Naughty Boy - 2019-12-20, 18:22 Izabelowaty nie wydawał się zbyt zadowolony próbą skrócenia jego kłusa, a przez to też odebrania mu możliwości wyszalenia się i swojej energii, która teraz dopiero dawała się we znaki. Przez to w pierwszym odruchu skulił uszy, przytulając je do potylicy, samo skrócenie spowalniając na tyle, na ile pozwalała mu cierpliwość właścicielki. Sam chód jednak nie wyszedł tak, jakby sobie tego życzyła: zdecydowanie zabrakło mu rozluźnienia i podstawionego zadu, przez co bardziej drobił krótkimi kroczkami niż rzeczywiście szedł w zebraniu. Półparady sprawiły, że nie napierał już tak na wędzidło, jednak dalej był daleki od ideału. Sprawa nieco poprawiła się, gdy pozwoliła mu na już nieco aktywniejszy krok, do którego był dużo bardziej przychylny i od razu zaczął bardziej współpracować z jeźdźcem.
Praca na łukach przyniosła nieco lepsze efekty, odbudowując jego rozluźnienie zaburzone skromnym buntem sprzed paru minut. Nawet w trakcie wygięcia do zewnątrz nie spinał się już tak, nieco lepiej przyjmując pomoce od Adele i odpowiadając na nie. Wykonywał więc to ćwiczenie całkiem nieźle, zachowując prosty tor poruszania się przy jednoczesnym wygięciu się na zewnątrz, tym samym uchem strzygąc w zainteresowaniu. Aktywnie żuł wędzidło, dając tym podstawę do nieco bardziej wymagającej pracy, chociażby w przejściach. Te początkowo również wykonywał z lekkim opóźnieniem, które nie wynikało z braku skupienia, co bardziej niechęci do spowalniania. Zapewne dobrą opcją przed treningiem byłoby wylonżowanie go, dzięki czemu straciłby tyle emocji, które coraz bardziej dawały im w kość - chociaż, z drugiej strony, mogły okazać się zbawienne już na samym torze. Szczególnie trudne miały być zatrzymania, w trakcie których nie potrafił ustać w miejscu i albo próbował ruszyć naprzód, albo włączał wsteczny na parę nerwowych kroków.
Dodania z wszystkich ćwiczeń niewątpliwie wychodziły mu najlepiej, bowiem domyślnie już brał cały napęd z zadu, tyłami mocno odpychając się od ziemi i wkraczając pod kłodę. Przy tym przy pierwszym podejściu z nieco zbyt ekspresyjną pracą przodów mógł wyglądać dość komicznie, jakby imitując stęp hiszpański - przy kolejnych próbach unormowało się to na szczęście i nie próbował za wszelką cenę nauczyć się nowej sztuczki. Tym razem ze skróceniami było już trochę lepiej, wykonywał je w satysfakcjonującym stopniu, chociaż dalej szastał nerwowo ogonem z niezadowolenia.
W stępie wyciągnął głowę i potrząsnął nią, z wdzięcznością przyjmując chwilę na odpoczynek i możliwość unormowania swojego oddechu.Adele - 2019-12-20, 19:04 Zapewne gdyby celem dzisiejszego treningu była praca ujeżdżeniowa, reakcja Adele na niechęć wobec pierwszego skrócenia byłaby zgoła inna - na pewno nie puściłaby braku odpowiedniej pracy zadem mimo uszu; miała jednak świadomość, że w wypadku treningu tego typu rozwlekanie się nad problemem jak tym przyniosłoby efekty odwrotne od zamierzonych. Z drugiej strony, jej uwadze nie umknął kłopot z przejściami w dól i zatrzymaniami. Tych jednak nie próbowała rozgrzebywać dalej, wiedząc doskonale, że tym bardziej rozemocjonowałaby kucyka, tym samym z całą pewnością prowokując spięcia i inne nieprzyjemne sytuacje. Dała mu więc szansę na odpoczynek w stępie, mając nadzieję, że te kilka minut będzie szansą na uspokojenie i oddechu, i głowy.
Po kilkuminutowym odpoczynku ponownie skróciła wodze, spodziewając się, że może się to wiązać z powrotem emocji - pilnowała się więc, aby od pierwszych prób skrócenia kolana i uda były zamknięte, a miednica przyblokowana, chcąc tym samym w bardzo wyraźny sposób zaznaczyć, że nie oczekiwała jeszcze przejścia do kłusa. W razie potrzeby znów na moment wróciła na koła, a po kilku minutach także wolty, oczekując od kuca nie tyle co pełnego rozluźnienia, co po prostu posłuszeństwa i elastyczności pozwalających na wszelkie niezbędne na torze manewry. Emocje Gortata nie musiały być problemem - Adele starała się nie prowokować żadnych sytuacji, które mogłyby wprawić go w zdenerwowanie, ale z drugiej strony nie obchodziła się z nim zbyt łagodnie, wykazując się niezmienną stanowczością i zwyczajnie nie dając sobie wchodzić na głowę. Zakładając, że prędzej czy później udało jej się znaleźć z ogierem porozumienie, wkrótce zakłusowała, zaczynając anglezować, nadając jednostajny, aktywny rytm kłusa, dosiadem i półparadami tonując wszelkie ewentualne próby przyspieszania. Po kilku chwilach pracy bliźniaczo podobnej do tej sprzed kilku minut, usiadła w siodło i przy napiętej zewnętrznej znów zadziałała wewnętrzną (załóżmy, że w tej sytuacji była to prawa), po zainicjowaniu delikatnego zgięcia cofając zewnętrzną łydkę za popręg i wypychając kuca z bioder do galopu. Ponieważ spodziewała się jakiegoś wyrazu ekscytacji i radości, nieco wyraźniej cofnęła i ściągnęła ramiona, piętą wyraźnie ciągnąc w dół i dla własnego komfortu nieznacznie wysuwając nogę do przodu, zwłaszcza jeżeli sprezentowano jej baranka, bryknięcie czy inną ciekawą formę artystyczną. Nie znaczyło to jednak, ze siedziała w siodle całkiem bierna - niezależnie od tego co się działo, starała się wbrew wszystkiemu robić swoje, już za chwile inicjując pierwszy łuk. Taka praca nie miała jednak trwać długo, bo gdy tylko odzyskała chociaż względną kontrolę na prędkością, sama weszła w półsiad, inicjując dodanie. Wcześniej upewniła się tylko, że wodze są wystarczająco krótkie, a jej pozycja stabilna. Tutaj nie miała wiele do powiedzenia - skorzystała z tej dużej przestrzeni i prowadziła izabelowatego po jednym śladzie, pozwalając mu samemu wybrać prędkość. Jeżeli nie był skory do rozwijania szybkości, w co jednak wątpiła, w razie potrzeby sama zachęcała go i prowokowała go do szybszego galopu. Wiedziała, że ma pod sobą gorącego i podekscytowanego konia i nie zamierzała zbyt wiele energii przeznaczać na siłowanie się z nim tylko po to, aby zdenerwować go jeszcze bardziej. Dużo bardziej wolała po prostu pozwolić mu galopować tyle, ile tego potrzebował, dbając jedynie o niezmienną trasę i reagując w razie, gdyby rozwijana prędkość stawała się po prostu niebezpieczna dla ich dwójki.Naughty Boy - 2019-12-30, 14:24 W stępie kucyk dalej był pobudzony - kremowymi uszami zdawał się próbować wyłapać każdy szelest i hałas z otoczenia, przy czym pozostawał jednak skupiony na jeźdźcu na tyle, żeby zgrać się z nią przy zebraniu wodzy i nie ryzykować ewentualnym usztywnieniem. Zaraz szastnął ogonem i przemielił wędzidło w pysku, znowu poruszając się bardziej elektrycznym krokiem i oddychając ciężko z emocji. Nie próbował na siłę zakłusować, swoje podekscytowanie wynagradzając sobie dynamicznym kroczeniem w stępie. Dokładnie ustawiał nogi, dość mocno wykraczając nimi, chociaż nadal w granicach zdrowego rozsądku. Nie próbował też testować cierpliwości właścicielki, w wyższy chód przechodząc dopiero, kiedy sobie sama tego zażyczyła, przejście jednak łącząc znowu z lekkim podrzuceniem przodami w formie zwykłej zabawy. Dalej nie przeszkadzał jej już w pracy, poruszając się od początku kłusem o wyznaczonym rytmie, którego zachowanie nie stanowiło dla niego większego wyzwania. Parokrotnie pewnie próbował przyspieszać, ale skutecznie powstrzymywany przez Adele, rezygnował z tego pomysłu bez większego podburzania się. W trakcie pracy już zachowywał karność, a wraz z kolejnymi ćwiczeniami zaczynał się na powrót wyciszać, chociaż nie na długo - zagalopowaniu miało towarzyszyć chyba najwięcej emocji. Zaraz wyrwał bowiem do przodu, oddając mocno z zadu i parokrotnie podrzucając przodami, co pewnie Adele miała odczuwać przez kolejnych kilka dni. Nic więc dziwnego, że pierwszy łuk bardzo ściął, w odpowiedzi na próbę zgięcia strzelając kolejnego niegroźnego baranka i uskakując nieco do wewnątrz przy tym. Z czasem jednak chęć wyszalenia się zaczęła mu przechodzić i zaczynał poruszać się bardziej przyjaznym galopem, nawet nieco się zaokrąglając, chociaż dla Solve dalej mógł przypominać tykającą bombę. Galopował jednak już o wiele spokojniej, chociaż dodaniu znowu miało towarzyszyć trochę ekscytacji - tym razem ograniczających się do donośnego rżenia i lekkiego naparcia na wędzidło. Samo ćwiczenie jednak wykonał prawidłowo, mocniej pracując i angażując zad, a nos wyciągając nieco do przodu. Narzucał sobie dość mocne tempo, ale wydawał się mieć w sobie na tyle dużo energii, żeby nie miało zabraknąć jej na samym torze. Fakt, że właścicielka nie próbowała go na siłę spowalniać i przytrzymywać, sprawiał, że nie burzył się i łatwo poddawał jej woli, ostatecznie więc nie odwalając już niczego więcej.Adele - 2020-01-02, 21:00 Szczęśliwie z kucykiem współpracowała już na tyle długo, aby wiedzieć, kiedy spodziewając się jakiejś nieproszonej nowości - czuła, że w Gortacie drzemie wiele energii i emocji, stąd też nie zaskoczyło ją to, jak postanowił je wyrazić, przynajmniej nie tak, jakby potencjalnie mogło zaskoczyć niezaznajomionego z kucykiem jeźdźca. Naturalnie, nie wszystko była w stanie jednak przewidzieć ani wysiedzieć. "Pas bezpieczeństwa" pod postacią cofniętych ramion i pięt w dół pozwolił jej pozostać w siodle, ale któryś wyrzut nóg czy baranek z rzędu na pewno nieco zaburzył jej równowagę - niezależnie od tego, z jaką pieczołowitością izabelowaty sprawdzał stabilność jej dosiadu, z każdym zaburzeniem równowagi starała się natychmiast wracać do poprawnej pozycji, nie pozwalając emocjom wziąć góry i nie podejmując ani jednej próby siłowego powstrzymania kuca. Choć jej plecy i nogi miały jeszcze przez kilka dni pamiętać ten trening, nie chciała ingerować w ten naturalny proces zrzucania zbędnej energii, gotowa wysiedzieć jeszcze kilka takich artystycznych figur jeżeli było to konieczne. Chwile spokoju i jakościowego galopu nagradzała subtelnymi pochwałami - na tyle subtelnymi, aby nie wiązały się jeszcze z odpuszczeniem pomocy, bo wolała przynajmniej na razie mieć jeszcze chociaż względne poczucie kontroli nad tym, co działo się pod nią. Nie przeszkadzało jej napięcie w dodaniu, przynajmniej na tamten moment; oczywiście, wszystko to zmierzało do wyszalenia ogiera na tyle, aby za chwilę wprowadzić nieco bardziej konkretną pracę i wtedy wymagać już nieco więcej, ale na mniejsze niesubordynacje na razie była gotowa przymknąć oko. Od momentu, w którym galop izabelowatego nieco się ustabilizował i Adele na powrót miała poczucie, że może cokolwiek zdziałać w kwestii prędkości i kierunku jazdy, dała im jeszcze dobre kilka, o ile nie kilkanaście minut. Nie chciała zmordować kuca i zmęczyć go przed wjazdem na właściwy tor, a z drugiej strony czuła, że potrzebna mu jest jeszcze chwila na uspokojenie emocji. Pogalopowała go więc jeszcze trochę - długość tej rozgrzewki dostosowała tak naprawdę do jego zachowania i tego, jak się ono zmieniało wraz z każdą kolejną minutą takiego biegu. W miarę możliwości, oprócz zmian kierunków, zaczęła wprowadzać pierwsze proste figury, w tym wszystkim korzystając również z dodań i skróceń, gdzie te drugie z początku były bardziej symboliczne, a dopiero z czasem stały się bardziej stanowcze i wyraźne.
Zakładając, że prędzej czy później nadszedł moment, w którym Naughty Boy zaczął objawiać pierwsze najmierniejsze oznaki choćby częściowego zmęczenia, Adele zainicjowała przejście do kłusa, a wkrótce również do stępa, w którym pozwoliła kucowi odpocząć, sama wówczas odnajdując wzrokiem przeszkodę, na której chciałaby się zacząć rozprężać. Była nią prosta, niewysoka kłoda. Po chwili odpoczynku skróciła więc wodze i zakłusowała, natychmiast przechodząc do lekkiego siadu. Równym działaniem łydek nadawała odpowiedniego rytmu, półparadami dbając z kolei o odpowiednie rozluźnienie, w razie potrzeby wchodząc na koło i na nim przepracowując spięcie poprzez zabawę wewnętrzną wodzą przy wyraźnie napiętej zewnętrznej. Nie walczyła o specjalnie niskie ustawienie, chcąc jedynie mieć pewność, że miała kontrolę i elastycznego wierzchowca. Gdy udało jej się to osiągnąć, obszernym łukiem wyjechała na wprost kłody, spodziewając się ekscytacji, a więc pilnując, aby kłus nie zamienił się w galop przedwcześnie. Pozwoliła ogierowi samemu zdecydować o najbardziej właściwym miejscu odbiciu, podążając za jego ruchem i płynnie zabierając się do lotu, aby wejść w niezbyt głęboki półsiad, wyraźnie oddając rękę.Naughty Boy - 2020-01-11, 15:40 Z czasem zaczynał uspokajać się w galopie i nie próbował już tak pędzić, dając właścicielce możliwość kontynuowania dalszej pracy. Wtedy też już nie próbował wchodzić jej na głowę i karnie wykonywał kolejne stawiane przed nim ćwiczenia, na figurach gnąc się gładko i płynnie. Miał już na tyle wyćwiczoną równowagę i elastyczność, że nie wymagało to od niego wiele skupienia. Nie dało go się mu jednak odmówić, bo dalej poświęcał całą swoją uwagę Adele, ale wszelkie łuki nie stanowiły dla niego większego problemu, podobnie jak dodania i skrócenia, przy tych pierwszych nie dając już dojść emocjom do głosu. Dalej był mocno podekscytowany, ale kolejna seria baranków w tym momencie byłaby raczej wyrazem jego złośliwości, a nie zastania, tak więc osiemnastolatka mogła czuć się w miarę bezpiecznie na jego grzbiecie, a przynajmniej w trakcie rozgrzewki.
Przez rosnące zmęczenie nie oponował tak przed zwolnieniem do kłusa. Dobre kilkanaście minut w galopie i towarzyszące im sporo emocje były w stanie całkiem nieźle go zmachać, chociaż był to raczej stan przejściowy. W stępie wyciągnął nieco szyję do dołu i parsknął głośno, potrząsając łbem podczas uspokajania swojego oddechu. Na sam widok kłody nie reagował dopóki Adele nie skierowała go wyraźnie w jej stronę. Bez oporu wrócił do wyższego ustawienia, aktywnie żując wędzidło i zaraz płynnie przechodząc w kłus, który co prawda nie był już tak dynamiczny i ekspresyjny jak na początku treningu, ale dalej nie dało mu się zarzucić rozleniwienia. Skierowany już na samą przeszkodę, nastawił w jej stronę oboje uszu, o dziwo nie usiłując zagalopować przed skokiem. Wbrew pozorom skoki z kłusa nie były dla niego tak niewygodne, również nad przeszkodami terenowymi, które i tak należały do trudniejszych w porównaniu z parkurowymi. Jak na swój wzrost był silnym kucykiem i nawet wyższe przeszkody nie stanowiły większego wyzwania, choć siłą rzeczy i tak wymagały od niego więcej niż od pełnowymiarowego konia. Znowu się bardzo ożywił, ale tym razem w tym pozytywnym znaczeniu tego słowa, dzięki czemu żywo szedł do niej i bez zawahania odbił się przed kłodą w optymalnym, najwygodniejszym dla siebie miejscu. Przy tym wykazał się dość szybką akcją kończyn, przody podsuwając pod siebie i gładko przeskakując ponad przeszkodą, zostawiając sobie kilkanaście centymetrów zapasu przy jednoczesnej okrągłej, dość skróconej paraboli lotu. Po miękkim powrocie na ziemię zagalopował, jeśli tylko dziewczyna nie miała nic przeciwko temu, delikatnym podrzuceniem zadu dając upust swojej radości.Elizabeth White - 2020-01-17, 00:33 Będąc jeszcze nad poprzednią przeszkodą, mocniej dociążyła prawe strzemię, chcąc w ów sposób zasugerować klaczy nogę, na którą będą się dalej poruszać. Jednocześnie wzrokiem odszukała interesujący ją element toru, do którego wpierw miały jednak dość mocny zakręt, właśnie w prawą stronę. Tak więc po wylądowaniu i po kilku foulach prosto, zaczęła skręcać, prowadząc Fabiolę na zewnętrznej wodzy. Jednocześnie podpierała ją łydkami, dbając o dobre wpisanie kłody w łuk, jak i starając się nie dopuścić do tego, by kopytna wypadła jej z ustawienia. Po wyjechaniu na prostą, pojawił się przed nimi trzy członowy szereg. Forma przeszkód sama w sobie nie była rażąca. Ot, trzy podwyższone kłody a la masywniejsze stacjonaty, o wysokości odpowiadającej umiejętnościom klaczy. Kanadyjka wróciła w siodło i przypilnowała, by do pierwszego członu doszły odpowiednim tempem, bez fouli rozciągniętej jak pociąg towarowy. Następnie dała kopytnej łydkę i złożyła się z nią w locie, myślami automatycznie będąc już nad kolejnym elementem. W zależności jak wypadło to pierwsze lądowanie, zachęciła do dodania albo wręcz odwrotnie, skróciła siwą, by odległości im pasowały. I w taki sposób rozprawiły się jeszcze z dwoma, identycznymi przeszkodami, a po trzecim skoku El pozostała w lekkim półsiadzie i pozwoliła Fabioli na rozwinięcie prędkości. Do następnej przeszkody miały bowiem nieco dłuższy odcinek, więc aż grzech byłoby nie skorzystać! Takim sposobem wkrótce wjechały w bardziej zadrzewioną część toru, a Zawodniczka trochę pozbierała siwą do kupy i nie pozwoliła jej już dalej pędzić na łeb na szyję.
Tym razem do pokonania miały przeszkodę pozornie masywną i straszącą wyglądem. Pomiędzy dwoma pniami drzew, zawieszony był konar, kształtem przypominający uśmiech. Brunetka automatycznie zamknęła podopieczną w nieprzepuszczalnym korytarzu z pomocy, półparadą skupiając ją zarówno na sobie jak i na postawionym przed nimi zadaniu. Naturalnie, celowała w sam środek, bo tam wysokość była najniższa. Nie pozwoliła Fabioli również przedwcześnie wyrwać do przodu, ale finalnie jednak posłała jej zachęcającą łydkę, by następnie zabrać się wraz z klaczą na drugą stronę tego twora.Adele - 2020-01-19, 15:43 Zgodnie z upodobaniem kucyka, zezwoliła na galop po przeszkodzie, sama nie wracając już w siodło, a pozostając w lekkim siadzie; regularnym ruchem łydek nadawała chodowi jednostajnego, rytmicznego tempa, znów gotowa zainterweniować w razie, gdyby to było zbyt pospieszne - z drugiej strony, nie miała nic przeciwko temu, aby to pozostało po prostu aktywne i ochocze, wręcz sama proponując mu taki stan rzeczy. Zostając w galopie na, dajmy na to, lewą nogę, zakręciła obszerne koło dookoła kłody, znów na dobre kilkanaście metrów przed nią prostując kucyka. Tym razem także zostawiła go z decyzją dotyczącą dystansu, choć dla odmiany przed samą przeszkodą wróciła w siodło i bardzo delikatnie dodała w stronę kłody, uważając, aby nie sprowokować ataku, a po prostu dać Naughty Boyowi nowe, inne zadanie. Niezależnie od tego, co działo się pod nią, starała się zachować równowagę, do samego końca trzymając wycofane ramiona i dopiero wraz z oderwaniem się izabelowatego od ziemi wchodząc w półsiad, tym samym oszczędzając sobie nieprzyjemności w razie, gdyby ogier odbił się z daleka lub przeciwnie, przytupnął przed samą niewielką przeszkodą. Takie samo zadanie, tyle że z delikatnym skróceniem przed kłodą, powtórzyła na prawą nogę, stosując taki sam schemat i podobnie dbając o to, aby ani Gortatowi specjalnie nie przeszkadzać, ani nie podpowiadać zbyt mocno, tym samym czyniąc skok przez przeszkodę trywialnym, bo i bez tego taki już był.
Ponieważ o dzisiejszym treningu myślała bardziej jako o okazji do poskakania trudniejszych kombinacji niż pokonywania długich dystansów, po tych krótkich rozgrzewkowych skokach przeszła na powrót do kłusa, zaczynając anglezować. Tym razem nie dbała tak bardzo o odpowiednie ustawienie, jedynie kilkoma półparadami upewniając się, że nadal ma względną kontrolę nad kucykiem i jego elastycznością. Kłusem zjechała z obszaru wyznaczonego na rozprężenie i ruszyła w stronę właściwego toru - ponieważ te dwa miejsca dzielił nieco większy dystans, po drodze regularnie zmieniała nogę, nie chcąc żadnej strony ogiera obciążać bardziej. Wkrótce dojechała do pierwszego obszaru, w którym leżało nieco więcej przeszkód. Na moment przeszła do stępa, w razie potrzeby oferujac Naughty Boyowi moment odpoczynku, sama zaś rozglądając się po konstrukcjach. Za pierwszy cel obrała zwykły bankiet, który kucyk raczej już znał, ale do którego raczej nie szkodziło na wszelki wypadek treningowo podejść. Zdecydowała się najpierw wjechać na bankiet pod górę, dla ułatwienia robiąc to z kłusa - po przejściu do rzeczonego tempa weszła w lekki siad, zachowując jednak wycofane ramiona. Zadbała o to, aby nawiązać stabilny kontakt z pyskiem izabelowatego, co miało pomóc mu odnaleźć równowagę. Kłusem najechała na bankiet, zachęcając ogiera do aktywnego, raźnego tempa, w razie czego poza działaniem łydek cmokając zachęcająco już przed samą przeszkodą.Naughty Boy - 2020-02-04, 23:16 Nie trzeba go było dwa razy prosić o utrzymanie aktywnego tempa galopu. Po takiej przerwie od pracy zdawał się w ogóle nie męczyć ani spalać, co było dość dziwne w związku z jego szaleństwami na początku treningu, które miałyby zwiastować to, że szybko opadnie z sił. Jednak poza zadyszką nie wydawał się być zmęczony, choć jednocześnie nie był już tak skory do strzelania baranków, ale to raczej miało ucieszyć Adele. Zgodnie z wskazówką, wykręcił koło wokół pokonanej przeszkody, żeby z pomocą tego manewru pokonać ją drugi raz, tym razem z mocniejszego, narzuconego przez jeźdźca tempa. Gortat nie miał nic przeciwko dodaniu, więc mocniej zapracował umięśnionym zadem, z którego zaraz oddał skok ponad kłodą. Szybko zareagował przodami i podsunął je pod siebie, nos wyciągając subtelnie do przodu, bo sam skok nie był zbyt mocny przez wzgląd na raczej prostą budowę przeszkody. Przy lądowaniu zapewne zostało mu zasugerowane lądowanie na lewo, co wykonał bez większego zakłopotania, po powrocie na ziemię kontynuując galop właśnie na tę nogę. Odbił na koło w przeciwnym kierunku, a po nim skrócił się i z takiego tempa odbił się, mimowolnie robiąc to nieco bliżej przeszkody niż poprzednio, co było po prostu najwygodniejsze przy jego niewielkich gabarytach. Był jednak na tyle doświadczony, żeby poradzić sobie również z takim skokiem, nie narażając ich na żadne niebezpieczeństwo, o które przecież łatwo było w crossie.
Następnie przeszedł do kłusa, a jasnym ogonem obił o tylne nogi, pozostając pod pełną kontrolą właścicielki. Głowę niósł nieco niżej, bo tak było mu wygodniej i miał ku temu możliwość, z której nie omieszkał nie skorzystać. Podniósł łeb tylko wtedy, gdy zjechali na sam tor, do którego trasę już dobrze znał. Niemniej nie okazywał już swojej ekscytacji na inne sposoby, jedynie na widok nowych przeszkód delikatnie podrzucił głową, ale zaraz przeszedł karnie do stępa, w którym odsapnął nieco i uspokoił swój oddech. Bankiet rzeczywiście nie był mu obcy, chociaż na zawodach stosunkowo rzadko spotykany. Nie wykazywał jednak większych obaw względem tego typu przeszkody i po zakłusowaniu całkiem pewnie do niej podszedł i sprawnie wskoczył na stopień, zachęcony cmokaniem i łydką od amazonki.Fabiola - 2020-02-05, 11:21
Ukryj:
Elizabeth White napisał/a:
Będąc jeszcze nad poprzednią przeszkodą, mocniej dociążyła prawe strzemię, chcąc w ów sposób zasugerować klaczy nogę, na którą będą się dalej poruszać. Jednocześnie wzrokiem odszukała interesujący ją element toru, do którego wpierw miały jednak dość mocny zakręt, właśnie w prawą stronę. Tak więc po wylądowaniu i po kilku foulach prosto, zaczęła skręcać, prowadząc Fabiolę na zewnętrznej wodzy. Jednocześnie podpierała ją łydkami, dbając o dobre wpisanie kłody w łuk, jak i starając się nie dopuścić do tego, by kopytna wypadła jej z ustawienia. Po wyjechaniu na prostą, pojawił się przed nimi trzy członowy szereg. Forma przeszkód sama w sobie nie była rażąca. Ot, trzy podwyższone kłody a la masywniejsze stacjonaty, o wysokości odpowiadającej umiejętnościom klaczy. Kanadyjka wróciła w siodło i przypilnowała, by do pierwszego członu doszły odpowiednim tempem, bez fouli rozciągniętej jak pociąg towarowy. Następnie dała kopytnej łydkę i złożyła się z nią w locie, myślami automatycznie będąc już nad kolejnym elementem. W zależności jak wypadło to pierwsze lądowanie, zachęciła do dodania albo wręcz odwrotnie, skróciła siwą, by odległości im pasowały. I w taki sposób rozprawiły się jeszcze z dwoma, identycznymi przeszkodami, a po trzecim skoku El pozostała w lekkim półsiadzie i pozwoliła Fabioli na rozwinięcie prędkości. Do następnej przeszkody miały bowiem nieco dłuższy odcinek, więc aż grzech byłoby nie skorzystać! Takim sposobem wkrótce wjechały w bardziej zadrzewioną część toru, a Zawodniczka trochę pozbierała siwą do kupy i nie pozwoliła jej już dalej pędzić na łeb na szyję.
Tym razem do pokonania miały przeszkodę pozornie masywną i straszącą wyglądem. Pomiędzy dwoma pniami drzew, zawieszony był konar, kształtem przypominający uśmiech. Brunetka automatycznie zamknęła podopieczną w nieprzepuszczalnym korytarzu z pomocy, półparadą skupiając ją zarówno na sobie jak i na postawionym przed nimi zadaniu. Naturalnie, celowała w sam środek, bo tam wysokość była najniższa. Nie pozwoliła Fabioli również przedwcześnie wyrwać do przodu, ale finalnie jednak posłała jej zachęcającą łydkę, by następnie zabrać się wraz z klaczą na drugą stronę tego twora.
Wyczuwając większy nacisk na prawym strzemieniu podczas lądowania za ostatnią przeszkodą, Fabiola zgodnie z intencjami Elizabeth wylądowała na prawo i to właśnie z prawej nogi kontynuowała galop po oddaniu skoku. Była już lekko pobudzona całym tym skakaniem i galopowaniem, więc nawet podczas galopu po odcinku pozbawionym przeszkód niosła łeb dość wysoko, bystrym, żywym wzrokiem szukając kolejnych przeszkód i ogólnie wyglądając na naładowaną emocjami i energią. W jej przypadku jednak było to dobre, no i i nie utrudniało Elizabeth prowadzenia konia, jako że siwa mimo wszystko pozostawała pod kontrolą właścicielki. Biorąc zakręt na kolejne przeszkody, z pomocą jeźdźca zdołała go pokonać w kontrolowany sposób, tj. nie wypadając z niego łopatką i tym samym nie wywożąc Elizabeth w pole. To z pewnością wpłynęło na wykonanie najazdu na pierwszą z przeszkód tworzących trójczłonową kombinację. Podniesione kłody nie robiły na Fabioli najmniejszego wrażenia, co nie było niczym dziwnym biorąc pod uwagę fakt, że były to jedne ze standardowych przeszkód spotykanych w zasadzie na każdych zawodach. Jak na dobrego WKKWistę przystało, Fabiola nie zwracała już uwagi na takie rzeczy, co nie oznacza, że nie miała odrobiny respektu, który był potrzebny by nie robić głupot, niejednokrotnie prowadzących do kontuzji i wypadków. W związku z tym karnie pozwoliła się skrócić w wyniku zaokrąglenia foule i starannie wybrała miejsce odbicia, zaś w skoku wysoko podniosła nogi i zapracowała szyją, nie pozwalając sobie na skoki z wiszącymi nogami czy na siłowe odbicia w górę. Jako że była dosyć drobnym konikiem, to po wylądowaniu wskazane okazało się poszerzenie foule przed oddaniem następnego skoku, dzięki czemu miały się zmieścić w pozostałej odległości i bez wahania skoczyć nad drugim członem, co swoją drogą również im wyszło.
Po odejściu spod przeszkody Fabiola chętnie rozwinęła galop, a gdy jej oczom ujrzała się ta wręcz naturalnie stworzona przeszkoda, nastawiła uszy na sztorc i wyraźnie skupiła się na tejże konstrukcji. Nie budziła w niej obaw, raczej zaciekawienie, bo wzmogła jej uwagę i zmusiła do myślenia, bardziej niż w przypadku poprzednich przeszkód. Niemniej Elizabeth nie dawała jej powodów by sądzić, że to coś trudnego czy bardzo nietypowego, więc raczej bez większego wahania dogalopowała do przeszkody i skoczyła ze wskazanego przez jeźdźca miejsca, może tylko trochę znosząc w skoku na bok, co jednak nie miało tu żadnego znaczenia.Adele - 2020-02-09, 00:05 Łagodnym tonem głosu pochwaliła izabelowatego za pokonany bez chwili zawahania bankiet, wkrótce delikatnie głaszcząc go również po szyi. Lada moment podeszła do przeszkody raz jeszcze, tyle, że z galopu - ciałem zachowała się dokładnie tak samo, gotowa ewentualną niepewność wyeliminować wyraźnym sygnałem łydki, choć nie spodziewała się po wierzchowcu wielkich niesubordynacji. Zakładając, że również z wskokiem z galopu poradził sobie równie dobrze, za chwilę zwolniła na powrót do kłusa, kręcąc obszerne koło, by w tym chodzie znów najechać na bankiet, tyle, że w dół. Tu oprócz aktywizującego działania łydek zadbała również o to, aby oddać rękę, a gdyby to nie wystarczyło, w porę otworzyć palce, pozwalając Naughty Boyowi wygodnie wyciągnąć szyję podczas skoku w dół; sama lot starała się zamortyzować o własnych siłach poprzez wyraźniejsze odchylenie ramion i wysunięcie łydek do przodu. To samo powtórzyła również z galopu. Nie było to ćwiczenie ani nowe, ani specjalnie wymagające, ale Adele zależało na tym, aby przypomnieć o nim kucykowi, przede wszystkim ze względu na to, że raptem kawałek dalej czekał bankiet bliźniaczo podobny do tego, ale otoczony rozmaitymi przeszkodami, które pozwalały na stworzenie bardziej wymyślnych kombinacji.
Jeżeli nie napotkała po drodze żadnego problemu, który wymagałby dalszej pracy nad zeskokami w dół, w odpowiedniej odległości od upatrzonej kombinacji znów zagalopowała, od razu wchodząc w lekki siad i inicjując aktywne tempo, przed skrętem w stronę pierwszej przeszkody dodając i skracając delikatnie, przypominając się kucykowi. W lekkim siadzie i stosunkowo mocnym galopie obszernym łukiem zakręciła w stronę pierwszej konstrukcji, jaką była zwykła, drewniana wyrzutnia. Na kilka kroków przed samą przeszkodą wróciła w siodło, wycofując ramiona i wyraźniej dociążając siodło przy zamkniętych nogach, podnosząc izabelowatego i odpowiednio wcześnie pokazując mu przeszkodę. Prowadząc go równo na dwóch wodzach, do końca została w pełnym siadzie, w najbardziej optymalnym miejscu sygnalizując odbicie poprzez wyraźne działanie łydki, do lotu zabierając się dopiero wraz z oderwaniem się ogiera od ziemi. Jako że pierwszy z dwóch stopni bankietu czekał zaledwie trzy foulee dalej, po samym skoku szybko wróciła w siodło, w razie konieczności ponownie podnosząc ogiera i wyraźną półparadą lub dwiema sygnalizując kolejne zadanie. Zamknięte nogi i subtelne wstrzymujące działania miały pomóc w ograniczeniu galopu na tyle, aby spokojnie zdołali zmieścić się na stopniu bankietu. Tak jak poprzednio, przy samym wskoku "pomogła" mu delikatnym sygnałem łydek, szczególnie dbając jednak o to, aby nie tylko oddać rękę i odciążyć lekko grzbiet, ale aby przy tym jednocześnie wodzami ograniczyć go tak, aby nie miał szansy na zmianę trasy przed wskokiem na drugi stopień, pamiętając, że kilka foulee dalej czekała kolejna przeszkoda.Naughty Boy - 2020-02-09, 16:42 Przyjął pochwałę ze spokojem, powoli i stopniowo przechodząc w tryb pracy, gdy nic ani nikt nie było w stanie wytrącić go ze skupienia. Naughty Boy szczególnie lubił się we wszelkiego rodzaju skokach, co było tylko czynnikiem potęgującym wrażenie, że czasami nawet ignorował pochwały ze strony Adele, zbyt skupiony na tym, żeby chociażby utrzymać równe tempo. Zdecydowanie brakowało mu takiej pracy i dopiero teraz na wierzch zaczęło wychodzić, jak za tym tęsknił. Nic więc dziwnego, że przy powtórce tego samego ćwiczenia, ale z galopu, zachował się w ten sam sposób, gładko wskakując na bankiet, a samo lądowanie częściowo amortyzując na własnych siłach.
Pokonywanie bankietu w dół miało prawo budzić w nim już nieco większe obawy, bo mimo wszystko było to mniej przyjemne dla niego i wymagało więcej odwagi. Z tego powodu początkowo Adele mogła mieć wrażenie, że Gortat odmówi skoku, ale finalnie zdobył się na odwagę, żeby zeskoczyć ze stopnia na dół, robiąc to jednak z dużo mniejszą gracją niż do tej pory. Także po wylądowaniu potrzebował ułamka sekundy, aby dojść do siebie i ruszyć dalej przed siebie. Przy powtórce z galopu wykazał się już większą pewnością siebie i nie zawahał tak jak poprzednio, a w trakcie skoku wyciągnął szyję nieco bardziej do przodu, takim sposobem łatwiej odnajdując równowagę.
Po przepracowaniu skoków przy udziale bankietu zagalopował, poruszając się dość mocnym, ale nie szaleńczym tempem - na tyle odpowiednim, żeby Adele nie miała problemów z wszelkiego typu manewrami i najazdami do przeszkód. Kolejna z nich, na którą został naprowadzony, była mu już dobrze znana, więc nie przejął się nią zanadto i pozostał w tym samym galopie, którym dojechał do wyrzutni. Raczej nie należała do wysokich, ale galop pod górkę, z lekkimi przodami, był pomocny, dlatego to właśnie z takiego oddał skok. Zaprezentował całkiem niezły baskil, który co prawda w tej dyscyplinie nie był tak istotny, ale u niego przychodziło to już niemalże naturalnie. Przy lądowaniu dostrzegł malujący się przed nimi bankiet, więc nie dał się zaskoczyć krótkim dystansem do niego. Według poprzedniego schematu wskoczył na stopień, co najpewniej było dla niego o tyle ułatwione, że przeszkody były bardziej pod duże konie, więc miał dla siebie więcej miejsca. Po tym, jak znalazł się u góry, zagalopował na wprost, ufnie dając się prowadzić właścicielce.Elizabeth White - 2020-02-12, 16:58 Tak jak zakładała, Fabiola nie miała najmniejszego problemu z tym nietypowym, wiszącym tworem, co oczywiście wywołało u jej właścicielki ogromne zadowolenie. Pochwaliła klacz głosem, po lądowaniu zostając w półsiadzie i galopując przez lasek jeszcze kawałek, ale bez zahaczania o tutejsze przeszkody. Wkrótce znowu wyjechały na otwarty teren, gdzie czekał już na nie corner. Była to trudna przeszkoda, o czym Kanadyjka doskonale zdawała sobie sprawę. Wiedziała też, że ów forma nie jest Fabioli wcale obca i wspólnie miały okazją pokonywać takie twory wielokrotnie. Mimo wszystko nie zignorowała przeciwnika, kierując się oczywiście na zwężenie, które ulokowane było po prawej stronie przeszkody. Skupiła klacz półparadą, wracając w siodło, by mieć nad nią większą kontrolę. Trzymała siwą w korytarzu z pomocy, choć zdecydowanie bardziej pilnowała prawej strony, bo tutaj była większa szansa na ewentualną ucieczkę, czego przecież chciała uniknąć. Następnie posłała kopytnej łydkę i jeżeli wszystko poszło zgodnie z jej planem, przeszła do niespóźnionego półsiadu, oddając przy tym rękę i miękko amortyzując lądowanie w strzemionach. Przegalopowała jeszcze kawałek, podczas którego starała się trochę wyciszyć i rozluźnić Fabiolę. Wtedy wjechała na duże koło, na którym zblokowała ją do kłusa, w którym automatycznie zaczęła rytmicznie anglezować, zachęcając podopieczną do zanurkowania nosem zarówno w przód jak i w dół. Pozostała w kłusie jeszcze przez chwilę, czekając aż Fabiola unormuję oddech i sama wróci z głową, nigdzie się przy tym nie spiesząc. Dopiero wtedy pozwoliła jej na powrót do stępa, chwaląc drapankiem po szyi i czułymi słówkami za dobrze wykonaną robotę. Jako, że miały jeszcze kawał drogi do stajni, White wykorzystała go właśnie na stęp, dając podopiecznej trochę więcej luzu i pilnując jedynie dobrego tempa.
z/tFabiola - 2020-02-13, 12:42 Zadowolona z otrzymanej pochwały, wykorzystała chwilę swobodniejszego galopu na to, by nieco obniżyć szyję, co przez chwilę wyglądało tak, jakby chciała sobie radośnie fiknąć. Nic takiego jednak nie miało miejsca, bo już za moment wróciła do poprzedniego ustawienia i zaczęła szukać wzrokiem kolejnych przeszkód, które gdzieś na pewno musiały na nie czekać, skoro Elizabeth wciąż nie chciała zwolnić do kłusa. Fabiola nie pomyliła się w swoich przeczuciach i już niebawem została naprowadzona na kolejną przeszkodę, która jednocześnie miała być tą ostatnią. Jak chyba większość koni, siwa nie pałała szczególną sympatią do cornerów, które swoją budową rzeczywiście prowokowały do wyłamywania. Fabiola nie była święta i gdyby nie to, że Elizabeth ją przypilnowała, to prawdopodobnie spłynęłaby na prawo. Mając jednak solidną "ścianę" z pomocy, poszła na wprost, czyli na zwężenie przeszkody i odbiła się ze wskazanego przez amazonkę miejsca, mocno wychodząc od kłębu w górę i starannie, wysoko podnosząc nogi, byle tylko o nic nie zahaczyć. Po wylądowaniu jeszcze przez chwilę kontynuowała galop, zanim właścicielka nie zabrała jej na koło, na którym zwolniły do kłusa. Klacz od razu chętnie podążyła nosem w ślad za oddającą ręką i tym samym się rozciągnęła, ale gdy coś zakręciło ją w nosie, machnęła łbem i podniosła go z powrotem do góry. Jeszcze przez dłuższą chwilę miała zwiększone tętno, ale z czasem wszystko wróciło do normy, co pozwoliło im przejść do stępa. Natomiast po rozstępowaniu wróciła z właścicielką do stajni. ztAdele - 2020-02-27, 12:59 Z racji bliskości kolejnej przeszkody nie miała czasu w żaden fizyczny sposób nagrodzić Gortata, a więc po udanym pokonaniu bankietu jedynie głosowo pochwaliła izabelowatego za zaufanie, nie tracąc jednak na skupieniu które było niezbędne do doprowadzenia go do kolejnej przeszkody. Kolejną konstrukcją, czekającą w dystansie około piętnastu metrów od ostatniego stopnia bankietu, był mierzący około siedemdziesiąt centymetrów corner. Ta przeszkoda, choć wyglądem nie odbiegała od innych, które we wspólnej sportowej karierze przyszło im napotkać, niewątpliwie wymagała pełnej koncentracji. W zasadzie natychmiast po zakończeniu wskoku na równy grunt, Adele wróciła w siodło, wycofując delikatnie ramiona i ostrzegawczą półparadą lub dwiema informując kucyka o kolejnym zadaniu. Dystans ani charakterystyczna konstrukcja nie sprzyjały szaleństwom, a więc osiemnastolatka wybrała bezpieczniejszą, bardziej komfortową opcję, do cornera decydując się dojechać w pięciu, a nie czterech krokach galopu. Wyraźniej dociążyła więc siodło, łydkami wyraźnie aktywizując ogiera do zamkniętej ręki i wycofanych ramion, chcąc całą energię skumulować w zadzie. Nie zapomniała o tym, aby zamknąć go w korytarzu pomocy, ograniczając z obu stron nie tylko wodzami, ale również domkniętymi nogami. W kulminacyjnym momencie wyraźnym sygnałem łydki zasugerowała odbicie, w tej samej chwili odpuszczając wszystkie wstrzymujące pomoce, tym samym pozwalając Naughty Boyowi na oddanie silnego, szerokiego skoku.
Choć do lotu zabrała się płynnie, bo poprzez podążenie ciałem za naturalnym ruchem konia, siła skoku sprawiła, że już nad samą przeszkodą straciła nieznacznie na równowadze. W trakcie samego lotu nie miało to znaczącego wpływu na samego wierzchowca, ale fakt, że na lądowaniu z wyraźnym opóźnieniem wysunęła nogi naprzód sprawił, że chwilę później znalazła się praktycznie przy samej szyi kucyka. Mimo tak ewidentnego zachwiania równowagi za priorytet ustanowiła sobie zachowanie linii prostej, "zbierając się" i wracając do należytej pozycji najszybciej, jak to było możliwe. Dla własnego komfortu przeszła do kłusa, dopiero w niższym chodzie zdolna przybrać poprzednią pozycję. Przejście do niższego chodu nie zniechęciło jej jednak do kontynuowania ćwiczenia - ostatecznie na crossach, zwłaszcza tych trudniejszych, często działy się podobne rzeczy. Nie chcąc w ostatniej chwili zaburzać rytmu kucyka, pozostała w kłusie, zachęcając go jedynie do aktywnego wykroku i w ten sposób najeżdżając na znajdujący się zaledwie kilka metrów dalej spadek, który był niczym innym, jak regularnym spadkiem bankietowym poprzedzonym niską kłodą. Z racji na poprzednią utratę równowagi Adele była przygotowana na wszystko, spodziewając się zawahania, zwłaszcza w związku z poprzednią niepewnością dotyczącą zeskoków w dół; od początku działała więc zdecydowanie, znów wyraźnie zamykając Naughty Boya w korytarzu pomocy, podpierając kłus aktywizującym działaniem łydek.Oliver Pelerieux - 2020-02-28, 14:33 Jeżeli zachowanie Shocka na to pozwalało, to na tor dojechaliśmy na luźnej wodzy. Droga do tego miejsca ze stajni była na tyle długa, że po dotarciu na miejsce po kolejnych 2-3 minutach mogłem rozpocząć pracę, zaczynając od nabrania wodzy na kontakt, czemu towarzyszyło dojechanie łydką. Dopóki się rozgrzewaliśmy, nie spieszyłem się z dokładaniem Siwemu zadań, tylko zacząłem od aktywnego stępa i prostej gimnastyki. Zaczynając od prawej strony, zaprosiłem go wewnętrzną łydką na zewnętrzną wodzę i mając go już ustawionego na niej, zacząłem go delikatnie wyginać na subtelnych zakrętach i dużych kołach. Nie zapominałem przy tym o ważnych momentach wyprostowania, ani o tym, by czasem zmienić ustawienie z wewnątrz do zewnątrz i tym samym nieco bardziej wpłynąć na rozluźnienie wierzchowca w potylicy. Skoki terenowe były dosyć wymagające, toteż chciałem go dobrze przygotować do tego zadania, co by zmniejszyć ryzyko urazu, o które przecież w sporcie - jakimkolwiek - było nietrudno.
Naturalnie dbałem przy tym o aktywność stępa, biodrami podążając za ruchem konia i motywując go do obszernego kroczenia i pchania się zadem, do czego zachęcały także łydki swoim aktywizującym działaniem. Shockwave, mimo nastawienia na skoki, szczęśliwie miał też nie najgorsze podstawy ujeżdżeniowe, więc taka rozgrzewka nie powinna być drogą przez mękę, tym bardziej, że była takim naszym standardem.