Randolph Varmus - 2014-04-28, 16:15 / Najmocniej przepraszam za zwłokę, ale trochę mi się zwaliło na głowę...
- Bardzo dobrze Lose! - pochwalił go, dalej prowadząc ogiera w niskim ustawieniu, dbając o to, aby krok cały czas był żywy, o wyższej nieco niż u innych koni, akcji nadgarstków; był andaluzyjczykiem, a więc to w jego krwi już powinien buzować niesamowity, hiszpański temperament i taneczny krok.
Po przejściu 4 kół na prawą i czterech na prawą kończynę, zbliżył swoją sylwetkę do can'towego zadu, liną odpowiadającą za kontakt z ,,pysk-ręka" delikatnie drgając na dwa takty, zaś odpowiadającą za pracę jego zadu, zbliżył do niego, subtelnie machnąwszy nią, tak, aby skrócić jego sylwetkę; przygotowując go do ćwiczeń związanych ze zbieraniem się. Był młody, miał jeszcze wiele czasu; aczkolwiek niektóre proste komendy powinien już teraz znać.
Po uzyskaniu odpowiedniej figury, w którą złożyło się jego ciało, mężczyzna odezwał się stanowczo, zniżając się na nogach troszeczkę, nieco bardziej wychylając korpus ku zadnim kończyną Lose'a. - Kłus!
Przy poprawnym zakłusowaniu kontrolował odpowiednie, niezbyt prędkie tempo, równość kroku, tak, aby nie rozjeżdżał się zbyt mocno w żadną ze stron, człapiąc wręcz susami.Grand Illusion - 2014-04-28, 18:47 Co ciekawe urodził się w Rosji, dość nie typowym miejscu jak na konia Hiszpańskiej krwi. Ogier miał uszy skierowane co jakąś chwilę na mężczyznę by później postawić je na szpic do przodu. Ogier nie do końca rozumiał sygnały wykonywane przez chłopaka więc czuł się nie co zagubiony. Ogier przy drganiu i przybliżeniu się mężczyzny do siebie machinalnie podniósł łeb wyżej, z uszami skierowanymi na chłopaka. Po komendzie głosowej ogier jakby przez kilka sekund analizował słowo by przejść równym tępem do kłusa, ogier usłyszał także świst powietrza i dziwne dźwięki, przed nosem jego i chłopaka przeleciało coś czarnego. Ogier zahamował gwałtownie, co z pewnością odczuł i chłopak chyba że miał szybki refleks. Nie kazał mu długo czekać tym razem pociągnął go do przodu nie myśląc za wiele, ciężko było mu go utrzymać przy gwałtownym szarpnięciu, skoro koń był trzy krotnie silniejszy. Prawdopodobnie z linami za sobą uciekł do ścian hali by nerwowo się rozglądać po obiekcie.Randolph Varmus - 2014-04-28, 22:18 Cały czas starał się pracować poprzez jak najbardziej naturalne metody; a co za tym idzie, brnąc w stronę umysłu ogiera poprzez pierwotny, niewymuszony niczym nurt myślowy. Fakt faktem, starzał się, cierpliwość nie była taka jak kiedyś, choć ponoć powinno być odwrotnie. Lose był młodym koniem, jako ten nieoszlifowany szlachetny kamień, zachował swoją dzikość, brak formy jednolitej bryły; jego czyny pokładały się razem z tokiem rozumowania. Trzeba było również dodać, że zwierz ten nie znał zbyt dobrze samej osoby zaklinacza, przez to, myśląc logicznie, nie musiał mu wcale, a wcale ufać. Jednakże, właśnie na tym polegała zabawa - aby zaufać, komuś komu się nie ufało nigdy wcześniej, komuś na kim się nie można było oprzeć, na kimś czystym w naszych kartotekach, nieznanym, cichym; należało zaufać komuś, kogo możliwości się nie zna. I tutaj widzimy mały szkopuł - nie wiemy czy jest dobry, czy zły, czy nie udaje tylko dobrego, chcąc nas znieść na manowce swoją nienaganną postawą, nieprawdaż? Niejednokrotnie boimy się bardziej nieznanego, niż malowanego diabła.
Na przystanięcie ogiera, Varmus, nie zareagował; nie zdążył. Nie ważne jaki by posiadał refleks - nie dałby rady tak szybko przeskanować każdego elementu, który spowodował to zatrzymanie. Co więcej dodać? Sam był zainteresowany przemieszczającym się czarnym obiektem, który i jego wybił widocznie z rytmu. On jednakże, mając kilka razy więcej lat, niźli Can't, potrafił sprawę zbagatelizować, chcąc tym samym powrócić do pracy. Aczkolwiek do niej nie powrócił - nie chciał siłować się ze zwierzęciem. Czy to miało teraz jakikolwiek sens? Nie. Instynktownie sobie krzywdy nie zrobi, pole na jakim mógł manewrować swoim ciałem był niewielki - jak sama nazwa pomieszczenia mówi, lonżownik, a więc obiekt budowany na planie okręgu po jakim koń porusza się podczas pracy na tak zwanej ,,lonży".
Powstał jednakże jeszcze jeden haczyk, który zawisł nagle, rozdzielając jego jaźń brutalnie; otóż, Kanadyjczyk mając przed sobą zwierze płoche, miał szansę popracować z nim również na tej płaszczyźnie. Nie wiedział tylko jednego; czego w przeszłości doświadczył. Tak to jest, gdy do Orchardu, czy innych kompleksów trafiają konie bez pełnego udokumentowania, czy kiedy przywozi je ,,ktoś", kto w ogóle nie był za nie nawet odpowiedzialny. Nie ważne.
Co zrobił? Puścił go. Liny były długie, mógł pochwycić je ponownie w ręczę, ale też po co. Nie będzie andaluza przyciągał na siłę ku sobie. Nie na tym relacja partnerska polegała. Ustawiwszy się do niego tyłem złożywszy jedną z rąk w okół klatki piersiowej, pochylił głowę i trwał. Ogier to ogier, nerwy same mu przejdą, na razie potrzebował spokoju, musiał podjąć decyzję. Ran nie miał tendencji manipulatorskich. Mógł teraz do niego wyskoczyć z marcheweczkami czy cmokając radośnie, prosząc, aby się uspokoił. Nie. Musiał się uodpornić na pewne bodźce zewnętrzne - choć zaklinacz i tak świetnie zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później, kiedy Lose dojdzie do generalnej ogłady, ktoś go zepsuje.
Wracając jednakże; Randolph wolno oddychając, spokojnie, o sylwetce zaokrąglonej, czekał - zapraszając swoją postawą, aby ogier odprężył się, zwolnił nieco. Dopiero kiedy osiągnie inny stan umysłu będzie mógł wrócić do jakiejkolwiek pracy z nim. Wiedział już jednakże, jak powinien rozplanować dalszą część ich spotkania.Grand Illusion - 2014-04-28, 22:38 Do ogiera owe coś podleciało gdy stał w rogu ściany. Kłapnął z lekkim echem na to wprost, to coś oberwało w skrzydło bo jak się okazało był to nie wielki ptak który spadł na ziemie bo spotkaniu z koniem. Przez te kilka minut nie był przez ten czas skupiony ani nie patrzał na mężczyznę. Dopiero gdy jego ciało się rozluźniło, oddech zwolnił, spojrzał w tamtym kierunku. Był koniem nerwowym z którym nikt nie mógł się porozumieć, jemu się udało choć i jemu ogier pokazał swą nerwową stronę. Skierował kroki w jego kierunku dopiero przystanął na wyciągnięcie szyji. Skoro Tand stał tyłem ogier schylił łeb by delikatnie dotknąć jego barku chrapami, dając znak że się uspokoił i jednocześnie jakby przepraszał.Randolph Varmus - 2014-04-28, 23:11 Uczywszy na ramieniu cieplejsze, punktowe strumienie, nieznacznie zwrócił się w stronę konia, kładąc jedną z dłoni na jego kości nosowej.
- Jesteś bardzo płochliwy Lose... - stwierdził jedynie spokojnym tonem głosu, okręcając się w stronę andaluza jeszcze o paręnaście centymetrów stając z nim face to face, przez krótką chwilę. Varmus zadecydował jakie będą jego dalsze kroki; nie było tutaj szans na jakąkolwiek współpracę, jeżeli koń nie zmieni swojego nastawienia. Ustawiając się przy jego prawym barku, rozpoczął rozwiązywać linę z jego halterka jak i części pasu do lonżowania. Sam pas, również zniknął, jak i derka. Sprzęt ten powierzył jak na razie krzątającemu się w okół lonżownika stajennemu. Sam Randolph pozostał z liną w rękach i z ogierem jedynie w sznurkowym kantarze.
Zaklinacz ,,złamał" linę na dwie części, skracając ją delikatnie. Ustawił się na środku lonżownika, zbliżając korpus w stronę zadu ogiera, rozpościerając ręce na boki, miękko, acz stanowczo stojąc na lekko ugiętych nogach. Lina zawirowała subtelnie w powietrzu, nie dotykając ani ziemi, ani ogiera. Przy czym ten, miał po prostu ruszyć, tak jak naturalnie to robił, tak, jak biegał na pastwisku. Krok za krokiem, dojdą do konkretniejszego celu.Grand Illusion - 2014-04-29, 10:56 Przymknął powieki gdy on dotknął jego nosa, raczej nerwowy niż płochliwy. Zastrzygnął uchem w kierunku ptaka który pewnie wykańcza się. Spokojnie stał gdy rozebrał go z większości tego co miał na sobie, gdy znalazł się za jego zadem ogier zdążył się rozluźnić, zakołysał ogonem ma boki. Czując ponownie drganie liny ogier ruszył stępem przed siebie. Wiedział że po pracy z nim trochę ochłonie po przyjeździe do nowego miejsca, uspokoji się i zrelaksuje.Randolph Varmus - 2014-04-29, 11:09 Nie musiał wcale stępować, mógł spokojnie przechodzić w jaki chód tylko będzie chciał - mężczyzna nie kontrolował go żadnym ze sprzętów. Ogier nie był ani ubrany w pas, ani w derkę, żadna z lin nie była połączona z jego kantarem. Varmus uszanował jego decyzję, jeżeli chodzi o tak niski i spokojny chód. Co jednakże, nie zmienia faktu, że zadziwiło takowe zachowanie zaklinacza.
Po dobrych trzech, może czterech minutach, ponownie zamachnął liną za zadem ogiera, zbliżając ją nieco bardziej ku jego ciału. Wychyliwszy się nieco bardziej do przodu, ustawiając się bliżej tylnych kończyn, zacmokał, rozpościerając nieco ramiona. Starał się nie wydawać komend głosowych, kiery zwierzę znajdowało się tak blisko niego, mogąc poprzez odbieranie naturalnych gestów mężczyzny uświadomić sobie czego w tej chwili wymaga - nie liczyło się w tej chwili, że andaluz miął dopiero trzy lata, nie było to ważne; język jakim posługiwał się Ran, był językiem equus, a więc językiem wszystkich koni.Grand Illusion - 2014-04-29, 14:03 Ogier spokojnie stępował od wpierw z pyskiem niżej jakby chciał poznawać teren po którym stąpa, jego mięśnie spokojnie pracowały, rozluźnione. Ogier zastrzygł uszami w kierunku mężczyzny gdy ten poruszył ponownie liną i zbliżył się do jego zadu i zacmokał na niego, ogier żwawo lecz nie zbyt szybko za kłusował starając utrzymać się jednostajne i średnie tempo swojego chodu.Randolph Varmus - 2014-04-29, 15:24 Kiedy ogier w miarę czasu co raz to bardziej przyzwyczajał się do warunków w jakich przyszło im pracować, mężczyzna zbliżył się gwałtowniej w stronę jego łba, działając w analogiczny sposób jak przy popędzaniu go; niska pozycja, na delikatnie ugiętych kolanach, rozpostarte ręce, lina, zataczająca koło w powietrzu. Zmiana kierunku, wymuszenie szybkiej reakcji, przyzwyczajenie się do nagłych zmian losowych. Jeżeli zwierze zawróciło, mężczyzna od razu ustawił się bliżej jego zadu, ponaglając do dalszego utrzymywania tempa, nie zwalniania od szybkości wyjściowej.Grand Illusion - 2014-04-30, 20:20 Po jakimś czasie kłusował już spokojnie, całkiem rozluźniony. Gdy przed ogierem wyrósł mężczyzna, ogier najpierw nie wiedział co zrobić więc położył uszy po sobie by ponownie je postawić. Cofnął się o krok by podnieść na kilkanaście centymetrów przody ale zmienił kierunek ruchu na inny, choć przez chwilę miał ochotę go staranować. Nie rozsądnie było wyrastać koniowi przed nosem.Randolph Varmus - 2014-04-30, 23:02 Rozsądnie - Varmus bardzo szybko nabierał zaufania. Nie miał podstaw, aby postępować inaczej, fakt; wielokrotnie rozum i serce potrafiły człowieka zmylić, ale zasadniczo postępował dobrze. Wedle swoich widzi mi się, i innych informacji, które niczym strąki zdrowej i silnej rośliny, wyrastały na ziemi jego umysłu - wiedział, że całe to postępowanie, docieranie do zwierzęcia, praca na podstawach takich a nie innych - jest dobra. I w tej sytuacji darzył wielkim zaufaniem nie tylko Lose'a, ale również samego siebie.
- Dobrze, Lose. Bardzo dobrze. - rzucił w jego stronę spokojnym, choć zachęcającym i pełnym werwy głosem. Koń musiał wypracować sobie nie tyle co refleks a szacunek. Bo to on w takich sytuacjach był najważniejszy. Do prawdziwego respektu jeszcze długa droga. Żadna ścieżka, prowadząca do równowagi psychicznej i fizycznej nie była ani łatwa ani krótka. Nie zawsze też przyjemna.
Pogonił ogiera jeszcze od spokojniejszego galopu, pozwalając mu krążyć według uznania; uznania, jeżeli chodzi o tempo i rytm, nie o kierunek i bliskość między sobą a Varmusem. Po około dziesięciu minutach, przystanął spokojnie, przywołując zaokrągloną, spokojną i oczekującą postawą andaluza ku sobie. Jeżeli podszedł - super. Jeżeli nie, odczekał w takiej pozie sowity czas, jeżeli ten tyle go potrzebował i dopiero wtedy się do niego zbliżył. Pochwyciwszy linkę kantara przy jego policzku, przytrzymał go przy sobie, gładząc po szyi oraz łopatce.
- Świetnie się spisałeś, jestem z Ciebie dumny. - odparł na jego zachowanie. Kiedy w stójce U uspokoił rytm serca, swoje tętno, oraz pozbierał zapewne nieco rozbite nowościami myśli, Ran poprosił stajennego o podanie jednej z lin. Zgrabnym ruchem zawiązał ją na węźle pod brodą zwierzęcia, gładząc go w między czasie wolną dłonią po kości nosowej.
- Co za dużo to i świnia nie zeżre; także, komu w drogę temu kopa w dupę. - dodał po krótkiej chwili, kierując się w stronę wyjścia, prowadząc ogiera na luźnej linie w stronę stajni.
/zt.Samanta - 2014-05-01, 11:07 Przybyła z Ethernalem na lonżownik. Na całe szczęście nie było tu nikogo. Na chwilę przywiązała go do belki, dając mu marchewkę. Kiedy się nią grzecznie zajął, pospiesznie wyszła z hali. Gdy już wróciła przez ramię przerzucone miała ogłowie, a w dłoniach trzymała czaprak i siodło. Odłożyła cały sprzęt przewieszając go przez barierki. Na końcu wróciła do fryzyjczyka i przeszła z nim kilka okrążeń wokół hali na "rozruszanie".Ethernal - 2014-05-01, 11:50 Przytargali się nawzajem, by dojść w końcu na miejsce. Fryz olewał wszytko, bo miał w ryjcu zaraz marchewkę. Po oszamaniu jej jednak zauważył, że gdzieś mu wcięło Arielca. Toteż z braku zajęcia, ogier zaczął majstrować przy uwiązie. Zębami. Nic z tego nie wynikło i alimentów nie będzie musiał płacić, gdyż wróciła Samcia z jakimiś dziwadłami w ręcach. Koń uniósł łeb, stawiając uszyska z zainetresowaniem, lecz zaraz ciekawość przerodziła się w pewnego rodzaju obawy. Toż to to ustrojstwo, które zakładają innym na grzbiet! A fe! Fryzeł naciągnął uwiąz, nieco się cofając. W tej samej chwili ukazał dezaprobatę i niechęć do sprzętu, błyskając białkami oczu i chowając uszy w falowanej grzywie.
Gdy dziewczyna zostawiła te ustrojstwa gdzieś to się trochę uspokoił i w miarę neutralnie przelazł kilka kółek, wyraźnie omijając płot w okolicach zawieszonego sprzętu. A fe! Samanta - 2014-05-01, 12:02 Spojrzała na ogiera, a widząc jego reakcję nieco się zdziwiła. Czyżby ten potężny ogier, bał się czegoś takiego jak siodło? Nie żartuj sobie nawet.
- No... Spokojnie. To Ci nie zrobi krzywdy. Obiecuję.
Odparła, przeczesując delikatnie jego grzywę, a tym samym smyrając jego szyję. Już udało jej się zaobserwować, że mu się to podoba. Samanta starała się ciągnąc ogiera tak, aby szedł jednak blisko sprzętu. Przecież nie dostanie nagle zębów i nie rzuci się karusowi do gardła. Po trzecim okrążeniu, zatrzymała się tak, że znaleźli się dość blisko sprzętu, zawieszonego na barierkach.
- To co? Zapoznamy się z tym?
Uśmiechnęła się lekko, nie przestając go drapać po tłustej szyjce.Grand Illusion - 2014-05-01, 15:14
Randolph Varmus napisał/a:
Rozsądnie - Varmus bardzo szybko nabierał zaufania. Nie miał podstaw, aby postępować inaczej, fakt; wielokrotnie rozum i serce potrafiły człowieka zmylić, ale zasadniczo postępował dobrze. Wedle swoich widzi mi się, i innych informacji, które niczym strąki zdrowej i silnej rośliny, wyrastały na ziemi jego umysłu - wiedział, że całe to postępowanie, docieranie do zwierzęcia, praca na podstawach takich a nie innych - jest dobra. I w tej sytuacji darzył wielkim zaufaniem nie tylko Lose'a, ale również samego siebie.
- Dobrze, Lose. Bardzo dobrze. - rzucił w jego stronę spokojnym, choć zachęcającym i pełnym werwy głosem. Koń musiał wypracować sobie nie tyle co refleks a szacunek. Bo to on w takich sytuacjach był najważniejszy. Do prawdziwego respektu jeszcze długa droga. Żadna ścieżka, prowadząca do równowagi psychicznej i fizycznej nie była ani łatwa ani krótka. Nie zawsze też przyjemna.
Pogonił ogiera jeszcze od spokojniejszego galopu, pozwalając mu krążyć według uznania; uznania, jeżeli chodzi o tempo i rytm, nie o kierunek i bliskość między sobą a Varmusem. Po około dziesięciu minutach, przystanął spokojnie, przywołując zaokrągloną, spokojną i oczekującą postawą andaluza ku sobie. Jeżeli podszedł - super. Jeżeli nie, odczekał w takiej pozie sowity czas, jeżeli ten tyle go potrzebował i dopiero wtedy się do niego zbliżył. Pochwyciwszy linkę kantara przy jego policzku, przytrzymał go przy sobie, gładząc po szyi oraz łopatce.
- Świetnie się spisałeś, jestem z Ciebie dumny. - odparł na jego zachowanie. Kiedy w stójce U uspokoił rytm serca, swoje tętno, oraz pozbierał zapewne nieco rozbite nowościami myśli, Ran poprosił stajennego o podanie jednej z lin. Zgrabnym ruchem zawiązał ją na węźle pod brodą zwierzęcia, gładząc go w między czasie wolną dłonią po kości nosowej.
- Co za dużo to i świnia nie zeżre; także, komu w drogę temu kopa w dupę. - dodał po krótkiej chwili, kierując się w stronę wyjścia, prowadząc ogiera na luźnej linie w stronę stajni.
/zt.
Ogier zawsze traktował dobrze ludzi którzy i jego tak traktowali, po prostu odwdzięczał się tym samym. Ogier cofnął uszy na chłopaka słysząc po chwałę i tylko zarżał znacząco, jakby ciesząc się z tego co mówił. Ogier z chęcią galopował na dystansie jaki tylko mógł, wypróbował dosłownie każdą możliwą kombinację od najdłuższej do najkrótszej ale uważał by nie podeptać chłopaka, gdy zauważył że tamten stanął zwolnił do stępa by podejść do niego i trącił lekko chrapami jego bark, poddał się pieszczotą ponownie rozluźniając całkowicie choć były one krótkie ogierowi się podobały. Po chwili ruszyli do stajni.