Podczas kiedy dziewczyna przeżywała swoje czarodziejskie lądowanie na ziemi, on zdążył już odbiec kilka metrów dalej, byle z daleka od swojego nowego strachu. W końcu Adele i tak zajęła się jej siostra, na którą ogier tylko fuknął jednorazowo. Jeśli jednak tamta odzyskała zainteresowanie jego osobą, cały poddenerwowany początkowo ignorował jej próby uspokojenia go. Domyślał się, że ona nie będzie chciała tak szybko odpuścić i znowu spróbuje go zaciągnąć do nieszczęsnej przeszkody. Dopiero po dłuższej chwili nakierował jedno ucho w jej stronę, wyłapując delikatny, dziewczęcy głosik i spokojne gesty na jego umieśnionym ciele Nie chciało mu się już stawać dęba, więc po prostu starał skupić się na uregulowaniu swojego przyspieszonego oddechu. Widząc, ze tamta ucieka od niego i to w stronę cholernego trippla przyciągnął nieco pysk do swojego kaloryfera Zarył kopytami ziemię, nawet nie próbując podejść do niego. Może nie tyle ze strachu, ale z upartości. Bitch plz, to ja tu mam silniejszą wolę i ja jestem tym maczo.
Caroline Hathaway - 2015-11-14, 23:39
Nearly Perfect napisał/a:
[...]
Cieszyła się że klacz jej ufa, bez tego nie miałyby szans na robienie wielu skomplikowanych rzeczy. Starała się ze wszystkich sił by klacz czuła się dobrze i bezpiecznie w jej towarzystwie i chyba na razie jej się to udawało, musiały się pożądnie rozgrzać w planach miały mocny trening, co by klacz nie była zbyt zastana, musiała być w formie do zawodów i na inne ewentualności. Na razie nie miała żadnych zastrzeżeń co do pracy klaczy, gdy szła nieco za mocno, delikatnie ją hamowała, gdy za wolno lekko ja pospieszała, ale nie szarpała się z nią czy jej nie biła, w sensie takim że wymuszała coś. Przejechały na luzie z dwa koła za nim ułożono drągi na parkurze, Wtedy przeszły do kłusa, pokierowała klacz w tamtą stronę zamykając w pomocach i będąc już na kontakcie oraz z zaangażowanym zadem najechała na nie, o ile przejechały gładko, pokierowały się n kopertę, wszystko odbyło się podobnie tylko z dodaniem łydki.Adele - 2015-11-19, 20:18 Dobra, dobra, mamy to pod kontrolą. Nadal była mocno skołowana odnośnie tego, co i jak się stało, ale starała się skoncentrować na tym, żeby przede wszystkim uspokoić konia. Ba, dopuściła się najgorszego i na razie zignorowała swoją siostrę, maksymalnie skupiona na tym, żeby jakoś Gortacikowi udowodnić, że wszystko jest spoko. Tylko szybko uciszyła siostrę gestem dłoni, starając się jakoś tak uprzejmie, ale zarazem bez słowa przekazać jej, że teraz nie może. Potem jej się zwierzy z tego, co ją boli, co widziała podczas lotu i takie tam. Póki co stanęła w ten sposób, żeby zasłonić kucykowi widok na przeszkodę, bo to ona była źródłem jego obaw, którego tymczasowo chciała się pozbyć. Odnotowała sobie szybko w głowie, żeby następnym razem szczególną uwagę zwrócić na tripple. Już wiedziała, że następny trening odbędzie się w korytarzu skokowym. Pogłaskała go po kości nosowej i przez kilka minut tak sobie we względnym spokoju egzystowali, o ile Gortat nie postanowił go przerwać. Zakładając, że wszystko szło po jej myśli, przeszukała otchłanie kieszeni w poszukiwaniu jakiegoś smakołyka, a gdy udało jej się wygrzebać z jednej z nich talarek marchewki, poczyniła krok w tył, niemniej jednak zwracając uwagę na to, by nie ciągnąć izabelowatego w stronę przeszkody - uwiąz na jego szyi pozostawał luźny, natomiast mową ciała sugerowała mu, że ma wybór. Marchew była w zasięgu jego pyska, wystarczyło tylko spróbować pokonać swoją krnąbrność i zrobić krok do przodu... To jak, Koszykarzu, dogadamy się? Audrey - 2015-11-20, 14:37 Dalej była gotowa udzielić ewentualnej pomocy dziewczynce, martwiąc się o jej dupę :c Wiedziała, że jest już duża i potrafi zadbać o siebie, ale jednak dalej bała się o nią, bo kochała ją motzno :< Na swój sposób czuła się odpowiedzialna za nią, ale ta sama upewniła ją, że jest cała i zdrowa.
- Nie zabij mi jej, co? - Zignorowała fuknięcie ogiera i upomniała go, po chwili jednak odchodząc na swoje dawne miejsce. Jej czujność teraz gwałtownie wzrosła, by przypadkiem znowu nie zrobić pięknego parkura i lecieć ratować dupę młodej Jak tak na nią patrzyła to aż jej samej chciało się jeździć, choć jej umiejętności pod tym względem nie były specjalnie wysokie to dalej lubiła te zajęcie. Nie chciała, aby jej kontakt z końmi ograniczył się tylko do nielubianego, częściej nienawidzonego, szczepienia.Naughty Boy - 2015-11-20, 17:40 Audrey skutecznie go rozkojarzyła, protestując przed podejściem do trippla parskał na nią głośno i wrogo. Chociaż jego znajomość z Adele nie była specjalnie długa to jego miłość do dzieci przebiła wszystko i tamta już zdobyła jego delikatne serduszko, w przeciwieństwie do jej starszej siostry. Zastrzygł uszami, mrużąc lekko oczy, kiedy rudowłosa odezwała się do niego. Przemielił powietrze w pysku, następnie znowu zwracając uwagę na swoją właścicielkę. Wiedział, że za nią czai się nieszczęsny tripplebare, do którego nie zamierzał podchodzić przez dłuższy czas. Na chwilę odwrócił od niego uwagę, kiedy trzynastolatka pogładziła go po kości nosowej, na co zareagował głośnym "westchnieniem". Postawił ciekawsko uszy, gdy tamta zaczęła przeszukiwać swoje kieszenie, wyciągając w ich stronę umięśnioną szyję. No, co tam masz? ;> Rozbieraj się z tych słodyczy! (͡° ͜ʖ ͡°)
Dostrzegłszy marchewkę wywinął górną wargę, ładnie prosząc o nią. Podejść? Are you fucking kidding me? Był przekupny, ale nie aż tak! :< Dopóki jeszcze zasłaniała mu przeszkodę, dopóty wahał się między podejściem. Nagroda była zbyt kusząca, więc i jego chwila zastanawiania nie trwała długo. Można powiedzieć, że bez namysłu ruszył w jej stronę, prawie jej nie taranując. No dawaj to, a nie! :cAdele - 2015-11-24, 19:29 - Łooooa, Gortat. - zdążyła wypalić zanim postanowił ją staranować; miała refleks, więc w porę się ciut odsunęła, ostatecznie zatrzymując kucyka (czy to za sprawą siły, czy siłą woli - bez znaczenia) i dopiero wtedy częstując go smakołykiem.
Chwilkę jeszcze go głaskała, bo pieszczot - zwłaszcza w takim wypadku - nigdy za mało. Po pewnym czasie odsłoniła mu trippla i zrobiła kolejny krok w jego stronę, znów próbując przekupić kucyka, żeby zrobił jeszcze krok. Nie wymagała niczego poza jednym, małym kroczkiem w jej stronę, ot. Jeśli to się udało NBA został oczywiście poczęstowany tym, co miała mu do zaoferowania, a następnie wyklepany i sowicie pochwalony. Odwróciła go zadem do przeszkody, bardzo ładnie prosząc siostrę, żeby ją rozebrała, bo nie widziała chociaż cienia szansy na to, żeby podejść tam z biednym, przestraszonym kucykiem. Gdy tak już się stało (bo prosiła baaardzo, bardzo ładnie, prawda Audrey? <3), władowała się z powrotem na swojego czempiona i rozkłusowała go, co nie trwało dłużej niż siedem minut. Upadek upadkiem, ale o ścięgna trzeba dbać! Po wszystkim zarzuciła mu na dupsko derkę, a tym, co powinno leżeć na klacie, ale przez jej umiejscowienie nie mogło, zwyczajnie się owinęła. Tak, właśnie po to kupuje się rozmiar za duże derki. Po rozstępowaniu, co raczej oczywiste, udali się do stajni.
/zt.Naughty Boy - 2015-11-24, 21:36 Zaszczygł uszami na jej słowa, po części je ignorując i nie zaprzestając swojego ataku, dopiero nie dostał odpowiedniej zapłaty za to. Niestety to nie miało być takie proste, bo tamta była wyraźnie uparta co on, przez co mogli się tak sprzeczać godzinami :c W końcu ten wielki inteligent domyślił się swojego i zaprzestał ataków na jej biedne życie, by w końcu dostać upragnionego smakołyka. Przemielił w pysku marchewkę i niczym lama miękł pod wpływem jej mizianka. O tak, ona to już wie jak faceta do orgazmu doprowadzić
Odsłonięty trippl znowu niezbyt spodobał się ogierowi. Położył płasko uszy po sobie, parskając nerwowo. Kobieto, czy ty specjalnie chcesz skrócić sobie to i tak niezbyt długie życie? Błysnął białkami oczu patrząc zimnym wzrokiem na przeszkodę. Głównie teraz robił to ze złośliwości, bo nie był taki fajny na jakiego się wydawał Wiedział, że za ten mały kroczek na 100% zostanie nagrodzony, co też go w końcu przekupiło... Okay, przyznaje się, wystarczyły smakołyki, by zrobił wszystko :c Pewnie dlatego poddał się i zrobił ten cholerny krok, by dostać kolejnego smakołyka. No dobra, było warto :c
Ble ble ble, zimno mi, nie mam swetra, moje czoło na pół metra, gripex i rutinoscorbin na mnie działają, więc zakończę to bardzo krótko, bo tak. Został rozkłusowany, choć niezbyt mu się już chciało dźwigać do jesteststwo. Ta derka spokojnie zmieściłaby jego klatę! W każdym razie, bo serio zaczynam czuć się coraz gorzej, rozstępowany opuścił parkur z Adele.
ztAudrey - 2015-11-24, 22:06 Siedziała na swoich amatorskich trybunach, przyglądając się poczynaniom Adele. Chociaż nie miała dużo roboty, nie nudziło jej się. Z przyjemnością oglądała pracującą siostrę i jej kucyka, śmiejąc się cicho, kiedy tamten protestował. Poproszona o rozłożenie przeszkody, z którą jeszcze przed chwilą uparcie walczyli, otrzepała dłonie i wróciła na trawę.
- Właściwie to co ja jestem? Sama składaj! - Zaśmiała się głośno, by kłusująca dookoła trzynastolatka ją bez problemu usłyszała. Niemniej bez większych protestów zajęła się tripplebarrem, dźwigając ciężkie drągi. - Ja tu mam trzydziestkę na karku, a ty mi każesz dźwigać! Ja dźwigać to dziecko swoje powinnam! - Była świadoma tego, że dziewczyna prawdopodobnie jej nie słucha, ale przynajmniej jej było wesoło. Prawdę mówiąc nie przejmowała się swoim wiekiem, nie czuła się na te plus dwadzieścia lat, niemniej zachowywała się odpowiedzialnie i "z głową na karku".
Gdy blondynka już miała schodzić z parkuru, podeszła do niej, a wręcz podbiegła. Nie chciała tu zostać sama, a przez przypadek zostawiła jeszcze torbę, po którą musiała się wracać. Cała spocona odgarnęła rude włosy z czoła, po czym wyszła z parą.
ztNearly Perfect - 2015-11-26, 15:03 Bez oporów reagowała na korygujące pomoce od Caroline dostosowując do nich tempo, nadal skupiona i wrażliwa na pomoce od jeźdźca. Ożywiła się, gdy podczas krążenia po parkurze w swobodnym stępie dostrzegła ustawione drągi. Parsknęła lekko podrzucają łbem, nie mogąc się doczekać nieco bardziej ambitnego zadania, ale nigdzie się nie wyrywała, cierpliwie czekała na sygnały od dwudziestopięciolatki, co wkrótce nastąpiło. Kolorowowłosa przeszła z nią do kłusa i pokierowała w stronę drągów, zamkniętą w pomocach i na kontakcie.
Nearly Perfect utrzymywała stałe tempo zbliżając się do drągów, które kasztanka pokonała bez problemu, wysoko unosząc nogi w odpowiednich miejscach w odpowiedzi na pomoce od amazonki.
Klacz ochoczo skierowała się na kopertę, która nie powinna stanowić dla niej dużego problemu. Zgodnie z oczekiwaniami wybiła się w zasugerowanym przez Caroline miejscu, ładnie układając ciało nad przeszkodą i miękko lądując, gdzie po ruszeniu selle francais nie mogła się powstrzymać przed małym barankiem, który nie powinien zagrozić stabilności kobiety na jej grzbiecie.
byle co ale jestCaroline Hathaway - 2015-12-03, 23:50 Spróbowałaby nie Nie no tak poważnie to oczywiście starałaby się dojść z nią do jakiegoś porozumienia, w końcu nie będzie wymuszać na niej niczego nie? W końcu trzeba ruszyć dupę i zabrać się za coś bardziej wartościowego, w tym wypadku wstęp do głębszych skoków. Po kopercie na baranka, zareagowała korektą w pysku oraz dosiadem który miał jasno dać jej do zrozumienia, że nie, nie omieszkała się zadać kary, brutalnej kary, zwolnienie do stępa i przez przekątną robienie kół, wielu kół w jedną stronę.Nearly Perfect - 2015-12-07, 19:59 Gdy otrzymała korektę od Caroline, po tym jak zrobiła baranka po przeskoczeniu niezbyt wymagającej koperty, Nearly na dobre kilka minut schowała uszy w kasztanowej grzywie, możliwie obniżając łeb. Zarżała cicho w proteście i podbiła kilka razy łbem, uważając, że reprymenda zdecydowanie jej się nie należy, bo w końcu mały baranek był jedynie oznaką jej radości, że może się wyskakać i nie zagrażał jeźdźcowi. Jeżeli kobieta zwolniła ją do stępa i znów zaczęły kręcić koła po parkurze, kasztanka była zdecydowanie naburmuszona, z wycofanymi uszami, czasem poparskując. Jej zdeprymowanie wpłynęło w niewielkim stopniu na płynność ruchów: klacz trzymała narzucone tempo, kroczyła poprawnie, ale bez zwykłego wigoru i entuzjazmu.
Klacz miała bardzo niewiele wad, była "prawie idealna". Jedną z tych wad było płoszenie się, czasem bez wyraźnego powodu, wywołane wypadkiem jej przyczepy Bała się też do niej wchodzić, ale nie było to dużym utrudnieniem na dłuższą metę, bo przecież na co dzień nie podróżowała. Poza tym potrafiła być złośliwa, czasem nieposłuszna, sprawdzała jeźdźca, bywała też nieufna. I chociaż zmiana w jej nastawieniu i poruszeniu się była niewielka, to jednak wyczuwalna.Caroline Hathaway - 2016-01-01, 23:22 Rozumiała podekscytowanie, zadowolenie itd klaczy, ale nie przesadzajmy, to nie czas na wygłupy. Zamknięta pomoc raczej nasyłała klacz na wędzidło które za pewne wtedy dość nie przyjemnie obijało się jej po pysku, oczywiście nie było to na rękę kobiecie ale za pierwszym lub drugim podejściem powinno klaczy dać do zrozumienia, że to złe, że robi sobie sama krzywda. Musiała się w końcu zabrać za porządny trening kobyły, a nie wygłupiać się bo ona ma takie marzenie, może faktycznie było to małe przewinienie co nie zmienia faktu, że ani czas ani miejsce na nie. Kobieta nie pozwalała na błędy, trzymała wszystko dopięte na guzik, w końcu rutyna zabiła albo zmusiła klacz do poprawnego wykonywania zadań, o ile nie robiła tego wcześniej. Kobieta nie specjalnie się przejęła tym, że klacz strzeliła fochem, gdyby kobieta zrobiła się nagle wredna i strzeliła fochem, zamknęła by klacz w boksie z przywieszoną tabliczką "tylko na padok" i umarł w trampkach, zero treningów, zero wszystkiego. Wracając jednak do treningu, po zakończeniu owej kary, wróciły do kłusa, ponownie skierowały się na drągi leżące na ziemi, a później na tą kopertę, po przejechaniu bez udziwnień na jedną nogę, powtórzyły na drugą. W końcu puściła klacz galopem po zrobieniu zakrętu na prawo, przed nimi dosłownie wyrosła stacjonata, prowadziła kasztankę w zamkniętych pomocach by w odpowiednim miejscu podciągnąć ją do skoku.Nearly Perfect - 2016-01-02, 17:24 Przez kilka kolejnych minut Perfect poruszała się z uszami przyklejonymi do potylicy, poparskując z niezadowoleniem i nawet nasyłanie na wędzidło nie sprawiało, że pracowała wydajniej, a przecież owa zmiana w jej zachowaniu była niewielka. Dopiero po upływie kilku minut znowu można było wyczuć zmianę, tym razem poprawę. Ale o ile kasztanka wszystko wykonywała na swoim poziomie, dało się wyczuć jej naburmuszenie, a uszy nadal były skierowane w stronę potylicy.
Bez problemu przeszła do kłusa, trzymając się ustalonego tempa, nie miała najwyraźniej ochoty na przyśpieszanie. Bliżej jej było do zwolnienia na złość, jednak tego nie zrobiła, chociaż niezadowolona była nadal. Po nakierowaniu na drągi pokonała je bez problemu poza ostatnim drągiem, który z niewiadomych przyczyn trąciła drągiem, jakby była nieco roztrzepana.
Przy najeździe na kopercie nie było jednak kłopotów. Klacz skupiła się bardziej na przeszkodzie, co chwilowo zmusiło ją do postawienia uszu na sztorc. Kopertę pokonała płynnie i z dużym zapasem. Podobnie przy powtórce na drugą nogę. Jednak tylko kiedy n horyzoncie nie było drągów czy przeszkody, uszy znów wędrowały w stronę potylicy a selle francais przypominała sobie o tym, że jest naburmuszona.
Przeszła do galopu po sygnale od Caroline, trzymając się tempa, ładnie wpisała się w łuk i skierowała na prawo, gdzie pojawiła się przed nią przeszkoda i sześciolatka skupiła na niej swoją uwagę. Prowadzona do przeszkody przez kobietę w wyznaczonym miejscu poderwała najpierw przody, potem tyły i pokonała na czysto stacjonatę.Raynard - 2016-01-09, 22:13 Jak na złość pozostał mu tylko parkur - wszystkie inne obiekty były zajęte. Tylko pech się dziś go trzyma... Wprowadził karusa na rozprężalnię przy parkurze. Tam opuścił strzemiona, podpiął mu mocniej popręg. Angielskie badziewia, bezużyteczne ustrojstwa i kombinowanie. I jeszcze skoki... Z oczywistych względów nie darzył tej dyscypliny sympatią - niewiele w niej było praktyczności. Cross może jeszcze by przeszedł, ale skoki? Dla młodzianów goniących za adrenaliną, nikogo więcej. I starszych goniących za adrenaliną. Gdyby oni wszyscy wiedzieli, jaką adrenaliną jest łapanie cielaka z jedną tylko nogą w strzemieniu, na galopującym koniu... Wszyscy by pracowali po ranchach.
-Mam nadzieję, że ty się nie okażesz diabłem, pchlarzu.
Słynął raczej z szorstkiego podejścia i braku ciepła... I nerwowości. Powstrzymał się przed sięgnięciem po papierosa, po wskoczeniu w siodło. Dzisiaj było jakąś tragedią. Trzymając wodze w dwóch rękach czuł się nieswojo. No, ale jak mówi się a to i b! Poprosił o stęp, z niejakim trudem przypominając sobie styl angielski. Nigdy więcej. Naprawdę. Kilka minut na rozstępowanie i zaraz potem do słowa doszło w nim niewielkie doświadczenie z pracy w stajni w Anglii. Tak oto rozegrała się typowa rozgrzewka: po krótkim rozstępowaniu zaczął wprowadzać ogiera na łuki, dbając o jego wygięcie i zaraz potem powtórzył to ćwiczenie w wyższym tempie, wprowadzając kilka utrudnień jak zatrzymania, gdy mieli już za sobą galop wysilił się trochę i na długich ścianach układał z kombinacji tych trzech chodów z zatrzymaniami najróżniejsze kombinacje. Ot, naśladował zawodników, którym przyglądał się przy pracy. Nie wiedział, czemu to robi - rozumiał jedynie istotę westu. To wszystko na pewnym kontakcie z pyskiem ogiera i po lekkiej zachęcie do zebrania się, lekko nieudolnej. Wszakże w tej sferze Rayowi doświadczenia brakowało.
Rozgrzanego ogiera wprowadził na parkur, tak by nie przeszkadzać ćwiczącej już parze. Z siodła obserwował jego reakcję na towarzystwo, stępując w okolicach wyjścia na rozprężalnię...Saver - 2016-01-09, 22:37 Karoszowi chyba nie robiło to większej różnicy gdzie przyszło mu trenować, cieszył się, że w ogóle ktoś chciał go gdzieś zabrać. Wszedł za facetem na rozprężalnie, no na weternie niestety się nie znał by w tej kwestii zielony niczym ufoludek. W sumie cross aż tak chyba się nie różni od zwykłych skoków, poza nawierzchnią, tempem i takie tam. Nie rozumiał słów faceta, diabłem może i był, ale tylko pod nie doświadczonym jeźdźcem. Boże z kim mu przyszło pracować Energicznie wszedł w stęp i cały czas go utrzymywał podczas rozgrzewki, po krótkim połażeniu sobie dookoła hali zaczęli wykręcać różne łuki, płynnie i lekko wyginał się wokół łydki faceta zachowując odpowiedni kształt ciała jak i figury. Po przejściu do wyższego chodu nie miał żadnych problemów z powtórzeniem wszystkich czynności, nawet podczas zatrzymania czy ruszania wkładał całego siebie w to co robił. Podobnie było w galopie, mimo dodawanych ćwiczeń czy kombinacji ogier robił wszystko by wypaść dobrze, płynne przejścia, zatrzymania etc. Cały czas był na kontakcie z facetem, żując wędzidło w pysku, uwypuklone znacznie mięśnie oraz napęd z zadu i doskonały chód ogiera, sprawiały, że mimo, że facet źle się tu czuł prezentowali się nie nagannie. W końcu skierowany na parkur, obrzucił tylko pracującą tu parę, przemielił mocniej wędzidło i odchylił nieco bardziej ucho na faceta, nie wykazywał ani agresji, ani nie pokoju, był neutralny, przyzwyczajony do podobnych sytuacji.