To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Naomi Eaton - 2017-04-02, 14:24

PRÓBA TERENOWA - CZ.2


Pochwaliła go krótko po pokonaniu szeregu, tym samym dodając mu nieco otuchy. Niewiele dalej czekała na nich kolejna przeszkoda, swoją budową przypominająca domek, co jednak nie powinno wzbudzić w ogierze żadnych wątpliwości. Galopując pewnie w jej kierunku, i ją pozwoliła Siviento pokonać większym susem galopu, podczas którego musiał jednak nieco wyżej podnieść nogi. Starała się ułatwić mu wykonanie tego zadania poprzez przejście w stabilny półsiad i oddanie wodzy. Po skoku w dalszym ciągu galopowała w półsiadzie, zbliżając się do jednych z najmniej obciążających przeszkód, polegających na zeskoku w dół i ponownym wspięciu się na wzniesienie. Nie była to duża różnica w wysokości, ale i tak przygotowała na to Siviento paroma półparadami, zwracając jego uwagę na taką konstrukcję. Po płynnym pokonaniu wspomnianego "szeregu", pozwoliła ogierowi galopować w swoim tempie. Nie forsowała go szczególnie, nie chcąc go zmęczyć - a po zimie jego kondycja mogła być słabsza niż latem - ale też starała się utrzymać optymalne tempo, które pozwoli im dotrzeć na metę w wyznaczonej normie czasu.
Następna, jedenasta przeszkoda nie odstawała bardzo poziomem od pozostałych, ale ozdobienie kwiatami mogło budzić w Siviento wątpliwości. Stąd też w najeździe do niej zamknęła konia w pomocach, mocniej też jadąc go dosiadem, by nie utracił pewności siebie podczas podejścia do przeszkody. Z odpowiedniego miejsca wysłała go do skoku, decydując się na dość dalekie odbicie, umożliwiające ogierowi oddanie stosunkowo płaskiego skoku nad przeszkodą, której wysokość w końcu nie była zawrotna. Po jej pokonaniu kontynuowała galop na wprost, do dwunastki, która swoim wyglądem - głównie kolorem - mogła wzbudzać w koniu wątpliwości, bo dotychczasowe przeszkody miały naturalne kolorowy. Tutaj znowu postawiła na staranny, kontrolowany najazd, dzięki czemu uniknęła ewentualnego spłynięcia z przeszkody i chwilę później z satysfakcją mogła ją zaliczyć do pokonanych. Po pokonaniu zakrętu w prawo, czekała na nich kolejna przeszkoda tego typu, jak parę poprzednich, stąd też zawodniczka nie bała się o niepowodzenie. Trzymając tempo i konia w pomocach, doprowadziła go do beczek i z obranego miejsca dała mu łydkę, zaraz wychodząc za koniem do półsiadu wraz z oddaniem ręki. Dalej prowadziła go wyznaczoną trasą, by kilkunastu sekundach zmierzyć się z przeszkodą umożliwiającą oddanie kolejnego skoku-susa, co też zapewne miało miejsce. Podczas takich skoków wyjątkowo zostawała w bliskim kontakcie z siodłem, co miało ułatwić ogierowi zachowanie uwagi; nie zapominała jednak o oddaniu mu ręki, by miał możliwość rozciągnięcia się. Niewiele dalej czekała na nich najzwyklejsza w świecie kłoda, przy której raczej nie ma potrzeby nadmiernego rozpisywania się. Co innego przy murze, który był następną przeszkodą. W dystansie Naomi postarała się o lekkie zaokrąglenie galopu podopiecznego i rozluźnienie go. W niedużej odległości od muru umożliwiła ogierowi przyjrzenie się mu i nie zmieniając tempa, podprowadziła go do przeszkody, unikając nadmiernego wpędzenia i nie dając możliwości skradania się. W razie potrzeby dodatkowo wspomogła się bacikiem, ale chyba nie było takiej potrzeby, zważywszy na dużą odwagę konia i chęć do skakania. Tuż po chwili czekał na ich dwójkę kolejny szereg, złożony z dwóch równie wymagających przeszkód, ale i tutaj zachowanie Naomi było spokojne i przemyślane, co prawdopodobnie pozwoliło jej na przeprowadzenie przez owe przeszkody Siviento. To jednak było nic w porównaniu z przeszkodą kończącą tor; Naomi pamiętając o jej baaardzo specyficznym wyglądzie, w dystansie znowu postarała się o rozluźnienie wierzchowca i skupienie go na sobie. To ułatwiło jej podejście pod przeszkodę, przy którym szczególnie zabiegała o właściwe tempo i ruch do przodu. Właściwie wszystko zależało od nastawienia konia, czy musiała go mocno pchać do osiemnastki, czy może wręcz przeciwnie, lekko go przytrzymać. Niemniej aktywna jazda dołem i zamknięcie w pomocach miało miejsce w obu przypadkach. Po pokonaniu osiemnastki uśmiechnęła się szeroko i oddała koniowi wodze, klepiąc Siviento po szyi. Jeszcze przez chwilę galopowała, po czym zwolniła do kłusa i po paru minutach do stępa, wówczas już zeskakując z grzbietu Młodego, z którego była bardzo dumna. Po rozstępowania konia w ręku, już bez siodła, odprowadziła konia do stajni, w której otoczyła go należytą opieką i dobrze nakarmiła, co by miał siły na ostatni dzień sportowych zmagań. /zt
Siviento - 2017-04-02, 14:33

Pochwalony poczuł się jeszcze pewniej, dzięki czemu odważnie szedł do przodu, stawiając czoła kolejnym przeszkodą. Dziewiątka nie była ani wysoka, ani straszna, więc gniady zrobił przez nią większego susa, nawet przesadnie się tym nie męcząc. Po szybkim lądowaniu galopował dalej do szeregu, który również nie należał do najstraszniejszych. Nawet nie musiał się na nim specjalnie wysilać, podczas wspinania się w górę, bo różnica wysokości była na szczęście niewielka. Zeskoczył z pierwszego członu, zaraz dojeżdżając do drugiego i robiąc nad nim większy krok, żeby się nie potknąć i nie wyrżnąć. Kiedy miał to już za sobą, galopował dalej swoim tempem, nie spiesząc się przesadnie, ale też nie ślimacząc. Chciał mieć dobry czas, ale też musiał brać pod uwagę, że pozostałe przeszkody mogą być bardziej wymagające i warto mieć na nie trochę więcej siły, niż na zrobienie zwykłego susa.
Dojeżdżając do jedenastki, która była przyozdobiona kwiatkami, miał pewne wątpliwości, w końcu kwiatki mogły okazać się niebezpieczne i co wtedy? Może organizatorzy chcieli go nimi zaatakować, a wtedy będzie po nim i jego występie. Nadął nozdrza, robiąc większe oczy, ale nie zawahał się i wykonał dość płaski skok, bo przeszkoda nie była specjalnie wysoka, więc nie musiał tracić na nią jakoś dużo energii. Najważniejsze, żeby się o nią nie zabić. Po lądowaniu ruszył dalej, w kierunku dwunastki, która swoją barwą waliła go po oczach już z daleka. Co wzbudziło w nim jeszcze większe wątpliwości, był to kolor który odstraszał nawet starsze konie, a co dopiero pięciolatka. Tym razem jednak okazał on swoje lwie serce i udało im się prosto najechać do przeszkody, przez którą przeskoczył, może jedynie biorąc większy zapas, żeby się o nią nie obić. Po pokonaniu zakrętu wyłoniła się trzynastka, przy której stały jakieś beczki, na które młody nie zwrócił większej uwagi, bo nie miały żadnych odstraszających kolorów. I stały tylko po bokach, więc były mu niemal obojętne. Przeskoczył nad przeszkodą i szybko wylądował, nastawiając się teraz na czternastkę. Zrobił nad nią większego susa, szybko zostawiając ją gdzieś w tyle, by zaraz musieć skakać przez kłodę. Przeszkoda nie stawiająca przed nim żadnych nowych wymogów, więc i tutaj wystarczył mu większy skok, by mieć ją szybko z głowy. Teraz wyrósł przed nim mur, przeszkoda, której musiał się dłużej przyjrzeć, by pozbyć się wszelkich wątpliwości związanych, z przeskoczeniem przez tego potwora. Jeszcze były przed nim kwiatki, co budziło w nim mieszane uczucia. Mimo wszystko nie skradał się, bardziej zaokrąglił się w galopie i rozluźnił. Zbliżył się do muru, nie wpadając na niego z całą siłą, ale spokojnie wybijając się w odpowiednim miejscu i spokojnie lądując za. Następny na liście był szereg, równie wymagający co mur. Gniady jednak zachował zimną krew i z pomocą amazonki przeskoczył przez obydwa człony, bez żadnej paniki. Dalej dość długi odcinek do przeszkody kończącej tor, ogier dalej był chętny do galopowania naprzód, jednak sam wygląd przeszkody nie był przyjemny. Najbardziej nie podobało mu się to, że będzie miał coś nad głową. Dziewczyna nie traciła za to wiary w jego możliwości, więc obydwoje dojechali do osiemnastki, przeskakując ją od razu. Młody cieszył się, że nie stracił przy tym głowy. Przyspieszył znacznie do mety, by nadrobić czas, a po przekroczeniu jej zaczął powoli zwalniać. Mokry od potu, ale zadowolony. Parsknął głośno i potrząsnął łbem, pozbywając się piany z pyska. Po rozstępowaniu wrócił z powrotem do stajni, by odpocząć przed ostatnim dniem zawodów.


zt

Elizabeth White - 2017-04-04, 16:57

PRÓBA TERENOWA


Kolejnego dnia czekała ich próba terenowa. W tym przypadku Elizabeth była nieco spokojniejsza, bo ewentualne podrzucanie głową nie przeszkadzało tu w takim stopniu, jak na czworoboku. Po za tym przeszkody miały niski stopień trudności, przez co brunetka nie stresowała się przejazdem, traktując go bardziej jako wstęp do czegoś większego. Nie da się przecież zaprzeczyć, że była to idealna okazja do zaznajomienia siwej z czym to się je.
Po dokładnym wyczyszczeniu i osiodłaniu siwej, udały się na rozprężalnie. White ubrała swoją podopieczną w nowiutki granatowy komplet, który cudownie komponował się z jej maścią. Ponadto na jej grzywie upięła zgrabne koreczki, dzięki czemu prezentowały się ślicznie na tle innych startujących par. Niestety, tak to już jest jak się ma właścicielkę szmatoholiczkę.
Po treściwej rozgrzewce, która miała na celu przygotować kopytną do bezproblemowego pokonania całego toru, stępem udały się na linię startu. Tam amazonka po raz ostatni poklepała Fabiolę po szyi, chcąc dodać jej otuchy, by następnie mentalnie przygotować się do charakterystycznego dźwięku dzwoneczka. Gdy ten popłynął z głośników, brunetka wypchnęła WKKW’istkę do galopu, od razu przechodząc do lekkiego półsiadu. Pilnowała aktywnego tempa, kierując siwą prosto na przeszkodę rozpoczynającą trasę. Była to niziutka kłoda, która w żaden sposób nie powinna wywołać u klaczy obaw. Nie mniej jednak dziewczyna przypilnowała by ta nie rozmyśliła się przed samym skokiem, po chwili sprawnie przedostając się na drugą stronę. Po nieco dłuższym kawałku, który miały do pokonania, napotkały na swojej drodze bankiet. Zawodniczka skierowała Fabiole na sam środek przeszkody, pilnując by ta miała wystarczającą ilość energii, by wspiąć się na nasyp. To z kolei nie było zbytnio trudne, bo stopień był usytuowany dość nisko i na dobrą sprawę wymagał jedynie lekkiego uniesienia przodów. White nie zniwelowała jednakże tej przeszkody, płynnie współpracując z ruchami swojej kompanki. Nie zapomniała o oddaniu ręki, co by kopytna nie nadziała się na wędzidło i chwilę później pędziły już do trójki, która okazała się optycznie trudniejsza. Optycznie, bo część czesana dodawała jej parę centymetrów do wysokości, chociaż w rzeczywistości była taka sama, jak pozostałe. Elizabeth na bieżąco obserwowała zachowanie siwej, korygując je wedle swoich potrzeb. Uprzedziła klacz półparadą, kilka fouli przed siadając w siodło, by zamknąć ją w pomocach i dokładnie dojechać do miejsca wybicia. Zaoferowała jej również wskazówkę w postaci łydki, dalej już tylko odciążając grzbiet klaczy i wychodząc do przodu z nadgarstkami. Czwórka niemalże nie różniła się od jedynki, ale za to pod numerem pięć objawił się okser. Co prawda nie rażący ani wysokością, ani szerokością, ale w dalszym ciągu wymuszający dalszy niżeli wyższy skok. Dziewczyna zasugerowała odrobinę dalsze wybicie, bez opóźnienia zgrywając się z nieparzystokopytną w tym krótkim locie. Dalej czekała ich zaś płytka sadzawka, zakończona kolejnym bankietem. Brunetka przypilnowała, by kopytna nie zawahała się przed wjazdem do wody, dalej pozwalając jej iść w miarę normalnym, aczkolwiek nie ospałym tempem. Niestety pokonanie drugiego członu nie poszło im tak sprawnie, bo kopytna urwała foule, chcąc przedwcześnie wydostać się na brzeg. To sprawiło, że dziewczyna na ułamek sekundy utraciła równowagę i zgubiła jedno ze strzemion. Na szczęście – dzięki stabilnemu oparciu na poduszkach kolanowych, w żaden sposób nie zaważyło to na ich wystąpieniu, a stopa Kanadyjki po chwili na nowo znalazła oparcie.
Po sprawnym przeskoczeniu siódemki, dotarły do dwuczłonowej ósemki. Galop pod górkę wymagał od Fabioli więcej wysiłku, a do tego dodatkowo dochodziły jeszcze dwa skoki. W związku z tym El pilnowała, by kobyłka nie gasła i miała odpowiednią energię do wdrapania się na przygotowane nasypy.

/1-8b

Fabiola - 2017-04-04, 19:05

PRÓBA TERENOWA CZ. 1


Drugiego dnia zawodów Fabiola była w równie dobrej formie, co było widoczne już podczas rozgrzewki, gdzie wykazywała sporą chęć do pracy. Po przebytym rozprężeniu udała się w kierunku linii startu, z której ruszyła galopem tuż po usłyszeniu charakterystycznego dźwięku dzwonka. Stosunkowo szybko nabrała tempa, nie mając najmniejszych oporów przed żywym galopem w przód, w którym to wyraźnie pchała się zadem, przód pozostawiając swobodny i lekki. Widok pierwszej przeszkody nie był dla niej zaskoczeniem, jedynie nastawiła uszy na sztorc by po chwili oddać skok nad przeszkodą. W gruncie rzeczy bardziej przypominało to daleki sus, bowiem nawet nie pokusiła się o staranne złożenie nóg. Zwyczajnie przefrunęła nad przeszkodą, by zaraz kontynuować galop do drugiej przeszkody. Wskoczenie na nieduży nasyp rzeczywiście nie sprawiło jej problemu, bowiem płynnie odepchnęła się od ziemi i już po chwili znalazła się po drugiej stronie, nie rozpamiętując tego, co było już za nią. Trzecia przeszkoda wymagała minimalnie większego zaangażowania, bowiem zdawała się być masywniejsza i bardziej zabudowana. Fabiola mimo to podeszła pod nią chętnie, nie stawiając najmniejszego oporu. Oddała skok ze wskazanego miejsca, tym razem nieco wyżej unosząc nogi i ciągnąc szyją. Stabilnie wylądowała po drugiej stronie, gdzie kontynuowała energiczny galop do następnych przeszkód, okazjonalnie potrząsając głową, zdecydowanie mniej niż poprzedniego dnia. Czwórkę pokonała bez mrugnięcia okiem, natomiast jeżeli chodzi o piątkę, tutaj podeszła już odrobinę rozważniej, ale nie wymagała dodatkowych zachęt. Skoczyła ze wskazanego miejsca, oddając nad okserem szeroki i dostatecznie wysoki skok. Przychodziło jej to z łatwością, nie tylko dlatego, że poziom toru był niski. Miała do tego stwierdzone predyspozycje, chociaż może jej niepozorny wygląd na to nie wskazywał. Na tym etapie mogła jednak śmiało konkurować z całą gamą innych koni i wcale od nich nie odstawać.
Nie zawahała się także przed wgalopowaniem do wody, chociaż na samym brzegu nieco opuściła głowę, zarazem wynosząc wyżej kłąb i grzbiet. Wysoka osoba mogłaby odnieść wrażenie, że zaraz rozstanie się tym sposobem z siodłem, ale Fab jedynie przyjrzała się uważniej lustru wody by po chwili je zburzyć kopytami. Śmiało przegalopowała przez wodę, z której następnie wyskoczyła przez kolejny bankiet. Niestety nieco się z tym pospieszyła, w rezultacie wybijając Elizabeth z rytmu. Na szczęście nie miało to wplywu na pokonanie przeszkody, bowiem Fab zdołała przeskoczyć na drugą stronę pomimo tego, że utrata równowagi przez jeźdźca wpłynęła także na równowagę klaczy w skoku.
Sytuacja uległa poprawie przy siódmej przeszkodzie, gdzie amazonka zdołała już odzyskać strzemię. Wówczas klaczy udało się oddać następny skok w pełnej harmonii z jeźdźcem, choć generalnie zdawała się nie zdawać sobie sprawy z tego, że przez chwilę było "gorąco". Kolejno czekały na nią dwie nieduże przeszkody, aczkolwiek umieszczone na wzniesieniu, co zmusiło siwą do większego wysiłku podczas ich pokonywania.
Naomi Eaton - 2017-04-05, 16:14

PRÓBA SKOKOWA


Wreszcie nadszedł ostatni dzień zawodów, równający się próbie skokowej. Podczas przygotowań do dzisiejszych startów szybko dostrzegła, że Siviento był już zmęczony. Mimo to zdecydowała się spróbować szczęścia, szczególnie, że poziom parkury nie był wysoki.
Wyczyściła dokładnie konia i elegancko go ubrała, w "strój" pasujący do jej ubioru. Następnie zaprowadziła go na rozprężalnię, gdzie starannie go rozgrzała, nie męcząc jednak dużą ilością skoków. Ostatecznie wjechała na parkur i czekając na ukończenie przejazdy poprzedzającej ich pary, stępem krążyła po placu, pokazując Młodemu niektóre z przeszkód. Gdy nadeszła odpowiednia chwila, ukłoniła się sędziom i zakłusowała na długiej ścianie, by w narożniku zagalopować i poprowadzić Siviento na jedynkę między dwójką i siódemką.
Regulując tempo pracą dosiadu i półparadami, bez walki doprowadziła gniadego do pierwszej stacjonaty. Póki był jeszcze młody i niedoświadczony, służyła mu pomocą w dobieraniu miejsca odskoku i tym razem nie było inaczej. Dała mu wyraźny sygnał łydką, a gdy już wybił się do skoku, przeszła do półsiadu i oddała folblutowi wodze, umożliwiając pokonanie przeszkody w równowadze. Po skoku kontynuowała galop na prawą nogę i zakręciła na drugą przeszkodę, w zakręcie siedząc w siodle i prowadząc Siviento na zewnętrznej wodzy, co chroniło go przed wypadnięciem na zewnątrz i pomogło w wykonaniu zakrętu. Następnie wyprostowała go na dwójkę, lekko nadrabiając tempo; przed przeszkodą usiadła w siodle i spokojnie prowadząc konia, cierpliwie wyczekała miejsca, z którego nastąpiło kolejne odbicie. Tak jak w przypadku stacjonaty, nie zapomniała o zrównoważonym półsiadzie i oddaniu ręki. Dalej pogalopowała na lewo i tutaj niestety zepsuła sprawę, za mocno ścinając zakręt i tym samym tworząc mało komfortowy najazd na trójkę. Przeszkoda sama w sobie nie należała do trudnych, ale koń chociaż zdecydował się oddać skok, to niestety ściągnął drąg, za co nie mogła go winić; błąd wyraźnie leżał po jej stronie. Nie przejmując się tym, postanowiła nieco mocniej pojechać go do oksera, jednocześnie rozluźniając by równie szybko zapomniał o nieudanym skoku. Ten nad czwórką był już czysty, choć ze sporym zapasem, do czego Naomi ledwie zdążyła się przygotować. To poskutkowało tym, że chwycił ją chwilowy skurcz, który jednak nie miał większego wpływu na jazdę, oczywiście poza lekkim dyskomfortem. W każdym razie kontynuowała jazdę na lewo, by po starannym wyjechaniu zakrętu na lewo zabrać Siviento na stacjonatę oznaczonym numerem piątym. Nie miała większych problemów z wprowadzeniem konia po parkurze, nawet jeśli ten znalazł w sobie dodatkowe zapasy sił ze względu na pojawienie się przeszkód; harmonijnie doprowadziła go do przeszkody i oddała spod niej następny udany skok. Po nim pozostała na prostej linii, podniosła konia i zamknęła go w pomocach, by bezpiecznie doprowadzić do oksera. Wskazała folblutowi miejsce odbicia i zaraz zgrała się z jego ruchem, przy lądowaniu sugerując tym razem lądowanie na prawo, w które pojechała na przedostatnią przeszkodę.
Po wyjściu z zakrętu poprosiła konia o nieco żywszy galop, zarazem kontrolując go by uniknąć ewentualnego spłynięcia. Tym samym płynnie i energicznie pokonali po stacjonatę, po której Naomi kontynuowała galop na wprost, nie przyspieszając do oksera. Utrzymała to samo, aktywne tempo, a nawet postarała się o lekkie zaokrąglenie galopu, by następnie wysłać konia do ostatniego skoku. Tym samym ukończyła parkur i po minięciu celowników przeszła do kłusa, chwaląc Siviento za udany przejazd. Zjechała z parkuru na rozprężalnię, a po rozstępowaniu konia odprowadziła go do stajni. /zt
Oliver Pelerieux - 2017-04-09, 17:18

PRÓBA TERENOWA - CZ.2


Niewiele dalej czekała na nas kolejna przeszkoda, swoją budową przypominająca domek, co jednak nie miało większego znaczenia. Takie przynajmniej odniosłem wrażenie galopując pewnym tempem w kierunku rzeczonej przeszkody, bowiem Charmeur w dalszym ciągu przejawiała chęć atakowania przeszkód. Podyktowałem klaczy odbicie z dość daleka, chcąc ją nakłonić do pokonania domku sporym susem; nie należał on wszakże do wysokich konstrukcji. Starałem się ułatwić to kasztance poprzez przejście do półsiadu wraz z oddaniem ręki; nie wstawałem jednak wysoko w strzemionach, raczej dość asekuracyjnie.
Po pokonaniu dziewiątki pobieżnie spojrzałem na zegarek, już w tej chwili zauważając, że mimo niezmiennej pewności Charmeur mamy przeciętny czas. Nie zacząłem jednak panicznie o niego zabiegać, zamiast tego skupiłem się na kolejnym "szeregu" stworzonym z zeskoku i ponownego wzniesienia. Półparadą przygotowałem na to klacz i nieco spokojniej doprowadziłem ją do spadku terenu, dając łydkę zachęcającą do zeskoczenia w dół. Podczas owego skoku pozostałem odchylony w siodle, ale umożliwiłem klaczy zapracowanie szyją. Kolejno pogalopowałem na wprost i przed wzniesieniem dałem kolejną łydkę, tym razem sugerując wskoczenie na górę, któremu towarzyszył półsiad z mojej strony i oddanie ręki. Wszystkie te działania były jednak dopasowane do wymagań, wiadomo, że nie rzucałem kasztance wodzy ani nie kładłem się na jej szyi, skoro nawet wspomniany spadek i podniesienie terenu były znikome. Na tym jednak zakończyły się banalnie proste przeszkody. Naszym kolejnym celem padła przeszkoda oznaczona numerem jedenastym, w dystansie do której podjąłem próbę podkręcenia tempa galopu, w półsiadzie posyłając Charmeur do przodu. W pobliżu wspomnianej przeszkody nieco się wycofałem i paroma półparadami wzmogłem koncentrację kasztanki, by z wymierzonego miejsca oddać kolejny, niezachwiany skok. Nie przeszkadzało mi to, że Charmeur robiła niekiedy wielkie oczy; tak długo, dopóki sama mnie wyciągała w kierunku przeszkód, było dobrze. Najgorzej by było, gdyby się skradała, bo choć na tym poziomie nie stanowiło to problemu, to na wyższych tworzyło spore niebezpieczeństwo.
Wygląd dwunastej przeszkody mógł okazać się lekko niepokojący, lecz nie dałem Charmeur podstaw ku takim podejrzeniom. Przed przeszkodą usiadłem w siodle by mieć lepszą kontrolę nad klaczą i poprowadziłem ją w korytarzu z pomocy, po czym wskazałem optymalne miejsce odbicia. Gdy nastąpiło, zgrałem się z ruchem westfalki i tuż po chwili kontynuowałem galop na prawo, w kierunku nieco przyjemniej przeszkody. Cały ten czas starałem się przynajmniej o utrzymanie stałego tempa, które zwiększyłem w stopniu, jaki nie przekraczał obecnych możliwości kondycyjnych klaczy. Takie działanie pomogło nam w "podreparowaniu" czasu.
Pokonawszy trzynastkę, dalej prowadziłem Charmeur wyznaczoną trasą, by kilkunastu sekundach zmierzyć się z przeszkodą umożliwiającą oddanie kolejnego skoku-susa, co też zapewne miało miejsce. Po wylądowaniu nieznacznie wycofałem westfalkę i podniosłem ją przed oddaniem skoku na kłodzie, dostosowując rozmiar foule do typu przeszkody. Podobnie postąpiłem przy szesnastce - przeszkoda zdecydowanie wymagała bardziej okrągłego skoku, stąd też zaokrągliłem lekko klaczy, wciąż jednak pewnie prowadząc ją w łydkach do przodu. Przed oddaniem skoku dałem klaczy mocniejszą łydkę, niejako upewniając o konieczności oddania skoku. Tuż po nim czekał na nas kolejny szereg, złożony z dwóch równie wymagających przeszkód, ale i tutaj zachowałem zimną krew, co prawdopodobnie pozwoliło mi na bezproblemowe przeprowadzenie klaczy przez owe przeszkody. Wówczas została nam już tylko jedna przeszkoda, zdecydowanie najciekawsza; biorąc pod uwagę możliwość zaniepokojenia się, pozostałem w bliskim kontakcie z siodłem i zdecydowanie pojechałem do przodu, prowadząc Charmeur w korytarzu z wodzy i rozluźniając półparadami. Przy odbiciu pomogłem sobie dodatkowo bacikiem, o ile klacz zdradziła choć odrobinę niepewności w najeździe. Zgrałem się z jej ruchem w skoku, a po wylądowaniu kontynuowałem galop w półsiadzie. Po minięciu celowników przeszedłem do kłusa, w którym zostałem dłuższą chwilę, pozwalając Charmeur na stopniowe uspokojenie oddechu i tętna. Później przeszedłem już do stępa, zeskoczyłem z grzbietu Charmeur i po zdjęciu jej siodła, rozstępowałem klacz w ręku, przy okazji nie szczędząc jej miłych słów i pochwał. /zt
Charmeur - 2017-04-13, 13:23

PRÓBA TERENOWA - CZ.2


Zbliżając się do przeszkody przypominającej domek kasztanka zastrzygła jedynie uszami do przodu uważniej przyglądając się ciekawej formie, nie spowodowało to jednak żadnego zawahania przed oddaniem skoku. Odbijając się dość daleko, płaskim i długim skokiem pokonała przeszkodę, pracując przy tym wydajnie grzbietem oraz szyją. Po wylądowaniu od razu zebrała się do galopu, poruszając się aktywnym tempem. Brakowało jej kondycji i szybkości, ale nadrabiała wolą walki, którą Oliver mógł zauważyć już na samym początku.
Widząc zeskok, przyjrzała mu się uważnie, ale nie zawahała się nawet przez chwilę przed oddaniem skoku, mocniej wyciągając szyję użyła jej do uzyskania odpowiedniej równowagi po oddaniu skoku, zręcznie podnosząc się ciałem do góry. Przed wzniesieniem nieco dodała w galopie chcąc mieć siłę do wybicia się z zadu, oddając skok mocno wyciągnęła się ciałem sprytnie pokonując drugi człon 10 przeszkody.
Zachęcona wizją mocniejszego galopu ruszyła śmiało naprzód, mocno prąc na kolejną przeszkodę. Jej forma oraz wygląd nie stanowiły dla kasztanki problemu, problemem było tempo, z którego sprowadzenie jej na ziemię wcale nie było takie łatwe. Zrespektowała zastosowane półparady finalnie oddając dobry skok nad jedenastką, skoncentrowana na jeźdźcu z uwagą słuchała jego pomocy.
Już z daleka dostrzegła białą przeszkodę, która wzbudziła w niej lekkie wątpliwości, nie należała do strachliwych koni, ale z takim rodzajem przeszkody miała do czynienia pierwszy raz. Na samym początku zaczęła lekko zwalniać ostatecznie jednak mocniej dojechana do przeszkody przez pewny dosiad mężczyzny oddała skok z niemałym zapasem. Poparskując cicho, chętnie nabierała tempa w galopie, choć nie do końca starczało jej sił, powoli robiła się zmęczona, ale nie oznaczało to, że zaprzestała całkowicie walki.
Pozostawiając za sobą trzynastkę, westfalka z ogromnym entuzjazmem podeszła do czternastej przeszkody oddając nad nią płaski i długi skok, który nie wymagał od niej aż tyle siły. Znacznie większego zaangażowania wymagała piętnastka będąca niewielką kłodą, na którą wymagane było tylko przełożenie nóg w galopie.
Skrócona do szesnastej przeszkody pokazała swoje niezadowolenie chowając uszyska w płomiennej grzywie, nie przeszkodziło to jednak klaczy w oddaniu okrągłego skoku, po którym czekał już na nich szereg. Pokonali go bez większych problemów, sprawnie i szybkimi skokami, gdzie Charmeur nie wahała się ani chwili przed ich oddaniem.
Zbliżając się do ścisłego końca trasy uważnie przyjrzała się osiemnastej przeszkodzie, chwilowe zawahanie szybko zostało rozwiane przez Olivera, który zdecydowanie doprowadził klacz do przeszkody, nie dając jej innego wyboru jak oddanie skoku. Co prawda ruda zrobiła to ze sporym zapasem, ale nie wyłamała ani nie próbowała uciekać od przeszkody. Galopując jeszcze przez chwilę, dopiero po minięciu celowników mając możliwość przejścia do kłusa skorzystała z niej ochoczo, oddychając głośno. Rozstępowana znacznie uspokoiła swój oddech, miała za sobą swój pierwszy cross w życiu, dlatego każdą pochwałę przyjmowała radością i zadowoleniem.

/zt
Elizabeth White - 2017-04-21, 16:26

W dalszym ciągu poruszały się wzdłuż lasu, wkrótce dojeżdżając do dziewiątki. Sama przeszkoda była jednak stosunkowo łatwa, toteż dziewczyna po prostu zastosowała szereg pomocy, bez zbędnego wydziwiania. Dalej miały do pokonania dość przyjemną konfigurację, która ze względu na niski poziom trudności nie była niczym ‘’szczególnym’’. Kanadyjka domknęła siwą w łydkach, nie chcąc by ta próbowała jej nawiać i dalej już tylko starała się nie zaburzyć równowagi kopytnej – przy zeskoku odchyliła się do tyłu, zaś przy naskoku do przodu. Gdy już się z tym uporały, dziewczyna pozwoliła podopiecznej odbudować tempo, unosząc się w lekki, odciążający półsiad. Pilnowała przy tym by tempo było aktywne, aczkolwiek nie cisnęła klaczy na siłę do przodu. Były w końcu dopiero w połowie trasy, a brunetka chciała odpowiednio ulokować siły WKKW’istki, by starczyło ich do samego końca.
Dojeżdżając do jedenastki wycofała się nieco do tyłu, od razu tworząc korytarz z pomocy i korygując ewentualne zmiany w zachowaniu klaczy. Podobnie jak w przypadku pozostałych przeszkód i tutaj pomogła jej z doborem miejsca wybicia, dalej już tylko odciążając grzbiet siwej i oddając rękę. Dalej na nowo pozwoliła na odbudowanie tempa, zbierając ją do kupy dopiero przed dwunastką, która była węższa i sprawiała wrażenie masywniejszej. To z kolei mogło wywołać u Fabioli niepewność, co Elizabeth zdążyła przewidzieć i od razu temu zapobiec. Zachęcała ją do ruchu naprzód, swoją pewnością ruchów starając się dodać jej otuchy. Nie miała jednak większych obaw, bo póki co szło im całkiem nieźle, a kopytna chociaż jeszcze nie miała zbyt wielkiego doświadczenia, to i tak była bardzo dzielna.
Trzynastka – w mniemaniu White – była dużo przyjemniejsza, bo jej konstrukcja była szersza, co zmniejszało ryzyko wyłamania. Po doprowadzeniu pod przeszkodę posłała siwej łydkę, bezbłędnie zgrywając się z kopytną w locie. Starała się w żaden sposób nie zaburzyć harmonii lotu, miękko amortyzując lądowanie i zachęcając klacz do dalszego galopu. Takim sposobem chwilę później dopadły również i czternastkę, która co prawda była niska, ale za to nieco szersza. Zawodniczka podpowiedziała swojej podopiecznej dalsze niżeli wyższe wybicie, podczas skoku miękko balansując w strzemionach, co zaowocowało bezproblemowym dokryciem przeszkody. Dla odmiany w piętnastce nie poszło już tak gładko, bo siwa po raz drugi nieco przedwcześnie wyrwała się do przeszkody, co zaburzyło równowagę brunetki i spowodowało utratę strzemienia – jak na złość tego samego co wcześniej. Ta jednak dzielnie trzymała się kolanami, dzięki czemu nie zaważyło to zbytnio na samym skoku. Dość szybko uzyskała utracone podparcie i bez jakichkolwiek mankamentów naprowadziła Fabiolę na konstrukcję z numerem szesnaście. Uprzedziła ją półparadą, chcąc skupić myśli WKKW’istki na zadaniu i zadbała o odpowiedni ruch wprzód oraz ograniczyła możliwość ruchu w bok. Tym razem była dużo bardziej czujna i nie pozwoliła siwej na samowolkę, skrupulatnie przytrzymując ją aż do optymalnego miejsca wybicia. Dwuczłonowa siedemnastka poszła im jak bułka z masłem i wtedy został już tylko ostatni element toru – najbardziej rozbudowany i ‘’zjawiskowy’’. Elizabeth zadbała, żeby kopytna skupiła się na przeszkodzie (a nie na wszystkim dookoła), uprzedzając ją kilkoma półparadami. Tempo było raczej aktywne, aczkolwiek nie szaleńcze. W skrócie takie, żeby klacz bez problemu mogła oddać owocny skok i zakończyć ów próbę. I tak dokładnie się stało.
Po przekroczeniu celowników stopniowo wyhamowała siwą do kłusa, a potem również i do stępa. Poklepaniem po szyi pochwaliła ją za kawał dobrej roboty, rozstępowała i odprowadziła do stajni na odpoczynek.

z/t

Fabiola - 2017-04-21, 20:47

PRÓBA TERENOWA CZ. 2


Po pokonaniu nasypu na Fabiolę czekał nieco ciekawszy zestaw przeszkód. Ich stopień trudności zdecydowanie wzrósł, lecz wciąż pozostawał przystosowany dla młodych koni, stawiających swoje pierwsze kroki w WKKW. Siwa zatem dogalopowała do dziewiątki odważnie, ale i z wyraźnym zaciekawieniem, wreszcie oddając ładny skok nad konstrukcją. Skakała stosunkowo ekonomicznie, ale też tempo galopu, w którym się poruszała nie sprzyjało mocno okrągłym i wysokim skokom. Były one raczej płaskie i dalekie, co jednak nie stało na przeszkodzie by właściwie pokonywać tor. Niewiele dalej czekał na nią pierwszy spadek terenu, zeskoczyła z nasypu z lekkością, lądowanie amortyzując na stawach pęcinowych. Kolejno z powrotem wybiła się w górę, by wrócić na niewielki nasyp i po około dwustu metrach zmierzyć się z jedenastą przeszkodą. Ona także nie była szczególnie trudna, aczkolwiek jak dotąd wzbudziła w Fabioli chyba największe zainteresowanie. Im bliżej była przeszkody, tym uważniej się jej przypatrywała, nadymając chrapy i stawiając sztywno uszy. Nie było w niej jednak strachu, podeszła pod przeszkodę bez zawahania i tak samo płynnie oddała skok, w locie podnosząc nogi nieco wyżej niż dotychczas. Po skoku parsknęła solidnie i strzeliwszy z ogona, ponownie wyszła śmiało w przód, idąc na dwunastą przeszkodę. Jej wygląd rzeczywiście lekko osłabił pewność siebie siwej, ale nie na tyle, by nakłonić ją do zrezygnowania ze skoku. Zachęcona przez Elizabeth zmierzyła się z przeszkodą, i co więcej, podołała jej, przedostając się na drugą stronę bez śladu błędu. Trzynasta przeszkoda faktycznie została odebrana przez Fabiolę ciut przychylniej, jej wygląd był znacznie bardziej przyjazny, stąd też klacz nie wymagała dodatkowych zachęt do oddania skoku. W locie wyciągnęła się, ciągnąc szyją i nieco uwypuklając plecy, choć sam skok był raczej płaski i daleki, zważywszy na prędkość, z jaką się poruszała. Wylądowała daleko, aczkolwiek szybko pozbierała się po skoku, by parę sekund później zmierzyć się z inną, ciekawą przeszkodą. Przyjrzała się jej uważnie już z daleka, by bez zmiany rytmu podejść bliżej i ze wskazanego miejsca odbić się od ziemi. Tym razem skok również był daleki, klaczy zależało na tym aby w pełni dokryć rozciągającą się pod nią przeszkodę. Była już mocno rozgrzana, miała lekko wilgotną sierść i siateczkę żyłek widoczną na ciele. Mimo to wciąż miała spore zasoby sił, może dlatego nieco poniosła ją fantazja w przypadku piętnastej przeszkody, gdzie zwyczajnie urwała foule, przedwcześnie wychodząc do skoku. On także jej się udał, chociaż z całą pewnością nie ułatwiła Elizabeth wysiedzenia go. W zasadzie szła przed siebie jak burza, nie patrząc na nikogo ani na nic; oczywiście pozostawała też myślami przy amazonce, starając się poddawać jej woli, co jak widać nie zawsze jej wychodziło. Niemniej z szesnastką poradziła sobie jednakowo dobrze, bez trudu przedostała się na jej drugą stronę, by chwilę później stawić czoła dwóm członom kombinacji oznaczonej numerem siedemnastym. Jednak to ostatnia przeszkoda była tą "najciekawszą" - Fabiola początkowo mocno się zapatrzyła w konstrukcję, by dopiero po mocniejszej łydce wyjść śmielej w przód i zmierzyć się z przeszkodą. Oddała pewny, dynamiczny skok, w trakcie którego wyraźnie zapracowała szyją oraz grzbietem, chwytając w ten sposób niezbędną równowagę. Po skoku minęła celowniki, a potem zaczęła stopniowo zbijać tempo aż do przejścia w stęp, w którym zeszła na rozprężalnię. /zt
Jonah Wrens - 2017-04-22, 21:26

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA

Prowadząc klacz dookoła czworoboku utrzymywałem robocze tempo kłusa, co nie było ciężkie. Nie mniej jednak zależało mi na tym, aby chód lepiej się prezentował, a klacz nie była uwalona na przodzie. Dlatego cofając lekko plecy, podnosiłem klacz zewnętrzną wodzą, dając jej oparcie, a jednocześnie łydką oraz dosiadem ,,pchałem" ją pod górę. Jednocześnie wymuszałem na Elusive by przeniosła środek ciężkości bardziej ku tyłowi, stając się lekką przodem. Wjeżdżając z lewej strony na czworobok wyprostowałem gniadą i prowadziłem ją od A do X w prostej linii. Zamknięta z obu strony łydkami, oraz wodzą która tkwiła w jednym miejscu, a także moją wyprostowaną postawą. Patrzyłem przed siebie i siedziałem na środku siodła, możliwie równo je obciążając. Przed środkiem czworoboku zrobiłem szybką półparadę i zablokowałem biodra, zostawiając podparcie łydek i wycofując lekko plecy, które miały dociążyć minimalnie zad klacz. Chociaż klacz odpowiedziała na mój sygnał i wykonała polecenie to wplotła w zatrzymanie jeszcze jeden krok, który zdecydowanie wpłynął na notę. Chwyciłem wodze w jedną rękę i ukłoniłem się, szybko wracając do poprzedniego ustawienia. Krótka półparada i już lepsze ruszenie kłusem ćwiczebnym. Prowadząc ponownie Elusive po linii środkowej czworoboku, patrzyłem przed siebie, ciągle towarzysząc jej bokom łydkami, które dawały impuls klaczy, natomiast ręka była blokadą, która uniemożliwiała jej wyjście do przodu, a utrzymanie tej energii i wykorzystanie jej do ruchu. Zostawiając zewnętrzną wodzę przy szyi klaczy docisnąłem lewą łydkę do jej boku, natomiast prawą zostawiłem na miejscu, ograniczając wypadanie gniadej z zakrętu w lewo. Jechaliśmy tak to E, gdzie ponownie ustawiłem klacz lekko do wewnątrz, wykorzystując owe ustawienie do koła o średnicy 20m. Co nie powinno stanowić problemu dla kobyły, gdyż takie koła były idealne dla młodych koni, więc już te nieco bardziej doświadczone powinny sobie radzić. Dlatego ograniczając ją łydkami, trzymając spokojnie ręce i rysując wzrokiem ścieżkę koła, doprowadziłem gniadą do wyjściowego punktu, gdzie wyprostowałem ją i dalej poruszaliśmy się do przodu. Dojeżdżając do K zrobiłem półparadę, a dla ułatwienia w zakręcie przesunąłem prawą łydkę za popręg, a lewą zostawiłem na popręgu. Mimo rozgrzewki przed przejazdem z mojej winy przejście nie było zbyt płynne, gdyż zwyczajnie nie byłem przyzwyczajony do ujeżdżeniowego siodła, stąd miałem lekką blokadę co zaowocowało owszem reakcją klaczy, ale nie byłem w stanie utrzymać jej zaokrąglonej, zaaferowany samym daniem sygnału - stąd poleciała bardziej do przodu. Odetchnąłem spokojnie i poprawiłem się dokładając łydkę, która miała podtrzymywać w galopie Elusive, natomiast zewnętrzną wodzą, na której klacz się opierała delikatnie podniosłem ją do góry i wraz z biodrami pchałem klacz ponownie pod górę, żeby ciężar przesunął się na zad. Szybko, bo już w A odbiliśmy, w lewo by przejechać ponownie po dużym kole, które już nie powinno stanowić żadnego problemu zarówno dla mnie jak i dla dosiadanej przeze mnie klaczy. Prowadząc ją równo w pomocach, spokojnie sobie galopowaliśmy, a ja od czasu do czasu minimalnie poruszałem palcami wewnętrznej wodzy zachęcając ją do przeżuwania wędzidła i opierania się o zewnętrzną wodzę, co wspomagałem łydką. Zjeżdżając z koła galopowaliśmy, aż do B, gdzie ponownie przez szybką półparadkę uprzedziłem klacz o przejściu w dół. Cofając lekko plecy, aby nie zaburzyć jej równowagi, zablokowałem biodra i zamknąłem palce na zewnętrznej wodzy ponownie wchodząc w roboczy kłus. Tym razem wykonaliśmy płynne przejście, które udało nam się powtórzyć w C gdzie przeszliśmy do stępa pośredniego. Przejście było trudniejsze, gdyż od razu przy zamknięciu pomocy podparcie łydki było większe, aby wymusić od klaczy ruch w stępie, a uniknąć wleczenia się. Wyjeżdżając na przekątną płynnie oddałem gniadej wodze by mogła wyciągnąć przed siebie nos i swobodnie kroczyć. W tym czasie działałem tylko i wyłącznie dosiadem, co zresztą robiłem na każdej rozgrzewce przed treningami. Stąd nie przejmowałem się tym elementem, zwyczajnie domykając klacz w łydkach i siedząc prosto. Biodra podążały za jej ruchem, a łydki dawały impuls, aby zachować ruch naprzód. Dopiero przy zjeździe z przekątnej pozbierałem wodzę i podtrzymując impuls zaprosiłem klacz do pośredniego stępa, a zatem znowu impuls grał tu ważną rolę. Przed A, krótka półparadka i już na środku krótkiej ściany ruszyliśmy kłusem roboczym. Ponownie utrzymywałem klacz z lekkim przodem, korzystając z silnika jakim był zad. Wszystko było teraz odbiciem lewej strony, więc gdy w E wyjechaliśmy na koło, wszystko powinno przebiec bez problemowo, zważywszy dalej na wielkość koła. Po zjeździe z koła ponownie wykorzystałem narożnik jako punkt do zagalopowania, tym razem unikając pomyłki z wcześniejszego ruszenia. Utrzymałem zaokrągloną i wycofaną klacz, dzięki czemu mieliśmy ładne przejście do galopu na prawą nogę. Wyjeżdżając w C na duże koło spokojnie kreśliłem spojrzeniem jego kształt, podpierając łydkami prowadziłem Elusive po swoim rysunku. Utrzymując ją w równym tempie po wyjechaniu na długą ścianę, w B ponownie poprzez półparadę zwróciłem na siebie uwagę wierzchowca, a po chwili zrobiliśmy przejście do kłusa roboczego. Wyprowadziłem klacz na linię środkową i tym razem zrobiłem jedną szybką półparadę i dokładniej zamknąłem ją w pomocach. Łydki przy bokach, a nie odstawione gdzieś w kosmos, prowokujące do podstawienia zadu, oraz zamknięcie zewnętrznej wodzy wraz z lekkim cofnięciem pleców. Tym razem udało nam się poprawnie zatrzymać, więc ukłoniłem się i wypuszczając wodze pochwaliłem głosowo kobyłę, pamiętając o jej nietykalności.
Zjechaliśmy z czworoboku i tak skończyliśmy tę próbę.
/zt

Elusive - 2017-04-22, 21:27

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Klacz znała już Jo i wiedziała z czym się go je. Oczywiście nieco się burzyła, ale pewnie szybko zostało zabite w zarodku. Klacz krążyła wokół czworoboku, utrzymując robocze tempo kłusa. Klacz całkiem poprawnie angażowała zad w pracę, pchając się od niego do przodu i pozostawała na przyjemnym kontakcie. Nie poruszała się idealnie jak ujeżdżeniowiec, ale miała całkiem niezły ruch. Klacz wjechała bez większego problemu na czworobok w A, gdzie nie miała większego problemu z poruszaniem się po linii prostej do X. Tam wraz z pomocami od chłopaka się zatrzymała, co prawda po jednym kroku ale zawsze to coś. Nie mniej samo zatrzymanie było całkiem niezłe, ustawiając prosto nogi i pozostając na kontakcie. Klacz jednak poprawnie weszła w pożądany chód, idąc płynnie i lekko przed siebie. Bez problemu utrzymała ruch po linii prostej, zachowując prawidłowe ustawienie i tempo. Starannie wyjechała zakręt w lewo, po którym dalej szła naprzód, by w połowie długiej ściany odbić na koło o średnicy 20m. Klacz całkiem poprawnie wygięła się od jego pomocy, szczególnie od wewnętrznej łydki. Poprawnie zgięła się też w potylicy, zachowując odpowiedni rysunek koła. Mimo nie ufności wobec faceta klacz dała się gładko prowadzić, co powinno dobrze wpłynąć na ich noty. Po zamknięciu koła naprostowali się i pojechali dalej do przodu. Dojeżdżając do K mieli wykonać zagalopowanie, które nie do końca wyszło im poprawnie. Gniada nie sądziła że błąd wyniknie z inicjatywy Jonaha. Dlatego wraz z jego pomocami co prawda przeszła do galopu fakt, jednak rozpędziła się i posypała nieco w ustawieniu. Na szczęście się szybko ogarnął, a klacz skorygowała się z jego pomocami. Mocniej osiadła na zadzie, który był motorkiem jej ruchu i otwierając się bardziej na przodzie. Miękko ponownie oparła się na kontakcie, by pojechać do A i tam odbić w lewo. Ponownie wyjechali dość spore koło, gdzie klacz poprawnie je wyjechała jak te poprzednie. Nie miała problemów z wygięciem się na kole od pomocy chłopaka, zachowując poprawne ustawienie i zaangażowanie. Po zamknięciu koła pogalopowali dalej aż do B, gdzie uprzedzona przez faceta zeszła w niższy chód. Wykonała to dość poprawnie, więc było z czego się cieszyć. Krótką chwilę później udało im się wykonać poprawne przejście w C, przechodząc do stępa pośredniego. Klacz poruszała się nieco energiczniej niż w roboczym, zaznaczając wyraźnie ślady. Wyjechali zaraz na przekątną, gdzie klacz wyciągnęła nos w dół i przód. Poruszała się nie mniej po wyznaczonej linii, zachowując odpowiednie tempo. Dopiero przy zjeździe z przekątnej wrócili do poprzedniego ustawienia, powracając do stępa pośredniego. Dojeżdżając do A przygotowali się do kolejnego przejścia, by na środku krótkiej ściany ruszyć kłusem roboczym. Klacz ponownie dość mocno szła z zadu naprzód, dojeżdżając do E odbili na koło. Wykonali je całkiem poprawnie i zjechali zaraz z niego, by zaraz w narożniku ponownie zagalopować. Udało się jej wejść poprawnie w pożądany chód na prawą nogę, by po dojechaniu do C zjechać na duże koło. Klacz ponownie poprawnie wygięła się od jego pomocy, zakreślając całkiem nieźle rysunek koła. Wrócili zaraz pod długą ścianą, by w B przygotować się do kolejnego przejścia. Udało im się to całkiem nawet nieźle, by zaraz zjechać na linię środkową. Klacz płynnie pojechała po linii prostej, by skupić się zaraz na nim i odpowiednio w czasie i miejscu zatrzymać. Ładnie podstawiła zad pod kłodę, nogi ustawiła równo i pozostała na kontakcie z jego rękom. Po ukłonie faceta zjechała z czworoboku na długiej wodzy.

z.t

Jonah Wrens - 2017-04-22, 21:30

PRÓBA TERENOWA cz. I

Ruszając galopem na lewą nogę na początku nie spotkałem się z żadnym buntem ze strony klaczy. Ruszyła śmiało i utrzymywała równe, aktywne tempo, o które zresztą dbałem i zabiegałem. Nie chciałem jej gonić żeby w połowie trasy straciła siłę, tym bardziej że nie miałem za dużo do czynienia z kobyłą i na dobrą sprawę nie znałem jej możliwości. Dlatego wymagałem tempa takiego ,,akurat", żeby jej nie przemęczać i mogła oddawać poprawne skoki, a nie takie na odwal z puszczonymi nogami. Tak czy inaczej już od początku trzymałem półsiad, nawet nie próbując siedzieć w siodle co nie miałoby sensu. Spokojnie sobie zaokrągliłem plecy, ramiona jednak cofając o tyłu żeby nie przenosić swojego ciężaru na szyję klaczy. Odpoczywałem w dystansie, dając jej odetchnąć psychicznie i popatrzeć na wszystko dookoła jednocześnie idąc cały czas do przodu. Przeszkody nie powalały swoją wysokością, więc nawet nie myślałem na początku, żeby wracać do siodła, więc wraz z pojawieniem się jedynki, jedynie wycofałem plecy by utrzymać klacz w równym tempie i w razie jej próby wyrwania się mogłem nawet chamsko oprzeć się o strzemiona i ją wciągnąć do tyłu. Nie mniej jednak zamykałem wpierw zewnętrzną wodzę, łagodnie sugerując jej, że ma trzymać równe tempo i nie kombinować. Dzięki temu, że zostałem z tyłu nie przeszkadzałem jej i odliczając miejsce odbicia śmiało posłałem klacz do skoku, która mimo swojego młodego wieku zrobiła dobre pierwsze wrażenie. Skoczyła przeszkodę i szła dalej, lądując na prowadzącą nogę - wedle swojego widzimisię. Ponownie wracając do tego ,,luźniejszego" półsiadu z bardziej zaokrąglonymi plecami, patrzyłem się przed siebie i mieliśmy dystans do galopu. Uwielbiałem cross, jednak czasami te dystanse potrafiły nudzić i kazały zdecydowanie zbyt długo czekać na adrenalinę związaną z przeszkodami. Widząc już na horyzoncie kolejną przeszkodę ponownie poprawiłem się w swoim półsiadzie, wycofując plecy, zostawiając ramiona z tyłu i patrząc na dwójkę. Tutaj tak samo jedno i te samo tempo, bez żadnych zmian. Celując nosem klaczy w sam środek przeszkody, podprowadziłem ją do miejsca odskoku i wraz z łydkami, lekko przesunąłem dłoń do przodu minimalnie przekształcając półsiad podczas samego skoku. Nie szalałem jednak z półsiadem, gdyż nie skakaliśmy ogromnych przeszkód, no chyba, że klacz tak sadziła to musiałem się dostosować. Tak czy inaczej po przeszkodzie, gdyby klacz uparła się na galop tylko na jedną nogę, to zrobiliśmy lotną zmianę nogi, żeby pogalopować też na prawą stronę, coby nie obciążać tylko jednej strony. Szybko w porównaniu z poprzednimi przeszkodami dopadliśmy kolejną jaką była w moim mniemaniu mało straszna hydra. Nie ignorowałem jednak tego rodzaju przeszkód, a przede wszystkim nie wiedziałem co oldenburgka skacze, więc odruchowo wycofałem plecy i zostawiając ją w podparciu łydek jedynie przybliżyłem do siebie dłonie, robiąc niejaki korytarz z wodzy. Patrząc przed siebie, odmierzyłem sobie odległość i licząc w głowie do 3 dałem jej sygnał do skoku poprzez dociśnięcie łydek do jej boków. Wyszedłem do skoku razem z klaczą, a po powrocie tradycyjnie wróciłem do półsiadu odciążającego, w którym pokonywałem dystans. Tutaj mieliśmy kawałek drogi, więc pozwoliłem klaczy odrobinę dodać, jednocześnie sprawdzając kontrolnie jej stan. Cały czas słuchałem oddechu 6cio-latki, nie chcąc doprowadzić do momentu, w którym zabraknie jej oddechu. Byłem jakoś na to przeczulony, zwłaszcza że dotychczas jeździłem cross na znanych mi koniach i teraz trochę porwałem się w ciemno. Tak czy siak, dotarliśmy do czwartej przeszkody, którą potraktowałem jak zwykłą ,,cavaletkę". Nie przejąłem się jej obecnością, jedynie cofając plecy i nie zmieniając nawet tempa klaczy. Stąd cofnięcie, żeby mogła galopować od zadu, a nie zrobić się płaska. Kolejny sygnał i pokonana bez problemu przeszkoda za nami. Szybko się od niej oddalaliśmy, więc już przed piątką zacząłem zwalniać Elusive. Wolałem ją oszczędzać, zwłaszcza, że piąta przeszkoda wyglądała już trochę poważniej. Dlatego ponownie zrobiłem korytarz z wodzy i już w naszym wyjściowym tempie doprowadziłem ją pod sam odskok, nie dając klaczy zastanawiać się nad tym co jest pod przeszkodą. Tutaj sygnał był z ostrogi, więc wyraźniejszy niż poprzednie. Kolejny raz wyszedłem do skoku z klaczą i oddałem jej rękę, aby mogła swobodnie wyciągnąć szyję. Długo nie galopowaliśmy do szóstki, gdzie spotkało mnie małe rozczarowanie. Klacz widząc wodę wyhamowała i na szczęście nie zrobiła tego na tyle chamsko, żeby się mnie pozbyć z siodła. Chwilę musiałem z nią dyskutować na temat wody, która jednak nie gryzła, a gdy już klacz przestała tańczyć na brzegu, zeskoczyliśmy do wody i zaczęliśmy na nowo galopować. Chociaż w wodzie przychodziło to trudniej, gniada mogła się orzeźwić przy tej chłodnej wodzie, którą rozchlapywała na boki i samą siebie. Niestety kolejna przeszkoda była wyskokiem z wody, więc taka chwila ochłody musiała sześciolatce wystarczyć. A ja na szczęście mogłem odhaczyć przeszkodę 6ab i mieć za sobą tę wodę. Galopując spokojnie w dystansie, oboje mieliśmy czas na psychiczny odpoczynek i przygotowanie się do dalszych skoków. Teraz miałem gdzieś z tyłu głowy, że gniada potrafi się zatrzymać i musiałem potraktować ją z większą rezerwą, chociaż gdy dojechaliśmy do siódemki, nie zawahała się ani przez chwilę. Pochwaliłem ją głosowo i galopowaliśmy dalej, dojeżdżając do szeregu 8ab wycofałem bardziej plecy, wiedząc że skoki są pod górę i mają swoją specyfikę. Dlatego, gdy klacz skoczyła, specjalnie nie szedłem jakoś za nią mocno do przodu, a lekko zostawałem zmuszając ją do wcześniejszego wycofania się. Zresztą miała oczy, więc widziała, że zbliża się do ziemi. Szybko po członie A pokonaliśmy człon B, który był już prostszy. Ponownie pochwaliłem klacz i galopowaliśmy już przed siebie do nieopodal znajdującej się dziewiątki.

/1-8ab

Elusive - 2017-04-22, 21:31

PRÓBA TERENOWA cz. I

Ruszyli drugiego dnia w próbę terenową. Skoki były bardziej domeną klaczy niż ujeżdżenie, ale była urodzoną wkkw-istką. Ruszyli galopem na lewą nogę, gdzie o dziwo nie odstawiła żadnych cyrków po drodze. Galopowała pewnie i dość mocno przed siebie, w strzelając się jednak w odpowiednie tempo narzucone przez chłopaka. Nie wyrywała się do przodu, bo nie widziała jak na razie takiej potrzeby. Rozsądnie było ją prowadzić właśnie spokojniejszym tempem, by bez większego trudu wtedy dojechać do mety. Klacz wymagała jednak konsekwetnego prowadzenia, a także wzmożonej czujności. Galopowała przed siebie stawiając na średnie foule, pchając się do przodu z zadu i skupiając się na zadaniu czy facecie, a nie na otoczeniu czy hałasach. No przynajmniej to próbowała właśnie uczynić. Przeszkody nie powalały, ale trzeba było być skupionym i w pełni zaangażowanym. Dojechała dość pewnie do pierwszej przeszkody, by w stosownym do tego miejscu obić się do skoku. Klacz ładnie zapracowała ciałem w skoku, by wylądować na czysto za przeszkodą. Po lądowaniu pogalopowała dalej przed siebie, obierając wygodniejszą przy tym nogę. Galopowała dość spokojnym tempem z wyraźną pracą zadu. Cross był doskonałą odskocznią od ujeżdżenia i zwykłych skoków, ale bieganie w dystansie między kolejnymi przeszkodami faktycznie mogło być nieco nużące. Niedługo później na horyzoncie pojawiła się kolejna przeszkoda, którą mieli pokonać. Klacz lekko się do niej uniosła, przyglądając się jej z początku bacznie. Nie wywołała jednak w niej nie pożądanych emocji, więc nie miała problemu z dojechaniem do niej. Dojechali do miejsca wybicia spokojnym tempem, by odbić się w odpowiednim miejscu do skoku. Klacz poprawnie złożyła się nad przeszkodą i wyciągnęła, robiąc to dość rozsądnie. Przeszkody nie były jak na razie zbyt wysokie ani zbyt szerokie, więc można było je skakać dość spokojnie. Jeśli odpowiednio wcześniej narzucił jej właściwą nogę, to na nią pogalopowała po wylądowaniu. Trójka stosunkowo szybko się pojawiła na horyzoncie, która okazała się raczej mało groźną hydrą. Dla klacz wyglądało to inaczej, ale nie przerażało jej aż tak by miała ochotę uciec stąd. Klacz podniosła ponownie nieco łeb, by jednak jakoś dość sprawnie dojechać do miejsca wybicia. W nim po sygnale od chłopaka ponownie przeszła do skoku, wykonując całkiem niezły technicznie baskil i lądując zaraz po drugiej stronie. Do kolejnej przeszkody był kawałek drogi, więc klacz lekko przyspieszyła zgodnie z jego poleceniem. Klacz miała raczej całkiem niezłą kondycję, więc panicznie bać się raczej nie musiał. Tak czy inaczej dotarli do czwartej przeszkody, która wyglądała nie zbyt strasznie i na nie zbyt trudną. Nieco mocniej zapracowała zadem w dojeździe do przeszkody, by odbić się we wskazanym miejscu i przelecieć nad nią na czysto. Pogalopowali kolejno dalej do kolejnej - piątej przeszkody. W dojeździe do niej nieco zwolnili, bo przeszkoda już nie była byle jaka. W pełni spokojna i skupiona dojechała ponownie do miejsca wybicia, by wraz z sygnałem od chłopaka wyjść do skoku. Wyszła do fazy lotu dość płynnie, poprawnie wykonując nad nią baskil i lądując po drugiej stronie. Długo nie galopowali do kolejnej szóstki, gdzie gniada jakoś nie spodziewała się dostrzec wody. Klacz głuchnąc na pomoce niespodziewanie wyhamowała, by nie chcieć od razu wejść do wody. W końcu udało im się jednak do niej wskoczyć, by kolejno przegalopować przez zbiornik i wyskoczyć w drugim punkcie. Pogalopowali kolejno dość spokojnie w dystansie do siódemki, gdzie mogli nieco odetchnąć się przygotować na dalsze skoki. Klacz była lekko nieprzewidywalna choć sprawiała pozory spokojnej, to jak to mówią cicha woda brzegi rwie. Na szczęście siódma przeszkoda nie okazała się dla klaczy ani trudna ani straszna. Pokonali ją bez większego trudu, by po lądowaniu pogalopować do szeregu 8ab. Spojrzała krótko na przeszkody, by w miarę sprawnie wskoczyć na górę nad członem 8ab. Mocniejsze odepchnięcie się z zadu w przód, by sprawnie pokonać również drugi człon przeszkody. Po lądowaniu pogalopowali dalej do dziewiątej przeszkody.

Jonah Wrens - 2017-04-22, 21:49

PRÓBA TERENOWA cz. II

Bez większych komplikacji dotarliśmy w krótkim czasie do dziewiątki, która już była nieco wymyślną przeszkodą. Dlatego domknąłem klacz w pomocach i czekałem spokojnie na skok. Wiedziałem, że gniada poczeka na mnie bo miałem okazję trochę z nią teraz poskakać, więc gdy dotarliśmy do dziewiątki, przyłożyłem obie łydki do jej boków, nie denerwując niepotrzebnie oldenburgki ostrogami. Po kolejnym oddanym skoku, zostałem w półsiadzie i prowadziłem ją do kolejnego szeregu, który nie był też zbytnio oddalony. Zbliżając się do dziesiątki po raz pierwszy wycofałem się w siodło, tym samym zwalniając klacz do zdecydowanie wolniejszego galopu. Może to był błąd, że aż tak mocno ją wycofałem jednak wolałem ponowne ,,zawieszenie" przed oddaniem skoku, niż wywrotkę na kark. Dlatego gdy klacz tak zawisła w odbiciu, mocniej uginając tylne kończyny, tylko zdążyłem dołożyć ostrogę do jej boku, a gniada wystrzeliła do przodu. Zostałem w siodle, nawet cofając plecy, by nie prowokować jej do zwykłego skoku, gdyż mogłaby nie zdążyć wystawić nóg do lądowania. Przez ten cały trochę dziki skok człon 10b znalazł się bardzo szybko przed nami, więc w krótkiej reakcji ponownie to ostrogą dałem sygnał do skoku. Skoki na tym szeregu były mniej płynne jednak nie przejmowałem się tym, a przyjąłem do wiadomości fakt, że nic złego się nie stało i mogliśmy jechać dalej. Z racji większego dystansu do kolejnej przeszkody, dałem klaczy większy luz, oddając jej trochę wodzy. Często tak robiłem, pozwalając się koniom rozluźnić i odetchnąć nie myśląc o niczym innym jak o galopowaniu. Przy okazji mogliśmy trochę nadrobić czasu, co stwierdziłem zerkając na zegarek, który miałem na lewej ręce. Widząc już jedenastą przeszkodę na horyzoncie, zebrałem wodzę i wycofałem trochę klacz, jednocześnie zwalniając tempo gniadej. Przeszkoda była jedynie kolorowa, jednak nie powinna straszyć klaczy, a mimo to cofnąłem się w siodło i poczekałem na skok, do którego wyszedłem razem z Elusive i już zostałem po przeszkodzie w półsiadzie. Kolejny dystans minął nam w miarę szybko i jeżeli klacz naprawdę skorzystała z poprzedniej chwili luzu to dostała ją ponownie, gdyż mieliśmy na to czas. Oczywiście nie rzucałem luźnej wodzy na szyję, a nieznacznie wydłużałem wodzę, by koń mógł swobodnie wyciągnąć nos do przodu. Tak czy inaczej na dwunastkę nawet nie zamierzałem cofać się do siodła, gdyż mogłem tutaj sobie pozwolić na płaski ale daleki skok. Oczywiście jakiś pułap musiał być, jednak sześciolatka nie galopowała w zabójczym tempie, że miałaby nie zdążyć się zabrać. Stąd skok oddała w może minimalnie skróconym dystansowym tempie. Szybki skok i jechaliśmy dalej na kolejną przeszkodę numer trzynaście. Tutaj już wycofałem klacz i wróciłem do siodła, chcąc złapać ten wcześniej utracony pułap, żeby oddać ładny i solidny skok, do którego sprowokowałem kobyłkę ostrogą. Zresztą każdy kolejny skok był sygnałem od ostrogi, gdyż nie ufałem koniowi po takich przebiegniętych kilometrach, że miałby sam z siebie siłę, aby skakać dokładnie. Plus ponownie pojawiał się fakt, iż nie znałem Elusive za dobrze. Do czternastki utrzymałem tempo z dystansu, wiedząc że tutaj klacz musi się rozciągać, a nie wkładać siłę w skok do góry. Stąd takie tempo i kolejna pokonana przeszkoda, oraz nadgonione stracone sekundy. Niedługo po tej szerokiej przeszkodzie, pojawiła się przed nami piętnastka, do której już strategia dojazdu była taka sama jak w przypadku trzynastki. Wróciłem do siodła, wycofałem klacz i zwolniłem ją, by oddała silniejszy skok łapiąc parabolę. Tutaj ponownie posłużyły mi ostrogi podczas odskoku i wraz z klaczą, wysunąłem obie ręce do przodu, mając je po bokach szyi oldenburga. Rozjeżdżając ją w dystansie do szestnastki, ponownie skróciłem Elusive, by oddała silniejszy skok, gdyż przeszkoda była wyższa i bardziej wymagająca jeśli chodzi o wysokość skoku i położenia kończyn podczas lotu. Stąd ponownie podszedłem do przeszkody tak jak do tych stojących na parkurze, a zatem dokładnie. Do przeszkody 17a było blisko, więc nawet nie rozjeżdżałem klaczy i pozwoliłem jej minimalnie dodać dwie foule przed odskokiem. Następnie do członu 17b już troszeczkę poszerzyłem jej wykrok poprzez działanie łydek i minimalne dosiadu, gdyż tutaj ponownie wróciłem do siodła. Podczas odskoku nie tylko zadziałałem ostrogą, ale również cmoknąłem motywując klacz do skoku. Pochwaliłem ją głosem gdy przeskoczyliśmy przedostatnią przeszkodę trasy i trochę od niej wymagałem podczas dystansu, dodając znacznie. Mimo tego kontrolowałem jej oddech i nie robiłem niczego wbrew jej możliwościom, stąd gdyby nie dawała rady iść szybciej, nie wymuszałem na niej tego. Jedynie widząc już osiemnastkę zwolniłem ją wycofując się do tyłu i oddaliśmy ostatni skok. A w dystansie do przekroczenia mety pocmokałem jej trochę i dałem łydkę, przesuwając ręce do przodu, żeby zrobić jej miejsce do galopowania. Po przejechaniu mety zwolniliśmy stopniowo, żeby nic się nie stało. I skończyliśmy zadowalająco kolejny etap, mając mimo szczerych chęci punkty karne za przekroczenie normy.
/zt

//9-18

Elusive - 2017-04-22, 21:50

PRÓBA TERENOWA cz. II

Bez większych problemów dotarli kolejno do dziewiątej przeszkody, która już była nieco bardziej dziwą przeszkodą. Klacz się przyjrzała ponownie przeszkodzie, by po zamknięciu w pomocach do niej w końcu dojechać. W tej kwestii wolała polegać na człowieku, bo on w końcu wiedział w jej mniemaniu najlepiej. W miejscu wybicia po sygnale od chłopaka uniosła się po raz kolejny do skoku, by pokonać przeszkodę w dobrym stylu i na czysto. Pogalopowali kolejno do kolejnego szeregu 10ab, który znajdował się stosunkowo niedaleko. Lekko zwolnili do pierwszego członu, klacz miała lekkie obiekcje przed zejściem w dół. Jednak Jonah postawił sprawę dość jasno i chyba nie miała innego wyjścia, jak po prostu zeskoczyć w dół. Z impetem zeskoczyła w dół, nie robiąc tego na szczęście tak by sobie coś zrobić. Człon 10b szybko przed nimi wyrósł, ale nie był straszny. Nie potrzebowała takich twardych od razu pomocy, bo przeskoczyła go bez większego trudu. Miała chwilę dla siebie w drodze do kolejnej przeszkody, co powiedzmy sobie szczerze nawet się jej przydało. Galopowała jednak całkiem poprawnie przed siebie, nie sprawiając większych problemów w prowadzeniu facetowi. Jedenastka niebawem pojawiła się na ich horyzoncie, gdzie stosunkowo nieco się do niej pozbierali i zwolnili zarazem. Klaczy jednak kwiatki nie zraziły, dojechała spokojnie i pewnie do przeszkody by w odpowiednim miejscu wyjść ponownie do skoku. Pokonała ją na czysto i pojechali kolejno do kolejnej przeszkody, korzystając jednocześnie z chwilowego luzu. Do dwunastki jakoś znacznie sprawnie zaczęli się zbliżać, by odpowiednio ale nie przesadnie się przygotować do skoku. Klacz jednak całkiem sprawnie pokonała przeszkodę, by dzięki temu pojechać dalej sprawnie na kolejną przeszkodę - trzynastkę. Tutaj się nieco zebrali, by oddać ładny i solidny skok. Z początku ostroga jej nie przeszkadzała, dopiero z czasem zaczęła się nieco szarpać po oddaniu skoku. Nie było to przyjemne uczucie, a nie każdy koń je lubił. Powiedziałabym że nieco więcej wiary, ale po problemach z wodą mógł jej po prostu nie mieć. Do czternastki jechali stałym tempem z dystansu, gdzie klacz musiała się nad nią wyciągnąć. Okazała się ona mało problemowa w przeskoczeniu dla Elusive, dlatego po lądowaniu pogalopowała dość krótko do kolejnej przeszkody. Klacz nieco zwolniła w dystansie do niej, zbierając większe pokłady siły w zadzie i z niego się wypychając. Klacz ponownie po sygnale od chłopaka w stosownym do tego miejscu wyszła do skoku, by się wyciągnąć i założyć na krótko nad przeszkodą. Rozjechali się nieco w dystansie do szesnastej przeszkody, by jednak się ostatecznie skrócić i zebrać ponownie siłę w zadzie. Dojechała ponownie do miejsca wybicia, by tam unieść się do skoku. Poprawnie się złożyła w locie, łapiąc stosowną równowagę i lądując zaraz po drugiej stronie. Do przeszkody 17a było dość blisko, więc jechali podobnym tempem co wcześniej. No minimalnie przyspieszając na końcu, by przefrunąć nad przeszkodą i pojechać do 17b. Nabrali nieco większego tempa, by odbić się ponownie w stosownym miejscu do skoku. Po lądowaniu klacz strzeliła z zadu, nie będąc zadowolonym z radykalnych pomocy chłopaka. Została im do przeskoczenia już ostatnia przeszkoda, gdzie przyspieszyli do niej znacznie. Dojeżdżając jednak do przeszkody ponownie nieco zwolnili, zbierając zad do skoku i dojeżdżając ostatecznie do miejsca wybicia. Klacz płynnie wyszła do skoku, pokonując ją na czysto i szybciej galopując w kierunku mety. Po jej przejechaniu stopniowo zwolnili, by zakończyć drugi etap zmagań.

z.t



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group