To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Duży maneż

Krugerrand - 2015-02-15, 22:25

Konsekwentnie wprowadzony na woltę, zareagował jeszcze większym buntem. Kuląc uszyska, zwolnił maksymalnie, podbijając bardziej przodem. Zupełnie jakby sprawdzał jeźdźca, czy ten przerazi się perspektywą ustania dęba przez holsztyna. Christian musiał poświęcić na ogarnięcie Krugera dwie wolty, a wtedy ten wycofał się i uspokoił znacznie.
Przebłyski dziecinności i uporu gdzieś w nim były, nie był idealnie dopracowanym sportowcem. Jednak przecież każdy ma swoje odchyły od normy, nieprawdaż? Byleby pozostał dobry w tym co robi, a resztę jakoś się poukłada.
Idąc równym, ładnym tempem zastrzygł krótko uszami już przyglądając się przeszkodzie. Jak się okazało, jedynie minął się z pierwszym szeregiem, by wejść na drugi. Tym razem Niemiec nie wyrywał tak zaciekle do przodu. Wystarczyła jego jedna próba i stanowcze ukrócenie od strony zawodnika. Koń jakby przestawił się z dotychczasowego myślenia i dorósł. Dał się poprowadzić do samej przeszkody, dzięki czemu oddał bardziej precyzyjny skok, niżeli ten pierwszy. Gładko wpasowując się między przeszkody, ponownie się odbił - wysoko. Gdyż podmurówka, nieco go zbiła z tropu. Zaokrągliwszy w locie całe ciało, podwinął pod siebie kończyny. Nie bał się skakać przeszkód stojących w tzw. szeregu. Nie wyłamywał, chociaż kiedy nie znał przeszkody, wręcz zatrzymywał się przed nią, by wybić się mocno i bezsensu, lub skakał dwa razy wyżej niżeli było trzeba. Ot tak myślał ciemno gniady.
Lądując na lewo, wedle wskazówek płynących od mężczyzny, ruszył dalej ogarniętym krokiem. Machnąwszy ciemnym ogonem, zaokrąglił mocniej szyjsko, podnosząc jeszcze swoje przody. Teraz kłąb jako tako stanowił najwyższy punkt, zaś zad mocno się zaangażował w swoją pracę.
Wracając na ścianę, odchylił uszy w stronę Christiana, mając go na uwadze. Stając się bardziej przyjemnym do prowadzenia, dotarli do kolejnego szeregu. Teraz Kru skupił się tylko na przeszkodzie, bacznie obserwując jej strukturę. Raz może szarpnął pyskiem, po czym odbił się ponownie prezentując nienaganny baskil. Trochę się rozjechał po tej przeszkodzie, więc korekta była jak najbardziej na miejscu. Ogier mógł bardziej się skupić na prawidłowym i spokojnym dojeździe, a zatem i lepszym skoku, niżeli pędzeniu bez potrzeby.
Wraz z sygnałem zadnie nogi zadziałały jak sprężyna, posyłając pierw przody ku górze. Kolejny oddany skok i znowu cała uwaga została poświęcona kolejnej przeszkodzie. Zbyt długo nie mógł gdybać, gdyż właściwie sprowadzając tył za przodem na ziemię, od razu się wybił. Mocno, może trochę zbyt do góry, a za mało do przodu? Nie spodziewał się jednak takiej formy przeszkody. Raczej oczekiwał fouli między, więc równie dobrze, właśnie w tej chwili mogło rozlec się odgłos puknięcia kopyt o drąg, lub nawet upadku jednego z drągów na ziemię. Następnie lądowanie z lekkim potknięciem i dalej galop, tyle że na prawo.

Christian Levrull - 2015-02-15, 23:00

Nie lubił walki z koniem, aczkolwiek na mocne charaktery nie reagował inaczej jak konsekwentną nie tyle walką, co próbą dążenia do postawionego celu. Stąd w razie kiedy właśnie ten pokazywał na co go stać lub gdy starał się przejąć kontrolę (chociażby na tempem) szukał możliwie jak najmniej bezbolesnego rozwiązania. Jako, że był to trening mógł wplatać wolty, ale po tych wcześniejszych woltach zauważył nagłą lekkość w reakcji na pomoce Christiana, stąd nie omieszkał się zrewanżować i odpowiadać pomocami tylko jeśli były konieczne i to też raczej z wyczuciem, które on swoją siłą proponował.
Kru dostał krótką pochwałę po pierwszym szeregu, pozytywnie również zaskoczył go na pijanym okserze, biorąc pod uwagę wizualną trudność przeszkody, ale pewność w skoku ogiera uświadomiła mu fakt, że nie ma też przecież styczności z pierwszym lepszym koniem, trochę już się naumiał. Niestety przeszkody na skok wyskok nie wyszły tak dobrze, zabrakło im trochę w drugiej przeszkodzie i przy lądowaniu dwa drągi poleciały za nimi. Dlatego od razu przysiadł w siodło, broń boże nie karając go, poprawił tempo znów regulując lekkość przodu - przysiadł w siodle, dojechał łydką do elastycznej dla końskiego pyska ręki, jeżeli położył się na niej podnosił go półparadą i samą ręką. Kontrola tempa co krok i ponowny najazd na nieszczęsną linię. Wyszukał odbicia do pijanego oksera i wypuścił do dopiero w miejscu wybicia i pomocach do skoku, przy lądowaniu od razu korekcja - nie gasił tempa, ale półparadami jedynie trzymał go w kontroli pomocy, by przypadkiem nie wyrwał do skoku-wyskoku. Bardziej skupił się na odskoku, przysiadł go, dając patrzeć na przeszkodę, zamknął w pomocy i wypuścił znów ową energię dopiero przy odbiciu, wejście w półsiad - sam chłopak skupił się na swojej równowadze jak najbardziej, mocno łapiąc ją w łydce i strzemieniu, nie przeszkadzając ręką, by przypadkiem go nie zgasić. Przy lądowaniu, na chwilę powrót w siodło i sygnał do kolejnego skoku z mocno zaakcentowaną łydką (dajmy na to, że chłopak który ustawiał przeszkody od razu podniósł drągi) i półsiad. Lądowanie na prawo bez względu na wynik skoku od razu zakręt na przeszkodę nr 6 (okser 1,2 m) i po łuku na pijany okser (nr 1 bez zmian) - jak wcześniej, pozostał w znalezionym wcześniej tempie, ewentualna korekcja, jeśli się wyrywał (półparadą, łydką i dosiadem) z wyszukaniem najbardziej odpowiedniego odbicia. Po lądowaniu przejście do stępa i chwila oddechu dla ogiera przed ostatnim przejazdem. Oczywiście nie omieszkał go pochwalić (mimo wyniku, jak coś pójdzie poprawka).

Lynn - 2015-02-21, 19:03

Prowadziła pewnie ogiera, powoli wkraczając na duży maneż. Niestety mały był zajęty, więc musiała pójść do tego ku jej niezadowoleniu. Nie wiedziała czy to nie będzie za duża przestrzeń - wolała nie narażać swojego życia, jakby mu odbiło i pragnął ją rozdeptać. Stanęła w najbardziej odpowiednim dla niej miejscu. Dałam mu na początek połowę lonży, samą kręcąc się w kółko. Powoli rozwijałam lonżę, aby koń miał większą swobodę i lepiej mu się biegało, ot co. W końcu, kiedy rozwinęłam do końca lonżę pozwoliłam mu kłusować.
- Kłus, Imagine! - Wydała mu polecenie. Miała nadzieję, że rozumiał co ma zrobić. Jeżeli nie to praca była trochę utrudniona, jednak wszystko powoli da się nauczyć. W końcu ogier wyglądał na pojętnego, więc nie ma problemu.

Pandemonium - 2015-02-22, 15:59

Julia napisał/a:
Jak dotąd, te kilka niskich i pojedynczych przeszkód miało na celu zgranie pary i sprawdzenie umiejętności konia. Jako że Pandemonium skakał dość dobrze, Julia postanowiła poprosić stajennego o zbudowanie czegoś na kształt trasy.
Tym razem czekać na przeszkody musieli zdecydowanie dłużej, aczkolwiek nie dość długo, aby ogier mógł się zanudzić na śmierć. W ramach urozmaicenia monotonnego krążenia dookoła, Julia po pewnym czasie zrobiła z nim kilka wężyków, ósemek, wolt... W końcu jednak trasa do skoków była gotowa.
Składała się ona z siedmiu przeszkód, na poziomie nieco poniżej górnej granicy wysokości przeszkód dla klasy LL. W narożniku amazonka popędziła ogiera do galopu i od razu wyrównała tempo. Naturalnie, jeszcze przed najazdem zabrała o odpowiednie ustawienie zarówno własne jak i konia. Pogalopowali w kierunku pierwszej przeszkody na swojej drodze, okser 80 cm. Pomogła w ocenie miejsca wybicia, oddała wodzę, przeszła do półsiadu, a po lądowaniu równomiernie obciążyła oba strzemiona. Pokierowała ogierem prosto, na stacjonatę 90 cm. Również w przypadku tej przeszkody pomogła w ocenie miejsca wybicia i zrobiła wszystko co powinna zrobić do płynnego zgrania się z koniem. Po lądowaniu obciążyła mocniej prawe strzemię, sygnalizując tym samym kierunek skrętu. Przed nimi wyrósł doublebarre, z czego pierwsza część przeszkody miała 60 cm, druga zaś 80 cm. Upewniwszy się, że folblut jedzie właściwym tempem nakierowała go prostopadle na środek przeszkody. Tutaj również pomogła w ocenie miejsca wybicia. Po lądowaniu znowu skręt wypadł na prawo - mocniej zostało obciążone prawe strzemię. Było to jednak dość delikatne, dziewczyna nie obciążała boków konia jakoś szczególnie mocno.
Kolejna przeszkoda, czwarta, czyli kolejna stacjonata, tym razem niższa. 80 cm. Tradycyjnie: sygnał do wybicia, oddanie wodzy, przejście do półsiadu, lądowanie. Wszystko było identycznie jak przy poprzednich skokach. Julia naprostowała delikatnym skrętem w prawo kierunek biegu, tak aby Pandemonium galopował wzdłuż ściany, prostopadle do następnej, najtrudniejszej przeszkody na trasie. Tripplebarre, 50 cm, 70 cm i 90 cm. Przeszkoda zarówno długa jak i wysoka, choć raczej nie ponad siły konia. Znowu pomogła ogierowi w ocenie miejsca wybicia, tak aby skok się powiódł. Sama zapracowała na jego grzbiecie dokładnie tak jak już kilka razy wcześniej. Po skoku dziewczyna nie obejrzała się jednak za siebie, nawet jeśli ogier zahaczył kopytami o drągi. Nic nie szkodzi.
Najazd na kolejną przeszkodę był dość długi, dlatego Julia wykorzystała ten czas na skontrolowanie każdego szczegółu. W razie potrzeby wyrównała tempo i swoją postawę.
Skręciła z folblutem nieco w prawo, tak aby najazd na następną przeszkodę (stacjonata; 70 cm) był prostopadły. Tutaj wszystko wyglądało tak samo, więc nie będę się rozpisywać. Ponownie skręcili w prawo, aby jechać równolegle do ściany Na drodze pary wyrosła ostatnia już przeszkoda, bliźniacza stacjonata. Wszystko potoczyło się tak samo, a po oddaniu skoku Julia pozwoliła ogierowi zwolnić najpierw do kłusa, a potem do stępa.
Pochwaliła go, bardzo chwaląc jego dobre sprawowanie. Niezależnie od tego czy jakiś drąg został strącony czy też nie, Julia pochwaliła Pandemonium zarówno głosowo jak i klepaniem po szyi. Dała mu sporo luzu na wodzy, aby mógł rozprostować szyję, jeśli chciał. Nie pozwoliła jednak na szaleństwo, w razie potrzeby sprowadziła wierzchowca na ziemię. Śmiem jednak sądzić, że z folbluta energii nieco zeszło, więc nie próbował za bardzo utrudniać amazonce życia. Jeśli jednak nie był dostatecznie grzeczny, Julia mogła go jeszcze z pięć razy po trasie przeciągnąć. :lol:

Dla lepszego zobrazowania.



przepraszam, że długo nie odpisywałam, ale byłam przekonana że dawno odpisałam, a tu musiał mi się post nie wysłać.

Podczas oczekiwania, aż stajenny zbuduje im "tor" przeszkód zrobili kilka kół i wężyków, podczas których Pandemonum zazwyczaj zachowywał się spokojnie. Nie mógł jednak oprzeć się pokusie swoich złośliwych sztuczek, więc kilka razy przyśpieszał zaburzając lekko rytm, ale ponieważ trochę energii Julia zdołała z niego już spuścić, dość szybko wracał do rytmu. Przy wykręcaniu łuków, jeden łuk ściął przedwcześnie, psując jego kształt. Przy czym robił to głównie z czystej złośliwości i skłonności do nieposłuszeństwa, mimo to Julia całkiem nieźle sobie z nim radziła.
Gdy trasa była gotowa dziewczyna w narożniku nakierowała go na 80 cm oksera, dbając oczywiście o odpowiedni najazd i dbając o odpowiednie miejsce do wybicia. Pandemonium parsknął, od razu przyjmując "wyzwanie". Jak zwykle przed przeszkodą nieznacznie przyśpieszył, po łydce do odbicia, wybił się z ziemi energicznie i dynamicznie, ale z gracją pokonał pierwszą przeszkodę. Po okserze czekała ich dziesięć centymetrów wyższa stacjonata, którą pokonali w podobny sposób, bez większych problemów. Następną przeszkodą był doublebarre, do którego najechali po skręcie w prawo i wyprostowali przed przeszkodą. Tak jak wcześniej Demon dostał lekkiego przyśpieszenia przed przeszkodą, odbił się po sygnale, wysoko podnosząc przody i pokonał doublebarre bez zahaczenia o żaden drąg. Trzeba było przyznać, że raczej nie sprawiał problemu, gdy już dochodziło do skoku, był skoncentrowany na swoim wyzwaniu, a nawet dobrze zgrywał się w skoku z jeźdźcem.
Po przeskoczeniu doublebare'u znowu skręcił w prawo ku kolejnej przeszkodzie stacjonacie 80 cm. Tu znowu wszystko odbyło się podobnie, gdyż userce nie chce się tego wszystkiego opisywać. Nieznaczne przyśpieszenie przed przeszkodą, błyskawiczna reakcja na pomoce do wybicia, energiczne wybicie, dynamiczna i elegancka sylwetka w locie i miękkie lądowanie po drugiej stronie. Gdy stacjonata została już za nimi dziewczyna wyrównała kierunek biegu, przez co anglik biegł pod ścianą, prostopadle na następną przeszkodę. Kolejną przeszkodą był tripplebare 50, 70 i 90 cm. Karosz parsknął i podrzucił łbem niecierpliwie, przed przeszkodą przyśpieszając i wyciągając krok. Po łydce do wybicia, wybił się energicznie, wysoko podnosząc przody i podbijając zad. Wyglądało to bardzo dobrze, wygląda jednak na to, że sześciolatek za nisko podniósł przody w skoku, bo lekko uderzył kopytem o drąg, który zadrżał, ale nie spadł na ziemię. Anglik nie pozwolił sobie na dekoncentrację, parsknął jedynie z dezaprobatą.
Podczas długiego najazdu na następującą po tripplebare przeszkodzie skręcili nieco, by najazd wypadł prostopadle. Pandemonium był zaangażowany i aktywnie pracował kończynami i zadem, czasami zapominając się i narzucając za szybkie tempo, Julia z pewnością jednak zwalniała go do utartego tempa. Przed stacjonatą 70 cm jednak znowu nieznacznie przyspieszył, tutaj jednak obyło się bez potrącenia drąga, folblut nie miał problemu z pokonaniem stacjonaty. Ponownie jechali równolegle do ściany na bliźniaczą stacjonatę, gdzie wszystko odbyło się podobnie i Pandemonium z dziewczyną na grzbiecie miękko wylądował po drugiej stronie. Skorzystał z okazji i stopniowo zwolnił do stępa. Zarżał dumnie unosząc łeb na pochwałę. To, że większość tego co mówi człowiek dla konia pozostaje tajemnicą, nie znaczy, że koń nie wie, kiedy się go chwali. Szedł w miarę spokojnie stępem, czasem trochę przyśpieszając, a czasem szedł zygzakiem: to oddalał się nieco od ściany o pod nią wracał, jednak raczej trzymał się blisko niej. Julii udało się spuścić z niego sporo energii.
Zapewne jeszcze raz lub dwa pokonali tor, po czym dziewczyna go rozstępowała i wyprowadziła z maneżu.

zt

Imagine - 2015-02-22, 20:04

.....A czemu nie mogliśmy pójść na lonżownik? Stoi sam, biedny samotny i płacze! :lol2:
.....Imagine dumnie kroczył u boku Lynn, idąc tuż za nią na duży maneż. Rozejrzał się dookoła z ciekawością, nie wiedząc jak w zasadzie to miejsce ugryźć. Skoro dziewczyna wzięła lonżę, to oczywistym dla ogiera było, że udadzą się na lonżowanie, tymczasem lonżownik ominęli, a wyszli na dwór, na jakiś ogrodzony płotem kawałek piaskownicy. :lol2:
.....Ludzie są dziwni coraz częściej - pomyślał fryzyjczyk.
.....Jako że jednak Lynn przekonała ogiera do siebie tymi wszystkimi kostkami cukru, nie zamierzał jeszcze sprawiać jej zbyt wielu problemów, postanowił standardowo się z nią podroczyć, delikatnie i bez przesady, tak jak to było w przypadku Mii. W każdym razie nie zamierzał jeszcze targnąć się na życie dziewczyny, chyba że doprowadziłaby go do ostateczności. Wszedł na koło wokół dziewczyny, powoli stępując dookoła na połówce lonży. Stopniowo się od niej oddalał, wraz z tym jak rozwijała lonżę, sam z siebie jednak nie kłusował do czasu aż nie otrzymał takiego polecenia. Szedł po kole dość kształtnym, nie robił z niego nieestetycznego jaja.
.....Zakłusował, otrzymawszy takie polecenie. Rozumiał komendy głosowe na całkiem zadowalającym poziomie, dlatego nie było potrzeby używania bata do lonżowania do popędzenia fryzyjczyka.

Krugerrand - 2015-02-22, 20:30

Gdy tylko kopyta Krugera pociągnęły za sobą drągi, ten lekko się potknął przy lądowaniu. Oczywistym było to, iż musiał "oddać" kopiąc powietrze. Nie było w tym ruchu zbyt dużej agresji, jednak nie podobało się holsztynowi, że coś zrzucił. Dlatego też wracając opornie do ustawienia, wpierw zacisnął gniewnie szczęki na wędzidłach, by po chwili rozluźnić uchwyt i dać się poprowadzić na korekcyjny skok.
Tym razem nie było opcji, aby czegokolwiek dotknął. Jak już było powiedziane - zahaczy raz, oddaje skok taki, że przeszkoda nawet nie poczuje się przeskoczona. :lol: Dlatego też jako pierwszy pijany okser miał okazję spotkać się z mocnym skokiem ogiera. Wybijając się z zadu, wyskoczył do góry mając luźne dwadzieścia centymetrów zapasu. Ładnie ułożony w łuk wylądował, od razu patrząc na kolejną przeszkodę. Już wiedział co go czeka, że czai się tam skok-wyskok. Dlatego też sam się trochę wycofał chociaż nogi zaczęły ponownie mocno uderzać w ziemię. Przed pierwszym członem wybił się łagodnie, by wpasować się między przeszkody. Trochę nie pasowała mu zamiana położenia jeźdźca, gdyż od razu wybił się mocno do góry. Wkładając w swój skok niepotrzebnie dużo energii, jednakże nie zamierzał z powrotem tknąć przeszkody. W końcu niemiecka jakość!
Po wylądowaniu, już dobrym pogalopował w stronę przeszkody numer sześć. Uważnie się jej przyglądając, powrócił do swojego "walenia" kopytami w ziemię. Niczym maszyna, obserwował przeszkodę i wręcz palił się pod jeźdźcem. Wystarczył mu jeden sygnał, który dostał przed przeszkodą. Mocne wybicie i rozciągnięcie się nad okserem. Po lądowaniu ruszył dalej na prawą nogę (bo chyba w tą stronę lecą), dając się prowadzić swobodnie w dystansie. A przed przeszkodą ta sama historia z małym dodatkiem zawieszenia na munsztuku. Potem pewny skok i przejście do stępa. Jeśli mógł to wyciągnął maksymalnie łeb do dołu, a gdyby nie dostał wodzy, to delikatnie zasugerował jeźdźcowi, że ją chce. Ot pociągnął pyskiem w dół. :D

Lynn - 2015-02-22, 20:58

Przyglądała się uważnie poczynaniom ogiera. Widząc jak reaguje na polecenie, uśmiechnęła się zadowolona. Widać było, że jest dobrze wyuczony. Nie żałowała, że nie zabrała bata ze sobą. Koń mógł źle reagować na jego widok, a do tego radził sobie idealnie bez niego. Dała mu zrobić kilka kółek, zaraz po tym dając mu następne polecenie. Nie miała nawet myśli, żeby zwolnić i dać mu odpocząć. Musi wyrabiać sobie kondycję i szybkość, a takie zatrzymywanie było zbędne. Bez większego wysiłku nie dałby rady na toru wyścigowym lub czymkolwiek z wytrzymałością.
- Galop, Imagine! - powiedziała pewnie, ale przyjaźnie. Czekała aż koń zacznie wokół galopować. Ani jej nie w głowie, żeby nie obserwować karego ogiera. Kiedy ten zaczął już galopować, przyglądała się jego chodowi. Lubiła patrzeć jak konie biegają. Było to bardzo ekscytujące. Może dla tego lubiła szczególnie wyścigi. Poza tym skoki. Och, Lynn kochała po prostu jazdę konno i nie ma nic do gadania.

Imagine - 2015-02-23, 18:54

/Tak jak Mia powiedziała, czeka Cię saaaamo dobro ze strony Diablo, takie chrzciny. ;P

.....Z tym, czy Imagineś był dobrze wyuczony czy tylko najzwyczajniej w świecie przebiegły, nie będę się wykłócać, aczkolwiek z pewnością ogier nie był tym, na kogo wygląda. Plus za to, że nie było bata, minus za nieostrożność - batem łatwiej niekiedy okiełznać nieposłusznego wierzchowca, a w razie potrzeby można go przecież wyrzuć po drodze. :lol:
.....Słysząc polecenie do galopu, owszem, zagalopował. I to nawet całkiem płynnie, z gracją. Poruszał się dość szybko jak na przedstawiciela swojej rasy, zachowując w tym jednak elegancję. Początkowo nic nie wskazywało na plan jaki fryzyjczykowi układał się w głowie, nie, nie. Pierwsze okrążenie zrobił niemalże wzorowo, nie uciekając do środka koła, ani nie ścinając zanadto boków figury. Niespodziewanie jednak postawił dzikiego baranka, zatrzymując się w miejscu i wysoko wyrzucając nogi do tyłu. Odbił na zewnątrz okręgu, gwałtownie szarpiąc głową. Jeśli miał wędzidło (bo nie pamiętam na czym jechaliśmy ;P), zagryzł je, żeby zniwelować efekty uderzenia metalu o szczękę.
.....Możliwe, że Lynn wywróciła się przy nagłym zwrocie fryzyjczyka, niekoniecznie, w każdym jednak razie poczuła mocne szarpnięcie. Ogier odbił od niej w kierunku ściany, kopiąc zaciekle w powietrzu i rżąc triumfatorsko, że udało mu się zerwać. Po chwili uspokoił się i zaczął kłusować z nadmierną niemal elegancją dookoła dziewczyny, po naprawdę dużym okręgu. W chwili, kiedy do niego się zbliżała, on się oddalał i z rozbawiono-triumfalnym rżeniem uciekał jej dalej. :lol2:
.....Oto i baw się z rozpieszczonym koniem, który ma nadzieję wejść każdemu napotkanemu człowiekowi na głowę! :lol:

Lynn - 2015-03-01, 14:08

/Przepraszam, że tak długo nie odpisywałam. Teraz zdecydowałam się wyjść, żeby nie przedłużać :c

Zadowolona przyglądała się galopującemu koniu. W pewnym momencie dostrzegła jak ten robi baranka. Sama omal się nie wywróciła, utrzymując w pewnym momencie równowagę - na całe szczęście. Kiedy podniosła wzrok, zobaczyła jak koń dalej zgrabnie biegnie. Uniosła brew zdezorientowana. Zdecydowała, że już długo tutaj byli, więc wypadałoby oddać konia do stajni. Może jego właścicielka miała ochotę na jazdę, a ona porwała go na lonżę.Westchnęła cicho, powoli skrócając lonżę. Nawet jeśli ten się oddalał, jakoś dała radę.
- Super, Imagine - pochwaliła go, cmokając. Nagrodzi go jakoś jak będą w boksie. Teraz wolała zająć się tym, aby bez problemu dotrzeć do stajni. Bez żadnych kłopotów, problemów ani czegoś w tym typie.

zt

Christian Levrull - 2015-03-02, 20:48

Pochwalił ogiera, bo teraz się spisał, mimo, że sam musiał nieźle się namęczyć, by nadążyć za jego działaniami (tak bardzo wygórowanymi) z własnym dosiadem, ręką i wszystkimi pomocami, aczkolwiek jego styl bardzo mu się tu podobał (a później w trakcie zawodów). Po chwili stępa i chwili na chłopaka, który pomagał ustawiać przeszkody zaczął znów ponownie go skracać, ustawiając na pomocach. Tym razem wiedząc, że nie do końca lubi być kontrolowany, nie bał się dać mu kuksańca łydką/ostrogą, połączoną z innymi pomocami. Przed nimi ostatnia kombinacja, którą przygotował, dlatego po chwili dał pomoce do zagalopowania, płynnie wchodząc biodrami/miednicą/ogólnie dosiadem w jego galop, do którego zaczął się już przyzwyczaił. Nieco go podniósł po stępi, skorygował tempo, pilnując aktywnego zadu i nie przesadnie mocnego tempa.
Galopem na prawo naprowadził go na przeszkodzę nr 7 (stacjonata 1,3m z podmurówką) starając się nie wychodzić ciałem usiadł głęboko, by móc kontrolować jego tempo i miejsce odskoku. W odpowiednim miejscu "puścił" go do skoku, nie dając wyjść z kontaktu, który jednak płynnie poszedł za nim z ręką jeźdźca i jego półsiadem. Lądowanie z mocnym oparciem w strzemieniu i powrót do ustawienia/tempa/rytmu sprzed przeszkody. Jechał blisko jedynki, za nią de facto by nadal z prawej nogi naprowadzić go na nr 6 (double 1,2 x 1,3 x 1,1 m (pierwszy człon x drugi człon x szerokość) z mocno zabudowanym drągami przodem). Tu tak jak wcześniej skupił się na swoim dosiadzie, nie dając mu się za bardzo spłaszczyć i uciec z jego pomocy, jeśli próbował wyrwać, mógł poczuć mocne przymknięcie ręki chłopaka na wodzy i mocniejsze zadziałanie nią. Na takich wysokościach nie chciał się wygłupiać, tu liczyły się naprawdę cm'try. Znów idący z ogierem półsiad, lądowanie z mocnym oparciem w strzemieniu na lewo. Znów korekcja (nie chce mi się pisać tego samego po raz enty) i za nr 3 i nr 4 wjazd z lewej nogi na szereg (nr 4 & 5). Doprowadził go jak wcześniej (w razie w korekcja dosiad-ręka za szybkiego tempa) jak najbliżej, trzymając na pewnym kontakcie do pierwszego członu (stacjonata 1,1m z podmurówką) zachowując energię również na drugi człon, przy lądowaniu mocniej dopchał go łydką i dosiadem, jako, że mieli foule do pokonania do drugiego członu (stacjonata 1,3m z jednym drągiem - czyli wizualnie trudna dla konia) wymierzył odbicie do skoku i wypuścił go w niego, kontrolując maksymalnie swojego ciała, by nie były problemów. Lądowanie z mocnym oparciem w strzemieniu i galop w prawo po ścianie.

{Dla przypomnienie układ przeszkód.}

Imagine - 2015-03-05, 20:38

.....Po wykonaniu ostatnich ćwiczeń, opuścił maneż.

/zt

Krugerrand - 2015-03-11, 19:59

Stępując aktywnym krokiem, aczkolwiek z rozluźnioną sylwetką przyglądał się chłopakowi, który poprawiał przeszkody. Holsztyn zdążył spocić się trochę podczas całego treningu, jednak chwila przerwy wystarczyła, aby był w stanie kontynuować skoki - nie oszukując się, wymagały one wiele zaangażowania od ciemno gniadego.
Wracając do ustawienia, trochę pobujał się na wodzach wchodząc na wewnętrzną i zewnętrzną wodzę. Po małej korekcie dał się zepchnąć na właściwą wodzę, nie robiąc problemów typu zawieszania się. Wycofany, ruszył równym tempem galopu już od pierwszych kroków angażując zad. Jego środek ciężkości wycofał się na tyły, dzięki czemu przód ogiera był lekki. Umożliwiając mu oddawanie poprawnych technicznie skoków. Nie płaskich, a w kształcie paraboli.
Stawiając uszy na szpic, zbystrzał widząc przeszkodę. Od razu jego kończyny powędrowały do przodu, zaś szyja uniosła się. Naparł na wędzidło, jednak przy konsekwentnym działaniu jeźdźca, dał się wycofać, po czym mocno odbił się od ziemi. Podciągając do ciała kończyny, wygiął szyję w łuk, wykorzystując oferowaną mu wodzę podczas skoku. Lądowanie na prawą nogę i równe tempo galopu po skoku. Dał się prowadzić tuż za jedynką, by ponownie w świetle przeszkody dać o sobie znać. Rwał się do przeszkody, jednak cały czas był skutecznie przytrzymywany. Czego konsekwencją było mocne uderzanie przodami o ziemię i "wystrzał" w momencie gdy miał odrobinę luzu. Tutaj przed skokiem nieco rozciągnął ostatnią foulę, by odbić się i nad przeszkodą, również rozciągnąć ciało. Podkurczając kończyny i zaokrąglając szyję. Lądowanie na lewo wraz z niewinnym bryknięciem i nieco żwawszym krokiem po przeszkodzie. Co sugerowało, że Kruger rozbujał się trochę na przeszkodach. Żywiej do nich podchodził (o ile było to możliwe). Pchając się do przodu na ostatnią przeszkodę, napotkał po drodze rękę, z którą chwilę walczył. Może nie był najwygodniejszym koniem do prowadzenia, jednak wysokości, energia, wiek - robiły swoje. Jakoś się wycofując wybił się mocno przed pierwszym członem szeregu, znowu składając się w locie. Po lądowaniu, małe zawahanie spowodowane wyglądem przeszkody - niezbyt zachęcającym zresztą. Łydka w tym momencie dużo dała, dlatego też Niemiec dopadł drugą przeszkodę, wybijając się stanowczo za wysoko. Nie umiał wyliczyć jaka wysokość przed nim stoi, wydawało mu się to 'ogromne' dlatego też postanowił skoczyć wyżej, jak potrzebował. Z racji mocnego skoku, nieco mniej wygodne lądowanie, po czym dalej żywszy galop na prawo.

Christian Levrull - 2015-03-11, 20:13

Gdy już byli w galopie postanowił pozostać w półsiadzie, pulsacją wewnętrznej wodzy skłaniał go do zejścia w dół i żucia w galopie. Gdy tylko potrzebował trochę więcej wodzy (sam wyciągał z nosem do ziemi) oddawał mu tyle ile chciał - pozostając jednak wciąż na galopie. Zrobili tak parę kółek, by odpuściły mu trochę plecy, a on sam mógł się nieco "wyciągnąć" biorąc pod uwagę maksymalne skrócenie jak dla niego w trakcie skoków i obciążenie grzbietu w ich trakcie. W między czasie pochwalił go klepiąc po szyi.
Przejście do kłusa, gdzie również został z nim w dole i parę kółek w takim ustawieniu z większymi woltami do wyjechania przy okazji, a następnie stęp, na długiej wodzy. Zarzucił mu derkę na plecy, by go nie przewiało, i postępował z nim póki nie wyrównał w miarę oddechu. Dopiero wtedy skierowali się do stajni.

{zt}

Krugerrand - 2015-03-11, 20:19

Mieląc wędzidło w pysku zszedł płynnie pyskiem do dołu. Wygodniej było mu wyjść z ustawienia i w końcu trochę się "wyciągnąć". Czego efektem były bardziej obszerne foule i wpasowany między nogi pysk. Pozostając w tym aktywnym i równym tempie, pokonali te kilka kółek i dopiero po nich bez zachwiania równowagi przeszedł w kłus. Również aktywny, aczkolwiek Kruger nie rozciągał przesadnie kończyn. Ostatecznie przeszedł do stępa, krocząc szeroko z wyraźnie rozluźnioną sylwetką. Potrzebował chwili na wyrównanie oddechu i "wyschnięcie" nadmiernej ilości potu.
Potem już tylko kroczył w stronę stajni.
/zt

Naomi Eaton - 2015-03-18, 22:18

Korzystając ze stosunkowo ładnej pogody, zdecydowała się przeprowadzić lekcję na świeżym powietrzu. Zawsze lepiej tak, niż męczyć się na hali, która pomimo wysokich standardów, nie umywała się do zewnętrznego placu.
- Powiedz mi, jeździłaś już? - zagadnęła, zamykając za parą bramkę i idąc z nimi na środek maneżu. Oczekiwała, że Liliana jej streści swoje dotychczasowe doświadczenie; powie, ile miała już lekcji, czy jeździ już sama, czy na lonży. W między czasie Naomi podciągnęła koniowi popręg i przypięła do ogłowia lonżę, którą miała zamiar przeprowadzić niezależnie od tego, czy dziewczynka jeździła już sama. Chciała się na własne oczy przekonać, na ile Liliana ma rozwiniętą równowagę, jakie ma problemy, czy radzi sobie ze zwierzęciem. Bezpieczeństwo konia i jeźdźca stało na pierwszym miejscu.
- Wskakuj - uśmiechnęła się krótko, opuszczając strzemiona po obu stronach. Póki co niedopasowane, ale do wsiadania i tak mieli schodki, co było lepszym rozwiązaniem dla obu stron.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group