To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Pub "Na strychu"

June - 2016-01-12, 20:19

Cóż jasnowłosa mogła robić w taki dzień jak ten? Mogłaby na przykład siedzieć w domu nad kieliszkiem, pardon, butelką jakiegoś trunku. Kiedy nie musiała nie bawiła się w takie eleganckie rozwiązania jak odpowiednie szkło do danego napoju. Ale jej cztery ściany zdążyły już obrzydnąć na tyle, ze była gotowa zaszczyć swoją obecnością jakieś miejsce mniej lub bardziej publiczne. Wybór padł na jakiś pub. Był to pierwszy lepszy lokal jaki przyszedł jasnowłosej na myśl. Była tu od niedawna, ale miała już rozeznanie gdzie serwują napoje wyskokowe.
Weszła do środka i obrzuciła obecne towarzystwo zdegustowanym spojrzeniem. Wyszła z domu, by wyrwać się z osamotnienia, a gdy tylko spotkała jakichś przedstawicieli swojego gatunku miała ich dość od pierwszego rzutu oka. Po chwili jej czarne oczy spoczęły na pewnej sylwecie siedzącej smętnie przy pustym stoliku. Ten mężczyzna wydał się June znajomy, ale zajęło jej chwilę przypomnienie sobie tej facjaty. Zwykle ignorowała ludzi, więc i nie zapadali jej tak bardzo w pamięć. Zdołała jednak przywołać ogólne informacje o tej osobie. Bez zawahania przysiadła się do chłopaka i obdarzyła go kpiącym uśmieszkiem.
- Goodferd - rzuciła bez jakiegoś szczególnego przywitania - ciężki dzień? - spytała ironicznie widząc jak kelnerka stawia przed nim dwie lufy. Z jej ust nie znikał ten perfidny uśmieszek, który potrafił wyprowadzić z równowagi tych mniej cierpliwych. Sama kazało sobie przynieść gin z tonikiem nawet nie patrząc na młodą dziewczynę, której przypadło nieszczęście obsługiwania jej.

Ilian - 2016-01-12, 20:58

Kiedy kelnerka przyniosła zamówienie podziękował jej od razu zamawiając kolejne dwie.
Dopiero po kolejnej dawce zamierzał chwilowo zawiesić wzrok na pozostałych i zrobić krótką przerwę, albo i nie. Wtem kiedy łypnął wzrokiem na kieliszki usłyszał znajomy głos. Zmarszczył brwi i podniósł głowę spostrzegając June. Uniósł nieznacznie kącik warg ku górze jak miał w odruchu gdy widział znajome twarze. Te pozytywnie kojarzone.
-Kiepski, powiem szczerze od kilku dni jest beznadziejnie. Ale widzę, że przyszłaś mnie ratować. -
Oznajmił uśmiechając się nieco szerzej.
- No , to pijesz ze mną. - Raczej stwierdził niż zapytał i podsunął dziewczynie jeden z kieliszków.
Podniósł swój do góry w geście toastu i chlupnął odstawiając na blat stolika.
-A Ty skąd się tu wzięłaś? Od kiedy tu jesteś? - Wiadomo było, że blondyn nie usiedzi długo w milczeniu. Interesowało go , od jak dawna tu przebywała June, w zasadzie.. nie spodziewał się jej tutaj. Kojarzył ją z innych rejonów i na pewno nie widywał jej tutaj na imprezach, ba.. zupełnie gdzie indziej. O ile, tylko stamtąd.
Wziął głębszy wdech szukając wzrokiem barmanki , która zaraz miała przyjść z kolejnym zamówieniem. Czyżby Ilian podświadomie myślał iż blondynka "naprawi" jego dzisiejszy dzień? Pewnie, ale stanowczo się od tego pomysłu odciągał. Na pewno miała inne plany.

June - 2016-01-12, 21:56

Jeśli szukał kogoś, kto poprawi mu nastrój to gorzej trafić nie mógł. Specjalnością jasnowłosej było kopanie leżących i gaszenie petów na delikatnych rączkach bezbronnych dzieci. No, może nie dosłownie, bo bachory przyprawiały ja o mdłości, wiec się do nich nie zbliżała.
- Dobra, już dobra, przestań płakać - skrzywiła się kiedy faktycznie zaczął opowiadać o swoich problemach. Może i by to ją obeszło gdyby znała chłopaka bliżej. W tej chwili nie zamierzała się nim przejmować.
- Piłabym tak czy siak - mruknęła, ale nie odmówiła trunku. Ciężko jej było zrezygnować z okazji wzbogacenia swojej krwi o życiodajne procenty. Szczególnie jeśli piła na czyjś koszt. Nie pozwolono jej jednak długo pasożytować na blondynie, bo zaraz pojawił się i jej drink.
- Zawsze myślałam, ze dorosły facet wie skąd się biorą dzieci - tak, wiedziała o co mu chodzi, tak, specjalnie uderzyła w ten punkt, bo zwykle faceci oburzają się niezmiernie gdy ktoś zasugeruje ich nieudolność w życiu seksualnym. Upiła nieco zawartości swojej szklaneczki. Nie miała zamiaru zwierzać mu się z tego co i kiedy robiła, to z resztą nie miało większego sensu. A on i tak zaraz zapomni, więc ponownie nie ma to najmniejszego sensu.

Ilian - 2016-01-12, 22:18

Może kopała leżących, ale przynajmniej mówiła. O mamo. Była wyszczekana, nie wygadana, wyszczekana. Ilian po prostu uśmiechał się sam do siebie słysząc co też mówi blondynka.
-Ekhm. Nie płaczę i daleko mi do płaczu. Nie trafiłaś. Wiem po co są prezerwatywy. - Mruknął już bardziej do siebie. Chwytając kolejny kieliszek, kiedy tylko kelnerka przyniosła dostawę.
-Dobra, 8 kieliszków niech pani przyniesie. Szybciej pójdzie. - Oznajmił twardszym tonem obrzucając dziewczynę spokojnym spojrzeniem.
Odwrócił wzrok ponownie na June.
-To dobrze. Mam towarzystwo. Spełniłaś moje dzisiejsze marzenie. - Dodał nieco ironicznie, patrząc na nią już spod byka. Chwilę się "pobyczą", no chyba, że to się przedłuży w jakieś konkretniejsze droczenie.
Nie odpowiedziała na jego pytania, czego potwornie nie lubił. Ale postanowił się przymknąć i nie upominać się. Dziś był bardziej leniwy niż zwykle i prościej było przyjąć wersję " nie, to nie".
Już nawet miał coś dodać od siebie, ale ugryzł się w język. Zbyt prędko zdał sobie sprawę z tego, że jeśli chodzi o NIĄ, na nic się to zda. Zatem wysunął do niej jeden kieliszek i czekał na kolejne, by jej postawić te 4 kolejki.
-Jest coś , czym może chcesz się podzielić? Chociazby tym, że zbrzydłem? -
Zmarszczył czoło wbijając w nią swoje głupkowate spojrzenie. Sam nie wiedział , czy mu się humor poprawia czy też nie, czy zaczyna sobie żartować z jej złośliwości, czy też inna opcja, której chwilowo nie dostrzegał.

June - 2016-01-13, 19:29

- Zawsze byłeś paskudny - powiedziała wychylając resztę swojej szklanki. Nie czekała na toasty ani nie baczyła na to, że to trochę dużo jak na jeden raz. Resztę słów chłopaka zignorowała uważając je za niewarte komentarza. Z resztą, gdyby podążała tym tokiem myślenia nie odezwałaby się nigdy i do nikogo. Pewnie świat byłby przez to lepszym miejscem. I tu pojawia się kolejny powód, dla którego jasnowłosa jednak nie zamilknie na wieki. Jednak była podłą suką i to do tego stopnia, że czasem sama zastanawiała się czy to tylko (albo aż) jej charakter, czy takim zachowaniem maskuje swoje słabości. Póki co nie znajdowała dobrej odpowiedzi na to pytanie. Może po kilku drinkach ta złota myśl wyklaruje się z mieszaniny innych myśli, które kłębiły się i przelewały sztormowymi falami w jej umyśle. Ten natłok wspomnień, przeżyć, przewidywań, analiz i innych rzeczy podtapiał ciemnooką czasem nie dając chwili wytchnienia. Jej życie właściwie polegało na tym, by choć na chwilę oczyścić umysł z powodzi myśli i pozwolić sobie na chwilę błogiego niemyślenia.
June - 2016-01-13, 19:29

- Zawsze byłeś paskudny - powiedziała wychylając resztę swojej szklanki. Nie czekała na toasty ani nie baczyła na to, że to trochę dużo jak na jeden raz. Resztę słów chłopaka zignorowała uważając je za niewarte komentarza. Z resztą, gdyby podążała tym tokiem myślenia nie odezwałaby się nigdy i do nikogo. Pewnie świat byłby przez to lepszym miejscem. I tu pojawia się kolejny powód, dla którego jasnowłosa jednak nie zamilknie na wieki. Jednak była podłą suką i to do tego stopnia, że czasem sama zastanawiała się czy to tylko (albo aż) jej charakter, czy takim zachowaniem maskuje swoje słabości. Póki co nie znajdowała dobrej odpowiedzi na to pytanie. Może po kilku drinkach ta złota myśl wyklaruje się z mieszaniny innych myśli, które kłębiły się i przelewały sztormowymi falami w jej umyśle. Ten natłok wspomnień, przeżyć, przewidywań, analiz i innych rzeczy podtapiał ciemnooką czasem nie dając chwili wytchnienia. Jej życie właściwie polegało na tym, by choć na chwilę oczyścić umysł z powodzi myśli i pozwolić sobie na chwilę błogiego niemyślenia.
Ilian - 2016-01-13, 20:41

-Jakie to dziwne, że nie zaskoczyłaś mnie swoją odpowiedzią. - Bąknął zaraz odchylając się w tył. Wgniótł swoje plecy w oparcie krzesła i lewą rękę spuścił jakby wzdłuż oparcia.
Westchnął lustrując wzrokiem blat, a następnie podniósł oczy by spojrzeć na blondynkę.
- Nic się nie zmieniłaś. - Oświadczył zupełnie znienacka, wyrwany z własnego gdybania gdzieś w chmurach.
W końcu wziął wdech i chwycił w palce kolejny kieliszek. Powoli przestawał liczyć i chyba bezpieczniej będzie przypauzować, a postawić więcej rozmówczyni.
Miał zadać jej pytanie, ale znów się pohamował. Stwierdził, że lepiej będzie jednak poczekać, aż jasnowłosa dopije tak jeszcze ze trzy kolejki. Chociaż te.
Zwilżył suche wargi językiem oglądając się za kelnerką. Przy okazji zlustrował inne osoby stojące przy barze. Wywrócił oczami powracając spojrzeniem na towarzyszkę. Nie spuszczał z niej tym razem wzroku, gapił się jakby miał zamiar z niej wyciągnąć wszystko, aczkolwiek.. może nie tak od razu. Stopniowo. A może chciał ją tylko zbulwersować swoim "natręctwem?" Kij wie, co mu chodziło teraz po głowie.
Na pewno.. znalazły się tam odciski stóp tej panny przed nim.

June - 2016-01-15, 20:36

- Na mnie zawsze możesz liczyć - odpowiedziała z przekąsem wychylając kolejny kieliszek, tym razem na koszt chłopaka. Wdepnął w niezłe bagno, kiedy zaczął stawiać jej kolejki. June prawdopodobnie, korzystając z darmowych trunków, nie wyjdzie stąd szybko. No, chyba, ze ją wyniosą. Ale już dawno nie zdarzyło jej się schlać do tego stopnia. Może dlatego, że piła regularnie i w niemałych ilościach, więc jej organizm uodpornił się na działanie alkoholu. Opcja z tym, że wiedziała kiedy przestać raczej nie wchodzi w grę. Jasnowłosa była pozbawiona wszelkich hamulców.
Zmierzyła towarzysza znudzonym spojrzeniem, tak jakby oceniała czy ten kawałek mięsa nadaje się do czegoś czy tylko do tego, by rzucić go jakimś kundlom na pożarcie. Jego wzrok nie sprawiał na niej najmniejszego wrażenia. Mógł się tak gapić godzinami jeśli już mu się to nie znudziło. Ciemnooka pozwalała by jego spojrzenie przeleciało przez nią na wylot nie napotykając na żaden opór ze strony jakichś emocji, uczuć czy innego badziewia, które można dostrzec u normalnego człowieka jeśli obserwuje się go wystarczająco długo.

Vivianne Feron - 2016-01-17, 09:20

Bynajmniej nie sprawiał wrażenia osoby, która byłaby zamknięta w sobie i zmuszała się do wychodzenia z domu. A tym bardziej do robienia czegoś na przekór sobie z czego akurat Viv była zadowolona. Bo przecież gdyby nie to, nie miałby nawet najmniejszych powodów by się z nią „umówić”. Z jego wyglądu emanowała pewność siebie, pewnego rodzaju władczość, determinacja a upstrzone tatuażami ciało jedynie potwierdzało ten silny charakter. Nie wiedziała jednak jaka kryła się za tym wszystkim historia, gdyż pewnie właśnie ona determinowała postawę Gerarda. Ale nie znała go w ogóle i nie zamierzała się nad tym zastanawiać. Nie teraz.
Droga do baru upłynęła im w miarę szybko. Panna Feron, chcąc uniknąć niezręczności w czasie przechadzki, wybrała miejsce, które oddalone było od studia tatuażu zaledwie o przecznicę, dzięki czemu już po chwili byli na miejscu. Dziewczyna weszła do środka jako pierwsza i od razu skierowała kroki w stronę jednego z dwuosobowych stolików, przy którym zdjęła z siebie wierzchnie ubranie i zawiesiła je na oparciu. Poczekała na mężczyznę, a następnie zajęła miejsce i chwyciła w dłonie kartę, na którą ani razu jednak nie zerknęła. Jej wzrok wodził za nowym znajomym.
- Chyba muszę Ci podziękować. Byłeś pretekstem żebym nie zrobiła tego błędu – odezwała się w końcu, malując przy tym na twarzy krótki, niewiele znaczący uśmiech – dlatego, póki co, ja stawiam – dodała, zarzucając nogę na nogę. Zaoszczędziła w końcu niezłą sumkę poprzez nierobienie sobie tatuażu, więc mogła dziś zaszaleć.
Dopiero teraz jej oczy przeniosły się na mało rozbudowaną kartę z trunkami, którą przejrzała kilkukrotnie, aż w końcu dokonała ostatecznego wyboru. Może to mało w porównaniu z tatuażem, ale przynajmniej w tej chwili była pewna od początku do końca.
- Jestem Vivianne – oznajmiła, ponownie podnosząc oczy na mężczyznę i oparła się wygodnie na oparciu krzesła. Co w nim takiego było, że tak ją intrygował?

Gerard Wayford - 2016-01-17, 13:35

Wyizolowanie Gerarda rzeczywiście nie rzucało się w oczy. To, co sobą reprezentował, odsuwało na bok podejrzenia o jakichkolwiek problemach emocjonalnych. Chociaż niewątpliwie go dotyczyły. Nie miał jednak potrzeby dzielenia się tym ze światem, nie pragnął atencji ani współczucia. Cóż by uczynił, mając to wszystko?
Milcząco dotrzymał kroku Vivianne, nie widząc w tym żadnego kłopotu. Wkrótce weszli do najbliższego pubu, gdzie także wybór stolika pozostawił Kanadyjce. Podobnie jak ona, kurtkę powiesił na oparciu krzesła, pozostając w koszuli z podciągniętymi rękawami. Opinała się na ciele, które było utrzymane w zaskakująco dobrej formie. Nigdy nie pozwolił sobie na to aby "skapcieć" jak większość mężczyzn w jego wieku.
Skwitował jej słowa krótkim uśmiechem, nie zamierzając też protestować. Teoretycznie mężczyźnie nie przystoi, aby płaciła za niego kobieta, ale nie zamierzał się o to wykłócać w tym momencie.
- Gerard - przedstawił się, będąc już rozpartym na krześle. Z kieszeni kurtki wygrzebał paczkę papierosów i zapalił tuż po tym, jak poczęstował nimi Vivianne, jeżeli tylko wyraziła taką ochotę. Były mocne i nie wszystkim to odpowiadało, ale Gerard nie zwykł palić innych.
- Może zechcesz mi opowiedzieć o wilku? - Zagadnął, zaraz uwalniając spomiędzy rozchylonych warg obłoczek siwego dymu. W międzyczasie zainteresował się nimi barman, któremu złożyli zamówienie - w jego przypadku była to po prostu whisky.

Vivianne Feron - 2016-01-18, 18:51

Poczęstowała się papierosem, który już po chwili tlił się pomiędzy jej wargami, a gdy wypuściła dym podniosła wzrok na barmana, którego jednak nie zaszczyciła spojrzeniem na długo. Zamówiła krwawą mary po czym ponownie spojrzała na swojego towarzysza. Zakodowawszy w głowie jego imię oparła łokieć o blat stołu i powoli podawała sobie fajkę, zastanawiając się jak odpowiedzieć mężczyźnie.. choć większą część czasu jej myśli zaprzątał Gerard sam w sobie. Był doprawdy intrygujący, a coś w jego oczach sprawiało, że nie mogła oderwać wzroku.
- Wilki są fascynujące – odezwała się w końcu, zabierając łokieć ze stołu i oparła się wygodnie. W chwilę później otrzymali zamówione trunki, a Vivianne wzięła swojego do ręki i upiwszy jeden łyk, oblizała dokładnie wargi. Dopiero teraz zapłaciła za oboje przez co barman obdarzył ją dziwnie niepokojącym spojrzeniem, czym ani odrobinę się nie przejęła. Ponownie zaciągnęła się papierosem, nim zdecydowała się kontynuować wypowiedź. – Są dzikie, nieokiełznane, pewne siebie. I piękne – dodała pokrótce i zaciągnęła się ostatni raz papierosem by w chwilę później odciąć mu tlen, wgniatając niemalże w popielniczkę. Upewniła się, że nie została na nim choćby iskierka i pociągnęła kolejny łyk krwistoczerwonego alkoholu.
- Ja jestem jednym z nich – puf! Uśmiechnęła się z przekąsem, żeby Gerard nie pomyślał, że jest narcyzem.. Choć w rzeczywistości była nim w stu procentach. Ale teraz nie musiał się o tym przekonywać. Nie od samego początku znajomości.

Ilian - 2016-01-18, 20:16

-Naprawdę? Od kiedy tak się udoskonaliłaś w dowcipach? Opowiadasz coraz lepsze, opowiesz jakiś jeszcze? -
Pochylił się ku niej opierając się łokciami o blat stołu. Przyglądał się jak pije kolejne kieliszki.
Już poszło tyle, że można się zacząć było zastanawiać jakim cudem jeszcze siedzą prosto.
W zasadzie Ilianowi chwilami już było wszystko jedno, byle zaraz coś działać. Choć patrzył na Ju i mając te świadomość, że wypiła mniej chciał by jeszcze trochę łyknęła. Niech będzie w tym samym stanie upojenia, albo dość blisko. Może ten jeden raz się dogadają.
Tyle ludzi w tym mieście i trafił akurat na nią, co za los. Nie idzie przewidzieć nigdy co się wydarzy, ani kogo nam przypiszą.
A co do płatności, niech sobie korzysta, po wypłacie.. było mu wolno.
Poza tym może i on skorzysta . I nie, nie chodzi tu o sex, bo jeśli chodzi o białowłosą, nie brał tego pod uwagę. Zresztą ostatnio chyba nie miał ochoty, nawet na to.
Badziewia? Dobre określenie, zwykle zdradza każdego. Jej nie zdradzało nic, przynajmniej narazie. Blondyn się nie doszukiwał, zwyczajnie mu się nie chciało.
Jak tak dalej pójdzie, to nawet z krzesła dupy nie podniesie. No , no Ju wymyśl coś. A jak nie to zaraz ten twój rozmówca poprowadzi naszą dwójkę w inne miejsce, kto wie może po drodze jeszcze wstąpią do alkoholowego?
Zapowiada się. . . . niezwykle.


[ mrozimy fabułę najprawdopodobniej do czasu odpisu June, albo do niedzieli ]

Gerard Wayford - 2016-01-18, 20:26

Poczekał cierpliwie na odpowiedź, nie nękając przy tym Vivianne wzrokiem, chociaż stosunkowo często powracał do niej spojrzeniem i bez tego. Nie przeszkadzał mu charakter tej rozmowy. Nie był fanem wesołego szczebiotania. O wiele bardziej odpowiadała mu taka luźna wymiana zdań, do której niekoniecznie przykładał wagę.
Nie skomentował słów Vivianne nawet słowem. Poskąpił jej też chociażby uśmiechu, tym samym - być może - podburzając jej pewność siebie. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że spojrzenie Gerarda było surowe i osądzające, nawet jeśli nie miał tego na myśli. Przez chwilę taksował Viv wzrokiem, jednocześnie zaciągając się głęboko papierosem. Myśli mężczyzny pozostawały nieodgadnione i niewykluczone, że w którymś momencie zeszły na poboczne tory, choć wcale nie tak dalekie od aktualnego tematu rozmowy.
- Mógłbym Ci pokazać wilka we własnej interpretacji, jeśli zechcesz - zmącił chwilową ciszę, także wygaszając papierosa. Kiedyś zastanawiał się nad tatuowaniem, ale zarówno ten i parę innych planów... może marzeń? zginęło gdzieś po drodze.

Vivianne Feron - 2016-01-18, 20:51

Ależ nie dawała się tak łatwo zbić z tropu. Była wilkiem, czyż nie? Nie liczyła na jakąś konkretną reakcję ze strony rozmówcy toteż nie zawiodła się gdy nie skomentował jej wypowiedzi ani słowem. Jej ciekawość rozbudziła się natomiast gdy otworzył usta i tym razem wydobył się z nich dźwięk. Upiła kolejny łyk drinka, zupełnie jakby rozważała odpowiedź, która od pierwszej chwili była przesądzona, aż w końcu wzruszyła lekko ramionami.
- Jasne, czemu nie – chwyciła w palce łodygę selera, która wystawała z, w połowie wypełnionej, szklanki i zaczęła się nią bawić, delikatnie obracając w tą i z powrotem.
Nie było łatwo prowadzić rozmowę z osobnikiem, który zdaje się mieć w głębokim poważaniu wszystko to, co dzieje się wokół niego; który nie wyraża żadnych emocji i którego wyraz twarzy pozostaje niezgłębiony. Nie zrażała się jednak. Nie należała do osób, które szybko się poddają. Porażki motywowały ją do dalszych działań, powinięta noga uświadamiała, że trzeba się natychmiast podnieść. Poza tym to nie był jeszcze ten etap, prawda?
- Chętnie też obejrzę wszystkie Twoje tatuaże – dodała po chwili, upijając drinka i podnosząc wzrok na jego twarz. Kroplę drinka, która pozostała nad jej górną wargą, starła opuszkiem palca i wsunęła do ust, aby go oczyścić.
Oh, Vivianne pominęła najważniejsze. Miał na imię Gerard! Jak Pique! Kiedyś odbije go Shakirze…

Gerard Wayford - 2016-01-19, 00:15

Przechylił szklankę, biorąc pierwszy łyk whisky, która 'przegryziona' posmakiem tytoniu wyodrębniła z bukietu smaków pewną specyficzną nutę. Przez chwilę delektował się tym, by zaraz odstawić szklankę i podnieść kąciki ust w ulotnym uśmiechu, którego nawet nie próbował powstrzymać. Nie, nie wyśmiewał jej 'życzeń'. Po prostu jej bezpośredniość była rozbrajająca, szczególnie gdy miało się świadomość tego, w ilu procentach tatuaże pokrywały jego ciało.
- Więc jaki jest ostateczny cel? - Zagadnął, pozwalając na to, by pytanie można było odebrać na dwojaki sposób. W zależności od tego, co pierwsze przyszło jej na myśl - zdradzenie swoich prawdziwych intencji lub miejsca, do którego mogliby się udać później. Kiedykolwiek to "później" miałoby miejsce. Wszakże nie odmówił jej pokazania 'kawałka' sztuki. Nie dostrzegał też w tym niczego ekscytującego, aczkolwiek mogła złapać go na tym, jak na dłużej zatrzymał wzrok na jej ustach, delikatnie ssących opuszek palca przez krótką chwilę. Jak to mówią, diabeł tkwi w szczegółach...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group