Choć za nimi była już połowa trasy, co, chcąc nie chcąc, budziło w Adele pozytywne emocje, nie pozwoliła sobie na przedwczesną radość. Zamiast tego pilnowała się wręcz bardziej, aktywnym galopem prowadząc Argent wzdłuż wytyczonej trasy, wypatrując dziewiątki, której wysokość po prawdzie nie szokowała, ale która była raczej jedną z ambitniejszych przeszkód na trasie - miło było spotkać tam coś szerszego i przypominającego rzecz inną niż kłodę albo prostą drewnianą wyrzutnię. Ta zdawała się jednak nie budzić w gniadoszce większego niepokoju, ale mimo to Adele zachowała czujność i na równych pomocach doprowadziła ją do stołopodobnej konstrukcji, aby w, jak sądziła, odpowiednim miejscu zaproponować Red Star odbicie, a następnie płynni ezabrać się z nią do lotu, pochylając się nad lekko baskilującym wierzchowcem, łącząc to z płynnym, adekwatnym do siły skoku oddaniem ręki. Po wylądowaniu wróciła w strzemiona, znów nie dając holsztynce szansy na nabranie wielkich prędkości, bo dziesiątka nie leżała zbyt daleko, a Solve wolała uniknąć siłowania się z nią w razie, gdyby nagle zabrakło czasu na wyhamowanie i właściwe skrócenie przed przeszkodą. Ta po prawdzie też nie budziła grozy, wręcz przeciwnie, należała do tych prostszych, ale Adele zachowywała profesjonalizm i nie dała się zwieść jej prostotą - kłodopodobna przeszkoda mogła być niewidoczna dla klaczy na tle ziemi i drzew w tym samym kolorze, dlatego w razie pojawienia się jakichkolwiek wątpliwości, mocniej dociskała łydki, pomagając sobie ewentualnie pacnięciem krótkim batem w łopatkę/zad, zależnie od potrzeb, cały czas prowadząc ją na pewnych, równych pomocach. Gdy udało im się pokonać także tą konstrukcję, wróciła do regularnego tempa galopu, wiedząc, że przed nimi znów kawałek dystansu, a więc pozwalając sobie na kolejne lekkie dodanie, po prawdzie nie otwierając przed Argent możliwości rzeczywistego nabrania prędkości, takiego, na którą było ją stać, ale nie odmawiając wyraźniejszego przyspieszenia jeżeli nadal miała energię i chęci ku temu. Jeżeli nie, po prostu pilnowała stałego tempa adekwatnego do wyśrubowanej normy, którą cały czas musiały gonić po incydencie na drugiej przeszkodzie. Póki co, zadziwiająco, szło im to bardzo dobrze, bo dzięki licznym dodaniom w dystansie udało im się realnie nadrobić sporo czasu. Adele nie do końca liczyła na dojechanie na metę bez żadnego spóźnienia, ale chciała zminimalizować liczbę punktów karnych, które miały na nią dowieźć - stąd takie bojowe nastawienie w każdym dłuższym dystansie. Choć normalnie martwiłaby się, czy kobyła kondycyjnie podoła, ta zdawała się bardzo dobrze przygotowana pod tym względem, pozytywnie zaskakując osiemnastolatkę. W każdym razie, po ponad stu metrach żwawego galopu, Adele na nowo zaczęła się wycofywać, po pierwsze ze względu na zakręt, a po drugie na czekającą za nim przeszkodę. Ta również była trochę inna od tych wszystkich kłodopodobnych nieciekawych konstrukcji, więc Solve przyłożyła się do najazdu na nią. Postąpiła tak samo, jak przy poprzednich skokach: odpowiednio wcześniej usiadła w siodło, by we właściwym momencie zasugerować wierzchowcowi odbicie i razem z nim zerwać się do lotu. Wiedząc, że kolejna przeszkoda jest niczym innym jak po prostu... dużą kałużą, poprosiła Argent o aktywny galop, chcąc płynnie przeprawić się przez wodę, w razie gdyby ten element budził w niej obawy po prostu mocniej podtrzymując łydkami i zamykając w korytarzu z pomocy, eliminując w taki sposób ryzyko wyłamania, choć nie podejrzewała o nie klaczy, która jakieś doświadczenie w WKKW podobno posiadała. Gdy udało im się pokonać przeszkode wodną, wznowiła aktywny galop, którym dojechały aż do trzynastki, która także nie była zbyt pokaźna, ale została przez Adele potraktowana na poważnie. Skok pod kątem technicznym niczym nie różnił się od poprzednich - pewne doprowadzenie, wyraźny sygnał łydką, cofnięte biodra zsynchronizowane z wysunięciem dłoni. Wylądowała niezmiennie o własnych siłach, w strzemiona, oszczędzając holsztynce nieprzyjemnego klepnięcia w plecy i mocnym tempem prowadząc do oddalonej o spory kawałek dystansu czternastki. Wobec niej nie żywiła niemalże żadnych obaw, w związku z czym nawet nie wracała w siodło: zwyczajnie skróciła nieco gniadą, półparadami zabiegając o jej uwagę, chcąc jej pokazać, że czeka ich wskok na niewielkie podwyższenie. Nie oddawała ręki praktycznie wcale, jedynie oferując elastyczny kontakt, by zaraz poprowadzić Star w stronę ozdobionej kwiatkami piętnastki, bardzo wyraźnie zaznaczając łydką najbardziej optymalne miejsce do odbicia i płynnie zabierając się z gniadoszką do lotu, oddając jej tyle ręki, ile tylko potrzebowała. Po lądowaniu wznowiła galop i pewnie, z uśmiechem na twarzy prowadziła ją do ostatniej już przeszkody. Tą potraktowała z odpowiednią uwagą, nie chcąc zaliczyć faux pas na ostatniej konstrukcji, ale dzięki pewnej jeździe i płynnemu skokowi udało im się ją pokonać bez zarzutów. Na ostatniej prostej Solve pozwoliła Adele na poszerzenie ram, jeżeli tylko tego chciała, a jeżeli nie, za wszelką cenę starała się wykrzesać z niej tempo na tyle mocne, aby nie utraciły wszystkich tych cennych sekund nadrobionych we wcześniejszych dystansach.
Po przekroczeniu linii mety, zaczęła stopniowo wyciszać gniadą przez koła, przechodząc do kłusa i po porządnym rozkłusowaniu także do stępa. Zsiadła, rozsiodłała ją i schłodziła, a następnie rozstępowała w ręku, wielokrotnie dziękując za udany przejazd, choć stale zapewniając gniadoszkę, że następnym razem poradzą sobie lepiej i że wszystko jeszcze przed nimi.Dirty Vibe - 2019-07-22, 11:02
AUGUSTUS STRYDER & DIRTY VIBE - WKKW ENTRY
Niezmiennie, Dirty wydawał się nie do końca ustatysfakcjonowany w związku z faktem, że nie mógł pozwolić sobie na mocniejszy galop, bo choć trochę męczył go już ten cross, zapewne przede wszystkim przez wzgląd na to, że wiązał się z ogromnymi, skrajnie wyczerpującymi emocjami, to nadal miał w sobie dziwną potrzebę pędu na połamanie karku. Chyba dlatego, że rzadko kiedy miał przed oczami taką dużą, otwartą przestrzeń - w końcu także podczas wyjazdów w teren Augustus musiał borykać się z tym samym. Mimo wyrażania takiej chęci, pozostawał jednak pod kontrolą; jedynie momenty zwalniania niezwiązane ze skokami budziły w nim negatywne emocje i wówczas gotów był walczyć o swoje, ale na ogół zachowywał się przyzwoicie, wraz ze zmęczeniem tracąc na chęciach do przepychanek z osiemnastolatkiem. Nie dało się jednak zaprzeczyć, że miało to też swoje plusy; między innymi fakt, że w skróceniach pozostawał aktywny i okrągły, co pozwalało mu oddawać dobre, poprawne skoki, takie jak na przykład przez dziesiątkę, na którą zabrał się pewnie z zaokrąglonego, dynamicznego galopu, bez utraty równowagi lądujac po drugiej stronie i wznawiając galop. Płynnie poszedł za sugestią powrotu do mocnego tempa, ale na chęciach w zasadzie musiało się skończyć - niespodziewanie zaczął odczuwać rwący ból w jednej z zadnich nóg, w reakcji na uczucie momentalnie zwalniając, podtrzymując galop, ale idąc sztywno, niechętnie, co kilka kroków stawiając opór, korzystając nawet z chwili przejścia do kłusa, w którym dopiero skurcz miał okazję minąć. Gdy tylko ból ustał choćby częściowo, kary odruchowo wrócił w galop, wkrótce też nabierając prędkości i wracając do poprzedniego tempa. Po prawdzie nie mieli już realnych szans nadrobić straconych sekund, ale Vibe pomimo zmęczenia i incydentu ze skurczem pozostawał niezłomny, dzielnie stawiając czoła dystansowi pomiędzy przeszkodami - nie był to najbardziej wymagający i długi cross, ale Dirty nie był koniem przygotowanym na tego typu starty, poza tym był młody i całkowicie nieobyty z zawodami WKKW. Nie można było więc dziwić się, że to przedsięwzięcie było dla niego męczące i stanowiło, chcąc nie chcąc, spore wyzwanie. Wracając, wbrew obawom właściciela, czterolatek nie wpadł na żaden barwny pomysł na widok jedenastej przeszkody - na tym etapie zrozumiał co się dzieje i nie potrzebował już prowadzenia za rękę, a więc tak precyzyjne doprowadzanie go do konstrukcji nie było koniecznością, ale z drugiej strony nie wpłynęło negatywnie na oddany skok, który, tak jak poprzedni, był bezbłędny i w pełni zadowalający, nawet mimo faktu, że lądowanie było odrobinę chwiejne. Wrócił w galop, jeszcze nie wiedząc co czeka go za chwilę; szczęśliwie, nie udzielały mu się obawy Augustusa, choć nie umknęła jego uwadze zmiana w nastawieniu chłopaka. Tej naturalnie nie rozumiał do ostatniego momentu, nie spodziewając się, że przyjdzie mu się zmierzyć z wodą. Odpowiedział dopiero na którąś półparadę z rzędu, koncentrując się na osiemnastolatku na tyle, aby odpowiednio wcześnie zauważyć zbiornik; momentalnie spróbował zwolnić czy spłynąć, ale powstrzymany kontynuował galop, nie będac na szczęście przerażonym na tyle, aby po prostu się przed nim zatrzymać. Po prawdzie wodę przegalopował w dziwaczny sposób, wyskakując do góry tak, jakby za wszelką cenę chciał jak najrzadziej dotykać wody, ale liczyło się to, że w ogóle to zrobił - gdyby tylko potrafił, zapewne odetchnąłby z ulgą gdy tylko opuścili zbiornik, zadowolony, że to by było na tyle w kwestii wody. Przynajmniej taką miał nadzieję. Szczęśliwie, Dirty w dystansie zdawał się czuć bardzo dobrze; oprócz coraz wyraźniejszego zmęczenia, nie doskwierało mu nic niepokojącego, nie było więc konieczności przerywania przejazdu. Właśnie dlatego do trzynastki dobili bezproblemowo, tak samo dobrze radząc sobie ze skokiem. Hałas istotnie rozpraszał karego, ale pozostawał w miarę "na ziemi" - dzięki temu szybko zareagował na ostrzegawczą półparadę Augustusa, zwracając uszy w stronę czternastej przeszkody, rzeczywiście w pierwszej chwili nie dostrzegając jej. Odpowiednio przygotowany, nie miał z nią jednak większego problemu: z pełnego tempa oderwał się od ziemi, wykonując dość lekki, ekonomiczny skok, z łatwością przeprawiając się na drugą stronę mało imponującej konstrukcji i instynktownie wypatrując jej następczyni, nie myląc się w kwestii tego, że znajdowała się niedaleko. Prawidłowo doprowadzony, nie miał kłopotu z oddaniem przez nią czystego skoku, zaraz wznawiając galop i pewnie zmierzając w stronę ostatniej przeszkody na trasie. Był już ewidentnie zmęczony - oddychał przez szeroko rozszerzone chrapy i nie wyrywał z własnej woli tak mocno do przodu, ale nie wydawał się wyczerpany i był zdecydowanie daleki od przeforsowania; trasa była na tyle "przyjazna", że Gus nie musiał martwić się o to, że Dirty nie dotrze na metę w jednym kawałku. Czuł się więc na siłach, aby lekko dodać, wcześniej w zasadzie trochę oszczędzany przez wzgląd na deszcz czy mały dystans między przeszkodami. Nie zabrakło mu też energii na entuzjastyczny skok przez niewymagającą szesnastkę, lądowanie po konstrukcji zaznaczając nawet wesołym, lekkim oddaniem z kłębu, choć jego uwaga za chwilę przekierowana została na mocny galop na końcowym odcinku. Pognał więc mocno do przodu, wkładając w ten końcowy odcinek całą pozostałą energię - nie było jej po prawdzie aż tak wiele, ale wystarczyła na szczęśliwe dojechanie do mety, za którą zgodnie z poleceniami Gusa stopniowo zwalniał, na początku mając problem z wyciszeniem się po tak emocjonującym przeżyciu, ale wkrótce wracając do siebie. Wkrótce został rozstępowany i obejrzany przez weterynarza zawodów, szczęśliwie wychodząc ze swojej pierwszej próby terenowej cały i zdrowy.Jessie - 2019-07-22, 13:38
JESSICA WRENS & VEUVE CLICQUOT - WKKW ENTRY
Trzeba przyznać, że Jess była chyba najciekawszym indywiduum podczas tych zawodów. Wystarczy spojrzeć na konie, które przywiozła ze sobą - olbrzymiego shire, kucyka i jednego "normalnego" konia, na którym jednak nie startowała. Jak zakończyła się jej przygoda z shirem, to chyba wszyscy widzieli, a tu jeszcze musiała się przesiąść na Veuve... Była lekko potłuczona po upadku, ale nie stało jej się nic, co mogłoby jej przeszkodzić w kolejnym starcie. Zwłaszcza, że co by nie powiedzieć, na grzbiecie Veuve czuła się pewniej niż na grzbiecie Angusa, choć to doświadczenie sprawiło jej sporo radości. 😂
Wkrótce stawiła się z Veuve w pobliżu boksu startowego, do którego wjechała stępem, półparadami zabiegając o uwagę klaczy. Chciała, by ta była gotowa do energicznego startu, zaplanowanego na dźwięk dzwonka, który niebawem usłyszały. Wtedy też Jessie przyłożyła łydkę do boku izabelowatej i płynnie zagalopowała ze stępa, od razu przechodząc do odciążającego grzbiet półsiadu. Do kucynki była lepiej dopasowana wzrostem niż do Angusa, więc ominął ją ten moment zaskoczenia, jakiego doświadczyła za pierwszym razem. Chwilę co prawda zajęło jej przestawienie się, jako że Veuve miała znacznie drobniejszy i lżejszy krok, ale już po pokonaniu pierwszej przeszkody odnalazła się w sytuacji. Z tyłu głowy wciąż miała myśl o tym, że jest tu przede wszystkim wsparciem dla wciąż uczącej się Veuve, choć ta - mimo wrodzonego kucowego uporu - uczyła się w mig i ujeżdżała się w tempie błyskawicznym. Jedyny problem, jaki dostrzegała brunetka był taki, że klacz miała być ułożona pod JJ'a, a tymczasem Jess sama zaczęła darzyć ją taką sympatią, że nieprędko chciała się rozstać z tą utalentowaną bestyjką. Wracając jednak do przejazdu, właśnie ze względu na trwający proces nauki, Jess podczas najazdu na przeszkodę uważnie liczyła kroki i służyła Veuve wskazówką odnośnie miejsca wybicia. W określonym miejscu wysłała ją do skoku nad dwójką, przykładając łydki do jej boków, po czym wyszła za jej ruchem do półsiadu i oddała izabelowatej rękę. W przeciwieństwie do dużych koni, Veuve nie mogła pozwolić sobie na przegalopowanie przez taką przeszkodę, więc za każdym razem uczciwie się odbijała. Jak to młody koń, pewnie niezbyt ekonomicznie, więc zadaniem Jess było to wysiedzieć i nie zostać ręką, żeby nie zniechęcić młodej. Po wylądowaniu pomogła jej płynnie odejść spod przeszkody, po której w niedługim czasie dojechały do kolejnej. Pozwoliła klaczy przyjrzeć się konstrukcji z daleka, ale zadbała o to, by ta nie wypatrzyła sobie w niej jakichś strachów. Jeśli wyczuła moment zawahania, domknęła ją dołem i rozluźniła półparadą, by wkrótce z powodzeniem dojechać do trójki i nad nią także oddać okrągły skok, za który pochwaliła Veuve głosem, motywując do dalszego galopu po wyznaczonej trasie.
Wjeżdżając do lasu nie musiała się chować przed gałęziami tak, jak robiła to na grzbiecie Angusa, bo te w ich przypadku były znacznie powyżej ich głów. Cały ten odcinek przejechała więc w półsiadzie, utrzymując równe tempo galopu, dostosowane do możliwości klaczy. Nie poganiała jej, pozwalając raczej iść w swoim tempie, o ile nie było za wolne.
Następna przeszkoda czekała na nie tuż po wyjechaniu z lasu, kiedy to Veuve mogło rozproszyć nagłe wyjście na słońce. Gdyby tak było, Jess prędko zareagowała wykonując półparadę, po czym pokazała klaczy przeszkodę. Ponownie wróciła w siodło na trzy kroki galopu przed oddaniem skoku, tym samym prowokując izabelowatą do mocniejszego podstawienia zadu, które w efekcie dało jej większą swobodę w łopatkach i ułatwiło wybicie się do przeszkody. Dobre wyczucie konia pozwoliło brunetce w porę przejść do półsiadu i nie zostać ręką, dzięki czemu zgrabnie przedostały się na drugą stronę. Następnie śmiało przegalopowały przez przecinającą ich trasę piaszczystą drogę, w zasięgu wzroku mając już kolejną przeszkodę w formie skrzyni. Jessie, licząc się z tym, że dla Veuve to niemałe wyzwanie, zadbała przede wszystkim o jakość galopu podczas najazdu. Nie mógł być on za płaski, a jednocześnie musiał być wystarczająco aktywny, by kucynka miała z czego skakać. W rezultacie klacz oddała okrągły skok, zakończony lądowaniem na lewą nogę, z której Jess kontynuowała galop ku następnym wyzwaniom.Angus - 2019-07-22, 20:16
JESSICA WRENS & ANGUS - WKKW ENTRY
Nie wydawał się być zbyt przejętym liśćmi i gałązkami, które utknęły w jego grzywie, ogonie czy szczotkach pęcinowy. Zamiast tego po wyjechaniu z lasu skierował uszy na znajdującą się tam przeszkodę. Znowu niekoniecznie wiedział, co w takiej sytuacji robić - może potrzebował wizyty u okulisty? Na łydkę od Jessie zareagował od razu i bez jakiejkolwiek gracji czy wdzięku przedostał się na drugą stronę. Przedostał, ponieważ to chyba najlepiej opisywało jego sposób pokonywania przeszkód, które nie przypominało ani prawdziwego skoku, ani w zasadzie niczego. Jedną z jego niewielu zalet było to, że był bardzo opanowany i w zasadzie wszystko spływało po nim jak woda po kaczce. Nie bał się przeszkód, był nauczony bezgranicznemu ufaniu jeźdźcowi, ale to też nie kończyło się dla niego dobrze. Jeździł najczęściej pod niedoświadczonymi jeźdźcami, więc różnie się to kończyło. W porównaniu z nimi kobieta była niesamowita, bo hej, przecież miał całe cztery skoki za sobą bez różnych atrakcji.
Galopował dalej, w ciągu dalszym swoim ociężałym i powolnym chodem. Nie wyglądali ani trochę sportowo, ale gromkie oklaski ze strony zebranych w tej okolicy ludzi sprawiały, że czuł się dopieszczony pod każdą płaszczyzną. Przyglądał się im bacznie i parskał na coraz to głośniejszy dźwięk. Te nie przeszkadzały mu bardzo, ale sprawiły, że się zwyczajnie zagapił i odpowiedział na sygnały jeźdźca później niż by chciała. Wrócił do galopu roboczego z wyraźnie zaznaczoną nogą prowadzącą. Brak doświadczenia i tym razem dał się we znaki, kiedy odbił się za mocno i prawie stracił przez to równowagę. Ledwo ugiął nogi przy locie, ale nadrobił to obniżeniem głowy, a to niezaprzeczalnie musiało wyglądać komicznie. Podrzucił łbem po skoku i pochwale, ale na tym się skończyło. Wrócił do galopu, dla własnej wygody wyciągając się przy tym i nabierając prędkości. Szósta i siódma przeszkoda były do siebie dość podobne, a więc pokonał je w podobnym stylu. Tym razem jego skoki były dużo słabsze. Wynikało to z jego zmęczenia i słabej kondycji, której nie sprzyjał jego tryb życia. Całe dnie spędzał na pastwisku i był czasami zabierany na lekcje jazdy, co nie pokrywało się z jego zapotrzebowaniem ruchowym na utrzymanie kondycji na dobrym poziomie. Już teraz był mocno zziajany i powoli opadał z sił po tych kilku za mocnych skokach. Dało się to odczuć w dystansie do ósmej przeszkody, kiedy parokrotnie próbował przejść do kłusa. Nie stawiał bardzo dużego oporu i pozostał w tym galopie, ale siedząca na nim Jessie mogła poczuć się jak na baloniku, z którego powoli uchodziło powietrze, a w jego przypadku: energia.
Wszystko to nałożyło się na siebie, kiedy dostrzegł ósmą przeszkodę. Jej wygląd kompletnie do niego nie przemówił i w geście buntu zwolnił do kłusa z łbem zadartym uciekającym od działania wędzidła. Przez swój wyraźny kolor wydawała mu się jeszcze wyższa niż poprzednicy. Nie był żadnym fanatykiem skakania, więc odruchową reakcją było ominięcie jej, co zaczął od razu wcielać w życie i spływać na bok. Powstrzymany przez jeźdźca prychnął w niezadowoleniu, a jeszcze przed łydką i przeszkodą prawie zatrzymał się. Po otrzymaniu sygnału do skoku wykonał go bez zawahania jak żołnierz, a przez brak doświadczenia w takich skokach skończyło się to tak, że tylko jego przednie nogi wylądowały za przeszkodą. Nie zauważył nawet braku jeźdźca na swoim grzbiecie, bo był zbyt zaaferowany swoim utknięciem na przeszkodzie. Kiedy udało mu się jakoś wyjść z tego, ruszył za Jessie i opuścił tor.Luke - 2019-07-22, 22:14
LUKE SUGARMAN & SAVER - WKKW 4* - PRÓBA TERENOWA
Kiedy w końcu wyjechali spomiędzy drzew i kierowali się już bezpośrednio na czerwono-białą konstrukcję, po której od razu mieli lądować w zagłębieniu z wodą, brunet wziął Savera na siebie, chcąc, aby ogier przygotował się do spokojnego, dokładnego skoku. Wszelkie lądowania w wodzie, szczególnie kiedy wyskok był jeszcze na suchym podłożu, budziły w Sugarmanie potrzebę wzmożenia środków ostrożności, bo oczywiście bał się, aby jego podopieczny przy zbyt dzikim skoku nie poślizgnął się lądując w wodzie, bo to mogło się skończyć nawet tragicznie. Stąd mocne wycofanie tempa i precyzyjny sygnał do wybicia z nadzieją na jak najbardziej ekonomiczny lot, co właściwie nie powinno być takie nieoczywiste, w końcu mieli większość trasy za sobą i kary z pewnością zaczynał odczuwać lekkie zmęczenie. Skoro jednak wylądowali bezpiecznie, za chwilę też wygalopowali z wody żeby najechać na trochę osobliwą hybrydę cornera z hydrą. Cały czas podtrzymując stonowany, choć nadal aktywny galop, nakierował ogiera pod lekkim kątem w lewo, tak aby ten zmieścił się w locie między chorągiewkami. Lądowali jeszcze na suchym ale po chwili znów rozbryzgnęła się wokół nich woda, bo przez nią prowadziła najkrótsza droga do dwudziestki trójki. O ile przez chwilę postawił na żywszy galop, teraz ponownie dynamicznie go wycofał, tak aby mieć pewność precyzyjnego wycelowania na wąską przeszkodę, w końcu za nią mogli trochę nadrobić prędkością, bo do kolejnej konstrukcji był sporawy kawałek. Mocny półsiad odciążał plecy hanowera od ciężaru jeźdźca, który motywował go do żywego parcia przed siebie z okrągłą, rozluźnioną sylwetką. Dopiero kiedy pojawili się przed kolejną hydrą wrócił w siodło aby na pewno doprowadzić karego do przeszkody, choć takie standardowe rzeczy zdawały nie robić na karym wrażenia, który w odczuciu Luczka już chyba skakał je z automatu skoro były na jego drodze. Dwudziestka piątka, do której też musieli kawałek przegalopować, także nie sprawiła parze problemu, bo mimo rozczłonowania konstrukcja nie należała tak naprawdę do zbyt szerokich, a już na pewno nie strasznych. Po kolejnej większej pętelce na trasie, przez którą musieli przegalopować równym, mocnym tempem, nie chcąc być stratnym w kwestii czasu, wyjechali na typ przeszkody, który zawodnikowi kojarzył się z połączeniem stacjonaty i jakby koperty. Ułożenie ukośnych belek nakierowywało na środek przeszkody, przez co w odczuciu bruneta skakało się ją łatwiej niż zwykłą stacjonatę, bo optyczny korytarz zawsze był bardziej motywujący. Dla takiego doświadczonego konia jak Saver tym bardziej nie była kłopotem i skoro ogier płynnie ją pokonał, jego jeździec mógł spokojnie nakierować go na stojącą nieopodal dwudziestkę siódemkę. Lekkie zwolnienie musiało towarzyszyć najazdowi na wąską przeszkodę, za to wyraźny sygnał do wybicia nie mógł się kończyć niczym innym jak pomyślnym lotem nad nią, dzięki czemu dalej kontynuowali galop po trasie do następnej konstrukcji. Było to coś innego niż większość dotychczasowych przeszkód i chociaż ograniczenie od góry bywało czasem problematyczne, Luke cieszył się na to urozmaicenie. Po pokonaniu dystansu do, jak to nazwał u siebie w głowie, stacjonaty z nadwieszką, ze spokojną głową nieco zwolnił karusa by ten przyjrzał się konstrukcji i mógł ją przeanalizować, zanim ostatecznie otrzymał od właściciela impuls do wybicia w odpowiednim miejscu. Następny kawałek do jeziorka, przez którym znajdował się pierwszy człon „szeregu”, pokonali sprawnie i w dobrym czasie, dlatego brunet nie wahał się przed uspokojeniem galopu w obliczu kolejnego wąskiego frontu, po pokonaniu którego wjechali do zagłębienia z wodą. W sztucznym mini-jeziorku, lub, jeśli ktoś by wolał, przerośniętej sztucznej kałuży, na drodze stała im łódka. Jak się to należało, mężczyzna wycelował w jej płaską część znajdującą się też między chorągiewkami i już po chwili wybiegali z wody, by oddać trzeci skok w tej serii. Tutaj technika jeźdźca była nieco inna, bo skoro upewnił się, że ma konia równomiernie opartego na pomocach wyraźnie kierujących go po linii prostej do celu, nieco zwiększył impulsy od łydki, chcąc odrobinę przyspieszyć po wolniejszym, wodnym tempie, szczególnie, że ta konstrukcja wydawała mu się nieco wyższa i wymagająca większej energii, a energia, jak wiadomo, w sporej mierze bierze się z prędkości, której Luke nie dał się wymknąć spod kontroli za pomocą półparad przepływających na kontakcie na wodzy. Skoro udało im się bezpiecznie zostawić za sobą szereg, zaliczyli w galopie kolejny dystans w tempie na tyle dobrym, na ile mogli sobie pozwolić przy wytrzymałości karego. Hydra na delikatnym wzniesieniu wymagała od pary zgrania, które miało wynikać z konsekwentnego prowadzenia ze strony zawodnika. Wyraźnie działając aktywizująco łydką rozwiązał krótki najazd pod niewielką górkę by wystarczająco wcześnie posłać podopiecznemu wystarczająco intensywny sygnał do wybicia. Lądując za trzydziestką już odnalazł wzrokiem następne wyzwanie i zdziwił się trochę, bo z grzbietu karego olbrzyma wąski front z numerem 31 wydawał mu się jeszcze węższy, niż podczas oględzin toru. Powróciwszy do siodła zbyt mocno wycofał ogiera w galopie, popełniając tu znaczący błąd, bo zmęczenie w połączeniu z niepewnością, jaką WKKW’ista mógł wyczuć u swojego właściciela, poskutkowało niczym innym jak hamowaniem zamiast skoku. Całe szczęście nie wyszedł przedwcześnie do przodu z tułowiem, tylko został plecami z tyłu, dzięki czemu dość nagłe zatrzymanie nie wyciągnęło go z siodła, a jedynie znacznie zachwiało równowagą. Niemniej jednak Sugarman prędko wziął się w garść i ominąwszy nieco przeszkodę, ponownie zagalopował, kierując karego na woltę by z niej ponownie podejść do felernej konstrukcji. Tym jednak razem, mając okazję przed chwilą stać bezpośrednio przed nią, mógł mieć pewność, że ogier nie jest przecież na nią za szeroki i z odbudowanym zdecydowaniem podprowadził go do wąskiego frontu, intensyfikując sygnał do wybicia głosem i bacikiem, którego starał się używać rzadko, głównie w chwilach, kiedy odpowiednio wcześnie wyczuwał chęć wycofania się albo poprawiał popełniony błąd. Całe szczęście bardziej pewny najazd i jasny komunikat do wybicia wystarczyły do zmotywowania Savera do skoku i już za chwilę znów harmonijnie galopowali, przemierzając już niemal samą końcówkę trasy. Poruszali się po delikatnym, ale jednak łuku w prawo, więc i w galopie na tę nogę prowadził podopiecznego i z tego też względu wybrał prawą stronę kolejnej przeszkody, uznając taki układ za bardziej korzystny. Ciemny murek z jakby żywopłotem u góry nie był na tyle wysoki, aby para mogła się go obawiać i wystarczyło tylko precyzyjnie wycelować ze skokiem między chorągiewki, aby skok zakończył się dla nich powodzeniem. Teraz zmierzając galopem po łuku wyznaczanym przez taśmy odgradzające trasę od reszty świata mogli sobie pozwolić na wyciśnięcie większej prędkości, bo wiadomo było, że starczy sił na ostatnie trzy przeszkody i wcale nie tak dużą odległość od linii mety. Stąd też przed pierwszym członem szeregu z numerem 33 musiał wziąć ogiera wyraźniej na siebie, tak aby jednak zaliczyć czysty skok nad niemal zwykłą stacjonatą. Dopiero następny człon zmusił obu panów do wytężenia nań wzroku, ale na dobrą sprawę na tym samym torze dziś już skakali bardzo podobną konstrukcję i stosując tę samą technikę, Luke poprowadził ogiera pod lekkim kątem w lewo aby przelecieli nad obiema sztangami i pomiędzy białą chorągiewką a dwoma czerwonymi. Już prawie można było odsapnąć, jeszcze tylko ostatnia prosta w mocnym tempie i dynamiczne przygotowanie do ostatniego skoku w postaci szybkiego, choć nie tak znacznego zwolnienia galopu, aby oddać skok nad środkiem konstrukcji w jej najniższym miejscu, przy jednoczesnym wystarczająco wczesnym wybiciu, tak aby nie uszkodzić się o brzuchaty, drewniany front. W locie brunet głęboko odetchnął i kiedy tylko wylądowali, ile siły w łydkach docisnął na ostatnie metry trasy, w końcu czasem to ułamki sekund decydowały o zajmowanej pozycji. Takim oto sposobem w szybkim galopie przekroczyli znaczniki końcowe i oficjalnie zakończyli przejazd. Skoro dotarli bezpiecznie do końca z jedną tylko odmową (która przecież wobec ilości zaliczonych przeszkód była niemal niczym) zwolnił ogiera przez kłus do stępa i sowicie poklepał po spoconej szyi, udając się z nim na zasłużone, porządne rozprężenie.
[ 21 - 34 ]Diego Montana - 2019-07-22, 23:42
IMIĘ NAZWISKO & IMIĘ KONIA - WKKW 1* - PRÓBA TERENOWA CZ. 1
Diego od dawna nie brał udziału w zawodach WKKW z racji tego, że w swojej stawce nie posiadał już żadnego odpowiedniego wierzchowca. Jakoś się zgadał w stajni z Evą, która według stajennych oddawała na zawody jednego ze swoich podopiecznych - Lux in Tenebris. Zgodził się bez wahania, choć miał świadomość jaki ma charakter wierzchowiec. Jednakże nie takie konie dosiadał, więc miał nadzieję że sobie poradzą. Przygotował sprzęt swój i ogiera oraz spakował swoje najpotrzebniejsze rzeczy, by przetransportować siebie i jego przez daleką podróż do Polski do docelowego miejsca zawodów. Tam rozlokował konia i jego rzeczy w stajni, by zostawić w spokoju w zasadzie do dnia zawodów czyli dnia kolejnego. Mimo trudności jakoś przebrnęli przez próbę ujeżdżeniową, by w dniu drugim przybyć dość wcześnie pod stajnię w celu przebycia próby crossowej. Przywitał się z ogierem, by oporządzić go i osiodłać przed zawodami. Wtedy zabrał go na rozgrzewkę w okolice toru konkursowego, gdzie przeprowadził go przez wszystkie chody z wykręceniem masy figur na obie strony. Wykonali liczne przejścia oraz zatrzymania, a także skoczyli kilka razy ustawione tutaj na rozgrzewkę przeszkody. W końcu w stępie na luzie oczekiwali wezwania na tor.
W końcu nadszedł ten moment, mimo lekkim obaw Diego był pełen optymizmu i nadziei. Obecnie mimo jakiś zgrzytów dogadywali się nieźle, więc pozbierał ogiera na kontakt i do wcześniej wypracowanego ustawienia. Wtedy też skierowali się w kierunku linii startu, by tam się na sekundy zatrzymać i po dzwonku ogłaszającym ich start, Diego wypchnął ogiera do galopu. Od razu przeszedł do niskiego półsiadu, starając się utrzymać aktywne, równe i jak na razie pośrednie tempo galopu przynajmniej na start. Do jedynki mieli jakieś niecałe 300m, które pozostawił na wypracowanie tego optymalnego tempa i na skupieniu ogiera na jego osobie. W końcu na ich drodze pojawiła się ów przeszkoda, która składała się w zasadzie z kilku belek. Niby nic trudnego, jednak trzeba było być czujnym. Na kilka foule przed przeszkodą siadł w siodło, zamykając ogiera w łydkach i prowadząc w korytarzu z wodzy do miejsca wybicia. Wysłał mu przy tym kilka półparad, starając się aby ogier nie rozlazł się za bardzo w tym wszystkim. Doprowadziwszy do pod przeszkodę, odesłał go łydką do skoku nad jedynkę. Podążając za jego ruchem przeszedł do półsiadu i oddał mu wodzę, umożliwiając swobodny skok nad przeszkodą. Diego w dystansie ponownie podniósł się do półsiadu, by poprowadzić go wpierw ciut na wprost w stałym tempie i zakręcić po łagodnym łuku na kolejną prostą i potem po kolejnym łuku na prawo na przeszkodę numer dwa. Kiedy pokazała ona się im w końcu, Diego siadł w siodło dla lepszej kontroli nad koniem. Zamknął w korytarzu z pomocy, wysłał kilka półparad i doprowadził ponownie do miejsca wybicia. Odesłał w nim Luxa do skoku nad przeszkodą, zgrywając się z jego ruchem podczas lotu. Po lądowaniu za przeszkodą powrócił ponownie do półsiadu, by kawałek poprowadzić go na wprost i potem zakręcić na lewo na prostą do trójki. Po naprostowaniu ogiera do przeszkody siadł w siodło i cofnął ramiona, by wziąć karosza na siebie i podnieść do przeszkody. Zamknął w korytarzu z pomocy i wraz z półparadami doprowadził do miejsca wybicia, by przefrunąć nad przeszkodą na czysto. W lekkim półsiadzie poprowadził ogiera po łuku na lewo do czwartej przeszkody, gdzie podobnie jak przed momentem odpowiednio wcześnie siadł w siodło i podniósł Luxa do przeszkody. Doprowadzając go kolejno w korytarzu z pomocy i z półparadami do miejsca wybicia, gdzie łydką odesłał ogiera do skoku. Udało się im pokonać i tą przeszkodę na czysto, by pojechać kolejno dość spory kawałek na dwie kolejne przeszkody - 5 i 6. W dystansie starał się utrzymywać stałe tempo konia, a także kontrolować je i jego skupienie. Utrzymywał niski półsiad i prowadził go po wszystkich zawijasach, tak że w końcu wyjechali na prostą do przeszkody numer 5. Oprócz skupiających półparad i zamknięciu w pomocach ogiera, siadł odpowiednio wcześnie w siodło i doprowadził go kolejno pod miejsce wybicia pod przeszkodę w kształcie beczki z pod murówką. W wybranym przez siebie miejscu odesłał Luxa do skoku łydką, przechodząc zaraz do półsiadu i oddając mu stosowną ilość wodzy do skoku. Po lądowaniu za przeszkodą pozostał w siodle, ponieważ do kolejnej przeszkody nie było wcale tak daleko. Natomiast przeszkoda sześć wyglądała jak i pięć, więc nie spodziewał się jakiś problemów. Spokojnie w tym samym schemacie doprowadził karosza do miejsca wybicia pod przeszkodę, by po odesłaniu ogiera do skoku łydką - zgrać się z jego ruchem w locie. Po lądowaniu po galopowali dalej przed siebie na lewo, wykręcając pętelkę i jadąc spory kawałek dalej po prostej naprzód w kierunku siódemki. W pewnym momencie do ów przeszkody odbili na prawo, prostując się do drewnianej konstrukcji która im się objawiła. Całą trasę do ów przeszkody przejechali w stałym tempie, gdzie mężczyzna cały czas utrzymywał niski półsiad. Na kilka foule przed przeszkodą siadł w siodło, cofnął ramiona i wziął ogiera na siebie. Jednocześnie zamknął go w łydkach i prowadził w równym korytarzu z wodzy do miejsca wybicia pod przeszkodę wraz z półparadami, gdzie odesłał go do skoku łydką i wypchnięciem z bioder. Przefrunęli nad przeszkodą na czysto, by po lekkim łuku na prawo skierować się na ósemkę. Utrzymywał w dystansie niski półsiad do momentu, aż znaleźli się kilka foule przed przeszkodą. Wtedy siadł w siodło, zamknął go w pomocach i wraz z półparadami doprowadził do miejsca wybicia pod ala dwie kłody na podwyższeniu. Odesłał go do skoku łydką, by podążając za jego ruchem przejść do półsiadu i oddać mu stosowną ilość wodzy do skoku nad przeszkodą. Po lądowaniu pojechali wpierw na wprost, by zakręcić na prawo do przeszkody numer dziewięć. Przy czym wcale nie jechali jakoś specjalnie długo. Wyglądała ona podobnie jak poprzednia, więc Diego zastosował wszystko jak przy poprzednim skoku nad przeszkodą. Po lądowaniu pojechali dość długi dystans w kierunku dziesiątki, która nie wyglądała najprzyjemniej jak do tej pory. Po naprostowaniu do przeszkody siadł w siodło po utrzymywaniu wcześniej niskiego półsiadu, by wziąć Luxa na siebie w celu lepszej kontroli nad nim i zamknąć go w korytarzu z pomocy. Wysłał mu przy tym liczne półparady skupiające, by na szczęście pewnie doprowadzić go do miejsca wybicia i w nim odesłać łydką do skoku nad "straszną" przeszkodę. Przelecieli nad nią na czysto, by dość spokojnie pokonać dystans do jedenastej przeszkody przy czym mężczyzna w niskim półsiadzie. Na razie nie popędzał ogiera kontrolując czas, bo chciał zachować jak najwięcej sił na potem i na finisz. Uważał że na szybsze tempo nadejdzie jeszcze pora. Po ukazaniu się przeszkody w zasięgu wzroku siadł Diego w siodło, biorąc konia bardziej na siebie i wraz z zamknięciem w pomocach oraz z półparadami doprowadził go do miejsca wybicia pod przeszkodę. Odesłał go do skoku łydką, zgrywając się kolejno z jego ruchem podczas lotu. Po lądowaniu ponownie podniósł się do półsiadu, pewnie i spokojnie prowadząc Luxa na przeszkodę numer dwanaście. Po naprostowaniu go do niej, siadł ponownie w siodło i wziął Luxa ponownie na siebie z cofnięciem ramion. Jednocześnie zamknął ogiera w pomocach, wysyłając mu kilka półparad i doprowadzając kolejno do miejsca wybicia nad przeszkodę. Tam odesłał go do skoku łydką, by ponownie zgrać się z jego ruchem podczas lotu.
1-12Elizabeth White - 2019-07-23, 00:03
ELIZABETH WHITE & ONE IN A MILLION - WKKW PONY - PRÓBA TERENOWA
Myślała, że już nic ją nie zaskoczy. Aż do momentu, gdy dostała propozycje zaprezentowania na zawodach... kucyka. Co prawda całkiem sporego i ogarniętego, ale nadal kucyka. Zgodziła się chyba pod wpływem impulsu, bo od zawsze wolała te ''duże konie'', ale po kilku treningach nie zaczęła żałować tej decyzji, bo klaczka okazała się całkiem przyjemna i pojętna. Kanadyjka obawiała się tylko, czy kucynka wyrobi pod nią kondycyjnie, bo jakby nie patrzeć, Elka nie była małą dziewczynką. A choć ważyła nie za dużo, to miała te 176 centymetrów wzrostu. Ale cóż, raz się żyje!
Gdy nadeszła ich kolej, zawodniczka stępem wprowadziła kasztankę do boksu startowego, skupiając na sobie jej uwagę kilkoma półparadami. Wtedy, gdy rozległ się charakterystyczny dźwięk dzwonka, poprosiła o zagalopowanie, od razu przechodząc do odciążającego półsiadu. Po chwili dotarli do pierwszej przeszkody, która wielkością była na miarę kucykowych możliwości. Tak naprawdę nie zdążyły się jeszcze dobrze rozpędzić, więc Elizabeth nie musiała mocno wyhamowywać, a raczej usiadła w siodło i skupiła się na precyzyjnym doprowadzeniu klaczy do odskoku, by dalej złożyć się z nią w locie. Po tak dobrym i spójnym początku, teraz miały znacznie dłuższy odcinek galopu. White przez cały ten czas pozostawała w lekkim półsiadzie, starając się jak najbardziej ułatwić One życie. Nie cisnęła ją na prędkość, a raczej po prostu pilnowała, żeby ta nie zwalniała, skoro już udało im się uzyskać w miarę aktywne tempo. Nie znała jej na tyle, by dobrze rozłożyć siły, dlatego nie chciała w połowie trasy mieć zdechniętego, ledwo podnoszącego nogi wierzchowca.
Wreszcie, bo tych prawie 350-ciu metrach galopu dotarły do przeszkody z numerem dwa, również wyglądającej dość niegroźnie. Ta jednak była ciut większa, więc Elizabeth mocniej skupiła się na tym, by kasztanka nie spyliła jej z wytyczonej linii. W tym celu zamknęła ją w korytarzu z pomocy, siadając na ostatnie foule w siodło, dla lepszej sterowności. Na szczęście kopytna nie wykazała nawet najmniejszego zawahania i chwilę później znowu galopowały po świeżo ściętej trawie, ale tym razem już krócej, bo niemalże połowę poprzedniego dystansu. Trójka okazała się równie banalnym przeciwnikiem co jej dwie poprzedniczki, a Kanadyjka zaczęła odnosić wrażenie, że z każdą kolejną przeszkodą, One rozkręca się coraz bardziej. Nie była jeszcze całkowicie pewna, czy było to dobre, czy złe, ale póki co nie zaprzątała sobie tym głowy. Nie miała w sumie na to czasu, bo kolejny element toru okazał się już bardziej straszący, przez dwa strzeliste krzaki po obu stronach przeszkody z częścią czesaną. Amazonka już sporo wcześniej zaczęła przygotowywać klaczkę, pozwalają, a wręcz zachęcając ją do przyjrzenia się przeszkodzie. Jednocześnie skupiała ją na sobie krótkimi półparadami i nie pozwalała się zapatrzyć na te wiszące gałęzie, które przecież na pewno były w stanie pourywać uszy. Poczuła, że Million próbuje jej spłynąć na lewą stronę, co szybko skorygowała łydkami, finalnie nakłaniając kucynkę do oddania skoku. Dalej zachęciła ją do aktywnego odejścia spod przeszkody, w dalszym ciągu utrzymując lekki półsiad i pilnując tempa. Po kolejnym odcinku galopu, z piątką nie miały już problemów i teraz czekały je 3, znacznie bliżej siebie położone przeszkody. Dojeżdżając do szóstki, lekko wyhamowała kopytną, jako że ta zdołała się już rozkręcić na dobre i nie pozwoliła jej wybić się przedwcześnie, zgrywając całość na ostatni guzik. Po niespełna 50-ciu metrach miały drugą, bardzo podobną lecz ciut szerszą kłodę, choć tutaj tempo było już równe, a odległości pasowały idealnie. Nie można było jednak powiedzieć tego o dziewiątce, do której trochę im brakowało, więc Kanadyjka zachęciła kasztankę do dodania na te ostatnie foule, by dalej zgrać się z nią w locie i potem miękko zamortyzować moment lądowania.
/1-8One Million - 2019-07-23, 00:07
ELIZABETH WHITE & ONE IN A MILLION - WKKW PONY - PRÓBA TERENOWA
No co? Kucyki przecież nie są w końcu takie złe nie? Trzeba próbować w życiu wszystkiego jak to mówią. One wracała stopniowo do zawodów po dawno przebytej kontuzji, ale fakt faktem była w doskonałej formie plus jej doskonały charakter idealnie ze sobą współgrały. Klacz była spokojna i opanowana, a przy tym bardzo towarzyska więc szybko dogadała się z Elką. Klacz nie miała najgorszej kondycji, a jak kobieta mądrze ją poprowadzi to dadzą radę.
W końcu nadeszła ich kolej, więc wraz z kobietą na grzbiecie skierowała się na linię startu. Tam weszła do boksu startowego dokładniej rzecz mówiąc. Czekając w zniecierpliwieniu na moment startu, który w końcu nadszedł na szczęście. Wraz z pomocami od kobiety bez wahania przeszła do galopu, kierując się na przeszkodę numer jeden. Był to zwykły w zasadzie kawałek drzewa, który należało oczywiście przeskoczyć. Klacz mogła się dokładnie przyjrzeć przeszkodzie, którą przyszło jej skakać. Spokojnie dojechała pod przeszkodę, by wyjść do skoku pod nią. W locie wyciągnęła się i złożyła nad przeszkodą, pracując nad nią ciałem i lądując zaraz za nią. Do dwójki był kawałek w dystansie do przegalopowania, poruszała się cały czas energicznie naprzód i w pełni zaangażowana w wykonywaną pracę. Po prawie 350m dojechały do przeszkody z numerem drugim, której klacz również się bacznie przyjrzała. One dała się swobodnie Elizabeth doprowadzić pod tą nieco szerszą przeszkodę, gdzie wraz z jej pomocami wyszła do skoku nad nią. Przefrunęła nad nią dość gładko, by po lądowaniu za nią skierować się na przeszkodę numer trzy. Galopując po świeżo ściętej trawie po krótszym dystansie do ów przeszkody, która z tego powodu szybciej pojawiła się w ich zasięgu wzroku. Przyjrzała się krótko drewnianej przeszkodzie, by zaraz do niej dojechać i pokonać ją bez większego problemu. Po lądowaniu za nią, czekał ich kawałek dystansu do czwórki. Faktycznie klaczy z każdym skokiem skakało się coraz lepiej, a biorąc pod uwagę jej wcześniejsze przejścia związane z wypadkiem po skoku na torze crossowym to raczej dobrze. Czwórka nie wyglądała już tak miło i przyjemnie jak jej poprzedniczki, której klacz się dokładnie przyjrzała. Nie była przekonana ani co do przeszkody, ani co do skoku nad nią i próbowała uciec spod niej. Jednak kobieta była zbyt doświadczona, by dać się nabrać na takie sztuczki. Udało się amazonce doprowadzić klacz pod przeszkodę, gdzie ta oddała nad nią skok i dosłownie szybko uciekła spod niej. Po dłuższym odcinku trasy dojechały w końcu do piątej przeszkody, którą udało im się pokonać dość gładko i bez problemów które pojawiły się przy poprzedniej przeszkodzie. Teraz czekały na nie trzy kolejne przeszkody, ustawione dość blisko siebie. Klacz ponownie chętnie szła do przeszkód, wkładając w to wszystko co mogła od siebie zaoferować. No może nawet za bardzo jak to mówią, ponieważ wyciągnęła kobietę do szóstki i sama wyszła do skoku nie czekając na sygnał od niej. Na ich szczęście, a bardziej klaczy udało im się ją pokonać na czysto. Po lądowaniu za nią dojechały około 50m do drugiej przeszkody, gdzie klacz już się podporządkowała kobiecie i sama nic nie wymyślała. Pokonała ją tak jak Elka chciała, a po lądowaniu za nią dodała nieco w dystansie do ósemki z poszerzeniem swojej foule na te ostatnie. Wyszła a wyznaczonym miejscu do skoku nad przeszkodę, wykonując w locie baskil nad przeszkodą.
Caroline czynnie nadal startowała w WKKW, ponieważ miała konia do tego. Jednak nie na tyle odpowiedniego, by startować w wyższych klasach. Stajenni jednak doradzili jej start na koniu którego właścicielka na razie nie mogła sama brać udziału w zawodach, jednak oddawała go innym. Tym koniem a raczej kucem był White Chocolate, który dość szybo zaskarbił sobie sympatię kobiety. Odpowiednio wcześniej dostarczyła go do Polski wraz z całym sprzętem i innymi potrzebnymi rzeczami, ulokowała go kolejno w stajni i później pierwszego dnia zawodów zaliczyli próbę na czworoboku. Drugiego dnia zawodów w dzień zdawania próby na torze crossowy, przybyła dość wcześnie do stajni i pod boks ogiera. Po krótkim przywitaniu się, zabrała go na myjkę gdzie go wyczyściła oraz osiodłała. Natomiast kiedy oboje byli gotowi, udali się na rozprężalnie w okolicy toru konkursowego. Tam rozgrzali się we wszystkich trzech chodach, wykręcając liczne figury, przejścia między chodami oraz zatrzymania na obie strony. Na koniec skoczyli kilkukrotnie ustawione tutaj przeszkody na rozgrzewkę, by na koniec w stępie oczekiwać wywołania na tor konkursowy.
W końcu usłyszała jak ich wywołują na start, więc pozbierała ogiera do wcześniej wypracowanego ustawienia i na kontakt. Stępem skierowali się na linię startu, gdzie się na krótki moment zatrzymali. Było dość ciepło, wręcz upał jak dla kobiety nieco za ciepło. Jednocześnie słońce bardzo świeciło im zasadniczo po oczach, chociaż kobieta to przewidziała i ubrała specjalnie gogle. Wiedziała jednak że może to być problem u konia, ale nie siała paniki jak na razie. Wraz z otrzymaniem sygnału do startu, dołożyła łydki do boków ogiera i wypchnęła go z krzyża do galopu. Uniosła się jednocześnie w niski półsiad, narzucając mu energiczne ale nie przesadzone tempo. Do pierwszej przeszkody wcale nie było tak daleko w linii prostej, a ona sama dość szybko pokazała im się na oczy. Kobieta na kilka foule przed przeszkodą siadła w siodło, zamykając ogiera w łydkach i prowadząc w równym korytarzu z wodzy do miejsca wybicia wraz z półparadami. W ów miejscu odesłała go do skoku łydką i wypchnięciem z bioder, przechodząc od razu do półsiadu i oddała mu stosowną ilość wodzy do skoku. Podczas lądowania odchyliła się i wróciła na moment w siodło, by ponownie zaraz podnieść się do półsiadu i poprowadzić WC na przeszkodę numer dwa. Mieli do niej dość spory dystans, ale kobieta zdecydowała się go rozjechać spokojnie jak na razie bez popędzania go. W końcu naprostowali się do ów przeszkody, gdzie kobieta ponownie siadła w siodło i zamknęła go w pomocach. Tam wraz z skupiającymi półparadami doprowadziła go do miejsca wybicia, gdzie ponownie łydką i wypchnięciem z bioder odesłała go do skoku i zgrała się kolejno z jego ruchem w locie. Do trzeciej przeszkody dla odmiany wcale nie było tak daleko, prowadziła go w równym tempie utrzymując niski półsiad. Po naprostowaniu ich do przeszkody siadła w siodło, zamykając go w pomocach i z półparadami doprowadzając do miejsca wybicia. Ogier jak na razie bez zgrzytów wykonywał jej wszystkie polecenia, dlatego pierwsze trzy przeszkody przeskoczyli na czysto i w dość dobrym stylu. Do czwórki stosunkowo też nie było daleko. Pojechali do niej po pętelce na prawo, gdzie wraz z naprostowaniem do przeszkody Caroline siadła w siodło i cofnęła ramiona z wzięciem ogiera bardziej na siebie. Chciała mieć nad nim większą i lepszą kontrolę, bo przeszkoda nie wyglądała zbyt przyjemnie. Zamknęła go w łydkach i w korytarzu z wodzy wraz z półparadami doprowadziła do miejsca wybicia. Tam łydką i wypchnięciem z bioder odesłała go do skoku, zgrywając się kolejno z jego ruchem w locie. Do piątej przeszkody znowu był kawałek do przegalopowania, gdzie utrzymywała cały czas niski półsiad i równe tempo galopu konia. Wysyłała mu też od czasu do czasu półparady, by w końcu pojawić się w pobliżu piątej przeszkody. Siadła odpowiednio wcześnie w siodło, zamknęła go w pomocach i doprowadziła do miejsca wybicia pod kłodę na podwyższeniu. Odesłała go do skoku łydką i wypchnięciem z bioder, przechodząc za jego ruchem do półsiadu i oddając mu odpowiednią ilość wodzy do skoku. Podczas lądowania odchyliła się i wróciła w siodło, by jednak zaraz podnieść się do półsiadu. Po lądowaniu trasa do szóstki też nie należała do najdłuższych, ale tam za nią w krótkiej odległości stała siódemka i ósemka. Także trzeba było rozważnie najechać na przeszkody w pełnym skupieniu i zaangażowaniu. Kiedy pierwsza z trzech przeszkód pojawiła się im na horyzoncie, siadła w siodło i wzięła konia na siebie dla lepszej kontroli i wyrównania galopu. Zamknęła go w pomocach i wraz z półparadami doprowadziła do miejsca wybicia, odsyłając go w nim do skoku nad przeszkodę. Zgrała się z jego ruchem w locie, by po lądowaniu w dystansie do siódemki pozostać w siodle i również podnieść tutaj konia z wzięciem go na siebie. Od razu zamknięcie w pomocach i półparady skupiające, gdzie finalnie udało im się na gładko przelecieć nad przeszkodą. Podobni wszystko odbyło z najazdem i skokiem nad ósemką, gdzie kobieta pochwaliła ogiera w myślach. Była z niego na prawdę zadowolona - jak na razie. Skierowali się dalej niezmienny jak na razie tempem w kierunku dziewiątej przeszkody, gdzie dystans do niej był nieco dłuższy. Po naprostowaniu się do wielkiej kłody, Caroline ponownie zamknęła ogiera w pomocach i wraz z półparadami doprowadziła do miejsca wybicia. Tam odesłała go do skoku łydką i wypchnięciem z bioder, zgrywając się kolejno z jego ruchem podczas lotu. Po lądowaniu skierowali się na dwie kolejne przeszkody, które były ustawione stosunkowo blisko siebie. Dodatkowo miały utrudnienie po pierwszym skoku, ponieważ za dziesiątką znajdował się mini zbiornik wodny przez który trzeba było przegalopować. Caroline też odczuwała skutki upału, który pewnie nie dawał tylko jej w kość. Po pojawieniu się przed nimi przeszkody, Caroline oczywiście siadła w siodło z utrzymywanego wcześniej półsiadu. Podniosła ogiera do przeszkody biorąc go na siebie i jednocześnie pokazując mu też wodę za przeszkodą, zamknęła go przy tym w pomocach i wysłała mu półparady. Jednak WC jakoś niechętnie szedł do przeszkody, nie była pewna czy to efekt zbiornika za nią czy pogody czy dwa w jednym. Udało się jej jednak doprowadzić ogiera do przeszkody, pokonać ją i także przegalopować finalnie przez wodę. Bez większego zgrzytu udało im się pokonać także jedenastkę, by skierować się następnie na dwuczłonowy szereg 12ab. Wszystko niemal szło do samego końca po jej myśli, udało się spokojnie i pewnie dojechać a także pokonać człon A. Jednak po lądowaniu za nim ogier się potknął o jakąś nierówność w terenie, wytrącając ich oboje z równowagi. Caroline wiedziała że człon B w tej sytuacji może być zdradliwy, nie zaryzykowała upadku lub co gorsza kontuzji któregoś z nich. Wykonała woltę uciekając spod członu B, by raz jeszcze po poprawieniu tempa oraz ustawienia najechać na całą sekwencję przeszkód. Bez trudu w pierwszej kolejności dojechali do pierwszego członu, którego udało im się skoczyć na czysto. Następnie dojechali do felernego rowu nad którym przed momentem mieli błąd. Udało im się go skoczyć za drugim razem bez większego zgrzytu, aczkolwiek mieli teraz na swoim koncie masę punktów karnych. No trudno. Do trzynastki również nie było jakoś specjalnie daleko, a sama przeszkoda już wyglądała na bardziej przymilną niż jej poprzedniczki. Po naprostowaniu ogiera do ów przeszkody, zamknęła go w korytarzu z pomocy i wraz z półparadami doprowadziła do miejsca wybicia. Tam łydką i wypchnięciem z bioder odesłała go do skoku, przechodząc za jego ruchem do półsiadu i oddając mu stosowną ilość wodzy do lotu. Teraz do ostatnich przeszkód zasadniczo było cały czas dość blisko, a kobieta jednocześnie planowała jeszcze odzyskać stracone wcześniej sekundy. Po skoku nad trzynastką przeszła do półsiadu i zachęciła ogiera do dodania w tempie do czternastki, by w końcu naprostować się do ów przeszkody. Wtedy Caroline siadła w siodło i cofnęła ramiona, biorąc konia na siebie i lekko go skracając. Wyrównała przy tym tempo, zamknęła go w pomocach i z półparadami doprowadziła do miejsca wybicia. Tam po wyjściu WC do skoku zgrała się ona z jego ruchem podczas skoku, by podczas lądowania odchylić się i wrócić w siodło. Jednak tylko na krótki moment, bo zaraz ponownie przeszła do niskiego półsiadu i poprowadziła siwego na piętnastkę. Pozwalając mu na dodanie w tempie w dystansie do przeszkody. Zachowała się w dojeździe i pokonaniu jej tak samo jak nad czternastką, dzięki czemu i ją pokonali na czysto. Po lądowaniu przeszła ponownie do niskiego półsiadu, zachęcając go do dodania w tempie do przeszkody. Na kilka fouli przed przeszkodą siadła w siodło, zamknęła go w pomocach i wraz z półparadami doprowadziła do miejsca wybicia. Tam po jej łydce i wypchnięciu z bioder wyszli do skoku nad kłodę, gdzie podążając za jego ruchem przeszła do półsiadu i oddała mu stosowną ilość wodzy do skoku. Podczas lądowania odchyliła się i wróciła w siodło, by spokojnie rozjechać niewielki dystans do siedemnastki i ją pokonać finalnie na czysto. Po lądowaniu za nią powróciła do półsiadu, zachęcając ogiera ponownie do dodania w tempie. Do osiemnastki mieli kawałek, więc mogli choć trochę nadrobić stracone sekundy. W końcu ostatnia przeszkoda pojawiła się na horyzoncie, więc Caroline siadła w siodło i zamknęła WC w korytarzu z pomocy. Tym samym schematem co przez całą trasę wraz z półparadami doprowadziła do miejsca wybicia, odesłała w nim łydką i wypchnięciem z bioder do skoku i zgrała się z jego ruchem podczas lotu. Po lądowaniu za ostatnią przeszkodą podniosła się raz ostatni do półsiadu i zachęciła go do maksymalnego dodania w tempie do mety, by po jej przekroczeniu stopniowo zwolnić przez kłus do stępa. Wtedy też mogła się zapoznać z ostatecznym wynikiem, który najlepszy nie był ale zawsze mógł być gorszy. Kolejno sprowadziła go na rozprężalnie, chwaląc go należycie po drodze.
z.tLux in Tenebris - 2019-07-23, 10:45
DIEGO MONTANA & LUX IN TENEBRIS - WKKW 1* - PRÓBA TERENOWA CZ. 1
Były to jego pierwsze zawody w tak wysokiej klasie i poza tym tak daleko od rodzinnej stajni, co po dotarciu na miejsce się na nim odbiło, biorąc pod uwagę pierwszy ich pierwszy dzień startów. Na niekorzyść pary było to, że zbytnio nie znał się z Diegiem, więc czasami nie zachowywał się w stosunku do niego fair.
Na drugi dzień było już znacząco lepiej, ogier zaaklimatyzował się w nowym miejscu i w jakimś stopniu przyzwyczaił do panujących tam warunków. Nawet podczas rozgrzewki sumiennie przygotowywał się do ich przejazdu, nie nadwyrężając cierpliwości Montany. Ogier także był wypoczęty po poprzednim dniu i miał rześki umysł, co pozwoliło mu zwiększyć koncentrację na mężczyźnie.
Powrócił do ręki jeźdźca, wchodząc na wyższe ustawienie i podstawiony pod pomoce skierował się w wybranym kierunku, obserwując uważnie teren przed sobą. Zatrzymał się przy linii startowej, przeżuwając wędzidło i po paru sekundach przeszedł gwałtownie do galopu, bardzo szybko reagując na jego pomoce. Dzięki dobremu startowi zaraz mogli wspólnie dogadać się co do tempa w odległości do pierwszej przeszkody. Oczywiście ogier nie oponował i poruszał się z taką prędkością, jaką podyktował mu Montana, już od początku wyraźnie pracując zadem, który go napędzał. Był skoncentrowany na przeszkodzie, która wkrótce pojawiła się w zasięgu ich wzroku, ale nie ignorował półparad wysyłanych przez jeźdźca, na co stale reagował ruchem swoich kruczoczarnych uszu. Bez obaw podjął się pierwszego skoku, wybijając się zaraz po łydce. Starał się mocno podciągać nogi, czując respekt przed crossowymi przeszkodami, które wyglądały porządniej od zwyczajnych stacjonat na parkurze. Po lądowaniu powrócił do poprzedniego tempa, nie kombinując w drodze do dwójki, przed którą pokonał jeszcze zakręt, na którym wyginał się od niego łydek, będąc stale pod jego kontrolą. Jak na razie oboje dogadywali się świetnie i Lux pokazał w końcu, że pomimo swojego "introwertycznego" charakteru potrafił być dobrym koniem do sportu.
Zamknięty w korytarzu stworzonym z pomocy, chętnie i pewnie dojechał do przeszkody, która zainteresowała ogiera swoim kolorem, ale równocześnie nie wzbudziła zaniepokojenia. W kwestii odbicia ponownie posłużył sobie wskazówką od mężczyzny, robiąc okrągły i prawidłowy skok, po którym sprawnie wylądował. Prędko pozbierał się do kupy i galopował na wprost, dopiero pod koniec delikatnie odbijając na lewo, do kolejnej już przeszkody. Niedaleko niej ogier skrócił się, jednocześnie unosząc bardziej na przodzie, obciążając w większym stopniu zad, co ułatwiło mu wykonanie skoku nad trójką, chociaż zaserwował mu mniej wygodne lądowanie jak wcześniej. Było to wynikiem tego, że odbił się bardziej siłowo, zostawiając sobie nieco więcej zapasu nad drewnianą konstrukcją. Jego galop nie tracił na aktywności, Lux dalej raźnie przebierał nogami, pokrywając przy tym spory obszar pod sobą. Przynajmniej tak było do czwórki, gdzie został znów podniesiony, przez co mógł również lepiej przyjrzeć się kolorowej przeszkodzie. Może zrobił na nią wielkie oczy, zaaferowany grą barw, ale ostatecznie przeskoczył ją równie sprawnie, jak poprzednie, bez problemu powracając na ziemię. Diego co jakiś czas wysyłał mu półparady, które skutecznie odgrywały swoją rolę, działając na ewentualne rozkojarzenia konia. Wyjechał łuk prowadzący do beczek, które teoretycznie stały w jednej linii. Odpowiednie tempo i pewne prowadzenie go w łydkach pozwoliło im uzyskać kolejne dwa czyste skoki, po których ogier ponownie wjechał w zakręt, po którym ogier pozwolił sobie na delikatne dodanie, które nie było przez Montane skorygowane, bo praktycznie nie było czuć różnicy. By dojechać do siódemki, skręcili po pewnym czasie i mieli już dobry wgląd na przeszkodę. Ogier nie wyrywał się do niej, robiąc to, co oczekiwał od niego mężczyzna. Uniósł wyżej pysk, wychodząc nim spoza pionu i w końcu oddał czysty skok, płynnie przelatując ponad drewnianymi częściami. Po lądowaniu wrócił do ustawienia i pokierował się do następnej, ciekawej przeszkody, głównie z tego powodu, że jej górna część była koloru białego. Jak się okazało, nie przeszkodziło to w udanym pokonaniu jej, bo ogier również tutaj wykazał się odwagą i zaangażowaniem, skupiony na swoim zadaniu. Był to naprawdę dobry dzień, bo nawet fotografowie stojący niedaleko toru nie przeszkadzali karemu, który po prostu robił swoją robotę i był w tym bardzo precyzyjny.
Niedługo po tym, znaleźli się przy praktycznie jednakowej przeszkodzie, więc wiedział już, z czym na do czynienia, nie reagując na nią jakoś nadzwyczajnie. Nic dziwnego więc, że prędko zostawił ją za sobą, po czym czekał go spory odcinek trasy. Zaczął już nieco głośniej oddychać, co jakiś czas parskając pod nosem, ale nie tracił mocy, mając jeszcze spore pokłady energii, która z pewnością starczy na dotarcie do mety.
Wracając, ogiera pewność siebie spadła nieco, gdy zobaczył dziesiątkę, która dwoma elementami przestraszyłaby niejednego niedoświadczonego konia. Montana musiał go bardziej zachęcić, dojeżdżając go łydkami i pilnując, by nie spłynął na bok, ale i tym razem był wolny od błędu. Najazd wypadł na środek, tak by nie zahaczyć jakoś wystające obok gałęzie, a dodatkowo ogier przeczesał górą część przeszkody, mając do tego możliwość. Wylądował i delikatnie poprawił zadem, tak by zaraz zacząć normalnie galopować dalej. Po kilkunastu sekundach znaleźli się przy jedenastej już przeszkodzie, z która ogier poradził sobie książkowo, nie tracąc dobrej passy. Wjechał na zakręt, a właściwie na odcinek trasy, który przypominał kształtem elipsę, dogalopował do dwunastki. Oddał nad nią mocny, daleki i wysoki skok ze względu na jej budowę, wyciągając daleko szyję, korzystając w pełni z oddanej ręki jeźdźca. Nie wypadając z równowagi, wylądował i odszedł od przeszkody, zaraz szykując się do następnego skoku...Diego Montana - 2019-07-23, 13:16
IMIĘ NAZWISKO & IMIĘ KONIA - WKKW 1* - PRÓBA TERENOWA CZ. 2
Do kolejnej trzynastej przeszkody panowie nie mieli aż tak daleko, a Diego utrzymywał jak na razie jeszcze jednostajne tempo galopu i niski półsiad. Po krótkiej chwili przeszkoda im się ukazała, a mężczyzna na kilka foule przed nią siadł w siodło i wziął karosza na siebie z podniesieniem go do przeszkody. Zamknął go w pomocach i wraz z półparadami doprowadził do miejsca wybicia pod przeszkodę, odsyłając go w miejscu wybicia do skoku nad przeszkodę. Z locie nad przeszkodą zgrał się z jego ruchem, by podczas lądowania odchylić się i wrócić zaraz w siodło. Do czternastej przeszkody mieli większy dystans do pokonania, jednakże Diego na razie dalej nie zdecydował się na przyspieszenie w tempie. Pozostał w niskim półsiadzie prowadząc karosza w energicznym tempie do następnej przeszkody, pilnując jego skupienia za pomocą półparad. W końcu wyjechali na prostą do przeszkody, którą obecnie mieli skakać. Wyglądała jak zwykła kłoda na podwyższeniu, więc nie spodziewał się raczej żadnych problemów z jej skoczeniem i zresztą słusznie. Karosz gładko przeleciał nad nią, by po lądowaniu za nią skierować się dalej na piętnastą przeszkodę. Niby wyglądała jak ta poprzednia, aczkolwiek w wersji mini chyba bo była tak pół z tamtej. Niby nie spodziewał się żadnych problemów ze skokiem nad nią, ale wolał nie ryzykować i nic nie zostawić przypadkowi. Dystans rozjechał spokojnie nie chcąc ryzykować wpadką, by na kilka foule przed przeszkodą siąść w siodło i wziąć konia na siebie. Zamknął go w łydkach i równym korytarzu z wodzy wraz z półparadami doprowadził Luxa do miejsca wybicia, gdzie łydką odesłał go do skoku nad nią. Zgrał się kolejno z jego ruchem podczas lotu, by w duchu pochwalić ogiera za świetne poradzenie sobie z skokiem nad tą przeszkodą. Teraz czekał na nich szereg do pokonania 16abc, gdzie mieli większy kawałek do przejechania do niego. Pozwolił po razy pierwszy po swoim przejściu do półsiadu, karemu ogierowi dodać nieco w tempie w dystansie. W końcu wyjechali na prostą do ów potrójnego szeregu, który stał w sumie w linii prostej. Pierwszy człon wyglądał dość przyjemnie można powiedzieć, Diego na kilka foule przed nim siadł w siodło i wziął karego na siebie. Chciał przez to wyrównać tempo galopu, ale i nieco go skrócić do pierwszej i kolejnych przeszkód w szeregu. Zamknął w pomocach i doprowadził do miejsca wybicia wraz z półparadami, przelatując nad 16a na czysto. Po lądowaniu pozostał w siodle i podniósł ogiera do członu b, wyjeżdżając dystans spokojnie i bez szaleństw do środkowego członu - który również pokonali na czysto i w niezłym stylu. Po lądowaniu za nim i w dystansie do członu C, Diego zdecydował się na rozjechanie spokojnie linii. Podniósł ogiera także do przeszkody, zamknął w pomocach i wraz z półparadami doprowadził do miejsca wybicia. W nim odesłał Luxa do skoku łydką, przechodząc zaraz do półsiadu i oddając mu odpowiednią ilość wodzy do czystego pokonania przeszkody. Do siedemnastej przeszkody mieli znowu spory kawałek do przejechania, więc po przejściu do półsiadu Diego pozwolił mu na dodanie w tempie w dystansie do przeszkody. W końcu naprostowali się do siedemnastki, gdzie Diego siadł w siodło i cofnął ramiona, biorąc karosza na siebie i wyrównując jego tempo. Zamknął go w łydkach i prowadził na równym korytarzu z wodzy do miejsca wybicia, gdzie odesłał go do skoku nad przeszkodę. Zgrał się w locie z jego ruchem, by po lądowaniu za przeszkodą pozostać w siodle i spokojnie rozjechać dystans do osiemnastki. Zachował się w dojeździe do przeszkody jak przed momentem, a także tak samo podczas lotu nad nią. Dzięki czemu przefrunęli nad tą przeszkodą na czysto, by po lądowaniu za przeszkodą Diego powrócił do półsiadu i zachęcił ogiera do dodania w tempie do kolejnej przeszkody. Był to również szereg tym razem podwójny tylko 19ab, a potem za nim znajdował się kolejny. Jednak najpierw skupią się na tym pierwszym. Był on trochę mało przyjemny do skakania ze względu na zbiornik wodny po pierwszej przeszkodzie, ale wierzył że ogier sobie z tym poradzi. Na kilka foule przed przeszkodą siadł w siodło, wziął go bardziej na siebie, zamknął w pomocach i doprowadził do miejsca wybicia pod przeszkodę. Tam odesłał łydką do skoku nad człon A, by zgrać się kolejno z jego ruchem podczas lotu. Zachęcił go po lądowaniu do aktywnego galopu przez wodę, by po wyjechaniu na suchy ląd zastosować te same pomoce co do członu A to do członu B i pokonać go finalnie na czysto. Do kolejnego szeregu 20abc mieli kawałek do przejechania, gdzie w dystansie Diego podniósł się do półsiadu i zachęcił ogiera do dodania w tempie. Niedługo potem na ich horyzoncie pojawiła się przeszkoda 20a, mężczyzna usiadł w siodło i podniósł ogiera do niej. Jednocześnie zamknął w łydkach i prowadził w równym korytarzu z wodzy do miejsca wybicia, gdzie odesłał go łydką do skoku nad przeszkodę. Podążając za jego ruchem przeszedł do półsiadu i oddał mu stosowną ilość wodzy do skoku, by po lądowaniu powrócić do półsiadu. Nie rozpędzał jednak ogiera w dystansie do członu B, tylko spokojnie go rozjechał i po chwili pokonał rów w ziemi bez trudu. Również dość spokojnie rozjechał dystans do członu C, by z większą ilością półparad dojechać do wąskiej przeszkody i ją również pokonać na czysto. Do 21 przeszkody był znowu kawałek, więc po podniesieniu się do półsiadu zachęcił ogiera do dodania w tempie. Trasa jednak nie była też nie wiadomo jak długa, więc przeszkoda w końcu ukazała im się. Diego wtedy siadł w siodło, zamknął Luxa w pomocach i wraz z półparadami doprowadził do miejsca wybicia. Tam po wzniesieniu się ogiera do skoku, zgrał się z jego ruchem podczas lotu. Po odjechaniu spod przeszkody powrócił do półsiadu, a także zachęcił karosza do dodania w tempie. W końcu wyjechali zakręt do przeszkody z numerem 22, gdzie mężczyzna siadł od razu w siodło i podniósł konia do przeszkody. Nie zapomniał zamknąć go jednak w pomocach, by wraz z półparadami doprowadzić do miejsca wybicia i w nim odesłać go do skoku nad przeszkodę. Podążając dalej za jego ruchem zgrał się z nim, by skupić się na dwóch ostatnich przeszkodach a trzech skokach. Do szeregu 23ab mieli znowu kawałek, więc facet zachęcił ogiera do dodania w tempie i sam przy tym utrzymywał niski półsiad. Szybko i sprawnie dojechali do członu A, który pokonali bez problemu. Po lądowaniu za nim Diego zdecydował się na spokojne rozjechanie linii do członu B, by i jego finalnie skoczyć na czysto. Lądowanie i pogonienie ogiera do ostatniej przeszkody na trasie, a potem już tylko meta. Na kilka foule przed nią jak zawsze siadł w siodło, wziął ogiera na siebie i zamknął w pomocach. Tak wraz z półparadami doprowadził do miejsca wybicia i tam odesłał do skoku łydką, by kolejno przejść za jego ruchem do półsiadu i oddać mu stosowną ilość wodzy do lotu. Po lądowaniu raz ostatni pogonił go do mety, by po jej przekroczeniu stopniowo zwolnić ogiera przez kłus do stępa. Następnie sprowadził go na rozprężalnie, nie oszczędzając mu pochwał po drodze.
z.tChristian Levrull - 2019-07-23, 14:10
CHRISTIAN LEVRULL & LOCKHARD - WKKW 4* - PRÓBA TERENOWA
Nie mogło być inaczej i tej dwójki nie mogło zabraknąć na tych zawodach. Karosz dalej był naprawdę w dobrej formie, z czego Christian zamierzał skorzystać. Ujeżdżenie mieli już za sobą, mimo dobrego czworoboku ogier był nieco spięty wczoraj, jednak dziś siedząc już w siodle czuł jego zakwasy, gdyż niechętnie rozluźniał się, co za wszelką cenę próbował uzyskać w trakcie rozgrzewki - jak się miało później okazać owe "zakwasy" będą miały wpływ na tempo ogiera, aczkolwiek na razie Zawodnik skupił się na porządnej rozgrzewce w celu zminimalizowania odczuwalnego przez ogiera kwasu mlekowego w jego ciele. Standardowo nawet jeśli Loczek denerwował się w jakiś sposób nie podejmował wyzwania, a starał się go ze spokojem wyciszyć, zajmując go w trakcie rozgrzewki kolejnymi zadaniami. Wiedział, że tego w nim nie zmieni, dlatego pozostawało Christianowi przystanąć na to i jakoś z Czarnym współpracować, co przez te lata naprawdę wychodziło im na korzyść. Wreszcie czując nieco więcej luzu z jego strony (ale mimo to sztywność) przerwał rozgrzewkę dając mu długą wodzę i chwilę czekając na swoją kolej. Wreszcie zostali przywołani na start, gdzie udali się kłusem w lekkim zebraniu, by na dźwięk sygnału ruszyć galopem.
Do pierwszej przeszkody nie mieli daleko, dlatego Christian od pierwszej fouli skupił się na dobrym tempie, i szerokiej, dobrze kryjącej fouli. Nie walczył z pyskiem konia, a w razie czego wspomagał się wyczuwalnie dosiadem czy głosem, wyciszając się. Możliwe, że przez wcześniej wspomniane zakwasy nie osiągnął zawrotnych prędkości jak zawsze od początku, ale nadal mocno parł do przodu. Zostało więc czekać do pierwszego skoku w siodle, by w odpowiednim miejscu domknąć ogiera łydkami na bokach i dać sygnał do skoku. Levrull same wszedł w półsiad po wybiciu starając się nie przeszkadzać szarży ogiera. Do dwójki mieli trochę czasu, dlatego wszedł w lekki półsiad odciążający w dystansie umożliwiając z wyczuciem pomocami ustawienie się mu w trakcie galopady. Było to na tyle istotne, że przy jego dyskomforcie umożliwiło mu wygodny galop "po swojemu", oczywiście pod lekką kontrolą Zawodnika. Chciał jednak, by ten czuł się dobrze w tracie tego przejazdu. Wreszcie pojawiły się przed nimi standardowe krzaczory, do których równo, na kontakcie dogalopowali. Przed wybiciem lekko wycofał się domykając go dołem, by wejść płynnie w półsiad, gdy skakali prawą stronę krzaczków. Po wylądowaniu zaparł się w strzemionach, by ponownie odciążyć plecy ogiera w trakcie dalszej galopady.
Po dłuższym odcinku czekał na nich stół, który był o tyle wymagający, że musieli skakać nie tylko w górę, ale w szerz. Dlatego ostatnie foule nieznacznie umożliwił ogierowi poszerzyć, by w odpowiednim miejscu posła go do silnego skoku, w którym starał się mu nie przeszkadzać. Znów trochę czasu w dystansie i przed nimi pojawiła się kolorowa kombinacja. Na szczęście miał konia, który takich rzeczy praktycznie się nie obawiał, wręcz szarżował na nie. Na "korzyść" Zawodnika jednak działała owa niedyspozycja ogiera, przez którą aż tak nie taranował wszystkiego na drodze. Usiadł głęboko w siodło pewnie tworząc korytarz z wodzy do członu A, by posłać go do technicznego skoku nad trójkątem, a następnie szybko wracając w siodło posłał do ciasnego frontu równą galopadą, by po chwili i człon B mieć już za sobą.
Po dłuższej chwili galopu mieli przed sobą zachęcającą do skoku piątkę, którą pokonali płynnie i bez zbędnej walki w dojeździe. Równie podobna okazała się kolejna przeszkoda, która mimo swej masywności okazała się przyjemna do przeskoczenia. Ponownie dłuższy dystans, by urodziła się przed nimi krzaczasta siódemka, do którego równi prowadząc Karego skierował go na boczną część przeszkody (obojętnie którą tam wybierzesz), by ograniczając go w łydce zachęcić do skoku po jej boku. Przy lądowaniu widział już ósemkę, równie podobną, w którą wprowadził go w niższą część przeszkody, ograniczoną chorągiewkami. I to mieli po lekkim przytupnięciu za sobą, gdzie po przeszkodzie szybko wrócili do wcześniejszego galopu i ruszyli w dalszą część. 9'tka znów była jedną z tych masywniejszych przeszkód do której galopowali odważnie nieco poszerzoną foulą, Zawodnik głęboko siedział w siodle odciążając mu przód i przenosząc równowagę ogiera na zad, by umożliwić mu mocny skok do pokrycia przeszkody. Dokryli ją z łatwością, w końcu ogier miał niesamowitą siłę skoku, przez tak dobrze sprawdzał się w crossie.
Znów przed nimi urósł kolorowy, aż nie tak wymagający zestaw dwóch przeszkód. Do dziesiątki galopowali nadal aktywnie dobrze kryjąc teren, Chris zamykając go w pomocach czytelnie zakomunikował skok przez środek przeszkody, pilnując, by po wylądowaniu móc go od razu skrócić, by dobrze rozjechać łuk do 11'nastki, w końcu mieli tylko 24 metry. Na szczęście dogadali się i po chwili i numer 11 mieli za sobą z czystym kontem jeśli chodzi o błędy ze skoków. 12 to były kolejne krzaki tym razem jednak z małym dodatkiem - straszną pustą przestrzenią pod przeszkodą. Na szczęście był to na tyle oklepany trik, że nie mógł zrobić na nich wrażenia, dlatego pewnie i tą przeszkodę pokonali bez zająknięcia. Trzynastka to kolejna szeroko-wysoka przeszkoda, dlatego nieznacznie poszerzając ostatnie foule Zawodnik posłał tym energicznym tempem ogiera do skoku, nie obawiając się, że nie dokryją całości. Chwilę późnej wyrosła przed nimi kombinacja 14ABC, gdzie pomiędzy A i B było 20 metrów, stąd zdecydował się poszerzyć foulę po pierwszym skoku, by móc swobodnie dokryć cały dystans, na szczęście ogiera po pierwszym członie dał się rozjechać, więc wjechali idealnie w punkt odbicia pokonując bez wahania człon B. Do członu C mieli prawie 50 m, więc nie musieli bawić się w liczenie, a "z jajem" pogalopowali do ostatniego, wąskiego członu, gdzie Zawodnik pewnie wprowadził ogiera w środek mając kolejną przeszkodę za sobą w tym jakże długim crossie...
Znów czekał ich spory odcinek w dystansie, aż pojawił się im przed oczami "wózeczek" który mimo, że był w cieniu, pokonali odważnie nie tracąc ani na moment aktywnego galopu. Minęło kolejne set metrów, gdzie po drodze udało im się przekroczyć połowę przejazdu, by chwilę potem zobaczyć krzaczastą 16'nastkę, którą pokonali efektownie oddając wysoki skok, na szczęście bez utraty równowagi. Siedemnastka zachęcała do skoku swoim parkurowym wyglądem, dlatego skierowali się na jej środek bez wahania, bardziej obserwując przeszkodę nr 18, która czekała na nich 12 metrów później, a była przeszkodą wodną. Po wylądowaniu za 17'nastką oddali 3 ciasne skoki, by pokonać pierwszy, ciasny człon w wodzie. Na szczęście nie spłynęło im się, więc równo dojechali pod przeszkodę pokonując ją bez problemu. Po wylądowaniu w wodzie czekały ich 32 metry po wodzie, by wyskoczyć przeszkodą nr 19 z wody, co również wykonali bez zastrzeżeń.
Dwudziestka powtórzyła się ponownie, dlatego nawet nie odczuł ze strony ogiera jakiejkolwiek zmiany w ciele czy tempie, pokonali ją bez problemu kontynuując dalszą drogę. Przed nimi ponownie wodna kombinacja 21-22-23, do której galopował równie pewnie jak wcześniej, tym bardziej, że wjeżdżali do tego samego zbiornika. Na szczęście ogier podzielał jego zdanie i bez wahania oddał skok nad pierwszą przeszkodą, po której lądowali w wodzie. Na chwilę z niej wyjeżdżając, by oddać kolejny skok z finiszem w wodzie. Chwila zabawy w zbiorniku i przyjemny wyjazd po którym udali się na przeszkodę nr 23, która znajdowała się prawie 70 m dalej. I ją już po chwili mieli za sobą kontynuując męczący dystansowo przejazd, tym bardziej, że do kolejnej przeszkody mieli ponad 400m. Na szczęście 24 okazało się przyjemną przeszkodą, gdzie po płynnym wybiciu mieli ją za sobą. 25 pokonali równie płynnie i bezproblemowo, przy czym Zawodnik czuł, że nie dyspozycyjność ogiera wychodzić coraz bardziej, gdyż tempo znacząco im się zmniejszyło.
Znowu prawie 400m i urosła przed nimi przeszkoda nr 26, która przyjemnym wyglądem zachęciła ogiera do oddania skoku i to nawet z wyczuwalnym zapasem. 27 była równie "niegroźna" z wyglądu, więc oddali płyny skok kierując się w stronę przeszkody nr 28. Po długim dystansie mieli przed sobą wreszcie przeszkodę mocno zabudowaną również góry, która mimo "lekkości" mogła sprawić niektórym koniom obawy. Na szczęście ta dwójka takie rzeczy znała, więc aktywnie i pewnie galopując do przeszkody oddali soczysty skok, nie przejmując się również "dziurą w ziemi". Przed nimi po chwili urosła kolejna kombinacja wodna nr 29. Na szczęście płytka woda zachęcała do galopady. Pokonując lekko człon A wgalopowali do zbiornika kierując się na imitacje łódki, która swoimi rozmiarami nie powinna sprawić Loczkowi problemów. Po wylądowaniu jeszcze chwila w wodzie i udanie się na człon C, który już znajdował się poza zbiornikiem, ale który również pokonali prawie bez zarzutów - jedynie z lekkim urwaniem fouli ze strony ogiera, ale to często im się zdarzało jak się nie dogadali do końca.
Do domku nr 30 galopowali dalej żwawo i tym razem bez "kłótni" pokonali płynnie tą przeszkodę chwilę potem mając wąski front do pokonania. By ułatwić ogierowi zadanie siadł w siodło tworząc pomocami pewny korytarz z pomocy, by upewnić go w przekonaniu, że to właśnie tą przeszkodę będziemy skakać. Loczek to zrozumiał i bez wahania wciągnął w przeszkodę nawet nie tykając gałązek. 32 dwa pokonali po prawej stronie przeszkody nie mając tutaj żadnych problemów w trakcie dojazdu czy samego skoku. Przed nimi pojawiła się kombinacja nr 33, która jednak wglądem zachęcała do skoku większość koni, więc całość pokonali bez błędów, stawiając na równą galopadę pomiędzy przeszkodami.
Do ostatniej przeszkody mieli ponad 100 metrów, które standardowo w trakcie tego przejazdu pokonał w dosiadzie odciążającym, by przed przeszkodą lekko wrócić w siodło i poszerzając foulę dodać do odbicia, by ułatwić zadanie ogierowi z tą szeroką przeszkodą. Nie sprawiła mu żadnych problemów, więc już po chwili minęli metę, świadomi tego, że czas mogą mieć nienajlepszy, jednak sam Zawodnik cieszył się ze strony technicznej tego przejazdu chwaląc ogiera jak mógł, że dał z siebie wiele mimo zakwasów.
[zt]Mistrz Gry - 2019-07-23, 16:14 Temat postu: Christian Levrull & Nymphomane
CHRISTIAN LEVRULL & NYMPHOMANE - 1*
PRÓBA UJEŻDŻENIOWA
Zostało wykonanych 18 rzutów kostką k100+k40, przeliczonych zgodnie z systemem ocen ujeżdżenia w WKKW.
Wynik: 142.716 / 200 = 71,358%
111; Wolta przed przeszkodą; jeździec zostaje zmuszony do wykonania wolty przed przeszkodą ze względu na niebezpieczną, zbyt dużą prędkość, niepasujący najazd czy inne czynniki tego typu. 20 punktów karnych 71; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy. Przekroczenie normy czasu: 1,6 pkt 67; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy. Przekroczenie normy czasu: 6,4 pkt 46 ; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu Przekroczenie normy czasu: 2,8 pkt
Opis
Wolta na wybranej przeszkodzie.
PRÓBA SKOKOWA
20; Opór; za opór uważa się każdy przypadek w którym koń – bez względu na powód – odmawia poruszania się naprzód, zatrzymuje się, wykonuje regularne lub nieregularne półwolty, wspina się lub cofa.
90; Stres uskrzydla; para podbudowana owacjami, miłym przyjęciem, świetną atmosferą, prezentuje się doprawdy świetnie, pokazując poprzez pierwszą połowę swojego przejazdu najwyższa klasę.
110; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji.
INSTRUKCJE
• Przejazd można podzielić na dowolną ilość postów.
• Realizacji podlega jedynie próba terenowa. Wynik próby ujeżdżeniowej i skokowej liczy się do końcowego wyniku, a w temacie widnieje tylko dla informacji usera, by był świadom jak poszły mu pozostałe losowania. ;)
• Zawody rozgrywają się na dworze.
• Na początku każdego przejazdu proszę wstawić:
Kod:
[center][size=10][color=#beb7a4][b]IMIĘ NAZWISKO & IMIĘ KONIA - WKKW 1* - PRÓBA TERENOWA[/b][/color][/size][/center]
Naomi Eaton - 2019-07-23, 17:36
NAOMI EATON & QUICKLY DE VOLTAIRE - WKKW ENTRY
Start na obcym koniu generalnie nie był najszczęśliwszym pomysłem, ale na tym poziomie Naomi nie miała większych oporów przed zaprezentowaniem nowego konia w Orchardzie na krajowych zawodach. Podczas oględzin trasy nie uznała jej za trudną, więc jedynym problemem, jaki mogła napotkać, była kwestia (nie)dogadania się z Quickly, na którą miała czas wsiąść dosłownie dzień wcześniej / tego samego dnia. Nie za wiele, ale musiało jej to wystarczyć.
Gdy nadeszła ich kolej, ponownie nabrała wodze na kontakt i z pomocą paru półparad skupiła uwagę klaczy z powrotem na sobie. Mając ją ustawioną na pomocach, skierowała się w stronę boksu startowego, z którego ruszyły w odpowiedzi na charakterystyczny dzwonek. Pozwoliła klaczy na stosunkowo mocny start, przechodząc w półsiad i oferując jej elastyczny kontakt z ręką, dzięki czemu nie krępowała jej w żaden sposób. Co prawda była świadoma tego, że norma czasu przewidziana na tej trasie jest wystarczająco duża, by można było galopować spokojnie, ale zdążyła zauważyć, że Quickly jest koniem elektrycznym i raczej nieprzepadającym za wleczeniem się, więc nie chciała się z nią siłować. Tym bardziej, że spodziewała się tego, że po pierwszych kilkuset metrach ten zapał minie lub przynajmniej osłabnie.
Pierwsza przeszkoda czekała na nie niedługo po starcie. Naomi zapobiegawczo wróciła w siodło trzy foule przed oddaniem skoku i zamknęła Quickly w korytarzu z pomocy, w którym doprowadziła ją do kłody. Nie zostawiła jej samej z decyzją dotyczącą miejsca odbicia, tylko posłużyła jej wskazówką, w określonym momencie dając łydkę. Po odbiciu wyszła za jej ruchem do półsiadu, w którym oddała klaczy rękę. Po skoku pomogła jej odzyskać tempo galopu sprzed przeszkody i wróciła do półsiadu, w którym przejechała niemal cały odcinek do drugiej przeszkody, przed którą ponownie przysiadła na chwilę Quickly, by zyskać większą kontrolę podczas najazdu. Po udanym pokonaniu przeszkody wciąż trzymały dobre, energiczne tempo, czemu sprzyjał ten odcinek trasy - niemal pozbawiony przeszkód, które były rozmieszczone w dużych odległościach, zacieniony i równy. Nie obawiała się przeforsowania klaczy, jako że ten cross był stosunkowo krótki i mało wymagający dla dorosłego, w pełni rozwiniętego konia, jakim Quickly niewątpliwie była.
Przed wjechaniem do lasu czekała na nie jeszcze jedna przeszkoda, w najeździe na którą Naomi ponownie dała sporo swobody klaczy, korzystając z tego, że ta sama wręcz ciągnęła do przeszkód, odważnie i chętnie idąc do przodu. Właśnie po tym skoku pochwaliła ją krótko, zaraz znowu unosząc wyżej biodra znad siodła by w półsiadzie przejechać przez las, w którym Quickly miała szansę się "wyżyć". I faktycznie, gdzieś pod koniec tego odcinka Naomi poczuła, jak klacz się rozluźnia i odpuszcza. Jej galop pozostawał aktywny, ale dołączył do niego trzeźwy umysł, dzięki czemu blondynka zyskała nad koniem większą kontrolę. Wyjechawszy z lasu, napotkały kolejną przeszkodę, przed którą Naomi ponownie przysiadła Quickly by w korytarzu z pomocy doprowadzić klacz do przeszkody. Celowała w jej środek, nie prowokując skoków po skosie ani innych, niekomfortowych dla konia sytuacji. Ponownie podpowiedziała gniadej miejsce odbicia, bo nawet jeśli ta posiadała swój własny bagaż doświadczeń, Naomi nie znała jej za dobrze i wolała zdać się na swoje przeczucia, które jak dotąd, nie zawodziły jej. To pozwoliło jej również w porę przejść do półsiadu, dzięki czemu nie została za ruchem konia i nie przeszkodziła mu w oddaniu płynnego, okrągłego skoku nad czwórką. Po skoku kontynuowała jazdę na wprost, kierując się ku piątce znajdującej się w zasięgu wzroku. Na tym odcinku dało się odczuć łagodne wzniesienie terenu, więc Naomi zmobilizowała klacz do żywszego galopu, przykładając łydki do jej boków i oczywiście wracając do odciążającego grzbiet półsiadu. Lekkie dodanie nie wpłynęło jednak na skok nad piątką, w locie nad którą Naomi ponownie bezbłędnie zgrała się z ruchem Quickly, musząc przyznać, że współpraca z nią była przyjemnym doświadczeniem. Niestety, niebawem miało się okazać, że doświadczenie Naomi i waleczność Quickly nie są gwarancją sukcesu. Błędy przydarzają się każdemu, najczęściej w najmniej spodziewanym momencie. Tej parze przydarzyło się to dokładnie po tym, jak pokonały szóstą przeszkodę, wtedy jeszcze zapewne nie przewidując żadnych problemów. Przy drodze, przez którą przejeżdżały kilkanaście sekund temu, stało całkiem sporo widzów i tym razem stanowiło to niemały problem. Czymś, czego Naomi bardzo nie lubiła na zawodach WKKW, byli widzowie zabierający ze sobą psy, które zwykle na widok konia dostawały szajby i rzucały się na smyczy jak piekielne ogary. Gdy jeden z takich futrzaków wyskoczył nagle parę metrów obok nich, spanikowała nie tylko Quickly, ale również Naomi, która uległa rozkojarzeniu i straciła równowagę, gdy gniada odbiła w bok. Miało to miejsce przed samą siódemką, więc nagłe spłynięcie z przeszkody zostało potraktowane jako błąd. Może gdyby Nao lepiej wysiedziała ten uskok, to zdołałaby jeszcze zamknąć klacz z lewej strony i przeszkodzić jej w ucieczce, ale tymczasem musiała pogodzić się z błędem, wziąć głęboki oddech i niezwłocznie zawrócić na wolcie na siódemkę, by podjąć kolejną próbę pokonania przeszkody. Pies dalej robił zamieszanie, ale Quickly zdawała się już nie zwracać na niego uwagi, najwyraźniej nie czując przed nim strachu. Tamten incydent musiał wynikać z zaskoczenia, o które nietrudno w pracy z końmi, płochliwymi z natury. Tym razem nie czuła z jej strony wahania, toteż pewnie weszły w odskok, pokonały felerną siódemkę i czym prędzej oddaliły się z tego miejsca, za chwilę znowu mogąc liczyć na chwilę spokoju na odcinku pozbawionym przeszkód i prowadzącym do ósemki.
Z racji tego, że ósemka tworzyła dwuczłonową kombinację, w najeździe do niej Naomi nieco skróciła galop, chcąc uzyskać większą kontrolę nad klaczą. Pewnie doprowadziła ją do pierwszego elementu i posłała do skoku, w trakcie którego przeszła do półsiadu i przesunęła ręce wzdłuż grzywy, umożliwiając Quickly swobodne oddanie skoku. Po wylądowaniu podtrzymała kontrolę nad tempem, musząc zmieścić w linii do drugiego elementu dokładnie pięć foule, po których ponowiła sygnał do odbicia, znowuż go wyczekując i nie ośmielając się wyjść przed konia, dzięki czemu uniknęła potencjalnie nieprzyjemnego w skutkach błędu. Kawałek dalej, niemal w zasięgu wzroku, czekała na nich dziewiąta przeszkoda, swoim wyglądem nieznacznie odstająca od pozostałych, choć Naomi nie sądziła by miał to być dla klaczy jakikolwiek problem. Odpowiednio jednak przygotowała ją do oddania tego szerszego, bardziej wymagającego skoku, w dystansie dbając o to, by nie spłaszczała przesadnie galopu. Wykonała kontrolną półparadę, sprawdzając przepuszczalność klaczy, po czym kilka kroków przed przeszkodą przeszła do pełnego siadu i domknęła gniadą dołem. Spokojnie podjechała pod dziewiątkę i z wybranego przez siebie miejsca posłała Quickly do skoku, zaś po odbiciu przeszła do półsiadu i oddała klaczy rękę. Krótko pochwaliła ją za udany skok, wierząc, że wpłynie to na nią motywująco, po czym w półsiadzie kontynuowała galop do następnej przeszkody. Nie zostawiła jej samej także przy wyborze miejsca odbicia do dziesiątki, generalnie nie rezygnując z roli lidera w tym układzie, ale sprawiedliwego, bo reagowała na to, co "mówiła" jej Quickly i na przykład nie forsowała jej w galopie, tylko przez większość trasy starała się jechać w optymalnym tempie. Bez konieczności skracania czy dodawania dojechała do wspomnianej przeszkody i wysłała klacz do skoku, zaś po nim kontynuowała jazdę w półsiadzie do jednej z ostatnich przeszkód, przed którą upewniła się, że ma gniadą na pomocach i że jej uwaga jest skupiona na jeźdźcu. Rzucone gałęzie, którymi była "ozdobiona" przeszkoda, miały chyba służyć za straszak, dlatego Naomi zapobiegawczo przysiadła klacz przed przeszkodą i w korytarzu z pomocy doprowadziła bliżej, by następnie dać łydkę do skoku. Quickly odpowiedziała bez wahania, wybijając się w górę, zaś Naomi podążyła za jej ruchem. Po wylądowaniu podtrzymała tempo sprzed przeszkody. Wiedząc, że wcześniejsze wyłamanie wydłużyło im czas przejazdu, nawet nie rozważała innej opcji niż jazda na wprost, przez wodę. Wjechała do niej na pewniaka, mocno podpierając klacz w łydkach, dzięki czemu ta nie zawahała się wgalopowaniem do płytkiego zbiornika, który pokonały w kilka sekund. Mimo wszystko poruszanie się w wodzie było męczące i nierzadko miało wpływ na prędkość, więc po wyjściu z Naomi upewniła się, że udało im się odbudować tempo przed oddaniem skoku nad trzynastą przeszkodą, za którą została im już ostatnia prosta do mety, na której znajdowały się jeszcze trzy przeszkody. Pierwsza z nich wyróżniała się spośród innych, absolutnie jednak nie była trudna, za to nie można było jej zlekceważyć. Nao wróciła w siodło dość wcześnie, podniosła klacz i pokazała jej przeszkodę, z pomocą półparad wpływając jeszcze trochę na tempo galopu, które uspokoiła przed oddaniem skoku na tym miniaturowym bankiecie. Następnie wyszła za ruchem klaczy do półsiadu i oddała jej rękę, płynnie przesuwając ją wzdłuż czarnej grzywy, by przypadkiem nie pociągnąć Quickly za pysk, co mogłoby zaburzyć jej równowagę lub zniechęcić do dalszych skoków. Kilka kroków galopu dalej czekała na nie przedostatnia przeszkoda, ponownie dość szeroka, ze względu na co Naomi zdecydowała się na lekkie poszerzenie wykroku przed oddaniem skoku. Usiadła wówczas w siodle i domknęła klacz dołem, by chwilę później bez zawahania wejść w odskok zakończony udanym lotem i lądowaniem. Do samego końca pozostała skupiona, więc chociaż Quickly od początku do końca, nie licząc akcji z psem, szła pewnie do przodu, to Naomi nawet przy najeździe do ostatniej przeszkody skrupulatnie pilnowała jej w pomocach zanim dała łydkę do skoku. Wtedy też ostatni raz przeszła w półsiad, oddała jej rękę i ogólnie starała się nadto nie przeszkadzać.
Była zadowolona z takiego wyniku, więc po dojechaniu na metę pochwaliła Quickly, luzując wodze i klepiąc ją po szyi.
KONIEC
Lockhard - 2019-07-23, 17:45
CHRISTIAN LEVRULL & LOCKHARD - WKKW 4* - PRÓBA TERENOWA
Chociaż był ogólnie w dobrej formie, to nawet takiego sportowca i championa jak on spotykały zakwasy. Tak po prostu. Dziś wyjątkowo uprzykrzały mu życie, co dało się poczuć pod siodłem, przede wszystkim w sztywności mięśni, która nie chciała odpuścić do końca nawet po porządnej rozgrzewce. Niemniej nic nie stało na przeszkodzie przeciwko temu, żeby podjęli się przejścia próby terenowej, mimo że była na nie byle jakim poziomie, bo czterech gwiazdek.
Gdy otrzymał sygnał do startu, niezwłocznie zerwał się galopem, mocno odpychając się od ziemi i próbując narzucić mocne tempo pomimo zakwasów. Ciągnięcie do przodu miał we krwi, więc nawet lekka niedyspozycja nie była w stanie powstrzymać go przed pędzeniem przed siebie, podczas którego jednak nie był obojętny na to, czego oczekiwał od niego Christian. Innymi słowy - reagował na jego pomoce, choć niewykluczone, że momentami musiały być bardzo dosadne. Do pierwszej przeszkody nie miał jednak kiedy rozpędzić się na tyle, by było to niebezpieczne czy ryzykowne, więc odbił się raczej pewnie i wyciągnął w skoku, choć nie pracował szyją i grzbietem tak wydajnie jak zwykle. Niemniej z powodzeniem przedostał się na drugą stronę i po odejściu spod przeszkody kontynuował galop w swoim tempie do drugiej z nich. Już z daleka uważnie przyjrzał się hyrdzie, z doświadczenia wiedząc, że jej wysokość jest w pewnym sensie złudzeniem, więc nie włożył w odbicie aż tyle siły i pozwolił sobie na to, by otrzeć się o gałązki, które ugięły się pod naporem jego cielska, delikatnie je szorując. Dzięki ochraniaczom i maści poślizgowej nie wyrządziło mu to jednak krzywdy, więc bez mrugnięcia okiem po skoku kontynuował aktywny galop do trzeciej przeszkody. Widząc, z czym ma do czynienia, jakby przez chwilę się zawahał, na szybko kalkulując swoje siły. Męczyły go te zakwasy, więc nie był dziś aż taki do przodu, ale zamknięcie w łydkach skutecznie go przekonało - wydłużył ostatnie kroki galopu przed obiciem i wreszcie wyszedł w górę, skacząc nie tylko wysoko, ale również szeroko, przy czym spróbował się wyciągnąć pomimo odczuwalnego ciągnięcia w mięśniach. Po wylądowaniu ponownie miał okazję trochę pogalopować, choć nie szukał jeszcze drogi w dół, tylko raczej dość wysoko niósł głowę i był wyraźnie pobudzony, a nie zrelaksowany. Widok niebiesko-żółtej kombinacji nie zrobił na nim wrażenia, był "ślepy" na kolory i ogólnie pojęte straszaki, więc pod tym względem corner nie stanowił dla niego wyzwania. Starannie przypilnowany z obu stron nie próbował też wyłamać, tylko skoczył ze wskazanego przez Christiana miejsca i sprawnie przedostał się na drugą stronę, by następnie po paru krokach znaleźć się przed wąskim frontem, który także nie sprawił im kłopotu. Jego dzisiejsza forma miała swoje plusy, choćby takie że nie walczył z Christianem podczas najazdu na piątkę, mimo że przed nią miał kawałek do przegalopowania. Mimo to bez problemu dał się lekko wycofać by następnie odbić się do przeszkody, nad którą wyciągnął się na miarę swoich możliwości. Podobnie poradził sobie z kolejną przeszkodą, po której znowu mieli kawałek galopu w dystansie do siódmej już przeszkody. Ta, mimo najazdu na prawy bok, wciąż była wystarczająco szeroka z tej strony by nie myślał o wyłamaniu, więc po prostu skoczył w odpowiedzi na łydkę, znowu szorując cielskiem po krzaczorach. Kolejna przeszkoda stała dosłownie trzy kroki galopu dalej, które nie do końca dobrze wymierzył - stąd też weszło im to przytupnięcie przed odbiciem, jednak obojętne w skutkach, bo sam skok zakończył się powodzeniem.
Jeszcze następna budziła respekt ze względu na swoją budowę, lecz dodanie w dystansie i utrzymanie takiego mocniejszego tempa przy odpowiednio okrągłej foule dało Lockhardowi dobre podstawy do oddania wystarczająco silnego skoku, który pozwolił mu dokryć całą skrzynię i bezpiecznie wylądować po drugiej stronie. Kawałek dalej powitał ich kolejny zestaw kolorowych przeszkód. Lockhard, swoim zwyczajem, wyraźnie ciągnął do przeszkody zachęcony żywszym tempem galopu, z którego jednak dał się bez walki skrócić tuż po oddaniu pierwszego skoku. Wyjątkowo karnie jak na siebie, choć na pewno przy mocniejszych środkach dyskusji, odpowiedział na przytrzymanie i skrócił galop przed oddaniem skoku nad kolejnym, trudnym przez swoje ustawienie cornerem, który mocno prowokował do wyłamania.
Dopiero po tym skoku ogier zaczął trochę odpuszczać, to jest w dystansie do dwunastki parsknął raz i lekko wyciągnął szyję do dołu, zaraz jednak znowu się podnosząc i szukając wzrokiem przeszkody. Dziura, która miała go zniechęcić, nie zrobiła na nim wrażenia. Z takim doświadczeniem jakie miał, już niewiele robiło na nim wrażenie, zwłaszcza, że jego jeździec też się nigdy nie czaił do przeszkód i nadawał na tych samych falach, dzięki czemu dobrze się dogadywali. Na nim Christian nie musiał się bać, że kary go zostawi na którejś przeszkodzie, bo przez wszystkie szedł jak burza i praktycznie przed niczym się nie wahał. Dlatego też skoczył nie patrząc na tego potencjalnego straszaka i przeniósł jeźdźca na drugą stronę, po czym został odesłany do aktywnego galopu w stronę kolejnego, szerokiego stołu. Nic dziwnego, że ta próba była uznawana za prawdziwy sprawdzian wytrzymałości i odwagi, bo ogiera jednak kosztowało trochę wysiłku skakanie przez te wszystkie stoły, zważywszy na zakwasy, wciąż utrudniające mu życie, choć coraz mniejsze - a może raczej mniej odczuwalne - dzięki adrenalinie towarzyszącej skokom. Był silny, więc dokrył całą przeszkodę, ale każdy taki skok odbijał się na jego zapasie energii.
Kolejna kombinacja przeszkód, tym razem trójczłonowa, powitała ich standardową przeszkodą zbudowaną z kłód. Po pierwszym skoku dał się rozjechać w linii do drugiego członu i zgodnie z planem zmieścił w niej określoną liczbę foule, zanim odbił się i skoczył nad kolejną skrzynią. Przed pokonaniem trzeciego elementu miał natomiast chwilę na złapanie oddechu, bo dystans 50 metrów pozwolił im nie liczyć foule, tylko zrobić to po swojemu. Najechali więc na wąski front dość mocno, ale Lockhard był znany ze skakania w takim karkołomnym stylu, więc nie zląkł się i skoczył ze wskazanego miejsca, wykazując się szybką akcją przodów i mocno ciągnąc szyją w skoku. Wylądowawszy, parsknął krótko i zaraz zebrał się z powrotem, śmiało galopując przed siebie po wyznaczonej trasie. Pokonał osamotnioną piętnastkę, za którą, kilkaset metrów dalej, stała kolejna przeszkoda z hyrdą. Znowu była zbudowana w sposób, który teoretycznie miał zdekoncentrować karego, lecz nic takiego nie miało miejsca. Z wysiłkiem, bo z wysiłkiem, ale zabrał się do skoku i przeczesał w locie miękką część przeszkody. Mając za sobą ponad połowę trasy nie czuł już tak silnej chęci do galopu naprzód za wszelką cenę. Dało się odczuć tą zmianę, przede wszystkim stał się bardziej uważny i bardziej respektował pomoce, nie szedł już jak czołg, ale wciąż miał siłę i energię, których nie mogło mu zabraknąć na tak długim crossie.
Parkurowy wygląd siedemnastej przeszkody zachęcił go do skoku z większego tempa. Po wylądowaniu chętnie wgalopował do wody, w której były ustawione dwie przeszkody. Opór stawiany przez wodę był naturalnym obciążeniem, ale Lockhard poradził sobie z pokonaniem obu tych przeszkód, za drugą z nich wyskakując na ląd, na którym czekała na niego jeszcze jedna przeszkoda, ale identyczna co ostatnio, więc ją także pokonał bez zająknięcia. Ledwie opuścili zbiornik z wodą, a już do niego zawracali przez niedużą pętlę; w wodzie stało jeszcze wiele innych przeszkód, więc gdyby projektant trasy tego nie wykorzystał w 4*, byłoby to wielkim marnotrawstwem miejsca! Po skoku nad pierwszym elementem kary znowu wgalopował chętnie do wody, która obficie rozbryzgiwała się pod jego kopytami. Jej obecność sprawiała że zwiększył akcję nóg, tym sposobem radząc sobie lepiej ze stawianym przez nią oporem. Odbił się przed 22, bardzo ekonomicznie prześlizgnął się po przeszkodzie i z powrotem wylądował w wodzie. Wyjechali z niej tylko na chwilę, po to, by po sekundzie znowu wrócić i wreszcie wydostać się na drugim brzegu, gdzie czekała 23 przeszkoda, kolorystycznie pasująca do poprzednich. Po skoku "długo" nie było nic, przegalopowanie ponad czterystu metrów po tylu skokach i kilometrów w nogach w zasadzie nie było męczące, raczej dało czas Loczkowi na ochłonięcie i uspokojenie oddechu, co bardzo mu pomogło w perspektywie kolejnych nastu przeszkód. Niestety zmęczenie w mięśniach rosło więc mimo tego, że kolejne przeszkody także pokonał poprawnie i chętnie, to jednak na kolejnym odcinku czterystu metrów pogorszenie tempa było mocno odczuwalne. Wciąż jednak było odpowiednio energiczne by zdołał pokonać kolejną dwuczłonową kombinację, dopiero po której spotkali się z prawdziwie ciekawą przeszkodą. Przez chwilę nie wiedział na czym skupić się bardziej, czy na górze czy na dziurze, ale ostatecznie skoncentrował się na górnym "drągu" i zgodnie z sugestią Chrisa przestał myśleć o czymkolwiek innym. Wysokość skoku dopasował zatem do pułapu ustawionego przez wspomniany "drąg", nie myśląc już o przeszkodzie jak o dziurze, przez którą musieli skoczyć. W locie tylko spojrzał pod siebie na rów, dość zabawnie wyciągając przody przed siebie i lekko nurkując nosem. Kawałek dalej czekała na nich kolejna kombinacja w wodzie, rozpoczynająca się skokiem nad przyjemną hyrdą, po której ogier wgalopował chętnie do wody i został naprowadzony na łódkę. Nie była szczególnie wysoka, ale mimo to zabrakło mu zapasu, skoczył bardzo ekonomicznie znowu niemal prześlizgując się po przeszkodzie. Następnie wygalopował na brzeg i chcąc trochę "za bardzo", wyrwał się do skoku przedwcześnie, czym na szczęście nie zaskoczył za bardzo Christiana. Po łagodnym wzniesieniu dogalopował do 30stki, tym razem w pełni dogadał się z jeźdźcem co poskutkowało harmonijnym skokiem. Parę foule dalej spotkali się z bardzo wąskim frontem, ale czytelne pomoce ze strony jeźdźca upewniły go we właściwym dzialaniu. "Wypiętrzająca" się przeszkoda zmotywowała go do wyższego skoku z zapasem, na który znalazł jeszcze siły. Pokonawszy następną przeszkodę z prawej strony, równym galopem szedł do ostatniej już kombinacji przeszkód, raczej zachęcającej wyglądem. Gorzej było z cornerem, ale na tym etapie i z tym poziomem zmęczenia - także psychicznego - nie było mu w głowie kombinowanie, więc skrupulatnie przypilnowany skoczył przez wąską przestrzeń wyznaczoną przez chorągiewki, szybko podnosząc przednie nogi i składając je w locie. Po wylądowaniu lekko dodał za zachętą jeźdźca do ostatniej przeszkody, skokiem nad którą ukończyli cross, mogąc być dumni ze swojego wyniku pomimo spóźnienia.