To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tereny zielone - Plac zabaw

Aiden Craven - 2016-12-14, 01:59

- Czy mam się czuć zaszczycony, że ze mną wyszłaś? - Zapytał żartobliwie, jednocześnie mocniej odpychając się od ziemi, bo huśtawka zdążyła się niemal zatrzymać. Ciche skrzypienie ponownie zaczęło wypełniać krótkie momenty ciszy między wypowiadanymi zdaniami. - Tak jakby. To trwa dopiero parę dni, więc śpię jeszcze po znajomych, ale chyba niedługo będę musiał wrócić... W końcu niedługo święta, przecież nie mogę być wtedy gdzie indziej, bo już w ogóle nie będą się do mnie przyznawać - uśmiechnął się ponuro. - Ty pewnie nie masz takich akcji, co? - Spytał, zupełnie nieświadom, że przecież w jej rodzinie też nie było do końca normalnie. Chociaż gdyby się nad tym zastanowić... Można by z lupą szukać normalnej, szczęśliwej rodziny :lol: .
David Harrison - 2016-12-14, 23:01

Ryann napisał/a:
...


Wzrok bruneta już przyzwyczajony do ciemności śledził uważnie drogę tabletek z jego własnej ręki aż do ust nastolatki. Chcąc się upewnić że nie podał jej żadnego świństwa chyba nie miał innego wyjścia jak tylko towarzyszyć jej przez następnych kilka minut. Na tę myśl niemalże się wzdrygnął i to nie dlatego, że przerażała go ewentualność spędzenia jeszcze jakiegoś kawałka czasu z nieznajomą, raczej przeraził go swój sposób myślenia. Od kiedy bezinteresownie przejawiał chociaż cień troski o innych? Zawsze starał się tłumić te dziwne, "dobre" odruchy, jakie próbowali mu wpoić rodzice. Co prawda za młodu musiał być im bezgranicznie posłuszny i tak też było, jednakże z czasem nadszedł okres młodzieńczego buntu a kiedy jeszcze nie zdążył się zakończyć (u Davida chyba nieco za bardzo się przeciągnął) rodzice po prostu odeszli do innego świata. Harrison, chcąc oczywiście odciąć się od wspomnień z nimi związanych, bo jego zdaniem taka była jedyna droga do tego, aby pozbyć się bólu po stracie, dzień w dzień próbował sobie udowodnić, że nie jest ani trochę taki, jakim próbowali go stworzyć mama i tata. Dlatego też teraz czuł się bardzo nieswojo z nagłą i tak bardzo nie na miejscu chęcią stania się stróżem Ryann, chociażby tylko na czas drogi do jej domu. Momentalnie skołowany nie wiedział, czy wobec jej słów postawić na tym, co sam wcześniej powiedział, czyli że zaprowadzi ją do domu, czy raczej zwrócić się ku "typowemu sobie" i jednak olać sprawę, szczególnie że przecież zapewniała, że zna drogę. Oczywiście, idioto, że zna drogę, przecież tam mieszka. Westchnął ciężko, jakby właśnie przygniatał go cały ciężar świata. Cały czas miał jej fiolkę.
- Czyli jednak nie masz problemu, żeby tam iść? - Pokręcił nieznacznie głową na boki, dochodząc do wniosku, że nie ogarnie nigdy tempa, w jakim kobieta może zmieniać zdanie. O ile oczywiście nie zmieniła go kilka razy, po prostu o go tym nie informując. Dziewczyna nie wyglądała mu co prawda na typową kobietę, nie miał tu jednak obiekcji co do jej zdrowia psychicznego a raczej stylu bycia, tak by to ujął. Zapewne niemałą rolę odgrywał wiek, o któym David nie miał pojęcia i o który tym bardziej nie wypadało mu pytać, niemniej jednak zgadywał, że są z zupełnie innych światów. I to go w jakiś sposób ciekawiło, zastanawiało. Tak to sobie właśnie tłumacząc, zadecydował, że z nią pójdzie, o ile da z sobą pójść. - Może mamy po drodze. - Dorzucił niby od niechcenia, wkładając łapska do kieszeni. I tak już miał skórę dłoni nieprzyjemną w dotyku a dodatkowe jej wychładzanie na pewno nie pomoże. Mama by powiedziała, żeby nosił rękawiczki i smarował ręce kremem.. Zacisnął mocno szczękę na tę myśl i rozejrzał się wokół, chcąc w ten sposób odejść zmieszanym wzrokiem od postaci dziewczyny. Nie czekając na jej reakcję po prostu ruszył raźnym krokiem w stronę furtki, nie spieszył jednak za bardzo by drobna istotka mogła za nim nadążyć. Zapewne chciała za nim nadążyć póki jeszcze nie zwrócił jej własności dlatego nawet nie oglądał się za siebie, o ile oczywiście nie zaczęło mu się wydawać, że zbyt długo zajmuje dziewczynie dogonienie go. W takiej sytuacji przystanął i odwrócił głowę w stronę zjeżdżalni czy gdzie tam stali wcześniej.
- Po co w ogóle łazisz po nocy sama? - Zapytał, bez względu na to czy ruszyła za nim czy nie, starając się zabrzmieć dosyć łagodnie, aczkolwiek w tej drugiej sytuacji było to zapewne trudniejsze ze względu na konieczność znacznie głośniejszego mówienia.

Ryann - 2016-12-15, 19:44

- Wolę iść tam niż jeszcze chociaż chwilę prosić się ciebie o oddanie mojej własności - burknęła bardziej agresywnie niż dotychczas i chociaż zabrzmiało to bardziej jak jawny sprzeciw to stanowiło wypowiedź potwierdzającą poddanie się dziewczyny. To nie tak, że zmieniała swoje zdanie z braku innego zajęcia czy kaprysu, po prostu zabrakło jej sił na ciągnięcie tego dalej. Zdawała sobie sprawę z tego, że mężczyzna nadal będzie nieugięty i nie odda jej leków póki nie przystanie na jego decyzje, więc chyba nie miała innego wyjścia. Była zbyt zdesperowana aby odzyskać fiolkę razem z zawartością i w takim wypadku wiek chyba nie grał tu roli. Poza tym mimo niewielu lat dziewczyna była dość dojrzała, głównie dlatego że musiała sobie radzić sama, chociaż nie zawsze jej to wychodziło.
- Wątpię - szepnęła pod nosem na tyle cicho, ażeby mężczyzna prawdopodobnie jej nie usłyszał. Ta sytuacja nie była dla niej w żadnym stopniu komfortowa i naprawdę bardzo chciała zostać już sama, jednak nie mogła tak po prostu odpuścić bowiem nieznajomy nadal miał jej fiolkę. Nie zależałoby jej na tym obiekcie tak bardzo, gdyby nie to że znajdowały się w nim resztki naprawdę drogich leków. Bez tych medykamentów ciężko jej było normalnie funkcjonować, a nie posiadała odpowiedniej ilości pieniędzy aby bez problemy móc zakupić kolejną paczuszkę. Samej trudno jej było zrozumieć dlaczego ludzie postrzegają to lekarstwo jako coś złego i na samym wstępnie są zdolni oskarżyć ją o narkomanię. Chociaż organizm nastolatki uzależnił się od tych środków to nie były one niczym niedozwolonym - opatrywała się w nie w uczciwy sposób. Kiedy mężczyzna zaczął się oddalać, dziewczyna skierowała wzrok na jego sylwetkę i obserwowała go uważnie, nie mając ochoty ruszać się z miejsca dopóki zamierzał iść w tym samym kierunku co ona. Wpatrywała się w coraz mniejszą postać, przygryzając przy tym popękaną, dolną wargę oraz poddając swoje szybko przenikające myśli powierzchownym analizom. Ostatecznie Ryann wybrała chyba najrozsądniejsze wyjście, choć nie do końca jej ono odpowiadało. Oderwała plecy od drewnianej konstrukcji zjeżdżalni i z ciężkim westchnieniem ruszyła w kierunku mężczyzny. Doskwierające jej zimno zmusiło ją do naciągnięcia na głowę kaptura oraz do naciągnięcia rękawów bluzy na lodowate wręcz dłonie. Objąwszy rękoma własne ramiona dla zachowania większej ilości ciepła, kierowała się za Davidem w stronę furki. Nie spieszyła się z wyrównywaniem z nim kroku, dlatego kiedy zatrzymał się i odwrócił dziewczyna była jeszcze daleko w tyle. Niemniej jednak nie zatrzymywała się, krocząc leniwie w jego stronę i spoglądając nań z nieukrywanym wyrzutem.
- O to samo mogłabym spytać ciebie - mruknęła oschle, będąc już na tyle blisko by zrezygnować z unoszenia głosu. Starała się manifestować swoje niezadowolenie z zaistniałej sytuacji, ale najwidoczniej nie wychodziło jej to a przynajmniej nie tak, jakby to sobie wyobrażała. Zdawszy sobie w końcu z tego sprawę westchnęła ciężko i spuściła głowę, przymykając na moment powieki. Otwarłszy oczy na nowo, rozejrzała się dyskretnie dookoła, a następnie łypnęła na mężczyznę i skręciła w jedną z węższych uliczek, tzw. skrót, dzięki któremu istniała szansa szybszego powrotu do domu. Idąc niepospiesznie spięła się cała, bowiem jej ciało przeszedł przeszywający dreszcz wywołany zimnem. Zadrżała również i wypuściła z ust powietrze, które ukazało się w postaci niewielkiego obłoczka.

Isabelle - 2016-12-19, 00:00

Aiden Craven napisał/a:
....


Zaśmiała się cicho słysząc jego pierwszą wypowiedź, jednak nie skomentowała tego w żaden konkretny sposób. Uniosła jedynie delikatnie brew do góry, lekko kręcąc głową. Następnie jej mina znów przebrała zainteresowany wyraz. Czekała aż blondyn kontynuował swoją wypowiedź, i jak każdy dobry słuchacz chciała dać mu znać, że nie jest jej obojętne to co mówi. Po chwili jednak dało się zauważyć delikatną nutę współczucia. Wyobraziła sobie, jakby to wyglądało, gdyby to ona była w jego sytuacji.
~ Ja nie wiem, czy dałabym sobie radę. - przyznała, spuszczając na chwilę wzrok. Przygryzła dolną wargę, jeszcze przez jakiś cza pozostając w takiej pozycji. Spojrzała na niego dopiero, kiedy zadał kolejne pytanie. Kąciki jej ust uniosły się nieco, a w myślach przypomniała sobie te wszystkie sytuacje z Tonym.
~ Wiesz, zdziwiłbyś się... - odparła z uśmiechem, nieco zakłopotana.

Aiden Craven - 2016-12-19, 16:44

- Też miałem takie wątpliwości, ale jak widać - jeszcze żyję - uśmiechnął się dla rozładowania sytuacji, chociaż wcale nie było mu do śmiechu. Takie sytuacje niby kształtowały charakter, uczyły samodzielności i zaradności, ale... Aiden nie dostrzegał tych "dobrych" stron swojego położenia. Marzył o tym, by wszystko wróciło do normy, która i tak dalece odbiegała od szczęścia. Wolałby jednak być w dalszym ciągu ignorowany przez rodzinę, niż być wrogiem numer jeden. - Oh. W sumie nie powinienem był pytać - powiedział, dostrzegając zakłopotaną minę Isabelle, przez którą i jemu zrobiło się głupio. Nie dociekał jednak, zwyczajnie nie należąc do wścibskich osób. - Wyjeżdżasz gdzieś w przerwie świątecznej? - Zmienił temat, ciekaw czy miała jakieś plany podczas wolnego od szkoły, które mieli teraz oboje, jeżeli dobrze ocenił że byli w podobnym wieku.
Isabelle - 2016-12-22, 20:12

//wybacz, mam ostatnio zły czas >.>

Cóż, ona raczej nie miała aż takich przygód jak blondyn. Nikt przed nią nie zmieniał zamków w drzwiach i zawsze miała gdzie spać, to jednak mogła się pochwalić kilkoma "akcjami", przeważnie w wykonaniu razem z Tonym. Na samą tę myśl delikatnie się uśmiechnęła, choć w tamtych chwilach zdecydowanie nie było jej do śmiechu. Wspominając to jednak w tym momencie mogła na szczęście tylko obrócić to w żart, bo koniec końców na szczęście nic się nie stało.
~ Nie, nie, nic się nie stało, serio. - zapewniła go od razu, posyłając chłopakowi ciepły uśmiech. Chciała dać mu trochę oparcia mimo wszystko, choć znali się od niedawna, i tak naprawdę nic o nim nie wiedziała. Mimo to jej intuicja podpowiadała jej, aby rozwijać tą znajomość. Zresztą, sama była ciekawa jak to się dalej potoczy.
~ Nie, raczej nie. A przynajmniej aktualnie nic nie planuję. - wzruszyła ramionami. Większość rodziny miała na miejscu, tutaj, więc chyba i tak nie miałaby dokąd jechać.

David Harrison - 2016-12-24, 00:14

Obserwował jak niespiesznie zbliża się w jego kierunku i wnioskował, że nie bardzo ma ochotę na jego towarzystwo. Doszedłszy do takiej a nie innej konkluzji wciągnął głęboko mroźne powietrze by zaraz wypuścić je ze świstem a następnie przymknąć ślepia i ułożyć na nich palce wskazujący i kciuk. Te parokrotnie zatoczyły małe kółka na powiekach bruneta a następnie, gdy ten już otworzył oczy i zmierzył spojrzeniem sylwetkę Ryann, wraz z całą dłonią podążyły do kieszeni. Tam też zacisnął ręce w pięści i dopiero wtedy podjął dalszą wędrówkę, już tym razem "w towarzystwie" nastolatki. Nie było mu przykro, że Irlandka najpewniej nim teraz gardziła i miała nadzieję na jak najkrótszą drogę do domu z nim u boku. Nawet nie znali swoich imion, a David należał do tego zacnego grona osób, które niewiele sobie robiły z opinii obcych na swój temat. W ogóle niewiele go obchodziło, co nieznajomi mu ludzie myślą sobie o czymkolwiek, a w każdym razie głęboko wierzył, że tak jest. W rzeczywistości tłumił w sobie wszelkie empatyczne odruchy, a skoro to robił, to oznaczało, że jednak w nim były.
- Gdy nie mogę spać wychodzę na dłuższe spacery po mieście. - Odparł bez większego zastanowienia, nie musiał jej wciskać kitu bo taka też była prawda a do tego nie uważał tego faktu za wstydliwy czy cokolwiek w tym guście. - Po powrocie albo łatwiej mi zasnąć, albo już nie ma sensu się kłaść bo jest ranek. - Dodał zaraz, uśmiechając się półgębkiem nieznacznie, gdy jednak zerknął na Ryann to ten lekki uśmiech szybko zniknął z jego twarzy. Jeszcze jej się wyda, że próbuje wciągnąć ją w coś na kształt rozmowy podobnym sygnałem, a skoro już było dla niego jasne, że nie jest szczególnie pożądany u boku ciemnowłosej, chyba wolał jej nie działać bardziej na nerwy. Dla świętego spokoju, który i tak już sobie wystarczająco zaburzył, jakoś tam mieszając się w jej sprawę.
Bez zawahania skręcił za dziewczyną w podejrzanie wyglądającą uliczkę, niemniej jednak nie omieszkał dyskretnie spojrzeć dookoła siebie. Cóż, nie był żadnym gangsterem i z takim wolałby się nie spotykać w niejasnych okolicznościach, co nie zmienia faktu, że najpewniej nie miałby ochoty na poddawanie się woli takiego delikwenta i nosił przy sobie nóż, chociaż oni, według każdego amerykańskiego filmu, nosili przy sobie zawsze broń palną.
Nie odzywał się sam z siebie, coś podpowiadało mu, że wygodniej dla niego będzie nie narzucać się nastolatce.

Ryann - 2016-12-25, 22:17

Pogarda to za dużo powiedziane, bowiem ciemnowłosa nigdy nie gardziła ludźmi, którzy wykazali chociaż krztę zainteresowania jej marnym istnieniem, tym bardziej jeżeli chodziło o coś pozytywnego. I chociaż zachowanie Davida nie było specjalnie przyjazne to dziewczynie nie przeszkadzało to w tym, aby być mu wdzięczną za okazaną pomoc. Irytował ją czymś innym a mianowicie swoim sceptycznym podejściem do jej leków, które zdaniem brunetki wręcz manifestował, chociażby zabierając jej fiolkę. Czuła się niepewnie, kiedy nie miała jej pod ręką i chociaż jasno dawała o tym znać mężczyzna wydawał się ślepy na te nieme wskazówki. Chciała odzyskać swoją własność, ale zatraciła wszelkie siły aby to osiągnąć, dlatego też poddała się namowom nieznajomego z nadzieją na to, że dotrzyma słowa i po dotarciu do domu odzyska to, co jej.
Spojrzała na mężczyznę kątem oka, kiedy udzielał jej odpowiedzi, jednak nie zdecydowała się na to samo, dlatego milczała i chociaż ujrzała nikły uśmiech na jego twarzy, to jego również nie odwzajemniła. Poziom poirytowania dziewczyny chyba sięgał zenitu, mimo że od kilku minut nie wydarzyło się nic, co rzeczywiście mogłoby ją podenerwować. Od pewnego czasu wędrówki zaczęła nawet ignorować mężczyznę, bo skoro nie zabierał więcej głosu to i ona nie miała mu nic do przekazania. Cisza panująca między nimi w żadnym stopniu nie krępowała Ryann, więc mogła w niej trwać aż do punktu docelowego, do którego zresztą zbliżali się coraz bardziej.

[zt]

Valentino - 2017-06-10, 20:54

Trafił ze swoją pociechą w miejsce typowe dla takich rozszalałych blondyneczek - na plac zabaw. Od razu po przekroczeniu przez dziewczynkę ogrodzenia usiadł na ławce bacznie przyglądając się jej popisom na zjeżdżalni i rzucaniu piaskiem na swoje ''budowle''. To było, jest i będzie jego ulubione zajęcie. Dzieci mają w sobie ogromne pokłady energii i werwy, może dlatego obserwacja córki dała dla mężczyzny takie pokłady siły.
Był sam z córeczką, lecz ona nie przepadała za bawieniem się z tatą na placu zabaw - tata przecież nie może trafić do krainy księżniczki, bo jest facetem. Nawet jeśli to kochany tatuś. Tym samym był skazany na siedzenie na ławce i oglądanie poczynań swojej Lucii.

Mikkeru - 2017-06-10, 21:19

Sama nie wiedziała co ją przywiodło w takie miejsce ? Plac zabaw ? Czyżby brakowało jej dzieciństwa ? Być może, kto wie. Nie chciała się w to jednak zagłębiać, bo po co? Teraz żyje z dała od rodzinnego kraju i rodziców. Nie czas na sentymenty czy smutki. Opierając się o pobliskie drzewo, spojrzała w stronę bawiących się dzieci. Szczególnie jego uwagę zwróciła blond włosach dziewczynka. Wyglądała na pełną energii, którą potrzebowała wyrzucić z siebie. Mimowolnie na jej ustach zamajaczył uśmiech. Rozglądając się dookoła zauważyła, że jeden z mężczyzn się jej przygląda. Właściwie nie wyglądał staro. Nie potrafiła jednak ocenić jego wieku. Póki co, postanowiła się nie odzywać. Nie wiedziała też jak to zrobić. Nie chciała by jakoś źle to odebrał.
Valentino - 2017-06-10, 21:36

Rzucił okiem na dziewczę , które stanęło przy drzewie i o ile ta na niego spojrzała uśmiechnął się miło. Azjatycka uroda była przez niego równie rzadko spotykana, co włoska. Nie widział na placu nikogo podobnego do niej, może dlatego kobietka zwróciła jego uwagę?
W tym momencie jego mała Lucia wrzasnęła swoim dziecięcym, pełnym wigoru głosem po włosku przy okazji wołając swojego ojca. Mężczyzna mimowolnie podniósł się z ławki i po dotarciu do dziewczynki załagodził konflikt Lucia vs Robert, dotyczący piaskownicy. Po tym znów wrócił na ławkę.
Nie było jednak odwrotu - wzrok Lucii skierował się na tatę a tym samym zobaczyła kątek oka dziewczynę przy drzewie. Wyglądała tak młodo i promiennie, że małe dziecko odebrało ją jako starszego rówieśnika. Tym samym swoimi krótkimi nóżkami dobiegła do Mikkeru i spoglądając na nią swoimi dużymi, brązowymi oczkami rzuciła do niej po włosku ''Pobawisz się?''.
Widząc to, Valentino ruszył w kierunku drzewa i włoskim ''Lucia, nie zaczepiaj obcych'' odesłał dziewczynkę na plac zabaw, co też wykonała. Sam został za to przy kobiecie i dodał po angielsku z mocnym, włoskim akcentem.
- Wybacz, Lucia nie zna granic. - Uśmiechnął się po czym po przypomnieniu sobie, że przecież kobieta może nie znać włoskiego dodał.
- Pytała się, czy się pobawisz. Ale nie radzę, to jest teren bardziej strzeżony niż Strefa 51. Dorosłych nie wpuszczają.

Mikkeru - 2017-06-10, 22:03

Nie przywykła do tego, że ludzie się do niej uśmiechają. Tak też było tym razem. Gdy zauważyła uśmiech na twarzy Włocha speszyła sie. Nie trwało to jednak długo bo potem, akcja ruszyla. Na placu wynikła jakaś bójka a meCzyzba musiał interweniować. Wszystkiego się mogła spodziewać, jednak nie dziecka chcącego się z nią pobawić. Azjatka nie znała włoskiego, toteż nie wiedziała o co małej chodziło. Gdy już miała coś odpowiedzieć, Valentino do nich podszedł i uciął cokolwiek, niezręczną sytuację. Czarnooka zamrugała po czym się uśmiechnęła. - Nie szkodzi, nic się nie stało. W jej głosie także dało się słyszeć obcy akcent. Zapewne jak chłopak mógł się domyślić, japoński. Nieco pokręciła głową i zaśmiała krótko. -Raczej tego typu zabawy już mnie nie kręcą, nie mam więc zamiaru próbować. Chyba, że będzie to konieczne. - Odpowiedziała Valentino​ po czym zerknęła na dzieciaki. Mimo wszystko miło je było obserwować. Takie.. Uspokajające. Jednak już po chwili, wzrokiem wróciła do Włocha. - Jestem Michelle jednak znajomi mówią mi Mikkeru. Miło mi Cię poznać. - Ton jej głosu był wesoły i przyjemny. Nawet jeśli początkowo, zdawała się być zdystansowana.
Valentino - 2017-06-10, 22:13

Przytaknął na jej przedstawienie się i uśmiechnął się szelmowsko.
- Valentino a znajomi mówią na mnie... Valentino - Swoim włoskim urokiem nieco schylił głowę, jak gdyby w ukłonie i uniósł jedną brew ku górze. Miał szeroko pojęte maniery i jak większość włochów był urodzonym podrywaczem. Nawet, jeśli tego nie chciał. Miał już swoją lubą, dodatkowo dziewczę wyglądało na młode, lecz jego zachowanie, i tak jak zwykłe było, podchodziło pod lekki flirt.
- Cóż tutaj robisz Michelle? Skoroż nie kręcą Cię zabawy, to dlaczego przybyłaś na plac? - Forma Michelle bardziej mu odpowiadała, pięknie imię. Swoimi zielono-szarymi oczyma spojrzał po ciele doń kobiety i po chwili namysłu dodał.
- Może usiądziemy na ławce? - Przynajmniej nie będzie wyglądał na takiego wielkoluda, ma bowiem niepełne 2 metry wzrostu, a dziewczę nie grzeszyło gabarytami.

Mikkeru - 2017-06-10, 22:29

Nie mogła się powstrzymać. Na sposób w jaki się Włoch przedstawił, po prostu zachichotała rozbawiona. Szybko jednak się powstrzymała. To mogło nie zabrzmieć miło a przecież nic złego na myśli nie miała.jej usta uformowały się w uśmiech nim się znowu odezwała. - Interesujące imię. Miło mi poznać Valentino. -Znowu się nieco speszyła. Zawsze tak było gdy odczuwała, że ktoś flirtuje.(?) Nie bardzo wiedziała jak to odebrać. Zwyczajnie spoglądała na jego twarz. Zastanawiając się nad odpowiedzią. Wbrew pozorom potrzebowała na to chwili. Podrapała się w skroń nim odpowiedziała. -Właściwie to.. Nie wiem.. Przechodziłam obok i jakoś tak. Tchnęło mnie by tutaj zajrzeć. - Na pytanie o ławce zwyczajnie kiwnęła głową i ruszyła w jej stronę. Spoglądając w tył by się upewnić, że jej rozmówca robi to samo. Odnośnie wzrostu Valentino. Jakoś nie czuła się nim onieśmielona, bardziej jego 'flirtem'. Włosi to jednak chyba mają er krwi.
Valentino - 2017-06-10, 22:39

Ruszył więc z dziewczyną w stronę ławki, gdzie usiadł czekając a i ona to zrobi. Wtedy rzucił na chwilę wzrokiem w stronę Lucii, aby po chwili znów wrócić wzrokiem do Michelle.
- Jak widzisz ja mam tutaj wyższą potrzebę. Lucia, tak się nazywa ten blond chomik, zaciągnęła mnie siłą. Wiesz, każdy by się poddał. - Zaśmiał się krótko i oparł łokcie na kolanach przyglądając się młodej dziewczynie z lekkim uśmieszkiem.
- Jak widzę, to Eastbourne to naprawdę miasto przyjezdnych. Kogo nie spotkam, to nie z Anglii. - Rzucił ni z gruszki, ni z pietruszki po czym po chwili przemyśleń dodał.
- Ale kogoś z kraju kwitnącej wiśni nie spotkałem jeszcze. Cóż Cię sprowadziło do Anglii? - Znów rzucił okiem na swoje maleństwo i aby w pełni spokojnym przyglądać się młodej dziewczynie. Był wyśmienity w niezobowiązujących rozmowach, a takich w jego życiu nadomiar złego brakowało.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group