To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Mały maneż

Watchman - 2017-08-10, 12:06

Nie chcąc przeszkadzać i nie chcąc by im przeszkadzano... W końcu towarzystwo innych par pewnie zmusiłoby amazonkę do zawalczenia o uwagę karusa, przynajmniej na samym początku pracy. Wybór małego maneżu był być może właściwy, bo pozwalał na dopracowanie niektórych elementów przed zawodami w pełnym skupieniu...
Przez chwilę Watch stał i czekał, bo uznał, że amazonka zaraz wskoczy na jego grzbiet - nie zwrócił uwagi, że tym razem nie ma z nimi żadnego stajennego. Dlatego chwilę zajęło mu zrozumienie, że nie musi wcale stać. Dlatego postawił uszy i ruszył w kierunku przeszkód, starając się mieć Jessie cały czas na oku. Szedł napięty jak struna, jak okazujący siłę agresor, tak sztywno podczłapywał do przeszkód, które okazywały się nie być niczym groźnym a do tego wręcz emanowała od nich ignorancja - jakim cudem przedmioty martwe nie reagują na jego popisy siły i nie poddają się od razu? Raz zdarzyło mu się uskoczyć na bok, bo skręcił nierozważnie ku przeszkodzie, która wydawała się być inna. Ktoś po prostu zapomniał butelki wody i teraz na plastiku odbijały się promyczki słońca, więc Watchman mógł tylko uskoczyć przed takim atakiem! Tuląc uszy, pochylił łeb i ostrzegawczo kłapnął zębami przed butelką. Trzymał jednak bezpieczną odległość, tak na w razie czego... Bo mimo wszystko tak w środeczku trochę się bał, że to nieznane, więc pewnie i strasznie niebezpieczne! Wycofał się z tej nieprzyjemnej konfrontacji z plastikiem i zjawił się tuż przy Jessie. Przy amazonce kompletnie odzyskał rezon, szczególnie, że ona robiła z tymi przeszkodami co tylko chciała! Był pod wrażeniem jej odwagi, siły i w ogóle całej tej magii panowania nad światem.
Bez problemu dał jej zająć miejsce na swoim grzbiecie, od razu przyjął energiczny stęp od amazonki wymagając może nie tyle kontaktu, ile decyzyjności. Nie był najsamodzielniejszym koniem świata, więc po prostu czekał na informacje, gdzie teraz ma skręcić, jak iść. Jeśli takowych nie dostał to po prostu maszerował po udeptanym śladzie, zdecydowanie spokojniejszy, bo zapoznał się już przecież z parkurem. Czasem tylko zerkał ku tej złowrogiej, plastikowej butelce, zapewne zapomnianej przez kogoś. Musiał kontrolować czy bestia grzecznie stoi na swoim miejscu...

Jessie - 2017-08-11, 17:02

Na jego "starcie" z plastikową butelką zareagowała jedynie pobłażliwym uśmiechem, nie traktując jej jako zagrożenie do tego stopnia, że zapomniała jej odłożyć na bok zanim wsiadła na konia. W rezultacie butelka wciąż stała pod jedną z przeszkód, które mieli dzisiaj skakać, także później może być interesująco.
Póki co jednak Jess była zajęta stępowaniem. Wyznaczała ogierowi kierunki, często je zmieniając przez szerokie półwolty, środek maneżu lub jego przekątne. W rezultacie te parę minut rozbiła na dwie równe części, tak by Watchman miał szansę postępować w obu kierunkach po równo. Wówczas mogła zaprosić go do kłusa, w dalszym ciągu w niskim ustawieniu (choć nie wymagała od niego schodzenia głową powyżej jego możliwości), do którego zachęcała konia poprzez dojeżdżanie go do ręki, która pulsacyjnym ruchem na wewnętrznej wodzy zachęcała do opuszczenia nosa i zabawy wędzidłem. Zawodniczka była jednak skupiona przede wszystkim na pracy zadu wierzchowca, bo właśnie od tego zależał prawidłowy przepływ energii. Z tego względu na razie anglezowała, łydkami pilnując aktywnego kroku, ale nie nadużywając ich, co by nie znieczulić na nie Watchmana. Podobnie jak w stępie, często zmieniała kierunek (uwzględniając wówczas zmianę nogi) lub zabierała ogiera na koła o średnicy dwudziestu metrów.Nie powinien mieć problemów z wygięciem, jako że wciąż dostosowywała poziom trudności do jego wieku, a także nie zostawiała go z tym samego, za każdym razem niejako tworząc korytarz z pomocy, który prowadził karego we wskazany sposób.

Watchman - 2017-08-13, 15:51

Jessie w ten sposób zaserwowała sobie "straszakowy" trening... Zaiste, ciekawe co z tego później wyjdzie! Pewnie Watchman nie zapomni o czyhającym gdzieś pod przeszkodą wrogu, który może mieć bardzo niecne zamiary.
Karus czuł się bardzo pewnie, bo dostawał dokładnie to, czego potrzebował - kierunek, w którym miał się poruszać, pomoce wspomagającego w odpowiednich wygięciach. Niekiedy nadal brakło mu wyczucia łuków, dlatego wszelkie korekcje od amazonki były na wagę złota, bo pomagały ogierowi na odnalezienie złotego środka ich komunikacji i wyczucie jakie nasilenie pomocy, jakie wygięcie oznacza! Był w całkiem niezłej formie, bo ostatnio dość regularnie się ruszał, dlatego też wszelkie te zakręty nie stanowiły dla niego problemu. Zachowywał odpowiednie tempo i regularność, jednocześnie skręcając się. Nie dało się zauważyć, by ruch w którąś stronę sprawiał mu większy problem, karus nie należał do tych kopytnych, które preferowały konkretną stronę.
Watchie dość płynnie przeszedł w kłus. Porządne zejście w dół i w niższe ustawienie wymagało by od niego nielada wyważenia i kontroli nad sylwetką, hanower nie był jednak aż tak utalentowany i gotów do dawania z siebie wszystkiego w tym elemencie, dlatego zszedł łbem na tyle daleko, na ile czuł się pewnie. Znalazł granicę po przekroczeniu której zaczynał skracać chód, panikować nad równowagą przechylającą się do przodu i po prostu w tym ustawieniu dzielnie maszerował naprzód przy zachowaniu odpowiedniej aktywności. Jedno ucho obrócił ku Jessie, korzystając z posyłanych przez nią pomocy. Wierzył po prostu, że jako jeździec wie co robi i niejednokrotnie przekonał się o tym, że niekiedy jej pomoce pomagały mu odnaleźć wygodę. Oczywiście ruch w niskim ustawieniu zaowocował uwypukleniem grzbietu.
Widać było jednak, że Watch trochę się rozluźnił i zaczął w większym skupieniu i równowadze pokonywać kolejne łuki dopiero po kilku minutach, kiedy odnalazł się w nowych "okolicznościach".

Jessie - 2017-08-14, 11:38

Nagrodziła Watchmana głosem, utwierdzając go w tym, że kierunek, w którym teraz podążał, jest jak najbardziej właściwy. Kiedy ogier przyjął jej sugestie odnośnie sposobu poruszania się, jej także było lżej i przyjemniej z nim pracować. Do znudzenia pilnowała właściwego tempa, bez którego mogłoby to nie wyglądać tak, jak teraz; właśnie dzięki adekwatnej aktywności Watchman miał szansę nieść się lekko i w równowadze, nie zwijając się przy tym z przodu, jako że Jess stawiała również na długą, łagodnie zaokrągloną szyję, nie pozwalając karemu na chowanie się. Kiedy poczuła, że jest już fajnie okrągły i luźny, wprowadziła pierwsze ćwiczenie będące podstawą do późniejszych skoków. Lubiła pracować na drążkach, toteż często z nich korzystała, nie tylko w pracy skokowej, ale też ujeżdżeniowej. Na początek zaproponowała Watchmanowi drągi ułożone w kwadrat, leżące płasko na ziemi. Najeżdżając na ścianę kwadratu, wyprostowała konia po wyjściu z zakrętu i poprowadziła go prostopadle do drąga, celując w jego środek. Pilnowała się, by równomiernie rozłożyć pomoce i tym samym nie sprowokować konia do spłynięcia z najazdu; utworzyła mu niejaki korytarz z pomocy, wskazując tylko jedną drogę. Nie sądziła, by na widok drążków miał zwolnić, niemniej była w pogotowiu, gotowa temu zapobiec, by mógł pójść przez drągi bez utraty rytmu. Przecięła kwadrat na pół, po czym zakręciła w prawo, ponownie najeżdżając na drągi (na tę drugą parę równoległych do siebie drążków). Kiedy Watchman przeszedł przez drugi z nich, po paru krokach na wprost ponownie zakręciła, by raz jeszcze przeciąć kwadrat w połowie, generalnie poruszając się po takiej "koniczynce" jak tutaj na dole. Ilekroć wchodziła w zakręt, pomagała ogierowi we wpisaniu się w niego, prowadząc go na zewnętrznej wodzy, ograniczając zewnętrzną łydką, podpierając wewnętrzną i rozluźniając wewnętrzną wodzą. Nie oczekiwała, że od razu wyjdzie im to śpiewająco - miał prawo się jeszcze gubić pomimo jej wsparcia - dlatego niezależnie od wyniku zrobiła przerwę, wyjeżdżając z kwadratu na wprost i wracając na ścianę, na której po chwili kłusa zeszła z powrotem do stępa, dając koniowi odpocząć i przemyśleć tamto ćwiczenie.
Watchman - 2017-08-16, 21:50

Głos amazonki tylko wzmógł jego starania, bo do karego najzwyczajniej w świecie doszło, że dobrze robi i właśnie tak, o to chodzi! Dlatego starał się po prostu utrzymać równowagę i odpowiednie tempo. Racja, co do tego, że interes był wspólny - źle ustawiony koń, zawieszony na ręce i drobiący to dla jeźdźca żadna przyjemność.
Watchman na szczęście chęć współpracy z człowiekiem (nie każdym, hehe) miał prawie we krwi... Więc wystarczyło tylko prowadzić go pewną ręką, pokazać trochę odwagi i pewności siebie oraz nagradzać kroczki w dobrą stronę. Pewnie doświadczenie pozwoliło Jessie łatwo znaleźć język ze swoim podopiecznym dość szybko i rozwinąć go dzięki temu. Wychodząc na linię drągów, naprostował się, od razu wyłapując i realizując sygnały z łydki amazonki. Lekko uniósł łeb, starając się łypnąć i wybadać drążki. Popędzająca łydka okazała się konieczna, bo karus pragnął trochę zwolnić, by dokonać rekonesansu. Ale nie wyszło, toteż po prostu ruszył na drążek, wysoko unosząc nogi i przesadnie je respektując. Na chwilę mogło się stać całkiem niewygodnie... Utrzymując względną równowagę, przekroczył i drugą ścianę kwadratu, owijając się wokół łydki amazonki zaraz za nią. Choć łuk był ciaśniejszy niż standardowe koła na rozgrzewce, poradził sobie z nim, jednak nie zdążył naprostować się tuż przed drągiem, wchodząc nań z lekkiego ukosa, toteż trzeba było "odbić" go na środek już wewnątrz kwadratu.
Po powrocie na ścianę dało się zauważyć większe rozluźnienie, jakby drągi po prostu wzbudzały w nim większą presję i stąd wynikał ów przerośnięty "szacunek" do nich.

//Nah, miało być wcześniej, ale coś nie jestem w formie

Jessie - 2017-08-17, 21:08

Z jednej strony to dobrze, że podchodził do drągów ze wzmożoną uwagą. Z drugiej jednak Jessie pragnęła by zaczął traktować te ćwiczenia jako dobrą zabawę, dlatego stosunkowo często korzystała z nich podczas swoich treningów, tym samym pozwalając koniowi na wyrobienie pewności siebie oraz równowagi niezbędnej do sprostowania tym często wymagającym zadaniom.
W ramach rozluźnienia, zdecydowała się zagalopować na ścianie, mając na uwadze skłonności Watchmana do przyspieszania w galopie, szczególnie podczas pierwszych zagalopowań. Przejście poprzedziła rozluźniającą półparadą, po czym przesunęła łydkę za popręg i wypchnęła konia z bioder do galopu, nie trącąc kontaktu z pyskiem. Gdyby już teraz próbował się usztywnić i przyspieszyć, konsekwentnie rozluźniała go na wewnętrznej wodzy i starała się to przejechać, siedząc głęboko w siodle i dojeżdżając karuska do ręki. Starała się uzyskać okrągły, spokojny galop, aczkolwiek wciąż aktywny. Jeżeli się udało, pochwaliła go głosem; jeśli nie, przeszła do kłusa i po chwili podjęła kolejną próbę.
Uzyskawszy fajny galop, podjęła się ćwiczenia na tak ustawionych cavaletti. Kluczem do poprawnego wykonania tego ćwiczenia było równe, okrągłe tempo galopu, które Jess sumienie egzekwowała od Watchmana. Starała się najeżdżać prostopadle do kawaletek, a także zwracała uwagę na nogę, z której galopował kary; takie ustawienie drągów wymuszało zmianę praktycznie po każdym "skoku", ale Watchman już znał tę sztuczkę, więc pod warunkiem zachowania stałego rytmu powinno im się udać to ćwiczenie. Po jednym powtórzeniu znowu wróciła na ścianę, w międzyczasie chwaląc konia i zeszła do kłusa, by nim wrócić do "koniczynki". Generalnie przez chwilę stosowała te dwa ćwiczenia wymiennie, a gdy oba wykonała trzykrotnie, przeszła do stępa w ramach odpoczynku.

Watchman - 2017-08-17, 22:31

Znalezienie wyważenia będzie zapewne ciężkie do osiągnięcia... W końcu nadmierne zneutralizowanie drążków też nie będzie niczym dobrym - straci wtedy do nich całkowicie respekt i może to sprawić, że jego skoki będą płaskie i nie będzie dbał o to, czy zrzuci czy nie. Nie było się pewnie jednak czego obawiać, przy takim szacunku dla cavalettek, jaki przejawiał teraz karus - zmiana o 180 stopni była pewnie praktycznie nie do osiągnięcia, choć z czasem pewnie trochę wyluzuje i przestanie się tak spinać.
Jeśli Jessie postanowiła zagalopować przed narożnikiem a nie na samym początku ściany to Watchman wszedł od razu w spokojniejsze tempo, obawiając się wyrobienia zakrętu... Jeśli nie - to cóż, standardowo dla siebie poszedł do przodu, wydłużając się i usztywniając w szyi, lekko uciekając zadem. Z początku wcale nie zamierzał się rozluźniać i nie reagował w żaden sposób na wewnętrzną wodzę, próbując uciekać przed wędzidłem. Po drodze zdarzył się nawet jeden czy dwa barany na rozładowanie rosnących emocji... Dopiero połowie okrążenia zaczęło coś do niego docierać, gdy spuścił już trochę z tonu, acz nadal buzował od emocji. Przeszedł w bardzo aktywny kłus, w którym można było zapracować nad ponownym zamknięciem ogiera w pomocach i przy kolejnym zagalopowaniu, ponownie spróbował wydłużyć wykrok, acz już nie tak poważnie i nie uciekał od ręki. Był pod kontrolą, więc tutaj wstrzymanie go było tylko chwilową przepychanką, czy na pewno Jessie nie zgodzi się na pozostanie w szybszym tempie.
Jak jednak wiadomo - Watchman nie był wcale taki dobry w buntowaniu się, i tym razem psychicznie wymiękł nim wywalczył swoje i pozostał w energicznym, acz znacznie spokojniejszym niż w swoich marzeniach tempie. Postawił uszy, patrząc na cavaletti, ale przygotowywał się w sumie na nie bardziej jak na skok niż jak na przejazd, więc przesadził je nieco "wyższym" skokiem galopu, za pierwszym razem wcale nie myśląc o zmianie nogi. Nawet jeśli otrzymał odpowiednie ku temu pomoce to po prostu nie tego się spodziewał, więc nie zdążył podjąć odpowiednich kroków. Przed drugą cavaletką konieczna była więc zmiana nogi albo mocniejsze podparcie pomocami, bo zachowanie równowagi w kontrgalopie było w końcu cięższe... Ale kary przynajmniej zajarzył w czym rzecz i już po drugiej cavaletce zmienił nogę, co pewnie sprawiło, że i jemu, i amazonce jechało się wygodniej. Grzecznie zszedł do kłusa, pozbył się w końcu tego pierwszego, odpałowego nadmiaru energii. Najechał na drążki, już nie starając się zwalniać i drobić, by się im przyjrzeć. Spiął się tylko lekko, ale łuki pomagały mu powrócić do rozluźnienia i uspokoić się z deczka. Każde kolejne powtórzenie obu wychodziło karemu jednak coraz lepiej - wraz z pracą po prostu bardziej angażował się w zadowalanie jeźdźca i przestawał szaleć, zaczynał myśleć.

//mam nadzieję, że zrozumiałem dobrze xd

Jessie - 2017-08-29, 11:05

Pomimo paru niewielkich błędów, Jessie była zadowolona z wyniku ćwiczeń i zachowania podopiecznego. Co istotne, w większości przypadków udawało jej się dokonywać korekt na bieżąco. Wiedziała jednak, że jeżeli chce całkowicie wyeliminować niektóre zachowania (jak właśnie nakręcanie się w galopie) to będzie musiała popracować z Watchmanem typowo ujeżdżeniowo, a także zapewnić mu dodatkowo taką formę ruchu, żeby miał okazję spuścić z siebie parę (więc może następnym razem wizyta na torze lub teren? :D).
Po przebytej rozgrzewce nadeszła oczywiście pora na skoki, które były istotą treningu. Ustawione przez Jess przeszkody układały się w mniej więcej >taki< sposób. Z góry przepraszam za wygląd tego, ale po prostu wycięłam kawałek jakiegoś parkuru i usunęłam z niego parę rzeczy; oczywiście wokół przeszkód jest więcej miejsca xd.
Średnia wysokość przeszkód to około metr, więc wystarczająco by utrzymać motywację u Watchmana i zarówno na tyle niskie, by go nie przemęczyć ani nie zniechęcić. Wymyślne straszaki i podmurówki były wystarczającym wyzwaniem dla karego. :lol:
W każdym razie po przerwie Jess ponownie nabrała wodze na kontakt, chwilę postępowała na koniu celem postawienia go z powrotem na pomoce, a następnie ruszyła kłusem. Zanim przeszła do skoków, zdecydowała się na wykonanie paru przejść w stosunkowo łatwych dla Watchmana konfiguracjach. Zależało jej na tym, by był skupiony i przepuszczalny, bo podejrzewała, że dobrze się domyślał, co będzie się działo za moment. Ta myśl mogła być dla niego rozpraszająca, a przecież trening miał też poprawiać jezdność konia, a nie tylko jego technikę skoku.
Nadeszła jednak chwila, w której Jess pozostała już w galopie i wykonała najazd na pierwszą przeszkodę, na rysunku oznaczoną numerem 1. Pilnując aktywnego, parkurowego tempa, nakierowała Watchmana na okser. Usiadła w siodle cztery foule przed oddaniem skoku, by zyskać lepszą kontrolę nad wierzchowcem. Czuła, że na widok przeszkody lekko się usztywnia, choć na początek postawiła przed nim proste zadanie - akurat ten okser nie miał w sobie niczego specjalnego. Wybrała go na zachętę, choć problemem chyba okazał się sam jakze emocjonujący fakt skakania w ogóle. Z tego względu była zmuszona wykonać bardziej wyrazistą półparadę i nieco mocniej przytrzymać konia, którego ostatecznie udało jej się doprowadzić do oksera i skoczyć go z obranego przez siebie miejsca. Zgrała się z ruchem Watchmana, umożliwiając mu komfortowe pokonanie przeszkody. Lądowanie podyktowała mu na prawo, na które pojechała obszernym łukiem tak, by zawrócić na kolejny okser, stojący w jednej linii ze stacjonatą (rysunek: 4, 3). Jess w zakręcie podparła konia wewnętrzną łydką, w dalszym ciągu prowadząc go na zewnętrznej wodzy, dzięki czemu powinno być mu prościej pokonać zakręt. Na okser wyszła odpowiednio wcześnie, by Watch miał "chwilę" by mu się przyjrzeć. Ta przeszkoda poza kolorami i dość interesującą podmurówką nie powinna wzbudzić w koniu większych emocji. Niemniej Jess uznała za stosowne zamknąć młodego w pomocach i uważnie doprowadzić go bliżej, skąd podyktowała mu kolejne odbicie. Po udanym pokonaniu przeszkody, wzięła go na siebie, by mądrze rozjechać linię do stacjonaty, która była solidnie zabudowana. Wszystko szło zgodnie z planem do czasu, gdy Watchman się potknął, w rezultacie rozpadając się trzy foule przed skokiem. To niewiele czasu na reakcję, dlatego nic dziwnego, że odbicie tym razem było dość chaotyczne - z daleka, ale mimo to zakończone powodzeniem.

/Jakby co rzucam kostką.

Watchman - 2017-08-29, 12:07

Z pewnością dodatkowa praca ujeżdżeniowa mu nie zaszkodzi - to dla niego świetne lekcje nie tylko samokontroli, ale też okazja do dopracowywania szczegółów i ogólnej pracy nad sylwetką, mięśniami i rozluźnieniem karusa. Wielu bardziej doświadczonych jeźdźców bardzo chwaliło sobie dołączanie do grafiku pracy ujeżdżeniowej ze swoimi skokowcami, bo ich konie stawały się po prostu bardziej sterowne. A cóż... Teren albo tor nie zaszkodzą. To z pewnością jakieś nowe doświadczenia a oswajanie Watcha z nieprzewidywalnym, nowym i przy okazji pozbywanie się jego nadmiaru energii to z pewnością dobre rozwiązanie. Zmęczony Watchman może się nawet okazać miły dla stajennych. :lol:
Straszaki, plastikowe butelki i inne przeszkody, które po nocach go będą dręczyć... Z pewnością lepiej będzie nie powiększać tego wyzwania jeszcze wyskościami, to prawda. :lol:
Karus sprężyście, aktywnie kroczył naprzód, zaktywizowany z łatwością znalazł równowagę przy wejściu na kontakt. Pozbył się dopiero co nadmiaru energii, toteż wykonał płynne przejście w kłus, nie rwąc do przodu, jak to miał w zwyczaju. Zaczynał zwracać coraz większa uwagę na przeszkody, przeczuwając, że nie bez powodu ćwiczą dziś przy nich. W jego łebku wszystkie obowiązkowe punkty rozgrzewki były już odhaczone, więc czego innego mógł się spodziewać, jak nie skakania? Póki jednak nie jechał prosto na przeszkody, był opanowany i z lekka tylko podekscytowany. Przejścia rzeczywiście przekierowały jego uwagę na amazonkę, zaskakując go i zaburzając całe to jego misterne przewidywanie. Jak to nie skoki?
Watch doczekał się jednak i tego. Spodziewając się kolejnego przejścia, czekał tylko na kolejny sygnał od Jessie, trzymając się miarowego, acz żwawego tempa. Żadnego pędzenia, bo w końcu lada chwila amazonka może poprosić o stęp. Z zainteresowaniem postawił jednak uszy i wbił wzrok w przeszkodę, gdy tylko pokierowała go na pierwszy okser. Jako, że przeszkoda należała raczej do standardowych, kary spróbował przyspieszyć, by w typowy dla siebie sposób raczej zaszarżować. Taka strategia skakania wynikała mocno z emocjonalności ogiera: szybkie i dynamiczne ruszenie na przeszkodę sprawiało, że Watch się nie stresował, bo nie miał na to po prostu czasu. Szybko miał skok za sobą... A wolniejsze najazdy wiązały się trochę z jego kombinowaniem i stresowaniem się, czy wszystko pójdzie dobrze. Zdarzały mu się jednak dni, kiedy po prostu w większym stopniu ufał emocjom Jessie i zawierzał się jej pomocom, nie emocjonując się tak najazdem. Jeśli tylko jeździec przytrzymał go i nie pozwolił na zbytni rozpęd to spokojnie trafił w punkt wybicia i skoczył, zostawiając pod sobą luz.
W równowadze wylądował za jedynką, od razu wchodząc w galop na prawą nogę. Sprzedał jednego baranka, dając ujście swoim emocjom. Wsparcie amazonki ewidentnie wpłynęło na jakość wyjechania łuku, który nie wyszedł młodemu ogierowi aż tak koślawo. Ta przeszkoda zdecydowanie mu się nie spodobała - spiął się wyczuwalnie, kilka razy szastnął ogonem, wyrażając poddenerwowanie. Nie był pewien co do tej podmurówki, wszelkie nowości zdawały się w nim wzbudzać niepewność... Której przeciwdziałały pomoce Jessie. Nie chcąc zawieść brunetki, nie skrócił kroku i zamknięty w pomocach, cały w rosnących nerwach, podjechał do przeszkody. Dopiero, gdy wybił się do skoku, wyluzował, uświadamiając sobie, że w zasadzie nic mu się nie stało. Dobry znak?
Kolejna przeszkoda wcale nie wyglądała lepiej a pewność siebie ogiera zdawała się wahać - z jednej strony dopiero co poradził sobie z podobnym wyzwaniem, a z drugiej to nadal nie było to samo... Zapatrzony w przeszkodę potknął się, tracąc równowagę. To tylko zwiększyło jego nerwowość, bo zanurkował łbem w dół, by po chwili podjąć próbę podniesienia się z powrotem do "pionu" i odnalezienia równowagi. Idealnie w porę, by akurat się wybić - nie było mowy o ucieczce, bo było na nią z pewnością zbyt późno, dlatego kary wybił się. Nie był to szczególnie mocny i budzący podziw skok, drąg właściwie został uratowany tylko przez to, że Watch złożył się niczym scyzoryk, robiąc wszystko, by tylko nie zahaczyć o poprzeczkę.

Jessie - 2017-08-29, 12:43

Pochwaliła konia głosem, bo niewątpliwie uratował sytuację. Gdyby się tak nie postarał, drąg z pewnością spadłby na ziemię.
Niestety wymagania rosły z każdą kolejną przeszkodą, niemal jak w konkursie z jokerem. Pamiętasz zostawioną butelkę z wodą pod jedną z przeszkód, prawda? Stała ona pod okserem, na rysunku oznaczonym numerem 8; właśnie na tę przeszkodę Jess zdecydowała się pojechać tuż po tym, jak zakręciła po ostatniej przeszkodzie w lewo. Przeszkoda nie tylko była żółto-czerwona, a więc raczej "strasząca" dla konia, to jeszcze stała pod nią (czy raczej pod jednym stojakiem) wspomniana butelka. Jess przypomniała sobie o niej dopiero z chwilą najazdu, gdy Watchman znowu zaczął się robić niespokojny i niechętny do tego by iść równo naprzód. Ponownie była zmuszona mocniej go przysiąść i zdecydowanie pojechać dołem. Musiała go też zamknąć w łydkach i przypilnować na wodzach, by uniknąć wyłamania, na które Watchman niewątpliwie miał ochotę, sądząc po tym, jak wpatrywał się w krwiożerczą butelkę. Jess jednak była nieustępliwa, bo kiedy już dojechała do oczekiwanego miejsca, dała koniowi łydkę z ostrogą, co by na pewno oderwał się od ziemi i zmierzył ze swoim strachem. O dziwo udało im się przedostać na drugą stronę, chociaż nie obeszło się bez puknięcia w drąg. Niemniej Watchman mógł liczyć na pochwałę, bo chodziło przede wszystkim o pokonanie lęku. W ramach dodatkowej nagrody Jess przeszła na chwilę do półsiadu i wykonała bardzo obszerny najazd na tripplebarre'a (9a), podczas którego pozwoliła ogierowi na szybszy galop. Spróbowała go także rozluźnić od wewnętrznej wodzy i działanie wewnętrznej łydki, co chyba jej się udało, bo faktycznie nieco odpuścił.
Za chwilę wykręciła na tripple'a, który nie miał w sobie niczego strasznego. Wystarczy, że był najszerszą z przeszkód. Z tego względu Jess pozwoliła karemu na poszerzenie foule, jednocześnie uważając, by nie potknął się poprzez jej spłaszczenie. Pod kontrolą doprowadziła go do przeszkody i za chwilę wysłała do skoku, wychodząc za jego ruchem do półsiadu z oddaniem ręki.
Dalej pogalopowała na prawo, za murem, bo na treningu mogła sobie pozwolić na kręcenie kilometrów. Jej celem stała się stacjonata ze sztucznym rowem, czyli po prostu płachtą niebieskiej folii pod przeszkodą (11). Okazało się, że to już za wiele dla Watchmana, który pomimo obiecującego najazdu (choć nieszczególnie równego, zważywszy na jego niechęć) po prostu zatrzymał się przed przeszkodą. Jess nie miała jednak nawyku wychodzenia przed konia, więc nie wyleciała przez jego szyję - jedynie lekko straciła równowagę, ale zaraz wróciła z powrotem w siodło i zamknęła konia w łydkach, co by stanął nieruchomo i ochłonął. Teoretycznie powinna go ukarać, ale znała go na tyle dobrze by wiedzieć, że przez to może się w sobie "zamknąć", bo na pewno nie było to złośliwe. Nie chciała go bardziej straszyć, dlatego dała mu przez chwilę pomyśleć, popatrzeć, po czym wycofała go i zagalopowała z prawej nogi, by przez półwoltę zawrócić i najechać raz jeszcze, tym razem bez niespodzianek, może dzięki krótszemu najazdowi i bardziej zdecydowanym sygnałom do odbicia.

Watchman - 2017-08-29, 13:20

Jeśli chodziło o baskil i styl skoku, to można było z pewnością wysnuć wnioski, że Watchman należał do ostrożnych, ale też i prących do przodu koni. Z pewnością przez lata nabywania doświadczenia trochę się uspokoi i możliwe będzie precyzyjniejsze dyktowanie mu warunków, najazdów a i on sam być może zdobędzie się na trochę samodzielności i, miejmy nadzieję, wewnętrznego spokoju.
O tak! Pamiętam o butelce... O ile Watchman zdążył już zapomnieć, to teraz z pewnością przypomniał sobie o jej obecności. Na jej plastikowej powierzchni migotało światło, być może nawet odbijała się stojąca za nią przeszkoda, co sprawiało, że całość rysowała się w głowie Watchmana w kategorii: strasznie straszne. Więc oczywiście chciał uciekać, przykro mi Jessie, ale rozumiesz... Są pewne priorytety. Walczył ze sobą, kiedy amazonka pewnie posłała go do przodu, prawie się zachłysnął własnym strachem, już prawie wstrzymywał oddech, kiedy sztywno parł naprzód, jakby naprawdę nie chciał, ale musiał. Wybił się w górę, ale tuż przed samym skokiem lekko spłynął na bok, byleby skoczyć jak najdalej od butelki - dlatego wzleciał nie nad samym środkiem drąga, ale bliżej jego jednego stojaka. Lekko puknął w poprzeczkę przednimi nogami, na co od razu zareagował elektrycznym i nerwowym złożeniem się jeszcze mocniej, do granic możliwości. Jessie pewnie musiała unikać stopą stojaka, by metaliczny dźwięk uderzenia strzemienia o metalowy stojak nie wzbudził w karusie jeszcze większego lęku.
Po lądowaniu nie czuł się z siebie ani trochę dumny. Raczej nadal czuł się i wyglądał jak w szoku po porządnym zawale. Z pewnością potrzebował chwili na wyluzowanie się, więc szerszy najazd i skupienie się na wyjechaniu łuku, delikatnie pulsującym, rozluźniającym wędzidle pomogło mu odzyskać trochę pewności i spokoju. W końcu halo, to nie koniec prawda? Być może i poziom trudności przeszkód wzrastał, ale to chyba własnie ósemka była dla karusa najstraszniejsza ze wszystkich. Widząc przed sobą tripple'a chętnie nabrał tempa, zapewne przez pomoce amazonki nie poleciał przy tym naprzód i nie utracił odpowiedniego ustawienia. Nadal lekko spięty i z deczka nerwowy. Mierzył się z szeroką przeszkodą, więc włożył w skok dużo siły, nie prezentując niestety przy tym żadnej ekonomii - aż nazbyt bezpieczny luz nad przeszkodą i wyciągnięty skok. Watch lekko wyciągał łeb naprzód, wydłużając się nad tripplem.
Niewątpliwym urokiem treningów była możliwość dostosowywania poziomu trudności ćwiczeń i stopniowe wdrażanie wyzwań, na które nie można było sobie pozwolić już podczas zawodów - chyba, że za cenę przegranej. Także powtórki, jeśli były konieczne, nie niosły za sobą żadnych następstw. Watchman starał się wpisać w szeroki najazd dyktowany przez amazonkę i raczej nie miał z tym większego problemu - dopóki nie przejechali obok muru, który mignął mu groźnie w polu widzenia i nie wyszli na stacjonatę z rowem. Nie zdążył jeszcze dojść do siebie po morderczej butelce, a tu już kolejny straszak! Dlatego niepewnie parł naprzód i choć mogło się wydawać, że tak jak poprzednio, przełamie się i skoczy, to tym razem po prostu tak się nie stało. W ostatniej chwili nerwy przejęły panowanie i karus zatrzymał się nagle, parskając i przysiadając prawie na zadzie. Nerwowo wycofał się od przeszkody, zatrzymany dopiero spokojnymi pomocami Jessie. Brązowe ślepia mierzyły folię, wszystkie przeszkody naokoło, boki unosiły się w rytm stopniowo wydłużających się oddechów. Okej. Nic groźnego. Spokojnie. Kary przekonywał sam siebie, że nic się nie dzieje i że nie miał do czynienia z niczym niebezpiecznym. W pewnym momencie dało się zauważyć, że po prostu jest gotów na kolejną próbę. Krótszy i pewniejszy najazd to dla niego z pewnością mniej czasu na zastanawianie się i powracanie do lęku, więc skok był sukcesywny, co zdawało się uspokoić trochę czarne książątko.

Jessie - 2017-08-29, 18:41

Ponownie pochwaliła konia, zupełnie nie przejmując się tym, że skakał mało ekonomicznie. Dzisiaj była dla niego bardziej wyrozumiała niż zwykle, bo trzeba oddać to, że do Watchmana miała trochę inne podejście niż do większości swoich podopiecznych. Z jakiegoś powodu po prostu lubiła z nim pracować, chociaż nie zawsze było to proste.
Tym razem zdecydowała się przejść na ścianie do kłusa i wypuścić konia w dół. Wiedziała, że taka ilość straszaków to dla niego dużo, więc chciała zrobić przerwę, by trening nie był dla ogiera aż tak przytłaczający. Niebawem przeszła do stępa i została w nim na półtora minuty, po której zarządziła powrót do pracy.
Na początek ponownie zdecydowała się zacząć od czegoś prostszego, co miało pozytywnie wpłynąć na chęci Watchmana. Oznacza to, że po zagalopowaniu najechała na oksera (1), tym razem decydując się skoczyć go z drugiej strony. Nie napotkawszy żadnych problemów, dalej pogalopowała na prawo, by ponownie zmierzyć się z dwoma przeszkodami w linii (3, 4). Z niejasnych dla Jess przyczyn Watchman miał problem z tą stacjonatą - gdy skakali ją z drugiej strony, potknął się zapatrzony w przeszkodę, a teraz wcale nie było lepiej. Ponownie była zmuszona nieco go zmotywować, ale i to nie wystarczyło; Watch co prawda skończył, ale niestety ponownie trącił drąg, tym razem na tyle mocno, by ściągnąć go na ziemię. Jess nawet nie zakrzątała tym sobie głowy, chcąc dobrze pojechać na okser. Jakby nigdy nic pomogła koniowi podnieść się po skoku, dociążając jego zad i zamkniętego w pomocach doprowadziła do oksera, którego udało im się pokonać z powodzeniem. Już w trakcie skoku Jessie przesunęła prawą łydkę lekko za popręg, zaś wzrokiem sięgnęła na lewo, w ten sposób subtelnie sugerując karemu lądowanie na tę właśnie stronę. Dzisiaj jeszcze nie mieli okazji zmierzyć się z murem, więc to właśnie na niego Jess zdecydowała się najechać, wykonując wygodny dla obojga zakręt, w trakcie którego spróbowała rozluźnić konia. Wychodząc na wprost muru, półparadą sprawdziła przepuszczalność i uwagę konia, po czym usiadła w siodle i zamknęła go w pomocach, w ten sposób powstrzymując od wyłamania czy kolejnej odmowy. Jak się okazało, ogier mimo lęku skoczył przez mur, choć prawdopodobnie był to kolejny z ciężkich do wysiedzenia skoków, chociaż Jess dzięki dobrej równowadze była w stanie temu sprostać.

Watchman - 2017-08-29, 20:48

Watchman rozluźnił się trochę, przyjmując pochwałę. Wiedza, że o to właśnie chodzi i że zostanie doceniony za pokonanie swojego lęku była po prostu budująca, w jakiś sposób sprawiała, że czuł się pewniej ze świadomością kolejnych skoków, przeszkód do pokonania. Może nie łatwych. Nie tylko on widział, że się udało, że nic się nie stało. Daleko mu było jeszcze do myśli, że straszaki nie są takie złe, ale zmierzał w dobrym kierunku.
Watchman był jeszcze dojrzewającym się i dorastającym psychicznie koniem - nieważne, ile lat miał już na karku, charakteryzowała go jeszcze z lekka dziecięca niepewność i zawierzanie się Jessie, która była chyba najważniejszą personą w jego życiu. To ona miała wkład w jego wychowanie, zajeżdżanie, późniejszy trening - mieli cały ogrom wspólnych wspomnień, dużo sentymentu i czasu na zbudowanie zaufania. Przerwa na spacerek w kłusie i stępie była jak najbardziej adekwatna. Watchman w tym czasie mógł się całkowicie wyciszyć i nie był już tykającą bombą zegarową, nad którą w przeciągu chwili, pod wpływem gwałtowniejszego bodźca zapanował stres. Jak komfortowa była też świadomość, że w krytycznym momencie pojawi się przerwa i chwila na odbudowanie sił.
Watchman pewniej ruszył na oksera, nie nakręcając się tak jak poprzednio. Zachował zimną krew, jakby zniechęcony do podejmowania jakichkolwiek bardziej dynamicznych i może lekkomyślnych decyzji. Po prostu dał się całkowicie poprowadzić Jessie, dojeżdżając do przeszkody i oddając skok. Ruszył i na szereg, od razu łypiąc na stacjonatę. Możliwe, że tym razem zadziałało po prostu wspomnienie czy złe skojarzenie ze skakania jej poprzednim razem - w każdym razie konieczne było ruszenie karusa mocniej do przodu, co nie do końca wyszło. Watch musiał wybijać się z większej odległości przed przeszkodą, o ile przodami zdążył się złożyć i uchronić przed zrzutką, to tyłami zahaczył o poprzeczkę, która niestety spadła.
Karus parsknął z niezadowoleniem, nie lubił kontaktu z drągami.
Jessie nie zareagowała jednak w żaden sposób gwałtownie, więc i nerwowa reakcja ogiera pozostała znacznie zmniejszona. Ot, lekki dyskomfort, że trącił. Pomoce, które nadeszły pozwoliły mu na powrót myślami do teraźniejszości i pewne pojechanie na okser. W locie lekko wygiął się w lewo, miękko ustępując od łydki amazonki i ułatwiając sobie lądowanie na odpowiednią nogę. Był to bardzo subtelny i prawie niewyczuwalny ruch z jego strony. Utrzymał równowagę podczas skoku, to i nie miał problemu z odnalezieniem jej po znalezieniu się na ziemi. Najazd nie stanowił dla niego problemu, bowiem cały łuk był wręcz indywidualnie dopasowany do jego możliwości.
Watch "najeżył" się, widząc mur. Łbem spróbował pójść w górę, by łypnąć niespokojnie na przeszkodę. Z typowym dla niego przestrachem zaczął dążyć do skrócenia kroku, jakby liczył, że kiedykolwiek w ten sposób wyhamuje stopniowo przed przeszkodą. Miał jednak wsparcie i instrukcje "z góry", a podczas treningów - na szczęście dla jeźdźca - nie zapominał raczej, że nie jest na parkurze czy maneżu sam. Brał pod uwagę drugą osobę, jeśli oczywiście w jego mniemaniu na to zaslugiwała. A Jess zasługiwała z pewnością, dlatego zawziął się w sobie i oddał skok nad murem, ponownie skacząc znacznie wyżej niż powinien.

Jessie - 2017-08-29, 21:44

- Dobry! - Rzuciła entuzjastycznie, tuż po tym, jak udało im się bezpiecznie wylądować po drugiej stronie. Wbrew pozorom Jess również towarzyszyły silne emocje, takie wysokie skoki i niepewne podejścia do nich mocno podbijały poziom adrenaliny, czego nie dało się ukryć. Niemniej znajdowała czas na to, by pochwalić konia, chociaż klepaniem po szyi, które właśnie uczyniła.
Następnie wykonała dość długi najazd na okser (8), po cichu licząc na to, że tym razem Watchman zrozumie, że ta nieszczęsna butelka naprawdę nie gryzie. Najazd faktycznie okazał się przyjemniejszy, zdecydowanie mniej szarpany, choć kary w dalszym ciągu upatrywał strachów we wspomnianym przedmiocie. Mimo to zauważalnie nabierał odwagi i pewności siebie z każdym kolejnym skokiem, więc można uznać, że zamierzony cel został osiągnięty.
Zawodniczka ponownie posłała konia do skoku i wyczekała momentu odbicia, wraz z którym przeszła do półsiadu i płynnie przesunęła ręce w przód, umożliwiając karemu rozciągnięcie się nad drągami. Kolejno zasugerowała ogierowi lądowanie na lewo, w które pojechała na jego "ulubioną" przeszkodę, jaką była stacjonata ze sztucznym rowem. Tym razem zamierzała ją skoczyć z drugiej strony, chcąc jak najlepiej oswoić konia z tym rodzajem przeszkód. Ku jej miłemu zaskoczeniu, Watchman poszedł na stacjonatę nieco chętniej, choć oczywiście nie obyło się bez przypilnowania go. Przeszkoda została pokonana na czysto, za co ogier został ponownie pochwalony.
Z galopu przeszła do kłusa na ścianie, po czym wykonała żucie z ręki, by po nim przejść do stępa i oddać karemu wodze. Raz jeszcze pogłaskała go po szyi, a nawet znalazła w kieszeni końskiego smaczka, którego podsunęła Watchowi pod nos (na chwilę go zatrzymując).
Po rozstępowaniu zsiadła i ruszyła z koniem do stajni. /zt

Watchman - 2017-08-29, 22:46

Skoki były sportem wiążącym się ze sporym ryzykiem, nic dziwnego... Szczególnie, że wierzchowiec jakiś taki niepewny - zadowolić jeźdźca może i chce, ale nigdy nie wiadomo czy wygra z emocjami czy przypadkiem wyprzedzający go jeździec nie poleci do przodu sam.
Po pewnym lądowaniu ruszył za instrukcją amazonki na nieszczęsną ósemkę. Wyraźnie wzrosło jego pobudzenie, ewidentnie chciał uciekać... Ale jakoś tak mniej? Miał nad sobą zdecydowanie większą kontrolę i wydawał się być pewniejszy niż przy poprzednim podejściu, toteż najechał na przeszkodę trochę usztywniony, ale nie spłynął na boki, celując w sam środek drąga. Ten skok z pewnością nie był dla Jessie przyjemny, bo strachliwa natura ogiera znów wybiła go prawie pod niebiosa. Wyciągnął się nad okserem, korzystając z luzowanej wodzy.
W pewnym momencie po prostu uświadomił sobie, co się kroi i na jaką przeszkodę jest prowadzony - mimo to jechał naprzód. Z pewnością potrzebował aktywizacji, która tylko upewniała go w podjętej decyzji. Chciał ją skoczyć. Był pewniejszy, bo kolejny raz pokonał straszną dla niego przeszkodę z butelką, kolejny raz przeżył i wyszedł z tego cało. Do tego Jessie nadal nie okazywała obaw, choć z pewnością i też nosiły emocje... Pokonał przeszkodę z rowem, starając się nie podkarmiać wewnętrznej niepewności. To, że pokonał ją bez zrzutki wzbudziło w nim sporą dumę, także przez pochwałę od Jessie.
Pobudzony galopował naprzód, nie tracąc na aktywności, choć stres i kolejne ćwiczenia spuściły z niego sporo pary i odczuwał lekkie zmęczenie. Nieco niechętnie przeszedł do kłusa, prąc do przodu. Dopiero po chwili, gdy trochę się wyciszył, był w stanie rozluźnić się na tyle, by podążyć za ręką w dół. Wyluzował, uwypuklając grzbiet i dając szyi odetchnąć. Stępując, chętnie skorzystał z oddanej wodzy, dając mięśniom odprężyć się po pracy. Spokojnie maszerował naprzód, co jakiś czas tylko łypiąc w stronę przeszkód. Z pewnością zrobili dziś pierwszy krok ku pokonaniu straszaków, sukcesywny.
Karus delikatnie zgarnął smaczka z dłoni amazonki, potem ruszył za nią do stajni.

[z/t]



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group