To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Jessie - 2013-05-13, 22:46

W połowie odcinka, po którym się teraz poruszali, lotna zmiana nogi. U końca prostej delikatny skręt w prawo, półparada, wyprostowanie na dwunastą przeszkodę. Konstrukcją przypominała stacjonatę, a więc musieli zaatakować przeszkodę trochę spokojniej, by skok wypadł wysoki, pionowy, nie zaś płaski jak przy bardziej "przestrzennych" przeszkodach. Royal stał się zresztą o wiele bardziej sterowny niż na początku, także bez najmniejszych obaw podeszła do dwunastej przeszkody. W myślach wymierzyła odległość, punkt wybicia, który przedstawiła karusowi, a następnie pokonali przeszkodę najlepiej, jak potrafili. Dalej pokierowała go po lekkim łuku na szereg złożony z dwóch przeszkód, pozwoliła mu na lekkie rozwinięcie tempa, którego już nie zredukowała przed kłodami, być może trochę ryzykując. Ale bez ryzyka nie ma zabawy! Także na luzie skoczyli sobie wspomniane dwie kłody, co jednak nie oznacza, że Jessie pozwoliła je sobie zlekceważyć. Wciąż pozostawała trzeźwo myśląca, gotowa na nagły zwrot akcji, ale również pozytywnie nastawiona, co zapewne udzielało się karusowi. Prosto najechała na pierwszą kłodę, pomogła ogierowi w ocenie odbicia, podążyła za jego ruchem. Zależnie od tego jak wypadło lądowanie, albo zrobiła lekkie dodanie, albo dała półparadę, by skrócić konia przed kolejnym skokiem. Kolejną przeszkodę skoczyli podobnie jak ostatnią.
Po pokonaniu drugiej kłody energicznym galopem poprowadziła Royal'a po wyrazistym łuku w prawo, tutaj już poprosiła o łagodniejsze tempo. Tuż po wyprostowaniu przed piętnastką, delikatne dodanie by złapać energię na oddanie skoku, łydka, półsiad, przekazanie wodzy. Po wylądowaniu, pozostała na wcześniejszym kursie czyli na okręgu, odpowiednio operowała dosiadem by uzyskać od konia wygięcie i nie stracić energii. Przed kolejną przeszkodą wyprostowała możliwie najwcześniej, zrobiła dodanie, bo szesnastka wymagała od nich wysokiego i dalekiego lotu. Łydka w miejscu odbicia, przejście w półsiad, spore oddanie wodzy. Po zakończeniu skoku wyprowadziła go z okręgu, pozostając w półsiadzie pogoniła Wiśnię do szybszego galopu, w którym natarli na kolejny szereg. To znaczy, rozpędzili się na trasie przed szeregiem, dopiero będąc parę metrów przed nim lekko spowalniając. Głównie dlatego by dobrze wymierzyć odległości, bo chyba nie chcieliby wpaść w którąś z przeszkód. Wyglądały trochę niecodziennie, dlatego dość stanowczo prowadziła na nie karusa, choć i tak pewnie szedł odważnie. Bez większej presji oddali pierwszy skok, oczywiście nie zapominając o technice jak zawsze, potem podobnie jak ostatnio, postąpiła zależnie od tego jak wypadło ostatnie lądowanie. Kolejny skok, po wylądowaniu na prawą nogę zdecydowane dodanie.

Royal Cherry - 2013-05-13, 22:51

Można śmiało rzec, że ogier był już o wiele spokojniejszy, gdyż zeszło z niego trochę niepotrzebnej energii. Dawno nie startował, jednak kondycje nadal miał doskonałą. Po wyskoku z wody, wylądował na lewą nogę. Musiał utrzymać tempo, gdyż było jeszcze chwilę pod górę. Wyciągnął pysk i sapnął głośno, szastając ogonem. Niósł miękko na swoim grzbiecie Jessie, a gdy po łuku w prawo mieli pokonać kolejną dziwną przeszkodę, Roy odpowiadając na pomoce zmiany nogi, uczynił to w fazie lotu, płynnie galopując teraz na prawą. Nie było już potrzeby większego przytrzymywania, gdyż ogier nie ciągnął już tak mocno jak na poprzednie przeszkody. Zachowując dynamiczne tempo, dogalopował do dwunastki i odbił się w prawidłowym miejscu, baskilując w górze bez żadnego puknięcia, czy zahaczenia nogą o drewnianą budowę. Lądowanie na prawo i dodanie w galopie. Karus zareagował natychmiastowo, rozciągając się w galopie. Potrząsnął łbem, obryzgując się toczącą pianą z pyska i postawił uszy na sztorc, przyglądając kolejnej przeszkodzie. Zbliżali się do półkłody, który wyrastała przed nimi z ziemi. Ogier zafurgotał chrapami i wyrzucił mocniej przednie kończyny do przodu, wbijając je w podłoże do tego stopnia, że aż wyrzucił za siebie kępki trawy oraz ziemi. Przytrzymany odpowiednio przed trzynastką, oddał soczysty skok. Znowu jego amazonka znalazła się na samym jego kłębie, kiedy to ogier składał się podczas lotu. Wylądował i dzięki szybkiej reakcji Jess, ogier nie rozpadł się i odpowiednio skrócony, zaraz po ów przeszkodzie utrzymując kontakt z ręką dziewczyny, nie zapieprzał na czternastkę, którą miał przed sobą zaledwie o kilka fouli dalej. Zadarł łeb do góry i parsknął siarczyście, angażując wszystkie mięśnie w tej małej odległości. Raz, dwa trzy i hop do góry. Wystrzelił nad kłodą, już z mniejszym zapałem, niż na poprzedniej przeszkodzie, toteż i Jessie mogła już zrobić spokojniejszy półsiad.
Lądowanie na prawo i równe tempo galopu. Biegli dynamicznie przed siebie po łuku, zbliżając do kolejnej przeszkody. Tu już Roy nieco mocniej zaatakował piętnastkę, przy czym skok był trochę bardziej płaski, acz i tak efektowny. Znowu lądowanie na prawą nogę, z czym nie miał problemu i skrócenie na łuku. Przyjmował chętnie wędzidło i utrzymywał kontakt, zerkając kątem oka na kolejną przeszkodę. Parskając co takt, upomniany półparadą niedaleko schodków, zaangażował mięśnie zadu i przeskoczył przeszkodę numer szesnaście. Wywalił bardziej w górę, gdyż przeszkoda wspinała się wyżej, dając ogierowi większe pole do popisu. Poprawił zadem i spotkał się z ziemią z głośnym sapnięciem, wbijając lekko kopyta w ziemię. Wyrwał strzępki trawy i galopując na prawą nogę, jechał dalej. Dodany w galopie, wyskoczył do przodu, acz widząc dziwną siedemnastkę, uniósł wyżej łeb i wybałuszył oczy. Spiął mięśnie i pojawiło się u niego lekkie zawahanie, co Jessie musiała skorygować aktywizującą łydką, która miała dodać mu odwagi. Tak też to podziałało i Royal, choć atakując, pokonał prawidłowo przeszkodę z niezwykłym zaangażowaniem i baskilem. Lądowanie i znów przytrzymanie, gdyż ciasno mieli do osiemnastej przeszkódki, która również zafascynowała ogiera swoim wyglądem. Mocniej wbił kończyny w ziemię i podstawiając zad, wyskoczył w górę, furgocząc chrapami jak jakiś motorek. Lądowanie znów na prawo i wyraźne dodanie.

Jessie - 2013-05-13, 22:52

Zbliżając się do przeszkody, po której lądowanie kończyło się w wodzie, przytrzymała nieco ogiera z szybkiego galopu, jakim poruszali się na ostatnim odcinku. Wyprostowała go, ostatnie dwie foule pojechali ciut energiczniej, by następnie oddać mocny, pewny skok nad przeszkodą przypominającą trochę kłodę. Do lądowania przygotowała się odpowiednio wcześniej, by nie uwalić się na szyi karusa, gdyby ten się na przykład potknął. Od razu po wylądowaniu pogoniła go, kierując na wprost następnej przeszkody. W odpowiednim momencie dała wyraźną łydkę, wysyłając tym samym Royal'a w górę, zachęcając do oddania mocnego skoku, czego zdecydowanie ta przeszkoda wymagała. Oczywiście nie pozostała w siodle, podążyła za ruchem konia elastycznie oddając mu wodze i zastygając w półsiadzie. Dosłownie chwilę później stawili czoła kolejnej przeszkodzie, podejrzewała, że ogier może się nieco przy niej zawahać, bo nie wyglądała typowo. Dlatego też pojechała go odpowiednio wcześniej trochę mocniej, w miejscu wybicia dając wyraźną łydkę, którą podparła go także w momencie wybicia i początkowej fazie lotu. Tradycyjnie półsiad + oddanie wodzy, lecz bez utraty kontaktu. Tuż po wylądowaniu od razu go wysłała w przód, przed nimi kolejny odcinek trasy pozbawiony przeszkód, na którym mogą poprawić czas. Zaraz przeszła do półsiadu, by ułatwić ogierowi wyciągnięcie galopu i nabranie prędkości.
Zaczęła go hamować odpowiednio wcześniej przed następną przeszkodą, oznaczoną numerem dwudziestym drugim. Dojechała go do końca, w wyliczonym w myślach miejscu dając lekki impuls łydką do wybicia. Wyszła ciałem do przodu, zachowując jednak pewne granice, nie chciała umiejscowić środka ciężkości w złym miejscu. Po wylądowaniu utrzymała kontakt z pyskiem konia uniemożliwiając mu przyspieszenie do następnej przeszkody tego typu, podeszli do niej jednakowo co do tej przed chwilą, niby aktywnie, a spokojnie. Przy lądowaniu obciążyła bardziej lewe strzemię, zachęcając karego do tego, by wylądował na tej właśnie nodze. Skierowała go po łuku na tę właśnie stronę, precyzyjnie celując w sam środek ula. Najazd był możliwie najbardziej prostopadły. W wymierzonym miejscu łydka do odbicia, podążenie za ruchem konia, oddanie wodzy, przejście do półsiadu. Po wylądowaniu na prawą nogę, dodanie w celu nadgonienia czasu. Trasa biegła przez jeziorko, śmiało wprowadziła w nie ogiera, szybkim galopem pokonując zbiornik. Po wyskoczeniu z niego, wciąż równie odważnym tempem skierowali się na ostatnią przeszkodę. Parę metrów przed wyprostowanie, lekka półparada, skok kończący cały tor. Dopiero gdy wylądowali za, dziewczyna z uśmiechem poklepała konia po szyi, pozostawiając go w galopie nawet po przekroczeniu linii mety. Uspokoiła jednak znacząco galop, potem przeszła do kłusa, w którym wjechała na rozprężalnie i dopiero wówczas stęp. Po trzech okrążeniach w stępie, podczas których obdarowywała Wiśnię różnymi pochwałami, oddała mu wodze. Po dwóch okrążeniach zatrzymanie, zsiadła z niego, podciągnęła strzemiona, poluźniła popręg i występowała go 20 min w ręku. Wyszli do stajni

/zt

Royal Cherry - 2013-05-13, 22:54

Pewnie galopował dalej przed siebie, błyszcząc się od potu w promieniach gorącego słońca. Oddychał głośno, pochłaniając wręcz powietrze, dostarczając organizmowi odpowiednią dawkę tlenu. Uniósł lekko nasadę ogona ku górze i kontynuował galop, zmniejszając dość szybko odległość dzielącą go do kolejnej przeszkody. Uniósł nieznacznie głowę, co skutecznie uniemożliwiał mu wytok, acz nie do tego stopnia, żeby ograniczał mu swobodne ruchy. Ot, miał na celu pomóc jeźdźcowi, aby nie musiał się męczyć z wyryjeniem konia, choć u Roy'a było to zjawisko raczej nie spotykane.
Przytrzymany przez Jessie zdołał przyjrzeć się przeszkodzie i już po chwili lecieli nad nią prosto do wody. Znów rozległo się głośne pluśnięcie, a wraz z tym rozbryźnięcie wody na wszystkie strony. Zeskok w dół w jeziorko i z pomocą aktywizujących łydek, został zmuszony do aktywnego galopu i czynnej pracy mięśni na jego całym ciele. Tu nie trzeba było go spowalniać, gdyż sam zaczynał mieć trochę lenia, hasając przez wodę :lol: Przebiegł w aktywnym tempie kilka fouli i tak oto dowiózł Jess do przeszkody numer dwadzieścia. Jako, że był dużym i silnym koniem, wyskok z wody nie sprawił mu jakoś wielkiego wysiłku, acz fakt faktem, był bardziej męczący, niż na zwykłej powierzchni. Ładnie zabaskilował nad drewnianą konstrukcją, jakby bojąc się, że o nią zahaczy, unosząc wysoko wszystkie cztery kończyny. Wylądował z pluskiem i przygryzł z lekka wędzidło, stawiając uszyska na kolejną przeszkodę. Trzy foule i Jess dociskając Roy'a łydką, zachęciła go do oddania skoku nad dziwną świnką :lol: Ogier aż wybałuszył oczy z ciekawości, tym samym oddając bardzo imponujący, okrągły skok. Ze świstem wymachnął ciemnym ogonem w powietrzu, lecąc nad przeszkodą z dużym zapasem pomimo odskoku w wodzie. Zafurgotał chrapkami i zarzucił dość mocno łbem zaraz po dotknięciu kopytami ziemi, kiedy Jess wsiadła mocniej w siodło, aby ponaglić karusa do szybszego galopu. Ten schował uszy w grzywie i przybrał naprawdę groźną minę, wywalając do przodu. Wybiegł energicznie z wody i równie sprawnie wydostał się na ląd, biegnąc znów chwilowo pod górę. Dobry widz mógł zauważyć jak szczególnie mięśnie wyrzeźbione na jego zadzie pracują aktywnie, pomagając hanowerowi dzielnie biec do przodu.
Dopiero zbliżając się do przeszkody numer dwadzieścia dwa, Royal zaczął zwalniać, czując półparady ze strony Jessie. Bez żadnych oporów, bardziej się zaokrąglając, przyjrzał się kolejnemu wyzwaniu, które na niego czekało. Jak gdyby nigdy nic, dojechał spokojnie, acz dynamicznie do końca i wybił się łagodnie w górę, lecąc nad kamieniem. Tu również nie zapomniał o nóżkach, które starannie podnosił w górę, nie chcąc dotknąć przeszkody. Stały kontakt, jaki zachowała Jess nie pozwolił ogierowi się rozpędzić do drugiej takiej samej przeszkody, która stała w linii, w bardzo małej odległości. Wbił mocno kończyny w podłoże i jak to miał w zwyczaju, gdy miał ochotę zaatakować przeszkodę, acz dzielnie wstrzymywany przez dziewczynę, nie bardzo jak miał to uczynić z naciskiem ze strony wędzidła, wyrwał sporo trawy kopytami i tak skumulowany, oddał potężny skok. Poskładany baskil, szanowanie nóg i uwypuklony grzbiecik. Lądowanie na lewo i po łuku najazd na przedostatnią przeszkodę. Przygotowanie poprzez półparadę i równy, prosty najazd ze względu na to, że ul był bardzo wąski. Ostatecznie udało im się nacelować i Royal przeleciał pięknie nad drewnianą konstrukcją, furgocząc przy tym chrapami. Szastnął ogonem i dostając ponaglającą łydkę, galopował szybciej na prawo, zbliżając się do ostatniej przeszkody. Wskoczył na trasie do wody, znowu rozbryzgując ją na wszystkie strony i ani myślał zwalniać, choć był już trochę zmęczony. Z lekkim wyskokiem znalazł się z powrotem na suchym lądzie i uniósł zaciekawiony wyżej głowę, skupiając się na ostatniej przeszkodzie. Trzy, drewniane zęby czekały na karusa, który bez żadnych ekscesów dogalopował do nich równym tempem i oddał równie dokładny, jak i ambitny skok co poprzednie. Wyciągnął mocno nos do przodu i jak to miał w naturze, zawisnął nad przeszkódką z pełnym baskilem, prezentując się przed sędziami. Lądowanie i przekroczenie linii mety, a wraz z tym dzwonek.
Wjechał z Jess na pobliski padok i nieco się uspokoiwszy, zwolnił do galopu pośredniego, a zaraz po tym do prawie całkiem zebranego, poruszając się w trzy taktowym chodzie w bardzo spokojnym tempie. W końcu przeszedł do kłusa, żując ochoczo wędzidło, a zaraz po tym do stępa, wyciągając mocno szyję do przodu. Poparskiwał zadowolony i odganiał się od much długim ogonem, podcaplowując co kilka kroków. Nosz nienawidził owadów. Po tym wszystkim zaczekał, aż Jess z niego zejdzie i rozstępuje go w ręku, aby mogli spokojnie wrócić do stajni.

zt

Lisa - 2013-05-13, 23:22

Weszła, prowadząc ze sobą Loczka na luźnej wodzy. Sama była już ubrana w kamizelkę i kask, oraz rękawiczki, a sam karus był w pełni osiodłany i zabezpieczony przed urazami, o które przecież na crossie nie trudno. Po ostatnich zawodach zyskała do niego więcej zaufania, w końcu spisał się na medal. Teraz mieli się sprawdzić w innej konkurencji, która według mniemania rudej była trudniejsza. Co prawda nie gustowała akurat w jeździe terenowej, ale młodego konia warto wypróbować na różnych polach, a i w treningu konia-skoczka cross może wiele pomóc. Tak więc i tutaj się pojawili, zawsze warto spróbować swoich sił !
Wprowadzając go na rozprężalnie dopięła popręg i wsiadła, korzystając ze znajdujących się tam stopni. Dała mu luźną wodzę, mocniej jednak trzymając w dosiadzie i w łydkach, dając swobodę ruchów, by mógł się rozejrzeć i zapoznać z otoczeniem. Po kilku minutach zaczęła nabierać wodze, dojeżdżając do ręki, biorąc na kontakt i prosząc o ustawienie. Łydką pilnowała pracy zadu, rozgrzewkę rozpoczynając od kilku wolt i serpentyn, wyginając go w obie strony. Priorytetem była jednak jazda w przód i reakcja na łydkę - jak zwykle używała delikatnych pomocy, w razie braku reakcji upominając go ostrogą bądź palcatem. Dzisiaj będą musieli trochę pogalopować do przodu. Przykładając łydkę wypchnęła go biodrami do kłusa, przez pierwszych kilka okrążeń jadąc go wypuszczonego do dołu, bardzo mocno w przód i od zadu. Kiedy się rozbujał chwilę popracowała z nim na woltach, pomiędzy robiąc przejścia, dalej poprawiając reakcję na łydkę. Nie mogła go zbytnio zmęczyć, by starczyło mu sił na sam przejazd, toteż po kilku minutach zagalopowała, teraz prosząc go już o wyższe ustawienie. Kilka pierwszych wolt wykonała na obszernych kołach, potem stopniowo wyginając go coraz bardziej. Prowadziła go zewnętrzną wodzą, wewnętrzną pracując rozluźniającymi półparadami. Kiedy poczuła, że jest już giętki jak żeleczka opuściła wolty, przechodząc do półsiadu. Na długich ścianach po dwa dodania na każdą nogę, tylko na kilka fuli, potem od razu skrócenie. Musiała być pewna, że na torze będzie odpowiadał na jej pomoce.
Kiedy oboje dobrze się rozgrzali poczekała cierpliwie aż będzie mogła coś skoczyć, w międzyczasie dając mu chwilę stępa i odpoczynku, mówiąc do niego i głaskając po szyi. Chyba wydawało jej się, że to go uspokaja, tak naprawdę uspokajało ją samą :lol: . W końcu przełożyła łydki do zagalopowania, z wolty kierując go na pojedynczą kłodę. Pierwszy skok z wolniejszego tempa, potem najechała trochę bardziej energicznie, typowym crossowym tempem. Prowadziła go pewnie, trzymając w pomocach, bezpośrednio przed przeszkodą wycofując się, by przeniósł więcej ciężaru na tył i podniósł przód. Uznała, że tyle wystarczy, chwila kłusa i potem stęp w oczekiwaniu na przejazd.

Lockhard - 2013-05-13, 23:46

Raźno szedł u boku Lisy, z rosnącym zainteresowaniem przyglądając się rozpościerającemu się przed nimi terenowi. Rzeczywiście, cross może był miłą odmianą w ich treningach czy startach... na pewno wzbogaci ogiera w doświadczenie. Zobaczymy, czy w ogóle podała i z jakim skutkiem :lol: .
Wszedł na rozprężalnie, gdzie zatrzymał się przy schodkach. Cierpliwie poczekał na Lisę, aż ta podciągnie popręg, czego jej nie utrudniał, a następnie wsiądzie. Na znak ruszył stępem dookoła wyznaczonego placu, początkowo idąc niespiesznie i dość sztywno, gapiąc się na wszystko dookoła. Szybko jednak przyswoił sobie nowy teren i stał się gotów do dalszej pracy.
W odpowiedzi na sygnały wysyłane przez jeźdźca sygnały, stopniowo zaczął wchodzić na kontakt, równocześnie coraz wyraźniej angażując w pracę zad. Początkowo wyginanie się przychodziło mu z niewielkim trudem, wiadomo - musiał pierw się rozgrzać, rozchodzić. Z czasem coraz łatwiej przychodziło mu poruszanie się po okręgu, staranniej wykonywał kolejne figury, przy czym ogromne znaczenie miały wskazówki dawane przez Lisę. Następnie przeszedł do kłusa, efektownie pracując zadem znacząco wyciągał krok idąc w przód, pysk podążył za ręką czyli w chwile obecnej do dołu. Po rozbujaniu się, wznowili pracę na woltach i przejściach, co pomogło ogierowi uwrażliwić się na łydkę i zaangażować dupkę. Po upływie paru minut zagalopował, przechodząc w wyższe ustawienie. Zrobił kilka wolt na dużych kołach, z czasem również na mniejszych, co nie sprawiało mu większego trudu. Po wykonaniu tych wszystkich ćwiczeń stał się już całkiem giętki, gotów do następnych ćwiczeń. Dodania przychodziły mu z łatwością, wyraźnie wyciągał galop i od razu skracał, gdy był o to proszony.
Następnie przeszedł do stępa, w którym odpoczął kilka minut, by potem ponownie zagalopować. Naprowadzony na kłodę, szarpnął nieco łbem wyrywając do przeszkody. Szczerze mówiąc nigdy crossu nie skakał, ale odważne było z niego zwierzę, także bez zawahania poszedł na kłodę, nie "ponosząc" jednak Lisy. W odpowiednim momencie oddał skok, lekko się składając, wylądował, potem nawrócił, skoczył raz jeszcze.... Przeszedł do kłusa, dalej do stępa i czekał wraz z Lisą na start.

Lisa - 2013-05-14, 00:11

Wjechała na linię startu, a słysząc sygnał pozwalający jej rozpocząć przejazd przyłożyła łydki do zagalopowania. Jej plan był taki, by pokonać tor w miarę poprawnie, nie goniąc na łeb na szyję, bardziej jako zawody treningowe niż faktyczna rywalizacja. A jeżeli uda się przy tym zająć jakieś miejsce to super. Ona jak zawsze daje z siebie 100 procent, chyba podobnie jak Loczek.
Od początku podyktowała energiczne tempo, nie za szybkie jednak i kontrolowane w pełni. Pierwsze dwie przeszkody ułożone były w linii prostej a i swoją konstrukcją nie straszyły, tak więc śmiało najechała na pierwszą z nich, pamiętając jednak o pilnowaniu go w pomocach. Wprawne oko mogło zauważyć, że nie do końca swobodnie się czuje, cross nie należał wszak do ulubionych dyscyplin pani trener. O wiele bardziej preferowała skoki i ujeżdżenie, ale przecież warto spróbować wszystkiego. Po pierwszej kłodzie wzięła go trochę na siebie. Dwójka nie była zabudowana, mogła nie wzbudzić takiego respektu, a dodatkowo odbić się musieli odpowiednio wcześniej, nie za późno jednak by im nie brakło do końca. Chyba jechała trochę za bardzo estetycznie, za bardzo parkurowo i poprawnie, ale ciężko było jej się od tak pozbyć umiejętności, które szlifowała tyle lat. W dużej części musiała polegać na karym, musiała mu ufać, że nie stchórzy i nie zostawi jej na jakimś drzewie <3. Do trzeciej przeszkody mieli kawałek przestrzeni do przegalopowania, mogła więc znowu wypuścić go w przód, nieznacznie tylko przytrzymując przed samym domkiem. Miała głęboką nadzieję, że nie przerazi go takie dziwadło, mimo wszystko trzymając go mocno w pomocach. Kolejne trzy przeszkody były dość specyficzne, wzięła go więc na siebie, wracając w siodło, podchodząc do tego trochę jak do oksera. Proszę jej wybaczyć te błędy :lol: . Na czwórkę najechała po łagodnym łuku, dalej prowadząc do piątki. Przeszkody leżały na krzywej, wyprostowała go jednak dokładnie zaraz przed. Nad przeszkodą zapomniała o lądowaniu na lewo, więc musiała wykonać szybką lotną i z niewielkiego najazdu jaki jej został po pokonanym zakręcie skierowała go na szóstkę. Odetchnęła z ulgą po tej kombinacji, dalej pozostając w trochę wolniejszym tempie.

Lockhard - 2013-05-14, 00:12

Skierował się na linię startu, a gdy rozległ się dzwonek, karus aż cały zesztywniał. Odpowiedział jednak na wysłane sygnały i energicznie zagalopował pod górę. Nie znał pomysłu Lisy na pokonanie toru, ale gdyby wiedział, jaki jest, z pewnością byłby wdzięczny. Jeszcze nie do końca odnajdował się w tym sporcie, więc treningowe podejście do sprawy z pewnością mu pomoże.
Galopował energicznie, bez przesady w żadną ze stron. Widząc na swej drodze kłodę, odruchowo spróbował przyspieszyć, jak zwykle napalając się na przeszkody, zwłaszcza te, które swoim wyglądem nie odstraszały. Poszedł na jedynkę odważnie, ani myśląc o wyłamaniu. Nie przeszkadzał mu także brak swobody jakim zwykle odznaczała się Lisa, sam był niejako skrępowany, ale skakać lubił, także.... Oddał skok we właściwym miejscu, ładnie zapracował szyją, a także złożył nogi. Już po chwili wylądował, kierując się na kolejną przeszkodę, ustawioną w tej samej linii. W odpowiedzi na działania Lisy uspokoił nieco galop, przypatrując się już z oddali kolejnej przeszkodzie. Nie wzbudziła w nim większych obaw, dlatego po dojechaniu do niej, oddał ekonomiczny skok nad samym "drągiem", miękko lądując tuż za. Następnie wyciągnął lekko galop, energicznie i pewnie zmierzając na domek. Przytrzymany, subtelnie skrócił krok, rzucając bystre spojrzenie przeszkodzie. Szarpnął łbem, chyba po raz pierwszy czując się lekko zaniepokojonym. Można było to dostrzec w jego ruchu, foule stały się bardziej sprężyste, jakby karus wahał się. Był jednak bardzo pilnowany przez Lisę, także skok ostatecznie oddał, we właściwym miejscu, lecz zdecydowanie nieekonomicznie. Wysoko, jakby bał się, że domek go zje czy coś... Skok zwieńczył niskim bryknięciem i wyciągnięciem łba do dołu, czemu towarzyszyło głośne parsknięcie i stulenie uszu. Szybko zebrał się do kupy i pogalopował dalej, po łuku, zmierzając na czwartą przeszkodę. Ta nie sprawiła mu raczej problemu, skok oddał płaski i daleki, zaraz po nim wciąż idąc po łuku. Kolejną, identyczną przeszkodę pokonał jednakowo. Po wylądowaniu zrobił lotną, tuż zaraz czekała go szósta przeszkoda, którą również skoczył po wyprostowaniu. Kończąc tę dość skomplikowaną kombinację, pierwsze parę foule zrobił dość wyciągnięte, strzelając przy tym z ogona. Potem trochę ustabilizował galop.

Lisa - 2013-05-14, 00:55

Teraz musieli oddać długi skok, co za tym idzie włożyć w to troch więcej energii. Jednak z obawy przed wyłamaniem nie mogła go wypuścić teraz w przód. Starała się więc najechać energicznie, ale mocno w pomocach, została więc w pełnym siadzie, źle jednak wymierzyła odskok i została trochę za ruchem konia, szybko zbierając się po lądowaniu. Na szczęście nie czekały ich teraz zakręty, a prosta jazda w przód. Chcąc nadrobić trochę straconego czasu przeszła do półsiadu, przykładając łydki do obu jego boków. Zarówno 8 jak i 9 pokonała takim szybkim tempem, starając się mu pomóc na odskokach, nie przeszkadzać w samym skoku i dobrze prowadzić po.

zrobię edit jutro, bo mi się cały post skasował>>

Lockhard - 2013-05-14, 11:12

edit
Afera - 2013-05-14, 19:41

Sonja napisał/a:
Ależ ona jej nie goni! Pisałam, że wolniutki kłus! ;c
W ogóle fajnie, że nie została zrzucona. <3
Takoż też sobie truchtały tam gdzieś powolutku, odpoczywając. Jakieś tam luźne wolty, luźna wodza. Dziesięć minut kłusa, potem wstrzymanie krzyżem i stęp. Tym chodem sobie tu chwileczkę pochodziły, Sonja z siodła popuściła troszeczkę Aferze popręg, a potem odjechały powolutku do stajni, po drodze się jeszcze rozluźniając. Saara się też porozciągała w międzyczasie do jej uszu, nasady ogona, do własnych nóg i tak dalej.
Mnóstwo pochwał też. <3
    zt.


Po pokonaniu trasy klacz była całkowicie posłuszna. Poruszała się leniwym kłusem. Można powiedzieć że człapała. :lol: Łeb opuściła w dół korzystając z luźnej wodzy. Po dziesięciu minutach kłusa i wolt zwolniła do stępa. Gdy Sonja popuściła lekko popręg, Afera głośno wypuściła powietrze z chrap i przecięła ogonem powietrze. Do stajni jechała wolniutkim stępem z głową w dole. Wszelkie pochwały posłusznie przyjmowała.
No to opuściły teren zawodów. :3
zt/

Jackson - 2013-05-15, 22:35

Desperado napisał/a:
Lądując po czternastej przeszkodzie, postawił pierw lewą nogę, by to właśnie na tę stronę energicznie pogalopować. Poruszając się po kole, w odpowiedzi na działania Jacksona stonował galop, choć niechętnie. Bo najchętniej to gnałby bez opamiętania do przodu, był jednak w stanie odłożyć swoje "chcę-nie chcę" na bok, wiedząc, że z brunetem nie ma co dyskutować, bo po prostu skończyłoby się to źle. Widząc na swej drodze przeszkodę, parsknął głucho, w równym tempie zmierzając na jej sam środek, w odpowiednim, wyznaczonym przez zawodnika miejscu oddając mocny, lecz ekonomiczny skok. Tradycyjnie zapracował szyją, nie przyłożył się jednak zanadto do samej techniki, komuś przydałoby się trochę skoków luzem dla odświeżenia informacji. Nevermind. Po pokonaniu tamtej przeszkody, dojrzał tę oznaczoną numerem szesnastym, do której zbliżał się w równomiernym, szybkim tempie. Korzystając ze wskazówek od jeźdźca, w wyznaczonym miejscu wybił się dynamicznie, siłę ku temu odnajdując w umięśnionych tylnych kończynach. Złożył się ciut lepiej niż ostatnim razem, ponownie poprawnie pracując szyją. Ogier nie wiedział, że już niewiele dzieli ich do mety, lecz w niczym mu to nie przeszkadzało - zapał pomimo zmęczenia go nie opuszczał. Kolejną sekwencją, z jaką musiał się zmierzyć, był niejaki szereg złożony z dwóch przeszkód. Nie spierając się z Jacksonem, w narzuconym tempie pogalopował na wprost siedemnastki, w danym miejscu odbijając się i sprawnie, bez większych komplikacji pokonał przeszkodę. Lądując, lekko się potknął, cudem chyba unikając wywrócenia się na mordę. Zirytowało go to, dlatego gdy odzyskał równowagę i pogalopował dalej, bryknął nisko tuląc przy tym uszy. Wszystko to zakłóciło harmonię, więc na następną przeszkodę wybił się ciut za późno, desperacko jednak uratował sytuację. huh.


Podczas tego niesfornego potknięcia się, Jackson wylądował delikatnie na szyi Desperado, jednak gdy ten bryknął, udało mu się jako tako wrócić do poprzedniej pozycji. Nie była to wina konia, być może chłopak niewłaściwie wyregulował tempo i to było przyczyną potknięcia, ale teraz nie było czasu na rozkminianie tego, dlatego, zebrał siebie i konia do kupy i oddał kolejny skok, już nieco w lepszym wykonaniu. Kolejne przeszkody były już w wodzie, dlatego należałoby na to jakoś nastawić konia, zatem zawodnik przytrzymał go nieco i przysiadł w siodło "biorąc go na siebie". Łydkami nadal popychał do przodu,a może bardziej- zachęcał do aktywnego galopu, jednak nie pędu. Kiedy zbliżyli się do żywopłotu wyrastającego z wody Jackson w momencie kiedy wyczuwał stres u Desperado, bądź jakąkolwiek obawę lub zahamowanie- aktywnie pracował łydkami, zachęcając go do skoku. Jeśli nie koń szedł chętnie na przeszkodę, nie ograniczał go, a jedynie pilnował, aby nie uciekł, nie wyłamał, ani nie wykręcił żadnego innego numeru.
Następna rzecz do pokonania to płotek, wyrastający także z wody. Tutaj jednak było utrudnienie, gdyż i wybicie i lądowanie miało miejsce w tej jasnoniebieskiej,a może lekko zielonkawej cieczy, co było dość ciężkie i trudne. Ciężko jest biegać w wodzie, a co dopiero galopować. Po wylądowaniu z pierwszej przeszkody, chłopak wykonał minimalny półsiad, aby odciążyć jako tako zad gniadego, który w ten sposób mógł nieco bardziej nim zapracować i wykorzystać siłę jego mięśni do wybicia się. Ucieczka byłaby w tym przypadku trudniejsza do wykonania niż sam skok, dlatego mniemam, że ogier podjął się skoku, jednak jeśli kombinował coś, to chłopak pozostawał czujny mimo wszystko. Nad tyczkami oczywiście półsiad, oddanie ręki i lądowanie. Następnie kolejne foule w wodzie, kolejny trudny skok, ale tutaj chyba jakoś poszło, na pewno było łatwiej, gdyż koniuch był obeznany już w tego typu przeszkodzie.
Teraz mieli już z górki. Oboje byli mega zmęczeni, ale zaledwie kilkadziesiąt metrów dzieliło ich od końca trasy. Jack, dał koniuchowi chwilowo, wolną rękę. Oddał wodzę i pozwolił rozpędzić się, choć jeśli ten nie miał siły, rozumiał i nie kazał dawać z siebie wszystkiego. Brał pod uwagę też to że Desp miał sporą przerwę w treningach. Kiedy dotarli do kolejnych zatorów na swej trasie, chłopak przysiadł w siodło, spowalniając delikatnie gniadego. Wymierzył foule do skoku i oddał wodzę, wykonując półsiad. Dwie obszerne foule i łydka! kolejny lot zaliczony! Ciekawe tylko w jakim wykonaniu. Poklepał murzyna i ruszył dalej. Przeszkoda numer 24 zbliżała się, a więc jeździec utrzymywał jednolite tempo, licząc już po cichu kroki do odskoku, przy którym zaakcentował łydką i przeszedł w półsiad. Ostatni 25 płotek był już w zasięgu ich kopyt i dłoni. Mimo, że byli zmęczeni, podjęli się jej, a przynajmniej brunet użył pomocy adekwatnych do pokonania owej przeszkody.
Z uśmiechem na twarzy nie mógł przestać klepać Despa. Był tak dumny ze swojego konia, że dotrwał do samego końca i to po przerwie. Mocarne zwierze.
-Dzięki stary!- szepnął do swego pupila i zjechali z toru, przechodząc w kłus. W tym chodzie pokonał jeszcze jakiś dobry kawałek, aby ustabilizować pracę serca, mięśni i całego organizmu zwierzęcia, po czym przeszli w stęp i zwrócili się na rozprężalnie, gdzie pozostali dobre 30 min. po prostu odpoczywali. Po tym wyjechali do stajni, gdzie człowiek rozsiodłał Despa, wyczyścił, schłodził i odstawił do boksu. zt

Desperado - 2013-05-16, 00:09

Zmierzając w stronę kolejnych przeszkód, ustawionych w wodzie, odpowiadając na działanie dosiadu Jacksona, uspokoił galop, choć nie tracił na impulsie. Na przeszkodę poszedł chętnie, umiał skakać przeszkody tego rodzaju; we wskazanym miejscu odbił się ekonomicznie, w locie przeczesując część czesaną przeszkody nadgarstkami i zaraz łagodnie podchodząc do lądowania. Zadarł wysoko łeb i pogalopował dalej, rozbryzgując wodę. Rzeczywiście poruszać się w wodzie było trudniej, wymagało to od ogiera maksimum zaangażowania, czemu niemniej sprostał. Przed następną przeszkodą wybił się mocno, idąc wysoko w górę, w trakcie lotu zaokrąglając grzbiet, składając nogi, pracując szyją. Z głośnym sapnięciem wylądował i zrobił kolejne parę foule, po których nastąpił następny skok.



Teraz mieli już z górki. Oboje byli mega zmęczeni, ale zaledwie kilkadziesiąt metrów dzieliło ich od końca trasy. Jack, dał koniuchowi chwilowo, wolną rękę. Oddał wodzę i pozwolił rozpędzić się, choć jeśli ten nie miał siły, rozumiał i nie kazał dawać z siebie wszystkiego. Brał pod uwagę też to że Desp miał sporą przerwę w treningach. Kiedy dotarli do kolejnych zatorów na swej trasie, chłopak przysiadł w siodło, spowalniając delikatnie gniadego. Wymierzył foule do skoku i oddał wodzę, wykonując półsiad. Dwie obszerne foule i łydka! kolejny lot zaliczony! Ciekawe tylko w jakim wykonaniu. Poklepał murzyna i ruszył dalej. Przeszkoda numer 24 zbliżała się, a więc jeździec utrzymywał jednolite tempo, licząc już po cichu kroki do odskoku, przy którym zaakcentował łydką i przeszedł w półsiad. Ostatni 25 płotek był już w zasięgu ich kopyt i dłoni. Mimo, że byli zmęczeni, podjęli się jej, a przynajmniej brunet użył pomocy adekwatnych do pokonania owej przeszkody.
Z uśmiechem na twarzy nie mógł przestać klepać Despa. Był tak dumny ze swojego konia, że dotrwał do samego końca i to po przerwie. Mocarne zwierze.
-Dzięki stary!- szepnął do swego pupila i zjechali z toru, przechodząc w kłus. W tym chodzie pokonał jeszcze jakiś dobry kawałek, aby ustabilizować pracę serca, mięśni i całego organizmu zwierzęcia, po czym przeszli w stęp i zwrócili się na rozprężalnie, gdzie pozostali dobre 30 min. po prostu odpoczywali. Po tym wyjechali do stajni, gdzie człowiek rozsiodłał Despa, wyczyścił, schłodził i odstawił do boksu. zt

Mistrz Gry - 2015-05-17, 16:03
Temat postu: Mia Alight & Windsor
MIA ALIGHT & WINDSOR



    51; Szybko zmieniające się warunki pogodowe;poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura)
    Opis
    Kiedy nadeszła wasza kolej na rozpoczęcie przejazdu, pogoda uległa poprawieniu. Słoneczne promienie przyjemnie grzały, lecz lekki wiatr sprawiał, że nie było gorąco. Podłoże było niepylące po ostatnich deszczach, nieco błotniste, ale koń nie tracił przyczepności.



    69; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy.
    Opis
    Pomimo doskonałych warunków pogodowych Windsor był nieco spięty w wyniku nietypowego wyglądu przeszkód. Zbliżając się do przeszkody oznaczonej numerem 6, wyraźnie się zestresował, próbując zwolnić. Mimo to reagował na pomoce jeźdźca i dalej szedł do przodu, ostatecznie pokonując strach i przy tym wszystkim nie stracił tempa.
    Podobna sytuacja wynikła podczas pokonywania szeregu 7ab, gdzie siwek wpierw skoczył bokiem na pierwszym członie, natomiast przy drugim ponownie zaczął tracić pewność siebie by ostatecznie oddać skok.



    46; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu.
    Opis
    Pogoda uległa gwałtownemu pogorszeniu i zaczęło padać, co miało przede wszystkim wpływ na podłoże, które stawało się coraz bardziej błotniste i śliskie. Koń się nieznacznie ślizgał, więc jeździec chcąc nie chcąc musiał chwilowo zwolnić galop, aby uniknąć upadku (przekroczenie normy czasu).


    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-05-17, 17:58
Temat postu: Brian Donney & Integrity Promise
BRIAN DONNEY & INTEGRITY PROMISE



    105; Zgubienie strzemienia. W trakcie przejazdu bądź skoku jeździec gubi strzemię bądź dwa, co wpływa na jego równowagę, najczęściej zakłócając ją.
    Opis
    Początek waszego przejazdu rozpoczął się naprawdę bardzo dobrze; klacz od początku trzymała mocne, równe tempo i śmiało szła na kolejne przeszkody. Niestety podczas skoku przez szóstą przeszkodę jeździec zgubił strzemiona, a mocne wybicie Promise do przeszkody sprawiło, że Brian stracił równowagę i pomimo wszelkich starań spadł w trakcie lądowania spadł z konia, boleśnie uderzając o ziemię. Na szczęście nie doznał poważniejszych obrażeń. Koń pogalopował samotnie jeszcze przez kilkanaście metrów, po czym zatrzymał się i został odebrany przez luzaka, zaś Briana otoczono opieką medyczną. Niestety ten upadek równał się eliminacji już na samym początku toru.



    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group