Alexis - 2015-07-24, 18:46 Niezła myśl- stop kłótniom. Zacznął pewnie lada moment acz ja już sie nie udzielam. Jestem prorokiem...
Co jeśli dogada się z przyrodą?Wtedy zostanie botanikiem i wszystkim innym. Pojedzie podbijać lasy równikowe i już sie nigdy nie zobaczą. No chyba, że znów Bóg i te okoliczności.
- Wszystko bardziej.- rozłożył wymownie ręce. - Na twoim miejscu bym tam nie siedział. A znając twoje szczęście zaraz przeczołga sie obok jakaś żmija, lub przejdzie po tobie obleśny pająk. Nie będę Cię ratował.- zastraszył zgodnie z prawdą. ;>
Jeśli chciała posiedzieć to Ax znajdzie jej nadajace siedo tego miejsce. Bez obaw. Zrobi to z dobrego serca <3 Przecież on to przykład dobrego cZŁOwieka. Wszystko co robi, robi bezinteresownie.
Przydepnął specjalnie na jej czubek buta.
- Aleś ty obrażalska.- ocenił. Nadal mierząc ją z góry walczył w międzyczasie z komarami odganiajac się od nich póki co skutecznie. Niech spadają do Mirci. Ona je uwielbia. Mirabell - 2015-07-24, 18:59 Mi tam się wydaję, że o dziwo nie. Nie tym razem!:D
Nie wiem czy dla tych lasów to będzie dobre i dla całej fauny i flory, ale niech Ci będzie. E tam ... Mirka tak wciśnie Alexis'a w swój kalendarz, że raz do roku na pewno się spotkają!
Spojrzała na niego z lekką obawą. Wszystko bardziej? -Mówisz tak specjalne! Żebym wstała! Jesteś okropny.-odparła. Nie będzie ratować... ale jakby ładnie po prosiła to na pewno by to zrobił! Odmówiłby?;>
Po prostu nie trzeba było jej tutaj wrzucać. Teraz nie wiadomo ile już tu sterczą/siedzą, a nie wiadomo kiedy blondynka wstanie i się ruszy. Chociaż pewnie to szybko nastąpi. Lada moment.
Z dobrego serca, a ratować jej nie chce ... Już mi tutaj głupot nie gadaj!
Czując nacisk na swój but, podskoczyła i nawet się podniosła. Trzeba była jeszcze udawać, że coś po jej nodzę chodzi... wtedy to by już w ogóle się za nim schowała. Kiedy ogarnęła, że to była sprawka Alexis'a, zmarszczyła lekko brwi i się wyprostowała. Tam na ziemi nie było zbyt wygodnie, jeszcze jakieś drobne patyczki jej się odgniotły.-Jesteś straszny.-dodała i spojrzała na niego z lekkim grymasem. Wyglądała jak małe dziecko, które nie dostało lizaka czy coś podobnego. Alexis - 2015-07-24, 19:09 Yhym to patrz i podziwiaj.
/kurde nie umiem pisać z tego tableta...innym razem dam Ci popis możliwości.
-Jesteś baaardzo bystra. - odrzekł w swym stylu. - Bardzo, baaardzo.- wyolbrzymił aby dobrze zrozumiała. W końcu on ją zawsze sarkastycznie komplementuje. I zawsze coś z tego ma.
Pomocy udzieliłby jej w ostateczności bo za tatalną wyjebke na jej zdrowie czy życie dostałby ładnych pare latek. A zza krat to już w żadnym lesie jej nie odnajdzie.
Wreszcie wstała. Oklaski dla tej panny. :D
- Wiem.- nie oddał jej słownie choć też miał coś do powiedzenia.
Objął ją tylko ramieniem idąc gdzieś przed siebie. Nie znał tych ścieżek, ale wiedział, że w tym lesie jest pokaźne jezioro. I już wiadomo do czego zmierza.
- Mirciaa?- nie wołał jej, chciał tylko żeby skupiła na nim swą uwagę, no chyba że kroczy wpatrzona w niego jak w obrazek stwórcy w co wątpie ( normalnie bym nie wątpił, lecz jest przecież fochnięta) Mirabell - 2015-07-24, 19:22 /Hahahaha oj tam dasz radę xd.
-No. Przestań. Bo Ci zaraz uwierzę. -szczerze? To już by przekręciła na to oczami, ale, jakoś no ... ona chyba coś dzisiaj brała xd. Po za tym dźgnęła go w żebra. Już niech się ogarnie.
Chyba, że jemu dadzą specjalną karę, by odsiedział te lata właśnie w jakieś dziczy, gdzie nie ma ludzi, jednak to chyba nie możliwe? Ale tak w ogóle to dzięki tak w "ostateczności" to by pomógł xdd.
A dziękuję <kłania się nisko>.
-Dobrze, że się ze mną zgadzasz. -ten jeden jedyny raz. Przynajmniej nie zepsuję tego jej humoru, w ogóle chyba nie da się go zepsuć.
O nie! Tylko nie jezioro! Może jeszcze kajaki co? No to mamy problem, bo ona tutaj tych ścieżek też nie znała. Wiedziała jak na klif dojść. O.
-Tak. Słucham?-chociaż już się bała o co chodzi. Już wie, że jak wypowiada jej imię wpada na "genialny" pomysł i trzeba uciekać. Tak jak chciał spojrzała na niego, jednak na chwilę, bo zaraz musiała patrzeć przed siebie, by się jakoś nie wywrócić. Jeszcze się na niej uwiesił. Ooo! Właśnie! Zapomniałam już o tym <typowa kobieta?xd>. Dobra. Poudawajmy jeszcze fochniętę, chociaż się zwróciła na Niemca uwagę. Alexis - 2015-07-24, 19:33 - A czemu masz mi nie wierzyć?- zapytał głupkowato. W sumie to nie znowu takie idiotyczne pytanie. Myślał nad czymś aż tu nagle jej palec zrobił swoje a on zgiął się instynktownie i syknął.
- Kuurwa!! Nie zaczynaj bo krzaków tu pełno.- ostrzegł na żarty. Co za dużo to niezdrowo. ^^ Nie da jej już tej przyjemności i tego zaszczytu jakim jest możliwość posiedzenia wśród zielonych liści.
- Tak to dziwne..- też zauważył. Oni raczej przyzwyczaili się do czegoś innego. "Nie mówią w tym samym języku. Nie rozumieją się za grosz. Myślą inaczej" - taka jest obiektywna ocena postronnych.
-Mam propozycję nie do zawetowania. Ale słuchaj do końca a nie wyjeżdżaj mi z tym 'nie' i 'nie' i jeszcze raz 'nie'- oświadczył pan myślący jakże przeżywając swoje wystąpienie. Zaśmiał się, ale krótko.
Trzymał ją w tej niepewności i napięciu dopóki nie znaleźli się na rozstaju dróg. Raczej szlaków. Przystanął.
- W prawo czy w lewo?- nie ważne jaka będzie odpowiedź, on zadecyduje zupełnie odwrotnie. Jak to on Mirabell - 2015-07-24, 19:42 -Bo zaraz uwierzę, że na prawdę tak sądzisz.-odparła i wzruszyła ramionami. A chyba tak raczej nie było co?
Jakby mogła to by klasnęła w dłonie, ale chyba to by była trochę przesada. Zaśmiała się więc, chciałam jeszcze powiedzieć, że dostała jakieś głupawki i przez dłuższą chwilę się śmiała. Nie mogąc się ogarnąć. Tak tak, zapisujcie w kalendarzu, to nie częsty widok.
-Krzaki nie są takie złe. Tylko te robaki ...-stwierdziła, kiedy już mniej więcej normalnie mogła oddychać. A co do krzaczków! Pewnie znowu wybrudziła sobie spodenki, więc znowu musiała je ogarnąć.
-Też tak sądzę.-kiwnęła głową. Nie wiem jak Ty, ale ja tam się cieszę.
Aż cisnęło jej się te słowo. Przecież ono było takie cudowne. No zobacz. "Nie". Czemu go nie lubisz?:c
-Okej, a co ja za to dostanę?-zapytała się zaciekawiona. Spróbuję się tego podjąć, ale nie obiecuję, że jej się to uda! Po prostu jest od niego uzależniona... Uśmiechnęła się delikatnie.
Stanęła równo z nim i spojrzała w obie strony.
-Prosto.-i co teraz? Alexis - 2015-07-24, 19:54 - Nie jestem wiarygodny?- spytał chcąc się dowiedzieć.
Lekko zaskoczony jej reakcja Bóg wie na co wygiął w górę brwi i posłął doń pytajace spojrzenie. Pogorszyło się? :D
Mircia a kto lubi słowo 'nie'? Ono wszystko zamyka i kończy.
- A co byś chciała dostać ?- odpowiedziałpytaniem na pytanie choć już składał tam te swoje 'wpierdol' lub 'posadzę ci krzaki na około domu".
Pociągnął ją w lewą stronę skoro mu nie pomogła.
Żadne prosto! Na prosto są krzaki z owadami.
/ztMirabell - 2015-07-24, 20:03 Dobra, żeby nie przedłużać wyszła.
E tam. Pierdolisz xd. A co chciała by dostać? Chyba nie chcesz wiedzieć
ztJessie - 2015-12-07, 21:09 Wybrała najkrótszą drogę do lasu kierując się tym, aby kulig wypadł uczestnikom jak najprzyjemniej. Poza tym potrzebowała długiej prostej by wreszcie zakłusować, do tego momentu trzymając oba ogiery w stępie, nawet jeżeli wzajemnie nakręcały się w swoim towarzystwie i zaistniałą, niecodzienną sytuacją. Musiała przyznać, że było to trudniejsze zadanie niż sobie wyobrażała - chociaż lata temu miała jakąś styczność z powożeniem, to teraz ledwie ogarniała dwa konie, ale... może dzięki temu będzie zabawniej? Obok niej siedział Jonah, który z czasem miał ją zastąpić w powożeniu, jako że prawdopodobnie miało mu iść to sprawniej i tym samym bezpieczniej dla otoczenia... xD
Wracając jeszcze do reszty składu, w postaci Dylana, Mii, Tonego, Elizabeth i Augustusa na saniach (zajmujących miejsca w dowolny sposób) oraz Briana, Noy, Harleya, Adele i Hayley na sankach (w wymienionej kolejności - ostatnia osoba siedzi na ostatnich).
- Bierzesz je? - Zwróciła się do swojego faceta :* i po wjechaniu do lasu przekazała lejce Jonahowi,Jonah Wrens - 2015-12-07, 21:31 Przez całą dotychczasową drogę do lasu, siedziałem rozluźniony. Nijak nie przejmowałem się walką Jess z frycami, co było nawet zabawne. Wiedziałem i tak, że póki stępujemy nikomu nic się nie stanie, a nawet gdyby ogiery coś wymyśliły, byłem niejako w pogotowiu.
Zerknąłem na brunetkę niby zdziwiony, że mam cokolwiek ogarniać. W końcu było mi dobrze, w takim błogim lenistwie no ale. Zerknąłem tylko w tył na resztę uczestników kuligu i uśmiechnąłem się pod nosem.
-Mogę się pobawić.
Odezwałem się w końcu, biorąc od dziewczyny lejce. Widziałem już, który z koni wymaga większej kontroli. Zamierzałem jednak też wykorzystać Sleepwalkera, żeby trochę gasił zapał drugiego ogiera.
Dając chwilę brunetce na ogarnięcie się, poprosiłem fryzyjczyki o zakłusowanie, wpierw cmoknąłem, by następnie w razie potrzeby delikatnie puknąć ich zady lejcami. Trzymając fryzyjczyki pewnie w ręku, usiadłem wygodnie, tym samym przygotowując się do ewentualnego zatrzymywania karusów.Sleepwalker - 2015-12-07, 22:18 Nieszczególnie przypadł mu do gustu pomysł pozostania koniem pociągowym. Niemniej bez większych oporów pozwolił się zaprząc do sań w towarzystwie drugiego fryzyjskiego ogiera, co samo w sobie budowało nerwową atmosferę. Starał się za wszelką cenę ignorować obecność Discendente, choć gdy ten w mniemaniu Sleepwalkera przesadzał ze swoim zachowaniem, nie wahał się 'skrytykować' go kłapnięciem zębiskami przy pysku towarzysza niedoli.
Jeżeli natomiast chodzi o samo ciągnięcie san, to z początku wyglądał na mocno zdezorientowanego. Przede wszystkim odczuł po sobie ciężar tego zadania, ale co najważniejsze nie płoszył się sunących za nim sań ani dźwięku dzwoniących dzwoneczków. Idąc obszernym krokiem z dość wysoko uniesionym łbem, oddychał równo przez szeroko rozwarte nozdrza, swoim zachowaniem równoważąc zachowanie karego diabła obok. Zaprzężenie tej dwójki było na tyle dobrym pomysłem, że Sleepwalker zwyczajnie nie pozwalał Discendente na niebezpieczne wybryki - z pewnością nie pozwoliłby mu ponieść. Przynajmniej dopóki szli stępem.
Będąc już w lesie, wychwycił cmoknięcie Jonaha, na które zareagował wycofaniem uszu. Dopiero na muśnięcie lejcami zareagował przechodząc do wolnego kłusa, z początku idąc dość niechętnie zważywszy na opór stawiany przez sanie - niemniej kroczył przed siebie równo, dość wysoko i elegancko podnosząc nogi jak na fryzyjczyka przystało.Anonymous - 2015-12-07, 23:11 Kulig i zabawa w tawernie wydawały mu się być idealnym podłożem do kolejnego spotkania się z Hayley i spędzenia z nią czasu, więc gdy tylko pojawiła się informacja o tych wydarzeniach, postanowił zapisać ich dwójkę i dopiero wtedy poinformować dziewczynę o swoim zamiarze.
W przeciwieństwie do Hayley nie skusił się na przebycie drogi do tawerny na sankach, jakby przeczuwając jaki może nieść to ze sobą koniec. Na samą myśl uśmiechał się dobrotliwie, ale nie chcąc psuć Hayley zabawy, zachował swoje domysły dla siebie.
Po dotarciu na miejsce z jawnym niezadowoleniem przyuważył Dylana, z którym jak wiadomo, nie łączyły go najcieplejsze stosunki. O ile ich spojrzenia skrzyżowały się chociaż na chwilę, posłał chłopakowi wymuszony uśmiech bynajmniej nie świadczący o chęci naprawienia ich relacji. Nie pozwolił sobie na dłuższą demonstrację swojej niechęci, nie chcąc by Hayley stała się jej naocznym świadkiem; nie minęła chwila gdy z powrotem obrócił się do dziewczyny, zupełnie inny niż przed ułamkiem sekundy. Płynnie przybierał różne twarze, w tym momencie prezentując tę najbardziej niepozorną, o którą wielu by go nawet nie podejrzewało. Jakby nigdy nic kontynuował luźną rozmowę, którą prowadzili między sobą przez całą drogę do stajni.
- Wskakuj zanim zajmą Ci najlepsze sanki - przerwał nagle, posyłając dziewczynie krótki uśmiech, po których sam udał się w stronę sań. Po drodze natknął się na Harley'a, którego widok był dlań całkiem zaskakujący. Nie mógł sobie odpuścić zaczepienia go, więc umyślnie trącił go barkiem, zaraz uśmiechając się szeroko i na ten moment rozstał się z nim, dopiero na miejscu zamierzając nawiązać dłuższą rozmowę.
Zajął miejsce na samym końcu, możliwie najdalej od Dylana, którego - przynajmniej na początku - usilnie ignorował. Gdy konie ruszyły stępem i pociągnęły sanie w stronę lasu, poprawił się aby przyjąć wygodniejszą pozycję. Od czasu do czasu spoglądał w stronę Hayley, wymieniając z nią wówczas uśmiechy, które mimowolnie pojawiały się na jego twarzy w reakcji na radość, jaka zapewne towarzyszyła blondynce. To było zaskakujące, jak ci wszyscy ludzie dookoła wspaniale się bawili i cieszyli tak prozaicznymi rzeczami.
Pozostając zdystansowanym obserwatorem, póki co nie nawiązał z nikim rozmowy, omijając też wzrokiem znajomego chłopaka, chodź nie omieszkał się przywitać z jego dziewczyną choćby krótkim skinieniem głowy. Resztę znał jedynie z widzenia.Hayley - 2015-12-08, 00:27 Ostatnie tygodnie mijały mi dość szybko. Odrobinę chorowałam, później zmuszona nadrobić zaległości na uczelni nawet nie zauważyłam czasu, który minął od mojego ostatniego spotkania z brunetem. Sesja zbliżała się wielkimi krokami, a ja bezskutecznie zajmowałam myśli głównie nadchodzącymi świętami w ramach odstresowania. W tych okolicznościach wiadomość o kuligu przyjęłam z niekrytą radością.
Na miejscu zjawiłam się u boku Wayforda szybko orientując się, że nie znam tu zbyt wielu osób. Nie liczyłam wprawdzie na to, że będę w stanie rozpoznać kogokolwiek, ale widząc Jess na saniach szybko zrozumiałam jak wielka jest moja naiwność. Chwilowo uciekłam wzrokiem intensywnie myśląc jak przebiegła końcówka naszego spotkania na imprezie halloweenowej, ale nawet tak usilne starania nie przyniosły oczekiwanego efektu. Miałam w pamięci drobne luki, jednak na nie tyle duże, by zupełnie nie wstydzić się swoich wyskoków w tamtym klubie. Kac moralny męczył mnie aż do teraz i naprawdę wolałam żeby nikt z mojego obecnego towarzystwa nie dowiedział się jak bardzo pijana byłam owego wieczoru. Zwłaszcza Tony.
Na szczęście pierwszą chwilę po pojawieniu się w lesie oboje spędziliśmy na obserwacji. Żadne z nas nie zauważyło więc pewnych niezgodności w zachowaniu, które mogłyby okazać się zdradliwe. Szybko doprowadziłam się do porządku. Jakby nigdy nic uśmiechnęłam się szeroko do Jessie kiedy tylko złapałyśmy kontakt wzrokowy i powróciłam do rozmowy z chłopakiem.
- A ty... – zaczęłam siadając okrakiem na sankach. Miałam na sobie krótką, narciarską kurtkę i ciepłe spodnie. Skrycie liczyłam na to, że Tony zdecyduje się również na sanki nie odmawiając sobie tej odrobiny ryzyka, ale jak szybko się okazało udał się wprost do dużych sań. Złapałam się więc metalowych brzegów sanek i czekałam aż konie ruszą. Dopóki fryzy szły stępem nie miałam problemu z zachowaniem równowagi, choć już teraz czułam, że moje sanki są znacznie mniej stabilne niż te na samym początku. To sprawiało mi radość dlatego szeroki uśmiech niemal nie schodził z mojej twarzy poszerzając się tylko kiedy wyłapywałam radosne spojrzenie bruneta.Harley Davidson - 2015-12-08, 13:36 Buku! Wspomnienia z dzieciństwa we łbie się budzą... Te tarzanie się w śniegu, nogi blokujące się o sanki i w ogóle gonienie całego kuligu, jak spadniesz i nikt nie zauważy! Zawsze jeździł na ostatnich sankach, więc tym razem postanowił coś zmienić. Wydoroślał, to może zostawić to miejsce komuś innemu (oczywiście chodziło o to, że Ci z ostatnich spadają najwięcej, zawsze)! Przywitał uśmiechem Tonego, skinął jeszcze kilku ludziom, których kojarzył tylko z widzenia - głównie zawodnikom, bo reszty praktycznie nie kojarzył. Za tego bara zemści się później, spokojnie.
Usiadł jakoś w środku konwoju, zapierając się nogami o płozy saneczek i z szerokim, z lekka dziecinnym uśmiechem czekał na start.
-Wio, wio, wio! - mruczał sobie w lekkim zniecierpliwieniu.
Gdy konie już ruszyły... No cóż, zaczęło się - bystro rozglądał się wokół, szukając jakiejś okazji do rozpoczęcia zabawy. Bez problemu utrzymywał równowagę, nawet gdy przyspieszyli - bitch please, żeby spadł to te sanki musiałyby się wywalić albo wykonywać akrobacje jak Carmargue!Noa - 2015-12-08, 19:01 Hmh, Noa raczej niekoniecznie wyglądała na osobę, którą bawią kuligi z prawie nieznanymi ludźmi. Pani psycholog (od siedmiu boleści) ubrana była w czarną pikowaną kurtkę, jaśniejsze o jeden odcień dżinsy i wysokie kozaki, które budową przypominały oficerki. Obowiązkowo dołączyła do tego rękawiczki, szalik oraz czapkę. Wszystko dobrane kolorystycznie, a co Długie, lekko falujące włosy zostawiła rozpuszczone, będą powiedzieć jej z tyłu albo wchodzić na oczy, ale co tam! Najwyżej Harley pozna najpierw jej włosy, jak to było w reklamie. Co prawda w dalszym ciągu nie miała bladego pojęcia, jakim cudem wylądowała na sankach, niemniej nie zamierzała się wycofywać. Skinęła krótko głową w kierunku Jess (między Bogiem, a prawdą, tylko ją tutaj znała jakoś lepiej ), po czym zajęła swoje miejsce na sankach. Gdy sanie ruszyły westchnęła głęboko, mając nadzieję, że nie zaryje na wstępie gleby.