To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Hala rekreacyjna

Charlotte - 2018-12-09, 00:50

Uniosła nadgarstki ku górze lekko, pracując wodzami z pomocą małych palców, aby lekko je usztywniać i rozluźniać, następnie zaś zaczęła sprowadzać go na najróżniejsze wolty, coby wypracować na nim rozluźnienie. Dbała o pomoce, które były i umiejętne, i żetelne, a to bardzo ważne! Z każdym razem uczyła się coraz więcej i było to obecnie widać, gdyż jej sygnały wobec ogiera były naprawdę czytelne. Owszem, słabo radziła sobie jeszcze w niektórych kwestiach, to jednak da się wypracować z czasem, nie wspomnę, że bardzo jej na tym wypracowaniu zależało.
Po serii kłusa, zwolniła ogiera ponownie na stęp, tym razem zjeżdżając na ścianę, pokonując ją, by na nastepnej znów zjechać na woltę, na której silnie pilnowała go w łydkach i tempie, gdyż tuż po niej ponownie pchnęła go do kłusa z miednicy, przetrzymując na kontakcie i prosząc o kolejny, wyższy chód, dosiadem i łydką, wraz z lekkim oddaniem i zebraniem wodzy. Kiedy przeszedł do galopu usiadła w siodle, obciążając mu zad i wzmacniając działanie na pysk, aby jej tu nie ruszył jak odrzutowiec, bo takich sytuacji nie preferujemy. W zamian za poprawny galop, jeśli taki się udał, pochwaliła go słownie, zjeżdżając na dużą woltę na całą szerokość hali.
/jutro bedzie lepiej/

King Dice - 2018-12-10, 23:03

/jutro.. :lol:

Stopniowo zdawał się odpuszczać w potylicy i nawet delikatnie "podając rękę" właścicielce, opierając się lekko na wodach. Pulsujące działanie wodzy zachęciło go także go przestania atakowania wędzidła i stopniowego akceptowania go. Co jakiś czas mogła więc poczuć jak ogier spokojnie je co jakiś czas przeżuwał, co zdecydowanie różniło się od głośnego zagryzania. Pokonywanie wolt zajęło jego dość niepoukładaną jeszcze głowę, a wraz z rozgrzewaniem mięśni radził sobie z nimi coraz lepiej.
Zwolnił do stępa, na moment rolując się i uciekając z wcześniej wypracowanego kontaktu, jednak zaufał jej ręce na tyle, by do niej wrócić, ponownie zaokrąglając masywną szyję. Wyjechał woltę, a odpowiednio przypilnowany w pomocach nie przeciwstawiał się im i przeszedł do kłusa i następnie do galopu. Zaakcentował pierwszą foule przodami, wyrzucając je mocno w górę, zaraz podbijając zadem, po tym utrzymując już stałe tempo. Bardziej przysiadł na zadzie, robiąc dość krótkie kroki, trwało to do póki dziewczyna nie dała mu więcej luzu, oczywiście bez przesady, bo co za dużo to nie zdrowo. Powiedzmy więc, że uzyskawszy pochwałę wypuścił z głośnym świstem powietrze, jeszcze bardziej się rozluźniając. Swobodnie więc zjechał na obszerną woltę, czekając na dalsze wskazówki.

Charlotte - 2018-12-14, 20:24

Pozwoliła mu na rozwój tempa, prowadząc na wolcie w prawo, by w jej połowie wyjechać na równą linię wprost na niski krzyżak. Obciążyła lekko łydki ku dołowi, przetrzymując go i siadając głębiej w siodło, by tuż przed nim unieść się do lekkiego półsiadu i dodać łydkę. No sorry, ta przeszkoda nie wymaga zaawansowanego dosiadu rodem z CSIO*****. Następnie po krzyżaku usiadła w siodło, płynnie zgrywając się z jego ciałem i przetrzymując go lekko, prowadząc na wprost nad stacjonatę, tym razem ambitne 60 centymetrów. Przed nią pozwoliła mu lekko wydłużyć krok, wypychając go do skoku podczas przejścia w półsiad, popuszczając wodze prowadzeniem nadgarstków wzdłuż szyi. Obciążyła mu błędnie lewą stronę ciała, co było widocznym błędem jej niedoświadczenia, gdyż po wylądowaniu poprowadziła go na prawą stronę. Zapewne poprawił się z kontrgalopu, ale takie błędy mogą zdarzać się częściej, z powodu braku umiejętności u Charlotte.
Była totalnym samouczkiem, który jeździć potrafił po tym, jak miliony razy spadała z ciała konia przez słabo podpięty popręg. Bo kto miał go podpiąć? Gdyby nie spokój jej kuców, które trzymane były tylko po to, by jej matka miała jakiś kontakt ze światem, zapewne nie jeździłaby wcale. Jakąkolwiek wiedzę o skokach czy ujeżdżeniu dały jej pojedyncze lekcje u jej matki, czy w stajni pod Londynem. To jednak nie wszystko i chyba takie działania powinna poddać.

Tate - 2018-12-22, 21:19

UZNAJĄC, ŻE JEST PUSTO...

Trafiła na halę, gdzie nim jeszcze ogier dostał śniadanie ustawiła parkur. Wpierw poprawiła sprzęt, podpinając mocniej popręg, aby dosiąść ogiera i zapoznać go w stępie z każdą przeszkodą, przy okazji wstępni rozstępowując ogiera. Mimo to kontynuowała pracę w tym chodzie na woltach i kołach, dbając o rozluźnienie ogiera i żucie wędzidła lekkimi półparadami od czasu do czasu, oraz pracą małych palców przy wodzy. W takiej pogodzie rozgrzewka była szczególnie ważna, nawet jeśli na hali nie było wcale tak zimno. Mimo to dość szybko nastąpił kłus roboczy, w którym wpierw prowadziła go po prostych, by dopiero potem zabrać się za serpentyny i wolty, na których już bardziej angażowała jego zad, popełniając przy tym pewien kardynalny błąd - niestałość rąk. Nie panowała nad ich ruchem, zarówno w anglezowaniu, jak i wysiadywaniu, co wpływało negatywnie na ruch ogiera i jego pysk - zapewne zaczęło się zagryzanie wędzidła i spinanie ciała, a to wcale nie ułatwiało pracy. Dlatego ponownie wróciła do stępa, próbując drobnymi kroczkami ustabilizować ręce.

Falling Away - 2018-12-23, 22:12

Jak zwykle po drodze na halę Falling miał swoje ścieżki i zwyczaje, które musiał odbębnić, choćby nie wiem co. Dlatego dotarcie tutaj mogło im zająć trochę więcej czasu niż zwykle, ale hej dotarli na miejsce nie? Przy okazji Tate otrzymała pierwszą przyspieszoną lekcję, jak się obsługuje Fallinga. A może jak się go nie obsługuje? Mniejsza z tym. Gdy dotarli na halę nieco się uspokoił od razu zwracając uwagę na ustawiony parkur, więc podczas gdy krążyli po obiekcie stępem wyjątkowo się nie spieszył, nie dając specjalnie kolejnych dowodów na swoje nieuleczalne ADHD, co więcej poświęcając sporo uwagi ustawionym przeszkodom. Chociaż najchętniej od razu zabrałby się do skakania, wiedział, że istnieje coś takiego jak rozgrzewka i przygotowanie i inne bla bla nudy. Po zapoznaniu się z przeszkodami nadal utrzymywał względnie spokojne tempo, kiedy Tate zabierała go na wolty, koła i inne figury. Nie były to żadne nowości dla gniadosza. Pomimo, że cały czas był rozluźniony, wyjątkowo nie podjadał się byle czym, ani też nie przyspieszał w tempie bardziej niż to ustawa przewidywała (chociaż prędzej czy później pewnie do tego dojdzie) i przez większość czasu nawet dobrze wyginał się na figurze, to zdarzyło mu się wypaść zadem nawet w najmniej oczekiwanych momentach. Natomiast wędzidło żuł prawie leniwie i od niechcenia, chociaż poza tym wydawał się być dość zaangażowany i wcale nie ospały, jednocześnie nie "wypuszczając" z siebie całej zgromadzonej energii, żeby rozniosła tą halę na strzępy.
Kłus roboczy go ożywił, chętnie przeszedł do wyższego chodu całkiem przyzwoicie, zaczynając jednak swoją niezmordowaną skłonność do lekkiego przeginania jeśli chodzi o tempo, niewiele sobie robiąc z upomnień Tate. W związku z tym, pomimo całego ich zaangażowania o ile na prostych wszystko było nawet cacy to na kołach, serpentynach i innych figurach jego spieszenie się w tempie wpłynęło na wypadanie i spłaszczanie łuków, a niestałość rąk Tate sprawiła, że strzygąc uszami Falling nieco się spiął, trochę mocniej zagryzając się na wędzidle. Powrót do stępa jednak wcale go nie ucieszył, co okazał zwieszeniem łba tak nisko, na ile mu to kobieta umożliwiła.

Friedrich - 2018-12-26, 00:03

Trafił na halę, gdzie stacjonowała już Tate. Przywitał się z nią, pytając o możliwość korzystania z niektórych przeszkód, zaraz dopinając wysokiemu ogierowi sprzęt i dosiadając go ze stołka, aby nie było problemu z wagą. Już po puszczeniu go w stępie poprawił sobie strzemiona na krótsze, w których trzymał się silniej w strzemionach, nie obciążając tak kręgosłupa młodego.
Poprowadził go na spore stępowanie na lekkim kontakcie, prowadząc go zarówno po ścianach jak i na kołach, początkowo skupiając się jedynie na rozluźnieniu potylicy i grzbietu z pomocą poruszania wędzidła małymi palcami. Dopiero po jakimś czasie zajął się obciążaniem zadu i lekkim dojeżdżaniem go, aby szedł zgodnie z ręką. Posłużył się półparadami i pracą dosiadu z łydką.
Po fazie stępa poprosił go o kłus łydką i dosiadem, którym na początku obił się o nerki ogiera, tym samym kary musiał jakoś zareagować. Choc Friedrich wiedział, że tak to raczej nie działa kłusowanie, to tyle czasu bez siodła wdawało się we znaki.

Tate - 2018-12-26, 00:36

Przywitawszy się z Friedem uzgodnili co do treningu, aby pogodzić pracę na przeszkodach.
Po fazie stępa ponownie zebrała wodze, prosząc go o kłus wypchnięciem z bioder i łydką, aby przejść do aktywnego anglezowania. Zaczynała sobie powoli radzić z rękoma, dzięki czemu zdołała przynajmniej nie skłaniać go do przyśpieszania, zaś krótkimi półparadami i ruchami małych palców pozwalała sobie nawet na wpłynięcie na jego rozluźnienie. Dopiero po kolejnej porcji wolt, kół i pracy na ścianach poprosiła go o galop, siadając na chwilę w siodło, by zaraz wypchnąć go ruchem z zadu do przodu, dodając subtelną łydką i lekko napinając i rozluźniając kontakt. W galopie pozwoliła mu chwilę pochodzić po ścianach, następnie zaś rzuciła półparadę zjeżdżając na koło, zaś po nim na woltę i ponownie na ścianę. Całość powtórzyła kilkukrotnie, na obie strony, by dopiero wtedy poprowadzić go na pierwszą przeszkodę. Była nią stacjonata o wysokości 60 centymetrów, przed którą usiadła głębiej w siodło, skupiając ogiera na sobie półparadą. W odpowiednim miejscu wybiła go do skoku oddaniem wodzy, łydką i przejściem w półsiad, ale bardzo delikatny, bo bez sensu tu go prowadzić na niewiadomo jaki skok, skoro to przeszkódka, nie przeszkoda. Po wylądowaniu przeszła zgrabnie w pełen siad, znów zbierając wodze i prowadząc go łydkami i lekkim sygnałem z ręki w stronę krzyżaka.

Falling Away - 2018-12-26, 11:19

Kiedy na hali poza nim pojawili się Friedrich i Whatever, Falling obecność faceta przyjął dość obojętnie, jednak z drugim ogierem sytuacja byłą inna. Przez chwilę spiął się parskając w jego stronę to wrogo, to wyzywająco. Po chwili się uspokoił, za to zaczął chodzić napuszony prawie jak paw, pokazując Tate drugą stronę swojej osobowości - wybujałe ego. Oczywiście wybujałe w pojmowaniu ludzi, którzy mieli z nim do czynienia. W postrzeganiu gniadosza uwielbienie, uwaga, czy nawet bicie pokłonów (w końcu Książę Zajebistości, no helloł!) były jego zdaniem jak najbardziej na miejscu i po prostu mu się należały. Jednak trochę starań i kobiecie powinno się udać skupić go na sobie, ewentualnie na przeszkodach, a wtedy druga para byłą po prostu pyłkiem na widnokręgu, zupełnie nieistotnym, o ile nie wchodziła mu w drogę.
Ochoczo przeszedł do kłusa, powstrzymując się przed chaotycznym wskoczeniem do tego chodu. Co prawda pomoce Tate nie skłaniały go do przyspieszania, ale jego przecież nic nie musiało skłaniać, dlatego po chwili całkiem spokojnego, chociaż aktywnego kłusowania ponownie zaczął trochę się spieszyć, co nie było aż takie uciążliwe, dopóki nie wykręcali jakiejś figury, lub bardziej skomplikowanego elementu. Przy tym jednak był dość rozluźniony, a Tate sprawiła, że spięcie, które się u niego pojawiło odeszło w zapomnienie. Podczas kręcenia figur nieco zwalniał, nadal jednak było to tylko troszkę szybsze tempo niż to, którego by Tate pewnie chciała, ale o ile dobrze go pilnowała unikał jakoś błędów podczas wykręcania kół, wolt i innych figur, chociaż wiadomo, że nie wyglądały tak jak w wykonaniu ujeżdżeniowca, ale o czym my tu mówimy.
Kiedy z kolei przeszli do galopu chwilowo temperament, czy po prostu to galopujące ADHD były ciężkie do okiełznania. Przejście jeszcze jakoś uszło w tłoku powiedzmy, dalej jednak gniadosz się rozpędził i trudno byłoby go powstrzymać przed tą chwilą szaleństwa. Przynajmniej jednak nie stwarzał jakoś wielkiego zagrożenia dla otoczenia, a gdy spod ściany odbili na pierwsze koło, był zmuszony zwolnić do takiego tempa, żeby na tym kole się wyrobić, chociaż pierwsze figury wychodziły mu średnio, właśnie z powodu tempa, które jednak powoli zaczęło się uspokajać, pozostając przy tym nadal energiczne i aktywne. Kiedy po powtórzeniu na obie strony figur z powrotem na ścianę i ponownym skręceniem na koło Tate poprowadziła go w stronę pierwszej przeszkody Away ożywił się, ale nie zaczął znowu szaleć. Zamiast tego skupił się na sześćdziesięciocentymetrowej stacjonacie i pomocach od właścicielki. Parsknął cicho, obrzucając stacjonatę wyzywającym wzrokiem, jakby była nie wiadomo czym. Pod tym wzrokiem teoretycznie powinna się rozsypać, ale wtedy nie byłoby zabawy. Dojechał na środek przeszkody, wybijając się we wskazanym miejscu, jednocześnie powstrzymując się od wybicia się w kosmos, do czego był zdolny. Oczywiście kosmos adekwatny do obecnych jego możliwości. Ładnie złożył się do skoku, bez trudu przelatując nad przeszkódką. Kiedy jednak zostawił ją za sobą, a odległość do krzyżaka mu na to pozwalała strzelił baranka, okazując swoją radość ze skakania i zanim Tate zdążyłaby go upomnieć, skupił się już całkiem n przeszkodzie, na którą zmierzali.

Tate - 2018-12-26, 14:55

Przed krzyżakiem utrzymała go w łydkach na równym dojeździe, przysiadając mocniej na wędzidłach, aby następnie przed samym krzyżakiem na środku posyłając go do skoku łydką i lekkim popuszczeniem wodzy. Wybicie się ogiera było ponownie przesadne, tym samym Tate straciła równowagę i wylądowała ciałem na szyi, zaraz jednak złapała równowagę, zebrała wodze i siadają w siodło skierowała się dalej galopem na ścianę, aby chwilę się uspokoić. Przejechała całą halę, zakręcając na okser o wysokości 70 centymetrów na drugim końcu hali, przed nim siadając głębiej w siodło, rzucając półparadę i układając ogiera w łydkach na równo do przeszkody. Następnie w odpowiednim miejscu wybiła ogiera do skoku, podczas lądowania zbierając wodze i zakręcając na stacjonatę, określoną na rysunku numerem trzy. Przed nią jednak zgubiła strzemię, tracąc równowagę po lekkim baranku ogiera w stronę Whacza, a wtedy... buum. Wiedząc już, ze zlatuje, wyjęła drugie strzemię i wylądowała na ziemię, biegnąc obok ogiera, lecz nie puszczając wodzy choćby nie wiem co. Najgorszym byłoby, gdyby puściła teraz Fallinga, bo nie wiadomo co by się stało gdyby trafił samotny ogier na drugiego w jednym pomieszczeniu. Finalnie udało się Gniadego ogarnąć, zaś Tate otrząsnęła się, poprawiając lekko przekrzywione siodło, by złapać silnie wodze i sprawnie wsiąść znów na grzbiet ogiera. Nie ma laby!!
Już będąc na nim, rzuciła półparadę i popuściła go do kłusa obok stacjonaty, zbierając lekko kontakt i prowadząc go na kilka uspokajających wolt, by ponownie zakręcić koło i popuścić ogiera do galopu na stacjonatę 3, przy czym skupiając się maksymalnie na zadaniu i ogarnięciu ogiera.

Whatever Impossible - 2018-12-26, 16:33

Friedrich napisał/a:
[...]

Dotarł za nim na rekreacyjną, gdzie trenowała już jedna para. W ogóle akurat mu to nie przeszkadzało, przyjrzał się tylko badawczo Tate i Falling Away'owi, by wydać z siebie krótkie rżenie i skupić mimo wszystko na facecie. Chociaż tamten go prowokował kary patrzył na niego zobojętniale, nie wspominając że trudno mówić by tamten górował nad karym skoro ten był od niego kilka cm wyższy. Po ojcu odziedziczył nie tylko wzrost, ale łatwość do szybkiego nabierania masy mięśniowej. Wyrobił sobie ją na karuzelach, basenach i przy hasaniu wraz z końmi w jego wieku na pastwisku. Oczywiście trudno mówić tu o pełnym umięśnieniu jak u koni czynnie biorących udział w życiu sportowym i bardziej regularnych treningach, ale jednak. Zatrzymał się wraz z facetem pod schodkami, by poczekać aż ten wsiądzie na jego grzbiet. Wydał z siebie krótkie sapnięcie czując jego ciężar, bo nie należał do najmniejszych ani najlżejszych, ale kary też nie był malutki i mógł sobie z tym poradzić. Poproszony przez mężczyznę ruszył energicznym stępem przed siebie, jak na razie szedł jeszcze dość rozluźniony pozostając z facetem na lekkim kontakcie. Jednak nie ślimaczył się przy tym, a kroczył aktywnie przed siebie. Poruszali się z początku po ścianach, ale także i kołach tak by popracować na nich nad rozluźnieniem. Starał się jak najlepiej wyginać na łukach, tak by te koła faktycznie przypominały koła a nie bliżej nie określone figury. W końcu w ruch poszedł też zad, który wyraźnie podstawił wchodząc głębiej zadnimi nogami pod kłodę i używając go jako źródło napędu w swojej pracy. Nie uciekał od jego kontaktu, a utrzymywał go z ręką jeźdźca podążając za nią. Czując poniekąd sygnał do przejścia do kłusa, który był dla niego nieco bolesny kary odskoczył do przodu ze skuleniem uszu i nerwowym prychnięciem. Teraz szedł nieco spięty i lekko zdenerwowany. Nie pomógł mu dodatkowo fakt, że zauważył niemal od razu że Tate "spadła" z konia, który szedł wprost na niego. Gwałtownie przyhamował na zadzie, unosząc się lekko na nim i przez to oderwał przody od podłoża wydając z siebie krótki kwik. Na szczęście dla całej czwórki spotkanie bliskich panów nie doszło do skutku, bo mogłoby się zrobić nieciekawie.

Friedrich - 2018-12-26, 17:38

Obserwowanie upadku Tate było doprawdy przerażające, tym bardziej, że prawie wylądowała na mnie. Cholera. Przełknąłem ślinę i uniosłem się lekko w strzemionach, pochylając do przodu gdy Whacz zahamował, zaś kiedy kobieta okazała się być cała i zdrowa odetchnąłem, pytając się jakby co.
- Wszystko dobrze? - Ale nim otrzymałem odpowiedź ta już galopowała, machając do mnie potwierdzająco. No tak. :lol2: Tym samym rzuciłem karemu półparadę i pchnąłem go do galopu, dodając łydkę i wypychając go do galopu ruchem od zadu. W galopie przeszedł do półsiadu, prowadząc go wzdłuż ścian w stałym, ale aktywnym tempie Napewno ogier lepiej rozluźniał się po kołach w galopie, przy okazji nie spinał się i hamował, jak miało miejsce z bólem nerek. Taki jest problem dużej wagi i problemów z jazdą, w postaci nieodpowiedniego dosiadu. Chcąc nie chcąc, Friedrich miał z jazdą drobny problem.
Już w galopie poprowadził ogiera na okser z numerem 4, od przeciwnej strony niż właściwa, przed nim siadając w siodło, aby wybić go ruchem miednicy, łydką i ponownym przejściem w półsiad. Przeszkoda w porównaniu z gabarytami ogiera była drobna, dlatego nie stanowiła najmniejszego problemu. Po lądowaniu sprawnie zebrał wodzę, lekko za wysoko podnosząc dłonie, zaraz to jednak poprawił, prowadząc ogiera na kolejną przeszkodę, którą Tate zdążyła już pokonać. Przed stacjonatą usiadł w siodło na dwie foule galopu, aby wybić ogiera ponownie do skoku, poprzez pełen dosiad do wybicia, łydkę i przejście w półsiad.

Whatever Impossible - 2018-12-26, 19:07

On jakoś człowiekiem nie szczególnie się przejął, bardziej problemem był dla niego galopujący wprost na niego ogiera. Nie planował w ogóle stawać pełnego dęba, ani tym bardziej pozbywać się faceta z siodła to był taki odruch obronny i jednocześnie gotowość do działania. Jednak czując sygnał od swojego jeźdźca, ruszył przed siebie galopem. Galopował mocno przed siebie, pchając się do przodu z umięśnionego całkiem nieźle zadu i wykonując naprawdę dość obszerną foule. Był lekko podminowany ostatnimi minutami i próbował nie jako zrzucić z siebie ten stres. Potrzebował chwili dla siebie albo zajęcia czymś mózgu w postaci wykonania jakiś kolejnych ćwiczeń. Galopował wzdłuż ścian, starając się na nowo rozluźnić i skupić na zadaniu. Faktycznie nikt tak duży go nie dosiadał, ale jakoś dadzą sobie radę nie? Swoją drogą pewnie znalazłby tu konia bardziej odpowiadającego mu wielkością, bo gigantów w tej stajni nie brakowało. Jadąc już w galopie skierowali się na okser numer cztery jadąc od przeciwnej strony niż była ta właściwa, osadził się w dojeździe do przeszkody i uniósł się na przodach. Mocniej przodami na ostatnich foule, by wybić się do skoku w wyznaczonym do tego miejscu. Przeleciał na gładko nad nią, lądując miękko po drugiej stronie oksera. Skierowali się kolejno na stacjonatę, którą przed momentem skakała Tate z Fallingiem. Nie chciał być gorszy od drugiego ogiera, więc w pełnym skupieniu dojechał do miejsca wybicia i wyszedł w nim do skoku. Ładnie wykonał w locie baskil nad przeszkodą, by wylądować i za nią na czysto. Radośnie podrzucił nieco zadem przy tym, ale czy można było go winić?
Friedrich - 2018-12-26, 19:19

On tego podrzucenia prawie nie poczuł, w końcu tak młode konie zwykle nie wykonują baranków dość umiejętnie. Następnie po stacjonacie usiadł głębiej w siodło, obciążając zad i dojeżdżając go do ręki, w której lekko osłabił kontakt, coby dać ogierowi odrobinę uspokojenia i dopiero po chwili prowadząc go na kolejną przeszkodę, tym razem stacjonatę i następujący następnie krzyżak. Przed stacjonatą przetrzymał go lekko, aby wybił się wyżej, po czym dał mu łydkę i przeszedł w półsiad, bardzo lekki, aby z łatwością wylądować w siodle po nim, prowadząc ogiera na wprost do kolejnej przeszkody. Przed krzyżakiem nawet specjalnie się nie szykował, lekko tylko uniósł się w strzemionach, dał łydkę. Jak jednak zobaczył, ogier potrzebuje więcej sygnałów, bo jednak krzyżak da się zepsuć... XD
Dlatego zakręcił za bliźniaczymi stacjonatami, ponownie prowadząc go na stacjonatę i krzyżak, tym razem z lepszymi pomocami.
Po tym wszystkim zwolnił do kłusa, prowadząc go na ściany, aby pozwolić mu się rozluźnić w o wiele lepszym anglezowaniu niż wcześniej. Utrzymywał go w stałym tempie poprzez anglezowanie, wspierając łydkami równy ruch po linii, zaś kontakt delikatnie odpuszczając.

Falling Away - 2018-12-26, 20:07

Nadal był ożywiony zmierzając na krzyżak, jednak nie było to jakieś takie bezwładne ożywienie. Falling nadal był mniej więcej skupiony, a także nie przyspieszałorzesadnie, wiedząc już, że może się w ten sposób nie zmieścić do przeszkody, a tego by nie chciał, bo w końcu ma pokazać drugiemu ogierowi, gdzie raki zimują. No dobrze, może nie przesadzajmy, ale jak zwykle chciał się pokazać z jak najlepszej strony, uświadamiając innym - na przykład Whaczowi - że są od niego o klasę niżej. No w końcu był Księciem Zajebistości, tak czy nie? A to oznacza królewską, błękitną krew, szlachetne pochodzenie i życie z pompą. Okej, no dobrze, może nie przesadzajmy i wróćmy na ziemię. Ponownie najechał na środek krzyżaka, by odbić się dość gładko we wskazanym miejscu, tym razem jednak, tak jakby wcześniejszy baranek go poniósł, postanowił się wybić w kosmos. Jakość skoku może nie byłą jakaś super najlepsza, ale efekt był, a to też się liczy. A przynajmniej liczyło się dopóki nie poczuł, że Tate na jego grzbiecie straciła równowagę, opierając się na jego szyi. Na szczęście tą równowagę odzyskała, ale to zajście trochę go wybiło rytmu (i z powłoczki własnego ego), stulił więc uszy i parsknął ciut nerwowo. Na szczęście jednak następnie Tate skierowała go na ścianę, więc mógł się trochę uspokoić i ogarnąć (?), jednocześnie pozostając cały czas w aktywnym galopie. Po przejechaniu tak całej hali ruszyli na okser o wysokości 70 centymetrów, który już bardziej się prezentował od poprzednich, mizernych przeszkódek, co wcale nie znaczy, że miało im pójść na nim lepiej. Tym razem kierując się prosto na okser udało mu się lepiej skoncentrować, wybił się ponownie we wskazanym miejscu, angażując nieco bardziej zad. Tym bardziej skok był nieco bardziej dopasowany do przeszkody, Falling nie skakał znowu w kosmos, co więcej na szerokość ładnie dokrył przeszkodę, nawet jeśli ogólnie stylowo skok nie był na najwyższym poziomie. Następnie zakręcili ku stacjonacie. Zanim jednak do niej dotarli Tate zgubiła strzemiono, ogier wyczuł, że coś jest nie tak, srzygąc uszami, ale było już za póżno, bo byłwłąśnie w trakcie lekkiego, niewysokiego oddania z tyłów i wtedy Tate nagle zleciała. To mogło niejednego konia wyprowadzić z równowagi. Czterolatek zarżał donośnie tuląc uszy, ale go nie poniosło. Po kilku krokach szybkiego galopu zwolnił, by finalnie się zatrzymać, dając jej możliwość, aby ponownie wspięła się na jego grzbiet. Wcale w tej chwili nie interesował do kary ogier, po tym co się wydarzyło na chwilę skupił się na Tate, której jednak nic się nie stało. Po tym wydarzeniu był jednak cały nabuzowany, więc przejście do kłusa i kilka wolt dało mu czas, żeby się ogarnąć {?) i względnie uspokoić. Wtedy był gotowy, by ponownie zaatakować stacjonatę. Popuszczony do galopu zastosował energiczne, żwawe, tempo, jednak harmonijne, nie przesadzając. Tym razem nic też nie kombinował podczas najazdu na przeszkodę. Wybił się energicznie, ale nie w kosmos, poświęcając uwagi na właściwy baskil, ułożenie się w skoku, dopasowanie do przeszkody i zgranie z dziewczyną. Koniec końców skok nad stacjonatą powinien Tate wszystko wynagrodzić.
Tate - 2018-12-26, 20:49

Po stacjonacie poprowadziła go znów na ścianę, aby wylądować na wprost szeregu. Wpierw kolejna stacjonata, przed którą wzięła ogiera lekko na siebie, siadając głębiej w siodło i obciągając pięty ku dołowi, by w odpowiednim momencie wybić się do skoku łydką, wybiciem z miednicy i oddaniem wodzy przy delikatnym półsiadzie. Zaraz po lądowaniu pochwyciła wodze w rękę, silniej zbierając, aby wybić go na krzyżak, który akurat im poszedł dobrze. Po krzyżaku ponownie zwolniła ogiera, czując jego spięcie i paradą przeszła do kłusa, prowadząc go na kilka ścian i wolt, aby ponownie zaatakować trójkę. Skoro przed nią się wyłamali, to teraz trzeba ją skoczyć kilka razy, aby nie było urazy.
Przed samą trójką lekko go pogoniła, aby w odpowiednim miejscu wybić go do skoku. Znów wybił się jak szalony, tym razem jednak Tate nie miała z tym problemu.
Po stacjonacie naprowadziła go na szereg ale z przeciwnej strony, zwalaniając na chwilę do kłusa, aby zmienić nogę i zaatakować przy okazji przeszkodę trochę słabszym tempem. 4 latek nie potrafił jeszcze zmienić płynnie nogi w galopie, jeśli w ogóle jakkolwiek potrafił, dlatego musiała się posilić kłusem.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group