Wjeżdżając na parkur, skinąłem głową w stronę sędziów i będąc na wysokości trójki zaprosiłem klacz do galopu na prawą nogę. Mieliśmy dużo czasu na uzyskanie równego i aktywnego tempa. Wyjeżdżając zza dwójki na zrównoważonym koniu, wyprostowałem Elusive mając trzy foule do pierwszej przeszkody. Wycofując plecy, podpierałem ją łydkami, a zewnętrzną wodzą kontrolowałem jej tempo, nie pozwalając na wyrwanie się. Po tym wszystkim tylko czekałem na skok, dając jej sygnał i razem z klaczą ruszyłem do skoku. Przechodząc w półsiad, przesunąłem płynnie rękę do przodu, a po wylądowaniu zostałem w półsiadzie. Niestety zapowiadało się na urwanie chmury i tak się stało już po pierwszej przeszkodzie. Deszcz nie oszczędzał nas na parkurze, a do tego rozpraszał klacz strasząc ją powstającymi kałużami na parkurze. Jadąc spokojniej jednocześnie robiłem łagodniejsze zakręty na klaczy, ewidentnie nie idąc na ściganie się, a stawiając na dokładność, czysty przejazd i rozsądek. Dlatego gdy wyjechaliśmy łagodnie za piątką, klacz miała dużo czasu na napatrzenie się na dwójkę, a ja sobie wróciłem spokojnie w siodło i ponownie jak wcześniej czekałem na skok. Jedyne co się zmieniło to, to że trochę poszerzyłem jej wykrok pewniej ruszając na okser. Podczas skoku, dłużej zostałem w półsiadzie zważywszy na długość skoku i galopując po łagodnym łuku do trójki, pilnowałem tempa galopu, by miała z czego wyjechać na przeszkodę. W ostatnim zakręcie przed prostą wróciłem do siodła i znowu wycofałem kobyłę. Pokonując trójkę, wróciłem spokojnie do siodła i już w linii odliczyłem sobie kroki, ponownie trochę dodając do oksera, jednak w granicach rozsądku, żeby jazda była płynna i z sensem, a nie na szarpanego. Przeskakując okser po łagodnym łuku w półsiadzie dopadliśmy do piątki, którą zaatakowaliśmy już z równego i spokojnego tempa. Sześciolatka miała czas na to, by napatrzeć się na przeszkodę, więc i tym razem z powodzeniem znaleźliśmy się po drugiej stronie przeszkody. I tak jak wcześniej odrobinę dodałem, zostawiając mimo wszystko jej ciężar na zadzie, by galopowała okrągła. Gdy spojrzała na przeszkodę i wróciła do galopu, zostałem plecami z tyłu i dałem jej łydkę razem z ostrogą, wychodząc z klaczą do skoku. Tym razem podejmując gorszą decyzję, skróciłem dystans do siódemki, a nieprzyjemna pogoda nie pomagała nam w tym, rozpraszając klacz gdyż lało. Być może wyprostowana na foule przed przeszkodą wystraszyła się mokrego podłoża i zahamowała, nie oddając skoku. Od razu uspokoiłem ją głosem i zabrałem na prawo, ponownie najeżdżając na przeszkodę, tyle że z większego łuku. Sygnał razem z cmoknięciem i pokonaliśmy szczęśliwie siódemkę, galopując na prosto do ostatniej przeszkody. Tutaj nawet nie próbowałem nadganiać czasu, dając jej spokojnie dogalopować do oksera, który równie szczęśliwie pokonała. Niestety z przekroczeniem normy czasu, ale cóż.. Deszcz nikomu nigdy nie sprzyjał.
/ztOliver Pelerieux - 2017-04-25, 17:30
PRÓBA SKOKOWA
Wreszcie nadszedł trzeci dzień zawodów, który miał być podsumowaniem naszych trzydniowych zmagań sportowych. Oznaczało to próbę skokową, której byłem najbardziej pewny, jako że była to moja główna dyscyplina.
Po stosownym rozgrzaniu Charmeur na pobocznym placu, zostałem wyczytany na plac konkursowy, na który wjechałem energicznym kłusem, prowadząc kasztankę na elastycznym kontakcie. Gdy nadeszła stosowna pora, zatrzymałem westfalkę do ukłonu, po czym zakłusowałem na długiej ścianie, by w narożniku zagalopować i poprowadzić Charmeur na jedynkę między dwójką i siódemką. Skupiając się na ustaleniu pożądanego przeze mnie tempa, które regulowałem dosiadem oraz półparadami, bez walki doprowadziłem siedmiolatkę do pierwszej przeszkody, skąd podyktowałem jej odbicie. Zgrałem się z jej ruchem, tym samym ułatwiając pokonanie przeszkody, zaś przy lądowaniu zasugerowałem kontynuowanie galopu na prawą nogę. W zakręcie do drugiej przeszkody starałem się zaktywizować galop Charmeur, jednocześnie prowadząc ją w niejakim korytarzu z pomocy, co miało ułatwić kasztance pokonanie zakrętu. Po wyjściu na wprost oksera jedynie wycelowałem w środek przeszkody i przypilnowałem stałego tempa, z którego parę foule dalej oddaliśmy wspólnie kolejny udany skok. Tym razem zwieńczony lądowaniem na lewo, w które poprowadziłem Charmeur obszernym łukiem na trójkę, gdzie w zakręcie zachowałem się dokładnie tak samo jak przed chwilą. Po oddaniu skoku nad trzecią przeszkodą i wylądowaniu po jej drugiej stronie, podniosłem klacz po skoku i odjąłem jej trochę tempa w najeździe do czwórki nie chcąc, by skok był płaski, choć ze względu na budowę przeszkody miał być ciut szerszy niż w przypadku stacjonaty. Stąd też podyktowałem klaczy nieco bliższe odbicie, po którym wyszedłem za jej ruchem do półsiadu i elastycznie oddałem jej wodze. Po skoku miękko wróciłem w siodło, amortyzując lądowanie w strzemionach. Kolejno poprowadziłem westfalkę w lewo, kierując się na stacjonatę oznaczoną numerem piątym; ponownie przyłożyłem sporą wagę do prawidłowego wyjechania zakrętu, co było już połową sukcesu. Dzięki temu udało mi się wycelować w sam środek przeszkody, na której ponownie nie zostawiłem Charmeur samej, narzucając swoje tempo i wskazujac miejsce oddania skoku. Za przeszkodą powtórzyłem manewr z poprzedniej linii, tj. po tym jak podniosłem klacz po skoku poprosiłem ją o lekkie poszerzenie foule, którego jednak nie należy mylić z przyspieszeniem. W rezultacie uzyskałem szeroki lot nad okserem, podczas którego już zasugerowałem lądowanie na prawo, co miało nam ułatwić dogalopowanie do przedostatniej przeszkody. Po wyjściu z zakrętu poprosiłem konia o nieco żywszy galop, zarazem kontrolując go by uniknąć ewentualnego spłynięcia ze stacjonaty. To umożliwiło nam energiczne i płynne pokonanie przeszkody, za którą kontynuowałem galop na wprost, nie przyspieszając dodatkowo do oksera. Utrzymałem te samo, aktywne tempo, a nawet pokusiłem się o lekkie zaokrąglenie galopu, z którego wysłałem konia do ostatniego skoku. Po drugiej stronie podtrzymałem jeszcze przez chwilę galop, aż do przejścia przez celowniki, po czym przeszedłem do stępa i poklepałem Charmeur po szyi, dziękując za czysty przejazd. Zjechałem na rozprężalnię, gdzie uczciwie rozstępowałem kasztankę, a potem zabrałem ją do stajni. /ztDrew Pascail - 2017-04-26, 19:48
PRÓBA UJEŻDZENIOWA
Były to jego pierwsze zawody WKKW i to pierwsze z nową podopieczną, którą była Hanky Panky. Pierwszego dnia zawodów czekała ich próba ujeżdzeniowa. Wcześniej rano zawitał do stajni, by przygotować kasztankę do zawodów. Poprosił stajennego o dostarczenie jej sprzętu na myjkę i pojawił się przed boksem klaczy. Przywitał się z nią i zabrał na myjkę, gdzie już wszystko czekało. Pieczołowicie wyczyścił hanowerkę o niczym nie zapominając i z równą dokładnością osiodłał, by zostawić ją na chwilę pod okiem stajennych, by samemu się przygotować. Gdy oboje byli gotowi zaprowadził ją na rozprężalnię. Tam rozgrzali się w każdym chodzie, ćwicząc dodatkowo figury i przejścia. W ten sposób chciał zarówno Hanky jak i siebie przygotować do próby, a jednocześnie rozgrzewka była na tyle lekka, że Hanky miała dość sił, aby popisać się podczas przejazdu. Po zakończeniu rozgrzewki stępowali na długiej wodzy, czekając aż ich wywołają.
Kiedy przyszła ich kolej Drew poprosił Hanky o kłus, stopniowo nabierając wodze na kontakt. Okrążyli czworobok, by w A wjechać na linię środkową kłusem roboczym. Poprowadził kasztankę w stronę X. Po drodze posłał jej półparady, następnie zablokował dosiad i wysłał jej pełną paradę do zatrzymania w X, co im się na spokojnie udało. Ukłonił się i odesłał ją do ruszenia dalej kłusem roboczym. Ruszyli dalej po prostej, w stronę krótkiej ściany. Francuz zamknął klacz w łydkach, by nie spływała na boki. W C wykręcili w lewo, by znaleźć się pod krótką ścianą. Pod ścianą utrzymywał aktywne, równe tempo. Ścięli poprawnie narożnik i znaleźli się pod długą ścianą. gdzie kontynuowali kłus roboczy. Przed E znów posłał jej przygotowujące półparady, by w punkcie odbić na koło w lewo o średnicy 20 metrów. Nie mieli z nimi problemów na rozgrzewce i Pascail nie sądził by miało być tak teraz zwłaszcza, że jak na razie uniknęli wpadek i prezentowali się nie najgorzej. Na kole pilnował dalej tempa i ustawienia, oraz wygięcia od wewnętrznej łydki. Zamknęli koło i ruszyli dalej pod długą ścianą. Zbliżając się stopniowo do narożnika Drew posłał klaczy pólparade, następnie dodał jej łydki i wypchnął do galopu z lewej nogi. Wyjechali narożnik i znaleźli się pod krótką ścianą. Kontynuując galop w A, po uprzedni uprzedzeniu hanowerki odbili na koło w lewo o średnicy 20 metrów, na którym stosował podobne pomoce, które i tym razem były owocne, jak na razie nie było między nimi żadnych nieporozumień.
Ścięli kolejny narożnik, w B po uprzednim przygotowaniu schodząc na przekątną, z jednoczesnym przejściem do kłusa roboczego. Przejście wyszło im dość płynne, a mężczyzn dodatkowo zamknął Hanky Panky w łydkach, utrzymując ją na linii prostej. Wrócili pod ścianę, czekał ich kolejny narożnik i krótka ściana. Na niej Drew posłał siedmiolatce półparady, po czym dodał jej łydki do stępa pośredniego. W nim starał się o spokojne, ale energiczne tempo i wyraźne zaznaczanie kroków. Chociaż póki co ich przejazd był harmonijny i płynny, to momentami ruch kasztanki pozostawiał nieco do życzenia. Drew starał się ją w miarę możliwości skorygować, wiedział jednak, że nie jest to coś, co może zrobić podczas tego przejazdu, natomiast na pewno może nad tym popracować na treningach. Pomimo to byl zadowolony z ich pracy.
Kolejny narożnik i w H odbili na przekątną. Wcześniej Drew przygotował Hanky do tego elementu z pomocą pólparad, a na przekątnej zamknął ją w łydkach i poprosił o stęp swobodny, z którym nie powinni mieć żadnych problemów. Wracając pod ścianę przeszli z powrotem do stępa pośredniego. Pokonali narożnik. Znowu przed A przygotowanie i próba dodatkowej mobilizacji i skupienia, po czym Francuz napiął lekko krzyż i dodał łydki do kłusa roboczego. Ścięli kolejny narożnik, by znaleźć się pod długą ścianą. Tam w E odbili na koło o średnicy 20 metrów, tym razem w prawi. Pascail zadziałał podobnymi pomocami, oczywiście ze zmianą kierunku koła, a ponieważ było to koło o dużych rozmiarach i tym razem nie mieli z jego wykręceniem najmniejszych problemów. Zamknęli koło i ruszyli dalej pod ścianą, na wprost. Kolejnym elementem było przejście do galopu, pomiędzy H i A. Pascail najpierw przygotował do przejścia Hanky, posyłając jej półparadę, następnie cofnął zewnętrzna łydkę za popręg, dodał obie łydki i zaznaczył galop na prawną nogę. Wykręcili narożnik, by w C odbić na kolejne dwudziestometrowe koło, znowu w prawo i tym razem w galopie. tak jak poprzednio Drew pilnował tempa kasztanki. Cofnał zewnętrzną łydkę za popręg, wyginając ją od wewnętrznej, która została na popręgu, wodzami nadając jej kierunek i zgięcie w potylicy. Znów znaleźli się na długiej ścianie, gdzie pomiędzy B i F zwolnili do kłusa roboczego. Zbliżali się już do kona programu. Cały przejazd udało im się póki co utrzymać w harmonii i wystrzegali się większych błędów, chociaż nie zaliczą najlepszych not za ruch klaczy. Znaleźli się pod krótka ścianą. W A skręcili na linię środkową, kierując się do X Po drodze posłał hanowerce pólparady, później zablokował dosiad i wysłał jej pełną paradę, zatrzymując się w X. Ukłonił się i krótko pochwalił podopieczną. Opuścili parkur stępem na długiej wodzy. Rozstępowali się w każdym chodzie i wrócili do stajni, jutro czekał ich kolejny dzień konkursu.
ztHanky Panky - 2017-04-26, 20:01
PRÓBA UJEŻDZENIOWA
Jej w sumie też takie prawdziwe zawody WKKW i to z właścicielem już oficjalnie <3 Powitała go zawsze dość radośnie, by dać się spokojnie doprowadzić do ładu i składu przed zawodami. Oczywiście jeśli chodzi o wygląd, bo to było w pierwszej kolejności. Potem udali się na rozprężalnie, gdzie odpowiednio rozgrzali do próby ujeżdżeniowej.
W końcu przyszedł czas na ich przejazd. Klacz zgodnie z poleceniami od właściciela przeszła do kłusa, zbierając się do wcześniej wypracowanego ustawienia. Okrążyli czworobok, by wjechać w A na linię środkową kłusem roboczym. Jechała poprawnie po linii prostej do X, gdzie została wcześniej przygotowana do zatrzymania pełnego. Podczas niego ustawiła równo kończyny, podstawiła zad pod kłodę i zachowała kontakt z ręką chłopaka. Poczekała na kolejny jego wyraźny sygnał, by zaraz ruszyć naprzód kłusem roboczym. Pojechali w kierunku krótkiej ściany, gdzie klacz zachowała ładną linię prostą do niej. W skręcili w lewo, by znaleźć się pod krótką ścianą. Zachowali przy tym jednostajne aktywne i równe tempo, a także poprawne zaangażowanie w pracę. Ścieli narożnik na długą ścianę, gdzie kontynuowali kłus roboczy. Przed E przygotowali się do kolejnego zadania, by idealnie w punkcie odbić na 20m koło. Klacz poprawnie wygięła się od jego pomocy, nie wypadając niczym z ustawienia i zachowując dobre tempo. Po zamknięciu koła ruszyli dalej pod długą ścianą, by zacząć się zbliżać do narożnika. Tam przygotowali się do kolejnego przejścia, by idealnie w pomocami od chłopaka przejść do galopu na lewą nogę. Klacz zrobiła to dość płynnie, harmonijnie i w tempo. Wyjechali narożnik by się znaleźć na krótkiej ścianie, gdzie kontynuowali galop do A. Tam odbili ponownie na 20m koło, gdzie ponownie jak najlepiej postarali się o pracę na nim. Zamknęli koło i ścieli kolejny narożnik, by w B po odpowiednim przygotowaniu zejść na przekątną. Przeszli na niej do kłusa roboczego, gdzie samo przejście wyszło im poprawnie. Udało im się też zachować linię prostą do samego końca. Kolejno wrócili pod ścianę i wyjechali narożnik na krótką ścianę, gdzie kolejno przeszli do stępa pośredniego. Klacz starała się polepszyć swoje tempo, wyraźniej zaznaczać ślady, poszerzać ramy. Kolejny narożnik i w H odbili na kolejną przekątną, by po odpowiednio wcześniejszym przygotowaniu rozpocząć stęp swobodny. Klacz wysunęła nos w dół i przód, zachowując poprawny ruch naprzód. Z końcem przekątnej wrócili do stępa pośredniego, by pokonać kolejny narożnik i przygotować się do kolejnej zmiany. Wraz z pomocami od właściciela poprawnie weszła w kłus, ustalając od razu robocze tempo. Ścieli narożnik i znaleźli się pod długą ścianą, by w E zejść na 20m koło w prawo. Klacz poprawnie ładnie wygięła się od jego wewnętrznych pomocy, nie wypadając niczym z ustawienia. Zamknęli koło i ruszyli dalej pod ścianą na wprost, a niedługo czekało ich kolejne przejście do galopu między H i A. W końcu w odpowiednio zasugerowanym przez chłopaka miejscu, Hanky klacz wysunęła prawą nogę i przeszła płynnie do galopu. Dojechali do C i odbili tam na 20m koło, również w prawo i z zachowaniem galopu. Klaczy ponownie udało się poprawnie na nim wygiąć, zachować dobre tempo i zaangażowanie. Znów się znaleźli na długiej ścianie, gdzie pomiędzy B i F zwolnili do kłusa roboczego. Zbliżali się do końca programu, a cały przejazd wyszedł im naprawdę dobrze. Znaleźli się zaraz pod krótką ścianą, gdzie w A skręcili na linię środkową i pojechali do X. Klacz starała się na nim odpowiednio skupić, a także zachować ruch po linii prostej do punktu. Tam wraz z paradą się zatrzymała, stawiając równo nogi, zad podstawiony pod kłodę i na kontakcie z ręką chłopaka. Potem opuścili czworobok stępem na długiej wodzy.
z.tElizabeth White - 2017-04-27, 15:28
PRÓBA SKOKOWA
Trzeci dzień zmagań i trzecia próba – tym razem skokowa. W mniemaniu brunetki najgorsze i tak było już za nimi, bo przez schorzenie siwej pokonywanie czworoboku nie należało do najłatwiejszych. Cross był za to męczący i wymagał dobrego rozłożenia sił, a przeszkody niekiedy były dość… oryginalne i mogły łatwo zniechęcić do oddania skoku. Na parkurze zaś czuła się dość pewnie i tą pewność przekładała na odpowiednią współpracę z koniem, co często przynosiło jej korzyści.
Standardowo rano przybyła do stajni, by odpowiednio przygotować swoją podopieczną. Starannie ją wyczyściła, ubrała w cały rząd jeździecki i oprowadziła na rozprężalnie, gdzie miały się rozgrzać. Rozgrzewka sama w sobie była dość krótka, ale treściwa i odpowiednio przygotowywała siwą do pokonania całego parkuru.
Gdy nadeszła ich kolei, sprężystym kłusem roboczym wprowadziła siwą na plac, przelotnie omiatając go spojrzeniem. Poprzednia para jeszcze kończyła swój przejazd, co Kanadyjka wykorzystała by przypomnieć sobie trasę i nieco się pokręcić. Zatrzymała kopytną przy ciekawszych konstrukcjach, pozwalając jej się z nimi na spokojnie zapoznać. Ostatecznie zatrzymała się by oddać ukłon w kierunku sędziów i chwilę później wypchnęła Fabiolę do galopu. Od razu ustaliła z nią tempo chodu, chcąc by było aktywne, aczkolwiek nie szaleńcze. Wtedy naprowadziła siwą na przeszkodę rozpoczynającą parkur. Standardowo zamknęła ją w korytarzu z pomocy, starannie wyznaczając i akcentując miejsce wybicia. Bez chwili opóźnienia złożyła się z kopytną w locie, sugerując lądowanie na prawo. Nie pozwoliła jednak na zbytnie rozciągnięcie fouli, tuż za piątką wykonując zakręt na dwójkę. Podczas tego manewru podparła kopytną łydkami, chcąc zapewnić jej stabilne podparcie i sprawić, by ta nie wypadła ze swojego dotychczasowego ustawienia. Dopiero po wyjściu na prostą pozwoliła na odbudowanie tempa, bardzo precyzyjnie doprowadzając klacz do oksera. A gdy i jego miały już z głowy, El skręciła w lewo, kierując się na kolejną stacjonatę. Wyprostowała Fabiolę w najeździe, kierując się prostopadle do środka drążków. Ograniczała jej możliwość ucieczki, na bieżąco korygując ewentualne zmiany w jej zachowaniu. W tym przypadku również pomogła kopytnej z doborem miejsca wybicia, wzrok wlepiając w czwórkę przed nimi. Zachęciła podopieczną do nieco aktywniejszego galopu, nie pozwalając jej jednakże spłaszczyć fouli. W razie gdyby za bardzo się zapędziła, sprowadziła ją na ziemię półparadą i zasugerowała dalsze wybicie, mające na celu ułatwienie pokonania przeszkody. Dalej po obszerniejszym łuku pojechała na czwórkę, która była kolejną stacjonatą. Kanadyjka nie sądziła, żeby ta sprawiła im jakiekolwiek problemy, toteż podeszła do niej na kompletnym luzie. Stres związany z zawodami już dawno minął, a kibicująca publiczność tylko dodawała brunetce otuchy i zagrzewała ją do dalszej walki. I gdy szło im naprawdę nieźle, to po płynnym pokonaniu oksera z numerem sześć, Elizabeth dopadł niemiłosierny skurcz w prawej stopie. Skrzywiła się w reakcji na to nieprzyjemne uczucie, ale na dobrą sprawę nie mogła zrobić nic, by się go pozbyć. Co prawda próbowała ruszać palcami, ale to praktycznie jej nie pomagało. Dopiero po oddaniu kolejnego skoku wygięła stopę w jakiś dziwny sposób, że ból minął jak ręką odjął. Teraz już w pełni mogła wrócić myślami do swojej klaczy, prowadząc ją na ostatni już element – kolejny okser. Utworzyła z łydek i wodzy swoistego rodzaju korytarz, nie chcąc popełnić na ów przeszkodzie żadnego, głupiego błędu. A gdy miała już nijaką pewność, że siwa nie spyli jej na bok, w optymalnym do tego miejscu posłała jej łydkę. Chwilę później bez najmniejszej zwłoki odciążyła grzbiet nieparzystokopytnej, jednocześnie oddając rękę i umożliwiając swobodne rozciągnięcie nad konstrukcją. Po opadnięciu na podłoże i przekroczeniu celowników stopniowo wyhamowywała Fabiolę, wpierw wracając do kłusa, a potem do stępa. Ów chodem zjechała z placu, od razu chwaląc ją za kawał dobrej roboty.
z/tCharmeur - 2017-04-27, 20:58
PRÓBA SKOKOWA
Trzeci dzień zmagań był dla Charmeur najtrudniejszy, zmęczenie po dwóch dniach dawało się klaczy we znaki, ale mimo to dzielnie zamierzała stawić czoła wyzwaniu. Po rozgrzewce czekając na swoją kolej nareszcie wraz z Oliverem zostali wywołani na parkur. Kłusując aktywnie żuła delikatnie wędzidło jednocześnie cały czas pozostając skupiona. Zatrzymując się w miejscu cierpliwie poczekała aż mężczyzna wykona ukłon, następnie ruszając kłusem płynnie przeszła w galop kierując się w stronę pierwszej przeszkody.
Chętnie galopując przed siebie, wzrokiem namierzyła stacjonatę wzrokiem, nie ciągnęła do niej przesadnie. Dając się kontrolować i dyktować tempo Oliverowi, oddała dobry technicznie skok nad jedynką, lądując na prawo i kontynuując już o wiele aktywniejszym galopem. W zakręcie na dwójkę, musiała wyraźniej zaangażować zad i wygiąć się w kłodzie, dzięki czemu zdołała wyprostować się w dystansie do oksera. Pewnie i bez zawahania szła na przeszkodę, tuż przed okserem wybijając się do góry i z lekkością pokonując przeszkodę, po której od razu zakręcili na lewo, jako kolejny cel obierając stacjonatę z numerem trzy.
Chętnie prąc do przodu, lekko wyrywała w stronę przeszkody, ale mimo to pozwalała na to, aby mężczyzna kontrolował nie tylko tempo, ale i miejsce odbicia. Zabierając się w skoku razem z Oliverem wyciągnęła szyję, pracując przy tym grzbietem, a także składając podwozie w skoku. Lądując niemal od razu dostrzegła czwórkę, do której pokonania mężczyzna nie musiał jej zachęcać, przytrzymana mocnej weszła zadem pod kłodę nie mając problemu z oddaniem skoku przy takim tempie. Musiała użyć nieco więcej siły, ale nie było to dla niej zbyt wielkim obciążeniem.
Po pokonaniu przeszkody znów czekał ich zakręt, wykonany jak najbardziej poprawnie, a przede wszystkim sprawnie. Tym razem kombinacja przed nimi wyglądała niemal identycznie jak poprzednio, sprawnie i spokojnie galopując Charm pokonała najpierw stacjonatę, a tuż po niej okser, pozostawiając je za sobą i kierując się po łuku na prawo, gdzie stała stacjonata i okser. Tym razem w znaczniej większych odległościach pomiędzy przeszkodami, w o wiele żywszym tempie zaatakowali stacjonatę, tuż po niej zbliżając się do oksera. Zaokrąglając się podczas galopu w odpowiedzi na zastosowane przez mężczyznę pomoce klacz sprężyście odbiła się od ziemi, nad okserem prezentując nie mały zapas. Z pewnością miała potencjał, co pokazywała przy odpowiednim przygotowaniu.
Po przejechaniu wszystkich przeszkód i przekroczeniu celowników, chętnie przeszła do stępa, wyciągając nos w dół, podczas gdy brunet chwalił ją klepiąc po umięśnionej szyi. Parskając głośno łapała oddech, udając się z Oliverem na rozprężalnię miała chwilę, aby odpocząć. Finalnie wróciła do stajni razem ze swoim jeźdźcem, udając się za zasłużony odpoczynek.
/ztDrew Pascail - 2017-04-28, 16:47
PRÓBA TERENOWA
Kolejnego dnia czekała ich próba terenowa. Hanky Panky, którą przygotował luzak, czekała na niego na myjce. Drew także był gotowy, więc odwiązał ją i zaprowadził na rozpreżalnię. Tam przeprowadził lekką rozgrzewkę we wszystkich chodach z kilkoma przeszkodami. Starał się, by przez rozgrzewkę byli dobrze przygotowani, ale jednocześnie, żeby Hanky miała dość sił na pokonanie toru. Po rozgrzewce krążyli po rozprężalni w stępie na luźnej wodzy, dopóki nie przyszła pora na ich start. Francuz nabrał wodze na kontakt i poprosił kasztankę o kłus, którym ruszyli na linię mety. Tam przygotowywali się do ruszenia galopem, do którego ją wypchnął po sygnale dzwonka.
Pierwsza przeszkoda leżała niedaleko, dlatego jej nie rozpędzał, starając się jednak o aktywne, równe tempo. Zamknął klacz w pomocach, doprowadził na środek przeszkody, zasugerował miejsce do wybicia, w którym dodał jej łydkę. Następnie oddał jej wodze na kontakcie, przeszedł w pólsiad i zdążył za jej ruchem. W ten sposób płynnie pokonali jedynkę. Po lądowaniu Pascail pozostał w półsiadzie, kierując Hanky na dwójkę. Przedtem czekał ich dłuższy odcinek trasy, więc Drew pozwolił jej nieco przyspieszyć, zachowując jednak umiar w tempie, bo muszą rozłożyć siły na cały przejazd. Zbliżając się do dwójki mężczyzna zamknął hanowerkę w pomocach, naprostował na przeszkodę i na podobnych zasadach odesłał do równie udanego skoku. Utrzymując tempo ruszyli następnie na trójkę. Skręcili w stronę przeszkody, po czym Drew naprostował ich do niej, znów zamknął siedmiolatkę w pomocach, wziął ją nieco bardziej na siebie i dociążył zad, po czym zasugerował miejsce do wybicia i dodał łydkę. Po wybiciu oddał jej stosowną ilość wodzy, pozostał w półsiadzie, zgrał się z nią w skoku wychodząc za jej ruchem. Znów czekał ich nieco dłuższy odcinek do czwórki. Jak na razie był bardzo zadowolony z ich przejazdu, ale nie osiadał na laurach. Hanky prezentowała ładną technikę skoków i Pascail nie miał problemów z jej prowadzeniem, była też dość samonośna, ale wspierał ją pomocami. Podczas dłuższego najazdu znowu pozwolił jej nieco przyspieszyć, by uregulować tempo przed czwórką, naprostować kasztankę na przeszkodę i odesłać ją do kolejnego udanego, czystego skoku. Na razie szli jak burza i oby tak dalej.
Po lekkim łuku ruszyli w stronę piątej przeszkody - "oksera". Francuz znów naprostował klacz do przeszkody, wspomagając ją pomocami, w których ją zamknął, dociążył zad i zadbał o lekkie przody i zaznaczył miejsce do wybicia. Po wybiciu oddal jej wodze przy szyi, pozostał w półsiadzie i wyciągnął nadgarstki za jej ruchem. Po lądowaniu pogalopowali dalej, Drew nadal w półsiadzie. Usiadł w pełnym siadzie gdy zbliżyli się do 6a. Ich zadanie polegało na tym by wgalopować do zbiornika wodnego, jednak Drew był czujny. Przyhamował nieco Hanky w tempie i posłał jej kilka półparad, zanim wgalopowali do wody. Posyłał jej kolejne, gdy pokonywali zbiornik, zbliżając się do 6b, gdzie mieli wyskoczyć z wody i pokonać przeszkodę. Naprostował ją na 6b, zamknął w pomocach, wspomógł w znalezieniu właściwego miejsca do wybicia i podparł łydką. Po wybiciu oddał jej wodze, przeszedł do półsiadu i zdążył za jej ruchem, by na suchym lądzie pogalopować dalej. Nie rozpędzał kasztanki, bo siódemka była blisko, nadal, z powodzeniem utrzymując równe, aktywne i zarazem mocne tempo galopu. Na podobnych zasadach doprowadził ją do przeszkody - rury, naprostował na nią, zamknął w pomocach i odesłał do skoku. Również i z siódemką nie mieli trudności, klacz prezentowała dobrą formę i nie obawiała się przeszkód. Pogalopowali dalej do 8a. Trzydziestolatek naprostował klacz do przeszkody, zamknął ją w pomocach i wziął bardziej na siebie. Wspomógł ją łydką we właściwym miejscu, a po wybiciu oddał stosowną ilość wodzy, pozostał w półsiadzie, zgrał się z nią w locie i wyszedł za jej ruchem. Po lądowaniu pozwolił jej nieco przyspieszyć, obierając jak najbardziej odciążający dosiad, bo trasa biegła pod górę, gdzie czekała 8b. Nadal wspierając hanowerkę podobnym szeregiem pomocy, pokonali na czysto również i tę przeszkodę, by ruszyć dalej. nie rozpędzał jej, bo dziewiątka - "domek", była już blisko, więc pilnował tylko optymalnego tempa, by doprowadzić siedmiolatkę pewnie do przeszkody, zamknąć ją w pomocy i dodać łydkę we właściwym miejscu, po czym na czysto i w ładnym stylu pokonali i tą przeszkodę.Hanky Panky - 2017-04-28, 16:50
PRÓBA TERENOWA
Kolejnego dnia czekała na nich próba terenowa. Miał jednego konia i sam jeszcze przygotować nie mógł? Skandal. Dała się przygotować luzakowi bez większych problemów, a właściciela powitała jak zawsze dość radośnie. Jak oboje byli gotowi to ruszyli na rozprężalnie, by się odpowiednio przygotować do pokonania toru. W końcu jednak przyszedł ich czas na pokonanie toru, więc po zebraniu się do kupy ruszyli na linię startu. Uprzednio przechodząc do kłusa, gdzie przygotowali się do ruszenia naraz galopem.
Ruszyli galopem po dzwonku, kierując się od razu na pierwszą z przeszkód. Leżała ona stosunkowo blisko startu, więc nie rozpędzali się zbytnio. Poruszali się jednak aktywnie do przodu, zachowując odpowiednie przy tym tempo. Dojechali dość sprawnie na sam środek przeszkody, by wraz z sygnałem od właściciela odbić się do skoku. Płynnie złożyła się w locie, by przelecieć nad przeszkoda na czysto i znaleźć się po drugiej stronie. Po lądowaniu pogalopowali nieco mocniejszym tempem w dystansie na dwójkę, bo czekał ich nieco dłuższy odcinek trasy. Zbliżając się do przeszkody klacz krótko się jej przyjrzała, by dojechać do miejsca wybicia i wznieść się do skoku. Po lądowaniu zachowali odpowiednie tempo i ruszyli na trójkę, gdzie skręcili w stronę przeszkody i zaraz się do niej naprostowali. Klacz nieco mocniej przy tym zaktywizowała zad, by z niego właśnie wyjść do skoku w odpowiednim do tego miejscu. W locie zaprezentowała ładną technikę skoku, by wylądować po drugiej stronie i pogalopować do czwórki. Podczas dłuższego najazdu do przeszkody znowu nieco przyspieszyła, by wyregulować jednak tempo przed czwórką. Naprostowali się kolejno do przeszkody, by znowu w odpowiednim do tego miejscu wyjść do skoku. Pokonali przeszkodę na czysto, by po lekkim łuku pojechać w kierunku piątki. Znowu naprostowali się do przeszkody, bardziej pracując tutaj zadem i dojeżdżając kolejno do miejsca wybicia. Ponownie w nim wyszła do skoku, wykonując nad przeszkodą ładną pracę ciałem. Po lądowaniu pojechali dalej przed siebie, by powoli zacząć się zbliżać do szeregu 6ab. Przyhamowali przed zbiornikiem wodny, choć było to całkowicie zbędne. Klacz pewnie w niego wjechała bez cienia zawahania, by go pokonać i wskoczyć na brzeg w 6b. Siódma czyli kolejna przeszkoda była tuż tuż, więc nie rozpędzali się zbytnio w dystansie do niej. Zachowywali równe i mocne tempo galopu, które jak na razie gwarantowało im czysty przejazd. Dojechali do rury, gdzie naprostowali się i po dojechaniu do miejsca wybicia wyszła ponownie do skoku. Pokonała przeszkodę na czysto, by pogalopować do kolejnego szeregu 8ab. Naprostowali się po raz kolejny do przeszkody, by znowu nieco zabrać bardziej zad i dojechać do miejsca wybicia. Bez trudu wskoczyła na lekkie wzniesienie, by pojechać bez pędzenia jednak do drugiego członu i go również pokonać. Nie widziała sensu w pędzeniu tu pod górkę, bo mogłoby być to dla nich zgubne. Jechali stałym tempem do dziewiątki, która była domkiem i tuż tuż zarazem. Dojechała poprawnie do miejsca wybicia, by w nim wyjść do skoku i popracować poprawnie ciałem w locie.Drew Pascail - 2017-04-28, 16:59 Po pokonaniu dziewiątej przeszkody Drew przytrzymał Hanky Panky w obecnym tempie, bo kolejny szereg był blisko. Jak na razie dobrze im szło i był bardzo zadowolony z współpracy i nie chciał tego zepsuć głupim błędem. Szereg polegał na tym by zeskoczyć z uskoku i skoczyć pod górę kawałek dalej. Drew zamknął ją w pomocach, posyłając jej od czasu do czasu półparadę i we właściwym miejscu lekko dodał jej łydkę. Przytrzymał ją, bo zaraz pokonali drugi człon, gdzie zadziałał już wyraźniejszymi pomocami. Pogalopowali z olei w stronę jedenastki, po dłuższym odcinku trasy, na którym Francuz pozwolił kasztance nieco przyspieszyć Zbliżając się do jedenastki naprostował ją na przeszkodę, pewnie ją do niej doprowadził, zamknął w pomocach i zasugerował miejsce do wybicia, wspierając ją łydka. Po wybiciu oddał wodze na kontakcie, został w półsiadzie i zgrał się z nim w skoku, wychodząc za jej ruchem. Po lądowaniu pogalopowali dalej, Pascail nadal w półsiadzie. Znów czekał ich dłuższy odcinek, więc nieco przyspieszyli, by zbliżając się do dwunastki powtórzyć podobny schemat: naprostowanie na przeszkodę, zamknięcie w pomocach i odesłanie do skoku I dwunastkę pokonali na czysto i prezentując ładny styl. Wylądowali na prawo i ruszyli na trzynastkę, by skręcić na tę przeszkodę. Mężczyzna nie rozpędzał dodatkowo klaczy, pilnując obecnego, aktywnego tempa. Zbliżając się do trzynastki zamknął ją w pomocach, wziął bardziej na siebie i nakierował na środek przeszkody, gdzie wsparł Hanky w znalezieniu odpowiedniego miejsca do wybicia, dodając jej łydkę. Następnie oddał jej wodze przy szyi i zdążył za jej ruchem. Ruszyli z kolei na czternastkę, gdzie wszystko odbyło się podobnie. I tą przeszkodę pokonali na czysto, co chyba dla nich obu było satysfakcją.
Trzydziestolatek pilnował obecnego tempa hanowerki, zbliżając się do piętnastki. Przeszkoda wyglądała dość solidnie, jednak jak dotąd Hanky nie wykazywała obaw przed przeszkodami. Na wszelki wypadek posłał jej kilka półparad, zanim naprostował ją do piętnastki, wrócił w siodło, zamknął ją w pomocach, wspomógł w wybiciu we właściwym miejscu, oddal stosowną ilość wodzy, zgrał się z nią w skoku i podążył za jej ruchem. Szesnastka znajdowała się kawałek dalej, utrzymując więc optymalne tempo i ją udało im się na spokojnie i przede wszystkim na czysto pokonać. Pierwszy człon szeregu 17ab był również blisko więc Drew trzymał tempo, którym galopowali. Posłał hanowerce jedną czy dwie półparady, wrócił w siodło, zamknął ją w wypróbowanym już szeregu pomocy, doprowadził do przeszkody i wspomógł łydką, by po wypiciu oddać jej wodze na kontakcie i zgrać się z nią w skoku. Przytrzymał ją w tempie do drugiego, pobliskiego członu, na szczęście bez problemu udało mu się przygotować ją do kolejnego czystego, udanego skoku. Ostatnia przeszkoda była kawałek dalej, więc Drew pozwolił siedmiolatce przyspieszył, jeśli jeszcze miała na to siły. Zbliżając się do przeszkody zamknął ją w pomocach i dokładnie skierował ją na środek przeszkody, ponownie odsyłając do kolejnego efektownego skoku.
Utrzymali tempo do mety. Potem zwolnili do kłusa, by na rozpreżalni się rozstępować. Odprowadził Hanky Panky do stajni, gdzie czekał ją odpoczynek, przed ostatnim dniem zawodów.
ztHanky Panky - 2017-04-28, 17:00 Po pokonaniu dziewiątej przeszkody zachowali stałe tempo, bo kolejny szereg był dość blisko. Jak na razie wszystko im szło jak spłatka, więc oby tak właśnie było do końca. Teraz dla odmiany mieli zeskoczyć w dół, a potem znowu wskoczyć na górę. Teoretycznie nic trudnego, ale wszystko mogło się zawsze wydarzyć. Klacz jednak się skupiła na facecie, samoistnie się nieco skracając do uskoku w dół. Płynnie zeskoczyła na dół, by w skróceniu dojechać do drugiego członu i jego również pokonać bez większych problemów. Pogalopowali kolejno w stronę jedenastki po dłuższym odcinku trasy, gdzie klacz nieco przyspieszyła w dystansie. Dojechała wraz z właścicielem ponownie do miejsca wybicia, gdzie uniosła się do skoku po łydce. Klacz poprawnie złożyła się w locie i złapała równowagę, by po lądowaniu pogalopować dalej na kolejne przeszkody. Znów czekał ich kawałek, więc ponownie przyspieszyli w dystansie do przeszkody. W ostatniej fazie naprostowali się na nią, by się w pełni skupić i dojechać do miejsca wybicia. Pokonali kolejną przeszkodę na czysto i w dobrym stylu, co nie miało tu aż takiego znaczenia. Wylądowali na prawo i ruszyli na trzynastką przeszkodę, by skręcić na nią w wcześniej wspomnianym kierunku. Zachowała odpowiednie tempo, które pozwalało im się chyba zmieścić w normie czasu. W dojeździe do przeszkody klacz ponownie nieco mocniej uaktywniła zad, by dojechać do miejsca wybicia i w nim wyjść do skoku nad przeszkodą. Ładny baskil nad przeszkodą i lądowanie zaraz po drugiej stronie, by skierować się na czternastą przeszkodę. Pokonali przeszkodę w podobnym stylu do poprzednich, by pojechać w następnej kolejności na piętnastą. Klacz nie bała się przeszkód i nie inaczej było z tą. Naprostowała się do przeszkody i zaraz dojechała do miejsca wybicia, a tam uniosła się do skoku. Bezbłędnie przeleciała nad przeszkoda, by pojechać kawałek na kolejną przeszkodę. Tutaj również bez trudu dojechała do przeszkody, by pokonać ją na czysto. Zaraz czekała na nich przedostatnia przeszkoda - szereg 17ab. Klacz płynnie w odpowiednim tempie dojechała do pierwszego członu, gdzie odbiła się w wyznaczonym miejscu do skoku. Przefrunęła na czysto nad pierwszym członem, by przy zachowaniu odpowiedniego tempa dojechać do drugiego członu. Sprawnie odhaczyli przeszkodę jako czysto pokonaną, by pogalopować do ostatniej przeszkody. Był do niej kawałek, więc przyspieszyli do niej nieco. W ostatniej fazie dojazdu już tylko skupienie i pełne zaangażowanie, by we właściwym miejscu wyjść do skoku. Pokonana i ona na czysto i w dobrym stylu, by pojechać mocniejszym tempem do mety. Tam za nią przeszli do kłusa i się potem ogarnęli.
z.tDrew Pascail - 2017-04-28, 17:04
PRÓBA SKOKOWA
Ostatniego dnia zawodów WKKW Drew oczekiwał na Hanky na rozprężalni, ubrany w strój konkursowy i gotowy. Zarówno próba ujeżdzeniowa jak i terenowa poszły im całkiem dobrze i liczył, że dziś też tak to się potoczy. wkrótce luzak przyprowadził Hanky wyczyszczoną i osiodłaną. Drew odebrał ją od niego, sprawdził i poprawił sprzęt i dosiadł ją by przeprowadzić rozgrzewkę. Rozgrzali się w każdym chodzie z jedną czy dwoma figurami, po czym poświęcili chwilę na ćwiczenia na drągach i nieskomplikowanych przeszkodach. W ten sposób oboje powinni być dobrze przygotowani, a jednocześnie zachować siły na sam start. Krążyli chwilę w stępie na długiej wodzy. Kiedy ich wywołano Francuz ostatni raz sprawdził sprzęt, nabrał wodze na kontakt i poprosił kasztankę o kłus, którym wjechali na parkur i go okrążyli, by mogła się zapoznać z przeszkodami. Następnie zatrzymali się, Drew się ukłonił, gotując Hanky do startu galopem.
W końcu wypchnął ją do galopu, prowadząc do pierwszej przeszkody i mijając celowniki. Drew ustalił równe, aktywne tempo. Nie rozpędzał Hany przed pierwszą przeszkodą, bo była blisko, a po drodze musieli wyjechać pomiędzy siódemką, a dwójką. Zbliżając się do stacjonaty naprostował ją na nią, zamknął w pomocach i zasugerował miejsce do wybicia, korzystając z subtelnych pomocy. Jeżeli jednak Hanky potrzebowała bardziej wyraźniejszych sygnałów od niego, wsparł ją nimi. Po wybiciu oddał jej wodze na kontakcie, przeszedł w półsiad, zgrał się z nią w skoku i wyszedł za jej ruchem, obciążając bardziej prawą stronę i dyktując lądowanie i galop z prawej nogi. Pojechały kawałek po prostej, gdzie Francuz popuścił ją nieco do przodu, do bardziej energicznego ale nadal rozważnego tempa. Następnie skręciły za piątką po łuku na dwójkę. Naprostował ją do przeszkody, usiadł głębiej w siodle, zamknął ją w pomocach i wziął bardziej na siebie, dociążając zad, po czym doprowadził do skoku i pokonali przeszkodę na podobnych zasadach co stacjonatę, również na czysto i w ładnym stylu. Tym razem obciążył lewą stronę, by po łuku ruszyli na trójkę.
Również ruszyli kawałek po prostej, zaraz jednak skręcili na lewo. Tym razem Pascail utrzymywał klacz w obecnym tempie. Naprostował ją do stacjonaty, zamknął w pomocach, doprowadził do przeszkody, sugerując miejsce do wybicia, wsparł ją łydką. Podczas skoku oddal jej wodze przy szyi, przeszedł w półsiad i podążył za jej ruchem. Starał się stosować subtelne pomoce, przy których duża inicjatywa płynęła od strony hanowerki, jednak zawsze był gotów wspomóc ją wyraźniejszym szeregiem pomocy. Kolejna przeszkoda - okser leżał po prostej, więc pozwolił jej wylądować na dowolną nogę i przytrzymał w tempie do czwórki. Przed nią zamknął ją w pomocach i znowu wziął bardziej na siebie, dociążając zad, by później wspomóc ją łydką do wybicia we właściwym miejscu. Również czwórka nie stanowiła dla nich przeszkody nie do przeskoczenia, co więcej pokonali ją w ładnym stylu i na czysto.
Znów poprosił o lądowanie na lewo i ruszyli na piątkę, w dystansie trzydziestolatek pozwolił hanowerce na lekkie przyspieszenie. Ruszyli na piątkę po dość obszernym łuku, by naprostować na środek stacjonaty. Drew usiadł głębiej w siodle, zamknął ją w pomocach, znów wsparł w wybiciu we właściwym miejscu, a podczas skoku oddał stosowną ilość wodzy, uniósł się w siodle i pochylił do przodu w półsiazie i wyciągnął nadgarstki za jej ruchem. Do kolejnej szóstki pojechali cały czas po prostej, by tu powtórzyć cały szereg pomocy: mężczyzna zamknął siedmiolatkę w pomocach, wziął ją bardziej na siebie i odesłał do skoku, prosząc o siłę z zadu i lekkie przody. Ruszyli kawałek po prostej by po łuku skierować się do stacjonaty, gdzie wszystko odbyło się podobnie. Jak dotąd wszystkie przeszkody zaliczyli na czysto i w ładnym stylu, mieścili się też spokojnie w normie czasu. Drew dobrze współpracowało się z Hanky podczas zawodów. Została im ósemka, leżąca po prostej. Wcześniej zamknął ją w pomocach, dociążył zad, dbając o lekkie przody i wspomógł we wskazaniu właściwego miejsca i odbiciu. Po nim oddał jej wodze na kontakt, obrał właściwą pozycję na grzbiecie kasztanki, zgrał się z nią w skoku i podążył za jej ruchem. Utrzymał tempo do mety, potem zwolnili stopniowo do kłusa i opuścili parkur. Na rozprężalni się rozstępowali w każdym chodzie i Drew odprowadził podopieczną do stajni. nie zapomniał też o podziękowaniu jej za owocną pracę.
ztJessie - 2017-04-29, 10:40
PRÓBA TERENOWA CZ. 1
Do drugiego dnia zawodów była nastawiona równie pozytywnie, choć próba terenowa nie była jej ulubioną. Miała jednak świadomość tego, że dosiada konia, któremu z natury nic nie jest straszne (przynajmniej jeżeli chodzi o wygląd przeszkód, bo z odbiorem otoczenia bywało różnie) i pokonanie toru będzie należało do przyjemnych doświadczeń.
W momencie, w którym rozległ się dźwięk dzwonka na starcie, Jess wysłała Durana do galopu. Pierwsza przeszkoda czekała na nich tuż "za rogiem", dlatego zawodniczka skupiła na niej uwagę konia paroma półparadami, nie chcąc też dopuścić do tego by za mocno zaatakował kłodę. Jednocześnie pewnie podpierała go łydkami, jasno wyznaczając mu cel do zrealizowania i nie dopuszczając innej możliwości niż przeskoczenie na drugą stronę. Wskazała mu miejsce odbicia i wraz z jego nastąpieniem, wyszła za ruchem konia w nieduży półsiad, w którym podążyła ręką za ruchem pyska, nie blokując karego w skoku. Niecałe pół minuty galopu dalej czekała na nich podobna w budowie przeszkoda, której Duran także nie powinien się obawiać; gdyby jednak Jess wyczuła choć cień zawahania, była gotowa zareagować aby tylko nie dopuścić do spłynięcia z przeszkody lub odmowy skoku. Po pokonaniu dwójki poruszając się zgodnie z wyznaczoną trasą, naprowadziła karego na trzecią przeszkodę, która także nie należała do szczególnie skomplikowanych. Tak jak w przypadku obu wcześniejszych przeszkód, zadbała o właściwe tempo w najeździe (aktywnie, acz nie do przesady) i wskazała ogierowi miejsce odbicia, po którym zachowaniem swojego ciała starała się jak najbardziej ułatwić Duranowi przedostatnie się na drugą stronę. Nie było to trudne, bowiem jej ciało wręcz samo układało się do skoku, wyuczone pewnych schematów. Za przeszkodą ponownie weszła w półsiad, by w dystansie kolejnych stu metrów zachęcić konia do utrzymania aktywnego tempa galopu. Przed czwórką lekko się wycofała, tym samym nakłaniając konia do podniesienia przodu poprzez dociążenie zadu oraz do przyjrzenia się przeszkodzie, nad którą po chwili oddali udany skok. Z kolei do następnej przeszkody poprowadziła go trochę staranniej, ze względu na to, że była ona trochę wyższa i szersza niż dotychczasowe. Stąd też poprosiła konia o lekkie zaokrąglenie galopu, który wciąż był jednak odpowiednio mocny by kary zdołał dokryć całą przeszkodę. Tuż po wylądowaniu usiadła głęboko w siodle, by aktywnie odjechać spod przeszkody i chwilę później z powrotem wejść w półsiad. Prosząc konia o szybki, mocny galop, kierowała się wyznaczoną trasą do kompleksu wodnego. Pewnie wjechała w zbiornik, podczas przecinania go dbając o to, by Duran nie przeszedł do kłusa. Wyprowadziła go na drugi brzeg przez leżącą na nim kłodę, której pokonanie nie powinno sprawić mu żadnego problemu i dalej galopowała w mocnym tempie, wiedząc, że kondycyjnie taka trasa nie była raczej dużym wyznaniem dla Durana, bo i jej poziom nie był wysoki. Była to raczej zabawa. Co nie oznacza, że w przypadku tych trudniejszych przeszkód, jak na przykład siódma, zostawiała z tym ogiera samego - gdy tylko miała podejrzenia, że wygląd danej przeszkody może wzbudzić w nim wątpliwość, jechała nieco bardziej asekuracyjnie, odcinając koniowi szansę ewentualnego spłynięcia z przeszkody. Niewiele dalej za siódemką czekały na nich dwie przeszkody, których trudność polegała na tym, że leżały na swego rodzaju stopniach, które trzeba było pokonać. Sam ich wygląd nie był straszny, wystarczyło właściwie odpowiednio manipulować równowagą, co też Jess miała na uwadze podczas pokonywania 8AB, w przypadku obu członów dając ogierowi mocniejszą łydkę i odciążając jego zad, by z lekkością wspiął się na górę.
/1-8AB
Siviento - 2017-04-29, 13:00 W ostatni dzień zawodów, miała odbyć się próba skokowa. Gniady z racji, że pierwszy raz był na tak długich zawodach czuł już lekkie zmęczenie. Dlatego w boksie już nie stał, a leżał, chcąc jak najlepiej zregenerować swoje siły, które po próbie terenowej zostały nieźle wyczerpane. Tyle dobrego, że nie nabawił się podczas niej żadnych obtarć czy stłuczeń, bo wtedy już całkiem odmówiłby współpracy z właścicielką. Leniuchował ile tylko mógł, do czasu aż Naomi nie przyszła, by przygotować go do skoków. Mimo swojego zmęczenia posłusznie wyszedł z boksu i dał się porządnie przygotować, by wyglądać jak należy. Nie mógł dać ciała, nie po tym jaki wysiłek włożył w poprzednie dni. Wyczyszczony i ubrany w swój najlepszy sprzęt, zjawił się na rozprężalni, gdzie wstępnie przygotował się na swoją kolej. Ta nadeszła dość szybko, bo już po kilkunastu minutach wywołano ich na parkur konkursowy. Gniady posłusznie dał się wprowadzić na teren konkursowy, by obejrzeć ustawione przeszkody. Zatrzymał się przed budką sędziowską, by spod niej ruszyć galopem. Pogalopował między dwiema innymi przeszkodami, kierując się do pierwszej stacjonaty. Nie rozpędzał się przesadnie, ale cały czas poruszał się w regularnym tempie, by w odpowiednim miejscu wybić się do góry i przeskoczyć przez przeszkodę. Po lądowaniu kontynuował galop na prawą nogę . Do drugiej przeszkody musiał wyjechać zakręt, co udało mu się bez wypadnięcia. Po naprostowaniu się nieco przyspieszył, by w odpowiednim miejscu oddać kolejny czysty skok. Wylądował i pogalopował na lewą stronę, zgodnie z poleceniem Naomi ścinając za mocno zakręt przed trójką. Nie zdążył się przed nią dobrze naprostować, przez co podczas skoku ściągnął jeden z drągów. Do oksera pojechał już mocniejszym tempem, by nie zrzucić kolejnych drągów i przeskoczył przez niego ze sporym zapasem. Dzięki temu szybko zapomniał o wcześniejszej wpadce i skupił się na tym co było przed nim. Stacjonata również nie była dla niego wyzwaniem, więc i przez nią przeskoczył z widocznym zapasem. Po piątce galopował dalej na wprost, by przeskoczyć przez oksera. Po wyjściu z zakrętu podkręcił swoje tempo, by nadrobić czas. Dwie ostatnie przeszkody również pokonał na czysto, dzięki czemu przekroczył celowniki bez innych zrzutek niż ta jedna. Po ukończeniu przejazdu zszedł z parkuru, by po rozstępowaniu wrócić do stajni.
ztFabiola - 2017-05-01, 09:46
PRÓBA SKOKOWA
Na tym poziomie przejście przez wszystkie trzy próby nie było mocno obciążające pod względem fizycznym nawet dla młodego konia. Gorzej było pod względem psychicznym, bo każdego dnia działo się tyyyyle rzeczy - dla Fabioli również nie było to obojętne, aczkolwiek postanowiła sprostać postawionym przed nią wymaganiom i dać z siebie wszystko.
Po rozprężeniu udała się kłusem na parkur, trochę potrząsając głową w reakcji na lekko rażący kwarc, w którym odbijały się promienie słońca.
Obejrzała poszczególne przeszkody, po czym zatrzymała się do ukłonu i po paru sekundach odpowiedziała na łydkę do galopu, przechodząc w oczekiwany chód. Po crossie była lekko "obudzona", więc Elizabeth musiała raczej postawić na zaokrąglenie galopu i wyciszenie siwej, aniżeli na pchanie jej, bo chęci do skoków zdecydowanie jej teraz nie brakowało. Zamknięta w korytarzu stworzonym z pomocy nie ośmieliła się samodzielnie podejmować decyzji, podeszła pod przeszkodę w wyznaczonym przez Elizabeth tempie i oddała skok ze wskazanego miejsca, w locie starannie podnosząc nogi i wyraźnie ciągnąc szyją, choć przeszkoda nie należała do wysokich. Skok wykończyła lądowaniem na prawo, w które skręciła tuż za piątą przeszkodą, w zakręcie mocno wchodząc zadem pod kłodę i jednocześnie opierając się na zewnętrznej wodzy, dzięki czemu poradziła sobie z tym manewrem. Po wyjściu na prostą jedynie z lekką pomocą jeźdźca uniosła przód, by z lekkością przeskoczyć na drugą stronę oksera. Po nim z kolei udała się na lewo, naturalnie zmieniając przy tym nogę - jeżeli nie na "komendę", to sama z siebie, bo tak było jej znacznie wygodniej galopować. Precyzyjnie wykonała zakręt, by po wyjściu na prostą obejrzeć pobieżnie stacjonatę i bez zawahania podejść bliżej. Oddała skok, w locie ponownie pokazując swą nie najgorszą technikę. Po wylądowaniu szybko się pozbierała i zachęcona do żywszego galopu, wyczuwalnie poszerzyła foule, nie uciekając jednak z ustawienia ani też nie spłaszczając nadmiernie kroku. "Przyatakowała" oksera, biorąc go z lekkim zapasem. Podobnie podeszła do przeszkody oznaczonej numerem szóstym, także w przypadku tego oksera oddała skok z większej odległości, tym samym wydłużając lot nad przeszkodą, z czym nie miała trudności ze względu na instynktowne ułożenie ciała w skoku. Następnie skręciła w prawo, by po głębokim wyjechaniu zakrętu wyjść na wprost stacjonaty i oksera stojącego w tej samej linii. Tak jak ostatnio, już w zakręcie została przyszykowana do oddania skoku, toteż był on jak najbardziej udany; wyrobiła odpowiednią energię w galopie, nie mając teraz problemu z niewystarczającą prędkością i siłą, bowiem te znalazła w podstawionym zadzie, który wykorzystała przy odbiciu. Po pokonaniu stacjonaty lekko uniosła głowę aby obejrzeć okser i poszła na wprost niego, nie pływając na boki. Odważnie dogalopowała do końca linii i stamtąd oddała ostatni skok tego dnia, z powodzeniem przedostając się na drugą stronę. Po minięciu celowników przeszła do kłusa, a z niego do stępa, którym zeszła z parkuru. /ztDuran Duran - 2017-05-01, 11:56
PRÓBA TERENOWA CZ.1
Faktycznie raczej nie był typem kombinatora i coraz mniej wydziwiał, ale nadal przeżywał to co działo się wokół niego, nawet to, że mocniej zawiał mu wiatr w uszy wywoływało u niego dekoncentrację momentami. Stąd na linii startu nieco kręcił się w przeciwieństwie do dnia wczorajszego, gdzie trochę mniej się działo. Mimo to odpowiedział na sygnał do zagalopowania wchodząc na początku w nieco przesadnie okrągły galop jak na próbę terenową. Jednak pomoce zawodniczki nieco go spłaszczyły przez tempo, które zostało narzucone, więc galopował już bardziej otwarcie. Pierwsza przeszkoda zachęcała do skoku, stąd nawet nie zawahał się by nie odpowiedzieć na pomoce Jess, lekko cofając się w odskoku wykorzystał siłę zadu by z lekkością pokonać drewnianą przeszkodę, a po lądowaniu pogalopować dalej.
Dwójka również nie wpłynęła na niego jakoś szczególnie, bardziej obserwował ludzi stojących obok taśmy niżeli przeszkodę terenową, w końcu pokonywał trudniejsze crossy, stąd wygląd tych jak i wysokość nie budziły w nim obawy, na razie emanował pewnością siebie - co Jess mogła poczuć przez "wciągnięcie" przez niego w przeszkodę nad którą efektownie zabaskilował mocno poprawiając zadem po przeszkodzie, by po odnalezieniu równowagi pogalopować dalej.
Trójka również nie budziła w nim większych emocji, ale chętnie korzystał z sugestii Jess, która w trakcie zawodów i treningów udowadniała, że można jej ufać i czasami warto słuchać jej "rad" - choć jak na prawdziwego faceta przystało, nie zawsze. Tym razem jednak dał się podprowadzić do wybranego przez nią miejsca wybicia nad którym starannie się składając wykorzystał swobodę jaką dawała mu Jess poprawnie pracując w skoku i bez problemu znajdując się po drugiej stronie.
Do czwórki dał się skrócić siadając bardziej na zad i tym razem ekonomicznie pokonał przeszkodę po której wrócił w dobry galop, który coraz bardziej dawał radę w terenie, choć galop w dystansie na crossie był jego najsłabszą stroną co mogło odbić się na czasie. Do piątki dał się zaokrąglić i poszerzyć w dojeździe co faktycznie ułatwiło mu pokonanie i tak mało wymagającej przeszkody. Po której zaskakując Jess bryknął galopując chętnie dalej.
Przed wodą nieco się skrócił, ale zamknięcie w łydkach doprowadziło do tego, że nie zawahał się ostrożnym galopem wchodząc do wody i galopując nieco zbyt wyniośle do przeszkody, którą pokonał z mocno za dużym zapasem, ale czujność z bycia w wodzie doprowadziła do takiego efektu. Faktycznie siódemka nieco osadziła go przesadnie na zadzie choć do zatrzymania czy próby wyłamania było mu daleko, zachęta w postaci pomocy aktywizujących dziewczyny była na tyle wystarczająca, by ostatnie dwie foule poszerzyć dla własnej wygody i wybić się mocno nad przeszkodą i tą pokonując bez problemów.
Kolejny zestaw AB pokonał praktycznie przegalopowując przez nie, wziął je za nieco wyrośnięte drągi/cavaletii oczywiście szanując je na tyle, że owe kroki galopu była na tyle wysokie, że daleko było mu do draśnięcia drewna. Puszczony galopem leciał dalej, gdzie na jego ciele zaczęły wychodzić żyły, ale nie pot, trzeba przyznać, że miał dobrą kondycję.