J.J. Wrens - 2018-07-23, 21:54 Przez cały trening siedział grzecznie, obserwując z zafascynowaniem skoki wujka Olivera i Inso. Kiedy tylko nie widział ich dokładnie, stawał na schodki i wyglądał ich na drugim końcu hali, by zauważyć też wtedy, że zmierzają w jego kierunku.
Kiedy tylko Oliver podjechał, młody Wrens obdarzył go szerokim, hollywoodzkim uśmiechem i przytaknął na jego propozycję, oczywiście zmuszając mężczyznę do ustąpienia mu miejsca. Już na siodle było widać w dziecku pewność jego ruchów - zebrał lekko wodze klaczy, cofnął nóżki i lekko zgiął w kolanach, by ścisnąć mocniej korpus klaczy i skłonić ją do stępa cichym cmoknięciem, jeśli nie pomógł mu w tym Oliver.
- Wujku, a Ty masz dzieci? Bo tyle jest w moim przedszkolu dzieci, że ja nie wiem, chyba z Antarktydy przywieźli je. - Ah te dziecięce problemy. Wczoraj było kluczowe pytanie - czemu kobiety mają piersi, dwa dni temu zaś rozkminiał nad sensem jedzenia pomidorowej, bo jest taka niedobra, że fuj fuj a mama mówi, że zdrowa. Ale co mamy, to święte, więc oczywiście zjadł całkowicie.Oliver Pelerieux - 2018-07-23, 22:49 Pozwoliłem JJ'owi trzymać wodze i kierować Inso, ale cały czas szedłem tuż obok, gotów zainterweniować czy nawet łapać chłopca w locie, gdyby siwej strzeliło coś do głowy. Prawdopodobnie dostosowała się do mojego kroku, czyli energicznego marszu; chociaż liczyłem się ze zmęczeniem Inso, to nie chciałem by snuła się smętnie noga za nogą.
- Nie mam - odparłem, podnosząc na niego wzrok i po chwili uśmiechając się z rozbawieniem, które wywołał jakże rezolutnym stwierdzeniem. - To chyba dobrze? Masz dużo kolegów i koleżanek - rzuciłem, starając się mu wskazać dobrą stronę przedszkola.
Gdyby pewne rzeczy potoczyłyby się w moim życiu inaczej, prawdopodobnie byłbym tatą już od dawna... Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, huh? Nie byłoby mnie teraz w tym miejscu.Insostenible - 2018-07-23, 22:55 Chętnie przeszła po raz kolejny do żywego stępa, w pełni korzystając z przerwy. Swobodnie obijała ogonem o swojego boki obserwując przy tym mężczyznę, który znów majstrował coś przy przeszkodach, ustawiając je na już konkretną wysokość. Poziom trudności znacząco wzrósł zważając na wcześniej wspomniany czynnik i właśnie rozmiar hali.
Zagalopowała z lewej nogi wyraźnie akcentując pierwszy krok, który był wyraźnie bardziej wyniosły od następnych. Ciągle była bardzo zaangażowana w pracę, utrzymując aktywne tempo i okrągłość chodu. Tak więc skierowała się do pierwszej przeszkody, przed którą chętnie się rozciągnęła i mocniej podstawiła zad, dzięki czemu odbiła się wystarczająco mocno. Zachowując równowagę powróciła na ziemię, lądując oczywiście na lewą nogę, co wyegzekwował od niej Oliver. Poruszając się po łuku nie miała problemu z wpisaniem się w niego z jednoczesnym zachowaniem tempa, będąc dobrze pilnowana pomocami jeźdźca. Jak się okazało, para poradziła sobie z dość wymagającą przeszkodą jaką był okser, więc po nim Inso szybko pozbierała się i szukała wzrokiem następnej potencjalnej przeszkody. Chłopak pozwolił jej na poszerzenie swoich ram co skutkowało jednoczesnym zmniejszeniem ilości foule przed trójką, co było z jego strony dobrym zagraniem. Jak wiadomo siwa była z deka uprzedzona do wszelkich rowów, czy to pod stacjonatami czy takimi z wodą, czasami ciekawiły ją, wzbudzały w niej niepewność, a innym razem motywowały do jeszcze wyższych skoków, tak aby za wszelką cenę nie dopuścić do kontaktu z wodą. Tym razem popisała się swoją siłą i skocznością, dzięki której zachowała spory zapas nad drągiem, jednocześnie tworząc spektakularny obrazek razem z chłopakiem. Sprawnie wylądowała i rozkojarzyła się na moment przez robiącego coś pomocnika, przez co przeszła do skoku zbyt wcześnie i trąciła przodem drąg. Był to jej ostatni błąd, kolejne przeszkody pokonała podręcznikowo, mimo zmęczenia wciąż starając się dawać z siebie 120%. Po powrocie na ścianie i rozkłusowaniu przeszła do stępa, przeżuwając kilkakrotnie wędzidło i wyciągając swobodnie szyję, ciałem kołysząc się na boki.
Już wolniejszym stępem podeszła do JJ'a pozwalając sobie na wyciągnięcie do niego pyska, kiedy jeszcze był na stołku. Stała grzecznie podczas gdy Oliver podsadzał młodego do siodła, nie myśląc nawet od przedwczesnym ruszeniu. Był tak lekki, że siwa ledwo co odczuwała jego obecność, ale nie ignorowała go. Na cmoknięcie natychmiastowo zareagowała, ruszając stępem. Znów pozwoliła sobie na słuchanie ich rozmowy, podążając jedynym uchem za tym, kto aktualnie zabierał głosu. Szła tuż obok zawodnika, nie ociągając się zbytnio pomimo tego, że było to końcowe rozstępowanie. JJ musiał trzymać się mocno kolanami, bo klacz zapewne dość mocno go w takim stępie bujała, jednak zgaduje, że nie miał z tym większego problemu.J.J. Wrens - 2018-07-23, 22:58 Kierował klacz wzdłuż ścian, obserwując świat z wysokiej pozycji na grzbiecie Inso, skąd wszystko było inne. W szczególności Oliver. Mimo niedosięgania do strzemion, czy choćby pływaniem w ogromnym siodle, młody Wrens wydawał się radzić sobie świetnie z aktywnym tempem klaczy, całkowicie się rozluźniając i oddając jej krokom.
- A czemu nie masz? Przecież każdy dorosły ma dziecko. - Logika dziecięca oczywiście była nie do przeskoczenia, w końcu skoro rodzice jego kolegów mają, to chyba każdy na świecie ma, czyż nie?
- Mam dużo. David, Leon, Camilla, Chris, Francesca, Luna, Ben, Clara. Dużo, dużo, nawet z Christem siedze w jednym stoliczku na obiady, ale on nie umie jeść widelcem i wszystko brudzi. - Dziecięce problemy były oczywiście błahe, lecz dla takiego małego stworka jak JJ, takie brudzenie stoliczka, gdy przedszkolanki krzyczą to kryzys godny wojny nuklearnej, już nie mówiąc, że cała wina spada na Bogu ducha winnego Wrensa, który grzecznie je plastikowym, zielonym widelcem z naklejką konika, którą wybrał sobie na rozpoczęcie roku.Oliver Pelerieux - 2018-07-23, 23:43 - Ja jeszcze nie mam, ale kiedyś będę mieć. Nie jestem taki stary jak ci się wydaje - Sam nie byłem pewien czy to, co mówię, ma jakiekolwiek pokrycie. Nie zastanawiałem się nad tym. W każdym razie nie uważałem, żeby rozumowanie JJ'a było głupie. W pewnym sensie miał rację, ale nie wiedział jeszcze o jednej rzeczy, o której zamierzałem mu powiedzieć... - Poza tym niektórzy dorośli nie mają dzieci, ale za to inni mają ich kilka. Kto wie, może akurat ty będziesz mieć brata albo siostrę? - Zapytałem, unosząc lekko brew, ciekaw jak młody zareaguje na taką możliwość. Oby tylko po powrocie do domu nie męczył Jessie o braciszka, bo na pewno by mi się oberwało.
- To może mu pokażesz jak się je widelcem? Na pewno umiesz - zaproponowałem, spoglądając na Insostenible, która doskonale spełniała się w swojej nowej roli. Jeszcze parę minut i będziemy mogli wracać do stajni.J.J. Wrens - 2018-07-24, 14:08 - A to trzeba być takim dużym jak mama, to wtedy można kupić dziecko? - Lekko zdziwiony odpowiedzią Olivera, bo jak to, stary? Przecież on był już tak i duży jak JJ, a nawet bardziej!
- O nie. - Spojrzał przerażony na myśl o rodzeństwie, po czym wyciągnął język i skrzywił się, robiąc dwa podbródki i unosząc oczy ku górze. Rodzeństwo jest ble, bo zabiera rodziców i zabawki. Chyba, że zamknął by rodzeństwo w domu Aidena i przychodziły tylko po to, by się bawić. Ale nie, to nadal nie jest fajna opcja. Najlepiej, jakby był sam i wszystkie koniki mamy byłyby jego, i Inso byłaby jego a wujkami i ciocią Aaren nie musiałby się dzielić!
- Umiem! Umiem też robić kulki z ryżu i obrzucać nimi lodówkę!! - Rzucił donośnym, zadowolonym z siebie tonem.Oliver Pelerieux - 2018-07-24, 15:19 - Dzieci się nie kupuje, JJ - odparłem, po chwili jednak tego żałując. Może lepiej byłoby gdyby jednak w to wierzył? Chociaż to w sumie nie mój problem, bo lada moment miałam "oddać" Jess jej dziecko.
- Nie? Przecież to fajne - ciągnąłem, rozbawiony jego ewidentnym obrzydzeniem do tego pomysłu. - Ale z tego to mama chyba nie jest dumna, co? - Zagadnąłem, po chwili prosząc, żeby spróbował zatrzymać Insostenible samodzielnie. - Koniec przejażdżki. Możesz dać Inso jeszcze jedną marchewkę i wracamy do stajni - rzuciłem, po czym pomogłem JJ'owi zsiąść (próba zeskoczenia z tej wysokości prawdopodobnie skończyłaby się tak, że albo wylądowałby pod brzuchem Inso, albo twarzą na ziemi...) i poczekałem aż da siwej marchewkę (albo nie).
Następnie całą trójką opuściliśmy halę, kierując się do boksów. /ztNaomi Eaton - 2018-10-15, 19:13 Naomi najczęściej prowadziła jazdy na koniach szkółkowych, ale czasami - jak dziś - zdarzało się, że dostawała pod opiekę juniora z własnym koniem. Było tak w przypadku Lucii i jej haflingera; ojciec dziewczynki załatwił jej parę lekcji pod okiem instruktorki, której zadaniem było nie tylko nauczyć juniorkę lepiej jeździć, ale też lepiej dogadywać się ze Scottim, który był stosunkowo nowym nabytkiem. Ogólnie cel był jeden - żeby Lucia mogła samodzielnie jeździć na wałachu.
Blondynka umówiła się z dziewczynką w stajni na wybraną godzinę, pomogła jej przygotować haflingera do jazdy i udała się z nią na halę rekreacyjną, gdzie miały spokój i pewność, że żaden sportowiec ich nie rozjedzie.
Dopilnowała, żeby ubrała kask, rękawiczki i kamizelkę, jeśli tylko miała taka potrzebę bądź kazał jej to robić Valentino. - Gotowa do jazdy? - Zapytała z uśmiechem, a następnie zachęciła Lucię do wdrapania się na grzbiet Biscottiego po schodkach, tuż po tym, jak sama sprawdziła czy popręg jest wystarczająco mocno zapięty. Gdy Lucia siedziała już na grzbiecie wałacha i włożyła obie stopy w strzemiona, Naomi stanęła przed koniem, sprawdzając, czy strzemiona są równe.
- Wygodnie? - Upewniła się, bo na oko wyglądało, że wszystko jest w porządku; jeśli tak było, dała dziewczynce zielone światło do ruszenia stępem po ścianie, od pierwszej sekundy obserwując jej postawę i użycie pomocy.Lucia - 2018-10-19, 01:19 Chyba już powoli zaczęła oswajać się z myślą, że ma swojego, prywatnego konia. W dalszym ciągu się jednak do niego nie przyzwyczaiła i po prostu czasami czuła się troszkę niepewnie na grzbiecie Biszkopta, choć na dobrą sprawę ten nie wyrządzał jej żadnej krzywdy. Był przede wszystkim większy od kucoli, które dotychczas dosiadała, więc siedząc na nim czuła się jak na jakimś olbrzymie!
Już od początku była bardzo podekscytowana na myśl o jeździe z nową instruktorką, toteż wpadła do stajni cała w skowronkach i z ogromniastym uśmiechem na buźce. Cieszyła się, że dziewczyna pomogła jej w przygotowaniu wałaszka do pracy, bo siłą rzeczy, niektóre etapy sprawiały jej spory problem. Jak chociażby założenie siodła, które było dość ciężkie, a Lucia była po prostu za niska. Finalnie - dziarskim krokiem weszła na halę, na dość luźnej wodzy prowadząc swojego podopiecznego. Nie mogła się już doczekać, a z drugiej strony odczuwała lekki stresik, bo nowa osoba miała się jej przyglądać i na dodatek oceniać jej jazdę.
- Tak! - odparła z entuzjazmem, gładząc haflingera po skrawku niezakrytej rzędem jeździeckim sierści. Bez zbędnego namawiania, wdrapała się po schodkach na górę, od razu biorąc w obie łapki wodze i starannie układając je pomiędzy palcami. Usadowiła się również wygodniej, by chwilę później skinąć głową w odpowiedzi i posłać Naomi ciepły, dziecięcy uśmiech.
Otrzymawszy pozwolenie do ruszenia, przyłożyła łydki do boków konia i trochę przesadnie ''bujnęła'' go z bioder, chcąc by ten zaczął stępować. Jeśli tak się stało - Lucia uzyskała pełnię szczęścia, dumnie prostując się w siodle i trochę nad wyraz wypinając do przodu pierś. Od razu skierowała Biszkopta na ścianę, chociaż jej wodze były dość luźne, co z pewnością w znaczącym stopniu utrudniało jej kierowanie.Cruor Vena - 2018-10-19, 20:44 Biscottiemu bardzo się podobało w nowym domu. Można powiedzieć, że nie odczuł zmiany - dalej opiekowano się nim jak należy i dalej miał małą dziewczynkę, która go kochała. ♥ Zupełnie nie przeszkadzało mu, że Lucia była trochę mniejsza niż jego poprzednia właścicielka. Powoli uczył się jej nawyków i sposobów komunikacji, podobnie jak ona uczyła się jego. Ta relacja miała szansę przerodzić się we wspaniałą przyjaźń, ale trzeba było jej trochę pomóc.
Przyszedł na halę wraz z Lucią i Naomi, po czym przystanął we wskazanym miejscu i cierpliwie poczekał, aż dziewczynka go dosiądzie. Gdy się tak stało, obejrzał się na Lucię, wyginając grubą szyję w łuk i stawiając uszy na sztorc. Nie dostał jednak smakołyka, tylko łydkę, w reakcji na którą ruszył spokojnie przed siebie. Obrał wyznaczony przez Lucię kierunek, ale do ściany dotarł po linii, o której można było powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że była prosta... Wałach zdawał się jednak doskonale rozumieć intencje swojej amazonki, więc pomimo niedociągnięć, wykonywał jej polecenia. Szedł umiarkowanie aktywnie, zdecydowanie mógłby żywiej, ale też nie szedł na tyle wolno, by prowokować dziewczynkę do ciągłego dłubania łydkami.Naomi Eaton - 2018-10-24, 08:29 Wypchnięcie z bioder faktycznie było mocno zaakcentowane, ale Naomi nie zwróciła na nie uwagi. Biscotti był odrobinę za duży dla Lucii, więc może tak było jej łatwiej, zwłaszcza iż nie wiadomo, jak czuły był na pomoce. Z czasem na pewno te przejścia będą subtelniejsze, ale póki co - były ważniejsze kwestie do przepracowania.
- Weź wodze na kontakt, będziesz mieć większą kontrolę nad tym, gdzie Biscotti idzie - zwróciła jej uwagę, po chwili oczywiście rozwijając swoją myśl, na wypadek, gdyby juniorce mieszały się jeszcze pojęcia, tudzież nie słyszała nigdy o kontakcie. - Wodze nie mogą luźno wisieć, muszą być napięte. Skróć je trochę - nakierowała Lucię na właściwy tor, cały czas mówiąc spokojnie i w sympatycznym tonie, bo przecież nie chodziło o strofowanie. Nie stała nieruchomo na środku hali, tylko chodziła po małym obwodzie, niejako towarzysząc koniowi i dziewczynce, ale z na tyle dużej odległości, by haflinger nie zaczął słuchać i dostosowywać do niej swojego kroku.
Jeśli dostrzegła poprawę wedle swoich zaleceń, zakomunikowała juniorce, że właśnie o to chodzi, uśmiechając się przy tym. Chwilę później poprosiła ją o to, czy może raczej zwróciła uwagę na to, że podczas stępa nie musi się trzymać ścian - miały przecież do dyspozycji całą halę. Zaproponowała jej więc wykonanie serpentyny o trzech łukach, pokazując jej punkty (literki, jak na czworoboku), których powinna się trzymać, by mniej więcej wykonać pożądany rysunek.Lucia - 2018-10-27, 00:32 Słysząc wzmiankę o wodzach, krótko skinęła głową - jakby bardziej do siebie niżeli do Naomi - i od razu zaczęła poprawiać ten mankament. Chwilę jej zajęło dobranie wodzy na tyle, by nie fruwały wzdłuż szyi niczym firanki i choć teraz takie nie były, to dziewczynka spokojnie mogłaby, a nawet powinna je jeszcze skrócić. W jej mniemaniu oczywiście takie były wystarczające, ale jeśli instruktorka zwróciła jej w tej kwestii uwagę, posłusznie złapała je krócej, przynajmniej póki co.
Z uwagą wsłuchiwała się w sympatyczny głos dziewczyny, usiłując jak najpoprawniej zinterpretować jej słowa. Następnie krótko omiotła halę wzrokiem, jakby sprawdzając ile miejsca ma do zagospodarowania i wyjeżdżając z krótkiej ściany, zaczęła działać. Blondyneczka była dość pojętna i chętna do nauki, ale chociaż znała dużo teorii, to czasami zwyczajnie gubiła się w praktyce, która była dużo cięższa. Szczególnie na tak dużym - względem niej - koniu. Kręcąc pierwszy brzuszek owszem, zwiększyła nacisk na wewnętrzną wodzę, ale jednocześnie, troszkę nieświadomie oddała również zewnętrzną. Nie miała pojęcia o czymś takim jak jazda na zewnętrznej wodzy, a raczej skupiała się na tym, by Biszkopt szedł określonym torem, nie przykładając większej uwagi do jego sylwetki. Miała również problem z prawidłowym używaniem łydek, jako że jej nóżki były jeszcze dosyć krótkie, a Lucia nie miała nad nimi takiej kontroli, jak dorosły jeździec. Tak więc niestety - wyglądało to jak wyglądało, ale dziewczynka była bardzo uparta i naprawdę się starała, by spełnić oczekiwania blondynki.
Po wyjechaniu na prostą, wyrównała wodze i wlepiając spojrzenie przed siebie, starała się zachować jako taką prostą linię, posiłkując się oczywiście łapkami. Przy jej końcu poczęła kręcić kolejny brzuszek, który okazał się dla odmiany troszkę za ciasny i teraz dziewczynka spokojnie zmieściłaby cztery łuki na hali zamiast trzech. No chyba, że ten ostatni będzie jakiś ogromny.Cruor Vena - 2018-11-10, 17:04 Po skróceniu wodzy od razu począł różnicę, zresztą z pewnością Lucia również - zamiast pustki, miała wreszcie w rączkach jego pysk, czując jego ciężar. Na szczęście znikomy, bo Biscotti ani się nie oparł na ręce, ani też nie miał w zwyczaju chamskiego wieszania się na niej i wyciągania biednych, zbyt słabych dzieci przez szyję.
Stępując, kątem oka spoglądał na towarzyszącą im Naomi, ale to jednak siedzącej na jego grzbiecie Lucii słuchał przez cały czas. Choć miała zdecydowanie za krótkie nogi, by poprawnie nimi operować, wałach nie ignorował jej sygnałów. Zresztą przede wszystkim otrzymywał je wodzami, co choć nie było prawidłowe, to nie wprawiało go w dezorientację, bo jako koń-nauczyciel doskonale rozumiał o co chodzi i nie negował tego, bo to było zadaniem Naomi.
Skręcił więc od wewnętrznej wodzy, przez odpuszczenie na zewnętrznej wypadając lekko łopatką, po czym naprostował się w łydkach i wodzach juniorki przed tym, jak rozpoczął kolejny brzuszek. Również niezbyt udany, bo tak ciasny, że niemal obrócił się w miejscu, żeby go wykonać. Z pewnością ich "wyczyn" wymagał wiele do poprawy, ale jednemu nie można było zaprzeczyć - Scotti wspaniale słuchał się Lucii i szedł dokładnie tam, gdzie ona sobie tego życzyła, na nic innego nie zwracając uwagi. Był dla niej w stu procentach bezpieczny, więc mogła spokojnie poprawiać swoje błędy i się uczyć, nie bojąc się, że nad nim nie zapanuje.Charlotte - 2018-12-09, 00:06 (Uznając, że jest pusto)
Przybyła z Kingiem na halę rekreacyjną, gdzie udało jej się ustawić wcześniej mały parkur, na jej umiejętności. Bo mistrzem jednak nie była. Już na hali stanęła przy schodkach, gdzie podpięła mocniej popręg i poprawiła strzemiona, aby wspiąć się zgrabnie na jego grzbiet i ruszyć stępem po hali, początkowo zataczając koła wzdłuż ścian, zaś następnie zjechała nim na mniejsze wolty, angażując jego zad przy pomocy dosiadu i zamykając go w łydkach. Lekkim ruchem miednicy pchała go na lekki kontakt, nie wymagała jednak od razu cudów, bo niestety nie ma tak dobrze, ona sama geniuszem nie była!
Po kilku woltach w stępie ponownie zjechała na dwa kółka na ścianie, tym razem w przeciwnym kierunku do ruchu wskazówek zegara, aby po dwóch okrążeniach pchnąć go ruchem z krzyża i łydką do kłusa - aktywnego, ale bez szaleństwa, bo będzie bicie! W kłusie pozwoliła mu na odrobinę luzu w ruchu, stawiając na rozgrzanie się.King Dice - 2018-12-09, 00:28 Wchodząc na pustą halę, od razu spiął się i basowo zarżał, trzęsąc się przy tym, jak galareta. Ze względu, że nie było tutaj innych koni, ogier swoją uwagę skupił na stojących przeszkodach, których widok go wręcz podniecił, a raczej wizja ich skakania.
Przystanął przy schodkach, dając kobiecie w podciągnąć popręg, chociaż podczas tego kuląc uszy i wrogo spoglądając w tył, pokazując, że niekoniecznie mu się to spodobało. Niemniej jednak Lottie znalazła się na jego grzbiecie, a King ruszył przed siebie już w fazie lądowania jej tyłka w siodle. Od czasu jego treningu już nieco minęło, więc tajemnicą nie było ogólne pobudzenie konia, który w końcu mógł jakoś pozbyć się nadmiaru energii.
Z początku był nazbyt sztywny, nie przykładał się do wykonywania wolt, dbając jedynie o prędkość własnego chodu. Zmiana nadeszła wraz z czasem i gdy właścicielka bardziej pilnowała go łydkami, nie pozwalając już na takie błędy. Dzięki dosiadowi zaczął bardziej angażować zad, mocniej wkraczając nim pod kłodę, aczkolwiek nie wysilał się nazbyt. Co do kontaktu, aktualnie stronił od niego, jedynie zagryzając nerwowo wędzidło. Stępował aktywnie, nawet może aż za bardzo, bo dla Charlottie mogło być to nawet niewygodne, ale mógł dostać plusa za to, że nie próbował przedwcześnie przechodzić do kłusa.
Pokręcili się chwilę na figurach i chętnie przeszedł od łydki do kłusa, miękko odbijając się od piasku. Nadał trudno było mówić o rozluźnieniu, Dice naelektryzowany szedł po śladzie, przez brak pracy grzbietu będąc niezbyt komfortowym do jazdy.