Audrey - 2015-09-15, 20:04 Aż jej łezka zabłądziła w oku, kiedy mogła w końcu dotknąć Adele. Do tej pory nie zdawała sobie sprawy jak mocno za nią tęskniła, jak bardzo jej potrzebowała. Zaśmiała się, kiedy tamta niczym Oni zaczęła sunąć w jej stronę, nawet żeby jej to ułatwić przeszła pod barierką, otwierając ramiona. No chodź tu, ruda cioto! <3 Mając już ją w swoich objęciach ta jedna jedyna łza pociekła po jej policzkach i spłynęła na kask dziewczyny, o który oparła brodę. Ścisnęła ją równie mocno, może nawet mocniej. Chociaż nie była specjalnie wysoka to słaba też nie, uprawiała aktywny styl życia, a co!
Po dość długim czasie, w którym po prostu w ciszy cieszyła się obecnością siostry przyuważyła jej izabelowatego kuca, który chyba też nie polubił jej osoby. No ej, Audrey już po pracy no! :< Wygięła usta w podkówkę, czego raczej dziewczyna nie mogła zobaczyć.
- Chyba twój wyścigowiec ci ucieka, księżniczko - powiedziała, niechętnie odklejając się od niej. Nawet nie musiała się schylać, by nie utracić kontaktu wzrokowego. Włożyła jej kosmyk włosów za ucho z najszczerszym chyba na świecie uśmiechem.Elizabeth White - 2015-09-17, 19:26 Starania brunetki opłaciły się - koń wykonał zadanie tak, jak El tego oczekiwała. Poklepała go po łopatce, prowadząc kłusem jeszcze kawałek prosto za przeszkodą. W duchu naprawdę cieszyła się z małego sukcesu, aczkolwiek nie okazywała tego po sobie. Pozostała skupiona i gotowa do dalszego działania.
W związku z tym, że ogier przeszedł poprawnie przez drążki, postanowiła mu już odpuścić to ćwiczenie i pozwolić przejść na chwilę stępa. Tutaj dbała jednak w dalszym ciągu o energiczne tempo i nie pozwalała ogierowi choćby przez chwilę się ociągać. Stępa nie było dużo, jako że Lockhard nie zasłużył jeszcze na odpoczynek. Był on raczej po to, by Elizabeth na spokojnie mogła rozejrzeć się po parkurze. W końcu przyszli tu skakać, prawda? Co prawda czuła pewną obawę co tym razem karus może jej zaserwować, ale jako że należała do osób zawziętych nie zamierzała odpuścić. Na pierwszy ogień miała pójść 80cm stacjonata coby troszkę się rozskakać. Oczywiście Kanadyjka zdawała sobie sprawę, że ogier potrafi skakać dużo więcej, ale na początek wolała go przetestować na nieco mniejszej wysokości. Wtórnie poprosiła go o zakłusowanie i następnie galop na prawą nogę. Na samym początku usiadła w siodle i zaczęła ustawiać sobie tempo. Trochę popracowała z koniem na pysku, a jeżeli zbyt mocno leciał przed siebie, wciągnęła go na woltę. Gdy galop był już rytmiczny i przede wszystkim nie szaleńczy, wykonali najazd na przeszkodę. Tutaj też amazonka przezornie skróciła najazd nie dając Lochardowi czasu na głupoty. Doprowadziła go pilnując na łydkach i pysku by nie wyłamał, w optymalnym do tego momencie dodając łydkę do wybicia. Nad stacjonatą wykonała półsiad, oddając przy tym kopytnemu rękę.Caroline Hathaway - 2015-09-18, 22:27 Kobieta przybyła z klaczą na parkur, tym razem stawiła na skoki jakoś czas podobijać się w końcu od ziemi. Tym samym dotarły na parkur gdzie kobieta oprowadziła klacz dookoła dając jej się poznać z nowym miejscem po czym ją dosiadła i odesłała na ślad - na razie.Nearly Perfect - 2015-09-19, 06:58 Ochoczo weszła na parkur, rozglądając się po obiekcie z zainteresowaniem, parsknęła i zastrzygła uszami. Tak, tu jej się podobało. Co prawda Nearly była wszechstronną WKKWistką, jednak kto nie lubi od czasu do czasu poczuć na chwilę, że się "lata"?
Zatrzymała się, by Caroline mogła jej dosiąść, a gdy posłała ją na ślad kasztanka ruszyła aktywnym, ale niezbyt zawrotnym tempem, wyciągając i opuszczając łeb, jeżeli miała taką możliwość. Czasem jednak rozglądała się na boki.Adele - 2015-09-20, 18:46 Tak długo nie widziała swojej siostry, że o jakimkolwiek odsunięciu się od niej nie było mowy. Zaoponowała, gdy ta postanowiła ją cofnąć, ale ostatecznie pozwoliła jej na to, podnosząc do góry głowę i wpatrując się w jej twarz. Jeju, ale się zmieniła. I urosło to to. Audrey, czy ty brałaś hormon wzrostu? Na początku nie przetrawiła jej słów, ale minęło kilka chwil, a Adele w końcu zrozumiała, o co się rozchodzi. Odwróciła się by zerknąć w stronę kucyka, patrząc jak ten beztrosko kłusuje sobie po parkurze.
- Gortat? Nah, daleko nie pójdzie, ale dobra, wezmę go. - odpowiedziała, nadal wpatrując się w sylwetkę swojego małego sportowca. Obiecawszy siostrze, że zaraz przyjdzie ruszyła w stronę kucyka, grzebiąc po kieszeniach w poszukiwaniu czegoś słodkiego. Wyciągnąwszy z bryczków dwa plasterki świeżej marchwi przybrała wyraz "cip cip cip Gortaaat" i ruszyła w jego stronę, cmokając doń i starając się go przekonać, żeby dobrowolnie do niej podszedł.
Zakładając, że jakoś jej się ta operacja powiodła - czy z komplikacjami czy bez pozostawiam już drugiej userce - wdrapała się z powrotem na swojego kucyka i konno podjechała do siostry, nadal nie mogąc się na nią napatrzeć. Co jak co, ale nie widziały się już dobre kilka lat i musiała mieć się jak nacieszyć, prawda? Błysnęła zębami w jej kierunku.
- Jak tam u Ciebie? - powiedziała w końcu, kręcąc kółka w stępie nieopodal jej żeby móc sobie z nią na spokojnie porozmawiać bez potrzeby przekrzykiwania się nawzajem.Caroline Hathaway - 2015-09-22, 10:36
Nearly Perfect napisał/a:
[...]
Kto byłby nie zadowolony z możliwości wyjścia z boksu? Kobieta była bardzo zadowolona z zakupu klaczy, trochę była płochliwa ale była świetna <3 Jechały na razie na luzie więc klacz mogła swobodnie trzymać łeb choć kobieta minimalny kontakt z jej pyskiem utrzymywała, po 3 kołach na prawo i 3 na lewo weszły dopiero na kontakt, poprosiła ją też o zaangażowanie zadu i ponownie trzy koła na prawo i na lewo.Audrey - 2015-09-22, 20:51
Adele napisał/a:
...
Audrey równiez nie spieszyło się do rozstania z siostrą, chociażby przez przerwanie tego wielkiego huga. Ona urosła? Przeciwnie, wydawała się niziutka przy tych wszystkich innych kobietach ze wzrostem +170 :< Niby małe jest piękne i te sprawy, ale nie pogniewałaby się za te dodatkowe pięć czy dziesięć centymetrów. Metr sześciesiąt ma swoje zalety, ale też i wady!
Kobieta bacznie obserwowała kucyka jej siostry, bo gdyby nagle zainteresował się przybyłą klaczą... różne były konie, tak samo jak ludzie. Na szczęście jego właścicielka spowrotem się nim zainteresowała, a pocałowawszy ją w czoło pozwoliła odejść do swojej furki. Nawet nie myślała, że jej mała Adelka w tym czasie nabyła aż tylu umiejętności i doświadczenia, chociaż od tych twóch dat minęło trochę czasu. Uśmiechnęła się do niej, wychodząc z pogrążenia w myślach, kiedy tamta wróciła prowadząc izabelowatego.
- Hmm, pomyślmy. Dostałam nową pracę, dorwałam w końcu moje małe gówno, które już wcale nie jest takie małe i ma swojego własnego kuca, podczas gdy ja nie miałam okazji jeszcze na żadnego wsiąść. Powiedzmy, że jakoś leci - zaniosła się perlistym śmiechem, tak szczerym jak nigdy. Obserwując jak dziewczyna kręci wolty, westchnęła. - Przerwałam twój trening, nie? Z... Gortatem? - Zmarszczyła czoło. Niecodzienne imię, trzeba przyznać Adele - 2015-09-23, 18:21 Może i wydawała się być niska, ale heloł, młoda też była kurduplem. Była jedną z niższych osób w swojej klasie, ale to dawało jej możliwość jazdy na takich koniach jakim był Gortat i wcale nie wyglądania dziwnie - przeciwnie do userki, która to swoimi długimi nogami [ale kadłub ma krótki, bo proporcjonalność jest dla słabych] była ostatnio w stanie objąć swojego kucyka w pasie i jeszcze zetknąć czubki butów. Wracając; wysłuchała swojej siostry do końca, nie przerywając jej, a jedynie w tym konkretnym momencie śmiejąc się razem z nią. To raczej żadna nowość, bo Adele śmiała się z wszystkiego, robiąc to czasem nawet trochę za często. Taki jej zakichany urok, ot co! Słysząc pytanie energicznie kiwnęła głową.
- Nazywa się Naughty Boy. Ale mówię na niego En Bi Ej, a od tego jest kilkanaście gałęzi przezwisk. - odparła, uśmiechając się przy tym i klepiąc izabelowatą szyję. Wtem przypomniała sobie, że Gortat jest niewtajemniczony, więc zaraz to zebrała się w sobie, żeby przedstawić mu swoją siostrzyczkę. - Gortat, to Audrey, moja siostra. A, nie przejmuj się kolorem włosów, to nie rudy, tylko truskawkowy blond. - oznajmiła mu z miną pełną powagi, oczywiście chwilkę potem chichocząc pod nosem. - Zostaniesz jeszcze moment? Skoczymy sobie całość i będziemy kończyć, więc to nie potrwa długo.
Parkur już stał, więc nie widziała przeszkód [hehe], żeby go sobie chociaż raz pokonać. Koszykarz był rozgrzany, ona też... No, wyzwanie któremu trzeba stawić czoło już czeka. To jak będzie? :>Naughty Boy - 2015-09-23, 21:56 Nie ma tak, kurde! :< Nie dość, że zostawia go dla jakiegoś rudego krasnala to igoruje jego fochy, no co to za właścicielka! :< Naturalnie obudziła się w nim ta resztka ogierzego charakteru i raczył pomóc Nearly, kręcąc się u jej boku. Początkowo również nie zwracał uwagi na Adele, foch za foch. Nawet szastnął agresywnie ogonem, okazując, że ma ją serdecznie w dupie.
Ale zaraz, zaraz, co to tam w jej ręku? Do tej pory nie dostrzegał w jej dłoni żadnych smakołyków, ale gdy tylko mignęła mu ukochana pomarańcz gwałtownie się zatrzymał i niczym surykatka wpatrywał się, chcąc rozszyfrować to wszystko. Rozpoznawszy ukochaną marchewkę bez zastanowienia strzelił baranka i szaleńczm galopem pobiegł w Adele, by wręcz ją stratować. W ostatniej chwili zatrzymał się, ryjąc kopytami trawę. Taka inteligentna bestia! Wargami musnął jej skórę, zabierając delikatnie smakołyk, chociaż dalej był na nią obrażony :c
Dopiero kiedy postanowiła ponownie na niego wsiąć zmienił się o 180 stopni, znowu zostają miśkiem swojej kochanej właścicielki <3 Kręcąc te jakże uwielbiane przez niego wolty w stępie aż mu się w pewnym momencie w główce zakręciło, więc chamsko się zatrzymał, bo nie podobało mu się to, że nie był już w centrum uwagi.Audrey - 2015-09-23, 22:21 Te wysokie są od wieszania firanek, mi też to mówią, czyli sprawdzone w praktyce! Audrey tak dawno nie siedziała na koniu [tak jak userka ], że nie potrafiła określić czy na jakimś jeszcze kucyku by się zmieściła, nawet gdy miała te swoje 160 cm wzrostu. Kobieta kochała w swojej siostrzyce wszystko, łącznie z tymi atakami śmiechu, które tylko dodawały jej uroku, o ile to było tylko możliwe.
- Dawno go kupiłaś? Wydaje się, że jesteście bardzo dobrani i przywiązani do siebie - tym razem swoją uwagę poświęciła nie dziewczynie, a kucykowi, który w pewnym momencie odmówił dalszego ruchu. - Ups, może jednak nie - zaśmiała się krótko, oczywiście nie po to, żeby wyśmiać się z niej. - Cześć, Gortat. Ta wyżej dobrze mówi, polać jej - kolejny atak śmiechu, bo jak na ironię całkiem niedawno pofarbowała się na rudo i to z własnej, świadomej woli. - Mam wolne, jestem po pracy i do twojej dyspozycji. Nie licz jednak na żadne atrakcji, padam na mordę - westchnęła, ocierając pot z czoła jakby na podkreślenie swoich słów. Kiedy używała nieco ostrzejszych słów, szczególnie w czyjejś obecności, mogło to oznaczać, że mówiła najprawdziwsza prawdę.
Gdzie się podziała moja wena? :cNearly Perfect - 2015-09-24, 18:46 Do bycia płochliwym miała swoje powody, albo tak jej się zdawało. Był to efekt wypadku jej przyczepy,,którym jechała do trenera, który miał ujarzmić temperamentną Perfect. Z wypadku został jej strach przed przyczep,a i skłonność do płoszenia się od czasu do czasu.
Korzystają ze swobody wyciągnęła i obniżyła łeb, zostając jednak na minimalnym kontakcie. Wcale jednak nie nadużywała luzu: nie leniła się i obijała, wręcz przeciwnie: szła żwawym, energicznym krokiem. I tak przejechała 3 koła na każdą stronę, będąc jednak minimalnie skupioną. Ożywiła się po wejściu na większy kontakt, współpracując z Caroline zaangażowała swój kasztanowaty zadek i z większym zaangażowaniem powtórzyła koła, w znacznie lepszym stylu niż poprzednio. Była jednak ciekawa następnych punktów programu, przez co czasem niepotrzebnie przyśpieszała, jednak szybko dała się sprowadzić do porządku przez kolorowowłosą.Lockhard - 2015-09-26, 16:52 Przyjmując pochwałę w postaci klepania po łopatce, na chwilę skierował prawe ucho w stronę Elizabeth, raczej nie dostając skrzydeł od otrzymanej nagrody. Przechodząc do stępa, głęboko wkroczył zadem pod kłodę i opuścił nieco łeb, jednocześnie zaokrąglając szyję w postawny łuk i nosem celując w klatkę piersiową. Grzywka, spod której spoglądał na świat, opadła mu figlarnie na czoło. Piana ściekała mu z obficie spienionego pyska i chociaż okiem laika mógł wyglądać na zmęczonego, wciąż miał w sobie ogromne pokłady energii oraz ekscytacji. Stęp ogiera był energiczny i obszerny, stępując swobodnie przekraczał ślady przednich kopyt tylnymi, co najlepiej świadczyło o tym, że nie przestawał się angażować w trening.
Po wspomnianej chwili odpoczynku z powrotem przeszedł do kłusa, a następnie do galopu, zgodnie z użytymi pomocami zaczynając od prawej nogi. W tym chodzie powrócił do wyższego ustawienia - wszakże trudno, aby miał skakać w niskim... Musiał widzieć przeszkody - i po chwili pracy na kole, chwilowo poddał się amazonce. Galopując równo i dość pod górę, nie oszczędzał się, pozostając jednak pod kontrolą. Dopiero w trakcie najazdu na przeszkodę mogła poczuć, jak w Loczku wręcz wzbiera chęć na wyrwanie do przodu, lecz ostatecznie do tego nie doszło. Zadecydowało o tym kilka czynników: przytrzymanie na pysku i dosiadem, a także krótki najazd. Można powiedzieć, że Elizabeth rozpracowała go doskonale, znajdując sposób na to, aby nie dać mu rządzić na parkurze. Ekscytacja co prawda wzrosła w nim do ogromnych rozmiarów, ale przerobił ją w pozytywny i korzystny sposób; zebraną energię wyzwolił dopiero w momencie, w którym nastąpiło odbicie. Płynnie przeszedł do owego elementu, wkładając weń sporo siły, co w rezultacie poskutkowało wysokim skokiem (choć też nieprzesadnie - po prostu miał zapas jakichś dwudziestu-trzydziestu centymetrów). O ile Elizabeth zachowała przy tym równowagę, to oboje pokonali tę przeszkodę bez żadnych komplikacji. Ogier ochoczo wyciągnął szyję, przede wszystkim pracując jednak grzbietem. Starannie podciągnął pod siebie wszystkie cztery kończyny, już po chwili rozprostowując przody do lądowania. Tym razem nie otworzył się zadem podczas lądowania, więc pierwsza foule galopu była dość wyniosła po tym, jak odepchnął się od podłoża już po wylądowaniu. Jednocześnie machnął krótko, aczkolwiek dość mocno łbem, zupełnie jakby zbierało mu się na bryknięcie, czego jednak nie zrobił.Elizabeth White - 2015-09-26, 17:38 W momencie wybicia, bez chwili opóźnienia podążyła za ruchem konia. Wykonała półsiad, mostek kierując w stronę szyi ogiera i oddając przy tym rękę. W fazie lotu zasugerowała mu chęć galopu na prawą nogę, w myślach układając sobie dojazd do następnej wypatrzonej na parkurze przeszkody. Podobała jej się technika skoku Loczka - nie miała tu nic do zarzucenia. Pomimo drobnej obawy, pokonali niewielką stacjonatę należycie i teraz z czystym sumieniem mogli zabrać się za nieco ambitniejsze skoki.
Po przeszkodzie została w półsiadzie, w międzyczasie starając się nakłonić kopytnego do obrania odpowiedniego tempa. Nie mogli w końcu lecieć na łeb na szyję, aczkolwiek musieli poruszać się na tyle energicznie by karus miał energię do wybicia. Teraz mieli przeskoczyć coś nieco większego - bo metrowego, ale nadal uplasowanego w dolnej granicy możliwości konia. Brunetka doskonale wiedziała, że poradzą sobie na tej wysokości, oczywiście o ile Lockhardowi nie zbierze się na wybryki.
Poprowadziła go po łagodnym łuku, zamykając przy tym na pomocach. Przed przeszkodą usiadła w pełny siad, cały czas korygując nieparzystokopytnego dosiadem, pilnując zarówno na pysku jak i na łydkach. W myślach wyliczyła sobie foule, w odpowiednim momencie inicjując wybicie. Tutaj również odciążyła go, swobodnie balansując w strzemionach i sugerując dla odmiany lądowanie na lewą nogę. O ile udało się pokonać metrówkę bez komplikacji, El nakierowała go na okser o takiej samej wysokości. Przed ową przeszkodą pozwoliła karusowi wyciągnąć nieco krok, nadal jednak pozostając w zrównoważonym i rytmicznym chodzie. Zastosowała takie same pomoce co uprzednio i dała łydkę do wybicia, przygotowując się na dłuższą fazę lotu.Lockhard - 2015-09-26, 22:03 Zgodnie z oczekiwaniami jeźdźca po skoku kontynuował galop na prawą nogę, początkowo dając odczuć Elizabeth to, jak bardzo rozsadzała go energia. Mimo wszystko zareagował na jej pomoce, najzwyczajniej w świecie powstrzymując się przed niesubordynacjami. Co prawda wciąż poruszał się szybko - prawdopodobnie o wiele szybciej, niż przeciętny skokowiec w tej stajni - ale jeśli tylko Kanadyjka zdążyła się do tego przyzwyczaić, mogła jeździć i powodować nim z przyjemnością. Był odważny, szybki i zwrotny, ale potrzebował równie śmiałego i zdecydowanego jeźdźca. Kogoś z mniejszą pewnością siebie błyskawicznie by wystraszył, szczególnie, że jakakolwiek próba zmuszenia go do wolnego galopu skończyłaby się walką. Teraz nie pędził, jego galop nie był płaski, ale zdecydowanie było mu daleko do wręcz niebezpiecznego pędzenia na złamanie karku. Wymagał tylko szybkich reakcji.
Poza tym poruszał się w ten sposób przede wszystkim w dystansie. Na łuku, gdy już go przysiadła, niejako dał się jej podebrać, unosząc łeb i wypatrując przeszkody. Mogła czuć się dumna, bo wyglądało na to, że wreszcie zaczął jej słuchać. Chociaż zdawał się być całkowicie pochłoniętymi skokami, to pozostawał uważny na pomoce jeźdźca. We wskazanym miejscu odbił się prężnie od podłoża, ponownie wykazując się nienaganną techniką skoku, nie szczędząc sobie miejsca. Te mało ekonomicznie skoki czasami odbijały mu się czkawką, ale miało to swoje dobre strony - zdecydowanie miał potencjał na wyższe konkursy. Był szalony. Przy dobrym treningu i z dobrym zawodnikiem spokojnie mógłby stawić czoła nawet rosłym murom, bo... nic nie było w stanie go zatrzymać. Jego serce biło dla tych skoków. Błyskawicznie zareagował, przy lądowaniu rozpoczynając galop na lewą nogę, już nieco rozważniej kierując się na metrowy okser. W równych foule dopadł go, dopiero na samym końcu subtelnie poszerzając ramy, nie tracąc na zaangażowaniu zadu. Tym razem rozciągnął się wyraźniej, fundując Elizabeth zarówno daleki i wysoki lot, zwieńczony lądowaniem w równowadze. Kolejnym krokom galopu towarzyszyło ciche poparskiwanie i nieco bardziej okrągły sposób poruszania się. Powoli zaczynał myśleć, bo o ile jego ciało już dawno się rozgrzało, to umysł dopiero teraz zaczął wchodzić na wyższe obroty.
/jakby co rzucam sobie kostką, póki co nam sprzyja Caroline Hathaway - 2015-09-29, 21:33
Nearly Perfect napisał/a:
[...]
Czy kobieta wyglądała jak przyczepa do przewożenia koni że się jej bała? Znaczy jazdy z nią, a nie samej kobiety, poza tym nie było tu niczego co nawet to przypominało w 1/4. Poza tym płochliwe konie z reguły mają problemy na zawodach czy wadliwe geny przekazują potomstwu, oby jednak nie. Gdy zwalniała to kobieta przypominała jej o odpowiednim tempie, gdy przyspieszała to delikatnie ją hamowała co by sobie czegoś przypadkiem nie naciągnęła. Po rozciągnięciu się wstępnie na kołach zjechały do środka wykonując na obie strony wężyki, serpentyny, wolty i zjazd na ślad gdzie przeszły do kłusa, na razie na luzie ale do czasu.