Noa - 2013-03-29, 23:28 Od razu pochwaliła karego głosowo, powtarzając jeszcze raz parkur i na tym właściwie kończąc dzisiejszy trening. Zrobiła z nim jeszcze jedno koło w galopie, by następnie wstrzymać go do kłusa. Dała mu luźną wodzę, a tym samym możliwość swobodnego wyciągnięcia się oraz rozluźnienia mięśni. Skinęła głową w kierunku Jocelyn, przyglądając się jej przez chwilę. Jedno okrążenie w kłusie, zmiana kierunku przez dosiad i kolejne koło. Po tym usiadła w siodło, zadziałała odpowiednio dosiadem i ewentualnie dołożyła wstrzymujący ruch wodzy, by ten przeszedł do stępa. Całkowicie swobodna wodza, rozluźniła także popręg, a w owym chodzie pilnowała jedynie aktywnego tempa. Dobre dziesięć minut stępowania, a nawet więcej jeśli było trzeba, a następnie skierowała karego na ścieżkę do stajni.
ztColorado - 2013-03-29, 23:37 Po powtórzeniu całego parkuru był nie tylko spocony, ze zwichrzoną sierścią na karku, klatce piersiowej, łopatkach itp. - Ale też zdyszany, dosyć porządnie. Chwilę zajęło mu złapanie oddechu w kłusie, wyciągając łeb na długość puszczonej wodzy. Mimo (i tak zapewne chwilowego) zmęczenia dalej trzymał się na nogach i miał siłę na to, by perfekcyjnie prezentować się w danym chodzie. Po pewnym czasie przechodząc w niższe ustawienie co jakiś czas smyrał się pyskiem po klacie, zostawiając na niej ślady piany. W pełni zrelaksowany i rozluźniony, luźnym, giętkim krokiem pokonał paręnaście okrążeń w tym chodzie, następnie przechodząc do stępa. - Zbawienie. 15 minut rozstępowania i do stajni.
zt.Anonymous - 2013-03-30, 13:57 Oj, tak od razu to go sobie nie pogłaskała, bo wystrzelił przed siebie i zaczął galopować po parkurze, robiąc slalomy, ósemki i inne tego typu "figury", a i strzelić baranka mu się zdarzyło, bo trochę już w boksie stał, a wyszaleć się jakoś musiał. c; W końcu jednak gwałtownie zatrzymał się, a uświadamiając sobie, że jest tu trawa, parsknął radośnie i powoli zaczął szukać najlepszych partii, przy czym na chwilę zbliżył się do Joce, żeby też go czymś poczęstowała. Słoneczko świeciło, pogoda była ładna, a Don cieszył się z tego wyjścia na dwór. Były tu przeszkody, ale raczej skakać mu się nie chciało, instynkt mu tego nie doradzał.Jocelyn - 2013-03-30, 15:53 Jednak nie udało jej się pogłaskać Don'a, bo ten od razu zaczął krążyć po pastwisku. Z zadowoleniem zataczał koła, ósemki i tym podobne figury. W końcu przysnął i zaczął skubać trawkę. Jocelyn z uśmiechem obserwowała poczynania konika. Spojrzała na zegarek i stwierdziła, że powinna się już zwijać, bo niedługo miała mieć trening. Urwała trochę trawki i podeszła do Don'a z otwartą dłonią, podkładając mu ją do pyska. Kiedy konik przeżywał trawę, Joce przywiązała linę do jego kantara i powoli ruszyła w stronę bramki. Otworzyła ją, przekroczyła, po czym zamknęła ją za sobą i ruszyła w stronę stajni.
/ztAnonymous - 2013-03-30, 16:03 Zjadł trawę podaną jak na tacy, chociaż przez myśl przemknęła mu myśl, że sam znalazłby lepszą. Cóż, ludzie niestety nie posiadają końskiego instynktu i nie wiedzą, które źdźbła są najlepsze, ale tak czy siak nie było na co narzekać. Przeżuwał ją pospiesznie, kierując wzrok w kierunku Joce, która najwyraźniej chciała go już stąd zabrać. Dziewczyna przypomniała mu o swojej obecności, o której w pewnym stopniu zapomniał. Teraz musiał się spieszyć z jedzeniem, bo w głębi jego serca istniała mała obawa, że jeśli nie zdąży na czas, trawa zostanie mu odebrana. Dał się grzecznie wyprowadzić, dostosowując się do tempa swojej opiekunki i starając się robić jak najlepsze wrażenie swoją postawą. W czasie przechadzki uważnie, ale odważnie obserwował otoczenie. /ztGustavo - 2013-04-13, 00:14 Przybył. W ręcę dzierżył wodze urodziwego jakże stwora imieniem Logan, którego sierść odważnie pobłyskiwała na wiosennych słońcu. Przechadzali się tempem miarowym, ale aktywnym jak najbardziej, na dłuższą metę jednak na pewno zużywającym duże pokłady energii.
Wleźli na teren parkuru, Gabryś przeprowadził ogiera z ręki po terenie parę razy. Potem podciągnął popręg, sprawdził wszystko, zarzucił wodzę na szyje konia, wsiadł z ziemi spokojnie jednak nie waląc tyłami w siodło. Swoje długie włosy uprzednio uwiązał w pojedyńczą, luźną kitę.
Poprawił długość strzelili dopasowując je odpowiednio do swojej nogi i poprosił stajennego o jakieś ciekawe ustawienie parkuru, jednak nie przekraczającego wysokości 60 cm. On siły dziś nie miał, męczyć się nie chciał, a i konia nie znał.
Ruszył Logana do stępa kierując go dosiadem, na razie dał luźne wodze. Poklepał co po szyjce w kwestii zachęcenia do współpracy. Przy okazji zaczął coś do niego gadać, coby zapoznać konia ze swym głosem jak najbardziej się, dało.
Skierował go samym ruchem tylko tyłów i bioder na samotnego drąga na ziemi, którego przekroczenie chyba wyzwaniem nie będzie. O ile koń jednak nie skręcił, to sygnały zostały zdominowane delikatnym bardzo działaniem luźnej ciągle wodzy.Anonymous - 2013-04-13, 12:54 Wszedł na parkur, odwaznie stawiając kopyta na trawie, czując jak liźnięcia promieni słońca przyjemnie masują jego grzbiet. Szedł równo, wyciągając chód a przy tym pracując mięśniami, które przyjemnie dla oka poruszały się pod skórą, niczym węże w oleistej kąpieli.
By obejrzeć sobie teren, musiał nieco ogiąc pysk na bok, by zdrowym okiem móc ogarnąć sobie przestrzeń. Nastawił prawe ucho, lewe nieco odginając w kierunku długowłosego.
Ponowne podciagnięcie popręgu opłaciło się, gdyż ogier spuścił z brzucha, toteż poszły ze 4 dziurki. Kiedy chlopak wsiadał, konisko nie ruszyło się, stając spokojnie. Czując cięzar na grzbiecie, nieco uniósł głowę, biorąc spokojny wdech. Po sygnale ruszył roboczym stepem, acz aktywnym. Ładnie się prezentował, odpowiadając na luźną wodzę i rozluźnieniem ciała. Widac było na pierwsyz rzut oka, że siwek czerpie dużo przyjemności z pracy pod siodłem. Choć mogę zaryzykowac stwierdzenie, iż może na nim jeździć każdy - dopiero pod kimś zaawansowanym konisko było w stanie pokazać sto procent swoich możliwości, stając się skokową maszyną.
Dobry dosiad działał u Logana cuda, toteż bez cienia zawahania przekroczył drążek, unosząc nogi wyżej niż przy luźnym stępie, z dozą gracji pokonując 'przeszkodę'.Gustavo - 2013-04-13, 15:58 Pochwalił konia głosem widząc, ja chętnie idzie i ładnie pokonuje drąga. Poklepał go nawet. No, niektóre konie są nawet tak leniwe, że drąga na ziemi bez stuknięcia nie przejdą, bo nóżek unieść nie chcą. Ale jak widać, Logan ma chęci, możliwości pewnie jakieś ambicje. Może nie wykrzesane jeszcze do końca, ale ważne, że gdzieś tam są, prawda?
Zawrócił konia dosiadem i skierował go znów na drąga. Przed nim jednak spiął siedzenia i dał mu sygnał samym dosiadem do zatrzymania. O ile nie działało, wspomógł wodzami. Chodziło to, żeby zatrzymać się przed przeszkodą. Jeśli wyszło, to chłopak poczekał chwil kilak,a potem dodał łydkę coby koń z miejsca przeszedł and przeszkodą. Potem skierował go na ścianę, tam poprosił aby troszkę dodał w stępie.
W narożniku dał mu półparadę delikatną i zmienił ustawienie ciała tak, coby go zmusić do zakręcenia wolty. Pierwsza, ale dość ciasna. Jeśli im dobrze poszło, to gdzieś na średnicę pięciu metrów.
Potem pododawał jeszcze jakieś serpentyny, inne wolty, zmiany kierunków. Po jakichś 10-15 minutach tej rozgrzewki pobawił się trochę wodzami w celu zainteresowania Logana wędzidłem. Pomachał nimi, porzucał lekko. Potem zebrał je i dał mu półparadę i łydkę do kłusa. Od razu wymagał żwawego tempa. Pierwsze kółko bez żadnych figur, potem wolta, zwolnienie na krótkiej ścianie do roboczego, półwolta i zmiana kierunku. A potem mocne dodanie i wyciągnięcie. Dwie ściany w takim szybkim tempie, a potem przejście do stępa. Trzy kroki stępem, dodanie do kłusa roboczego, zatrzymanie. Kilak sekund stania, a potem z miejsca do aktywnego kłusa i dalej jakieś ciekawe zakręty i serpentyny, wolty.
Ręka cały czas elastyczna, na luźnym kontakcie. O ile jednak tzreba było mocniejszego, to był mocniejszy. Gabryś tam wydedukował z zachowania ogiera co mu potrzebne do szczęścia i tak z nim sobie starał się współpracować.Anonymous - 2013-04-14, 00:12 Oczywiscie, że są! Wystarczy miec wiedzę i umiec ją na nim wykorzystać - wtedy to dopiero siwy zaskakuje, w pozytywnym wyrazie tego słowa.
Skręcił odpowiadając na sygnał, kierując oboje jasnych uszu na drąga. Poczuł jednak wyraźne obciążenie na krzyżu i zamknięcie łydek, przez co od razu zatrzymał się, stając w miejscu - noga w nogę. Nieco wyszedł za luźną wodzę, delikatnie ganaszując się. Zgryzł metal, szastnąwszy w bok ogonem. Czując ponowną łydkę do ruszenia, poszedł aktywnie spod chłopaka, giry unosząc nad drążkiem, wyciagając znów szyję dośc luźno.
Na ścianie wydłużył wykrok, delikatnie sprężynując grzbietem. Na półparadę odchylił jedno z uszu w stronę bruneta, trochę unosząc sylwetkę i wchodząc na łuk, przyjmując że do dosiadu długowłosego nnie możnaby się w jaki kolwiek sposób przyczepić. Przez to więc, wpisał się w woltę ciałem, ładnie się na niej gnąc, choć nie było to spektakularne bo potrafił znacznie więcej. Można rzec, że wykonał gięcie poprawnie, o.
Następne łuki wychodziły podobnie - poprawnie. Jednak z czasem, samoistnie zbierał się w sylwetce, przygotowując do ustawienia, schodząc głową. Ćwiczenia dobrze na niego wpływały: prowadzenie i chęć podebrania do ręki stawały się o niebo łatwiejsze po gięciach. Natomiast po zebraniu na kolejnych gięciach - mogło już wyjśc coś widowiskowego.
Czując impulsy na wodzy, począł 'zgryzać metal' aktywnie, parsknąwszy cicho. Delikatnie zgiął łeb, ustawiając go prostopadle do podłoża, na zaokraglonej potylicy. Po półparadzie i podebraniu wodzy, wszedł pyskiem na kontakt z reką, delikatnie opierając się na wędzidle, ruszajac zaraz do kłusa. Owszem, szedł żywo, ale na razie bardziej sobie człapał, więc o wyjątkowej finezji póki co nie mogło być mowy. W kłusie wolta już przyjemnie dla oka wpisana, zady poczęły się budzić. Na krótkiej skrócił się, przechodząc w roboczy. Półwolta także dobra. Po wyjeździe z niej, czując mocne pomoce, przyspieszył kroku, wyciagając przednie nogi przed siebie - z lepszą akcją i kadencją. Po działaniu dosiadu zwolnił miękko w stęp, po czym już po trzech krokach poczuł łydkę, na którą zareagował mocnym impulsem. Ledwo wczuł się w kłus, gdy nagle mocniejsze wstrzymujące działanie pomocy. Zatrzymał się dość gwałtownie, acz poprawnie bo zaraz po sygnale. Mimo to,troszkę zgłupiał, bo dawno nikt go tak nie cisnął zmianami chodu. Odetchnął głęboko, strzygąc jednym uchem. Nadal jednak trzymał łeb na ładnie ugiętej szyi, z przyjętym kiełznem. Przy następnym sygnale, znowu z ładnym, mocnym impulsem do kłusa, w którym to gięcia szły już zacnie. Zad obudził się, wchodząc pod kłodę.Gustavo - 2013-04-14, 11:08 Widząc, że na razie wszelkie figury perfekcyjne nie były, to starał się coś wskórać poprawą swojego dosiadu. Sprawdził czy ma nogę w odpowiednim miejscu - zewnętrzną troszkę za popręg, a wewnętrzną odpowiednio przyciśniętą. Wodze miał dobrze zebrane, za pysia go nie szarpał, więc chyba było okej, nie? Albo po prostu Logan się jeszcze nie dobudził.
Chwalił ogiera gdzieś tam w międzyczasie cichym głosem widząc, że po dodaniu do kłusa już mu lepiej idzie. Po wszystkich udanych zmianach chodu, co ucieszyło niezmiernie Gabrysia, chłopak dał mu jeszcze ze dwie wolty, jedną większą drugą znacznie ciaśniejszą. Potem dał mu troszeczkę luzu w wodzy i wyjechał na ślad, zwalniając go do roboczego.
- Odsapnij troszkę, kolego - mruknął długowłosy i poklepał konia po szyi za bardzo dobre sprawowanie. Już początek jazd, a on go tak ciśnie. To niech ma chwilkę na porozmyślanie.
W tym kłusie roboczym przejechali z pół długości całego placu, a potem chłopak zaserwował półparadę subtelną, coby ogiera przygotować na małą zmianę. Usiadł zaraz po tym w kłusie ćwiczebnym. Jednak nie robił tego tylko siadając w siodło i starając się jak najmniej podskakiwać, bo i tak koniowi by grzbiet obił. Cały czas, w rytmie kłusa, bioderkami metodycznie ruszał do przodu, coby delikatniej opadać w siodło. W tempie anglezowania generalnie. Ale to strasznie męczące, bo tutaj całe mięśnie brzucha pracują. Ale Chamfort trochę tam kaloryferka małego miał, co miał czym popracować teraz.
Jechali sobie więc tak, kłus ćwiczebny ładny, a po pewnym czasie Gabriel dodał małe wolty, na które starał sie wprowadzać Logana samym działaniem dosiadu. Potem jakaś serpentyna, wyjazd na ścianę. Przy narożniku półparada, przejście w anglezowanie, mocne dodanie do wyciągniętego kłusa. No, machaj Logan nóżkami najszybciej jak umiesz !Anonymous - 2013-04-14, 13:41 Tak, tak. jeszcze odpowiedni sie nie rozbujał, by w stepie porywał tłumy przy gięciach
Wolty kolejne tez bardzo zacnie: konisko wpisało się w łuki jak przecinek, stopniowo odpuszczając w łopatkach.
Po wjechaniu na ślad i pochwale, siwy parsknął przeciagle, falując nozdrzami charakterystycznie. Rozluźnił grzbiet, nieco schodzac pyskiem w dół i bardziej opierając sie na kiełźnie. Odsapnął sobie lekko, kierując uszy w stronę bruneta.
Po półparadzie znowu wszedł na lżejszy kontakt, na ładnie ugiętej i odpuszczonej potylicy, naraz czując wysiadywanie jeźdźca. Taki dokładny dosiad 'bez przerwy' stymulowany wypychaniem do przodu, sprawiły, że u konia pojawił się duży impuls, wyższa kadencja i lepszy stopień zebrania. Tyły mocno pracowały, przekraczając ślad. Teraz wolty już mogły porwac publikę. Idealne wpasowanie, lekkie prowadzenie od samego dosiadu z reakcją na najmniejszy sygnał. Mężnie z impulsem do przodu, bez ywpadania i pianą w pysku - zrobił się przyjemnie 'gumowaty', grzbiet uniósł się.
Po kolejnej półparadzie i dodaniu, ogrzysko przyspieszyło znacznie, machającym kulaskami prawie jak ujeżdżeniowiec Ruch mocny od nieskrępowanej łopatki z widowiskowym wyrzutem z nadgarstka w harmonii z mocno pracującym tyłem aż miło.Gustavo - 2013-04-15, 18:05 Całkiem go to ucieszyło gdy zobaczył, że przy kłusie ćwiczebnym ogier rozluźnił się bardziej i przyłożył do pracy. To chyba znaczy, że taka technika jazdy mu wcale źle nie wychodzi.
Pochwalił go głosem, widząc jak koń zaangażował się w dodanie. Nie, to zdecydowanie był leniwy zwierz. <3 Dlatego dodajemy go jeszcze!
Powyciągali tak trochę. Na krótkich ścianach Gabryś zbierał Logana do kłusa roboczego, pilnując, by się ładnie zbierał. A na długich ścianach dodawanie. Parę zmian kierunków. no i chyba znacznie się rozgrzaliśmy już, prawda?
Nie dając mu jeszcze jednak chwili odpoczynku, skierował go w kłusie na jakąś niską przeszkodę. Na dobry początek półmetrowa stacjonata, którą powinien spokojnie przeskoczyć, czy nawet przejść.
Przed przeszkodą oczywiście łydka, zamknięcie w pomocach, ładny półsiad wraz z oderwaniem się jego przednich nóg od położna. Minimalne oddanie wodzy, bo to ambitny skok wszakże nie był. Jeśli wyszło dobrze, to pochwała. Jak nie, to powtórka.
Potem zwrot, jeszcze raz przez tą samą przeszkodę, a potem następna taka sama w odległości paru metrów od poprzedniej. Pomoce takie same, zasady identyczne - jeśli wyszło, to świetnie, pochwała, nagroda. jak nie, powtórka.
Ale czas na jakąś przerwę.
Zwolnił konisko do wolniutkiego kłusa, w tempie prawie stępa. Sam usiadł znów w ćwiczebnym. Pojeździli tak chwilę, coby siwy odpoczął trochę. Dostał przy tym luźniejszą wodzę.
Po jakimś czasie Gustavo zebrał znów się na kontakt elastyczny z ogierem, obudził go półparadami kilkoma jeśli się tam zbytnio rozleniwił przy małej przerwie. Dał go do troszkę żwawszego tempa, a w narożniku usiadł ładnie w siodło i wypchnął wyraźnie siwego do przodu z łydki i bioder. O ile przejście do galopu wyszło, to chłopak wyluzował się, walnął w pełny siad i rozjechał troszkę konia w jakimś roboczym tempie z jedno kółko. Potem skupił go na sobie wyraźnie, skręcił gdzieś do środka, gdzie stajenny wcześniej ustawił mu dwa drągi na galop. Pierwszy miał podłożona oponę czy co tam było do użytku pod jednym końcem. Drugi po drugiej stronie też. Były ustawione tak, coby tam za wysoko zbytnio nie było no i w odległości odpowiedniej. Nad nimi Chamfort przeszedł do ładnego półsiadu, przed obydwoma drągami subtelna łydka, coby ogier tempa nie stracił gdzieś po drodze.
Po przejechaniu drągów Gabriel skierował siwego na niskiego krzyżaczka, a potem po dość ostrym łuku skręcił go w kierunku dwóch stacjonat półmetrowych, które skakali wcześniej z kłusa. Zakręt nie najłagodniejszy, ale zostało trochę czasu do skoku, toteż mieli jak się ustawić.
Po tych dwóch stacjonatach kolejny zakręt, jednakże o dużo większym łuku. Na drugą stronę także, dlatego też długowłosy przypilnował Logana coby zmienił nogę po ostatnim skoku.
I teraz jadą sobie na okserka jakieś 80 cm. Pomoce te same, raczej udane, oddanie wodzy już jednakże trochę większe, bo przeszkoda potężniejsza i raczej ogierek by chciał tam więcej luzu na skoku.
Potem zwolnienie do kłusa, pochwała, chwila odpoczynku od galopu. Żwawe tempo, anglezowanie, żeby nie było.Anonymous - 2013-04-17, 18:01 Przy mocniejszym dodaniu, ogrzysko także nieco mocniej naparło pyskiem na kiełzno, wyrzucając przed siebie nogi które stworzyły niemal kąt prosty z kłebem. Towarzyszył temu mocny akcent z nadgarstka oraz wyraźna i dośc widowiskowa faza zawieszenia. Rozbujał się już ładnie.
Na skróceniach, stopniowo schodził z szybkiego tempa, skracając zarówno wykrok jak i sylwetke, nie tracąc na impulsie, zmiejszając mocny kontakt z ręką. Akcja kończyn szła w górę, równo z grzbietem.
Widząc kierunek w jakim podążali oraz przeszkode przed sobą, nastawił jedno ucho, próbując nieznacznie przyspieszyć. Wybił się miękko, złozył konczyny delikatnie podciagając je pod siebie. Skok wypadł gładko i ekonomicznie. Nastepne nie sprawiały mu także problemu - skoki były bardzo 'naturalne' i sprężyste. Widać było, iż dla koniska były jak chleb z masłem. Po sygnale do kroku spokojniejszego i luźniejszego, siwy parsknął głośno, wyciagając szyjsko a tym samym korzystając z chęcią z dłuższej wodzy. Szastnłą przy tym ogonem na bok, trafiając końcówkami włosa o własne udo.
Podebranie go do ręki w towarzystwie półparad poszło syzbko - siwy chętnie wszedł w ustawienie. Równie chętnie, przeszedł w galop - równy, pokrywający dużą powierzchnię i bardzo wygodny dla jeźdźca. Oparł sie dleikatnie na pysku, ufając Gabrielowi w kwestii jego prowadzenia, co nie był tak proste przy osobach mało doświadczonych, zważywszy na małą niedyspozycję ogiera, przy której trzeba było pamiętac o odpowiednim - prostym najeździe.
Logan najechal na sam środek przeszkody, wybił się i praktycznie przefrunął nad nią mięciutko, prawie niewyczuwalnie. Krzyżaka także pokonał gładko, strzelając radośnie z ogona w górę po oddanym skoku. Przy ostrym skręcie, nieco łeb uniósł, by móc lepiej widziec gdzie skręcają i 'na co idą', ale gdy chłopak go wyprostował, znowu zszedł do ręki, choć nie za głęboko. Energicznie pokonał stacjonaty, mocniej podciagając złożone kończyny pod siebie i pracując szyją, robiąc niewielki baskil. Co jak co, ale technike miał bardzo dobrą. Wystarczyło go puścić na przeszkodę a on sam wiedział już co robić. To samo na drugą stronę, zmieniając noge bez ociagania się.
Na oksera zastrzygł uszami, rozwierając nozdrza, przez które wtłoczył duży haust powietrza. Obił się elastycznie w dobrym miejscu, już mocniej, podwijając przody pod klatkę, otwartymi tyłami pracując nad dragiem. Wyciagnął szyję, zgiętą w łuk, robiąc baskil. Wylądował bardzo pewnie i miękko, naraz także z radości, zawijając zadnią nogą w powietrze. Przeszedł płynnie w kłus, łapiąc oddech.Gustavo - 2013-04-18, 21:48 Nie mam weny - będzie tak od czapy. ;-;
Pochwalił go za wszelkie udane skoki, zadowolony, że ogierowi idzie to tak gładko. Dał mu dłuższą chwilę wytchnienia w kłusie, po czym znów wypchnął go do galopu gdzieś w narożniku. Poprosił w czasie ich przerwy stajennego czy kogoś kto akurat był w pobliżu o ładny szereg. Nakierował teraz na niego siwego, zamykając automatycznie w pomocach, chociaż nie sądził, by ten chciał uciekać gdziekolwiek.
Pierwszą przeszkodą był krzyżak półmetrowy jakoś, dwie foule dalej stacjonata 60cm, a kolejną foulę za nią stacjonata 80cm. Przed skokiem subtelna łydka, bo Gabryś zauważył, że Loganowi wielkich zachęt do latanie nie tzreba, bo robi to nadzwyczaj naturalnie.
Przy wybiciu się przejście do półsiadu, minimalne oddanie wodzy nad krzyżakiem. Przy stacjonatach jednak znacznie łatwiej zauważalne, bo przeszkody wyższe.
Cały szereg przejechany oczywiście w półsiadzie, bo nie bardzo było kiedy siadać w siodło. No i jeśli wszystko ładnie wyszło, to wielka pochwała i poluzowanie wodzy po skokach w nagrodę. Potem wyjazd w galopie na ścianę, wszelkie korekty dot. tempa itd.
Potem jeszcze jeden niski skok na szerokość - jakiś triple bar, z niewielkim wzrostem wysokości kolejnych drągów. Wszystko ok. 60cm. Tutaj Gustavo konkretnie skupił na sobie ogiera, skierował go idealnie na środek przeszkody, kierując dobrze dosiadem zamykając znów w pomocach. Półsiad w odpowiednim momencie, no i oddanie wodzy. Jako że pewnie Logan chciał tutaj sobie główkę wyciągnąć, to luzu dostał znacznie więcej niż przy poprzednich skokach.
Po tym chwila roboczego galopu, pochwała, zwolnienie do kłusa żwawego, anglezowanie znów.Anonymous - 2013-04-20, 12:17 {nie ma sprawy <3}
W chwilach odpoczynku równał oddech i luzował się, dzięki czemu meczył się wolniej a kolejne przejścia do galopu nie traciły na impulsie. Siwemu po prostu się chciało iśc do przodu.
Widząc szereg przeszkód, nastawił oboje uszu nieco unosząc łeb, by jak to miał w zwyczaju - lepiej widzieć co ma przed nosem.
Pół metra pokonał lekko, naraz kierując uważne spojrzenie na następna przeszkodę. Zrobił dwie okrągłe foule po cyzm wybił się sprężyście, składając przody i ładnie pracując tyłami. Ekonomicznie, dobrze technicznie o pewnym lądowaniu. Kolejne mocniejsze foule i mocniejsze wybicie. Tu już zrobił solidny zapas, co w perspektywie widza wypadło bardzo mile dla oka. Jak sprężyna wykonał skok, robiąc małą faze zawieszenia nad drągniem, ze złożonymi kończynami i baskilem. Kolejne pewne lądowanie, jednocześnie nie wybijające. Po skokach tempo było mocniejsze, zady wkraczały pod kłodę solidnie. Na luźniejsza wodzę zszedł łbem do dołu, zacinając ogonem na bok, zgryzając metal w paszczy. Po korekcie, podebrał się, skracjając wykrok na bardziej ekonomiczny.
Skręcil na dośc szeroką przeszkodę, przyglądajac się jej uwaznie. Dwa foule przed mocne i szybsze, by dac sobie rozpęd na długi skok. Wybił się i jak siwa rakieta przemknął nad przeszkodą, solidnie pracując szyją i grzbietem przy baskilu, lądując kawałek za przeszkodą. Skok był potężny na tyle, iż możnaby się pokusić o stwierdzenie, że nawet przeszkodę wodną pokonałby lekko.
Przegalopował się jeszcze po przeszkodzie, parskając przeciągle. Zwolnił miękko do kłusa, sprężynując się. Siateczka żyłek pokryła ciało siwca.