To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Duży maneż

Yasmine - 2013-03-13, 21:08

w takim razie teraz już kłusem Jaśmin ruszył po ścianoe, by powtórzyć całą sekwencję. Trzymając Semb przy ścianie najechała drążki. Przed każdym krzyżaczkiem w wymierzonym momencie dawała klaczy łydkę, by pomóc wyznaczyć jej miejsce wybicia. Przed okserem wypchnęła ją do skoku z bioder i uniosła się kilka centymetrów nad siodło, oddając karej wodze, by mogła się swobodnie wygiąć. Po wylądowaniu prowadziła ją ze cztery foule w galopie, po czym zwolniła do kłusa.

/ wiem, jakość powalająca, ale kolacja 8D

Dean Smith - 2013-03-13, 21:19

/Piszę jeszcze raz.

Spokojnym krokiem wszedł tutaj, na duży maneż. Ktoś tam jeździł ale uznał, że przycinanie żywopłotu nie będzie im przeszkadzało. Zabrał małą drabinę dwustronną i postawił ją przy żywopłocie. Wszedł na kilka stopni. Tak, żeby miał dostęp do rośliny. Na kwadratowym miejscu na czubku drabiny położył małe nożyce a w ręce zabierając duże. Dość wolnymi ruchami zaczął obcinać gałązki, które były widocznie przerośnięte i nierówne. Praca była strasznie męcząca i monotonna, ale cóż. Po kilkunastu minutach zszedł z drabiny robiąc sobie przerwę i z torby, którą przyniósł wyciągnął wodę, którą po chwili zaczął pić. Usiadł na jednym stopniu drabiny chwilę jeszcze odpoczywając. Zakręcił butelkę i rzucił wodę na ziemię, a sam wrócił do obcinania żywopłotu, wcześniej przesuwając jeszcze trochę rzecz (na której stał wcześniej), żeby to mieć lepszy dostęp do kolejnych kawałków zielonego żywopłotu.
Wszystkie czynności się powtarzały, może niekiedy przerwa się wydłużała, ale była za to rzadziej, bo Dean nie chciał spędzić tutaj całego dnia, chociaż i tak zajęło mu to kilka godzin. Przy końcówce już prawie spadł z drabiny z wycieńczenia i nudy, jedyną rozrywką jaką mógł sobie znaleźć była jazda jakiś osób, ale i tak mógł patrzeć na dziewczyny tylko podczas przerwy. Jakby obciął jakiś fragment żywopłotu krzywo, to trzeba by było wszystko równać jeszcze raz, a tego nie chciał. Ostatkiem sił, już po skończonej robocie zabrał drabinę oraz torbę chowając do niej już pustą butelkę wody. Powoli, prawie się zataczając ruszył w stronę ''wyjścia''. Można raczej powiedzieć, że ruszył do stajni, bo stajenny dał mu tą torbę z narzędziami. Wybył. /zt.

Anonymous - 2013-03-13, 22:09

Zgrabnie najechała na serię drążków, a dzięki pomocy Jasmine poszło łatwiej niż poprzednio. Klacz wymagała pomocy - choć była młoda, czas leciał, a ona zamiast młodnieć starzeje się i głupieje. Dlatego sygnały juniorki były pomocne, niezbędne wręcz w tej jeździe. Może z czasem karuska wyrobi sobie sama ten nawyk, ale na pewno nie po zejściu z toru. stuknęła w ostatni drąg, jednak nie przejęła się tym zbytnio i pokonała krzyżaki, a następnie oddała dwa ekonomiczne skoki.
Jessie - 2013-03-14, 08:10

- Nie wątpię! Ale chcesz skakać więcej, prawda? - zadała jej retoryczne pytanie, po którym już zamilkła by obejrzeć kolejne dwa przejazdy przez szereg. Każdy następny był lepszy od drugiego, zmianę głównie dostrzegała w klaczy, choć i tak pozostawało wiele do życzenia. Jeżeli istniała taka potrzeba, Jess zwracała delikatnie uwagę na błędy postawy, bo każdemu się one zdarzają, nawet tym zaawansowanym, a tylko osoba z ziemi jest w stanie zauważyć pewne rzeczy.
Ruchem ręki poprosiła Yasmin o skierowanie Semblance na ścianę.
- Bardzo dobrze. Postawię jeszcze jedną przeszkodę i to byłby koniec na dziś, w porządku? Zagalopuj w najbliższym narożniku, zrób po okrążeniu na każdą stronę, nogę zmieniaj przez kłus. A potem dawaj na stacjonatę. - powiedziała i od razu ruszyła do ustawiania wspomnianej stacjonaty, była wysokości 0,85m, ze wskazówką przed.
Potem wróciła z powrotem na bok i obserwowała stamtąd dziewczynkę.
- Zrób dwie powtórki, raz z lewej nogi i raz z prawej! - poprosiła, po czym zajęła się obserwacją poleconego zadania. Gdy juniorka skoczyła prawidłowo przeszkodę, Jess 'pochwaliła' (to dziwnie brzmi w stosunku do ludzi xD) ją i poprosiła jeszcze o koło galopu wokół maneżu, potem o koło kłusa, aż w końcu stęp - parę minut na krótkiej wodzy, a potem na długiej, już w ramach rozstępowania ...

edit.

Jak zrobiły to wszystko, to pożegnała sie i wyszła /zt

Christian Levrull - 2013-03-15, 21:22

Przyszedł spacerkiem z Fatall w ręku, zerknąwszy w stronę maneżu. Jakaś dziewczyna kończyła jazdę, zadowolony z tego faktu stanął przy wjeździe na plac, gdzie stały schodki. Zatrzymał się z klaczą przy nich dając jej chwilę na obeznanie się z wszystkim dookoła po czym wlazł na podest łapiąc wodze i usiadł delikatnie w siodła - wcześniej jednak dopinając jeszcze popręg i ustawiając strzemiona.
Siedząc już u góry poklepał ją delikatnie po szyi, trzymając drugą dłonią wodze. Tu już nie ufał jej tak jak wcześniej, wiedząc, że coś może wymyślić. Wreszcie mając ją na razie na trochę krótszych wodzach wypchnął ją z bioder wraz z łydką dając sygnał do wejścia na teren maneżu. Omijając jeżdżącą dziewczynę szedł pierwszym śladem mając ją lekko zablokowaną w krzyżu i na łydkach, wodze mając jak wcześniej. Na razie wymagał od niej równego tempa do przodu, nic więcej, pilnując też, by klacz szła jednym śladem, bez żadnych zwrotów i kombinowania.

Harry - 2013-03-15, 22:09

A co tam, wepchnął się w temat razem z Szerkerem.
Przyprowadził grzecznego jak na razie ogiera na maneż, stanął przed wejściem i pogłaskał konia po szyi. Rozejrzał się i zauważył obecnego tu już wyraźnie młodszego od niego mężczyznę. Machnął mu ręką. - Dobry, nie przeszkodzimy? - zapytał wchodząc. Zamknął za sobą i zamiast wsiadać od razu na konia, zaczął go oprowadzać dookoła maneżu, coby sie zapoznał z terenem. Oczywiście wodze zdjął mu z szyi. Po drodze gładził jego grzbiet, raz lżej raz mocniej, coby mu przypomnieć, że zaraz coś na nim siądzie. Pozwolił sobie wpaść na Christiana i Fatall, coby konie sie poznały. O ile gniadosz był spokojny został pochwalony przez Harsa a następnie podprowadzony do schodków. Stamtąd mężczyzna zręcznie jak na jego wiek wskoczył koniowi na grzbiet. Zablokował go od razu w razie potrzeby coby nie zaczął iść, poczekał chwilę i zaraz dał my łydkę. Skierował go dosiadem na ścianę, dając mu luźną wodzę. O ile to nie będzie potrzebne, to może tylko na dosiadzie spróbują pojeździć.
Grzbiet Szerkera nie by tak miękki jak plecki niektórych koni na których jeździł Harry. A preferował on raczej zimnokrwiste kiedyś, a one to miały szerokie cielska i mięciutkie jak kanapy były wszystkie. ale to mu w niczym teraz nie przeszkadzało, że Szerker był węższy i możliwe, że z mocniej wystającym kręgosłupem.

Szerker - 2013-03-15, 22:18

W drodze na maneż ogier szedł energicznym krokiem, nie próbując jednakże wyprzedzać jeźdźca. Widząc Fatall wydał z siebie ciche, acz wyraźne rżenie ot tak, na przywitanie. Nawet uszy na chwilę na sztorc podniósł, jednakże ponownie znów odchylił je lekko do tyłu, idąc wiernie niczym pies za Harrym. Obijał równo ogonem po bokach, stawiając pewne kroki. Nowy teren nie był mu straszny, niejedno w końcu widział już w swoim życiu, a na obecność klaczy nie reagował w jakiś nadzwyczajny sposób. Ewentualnie strzygł nieco uszami, bądź parskał cicho. W każdym bądź razie zatrzymał się zgodnie z poleceniem przy schodkach, unosząc nieco wyżej łeb i wpatrując się uważnie w okolicę, aczkolwiek w jego spojrzeniu nadal nie pojawiła się ta żywsza nuta. Najwyraźniej potrzebował nieco czasu, by wrócić do swojej starej formy, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. W momencie, gdy mężczyzna usiadł mu na grzbiecie ten automatycznym wręcz odruchem stanął równo na czterech nogach, każdą kończynę obciążając tak samo. Zadnie nogi podstawił pod zad, uwypuklił mięśnie, zaokrąglił szyję tak, by potylica znalazła się w najwyższym punkcie i przemielił wędzidło w pysku. Owszem, Szerker zdecydowanie miał bardziej wystający grzbiet, wyraźniejszy kłąb na wskutek wielu lat pracy. Najważniejszym jednakże dla samego konia był fakt, że nadal miał sportową sylwetkę, odpowiednio wyrobione mięśnie, aczkolwiek powoli zaczął podupadać. W momencie, gdy wyczuł sygnał do stępa od razu ruszył tymże chodem, opuszczając swobodnie łeb, korzystając tym samym z luźnej wodzy.
Harry - 2013-03-15, 22:36

Pochwalił ochoczo ogiera gdy ten spokojnie poczekał na jego wejście i ruszył ładnie stepem. Nie wariował przy Fatall, a to dodatkowy plus. Harry dał mu jeszcze trochę łydki budząc go do trochę żywszego ruchu, cmokając przy tym dwukrotnie. - no, staruszku, rozbudź w sobie ten płomień! - zaśmiał się do konia cicho i pogłaskał go po szyi o ile ten posłusznie dodał.
Morgan przejechał najpierw półtora koła na lewo, potem zaczął kreślić luźną serpentynę, jednak stopniowo ja zacieśniając, coby porozciągać konia. Gdy znalazł się tym wężykiem na środku maneżu zmienił wykonywaną figurę w ciasne wolty. Potem odszedł w kierunku jednego z narożników i pojechał w prawo. Zatrzymał parę razy konia, dwa razy cofnął ze dwa kroki, a potem na powrót ruszał stepem, coby go uaktywnić i wyczulić na pomoce. W każdym narożniku kręcił wolty, starając sie wszystko robić jak najdokładniej dosiadem. O ile tylko Szerker gdzieś nie trafiał z pomocą Harsowego tyłka i łydek, to pomagał mu delikatnie wodzą, ale starał sie po nią nie sięgać.
Minęło jakieś piętnaście minut aktywnego stepa i kręcenia wolt i innych fajnych figur ujeżdżeniowych. Wtedy Harry dał Szerkerowi półparadę, spiął sie nieco i zatrzymał konia dosiadem. O ile trzeba było, pomógł wodza. Postali jakieś pięć sekund,a potem dał ogierowi mocniejszą łydkę, tak aby z miejsca ruszył kłusem. O ile wyrwał, to go zwolnił do spokojnego, powolnego tempa. Przejechali tak jedno okrążenie, po czym zmienili kierunek przez ujeżdżalnię. Harry pedantycznie bardzo uważał coby Szerker mu wcześniej niż trzeba w ścianę nie zjechał ze środka. Po zmianie kierunku zaczęli kreślić kolejną serpentynę przez całą szerokość maneżu.

Szerker - 2013-03-15, 23:01

Na dodatkową łydkę gniadosz zareagował strzeleniem z ogona, był strasznie czuły na pomoce oraz w pysku. Przyśpieszył z lekka tempo, bujając swobodnie łbem po bokach. Uszy miał delikatnie odchylone do tyłu, oferując tym samym uwagę jeźdźcowi. Lepiej niech w ogierze płomień nie wybuchnie, bo może się to źle dla mężczyzny skończyć. Najlepszego humoru dzisiejszego dnia nie miał. Poszczególne figury gniadosz wykonywał odpowiednio. Ładnie wpisywał się w łuki, na woltach nie wypadał, wpadał zadem czy też łopatką na zewnątrz bądź do środka, zachowywał odpowiednie zgięcie w szyi, nie za mocne, delikatne, aczkolwiek widoczne. Wodza nie była w jego wypadku potrzebna do kierowania, aczkolwiek ten przeżuwał energicznie wędzidło, szukając tym samym kontaktu z ręką jeźdźca. Nie trzeba było ową wodzą nawet ruszać, wystarczyło ją trzymać, a resztę gniadosz sam wykonywał. Podczas zatrzymywania od razu cały się zbierał i obciążał równo cztery nogi, wpatrując się przed siebie uważnym, aczkolwiek pustym wzrokiem. Najwyraźniej potrzebny był mu jakiś mentalny kop, a jest spora nadzieja, że takie zawody poprawią mu humorek. Wracając jednakże do obecnej sytuacji, cofanie również było prawidłowe, oldenburg nie schodził z linii prostej, nie wahał się. Pomimo przerwy doskonale wszystko pamiętał, bo czymże są dwa miesiące w porównaniu jakiś czternastu lat? Tak naprawdę niczym. Na półparadę zareagował mocniejszym stuleniem uszu, kierując je w stronę jeźdźca co oznaczało, iż jest na nim w pełni skupiony. Zatrzymanie takie same jak poprzednio, gniadosz cały czas pozostawał na pomocach z dosiadu, wodze nie były tu w ogóle potrzebne. Przejście do kłusa było wyraźne zaznaczone oraz płynne. Gniadosz szedł przed siebie równym, lekkim krokiem. Tempo było energiczne, aczkolwiek oldenburgowi nie śpieszyło się, nie próbował przechodzić do galopu. Zmiana kierunku nie zrobiła na nim większego wrażenia, nie zjeżdżał do środka, a na serpentynie wyginał się odpowiednio, czasami w niektórych momentach próbując robić ustępowanie, ale ogółem wyginał się odpowiednio. W pewnym momencie jego pysk znalazł się blisko klatki piersiowej, cała sylwetka zaokrągliła się, mięśnie uwypukliły, a potylica stała się najwyższym punktem. Zadnie nogi były podłożone pod kłodę, ledwo dotykały śladów przednich. Ogier szedł w całkowitym zebraniu, utrzymując energiczne, identyczne jak na początku tempo.

/ Ja muszę lecieć. Dobranoc./

Harry - 2013-03-15, 23:38

Zadowalał go bardzo ten żywy stęp który zaoferował mu Szerker. Harry pochwalił konia głosem. Cieszyło go, że był to jeden z tych koni które umieją skupić sie na jeźdźcu i posłusznie wykonują wszystkie polecenia. Mężczyzna nie chciał się na razie męczyć z jakimiś buntownikami, porozgrzewać się trzeba spokojnie.
Gdy tylko ogier zatrzymał sie grzecznie po raz drugi i perfekcyjnie wykonał cofanie, Morgan poklepał go po szyi, zadowolony na razie całkowicie ze współpracy. Pomimo wyboistego nieco grzbietu Szerkera przyzwyczaił się już do niego i nawet siedział sobie całkowicie miękko. A wiadomo, czasami jak koń ma taki wystający kręgosłup to ciężko nie podskakiwać.
W pewnym momencie postanowił popracować nad sobą, skoro koń był póki co tak grzeczny. Gdy wyjechali w kłusie na prostą zwolnił go nieco i wsparł się kolanami nieco mocniej o jego boki. Podciągnął nieco tyłek w górę i oparł się stopami o boki konia, znaczy podkulił nogi, no. Tak sobie klęknął na Szerkerku coby sie porozciągać i jeśli kun był nadal spokojny to nawet się uniósł na nim, opierając na kolanach stopach. Starał się oczywiście mu nogami nie wbijać jakoś mocno i zaraz znów osunął sie swobodnie na jego grzbiet. O ile wszystko przebiegło gładko, pochwalił gniadosza. Potem chwycił się za stopę i wyciągnął ja do tyłu, potem druga, rozciągając jeszcze nogi. Następnie pofatygował się i powoli położył na szyi konia, obydwie ręce powoli przesuwając powoli po grzywie Szerkera aż do jego uszu. Jednakże nie łapał za nie, ani nic, tylko do nich dojechał, rozciągając teraz plecki i rączki. Poklepał w nagrodę ogiera o ile dobrze to zniósł.
Zakręcił z nim nagle ciasną woltę, testując jego gotowość na nagłe sygnały. Nie było to jednak nagłe amatorskie wyrwanie z wodzą na bok, tylko szybka półparada i natychmiastowo zmiana pozycji i przestawienie bioder, przesunięcie łydek. Zrobili trzy takie wolty w tym samym miejscu, po czym Harry spiął się po kolejnej delikatnej półparadzie, coby zwolnić gniadosza do stepa. Pochodzili chwilę mając na celu chwilę odpoczynku. Omijali zgrabnie Fatall i Christiana. Objechali tak ze dwa kółka w stępie, po czym Hars dał Szerkerowi lekką łydkę do kłusa, podejrzewając, że mocniejszej nie potrzebuje. Swoją drogą, chwalił go za wszystkie zebrania i ganasze, tak zapomniałam wcześniej napisać.
Przejechali kłusem jakieś dwa koła, zmienili kierunek i machnęli jeszcze jeden objazd dookoła maneżu. Po tym Hars dał półparadę i cofnął łydki, plecy lekko odchylił do tyłu, dając ogierowi sygnał do galopu. Mając nadziej, że Szerker ładnie dodał, to mężczyzna utrzymał spokojne, robocze tempo. W pewnym momencie, na początku długiej ściany znów zwrócił na siebie uwagę konia, po czym spiął się i odchylił na sekundę do tyłu, dając mu sygnał do zwolnienia. O ile możliwości konia i jego humor na to pozwoliły, postarali się tak przejść od razu do stój, albo chociaż do stepa. O ile wyszło, Harry pochwalił Szerkera. Odjechali dalej stepem, a na zakręcie mężczyzna zatrzymał znów konia. Dał mu z miejsca sygnał do galopu, mając nadzieję, że to nie trudne dla ogiera. Dobrze nawet będzie zagalopowanie ze stepa.
O ile wszystko wyszli to spróbowali w galopie lotną zmianę nogi, a jak nie umie, to przez kłus.

Szerker - 2013-03-16, 11:04

Cóż, w końcu Szerker miał swoje doświadczenie. Swego czasu był w końcu sportowym koniem, trzy-gwiazdkowym WKKW'istą, a później po kontuzji rekreantem, a później trafił do Agromer Stable, a teraz do Orchardu. Jako profesor woził więcej doświadczonych jeźdźców, niźli dzieci, co działało na jego korzyść. Przemielił tak więc wędzidło w pysku, idąc przed siebie miękkim krokiem. W każdym bądź razie szedł przed siebie żwawym kłusem, popisując się z lekka długą fazą zawieszenia lotu i jednocześnie wysoką akcją nadgarstka, cały czas utrzymując się w pełnym, ujeżdżeniowym zebraniu. Zwolniony obciążył mocniej zad, mocniej spinając mięśnie i jeszcze bardziej zbliżając pysk do klatki piersiowej, aczkolwiek nie próbował uciekać od kontaktu z ręką jeźdźca. Ruch jaki teraz wykonywał przypominał pasaż, ale nie był tak bardzo zaznaczony i brakowało mu do tego paru elementów. W czasie, gdy jeździec się rozciągał, ten po prostu szedł przed siebie równym krokiem, przeżuwając aktywnie wędzidło, przez co w kącikach pyska pojawiła się piana. W momencie sygnału do wolty natychmiastowo wykonał polecenie. Nie z nim takie numery, nie pierwszy raz jeźdźcy próbowali testować jego gotowość na sygnały. Na owej wolcie, a raczej woltach gniadosz ładnie wpisał się w łuki, wyginając odpowiednio i nie wypadając zadem na zewnątrz, nie wpadając łopatką do środka i tak dalej. Przejście do stępa było płynne, wyraźnie zaznaczone, bez utraty ustawienie. Tutaj nie spinał się tak bardzo, szedł po prostu w ładnym zebraniu. Delikatna łydka wystarczyła, by ten zakłusował od razu, bez wyrywania się jednakże. Na wszelakie pochwały oldenburg reagował cichym parskaniem, jednakże w oczach nadal uparcie nie chciała się pojawić ta żywsza iskierka, aczkolwiek było już z lekka lepiej, bynajmniej nie przypominał robota, który robi wszystko automatycznie. Na sygnał do galopu zareagował lekkim zarzuceniem łba i małym spięciem, jednak polecenie wykonał, choć z pewnością przejścia w wyższy chód miewał lepszy. Cóż, jak na długą przerwę, to i tak jest nie najgorzej. Sam galop wyglądał już lepiej. Charakterystyczna dla Szerkera była długa faza lotu i obszerna foula. Sam chód był aktywny i pewny, gniadosz szedł przed siebie równo, nie szarpiąc się, pozostając na kontakcie. Na półpraradę i spięcie zareagował zatrzymaniem się. Nie było to jednak byle jakie wykonanie. Żadnego szarpnięcia podczas zatrzymania, wszystko ładnie i gładko. Stęp energiczny, jedno ucho poszło do przodu, drugie cały czas było odchylone do tyłu. Zatrzymanie w pełnym zebraniu, nogi tak samo obciążone. Ze stój zagalopowanie go nieco zdezorientowało, więc podreptał parę razy w miejscu i dopiero po jednym kroku w stępie zagalopował, jednakże tym razem bez żadnych szarpnięć. W pewnym momencie w galopie oldenburg w trakcie lotu zmienił nogę prowadzącą, tym samym robiąc lotną zmianę nogi w galopie. Ot co, to doskonale potrafił. W końcu parkury niejedne chodził.
Fatall Delilah - 2013-03-16, 13:30

Christian napisał/a:
Przyszedł spacerkiem z Fatall w ręku, zerknąwszy w stronę maneżu. Jakaś dziewczyna kończyła jazdę, zadowolony z tego faktu stanął przy wjeździe na plac, gdzie stały schodki. Zatrzymał się z klaczą przy nich dając jej chwilę na obeznanie się z wszystkim dookoła po czym wlazł na podest łapiąc wodze i usiadł delikatnie w siodła - wcześniej jednak dopinając jeszcze popręg i ustawiając strzemiona.
Siedząc już u góry poklepał ją delikatnie po szyi, trzymając drugą dłonią wodze. Tu już nie ufał jej tak jak wcześniej, wiedząc, że coś może wymyślić. Wreszcie mając ją na razie na trochę krótszych wodzach wypchnął ją z bioder wraz z łydką dając sygnał do wejścia na teren maneżu. Omijając jeżdżącą dziewczynę szedł pierwszym śladem mając ją lekko zablokowaną w krzyżu i na łydkach, wodze mając jak wcześniej. Na razie wymagał od niej równego tempa do przodu, nic więcej, pilnując też, by klacz szła jednym śladem, bez żadnych zwrotów i kombinowania.


Przez całą drogę szła posłusznie, jedynie rozglądając się po otaczającym ją terenie. Wiele razy bywała na maneżu, jednak w tej stajni było to jej pierwsze opuszczenie boksu od czasu przyjazdu, więc towarzyszyło temu nie małe podekscytowanie z jej strony. W powietrzu kumulowało się wiele nieznanych jej woni, przez co często podrywała czy też opuszczała łeb wciągając zapachy rozwartymi nozdrzami. Po dotarciu do schodków zatrzymała się nie mniej posłusznie niż przedtem, wyczekując impulsu do ruszenia, zanim jeszcze Christian zdołał usadowić się w siodle. Po skontrolowaniu sprzętu, gdy tylko wyczuła na swoim grzbiecie ciężar jeźdźca ociężale wypuściła chałstę powietrza, czemu towarzyszyło potężne prychnięcie i zarzucenie łbem. Mimo mało określonego zachowania była aż nadto spokojna i rozluźniona, póki jej spokoju nie zakłócił drugi koń, obecny na maneżu - Szerker. Przedtem nie miała z nim jakiejkolwiek styczności, więc tak jak zazwyczaj, jego obecności towarzyszyły duże obawy, które Fatall starała się zwalczyć. Ponownie na ziemię sprowadził ją brunet, który skupił na sobie uwagę rudej krótką pochwałą pod postacią gładzenia po szyi. Wypchnięta do stępa ruszyła na maneż, w pierwszej kolejności kierując się po śladzie wydeptanym przez inne konie. Automatycznie przeszła na niższe ustawienie zaokrąglając się w kręgosłupie, a także podstawiając zad pod kłodę, co było jej zwyczajem. Mimo z pozoru dobrego złożenia się Gennosin, trzeba było ją trochę rozruszać. Przez długi czas stała w swej kwaterze bez możliwości wyjścia, więc mięśnie były z lekka zastane, dlatego też nie zamierzała pchać się na złamanie karku, bez takiej potrzeby. Zachowywała powolne tempo, acz intensywnie pracowała każdą częścią ciała - Przynajmniej na tyle, na ile mogła, w tym chodzie.

Harry - 2013-03-16, 16:27

Pochwalił obficie ogiera za piękne zatrzymanie z galopu. Zastanawiał sie chwilę, co ten zrozumiał gdy zaczął dreptać w miejscu zamiast wyskoczyć do galopu. Gdy jednak ruszył, Harry pochwalił go cicho, spokojnym głosem. wodze miał na jakimś leciutkim kontakcie, lecz generalnie po nie nie sięgał. Postarał się osiągnięcie pionu między piętą, biodrem i uchem podczas galopu. Nie odchylał się zbytnio do tyłu coby Szerkera nie blokować, usiadł w nim miękko, starając się jak najmniej podskakiwać i przykładając nieco mocniej kolana do jego boków, coby sobie asekurację dodatkowa zapewnić. W trakcie biegu przełożył wodze do jednej ręki, a druga się puścił i zwiesił ją swobodnie obok uda. Gniadosz szedł ładnie, był posłuszny i spokojny, to można się raczej wyluzować, prawda? Tak czy siak, Hars nadal pozostawał czujny, gotowy na jakieś niespodziewane bryki ze strony swojego konia, tudzież ze strony rudej klaczy jeżdżącej obok nich.
Harry ucieszył się z poprawnie wykonanej lotnej zmiany i prowadził jeszcze Szerkera parę kółek tym żwawym, ale spokojnym tempem galopu. Dodawał jakieś wolty, ósemki ze zmiana nogi, coby go jak najbardziej zainteresować. W końcu zwolnił go do kłusa i wyjechał na długą ścianę. Zmienił nagle ustawienie ciała i przygotował wodze, dał ogierowi półparadę i sygnał do ustępowania od łydki. Ciekawe, czy to umie. O ile wyszło, chociaż chwilę, został pochwalony, ćwiczenia powtórzone. Potem delikatnie spróbowali pasażu, ale tylko chwileczkę. To samo - jeśli wyszło, to pochwała. Jeśli nie, to chociaż te pół kroku i pochwała. Jechali dalej spokojnie wolnym kłusem, ale w połowie krótkiej ściany Harry spiął się nieco, dał kolejną półparadę i wyraźny sygnał do natychmiastowego skrętu w lewo, na środek maneżu. Zmienił obowiązkowo ustawienie bioder i nóg i jak coś pomógł ogierowi wodza. Przy tym wszystkim dał mu dobra łydkę do galopu. chodziło tutaj generalnie o gotowość na nagłe instrukcje. O ile to wyszło i Szerker zagalopował ku centrum maneżu, został pochwalony głosem, a po przejściu do kłusa przed przeciwną krótką ścianą nawet poklepany po szyi. Niezależnie do tego czy zrobił t dobrze czy ie, to po wjechaniu ponownie na ścianę, dojechali do mniej więcej połowy długiej ściany i tam powtórka takiego ćwiczenia. Tylko tym razem zryw na prawo.
nie wykluczam opcji, że takie coś mogło Szerkera zdezorientować i skłonić do brykania, toteż wszystkie baranki Hars jakoś wysiedział, jeśli trzeba uspokoił go i wyciszył. Mam jednak nadzieję, że nic takiego nie było.
Po tym wszystkim już wziął go do spokojnego, roboczego kłusa i luzem wyjechali na ślad, już nic na razie nie kombinując.

Szerker - 2013-03-16, 19:10

Na pochwałę gniadosz zareagował ledwo wyczuwalnym zarzuceniem łbem i mocniejszym obiciem ogonem po bokach. Galop był swobodny, ogier jeśli nie musiał, nie szedł w zebraniu, a w najwygodniejszym dla siebie ustawieniu. Wiadomo, że lotna musiała się udać, nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni wykonywał ją, tak więc w tym wypadku nie trzeba było się zbytnio martwić. Na woltach ustawiał się odpowiednio i przede wszystkim nie tracił na tempie, aczkolwiek po pewnym czasie zebrał się całkowicie. Na to trzeba było w jego wypadku uważać, gdyż był po prostu wręcz przesadnie czuły w pysku, tak więc mocniejszy kontakt wystarczy, by zaczął się zbierać. W każdym bądź razie zad został maksymalnie zaangażowany w pracę, grzbiet uwypuklił się, podobnie jak inne mięśnie, całe sylwetka zaokrągliła się, potylica stała się najwyższym punktem szyi. Kłąb znajdował się wyżej, niźli szczyt zadu, a nos był ustawiony lekko przed pionem. Przejście do kłusa nieco niechętne, ale bez zmiany ustawienia. Chód był równy, energiczny, reakcją na półparadę było delikatne zarzucenie łbem i wkrótce po tym wewnętrzna przednia noga oraz wewnętrzna zadnia zaczęły się przekraczać i krzyżować się z zewnętrznymi nogami. Kręgosłup był prosty, natomiast potylica zgięta w kierunku odwrotnym do wykonywanego ruchu. Cały czas gniadosz pozostał w zebraniu i utrzymywał aktywne tempo. Częste przeżuwanie wędzidła poskutkowało pojawieniem się białej piany, której skapnęło trochę na klatkę piersiową Oldenburga. W momencie powtórzenia ruchu był identyczny. Na szyi oraz bokach ogiera już wcześniej zdążyły się pojawić plamy potu, a teraz powoli zaczynały ciemnieć. Dalej był pasaż, gniadosz w pełnym zebraniu cały środek ciężkości ciała miał przeniesiony na zad, a nadgarstki szły wysoko w górę, w równym rytmie podczas wykonywania pasażu. Nozdrza gniadosza rozszerzały się mocno podczas oddychania, a ogon intensywnie obijał się o stawy skokowe. W każdym kroku była widoczna dynamika ruchu, zgranie z jeźdźcem pomimo tego, że Szerker pierwszy raz miał go na swoim grzbiecie. Dalej szedł już spokojnym, jednak nadal zebranym kłusem, cały czas całkowicie skoncentrowany na jeźdźcu. Tym samym skręt w lewo został wykonany natychmiastowo, podobnie jak zagalopowanie, przy którym nie nastąpiła zmiana ustawienia. Ponowne przejście w niższy chód zostało wykonane płynnie, bezproblemowo. Powtórzenie ćwiczenia nic nie zmieniło, zrobione było tak samo jak poprzednio. Co do wszelakich problemów to jedynym na tej jeździe było spięcie, które przez jeźdźca mogło być mało wyczuwalne, gdyż utrzymywało się przez parę sekund, a następnie znikało. Powodowało to jednak większe zmęczenie gniadego. Głównie tutaj było widać fakt, iż długą przerwę miał owy koń, a na dodatek jego oczy nadal były z lekka beznamiętne, co było niepodobne do gniadosza. W każdym bądź razie kłus roboczy był spokojny, bez żadnych niemiłych niespodzianek.
Harry - 2013-03-16, 20:14

Był zadowolony z efektów tej jazdy i Szerkerowego posłuszeństwa. Harry ciekaw był, czy do wszystkich osób ma takie podejście, czy po prostu od niego bije jakąś władczą i doświadczoną aurą, która może automatycznie zachęca konia do współpracy z nim. Takie rzeczy się zdarzają, czyż nie?
Hars po jakichś czterech kółkach wolnego, roboczego kłusa zwolnił gniadosza samym spięciem mięśni, zgadując, że tamten wykona przejście do stępa bezbłędnie. - No kochany, to się napracowałeś - stwierdził mężczyzna i pochylił się nad jego mokrą nieco szyją. - Hoho, naprawdę! Zmęczyliśmy sie nawet, co? Chyba stosunkowo dawno chodziłeś pod człowiekiem - dodał cicho Harry i na niedługą chwilę przytulił się do konia. Podniósł się żwawo i poklepał go po szyi, tudzież pogłaskał w zależności od tego co bardziej odpowiadało Oldenburgowi. Poluzował mu totalnie wodze i w nagrodę za dobrą jazdę dał mu z góry smaka końskiego, zmuszając tym samym konia do zatrzymania i wykręcenia szyi z głowy ku Harsowi. Po chwili mężczyzna stwierdził, że równie dobrze może go tak porozciągać - i tak zrobił. Wyginał mu raz szyję do lewego boku, potem do prawego - i tak trzy razy na każdą stronę, o ile oczywiście ogier podążał za jego dłonią ze smakołykiem. Oczywiście nie był to jeden i ten sam smakołyk, tylko kolejne. Jeden na maksymalnie dwa rozciągnięcia, o.
Potem jeszcze pochylił się i dał mu dłoń ze smakiem na pierś i tam nawet trochę niżej, coby ten zrobił choć słabiutki ukłon. Większych możliwości z resztą nie miał, bo Harry tak nisko, pod jego brzuch, nie sięgnie.
Występowali potem jakieś piętnaście minut jeszcze, kręcąc co jakiś czas wolty, zatrzymując się i cofając ze dwa razy, albo jakieś małe zwroty na zadzie czy inne takie bajeranckie figury ujeżdżeniowe. Zeskoczył niedługo z konia, pochwalił go poklepaniem po boku i pogłaskaniem po nosie. Przytulił się do jego szyi na jakąś chwilę i w tym samym czasie wyciągnął z jakiejś magicznej kieszonki jabłko. Tak jak wcześniej w boksie sam zjadł połowę, a resztę oddał Szerkerowi i znów go poklepał. Owoc był chrupiący, w miarę twardy i kwaśnawy - słowem, bardzo dobry, niesamowicie soczysty.
Ściągnął gniadoszowi wodze, wziął je w rękę i wymaszerował z koniem, machając uprzednio do pozostałych tutaj Christiana i Gennosin.
    zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group