Devon Heir - 2014-04-20, 21:58 Zmieszany stał w miejscu jak ten kołek i oczekiwał dalszych ruchów ze strony mężczyzny. Widząc jak ten wyszukuje czegoś w swojej torbie zadarł lekko łebsko i zaczął zaglądać czego tak uporczywie szuka. Widząc złożony bat wydał z siebie bliżej nieokreślony głos. Coś jakby ciche, skrócone rżenie, nieco jakby był czymś zaskoczony. Z nastawionymi uszami przyglądał się Montanie z ogromną uwagą. Spojrzał za siebie, tam gdzie znalazł się bat i z pewnym przerażeniem obserwował każdy ruch przedmiotu grozy. Miał z niem niezbyt przyjemne wspomnienia, jednak kiedy nie był zbyt blisko jego zadu, ni kończyn mógł z nim spokojnie pracować. Słysząc nieco zgłuszony strzał batu wybił lekko zadem i ruszył od razu kłusem uciekając tyłami bardziej do przodu. Niespecjalnie zwracał uwagę na inne sygnały płynące od mężczyzny. Teraz co chwila nerwowo zerkał na bat. Parsknął głośno kładąc uszy. Schował je głęboko w grzywie, przyklejając do potylicy.Krugerrand - 2014-04-20, 22:00 Eee..nie dzięki.
Krugerrand nieco panicznie na początku zareagował, gdyż mocno uciekł zadem, niemalże zahaczając tyłami o siebie. W skutek czego nieco się potknął, jednak na tym na szczęście się skończyło. Potem już okrążał chłopaka w jedną i drugą stronę, na końcu stając przodem do chłopaka. Postawił uszy na szpic, jednak spiął się cały, gdy mężczyzna się do niego zbliżył. Gotów odskoczyć, czy nawet stanąć dęba, jednak kiedy poczuł dotyk najdalej na swoim grzbiecie, zaczął się powoli rozluźniać. Wreszcie nawet pozwolił sobie odciążyć jedną z zadnich nóg. A słabizna..no niestety Maccik będzie musiał się trochę pomęczyć, jeśli będzie chciał ją swobodnie dotknąć.Matthew - 2014-04-20, 22:10 Oj, coś taki nieśmiały?
Z politowaniem uśmiechnął się, widząc potknięcie się konia. Mimo nie przestał wtedy go odganiać. Nic złego mu robić nie miał zamiaru, więc Krugi musi się o tym przekonać - nie ma co się rozczulać nad potknięciami!
Zauważył, że był teraz spięty. Ale chyba przynajmniej przestał zwracać aż tak uwagę na Devona. To może i to spięcie całe i na dobre im wyszło, bo się chłopak bardziej skupił na czerwonowłosym?
Nie przejmował się tak czy owak Mefja jego stresem zanadto, po prostu dalej go głaszcząc. Po pewnym czasie i tak ogier odpuścił te nerwy, nawet okazując mu jakieś tam zaufanie, w postaci odciążenia nogi i rozluźnienia się. No i milutko. <:
Poczekał jeszcze, coby koń chociaż trochę opuścił łeb, gładząc go dalej. A jakby i tak na przykład jeszcze pomemłał pyskiem myśląc, to byłoby w ogóle ekstra! :'DDiego Montana - 2014-04-20, 22:35 Mężczyzna jednak uznał że wykorzystanie batu było słabym pomysłem choć ogier bynajmniej się ruszył. Diego kręcił się wokół własnej osi jakby na znaczjąc tor po którym ogier ma biec. Zgrabnym ruchem podciągnął bat wolną ręką pod siebie by puścić go na ziemię. Nie przestawał kontaktu lonży z ogierem jakby wyznaczając także tempo chodu. -Dobry Devon. Pochwalił ogiera zrobił kilka kroków w tył także długość lonży się zwiększyła tym samym mógł robić większe koła. Na ziemie dalej leżały drągi do których pewnie dojdą by ogier je omijał chodem jak przeszkody. Miał jeszcze jedną metodę jak narzucić tempo ale to potem.Krugerrand - 2014-04-20, 22:41 No patrz jakoś tak wyszło..
Złamie sobie kiedyś nogę, to chociaż może Mattek uroni łezkę?:c
Oddychając płytko wpatrywał się w każdy ruch chłopaka, powoli wymiękając. Nie mógł się wiecznie opierać, skoro ewidentnie nie robił mu krzywdy. Po prostu głaskał, chcąc go rozluźnić co uzyskał. Łepek spuścił gdzieś do wysokości klatki piersiowej, jednak nie memłał pyszczkiem. Odchylił uszy w tył i odetchnął głęboko. Trochę też nasłuchiwał tego co robią tam za nimi, jednak wolał nie spuszczać oczu z czerwonowłosego.Matthew - 2014-04-20, 22:48 Połamane nogi to co innego niż potykanie się. <:
- Do-brrrryy kuuuń! - pochwalił ogiera, głaszcząc go i głaszcząc. No, teraz to był usatysfakcjonowany, mogą tak to zakończyć... A to:
Krugerrand napisał/a:
[...] jednak wolał nie spuszczać oczu z czerwonowłosego
To już w ogóle świetny wyraz tego, że ich współpraca coś teraz jednak dała, nie?
Przytulił szybko koniucha i wręczył mu kawałek suchego chleba, który to zwykle miał gdzieś tam w kieszeni. Poklepał Krugera po szyi i wyprowadził.
Dość już na dziś!
zt.
Krugerrand - 2014-04-20, 22:52 Ale potknie się i złamie nogę! Życie na krawędzi.:c ^^
To te oczy we włosach na niego tak działały.. Ostatecznie wolał nie podpadać.
Ale skoro już go hugnął, no to ogier musiał nieco zadrzeć łeb do góry. Spojrzał jeszcze na chleb, nie wiedząc czy go wziąć. Kto wie ile on tam gnił w tej kieszeni.. No ale niech będzie, że wziął ten podarek i go schrupał, wychodząc za chłopakiem.
/ztDevon Heir - 2014-04-21, 10:11
Diego Montana napisał/a:
Mężczyzna jednak uznał że wykorzystanie batu było słabym pomysłem choć ogier bynajmniej się ruszył. Diego kręcił się wokół własnej osi jakby na znaczjąc tor po którym ogier ma biec. Zgrabnym ruchem podciągnął bat wolną ręką pod siebie by puścić go na ziemię. Nie przestawał kontaktu lonży z ogierem jakby wyznaczając także tempo chodu. -Dobry Devon. Pochwalił ogiera zrobił kilka kroków w tył także długość lonży się zwiększyła tym samym mógł robić większe koła. Na ziemie dalej leżały drągi do których pewnie dojdą by ogier je omijał chodem jak przeszkody. Miał jeszcze jedną metodę jak narzucić tempo ale to potem.
Parsknął niezbyt zadowolony i nadal z położonymi uszami kierował się dookoła na napiętej lonży. Nie potrafił kłusować spokojnie do puki bat, postrzegany przez niego jako coś złego nie opadł na ziemię. Dopiero wtedy uspokoił się nieco i przestał uciekać zadem do przodu, rozluźnił się nieco. Kiedy tylko bat upadł na ziemię nastawił na chwilę uszy, by zaraz znów je położyć i skupić się na lonżowaniu. Kiedy do jego uszu dotarła pochwała ponownie je nastawił i tym razem tak pozostały. Chód wałacha był płynny i zgrabny, dość sprężysty. Wkrótce sam zaczął skracać swój wykrok, dla większej wygody, czy też dla większego komfortu pracy. Czując pewien luz spojrzał kątem oka na mężczyznę. Pomimo iż lonża została wydłużona Izabelowaty nie posunął się bardziej, do robienia większych kół. Z niecierpliwością oczekiwał zmiany tempa.Diego Montana - 2014-04-21, 12:45 Mężczyzna obserwował zachowanie ogiera widząc że gdy pozbył się bata on się uspokoił. Mężczyzna wraz zwolnieniem się lonżownika postanowił zmienić taktykę. Zaczął iść razem z chodem ogiera ale nakierowując go wzdłuż ścian a on sam chodził próbując za nim nadążyć. Zacmokał dwa razy ciągnąc napiętą linę próbując go przyśpieszyć, nie chciał używać bata ponownie. Nie chciał mu popsuć psychiki i by jego właścicielka nie goniła go jak szalona za to co mu zrobił.Devon Heir - 2014-04-21, 12:56 Spojrzał na mężczyznę, kiedy poczuł jeszcze większy niż wcześniej luz. Zdziwił się znacznie, jednak nie zamierzał protestować więc poruszał się w miejsce wskazane przez Montanę - wzdłuż ścian. Tym razem nie potrafił ustabilizować swojego tempa. Przeciął powietrze ogonem parskając głośno i przeciągle. Schylił łeb, by zaraz go podnieść energicznie do góry. Skupił się na drodze do przebycia, jednak czuł się zmieszany. Nie do końca wiedział co ma robić gdyż niestety wyprzedzał mężczyznę z prostego powodu. Podczas gdy kłusował był szybszy od idącego człowieka, Diego musiał się nie lada wysilić i biec za nim. Słysząc cmoknięcie nastawił uszy bardziej o odwrócił minimalnie łeb zerkając na swojego trenera. Przyśpieszył co nieco, jednak do galopu dużo mu brakowało. Potknął się, o mało nie lądując pyskiem na sypkim podłożu hali. Zniesmaczony tym wyczynem parsknął zarzucając łbem lekko.Diego Montana - 2014-04-21, 13:10 Mężczyzna obserwował zachowanie ogiera obserwując i analizując dogodną drogę by nie musiał za nim latać pi całej hali. Chciał spróbować naprowadzić na drągi leżące na ziemi by przebiegł między nimi. Gdy się odpowiednio zbliżał pociągnął lonże na tą stronę na którą miał skręcić. Powinien dostrzec wtedy za kilka kroków drągi i albo je minie albo przebiegnie. Widząc potknięcie ogiera zaśmiał się cicho. -Nie przejmuj się. Dobrze ci idzie Devon Pochwalił konia, doskonale mu szło.Devon Heir - 2014-04-21, 14:41 Czuł się nieco skrępowany, jednak usiłował jakoś to przeboleć i jak najbardziej zadowolić człowieka. Jego ranga nie pozwalała mu na jakiekolwiek niekontrolowane wyskoki w bok. Bez przyczyny oczywiście. Widząc drągi ustawione na ziemi nie przejął się zbytnio, nie pierwszy raz miał z nimi do czynienia, więc nawet ucieszył się lekko na ich widok. Prychnął cicho zakręcając we wskazane miejsce. Przebiegł przed drągi dźwigając wdzięcznie wszystkie cztery kończyny, a słysząc stłumiony śmiech mężczyzny oburzony szastnął ogonem. Gdyby się przewrócił i poobcierał nogi na pewno nie byłoby mu tak do śmiechu. Nie byłoby to przyjemne ni dla Maślanego, ni dla Diego. Elizabeth pewnie ostro by się z nim rozprawiła, ale cóż, na szczęście nic się nie stało.Diego Montana - 2014-04-21, 14:50 Mężczyzna spojrzał na drzwi nikt nie wchodził i nie wychodził. -Wybacz Dev. Ale genialnie się spisujesz. Twoja pani jest z ciebie dumna za pewne. W razie wypadku wziął by go do weta jeśli byłoby to poważne, a jeśli nie to by go sam opatrzył i napisał karteczkę właścicielce. Klasnął ciszej w dłonie widząc jak ogier się spisuje. Ponownie nakierował lonżą wpierw na łuk by ogier mógł swobodnie zawrócić i znów pociągnął za lonże nakierowując na drongi. Niech ćwiczy na lonży delikatnie to też przydatne jest.Devon Heir - 2014-04-21, 16:45 Cały czas katem oka bacznie obserwował mężczyznę przez co nie skupiał się do końca na wykonywanej pracy. Słysząc jego słowa zwrócił uszy w jego kierunku, jedynie uszy. Prychnął głośno szastając przy tym energicznie ogonem. Zaliczył łuk bez wtopy po czym ponownie nakierowany na drągi powtórzył wcześniejsze zachowanie. Wkroczył na belki wstawiając pomiędzy nimi nogi, lekko opadając na kończyny. Wykrok wałacha był nadal skrócony, sam go skracał. Tak było mu o wiele wygodniej. Poza tym chód Izabelowatego był sprężysty i dość energiczny.
//Sorry, wena. :'cDiego Montana - 2014-04-21, 17:16 Mężczyzna spojrzał ukradkiem na zegarek, gdy koń przejechał palę na ziemi ściągnął lonżę w swoim kierunku. -Prr Powiedział w nadzeji że koń się zatrzyma. Jeśli nastąpiło to podszedł do niego i podał mu kostkę cukru, pogłaskał go po chrapach delikatnie. -Wracamy. Odparł ponownie chwytając lonże jak poprzednim razem by udać się w kierunku wyjścia.