To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Biegalnia - Biegalnia

Oliver Pelerieux - 2016-10-06, 20:30

Oliver na miejsce pierwszego wsiadania wybrał biegalnię, na której raz, że było pusto, a dwa - bezpiecznie i cicho. Wszedł na halę wraz z koniem i pomocnikiem i dzisiejszą pracę zaczął od krótkiej lonży, mającej raczej na celu zrzucenie ewentualnego nadmiaru energii, a nie pracę. Te parę minut było też szansą dla Whatavera na oswojenie się z otoczeniem, co również miało służyć zminimalizowaniu stresu oraz rozpraszających bodźców.
Po dopięciu popręgu i szybkim skontrolowaniu sprzętu, odesłał karego na koło, w zasadzie od razu prosząc go o kłus, w ogóle nie patrząc na ustawienie. Planem Olivera było "wylonżowanie" konia na obie strony w kłusie i galopie, nieprzekraczające dziesięciu minut, po których od razu mieli przejść do konkretów. Tak więc trzymając się planu, po paru okrążeniach kłusa zmienił kierunek, powtórzył to i kolejno poprosił o galop, co by się nie rozwlekać zanadto.

Whatever Impossible - 2016-10-07, 12:13

Szedł potulnie za facetem, rozglądając się jedynie uważnie dookoła. Miejsce wydawało się idealne, ale czy tak będzie na pewno? Kto to wie. Po wejściu na halę rozejrzał się po niej i parsknął krótko, skupiając głównie wzrok na Olivierze. Od czasu do czasu spoglądał na towarzyszącą im osobę, ale nie był dla niego taki ważny. Odesłany pewnie na koło, szedł dość energicznie, chętnie i poruszając się jak na niego - nienagannie. Z chęcią zrzucił z siebie nie potrzebną energię, zachowując jednak sporo sił na potem. Na dopinanie popręgu zareagował znów lekkim spięciem i dopiero po paru krokach w kłusie, rozluźnił się nieco i pracował wtedy lepiej. Obniżył nieco łeb, zawieszając go na wysokości klatki piersiowej. Pchał się mocniej z zadu i poruszał się energicznie po kole, nie za szybko i nie za wolno. Ze zmianą kierunku nie było większego problemu i na drugą stronę poruszał się tak samo. Przejście w galop był nieco za energiczne, ale pewnie chłopak go nieco spowolnił i potem szedł właściwie.
Oliver Pelerieux - 2016-10-07, 18:31

/Ja tu żadnego Aidena nie widzę :lol: .

Wcale nie zamierzał zwalniać ogiera w galopie. To niepotrzebnie stłumiłoby w nim energię, a celem Olivera było uwolnienie jej w Whataverze. Wolał, by ten szalał teraz, niż za parę minut, podczas których może być równie interesująco.
Osiągnąwszy swój cel, zatrzymał stopniowo konia gdy tylko zauważył, że ten stracił zainteresowanie bieganiem i zaczął się rozglądać. Wówczas podszedł do niego, lonżę wręczając pomocnikowi, który ją skrócił podchodząc razem z Oliverem do konia. Mężczyzna pierw pogłaskał konia po rozgrzanej szyi, po czym nacisnął dłonią na strzemię, lekko ciągnąc je do dołu by sprawdzić reakcję konia. Jeżeli była pozytywna, od razu go nagrodził i wykonał ten ruch parokrotnie, kolejno przechodząc na drugą stronę, by przyzwyczaić konia do nacisku w każdej sytuacji.

Whatever Impossible - 2016-10-08, 22:05

Sory,poprawiłam.

Skoro mógł swobodnie galopować, to to robił. Nie przesadzał jednak aż tak z prędkością, życie było mu jeszcze miłe. Miał cichą nadzieje że nie będzie tylko biegał po kole, bo te lonże serio wychodziły mu już bokiem. Trudno było przewidzieć jak zareaguje na chłopaka na swoim grzbiecie, ale trzeba było być dobrej myśli. Galopował chętnie i odważnie naprzód, starał się pracować swoimi jeszcze marnymi mięśniami, ale lepsze takie niż żadne. W końcu faktycznie zaczęło mu się nudzić i miał nawet w myśli znaleźć sobie rozrywkę, ale nie zdążył. Zatrzymał się zgodnie z prośbą Oliviera i obserwował go wraz z jego pomocnikiem. Nie stresował się obecnością innych ludzi, przyjmował to nadzwyczaj spokojnie. Mlasnął pyskiem i odchylił bliższe ucho na faceta i kątem oka obserwując co robi. Wraz z pierwszym naciskiem na strzemię, obrócił łeb w kierunku faceta i postawił oba uszy do przodu. Myślę że reakcja była dobra, a chłopak kontynuował to co zaczął. Karosz jedynie go bacznie obserwował i nasłuchiwał. Wykazywał na pewno zainteresowanie, ale nie strach czy nie pewność.

Oliver Pelerieux - 2016-10-10, 14:39

Domyślając się, że stanie w jednym miejscu mogło być dla czterolatka nie tylko frustrujące, ale również stresujące, po pozytywnym przejściu pierwszej próby Oliver zadecydował o krótkim spacerze wokół hali. Działało to niczym reset, po którym mężczyzna mógł podjąć kolejną próbę, również związaną z obciążaniem strzemienia. Tym razem po zatrzymaniu konia spróbował obciąż strzemię stopą, chwytając się przy tym obu łęków siodła. Nie wkładał stopy głęboko, chcąc mieć szansę na szybki powrót do wyjściowej pozycji w przypadku, gdyby Whatever postanowił się spłoszyć. Gdyby jednak nie był przejęty dokonywanymi przy jego boku "akrobacjami", mógł się liczyć z nagrodą, zarówno w postaci głosowej pochwały, jak i smakołyka. Kolejnym krokiem było dodanie do tego lekkich podskoków na jednej nodze, podczas gdy stopa drugiej była w strzemieniu, oczywiście wciąż wsunięta raczej asekuracyjnie, bo głowa mężczyzny nie była jeszcze w żaden sposób chroniona.
Whatever Impossible - 2016-10-10, 15:37

Nie był aż takim nadpobudliwy, potrafił ustać w miejscu - chwilę. Przecież Olivierowi też nie zajęło to nie wiadomo ile, przynajmniej tak mu się wydawało. Bardziej frustrowały go lonże i kręcenie się na nich w kółko. To co teraz facet robił, to było coś nowego i innego. Jednak z każdej formy ruchu był zadowolony, nawet z tej najmniej produktywnej. Karosz zdziwił się na wieść o krótkim spacerze, ale poszedł dość potulnie za facetem wokół hali. Kroczył dość energicznie za facetem, ale nie szalejąc. Kiedy się ponownie zatrzymali i facet znowu kombinował z strzemionami, a ogier poczuł większy nacisk i widział faceta z nogą w nim, stulił oboje uszu i zrobił krok w przód. Pewnie jeden bo powstrzymał pomocnik, a on prychnął nie zadowolony i spojrzał na Oliviera znów. Zakładam że pewnie spróbował ponownie, druga reakcja była prawie taka sama - tylko zastygł w pół kroku. Pomocnik znowu mu nieco przeszkodził, a on w odpowiedzi szarpnął łbem i prawie zapomniał o głównym jeźdźcu. Dopiero przy 3-4 razie się uspokoił i odprężył na tyle, że nie próbował iść podczas dociążania strzemienia. Szybko stosunkowo załapał o co w tym chodzi, bo w końcu żarcie oznaczało dobre rzeczy <3 Planował się zabić? Co prawda on to nie diabeł wcielony, ale facet i tak sporo ryzykował. Z podskokami było podobnie, próbował uciekać. Jednak skoro facet mu przeszkadzał z przodu, to bardziej robił to w bok. Dopiero po paru podskokach znów się uspokoił, ale idealnie nie było. Karosz się spinał za każdym razem, kiedy czuł ciężar na strzemieniu. Przynajmniej jednak faktycznie nie próbował ich zabić, uciekać gdzie pieprz rośnie czy inne dziwne-gorsze rzeczy.
Oliver Pelerieux - 2016-10-15, 15:51

W momencie, w którym Whatavera każda kolejna próba stresowała coraz mocniej, Oliver nie skakał za nim na jednej nodze jak opętany :lol: . Zamiast tego wolał cofnąć się o krok w nauce i po chwili nic nie robienia, powrócić do naciskania na strzemię samą dłonią, aż ogier nie wykazywał żadnej reakcji. Smakołyki cały czas miały w tym swój udział, wzmacniały prawidłowe zachowanie, pokazując jednocześnie karemu, że człowiek i jego dziwne pomysły zwykle oznaczają coś dobrego. Z czasem mężczyzna powrócił do naciskania stopą na strzemię, a gdy i to karus zaakceptował, Oliver podjął kolejną próbę odbijania się od ziemi. Tym razem ogierowi być powinno łatwiej to zaakceptować, tym bardziej, że gdy chociaż raz stał grzecznie, od razu dostał nagrodę w postaci smakołyka, ale też chwili przerwy - co było olbrzymią nagrodą dla konia, bo te zwykle czują się najlepiej nie musząc nic robić. Później Belgijczyk spróbował tego jeszcze parę razy, aż wreszcie nadeszła najważniejsza chwila - czyli wsiadanie. Zanim jednak do tego przystąpił, założył kask i sprawdził popręg, chcąc zminimalizować ryzyko ewentualnego wypadku. Kolejno podjął próbę wejścia na koński grzbiet, czyniąc to zdecydowanie, ale spokojnie. Ponownie złapał obu przednich łęków, umieścił stopę w strzemieniu i lekko odbił się od ziemi (tak samo jak przy wcześniejszym ćwiczeniu), tym razem jednak próbując też przełożyć nogę nad końskim zadem i miękko opaść w siodło. Jeżeli ogier zachował spokój (niekoniecznie musiał stać nieruchomo w miejscu, mógł się nawet nieco odsunąć), to mężczyzna pogłaskał go po szyi i przemówił do niego uspokajająco, jednocześnie sprawnie odnajdując drugie strzemię i asekuracyjnie trzymając się przedniego łęku. Co innego, jeżeli koń postąpił inaczej, ale to się okaże...
Whatever Impossible - 2016-10-25, 20:39

Jaki przystojniak <3 Nie? Myślałam, że jednak może skakał :lol2: Musiał się przyzwyczaić, bo to była nowość dla niego i coś nie typowego, ale nie reagował aż za nadto wrażliwie. Naciskanie na strzemię nie wywoływało na nim już takiej reakcji (ręką) i zachowywał się spokojnie, a smakołyki zjadał ze smakiem. Początki ze stopą były podobne, dopiero z czasem po kilku razach się uspokoił i przestał zwracać na to aż taką uwagę. Oczywiście interesował się facetem i tym co robił, ale nie spinał się, nie kulił uszu i wykazywał mniejsze zdenerwowanie. Im więcej tego Belg robił, tym ogier z każdym razem się bardziej do tego przyzwyczajał. Wsiadanie powiadasz? Nie koniecznie się tego spodziewał, ale skąd mógł wiedzieć? Jasne było to, że kiedyś musiało do tego dojść. Spokojnie stał do momentu, aż facet nie usiadł w siodło do końca. Uniósł raptownie łeb ku górze i skulił uszyska, by uciec zadem w bok. Pewnie wtedy natrafił na opór ze strony pomocnika, co skończyło się ucieczką na drugą stronę. Ruchy jego były bardziej chaotyczne niż szybkie, podejrzewam że Olivier albo zdążył zeskoczyć albo dał radę wysiedzieć te momenty. W końcu po ucieczce na drugą stronę, Whatcz się zatrzymał i ciężko sapnął. Miało to jednak swoje plusy, bo się zaczął uspokajać.
Oliver Pelerieux - 2016-10-26, 16:10

/Wybacz mi zmianę osoby, ale lepiej mi się pisze w pierwszej na tej postaci xP

Byłem gotów na to, że ogier może gwałtownie zareagować na moją obecność w siodle. Szczerze mówiąc spodziewałem się jednak czegoś o wiele gorszego, jak na przykład serii baranów, a tymczasem wcale nie było tak źle. Samo przesunięcie zadu, choćby nie wiadomo jak gwałtowne, nie było w stanie zagrozić mojej pozycji, choć naturalnie puls mi nieco podskoczył. Jednak trzymający na lonży konia pomocnik wiedział, co robić w takich sytuacjach i poradził sobie z utrzymaniem zwierzęcia, nie pozwalając mu na wyrwanie się. Z kolei gdy Whatever zatrzymał się, owy mężczyzna pogonił go batem, zmuszając do ruchu. Nawet nie musiałem go o to prosić, bo dobrze wiedział, co robić - ja zresztą też, dlatego w tym samym momencie dałem koniowi lekką łydkę, aby skojarzył ten nacisk z ruszaniem do przodu. Na ten moment było nam wszystko jedno, jakim pójdzie chodem. Nie bez powodu mówi się, że najbardziej niebezpieczny jest koń w bezruchu. Takich baranów na pewno nie zdołałbym wysiedzieć, więc lepiej się poczułem, gdy koń zaczął iść. O ile ruszył stępem, to przez chwilę siedziałem można by powiedzieć, że bezczynnie; jeżeli kłusem - zacząłem anglezować, a jeżeli galopem - przeszedłem do półsiadu. W każdym razie chodziło o to, aby oswoić Whatavera z moją obecnością w siodle.

Whatever Impossible - 2016-10-30, 17:31

Mnie to nie przeszkadza.

Zawsze się może jeszcze rozkręcić :lol2: Na razie nie działo się nic nadzwyczajnego, przynajmniej w mniemaniu karosza. Karosz na razie nie wiedział co dokładnie się dzieje, ale na szczęście dla nich wszystkich, nie wywoływało to u niego paniki czy gniewu. Tak jak było przypuszczane, pomocnik ogarnął konia i przy okazji popędził go od razu do ruchu. Tu było już nieco gorzej, karosz w odpowiedzi przysiadł na zadzie i minimalnie uniósł przody. Odrywając je na kilka sekund od podłoża, by zaraz szarpnąć raptownie w przód. Na nieszczęście dla pomocnika, zaszarżował nieco na niego i w ostatnim momencie dopiero odbił w bok. Pewnie szarpnęło nieco Olivierem w siodle, ale raczej nie wypadł z niego. Na pewno nie był to stęp, ale coś bardziej pośredniego między kłusem a galopem. Przebiegł kilka kroków, by raptownie zawrócić i pobiec w drugą. Zachowywał się jakby był spłoszony, choć to nie było do końca to. Czuł się niepewnie w tej sytuacji, a popędzony do ruchu uznał że to będzie najlepsze wyjście. Choć chaotyczne bieganie nie było do końca mądre, to ewentualne zapanowanie nad nim nie powinno być trudne.

Oliver Pelerieux - 2016-11-03, 20:55

Zadaniem pomocnika było dopilnowanie, by koń nie robił takich rzeczy jak zatrzymywanie się, bądź co gorsza - cofanie się lub zawracanie. Po to trzymał w ręku długi bat, by odpowiednio nakierowywać nim konia i żadna "surówka" (młody koń) nie powinna reagować na bat inaczej niż ucieczką. Dlatego gdy zwierzę ruszyło w pewnym momencie w stronę pomocnika, ten nie cofnął się przed nim, tylko machnął batem, który mógł nawet uderzyć w konia, o ile ten nie zmienił swoich zamiarów. Przy tak silnych zwierzętach nie było mowy o jakimkolwiek cackaniu się, jeżeli atakowało lub stwarzało niebezpieczeństwo, należało je jak najszybciej spacyfikować. I wcale nie oznaczało to późniejszej traumy dla takiego konia, raczej wzbudzało w nim szacunek dla człowieka.
W każdym razie gdy Whatever ponownie ruszył po kole, pomocnik nie dopuścił do sytuacji, w której koń mógłby zawrócić - bat był za jego zatem, więc chęć zawrócenia została raczej stłumiona w zarodku, inaczej nikt by mu nie powierzył tak odpowiedzialnego zadania. Młodzik miał cały czas iść żwawo w wyznaczonym kierunku, a moim - Olivera - zadaniem wciąż było wyłącznie to, aby mu nie przeszkadzać. Czekałem aż się uspokoi, aż jego ruchy zaczną być mniej chaotyczne. Byłem skoncentrowany na swoim zadaniu, nie myśląc o tym, że za każdym razem gdy siadam na surowego konia, to ryzykuję swoim życiem. Jeżeli Whatever wreszcie zaczął iść w miarę równo, pochwaliłem go głosem, przeciągając głoski tak, by nie podekscytować zwierzęcia swoim tonem. Dopiero wtedy mogliśmy spróbować przejść na ścianę (dotąd poruszaliśmy się wokół pomocnika, co też miało swój cel - młodemu koniowi trudniej utrzymać równowagę na okręgu) i tam kontynuować oswajanie się z jeźdźcem. Po jakimś czasie podjęliśmy próbę przejścia do niższego chodu (z kłusa do stępa): pomocnik zdjął z Whatavera presję, a ja usiadłem w siodle i ściągnąłem łopatki, dosiadem przytrzymując zwierzę aż zwolniło. Jeżeli się udało, od razu nagrodziłem swojego podopiecznego i pogłaskałem go czule po szyi, po paru krokach stępa równolegle z pomocnikiem ponownie wydając komendę do kłusa (ja dawałem łydki, a pomocnik wydawał komendę głosową oraz lekko podnosił bat za zadem, co było sygnałem do przejścia w wyższy chód).

Whatever Impossible - 2016-11-05, 19:06

Teraz biedakowi bat się będzie źle kojarzył :lol2: Ogier był taki lekko zestresowany nową sytuacją, niepewny i nie ogarnięty. Ogier stosunkowo nie bał się bata, bo nie kojarzył mu się z niczym nieprzyjemnym. Choć nie wiadomo jakby się zachował wtedy, gdyby dostał gdzieś tym batem w odpowiedzi na nieumyślną w zasadzie szarże. Właściwie dlaczego surówka? :lol2: Koń nie planował żadnego z nich zabić, dlatego odbił w odpowiednim momencie w bok przed pomocnikiem. Karosz chyba większe zagrożenie stwarzał sam dla siebie niż dla innych, biegając nieco bez ładu i składu. Miał szacunek do ludzi, ale nie rozumiał ich jeszcze tak jak powinien patrząc przez pryzmat dorosłych koni. Jednak nie lekceważył ich, nie olewał i nie bywał agresywny. Ogierowi chwilę zajęło nim zaczął się poruszać po idealnym kole, bo nadal posiadał w ruchach wiele chaosu i lekkiej niepewności. Początkowo szedł cały spięty, tuląc uszy i szastając ogonem o swoje boki. Z czasem dopiero uspokoił, stopniowo stopniowo ale jednak. Nie było jeszcze super idealnie, bo był nieco nerwowy i jeszcze spięty. Jednak było to chyba normalne, biorąc pod uwagę fakt takiej zmiany. Prychnął krótko na pochwałę, by skierować się za pewne pod ścianę. Karosz nadal był poddenerwowany, ale pewnie będzie jak we wszystkich poprzednich przypadkach oswoi się z czasem. Karosz nie od razu załapał to ze zwolnieniem, nawet jeśli otrzymał komendę głosową to zareagował z lekkim opóźnieniem. Jakby coś się w nim wtedy zmieniło, było gołym okiem widać zmianę. Po zrobieniu kilko kroków stępa się rozluźnił, postawił uszy do pionu i szedł chętniej niż przed momentem. Na komendę głosową do kłusa zareagował szybciej, przeszedł do wyższego chodu nieco chaotycznie i wystrzelił wprzód nieco szybszym tempem. Dopiero znów po paru krokach się uspokoił, starając się wrócić do stanu z stępa.
Oliver Pelerieux - 2016-11-10, 12:28

Nie przeszkadzały mi gwałtowne przejścia i chaotyczny sposób poruszania się ogiera. Byłem nastawiony na to, że będzie to wyglądać w taki, a nie inny sposób, więc nie podejmowałem żadnych działań by to zmienić. Oczywiście licząc chwalenia konia ilekroć poprawnie wykonywał ćwiczenie bądź się rozluźniał; chciałem by mimo wszystko dobrze zapamiętał sobie dzisiejszą lekcję, więc po trzecim z kolei przejściu zadecydowałem o zakończeniu treningu. Z pomocą zatrzymałem Whatavera do stój i wówczas poczęstowałem go kostką cukru, po czym ostrożnie, aczkolwiek sprawnie zsiadłem z jego grzbietu i przejąłem lonżę od pracownika. Zdecydowałem, że samodzielnie rozstępuję konia i to w ręku, bo nie chciałem siedzieć na nim dłużej niż kwadrans, a tyle właśnie nam zajęła sama jazda. Jak na pierwsze wsiadanie było to sporo. Następnym razem chciałem już wsiadać bez lonży, aczkolwiek wciąż z asystą. Rozmyślając nad tym jak będzie wyglądało kolejne spotkanie, rozstępowałem ogiera chodząc przede wszystkim po prostych, po czym wyszedłem z nim do stajni. /zt
Aiden Craven - 2017-01-18, 20:06

Biegalnia służyła generalnie do innych celów, ale gdy wszystko było zajęte, było to jedyne miejsce, do którego można było się od biedy udać. Aiden już wcześniej przygotował długą ścianę biegalni pod korytarz, to jest poustawiał same stojaki, między którymi rozpiął linę, tworzącą niejaką barierę dla konia. Sam korytarz póki co był pusty, bez ustawionych drągów, by umożliwić chłopakowi rozgrzanie konia. Nie chciało mu się go lonżować, więc po prostu spuścił go z uwiązu (po tym jak zdjął derkę) i odgonił od siebie, w ręce trzymając bat do lonżowania. Póki co prosił konia wyłącznie o stęp, ale jeżeli ten z nadmiaru energii postanowił galopować czy kłusować, chłopak nie hamował go szczególnie.
Angel's Wings - 2017-01-18, 22:19

Gdy Aiden przyprowadził go na obiekt Angel rozejrzał się wokół, na chwilę przykuwając uwagę do rozstawionych stojaków. Nagromadzona energia nadal w nim buzowała, ale zachowywał się mimo wszystko spokojnie. Kiedy chłopak zdjął mu derkę i puścił luzem,siwek ochoczo ruszył naprędce skonstruowanym korytarzem. Nie przechodził do wyższego chodu niż stęp, o który poprosił go Aiden, po prostu poruszał się bardzo energicznym tempem, na początku nie przykuwając większej uwagi do jakości owego stępu. Ogier po prostu musiał się rozruszać i dopiero po dłuższej chwili odrobinę zwolnił, angażując się bardziej w to co robił. Nie tracił też całkowicie zainteresowania Aidenem.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group