To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Mały maneż

Bloo - 2018-02-02, 17:33

Z wysoko uniesioną głową wkroczył na maneż, z zaciekawieniem omiatając wzrokiem pobliski teren. Teraz przestał już być nader spokojny i ospały, a ożywił się i nawet lekko podekscytował, nie wiedząc co jeszcze go tutaj czeka.
Po wejściu na koło od razu zaczął żwawo maszerować, aczkolwiek faktycznie się zdekoncentrował i skupił na wszystkim, tylko nie na Jessie. Na szczęście w pobliżu nie było potencjalnych straszaków, toteż dziewczyna mogła mieć nadzieję, że sam trening przebiegnie w spokojnej atmosferze i bez większych ekscesów.
Odrobinę opanował się dopiero po wspomnianych kilku luźniejszych okrążeniach, które pozwoliły mu się oswoić z miejscem jak i wyciszyć. Wtedy wrócił myślami do swojej właścicielki, która zabrała się za poprawę jego sylwetki, która na daną chwilę była byle jaka. W reakcji na działania brunetki faktycznie zaczął efektywniej pracować zadem, mocniej wkraczając tyłami pod kłodę. Półparadom zaś opierał się dłuższą chwilę, ale ostatecznie, trochę nieśmiało zaczął międlić wędzidło w pysku i stopniowo się rozluźniać.

Jessie - 2018-02-03, 16:55

Pochwaliła konia już za pierwszą dobrą reakcję na jej działania. Po kolejnych paru okrążeniach, które łącznie dały 15 minut stępa (w międzyczasie zdążyła również zmienić kierunek), wydała komendę do ruszenia kłusem. Gdyby było to konieczne, machnęła lekko samą końcówką bata, tym samym zachęcając Bloo do niezwłocznego ruszenia wyższym chodem. Reguły były podobne - miał iść żywo i rytmicznie, ale jeśli się okazało, że roznosiła go energia, Jess pozwoliła mu pierw przebiec parę okrążeń w bardziej "dowolnym" stylu, choć raczej studziła go jeśli zamierzał galopować lub brykać. Prędzej czy później musiał się jednak zderzyć z jej wymaganiami, więc po wyegzekwowaniu właściwego tempa, w dalszym ciągu pracowała nad jego rozluźnieniem i rozruszaniem. Nie trzymała go w kłusie na jedną stronę za długo, pamiętając, że trening miał się jednak opierać na pracy na wypięciu. Zatem niebawem zwolniła konia Bloo do stępa, zmieniła kierunek i ponownie ruszyła go kłusem, chwaląc za poprawne reakcje na poszczególne komendy.
Bloo - 2018-02-06, 23:59

Taka ilość stępa pozwoliła wyciszyć Bloo - przynajmniej na ten moment - i sprawić, że ten faktycznie się rozluźnił, spełniając oczekiwania swojej właścicielki. Jego sylwetka uległa zmianie wraz z sygnałem do kłusem. Początkowo trochę się ożywił, ale do przyspieszenia konieczna była subtelna interwencja bata. Wtedy ruszył dość dynamicznie, uniósł głowę i w sumie po rozluźnieniu nie zostało nic. Potrzebował się wybiegać, co zajęło mu kilka dobrych okrążeń i dopiero wtedy zaczął odpowiadać na działania Jessie. Wyrównał tempo, które było energiczne, ale dużo bardziej kontrolowane niżeli poprzednio. Z rozluźnieniem było podobnie jak w przypadku stępa, potrzebował czasu. Pod koniec kłusa na daną stronę prezentował całkiem przyjemny dla oka obrazek i wtem bez oporu wrócił do stępa oraz bez obiekcji zmienił stronę. Przy drugim zakłusowaniu również troszkę zgubił rytm i się podekscytował, ale w tym przypadków ów stan minął znacznie szybciej.
Jessie - 2018-02-09, 19:52

Uważnie obserwowała konia, chcąc mieć pewność, że wszystko z nim dobrze. Nie dopatrzyła się jednak żadnej nieprawidłowości, czy to kulawizny czy sztywności, toteż po rozkłusowaniu ogiera w drugą stronę, wydała mu komendę do galopu. Ponownie towarzyszyło jej lekkie machnięcie końcówką bata, które miało sprowokować Bloo do ruszenia wyższym chodem. Jeżeli poczuł się sprowokowany do brykania, pozwoliła mu na to, zwyczajnie mocniej chwytając lonżę i nieco się zapierając, by przypadkiem nie zostać przeciągniętą na drugi koniec maneżu. :lol:
Zwolniła go do kłusa dopiero wtedy, kiedy zrobił parę okrążeń równym, spokojnym galopem, choćby były poprzedzone one serią bryków. Następnie zwolniła do stępa, by kolejno przywołać konia do siebie. Gdy zaczął podchodzić, ona zaczęła stopniowo zwijać lonżę, aż miała Bloo przed sobą. Wówczas podsunęła mu pod mordkę smakołyk i zajęła się zapinaniem pessoa, na którym miał dzisiaj potrenować.

Bloo - 2018-02-11, 21:27

W przypadku kolejnego przyspieszenia, Bloo nie wyrywał się do zagalopowania. Dopiero gdy końcówka bata przecięła powietrze za jego dupką, wyrwał przez siebie, prezentując okazałą serie baranków. Teraz, gdy poczuł wiatr w grzywie, obrał mocno aktywne tempo, co jakiś czas podrzucając jeszcze zadkiem i machając głową. Ożywił się dość mocno i kompletnie przestał myśleć o poprawnej sylwetce czy rozluźnieniu. Rozwlekł się niemiłosiernie i tak sobie wesoło pląsał jeszcze przez jakiś czas, aż do momentu w którym stwierdził, że zaczyna się męczyć a samo bieganie w kółko przestało sprawiać mu przyjemność. Wtedy unormował trochę rytm jak i samo tempo, nieznacznie obniżając łaciatą łepetynę. Jak na złość, powrót do kłusa wydał mu się dość słabym pomysłem, więc zignorował polecenie właścicielki, w dalszym ciągu galopując. Dopiero bardziej radykalne kroki zmusiły go do zwolnienia, a wtedy opcję stępa przyjął bez obiekcji. Parsknął przeciągle i przyczłapał na środek, w nadziei na jakiś smakołyk. Na szczęście się nie zawiódł i ochoczo ale nie łapczywie przyjął podarek, od razu radośnie międląc go w mordce. Gorzej zaczęło robić się z momentem zapinania pessoa, do którego Bloo podszedł niepewnie i trochę niespokojnie. Jego zaniepokojone oczka wodziły za Jessie z wyrazem ''Mamo, po co to? Przecież byłem grzeczny!''. Dość rzadko pracował na tego typu pomocach, toteż kompletnie nie wiedział czego może się po tym ustrojstwie spodziewać.
Jessie - 2018-02-15, 12:04

Musiała przyznać, że utrzymanie szalejącego na lonży Bloo nie było łatwym zadaniem. Udało jej się jednak nie zmienić swojego położenia w znaczący sposób, co uznała za osobisty sukces. :lol: W każdym razie miała nadzieję, że taka porcja galopu wystarczyła mu, by w dalszej części pracy nie miał podobnych pomysłów.
- Wszystko dobrze, misiu - wymruczała, głaszcząc konia po szyi, zanim jeszcze odesłała go z powrotem na koło. Zaczęła oczywiście od stępa, w którym dała srokatemu chwilę na oswojenie się z patentem. Jeżeli za bardzo kombinował lub się ociągał, podgoniła go batem, co by przestał filozofować, bo nie było nad czym. :lol: Była przekonana, że to kwestia paru chwil, jak Bloo zaakceptuje pomoc i zejdzie ładnie do dołu, jednocześnie rozciągając górną linię i podnosząc plecy, w czym brunetka go motywowała pilnując aktywności zadu i rozluźniając go subtelnymi półparadami.

Bloo - 2018-02-16, 17:04

Założenie pessoa ani trochę nie napawało go optymizmem. Zrobił się odrobinę nerwowy i zaczął kręcić się w miejscu, chociaż uspokajające działania Jessie powoli przyniosły zamierzony efekt. Mimo to w dalszym ciągu czuł się nieswojo i zdecydowanie bardziej wolał chodzić bez tego ustrojstwa. Teraz to już kompletnie przestało mu się spieszyć, dość ostrożnie stawiając kroki w celu zminimalizowania naprzemiennego działania wędzidła. Trwało to dłuższą chwilę, a poganiające działanie bata tylko wprawiało go w coraz większą irytację. Na szczęście nie przyszło mu na myśl odreagowanie w postaci baranów lub podobnych fikołków, bo to z kolei mogło skończyć się słabo. Z czasem, powolutku zaczął akceptować patent i faktycznie obniżać głowę oraz podnosić plecy, chociaż nie był to jeszcze pełny, oczekiwany przez właścicielkę efekt.
Jessie - 2018-02-20, 09:34

Zgodnie z oczekiwaniami, ogier w miarę upływającego czasu zaczął się przyzwyczajać do wypięcia, w czym zresztą go wspierała. Główną funkcją poganiania było dopilnowanie, żeby przede wszystkim cały czas szedł przed siebie, a nie próbował się zatrzymywać lub zwalniać do minimum.
Z czasem poprosiła go o ruszenie kłusem, w trakcie którego również była wyrozumiała; jeżeli przejście wiązało się z chwilowym usztywnieniem i niezrozumieniem, nawet nie była zdziwiona i po prostu pozwoliła koniowi "strawić" tę zmianę by na spokojnie zrozumiał, że nic nowego ani strasznego się teraz nie dzieje. Pewnie sam zauważył, że jeżeli się poddaje, to jednak się da ruszać; choć niewykluczone, że po prostu nie był to dla niego najlepszy patent i następnym razem trzeba będzie spróbować czego innego, w końcu każdy koń jest różny.

Bloo - 2018-03-05, 22:30

No dobra, poganianie batem było konieczne, bo ogier na początku miał ogromną ochotę by się zatrzymać i spróbować przeczekać tą niewygodę. Marzenia ściętej głowy, prawda? Dlatego tak bardzo wkurzał się faktem, iż ten niebezpieczny przedmiot cały czas za nim podąża, kompletnie nie ułatwiając sprawy.
Wkrótce - gdy już wstępnie zdążył się przyzwyczaić do pessoa - nadszedł czas na kłus. Ogier sam z siebie nie był skory do tak odważnych posunięć i dopiero odpowiednio zachęcony przeszedł na wyższy tryb. A dokładnie zrobił trzy kroczki w kłusie i na nowo zwolnił do stępa, chociażby na chwilkę, bo zakładam, że Jessie tak łatwo mu nie odpuściła. Teraz na nowo musiał zaznajomić się z nowymi doznaniami, idąc dość sztywno i mocno skracając swój wykrok. W tym przypadku jeszcze oporniej się rozluźniał, usilnie starając się jakimś cudem zniwelować działanie wędzidła.

Jessie - 2018-03-11, 22:53

Oczywiście, że nie pozwoliła mu na przejście do stępa. Jedynym sposobem na przyzwyczajenie się do patentu był ruch, dlatego konsekwentnie podgoniła ogiera z powrotem do kłusa. Widziała, że się męczył, ale wiele koni w pierwszym kontakcie z pessoa zachowywało się podobnie. Wiedziała, że dziś na pewno nie popracują w galopie, ale nie chciała też do końca dać za wygraną i po prostu konsekwentnie podtrzymywała ruch do przodu. "Wodze" tak naprawdę nie ustawiały go na siłę, musiał tylko przestać z nimi walczyć, żeby zyskać większą swobodę, co Jess starała mu się przetłumaczyć, wymagając od niego aktywnego kłusa po okręgu (na dużej średnicy, żeby było mu łatwiej) i działając delikatnymi półparadami.
Bloo - 2018-03-13, 01:00

Bloo początkowo z góry był nastawiony na nie. Denerwował się i irytował, przez co podnosił łeb, a wtedy odczuwał nacisk na pysk wędrujący od zadnich nóg, przez co błędne koło się zacieśniało. Zmuszony do aktywniejszego tempa pomocami tak radykalnymi, jak bat, faktycznie zaczął poruszać się żwawiej, chętnie korzystając z większej średnicy okręgu. Powoli zaczął łapać, że gdy opuszcza głowę i rozluźnia szczękę, to nacisk ustępuję, a wtedy nie było już tak źle. Tak więc drobnymi kroczkami doszli do momentu, gdy ogier przestawał usilnie walczyć, obniżył łeb, podniósł plecy i prawidłowo rozciągnął górną linię. Nie był może jakoś wybitnie z tego zadowolony, ale lepsze to niż nic
Jessie - 2018-03-13, 14:16

Gdy tylko zauważyła, że Bloo zaczyna odpuszczać, pochwaliła go głosem, ale nie pozwoliła na przejście do stępa w ramach nagrody. Nie chciała mu tego procesu utrudniać, więc utrzymała go w kłusie na kolejne kilka okrążeń, po których poprosiła o przejście w dół oraz o zmianę kierunku. Zanim odesłała srokacza na koło, dała mu smakołyk.
Kiedy już szedł na drugą stronę, oczekiwania Jess nie uległy zmianie - w dalszym ciągu prosiła go o aktywność, pomagając mu w odnalezieniu właściwej drogi do rozluźnienia się. Kiedy trochę popracował na obie strony, zatrzymała go, "rozebrała" z patentu i rozstępowała już całkiem luźno, bez niczego. Tyle musiało mu na dziś wystarczyć.
Po rozstępowaniu wróciła z koniem do stajni. /zt

Bloo - 2018-03-23, 01:37

Po pokonaniu wystarczającej ilości okrążeń na jedną stronę, ochoczo zwolnił i zszedł do środka, z cichą nadzieją zakończenia tych ''męczarni''. Z apetytem zwinął smaczka z dłoni Jessie, ale już z mniejszym zadowoleniem wrócił na koło.
Na drugą stronę poszło dużo łatwiej, bo Bloo był już obczajony z tematem i wiedział jakie są oczekiwania właścicielki. A wyszedł z całkiem mądrego założenia, że im mniej będzie walczył, to tym szybciej dobrną do końca i tak też się stało. Rozebrany z patentu odetchnął głęboko, tak jakby pozbył się całego ''ciężaru'', który dotychczas spoczywał na jego barkach. Wtedy w całkiem niezłym nastroju wrócił do stajni.

z/t

Letizia - 2018-03-28, 20:05

Korzystając ze sprzyjającej pogody, dziewczyna postanowiła przeprowadzić trening na świeżym powietrzu. Przyprowadziła więc Vivance na maneż, jako że oba parkury były oblegane przez innych jeźdźców i ich konie. Dotarłszy do celu, blondynka zatrzymała klacz z boku, zabierając się do ostatnich poprawek. Podpięła popręg, coby podczas jazdy nagle nie zsunąć się razem z siodłem pod brzuch gniadej, i upewniła się, że wszystko wygląda tak, jak wyglądać powinno. Ostatecznie włożyła na głowę kask i zapiąwszy go, wsunęła stopę do strzemienia. Odbiła się mocno, już po chwili miękko zasiadając w siodle. Wciąż jednak coś nie grało, a mianowicie długość strzemion, toteż Letizia naprędce wyregulowała długość pasków, aby jej odpowiadały. Nie chciała przeciągać tej czynności w nieskończoność, nie chcąc aby klacz się znudziła. W końcu dała sygnał do stępu. Dała klaczy długą wodzę, pozwalając jej wyciągnąć oraz obniżyć szyję, ale jednocześnie dbała o to, by tempo gniadej było dość aktywne, a nie ospałe. Pierwsze okrążenie miało służyć wstępnemu dogadaniu się, natomiast kolejne było już urozmaicone w różnego rodzaju, niewymagające łuki i duże koła. Parę minut na jedną stronę, a później tyle samo czasu na drugą.
Vivance Roscoe - 2018-03-28, 20:30

Wychodząc ze stajni, kobyła zadarła łeb ku górze z uszami postawionymi na sztorc. Napierała tym samym lekko na rękę poprzez napiętą wodzę. Jako, że jej ręka była wystarczająco stanowcza, a jej ciało mówiło ja tu jestem bossem, to klacz swoją wiosenną energię wysyłała w górę, caplując praktycznie w miejscu. Została wprowadzona na maneż, gdzie zostały wprowadzone ostatnie poprawki, zanim dziewczyna usadowi się wygodnie w siodle. Kiedy dziewczyna wsadziła stopę w strzemię i oderwała się od ziemi, to klacz jakby nigdy nic ruszyła do przodu. Nie była to złośliwość z jej strony i chęć jak najszybszego wyrzucenia kobiety w siodła. Po prostu podczas wsadzania stropy w strzemię i muśnięcie jej boku uznała jako dobry pretekst do ruszenia, zwłaszcza, kiedy roznosiła ją lekko energia. Zatrzymała się jednak, kiedy została przytrzymania po tym procederze. Wszak wytraciła brązowowłosą z równowagi, w tym czasie kiedy stała, Leitzia regulowała strzemiona. Ty, razem nie myślała, aby ruszyć, mimo wszystko dziewczyna miała w tej chwili większą kontrolę, aniżeli podczas wsiadania. Wiadomka. Jak już wszystko było w najlepszym porządku, dostała wyraźne pozwolenie do ruszenia. Szła aktywnie, mocno akcentując każdy krok. Szyja była wyciągnięta ku ziemi, bujala się w rytm nadawany przez jej własne kroki.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group