Anonymous - 2013-06-06, 15:37 Na końcu rozgrzewki jeszcze wykonała tam poprawie tę wolty , uważnie śledząc wzrokiem inne pary.
Przejazd
Wjechała na czworobok , chętnie idąc do przodu , nie tracąc tempa .Dalej widocznie bardziej zainteresowana innymi ,niż na jeźdźcu .Szła prosto do punku C , przeżuwając nawet co chwila wędzidło . Pół parada przed X co za skutkowało jedynie podrzuceniem łba przez M.Jednak zatrzymała się w odpowiednim miejscu , stawiając równo nogi , co za tym idzie cały ciężar był równomiernie rozniesiony. Stojąc tak w bezruchu szastała ogonem widocznie zniecierpliwiona .W końcu czując łydkę zrobiła kilka kroków kłusa ,pewnie zaraz zwalniając po tym jak dziewczyna ją zwolniła.Za punktem C zakręciła na prawo ,dojeżdżając do M i w tym moment cie zaczynając kłusować , elastycznie odbijając się od sypkiej powierzchni , lekko zaokrągliła grzbiet i zeszła łbem na dół .Z ujeżdżeniem także dobrze sobie radziła ,jednak jej miejsce było na parkurze . Wracając ; poruszała się roboczym kł. na chwilę zapominając o swym charakterze , na skokach pokaże jaka na prawdę jest .Przy B wjechała na woltę , nieźle wpisując się w okręg , tutaj jednak kończąc ją kolejny raz lekko wypadła łopatką.Podczas gdy dziewczyna przeszła do wysiadywanego gniada zwolniła nieco i parsknęła przeciągle, robiąc młynek ogonem. Gdy dotarła do B zagalopowała na prawą kończynę , podrzucając radośnie dupką by wrócić ostatecznie na ślad gdzie przyspieszyła , wyraźnie wyciągając swój krok.Kate - 2013-06-06, 21:49 //Już się boję skoków.
Gdy klacz wyciągnęła krok, Kate przytrzymała ją lekko, aby ta zwolniła. W galopie pokonała odcinek od B do H, gdzie wysłała gniadej półparadę, zamknęła nadgarstki, usiadła mocniej w siodle, odchyliła się lekko do tyłu i rzecz jasna już nie utrzymywała Midnight biodrami w galopie. Tym samym zwolniła do kłusa, w którym zaczęła miękko i płynnie anglezować na dobrą nogę. Do M poruszała się w tym chodzie pilnując tempa, a w tymże punkcie wjechała na przekątną czworoboku, aby zmienić kierunek jazdy. Na środku zmieniła nogę w kłusie, a po dojechaniu do K skręciła w lewo tym samym zmieniając kierunek. Po dojechaniu do punktu oznaczonego literą A skierowała Midnight na koło o średnicy 20m pilnując wygięcia, tempa, jak i tego, aby nie wypadała ani zadem ani łopatką. Koło pokonała w półsiadzie nie garbiąc pleców i ogólnie starając się wykonać to jak najlepiej. Po powrocie do A usiadła do kłusa ćwiczebnego. Tyłkiem jak poprzednio nie klepała o siodło utrzymując równowagę. Nie była jednak spięta. W B wprowadziła gniadą na pół koła do E. Znów pilnowała ogólnego ustawienia, a nieco przed E wypchnęła klacz do galopu obciążając bardziej lewą stronę, aby właśnie z lewej nogi zagalopowała. Pilnowała odpowiedniego tempa oraz tego, aby hanowerka nie wyrywała do przodu, co było całkiem możliwe. Do M galopowała spokojnym tempem po obwodzie, a w M wysłała hanowerce półparadę, aby zaraz przytrzymać klacz do kłusa i zacząć anglezować. W C usiadła do ćwiczebnego i w dalszym ciągu pilnowała tempa. Nieco przed E wysłała klaczy półparadę, a w tym punkcie zatrzymała ją i przytrzymała w "stój" pięć sekund. Następnie dała gniadej łydkę do stępa i takim chodem dojechała do K, gdzie znów wypchnęła klacz do kłusa. W A wjechała na środkową linię, a zaraz potem w X zatrzymała klacz i ukłoniła się. Następnie zawróciła gniadą w stępie i opuściła czworobok w A na luźnej wodzy. Po przejeździe trochę postępowała, a później pochwaliła i przygotowała na część skokową. ;3Anonymous - 2013-06-07, 11:07 .edit.Matthew - 2013-06-07, 17:35
Nemesis napisał/a:
Smołka zapakowała swój zad grzecznie na czworobok, racząc sędziów/oceniających wysoką dosyć akcją kończyn. Zatrzymana przez Matt'a gdzieś na X, parskając. Spokojnie stała, czekając na rozwój wydarzeń (borze liściasty, jaki dramatyzm )
Aż w końcu ruszyli. Fryzia tam niczym nie wypadała. Skręciła w prawo, zadem ładnie pracując. Skupiona była na tym świrniętym na górze Na sygnał Matta w M przeszła płynnie do kłusa. Zbliżała sie do B.
Łapki miał stabilnie utrzymane w pozycji pionowej (przy zamkniętych nadgarstkach) parę centymetrów nad i przed siodłem. Cały czas elastycznie pracował rękami, oddając co chwilę klaczy te parę milimetrów, gdy tam jej się w rytmie chodu głowa wysuwała do przodu i do tyłu.
Przed literką B dał jej półparadę, no i idealnie ze środka długiej ściany pozwolił klaczy ładnie obić w prawo. Dobra, pozwolił - nakazał jej, cofając zewnętrzną, lewą łydkę i prawa ją mocniej dociskając. Głowę jej w wodzach tak ustawił, by widzieć czubek jej ryjka podczas wolty. Cały czas mocno trzymał ją w pomocach i delikatnie, lekko anglezował, by nie wytrącić przypadkiem dziewczyny z rytmu.
Przy literce E kolejna półparada, tym razem dużo bardziej subtelna, bo wszakże polecenie dla Smołki zmianie nie ulega. Tylko Matt teraz usiadł w ćwiczebnym, ładnie pracując bioderkami, by grzbietu klaczy nie oklepać. W ciągu dalszym także pilnował ustawienia rąk i działania łydek, by tam nie zdekoncentrować karuski.
Przed zakończenie wolty kolejna półparada i centymetry przed literką B wyraźne wypchnięcie z bioder, uprzedzone sygnałem łydkami. Z prawej nieco mocniej, by fryzyjka wiedziała z której zagalopować.
W galopie maksymalne rozluźnienie i pilnowanie prawa łydeczką, by Smołka nie uciekała do środka ukradkiem. Prowadził ją delikatnie aż do literki H, na zakrętach starając się dopilnować, by nie ścinała narożników. Sygnały do skrętów dawał jej w prawie ostatni momencie, ale Nemesis chyba też nie była taka głupia, by wpadać w ściany i tez raczej wcześniej zauważała, że będą skręcać. No, mam nadzieję.
Gdzieś tam przed narożnikiem delikatna półparada i mocne spięcie w krzyżu i przytrzymanie klaczy łydkami i wodzą, by ta zwolniła chód do roboczego kłusa. Bella anglezowała.
Znów dokładnie wyjechany narożniki, a potem niemal spóźnili się ze skrętem przy literce M. To znaczy wszystko pójdzie dobrze, jeśli fryzyjka jest przygotowana na takie nagłe sygnały, bo Matt jest dość zapominalski.
Ściślej mówiąc, w ostatniej chwili posłał jej szybką bardzo i krótką półparadę i nieco zbyt mocno naparł na jej prawy bok łydką, jednak zaraz luzując ten ucisk, gdy już skręcili do środka. Skierowali się po prostej przez środek czworoboku, po X, w stronę literki K przed narożnikiem.
Także uważna praca rąk i prawie równomierny nacisk na wędzidło przy skręcie. Bo nieco mocniejszy na prawą stronę, ale zaraz potem wyrównany i tak dalej, no.Anonymous - 2013-06-07, 18:44 .edit.
/ztAnonymous - 2013-06-08, 12:26 Przytrzymana owszem zwolniła , wieszając się na moment na wędzidle. Po odcinku BH pokonanym w dosyć spokojnym galopie gniada po dostaniu odpowiednich pomocy zwolniła do kłusa , jedna nóżka jej się tam gdzieś wywinęła ale dziewczyna na pewno sobie z tym poradziła i to wysiedziała. W czasie gdy para zbliżała się do punku M klacz poruszała się równym , nie za szybkim tempem. Zad wszedł nieco pod kłodę a potylica była najwyższym punktem , w końcu pokazała co potrafi . Wjechała na przekątną , jak na razie dalej pozostając w niezłym ustawieniu . Odbiła na lewo po dojechaniu do K , troszeczkę przyspieszając. Przy A wjechała na woltę a raczej koło , średnica ów figury wynosiła 20 metrów więc nie tracąc tępa i w końcu nie wypadając/wpadając zadem ani łopatką pokonała ją i zwolniła czując jak dziewczyna przechodzi do wysiadywanego .W B weszła w pół koło , podrzucając zadem i w końcu docierając do E. Przeszła do galopu na lewą nogę , z początku jednak przyspieszając, przytrzymana przez dziewczynę zwolniła niezadowolona kuląc po sobie uszyska i chowając je w grzywie.Utrzymywała równe tępo i w punkcie M po półparadzie zwolniła do kłusa i podrzuciła łbem .Tym razem przy C nie zwalniała , chcąc już zakończyć przejazd .Przed E zatrzymała się i znów równo odciążyła kończyny , stojąc przez te 5 sekund spięta i zniecierpliwiona .Czując łydkę porywczo ruszyła energicznym , aktywnym stępem , w K przechodząc do kłusa by po A wjechać na linię środkową , a w X zatrzymała się i parsknęła przeciągle.Opuściła czworobok już spokojniej krocząc po podłożu , domyślając się że jest to już koniec.Podczas stępowania odpoczęła sobie i przyjęła wszystkie pochwały .Nemesis - 2013-06-10, 16:43 później zedytuję D: Mefju, kontynuuj...Ruitershoeve - 2013-06-25, 15:40 wstęp przed rozgrzewką - potem
ROZGRZEWKA
będzie potem
PRZEJAZD
Po rozgrzewce, wszedł na odpowiedni kontakt z jego ręką, tym samym był w dobrym ustawieniu, z dobrze zaangażowanym zadem. Słysząc swoje zniekształcone imię, poczuł sygnały pewne, i elastycznie przeszedł do kłusa. Jego tempo było dobrze wyregulowane. Między innymi było one równe, i niezbyt szybkie, ani zbyt wolne. W sam raz!! W takim, a nie innym rytmie wyjechał A, by potem dojechać na wprost do punktu X, gdzie poczuł charakterystyczną paradę, przez co gładko przeszedł do stój. Bez zająknięcia, szarpanin. Stał w jednej linii, nogi stały równo względem siebie. Nie poruszył się przez kilka sekund, pozostając w ustawieniu. Potem czując zwolnienie 'blokad' ruszył kłusem, wraz z wyraźnym sygnałem do tego. Czuł co jakiś czas półparady, przez co ogier pozostawał w koncentracji. Dodatkowo jedno ucho miał odchylone w jego kierunku. Jako, że zanim trafił w ręce Christiana, ćwiczył on tylko i wyłącznie ujeżdżenie z Noa, przez co jego ruch był wykwintny. Przynajmniej jakby nie patrzeć statystki ogiera w ujeżdżeniu przekraczały istotnie innych statystki w tym polu. Kiedy dojechał do C, skręcił w prawo, dalej utrzymując to tempo, i oczywiście dobre ustawienie, w jakim oczywiście był. Kiedy wyjeżdżali narożnik, ogier był zmuszony zapracować mocniej swoim zadem, by pokazać bardziej wyciągnięty kłus od tego, w którym uprzednio był. Przed narożnikiem, czując wstrzymujące pomoce, ogier wrócił do kłusa roboczego. Przejście to pomiędzy wyciągniętym, a roboczym było miłe dla oka. W punkcie P, został wprowadzony na koło o średnicy 10m. W tym kole, ogier dobrze pracował stawami. Wygięcie też było niczemu sobie, nie wpadał, ani nie wypadał łopatką, to samo tyczyło się zadu. Wyjeżdżając z wolty, wyprostował swoje ciało, by za chwilę dobrze wyjechać zakręt tak, by dojechać do E, gdzie znów musiał zapracować nad wygięciem, i wjechaniem na ślad, gdzie został znowu wyprostowany. W punkcie S został znów wprowadzony na woltę, o podobnej średnicy do poprzedniej. Wyjechał ją dobrze, wyginając się względnie do łydki mężczyzny. Przy tym nie utracił swojego tempa, ani ekspresji ruchu. Jego ruch, głównie opierał się na zadzie, przez co przód był lekki. Szyja mimowolnie była wygięta w pokaźny łuk, tak, że potylica usadowiła się pod dobrym kątem względem ziemi.Po wyjechaniu z niej regulacja tempa, by w S pojawiła się parada, która doprowadziła go do pięciu sekundowej nieruchomości. By następnie, ruszyć stępem pośrednim, gdzie niedługo później dobrze wyjechać z narożnika i pojawić się na przekątnej, na którym pokazał swój stęp swobodny, podczas którego Ruiter miał luźną wodzę przez co miał całkowitą zdolność i oczywiście dobrowolność wyciągnięcia i opuszczenia głowy i szyi. Oczywiście z tego skorzystał, bo koń, który by z tego nie skorzystał.. to byłby głupi koń <3 Natomiast w V, wrócił do stępu pośredniego, by przed samym narożnikiem, przejść elastycznie do kłusa roboczego, by potem wyskoczyć sprawnie do galopu dokładnie wraz z pomocami Chrisitiana. Galopował w naturalnym rytmie, gdzie jego galop był równomierny i rytmiczny. Czując sygnał do wydłużenia ogier wydłużył pracę jego nogi na tyle, na ile pozwalała mu budowa jego ciała. Ruchy były bardziej wyciągnięte niż w galopie pośrednim. Na końcu ściany, widocznie skrócił się, by w C wyjechać woltę o średnicy 15m, wciąż w dobrym ustawieniu. Wygięcie jego, jak i wyjeżdżenie tego było w normie. Kiedy wyjechał z wolty, znowu był ustawiony na pomocach, by potem na początku ściany zacząć kontgalop, gdzie wysuwająca się do przodu parą kończyn była para zewnętrznych. Na końcu ściany jego tempo zostało wyregulowane, i wjechał po przekątnej na punkt X, gdzie przeszedł o jeden chód w dół. Następnie w narożniku, znowu przejść do galopu, ale ty razem na prawo. Na długiej ściany dodał, mocniej wyciągając nogi spod siebie w przód. Tym samym dalej pozostał w ustawieniu. Przed krótką ścianą widoczne skrócenie, by w punkcie A wejść na woltę o średnicy 15m. Mimo wszystko ogier dobrze wyjechał ową woltę, w dobrym ustawieniu, w nienagannym tempie. Po wyjeździe z wolty, poczuł półparadę, by zacząć kontrgalop, by samym wjeździe na ścianę. Był to manewr polegający na tym, iż Ruiter podczas galopu, znajdując się w fazie lotu zmienia nogę prowadzącą, na którą galopuje (czyli przednią nogę, którą stawia jako ostatnią przed fazą lotu). Lotna zmiana nogi jest zwykle wykonywana, aby noga prowadząca zgadzała się z kierunkiem zakrętu. Dojechał do punktu X, gdzie został zepchnięty w w odwrotnym ustawieniu ustawieniu go do ściany. Kiedy do niej dojechał, wjazd na przekątną i przed punktem K, przeszedł do kłusa. Przejechał przez krótką ścianę, i znów wjechał na przekątną, gdzie dodał znacznie, również wyciągając znacznie nogi do przodu. W pewnym momencie skrócił się do roboczego, do punktu B, gdzie wjechał na kolejne koło o średnicy 20m, gdzie wyczuł pomoce do życia z ręki. Ogier zareagował na te pomoce obniżeniem głowy, wyciągnięciem szyi i właśnie tzw. żuciem wędzidła. Udowodnił tym samym, że nie jest sztucznie zawieszony na pomocach, bądź wędzidle, i pokazał, że potrafi się rozluźnić i znaleźć równowagę bez oparcia na ręku. Przy wyjeździe, wrócił do ustawienia i do roboczego na ślad. W punkcie A, wyjechał na środek, by zatrzymać się w punkcie X. Pokazał nieruchomość, i dobre równe ustawienie nóg. A potem mocno wyciągając głowę w dół, wyjechali z czoworoboku. A potem stępowali.Harley Davidson - 2013-09-28, 18:57 ROZGRZEWKA
Harley przybył na rozprężalnię z Kalmarem. Czuł spore podekscytowanie, zmieszane ze strachem i zdenerwowaniem. Czyli słabo... Chwilę pochodził z ogierem w ręce na boku, żeby się ogarnąć. Uspokoił oddech, skupił się na zadaniu i odgonił od siebie tremę. Nie ma, nie będzie swoimi nędznymi odczuciami denerwować ogiera, o. W końcu zatrzymał gniadosza, wydłużył sobie maksymalnie lewe strzemię, podpiął popręg, wskoczył na jego grzbiet. Już u góry dopasował sobie strzemiona, wziął wodze w ręce, zamykając je w dłoniach, wchodząc na lekki kontakt z pyskiem konia. Odetchnął cicho i dał mu sygnał do stępa. Rozchodził go trochę w tym tempie, a potem docelowa rozgrzewka. Zaczęli od zwykłego wyjeżdżania ścian, tak z jedno okrążenie, przejście do kłusa, to samo... Potem znów przejście w stęp, kilka kół, wolt, to samo w kłusie. Nie mógł rozgrzać raz a porządnie ogiera w stępie, bo strasznie mu się wtedy nudziło i zaczynał kombinować. A tego Harley nie chciał dziś doświadczyć. Więc musiał przeplatać ćwiczenia zmianami chodów.. Cały czas pilnował jego wygięcia, w razie potrzeby skupiał go na sobie półparadami. W obu pierwszych chodach pochodził z nim jeszcze kilka wężyków i serpentyn, żeby sprawdzić, czy jest już przepuszczalny, rozciągnięty. Gdy zobaczył, że w stępie i kłusie jest już w porządku, dał mu sygnał do zagalopowania. W tym tempie zaczęli od kilku okrążeń z wyjeżdżaniem ścian, narożników, potem koła, z dwie, trzy wolty. Po tym jeszcze przejście w stęp, wydłużanie, skracanie chodów. Na sam koniec rozgrzewki zwolnił go do stępa, przechodząc na luźną wodze, żeby mógł sobie jeszcze szyję wyciągnąć przed wejściem na czworobok. Dosłownie kilka minut... Kiedy usłyszał imię swoje i ogiera, wziął głęboki oddech i skierował go na czworobok. Po drodze zaczął stopniowo zbierać wodze, wchodząc na kontakt.
PRZEJAZD
Wjeżdżając na czworobok był spokojny, oddychał głęboko, skupiony całkowicie na zadaniu. Wjechali na czworobok stępem pośrednim. Harley pilnował przy tym, żeby ogier szedł energicznie, ale też nie wydłużał kroku. Zatrzymał ogra w X, odchylając się lekko do tyłu i delikatnie hamując go wodzami. Jeśli ta siła pomocy nie zadziałała, to zwiększył ją po prostu trochę. Ukłonił się 'sędziom', dał Kalmarowi łydkę do stępa, wypchnął go z krzyża. Ruszyli oczywiście stępem pośrednim i w tym tempie dojechali do C, gdzie Harley zadziałał łydkami, przeniósł lekko swój ciężar ciała na prawą stronę, prosząc ogiera o ładny zakręt. Nakierował go przy tym wodzami, tak dla pewności. Przed literą M, dał mu półparadę, przygotowując go na pomoce i skupiając na sobie. Już przy znaczniku pomoce do przejścia w kłus - wypchnięcie z krzyża, łydka. Harley zaczął anglezować zaraz po jego przejściu w kłus, pilnując by ogier pomagał mu się w górę wybijać - patrzał po prostu czy anglezuje na dobrą nogę. Przeszli te czternaście metrów do literki B. Za nią weszli na 20 metrowe koło. Tak jak na rozgrzewce, tak i tutaj, Carmargue był pilnowany, jeśli o wygięcie chodzi. Harley pracował cały czas dosiadem, na bieżąco ogiera korygując. W połowie koła usiadł w siodło. Wygodnie mu nie było, to fakt... Ale amortyzował się dość dobrze, nie wybijało go w górę. Łokcie miał zamknięte, łydki przy bokach konia, odchylił się przy tym lekko do tyłu. Ta połowa koła wyszła chyba trochę lepiej, bo jednak łatwiej było mu Carmara kontrolować w kłusie wysiadywanym.Carmargue - 2013-09-29, 00:37 Rozgrzewka.
Calmar wędrował poddenerwowany obok Harleya, w stronę czworoboku. Był bardzo empatyczny, więc udzielało mu się od chłopaka. Szczególnie że w powietrzu ogólnie wisiała bardzo sceptyczna atmosfera. Takie tam, egzaminy.
Stopniowo gniady się uspokajał. Nie był co prawda nie wiadomo jak ogarnięty, bo nie bywał taki po prostu na początku jazd. Caplował przy chłopaku, aż ten nie zechciał na niego wsiąść. Wtedy się zatrzymał, grzecznie czekając aż Har zajmie miejsce na jego grzebiecie. Natychmiastowe żądanie kontaktu nieco go zbiło z tropu, bo zazwyczaj ludzie robili to później, w przypadku ogiera. Usztywnił więc początkowo kark, zdecydowanie wyrażając sprzeciw. W reszcie zaakceptował tą zmianę, dokładnie notując ją sobie w pamięci. Co prawda wcale mu się to nie podobało, ale musiał się przystosować. Przeżuwał więc swobodnie wędzidło, łeb zawieszając na wysokości nadgarstków. Krok miał nieco usztywniony, gdyż nie potrafił ot tak do tego przywyknąć.
Przeszedł do kłusa, bardzo dokładnie wykonując polecenia chłopaka. Ot, naszła go dzisiaj wręcz niebiańska koncentracja. Przy woltach miał problemy ze zgięciem. Początkowo nie chciał tego akceptować, ale nienawidził mocnego działania pomocy. Wrócił więc do poprzedniej postawy. W przerwach, które następowały między przejściami, a kołami i woltami, ogier wpadał zadem do środka, drobiąc prawie w miejscu. Nienawidził robić tego samego. A bezczynne okrążenie bardzo go drażniło. Kolejnym powodem do złości, stały się serpentyny. Mało rozwinięta cierpliwość, zmuszała go do dziwnych kombinowań, w postaci wpadania zadem, bądź wypadania łopatką. Taki już był. Jednakże wolty w dużej mierze go wyciszały. Musiał skupić się na pomocach jeźdźca, które w tej chwili nie były aż tak zmienne i skomplikowane.
Przeszedł do galopu tak, jak go o to proszono. Reakcja na pomoce była wręcz natychmiastowa. Dobra praca zadu, rozluźniony, pracujący grzbiet, ryjek na kontakcie, oraz nienaganna trakcja przodów, wręcz wymagająca pochwały. Tak jak w kłusie, bezczynność przy okrążeniach wpływała na niego w sposób negatywny. Kombinował. Próbował odstępować od ściany, żeby cokolwiek się z nim działo, prócz jednostajnego poruszania się na wprost. Podobnie jak poprzednio, koła, wolty i inne tego typu rzeczy, wymuszały od ogiera uwagi. Poświęcał ją więc niewzruszenie, czego rezultatem była poprawa przy dłuższym galopowaniu. Przeszedł w stęp, skrócał, wydłużał i ostatecznie maszerował z wyciągniętą szyjkę, jak mu tylko Har pozwolił.
Przejazd.
Ogier w czasie wjazdu na czworobok całkowicie się uspokoił. Nie zauważył na placu przeszkód, więc nie traktował tego jako zawody, ani nawet jako jakiś docelowy trening. Łepek trzymał na kontakcie. Kroczył rozluźniony do punktu X, w którym się zatrzymał. Zaakceptował kolejny sygnał, przechodząc z powrotem w stęp. Chciał zacząć coś kombinować, ale przyszedł czas na zakręt. Gniady ładnie owinął się wokół łydki, był delikatnie wygięty w potylicy i nie tracił rytmu. Co prawda powodowanie wodzami nieco go zgubiło, ale ogólnie rzecz biorąc nie wyszło jakoś źle. Półparada wzmogła u gniadego uwagę. Skierował uszy w stronę Harleya, skupiając się maksymalnie na jego pomocach i gwałtownie wręcz, przeszedł do kłusa. Na literce B Carmargue wszedł na koło. Nie obchodziło go jakiej jest średnicy. Wykonał takie, jakie podyktował mu chłopak. Ogier zdenerwował się, czując obijającego się, chodź było to obijanie wręcz minimalne, o grzbiet chłopaka. Na znak swojej złości, podniósł do góry łeb, usztywniając grzbiet. Mimo wszystko kroczył jednostajnie do przodu, starając się wygiąć ja mu bozia kazała.Harley Davidson - 2013-09-29, 20:32 No może chodzenie pod jeźdźcem w kłusie wysiadywanym nie jest wygodne (dla nich obu)... Ale najwyraźniej czasami trzeba je przeżyć. I dziś był taki dzień. Na razie Har dziękował niebiosom, że się ogier spokojnie zachowywał. Przed B dał mu półparadę, chwilę po niej sygnał do zagalopowania, wypychając go z krzyża, dając łydkę. Pozostał w wysiadywanym oczywiście. Na sam początek jechali po prostu na wprost. Przejechali sobie zgrabną podkówkę z wyjeżdżaniem narożników, przemieszczając się wzdłuż następujących literek - BFAKEH. Harley miał nadzieję, że na tak niewielkim odcinku ogier nie zacznie sam sobie urozmaicać treningu, jak to się zdarzyło na rozgrzewce. Troszeczkę się tego obawiał... Ale nie na tyle, żeby wyjść ze stanu spokojnego skupienia. Granie na koncertach nauczyło go takiego super wyciszania się i pozbywania tremy. Super sprawa. Musicie kiedyś spróbować... W trakcie galopowania pilnował oczywiście ustawienia Carmargue - spodziewał się jednak, że tak jak zawsze ogier naturalnie podstawi zad, zaokrągli szyję. Mniej-więcej na wysokości literki H odchylił się do tyłu trochę mocniej, dał Carmarowi delikatny sygnał wodzami, ażeby zwolnił. Jego anglezowanie zaczęło się za narożnikiem, od wypchnięcia go przez Kalmara-krewetę z siodła. A potem było już standardowo. Gdy ogier 'wygasał' i zaczynał iść wolniej niż powinien, to był podpierany łydką. Ogółem ręka pozostała w miejscu, ramiona zamknięte, brzuch napięty, plecy również... Ale bez przeprostu i widać, że bez zbędnego spinania mięśni. W tymże tempie wyjechali jeszcze jeden narożnik i tuż za nim, na magicznej literce zadziałał dosiadem, naprowadził ogiera wodzami na zmianę kierunku po przekątnej. Minęli X, przy K skierował go na ścianę, w stronę narożnika - czytaj na lewo. Przy tym nadal anglezował - z tym, że przy X usiadł w siodło na jeden takt, zmieniając nogę. Takim kłusem dojechali do A, gdzie Harley przeszedł w półsiad, niesamowite prawda? Plecy miał luźne, wychylił się trochę do przodu, przedtem korygując ustawienie nóg - łydkę obciągnął, piętę dał trochę mocniej niż przedtem w dół, uda, kolana przy siodle. I z takiej pozycji podniósł lekko tylko swój tył z siodła, ręce mając wysunięte lekko do przodu, oparte na szyi Carmargue. W takiej pozycji wprowadził go na 20 metrowe koło. Na nim - jak zawsze - pilnował jego wygięcia, a także siebie, żeby te koło wyszło okrągłe, a nie jakieś jajowate albo co... I w ten sposób jednym porządnym łukiem dotarli do X, i drugi identyczny poprowadzili do A, kończąc koło.Carmargue - 2013-09-30, 19:08 Carmar bezapelacyjnie zaakceptował pomoce do zagalopowania. Chód ten miał bardzo wyniosły, efektowny. Doskonała praca zadu, bardzo przybliżona do perfekcyjnej, podobnie z resztą do przodów. Rozluźniony, wyciągnięty grzbiet, oraz ryjek na bardzo dobrym kontakcie. Tworzyło to bardzo ładny obrazek, którego z resztą pragnął by nie jeden ujeżdżeniowy pingwin. Ładnie się wyginał, kiedy chłopak tego od niego żądał. Nie czuł jeszcze żadnej nudy. Har miał na dodatek szczęście, gdyż koń w takim stopniu skupił się na jego pomocach, że zapomniał o kombinowaniu.
Prośba o przejście zaakceptowana niechętnie, acz efektownie. Szczerze powiedziawszy, gniady wolał galopować. Ale cóż zrobić. Z doświadczenia zdawał sobie sprawę z tego, że lepiej człowieka posłuchać. Nigdy nie wiadomo kiedy wyrośnie przed Tobą przeszkoda. Tempo w kłusie dobre. Energiczny, luźny chód. Zad i te sprawy ok. Cud miód. Na przekątnej koń początkowo chciał wyciągnąć chód. Zazwyczaj tak pokonywał tego typu figurę, więc teraz również o tym pomyślał. Z braku pomocy do wyciągnięcia, wrócił w roboczy, nie chcąc zaprzeczać chłopakowi. Ładnie się wyginał, w fazie półsiadu nieco bardziej podstawił pod siebie zad. Potem zaczęła się ta dziwna faza powtarzania na odznakach. Ogier jednak nie wiedział że to wszystko idzie z powrotem jak było. Pamiętał tylko trzy sekundy, jak miał to ogarnąć? W każdym bądź razie, z tej strony wszystko identycznie jak z poprzedniej.Harley Davidson - 2013-09-30, 22:36 Ponad połowę programu mieli właściwie za sobą. Więc napięcie zeszło z niego prawie całkiem. Po dojechaniu do A, po kole trzymał się już ściany. Harley przeszedł w pełen dosiad. Wyjechali narożnik, jadąc kłusem ćwiczebnym aż do B. Dalej w kłusie ćwiczebnym wykonali pół koła - od B do E. Sporo tutaj kół... A to wymagało od niego ciągłego skupienia, bo Carmargue lubił sobie powypadać zadem czy łopatką w chwili znudzenia... Ale mężczyzna był przygotowany do korygowania tego w razie czego. Zbliżając się do E, dał mu kolejną półparadę. Przygotować się trzeba było do przejścia w galop! Z metr od E dał mu pomoce do zagalopowania na lewą nogę. Szepcząc sobie pod nosem kolejne literki, galopował wzdłuż E, K, A, F, B, M. I tu na narożniku kolejna półparada i przejście w kłus. Co tu dużo mówić... Pomoce tak jak poprzednio - odchylił się do tyłu, ściągnął lekko wodze. Po przejściu w kłus zaczął anglezować na dobrą nogę - podnosił się z siodła, gdy zewnętrzna przednia noga konia szła do przodu. Kiedy go wybijał po prostu no... Za narożnikiem, czyli już w C przeszedł w kłus wysiadywany, znany także jako ćwiczebny. Zacisnął usta w wąską kreskę. Carmar był baaardzo niewygodnym koniem, jeśli o kłus chodzi. Ale jakoś dotrwał do tej połowy długiej ściany - do E. Tu dał mu mocniejsze pomoce, zatrzymując go w miejscu. Wiedział, że gniademu tak naprawdę wystarczy mocniej ściągnąć wodze. Sygnały przekazywane przez pysk były u niego, hm, mocniej wykonywane? W takim sensie, że reagował odpowiednio tylko na pomoce bardzo delikatne, a na zwykłe reagował po prostu 'mocniej'. Ale co ja się wam będę o koniu rozwodzić! Zatrzymali się w tym E na 5 sekund. Harley nie dopuścił do siebie zdenerwowania... Ale wiedział, że to może być problematyczne, bo nie miał czasu sprawdzić ogiera pod kątem ujeżdżenia i także spokojnego stania w miejscu chociażby. Ale spokój w nim pozostał! Co będzie, to będzie. Po mniej-więcej 5 sekundach wypchnął go z krzyża, dał łydkę. I tak oto przeszli do stępa pośredniego, którym przejechali tylko kawalątek do K. A w K już kolejne wypchnięcie z krzyża i łydka do kłusa. Zaraz też po daniu pomocy Harley zaczął anglezować, kontrolując się, czy na właściwą nogę to robi. Koniec przejazdu na czworoboku już im się zbliżał... Wyjechali ostatni tak właściwie narożnik, zakręt w lewo w A i ostatnia prosta! Na X zatrzymał ogiera, siadając na chwilę w siodło, głębiej nawet, żeby obciążyć mu zad trochę. Skłonił się sędziom. Przeszedł z kontaktu na długą wodzę i wyprowadził ogiera z czworoboku, wyjechali tak jak wjechali - w A.
Już za czworobokiem postępował z nim dłuższą chwilę, żeby trochę odpoczął przed próbą skokową. W końcu zeskoczył, poluzował mu popręg i przechadzał się z nim w ręce, raczej bliżej parkuru...
[z/t]Carmargue - 2013-09-30, 23:32 Ogier wyprostował się, po wjechaniu na ścianę. Potem z powrotem był zmuszony się wygiąć, bo tak mu kazał Harley. Pół koła zapewne byłoby wielką kichą, gdyż ogier zaczynał się już nudzić, czego rezultatem były dziwaczne pomysły powstające w tej chwili w jego główce. Półparada ponownie zmusiła go do maksymalnego skupienia na człowieku. Cofnął uszka w tył, po chwili zagalopowując. Zdziwił się, kiedy kazano mu przejść z powrotem do kłusa. Może zrobił coś źle i chłopak go w ten sposób za coś każe? Tego nigdy się nie dowie. Nie miał czasu się nad tym zastanawiać, gdyż ponownie poczuł obijającego się o jego grzbiet człowieka. Zagryzł w pysku mocno wędzidło, pomachując przy tym łbem. Żuchwę miał usztywnioną, potylicę także. Wraz z tym ruszył także kark i grzbiet. Czyli w sumie prawie cały koń. Teraz dopiero zrobił się niewygodny !
Kiedy chłopak z powrotem wrócił do anglezowania, Carmar stopniowo się rozluźniał. Jeśli chłopak przy przejściu zadziałał dosiadem, było wręcz wzorowe. Jeśli wodzą, potrwało to nieco dłużej, gdyż ogier usilnie się przed tym bronił. Stał jak mu kazano, przyglądając się w wolnym czasie sędziom. Cóż, nic ciekawego. Kilku nadętych ludzi, normalne.
Przeszedł do stępa, wyciągając ryjek minimalnie w dół. Zakłusował, ładnie przeszedł narożniki. Zatrzymał się i wylazł z czworoboku, ryj ciągnąc w stronę piachu. Występowany, wyszedł za Harleyem.Emily - 2013-10-05, 10:12 Przyszła z Topciem na czworobok. Byli rzecz jasna ubrani w galowy strój. Mogliby ujść za ujeżdżeniowców, gdyby nie zdradliwe, skokowe sidło, które leżało sobie na grzbiecie konia.
Poklepała swojego rudzielca i wsiadła na niego ze schodków. Na razie dała mu luźną wodzę. Niech ma czas dla siebie konik. Przekazała mu sygnał do stępa, bardzo czule pilnując, żeby jej konisko nie przechodziło w wyższy chód, ani nie daj boże caplowało. Prowadzili się na razie na drugim śladzie, nie chcąc przeszkadzać pozostałym, którzy rozprężali konie już w chodach wyższych.
Po mniej więcej czterech okrążeniach, w których połowie nastąpiła zmiana kierunku, wzięła konia na kontakt. Na razie dosyć delikatny, rzecz jasna. Przez jedno okrążenie tępiła różnorakie wolty, raz nawet wplotła ósemkę, w czasie których pieczołowicie pilnowała zgięcia u konia. Pomoce nie śpią. Zasugerowała zmianę kierunku przez połowę ujeżdżalni, po zakręcie prostując konia. Początkowo chciała tego samego co poprzednio, jednakże druga połowa okrążenia, oparta była na przejściach stęp-stój-stęp-stój-cofanie-stęp. Następnie pozbierała wodze na wyższy kontakt i dała ogierowi sygnał do kłusa. W tym chodzie, szczególnie ważne dla niej było dobre, energiczne tempo. Dosiadem wskazywała tenże aspekt, współpracując jeszcze z łydkami. Po przekłusowaniu długiej ściany, ponownie nastąpiły różnorakie figury, w których Em żądała zgięcia. Jakieś wolty, półwolty, koła, ósemki, ostatecznie także serpentyny. W narożniku przysiadła w siodło, wypychając rudzielca z bioder, oraz układając łydki do zagalopowania.