To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Alexander - 2017-09-29, 13:19

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA

Alex pierwszego dnia zawodów pojawił się dość wcześnie w stajni, by przygotować swoją podopieczną do zawodów. Miały być dla nich ich wspólnym wyzwaniem i miejmy nadzieje że owocnym w sukces. Szybko i sprawnie ogarnął klacz w stajni, by udać się z nią na rozprężalnie i tam odpowiednio przygotować do próby na czworoboku. Potem już tylko zostało oczekiwanie na wywołanie na czworobok.
W końcu zostali wyczytani, więc nadszedł ich czas na zaprezentowanie się. Alex odpowiednio ustawił klacz na pomoce i wysłał ją do kłusa. Okrążyli czworobok dookoła dając sobie czas na zapoznanie się z miejscem, by po dopracowaniu ostatnich poprawek wjechać na czworobok na linię środkową. Zamknął ją w łydkach i wodzy, by poprowadzić po linii prostej do punktu. Na krótko przed X wysłał jej kilka półparad, by idealnie w punkt wysłać jej jedną pełną. Dociążył zaraz jej grzbiet, odchylił się do tyłu z ściągnięciem łopatek oraz ściągnął wodzę do siebie. Udało im się w miarę poprawnie zatrzymać, więc Alex ukłonił się w kierunku sędziów. Zaraz wraz z półparadą odesłał klacz do kłusa, by pokonać do końca linię środkową. Na jej końcu odbili w lewo, gdzie wyjechanie ów narożnika nie wyszło im do końca najlepiej. Dojechali do E, gdzie znowu skręcili w lewo i skierowali się do X. Tam zaczęli wykręcać koło o średnicy 20m w lewo. Wewnętrzna łydka została na popręgu, zewnętrzną przesunął za i pilnował jej zadu. Wewnętrzna wodza nadawała jej zgięcie i kierunek ruchu, zewnętrzną pilnował i domykał wszystko. Po zamknięciu figury przestawił ją na pomoce na drugą stronę, by wykręcić koło o średnicy 20m w prawo. Po zamknięciu figury dojechali do ściany w B skręcając w prawo. Pojechali tak kawałek aż do A, gdzie poprzedził nowe zadanie półparadami. Docisnął łydki do jej boków, dociążył prawą stronę i wypchnął zaraz do galopu. Przejście nie najgorsze, ale sama jakość galopu mogłaby być lepsza. Dojeżdżając do E ponownie ściągnął ją na koło o średnicy 20m w prawo. Podobnie jak wcześnie stosownie wygiął ją od wewnętrznych pomocy, a ograniczając zewnętrznymi postarał się o jak najlepsze zarysowanie koła. Po powrocie na ślad, przygotował ją od razu do kolejnej zmiany. Delikatnie odciążył jej zad i ściągnął lekko wodzę, sprowadzając klacz z powrotem do kłusa. Dojeżdżając do M ściągnął ją na przekątną przez X do K. Alex na całej długości przekątnej anglezował w siodle, by w K wrócić pod ścianę i pojechać do A. Tutaj ponownie uprzedził ją o zmianie, by ponowić pomoce do przejścia w niższy chód. Nie mógł się jednak za bardzo dogadać z klaczą, dopiero po krótkiej walce udało im się przejść w F. Z początku stęp pośredni wyszedł im nieco chaotyczny i to przez dwa kroki, bo wraz z zejściem na przekątną w ów punkcie oddał jej wodzę. Zachęcił tym samym do stępa swobodnego, poprzez rozluźnienie i obniżenie głowy. Łydkami jednak cały czas przypominał jej o ruchu naprzód oraz wyznaczał trasę. Przed M zebrał ją do poprzedniego ustawienia, zachęcając do żwawszego poruszania się, poszerzenia odpowiednio ram i zaznaczenia kroków. Tak skierowali się do C, gdzie uprzedził ją półparadami o zmianie. Docisnął łydki do jej boków, by wypchnąć ją zaraz z krzyża do kłusa. Dojeżdżając do E zeszły ponownie na koło o średnicy 20m w lewo. Alex od razu z wejściem na figurę zaczął anglezować w siodle, wyginając ją ponownie od swoich pomocy. Zaczął też oddawać jej stopniowo wodzę, zachęcając ją do zejścia w dół i przód z żuciem z ręki. Nie do końca im wyszło jednak, bo klacz gdzieś nie dociągała tym zadem niestety. Po zamknięciu koła pojechali do A, gdzie znowu czekało na nich zagalopowanie. Wysłał jej te same pomoce co wcześniej, dociążając jednak tym razem lewą stronę. Podobnie jak wcześniej samo zagalopowanie nie było najgorsze, ale sam galop mógłby być lepszy z pomocą nie chcącego dziś współpracować zadka. Dojeżdżając do B ponownie ściągnął klacz na koło, wyjeżdżając kolejne w lewo o średnicy 20m. Ponownie wygiął ją od wewnętrznej łydki, a zewnętrzną pilnował jej zadu. Wewnętrzna wodza nadająca kierunek i zgięcie, a zewnętrzna domykająca i pilnująca całości. Po zamknięciu koła przygotowanie siwej do zejścia w niższy chód, które wykonali między B i M. Pojechali kawałek dalej do H, gdzie zeszli na przekątną przez X do F. Alex całą przekątną ponownie anglezował w siodle, by po powrocie na ścianę pojechać do A. Tam wykręcili na linię środkową do X. Uprzedził ją ponownie kilkoma półparadami, by wysłać jedną pełną idealnie w punkt. Dociążył zaraz jej grzbiet, odchylił się do tyłu z ściągnięciem łopatek oraz ściągnął wodzę do siebie. Po ukłonie zjechał na długiej wodzy z czworoboku.

z.t
Unbridled Life - 2017-09-29, 13:21

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Niespokojną i nerwową atmosferę oczekiwania wyczuwało się w stajni od samego rana. Dlatego Unbridled krążyłą po swoim boksie nieco nerwowo, oczekując aż jakiś stajenny się nią zajmie, podgryzając co i kogo popadnie. Nieoczekiwanie jednak pod jej boksem pojawił się jej właściciel we własnej osobie, klacz więc przywitała się z nim, by przejść do wymuszenia smakołyków przed zalizanie na śmierć, względnie podgryzanie. Jeszcze nie wiedziała, że czeka ją jakże ambitne zadanie. Pozwoliła się wyprowadzić na korytarz i nie wybrzydzała przy oporządzaniu i siodłaniu, ciesząc się z okazji do ruchu. Kiedy znaleźli się na rozprężalni w końcu zaczęła podejrzewać, że coś się święci, więc na samym początku rozgrzewki trochę rządziły nią nerwy, jednak w końcu rozgrzali się i przygotowali do zawodów.
Gdy zostali wyczytani Alexander skierował ją na czworobok. Zastrzygła uszami, rozglądając się wokół, parsknęła nerwowo. Okrążyli czworobok kłusem, chłopak wprowadzając ostatnie poprawki, po czym w A wjechali na linię środkową. Siwa była jeszcze nieco nerwowa, jednak przypilnował ją na linii i posłał półparady, przygotowując ją do zatrzymania w X, które im nawet wyszło. Po chwili, gdy Alex już się ukłonił, równie sprawnie ruszyli dalej, w stronę przeciwległej krótkiej ściany. Odbili w lewo zjeżdżając pod ścianę i wyjechali narożnik, co mogłoby im wyjść lepiej, niż wyszło. Znaleźli się pod długą ścianą, gdzie w E skręcili znów w lewo i Alex poprowadził ją do X, gdzie zapoczątkowali koło o średnicy 20 metrów. Proste figury nie były dla nich nowością, o ile wykonywanie ich na zawodach ujeżdżeniowych już tak. Zareagowała więc poprawnie na pomoce jeżdżca, zachowując równe tempo i prawidłowo się wyginając od łydki Alexa. Zamknęli koło i właściciel przestawił ją na pomoce, by w podobny sposób pokonać koło w prawo, a i gdy tą figurę zamknęli dojechali do B, tam skręcili w prawo. Kontynuowali kłus aż do krótkiej ściany do A, gdzie posłał siwej półparady i przygotował do przejścia do galopu. Przejście wypadło nie najgorzej, jednak jakością chodu przynajmniej na razie się nie popisała. W E znów odbili na koło o średnicy 20 metrów, co nie stanowiło dla czterolatki problemu. Zachowywała tempo, wyginała się, tworząc rysunek koła. Nawet zaczęło ją powoli nudzić ciągłe kręcenie kół. Z powrotem pod ścianą, o odpowiednim przygotowaniu i działaniu pomocy wrócili do kłusa, by w M zmienić kierunek przez przekątną. Wrócili na ślad i ruszyli po nim aż do A, wyjeżdżając po drodze narożnik. Podobnie jak dotychczas została przygotowana do przejścia, widocznie jednak nie miała na to ochoty i po "negocjacjach" z właścicielem, udało im się to w F. Stęp pośredni też nie okazał się być mocnym punktem ich programu. Następnie oddał jej wodze, zachęcając do stępa swobodnego, z czym niemka nie miała większych problemów. Rozluźniła się, chociaż nie do końca i nieco obniżyła łeb podczas stępu swobodnego. W okolicy M po przygotowaniu wróciła do żwawszego tempa i pośredniego stępu z wyraźnym zaznaczeniem kroków, co szło jej nieco lepiej niż ostatnio. Dotarli do C, gdzie została wypchnięta do kłusa roboczego, którym ochoczo ruszyła, nie do końca zadowolona z tempa obranego przez Alexandra. Pokonali narożnik, by w E odbić na koło w lewo, znów o średnicy 20 metrów. Tak jak poprzednio nie miała problemu z prawidłowym wpisaniem się w figurę, przynajmniej na razie, bo gdy przyszła kolej na wykonanie żucia z ręki, nie wyszło im to najlepiej, bo okazało się, że gdzieś nie dociąga. No cóż, trudno też zbyt wiele od niej wymagać, jednak sam udział w zawodach był ważnym doświadczeniem. Zamknęli koło w E, by ruszyć dalej kłusem roboczym. Ruszyli pod długą ścianą i zeszli pod krótką, by w A zagalopować - znów, niemal z przesadnym entuzjazmem ze strony klaczy. Rezultat był podobny jak wcześniej: przyzwoite zagalopowanie, gorszy galop i niechętny współpracy siwy zadek Unbri. Znów byli pod długą ścianą i w B obili na kolejne koło. Siwa parsknęła niezadowolona, obwieszczając, że ciągłe koła ją nudzą, jednak starała się prawidłowo wyjechać i tą woltę. Zamknęli figurę, by po odpowiednim przygotowaniu i pomocach, pomiędzy Bi M zwolnić do kłusa. Z kolej jeszcze w H odbili na przekątną, na które Alex anglezował. Zjeżdżając ze wspomnianej przekątnej pojechali do A. Tam znowu skręcili na linię środkową, zmierzając do X, przed którym Alex ją przygotował, by znów w punkcie się zatrzymać. Następnie, po ukłonie zjechali z czworoboku na długiej wodzy.

zt
Alexander - 2017-09-29, 13:21

PRÓBA CROSSOWA CZ. 1

Stwierdzenie że rzucił się w tych zawodach z klaczą na głęboką wodę, było bardzo trafne i na miejscu. Wiedział jednak że klacz dobrze poradzi sobie w skokach, może nawet lepiej niż na czworoboku. Wygrali już jedne zawody skokowe, a poza tym sporo cech odziedziczyła swoje ojca. On też lepiej radził sobie w locie, niż w deptaniu ziemi. Nie mniej na torze crossowym mieli się pojawić po raz pierwszy, co mogło być dla nich stosunkowo trudne. Alex jednak wierzył w swoją podopieczną, a nawet gdyby poszło im źle - to przecież była dobra zabawa i nauka prawda? Pojawił się dość wcześnie rano w stajni w dniu części crossowej, by od razu udać się pod boks klaczy. Siwa pewnie się zdziwi że w ciągu trzech dni poświęci jej sporo czasu i uwagi, ale naprawdę był wniebowzięty z możliwości startu z nią w tych zawodach. Przywitał się z nią, by zaraz zabrać na myjkę. Szybkie acz sprawne oporządzenie klaczy, a także szybkie przygotowanie siebie samego i ruszyli na rozgrzewkę. Alex starannie acz rozważnie przeprowadził klacz przez nią, nie chcąc jej przesadnie forsować. W końcu byli gotowi w oczekiwaniu na wezwanie.
W końcu nadszedł czas na ich start. Alex pozbierał klacz i skierował w kierunku linii startu, skupiając ją na sobie za pomocą kilku półparad. W końcu wraz z dzwonkiem odesłał klacz do galopu, ustawiając na początek stałe tempo. Narzucał pośrednie, nie za mocne i nie za słabe. Do pierwszej przeszkody był kawałek, ale prowadził ją dość pewnie. Nie mógł się wahać czy obawiać, bo to się by źle skończyło. Pierwsza przeszkoda nie wyglądała wcale tak strasznie. Krótkie uprzedzenie o nadchodzącym zadaniu, by zamknąć klacz w pomocach i doprowadzić do miejsca wybicia. Wtedy wyszedł za jej ruchem, przechodząc do półsiadu i oddając jej wodzę do skoku. Udało im się bezpiecznie i pewnie pokonać pierwszą przeszkodę, pogalopowali po lądowaniu spokojnie kawałek do drugiej. Alex nadal utrzymywał optymalne tempo, nie chcąc wytracić zbyt dużo energii na początku. Druga przeszkoda wyglądała nieco dziwnie, ale była możliwa do pokonania. Alex wysłał jej kilka półparad i skupił na przeszkodzie, ale nie dał się jej na nią zapatrzeć. Poprowadził ją pewnie do przeszkody, by w stosownym do tego miejscu łydką odesłać ją do skoku nad przeszkodą. Zgrał się z jej ruchem w locie i w niezmiennym tempie skierował do trzeciej przeszkody. Była ona nieco podobna do tej pierwszej, ale chłopak zachował wszelkie środki ostrożności. Na krótko przed przeszkodą uniósł klacz do niej, przymykając w pomocach i ponownie doprowadzając do miejsca wybicia. Wylądowali na prawo, by po spokojnym łuku skierować się na pierwszy szereg. Kawałek mieli do pokonania, ale jechali odpowiednio średnim tempem pozwalającym na zachowanie dobrego wyniku. W końcu dostrzegł pierwszą z przeszkód, zachował podobnie jak w przypadku poprzednich ten sam schemat. Po lądowaniu w skupieniu skierował ją w kierunku drugiego członu, który udało im się pokonać w podobnym stylu. Zostawił prawą nogę jako prowadzącą i pogalopowali w kierunku piątej przeszkody. Utrzymując przy tym stałe tempo galopu, a trasa do pokonania nie była wcale taka odległa. Skupił ją ponownie na przeszkodzie, by doprowadzić w miarę dokładnie do miejsca wybicia. Zamknął ją odpowiednio w pomocach i w miejscu odesłał łydką do skoku, przechodząc w locie do półsiadu i oddając jej wodzę podczas skoku. Po lądowaniu czekał ich większy kawałek trasy do szóstki, która ponownie wyglądała jak kłoda. Doprowadził spokojnie klacz do przeszkody, by w odpowiednim miejscu ponownie odesłać ją do skoku. Zgrał się z jej ruchem w locie, by wylądować na lewo i pokierować się spokojnym łukiem na siódemkę. Przeszkoda wyglądała jak domek, mogła nieco budzić podejrzeń klaczy ale powinni sobie z nią poradzić. Przymknął ją w pomocach i wziął nieco na siebie przed przeszkodą, by i tą bez większego trudu ostatecznie pokonać.

1-7
Unbridled Life - 2017-09-29, 13:23

PRÓBA CROSSOWA CZ. 1


Fakt, nie można było powiedzieć, że Unbirdled jest "oblatana" w startach na zawodach, albo, że ma duże sukcesy. Jedna wygrana sukcesu nie czyni, ale może dobrze rokować, zwłaszcza, że siwa ma dobre predyspozycje i odziedziczyła co trzeba po ojcu. Cross był dla niej całkowitą nowością.
W dniu zawodów terenowych panowała podobna atmosfera jak poprzedniego dnia, która wpędzała klacz w lekką nerwowość, jako, że nie przyzwyczaiła się do tego jeszcze. Powitała właściciela z umiarkowanym entuzjazmem, zbliżając się do drzwiczek by się z nim przywitać. Nie opierała się przy wyprowadzeniu jej z boksu ani przy oporządzaniu, czasami jednak pokazując w jaki sposób oddziałuje na nią atmosfera. Gdy oboje byli gotowi Alexander zaprowadził ją na miejsce rozgrzewki przed ich startem. Tam rozgrzali się starannie, jednak bez forsowania się. Unbridled starała się mieć oczy dookoła łba, wszystkiemu się przyglądając, jednak rozgrzewka pomogła jej w uspokojeniu się.
Następnie Alex skierował ją w stronę linii startu. Półparady, które jej posyłał częściowo były pomocne, jednak siwa nadal była z jednej strony zaniepokojona, z drugiej zaciekawiona. Można powiedzieć, że t zawody naprawdę były dla niej przełomowe pod względem nowości, z którymi mogła się zapoznać. Kiedy zabrzmiał dzwonek ruszyli przed siebie galopem. Klacz była z początku zdezorientowana, jednak mężczyźnie udało się mniej więcej skierować jej uwagę na właściwe tory, prowadząc ją do pierwszej przeszkody równym tempem galopu. Gdy byli blisko jedynki niemka zastrzygła uszami na widok dziwnej przeszkody, która w bardziej doświadczonym pod względem terenowym (i w zasadzie każdym innym) koniu nie wzbudziłaby większych obaw. Jej właściciel jednak zadziałał półparadami i zamknął ją w pomocach, więc pomimo lęku i niepewności Unbridled dotarła pod przeszkodę, by we wskazanym miejscu się wybić - byłą to czynność, którą już znała, więc wiedziała co ma dalej robić. Ułożyła się odpowiednio w locie, jak na jej jeszcze skromne doświadczenia i zgrała się z Alexem, by bezpiecznie wylądować po drugiej stronie. Jej pewność siebie zdecydowanie wzrosła, bo w sumie cross okazał się nawet fajny!
Z tego entuzjazmu pogalopowała ku dwójce nieco za szybko, ale Alexander zapewne sprowadził ją na ziemię, nim dotarli do przeszkody. Ta przeszkoda wyglądała jeszcze dziwniej od poprzedniej, jednak wahanie u klaczy trwało bardzo krótko, poza tym Wine nie pozwolił jej zbyt długo się wahać. Podobnymi pomocami co wcześniej doprowadził ją do przeszkody i pomógł w znalezieniu właściwego miejsca do wybicia, co zaowocowało również udanym i znacznie pewniejszym skokiem. Ruszyli z kolei do trójki, utrzymując równe i aktywne tempo, jednak takie, aby Unbri zachowała wystarczająco sił do końca. Przed trzecią przeszkodą mężczyzna nie napotkał żadnego wahania ze strony siwej. Odważnie ruszyła pod przeszkodę, śmiało się wybiła, zabaskilowałana swoje możliwości i zgrała z dwudziestoośmiolatkiem. Wylądowała na prawo, by ruszyć na pierwszy szereg. Do pierwszego członu musieli pokonać kawałek trasy, co udało im się bez problemów i komplikacji po drodze. Od czasu do czasu pojawiało się chwilowe wahanie ze strony czterolatki, jednak poza nimi brawurowo, ale z rozwagą pokonywała przeszkody. Podobnie było w wypadku 4a, którą udało im się na czysto pokonać, by skierować się na drugi człon, który wyglądał dziwnie, ale nie był tak skomplikowany by nawet z niewielkim doświadczeniem przy właściwych pomocach od Alexa miała sobie nie poradzić. Pomógł jej w znalezieniu właściwego miejsca do wybicia i w ten sposób zmieścili się przed 4b, chociaż w stylu skoku miała drobne braki, wynikało to też z braku doświadczenia i młodego wieku. Koniec końców pokonali szereg na czysto i ruszyli dalej.
Piątka do której ruszyli teraz była w sumie w kształcie nieco podobna do 4b. Klaczy udawało się zachowywać równe, ekonomiczne tempo, mimo momentów niepewności, które były też spowodowane bodźcami z otoczenia, nie związanymi jedynie z dziwacznymi przeszkodami. Alexowi udało się jednak skupić ją na przeszkodzie, zamknąć w pomocach i doprowadzić do przeszkody, gdzie znowu śmiało wybiła się w zasugerowanym miejscu, zgrywając z nim w skoku. Na razi szło im całkiem dobrze, a Ubridled nic nie odwalało, chociaż oczywiście wszystko mogło się jeszcze zdarzyć. Do szóstki czekał ich dłuższy kawałek trasy, który jednak w większości upłynął im spokojnie. Momentami siwka miała ochotę na szarżę, ale Alex był w stanie sprowadzić ją na ziemię. Koniec końców dotarli do przeszkody, która i tym razem nie wzbudziła w niej niepokoju, który miałby przeszkodzić jej w sprawnym pokonaniu go. Z pomocą Alexa wybiła się we właściwym miejscu, unosząc przody, potem tyły i przyzwoicie układając się w skoku. Siódemka do której dotarli po chwili wzbudziła w niej pewne wahanie, jednak znowu z pomocą Alexa sobie z nią poradziła, pokonując ją na czysto.
Alexander - 2017-09-29, 13:24

PRÓBA CROSSOWA CZ. 2

Na szczęście jak na razie przejazd szedł im gładko i oby tak zostało do końca. Po lądowaniu za siódmą przeszkodą pojechali mniejszy kawałek w kierunku ósmej. Znowu przypominała nieco budową domek, więc Alex miał nadzieje że i teraz klacz sobie poradzi. Ponownie lekko podebrał klacz przed przeszkodą na siebie, skupiając ją na sobie i zamykając odpowiednio w pomocach. Sprawnie doprowadził ją do miejsca wybicia, by w nim łydką odesłać ją ponownie do skoku. Zgrał się z jej ruchem w locie, by po łagodnym łuku w jednostajnym tempie skierować się na szereg 9ab. Obie przeszkody przypominały nieco ławki, ale nie wyglądały na straszne. Lekko przytrzymał klacz bliżej siebie, prowadząc w kierunku pierwszego członu. Udało im się go pokonać bez większego szwanku, więc w tym lekkim przytrzymaniu poprowadził klacz do drugiego członu. Udało im się i tą przeszkodę pokonać w dobrym stylu, więc do końca zostało im już tylko kilka. Lądowanie na lewo, by po łuku się kierując najechać na potrójny szereg teraz w dość rozłożystym dystansie. Czekała ich wodna przeszkoda, więc Alex musiał zachować wszelkie środki ostrożności. Do pierwszej przeszkody pojechał na spokojnie, biorąc klacz bardziej na siebie, zamykając w pomocach i prowadząc do miejsca wybicia. Odesłał ją do skoku w wyznaczonym miejscu i zgrał się z jej ruchem w locie. Po lądowaniu przytrzymał ją i skupił mocniej na sobie, zachęcając ją do w galopowania w zbiornik wodny. Przeprowadził klacz bezpiecznie na drugą stronę i skierował do ostatniego członu 10 przeszkody. Skakali już podobną, więc obyło się na tej bez niespodzianki. Do 11 przeszkody mieli kawałek, więc pozwolił nieco klaczy się rozpędzić. Na krótko przed przeszkodą wrócił z klaczą do optymalnego tempa, by zamknąć ją ponownie w pomocach i doprowadzić do miejsca wybicia. Odesłanie łydką do skoku, przejście do półsiadu i oddanie wodzy na potrzeby skoku. Lądowanie na prawo i nieco nabranie tempa galopu do kolejnego szeregu 12ab. Przed samym szeregiem znowu nieco uregulował tempo. Pierwszy człon niewiele różnił się od jednej z poprzednich przeszkód, więc Alex na spokojnie doprowadził klacz do niej i pokonali ją bez większego trudu. Po lądowaniu pokierował ją do drugiego członu po lekkim łuku, gdzie Alex na kawałek przed wziął klacz nieco na siebie i w pełnym zaangażowaniu doprowadził do przeszkody. Odesłał ją ponownie do skoku, zgrywając się z jej ruchem w locie. Lądowanie na prawo i kierunek kolejny szereg 13ab. Z pozoru miał się wydawać łatwy, ale tylko z pozoru. Pewnie poprowadził ją do kłody, która była pierwszym członem szeregu. Pokonali ją bez większego trudu, by po lądowaniu skierować się do drugiego członu. Alex przytrzymał klacz i skrócił jak najbardziej się dało i doprowadził do uskoku, by łydką zachęcić ją do zejścia w dół. Na szczęście klacz ufała jego decyzją i zeszła, by dalej pogalopować nieco energiczniej do kolejnej przeszkody. Do czternastki ponownie był kawałek, gdzie pozwolili sobie na większe tempo. Poprowadził ją pewnie do płotu z krzakiem, by w odpowiednim miejscu odesłać klacz łydką do skoku. Płynne przejście w locie za jej ruchem, by skierować się na przedostatnią przeszkodę. Lekko pozwolił jej przyspieszyć do 15 przeszkody, która ponownie wyglądała jak płot z krzaczkiem. Pokonali go w podobnym stylu co poprzednią przeszkodę i pogalopowali do ostatniej, pozwalając sobie ponownie na lekkie przyspieszenie. Na krótko przed wziął klacz bardziej na siebie, nieco ją hamując także i ostatecznie doprowadził do miejsca wybicia. Odesłał ją do ostatniego skoku, podążając za jej ruchem w locie. Po lądowaniu pogonił ją do celowników, by za nimi zwolnić klacz i pochwalić za doskonale wykonane zadanie.

z.t
Unbridled Life - 2017-09-29, 13:25

PRÓBA CROSSOWA CZ. 2


Mogłoby być gorzej zdecydowanie, a na razie nie ma co narzekać. Po lądowaniu ruszyli kawałek utrzymując równy galop, w stronę kolejnej przeszkody. Wyglądem przypominała poprzednią, z któą Unbridled zdążyła się zapoznać, więc nie wymiękła i przed tą. Doprowadzona do przeszkody i zamknięta w pomocach, wybiła się we wskazanym przez Alexandra miejscu, zgrywając się z nim w skoku. Teraz czekał ich kawałek trasy, a potem kolejny szereg - 9ab. Alex poprowadził ją na pierwszy człon bliżej siebie, a gdy udało im się go pokonać na czysto w lekkim przytrzymaniu dotarli pod 9b, gdzie powtózyli cały proces. Żadna z przeszkód nie sprawiła siwej większych trudności. Swego rodzaju utrudnieniem była natomiast gdzieniegdzie głośna publiczność, która momentami dekoncentrowała klacz. Wylądowali na lewo by po łuku ruszyć na kolejny szereg, 10abc. Pierwsze dwa człony leżały bliżej. Już przy pierwszym lekko się zaniepokoiła, bo wyglądał dziwnie, jednak jej właściciel znowu zadziałał przez co udało mu się ją pozbierać i zamknąć w pomocach. Doprowadzona do przeszkody czterolatka wybiła się dynamicnie, chociaż bez drobnego wahania przed przeszkodą się nie obyło, nie zagrażał on jednak udanemu skokowi. Teraz czekała ją jednak woda. Mężczyzna poprowadził ją, by wgalopowałą do wody, na co nie miałą najmniejszej ochoty, tuląc uszy i parskając. Koniec końców wgalopowała do zbiornika wodnego, niezbyt z tego faktu zadowolona. Znacznie bardziej była zadowolona, gdy z niego wygalopowała i ruszyli do 10c, gdzie Alex nie napotkał niepokojów z jej strony. Na czysto pokonała ostatni człon szeregu i w ten sposób zatoczyli "pętelkę". Do kolejnej przeszkody nieco się rozpędziła z powodu dystansu. Okazję do nabrania tempa przyjęła z entuzjazmem, a Wine zapewne ukrócał wszelkie jej zapędy, by za bardzo się rozgalopować. Ostatecznie dotarli pod jedenastkę, gdzie zamknął ją w pomocach i pomógł jej z wybiciem, które wypadło we właściwym miejscu. Niemka zabaskilowała i zgrała się z jego ruchem. Teraz czekał ich kolejny szereg, znowu w większej odległości. Znów pogalopowała aktywniej do 12a, jednak przed pierwszym członem jej właściciel uregulował jej tempo. Miała już podczas tego przejazdu do czynienia z przeszkodami - domkami, więc wygląd szeregu nie sprawił jej kłopotów, więc sprawnie pokonała 12a, a potem 12b, dzięki pomocy Alexa mieszcząc się pomiędzy szeregami.
Czekał ich kolejny, po pokonaniu dłuższego odcinka trasy, gdzie znowu dodała w tempie, starając się jednak rozłożyć siły. Przy 12a zawahała się jedynie przez chwilę, by znowu śmiało wybić się we wskazanym miejscu, ułożyć w skoku i zgrać z nim. Z drugim członem jednak tak nie było i zbliżając się do niego, Didle się zaniepokoiła i starała się zwolnić. Na nieszczęście Alex oczekiwał od niej, że pokona uskok, na co znowu nie miała ochoty. Koniec końców zaskoczyła. Zaufała człowiekowi, obwieszczając jednak swe niezadowolenie krótkim parsknięciem.
Pogalopowała dalej do czternastki, gdzie znowu czekało ją coś nowego, przeszkoda, która wzbudziła w niej pewną nerwowość. Jednak zareagowała na pomoce od jeżdżca, koniec końców wybijając się również nad czternastkę i pokonując ją na czysto. Piętnastka kawałek dalej była dość podobna, chociaż w sumie większa, z perspektywy siwej. Nie byłą jednak już jej straszna, więc śmiało się wybiła i zgrała z Leonem w skoku. Pozostałą im szesnastka, do której równym tempem dogalopowali. Byłą to barwna przeszkoda, jednak z jej kształtem częściowo klacz się już zapoznała. Jedynie głośna publiczność znów dała jej się we znaki, chwilowo ją dekoncentrując, jednak nie zaważyło to na ich skoku, bo Alexander zamknął ją w pomocach, wziął bardziej na siebie i pomógł w znalezieniu miejsca do wybicia, dzięki czemu ostatnia przeszkoda została pokonana na czysto. Dotarli do celowników utrzymując równe tempo, po czym zamiast zwolnić, siwa przyspieszyła, parskając wesoło i odstawiając krótki, entuzjastyczny harc, zanim Alex nie zepsuł jej zabawy i jej nie zatrzymał. Jednak pochwały zawsze miło jej dostać, więc gdy została pochwalona spokojnie ruszyła za nim, zapewne na rozstępowanie, a potem z powrotem do stajni, przed ostatnim dniem zawodów.

zt
Jessie - 2017-09-30, 16:52



Po debiutach można było się spodziewać wszystkiego, ale Jess miała pozytywne nastawienie. Przez te wszystkie lata po prostu nauczyła się i polubiła pracować z tym typem koni, jakim były młode konie - nieopierzone i z tysiącem pomysłów na minutę, z czego nie wszystkie były dobrze widziane. Niemniej rozprężenie odbyło się bez większych niespodzianek (?), ale też zawodniczka uważała na to, by trzymać odległość od innych koni i nie prowokować sytuacji, które mogłyby nakłonić Sociala do pokazania rogów. Przede wszystkim pojeździła dużo w dole, robiąc wiele przejść, bo to właśnie na nich opierał się dzisiejszy program. Na tym etapie nauki koń miał zaprezentować lekkość i chęć do ruchu naprzód.
Zakończywszy rozgrzewkę, przed wyczytaniem na czworobok postępowała parę minut na długiej wodzy, dając kasztanowi czas na odpoczynek i "przemielenie" tego, co jeszcze doszlifowali podczas rozprężenia. Następnie ponownie nabrała wodze na kontakt, poproszona o przygotowanie, i ruszyła kłusem roboczym dookoła czworoboku, korzystając z przywileju okrążenia go. Poświęciła ten czas na zgranie się z Socialem i poprawienie jego przepuszczalności, tak, by jak najlepiej zaprezentować się z ogierem na czworoboku. Kiedy poczuła, że to już ten moment, wykonała woltę na wysokości litery A, by z niej pojechać na wprost, po linii środkowej między rozstawionymi szrankami czworoboku. Jadąc kłusem ćwiczebnym, pozostała rozluźniona i poprawnie, głęboko usadzona w siodle, wobec czego miała szansę przekazywać Socialowi precyzyjne sygnały. Prowadziła go w równomiernie rozłożonych pomocach, to znaczy wodze trzymała na kontakcie, równej długości, zaś łydkami swobodnie opasała boki wierzchowca, nie dopuszczając do skrzywienia w kłodzie. Do zatrzymania w literze X Jessie przygotowała Sociala paroma półparadami, które miały wzmóc jego uwagę, a także zrównoważyć go przed wykonaniem zatrzymania. W określonym punkcie zatrzymała ruch konia, blokując go poprzez napięcie krzyża, zamknięcie konia w łydkach i domknięcie ręki. Ukłoniła się sędziom, po czym ponownie ruszyła na wprost, przejście poprzedzając półparadą. Dojeżdżając do końca linii środkowej, subtelnie ustawiła głowę konia na lewo, by za chwilę dodać do tego wewnętrzną łydkę, wokół której wygięła kasztana w kłodzie, poprawnie wchodząc w zakręt. Podobnie zachowała się w narożniku i przy kolejnym zakręcie, wyznaczonym na połowę długiej ściany, czyli literę E. Stamtąd pojechała na wprost, by w literze X rozpocząć koło o średnicy dwudziestu metrów, w lewą stronę. Ponownie zaczęła od ustawienia konia na lewo, by następnie wygiąć go w kłodzie od lewej łydki, podczas gdy zewnętrzna, lekko cofnięta za popręg, pilnowała zadu i ułatwiała ogierowi wpisanie się w łuk. Podobną funkcję pełniła zewnętrzna wodza, która kontrolowała wygięcie w szyi. Wewnętrzną wodzą zawodniczka subtelnie zachęcała podopiecznego do pogłębienia zaokrąglenia, dzięki czemu udało jej się wykonać prawidłowy rysunek koła, po zamknięciu którego bezpośrednio wykonała drugie, takie same koło, lecz zwrócone w przeciwnym kierunku - czyli w prawo.
Następnie skręciła w literze B w prawo, by w najbliższym narożniku wykonać zagalopowanie z prawej nogi. Ponownie wykonała pierw półparadę, po czym przesunęła zewnętrzną łydkę za popręg i docisnąwszy obie do boków konia, wypchnęła go z bioder do galopu. Nie utraciła przy tym elastycznego kontaktu z pyskiem, dzięki czemu Social w dalszym ciągu miał zapewnione oparcie na zewnętrznej wodzy i nie powinien stracić równowagi. Zadaniem Jess było teraz przede wszystkim utrzymanie konia w galopie, co wcale nie było takie oczywiste, biorąc pod uwagę fakt, że ten dopiero poznawał swoją równowagę. Starała się zatem nie zaburzać jej i pozwalała koniowi na swobodny, aktywny ruch do przodu, nie siląc się na dokonywanie zmian w jego sylwetce. Wysokie ustawienie na tym etapie treningu nie było najważniejsze, wolała zatem, by prezentował się "gorzej", ale za to szedł rytmicznie i lekko, z wyraźną chęcią do ruchu naprzód. W połowie długiej ściany, czyli w literze E, Jess wykonała kolejne koło, w trakcie którego postarała się o zachowanie dotychczasowej prędkości i rozluźnienie Sociala, którego mogła teraz zachęcić do mocniejszego pchania się zadem oraz otwarcia się przodem, co generalnie łatwiej było uzyskać na kole, aniżeli podczas jazdy na wprost.
Zamknąwszy wspomniane koło, po paru krokach na wprost zwolniła do kłusa, przejście poprzedzając półparadą, by nie było ono dla ogiera zaskoczeniem. Jej także udało się dość łagodnie przejść tę zmianę. W literze M skierowała kasztana na przekątną, przez którą zmieniła dotychczasowy kierunek ruchu. Wciąż poruszając się kłusem, zaczęła dodatkowo anglezować, zgodnie z tym, co mówił program. Prowadząc konia po przekątnej, starała się utrzymać go wyprostowanego, co znowuż nie było takie oczywiste w momencie, w którym stracił "oparcie" w ścianie. Kluczem do sukcesu ponownie stały się równomiernie rozłożone pomoce i wzrok utkwiony w punkcie, w którym mieli wrócić na ścianę. Wróciwszy na nią, Jess przygotowała Sociala do kolejnego przejścia, tym razem do stępa, zaplanowanego w literze A. Wraz z jego uzyskaniem, od razu z powrotem rozluźniła biodra i podparła konia łydką, by zachować płynność w przejściu i nie wytrącić ogiera z rytmu. Kolejno wyjechała z narożnika w kierunku X, zupełnie jakby chciała wykonać przekątną, z tą różnicą, że we wspomnianym punkcie ponownie odbiła na ścianę. Jednocześnie całkowicie oddała ogierowi wodze, pozwalając mu wyprostować szyję i nieść ją na takiej wysokości, na jakiej było mu wygodnie. Prowadziła go w samych łydkach, pilnując nimi nie tylko wyprostowania, ale także pracy zadu, który powinien zostać aktywny. Kończąc owy "szlaczek", ponownie nabrała wodze na kontakt, by w połowie krótkiej ściany przejść do kłusa (w literze C). W kłusie wykonała kolejne koło, mające swój początek w literze E. Jadąc po nim, po raz kolejny zaczęła anglezować i jednocześnie wypuszczać konia do dołu, zachęcając go do podążenia nosem za oddającą ręką. Łydkami i dosiadem dojeżdżała go do ręki, ułatwiając zachowanie pożądanej równowagi. Zamykając koło, z powrotem nabrała wodze i usiadła w siodle, by na ścianie kontynuować kłus ćwiczebny. Wykonała z niego zagalopowanie z lewej nogi, mające miejsce w narożniku, po czym na długiej ścianie wykonała koło, o takim samym rozmiarze co ostatnim razem. Wróciwszy na ścianę, po paru foule zwolniła z powrotem do kłusa i nim poruszała się aż do końca przejazdu. Zanim jednak przeszła do ostatniego elementu, zmieniła kierunek przez przekątną, nie zapominając o tym, by zacząć anglezować i w połowie przekątnej zmienić nogę. Następnie skręciła na linię środkową, w której połowie wykonała zatrzymanie - przygotowując do niego konia tak, jak na początku programu - po którym ukłoniła się sędziom. Opuściła czworobok stępem, na długiej wodzy, chwaląc konia za bardzo udany przejazd.
Social Security - 2017-09-30, 17:55

Od początku Sociala można było określić jednym słowem - podekscytowany. Ogier chodził z wysoko podniesioną głową, jego uszy zachowywały się jak antenki, które muszą złapać każdy, nawet najmniejszy dźwięk spośród tysiąca różnych brzmień, mimo to parł odważnie do przodu. Nie bał się nowego, był bardziej zainteresowany otoczeniem. Podczas rozprężania Jess z pewnością musiała go przywołać do porządku, ponieważ chwilowo zatracił się w dźwiękach i kolorach, jednak po upomnieniu od razu rozpoczął pracę w pełnym skupieniu. Jedyne, co mogło go drażnić, to inne konie, ale i tym razem jego właścicielka zadbała o odpowiedni odstęp między innymi uczestnikami, którzy właśnie ćwiczyli na rozprężalni, dzięki czemu młody nie zachowywał się nadpobudliwie. Skrupulatnie pracował nad przejściami i im dłużej się rozciągali, tym lepiej wychodziły mu wszystkie zgięcia i zmiany chodów, słuchał się swojego jeźdźca, instynktownie kierując jedno ucho do tyłu, a drugie mając sztorcowo postawione wprzód, co nieco poprawiało jego koncentrację na słuchaniu jeźdźca.
Po rozgrzewce zwolnił i z zadowoleniem kroczył stępem nie będąc blokowanym przez wodze, więc mógł się swobodnie rozglądać, piorunując wzrokiem inne konie, które znajdowały się w zasięgu jego wzroku, musiał się trochę wyżyć przed czekającym go zadaniem, więc bez skrępowania zarżał niskim tonem, denerwując przy okazji sąsiadującego akurat ogiera.Ta chwila nie potrwała jednak długo, gdyż zaraz Jess złapała go na kontakt, ruszył dzięki wskazówce swobodnym kłusem wokół czworoboku. Mógł wtenczas poświęcić ostatnie chwile na szybkie zwrócenie pełnej uwagi na właścicielce. Szedł "od ręki" dlatego też Jess nie miała z nim większego problemu, kasztan płynnie wszedł na woltę na równi z A i wyjechał ją na wprost, ustawiając się linią środkową. Skrupulatnie dobierał tempo do próśb swojego jeźdźca, jednocześnie idąc mocno i chętnie do przodu. Przed zatrzymaniem się ewidentnie reagował na półparady, czym wzmocnił wzajemny kontakt z człowiekiem siedzącym na jego grzbiecie, dzięki czemu zatrzymanie się nie było kłodowe i sztywne, a bardziej płynne i doprecyzowane, przynajmniej początek wyszedł im nieźle mimo ogólnie zbyt żwawego podejścia do tego przejazdu, które ogier zdążył zacząć wykazywać. Następnie ponownie ruszył wprzód, przed przejściem wyczuwając subtelną półparadę, która ustawiła go do pionu i nie wybił się z rytmu. Do zakrętu dotarł harmonijnie, równie poprawnie zgiął się dzięki pomocom w lewo i naturalnie wszedł w zakręt, ładnie się przy tym zaokrąglając. Nic się nie zmieniło również przy narożniku, jak i następnym zakręcie, który wyjechali na wprost, kasztan pozostawał żwawy i chętny do współpracy, przy okazji nie będąc znudzonym ćwiczeniami, więc nawet jego chód wyglądał dość reprezentacyjnie. Przy X wyjechał na lewostronne koło, trzymając się wspomagania Jess, które poprawnie ustawiało go w szrankach i pomagało mu wyjechać kolisty łuk zamiast jajowatego kształtu. Cały czas miał dobrze ustawione ciało, nie był sztywny w szyi, jego ciało elastycznie poruszało się w okręgu, co próbował jeszcze pogłębić, by po zamknięciu jednego łuku rozpocząć drugi, tyle że w stronę przeciwną z którą miał już zdecydowanie mniejszy problem, gdyż zdążył się już oswoić przed chwilą z tym ćwiczeniem i na świeżo pamiętał wcześniejsze oczekiwania jeźdźca względem wyjechania koła.
Idąc dalej, skręcił płynnie w punkcie B i doczekał się narożnika w którym miał zostać poproszony o zagalopowanie. Ponownie od półparady skupił swoją uwagę w pełni na prowadzącej i przy otrzymywaniu wszelkich pomocy z jej strony, niemal bez trudu i w pełnej równowadze zagalopował z pożądanej prawej nogi. Starał się utrzymać poprawnie pożądaną sylwetkę, jednak nie skupiał się na tym dokładniej, ważniejsze było, by w ogóle utrzymywał tempo i nie wytrącał się z galopu na boki, jednak dzięki takiemu zabiegowi widać było dokładnie, że ogier idzie żwawo i chętnie. Dopiero w połowie ściany zaszła zmiana i znów musieli wyjechać koło, przy którym Social starał się pozostać rozluźniony i pewny swojego tempa, dobrze podstawiał zad, równocześnie nie blokując się na przodach, dzięki czemu również nie wytracał na prędkości, oraz nie szedł topornie i sztywno.
Wychodząc z koła mógł nacieszyć się chwilą luzu, otrzymując kilka chwil później pomoce, które ponownie wkręciły go w wir pracy i spowodowały, że z większym niż zwykle wyczuciem zwolnił do kłusa. W M wszedł miękko na przekątną i zmienił nią kierunek ruchu, w międzyczasie miękko wyczuwając zmianę w dosiadzie swojego jeźdźca, jednak nie zmieniło to ani trochę płynności jego własnego ruchu. Starał się pilnować na przekątnej chodu prostego, niczym od linijki, jednak nie miał od czego odrysować równi, przez co musiał polegać wyłącznie na jeźdźcu i jego ruchach i mowie ciała, które utrzymywały kasztana w ryzach i wciąż na dążeniu prosto, nie zapierał się na wędzidle, jak to miał czasami w zwyczaju w takich sytuacjach. Gdy wrócili na ścianę z pyska ogiera wydobyło się ciche parsknięcie, jakby powrót na oparcie dodał mu pewności siebie i mógł zacząć uważniej reagować na Jess. Proszony zwolnił lekko do stępa, bez większych wytrąceń i ponownie udał się na "niby" przekątną, która przypominała bardziej zygzak, jednak dzięki zmianom nie była w oczach Sociala już tak straszna jak poprzednio, tym razem już zdecydowanie lepiej utrzymywał się na swoim torze i miał oddane wodze, które od razu ośmieliły go w dążeniu swoim krokiem, mógł obniżyć naturalnie szyję i zastrzyc spokojnie uszami, zmieniając nieznacznie kierunek wędrówki by owy szlaczek wyszedł im poprawnie. Nic a nic nie zmieniło się w jego chodzie, który cały czas pozostawał aktywny i równy. W końcu przekątnej poczuł ponownie nabierane wodze, więc przyjął kontakt i na krótkiej ścianie w punkcie C reagując od ręki zwiększył tempo do kłusa. Idąc żwawo wszedł w E na koło, ponownie czując zmianę w dosiadzie jeźdźca, bardziej interesował się tą oddawaną stroną i pilnowaniem się w trakcie wyjeżdżania okręgu, by nie wyjść z równowagi. Wyjeżdżając z koła ponownie poczuł pełen dosiad, sam dalej chętnie truchtał do przodu kłusem, cały czas pilnując aktywnej pracy swoich kończyn. Z narożnika wyjechał już galopem, samo przejście w wyższy chód z kłusa ćwiczebnego nie sprawiło mu żadnego problemu, przygotował się na zmianę podczas wyjeżdżania długiej ściany, gdzie znów wszedł na koło, cały czas trzymając się odpowiednio równego tempa i pełnego zaokrąglenia, a przynajmniej takiego, które najlepiej udało mu się uzyskać w tej fazie jego możliwości. Wrócił na ścianę, by po kilku pełnych krokach zwolnić ostatecznie do kłusa i zmienić kierunek poprzez wyjechanie przekątnej, w której otrzymał znak do zmiany nogi, co również wyjechał poprawnie. Dopiero po tej zmianie skręcili na linię środkową i tak jak na początku wyjechali ją na wprost, by zatrzymać się standardowo w punkcie X, co ogier przyjął z wytchnieniem i zadowoleniem, gdyż przykładał się do samego końca. Pozwolił się zatrzymać bez większych przeszkód i stał spokojnie przy ukłonie swojego jeźdźca.
Na samym końcu opuścili czworobok już stępem i przede wszystkim na długiej wodzy, dzięki czemu ogier z zadowoleniem zwiesił szyję i przy otrzymywaniu pochwał pochrapywał cicho, sam był bardzo dumny z udanego debiutowego przejazdu.

Jessie - 2017-10-01, 21:13



Próba terenowa, choć teoretycznie najtrudniejsza, nie budziła dziś większych emocji. Jess miała okazję nie tylko obejrzeć tor z ziemi, ale również pokonać go raz na drugim koniu, toteż wiedziała czego mniej więcej się spodziewać po kolejnym starcie. Oczywiście biorąc poprawkę na to, że Social mógł się zachować zupełnie inaczej. Rozprężenie przebiegło jednak zgodnie z planem, dzięki czemu Jess mogła z pełnym przekonaniem mówić o gotowości do startu. Na grzbiecie swojego podopiecznego udała się w kierunku linii startu, skąd ruszyła galopem tuż po usłyszeniu charakterystycznego dźwięku dzwonka. Po zagalopowaniu przeszła do półsiadu, w którym odciążyła zad kasztana i tym samym pozwoliła mu na rozwinięcie prędkości. Jednocześnie cały czas utrzymywała kontakt z jego pyskiem, dając mu przez to poczucie, że jest obecna i sprawuje nad nim kontrolę.
Pierwsza przeszkoda nie należała do szczególnie skomplikowanych, ale mimo to w trzech czwartych dystansu Jess wykonała kontrolą, rozluźniającą półparadę, mającą na celu skupienie konia i sprawdzenie jego przepuszczalności. Dojeżdżając do przeszkody, wycofała lekko ramiona, tym samym przenosząc ciężar ciała na tył. Jednocześnie usiadła bliżej siodła i zamknęła konia w korytarzu z pomocy, by ograniczyć ryzyko ewentualnego wyłamania. Za chwilę posłała Sociala do skoku, dając mu łydkę z obranego miejsca. Wyczekała momentu odbicia i dopiero wtedy wyszła z powrotem do półsiadu, podążając za ruchem konia. Tym samym ułatwiła mu pokonanie przeszkody, nie zakłócając jego równowagi. Podchodząc do lądowania, znowu zaczęła się wycofywać, by po wylądowaniu wrócić miękko w siodło. Nie minęła chwila jak ponownie przyjęła półsiad celem utrzymania prędkości galopu sprzed pierwszej przeszkody. W takim tempie najechała na drugą przeszkodę, swoim wyglądem budzącą być może większy respekt, mimo że nie była ona wcale wyższa od poprzedniej. Niemniej zawodniczka usiadła w siodle na sześć foule przed obiciem, półparadą "odwiesiła" konia, gdyby okazało się, że przesadnie zapatrzył się w przeszkodę, po czym cierpliwie podjechała bliżej i wskazała kasztanowi miejsce, z którego powinien się bezpiecznie odbić. Ponownie nie zawiodła go w sposobie pokonania przeszkody, jako że bezbłędnie odnalazła równowagę w siodle we wszystkich etapach skoku.
Kolejna przeszkoda stała w niedużej odległości od pierwszej, więc zawodniczka postawiła na pierwszym miejscu energiczne odjechanie spod drugiej przeszkody, celem wyrobienia odpowiedniego tempa do pokonania trójki. W zależności od potrzeby, przed oddaniem skoku odpowiednio rozjechała/skróciła ogiera by ułatwić mu prawidłowe wejście w odskok i oddanie zarówno okrągłego, jak i szerokiego skoku nad zabudowaną skrzynią. Za jej pokonanie entuzjastycznie pochwaliła Sociala głosem, jak dotąd bardzo jej się podobało jego dzisiejsze nastawienie oraz technika skoku. Czwarta przeszkoda była technicznie łatwiejsza, toteż głównym zadaniem Jess było upilnowanie równego galopu i zamknięcie ogiera w pomocach. Pokonawszy bez problemu czwórkę, od razu po powrocie w siodło domknęła konia dołem i wycofała ramiona, pewnie jadąc go do drugiego członu kombinacji, który swoim wyglądem mógł prowokować do skrócenia się. Jess jednak udało się tego uniknąć, co poskutkowało płynnym pokonaniem przeszkody. Za nią ponownie weszła w półsiad i żywym, ale mieszczącym się w możliwościach ogiera galopem, udała się do przeszkody oznaczonej numerem piątym. Była ona podobna do tej pod numerem drugim, ale mimo to czujność Jess nie została uśpiona. Do samego końca pilnowała młodzika, gotowa go dodatkowo zmobilizować w razie potrzeby.
Dalej kontynuowała galop w półsiadzie, czując, że ogier wciąż miał sporo energii i chęci. Mimo to nie goniła go bardziej, niż to potrzebne, woląc mądrze rozkładać jego siły na całą trasę. Przed oddaniem skoku nad kłodą pod numerem szóstym, wzięła Bodyguarda na siebie, nakłaniając go do lekkiego zaokrąglenia galopu. Kolejno posłała go do skoku i wyszła za jego ruchem do półsiadu, utrzymując stabilne oparcie w strzemionach. Nie pożałowała też ogierowi wodzy, choć nie rzucała ich bezmyślnie, a jedynie przesunęła rękę w ślad za ruchem pyska, nie tracąc kontaktu. Po pokonaniu szóstki i energicznym odjechaniu spod niej, półparadą zwróciła uwagę konia na kolejną przeszkodę, do której podjechała siedząc w siodle i podpierając wierzchowca łydką. Nie wpędzała go w przeszkody, ale też nie pozwalała na przesadne wpatrywanie się, znajdując złoty środek. Za chwilę ponownie wzbiła się z Socialem w powietrze i po raz kolejny dała dowód na to, że ogier całkiem się nadawał do tego sportu. Podobnie postąpiła przy ósmej przeszkodzie, sprawiając, że połowę trasy mieli pokonane za sobą w przyzwoitym stylu.

/1-8

Social Security - 2017-10-01, 22:55

W dniu próby ogier już mniej więcej wiedział na czym stoi, a i powoli przyzwyczajał się do współpracy z Jess podczas zawodów, mógł już w miarę trafnie ocenić oczekiwania jeźdźca i si do nich dostosować. Przy okazji otoczenie było już dla niego jedynie tłem, no dobrze, pozwolił sobie na kilka agresywnych zagrań do innych koni przed rozgrzewką. Podczas samego rozprężenia pracował dokładnie, rozciągając każdą partię ciała i przygotowując się tym samym na przejazd, trwało to do czasu, aż Jess zmieniła kierunek na linię startu, ogier od razu wiedział, że to właśnie ten moment. Gdy tylko usłyszał sygnał, dostał znak i zagalopował, nie martwiąc się prędkością, którą tym razem mógł spokojnie rozwinąć. Cały czas był na kontakcie z Jess, by słuchać jej ewentualnych pomocy, dla Sociala zawsze to było wsparcie, które doceniał, przy debiucie dawało to dobre poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie.
Wyczuł półparadę przed pierwszą przeszkodą, która wyrwała go z ślepego pędzenia naprzód i sprawiła, że zaczął się skupiać na tym, co ma niemal przed nosem. Dojeżdżając do przeszkody uniósł wyżej głowę, jakby mierząc się ze swoim przeciwnikiem, chwilę później już wybijał się z miejsca, które wyznaczyła mu właścicielka i leciał nad przeszkodą, dbając, by żadna z nóg nie dotknęła przeszkody, a i by nie stracić przy okazji równowagi, lądowanie w krzakach nie było w tym dniu jego marzeniem.
Po lądowaniu od razu starał się nadrobić do tempa sprzed skoku i tym sposobem szybko dobił do drugiej przeszkody, która mimo swojego wyglądu nie napawała go szczególnym przerażeniem. Podczas najazdu wyczuł wspomagającą zmianę w dosiadzie i pomocach jeźdźca, tym razem jednak był co dna skupiony na swoim zadaniu, mocno wybił się z odpowiedniego miejsca i pokonał bezbłędnie kolejną przeszkodę z dzisiejszego przejazdu. Z każdym prawidłowo wykonanym zadaniem jego zaufanie do właścicielki wzrastało, gdyż wiedział, że na spokojnie może na niej polegać, dzięki czemu był łatwiejszy w prowadzeniu i nie szarpał pyskiem.
Trzecia przeszkoda znajdowała się nieopodal pierwszej, Social miał zamiar odległość do niej pokonać w zaledwie kilku susach, przed skrzynią jeszcze musiał zostać skrócony, gdyż za bardzo się rozbestwił i pędził mocno wyciągniętym krokiem, w szaleńczym tempie niczym na złamanie karku. Niemniej jednak oddał długi i zaokrąglony skok nad przeszkodą, już wcześniej wiedząc, że jest to jeden z tych bardziej wszerz niż wzwyż, nie sprawiało mu to kłopotu, wyciągnął mocno nogi w locie, zaokrąglił odpowiednio szyję i spokojnie wylądował po drugiej stronie skrzyni. Po odpowiednim pokonaniu tej przeszkody miał ochotę na więcej, zaczynało mu się to podobać.
Dalej jechał galopem, dbając o równe, mocne i energiczne tempo, tym razem również wyrównał dokładnie najazd przed czwórką i nim się obejrzeć, ogier już znajdował się po drugiej stronie. Nie rozpraszał się jednak, szybko nastawiając się na dane mu pomoce, nie zlękł się drugiego członu przeszkody, dojeżdżając do niego i pokonując bez zająknięcia, choć wiadomo, że skok jeśli chodzi o wrażenia wizualne nie wyglądał najpiękniej mimo płynnego wykonania, na szczęście to nie był konkurs na sam styl.
Zaczął rozpędzać się po minionej przeszkodzie, czując, jak Jess odciąża go swoim półsiadem. Tym razem leciał do piątki, przy której od razu zauważył podobieństwo co do której z minionych dzisiaj przeszkód, jednak ta nadal nie robiła na nim wrażenia, bardziej go prowokowała niż straszyła. Do samego końca czuł wsparcie jeźdźca, zamknięcie w pomocach, próby, by ogier nie wyłamał i tym razem nie trzeba się było przejmować, ogier zdobył już niemal przesadną pewność siebie, może właśnie dzięki temu piątka została przeskoczona, a ogier po jej pokonaniu strzelił mocno ogonem na znak satysfakcji z ostatnio wykonanego skoku.
Droga do szóstki przebiegła spokojniej, tym razem udało się kasztana utemperować do bardziej znośnego zachowania i zachowania kontroli nad tempem, które do tej pory często zaburzał i chciał kontrolować. Zaokrąglił nieco swój chód, tym samym również z lekka zwalniając przy najeżdżaniu do przeszkody. Wybił się starannie, licząc na to, że i tym razem Jess pójdzie dłońmi w ślad za jego pyskiem, co oczywiście się stało, a kasztanowi nawet nie przyszło na myśl zerwanie kontaktu z nią podczas skoku, choć zapewne przy normalnej jeździe po ziemi tak właśnie by się stało. Po przeskoczeniu szóstki odczuł półparadę i momentalnie skupił się na człowieku w siodle.
Siódma przeszkoda była dla niego łatwizną w porównaniu z poprzednimi. Czuł się dziwnie nie móc w pełni obserwować otaczających go przeszkód, ale prawdopodobnie było to dobre zagranie, gdyż Social miał manię wpatrywania się we wszystko i skupiania uwagi na tym, czego aktualnie zauważać nie powinien. Może właśnie dlatego najazd został wykonany szybko, a Security oddał skok na wymiar, szybko znajdując się bezpiecznie po drugiej stronie.
Ósemka oznaczała pokonanie połowy trasy, kasztan rozwinął z lekka prędkość, jednak nie leciał na łeb na szyję, tylko zmniejszał skutecznie odległość między sobą, a samą przeszkodą. Najazd znów był wykonany na prosto, starał się nie skakać z ukosa. Wybił się tam, gdzie wskazała mu Jess i na szczęście również tym razem bezproblemowo wylądował z drugiej strony, lekko dotykając kopytami ziemi. W ten oto sposób pokonali połowę toru, co jednak nie umniejszało i nadal pozostawiało ogiera w trybie czujnym.

Jessie - 2017-10-01, 23:03



Pomyłki zdarzają się jednak nawet najlepszym, o czym Jessie przekonała się przy kolejnej przeszkodzie. Prawdopodobnie niedostatecznie przypilnowała konia, który nieoczekiwanie zatrzymał się przed przeszkodą, którą powinien skoczyć. Nie zaburzyło to równowagi Jess w znaczącym stopniu, jako że nie miała w zwyczaju wychodzić przed konia w skoku, ale niestety miało to spory wpływ na wynik przejazdu. Brunetka nie była jednak zła, bo był to debiut Sociala i jako młody, uczący się koń miał prawo tak zareagować, gdy nie uzyskał wystarczającego wsparcia. Nie zostało jej więc nic innego niż naprawić swój błąd, czego dokonała wykonując ponowny najazd na przeszkodę, tym razem zakończony sukcesem, za co nie omieszkała pochwalić podopiecznego. Druga przeszkoda w tej kombinacji była niemal identyczna, toteż z nią kasztan nie powinien mieć już problemów, czego Jess zresztą dopilnowała, do samego końca go pilnując w pomocach.
Kolejna przeszkoda, choć o tych samych wymiarach, mogła nie wyglądać zbyt zachęcająco. Jess zatem ponownie dołożyła wszelkich starań, by nie powtórzyć swojego błędu. Dojeżdżając do niejakiej skrzyni, domknęła konia w łydkach, zaś z wodzy utworzyła zamknięty korytarz. W razie potrzeby podczas odbicia wspomogła się bacikiem, co powinno ostatecznie rozwiać ewentualne wątpliwości konia. Za pokonanie tej przeszkody ponownie mógł spodziewać się pochwały. Dalej wgalopowała do wody w półsiadzie, podczas przekraczania zbiornika pilnując Sociala w łydkach, co by przypadkiem nie zgasł pod naporem wody. Wyjeżdżając z wody, odchyliła się lekko do tyłu, by zmotywować wierzchowca do mocniejszego zaangażowania zadu. To z kolei miało mu pomóc w pokonaniu niewielkiej skrzyni, która czekała na nich na brzegu. Uporawszy się z tym zadaniem, zawodniczka ponownie przeszła do półsiadu i kolejny odcinek trasy poświęciła na chwilę swobodnego galopu, w trakcie którego dążyła do rozluźnienia konia, zachęcając go do odpuszczenia w potylicy poprzez pulsowanie wewnętrzną wodzą. W takim optymalnym tempie galopu dojechali do niejakiego oksera, przed którym Jess usiadła w siodle by móc lepiej przypilnować konia. Wolała być gotowa na wypadek, gdyby potrzebna była interwencja, ale wszystko wskazywało na to, że Social kontynuował swoją dobrą passę. Tamten "wypadek" najwyraźniej wyjątkiem, którym nie powinno się przejmować na dłuższą metę, ale z którego też należało wynieść pewną naukę.
Za chwilę posłała młodego do skoku, w trakcie którego zgrała się z jego ruchem, umożliwiając komfortowe pokonanie przeszkody. Za "okserem" mogła kontynuować galopadę aż do dwóch skrzyń składających się na jedną kombinację. Dochowała wszelkich środków ostrożności, by prawidłowo pokonać oba człony, i jednocześnie nie traciła pewnego stylu jazdy, będąc dla Sociala swego rodzaju mentorem. Wiedziała, że w pełni na niej polegał i starała się nie zawieść jego zaufania, za każdym razem proponując mu najprostsze rozwiązania, a także służąc wskazówkami. Nie inaczej było w przypadku przeszkody 13a, w najeździe do której Jess postarała się o zaokrąglenie galopu, co miało kasztanowi ułatwić oddanie skoku nad zawieszoną w powietrzu kłodą. Kolejna przeszkoda także należała do ciekawych i tutaj niezbędna była pomoc Jess. Wiedząc o bankiecie, pozostała w siodle, a także lekko zwolniła. Przed samym skokiem w dół odchyliła się jeszcze mocniej do tyłu, po czym dała ogierowi łydkę, potwierdzając swoje oczekiwania co do skoczenia w dół. W trakcie lotu wyciągnęła ręce jak najmocniej do przodu, by uniknąć przytrzymania konia za pysk mimo przyjętej pozycji. Już na ziemi weszła z powrotem w półsiad, w którym odrobiła tempo do czternastej przeszkody. Spodziewała się raczej wysokiego lotu, jako że Social pewnie nie jeszcze nie wiedział, że hyrdę można przeczesać. Toteż gdy wysłała konia do skoku, była gotowa zarówno na standardowy skok, jak i przesadnie wysoki. Dzięki temu uniknęła zostania za ruchem konia i ponownie pozwoliła mu na udane, komfortowe pokonanie przeszkody. Jednakowo zachowała się przy drugiej przeszkodzie tego samego typu i wówczas pozostała im jeszcze jedna, ostatnia. Walcząc o dobry czas, rozpędziła konia do szesnastki, jednocześnie nie pozwalając mu na rozproszenie się. Przed oddaniem skoku usiadła w siodle, zamknęła kasztana w pomocach, a sygnał do odbicia wzmocniła bacikiem, chcąc mieć pewność, że Social nie wykona stopki na ostatniej przeszkodzie.
Pokonawszy ją, z uśmiechem poklepała konia po szyi i zaczęła stopniowo zwalniać do stępa, w którym zeskoczyła z grzbietu konia, decydując się na rozstępowanie go w ręku i samodzielne oporządzenie go po przejeździe, co oznaczało też sporo smaczków w nagrodę. ^.^

Social Security - 2017-10-01, 23:04

Najazd na dziewiątą przeszkodę wyglądał naprawdę dobrze, ogier mobilizował swoje siły, z lekkością odbijał się od ziemi, jednak im bliżej przeszkody się znajdował, tym bardziej zadzierał głowę i pokazywał białka oczu, jakby się bał. Zwyczajnie za szybko zbliżył się do dziewiątki, gdzieś coś się jeszcze poruszyło i nagle jednocześnie wykonał ruch, jakby miał skoczyć, oraz zarył kopytami w ziemi, skręcając lekko w lewo. Jego szyja znalazła się nad przeszkodą, nogi stanowczo wykonały całą drogę hamowania, ryjąc linię w ziemi, a ogier niespokojnie zarżał podrywając mocno łeb do góry. Mieli wrócić na powtórkę, jednak jeszcze przez chwilę ogier protestował, próbował podnieść przody, stawać dęba. Minęła dosłownie chwila zanim Jess przekonała go do powtórnej próby. Ponownie weszli w galop, odjechali kawałek i zaczęli najeżdżać na dziewiątkę. Oczywiście jak na złość, tym razem Social wiedział już na co się szykuje, nic go nie rozpraszało, więc z pomocą jeźdźca w mgnieniu oka pokonał nieszczęsną dziewiątkę.
Kolejna przeszkoda nie budziła w Socialu chęci zmierzenia się z nią, był zniechęcony po porażce. Dojeżdżał do niej, ale entuzjazm z niego uszedł, jakby przebito balonik. Tylko pomoce i domknięcie ze strony Jess sprawiło, że szedł wprzód, a w reakcji na bat jedynie parsknął, jednak odbił się z ziemi i przeleciał nad przeszkodą, już zawczasu pilnując, by się o nią niczym nie zaczepić. Za przeszkodą wgalopował do wody, która zwolniła jego tempo, jednak kasztan mocno podstawiał i angażował zad, by nadrobić ewentualną stratę. Wygalopował z wody mocnym tempem, nadal pracując solidnie tyłami. Dojechał do dość małej, niemal rekreacyjnej skrzyni, która stała mu na przeszkodzie i niemal susem przeskoczył nad skrzynią, łagodnie lądując po drugiej stronie.
Zorientował się, że przez dłuższy odcinek trasy nie czeka go żadna przeszkoda, mógł się rozluźnić i uspokoić emocje. Chwila minęła, aż swobodnie zwiesił szyję i odpuścił spięcie w mięśniach, jednak ostatecznie się udało i do oksera dojechali w harmonii i spokoju, jak nigdy. Widocznie nabrał werwy i chęci, dojechał do przeszkody w dobrym tempie, tak samo wybicie wyszło mocno, aż zostawił spory margines nad przeszkodą, jednak dzięki temu miał pewność, że pójdzie mu dobrze. Nie miał zamiaru zrażać się do przeszkód, ale z pewnością przez jakiś czas będzie je obserwował, czy aby przypadkiem nie chcą go zjeść.
Minął przeszkodę, którą jeszcze chwilę temu przeskoczył i zaczął dojeżdżać do skrzyń, które nieuchronnie pojawiły się na jego drodze. Skierował na nie jedno ucho, drugie cofnął na jeźdźca, a ciałem wsłuchał się w pomoce, które Jess zaczęła mu dawać, dzięki czemu bezproblemowo wyskoczył w dal i niemniej wzwyż nad pierwszą skrzynią, lądując na tyle blisko przed nią, by do drugiego skoku móc się przygotować bez zbytniego skracania chodu. Druga skrzynia również została przeskoczona, wyszło to nawet harmonijnie przez wzgląd na to, że w większości opierał się na pomocach właścicielki.
Kolejna z przeszkód była jedną z tych udziwnionych, które mogłyby nawet się ruszać, jakby mocno powiało, jednak ogier nie raz i nie dwa wiedział drewniane rzeczy, dlatego też spodziewałby się takiego zagrania. Odważnie podszedł do tego zadania i najechał na przeszkodę, zważając na pomoce, ale tym razem również licząc na siebie. Nie pozwolił się nastraszyć,przed wybiciem się zaokrąglił, ale już podczas samego lotu uważnie manewrował swoim ciałem, jakby nie chciał mieć do czynienia z całą tą przeszkodą, tak naprawdę chciał mieć ją po prostu za sobą i już więcej jej nie widzieć. Udało się, gdy tylko poczuł ziemię pod kopytami.
Zwolnił najeżdżając do kolejnej przeszkody na swojej drodze. Czuł, że Jess odciąża mu przód, a dociąża tył i powoli zaczynał sobie zdawać sprawę dlaczego, widział miejsce skoku i nerwowo parsknął, jednak nie zrobił nic ponad to. Może w ogień by nie skoczył, ale tutaj, gdy tylko Jess potwierdziła swoje oczekiwania, ogier oddał skok w dół, bezprecedensowo układając swoje ciało niezależnie od ruchów jeźdźca, tym razem to ona musiała się dostosować, nie on, ale wiadomo, że to nie był skok w górę, tylko w dół i wszystko wyglądało inaczej niż zwykle, potrzebował swobody do bezpiecznego lądowania na ziemi, które nastąpiło chwilę później.
Nie miał pojęcia jak przeskoczyć hyrdę, była to jedna z dziwniejszych przeszkód, które według niego były zwodzące, nie zamierzał skakać testowo i pierwszą z dwóch pokonał wysokim skokiem, jednak tylnymi nogami przeczesał jej grzebień, przez co gdzieś w głowie zdał sobie sprawę, że można spróbować je przeskakiwać inaczej. Był już trochę zmęczony i wolał wykorzystywać każdy pomysł na ułatwienie sobie tego przejazdu. Dojechał do kopii poprzedniej przeszkody i tak jak postanowił, tak zrobił. Wybił się mniej energicznie, jednak przeczesał grzebień hyrdy. Nie zaskoczyło go to, po wylądowaniu strzelił niewielkiego baranka z radości ze swojego odkrycia.
Pozostała im ostatnia przeszkoda w próbie terenowej i oboje o tym wiedzieli. Social z chęcią się rozpędził do szesnastki, jego ruch był mocny, pewny i na koniec szczegółowo precyzyjny. Wykonał porządne wybicie się, odpowiednio balansując ciałem i wyciągając szyję, by lot był bardziej komfortowy i pewny. Gdy już wszystkie jego cztery nogi wylądowały na ziemi, ponownie bryknął z radości. Był zmęczony, ewidentnie widać było pot na jego skórze, teraz przyda mu się chwila spokoju.
Ogier stopniowo zwolnił do stępa, z ulgą przyjął opuszczenie siodła przez jeźdźca, miał dzisiaj dość wrażeń i faktycznie chciał się po prostu zapchać smaczkami, które miał zamiar wyłudzić od Jessie. Bez zawahania udał się za swoją właścicielką, po drodze z zadowoleniem przyjmując każdą nagrodę.

Elizabeth White - 2017-10-02, 19:28

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA CZ.1


Po odbyciu porządnej rozgrzewki, stępowały na długiej wodzy, czekając na ich kolej do zaprezentowania się. Zawody towarzyskie nie wywoływały u Elizabeth takich emocji jak kiedyś i pomimo ciężkiej atmosfery dookoła, ta pozostawała spokojna. Traktowała to raczej jako kolejny bagaż doświadczeń dla jej klaczy, niżeli prawdziwą walkę o miejsce na podium. Nie ukrywała, że wygrana sprawiłaby jej niebywałą przyjemność, ale o tym starała się jeszcze nie myśleć. W końcu wszystko wyjdzie w praniu.
Po wyczytaniu jej nazwiska, ustawiła kopytną na pomoce i wtem posłała ją do sprężystego kłusa. Przed wjazdem na czworobok, jeszcze raz okrążyła go dookoła, dając siwej szanse na zapoznanie się z otoczeniem. Dokonała również ostatnich poprawek w jej ustawieniu i wtedy wjechała przez rozsunięte szranki na linię środkową. Nie pozwalała jej zbaczać z precyzyjnie wytyczonej trasy, zamykając ją w korytarzu z łydek oraz wodzy.
Do zatrzymania na środku zaczęły przygotowywać się już kawałek wcześniej, gdzie Elizabeth zaczęła posyłać klaczy krótkie półparady. Ostatecznie mocniej dociążyła jej grzbiet, odchyliła się do tyłu i cofnęła łopatki, równomiernie ściągając obie wodze. Doprowadziło to do pełnej parady, a zawodniczka równomiernym rozłożeniem ciężaru w siodle, usiłowała nie nakłonić WKKW'istki do skrzywienia się bądź odstawienia którejś z nóżek. Tyły w razie potrzeby dopchnęła mechanicznie łydką, by następnie zebrać wodze w jedną łapkę i złożyć ukłon w kierunku budki sędziowskiej.
Po chwili na nowo ułożyła skórzane paski w palcach, by z półparady posłać kopytną do kłusa roboczego. Być może ów przejście nie należało do najpłynniejszych, ale kopytna szybko zaangażowała się w chód, co naturalnie ucieszyło Kanadyjkę. W podobny co na początku sposób pokonały resztę linii środkowej, by na jej końcu odbić w lewo. Jak to już miała w zwyczaju - bardzo dużą uwagę przywiązywała do prawidłowego wyjeżdżania narożników, przez co bardzo starannie upychała w nich klacz. Doskonale pamiętała słowa swojego pierwszego instruktora, który zawsze jej powtarzał, że tylko krowy chodzą po owalu. A Fabiola, chociaż pięknie umaszczona, krową nie była.
Pogoda póki co grała na jej korzyść, bo chociaż nie padało, to nie można było mówić o złotej jesieni. Niebo zasnute było chmurami i słońce wyłaniało się zza nich dość sporadycznie, a Elizabeth miała nadzieję, że tak zostanie do samego końca zawodów. Po części przyzwyczaiła się już do potrząsania głową przez Fabiolę, co coraz w mniejszym stopniu wytrącało ją ze skupienia. Starała się ignorować objawy syndromu, chociaż nie zawsze było to możliwe, bo siwa wypadała przez nie z osiągniętego rytmu i się dekoncentrowała. W takich sytuacjach White szybko starała się odbudować to, co utraciły, posyłając jej krótkie półparady.
Na środku długiej ściany skręciły w lewo, by po dojechaniu do X zacząć kręcić dwudziestometrowe koło w lewo. Podczas gdy wewnętrzna łydka pozostawała w swoim miejscu, owijała klacz i zachęcała do wypełnienia zewnętrznej wodzy, to zewnętrzna pilnowała zadu kopytnej. W ten sposób udało im się zachować całkiem przyzwoity rysunek, jako że amazonka nie miała problemu z przestrzennym rozplanowywaniem figur. To jednak nie był koniec i od razu po domknięciu figury przestawiła pomoce na drugą stronę, zaczynając tym samym kręcić identyczny brzuszek w prawo. Dopiero gdy i ten element miały za sobą, wyprostowała WKKW'istkę i pozwoliła dojechać jej do ściany, gdzie odbiły w prawo. Na śladzie pozostały jeszcze jakiś czas, by następnie w narożniku pomiędzy A i K wykonać zagalopowanie. Brunetka zsynchronizowaną pracą bioder oraz łydek wypchnęła kopytną do wyższego chodu, starając się by ta nie miała najmniejszych wątpliwości na jaką nogę powinna w tym momencie pójść. Zważając na narzucone wygięcie nie było to wcale trudne i chociaż równowaga przejścia została delikatnie zaburzona, to Fabiola dość dobrze odczytała jej sygnały. Dziewczyna od samego początku zadbała, by ów chód był odpowiednio aktywny, dążąc do zaokrąglonej aniżeli spłaszczonej fouli.
W literce E weszły na kolejne koło, podczas którego zawodniczka bardzo skrupulatnie podpierała swoją podopieczną łydkami, wewnętrzną wodzą nakłaniając ją do rozluźnienia. Po powrocie na ścianę zblokowała dolny odcinek kręgosłupa i ściągnęła łopatki, sprowadzając klacz z powrotem do kłusa roboczego, w którym ''ogarnięcie się'' zajęło im odrobinę dłużej, niżeli początkowo zakładała. W odnalezieniu dobrego rytmu na pewno pomogła przekątna, podczas której El zaczęła anglezować i jednocześnie narzucać swój rytm oraz tempo siwej. W dalszym ciągu pilnowała jednak by ta nie wężykowała i zachowała prostą sylwetkę aż do litery K. Kawałek dalej - bo w A - wykonały kolejne przejście, tym razem do stępa pośredniego. W tym przypadku White aktywizowała swoją kompankę, chcąc by ta żwawo maszerowała przed siebie, przy zachowaniu swobody łopatek.


/1-8

Fabiola - 2017-10-02, 19:40

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA

Fabioli udzielił się nastrój Elizabeth, który dodatkowo był podtrzymywany przez atmosferę otoczenia. Zawody towarzyskie miały to do siebie, że nie wywierały aż takiej presji. To dobrze, czasem warto złapać oddech.
Po rozprężeniu była w pełni gotowa do próby. Poproszona o ruszenie kłusem, niezwłocznie przeszła do wyższego chodu. Poruszała się lekko i swobodnie, niosąc się w narzuconym przez Elizabeth ustawieniu, choć warto nadmienić, że nie było ono uzyskane sztucznie. Co prawda przed samym wjazdem na czworobok machnęła głową, podrażniona jakimś czynnikiem, ale za chwilę przestało mieć to jakiekolwiek znaczenie.
Idąc po prostej, patrzyła z zainteresowaniem na wprost, co ją lekko rozproszyło. Mimo to wykonała zatrzymanie we wskazanym miejscu, ustawiając się stosunkowo równo, choć jej równowaga została lekko przeniesiona naprzód. To poskutkowało niezbyt dobrym przejściem do kłusa, który jednak obronił się sam, bo był rytmiczny i wystarczająco aktywny. Jedynym, co zakłócało ten harmonijny obraz, było potrząsanie głową. Zwykle występujące w najmniej oczekiwanym momencie, ale zupełnie niezależne od siwej. Stało się to między innymi wtedy, kiedy weszła w zakręt w lewo, przez co nieznacznie się usztywniła i nie do końca poprawnie pokonała narożnik. Osobiście nie wyglądała na przejętą tym faktem, bo już po ścianie szła jak najbardziej spokojnie i pewnie. W połowie długiej ściany zeszła do środka czworoboku, wchodząc na kształtne koło. Ułożyła się w łydkach Elizabeth, utrzymując oparcie na zewnętrznej wodzy, która była tą prowadzącą i sugerowała klaczy, po którym śladzie powinna się poruszać. Zamknąwszy pierwsze koło, bezpośrednio rozpoczęła z tego samego punktu kolejne, lecz zwrócone w przeciwnym kierunku. Następnie wróciła na ścianę, na której skręciła w prawo, cały czas podążając za wskazówkami dawanymi przez Elizabeth. Z najbliższego narożnika odpowiedziała na pomoce do zagalopowania, wychodząc do galopu z prawej nogi. Ponownie machnęła gwałtownie głową, ale nie na tyle mocno, by całkowicie wypaść z równowagi i przejść do kłusa. Pozostała zatem w galopie, z początku lekko chaotycznym, który po czasie się unormował. W literze E rozpoczęła kolejne koło, na którym automatycznie zaczęła pchać się mocniej zadem, by ułatwić sobie wykonanie tego zadania. To jednak nie pomogło jej po przejściu do kłusa, który z bliżej znanego powodu nie był rytmiczny tak, jak miało to miejsce na początku. Dopiero na przekątnej, na której amazonka zaczęła anglezować, Fabiola odnalazła właściwy rytm i równowagę. Lepiej późno niż wcale. W połowie krótkiej ściany nastąpiło natomiast przejście do stępa, tym razem poprawne. Środek ciężkości pozostał na swoim miejscu, dzięki czemu równowaga klaczy nie poleciała na pysk, pozwalając jej dalej iść aktywnie od zadu. Stawiała regularne, dość obszerne kroki, właściwe ramom stępa pośredniego. Pomimo "przerwy" nie zaczęła się rozglądać, pozostawała skupiona na swoim zadaniu, choć ślepiami niekiedy łypała na boki, po prostu lubiąc mieć wszystko na oku.

Watchman - 2017-10-03, 10:17

Ujeżdżenie i skoki mogły właściwie nie budzić obaw, bo i na czworoboku, i na parkurze zawsze udawało im się wybrnąć z mniej przyjemnych sytuacji - w ten czy inny sposób. Jessie miała doświadczenie a Watchman był zaaferowany próbami zadowolenia jej, więc ich wspólne wyniki przeważnie oscylowały na przodzie stawki. Za to cross i teren... Cóż, tutaj czasem podszepty rozumu i ambicję zagłuszało panikarstwo karusa, który na wszelkie straszaki reagował przesadnie i bardzo nerwowo.
Podczas rozprężenia nie okazywał niepokoju, jak gdyby nie doszło do niego co dziś go czeka. Pewnym, energicznym krokiem wkroczył na tor, rozglądając się ciekawsko naokoło. Nie było źle, bo na razie przeszkody zdawały się nie robić na nim wrażenia, przynajmniej nie z takiej odległości. Zastrzygł uszami na dzwonek obwieszczający start i posłusznie ruszył z miejsca galopem, nieco zbyt energicznie, acz z pewnością pod górkę. Za chwilę uregulował tempo, stając się zdecydowanie przyjemniejszym pod siodłem i "jezdnym".
Poderwał lekko łeb, by wgapić się w pierwszą przeszkodę. Zaraz jednak z powrotem zaokrąglił szyję, czując wędzidło opierające się na krótką chwilę na jego wargach przy półparadzie. Przeszkoda posiadała kilka barwnych ozdobników, przez co znacznie łatwiej ją namierzył, nie wydawała się być szczególnym wyzwaniem... A no cóż, nie myślał o płoszeniu się, niechybnie kojarząc jej barwy i otoczenie raczej z okolicznościami terenów czy treningów z mocniej zabudowanymi przeszkodami. Oddał odrobinę za wysoki skok, nie szczędząc sił z szacunku dla przeszkody i braku respektu dla własnej kondycji... Właściwie nie wyciągał się jakoś szczególnie, świadom, że nie jest to konieczne. Jedynie nogi podkurczył pod samą kłodę, by choćby nie drasnąć drewnianego frontu przeszkody. Zachęcony do ruszenia energiczniejszym galopem utrzymał aktywniejsze tempo, za które odpowiadał impet lądowania. Wyciągnięcie tempa wiązało się jednak z wydłużeniem samej sylwetki karusa, co skutkowało mniej zaangażowanym zadem. Watch z podekscytowaniem trzepnął ogonem w powietrze, najwyraźniej przednio się bawiąc. Wiedział już, że skaczą, Jessie była pewna siebie i dawała mu precyzyjne pomoce a on miał dość miejsca, by zaszarżować i jednocześnie za mało czasu na rozpatrywanie czy boi się przeszkód, czy nie. Amazonka podjęła właściwą decyzję, przymykając go w pomocach, bo i ciężar Watchmana przeniósł się z powrotem bardziej na tył, zarysowały się mięśnie jego zadu pracujące nieustannie w rytm galopu. Nie podobała mu się wcale szerokość tej przeszkody, ale informacyjne flagi w jakiś sposób ją "zwężały" i jakby pozwalały mu sądzić, że to dziwna stacjonata. Podszedł do skoku z lekkim wahaniem, które przy precyzyjnym prowadzeniu Jessie było praktycznie niezauważalne. Wyciągnął szyję naprzód, baskilując i rozciągając się nad przeszkodą. Nie tracąc równowagi i kontaktu z ręką jeźdźca gładko przeszedł w lądowanie a następnie galop.
Wyginając się lekko na łuku, najechał prosto na domek, traktując go jako szeroką przeszkodę. Mocno wybił się z zadu, wyciągnął się w dłuższym susie nad trójką. Po lądowaniu na prawą nogę, skupił się na pomocach od Jessie, spodziewał się mniej-więcej, na którą przeszkodę powinien ruszyć teraz (ekhm, na logikę, najbliższą), ale wolał nie popełnić błędu. Na szczęście brunetka nie zostawiła go samego siebie i jak zawsze okazała się dla niego oparciem. Miał lepszą kondycję niż większość młodych koni a dziś nie czuł się specjalnie hamowany, więc szedł naprzód najaktywniej, jak tylko mógł w ramach dyktowanych przez Jess. 4a pokonał niczym zbędną formalność, na widok 4b zwolnił jednak, prychając niepewnie i kładąc po sobie uszy. Ograniczone boki przeszkody i leżące u jej podstawy worki nie budziły w nim zaufania. Niechętnie ruszył mocniej do przodu za impulsem łydki i dosiadu amazonki, mocniej przytrzymany na pysku nie mógł sobie pofolgować i poprzyglądać się przeszkodzie, więc z musu po prostu ją skoczył. Nie było mowy o ucieczce, szczególnie, że zmotywowany został także palcatem. Głęboko westchnął za przeszkodą, jakby pozbywając się strachu i robiąc sobie we łbie miejsce na świeżo zasłyszaną pochwałę. Jeszcze chwila nim przestanie się bać, ale takie reakcje Jessie z pewnością przybliżają ten wymarzony stan rzeczy. Karus także zauważył podobieństwo piątki z drugim członem szeregu, także poszedł na nią jak na skrzydłach, zmotywowany ostatnią pochwałą i myślą, że może to jednak nie takie straszne... Nie zrobił by tego jednak w życiu, gdyby w siodle siedział kto inny!
Po lądowaniu znacząco wyciągnął krok, ciesząc się po prostu z możliwości wyciągnięcia się i wykorzystania dłuższej prostej. Półparada doprowadziła go lekko do ładu, jedno kare uszysko cofnęło się do tyłu, sygnalizując zainteresowanie pomocami od amazonki. Ogier odpowiednio skorygował ustawienie, nie wyrywając i nie szalejąc na ostatniej ćwiartce do przeszkody. Szóstka nie wydawała mu się niczym strasznym, toteż nie przejmując się niepotrzebnie i nie przejawiając nadmiaru negatywnych emocji, po prostu podążył za wskazówkami amazonki oddając bezbłędny skok.
Przy siódmej przeszkodzie Watch tuż przy samym skoku odbił nieco na prawo, odstraszony workiem stojącym po lewej stronie przeszkody. Drugiego z nich, tego po prawej najzwyczajniej w świecie nie zauważył, bo się skurczybyk w cieniu schował... Do samej przeszkody dojechał jednak energicznie i w miarę pewnie, pchany własną ambicją i chęcią zadowolenia jeźdźca.
Ósemka okazała się dla niego mniej zaskakująca niż można było przewidywać - podobny domek pokonał już z powodzeniem na dzisiejszym torze a same barwy nie wzbudziły w nim obaw, w końcu nie raz spotkał się z tak malowniczo intensywnymi kolorami drągów na stacjonatach. Spokój Jessie ewidentnie mu się udzielał. Czyżby miał dobry dzień?

//1-8



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group