Jasne jasne każda wymówka jest dobra. Po jednym okrążeniu w galopie zwolniła z kobietą do stępa, wykonując to całkiem nieźle trzeba przyznać. Klacz mimo wszystko jednak nadal się chętnie poruszała naprzód. Fakt trening był bardzo miły :D Po 4 okrążeniach w stępie klacz udała się za kobietą do stajni.
z.tDelfinek - 2017-07-12, 00:40 Nie przeszkadzało jej to, że ogier ukazywał wady Panny Idealnej. Wręcz przeciwnie - o to jej chodziło. Była konsekwentna w dążeniu do ideału, a że się zaniedbała, to teraz musiała sięgnąć po wysokie środki jak Luke i Roller.
Po wysłuchaniu słów Trenera uśmiechnęła się delikatnie i przytaknęła, jednocześnie skupiając jakąś część myśli na swoim oddechu, co jeszcze bardziej utrudniło jej sprawę. Dopiero po dłuższej chwili ogier mógł wyczuć rozluźnienie z jej strony, natomiast Luke poprawę pozycji i całej jej pracy. Ręka stała się znacznie miększa i elastyczniejsza, łydki odeszły od boków ogiera będąc przy nich, nie na nich a klatka piersiowa unosiła się miarowo, pozwalając jej na pełne rozluźnienie. Starając się wraz ze wskazówkami mężczyzny wykonywać wszelkie czynności, co nadało jej ruchom widocznej delikatności. Straciła ją przy dość agresywnych wyścigach, choć i w nich powinna się nimi cechować. W końcu czym różni się Roller od Scho, jako koń?
Po odpowiedniej dawce stępu, czyli także przejechaniu okrążenia wokół czworoboku, oraz późniejszej przekątnej i ósemki wróciła na krótką ścianę przy A, gdzie posłała ogierowi delikatną w jej mniemaniu, dość nerwową w oczach innych półparadę. O ile praca łydek i dosiadu na ścianach i ósemkach była widocznie łagodniejsza oraz pewniejsza, ze względu na rozluźnienie Delfina, to podczas półparady znów jej się coś pochrzaniło. Mimo to poprawiła się podczas samego przejścia, które nastąpiło chwilę po półparadzie. Wypchnęła ogiera ruchem z krzyża do kłusa, jednocześnie przyłożyła mu łydki do boków, nie wykonała jednak wcześniejszego ''KLAP KLAP'' a raczej subtelniejsze i delikatniejsze muśnięcie. Małym palcem puściła odrobinę wodzy, pozwalając ogierowi na ruch szyi podczas zakłusowania, co w jej mniemaniu było prawidłowe, lecz po chwili znów wzmocniła kontakt ruchem całego nadgarstka. Była widocznie rozluźniona przechodząc do kłusa, wpierw anglezowanego, coby ogiera nie poobijać na początku treningu. Skierowała go wpierw na całe okrążenie, na narożnikach dbając o wyjechanie poprzez momentami subtelne sygnały z łydki i wodzy, chwilowo lekko nerwowe, lecz starała się to naprawiać rękami i nogami... dosłownie. Po okrążeniu zjechała nim na pierwszą woltę w A - o średnicy 20 metrów. Samo anglezowanie miała płynne, nie obijała ogiera, jej ruch był płynny i nadawał ogierowi stałe tempo idealnie (prawie) takimi samymi uniesieniami. Podobnie było na wolcie, choć tutaj zabrakło tego czegoś. Co prawda lewa wodza widocznie pulsowała dzięki ruchowi palców kobiety, prawa była napięta a wewnętrzna łydka wspierała jego łuk, to zewnętrzna gdzieś gubiła swój rytm - raz będąc za agresywną, a raz zapadając się pod ziemię. Wyglądało to dość komicznie, stąd Delfin po pokonaniu wolty obciążyła zad ogiera, przycisnęła łydki i wzmocniła lekko kontakt sprowadzając ogiera do stępa, by rzucić do Luczka.
- Powtórka, moje kończyny mają rozdwojenie jaźni. - Po czym przejechała ogierem narożnik i po środku długiej ściany posłała go na taką samą woltę - tutaj już bardziej kontrolując swoje rozdwojonojaźniowe nogi, choć Luke i tak mógł zauważyć, że kobieta jakby nie w pełni nad nimi panuje.Roller Coaster - 2017-07-17, 00:10 Z czasem gdy osóbka na jego grzbiecie zaczęła z większym powodzeniem szukać rozluźnienia w swoim ciele, można było zauważyć i większą swobodę w ruchu ogiera, który nie dość, że zaczął lepiej przepuszczać ruch przez swoje ciało, to jeszcze nie zdradzał już tak jawnej tendencji do krzywego kroczenia, oczywiście o ile wodze nie były za krótkie, przez co w stępie znacznie łatwiej o niedociągnięcia.
Nie był może jakoś fenomenalnie rozstępowany ale też nie stał przecież cały dzień w boksie tylko mógł rozprostować nogi na padoku, stąd też nie wykazywał się jakimś ponadprzeciętnym spięciem mięśni. W odpowiedzi na lekko nerwowe działanie dziewczyny zadarł łeb do góry i w efekcie przejście do kłusa, mimo, że już samo w sobie ze strony Delfina zostało nieźle przeprowadzone, to jednak ze względu na to chwilowe wybicie wyszło raczej nerwowo i sztywnawo. Roller był jednak koniem mocno plastycznym i chociaż nie zachowywał się jeszcze jak miękka guma, to i tak dało się z nim zrobić wiele, dlatego po kilku "szarpanych" krokach w wyższym chodzie zszedł z tego nieprzyjemnego tonu na rzecz opuszczenia głowy, nawet jeśli nie do perfekcyjnego ustawienia to przecież lepsze to co właśnie oferował niż bujanie pyskiem w obłokach. Płynne anglezowanie przyczyniło się do jednostajnego tempa, chociaż jak dla
siwego było ono nieco zbyt mało zaangażowane, po prostu sobie szedł tym kłusem skoro mu kazano i nawet jeśli przebierał nogami wcale nie tak wolno, i tak można było wycisnąć więcej podstawienia zadu oraz zaokrąglenia sylwetki, coby nie było to puste i nudne kroczenie do przodu. Na kole nie miał innego wyjścia jak tylko szastać zadem czy całym sobą to za bardzo do środka, to znów za mocno na zewnątrz, w końcu jego domeną były wyraźne reakcje na nawet najmniejsze zmiany w sygnałach, po których wnioskował, czy ma iść wyprostowany czy zgięty i właściwie po jakim torze. Niemniej przeszedł do stępa bez oporów w momencie, o którym zadecydowała dziewczyna, by następnie na nowo podejść do zadania jakim było wpisanie się w koło, co dla niego samego nie byłoby może problemem, ale już z nie do końca stabilnym we wszystkich swych pomocach jeźdźcem to trudniejsza sprawa.. Luke - 2017-07-17, 00:47 Starał się korygować dziewczynę na bieżąco, jednakże nie wszystko dawało się zrobić w trybie now, czasami trzeba było wziąć ponownie głębszy oddech w trakcie krótkiej przerwy i zacząć na nowo, starając się działać bez spięć, dlatego tylko przytaknął Delphine gdy zeszła z ogierem do stępa, tę krótką chwilę starając się wykorzystać na ponowne ogarnięcie sprawy swoim komentarzem.
- Staraj się pamiętać, że zostawienia konia samego sobie od strony którejkolwiek z łydek nie jest dobrym pomysłem, bo tak naprawdę on nie wie wtedy, czy mu otwierasz furtkę żeby szedł w tamtą stronę czy właściwie po co. Z kolei zbyt silne dociskanie też nie powinno być na porządku dziennym, jeśli koń jest głuchy na łydkę można to zrobić raz czy drugi ale generalnie pracujemy bardziej wyważonymi impulsami, takimi, które samemu jeźdźcowi.. no, nie będą sprawiać bólu w nogach przy wykonywaniu ich. Kwestia zewnętrznej łydki jest też taka, że musi być ona obecna za popręgiem kiedy jesteśmy na łuku w takim samym stopniu, w jakim byłaby przy popręgu podczas normalnej jazdy po prostej. Będę Cię upominał o tym co chwilę, ale to ważne, bo człowiek łatwo zapomina o tym, co aktualnie robi jego ciało. - Dobrze to znał każdy jeździec, raz "ustawione" części ciała lubiły się przemieszczać w inne miejsca podczas krótkiej chwili nieuwagi, do tego niebywale szybko łapały spięcia i jeśli nic się z tym świadomie nie robiło, to nagromadzone zło w postawie jeżdżącego szybko się potęgowało. Także w słabszych momentach zwracał dziewczynie uwagę, że jest za mocno albo za słabo obecna łydką zewnętrzną podczas jazdy po łuku, co widział głównie po reakcji konia, jako że no niestety nie z każdej perspektywy mógł oglądać parę od obu stron jednocześnie.
- Nawet jeśli nie wszystko idzie jak po maśle, będziemy walczyć z Twoimi rozdwojonymi kończynami podczas wszelakiej maści figur, dobrej postawy nie zrobisz podczas jednego koła a całej masy kół i wężyków i serpentyn i także momentów na wyprostowanie. Także teraz kilka minut na rozgimnastykowanie konia oraz Ciebie, staraj się zaskoczyć mnie swoją fantazją, tylko nie przesadzaj ze stopniem trudności na początek, raczej zaczynamy od nieco łagodniejszych łuków by stopniowo je zacieśniać, na przykład zanim zaczniesz robić serpentyny, porób najpierw trochę innych wygiętych linii. Przy tym będę Cię męczył co chwile poleceniem o wzięcie oddechu i musisz przez to rozumieć nie tylko rzeczywiście niewstrzymywanie powietrza, ale i puszczenie za bardzo spiętego tułowia, choć z tym nie jest tak źle, za to o nogach też wtedy pamiętaj. Nie zaciskaj kolan na poduszkach, pozwól sobie na to, aby to ciężar Twojego ciała na strzemionach oraz oplatające boki konia łydki Cię trzymały w siodle. Niezaciśnięte kolana przydadzą Ci się przy bardziej wyraźnych półparadach, które musisz zacząć wprowadzać, aby koń bardziej zaangażował w pracę zad i przez to ładniej doszedł do Twojej ręki kiedy już będzie zaokrąglać sylwetkę. Także musisz łydką wytwarzać więcej energii tam w motorze, ale jednocześnie nie pozwolić jej umknąć, niech, nazwijmy to, "kumulując się" w koniu każe mu się właśnie wyginać w dół, dochodzić do kontaktu, schodzić jeszcze bardziej w dół pyskiem, rozciągać linię grzbietu. No i przy tym miej w głowie: jazda konna to przecież hobby, to przyjemność. Niepowodzenie nie powinno prowadzić do frustracji, tylko do chęci poprawy, co wprowadzaj poprzez ten reset polegający na rozluźnieniu. No, to do dzieła. - Kończąc wypowiedź zerknął na zegarek by mieć pojęcie, jak stoją z czasem do tej pory.Delfinek - 2017-07-17, 20:49 Przytaknęła na słowa Luczka, które w pierwszej chwili wydawały się jej być abstrakcją. Dopiero z czasem wszystko zaczęła sobie układać, bo jednak nieregularny oddech nie dotlenia tak szybko mózgu, co nie?
- Moje rozdwojone kończyny mi mówią, że nie panuję nad prawą nogą. - Rzuciła z lekkim uśmiechem i poprosiła Rollera o przejście na krótką ścianę celem wyprostowania ogiera. Trzymała stały kontakt, nie latała łydkami, lecz też ich nie przyciskała - starała się utrzymywać tą podrącznikową linię między łydką a biodrem i łopatkami, tym samym przestała się skupiać na swoim dyskomforcie i braku wiedzy. Ustabilizowała oddech, który pozwolił jej na pełne rozluźnienie ciała, które falowało z rytmem ogierzych kroków przez krótką ścianę oraz narożnik, na którym już w miarę umiejętnie i pewnie docisnęła lewą łydkę za popręgiem, natomiast prawą na nim. Delikatny kontakt, elastyczny, z pulsującą wewnętrzną wodzą, która jednocześnie się także napięła, pozostawiając bliźniaczkę w stałym nacisku.
Po przejechaniu narożnika posłała ogierowi półparadę i wypchnęła go z krzyża do kłusu, jednocześnie lekko dociskając łydki i na chwilę rozluźniając kontakt, coby potem wrócił on do stałego nacisku sprzed ruszania. Tym razem skusiła się na kłus. Przy R skręciła Coastera na idealny łuk do K, po którym otrzymał półparadę, coby przygotować go do dalszego zadania. Obciążała mu zad i narzucała widocznie aktywne tempo, aby chwilę po wjechaniu na przekątną poprosić ogiera o poszerzenie ram, poprzez delikatne oddanie wodzy, wypchnięcie/a z krzyża i dociśnięcie łydki. Tutaj nadal obciążała mu zad i trzymała łydki w stałej odległości od ciała siwego, aby ewentualnie odstępstwa od linii korygować. Nie trzymała łydek na jego ciele cały czas, interweniowała nimi w konieczności i czasami, aby przetrzymać go w stałym tempie. Przed K Roller znów otrzymał półparadę i silniejsze obciążenie zadu, wraz z zebraniem wodzy do poprzedniego stanu oraz dociśnięcie łydki za popręgiem. Miejmy nadzieję, że skrócił ramy, jeśli wcześniej je poszerzył i w tempie roboczym skierował się w stronę E, na którym czekało ich kolejne wyzwanie. Skoro zalecane były łuki, to na takowy wjechali. Wolta o średnicy 20 metrów wydawała się być podstawą każdego przejazdu ujeżdżeniowego niższych klas, czemu Delphine zdawała się nie podołać. Prawa noga wylądowała blisko popręgu, lewa znacznie dalej a wewnętrzna, czyli prawa wodza lekko pulsowała, podobnie jak na narożniku. Kobieta starała się za wszelką cenę uruchomić zad, co też obciążała go - nie nachalnie, jak worek kartofli, lecz subtelnie oraz rzucając tym samym ogierowi mniejsze obciążenie na przód. Cóż, do ''Pingwinów'' było jej daleko, nie dość że krótkie, to jeszcze nerwowe te kończyny.
Po przejechaniu wolty, na której starała się ile mogła, choć zapewne nie wyszła ona rewelacyjnie skierowała ogiera chwilę po prostej linii, zjeżdżając na z linii prostej dopiero na F, skąd poprosiła ogiera do przejścia po prostej linii do A. Na niej znów poprosiła Siwka do zejście na woltę 20 metrów, na której działa takimi samymi pomocami, uwzględnię jednak, że łydki były delikatniejsze. Po jej połowie znów skierowała ogiera na wprost na długą ścianę, celem wyprostowania i przejechania w kłusie dwóch narożników - aby dojechać do V. Na narożnikach wysyłała czytelne, lecz chwilami zbyt agresywne sygnały z łydek i prawidłowo napinała wewnętrzną wodzę, zewnętrzną trzymając stały nacisk. Przed V posłała ogierowi półparadę i chwilę później obciążyła silnie zad, docisnęła łydki i ściągnęła wodze spowalniając ogiera do stępa, w którym także narzuciła aktywne tempo.Roller Coaster - 2017-07-23, 02:19 Na ścianie znacznie łatwiej było iść wyprostowanym, co jednak nie znaczy, że Roller nie umiałby inaczej. Jednak przypilnowany przez dziewczynę usłużnie przestał się wyginać i przeginać na rzecz chodu na wprost. Kiedy dołożyła mu nieco pewniej lewą łydkę za popręgiem, w pierwszech chwili zszedł od niej zadem do wewnątrz w niewielkim stopniu, niemniej równie łatwo był w stanie wrócić z tyłami na pierwszy ślad jeśli Delphine nie zwiększyła nacisku od zewnątrz a posłała mu wyraźniejszy impuls od wewnątrz, podziałało szybciej jeśli na momencik cofnęła prawą łydkę aczkolwiek bez zmiany jej pozycji też wróciłby na miejsce, po prostu odrobinkę później. W odpowiedzi na działanie ręki zaczął nieco nieśmiało przeżuwać wędzidło, nie nieprzerwanie aczkolwiek częściej niż rzadziej.
Nie miał problemów z wpisywaniem się w łuki gdy był konsekwentnie i jasno prowadzony, dlatego przeszedł po wybranej przez dziewczynę trasie układając się pod nią według życzeń jej łydek oraz wodzy. Stopniowo przyjmował do wiadomości, że obciąża mu bardziej zad swoimi czterema literami, czemu poddał się dobrowolnie zyskując przy tym na samoniesieniu, wiadomo, na razie wszystko delikatnie, aczkolwiek już było coś z tego widać - przeniesiony w większej mierze na tył ciężar pozwolił mu na swobodniejsze używanie przednich nóg, co niestety trochę się rozpadło podczas próby poszerzenia ram, bowiem Roller w odpowiedzi na oddanie wodzy w jakimś stopniu na nowo opadł przodem, przez co raczej przyspieszył niż się wydłużył. Powrót do roboczego tempa musiał trwać o wiele dłużej niż przypadało na pojedynczy sygnał, dopiero po dłuższych prośbach wrócił do roboczego kłusa. Przez to lekkie wybicie z rytmu jeszcze zdarzało mu się tańczyć między nogami Delphine (niech to nie zabrzmi źle, plz) i w efekcie na kole albo co nieco schodził z przepisowego toru całym sobą, albo skrzywiał zad do wewnątrz lub na zewnątrz, w zależności od tego, jak go tam dziewczyna próbowała ogarnąć łydkami. Proste odcinki także nie należały do najbardziej prostych, chociaż pani masztalerz anglezowała a nie wysiadywała, on i tak znajdował momenty, w których nie w pełni równomiernie naciskała na strzemiona. Drugie wejście na koło okazało się bardziej udane, bowiem Delfin działała subtelniej łydkami, przez co Coaster zwyczajnie nie doszukiwał się żadnych nieplanowanych z jej strony bocznych komend, bo i dzięki temu lżejszemu oddziaływaniu robiła to znacznie bardziej równomiernie. Na nowo popsuł się w narożnikach, w których potraktowany został znów momentami zbyt nachalnymi łydkami, w efekcie stopień jego wygięcia był po prostu niestały w czasie. Do stępa przeszedł z ociągnięciem, za mocno opierając się przy tym na wodzy i przez to nieładnie wchodząc w niższy chód, poprawił się dopiero po chwili, kiedy wymagane było od niego żywe kroczenie, jak jeszcze parę minut temu.Luke - 2017-07-23, 02:49 Praca nad samym sobą nierzadko bywała znacznie cięższa niż praca nad koniem, ludziom często się wydawało że to kopytne są jakieś nie halo i nie chcą współpracować podczas gdy wina za złe ruchy konia mogła leżeć po stronie jeźdźca, który nieumiejętnie posyła pomoce tudzież nie ma wystarczająco luźnej i zbalansowanej postawy. To dlatego treningi pod czyimś okiem były tak istotne, by móc usłyszeć, jak to naprawdę wszystko wygląda z boku i że coś wymaga poprawy, najpierw u wydającego polecenia, dopiero później u wykonującego, w tym przypadku konia.
- Jeśli tylko koń daje Ci taką możliwość, działaj subtelnymi pomocami, nie będziesz się od tego bardziej spinać a i dla wierzchowca poruszanie się będzie znacznie przyjemniejsze. Kiedy posyłasz mniej intensywny sygnał istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że zrobisz to nierównomiernie a zapewne wiesz, że w każdym z nas siedzą jakieś asymetrie, z którymi będziemy walczyć w nieskończoność. Dlatego zanim zrobisz coś za mocno, najpierw się zastanów, czy jest potrzeba, a jeśli nie ma, to czy rzeczywiście warto. - Odchrząknął lekko by zaraz kontynuować w reakcji na jej dalsze poczynania. - Działasz o wiele za mało półparadą, do jakiejkolwiek zmiany przygotowuje się konia już kilka metrów wcześniej, zależnie od stopnia trudności naschodzącego zadania można ten czas nieco wydłużać lub skracać. Na przykład do zakłusowania czy zagalopowania raczej nie trzeba nie wiadomo jak wybiegać w przód, natomiast do zejścia o chód niżej albo w ogóle do zmian w obrębie jednego chodu stosuje się zwykle przynajmniej kilka półparad pod rząd, już podczas nich że tak powiem "gotując" konia do nadchodzącej zmiany, zaskakiwanie kopytnego skutkuje zwykle bardzo chaotycznym zachowaniem z jego strony. Także jeśli chcesz poszerzyć ramy, najpierw półparady podczas których już dajesz do zrozumienia, że za chwilę będzie musiał mocniej odpowiedzieć na Twoją łydkę, acz jeszcze przetrzymujesz go tymi półparadami do momentu, w którym ma się wszystko zacząć. I tak naprawdę najpierw zadziała tu łydka, nie wodza, w przeciwnym razie może być tak jak przed chwilą, czyli koń po prostu nie pójdzie tak pewnie do kontaktu i opadnie na przednie nogi. Pamiętaj, musisz myśleć "od tyłu", najpierw działa zad i to w nim się wszystko zaczyna jeśli chodzi o rodzaj chodu. - Wyjaśnił jej uprzejmie, w międzyczasie dyskretnie zerkając na zegarek zza przyciemnionych szkieł swoich okularów przeciwsłonecznych.
- No dobra, postaraj się go jeszcze bardziej rozgimnastykować, Twoim motywem przewodnim ma być słowo "lekko", lekkie pomoce i lekki chód, taki jest Twój cel. Dużo zmian kierunku, dużo przejść, dużo półparad, tego naprawdę nigdy nie jest za wiele. Celem jeźdźca podczas rozgrzewki jest konia dostatecznie rozruszać, tak aby powyginał się solidnie na obie strony, aby włączył jeszcze bardziej zad do pracy za co odpowiadają głównie przejścia, ale też ogólna mobilizacja idąca od pomocy w trakcie ruchu. Możesz go od czasu do czasu sprawdzać jak się niesie poprzez nieco wyraźniejszą łydkę i stopniowe przesunięcie ręki w przód-dół, jeśli będzie Ci się siwy wydłużał właśnie w tym kierunku bez utraty jakości ruchu, to jesteśmy na dobrej drodze. - Posłał jej motywujący uśmiech po czym wrócił do pilnych obserwacji tak, aby być w stanie szybko skorygować ewentualne błędy.Delfinek - 2017-07-24, 22:25 Toteż po wysłuchaniu jego słów oraz przetrawieniu ich przytaknęła z lekkim uśmiechem, kierując ogiera na krótką ścianę. Na niej posłała mu półparadę i dodała łydkę, lekką swoją drogą, aby następnie popchnąć go do kłusa. Narzuciła aktywne tempo, trzymając ogiera w rysach na prostej i na narożniku lekkimi łydkami, a także pomocą z wodzy. Starała się także o żucie wędzidła, co możliwie jej się udawało.
Po wyjechaniu na długą ścianę dodała ogierowi łydkę i lekki ruch biodrami, wraz z nieznacznym przesunięciem nadgarstków w przód, aby poprosić go o wydłużenie kroku. W powiększonych ramach, lecz nie maksymalnych prowadziła ogiera do 3/4 ściany, tam posyłając mu półparadę i prowadząc do galopu. Obciążyła tym samym prawą stronę, wypchnęła ogiera z dosiadu i dodała leciutko łydkę. Po przejściu w galop przetrzymała go do spokojnego tempa, prowadząc w nim przez narożnik, na którym także wyjechała na przekątną. Po jakiś 5 foulach na przekątnej obciążyła zad ogiera dość silnie, przycisnęła łydki za popręgiem i ściągnęła wodze, aby miejmy nadzieję sprowadzić ogiera do stępa, z niego po kilku krokach do stój. Przed każdą zmianą raczyła go półparadą.
Ogólnie rzecz biorąc jej sygnały były teraz znacznie subtelniejsze, owszem, zdarzały się niedociągnięcia, lecz nie było z nimi aż tak dużego problemu.
W połowie przekątej, po przejściu w stęp sprowadziła go także do stój, a z niego do kłusa. W nim przejechała mały kawałek, następnie skręcając w prawo i wjeżdżając na długą ścianę. Tutaj także działały jej łydki i dosiad, subtelnie i tylko w koniecznych momentach. Kobieta była wyraźnie rozluźniona i spokojna, pewna tego co robi.
W kłusie pokonali cały okrąg, aby ogiera lekko wyprostować, następnie dodała mu półparadę i spowolniła do stępa - w nim pokonali narożnik - i wyjeżdżając na kolejną przekątną znów otrzymał półparadę i wypchnięciem z bioder posłany do galopu. W tym przypadku zastosowana także łydka, jak i dosiad były silniejsze.
W połowie przekątnej odbili na woltę - dokładniej X - B i tak dalej. Po przekątnej znów wyjechała na ścianę, aby pokonać ją aż do A, gdzie znów wyjechała na woltę - tym razem w kłusie.
Po pokonaniu ich zapytała Luczka o godzinę, słysząc ją przytaknęła i spowolniła ogiera biorąc się za rozstępywaniem, po którym podziękowała z Lukiem, wszystko ogarnęła i ruszyła do stajni.
/z.t
//kupaRoller Coaster - 2017-07-26, 15:56 Wyraźnie miększa praca jeźdźca w siodle odbijała się na większym wyluzowaniu ogiera a co za tym idzie, bardziej chętnym żuciu wędzidła, co świadczyło o jego wyluzowaniu i rosnącym skupieniu, no i przede wszystkim na akceptacji pomocy. Mimo swobodnego ruchu nie obijał się, wręcz przeciwnie, szedł aktywnym kłusem gdy już o ten chód poprosiła do Delphine. Dalej dość niewymuszenie wydłużył sylwetkę, zostając jednak przy dziewczynie, aczkolwiek po półparadzie spodziewał się raczej innego niż przejścia do galopu, stąd mimo wszystko trochę weń wbiegł niż przeszedł, nawet jeśli pomoce same w sobie były wyważone. Nie miał zbyt gorącej głowy i dał się namówić na wprowadzenie spokoju do jego galopu, chociaż nadchodząca niebawem przekątna kusiła go do czego innego. Zaplanowane przez dziewczynę przejścia wyszło może nienajlepiej, bowiem Rollerowi zabrakło zwyczajnie większej ilości półparad poprzedzających jakąś zmianę. Niemniej, choć nieco sztywno i na przodzie, przeszedł do stępa a następnie do stój. Na nowo zakłusował, przez chwilę jeszcze pamiętając minione zgrzyty przy przejściach w dół, ale też nie rozpamiętywał ich długo, także znów zaczął zgrywać się z pomocami dziewczyny, podpasowując pod nie swój lekki ruch. Na kole czy narożnikach wyginał się bezproblemowo, delikatnie giął całą sylwetkę w równomiernym stopniu, dzięki czemu nie miało miejsce wpadania ani wypadanie łopatką czy zadem. Kolejno przeszedł do stępa na spokojnie i po niedługim czasie z tego równomiernego stępa zagalopował zgodnie z sygnałami pani masztalerz, by następnie pokierować się na przekątną. Podczas wolty nieznacznie zwolnił, wyraźnie musząc bardziej zaangażować się w wyjechanie ciaśniejszego łuku. Dalej pozostając w galopie wrócił po przekątnej na ścianę by tam przejść do kłusa, początkowo trochę za szybkiego, jednakże ta nadmierna szybkość została zniwelowana na kolejnej wolcie, na której miał szansę znów wejść wyraźniej na pomoce dziewczyny, wsłuchując się w nie w skupieniu.
Nie za bardzo się może zmęczył ale na pewno się pogimnastykował i porozciągał, dlatego schodząc do stępa był spokojny i wyciszony, bez zająknięcia stępował tyle ile było trzeba w dość aktywnym tempie by finalnie opuścić czworobok w towarzystwie amazonki.
ztLuke - 2017-07-26, 20:53 Brunet uważnie analizował sygnały, jakie dziewczyna posyłała siwensowi, co jakiś czas powtarzał jej, żeby przy nieco trudniejszych elementach stosowała większą ilość półparad niż tylko jedna pojedyncza. Często robił jej też uprzejme uwagi, że mogłaby usiąść nieco głębiej w siodło i bardziej wyprostować plecy, dzięki czemu lepiej mogłaby oddziaływać na zad konia i przez to przejścia byłyby bardziej płynne, natomiast szansa, że kopytny opadnie przy nich na. przód z ciężarem - mniejsza. Dodatkowo raz na jakiś czas rzucał jej też przypomnienie, żeby się rozluźniła na nowo, bo wiadomo, że póki nie ma się tego nawyku, by kontrolować się co chwilę, albo ciało jeszcze nie wszystko tak doskonale czuje, to człowiek nawet nie wie, kiedy znów wkradnie mu się jedno czy dziesięć usztywnień w ciele. Kiedy do niego podjechała po wszystkim, postanowił dać jej jeszcze trochę wskazówek na przyszłość, do wykorzystania na samodzielnie przeprowadzanych treningach, także jakby mieli się kiedyś znów spotkać, to może dzięki temu będą mogli pójść krok dalej.
- Generalnie czasem odnosiłem wrażenie, jakbyś za bardzo spontanicznie wymyślała kolejne ćwiczenia. Robiąc każdy trening, nie tylko ujeżdżeniowy, trzeba trzymać się jednak jakiegoś schematu. Mamy możliwość korzystać dzisiaj ze szlaków przetartych przez innych jeźdźców na przestrzeni długich lat. Także generalnie pierwsza faza treningu to rozruszanie, rozgrzewka i gimnastyka, wtedy też zajmujesz konia mnogością łatwych dla niego ćwiczeń, które pomogą zaktywizować jego mięśnie, zaangażują go w pracę, rozluźnią i uelastycznią. Potem przechodzisz do tej właściwej części treningu, to znaczy do bardziej intensywnego szlifowania elementów, które dla kopytnego nie są już taką bułką z masłem. Jeśli siedzisz na koniu jeszcze nie tak dobrze wyszkolonym, to rzeczy konieczne do ćwiczenia wyjdą już przy rozgrzewce, natomiast koń, któy potrafi więcej pokaże Ci swoje braki prędzej wtedy, gdy go przyłapiesz na nich w konkretnym elemencie, dajmy na to, przy ustępowaniu, łapiesz tę ideę. Także ta część jest dobra na próbowanie nowych rzeczy, ale należy pamiętać, że nie powinna trwać zbyt długo, trzeba ją umiejętnie dopasować do stopnia wyszkolenia konia oraz tego, w jakiej jest kondycji. - Wziął nieco głębszy oddech, odtwarzając w głowie jeszcze to, co Delphine robiła podczas ostatnich minut. - Dodatkowo trzeba trzymać się pewnych kanonów, jeśli chce się liczyć na harmonijny przebieg współpracy. Przykładowo zagalopowujemy z kłusa roboczego lub zebranego, natomiast nie robimy tego z pośredniego czy dodanego, to się zwyczajnie nie za bardzo trzyma kupy w końskiej głowie, bo ten nasz koń wtedy myśli, że ma wbiec do wyższego chodu. No i ogólnie musisz wykonywać więcej powtórzeń jakiegoś ćwiczenia zamiast po prostu przechodzić dalej a także układać sobie w głowie trochę spokojniejszy przebieg kolejnych elementów, które chcesz przeprowadzić. Tak, żeby do jazdy i końskiej głowy nie wkradał się chaos. To chyba tak z grubsza tyle. - Uśmiechnął się do panny Lovitone i następnie zapytany o godzinę podał jej aktualny czas. Trening jakoś szybko im zleciał.
- To Wy się rozstępujcie a ja już pójdę do stajni. Rozliczymy się tam na miejscu. - To powiedziawszy niespiesznym krokiem udał się w stronę budynku stajennego, gdzie zajął się jakimiś swoimi sprawami do czasu, aż Delphine do niego nie podeszła, żeby zapłacić i ewentualnie jeszcze porozmawiać o treningu. Po tym się z nią pożegnał i przeszedł do kolejnego punktu w planie dnia.
zt
/dla jeźdźca 3 punkty doświadczenia, koń - 4 punkty do ujeżdżenia, 2 do kondycji i 2 do lonżowania; koszt treningu to 20 funtów :>Brian - 2017-07-27, 22:40 Przyszedł z Saverem na czworobok. Oprowadził go po obiekcie, który oczywiście nie był dla żadnego z nich żadną nowością. Brian zatrzymał karego w narożniku, gdzie poprawił sprzęt: docisnął popręg prawidłowo i uregulował strzemiona. Gdy upewnił się, że ogier stoi spokojnie znalazł się na jego grzbiecie. Usadowił się wygodnie w siodle i poprosił hanowera o ruszenie stępem na długiej wodzy. Stępowali tak przez pierwsze kilka minut, brunet jedynie sygnalizował Saverowi zmianę kierunku przez przekątną. Po kilku okrążeniach na obie strony, Donney stopniowo nabrał wodze na większy kontakt. Pod długą ścianą odbili na koło o średnicy 20 metrów. Starał się o aktywne, równe i nie przesadzone tempo. Na kole cofnął zewnętrzną łydkę za popręg, wyginając dziewięciolatka od wewnętrznej, która została na popręgu. Po zamknięciu pierwszego koła wykręcili jeszcze wężyk i mniejsze 15 metrowe koło w drugą stronę. Wrócili pod ścianę i do kolejnych okrążeni na obie strony, podczas których ćwiczyli przejścia stęp – stój – stęp.Saver - 2017-07-27, 22:52 Przyszedł z chłopakiem na czworobok. Obeszli obiekt dookoła, który nie był dla ogiera niczym nowym. W końcu nie pierwszy raz był na czworoboku nie? W końcu zatrzymali się w narożniku, gdzie chłopak poprawił sprzęt. Ogier stał cierpliwie w miejscu, ale nie mógł się też jednocześnie w duchu doczekać treningu. W końcu Brian go dosiadł i ogier po sygnale od niego ruszył stępem przed siebie. Szedł luźno niosąc szyję i nie pracując na razie zadem, nie miej jednak kroczył aktywnie przed siebie. Krążyli tak dobre kilka minut, zmieniając kierunek ruchu przez przekątną. Po kilku okrążeniach na obie strony, zebrał się do nieco wyższego ustawienia. Wchodząc na miękki kontakt z ręką faceta i bardziej angażując zad w pracę. Pojechali pod długą ścianę, gdzie odbili na 20m koło. Sav postarał się poprawnie wygiąć od jego wewnętrznych pomocy, a ograniczony zewnętrznymi starał się nie wypaść z ustawienia. Po zamknięciu koła wykręcili jeszcze wężyk i mniejsze 15m koło w drugą stronę. Po zamknięciu go wrócili pod ścianę i krążyli dalej na obie strony. Robiąc przy tym przejścia stęp-stój-stęp.Brian - 2017-07-27, 23:35 Po ostatnim przejściu ze stój do stępa Brian kawałek dalej lekko napiął krzyż i dodał Saverowi łydki do ruszenia kłusem. Tak jak w stępie pierwsze kilka minut spędził na okrążeniach, zmieniając kierunek jazdy przez przekątną i anglezując. Po kilku okrążeniach brunet usiadł głębiej w siodle, gdy odbili na koło o średnicy 15 metrów, na którym tak jak poprzednio pilnował równego tempa i zadu z pomocą zewnętrznej łydki. Wyginał karosza od wewnętrznej łydki, wodzami nadając kierunek i zgięcie potylicy. W podobny sposób pokonali serpentynę i wężyk, wyginając się odpowiednio na łukach. Po powrocie na ślad po zakończeniu ostatniej figury znowu zaczęli okrążać obiekt, z urozmaiceniem w postaci przejść: kłus – stęp – stój – stęp – kłus, a także kłus – stęp – kłus itd. Ostatecznie przeszli do kłusu i na długiej ścianie Brian cofnął lekko zewnętrzną łydkę, dodał obie do boków Savera i ewentualnie lekko wypchnął go z bioder do galopu roboczego z lewej nogi. Analogicznie do poprzednich chodów pierwsze kilka minut poświęcili na okrążenia na większym luzie, zmieniając jedynie kierunek jazdy. Po tych kilku okrążeniach zabrali się za wykręcanie figur, zaczynajc od koła o średnicy 15 metrów. Cały czas brunet pracował nad aktywnym, równym, ale zrównoważonym tempem, takim jakie byłoby satysfakcjonujące dla nich obu. Odbili na pierwsze koło, na którym Brytyjczyk stosował podobne pomoce co wcześniej, jednocześnie licząc na doświadczenie karosza, chociaż nie było żadnych niedostatków, jeśli chodzi o pomoce z jego strony, były one raczej subtelne, jednak ogier nie powinien mieć problemu z ich wychwyceniem. Następnie wykręcili serpentynę i mniejszą woltę o średnicy 10 metrów, na podobnych zasadach. Wrócili na ślad, gdzie znowu zmieniając kierunek jazdy od czasu do czasu, okrążali czworobok, ćwicząc przejścia pomiędzy chodami, do stój i znowu ruszenia.Saver - 2017-07-28, 08:17 Po ostatnim przejściu do stępa, ogier przygotował się zaraz do ruszenia kłusem. Tak jak w stępie pierwsze kilka minut spędzili na okrążeniach hali. Zmienili czasem kierunek jazdy przez przekątną, by po kilku okrążeniach odbić na 15m koło. Tutaj ponownie wygiął się od jego pomocy wewnętrznych i ograniczony zewnętrznymi starał się nie wypaść z ustawienia. Zachował równe tempo i zaangażowanie w pracę. W podobny sposób pokonali serpentynę i wężyk, wyginając się odpowiednio na łukach. Po powrocie na ślad i po zakończeniu ostatniej figury, zaczęli znowu okrążać obiekt z robieniem przejść kłus – stęp – stój – stęp – kłus, a także kłus – stęp – kłus itd. Ostatecznie przeszli do kłusa i na długiej ścianie przygotowali się do przejścia do galopu. Wysunął nogę prowadzącą w przód i miękko przeszedł do wyższego chodu. Analogicznie do poprzednich chodów kilka minut poświęcili na okrążenia proste wokół obiektu. Zmienili kierunek jazdy przez przekątną od czasu do czasu, a po kilku okrążeniach zabrali się za wykręcanie figur, zaczynajc od koła o średnicy 15 metrów. Utrzymywali aktywne tempo, ale nie lecieli na łeb i na szyję. Zaraz odbili na pierwsze koło, gdzie ogier podobnie jak wcześniej odpowiednio się na nim wyginał. Następnie wykręcili serpentynę i mniejszą woltę o średnicy 10 metrów, gdzie pracował na tych samych zasadach co na poprzednich łukach. Potem wrócili na ślad, gdzie zmienili kierunek jazdy i potem znowu okrążali czworobok. Przećwiczyli przejścia między chodami i do stój oraz znowu ruszenia.Brian - 2017-07-28, 11:09 Znajdując się pod długą ścianą czworoboku Brian zwolnił Savera do kłusu. Wyjechali narożnik i znaleźli się pod krótką ścianą, gdzie nabrał jeszcze nieco wodzy i zaczął przygotowywać Savera do właściwej części treningu. W A wjechali na linię środkową kłusem zebranym. Mając wodze na lekkim kontakcie brunet jednocześnie ściągnął wodze i dodał łydkę, prosząc karosza o zebranie kłusa. Na początku nie wyszło im to jakoś specjalnie w stu procentach, ale ponieważ to było pierwsze ćwiczenie z zebraniem, Brytyjczyk nie przejmował się tym tak bardzo. W pobliżu X posłał ogierowi półparady, potem zablokował dosiad i posłał mu pełną paradę do zatrzymania w X, które wyszło im całkiem dobrze, Saver ustawił się równo, jedynie zad nie był do końca dobrze podstawiony. Po chwili nieruchomości ruszyli dalej kłusem zebranym w stronę krótkiej ściany. Tym razem jakość tego chodu była już lepsza. W C skręcili w lewo, pod krótką ścianę, następnie wyjechali poprawnie narożnik i byli już pod długą ścianą. Kontynuowali pod nią kłus zebrany. Zbliżając się do S Donney posłał Hanowerowi półparadę, po czym odbili na woltę w lewo o średnicy 10 metrów, na której stosował podobne pomoce co podczas rozgrzewki, więc wyginali się na figurze odpowiednio, zachowując jej kształt. Jeszcze przed zamknięciem koła Brian posłał Saverowi przygotowujące półparady, po czym z powrotem w S posłał karoszowi pomoce do manewru łopatką do wewnątrz. Brunet działał wewnętrzną łydką na popręgu, zewnętrzną za nim - pilnowała jego zadu, starał się ustawić barki równo do Savera. Z początku ich łopatką do wewnątrz może nie było idealne, ale z drobną korektą Brytyjczyka jakość elementu się poprawiła.