Devon Heir - 2014-04-21, 18:09 Słysząc charakterystyczny odgłos obwieszczający koniec nadmiernego ruchu, automatycznie postawił uszy na sztorc i zwrócił je w kierunku mężczyzny. Zwolnił nieco, aż w końcu stanął nie stawiając najmniejszego oporu. Widząc białą kosteczkę na dłoni Diego trącił ją chrapą zaraz potem zbierając delikatnie do swojej paszczy. Przeżuł bez pośpiechu słodki przysmaczek i prychnął krótko. Jak dalej tak pójdzie i wszyscy będą mu tylko podstawiać pod nos smakołyki, a nikt nie weźmie go na trening skończy się to tak, jak mówiła Elizabeth. Zamiast zgrabnego, umięśnionego andaluzytana, będzie pulchna bułeczka z masełkiem... To właśnie przez tą opowieść Maślany, został Maślanym. Przynajmniej pan Montana zapewnił mu trochę ruchu. Ale wracając. Trącił dłoń mężczyzny chrapami, a słysząc ponownie jego głos szastnął ogonem. Wyszedł za nim /zt.Vanessa Forest - 2014-04-22, 12:45 Wprowadziła konia w znanie im miejsce. Była, tu już z nim kilka razy więc uznała, że mogą przejść do treningu. Wypuściła linkę dając mu trochę więcej swobody.
- Stęp - wydała głośno i stanowczo polecenie. Sama stanęła, na środku i wszystko kontrolowała. W żaden sposób nie pozwalała mu zrobić, a ni jednego baranka.Bacardi - 2014-04-22, 16:56 Przyszedł za Van z uszami wtulonymi w grzywę. Zdecydowanie nie podobało mu się to wędzidło. Okropny metal nie chciał się ułożyć w jego paszczy. Podrzucał łbem, mimo tego nie robił baranków. Kiedy zaczął być lonżowany szedł leniwym stępem, nadal mając ogromnego 'focha'. Fukał od czasu do czasu, gniewnie obijał ogonem o swoje boki z uszami nadal przy potylicy.Vanessa Forest - 2014-04-22, 18:53 Lonżowała konia przez jakiś czas obserwując jego memlanie. Miała nadzieję, że sam znajdzie miejsce dla metalu w pysku. Wiedziała, że mu się to nie będzie podobało ale cóż jest koniem czas żeby go ujeździć. Zacmokała przywołując go do siebie po imieniu. Spokojnie otworzyła końską paszczę. Delikatnie, tak aby go nie zabolało przesunęła wędzidło w środek pyska czyli w miejscu którym powinno być od razu. Teraz nie będzie mu tak latało po pyszczku co za pewni mu większy komfort.
- Teraz, będzie lepiej - zapewniła konia. Poklepała go z wielką czułością i pogłaskała po szyi.
- No już nie fochaj się. Wracamy do treningu - oznajmiła koniowi. Wydała polecenia do kłusa.Bacardi - 2014-04-22, 19:07 Nawet kiedy Vanessa poprawiła wędzidło, aby leżało w odpowiednim miejscu, młodemu ogierkowi nadal to nie odpowiadało. Prychnął poirytowany faktem, że nie wyciągnęła tego ustrojstwa z jego paszczy. Zaraz jednak dumnie uniósł głowę, prężąc swoją szyję i ruszył wolnym kłusem wokół kobiety.Vanessa Forest - 2014-04-22, 19:15 Przez cały czas stała na środku lonżownika i pilnowała kłusa ogierka. Na szczęście, opamiętał się nieco i zabrał się do wykonywania polecenia. Dumnie kłusował jak przystało na srokatego. Minęło 15 minut.
- Galop - powiedziała głośno.Bacardi - 2014-04-22, 19:22 Po kilkunastu minutach Van rozkazała mu przejść do galopu. Już powoli zaczynał rozumieć komendy, które wypowiadała. Wszystko szło w porządku, jednak w pewnym momencie, jedno z kopyt wpadło w dołek i Bacardi runął jak długi na ziemię. Gdyby nie owijki pewnie miały strasznie obdarte kończyny. Pośpiesznie podniósł się i otrzepał swój pysk, nie wiadomo z czego.Vanessa Forest - 2014-04-22, 19:27 Wszystko było przez dłuższy czas ok. Ogier galopował dobrze i zaczynał co raz bardziej rozumieć czego od niego oczekuje. Nagle wdepnął w jakiś dołek i się przewalił. Gdyby nie owijki to miałby straszne rany. Na szczęście nic mu się nie stało. Podbiegła zatroskana do niego naprawdę się o niego martwić. Chcąc się upewnić czy coś jest nie tak obejrzała go dokładnie.
- Wszystko w porządku ? - przemówiła. Nakazała mu znowu galopować.Bacardi - 2014-04-22, 19:32 Prychnął głośno, zadowolony z siebie, że nic sobie nie złapał. przynajmniej tyle dobrego... Kiedy rozkazała mu, aby galopować. Powoli przeszedł do właściwego chodu. Tym razem obyło się bez upadków.
/Sorry, ze tak krótko, ale uciekam :c /Vanessa Forest - 2014-04-24, 18:50 Teraz zwiększyła kontrolę zmniejszając przy tym możliwość upadku. Minęło jakieś 20 minut. Uznała, że na dziś wystarczy treningu. Nie będzie go zbytnio przemęczać. Przywołała go do siebie donośnie cmokając. Z dzisiejszego treningu mimo małego wypadku była bardzo zadowolona w nagrodę. Obdarowała Baca czterema przepysznymi kostkami cukru.
- Świetnie, Ci dzisiaj poszło ! - pochwaliła konia.
Wyszła z koniem do stajni
z/tBacardi - 2014-04-24, 19:40 Dość szybko wszamał kostki cukru. Zabawnie zastrzygł uszami i z lekko opuszczoną głową wyszedł za Van.
z.tRandolph Varmus - 2014-04-26, 12:57 Wkroczył z koniem na lonżownik. Trzymał go na luźnych linach, nie zmuszając do bliskiego marszu obok człowieka, fakt mieli utrzymać podobne, jeżeli nie takie same tempo; ale zachowując przy tym swobodę ruchu, a również krocząc w bezpiecznych odcinkach. Varmus swój bat niósł pod lewą pachą, rozglądając się spokojnie. Ustawiwszy się na środku lonżownika, bat położył obok swojej lewej nogi; przy da mu się później. Pochwyciwszy obie linie w dłonie, począł nimi delikatnie potrząsać, wibrując nimi w powietrzu, zmuszając przy tym ogiera do odsunięcia się. Kiedy znajdował się w odpowiedniej odległości, przestał, jeżeli natomiast powracał, zaklinacz powtarzał ruchy rąk. Jeżeli chodzi o same liny; jej ciężar i długość są określone i mają wspomagać pracę z ziemi tj. po pierwsze utrzymywać bliski kontakt z koniem ale poza zasięgiem ewentualnego kopnięcia, nigdy nie napinana pomaga wraz ze sznurkowym kantarem skłaniać konia do znalezienia wygodnego dla niego łuku swobodnego zwisu liny, przenosząc drgania pozwala przekazać koniowi komunikat nawet przy trąceniu jej palcem. Dlatego też trzydziestolatek nigdy nie lonżował koni na pojedynczej linii, a jeżeli już to sporadycznie i w konkretnym celu. Należało wiedzieć , że jeśli do głowy konia przymocuje się linę i poleci mu się galopować, siła odśrodkowa spowoduje, że podczas ruchu będzie on naciągał lonżę na zewnątrz. Ponieważ trener utrzymuje jego głowę w stałej odległości od środka koła, w efekcie tylne nogi i zad zostaną nieco wypchnięte na zewnątrz obwodu koła. To sprawia, że koń galopuje na zewnętrzną tylną nogę. Lonża umocowana do głowy zawsze powoduje zagalopowanie z wewnętrznej przedniej nogi. W efekcie galop staje się niespójny, gdyż koń galopuje na przeciwległe nogi z przodu i z tyłu, co jest dla niego szkodliwe. Podczas takiego ruchu miednica ustawia się w nienormalnej pozycji, nadmiernie naciągając ważne więzadła, ścięgna i mięśnie. Niedojrzały koń w wieku poniżej trzech lat (a więc taki z jakim teraz do czynienia miał Ran) może odnieść w wyniku takiego treningu bardzo poważne urazy, zarówno fizyczne jak i psychiczne (spowodowane stresem z bólu). Varmus zdając sobie świetnie z tego wszystkiego sprawę, dopracował tak treningi na lonżach, że mógł uniknąć wszystkich komplikacji, które wynikają z braku kompetencji prowadzącego.
Trzydziestolatek zamknął ogiera w trójkącie, zbliżając się delikatnie to jego zadu, drgnąwszy przy tym liną, odpowiadającą kontaktowi z jego lędźwiami i zadem, poprosił Andaluza o ruch stępem do przodu. Pilnował, aby ogier poruszał się swobodnie utrzymując równowagę, utrzymując głowę symetrycznie do kłody. Głowa i szyja przez większość czasu mają ustawiać się zgodnie z kierunkiem ruchu.Grand Illusion - 2014-04-26, 18:15 Ogier idąc na lonżownik szedł nieco za mężczyzną gdyż oglądał wszystko co się napatoczy po drodze. Ale nie przystawał czy coś szedł żwawo przed siebie jednak interesował go otaczający go świat. Po wejściu do pomieszczenia rozejrzał się dookoła, na bat ogier był uczulony i robił się nerwowy gdyż był bity nim zbyt mocno jeśli zrobił coś źle. Na razie go nie widział to ten plus, nie musiał wibrować by się odsunął bo ogier tylko na chwilę się zatrzymał by ruszyć dalej z nozdrzami przy ziemi wąchając otoczenie. Stanął w końcu patrząc na niego wyczekująco, zaciął nie znacznie ogonem o stawy skokowe. Był wcześniej lonżowany z jednej liny więc nie wiedział co dokładnie mężczyzna będzie robił więc strzygł uszami naprzemiennie. Odwrócił jedno ucho do tyłu gdy stanął za nim, ale był spokojny choć lekko spięty. Po ruchu liną miał wrażenie że rzeczywiście jakby na nim siedział ale to inne doświadczenie, ruszył stępem do przodu utrzymując linie prostą.Randolph Varmus - 2014-04-27, 10:48 Wodził cały czas oczyma za sylwetą ogiera, z pełnym spokojem stojąc na środku okręgu, na lekko rozstawionych, delikatnie ugiętych w kolanach kończynach. Kiedy koń ruszył, Ran, nie zmieniając praktycznie w ogóle pozycji swojej sylwetki, podążył powoli za nim.
- Dobrze Lose. Przyzwyczaisz się zaraz. – odezwał się do konia niezwykle arkadyjskim tonem głosu, starając się złagodzić jego zachowanie, pomagając mu się otworzyć. W tym był właśnie zawsze problem; konie lonżowane na jednej linie, to jeszcze taśmie, która obcierała trenerowi ręce przy szarpnięciach, zamykały się. Były gonione tylko na prawą i lewą nogę, potem zmieniały tempo i koniec – do stajni. A nie o to przecież w tym chodziło, prawda?
Po trzech okrążeniach na prawą kończynę, Varmus zaczął powoli tak obracać linkami i tak nimi drgać, aby zwierze, zaczęło schodzić powoli głową w dół, ciągnąc za sobą szyję, tworząc z nich delikatny łuk. To tam, nieco niżej, niedaleko na wysokości swoich stawów skokowych, Can’t miał odnaleźć kontakt. Tak właśnie miał złapać oparcie potrzebne w dalszych ćwiczeniach. Jeżeli wszystko poszło pomyślnie, delikatnie zwróciwszy się w stronę jego zadu, przypilnował żywego tempa stępa, którym miał cały czas się poruszać. Oczywiście, żucie z ręki, było poprzedzone półparadą; czyli przygotowaniem na zbliżające się ćwiczenie. Pragnął przed ogierem ukazać całą paletę możliwości w jaki sposób mogą pracować, jak mogą się porozumiewać, jak będzie to naturalnie proste i logiczne dla końskiego rozumowania.Grand Illusion - 2014-04-27, 15:37 Słysząc pochwałę zarżał krótko, ogier po kilku krokach rozluźnił nieco swoją posturę oraz mięśnie. Nie szedł spięty jak struna, Rand miał rację że przywyknie po prostu nie poznał tego wcześniej, a wiadomo co nowe może być z początku przerażające lub lekko straszne. Ogier lekko nie spokojnie reagował na manewry obiema linami bo nie do końca wiedział co o nich myśleć i co dokładnie ma robić. Schylił nie znacznie łeb w dół tworząc między kłębem a paszczą łuk z niej uszy postawione na szpic nasłuchiwały odgłosów. Ogier pierwszy raz tak ćwiczył więc był nie pewny i wszystko sprawdzał, często mielił maszczą