To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Hala rekreacyjna

Oliver Pelerieux - 2018-07-12, 20:37

Na miejsce treningu wybrałem sobie rekreacyjną halę. Nie była ona duża, ale skoro byliśmy na niej sami, to więcej miejsca nie potrzebowaliśmy.
Zanim jednak dosiadłem Inso, musiała się uzbroić w cierpliwość i dosłownie towarzyszyć mi w układaniu przeszkód, co normalnie zrobiłbym wcześniej, gdyby nie to, że planowo ten trening miał się odbyć później... W każdym razie ustawiłem sobie co chciałem, po części korzystając z tego, co już było ustawione, a potem podprowadziłem siwą do schodków. Sprawdziłem popręg, jeżeli było trzeba, to podciągnąłem go, a potem dosiadłem grzbietu hanowerki i dałem jej łydkę do stępa. Korzystając ze swobody jaką dawała nam samotność, na początek dałem Inso luźną wodzę, wymagając od niej jedynie aktywnego marszu, który egzekwowałem dosiadem i łydkami. Co prawda ściągnąłem ją z pastwiska, ale i tak chciałem ją na początek porządnie rozruszać żywym stępem w obu kierunkach.

Insostenible - 2018-07-12, 20:54

Wchodząc na hale od razu zarżała i omiotła wzrokiem całe pomieszczenie w poszukiwaniu kogokolwiek. Jako, że nikogo oprócz ich nie było, siwka skupiła się na Olivierze i na tym, co robił. Towarzyszyła mu dzielnie przy ustawianiu przeszkód, czekanie nie było dla niej problemem.
Podeszła do schodów i zatrzymała się, cały czas trwając w bezruchu i oczekując aż chłopak usiądzie w siodle. Podciągnięcie popręgu było wtedy potrzebne, Oli szybko sobie z tym poradził, zatem klacz zaraz po łydce ruszyła stępem. Korzystała z długiej wodzy wyciągając maksymalnie szyję, którą trzymała nieco obniżoną. Zachowywała też żywe tempo, które egzekwował od niej zawodnik. Stopniowo wraz z czasem siwa rozluźniała się, co owocowało przyjemnym bujaniem dla jeźdźca, za sprawą kołyszącej pracy grzbietu.

Oliver Pelerieux - 2018-07-13, 16:01

Po paru minutach zacząłem stopniowo nabierać wodze na kontakt, nie zapominając wówczas o łydce, dzięki czemu Inso powinna zaakceptować tę zmianę bez sprzeciwu. Póki co dążyłem jednak do długiej, nisko opuszczonej i lekko zaokrąglonej szyi, więc pomimo kontaktu wodze pozostały długie. Pilnując oparcia na tej zewnętrznej, "zabawą" na wewnętrznej zachęcałem siwą do osiągnięcia wspomnianego ustawienia. Skoro już zaczęło robić się poważniej, to w pozostałe minuty stępa wplotłem pojedyncze koła i wolty, nie zapominając o parokrotnej zmianie kierunku w tak zwanym międzyczasie.
Łącznie na stępie spędziliśmy dobre 15 minut, po których dałem Inso łydkę do kłusa, w nim także starając się zachować klacz w takich ramach, przy odpowiedniej aktywności zadu. Anglezując, egzekwowałem od siwej aktywny ruch do przodu, niekiedy przeplatając go woltami lub serpentynami o jednym łuku, co miało służyć rozciągnięciu hanowerki od podstaw.

Insostenible - 2018-07-13, 16:44

Bez sprzeciwień weszła na miękki kontakt z jego ręką, akceptując wędzidło i zaczynając je aktywnie przeżuwać, tworząc przy tym pianę, która wkrótce stała się widoczna w kącikach jej pyska. Praca łydkami jak i wodzami Oliviera skłoniła ją do zaokrąglenia nie tylko wyciągniętej ku dole szyi, ale także do zaokrąglenia grzbietu. Na woltach była z początku nieco sztywna, jednak wraz z powtarzaniem figur wyginała się coraz lepiej i chętniej, nie wypadając łopatką ani zadem, wpisując całe ciało w porządne łuki.
Po dostaniu sygnału od razu przeszła do kłusa, robiąc to płynnie. Poruszała się żywym tempem, takim jakie oczekiwał od niej chłopak. Coraz bardziej zaczynała angażować w pracę zad a tyle kończyny głębiej wkraczały pod kłodę, zaś cała sylwetka Inso stawała się coraz bardziej zaokrąglona. Na wszelakich łukach zachowywała się podobnie jak w stępie, wraz z upływem czasu Olivier mógł wyczuć poprawę, robiła to wszystko z większą dokładnością. Nie traciła na nich wcześniej wyrobionego tempa, pozostawała w równowadze.

Oliver Pelerieux - 2018-07-14, 19:59

Bardzo przyjemnie współpracowało mi się z Insostenible. Zresztą pewnie czuła ten entuzjazm w moich ruchach i emocjach, bo podobnie jak ona byłem rozluźniony i pozytywnie nastawiony. Nie omieszkałem się też wspomnieć o tym na głos, w którymś momencie chwaląc Inso za jakieś trudniejsze ćwiczenie - jak na przykład pójście łopatką do wewnątrz przez parę metrów wzdłuż ściany. Ćwiczenie niby typowo ujeżdżeniowe, ale lubiłem je wplatać w treningi skokowe, bo pomagało się porządnie rozgrzać koniowi.
Przed galopem zwolniłem na chwilę do stępa, w którym zmieniłem kierunek przez przekątną, umożliwiając siwej stęp swobodny na długiej wodzy. Była to dla niej chwila odpoczynku, którą przeciągnąłem do pół minuty, po których wróciliśmy do pracy.
Po chwili kłusa poprosiłem siwą o galop, po zagalopowaniu przechodząc do odciążająco półsiadu. Zależało mi na tym by utrzymać wyczuwalną tendencję do podnoszenia pleców, które przecież musiały się dobrze rozgrzać przed skokami; dopiero po wstępnym rozgalopowaniu Inso na dwie strony (ze zmianą nogi przez kłus i środek hali) usiadłem w siodło chcąc się trochę "pobawić" ujeżdżeniowo, choć nie było to nic wielkiego. Ot, sprawdzałem przepuszczalność i reakcję Inso na dodanie i skracanie. Podczas tego pierwszego otwierałem się mocniej w biodrach, dosiadem zachęcając klacz do otwarcia się w galopie, a podczas tego drugiego brałem ją lekko na siebie, generalnie starając się dojść do tego, żeby odpowiadała na jak najlżejsze sugestie.

Insostenible - 2018-07-15, 14:52

Ona również odczuwała pozytywne odczucia jeśli chodzi o pracę pod Oliverem, który był dokładny w tym co robił i wysyłał jej wyraźne, zrozumiałe sygnały, przez to nie było pomiędzy nimi żadnych nieporozumień. Pochwały także nie jej nie umykały, motywowały i dawały do zrozumienia, że dobrze wykonuje zlecone przez chłopaka polecenia. Pomimo, że jej dziedziną były skoki, to nie oznaczało to, że takie ćwiczenia jak łopatka do wewnątrz była dla niej czymś wielce trudnym, była dobrze wyszkolona, a takie rzeczy BARDZO często były wplatane w jej treningi.
Przeszła sprawnie do stępa, od razu korzystając z długiej wodzy i wyciagając maksymalnie szyję. Nie czuła jednak potrzeby zwalniania, więc mimo, że była to dla niej przerwa, to dalej stępowała aktywnie. Po zmianie kierunku przez przekątną i po chwili spędząnej na kłusowaniu nadszedł czas na galop. Przeszła w wyższy chód, wyraźnie akcentując pierwszą foule, która była mocno pod górę. Szła swoim spokojnym tempem, jednak nie było ono zbyt wolne; galop był widocznie okrągły, a zaangażowany zad znacznie wspomagał jej uniesienie i uwypuklenie pleców, na czym tak zależało Oliverowi.
Dodania szły jej nad wyraz dobrze, podczas robienia ich Inso wydłużała swoje ramy a kroki galopu były poszerzone i z większym impulsem. Skracanie szło jej nieco gorzej, zwłaszcza, że była z natury dość długa i dodania wyglądały u niej zdecydowanie lepiej. Wystarczyło po prostu poświęcić nad tym więcej czasu, żeby wyglądało to bardziej efektownie.

J.J. Wrens - 2018-07-15, 20:17

Kiedy mama przywiozła Pana Jeremy'ego do stajni, ten od razu rzekł, że chce obejrzeć jak skacze wujek Oliver na jego ulubienicy. W małej saszetce w dinozaury miał ukryte dla siwej klaczy 4 marchewki, które zabrał z kuchni mamy i chyba tego nie zauważyła. Tym bardziej, że kiedy tylko mama rozpięła jego fotelik w samochodzie, ten udał się biegiem w stronę hali, gdzie jak dowiedział się od Jess, znajdowała się trenująca para. Na nic były krzyki i groźby powrotu do domu - z otworzoną buzią, rozwianymi blond włosami i czerwonymi od zmęczenia polikami, biegł w kierunku hali rekreacyjnej, przeskakując przy tym przez walające się gdzie-niegdzie przedmioty, cmokał przy tym i układał rączki, jakby trzymał wodze, bo w końcu trening jeźdźca trwa cały czas. Dotarłszy na halę przystanął, odetchnął głęboko i krzyknął. - Wujku! Wujku! Cześć! - Po czym starał się zwrócić na siebie uwagę podskokami i machaniem rączką. Kiedy tylko dostał odzew popatrzył na piękną Insostnible i skulił rączki przy sobie, obejmując policzki piąstkami, które lekko uniosly jego i tak okrągłe, dziecięce policzki. Popatrzył tak chwile, jak pięknie wujek jeździ i pobiegł w kierunku stojących schodków do wsiadania, by usiąść na nich i obserwować trening w ciszy i zafascynowaniu.
Oliver Pelerieux - 2018-07-15, 21:53

Mając na uwadze taką, a nie inną budowę klaczy, nie wymagałem od niej stu procentowej dokładności na "już". Uzyskawszy jedno z lepszych skróceń, poklepałem Inso po wewnętrznej stronie szyi i lekko ją wypuściłem w dół, poprzez taką nagrodę pragnąc podkreślić, że właśnie o to mi chodzi. Nie chciałem jej zniechęcać nieskończoną ilością powtórzeń, bo to do niczego nie prowadziło.
Zająłem się więc tym samym, tylko z udziałem przeszkód, które były jednocześnie wprowadzeniem skoków w dzisiejszą jazdę. Równym, wyjściowym tempem galopu naprowadziłem siwą na linię dwóch stacjonat, między którymi mieściło się dokładnie sześć foule z takiego tempa galopu. Nie były one wysokie, ale to nie wysokość miała być dla siwej wyzwaniem.
Naprowadziłem ją na środek stacjonaty, spokojnie prowadząc dosiadem, ze spokojną ręką i górą ciała. Siwa była takim koniem, z którym nie trzeba było walczyć, więc jazda na niej zwykle wyglądała właśnie tak. Przynajmniej na tych niedużych wysokościach.
W wymierzonym punkcie dałem Inso łydkę, a gdy się odbiła, podążyłem za jej ruchem stając w strzemionach, bez nadmiernego wychylania się w przód. Po skoku wróciłem w siodło, wzrokiem już sięgając drugiej stacjonaty w linii; w razie potrzeby półparadą upomniałem Inso, pragnąc się jednak zmieścić w tych sześciu foule, po których znowu nadeszła pora na skok. Po wykonaniu tego ćwiczenia krótko pochwaliłem hanowerkę, a potem najechałem na linię raz jeszcze, z drugiej strony. Dopiero za trzecim razem wprowadziłem nowość - rozjechałem linię nie na sześć, ale na pięć foule, zaś przy kolejnym powtórzeniu na siedem krótkich, co było już trudniejsze.
Właśnie wtedy na halę przyszedł JJ, akurat w momencie, w którym oddawaliśmy skok nad drugą stacjonatą. Lądując, obejrzałem się na chłopca. - Cześć, JJ! - Zawołałem, także się uśmiechając i na chwilę wjeżdżając na ścianę, na której to poklepałem Inso po szyi, chwaląc za - tak pozwolę sobie przyjąć - udane wykonanie ćwiczenia.
Nie przeszkadzało mi, że Jeremy kręcił się po hali. Powiedzmy, że odkąd jeździłem dla Jessie... Przywykłem do tego, jak do wielu innych rzeczy. Czasami wręcz czułem się częścią tej pokręconej rodziny. :lol2: Konie nie zawsze się cieszyły z takiego towarzystwa, ale byłem pewien, że Insostenible, nawet jeśli wzdrygnęła się przez to nagłe wtargnięcie, to lada moment zapomni.
Rozgrzawszy klacz przed skokami, zwolniłem do kłusa, a po żuciu z ręki na kole, na stępa, dając jej dłuższą wodzę i czas na odsapnięcie przed skokami na ustawionym parkurze. Korzystając z tej przerwy, podjechałem stępem do siedzącego na schodkach JJ'a, żeby mógł się przywitać z Inso. - Chcesz wsiąść jak skończę jeździć? - Zapytałem, wiedząc, że chłopcu sprawia to sporo radości. Inso zresztą wciąż była bardziej jego niż moja, więc tym bardziej miał prawo by przejechać się na "swoim" koniu. :lol:

Insostenible - 2018-07-15, 22:41

Wypuściła głośno powietrze gdy ją pochwalił i z chęcią weszła na niższe ustawienie, wyciągając nieco bardziej pysk przed siebie. Inso w gruncie rzeczy tak szybko się nie nudziła, ale rzeczywiście powtarzanie jednego ćwiczenia w kółko nie miało zbytnio większego sensu. Urozmaiceniem więc miały być skoki, do których chwile później przeszli.
Wyznaczonym i równym galopem kierowała się w stronę pierwszej stacjonaty, celując na jej środek. Nie wyrywała się i cały czas robiła jednakowej szerokości kroki, poruszając się stałym tempem. Po łydce sprawnie odbiła się od ziemi, nie wkładając w skok zbyt dużo energii, zważając na to, że przeszkoda nie była zbyt wysoka i oszczędzała energie na resztę treningu. Robiła to po prostu ekonomicznie, jednocześnie starając się nie zahaczyć o drąg. Miękko wylądowała, szybko po tym regulując tempo do tego wcześniej wyrobionego, tak aby zmieścić się w wyznaczonej ilości foule pomiędzy stacjonatami. Drugą pokonała równie dobrze co pierwszą, odbijając się w odpowiednim miejscu i amortyzując upadek nadgarstkami po powrocie kończyn na ziemię. Siwka poradziła sobie z ćwiczeniem na drugą stronę, robiąc to z przyjemnością i cały czas będąc skupioną na Oliverze.
Za trzecim razem pomiędzy przeszkodami bardziej poszerzyła swoje kroki, robiąc zamiast sześciu pięć, co nie było dla niej trudnością. Sprawa wyglądała inaczej, kiedy miało dość do skrócenia i zwiększenia ilości foule. Klacz z początku miała ogromną ochotę do przejścia w niższy chód, ale działania zawodnika uniemożliwiły jej to i para wkrótce znalazła się po drugiej stronie przeszkody. Na chwilę rozkojarzyła się wejściem chłopca na halę, jedno ucho kierując w jego stronę, a drugie w tył, kiedy to usłyszała głos jeźdźca. Nie trwało to jednak długo i prędko straciła zainteresowanie przybyszem, stawiając Oli'ego na pierwszym planie.
Przeszła płynnie do stępa i wjechała na koło, na którym podążając za jego ręką zeszła w dół, żując aktywnie wędzidło. Swoją drogą zdążyła już sobie zabrudzić pianą klatę, co znaczyło, że nieustannie bawiła się metalem w pysku. Na długiej wodzy stępowała po placu, parskając kilkakrotnie. Podjechała do siedzącego JJ'a i zatrzymała się w pewnej odległości od schodów, przyglądając się mu i nawet wyciągając doń pysk, widocznie zaintrygowana małym człowieczkiem.

J.J. Wrens - 2018-07-15, 23:03

Słysząc super propozycję z ust wujka przytaknął szybciutko, aż mu grzywka spadła na oczy. Zaraz jednak ją poprawił i zeskoczył ze schodków, podchodząc pod pysk klaczy i głaszcząc jej miły pysk.
- Hej Inso! - Rzucił, widocznie szczęśliwy z widoku klaczy i uniósł swoją małą główkę na Olivera.
- Mogę dać jej marchewkę. Mam ich 4, starczy nawet na kolację! - Przytaknął z aprobatą, aby Oliver się nie martwił, że nie daj Boże, się dzisiaj JJ nie przygotował! Przygotował, trochę gorzej niż zwykle, bo zazwyczaj prócz marchewek chodził też z siankiem w dłoni,a by dać pierwszemu, lepszemu koniowi, ale dzisiaj nie zdążył go wziąć. TAK SIĘ ŚPIESZYŁ!
- Jak będę duży, będę taki fajny jak Ty! - Uśmiechnął się szeroko do mężczyzny, pokazując szereg bialutkich mleczaków i o ile ten dał mu pozwolenie, wyciągnął z nerki jedną marchewkę, którą podał dla klaczy, głaszcząc ją przy tym po pysku. Następnie odbiegł od niej i pobiegł w stronę jednej z ustawionych przeszkód, udając, ze jedzie na koniu, zaś przed samą przeszkodą się zatrzymał, zawrócił i wrócił w stronę Olivera. Jej wysokość go przeraziła, nie było opcji by skoczył coś wyższego od niego samego!
- Mój koń się zmęczył, muszę dać mu chwilę odpoczynku. - Po czym usiadł lekko zziajany na schodach.

Oliver Pelerieux - 2018-07-16, 23:25

- W to nie wątpię - zaśmiałem się, oczywiście pozwalając na to, żeby Jeremy nakarmił Insostenible marchewką. Spojrzałem tylko, czy uważa przy tym na palce, po czym poklepałem siwą po rozgrzanej szyi. - Ty to masz dobrze, co Inso? - Zagadnąłem ją, wzrokiem śledząc poczynania chłopca. - Dobrze, to wy tutaj odpoczywajcie, a my wracamy do treningu - rzuciłem, mając nadzieję, że JJ zostanie na ten czas na swoim miejscu. O ile podczas jazdy po płaskim miałem szansę zareagować na dziecko wbiegające pod konia, to podczas pokonywania parkuru wyglądało to gorzej.
Poprosiłem Inso o cofnięcie się ze dwa kroki, po czym skręciłem i wjechałem w stępie na ścianę, stopniowo wdrażając hanowerkę w przerwaną pracę. Potem przeszliśmy do kłusa, aż wreszcie do galopu, a kiedy miałem pewność, że Insostenible jest w gotowości, zajęliśmy się clou treningu, czyli skokami.
Przygotowałem nam >taki< parkur (z czego okser nr. 4 miał pod sobą sztuczną wodę) złożony z paru przeszkód, na ten moment mierzących metr dwadzieścia w przypadku stacjonat i metr dziesięć w przypadku okserów, szerokich na metr.
Jadąc szeroko na pierwszą przeszkodę, wyrównałem tempo galopu, paroma półparadami nie tylko ściągając uwagę klaczy, ale także dążąc do rozluźnienia jej. Nie chciałem żeby się spinała tudzież niezdrowo ekscytowała przeszkodami, zwłaszcza, że te z czasem miały rosnąć. Gdy wyszliśmy na wprost stacjonaty, usiadłem w siodle chcąc mieć pełną kontrolę nad najazdem. Udało mi się jednak bezbłędnie podprowadzić Insostenible pod stacjonatę, a także z powodzeniem ją pokonać. Zasugerowałem jej lądowanie na lewo, w które spojrzałem wjeżdżając na kształtny łuk, po którym prowadziłem siwą na zewnętrznej wodzy, wyginając w łydkach. Siedząc w równowadze, nie zaburzałem równowagi klaczy ani nie prowokowałem jej do kładzenia się w zakręcie, co zresztą nie powinno mieć miejsca przy naszym stosunkowo spokojnym tempie - absolutnie nie zamierzałem się tu ścigać.
Dobry najazd poskutkował pewnym podejściem pod okser, do którego pozwoliłem klaczy wyjść nieco mocniej, żeby zyskała siłę niezbędną do dokrycia tej przeszkody. Po wylądowaniu na prawo, zmierzyłem wzrokiem linię do stacjonaty. Specjalnie obrałem szerszy łuk, żeby ułatwić klaczy wciśnięcie w linię czterech (chyba? xD) równych foule. Na nic jednak się to nie zdało w sytuacji, gdy Insostenible potknęła się w galopie, nie tylko się dekoncentrując, ale również wypadając z rytmu. Zabrakło nam miejsca, ale do końca udzielałem siwej wsparcia, decydując się na skok z daleka. W siłę Insostenible nigdy nie wątpiłem, więc w tej kwestii mnie nie zawiodła, ale poprawiając zadem, musiała uderzyć o drąg, jak wywnioskowałem słysząc charakterystyczne puknięcie i uderzenie o ziemię. Nie przejąłem się tym jednak szczególnie, zwłaszcza, że miałem ważniejsze zadanie w postaci zamortyzowania lądowania, które nie było dla mnie szczególnie wygodne. Niemniej za chwilę wzięliśmy się z powrotem w garść, po dwóch foule na wprost wróciłem w siodło i wyciszyłem trochę Inso, nie zaniedbując jednak aktywności w galopie na łuku. Po wyjściu z niego pozwoliłem siwej poszerzyć ostatnie dwie foule, odchylając przy tym plecy i ściągając łopatki, ale biodrami wciąż podążając za ruchem hanowerki. Dałem jej łydkę do skoku, a kiedy się wybiła, wyszedłem za jej ruchem w niespóźniony półsiad z mocnym oparciem w strzemionach i bloczkach kolanowanych, co pozwoliło mi na zachowanie nienagannej równowagi. Oddałem siwej rękę, po czym lądując wycofałem się z powrotem w siodło, po udanym skoku wjeżdżając na ścianę i po chwili zwalniając do kłusa (piątkę sobie darując).

/Rzucam kostką jakby co.

Insostenible - 2018-07-17, 13:35

Skorzystała z okazji i podczas gdy młody ją gładził ją po pysku, ta dmuchnęła w jego dłoń ciepłym powietrzem, wcześniej biorąc spory wdech, zapoznając się jednocześnie z zapachem chłopca. Pomimo że nie rozumiała ich rozmowy, to słuchała ich, czynnie przestawiając uszy, a to w kierunku JJ, a to na Oliego. Podarowaną marchewką nie pogardziła, oczywiście zawodnik nie musiał martwić się o palce 5latka, nawet jeśli byłyby lekko wyciągnięte, to siwa zazwyczaj uważała na to, co je. Kończąc jedzenie, odchyliła chwilowo uszy, w reakcji na swoje imię. Z pewnością przytaknęłaby mu, jeśli oczywiście mogłaby mówić, ale takiej umiejętności raczej nigdy nie przyswoi :lol:
Karnie wycofała się o te parę kroków, przyciągając przy tym pysk bliżej swojej klatki piersiowej, a następnie po odbiła ponownie na ścianę, uznając to za koniec tak przyjemnej przerwy. Nie miała nic przeciwko dalszej pracy, dosyć szybko powróciła do wcześniejszego ustawienia i ponownie skupiła się w głównej mierze na Oliverze. Przeszła sprawnie do kłusa i następnie do galopu, w którym już udała się w stronę pierwszej z ustawionych przeszkód. W drodze do niej uzyskała zadowalające tempo, zachowując przy tym okrągłość foule. Nie ignorowała półparad, które pomogły w pozbyciu się ewentualnie zaistniałych spięć.
Zamknięta w pomocach pewnie galopowała na środek stacjonaty, unosząc wyżej wyciągnięty przez pion pysk. Ostatnie foule były w szersze, tak aby nabrać odpowiedniej energii do oddania skoku. Wszystko poszło po ich myśli, a klacz wylądowała wedle jego życzenia na lewą nogę, a po tym jechała na zakręt, który prowadził do dwójki. Bez problemu wpisała się ciałem w łuk, zachowując równowagę i ustalone tempo. Bez zawahania dotarła pod okser, przed nim mocniej wkraczając zadem pod kłodę, co standardowo pozwoliło jej na obszerny, okrągły skok, podczas którego prawidłowo się rozciągnęła. Po lądowaniu na prawo udała się w stronę trójki, przed którą weszła w dość łagodny i szeroki łuk. Pech chciał, że siwa podczas najazdu niefortunnie potknęła się, co totalnie wybiło ją z rytmu. Zaburzyło to ich wcześniejszy plan, więc klacz odbiła się wcześniej, niż powinna. Zrobiła to bardzo siłowo, nawet stękając przy tym głośno, co Oliver z pewnością mógł usłyszeć. Dodatkowo tylnymi kończynami strąciła drąg, przez to denerwując się automatycznie. Zaserwowała chłopakowi dość nieprzyjemne lądowanie, przy którym mocno wyciągnęła szyję ku ziemi. Ochłonęła w drodze do następnej przeszkody, wcześniej jeszcze kuląc uszy po zaistniałej sytuacji. W pełnym skupieniu oczekiwała momentu, w którym Oli pośle ją do skoku, rozszerzając dwie foule przed okserem. Skok był podręcznikowy, siwa złożyła podwozie i wyciągnęła zaokrągloną szyję, pozostając w stałym kontakcie z ręką chłopaka. Wylądowała zdecydowanie w lepszym stylu niż wcześniej i wróciła na ścianę, gdzie przeszła do kłusa, parskając co jakiś czas.

/meeh nie mam weny

Oliver Pelerieux - 2018-07-18, 22:41

Klepiąc Insostenible po szyi, pozwoliłem jej odpocząć w stępie podczas gdy pomoc z ziemi zajęła się poprawianiem rozbudowanej przeszkody i podnoszeniem drągów. Wszystkie podniosły się o dziesięć centymetrów (czyli stacjonaty 130, oksery 120); zależało mi na stopniowym złapaniu pułapu, nie chciałem zniechęcać siwej.
Gdy przeszkody były gotowe, ponownie pokonaliśmy tę samą trasę, by następnie znowu zrobić przerwę i znowu podnieść przeszkody, a także nieznacznie poszerzyć oksery (pozwolę sobie tak skrócić, żeby nie pisać w kółko tego samego :P).
Nie powiedziałbym, żeby wraz ze zwiększeniem wysokości wzrosła trudność zadania. Wymagało ono tylko większej kontroli i większej precyzji. Niczego, na co nie byłoby nas stać. Tym razem postanowiłem przejechać pełen "parkur", licząc się z tym, że każdy skok powyżej metra nabijał Insostenible "licznik". Przerwy, które jej serwowałem, zdawały się jednak być wystarczające, żeby nie przemęczyć klaczy treningiem. Tak czy inaczej, tym razem zdecydowałem się pojechać "od tyłu" i pierw najechałem na dotąd pomijany okser (5), zapewne wzbudzając tym zainteresowanie Insostenible. Od początku jadąc aktywnie, ale bez szaleństw, równo doprowadziłem ją do przeszkody, cierpliwie czekając do momentu odbicia. To pozwoliło zgrać mi się z ruchem Insostenible, co z kolei zaowocowało udanym skokiem. Lądując, położyłem nieznacznie większy nacisk na lewym strzemieniu, sugerując klaczy kontynuowanie galopu z lewej nogi. Poprowadziłem ją ku stacjonacie (3/6), cały czas pilnując równego, dynamicznego galopu oraz rozluźnienia. Nie miałem z tym większego problemu, czując, że Insostenible pozostaje pod moją kontrolą i za każdym razem na mnie czeka. Ponownie poprawnie weszliśmy w odskok, zgrywając się ze sobą i bez wysiłku przedostając się na drugą stronę stacjonaty, po której poprowadziłem Insostenible na okser, starannie rozjeżdżając linię by uniknąć błędu z pierwszego podejścia.
Pominąłem też stacjonatę, po skoku nad okserem jadąc na ten okser z wodą pod spodem, korzystając z tego, że wszystkie przeszkody mogliśmy skakać w obu kierunkach, co zapewniało niejaką atrakcję zarówno dla mnie, jak i dla Inso. Niestety nie byłem wolny od błędów i niepotrzebnie "pocisnąłem" Inso do wspomnianej przeszkody, co poskutkowało zrzutką. Wjechałem więc na koło, prosząc o podniesienie drąga w międzyczasie, jednocześnie wyciszając klacz by następnie spróbować raz jeszcze, od tej samej strony - i od razu z lepszym rezultatem, bo już bez mojego robienia głupot... Pochwaliłem Inso, generalnie starając się to robić po każdym udanym skoku.

Insostenible - 2018-07-21, 15:42

Potrząsnęła delikatnie łbem gdy ją poklepał, po tym zamykając na chwilę ślepia i westchnęła. Kilkakrotnie przemieliła wędzidło i obserwowała jak przeszkody dosłownie rosną w oczach, więc była gotowa na wprowadzone w parkurze zmiany.
Dzielnie dała sobie radę z powtórzeniem nowej trasy, również po kolejnym podwyższeniu zdawało się, że nie robiło to siwej większej różnicy. Rzeczywiście trening był intensywny, aczkolwiek przerwy były zdecydowanie odpowiedniej długości w stosunku do ilości pracy.
Nieco zdziwiło ją posunięcie Olivera, który nie dość, że zamierzał pokonać parkur od tyłu, to zaczął go od wcześniej odpuszczanego oksera, co było dla niej nowością. Takie zmiany korzystanie wpływały na przebieg treningu i nie pozwalały jej się znudzić, a tak zapewne by się stało, gdyby pokonywaliby cały czas te same ustawienie. Aktywnym, spokojnym tempem dojechała do oksera, oczywiście celując w sam jego środek podczas w pełni kontrolowanego najazdu. Chętnie oddała nad nim skok, dokrywając go i ostatecznie lądując w równowadze, oczywiście na wskazaną wcześniej przez zawodnika nogę. Pokierowała się po łuku w stronę stacjonaty, w dalszym ciągu nie ociągając się i nie tracąc tym samym tempa. Pokonawszy ją bez większych problemów, klacz pogalopowała do oksera, międzyczasie szukając wzrokiem następnej przeszkody, którą miał być właśnie on. Tym razem udało im się zmieścić i siwa odbiła się już z dobrej odległości, ciągle starając się, aby jej skoki były dobre jakościowo.
Następnie czekała ich stacjonata z wodą, do której chłopak trochę zbyt chętnie ją wysłać, przez co przed skokiem Inso zbytnio się nakręciła. Odbiła się zbyt późno i trąciła przodem o drąg, który z charakterystycznym dźwiękiem runął na podłoże. Oczywiście zdenerwowało ją to, zwłaszcza że przez chwile czuła jeszcze tego skutki, jednak za sprawą działań Oliego zdołała o tym zapomnieć. Wjechała na koło i podjęła się kolejnej próby przeskoczenia owej stacjonaty, która odbyła się już bez błędów, co skutkowało jej powodzeniem.

Oliver Pelerieux - 2018-07-23, 19:53

/Jakie prosiaczkowe chrapki <3 :lol:

Tym razem zwolniłem do stępa i pozwoliłem Insostenible odsapnąć dłuższą chwilę, podczas której pomocnik po raz ostatni podniósł przeszkody na docelową wysokość - 150 centymetrów. Gdy już były ustawione, wróciliśmy do pracy, kolejne podejście zaczynając od zagalopowania z lewej nogi. Rozmiary hali nie pozwalały na szaleństwa, w zasadzie nie było miejsca na duże tempo galopu, co czyniło to zadanie jeszcze trudniejszym. Jak nic, dzisiejszy trening miał rozwinąć u Insostenible siłę oraz skoczność, do czego zresztą dążyłem od początku, przysługując się poprawie jej techniki.
Najeżdżając na pierwszą przeszkodę, pozwoliłem klaczy wyciągnąć lekko foulę, co miało jej ułatwić pokonanie tej wysokiej przeszkody. Siedząc ze ściągniętymi łopatkami, patrzyłem przed siebie i pilnowałem hanowerki w korytarzu utworzonym z pomocy, wskazując jej jedyną słuszną drogę. Po chwili ścisnąłem jej boki łydkami, sugerując odbicie, a potem wyszedłem za jej ruchem w niespóźniony półsiad, nie tracąc oparcia na strzemionach. Po wylądowaniu na lewo, obszernym łukiem najechałem na okser, w zakręcie starając się zachować tempo i przy okazji zadbać o to, aby Insostenible pozostała przepuszczalna. Prowadziłem ją na zewnętrznej wodzy, podpierałem wewnętrzną łydką, a zewnętrzną niejako równoważyłem, kładąc mocniejszy nacisk na strzemię i tym sposobem ułatwiając klaczy zachowanie równowagi. Zostawiłem jej dwie foule na wprost przed oddaniem skoku, który należał do wysokich i dalekich - takie rozmiary przeszkód zdecydowanie wymagały więcej, co było widoczne po zachowaniu naszych ciał w locie.
Linię do trójki spróbowałem pojechać nieco szerzej niż dotąd, jak się okazało, z doskonałym rezultatem, bowiem Inso bez wysiłku przedostała się na drugą stronę. Także czwartą przeszkodę udało nam się pokonać bezbłędnie, a w dodatku widowiskowo - ustawiony pod nią rów zmotywował klacz do jeszcze wyzszego skoku, w trakcie którego pochyliłem się nad jej szyją, daleko wyciągając ręce w ślad za ruchem jej pyska. Lądując, odchyliłem się, zgrabnie balansując równowagą na strzemionach, po czym pochwaliłem siwą i kontynuowałem galop na lewo, na kolejny okser, nad którym niestety popełniliśmy błąd - równający się zrzutce. Na wszystkie skoki była to jednak jedyna zrzutka, bowiem pozostałe trzy przeszkody - wszystkie, które pierw pokonaliśmy skacząc z drugiej strony - pozostały nienaruszone.
Mnie zadowalał taki wynik jak najbardziej, więc zjeżdżając na ścianę, wylewnie pochwaliłem Inso i po rozkłusowaniu jej, przeszedłem do stępa na długiej wodzy.

Gdy po paru minutach Inso trochę ochłonęła, ponownie podjechałem do siedzącego na stołku JJ'a.
- To co, wsiadasz? - Zagadnąłem, po chwili dając mu wybór: mógł wsiąść ze mną, albo zupełnie sam. Jeśli zdecydował się na pierwszą opcję, to poprosiłem, żeby wstał, a wtedy wciągnąłem go ze schodków na siodło i posadziłem przed sobą. Jeśli to drugie, to zsiadłem i posadziłem go na grzbiecie Inso. W każdym razie cel był jeden - porządne rozstępowanie klaczy po treningu, czym zajęliśmy się niezaleznie od wybranej opcji.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group