To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Duży maneż

Naomi Eaton - 2015-04-09, 22:23

Na pewno nie było tak źle; dziewczyna ani razu nie straciła równowagi na tyle, aby przybliżyć się do upadku z konia, chociaż Naomi wciąż miała na uwadze taką ewentualność. Wciąż pomagała jej w ustaleniu rytmu (wyczucie kroków konia dla początkującego jeźdźca nie było wcale takie proste), co powinno po paru chwilach odnieść pożądany skutek - wskazać Lilianie w jakiej częstotliwości powinna podnosić się z siodła. Niestety nie miało to większego wpływu na równowagę, co jednak było kwestią powtórzeń. Dlatego też po paru kołach w kłusie Naomi zatrzymała Windsora do stępa, dając uczennicy chwilę na odpoczynek (anglezowanie w tej fazie nauki było męczące, o czym zapewne Liliana przekona się nazajutrz, po zakwasach). Później - oczywiście po uprzednim powiadomieniu o tym juniorki - wznowiła kłus, znowu pomagając jej w ustaleniu rytmu, oraz instruując w innych sprawach. Sugerowała mocniejsze wypychanie bioder oraz ściągnięcie do tyłu łopatek, co niwelowało pochylanie się, a co za tym idzie - utratę równowagi. W przypadku, gdy Liliana załapała mniej więcej, o co chodzi, przerwały na dziś - tak samo jak w sytuacji, gdy dalej wychodziło jej to tak samo. Jedno, że kończył się im czas, a drugie, że przemęczanie nie odnosiło dobrych efektów.
- Na dzisiaj starczy. Dobrze sobie radzisz. Zmęczona? - zapytała, zatrzymując konia do stępa, a później do stój. Podeszła, zwijając lonżę. - Pochwal go, wyjmij nogi ze strzemion i zsiądź - poleciła, przypominając Lilianie na wszelki wypadek nawet o takich banałach jak wspomniane wyjęcie stóp ze strzemion. Niektórzy zaoferowani pierwszą jazdą zapominali... :lol:
- Chodź, pójdziemy go teraz rozsiodłać i wyczyścić. - dodała, po czym poszła z Lilianą i Windsorem do stajni. /zt

Windsor - 2015-04-09, 22:43

Podczas przejść do kłusa zachowywał ustawienie, to jest nie zadzierał nagle łba do góry, tym samym usztywniając się. Pozostawał stosunkowo elastyczny, dzięki czemu nie wybijał tak mocno w kłusie juniorki dosiadającej jego grzbietu. Co prawda przeszkadzał mu brak równowagi Liliany oraz lekkie podszarpywanie za pysk, które było nieuchronne przy braku koordynacji ruchów... Ale cóż mógł zrobić? Był oceanem spokoju i miał morze cierpliwości, toteż ignorując te niedogodności starał się iść wpisany w koło jednym tempem, rytmicznie. Co prawda chcąc nie chcąc doprowadziło go to do lekkiego usztywnienia, ale nie można było powiedzieć, że się nie starał! Wciąż pozostawał czujny, słuchał nie tylko Naomi, ale i jeźdźca na swoim grzbiecie, choć to raczej ograniczało się do kontrolowania, czy juniorka się trzyma i nie spada. Tak, zatrzymałby się przynajmniej do stępa gdyby poczuł, że dziewczyna się zsuwa.
W każdym razie gdy lekcja dobiegła końca, potrząsnął łbem i obrócił go w stronę Liliany, gdy pogłaskała go po szyi. Później wyszedł do stajni z dziewczynami. /zt

Brian - 2015-04-13, 20:48

Brian przyprowadził Sensationet tutaj. Przez całą drogę nie pozwalał jej zanadto szaleć, wyprzedzać, czy przyśpieszać, w ostateczności zamiast iść szybciej, zwalniał. Wiedział, że śpieszy jej się, że bardzo chciałaby się poruszać, ale bez przesady, doczeka się.
Po wejściu na maneż oprowadził po nim klacz, w końcu zatrzymał ją w narożniku, poprawił popręg i strzemiona. Włożył stopę w strzemiono i już po chwili siedział w siodle. Po chwili poprosił gniadą o stęp, dając jej aktywizującą łydkę, dodając wypchnięcie, jeśli kobyłka nie zareagowała na samą łydkę. Nie znał dobrze klaczy, chociaż pewne zdanie już sobie o nie wyrobił, dlatego, zakładając, że ruszyli z miejsca, nie dawał jej przesadnie dużo luzu na wodzach: tak, aby zangersheide miała trochę komfortu, i jednocześnie, żeby mężczyzna mógł nieco łatwiej ją kontrolować.
Nie uznawał zasady, że to jeździec rozkazuje, a koń tylko robi i nie ma nic do gadania, wierzył, że istnieje kompromis, który jednak najpierw trzeba sobie wypracować.

Liliana - 2015-04-15, 17:59

Starała się nie było idealnie ale jednak coś jej się udawało, nie chciałaby instruktorka miała problemy na starcie pracy :lol2: Przejechała kilka kół w kłusie by Naomi zwolniła konia do stępa, pogłaskała go po szyi w podzięce, rzeczywiście pewnie będzie mieć jutro zakwasy ale warto było. Po chwili odpoczynku wróciły w kłus, szybko dziewczyna wróciła do angależowania a raczej jego prób bo do ideału było daleko. Po 3 4 krokach konia myślała że pójdzie już gładko, nie chybnie z bliżej nie określonego powodu choć za pewne zjechała jej jedna z nóg w strzemionie przez co zachwiała się i musiała złapać się siodła gdyż prawie by leżała pod koniem za chwilę. Po chwili odsapnięcie w siodle powróciła jednak co ćwiczenia, by za chwile siwek zwolnił do stępa i stój. Zeszła z konia dość miękko i bez trudu, poklepała wałacha po szyi.
-Dziękuje staram się, tak ale to podobno dobra oznaka. - powiedziała z uśmiechem wdzięczności w kierunku kobiety.
-Dzięki Windsor, dobry z ciebie koń. - i tak za wiele nie rozumiał ale jednak lubiała rozmawiać z koniem, no pewnie by zapomniała o strzemionach z przejęcia ale jakoś dała radę. Przełożyła wodzę przez głowę konia i wyszła za kobietą.

z.t

Sensationet - 2015-04-16, 22:15

Przyszła tutaj za facetem próbując nieco wyprzedzać, ale doprowadzona do porządku uspokoiła się. Ostatecznie jednak spasowała idąc potulnie przynajmniej chwilowo za facetem ku maneżowi, Obeszli raz miejsce dookoła, badawczo się wszystkiemu przyglądała nie ma co ukryć. Ostatecznie zatrzymując się w rogu, zrobiła krok do przodu kiedy facet na nią wsiadał by ruszyć od razu aktywnym stępem przed siebie po sygnale. Na razie szli po śladzie (?) od czasu do czasu odchylała jedno ucho na niego by zaraz je dać na wprost na razie nie kombinowała bo nie było zbyt na czym.
Brian - 2015-04-17, 20:03

Ruszyli po śladzie stępem, na razie bez większych kombinacji ze strony Sensationet, Brian jednak był czujny. Prosił gniadą o zaangażowanie i aktywne tempo, a po kilku okrążeniach wyjechali do figur, zrobili koła, półwolty, wężyki i serpentyny, po czym znowu powrót na ślad. Podczas wykonywania figur mężczyzna pilnował zarówno wygięcia, jak i nie wypadania pracując łydkami: jedną na popręgu, drugą za nim.
Po powrocie na ślad zrobili kolejne dwa okrążenia w stępie. Brytyjczyk chciał, żeby klacz dobrze się rozgrzała, jednak nie chciał jej też zanudzić zwykłym łażeniem w kółko, dlatego znowu wyjechali na środek i wykonali analogiczne figury, chociaż trudniejsze, bo łuki były ciaśniejsze. Brian utrzymywał trochę luzu na wodzach, jednak nie dawał czterolatce też całkowitego luzu, przygotowany, że jeśli dotąd nie kombinuje, zaraz może zacząć. Sam nie pozwalał sobie na błędy.
Znów powrót na ślad, gdzie dwudziestosześciolatek poprosił zangersheide o stęp wyciągnięty na długich ścianach, a zebrany na krótkich. Pokonali w ten sposób dwa okrążenia i Brian dał klaczy sygnał do kłusa.
Jeśli jednak któryś z powyższych elementów im nie wyszedł z różnych przyczyn, próbowali znowu.

Sensationet - 2015-04-18, 22:17

No w stępie przynajmniej obecnie nie było na czym zaszaleć no chyba że miała go ponieść ale pewnie odpowiednie działanie wędzidła sprowadziło by ją na ziemie. Musiał nieco się napracować by klacz efektownie szła z podstawionym zadem i lekkimi przodami za łatwo to nie było. W końcu jednak klacz szła tak jak chłopak tego oczekiwał, zrobili kilka figur po czym wrócili na ślad. Zrobili dwa okrążenia w stępie by ponownie zjechać do środka i wykonać te same figury o ciaśniejszych łukach. Klacz jak dotąd słuchała jego poleceń choć musiał pilnować tempa czy wysyłać odpowiednie sygnały bo klacz bez tego robiła byle jak, powrócili znowu na ściany na ślad gdzie zaczęli wyciągać lub skracać stęp i tak dwa koła by przejść do kłusa klacz jednak zbyt energicznie w niego weszła ale pewnie szybko ją doprowadził do ładu albo i nie.
Anonymous - 2015-04-25, 21:02

Przyszedł ze skwierczącym u swego boku ogierem, którego zaraz po zamknięciu maneżu i sprawdzeniu popręgu puścił na lonży na koło, dając mu teraz czas na wyrzucenie z siebie wszystkich negatywnych emocji, które się w nim nagromadziły. Nie nalegał na stęp, ogier równie dobrze mógł z miejsca zacząć galopować czy się szarpać - na każdą z tych ewentualności Tony był gotowy, także na to, że gniademu mogłoby przyjść do głowy ruszenie na właściciela, przed czym chronił się trzymając konia na dystans poprzez bat. Oczywiście byłby bardzo rad z tego, gdyby jednak Misiek nie zechciał mu wyrwać ręki ze stawu, bo niedawno została nastawiona tuż po tym, jak mu ją wybito i skręcono. Co prawda tyczyło to lewej ręki, a w prawej trzymał lonżę, co jednak nie do końca chroniło wspomnianą kończynę.
Misbehavin - 2015-04-28, 16:57

Więc Skfierczyfur, wściekły jak nigdy dotąd, szedł za swoim właścicielem, ekscytując się wszystkim i wszystkimi. Jako młody koń miał za mało ruchu, podczas którego mógłby spożytkowac nadmiar energii; takie zachowanie nie miałoby miejsca, gdyby nie fakt, że nie był w regularnym treninigu. Wpuszczony na maneż podjarał się jeszcze bardziej, fakt ewentualnego dociągnięcia popręgu niemal zignorował, a czując możliwośc zmiany chodu - popruł galopem, ot co. Czy był ktokolwiek, kto mółgby mu się dziwic? Po tak długiej przerwie od pracy po prostu odczuwał taką potrzebę. Z impetem wysadzał zady w powietrze, wierzgał, zadzierał łeb i robił wszystko, ażeby się nieco wyładowac. Póki co nie zapowiadało się na chęc zwolnienia, choc niewątpliwie energię stopniowo tracił: po kilku okrążeniach na szyi pojawiły się pojedyncze kropelki potu; niestety jego kondycja także nie należała do tych najlepszych.
Anonymous - 2015-04-28, 19:23

Przykro było mu na to patrzeć, ale nie mógł zrobić nic innego, niż spokojnie zabrać się do odrabiania utraconego czasu. W takich chwilach jak ta żałował, że uparł się na to, aby zachować konie; kto wie, czy nie lepiej byłoby dla nich, gdyby sprzedał je od razu, gdy tylko trafił do aresztu? Zdążyłby tego dokonać za pośrednictwem Aaren, a tak, trochę samolubnie, zatrzymał zwierzaki przy sobie, nie mogąc im zapewnić tego, czego potrzebowały. I chociaż miały opiekę to wiedział, że to nie wystarczało.
Z zaciśniętymi w wąską linię ustami trzymał mocno lonżę uważając, aby ogier podczas tych szaleństw nie zaplątał się w nią. Pozwalał mu galopować i szaleć do woli, ale starał się jednak trzymać jednego miejsca, choć zapewne Misiek nieco go przeciągnął, chcąc nie chcąc. Czekał, aż ogier sam zdecyduje się uspokoić, bo inaczej zaczęcie jakiejkolwiek pracy nie miało większego sensu. Teraz mógł tylko uważać, aby kucyś nie zrobił sobie kuku. Rozumiał go w pewnym sensie, jego też przecież nosiło, gdy musiał siedzieć w celi. Całkiem normalne zachowanie.

Misbehavin - 2015-04-28, 21:11

Gdyby Tony go sprzedał, z całą pewnością i tak tylko by stał i się kurzył - nikt się Miśkiem od dawna nie zainteresował. Przez swoje pokłady energi niezliczonych odstraszał od swojego boksu, właściwie nieświadomie. Z dwojga złego lepszy był trening raz na jakiś czas z właścicielem, niż żaden bez niego.
Przyspieszał przy każdej nadarzającej się okazji, teraz pot na jego szyi był wyraźniejszy, a w kącikach pyska pojawiła się spora ilośc piany. Przygryzał chamsko wędzidło, nadal z impetem i na oślep galopując przed siebie, szukając równowagi tylko i wyłącznie na rękach mężczyzny. Nogi mu się plątały, był nad wyraz zaabsorbowany bieganiem w kółko. Ostatecznie zwolnił nieco galopu, nadal co kilka foulee wyrzucając zady do góry, używając przy tym całej zgromadzonej przez siebie siły.

Anonymous - 2015-05-01, 20:31

W pewnym momencie został wręcz zmuszony do tego, aby utrzymywać konia za pomocą dwóch rąk. Ból w lewej, niedawno skręconej ręce szybko się odezwał przypominając o istnieniu najwyraźniej nie do końca zaleczonej kontuzji. Ogier na szczęście zaczął się powoli uspokajać i galopować wolniej, tym samym nie łapiąc równowagi tylko i wyłącznie na rękach Wayforda, co przyniosło mu zdecydowaną ulgę. Westchnął powtórnie, zaraz podejmując próbę zatrzymania Miśka, zanim ten się wykończy tym nieustannym, szaleńczym biegiem. Mówiąc do niego głośno, spokojnym i wyciszającym tonem, a także oddziałując swoim ciałem, próbował go nakłonić do przejścia do kłusa i pozostania w tym chodzie.
Brian - 2015-05-03, 20:04

Przy przejściu do kłusa Sensationet za bardzo energicznie weszła w chód. Brian rzeczywiście to skorygował, jednak dopiero po upłynięciu chwili, jakby chciał dać jej "fory." Gniada z pewnością będzie mieć jeszcze okazję, żeby się wyszaleć. Gdy w końcu skorygował klacz, dał jej trochę luzu na wodzach, jednak pozostał czujny. Znów zaczęli robić okrążenia, ale tym razem w kłusie, a mężczyzna anglezował unosząc się z siodła w rytm kroków Sensationet. Donney cały czas przykładał uwagę do tego, by zangersheide poruszała się aktywnym tempem i byłą zaangażowana, nawet jeśli musiał się wysilić, żeby tak było. On lubił jak jest trudno, poza tym był uparty. Tak jak w stępie, po kilku okrążeniach w kłusie Brytyjczyk poprosił klacz o wyjechanie na środek do figur: koła, pół wolty, serpentyny i wężyka. Podczas wykręcania łuków dokładał starań, aby wygięcie zangersheide było odpowiednie i żeby nie wypadała zadem czy łopatką, nie zapomniał jednak jej pochwalić za poprawnie wykonane ćwiczenie. Po powrocie na ścianę Brian dawał Sensationet pomoce do wyciągania kończyn w kłusie wyciągniętym na długich ścianach a skracania wykroku i podstawiania zadu w zebranym na krótkich, nawet jeśli wymagało to trochę wysiłku z jego strony.
Pokonali w ten sposób dwa okrążenia, po których mężczyzna znowu pokierował gniadą na środek do analogicznych, lecz bardziej wymagających figur, o mniejszych średnicach. Gdy znów wrócili na ścianę pochwalił klacz i dał jej sygnał do zagalopowania. Z początku nie pozwolił jej przyśpieszyć za bardzo, dopiero po pół okrążenia dał jej więcej luzu i pozwolił nieco się wyszaleć.
Tymczasem na akurat wolnej części manezu stajenny zajał się przygotowywaniem drągów.

Sensationet - 2015-05-04, 22:57

Lepiej nie dawać jej forów bo można skoczyć na podłożu a nie w siodle :lol2: Jednak chłopak skorygował ją więc potem szła ładnie, no niestety musiał ją pilnować bo jak spuszczał tylko z tonu klacz poczynała się obijać. Więc pilnowana przez chłopaka mieliła wędzidło w pysku za sprawą działania ręki, angażowała zad i trzymała tempo. Podobnie jak wcześniej po kilku kołach zjechała do środka gdzie wykonali kilka figur, potem wyciągała lub zbierała kłus wedle jego poleceń. Potem znowu zjazd do środka i powtórzenie figur tylko nieco ciaśniejszych niż wcześniej, po powrocie na ścianę zagalopowali.
Misbehavin - 2015-05-06, 11:55

Nim przeszedł do kłusa minęła jeszcze dłuższa chwila, w której tempo jego galopu było już spokojniejsze, ale mimo wszystko ciągle nieregularne; bawiąc się prędkością wykorzystywał każdą chwilę, by jeszcze chwilę pobiegac, nie rezygnując z wyrzutów zadem, wierzgnięc, etc.
Tak długa przerwa w pracy nie odbiła się zbyt dobrze na jego kondycji, więc fakt, że zaczęło brakowac mu energii niemal zmusił go do przejścia. Wchodząc w kłus już nie miał ochoty na wybryki, toteż poruszając się charakterstycznym dla siebie, bardzo lekkim, dynamicznym truchtem zastrzygł radarami w stronę mężczyzny. Piana z pyska kapała mu na klatkę piersiową i łopatki, a pod siodłem, popręgiem jak i napierśnikiem widoczny był pot.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group