Shockwave - 2020-02-28, 20:55 W drodze na tor szedł spokojnie nie wykazując żadnych niebezpiecznych zachowań. Nie śpieszył się ani nie kombinował, będąc wyraźnie spokojniejszy niż wczoraj. Wkraczając na teren toru crossowego rozejrzał się uważnie, za moment przychodząc bezproblemowo do ręki. Przeżuwając wędzidło mocniej wszedł zadem pod kłodę, w ten sposób odpowiadając na działanie łydek jeźdźca.
Krocząc wciąż swobodnie ale aktywnie, oparł się na przyjaznej ręce jednocześnie skupiając się na tym, czego wymagał od niego Oliver. Elastycznie gnąc się od łydek pozostawał rozluźniony i przepuszczalny, dając jeźdźcowi naprawdę dobre odczucia.
Nie zapierał się na wodzach, zarówno na tej zewnętrznej jak i wewnętrznej, pozwalając mężczyźnie swobodnie zmieniać ustawienie i kontrolować swoje ciało. Pozostawał przy tym cały czas rozluźniony niosąc głowę w dole na długiej luźno opuszczonej w dół szyi.
Żując wędzidło pienił się obficie i rozluźniał jeszcze bardziej, tym samym pozostając lekki na ręce i przyjemny w prowadzeniu.Oliver Pelerieux - 2020-02-28, 22:46 Po upływie około dziesięciu minut, w trakcie których zmieniliśmy też stronę, zatrzymałem się przy jednej z przeszkód, której na pewno nie zamierzaliśmy skakać i która była na tyle wysoka, żebym na pewno nie miał później problemu z dosięgnięciem derki, bo właśnie tam ją zostawiłem po ściągnięciu jej z Holsztyna.
Następnie wznowiliśmy stęp i dosłownie po chwili uprzedziłem konia półparadą o przejściu do kłusa, do którego zaprosiłem go łydką. Od razu zacząłem anglezować i korzystając z przestrzeni, jaką dawał nam tor crossowy, pierw jechałem po prostej, starając się ustalić równe, niespieszące się tempo kłusa. Jeżeli same półparady i tempo anglezowania nie były wystarczające, to zabrałem Shocka na woltę, nie chcąc się z nim siłować. Liczyłem jednak na to, że wczorajsze zmęczenie go będzie miało pozytywne skutki na dzisiaj. Gdyby tak było, po chwili wróciliśmy do sposobu rozgrzewania się ze stępa, czyli jeżdżąc kłusem także wyginałem konia do wewnątrz/zewnątrz, jeżdżąc czy to po prostych, czy po kołach, oczywiście na obie strony. Na bieżąco zwracałem uwagę na to, w jakim poruszał się tempie i czy się nie krzywił, jako że zawsze była dobra pora na doszlifowanie szczegółów podczas jazdy po płaskim. Takiej pracy poświęciliśmy jednak zaledwie 3-4 minuty, o ile ogier reagował na nią pozytywnie, bo gdy był już przyjemnie luźny i ustawiony na pomocach, to zdecydowałem się pójść o krok dalej i wprowadziłem ustępowania od łydki na kole lub łopatkę do wewnątrz, także na kole, w obu przypadkach działając głównie łydkami i dosiadem, chodź działanie wodzy też nie było tu bez znaczenia - pozwalały mi one kontrolować stopień wygięcia, rozluźnienie i lekkość przodu, bo gdy którakolwiek z tych rzeczy kulała, to na pewno dało się to od razu odczuć na ręce. W każdym razie, miałem też na uwadze fakt, że nie jeździmy na co dzień ujeżdżeniowo, więc w naszym przypadku było to zaledwie parę kroków ustępowania/łopatki i natychmiastowa nagroda w postaci wyprostowania i pochwały, oczywiście pod warunkiem zrobienia tego dobrze.Shockwave - 2020-02-28, 23:49 Podprowadzony do jednej z przeszkód stanął przy niej grzecznie i pozwolił mężczyźnie na zdjęcie derki ze swojego grzbietu. Był na tyle oswojony z tą czynnością, że nie wywoływała ona u niego paniki. Dopiero, gdy derka wylądowała na przeszkodzie Shock ruszył stępem, ale dopiero w momencie, w którym został o to poproszony.
Przez chwilę poruszał się wspomnianym chodem, za moment jednak przechodząc płynnie do kłusa. Krocząc energicznie pozostawał pod kontrolą, nie napierając na wędzidło ani nie przyśpieszając niepotrzebnie. Nie śpieszył, ani nie ciągnął, dzięki czemu Oliver mógł w sposób komfortowy i wygodny również dla siebie, przeprowadzić rozgrzewkę także w kłusie.
W trakcie poruszania się wyższym chodem również nie miał problemów w związku z pracą w wygięciu czy odwrotnym ustawieniu. Rozluźniony i przepuszczalny pozwalał mężczyźnie na wiele, wbrew pozorom będąc wrażliwym na łydki i bodźce płynące od dosiadu. Praca wszechstronna w młodym wieku, teraz przekładała się na jezdność ogiera, który mając nawet te kilkanaście lat na karku, wciąż pozostawał elastyczny i dobrze odnajdywał się w każdej sytuacji.
Nieco bardziej wymagające ćwiczenia zdecydowanie wymagały większej koncentracji, ale Siwy dosyć dobrze poradził sobie z ustępowaniami na kole, chociaż momentami zdarzało mu się wyprzedzać zadem. Znacznie lepiej wyglądała w jego wykonaniu łopatka do wewnątrz, gdzie ogier wyraźnie się starał i z ogromną swobodą wykonywał ćwiczenie.
Dzięki takiej rozgrzewce otworzył się znacząco w łopatkach, dodatkowo uruchamiając też mocniej zad. Było to wbrew pozorom uzasadnione działanie ze strony jeźdźca, ponieważ rozciągając konia na płaskim terenie mógł później liczyć na sporą elastyczność w skoku i wspomniany brak kontuzji, o który nie było trudno na torze.Naughty Boy - 2020-02-29, 21:11 Po znalezieniu się na płaskiej powierzchni rzeczywiście nie mieli zbyt wiele czasu na roztrząsanie szczegółów, a półparady wykonane przez amazonkę upewniły Gortata w jego domysłach co do kolejnej przeszkody. Przez towarzyszące mu od początku emocje dość szybko się wypalał i teraz zaczynał odczuwać tego efekty pod postacią zmęczenia, dzięki któremu zdawał się wykazywać większą ostrożnością. Nie próbował dyktować już swojego tempa, dając się gładko prowadzić amazonce, nie zrażając się także widokiem najbliższego cornera. Galopując równo i aktywnie, osadził się bardziej na zadzie, z którego wkrótce oddał skok ponad charakterystyczną, trójkątną konstrukcją, naturalnie celując w jej najwęższe miejsce. Dzięki temu skok nie był trudny i nie musiał w niego pakować tyle siły, żeby przedłużać lot. Niemniej Gortat jak to Gortat, musiał się wykazać i oddał skok z dużo większym impetem niż by wypadało, nieświadomie wytrącając tak Adele z równowagi. Niespecjalnie tym przejęty, podsunął zgrabnie przednie nogi pod siebie, sprawnie pokonując przeszkodę. Dopiero lądowanie miało im przysporzyć większych kłopotów, kiedy to dziewczyna oparła się na jego szyi, utrudniając mu odzyskanie równowagi po powrocie na ziemię, a tego i tak sam sobie nie ułatwił, oddając tak mocne skoki. Stąd też wzięło się jego wyraźne zachwianie, po którym mimo wszystko kontynuował galop, więc przejście do kłusa było w tym momencie wskazane. Dzięki temu uniknęli upadku, który zagroził im momentalnie, a ostatecznie nie doszedł do skutku. Naughty Boy jedynie machnął ogonem i przeciął nim powietrze, przeżuwając w pysku wędzidło i pieniąc się przy tym. Wbrew poprzedniemu "wypadkowi" nie był specjalnie zestresowany, jako kucyk pracujący niegdyś z samymi dziećmi przygotowany na takie sytuacje i częściowo do nich przyzwyczajony.
Nie stało to jednak na przeszkodzie temu, żeby z najechaniem na kolejny spadek znowu zaczął być niepewny. Tym razem była to jednak dużo bardziej zdradziecka niepewność, bo niewpływająca na jego kłus w żadnym stopniu, więc Adele nie miała większych podstaw do przewidzenia jego kolejnego posunięcia. Kłus sprzyjał temu, żeby przed samą kłodą zaczął wyhamowywać, żeby finalnie zatrzymać się przed samym spadkiem. Z skierowanymi uszami do przodu wychylił się z niego i skierował łeb do dołu, jakby oceniając tę wysokość i swoje możliwości. Najpewniej Adele nie chciała tak stać i pozwalać mu na rozpracowywanie własnego planu na pokonanie tej przeszkody, ale kiedy tylko zrobiła cokolwiek w kierunku ruszenia go - nieoczekiwanie wykonał wręcz pionowy wyskok, ciągnąć kłębem mocno do góry i w jakże widowiskowy sposób zeskakując ze stopnia z miejsca, na dodatek wielce zadowolony z siebie. Adele - 2020-03-01, 00:41 Rzeczywiście, z racji na duże doświadczenie konia tak naprawdę jedyną stroną, która w związku z utratą równowagi i rytmu mogła odczuwać stres była Adele; w rzeczywistości nie był to pierwszy raz, kiedy przydarzała jej się taka rzecz, a więc mimo trudności w powrocie do siodła i prowadzeniu koni za wszelką cenę starała się zachować zimną krew. Fakt, że była to sytuacja treningowa, a nie cross który ważył nad wynikiem ważnych zawodów tylko sprzyjał spokojowi, i to chyba właśnie on pozwolił Solve na czas przed bankietem wziąć się w garść. Szczęśliwie była przygotowana na atrakcje po drodze, choć nie do końca takiej reakcji spodziewała się po izabelowatym - nagłe zatrzymanie nieco pociągnęło ją na powrót w stronę szyi ogiera, ale tym razem nie dała się tak łatwo, mocno zapierając się w strzemionach. Lekko otwarte palce pozwoliły osiemnastolatce zostać w siodle nawet w obliczu wyciągnięcia szyi przez Naughty Boya, ale nie bardzo miała czas ani chęci na celebrację faktu, że dotąd nie zsunęła się jeszcze z jego grzbietu. Siedząc z lekko cofniętymi ramionami dała sobie jeszcze kilka sekund, korzystając z tego krótkiego momentu przymusowego odpoczynku na poprawienie się w siodle. Już miała zakręcać i ponownie najeżdżać na spadek, gdy zupełnie znikąd w reakcji na łydkę dostała lot katapultą w górę. Jak się można było spodziewać, nie przewidziała takiego posunięcia ze strony kucyka, wraz z jego wyskokiem sama lecąc do góry ponad siodło, trzymając się w nim chyba już tylko siłą woli. Poprzedni "pas bezpieczeństwa" pod postacią mocno pociągniętych w dół pięt trochę zamortyzował lądowanie po spektakularnym skoku, ale nawet to nie uchroniło ją przed podobną utratą równowagi.
- Ty chyba mnie chcesz zabić - pożaliła się kucykowi, kiedy już pozbierała się z jego szyi, na moment przechodząc do stępa żeby przetworzyć wydarzenia minionych sekund. Zastanawiała się, czy to nie jest właściwy moment żeby zmienić dyscypliny, skoro na każdym treningu crossowym spotykały ich podobne przygody.
Mimo nadal ewidentnego szoku, nie dała sobie samej więcej czasu na zastanawianie się, wiedząc, że jedynie odbierze jej to na pewności. Po poprawieniu siodła wznowiła galop, tym razem narzucając kucykowi mocniejsze, pełne tempo, chcąc skorzystać z dystansu jaki dzielił przed chwilą skakaną kombinację i kolejne przeszkody. Wkrótce na horyzoncie pojawiła się pierwsza z nich, wyglądem nieco odbiegająca od tych, które pokonywali dotychczas. Już kilkanaście foulee przed samą przeszkodą Adele zaczęła działać półparadami, chcąc uprzedzić Naughty Boya o kolejnym zadaniem, stopniowo wycofując się aby finalnie usiąść w siodło na kilka kroków przed konstrukcją. Z racji na to, że ta była masywna i stosunkowo wysoka, wycofanie było raczej lżejsze i koncentrowało się przede wszystkim na skumulowaniu całej energii Naughty Boya. Dojeżdżając kucyka od łydki do ręki zachęcała do okrąglejszego galopu, który miał być sporym ułatwieniem w oddaniu skoku nad podobną przeszkodę, stale przy tym ograniczając go pomocami z obu stron w razie, gdyby kaczuszka wydała mu się mało przyjazna. Naughty Boy - 2020-03-01, 19:23 Wbrew wszelkim pozorom z grzbietu Naughty Boy'a było dość ciężko spaść, chociaż wiadomo - dla chcącego nic trudnego. Z charakteru był to jednak całkiem niegroźny i kochany kucyk, o czym nie tylko Adele mogła się niejednokrotnie przekonać, ale także personel stajenny, z którym miał do czynienia na co dzień. Jego dziecięcą łagodność mogła poczuć nawet przy wspomnianym wyskoku ponad spadkiem. Nie zrobił tego bowiem złośliwie i nie zamierzał pozbywać się właścicielki ze swojego grzbietu, o czym świadczyło chociażby to, że po tym widowiskowym zejściu na dół pozostał w miejscu. W ten sposób dał dziewczynie możliwość poprawienia się w siodle i uspokojenia po tym, jak kolejny raz straciła równowagę. Ważne było to, że takie sytuacje miały miejsce na treningu, a nie zawodach, bo tam pod wpływem emocji mogło dziać się wiele więcej, nawet z doświadczonym czternastolatkiem.
Nie ruszył się z miejsca dopóki nie dała mu wyraźnego sygnału do tego, cierpliwie czekając na to, aż opanuje sytuację i zaskoczenie. Jedynie jedno jego ucho wycofał na nią, gdy przemówiła do niego, jakby w odpowiedzi parskając głośno. Zanim jeszcze zaczął iść stępem, schylił się i podrapał po nodze, nie wydając się w ogóle przejęty tym zajściem, bo po chwili ruszył sprężystym, energicznym krokiem, z którego szybko przeszedł do galopu. Mocniejsze tempo angażowało więcej jego mięśni, tak więc było bardziej zajmujące i nie pozwalało mu już tak wymyślać jak poprzednio. Kolejna przeszkoda dość znacząco różniła się od poprzednich, nie tylko tym, że zawierała w sobie dumne popiersie kaczki, ale także była dużo bardziej toporna i zwyczajnie trudniejsza. Tym samym budziła w izabelowatym więcej respektu, chociaż nie wyglądał na bardzo obawiającego się nietypowego kształtu, bardziej zaciekawionego. W końcu jako WKKW'ista musiał wykazywać się odwagą i tak też było w tym przypadku. Galopując okrągło, z lekkimi przodami i mocno podstawionym zadem, podszedł pod przeszkodę, przed którą przysiadł na zadzie, żeby po chwili odbić się mocno od miękkiej ziemi, znowu ciągnąc bardziej do góry niż przodu, co umożliwiło im prawidłowe przeskoczenie przeszkody. Podczas lotu wyciągnął i zaokrąglił szyję, aby po chwili zamortyzować lądowanie na swoich nogach i kontynuować galop bez zawahania.Oliver Pelerieux - 2020-03-03, 13:23 Pracując na otwartym terenie ciężko było mi zauważyć niektóre rzeczy, choćby ze względu na brak jakichkolwiek punktów odniesienia tudzież luster, więc takie wyprzedzanie zadem w ustępowaniu - o ile nie było rażące - mogło umknąć mojej uwadze. Czasami było to jednak wyczuwalne, a wówczas przerywałem ten ruch, by za chwilę spróbować znowu, ale z ograniczeniem działania spychającej łydki i wzmocnieniem ograniczających pomocy, co powinno "naprostować" konia. W każdym razie, także w galopie, do którego przeszliśmy po krótkiej przerwie w stępie, nie zabrakło elementów z ujeżdżenia. Wychodziłem z założenia, że każdy koń skokowy powinien je znać, tym bardziej, że dobrze wpływały one na jego równowagę. W przypadku galopu były to kontrgalopy i dodania/skrócenia, w trakcie czego zwracałem uwagę przede wszystkim na przepuszczalność i szybkość reakcji, jako iż zależało mi na tym, żeby nie siłować się z Siwym, zwłaszcza na crossie, gdzie jednak posłuszeństwo było nad wyraz wskazane. W rozgrzewce nie pominąłem też chwili na swobodny galop, kiedy to pozwoliłem Shockowi pogalopować na luźniejszej wodzy, w półsiadzie, przy czym próbowałem go obniżyć i wypuścić do dołu. Na podobnej zasadzie zrobiliśmy także żucie z ręki w kłusie, które zwieńczyło rozgrzewkę i poprzedziło przejście do stępa, w którym pozwoliłem Holsztynowi odsapnąć przed skokami. Skoro już o nich mowa, zacząłem się rozglądać za jakimiś niegroźnymi przeszkodami.Shockwave - 2020-03-03, 17:10 Reagując dość dobrze na korekty ze strony jeźdźca, był świadomy tego, że tym razem nie ujdą mu żadne drobne błędy. Przechodząc do galopu Shock nie byłby sobą gdyby już przy pierwszym zagalopowaniu wesoło nie bryknął. Wbrew pozorom nie robił tego złośliwie, a jedynie pozbywał się nadmiaru energii, która cały czas buzowała w jego masywnym cielsku.
Pozwalając się prowadzić bez najmniejszego problemu, chętnie dodawał w galopie, również bez oporu wytracając prędkość, jeśli mężczyzna tego od niego wymagał. Przy kontrgalopach Siwy także, nie wykazywał większych trudności z wykonaniem ćwiczenia, ładnie pozostając w ustawieniu i równowadze pomimo dość niepewnego podłoża jakim była trawa.
Korzystając z okazji do swobodnego galopu, ogier chętnie wypuścił nos do dołu częściowo wykorzystując tę okazję do poznania nowych zapachów koni, które były tu przed nimi. Żucie z ręki w kłusie wykonał prawidłowo, wyraźnie wychodząc nosem do dołu i przed pion z jednoczesnym podążaniem za wędzidłem. Będąc dzisiaj wyjątkowo przyjemny w pysku, dawał mężczyźnie naprawdę dobre odczucia.
Przechodząc do stępa ciężko stęknął i potrząsnął łbem wprawiając również w ruch masywne szyjko.Oliver Pelerieux - 2020-03-05, 18:15 Na odpoczynek przeznaczyłem około dwóch minut, nie chcąc by Shockwave "ostygł" przed skokami, do których przeszliśmy po upływie wspomnianego czasu. Cross był na tyle duży, że mogłem wyznaczyć dla nas krótką trasę składającą się z kilkunastu przeszkód, co pod kątem ilości oddanych skoków mimo wszystko nie powinno być dla Holsztyna problemem, bo wszystkie przeszkody mierzyły około 80 centymetrów. Na więcej nie chciałem się porywać, bo byliśmy tu tylko dla urozmaicenia, a wyższe i trudniejsze przeszkody tworzyły tylko niepotrzebne ryzyko.
W każdym razie za chwilę ponownie poustawiałem konia na pomocach i zaprosiłem go do galopu z prawej nogi. Odciążyłem grzbiet Shocka, pozwalając mu swobodnie nabrać tempa, które jednak kontrolowałem, jeśli widok otwartej przestrzeni i galop po prostej za bardzo zachęcił ogiera do galopu. Pierwszą przeszkodą, na jaką go naprowadziłem, była leżąca na ziemi, nieduża kłoda; chciałem zacząć od najprostszych przeszkód, żeby zobaczyć nastawienie Siwego i sprawdzić kontrolę w najazdach, zanim zaczniemy skakać przez przeszkody, które rzeczywiście wymagały odbicia. Przez tę Shockwave mógł niemal przegalopować, dlatego nawet nie siadałem w siodło przed oddaniem skoku, chyba, że poczułem że koń mnie do niej wyciąga. W samym skoku tylko lekko pogłębiłem półsiad i oczywiście oddałem rękę, a jeśli wszystko było w porządku, to pogalopowaliśmy w stronę nieco wyższej przeszkody (będącej pierwszą na TEJ) trasie. Rozmiar tej kłody był dużo niższy nawet od tych przeszkód, które skakaliśmy treningowo na parkurach czy gimnastyce, ale jej wygląd zapewne miał zadziałać na Holsztyna bardziej mobilizująco niż zwykła stacjonata, więc uważałem w najeździe na jego reakcje. Jeśli nie spłaszczał galopu i nie wpierał się za mocno na rękę, to pozwalałem mu na taki żywszy, równy galop, w pomocach pilnując by nie spłynął z najazdu. Wkrótce weszliśmy w odskok i zgraliśmy się ze sobą w krótkim locie nad przeszkodą, po pokonaniu której krótko pochwaliłem konia, budując jego pewność siebie i powróciłem do odciążającego dosiadu, ewentualnymi półparadami studząc zapał Shocka, o ile go nabrał po pierwszym skoku nad terenową przeszkodą. Spodziewałem się, że może go dziś ponieść fantazja, bo nie było tu za wiele zakrętów, a takie skoki przynosiły więcej emocji, ale dzięki temu byłem przygotowany na ewentualne bryki.
/Skrócimy ten cross, planowo od 1 do 6B i potem 12A-16.Shockwave - 2020-03-05, 19:19 Krótki czas na odpoczynek Shock wykorzystał na złapanie oddechu, co jednocześnie pozwoliło mu wyregulować tętno. Będąc zwarty i gotowy do pracy czekał na kolejne działania ze strony Olivera, który z pewnością coś mu dzisiaj przygotował. Nie bez powodu przecież pojawili się na torze, który odwiedzali naprawdę rzadko.
Skakanie przeszkód naturalnych z pewnością miało stanowić miłą odmianę, ale też próbę charakteru dla Shocka, który miał szansę wykazać się dzisiaj odwagą. Dawniej był to dla niego chleb powszedni, ale teraz gdy chodził wyłącznie parkury, niektóre przeszkody mogły być przytłaczające.
Poproszony o zagalopowanie, mocniej postawił zad i ruszył chętnie przed siebie od samego początku proponując mężczyźnie aktywne tempo. Nie czując aby Oliver w jakiś sposób go ograniczał, śmiało nabierał prędkości aczkolwiek nie wyrywał się przesadnie do przodu.
Poprowadzony w stronę pierwszej przeszkody odważnie i bez zastanowienia zaatakował kłodę, oddając nad nią dość szybko skok podczas którego zajrzał pod nogi. Mimo to nie wykazał ani cienia zawahania będąc pozytywnie nastawionym do nowości.
Nakierowany na pierwszą poważniejszą przeszkodę wyraźnie podniósł głowę i postawił uszy będąc raczej gotów zaatakować przeszkodę niż od niej uciec. Śmiało i odważnie ruszając w jej kierunku głęboko wchodził zadem pod kłodę dzięki czemu jego krok był okrągły i dynamiczny.
Odbijając się od ziemi wziął spory zapas nie chcąc przypadkiem trącić górnej części kłody. Swobodnie ją pokonał mocno pracując szyją w skoku, po którym wesoło oddał z zadu. Zdecydowanie takie przeszkody dostarczały więcej emocji, co w przypadku szkoda było jak dolanie oliwy do ognia.
/OksOliver Pelerieux - 2020-03-05, 21:29 Przyzwyczajony do tego, że Shockwave często oddawał z zadu po udanym pokonaniu przeszkody, byłem na to gotowy i nawet nie odczułem tego za specjalnie, ani tym bardziej nic z tym nie robiłem. Można powiedzieć, że zaakceptowałem Shocka takim, jakim był.
W razie konieczności wziąłem go lekko na siebie, bo chciałem by się przyjrzał drugiej przeszkodzie, która nie była ani naturalna, ani typowa, przynajmniej dla konia przyzwyczajonego do parkurowych przeszkód. Mimo to nie była trudna, wręcz przeciwnie, bo umożliwiała oddanie długiego skoku, zważywszy na jej poziom nachylenia. Shockowi jednak nie brakowało odwagi, więc w najeździe do dwójki nie czułem z jego strony wahania, dzięki czemu dogadaliśmy się ze sobą w kwestii odbicia. Jedynym, co mogło być mi ciężko przewidzieć, mogły być wysokie skoki, do których Holsztyn mógł się czuć sprowokowany wyglądem przeszkód, ale w takiej sytuacji byłem gotów szybko zadziałać przede wszystkim ręką, żeby nie złapać konia za pysk i nie zniechęcić go do ręki, bo byłby to dla mnie duży problem.
Po udanym pokonaniu przeszkody kontynuowaliśmy galop z prawej nogi po bardzo łagodnym, ledwie odczuwalnym łuku, który wyznaczyłem prowadząc nas wzrokiem do trzeciej przeszkody, przypominającej okser. W połowie tego odcinka wykonałem kontrolną półparadę, sprawdzając, czy koń dalej odpowiada na pomoce, a niedługo później zacząłem mierzyć dystans. Wprawne oko pozwoliło mi zobaczyć, że nie zmieścimy pełnej foule na samym końcu, dlatego zachęciłem konia do lekkiego poszerzenia wykroku, zamykając go w łydkach i otwierając się bardziej w biodrach, dzięki czemu ogier mógł w kontrolowany sposób poszerzyć ramy i za chwilę wybić się do tego niedużego oksera.
Dalej czekała na nas taka przeszkoda (zamiast 4), której górna część co prawda była miękka, ale nie sądziłem że Shockwave z tego powodu skoczy ekonomiczniej. Jadąc w kierunku owej przeszkody nie manipulowałem tempem i jeśli się okazało, że odległość nam odpowiada, to nie zmieniałem go i pozwoliłem skoczyć Siwemu z większego tempa, nawet nie siadając wyraźnie w siodle, tylko trochę się wycofując i do niego zbliżając przed samym odbiciem, w celu odciążenia przodu ogiera. Następnie wyszedłem za jego ruchem do półsiadu i oddałem mu rękę w skoku.
Dopiero po wylądowaniu i odejściu spod przeszkody zacząłem uspokajać odrobinę galop, jako że chciałem wjechać w dwuczłonową kombinację. Obie przeszkody były w dodatku węższe, więc tym bardziej zwolniłem, w razie potrzeby wykonując serię wyraźniejszych półparad, by starannie podprowadzić konia pod 5a.Shockwave - 2020-03-05, 22:01 Był dość specyficznym koniem, który wymagał nie tylko ogromu doświadczenia, ale i uwagi ze strony jeźdźca. Szczęśliwie do tej pory trafiał na właścicieli, którzy akceptowali go takim, jaki był i potrafili skierować jego nadmiar energii we właściwym kierunku.
Kierując się w stronę drugiej przeszkody z początku nie dostrzegł żadnych niepokojąco wyglądających elementów. Dopiero będąc bliżej zorientował się o tym jak wygląda przeszkoda i na czym właściwie polega jej trudność. Niemniej nie wahał się ani chwili i pewnie podszedł do przeszkody oddając nad nią dosyć płaski ale daleki skok.
Kontynuując galop pokonali trasę po lekkim łuku w prawo zmierzając powoli do kolejnej z przeszkód, która swoim wyglądem przypominała pierwszą. Reagując na półparadę Shock mocniej wszedł na wędzidło jednocześnie skracając się znacząco w galopie. To z kolei pozwoliło mężczyźnie w kontrolowany sposób rozwinąć galop i poszerzyć krok siwka, który śmiało zaatakował pseudo okser, oddając nad nim swobodny skok ze sporym zapasem.
Mocno galopując po przeszkodzie, w dość krótkim czasie znalazł się naprzeciw kolejnej z przeszkód. Ta jak dotąd wzbudziła w nim największe emocje przez co Shock wyraźnie przyśpieszył i mocno wybił się w górę uważając na to, aby nie dotknąć wystającej krzaczastej części. Mógł takim skokiem nieco zaburzyć równowagę właściciela, ale obaj znali się nie od dzisiaj i wiedzieli na co ich stać.
Lądując daleko Siwy wciąż galopował bardzo ambitnie przez co wyciszenie go nie było takie łatwe, niemniej ogier dobrze reagował na półparady. Po ich wyraźniej serii pozwolił się skrócić i przytrzymać dzięki czemu wejście w dwuczłonową kombinację nie powinno stanowić problemu.Oliver Pelerieux - 2020-03-05, 22:41 Skacząc nad 5a, zwróciłem szczególną uwagę na to, by nie stracić kontaktu z pyskiem ogiera. Nie tylko nie chciałem zakłócić mu równowagi, ale też nie chciałem stracić kontroli, bo jednak wskazanym było, żeby na te trzy foule z lewej nogi, zmieszczone na łagodnym łuku, pozostał odpowiednio skrócony. Rozjechawszy tę linię zgodnie z planem, weszliśmy w pasujący odskok do drugiego członu i z powodzeniem pokonaliśmy kolejną przeszkodę, co właściwie nie było dla nikogo zaskoczeniem. Wybierałem najprzyjaźniej wyglądające przeszkody z całego crossu, więc nie dziwiło mnie, że ogier nawet się nie zastanawiał, tylko szedł przez nie jak burza.
Dopiero kolejna przeszkoda mogła go zaskoczyć, bo czegoś takiego na parkurach zdecydowanie nie było; mowa tu o rowie, który bardziej przypominał dziurę w ziemi. Wiedziałem, że Shock kiedyś skakał cross, ale było to na tyle dawno, że mógł zwyczajnie zapomnieć, dlatego ponownie przygotowałem go półparadami na to, że coś będzie się działo. Tym razem usiadłem w siodle, by mieć nad nim jeszcze większą kontrolę, i pilnując go w pomocach, spokojnie doprowadziłem do 6a. Pozwoliłem mu się przyjrzeć przeszkodzie, ale jeśli wyczułem, że się skraca czy nadyma, od razu podparłem go łydką, żeby zachęcić go do równego podejścia do przeszkody, a następnie oddania skoku nad rowem, za który pochwaliłem go niezależnie od tego, jakie miał nastawienie przed.
Po dwóch foule na wprost czekała na nas prosta skrzynia, której pokonanie nie powinno już podlegać żadnym wątpliwościom, także po sekundzie galopowaliśmy już dalej, wyraźnie zawracając szerokim łukiem na start. Szukałem wzrokiem kolejnych prostych przeszkód, cały ten odcinek jadąc w półsiadzie i pozwalając Shockowi na swobodny galop, przynajmniej do czasu aż nie stanęła przed nami kolejna przeszkoda (12A). Wówczas wyregulowałem delikatnie tempo z pomocą półparad, znowu prowokując konia do tego, by się lekko zaokrąglił i w takim stanie doprowadziłem go w korytarzu z pomocy do dość przyjaźnie wyglądającej przeszkody. W razie mniej spodziewanego i silniejszego skoku zwyczajnie podparłem się o szyję Siwego, poza tym cały czas trzymając mocne oparcie na strzemionach, bo jazda bez któregokolwiek z nich byłaby mało zabawna w tych warunkach.
Wylądowawszy po drugiej stronie, mogłem pojechać do kolejnej przeszkody okrążając zbiornik z wodą, ale skoro już się bawiliśmy w WKKWistów, to postawiłem przed koniem kolejne wyzwanie i pojechałem na wprost, mając na celu wjechać w wodę i przegalopować przez nią, a po wyjściu na brzeg skoczyć przez 12C.Shockwave - 2020-03-05, 23:06 Pokonując przeszkodę 5a ponownie zajrzał pod nogi będąc zaciekawiony osobliwym wyglądem przeszkody. Ciekawy był nie tylko jej kolor, ale również konstrukcja, którą ogier pokonał bezproblemowo oddając jeden zdecydowany skok. Przytrzymany lekko po przeszkodzie nie zdążył się rozpędzić, dzięki czemu dotarcie do drugiego członu nie było walką o życie. Wykonując określoną ilość kroków, odbił się z lekkością i równie gładko pokonał człon B.
Kolejna z przeszkód wyglądała dość osobliwie przez co Shock w pierwszej chwili nie wiedział co powinien zrobić. Lekko się zawahał już w galopie zaczynając tracić impuls. Nie przestał jednak poruszać się tym chodem, pomimo tego, że był lekko zdezorientowany. Mając mimo wszystko zaufanie od jeźdźca szedł dalej naprzód, aby ostatecznie pokonać przeszkodę dzikim skokiem. Pochwalony parsknął ciężko, ale nie zatrzymywał się i pewnie galopował dalej widząc już kolejny człon przeszkody numer 6.
Pokonanie niewielkiej skrzyni nie wzbudziło w Siwym tak dużych emocji jak poprzednia przeszkoda, ale mimo to zachował on należytą ostrożność i precyzję podczas oddawania skoku. Tym sposobem pozostawili za sobą kolejną z przeszkód, po chwili znacząco skracając trasę crossu.
Mając przed sobą kombinację z numerem 12 musieli mocno się skupić, aby pokonać ją prawidłowo. Pierwszy element nie był niczym trudnym, dzięki czemu oddając skok z dużą swobodą, Shock pokonał człon A jednym susem. Już przed skoczeniem członu A, ogier dostrzegł wodę, ale nie wzbudziła w nim ona żadnych negatywnych odczuć. Dzięki czemu tuż po wylądowaniu Siwy chętnie wgalopował do wody, rozbryzgując ją we wszystkie możliwe strony.
Nieco ciężej było oddać skok nad członem C, ponieważ w wodzie ogier wytracił dotychczasową prędkość. Niemniej mając się z czego wybić, nieco bliżej podszedł do przeszkody, finalnie oddając skok właściwie z miejsca. Przeszkoda sama w sobie nie była trudna ani za wysoka, dzięki czemu mężczyzna nie powinien odczuć dotkliwie wybicia się ze stój. Oliver Pelerieux - 2020-03-06, 17:44 Jadąc przez wodę starałem się utrzymać dotychczasowe tempo galopu, podpierając konia łydkami, ale okazało się to niewystarczające. Nie mogłem mu się nawet dziwić, bo był nieprzyzwyczajony do takiego wysiłku. To tylko pozornie wyglądało na proste zadanie - rzeczywistość była jednak zgoła inna, jako że woda stawiała spory opór. Niemniej po chwili wyszliśmy na ląd, gdzie po około dwóch foule czekała na nas kolejna przeszkoda. Nie zdążyłem jednak odbudować impulsu w galopie, wobec czego odbicie było mało płynne i siłowe, a więc nieprzyjemnie przede wszystkim dla mnie. Zignorowałem jednak ten dyskomfort i pochwaliłem Shocka głosem, doceniając, że mimo wszystko skoczył, a nie na przykład odmówił, choć mógłby to zrobić i nie mógłbym go za to winić. Co prawda zakłóciło to moją równowagę, przez co musiałem poprawić strzemię, zamiast skoncentrować się na rozjechaniu linii do kolejnej przeszkody. Wybrałem więc dalej położony wariant, tym bardziej, że nie mieliśmy założonej normy czasu i mogliśmy spędzić tyle czasu na pokonywaniu tej trasy, ile nam się podobało. Pokonawszy tę przyjaźnie wyglądającą przeszkodę, odnalazłem wzrokiem kolejną kombinację przeszkód, tym razem złożoną z przeszkody imitującej cornera i drugiej, okrągłej "skrzyni". Wspomniany "corner" był długi, ale budowa przeszkody i tak zachęcała do skoczenia po węższej stronie, więc najeżdżając na tę przeszkodę trzymałem się bardziej lewej strony i w związku z tym ograniczałem konia przede wszystkim lewymi pomocami, żeby nie sprowokować go do wyłamania. Wkrótce dałem mu łydkę do skoku, tym razem starając się nie dopuścić do niezgrania się z koniem i wzrokiem sięgnąłem już drugiej przeszkody, położonej po łuku w prawo na trzy foule, które udało nam się równo zmieścić przed kolejnym odbiciem.
Kolejna przeszkoda także przypominała pozostałe i ponownie składała się z miękkiej części, ale mimo to nie zlekceważyłem konieczności wykonania precyzyjnego najazdu i odbicia, woląc by ogier nie zaczął skakać niedbale i nie zaczął lekceważyć przeszkód, nawet jeśli te były niewysokie. Po jej pokonaniu na naszej trasie pozostała już tylko typowa skrzynia, najeżdżając na którą poprosiłem Holsztyna o lekkie wydłużenie wykroku. Kiedy się odbił, wyszedłem za jego ruchem do półsiadu i przesunąłem ręce wzdłuż jego grzywy, zaś lądując płynnie wycofałem z powrotem sylwetkę i jeszcze przez chwilę kontynuowałem galop, tym razem z lewej nogi. Stopniowo wyciszałem konia, z pomocą delikatnych półparad i głosu uspokajając galop do wolnego tempa.