To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tereny zielone - Plac zabaw

Ryann - 2016-08-12, 22:22

Ciemnowłosa również nie była zbyt dobra w nawiązywaniu nowych kontaktów z ludźmi. Właściwie to wciąż nie umiała pojąć tej ciężkiej sztuki, która była dla niej czymś nadzwyczaj obcym. Jej usposobienie podpowiadało jej również, że relacje międzyludzkie są czymś nienaturalnym, choć to niedorzeczność i kpina. Jak coś takiego może być nienaturalne? Mimo to potrzebowała kontaktów z innymi ludźmi - jak każdy. Bez tego człowiek zaczynał przypominać swój cień niżeli faktyczny, fizyczny obraz. Ryann właśnie tak wyglądała, ale czy się tym przejmowała? Zupełnie nie. Być może gdyby zaczęła to robić, bardziej wzięłaby się w garść, w końcu znormalniała, lecz nic z tych rzeczy. Była za słaba na takie zmiany i nie mam tu na myśli fizyczności a psychikę, która jest tak krucha jak najdelikatniejsza porcelana.
- Nie mówię, że tak nie jest. - mruknęła beznamiętnie, wzruszając lekko ramionami. - Ale ja nie lubię tam wracać i nie chcę. Jest w tym coś dziwnego? - końcowe pytanie nie brzmiało tak ironicznie, jak można by się tego spodziewać. Jakże bardzo chciała spotkać się z prawdą, która mogła być odrobinę niewygodna. Przecież to pytanie ma banalną odpowiedź, a brzmi ona „tak”. To całkowicie normalne, że ludzie wracają do swoich domów i że jest to dla nich coś na podobieństwo rutyny. Nienormalne było zaś zachowanie ciemnowłosej, która uciekała od swojego mieszkania niemal tak samo, jak ucieka się od buchającego niekontrolowanie ognia. Usłyszawszy pytanie, przekręciła nieznacznie głowę. Zeszklone i zaczerwienione od zmęczenia oczy zmierzyły sylwetkę mężczyzny, w poszukiwaniu fiolki, której wzrok nie odnalazł. Spoczął więc ponownie na twarzy nieznajomego i wtedy dziewczyna kiwnęła kilkakrotnie głową. Największa fala bólu zdążyła już przejść, lecz nastolatka nie mogła przewidzieć kiedy nadejdzie kolejna, a pulsujące uczucie pod czaszką utrzymywało się nadal. Jednak je mogła ignorować, bowiem nie było tak mocno nieprzyjemne.
Widząc jak mężczyzna siada, sama zapragnęła zrobić to samo, bowiem nogi powoli odmawiały posłuszeństwa. Powstrzymywała się jednak, właściwie nie wiadomo czemu... Ryann rzeczywiście wyglądała dość poważnie jak na swój wiek, lecz w tej powadze była również szczypta dziecięcości, która nie zdążyła jeszcze z niej ulecieć. Nic dziwnego, że brunet się mylił. Kiedy patrzyła w lustro, sama miała wrażenie, że wygląda na więcej niż ledwie 17 lat. Zmęczenie i rozmaite przejścia jednak robią swoje z wyglądem człowieka, nie tylko psychiką. Jej wzrok spoczął na wysuniętej paczce papierosów, lecz szybko uniosła głowę i na powrót zerknęła na nieznajomego.
- Nie - odparła krótko, nawet przez moment się nad tym nie zastanawiając. Kiedy opakowanie zniknęło sprzed jej nosa, westchnęła cicho i potarła dłońmi ramiona. O tej porze zdecydowanie nie było ciepło, a materiał cienkiej bluzy nie był w stanie zatrzymać takiego zimna. Poczuła jak całe ciało pokrywa się gęsią skórką, ale na tym się skończyło. Jeszcze nie drżała, a bynajmniej nie z zimna...
- Właściwie po co jeszcze tu siedzisz? Przecież cię nie trzymam, a nie wyglądasz na specjalnie zadowolonego... - wymruczała ni stąd ni zowąd, uważnie przyglądając się mężczyźnie. Już dawno zauważyła, że siedzenie tutaj nie było mu w smak. Właśnie dlatego zaczęła się zastanawiać dlaczego jeszcze nie poszedł. Sumienie? Pomyślała o tym przez chwilę, lecz wydało jej się to śmieszne. - Nic mi się nie stanie, więc wyrzuty sumienia nie muszą cię gryźć... A nawet jeśli coś się stanie to niewielka strata... - wzruszyła ramionami, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Cóż... nie znała osoby, która mogłaby tęsknić, albo cierpieć z powodu straty Ryann w jakikolwiek inny sposób.

David Harrison - 2016-08-16, 22:57

Brunet także potrzebował innych ludzi do normalnego funkcjonowania, chociaż za nic nie chciał się do tego przyznać, nawet przed samym sobą. Odtrącał tę myśl jak tylko mógł, no przecież on daje sobie świetnie radę sam. Wyparł się wszystkich dotychczasowych znajomości, żadna nie była na tyle silna ani na tyle prawdziwa, by chciał ją podtrzymywać po przeprowadzce. Wydawało mu się, że skoro lekką ręką mógł się odciąć, to równie łatwo przyjdzie mu życie samotnego wilka. Otóż okazuje się, że nie do końca był w stanie cały czas przebywać sam i może to był jeden z powodów, z których jeszcze siedział przy ciemnowłosej. Krew z nosa przestałą już jej lecieć i nie wyglądało, że miała znów zasłabnąć w najbliższych minutach, w ogóle zdawała się całkiem normalna i prawie w formie. Z wyjątkiem tych łez i bólu głowy, którego musiał się przecież domyślać po jej wszystkich ruchach. Nie musiał tu siedzieć i robił to teraz poniekąd z własnej woli, nawet jeśli wydawał się zirytowany czy zmęczony dziwną sytuacją. Był zły na siebie, że nie pojmuje całkiem sensu swojego istnienia, że nie zawsze zachowuje się tak, jak chciałby. Że nie zawsze jest w stanie być taki, jak tego oczekuje sam od siebie. Wzorce narzucone mu w dzieciństwie odbiegały od teraźniejszych pragnień i potrzeb, nie do końca wiedział, co ma z tym robić i póki jeszcze mógł, zwyczajnie spychał ten problem w kąt. Zmiatał go pod dywan. O, musi sobie kupić dywan do nowego domu...
Wyciągnął z paczki papierosa i wetknął go sobie między wyschnięte wargi, sprawnie odpalił wciągając od razu dym do płuc, przetrzymał do krótką chwilę i odwracając głowę w stronę przeciwną do Ryann, wydmuchnął go i wrócił wzrokiem do dziewczyny. Nie spojrzał na nią przepraszająco ani nic w tym guście, chociaż zapewne nie przepadała za paleniem, skoro sama tego nie robiła. Ale przecież już i tak zadawał sobie trud, żeby nie buchać jej dymem w twarz. Słuchał jej słów w skupieniu, nawet jeśli wokół panowały spokój i cisza a on nie potrzebował się zbytnio wysilać, by zrozumieć, co mówi nastolatka. Uśmiechnął się z pobłażaniem w jej stronę.
- Próbuję Cię nakłonić, żebyś poszła do domu. Albo przynajmniej nie zostawała tutaj na noc. - Nie umknęło mu kiwanie głową i najzwyklejsze oznaki, że było jej zimno. Ignorował je póki co, całkowicie świadomie, licząc na odmianę jej zdania. Noc faktycznie nie była najcieplejsza, David jednak nieźle znosił niższe temperatury i póki co nie odczuwał potrzeby ogrzania się, aczkolwiek miał nadzieję, że Ryann okaże się prawdziwym zmarźluchem i będzie skłonna nawet się przemieścić. Westchnął ponownie i po ponownym odwróceniu głowy zaciągnął się papierosem.

Ryann - 2016-08-19, 12:34

Katem oka przyglądała się jak odpala papierosa, choć w gruncie rzeczy nie było w tym nic interesującego. Przez cały ten czas milczała i tylko ciche westchnienie w pewnym momencie przerwało panującą dookoła ciszę. Poza tym ledwie słyszalnym dźwiękiem nie pokusiła się o nic więcej. W zamian za to przygryzła dolną wargę, powstrzymując szczękę od niekontrolowanego drgania. Zaczynała coraz dosadniej odczuwać chłód i wręcz czuła jak sinieją jej usta. Niemniej jednak pozostawała nieugięta. Zamierzała tkwić w tym miejscu aż do osiągnięcia stanu, który naprawdę mogłaby określić mianem kryzysowego. Kiedy w ust mężczyzny wydobył się szary obłok, mimowolnie odwróciła głowę, wcale nie licząc na to, że dzięki temu dym jej nie dosięgnie. Lekki wietrzyk popchnął chmurę w jej kierunku, nad czym żadne z nich nie miało najmniejszej kontroli. Wbrew pozorom nie miała nic przeciwko paleniu. Nie mogła narzucać innym swojej woli, poza tym każdy robił ze swoim życiem, co chciał. Ona nie mogła za nikogo decydować, więc pozostało jej znoszenie zwyczajów osób, z którymi miała akurat do czynienia. Przywykła do tego. Po chwili ponownie spojrzała na nieznajomego. Mimo, że spędzili tutaj już sporo czasu to wciąż określała go tym mianem. W końcu nie wiedziała o nim zupełnie nic, a i imię mężczyzny było jej nieznane. To jednak w niczym jej nie przeszkadzało. Nie potrzebowała takich informacji. Poza tym była przekonana, że to pierwsze i ostatnie ich spotkanie, a w takim wypadku znajomość takich podstaw jak imię jest zupełnie zbędna... Przynajmniej jej zdaniem.
- Słabo ci idzie - odparła beznamiętnym tonem, przekręcając nieznacznie głowę. W chwilę później wstrzymała na moment powietrze, ponownie odczuwając nieprzyjemne ukłucie wprost w skroń. Ów ból był tylko chwilowy, ale ciemnowłosa poczuła go bardzo dosadnie. Kiedy tylko minął odetchnęła cicho, podświadomie dziękując jakiejś wyższej sile. Chłód był w tym momencie jej najmniejszym zmartwieniem, dlatego nie przywiązywała do niego szczególnej uwagi, choć jej dłonie były już zimne niczym lód.
- Oddasz mi ją? - spytała nagle, wwiercając przenikliwe spojrzenie w mężczyznę. - Pójdę sobie, kiedy tylko ją dostanę - mruknęła, naprawdę mocno chcąc odzyskać to, co należało do niej. Wolała łyknąć tę niewielką tabletkę teraz, by zapobiec nawrotowi bólu, zamiast później, kiedy będzie już nie do zniesienia. Oferowała prosty układ, mając nadzieję, że brunet na niego przystanie...

David Harrison - 2016-08-22, 12:07

Młoda Irlandka nie była ubrana zbyt grubo i David domyślał się, że mogło zacząć być jej zimno, skoro od jakiegoś czasu nawet nie zmieniała pozycji. On sam zaczął nieco dotkliwiej odczuwać chłód nocy na własnej skórze, chociaż nigdy nie cierpiał z powodu zimnych temparatur tak bardzo, jak inni ludzie. W zaistniałej sytuacji nie martwił się o swoje zdrowie, nie sądził bowiem, że może się przeziębić. Nie wiedzieć jednak skąd pojawiło się w jego głowie przeczucie, że nastolatka jest mniej odporna na wszelkie czynniki chorobotwórcze, zwłaszcza, że mogła być osłabiona, skoro jeszcze przed chwilą tamowali krew z jej nosa i w ogóle mało brakowało, a jeszcze by omdlała. Nie miał pojęcia, czy ciemnowłosa zdaje sobie w tym momencie sprawę z własnej podatności na co najmniej przeziębienie i chociaż zapewne normalnie przeczekałby, aż porządnie nie zmarznie, by być skłonną iść do domu, coś nie pozwalało mu na takie zachowanie tym razem.
Faktycznie szło mu na razie słabo, nie był tak chamski i zdeterminowany jak zazwyczaj. Przy jej uporze i niezrozumiałej niechęci do własnego mieszkania mogło się zdawać, że Niemiec jest na przegranej pozycji, jednakże cały czas był zdania, że ma kartę przetargową. Fiolkę. Nie skomentował jej złośliwej uwagi, uśmiechnął się za to niemalże tryumfalnie, słysząc pytanie o wiadomy przedmiot. Zamiast odpowiedzieć, w milczeniu ustawił się do niej ponownie bokiem i zaciągnął się kilka razy głębiej papierosem, w ten sposób docierając do jego połowy. Cały czas bez słowa uniósł dosyć sprawnie cztery litery, zaciągnął się po raz ostatni i jeszcze wydmuchując dym zgasił fajkę o ziemię. Odrzucił resztkę pod zjeżdżalnię i dopiero kiedy się wyprostował, wrócił spojrzeniem do Ryann.
- Chodź, wstawaj. - Mówiąc te słowa wyciągnął w jej stronę dłoń, która to chętnie usłuży pomocą przy podnoszeniu się. Dostrzegając jednak zapewne niemrawą minę ciemnowłosej, uśmiechnął się wręcz zachęcająco by zaraz odezwać ponownie, nie dając tym samym możliwości na natychmiastową odmowę. - Dam Ci tabletkę. Później dostaniesz wszystkie, jak tylko stąd pójdziemy.
Zdawało mu się, że propozycja jest nie do odrzucenia. W końcu nie tylko obiecał, że zwróci jej tę tak bardzo pożądaną przez nią fiolkę, ale też nawet nie wspomniał słowa o jej domu, co w domyśle mogło oznaczać, żewcalenie zmusza jej, by zgodziła się pójść właśnie tam. W gruncie rzeczy brunet chciał po prostu odeskortować ją do miejsca, w którym nie będzie na tyle dziwnie i niebezpiecznie, co na placu zabaw o tej porze. Doskonale wiedział, że po takich okolicach nierzadko kręcą się podejrzane typy.

Ryann - 2016-08-25, 21:55

Brak jakiegokolwiek komentarza odnośnie jej uwagi nawet cieszył ciemnowłosą. Ta uszczypliwość wyszła z niej niekontrolowanie, w gruncie rzeczy nie miała ochoty na słowne sprzeczki. Niemniej jednak już brak odpowiedzi na pytanie wprawił ją w zdenerwowanie. Zmarszczyła brwi i z niezadowoloną miną spojrzała w stronę mężczyzny, któremu takie postępowanie najwidoczniej sprawiało frajdę. Niewiele dzieliło ją od chęci wydrapania mu oczu. Ta zachcianka stała się jeszcze mocniejsza, gdy ujrzała na twarzy bruneta ten pełen satysfakcji uśmiech. W dodatku prowokował ją swoją postawą, która jawnie ją ignorowała. Jeszcze nie próbowała samodzielnie zabrać mu fiolki tylko z tego względu, że przeczuwała jak się to może skończyć. Przecież mężczyzna na pierwszy rzut oka był od niej silniejszy i zdecydowanie wyższy. Poza tym był zdeterminowany tak samo jak ona. Te czynniki z góry stawiały dziewczynę na przegranej pozycji. Nie podejrzewała, by nieznajomy mógł jej ulec w razie ataku, choć kto wie? Kiedy brunet odwrócił się doń bokiem, sama przestała na niego patrzeć. Mina dziewczyny wciąż wskazywała na jej niezadowolenie i poirytowanie, które odczuwała i wcale nie zamierzała się z tym kryć. Czuła się w pewien sposób poniżona, chociaż to chyba złe określenie... Kątem oka spojrzała na mężczyznę, gdy zmienił spoją pozycję. Przyglądała mu się ukradkiem, dopóki nie wstał i nie zagadnął do niej. Wówczas odwróciła głowę i z wciąż naburmuszoną miną zmierzyła go z dołu do góry. Mimowolnie zerknęła na wyciągniętą w jej stronę dłoń, ostatecznie się poddając. Westchnęła ciężko i złapała mężczyznę swoją lodowatą dłonią, powoli się podnosząc. Gdy już stała, otrzepała się z wszelkich śmieci.
- Daj - mruknęła, wyciągając rękę po tabletkę. - Daj więcej niż jedną - dodała po chwili, przeczuwając, że jedna może być niewystarczająca.

// Na więcej mnie nie stać ._.

David Harrison - 2016-09-02, 23:54

/ e tam, dobrze się czyta; ja znów telefon D:

Zdawał sobie sprawę, że trochę nieładnie z nią igrał, jednakże chcąc osiągnąć swoje musiał najzwyczajniej w świecie pokazać jej swoją wyższość w tej sytuacji i tym samym udowodnić, że chociażby właśnie jego przewaga jest wystarczającym powodem, aby go usłuchać. Póki jeszcze jest w miarę uprzejmy i nawet skory do negocjowania. Dyplomatą to on nigdy nie zostanie, aczkolwiek słyszał wielokrotnie, że bardzo wiele można osiągnąć, po prostu będąc miłym i proponując co raz to nowe półśrodki, za każdym razem bardziej wydające się sprzyjać rozmówcy, w gruncie rzeczy cały czas pozostające jednym i tym samym rozwiązaniem. Taki kamuflaż.
Pomógł jej oczywiście wstać, kryjąc przy tym nie tylko grymas niezadowolenia związany z dotykiem lodowatej dłoni, ale też ogólne zdziwienie lekkością dziewczyny. Co prawda na pewno nie oparła na nim całego swojego ciężaru podczas podnoszenia, jednakże nacisk na jego dłoń wydał się o wiele za mały jak na fakt, że jednak korzystała z pomocy przy wstawaniu. Może ją nakarmić?
Wyciągnął fiolkę z kieszeni i po zręcznym uchyleniu wieczka wysypał na swoją rękę dokładnie dwie tabletki. Zrobił to łypiąc podejrzliwie na Ryann, bądź co bądź nie wiedział cały czas na pewno, co to za medykamenty i jaka powinna być ich jednorazowa dawka, o ile w ogóle nastolatka mogła je zażywać. Ale cóż, słowo się rzekło i na pewno złym pomysłem byłoby odciąganie dania jej rzekomego leku na później. Westchnął, wyciągjąc w towarzystwie tego dźwięku łapsko z wiadomą zawartością w stronę jej dłoni, by móc jej przekazać te odmierzone dwie tabletki. Uznał, że nie powinna mieć chyba problemu z przejęciem pigułek z ręki do ręki, nie wyglądała mu na kogoś, kto przesadnie dba o higieniczność takich sytuacji. Chociaż przecież Harrison mógł się równie dobrze mylić, nawet było to bardzo prawdoodobne, znając jego szczęście.
- Udanie się w jakie miejsce Cię satysfakcjonuje? - Rozejrzał się wymownie po placu zabaw by zaraz ponownie wrócić wzrokiem do ciemnowłosej. - Byle nic w tym klimacie. - Zastrzegł, ściągając przy tym brwi dla podkreślenia swojego stanowiska co do przebywania nocą w takich jak ta miejscówkach. Zwłaszcza, jeśli jest się niemalże bezbronną i niezbyt silną dziewczyną. Albo może i dziewczynką?

Ryann - 2016-09-03, 15:00

Spojrzenie dziewczyny było utkwione w niewielkiej fiolce, którą dzierżyła w dłoni nie ta osoba, która powinna. Niemniej jednak ciemnowłosa nie zamierzała o nią walczyć, wiedząc że i tak nie ma najmniejszych szans na wygraną w takim starciu. Nie miała ani odrobiny siły, by chociaż spróbować podjąć atak. Pewnie gdyby nie ta świadomość działałaby całkiem ślepo, tylko ten drobny szczegół odwodził ją od takich postępowań. Była tak mocno uzależniona od leku i przyzwyczajona do posiadania tej nieszczęsnej fiolki, że w momencie jej odebrania, nastolatka wpadała w panikę. Na szczęście nie działo się to zbyt często i chyba tylko dlatego tak doskonale pamiętała sytuację ze szpitala. Wtedy oprócz lekarza ucierpiała również ona sama, choć w jej przypadku był to bardziej psychiczny ból. Nie przejęła się spojrzeniem mężczyzny, nawet na moment nie podnosząc wzroku na jego twarz. Jej spojrzenie uparcie wwiercało się w szklany pojemniczek, którego wieczko zostało uchylone. Przebrała nerwowo palcami, gdy na dłoń bruneta wydostały się dwie, niewielkie tabletki. Mimo jego obietnic nie ufała mu w pełni i była przygotowana na zmianę zdania. Przez to czuła się... zestresowana. Ów uczucie napędzało ból głowy, który do tej pory ledwie odczuwalny, teraz znów zaczął się zwiększać. Skonie ciemnowłosej zaczęły pulsować delikatnie, co starała się ignorować. Nie mogła się skupiać na tych nieprzyjemnych odczuciach, bowiem gdyby tak się stało doskwierałyby jej dwa razy mocniej. Widząc jak ręka mężczyzny przesuwa się w jej kierunku, wyciągnęła swoją drobną dłoń, do której po chwili przedostały się tabletki. Owszem, nie miała problemu z takimi błahostkami, nie była pedantką. Przeniósłszy obydwie tabletki do ust, przełknęła je bez większego problemu, dopiero teraz spoglądając na Davida. Jego pytanie skłoniło dziewczynę do chwilowego zastanowienia, które ostatecznie i tak odrzuciła, w odpowiedzi tylko wzruszając ramionami.
- Podobno miałeś mnie odprowadzić do domu... - mruknęła niemrawo, teraz poddając się już nawet temu. Była tak zmęczona, że chyba nie miała już sił podejmować dalszej walki o swoje miejsce pobytu. Mogła potulnie wrócić do domu i tam spędzić resztę nocy, cały poranek i zapewne resztę dnia, o ile coś ponownie nie zakłóci jej spokoju. Co prawda powinna się czuć nieco pewniej i bezpiecznej we własnym kącie, bowiem towarzystwa tam dotrzymywał jej pies, ale ten czasem lubił znikać. Nie przyszedł z nią tutaj i zapewne w domu również go nie było, a może już czekał pod drzwiami kamienicy? Ryann wiedziała, że Baroque zawsze wracał, bez względu na to kiedy i na jak długo się zapodziewał. Zastanawiała się nad tym przez chwilę, ostatecznie otrząsając się z chwilowej nieobecności. Wówczas znów łypnęła na nieznajomego i mimowolnie przygryzła dolną wargę.
- To znaczy... Trafię sama - wydukała jak najszybciej potrafiła. Nikt nie musiał odprowadzać jej do mieszkania, znała drogę i mimo swoich obaw, była w stanie dostać się tam samodzielnie.

Aiden Craven - 2016-12-12, 23:32

Od hallowen zdążyło już minąć trochę czasu, ale Aiden dopiero parę dni temu odezwał się do poznanej na imprezie Isabelle. Od słowa do słowa zaproponował jej spotkanie w parku, kierując się najzwyklejszą w świecie chęcią rozwinięcia tej znajomości. Miał ku temu dość prozaiczne przesłanki - raz, że brakowało mu znajomych w jego wieku, dwa, że potrzebował oderwać się od swoich problemów i trzy, po prostu zaciekawiła go w jakimś stopniu ta postać. Chociaż nie zdążyli wymienić ze sobą zbyt wielu słów, to Aiden czuł coś na rodzaj nici porozumienia. Może dlatego, że Isabelle nie tryskała entuzjazmem i zdawała się zmagać z czymś równie trudnym co blondyn...?
Przyszedł na plac o umówionej godzinie i czekając na znajomą, usiadł na jednym końcu dwuosobowej huśtawki, popadając w chwilowe zamyślenie.

Isabelle - 2016-12-12, 23:44

Wybierając się na imprezę hallowenową nie sądziła, że wyniesie z niej jakieś nowe znajomości warte rozwinięcia. Co prawda było tam kilka ciekawych jednostek, jednak dziewczyna nie należała do osób, które wychodzą z inicjatywą jako pierwsze. Przeważnie przez to traciła okazje do nawiązywania ciekawych relacji, jednak zdawała się nie przejmować. Tym razem jednak stało się zupełnie odwrotnie, bowiem otrzymała zaproszenie na spotkanie od chłopaka, którego poznała właśnie na imprezie u Aaren. Przyjęła je, tłumacząc sobie tym, że przecież nie ma nic do stracenia.
Zjawiła się na umówionym miejscu kilka chwil po Aidenie, zastanawiając się przy okazji dlaczego ich spotkanie miało miejsce w tym dość... specyficznym miejscu.
~ Cześć. - przywitała się, po chwili posyłając blondynowi przyjazny uśmiech. Podchodząc bliżej bez wahania zajęła drugie z miejsc na huśtawce, przytrzymując rękoma dwa metalowe łańcuchy.
I tu znów zaczynał się znany jej już od dawna problem: co teraz? :lol2:

Aiden Craven - 2016-12-13, 00:10

Dostrzegłszy znajomą postać, natychmiast porzucił nękające go myśli, jakby nie dotyczyły niczego istotnego. - Cześć - odpowiedział, odwzajemniając uśmiech. Gdyby go spytać, nie potrafiłby przedstawić planu spotkania, bo takowy nie istniał. Nie miał przygotowanych tematów do rozmowy, nie było nawet niczego, o co mógłby chcieć zapytać. Wychodził z założenia, że temat do rozmowy wyniknie sam. - Nie wiedziałem co lubisz robić albo jeść, dlatego takie miejsce - usprawiedliwił się na początku, jak zawsze z rozbrajającą szczerością. - Co tam? - Zagaił luźno, odpychając się od ziemi by wprawić huśtawkę w ruch.
Isabelle - 2016-12-13, 02:44

Zlustrowała go wzrokiem, usadawiając się wygodnie na huśtawce. Zaczęła delikatnie się huśtać, odpychając się stopami od ziemi. Skoro już miała okazję, żeby umilić sobie czas w ten sposób, to czemu miałaby nie skorzystać?
~ Nie ma problemu, w sumie nawet mi się podoba. - odpowiedziała, wzruszając ramionami. Była co prawda już nieco za stara na takie miejsca, ale kogo to obchodzi? Każdy, niezależnie od wieku, ma w sobie wewnętrzne dziecko, wystarczy go tylko poszukać. Poza tym, kto odpuściłby sobie okazję pobujania się na huśtawce?
~ Tylko trochę zimno. - dodała po chwili, wzdychając. Nie przepadam za aktualną porą roku. Zdecydowanie zbyt szybko zachodził słońce i wszystko jest takie szare i ponure. - stwierdziła, delikatnie sie krzywiąc. Po chwili jednak znów się uśmiechnęła.
~ U mnie w porządku, żyję, jak widać. W sumie cieszę się że wyrwałeś mnie z domu. Ostatnio wręcz z niego nie wychodzę. A u Ciebie? Czym się ostatnio zajmujesz? - zapytała, przyglądając się mu i ze szczerym zainteresowaniem czekając na odpowiedź.

Aiden Craven - 2016-12-13, 22:30

Nie wziął pod uwagę tego, że oboje byli nieco za duzi na tego typu rozrywki. Jesień i zima były jednak jedynymi porami w roku, w których można było przyjść na plac zabaw, unikając krzywych spojrzeń dzieci, które najchętniej okupowałyby wszystkie obiekty naraz. Było po prostu zbyt chłodno i szybko się ściemniało, by uświadczyć tu jakiekolwiek dziecko o popołudniowej/wczesno wieczornej porze. - Możemy się później przejść - zaproponował, chowając nieco czerwone z zimna ręce do kieszeni, gdy już dostatecznie udało mu się rozbujać huśtawkę. - To fakt, ale z drugiej strony można robić fajne rzeczy. Czekam aż otworzą lodowisko - uśmiechnął się na samą myśl o możliwości pojeżdżenia na łyżwach, na co czekał okrągły rok. Nie mówiąc już nic o ewentualnym wyjeździe na narty, ale ten póki co stał pod olbrzymim znakiem zapytania i nie zapowiadało się, by cokolwiek miało ruszyć w tym kierunku. - No co Ty? Dlaczego tak? - Dopytał, po czym westchnął krótko, gdy przyszło mu odpowiedzieć na to samo pytanie. - Eh, szkoda gadać. Ostatnio wszystko jest nie tak - przyznał i chociaż nie chciał się żalić, to musiał zrzucić z siebie chociaż część ciężaru, który tłumaczyłby jego dość spokojne zachowanie, w porównaniu do tego co zwykle prezentował.
Isabelle - 2016-12-14, 00:28

Zacznijmy od tego że za dziećmi też nie przepadała. Wprawiały ją w stan takiego osłupienia, że wolała uciec, niż musieć z nimi przebywać. Nigdy nie miała podejścia do dzieci, toteż nie planowała także mieć ich w przyszłości. A przynajmniej aktualnie nie zamierzała.
~ No dobra, tylko gdzie? - zapytała, nie mając zupełnie żadnego pomysłu na miejsce, gdzie mogliby się udać, gdyby zimno dokuczało im zbyt mocno.
Zamilkła na kilka sekund, słysząc jego kolejne słowa. Wbiła wzrok przed siebie w bliżej nieokreślone miejsce.
~ W sumie to... nigdy nie jeździłam na łyżwach. - przyznała się, po chwili uśmiechając się pod nosem. W sumie może warto byłoby spróbować, skoro wcześniej nie miała okazji.
~ Sama nie wiem. Nie jestem zbyt towarzyska, krępuje mnie duża liczba ludzi, w szczególności obcych. - stwierdziła, po chwili lekko się krzywiąc, z delikatną nutą niepewności w głosie. Nie wiedziała do końca jaka będzie jego reakcja. Wyśmieje ją? Nigdy nie uważała się za szczególnie interesującą osobę.
~ Jeśli ma Ci to ulżyć, to możesz to z siebie wyrzucić. - dodała po chwili, przenosząc na niego spojrzenie.

Aiden Craven - 2016-12-14, 01:15

- Nie wiem. Do jakieś knajpki? - Wydawało mu się to najrozsądniejszym miejscem, tym bardziej, że przecież wcale nie musieli pić alkoholu. Jeśli dobrze pamiętał, Isabelle za nim nie przepadała, a mogli tam siedzieć do późna i nie marznąć. - Mogę Cię nauczyć, jeśli chcesz - zaoferował się, uśmiechając przy tym przyjaźnie. - Już myślałem, że coś się dzieje - odpowiedział, dając jej do zrozumienia, że jest w stanie zrozumieć jej postawę, chociaż sam był duszą towarzystwa. Nie widział jednak niczego śmiesznego czy dziwnego w trybie życia Isabelle. Skoro dała się namówić na wyjście, to nie było z nią jeszcze tak źle. - Pokłóciłem się z ojcem. Doszło do tego, że zmienił zamki, więc możesz sobie wyobrazić, jak to ostatnio u mnie wygląda. - Wyjaśnił pokrótce swoją sytuację, nie myśląc o tym, że pewnych rzeczy nie mówiło się... nieznajomym? W gruncie rzeczy nie znał przecież za dobrze Isabelle, ale z drugiej strony, komu innemu mógł o tym powiedzieć? Przecież nie kuzynce, która pewnie próbowałaby rozmawiać z jego ojcem na ten temat.
Isabelle - 2016-12-14, 01:38

~ Niech będzie. - zgodziła sie po chwili namysłu, choć nie była w stu procentach przekonana. Mimo to postanowiła odepchnąć na bok niepewności i po prostu cieszyć się chwilą. Wbrew pozorom w głębi duszy cieszyła się na ten mały wypad który wyrwał ją z rutyny codzienności.
~ Może kiedyś... - odparła, jednak jej postawa dawała do zrozumienia, że na razie nie jest tym zainteresowana na tyle, by to zrobić. Nie była osobą, która lubi próbować nowych rzeczy. To znaczy chciałaby, ale coś w środku jej na to nie pozwala, żeby się przełamać i zrobić krok naprzód samej.
~ Dziele? Skądże. Chyba tylko tyle, że nie mam życia towarzyskiego. - wybuchnęła śmiechem, przymrużając przy tym zielone oczy. Czasem jej to przeszkadzało, ale jakoś nigdy nie czuła sie częścią społeczności. Zupełnie jakby była poza tym całym kręgiem, nie umiejąc się dopasować do żadnej z grup. Westchnęła po chwili cicho, zdając sobie sprawę, że mieszka w tym mieście już jakiś czas i na dobrą sprawę ni nawiązała zbyt wiele relacji.
~ Rany... Nieciekawie. Ale masz gdzie mieszkać? - zapytała odruchowo, przenosząc na niego spojrzenie, które do tej pory skierowane było gdzieś w dal. Miała nadzieję, że chłopak mimo wszystko posiada stałe miejsce zamieszkania, tym bardziej, że zbliżała się zima.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group