To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Mia - 2015-12-08, 19:35

....Nienawidziła zimy. Nawet tej zimowo angielskiej, gdzie dziesięć centymetrów śniegu było katastrofą. Jako typowy wielbiciel ciepła w czasie mrozów starała się podzielić los niedźwiedzi i zapaść w zimowy sen opatulona we wszystkie koce i bluzy, jakie miała w domu i u sąsiadów. Dlatego nie bez powodu pod stajnią zjawiła się z kubkiem gorącej czekolady, przytulona do Dylana i przybrana w grubą, puchową kurtką, pod którą napchała tyle swetrów, ile się zmieściło, by jednocześnie jej "nie pogrubiać" :lol2:
....Co prawda nie uśmiechała jej się wizja siedzeniu bez ruchu przez dłuższy czas, ale gruby szalik, rękawiczki i czapka skutecznie chroniły ją przed zimnem. Zdążyła załapać się na duże sanie, na co z ulgą odetchnęła. Z tymi warstwami ciuchów nie sposób byłoby nie spaść z sanek, szczególnie gdyby niedaleko czyhał dwudziestolatek :lol: Tak więc zajęła miejsce, siadając aż za blisko O'Briena i licząc na ciepłego huga. Teraz pozostało jej tylko modlić się o to, by przeżyć dojazd, bo nieraz słyszała już o nijakim Discendente, a widząc go teraz na żywo naprawdę obawiała się tego i współczuła saneczkującym. Mruknęła tylko krótkie "Powodzenia" do prowadzącej wówczas Jessie, którą kilkukrotnie spotkała na zawodach.
....Jednak jej uwagę przykuł siedzący nieopodal Tony. Nie zauważyła jego uśmiechu skierowanego do chłopaka, więc całkowicie nie podejrzewała, że nie są zbyt przyjaźnie nastawieni. W przeciwieństwie do niej, która znała Wayforda tylko z jednorazowej wizyty w stajni, kiedy to podkuwał Windsora. To jej w zupełności wystarczyło, by nieco poprawić tę, póki co, neutralną relację.
....- Cześć - odezwała się z promiennym uśmiechem. Yolo, najwyżej tamci się pobiją znowu. Zawsze zostawała nadzieja, że w towarzystwie innych osób powstrzymają emocje na wodzy albo chociaż tamci zainterweniują w porę :lol2:

Dylan - 2015-12-08, 19:48

To był tak fatalny pomysł, że na samą myśl o tym Dylanowi zachciało się wrócić do domu. Albo chociaż do ciepłego, ogrzewanego auta. Przywlókł się za Mią pod same sanie, trochę mierząc wzrokiem przybyłych. Nie umknęła mu obecność Tonego, ale postanowił udawać, że nie zauważył uśmiechu, który mu posłał i ignorować jego osobę dla dobra pozostałych. Nie miał powodów, żeby wracać do tamtej sprzeczki ani też niczego ciekawego do przekazania Wayfordowi, zatem nie istniała potrzeba, żeby się w ogóle do niego zbliżał.
Nadal nie wierząc, że się na to zgodził zajął miejsce w saniach, pozwalając Mii siąść obok, a raczej prawie na nim, uprzednio posyłając jej dość wymowne spojrzenie. W końcu sama chciała. Nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństwa pod postacią Discendente zaprzęgniętego do sań jakie na nich czyhało, znudzony obserwował zmieniający się krajobraz. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że jego towarzyszka postanowiła się odezwać. Mimowolnie odwrócił głowę i spiorunował ją krótkim spojrzeniem, zaraz znów wracając do swojego poprzedniego zajęcia.

Adele - 2015-12-08, 19:59

Ona miałaby się nie pojawić? Na kuligu?
Zjawiła się jako jedna z pierwszych, oferując się powożącej, to jest Jessie, że z czymś jej pomoże. O ile zaistniała taka potrzeba, tak zrobiła, a jeśli została oddelegowana na swoje miejsce, to zwyczajnie usiadła na wybranych sankach, wzrokiem szukając Gusa, który też miał przyjść. Ubrana w ciepłe, lekkie ubrania z niecierpliwością czekała na dwie rzeczy - przybycie kolegi i chwili, w której sanie ruszą. Zakładając, że chłopak zdążył - chociaż z nim to nigdy nie wiadomo :lol2: - posłała mu wyzywający uśmieszek i obserwowała, jak wsiada na sanie. Pewnie bał się, że spadnie?
Doczekawszy się ruszenia ogierów poprawiła się na sankach, rozglądając się po okolicy. Póki co było spokojnie, nie musiała się martwić o to, że zaliczy glebę już na pierwszych metrach; dopiero z chwilą, w której tempo zmieniło się ze stępa na kłus zaistniała potrzebę, żeby nieco mocniej złapała się drewnianej ramy sanek. Obejrzała się za siebie, w stronę jasnowłosej dziewczyny siedzącej za nią, a potem na plecy Harleya. Kojarzyła go ze stajennych korytarzy, ale nie znała osobiście. Pozostało tylko czekać na rozwój wydarzeń.

Anonymous - 2015-12-08, 20:08

Nie mając nic innego do roboty, przyglądał się osobom jadącym na sankach. Na jego nieszczęście Harley siedział dość daleko, co uniemożliwiło Wayfordowi jakiekolwiek próby pozbawienia go równowagi chociażby poprzez obrzucanie śnieżkami. Ryzyko, że trafiłby w kogoś innego było zbyt duże, poza tym nie miał zbyt wiele śniegu do dyspozycji.
W pewnym momencie głos Mii wyrwał go z zamyślenia, więc zerknął w jej stronę nieco rozkojarzony, zdążając jeszcze wychwycić niezadowolone spojrzenie Dylana.
- Cześć - odpowiedział miękko, zaraz obracając się do dziewczyny przodem i odpowiadając jej lekkim, naturalnym uśmiechem. Odrobina życzliwości jeszcze nikogo nie zabiła, prawda? - Co słychać? - Zagadnął niezobowiązująco, z pewnym - choć skrytym - rozbawieniem przyglądając się ignorującemu go Dylanowi oraz Mii, która zdawała się niczego nie zauważać.

Discendente - 2015-12-08, 20:14

Już po pierwszych metrach dawał się we znaki, próbując na wszelkie sposoby okazać swoją przewagę... no właśnie, nad czym? Jak idiota pierw odmawiał ruszenia się spod stajni, a kiedy w końcu raczył iść stępem spróbował innego planu, a mianowicie zemścić się na Jessie za to. Kilkukrotnie próbował zagalopować, a kiedy to nie poskutkowało zaczął się jeszcze bardziej denerwować. Tym razem nie był dłużny Sleepwalkerowi i kiedy tylko tamtemu przyszło skrytykować Tempestę. Parsknął na niego ostrzegawczo z trudem powstrzymując się od pokusy kopnięcia towarzysza. Był całkowicie zobojętniały na jego zachowania, choć to było miernie korzystne dla dobra reszty. W innych okolicznościach ich znajomość zapewne skończyłaby się tak jak w przypadku Imagine, chociaż to było też zależne od samego przeciwnika i jego charakteru.
W każdym razie udawał głuchego, kiedy Jonah zacmokał, podobnie nie zwracając uwagi na muśnięcie lejcami. Zakłusował dopiero po krótszej chwili po Sleepwalkerze. Jego duma i pycha wręcz zmuszała go do swego rodzaju konkurowanie z ogierem na to "kto wypadnie lepiej", bo w tym mógł przebić niejedną klacz :lol2:

Mia - 2015-12-08, 20:31

....Przewróciła oczami w odpowiedzi na jego spojrzenie. Może rzeczywiście wizja samej podróży do tawerny nie uśmiechała się jej, ale jakby chcąc mu dokuczyć odsunęła się trochę z nieco bardziej posępnym wyrazem twarzy. Nie to nie, nie będzie się kleić na siłę, najwyżej dostanie hipotermii, co to za różnica? :c
....Wpatrując się w Tonego, choć nie nachalnie, a z lekkim zainteresowaniem, nie zauważyła spojrzenia Dylana. Bo i w jaki sposób miała się sama domyśleć, że oni znają się aż za dobrze i to bynajmniej nie w dobrym tego zdania sensie? W dzień, a raczej w nocy, w której do domu Dylan przyszedł cały poobijany próbowała nie zadawać zbędnych pytań, by go denerwować. A potem cały ten incydent jej umknął, chociaż na pewno gdyby wiedziała, że to Wayford był sprawcą kilkudniowych siniaków, nie zrezygnowałaby z kuligu. Nie była tym typem dziewczyny, która od razu wszystkich przekreśla, choć oczywiście nie dawała miliona szans. Pozytywnie zaskoczona uśmiechem mężczyzny aż się zapaliła do tej rozmowy. Nie spodziewała się po kimś takim takich zachowań, bo pomimo że sama była właścicielką kilku tatuaży próbowała utrzymać pewny dystans do osób wyglądem przypominających kowala.
Masło maślane, przepraszam :c
....- Jakoś leci, a u ciebie? - spytała z entuzjazmem, żyjąc w błogiej nieświadomości. Aż do czasu? :lol: Póki co słuchała go z zaciekawieniem, nie wiedząc, że kolejne jej słowa mogą zmienić cały jej światopogląd :lol2: - Właśnie, Tony, to jest Dylan, Dylan, to jest Tony - światowa Mia! Pamiętała, że przy podkuwaniu Windsora brunet również był przy tym, ale z tego co mnie pamięć nie myli nie przedstawiali się sobie wtedy :>

Dylan - 2015-12-08, 21:00

Wcale mu to wciskanie się w niego nie przeszkadzało, ale wolał póki co nie uświadamiać Mii skąd się wzięło to spojrzenie i dlatego też nie zareagował w żaden sposób; nie miał za bardzo ochoty na śledzenie przebiegu tej rozmowy, dlatego w dalszym ciągu znudzony do potęgi trzeciej patrzył się na ośnieżone drzewa, drogę i ludzi, którzy siedzieli na sankach. Zastanawiało go, czemu Mia wybrała miejsca na saniach - przecież to dwa razy mniej zabawy. Tak mogliby się nawzajem zrzucać albo chociaż rzucać śniegiem, a tymczasem byli skazani nie tylko na siedzenie następne x minut w jednym miejscu, a także na towarzystwo Wayforda. Dylan już miał wyjmować z kieszeni kurtki telefon, żeby to właśnie nim się zająć, gdy dwudziestolatka uznała, że przedstawi go swojemu faworytowi. Podniósł wzrok w jego stronę, posyłając mu uśmiech podobny do tego, który otrzymał od niego jeszcze przed ruszeniem sani i kulturalnie wyciągnął w jego stronę rękę, uprzednio zdejmując rękawiczkę.
- Miło mi. - odrzekł na tyle uprzejmym tonem, na ile pozwalały mu jego umiejętności aktorskie, a pod warunkiem, że Tony przystał na tą formę przywitania, jednocześnie ściskając dłoń mężczyzny. Nie sądzę, żeby chciał teraz łamać mu nadgarstek, więc zakładając, że Dylan uszedł z tego manewru z życiem, cofnął rękę i zerknął w stronę Mii, tym razem już nie tak wrogo jak poprzednio. Miał przeczucie, że to będzie długie popołudnie. :lol2:

Mistrz Gry - 2015-12-08, 21:32

Utrzymanie się na sankach od pierwszej chwili kłusa nie było prostym zadaniem. Konie biegły szybko, co choć było niemalże nieodczuwalne dla osób siedzących na saniach, to dzielnym saneczkarzom mogło podnieść ciśnienie! Śnieg radośnie skrzypiał pod mknącymi saniami i sankami, także stale sypiąc się z nieba. W pewnym momencie droga uległa zwężeniu, powodując że boki sań zahaczyły o niższe gałęzie drzew, zrzucając cały śnieg na towarzystwo ciągnięte przez sanie. Oczywiście najgorzej miała druga i trzecia osoba, czyli Noa i Harley, których widoczność została mocno ograniczona.
Z czasem droga przestała być tak sprzyjająca - pojawiły się wyczekiwane zakręty, na których sanki ledwo wyrabiały, sunąc slalomem! Siła odśrodkowa jest bardzo zdradliwą, więc nasi drodzy uczestnicy powinni się teraz kurczowo trzymać swoich pojazdów, bo... złapanie sanek po rozstaniu się z nimi może się okazać bardziej niż trudne.

Anonymous - 2015-12-08, 21:59

Wayford miał w zanadrzu jeszcze kilka zaskakujących niespodzianek i pisząc to nie mam na myśli niczego niebezpiecznego. Był jednym, wielkim skupiskiem stereotypów i błędnych poglądów, zupełnie jednak się tym nie przejmując.
- W porządku - było to wierutne kłamstwo, aczkolwiek nie było potrzeby aby wrażać Mię w szczegóły jego zagmatwanego życia. Ograniczając się do uprzejmej rozmowy pozostawali na komfortowym gruncie. - Jak Windsor? - Jak mogła się domyślić, najbardziej interesowało go to, jak zwierzak odnalazł się w swoich nowych "butach".
- Wzajemnie - uścisnął dłoń Dylana nie przesadzając z siłą uścisku, nie musząc mu demonstrować swojej siły raz jeszcze. Tamten jeden był wystarczający jak mniemam.
- Wy dlaczego nie na sankach? Dylan? - Nie mógł się powstrzymać przed położeniem nacisku na imię chłopaka, gdy ten tylko z powrotem odwrócił wzrok. Uśmiechnął się, niby nic, tak naprawdę doskonale bawiąc się kosztem jego zabójczego entuzjazmu.

Jessie - 2015-12-08, 22:50

Nie musząc się dłużej przejmować panowaniem nad fryzyjczykami, usiadła wygodnie i postanowiwszy umilić Jonahowi drogę, zaczęła śpiewać jedną ze świątecznych piosenek. Spokojnie, żadnego fałszu <3 Robiąc to miała cichą nadzieję, że ktokolwiek z towarzystwa zza jej pleców podłapie melodię i się do niej dołączy. Czasami oglądała się za siebie z uśmiechem, żeby zobaczyć czy wszyscy żyją i dobrze się bawią, aż wreszcie zjechali na krętą drogę.
- Może puść je galopem chwilę? Zobaczymy ile zgubimy osób - Podsunęła Jonahowi pomysł i nie czekając na jego aprobatę, obróciła się by krzyknąć na tyle głośno, co by usłyszeli ją także ci na sankach. A jeśli nie słyszeli to ich problem...
- Trzymajcie się mocno! Ruszamy galopem! KTO PIERWSZY SPADNIE STAWIA FLACHĘ!

Jonah Wrens - 2015-12-08, 22:54

Zerknąłem na Disce, który ewidentnie próbował być ponad wszystkimi tutaj, nawet miałem już ponowić ,,zaproszenie" do kłusa. Na szczęście karusa ruszył wyższym chodem, zatem pozostało mi pilnować równego tempa fryzyjczyków.
Na samym początku kulig przybrał charakter krajoznawczy, toteż nudząc się, wstałem, aby sięgnąć ręką do jednej z gałęzi. Umiejętnie, lub nie, zgarnąłem trochę śniegu tylko po to, by uformować byle jaką kulkę niewielkich rozmiarów i rzucić ją w Jess.
-Ups?
Wyszczerzyłem się rozbawiony, zerkając na dziewczynę. Dopiero się ogarnąłem gdy poczułem jak sanie podskoczyły, a za nimi saneczki. Od razu usiadłem, opierając plecy o oparcie, a nogi o sanie. Skupiłem się na drodze, wykorzystując poniekąd trasę. Musiałem mieć jednak kontakt z karusami, żeby trochę pobawić się z uczestnikami.
-Sleep, Discendente.
Odezwałem się do diabłów, przybierając spokojny, acz pewny ton głosu. Wpierw poprosiłem o wyciągnięcie chodu u obu fryzyjczyków. Fakt, że droga była pokręcona i wąska nie pomagał, jednak nikt nie powiedział, że ogiery sobie nie poradzą. A ja przynajmniej miałem okazję do niewinnej zabawy.
Wracając jednak do tematu, jeśli konie w miarę płynnie się wyciągnęły, to osoby na saneczkach miały już co robić. Bowiem ich "pojazdy", zaczęły coraz bardziej polegać na ich balansie, często bezwładnie ślizgając się od lewej do prawej na zakrętach. Było ryzyko, że w pewnym momencie ktoś wypadnie z trasy, bądź najprościej w świecie wywali się z saneczkami.
Trochę tak wypróbowałem owych śmiałków, po czym zwolniłem fryzy do roboczego tempa. Szczególną uwagę zwróciłem na bardziej charakternego konia, wymuszając na nim zwolnienie kroku. Jeśli musiałem, to w ostateczności wykorzystałem do tego Sleepa, by zwolnił swojego towarzysza niedoli.
Gdy konie jakoś już ogarnęły sygnały z mojej strony, dałem im chwilę stępa, akurat w momencie gdy droga zrobiła się już niebezpiecznie kręta. Na szczęście "kuligowiczów", po metrach spokojnej przejażdżki, wyłoniła się piękna prosta, którą wykorzystałem do galopu. Wstając na saniach, oparłem się mocno o oparcie, mając zabezpieczenie w postaci swojej siły, gdyby Disc spróbował zdemoralizować drugiego fryza do poniesienia.

Harley Davidson - 2015-12-09, 15:13

Kiedy jechali jeszcze kłusem i stępem powoli zaczął nabierać w ręce śnieg - w kłusie jednocześnie z obu stron, co by nie spaść z sanek zbyt szybko... Wiedział, że sanie ciągną jakieś dwa ogiery, a to już brzmi jak katastrofa, więc potem będzie ciężko. Amunicję trzeba przygotować teraz! Zaparł się mocno nogami, śnieg wcisnął sobie jakoś między kolana, żeby go utrzymać na kołyszących się saneczkach i zaczął lepić śnieżki. Był dopiero trzeci czy czwarty, więc żeby trafić w sanie musiałby wstać. Hm... Brzmi kusząco. :lol2: Może jeszcze zestrzelić osoby przed sobą. Ale na celownik brałby tylko Bryana, bo Noę jakoś mgliście kojarzył - oni się chyba ugadywali na zawody drużynowe - co z tego, że się nie znali. Zawodnik do zawodnika zawsze jakoś znajdzie dojście! A poza tym to dziewczyna, najprawdopodobniej mu nie odda i jest przed nim i to blisko - mogłaby mu sprzedać całą zaspę w twarz, jakby tylko chciała! Jedną ręką uczepił się więc sanek, drugą przytulił do piersi amunicję. Czekał na dogodną okazję... Od początku drogi szalik miał nasunięty aż na nos, by potem nie zabawiać ludzi jako rudolf czerwononosy i - naturalnie - musiał się chronić przed podstępami kierowców sań i Tonaszka. To jego przyjaciel, taki to by mu dowalił. :lol2: Wchodzili niestety na jakieś slalomy, więc Harley wręcz się położył na brzuchu, bo jakby nie trzymał się obiema rękami to było by słabo. To nie koń, nie tak łatwo trzymać się tu łydami!
Jeden zakręt... O Buku! Czy to śmierć? Zrobiło mu się na chwilę biało przed oczyma, więc pewnie w coś uderzyli i ON NIE ŻYJE! Śmierć, śmierć, śmierć! A on taki młody, taki piękny, uroczy i pociągający! No i jak on ma się z tym własnym zgonem poradzić? Na szczęście śnieg postanowił w końcu (przez kochane siły wszechświata i natury) opuścić jego twarz i przywrócić wzrok. Cuda się dzieją! Uśmiechnął się więc od ucha do ucha, aż mu się kąciki oczu i brwi uniosły lekko. Oszronionych brwi. Jakby dopiero co z Syberii przyjechał!

Hayley - 2015-12-09, 19:43

Trzymając nogi na płozach, rękoma kurczowo przytrzymywałam się sanek balansując niemal całym korpusem przy gwałtowniejszym ruchu w przód lub bok. Już kłus wymagał ode mnie wzmożonej koncentracji. Sanki podskakiwały od czasu do czasu na nieubitym, puchowym dywanie, a ja korzystając z drobnej pomocy własnego wyczucia pochylałam się, prostowałam albo przekrzywiałam w lewo lub prawo zależnie od sił jakie akurat oddziaływały na sanki i całą moją osobę. Mroźny wiatr nieprzerwanie dął w moją twarz, smagając śniegiem i tak zaróżowione już policzki. Od mrozu posiniały mi usta, z których nieopatrznie zsunął się szalik, dlatego dopóki byłam pewna, że nie podskoczymy na żadnej ukrytej gałęzi szybko poprawiłam go sobie nasuwając materiał niemal po same oczy. Niestety szybko okazało się, że puszczenie się dłońmi było błędem. Pierwszy zakręt moje sanki odczuły silniej niż reszta. Jako ostatnia siedziałam na najbardziej wywrotnym miejscu dlatego wręcz poczułam jak jedna płoza traci kontakt z podłożem, a druga sunie szybko wprost w kolejny zakręt. Niebezpiecznie blisko upadku podparłam się dłonią wręcz w ostatniej chwili łapiąc równowagę. Szereg kolejnych ostrych zakrętów przyjęłam z lekkim stresem, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu. Kilkakrotnie, tak jak poprzednio ratowałam się przed wywrotką kiedy w końcu sanie zwolniły a ja odetchnęłam z szerokim uśmiechem. Odpoczywając chwilę rozejrzałam się po okolicy ponownie poprawiając szalik i korzystając z tego, że konie szły spokojnie przed siebie sięgnęłam rękami do tyłu, by poprawić supełek na osuwającym się uporczywie szaliku. I wtedy właśnie usłyszałam słowa Jess informującej, że ruszamy galopem. Podniosłam wzrok i właściwie tyle zdążyłam zrobić kiedy sanki wręcz wysunęły się spode mnie. Z cichym piśnięciem przefikołkowałam do tyłu łapiąc się jeszcze sanek. Zaryłam twarzą w śnieg, który zrolował się pod moim ciałem całkowicie ściągając mi z twarzy ten nieszczęsny szalik. Czapka osunęła się na oczy i właściwie kompletnie nic nie widziałam jadąc na brzuchu dobre parę metrów zanim ktoś na przedzie nie zatrzymał koni. Trzeba mi było przyznać, że jestem twarda, bo nie puściłam sanek do końca.
Mia - 2015-12-09, 21:14

....Opcja spadnięcia z sanek w śnieg niezbyt ją pociągała. Zapewne przemokłaby do suchej nitki, co było chyba gorsze od siarczystego mrozu i przymarznięcia do siedzenia w saniach. Co prawda jej również trochę się nudziło, ale zdecydowanie wolała to od kilkukrotnego spadnięcia z sanek i gonienia całego kuligu. Zapewne wtedy Dylan rzucałby jeszcze w nią śnieżkami, znała go aż za dobrze :lol:
....- Szczerze powiedziawszy to nie wiem, bo nie było mnie tydzień po podkuciu. Ale teraz jest już okay, dobrze zrobiona robota to i dobre efekty :lol: - Mia, nie łudź się, nie da ci zniżek na kolejne wizyty, nawet jeżeli bardzo byś się postarała :lol2:
....Wyczuła swego rodzaju niechęć ze strony O'Briena i posłała mu krótkie, pytające spojrzenie. Przygryzła wewnętrzną część policzka w zamyśleniu, po chwili jednak wracając znowu na ziemię, by wrócić do przerwanej rozmowy z Tonym.
....- Ta, bo bym przeżyła to - porozumiewawczo skinęła głową w stronę Dylana, a jak na życzenie w tym momencie Hayley spadła ze swoich sanek. No właśnie, nie chciała podzielić jej losu :lol2: - Mamy zwycięzcę! - Krzyknęła do Jessie, śmiejąc się do siebie. Zdążyła zapomnieć już o niebezpieczeństwie na początku kuligu, które wydawało się tylko nakręcać.

Adele - 2015-12-10, 16:46

Starała się wyjść naprzeciw wszystkim tym niedogodnościom takim jak płatki śniegu w oczach, zimno czy dość szybkie tempo narzucone przez ogiery ciągnące sanie. Jedną ręką trzymała się sanek, drugą zaś wyciągając w stronę ziemi; zbieranie śniegu i formowanie z niego kulek jedną ręką było nie lada wyzwaniem, ale mimo wszystko udało jej się zlepić kilka koślawych. I zanim ktokolwiek zdążył się zorientować, pięknie wycelowała Augustusowi siedzącemu na saniach w twarz, bo zakładam, że jej to umożliwił chociażby siadając twarzą w jej stronę. Pewnie drugi raz nie miała takiego farta, ale skoro śnieżki leciały w stronę sań, to pewnie znalazł się ktoś, kogo dosięgnęły...
Z ulgą przyjęła fakt, że czekała ich chwila stępa. Słysząc słowa ciemnowłosej dziewczyny {zastanawiało ją bardzo, jak będzie z kupieniem flaszki, jeśli to Adele spadnie pierwsza :lol2: } machinalnie złapała się mocniej sanek, tym razem już oboma rękoma. Zgodnie z jej przeczuciami, utrzymać się nie było zbyt łatwo. Na całe szczęście udało jej się nie podzielić losu jasnowłosej dziewczyny siedzącej za nią, przed czym uratowała się w ostatniej chwili.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group