianne dzieje się coś niedobrego. Zauważył to głównie dlatego, że jemu samemu ciężej było galopować, gdy zawodniczka nie mogła odnaleźć własnej równowagi. Mimo to udało mu się dogalopować do czwórki, a nawet nie zatrzymać się przed nią. Odpowiedział na łydkę Viv, choć nie należała do najmocniejszych. Kłoda nie była dużych rozmiarów, więc mimo nierytmicznego najazdu zdołał się przekulać na drugą stronę, zarówno w przypadku pierwszego, jak i drugiego członu. Po pokonaniu tej kombinacji, ich obecna sytuacja uległa chociaż częściowej poprawie, co pozwoliło cremello na uspokojenie galopu przy jednoczesnym zachowaniu aktywności. Wreszcie złapał stały rytm, co jednak nie pomogło w wykonaniu prawidłowego najazdu do piątki. Nieoczekiwanie zabrakło im miejsca, co zmusiło ogiera do skoku z daleka. Przy lądowaniu aż stęknął z wysiłku, ale wciąż najważniejsze było to, że zaliczyli kolejną przeszkodę i dalej byli w grze.
Kolejnym zadaniem ogiera było pokonanie szóstej przeszkody. Wreszcie udało mu się tego dokonać bez niespodzianek, a mam przez to na myśli udany najazd i odbicie, bo sam lot był już tylko formalnością. Peter starał się odłożyć emocje na bok i w pełni podporządkować się Viv, bo tylko tak udawało mu się unikać kłopotliwych sytuacji, o czym przekonał się... w połowie trasy. Lepiej późno niż wcale, prawda? Skacząc siódmą i ósmą przeszkodę, robił trochę duże oczy, ale generalnie nie zawahał się nawet przez sekundę. Trzymając tempo, do obu przeszkód odbił się jak piłeczka, starając się podnieść nogi i zapracować szyją. Ciężko, oj ciężko. A tu jeszcze tyle skoków! "Za rogiem" czekało na nich ciasna kombinacja przeszkód, co oznaczało też bardziej rozdrobnione przez inne konie podłoże. Było błotniście i ślisko, nogi ogiera już dawno przestały być białe, ale nie to było jego zmartwieniem. Lekko zestresował się tym niepewnym podłożem i kolorami dwóch kolejnych przeszkód, ale zdołał przezwyciężyć swe lęki i oba człony 9tki przeskoczył bez dyskusji. Natomiast dziesiątka... To już było dla niego za dużo, o czym dał Vivianne jasno do zrozumienia, nieoczekiwanie się skracając, wywalając oczy na wierzch i zadzierając wysoko łeb. Gdyby nie to, że zawodniczka zdecydowała się na wykonanie wolty, ogier prawdopodobnie zatrzymałby się tuż przed oddaniem skoku. Tymczasem miał okazję do wykonania drugiego podejścia, które też chętnie by zepsuł, gdyby miał szansę. Viv jednak uniemożliwiła mu ucieczkę, zostawiając otwartą tylko jedną drogę - górą, przez przeszkodę. Wyraźną ulgę sprawiło mu zostawienie tej przeszkody w tyle, toteż do wody wgalopował bez najmniejszych obiekcji i zaraz wybiegł na brzeg, ociekając wodą, ale wciąż będąc innego koloru niż normalnie. Ostatni człon tej kombinacji nie był już taki straszny, toteż Piotrek dosłownie przez niego przefrunął, nie myśląc o tym za wiele.
Prawdę mówiąc był już lekko "przeżuty", nie chciało mu się pędzić, toteż podkręcenie tempa w dystansie do jedenastki wcale nie było takie proste i oczywiste. Poganiany, tulił uszy i jawnie okazywał swoje niezadowolenie, ale ostatecznie wycisnął z siebie więcej przed oddaniem kolejnego skoku. Brak sił przełożył się jednak na osłabioną koncentrację, więc przy lądowaniu Piotruś niefortunnie postawił nogę, co poskutkowało zrobieniem sobie małego, chwilowego "ała". Ciężko mu się galopowało w ten sposób, ale z drugiej strony nie przejawiał wyraźnej kulawizny ani nie dawał podstaw do przerwania przejazdu. Mogąc galopować w swoim tempie, przestał też marudzić, więc tym bardziej zatuszował lekki dyskomfort. Widząc na swej drodze kolejną, niebieską skrzynię, postawił uszy na sztorc i nieco zmobilizował się w sobie by nie zawieść dziewczyny i przeskoczyć dwunastkę. Podobnie postąpił przy drugiej, identycznej przeszkodzie i prawdopodobnie tyle mu wystarczyło, by rozruszać spięty mięsień i pozbyć się skurczu.
Głośno, ale równo oddychając, pokonywał kolejne metry galopem aż do trzynastej przeszkody, przed którą Viv wzięła go na siebie. Bez problemu pokonał kłodę, po czym jeszcze wolniejszym galopem dobiegł do skraju bankietu. O, niespodzianka! Aż spojrzał ze zdziwieniem na spadek terenu, ale zanim się rozmyślił, był już na dole, popchnięty impulsem. Był z siebie wyraźnie zadowolony, że dał temu radę, więc do kolejnych dwóch przeszkód pogalopował radośnie, mimo że biegł już na rezerwie swoich sił. Nie potrafił jeszcze przeczesywać hyrd, ale dzisiaj zrobił to siłą rzeczy, bo nie miał tyle siły, by skoczyć ponad nimi. Ku swojemu zdziwieniu spostrzegł, że nic się w związku z tym nie stało. Cenna lekcja na przyszłość. Wówczas pozostała mu już ostatnia przeszkoda, która nie przestraszyła go tylko dlatego, że było mu już z grubsza wszystko jedno. Oddał skok ze wskazanego miejsca i rozciągnął się w locie, dzięki czemu udało mu się dokryć przeszkodę w pełni.
Po przekroczeniu fotokomórek gładko zwolnił do stępa i udał się na zasłużony odpoczynek.