To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Pub "Na strychu"

Vivianne Feron - 2016-01-19, 18:15

Być może nie była świadoma tego, w jakim stopniu jego ciało jest pokryte tatuażami, ale uznała, że jeśli zdobią szyję i ręce, to Gerard nie popuścił pozostałym częściom. Z perfidną świadomością raczyła go więc podobnymi odpowiedziami czy gestami jak chociażby oblizanie opuszka palca, które wyraźnie przykuło jego uwagę. Potrafiła kokietować i wykorzystywała swój atut kiedy tylko miała na to ochotę choć do poziomu Gejszy, która władała mężczyznami przy pomocy jedynie jednego spojrzenia jeszcze trochę jej brakowało. Nie przejmowała się tym jednak. Bycie sobą w zupełności jej wystarczało do osiągania postawionych sobie celów… choć nad sprawą z Randolphem będzie musiała jeszcze trochę popracować. Ale mniejsza z tym.
- Ostateczny? – uniosła w górę kącik warg, co świadczyło o tym, że z całą pewnością coś kombinowała – Sprawić by ten dzień stał się sto razy lepszy niż jest teraz - dodała po krótkiej chwili namysłu, co świadczyło o tym, że właśnie „zdradzenie intencji” przyszło jej do głowy jako pierwsze. Jeśli natomiast chodzi o miejsce, do którego mogliby się udać to Vivianne służyła swoim przytulnym mieszkankiem. W końcu potrzebowali nieco miejsca by mogła się dokładnie przyjrzeć jego tatuażom, czyż nie?
Chwyciła szklankę w dłonie i oparła się wygodniej na krzesełku. Opuszkiem palca wodziła po brzegu naczynia, bez skrępowania ponownie spoglądając towarzyszowi w oczy, nieco dłużej niż pozwalała przyzwoitość.

Gerard Wayford - 2016-01-19, 20:20

Błędem z jego strony było poddawanie się tak banalnym gestom, ale na tym właśnie polegała przewaga kobiet nad mężczyznami. Sztuka uwodzenia wychodziła im zdecydowanie lepiej. Napił się, tym samym odciągając swą uwagę od kokieteryjnych gestów Vivianne.
- I niech zgadnę... Nic nie stanie Ci w tym na przeszkodzie? - Dopytał, ponownie nawiązując z kobietą kontakt wzrokowy, bynajmniej nie mając z tym problemu. Nawet jeśli było w tym coś nieprzyzwoitego, zupełnie o to nie dbał. Ponownie przechylił szklankę, aby wypić whisky do końca. Picie w środku dnia zawsze kojarzyło mu się z domeną alkoholików, ale musiał przyznać, że dziś wyjątkowo dobrze ich rozumiał. Świat stawał się nieco znośniejszy, chociaż i tak nie mógł narzekać, chociażby ze względu na piękne towarzystwo.

Vivianne Feron - 2016-01-19, 20:44

Poza tym nie było też na tyle wcześnie żeby ktoś mógł posądzać ich o popadnięcie w alkoholizm. Właściwie powoli zmierzchało, więc to była zdecydowanie odpowiednia pora.. i dlatego Vivianne pociągnęła kolejny łyk Krwawej Mary, w efekcie także opróżniając szklankę. Zamieszała porem w pustce po czym odłożyła naczynię na stolik i ponownie uniosła kącik warg.
- Ktoś zdecydowanie może mi w tym pomóc – odparła, opierając łokieć na stole by podeprzeć dłonią brodę. Powoli ściągnęła nogę z nogi, a podczas stawiania jej na podłodze przesunęła, niby przypadkiem, stopą po nogawce siedzącego naprzeciw mężczyzny. Zatrzepotała przy tym dwukrotnie rzęsami.
- Ups – wymknęło się spomiędzy jej warg, które teraz rozchyliły się w lubieżnym uśmieszku. Kurczę, co się z nią działo? Kto by pomyślał, że będzie się tak starała o faceta, którego dopiero poznała? I który mógłby być jej ojcem? A jednak było w nim coś, co po prostu ją do niego ciągnęło. Zwierzęcy magnetyzm.
- Chcesz się jeszcze napić czy możemy zacząć pokaz? – odezwała się ponownie i tym razem to ona sięgnęła do torebki po papierosy. Jej własne były lekko jagodowe, po kliknięciu, i czasami kupowała je sobie zwyczajnie dla smaku. Paliła wszystko, ale raz na jakiś czas pozwalała sobie się rozpieścić czymś o innym smaku niż na co dzień. Odpaliła fajkę i położyła opakowanie na stolik. Wątpiła by mężczyzna chciał się poczęstować, ale zwyczajnie była grzeczna. Do czasu.

Gerard Wayford - 2016-01-19, 21:10

Zdążył jedynie unieść brew w pytającym geście, zanim kolejny ruch ze strony Vivianne rozwiał wszystkie wątpliwości. Poprawił się na krześle, wywołując złudne wrażenie zakłopotania, które umknęło wraz z pochyleniem się nad stołem. To drastycznie zmniejszyło dystans między nimi, ale nie wykorzystał tego w żaden szczególny sposób. W oczach siwiejącego mężczyzny można było teraz dostrzec tańczące, radosne iskierki. Na pewno jako oznakę dobrego humoru, ale też rozbawienia. Otóż bycie tak jawnie kokietowanym nie tylko mu schlebiało, ale też bawiło w pewnym stopniu. Vivianne naprawdę mogła być jego córką. Jak mógł brać to na poważnie?
- Wystarczy mi. Rozumiem, że idziemy do Ciebie? - Zapytał, niespiesznie wycofując się z powrotem do poprzedniej pozycji. Rzeczywiście nie skorzystał z poczęstunku. W zasadzie był gotów do wyjścia i sam siebie zaskoczył tym, jak pobudzająca i zarazem niepoprawna była ta sytuacja. Nie miał jednak nic do stracenia. O wiele gorzej by było, gdyby to on zapraszał do siebie nieznane kobiety, aby się przed nim rozbierały... Tymczasem można było przymknąć na to oko.

Vivianne Feron - 2016-01-19, 21:24

Lubiła grać w otwarte karty i nie wstydziła się swojego obcesowego zachowania. Udowadniała tym tylko, że wie czego chce i to, że była odważna.. albo głupia. Nie mnie oceniać, które z tych określeń jest odpowiednim przymiotnikiem. W końcu w ogóle go nie znała, a mimo wszystko miała ochotę zaryzykować i zaprosić go do siebie. Ona jednak także nie miała nic do stracenia, dlatego postąpiła tak a nie inaczej:
- Dobrze rozumiesz – oświadczyła i ciągle paląc papierosa podniosła się z krzesła, które za sobą zasunęła. Ubrała się, a po ostatnim pociągnięciu fajki, zgasiła ją w popielniczce by wraz z Gerardem ruszyć do wyjścia.

Ztx2.

June - 2016-01-26, 20:05

Ilian napisał/a:
-Naprawdę? Od kiedy tak się udoskonaliłaś w dowcipach? Opowiadasz coraz lepsze, opowiesz jakiś jeszcze? -
Pochylił się ku niej opierając się łokciami o blat stołu. Przyglądał się jak pije kolejne kieliszki.
Już poszło tyle, że można się zacząć było zastanawiać jakim cudem jeszcze siedzą prosto.
W zasadzie Ilianowi chwilami już było wszystko jedno, byle zaraz coś działać. Choć patrzył na Ju i mając te świadomość, że wypiła mniej chciał by jeszcze trochę łyknęła. Niech będzie w tym samym stanie upojenia, albo dość blisko. Może ten jeden raz się dogadają.
Tyle ludzi w tym mieście i trafił akurat na nią, co za los. Nie idzie przewidzieć nigdy co się wydarzy, ani kogo nam przypiszą.
A co do płatności, niech sobie korzysta, po wypłacie.. było mu wolno.
Poza tym może i on skorzysta . I nie, nie chodzi tu o sex, bo jeśli chodzi o białowłosą, nie brał tego pod uwagę. Zresztą ostatnio chyba nie miał ochoty, nawet na to.
Badziewia? Dobre określenie, zwykle zdradza każdego. Jej nie zdradzało nic, przynajmniej narazie. Blondyn się nie doszukiwał, zwyczajnie mu się nie chciało.
Jak tak dalej pójdzie, to nawet z krzesła dupy nie podniesie. No , no Ju wymyśl coś. A jak nie to zaraz ten twój rozmówca poprowadzi naszą dwójkę w inne miejsce, kto wie może po drodze jeszcze wstąpią do alkoholowego?
Zapowiada się. . . . niezwykle.


[ mrozimy fabułę najprawdopodobniej do czasu odpisu June, albo do niedzieli ]


Na słowa chłopaka tylko uśmiechnęła się tym swoim podłym, nie wróżącym niczego dobrego uśmieszkiem. Wyglądała, jakby miała gotowy jakiś niecny plan, jednak w rzeczywistości nie knuła niczego. Tak naprawdę jeśli złorzeczyła komukolwiek, ten osobnik mógł wziąć to za komplement bowiem zdołał zwrócić na siebie jej uwagę na tyle, ze choć przez chwilę pojawił się w jej myślach. Nawet jeśli byłoby to życzenie powolnej i bolesnej śmierci. Z reguły była tak obojętna na wszystkich i wszystko, że często nawet nie dostrzegała obecności pewnych zjawisk.
Po wychyleniu kolejnego kieliszka postanowiła zrobić sobie przerwę. Nie sztuka skończyć pod stołem w ciągu godziny. Choć ona nie miałaby nic przeciwko, jakby się tak nad tym zastanowić. Z kieszeni wąskich jeansów wydobyła niewielką fiolkę wypełnioną prochami, które miały przytępić ból. Jasnowłosa wydobyła dwie tabletki i od razu połknęła nie zważając na nic. Oczywiście, że nie powinna ich mieszać z alkoholem. Oczywiście, że powinna wziąć połowę tej dawki na raz. Oczywiście, że nie powinna fałszować recept na nie. Ale weź tu zrozum June.

Anonymous - 2016-01-28, 20:34

Wyszedł przed bar, nie zważając na siąpiący z nieba deszcz. Tylko tutaj mógł liczyć na warunki, w których można było swobodnie porozmawiać przez telefon. Gdy ten tylko zawibrował w kieszeni, Wayford wstał od stolika i opuścił lokal, dopiero za drzwiami odbierając telefon. Nie było to istotne połączenie - jedynie krótka rozmowa z którymś ze znajomych. Mimo to nie wrócił od razu do środka. Stojąc pod niewielkim zadaszeniem, które skutecznie chroniło go przed zmoknięciem, zamyślił się wpatrzony w ciemną, słabo oświetloną ulicę. Pomimo stosunkowo młodej godziny, wcale nie ciągnęło go z powrotem do środka, choć jeszcze nie podjął ostatecznej decyzji o odejściu. Przeciągnąwszy się, wyciągnął z kieszeni kurtki paczkę papierosów aby zapalić jednego z nich i przeanalizować wszystkie "za" i "przeciw" planów co do tego, co mógłby robić przez resztę wieczora. Usiadł w tym celu na niewielkim murku i chwilowo odciął się od świata, nie zwracając na nic uwagi.
Ryder - 2016-01-28, 20:49

-Czego nie rozumiesz w słowie NIE? Oddaj mi pieniądze, to oddam Ci Twój towar.- Warknął do słuchawki, krocząc przed siebie. Nie trawił takich ludzi. Nie trawił takich sytuacji. Okazywanie dobrego serca klientom jeszcze nigdy nie wyszło mu na dobre. Zasada numer jeden: Nie pożyczaj kupcy towaru, bo nie odda Ci za niego pieniędzy.
Powoli szedł ulicą. Nie zważał na deszcz kapiący z nieba. Kilka kropel wody nie zrobi mu większej krzywdy, ba, wręcz czuł się spokojniej kiedy spływała mu po twarzy. Całe napięcie spowodowane telefonem sprzed chwili upłynęło razem z ulewą do rynsztoku. Wyciągnął stary telefon z kieszeni. Wcześnie. Zimno. Wepchnął odrapaną nokię do tam skąd ją wyciągnął, jednocześnie wkładając do ust papierosa. No tak, tylko jak rozpalić w deszczu coś takiego? A przede wszystkim, jak odpalić papierosa bez zapalniczki. Niezrażony ruszył dalej, mijając pozamykane sklepy. Z daleka ujrzał parasole, ludzi i światło- bar? Deszcz zaczynał padać coraz mocniej. Wiatr zrywał gałęzie z drzew.
Dotarł na miejsce. Spojrzał na ulicę pustym wzrokiem i ponownie wyciągnął papierosa. Kątem oka zauważył mężczyznę, do którego od razu podszedł
-Masz ognia? Zapytał nawet nie patrząc w jego kierunku. Spokojnie liczył papierosy w paczce, pogrążony w zadaniu tak mocno, jakby zależało od tego całe jego życie.

Anonymous - 2016-01-28, 21:13

Wyrwany z zamyślenia, omiótł nieprzytomnym wzrokiem postać, która z każdą upływającą chwilą wydawała mu się coraz bardziej znajoma.
- Mhm - odpowiedział cichym pomrukiem i bez słowa sięgnął do kieszeni po zapalniczkę, którą wręczył Ryderowi. W tym samym momencie niespiesznie uwolnił dym spomiędzy rozchylonych warg, dochodząc do dość bolesnej konkluzji. Wcale nie miał ochoty spotykać tego typa. Taktowny odwrót nie wchodził jednak w grę. Pozostało mu więc poczekać na rozwój wydarzeń, choć jedno było pewne - nie zamierzał wspominać o pieniądzach, które wisiał Ryderowi. Temat długów nigdy nie był przyjemny, a Tony był numerem jeden, jeżeli chodzi o uchylanie się od nieprzyjemności i obietnic. Niestety równocześnie miał ogromnego pecha.
Udawanie kogoś innego niż jest się w rzeczywistości także by się nie sprawdziło. W takich momentach wyróżnianie się z tłumu nie było sprzyjającym czynnikiem.
Postawił więc na wybadanie sytuacji. Naiwnym było myślenie, że Ryder zapomniał - takich rzeczy się nie zapomina, jak sądził - ale mimo to Wayford wyraźnie postanowił zrobić z niego idiotę udając, że nie mają między sobą pewnych niezałatwionych spraw. Choćby dlatego, że chwilowo zwyczajnie nie miał tych pieniędzy.

Ryder - 2016-01-28, 21:35

Sięgnął po zapalniczkę bez słowa. Zerknął tylko na mężczyznę i kiwnął głową w podzięce. Pięknie. Nawet spokojnie nie może wyjść z domu, bo interesy wszędzie się kręcą. Oczywiście, że pamiętał Tony'ego. Nie potrafił przypomnieć sobie imienia mężczyzny, acz jego twarz i jego dług miał zakodowany w pamięci bardzo dobrze. Oddał mężczyźnie zapalniczkę i oddalił się o dwa kroki. Chciał w spokoju spalić papierosa. Nie zamierzał jednak tak zostawić tej sprawy. Dłuższy czas już czeka na zapłatę i to nie tylko od jednego klienta. Zawsze zaczyna od spokojnych ponagleń, jednak dzisiejszy dzień nakręcił Rydera wyjątkowo mocno.
Wyrzucił peta i zgasił go butem. Każdy jego ruch wydawał się być jakby w zwolnionym tempie. Wyciągnął ręce z kieszeni i ponownie odwrócił się w kierunku mężczyzny. Nagle, tak jakby ktoś przyśpieszył tryb w filmie, chwycił go za bluzę i z całej siły przycisnął do ściany.
Takie sytuacje pewnie myły normą w tym miejscu, dlatego ludzie ignorowali ten fakt. Możliwe, że było to kwestią przyzwyczajenia, lub strachu.
Ryder przydusił Tony'ego łokciem, a drugą rękę trzymał w gotowości, celując prosto w brzuch.
-Nie zamierzam prosić po raz drugi.- Wycedził przez zęby.
W jego oczach widniała czysta nienawiść. Całe człowieczeństwo jakby wypłynęło z nich, pozostawiając dziki instynkt, oczy drapieżnika łapiącego ofiarę.
Ryder nie należał do najsilniejszych osób na świecie, jednak mimo swojej postury, potrafił przyłożyć dość mocno. Przez wiele lat w branży narkotykowej musiał nauczyć się samoobrony, ale i przede wszystkim ataku. Tym razem jednak nie mógł użyć broni, nie uśmiechał mu się powrót do więzienia, dookoła było zbyt wiele ludzi. Bójką nikt się nie zainteresuje, lecz nożem przyciśniętym do gardła, zapewne nie jedna osoba. Liczył jednak, że liczne pierścienie na jego palcach pomogą mu w razie kontrataku.
Był naprawdę zmęczony. Już nie raz chciał rzucić pracę dilera w cholerę, jednak dochód jaki z tego miał był dla niego zadowalający. Poza tym, z tego w co się wplątał, nie łatwo będzie się wyplątać. Każdy, kto raz postawi nogę w mafii, zostaje w niej do końca życia.
Przycisnął mężczyznę mocniej do ściany i zamachnął się ręką, uderzając mężczyznę prosto w lewą nerkę.
-Nie każ się prosić, to tylko parę groszy za coś, co już dawno wsadziłeś do nosa- Uśmiechnął się i ponownie zamachnął ręką, tym razem celując w twarz mężczyzny.

Anonymous - 2016-01-28, 22:25

Nie brał Rydera na poważnie, dlatego też nie przejął się jego nieprzechylnym spojrzeniem, które otrzymał przy oddawaniu zapalniczki. Odpowiedział na nie wręcz zainteresowaniem, co było niczym innym niż przejawem jego skłonności do ładowania się w kłopoty. Nawet jeżeli podskórnie czuł nadchodzące problemy - wszakże trudno było zignorować rosnące w Ryderze napięcie - nie zdecydował się zmienić swojego położenia. Spokojnie spalił do końca i zgasił peta na murze, by niecałą minutę później zostać do niego przypartym. Siła uderzenia okazała się zaskakująca duża; odbiła się echem po jego żebrach, chwilowo odbierając brunetowi oddech. Odchylił nieco głowę, nie walcząc z ręką, która blokowała go na wysokości szyi. Przelotnie zerknął po sylwetce dilera, na ustawioną do uderzenia pięść reagując niemrawym podniesieniem kącików warg.
- Daj spokój - wycedził przez zaciśnięte zęby, będąc zmuszonym do oszczędzenia się w słowach. Mógł go od razu odeprzeć. Prawdopodobnie nie byłoby to proste, ale wykonalne. Mimo to wolał uniknąć zamieszenia z oczywistego powodu - nie było mu na rękę zawiadomienie policji. Nawet jeśli ludzie zwykli ignorować takie drobne zamieszki, to niewykluczone, że starcie tych dwóch charakterów mogło przerodzić się w coś poważniejszego.
Uderzony w brzuch, zaklął szpetnie i zgiąłby się w pół, gdyby nie silny uścisk mężczyzny trzymający go w pionie. Ból był na tyle otępiający, że nie zdążył nawet pomyśleć o uniku, co poskutkowało odebraniem kolejnego ciosu.
Skrzywił się czując w ustach metaliczny posmak krwi. Podniósł wzrok na Rydera, niczego po sobie nie zdradzając.
- Nie mam przy sobie kasy, odwal się - warknął, silnym i gwałtownym ruchem próbując się wyszarpnąć spod ściany. Gdyby przyszło mu spotkać się z kolejnym uderzeniem, tym razem zdołał zablokować rękę i zrekompensować się za poprzedni cios. Także celując w twarz i niemal od razu próbując odepchnąć Rydera, starał się doprowadzić do zwiększenia dystansu, co było mu teraz bardzo potrzebne. Trzeba przyznać, że pierwszy z ciosów znacznie ograniczył jego sprawność, wciąż szczując silnym bólem. Gdyby nie adrenalina, raczej nie porwałby się na kontratak.

Ryder - 2016-01-28, 22:58

Jak zwykle, nikt nie nosi przy sobie takiej kwoty, Ryder był świadomy, że pieniędzy nie odzyska w tym momencie. Jednak jego praca zmuszała go do takiego zachowania, do agresji, bez niej nie byłby w stanie tak długo utrzymać się w branży. Nadawał się do tej pracy idealnie. Kochał adrenalinę, dreszcz emocji, kiedy przystawiano mu do skroni broń. Uwielbiał czuć jak zdziera mu się skóra na pięści. Nic nie dawało mu większej satysfakcji niż pusty dźwięk ułamanych kości, zapach krwi i jej smak. Dlatego, kiedy został uderzony roześmiał się radośnie. Nie był to jednak zwykły śmiech, jaki można usłyszeć na ulicy w ciągu dnia. Był to maniakalny chichot, przerażająco ochrypły i głośny. Ryder otarł krew z twarzy i spojrzał na umazaną dłoń. Żadne racjonalne myślenie nie docierało już do jego receptorów. W jego głowie dudnił tylko tępy, pusty szept zabij...
Splunął krwią na chodnik i ruszył powoli w kierunku mężczyzny.
-I jak to chcesz załatwić, przyjacielu?- Podchodził coraz bliżej, z luźno opuszczonymi rękoma. Wokół zebrało się kilka osób. Ryder wciąż nie zwracał uwagi na to, że jego czyn może spowodować nieciekawe konsekwencje. Nie myślał o tym, że w każdym momencie może ponownie zostać uderzony. Świat otaczający go, przestał go w tym momencie interesować. Widział jedynie oczy mężczyzny, oczy w których widać było ból.
Wykrzywił usta w grymasie, który miał wyglądać na uśmiech. Stanął przed mężczyzną i wysuwając z kieszeni papierosa, jednocześnie wyciągając rękę w prośbie o zapalniczkę.

Anonymous - 2016-01-29, 00:14

Chyba nikomu nie spodobałby się ten śmiech. Odciągnął nawet uwagę Tonego, który jeszcze przed chwilą był gotów wciągnąć się w wir walki. Ten konkretny rodzaj śmiechu budził głęboko zakorzeniony niepokój i wzbudził także czujność Brytyjczyka. Zanim jeszcze wysnuł jakiekolwiek wnioski, cofnął się. Nie pozwolił mu już do siebie dojść. Każdy kolejny krok Rydera skutkował jednym krokiem w tył w wykonaniu Tonego, chociaż trudno było nazwać to próbą ucieczki. Zatrzymał się dopiero wtedy, gdy za plecami miał wolną przestrzeń.
- Oddam Ci je - te słowa pewnie nie miało dla Rydera żadnego pokrycia, ale nie było czemu się dziwić. Pewnie słyszał to za każdym razem.
Dopiero teraz otarł krew z twarzy, ale przy tym nawet na sekundę nie spuścił wzroku z mężczyzny, zwyczajnie mu nie ufając. Zgromadzeni wokół zainteresowani nie dawali żadnej gwarancji, że sytuacja nie wymknie się spod kontroli. Właściwie zaczęli się rozchodzić równie szybko, jak się zebrali - można było bowiem odnieść mylne wrażenie, że konflikt został zażegnany.
Tony nie był jednak o tym przekonany. Niemal parsknął nerwowym śmiechem w odpowiedzi na wystosowaną przez Rydera niemą prośbę.
- Jesteś pojebany - nawet nie miał na myśli tego, aby obrazić czy sprowokować Walijczyka, chociaż odmowa mogła okazać się kolejnym punktem zapalnym. W dalszym ciągu nie odczuwał przed nim respektu, a jedynie niechęć, spotęgowaną bólem, który ponownie zaczął dochodzić do głosu w miarę opadającej adrenaliny. Stąd też brał się brak odpowiedzi na potrzeby Rydera. Zaakceptował jedynie powinność oddania mu pieniędzy, ale tylko dlatego, że utracenie tego kontaktu i zrobienie sobie w Ryderze prawdziwego wroga byłoby iście idiotycznym działaniem. Potrzebował go, czy tego chciał czy nie. Może nie tak desperacko jak wielu innych, ale wciąż. Na czarną godzinę.
Odsunął się i spróbował go wyminąć po to, aby wrócić do pubu, choć wcale nie miał już na to ochoty. Dla niego ta sprawa była już wyjaśniona.

Ryder - 2016-01-29, 00:26

Zaśmiał się ponownie widząc zignorowaną prośbę. Sięgnął do kieszeni spodni wyciągając poszarpane opakowanie od zapałek. Dwie, idealnie wystarczy. Rozpalił papierosa i pokręcił głową widząc wymijające kroki mężczyzny. Nie miało to dla niego najmniejszego znaczenia, czy Tony odejdzie, czy zostanie. Wyraźnie dał mu do zrozumienia, że nie można żartować sobie z dilera narkotyków.
Pojebany. Te słowa słyszał bardzo często w swoim życiu, nie był więc zaskoczony słysząc je ponownie.
-Mam nadzieję, że niedługo znów się spotkamy- rzucił do niego i odwrócił się w stronę obserwujących ich ludzi. Grupka malała z sekundy na sekundę, na twarzach niektórych było widać strach, na innych obrzydzenie. Ryder ponownie zaśmiał się i zawył w dość charakterystyczny sposób, przypominający krzyk osoby, która trafiła strike'a w kręglach. Ludzie rozeszli się w swoje strony. Walijczyk odwrócił się za siebie, żeby ostatni raz spojrzeć na odchodzącego mężczyznę. Widział, że go boli. Wiedział, że krew dalej spływa mu z nosa, tak jak Ryderowi z rozbitej wargi. Miał ochotę wrócić się, powalić go na ziemię i stłuc ponownie. Chciał słyszeć jego krzyk, czuć jego skórę pod swoimi uderzeniami. Chciał patrzeć na jego k r e w[i][/i].
Samo wyobrażenie przyprawiało go o dreszcze. W głowie słyszał jęki bólu, połamane kości i charakterystyczny dźwięk uderzania w człowieka. Uśmiechnął się jedynie pod nosem i zaciągnął mocniej, niż zwykle.
-Masz tydzień- Rzucił na odchodnym i ponownie ocierając krew z wargi, odszedł, kierując się w nieznanym sobie kierunku. Szedł przed siebie, bez większego celu, bez rozmyślania o tym, gdzie zawędruje.

z/t

Anonymous - 2016-01-29, 17:21

Nawet się za siebie nie obejrzał, chociaż nikt nie powinien mieć wątpliwości, że informacja o wyznaczonym terminie do niego dotarła. Krzywiąc się zarówno z bólu jak i niezadowolenia, wszedł do środka pubu i od razu skierował swe kroki do łazienki, ignorując zainteresowane spojrzenia ludzi. W łazience ciężko oparł się obiema dłońmi o umywalkę i podniósł wzrok na swoje odbicie w lustrze, cały ten czas oddychając przez usta. Dotknąwszy uszkodzonego nosa syknął cicho, po czym odkręcił kran i spłukał krew z rąk, starając się ją także zetrzeć z twarzy - konkretnie spod nosa i brody, bo tam ściekła wąską stróżką. Nie godził się na to. Dopiero teraz zaczęła wzbierać w nim wściekłość, nawet nie zauważył, gdy napięte mięśnie zaczęły drżeć. Poziom adrenaliny całkowicie opadł, pozwalając Wayfordowi na poznanie faktów. To nie tak, że miał zaraz skonać z bólu... po prostu wizja paru kolejnych tygodni ze złamanym nosem była bardzo upierdliwa. Za dobrze wiedział jak to jest. Już nawet nie bolało tak jak za pierwszym, czy za drugim razem. Miał wręcz przykre wrażenie, że już tyle razy połamano mu ową część ciała, że nawet nie było po co jej nastawiać.
Walcząc ze sobą, aby nie rozpieprzyć niczego po drodze, opuścił bar i wrócił do domu. /zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group