To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Archiwum - Zawody skokowe

Unbridled Life - 2017-04-19, 17:54

To prawda, trzeba ją było oswajać z atmosferą i całym tym cyrkiem zwanym zawodami. Start w zawodach był też doskonalą praktyką, która miejmy nadzieje kiedyś przyniesie najsłodsze owoce. Nie była zbyt zadowolona z zapakowania jej do jednej przyczepy z innym koniem, zwłaszcza ogierem, jednak jakoś oboje dotarli na miejsce w jednym kawałku. Unbridled nie mgłą się powstrzymać od drobnego utrudniania życia luzakowi, który się nią zajął, zanim przyszedł po nią Alexander. Przywitała go z umiarkowanym entuzjazmem. Alex zabrał ją na rozpreżalnię, gdzie się przygotowali do zawodów.

Gdy przyszła ich pora kłusem wjechali na parkur. Gdy się na nim znaleźli siwa zaczęła nerwowo strzyc uszami na wszystkie strony. Już w stajni udzieliła jej się atmosfera,a teraz zrozumiała, że ona coś oznaczała Zapewne półparady od chłopaka sprawiły, że skupiła się na przeszkodach, od czasu do czasu łypała jednak w stronę widowni. Jednak poświeciła więcej uwagi ustawionym przeszkodom, po czym Alex ustawił ją w pobliżu budki sędziowskiej. Podczas gdy Alexander przygotowywał ją do ruszenia niemkę znów dopadły nerwy, jednak po otrzymaniu wypchnięcia do galopu skoncentrowała się ostatecznie i pewnie ruszyła naprzód,w stronę oksera Chłopak zamknął ją w pomocach i wziął bardziej na siebie przed przeszkodą. Pewnie doprowadził ją do przeszkody, co ośmieliło klacz i w zasugerowanym jej miejscu wybiła się nad przeszkodę. Tym razem powstrzymała się od swoich odchyłów w rodzaju odbicia się w kosmos. Kiedy wylądowała na lewo za przeszkodą nie oddała też baranka, ale ruszyła ku dwójce pod ściana, by skierować się ostatecznie na stacjonatę. Alexander naprostował ją na dwójkę, zamknął w pomocach i odesłał do skoku. Unbridled pewnie wybiła się we właściwym miejscu, baskilując i zgrywając się z facetem. Ruszyli kawałek po prostej, mijając przeszkodę numer sześc i na tym krótkim odcinku siwa pozwoliła sobie nieco przyspieszyć. Wykręciła ku trojce za przeszkodą z imitacją wody. Alexander znów ją naprostował i zamknął w pomocach, stosując takie pomoce, z którymi siwa nie dyskutowała, więc nic nie odstawiając pewnie wybiła się we wskazanym płynnie, pokonując stacjonatę na zysto i w ładnym stylu - jak na ten etap jej "kariery". Wylądowała na prawo i pogalopowała dalej z tej nogi. na okser ruszyli kawałek po prostej, o czym zapewne chłopak naprostował ją na okser, zamknął w pomocach i wziął bardziej na siebie. Doprowadził ją pewnie do przeszkody i znów odesłał do skoku. Klacz wybiła się we wskazanym miejscu, poprawnie układając się w skoku i zgrywając z facetem. Wylądowała na prawo. W końcu pozwoliła sobie na niegroźną oznakę radości, bo jak dotąd była zbyt skupiona na przeszkodach. Parsknęła wesoło i pogalopowała na kolejną przeszkodę "dumnie" - przynajmniej tak to wyglądało w jej mniemaniu. Chociaż z jednej strony obecność czasem zbyt głośnej widowni nie była dla niej przyjemna, to z drugiej, czuła się ważna, bo wszyscy ją obserwowali i słusznie. Jednak poza "dumnym" galopem nic nie odstawiała.

Mistrz Gry - 2017-04-19, 23:03
Temat postu: Nicole Velien & Devocatis
NICOLE VELIEN & DEVOCATIS

LOSOWANIE

98; Stres uskrzydla; para podbudowana owacjami, miłym przyjęciem, świetną atmosferą, prezentuje się doprawdy świetnie, pokazując poprzez pierwszą połowę swojego przejazdu najwyższa klasę.
31; Bolesny skurcz; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową.

Opis
Udany przejazd w normie czasu.

James Levrull - 2017-04-20, 11:11

Z Bremen miał styczność po raz drugi, ale nadal nie wiedział o niej jeszcze za wiele. Dlatego rozgrzewka zaczęła się od poznania konia i jego zachowania na zawodach, by wyczuć jaka jest na pomocach, czy prawidłowo galopuje/kłusuje, stopień zaawanasowania/wygminastykowania etc. Jak na razie był z klaczy zadowolony, na skokach też się nie zawiódł, raczej nie mając większych problemów w podprowadzeniu jej do przeszkody i oddaniu czystego skoku. Po tej zapoznawczej rozgrzewce udał się na parkur. Gdy para przed nimi była w trakcie przejazdu on sam kręcił się z klaczą po parkurze, pokazując jej kolorowe drągi, ewentualne podmurówki i inne, choć w P nie powinno nic ich specjalnie zaskoczyć.
Wreszcie dało się słyszeć dźwięk dzwonka rozpoczynający ich start, stąd przeszedł z klaczą do stój, skłonił się, by następnie zagalopować na lewo szerokim łukiem. Kierowali się galopem na lewą nogę w stronę startu. Wreszcie mogąc kontrolować klacz usiadł głęboko w siodło, przepychając ją łydką do ręki, tym samym chcąc doprowadzić do mocniejszego galopu na zadzie oraz lżejszego przodu. Wysyłał do jej pyska lekkie półparady, który miały zmotywować ją do żucia i rozluźnienia w pysku, tym samym doprowadzając do lekkiego odpuszczenia w potylicy - nie za mocnego. Przed okserem wprowadził ją na równe pomoce, by wyprostować ją przed skokiem. Czując oparcie klaczy na wędzidle "przesyłał" lekką pulsacje, by poczuć wcześniej ewentualne wyrwanie się przez nią do skoku i zareagować przytrzymaniem szybciej. Jeśli więc poczuł, że ta próbuje dodać od razu mogła ona poczuć powstrzymanie jej na pysku, jak i cofnięcie ciała przez Jamesa. Jeśli natomiast zaczęła się przesadnie skracać od razu dodał trochę w fouli. Wiadomo, musiał być przy nowo poznanym koniu gotowy na wszystko. Na szczęście udało im się prawidłowo podejść pod jedynkę i pokonać oksera na czysto, po lądowaniu nieco skorygował klacz jeszcze nie do końca ją "wyczuwając", choć owa korekcja na pewno nie była na zasadzie "przeszkadzania" w siodle.
Do dwójki pojechał szerokim łukiem w półsiadzie aż za czwórką - najwyżej nadrobią ten czas, gdzie indziej. Mocno do owej czwórki się z klaczą przytulił, by następnie naprostować ją ma stacjonatę i głęboko siadając w siodło naprowadzić ją na środek przeszkody. Udało im się wpasować idealnie w miejsce wybicia i tą przeszkodę pokonując na czysto i w niezłym technicznie stylu. Po lądowaniu dojechał ją dołem od razu kierując na prawo, gdzie w trakcie zakrętu ponownie skupił się na kwestii rozluźnienia klaczy wchodząc samemu w półsiad i w między czasie posyłając półparady.
Następnie naprostował ją przed linią 3-4, w której mieli zmieścić mocnych 5 fouli. Dlatego skupił się na niezaspanym dojeździe do przeszkody nr 3 już z odległości paru foul wymierzając odległość do miejsca wybicia, w które udało im się prawie idealnie wpasować i poprawnie wejść w skok, który umożliwiał im po lądowaniu mocną galopadę do czwórki. Tak też się stało Jeździec po stabilnym lądowaniu w strzemionach dojechał klacz dołem rozjeżdżając całą linię na ni mniej ni więcej 5 fouli, tym samym prawidłowo weszli w miejsca wybicia oksera pokonując na czysto, do tego klacz zaprezentowała (tak przynajmniej czuł) mocny baskil z zapasem nad tą przeszkodą. Na szczęście nie wywaliło go z siodła, w które wrócił przy lądowaniu skupiając się na dobrym galopie do szeregu.
Będąc na wprost kombinacji dwóch przeszkód usiadł głębiej w siodło nie usztywniając się, a przy okazji lekką półparadą rozluźniając klacz, którą następnie zamknął w pomocach i korytarzu z nich chcąc nie chcąc wymuszając drogę na środek przeszkody. Aktywny nie zmienny galop umożliwił im mocne wejście do członu a, który był okserem, pilnował jednak, by ta przesadnie się nie spłaszczyła i nie zabrała za dużo powierzchni, bo po lądowaniu mieli tylko foulę do członu B. Na szczęście po powrocie w siodło Jeździec nieco ją skrócił, tak, że wejście w skok nad stacjonatą odbyło się bez komplikacji i tym sposobem mieli za sobą połowę parkuru jak na razie na czysto.

{1-5B}

Bremen Star - 2017-04-20, 11:11

Miała drugi raz styczność z facetem i za pewne nie ostatni. Klacz nadal nie była szczególni zachwycona z obecności faceta, ale przynajmniej nie próbowała go zabić. To były pierwsze zawody w życiu, więc klacz była podenerwowana i niespokojna. Do tego nie podobał się jej facet na jej grzbiecie, więc no tragedia do potęgi entej. Klacz starała się wykonywać wszystko poprawnie, ale pewnie do ideału było i tak daleko. Klacz raczej nie sprawiała mu większych problemów, ale no musiał się mieć raczej na baczności. Po rozgrzewce udali się na parkur konkursowy, gdzie podczas kończenia parkuru przez poprzednią parę. Klacz dreptała na nim, strzygąc uszami i kuląc naprzemiennie. Przeszkody jakoś nie specjalnie do niej przemawiały, podchodziła do nich dość sceptycznie. Pamiętajmy że to pierwsze zawody klaczy, więc ona dopiero poznaje z czym się to w ogóle je.
Wreszcie nadszedł ich czas, więc przeszła z pomocami od faceta do stój i poczekała na dalsze polecenia. Zagalopowała kolejno na lewo, poruszając się wyraźnie z zadu i idąc na kontakcie. Ładnie zaokrąglała swoją sylwetkę w galopie, niosąc miękko faceta na swoim grzbiecie. Skierowali się galopem na linię startu, gdzie klacz jeszcze mocniej zaczęła pchać się z zadu i otworzyła się tym samym na przodzie. Pozostała na kontakcie z jego ręką, była dość przyjemna w prowadzeniu na przeszkody. Szybko dojechali do pierwszej przeszkody - oksera, gdzie naprostowali się wpierw do niego. Klacz nieco zawahała się przed przeszkodą, więc nawet musiał ją dopchnąć do niej. Pewnie tak też się właśnie stało, gdzie poprawnie zareagowała na rozjechanie przez Jamesa. Dojechali jednak ostatecznie do pierwszej przeszkody, by wyjść do skoku w odpowiednim miejscu i ładnie zapracować ciałem nad przeszkodą. Wylądowali na czysto po drugiej stronie, a klacz zyskała nieco więcej pewności siebie. Pojechali do dwójki szerokim łukiem za czwórką, jadąc energicznie do kolejnej przeszkody. Przykleili się po drodze do czwróki, by zaraz naprostować się na stacjonatę. Klacz już nieco chętniej dojechała wraz z pomocami chłopaka do miejsca wybicia, by odbić się w nim do skoku. Klacz poprawnie wykonała nad przeszkodą baskil, lądując na prawo i galopując energicznie naprzód. Znaczy może nie tak dosłownie, bo skręcili na prawo i w dystansie popracowali nad dogadaniem się. Klacz nadal odpychała się dość mocno z zadu, pozostając miękka w pysku i przyjemnie niosąc faceta na swoim grzbiecie. Naprostowali się zaraz przed linią 3-4, gdzie mieli zmieścić się na 5 fouli. Klacz poruszając się swoim dość energicznym tempem dojechała na prawie idealną ilość fouli do trójki, gdzie wyszli w odpowiednim niemal miejscu do skoku. Pokonawszy przeszkodę w dobrym stylu, wylądowali za nią i pogalopowali znacznie mocniej do czwórki. Pojechała do niej na 5 fouli, gdzie dostała tak zwanego motorku w zadku i popędziła nieco mocniej. Zaokrągliła przy tym swoje foule, nieznacznie unosząc się do przeszkody i mocniej zapracowując do niej przodami. gdzie dojechawszy do miejsca wybicia poprawnie wyszli do skoku. Klacz z impetem przeleciała nad przeszkodą, zostawiając spory zapas w locie nad nią. Doświadczony James nie wyfrunął z siodła, a po lądowaniu skupili się na galopie do szeregu. Wyjechali zaraz na prosta do szeregu, gdzie klacz wsłuchała się w jego pomoce. Uniosła nieco wyżej łeb i mocniej zapracowała zadem, robiąc lżejsze przody i dojeżdżając do środka przeszkody. Znaczy do miejsca na środku przeszkody, gdzie mieli odbić się do skoku. Mocne tempo galopu pozwoliło im się prawidłowo odbić, a także pokonać człon pierwszy na czysto. Po lądowaniu za nim wykonali tylko jedną foule do członu drugiego, gdzie klaczy udało się poprawnie do niego skrócić i pokonać również na czysto.

James Levrull - 2017-04-20, 11:13

Po udanym starcie w klasie P przyszedł im czas zmierzyć się z klasą P1, choć był pewny, że klacz z ową różnicą 5 cm nie będzie miała problemu. Faktycznie nie znał klaczy aż tak dobrze, w końcu mieli okazję spotkać się tylko w trakcie odznaki, ale wcześniejszy przejazd mimo jeszcze pewnych trudności w prowadzeniu związanych z jej małym doświadczeniem utwierdziły go, że klacz naprawdę ma potencjał.
Jako, że w poprzednim konkursie nieco się rozgrzali to teraz za dużo czasu nie poświęcił na rozgrzewkę, jedynie na rozprężalni poruszając się w trzech chodach wraz z licznymi zawijasami, paroma skokami i po chwili już byli przygotowani do wjazdu na parkur. Słysząc swoje imię ruszył na klaczy na parkur, a w trakcie kiedy wcześniejsza para kończyła swój przejazd on wraz z karą pokręcili się wokół najciężej wyglądających przeszkód. Na dźwięk dzwonka zatrzymał się wraz z klaczą, by lekko skłonić się w stronę sędziów, a następnie zagalopować na prawo.
Od samo początku skupił się na dobrym tempie, które wyregulował jeszcze daleko przed dojazdem do przeszkody, dając sobie sporo czasu na korekcję klaczy. Kiedy jej foula się zaokrągliła, odpuściła nieco na ręce, aktywnie galopując przed siebie nakierował ją na przeszkodę nr 1, którą był okser. Parę fouli przed mocno dojeżdżając ją dołem zamknął rękę na wodzy tworząc z nich korytarz i pewnie dojechał klacz do miejsca wybicia, by tam łydką posłać ją do skoku samemu wchodząc w półsiad za jej ruchem z elastyczną ręką podążającą za nią. Po lądowaniu od razu zaczął zakręcać na lewo, by nie przesadnie objeżdżać dojazd do dwójki, skupił się, by w trakcie dojazdu do linii pod ścianą po rozluźniać klacz półparadami, bez utraty aktywności i okrągłości galopu.
W odpowiednim miejscu zaczął ją prostować przed stacjonatą siadając w siodło i lekko rozluźniając jej przód zamknął klacz w pomocy, by optymalnym nie wpędzającym ją tempem dojechać do przeszkody, w miejscu wybicia posłał ją do skoku, na który bez zawahania odpowiedziała, a on nie spóźniony wszedł w lekki półsiad od razu wzrok kierując na trójkę, która była na linii z dwójka. Mieli do rozjechania 5 fouli, stąd po lądowaniu od razu posłał klacz łydką do przodu, by nie skróciła fouli, bo mogliby się nie pomieścić w dystansie, po rozjechaniu dobrym pięciu fouli zamknął znów klacz dołem posyłając do nieco dalekiego skoku do oksera, który jednak nie stanowił dla niej problemu i kolejną przeszkodę udało im się pokonać na czysto.
Lądowanie na lewo i spory dystans do przeszkody nr 4. Przesadnie nie zaokrąglał dojazdu, nie ścinając jednak przesadnie, jako, że klacz jeszcze nie była na tyle silna, by po takim krótkim najeździe spokojnie wejść w skok. Jak wcześniej lekki półsiad w trakcie dystansu przy okazji domykając klacz dołem i zaokrąglając każdą foulę naprostował ją przed szeregiem pilnując tego, by w dojeździe do kombinacji nie zgasła. W optymalnym miejscu wybicia posłał ją do skoku, starając się pilnować, by ją nie wyprzedzić. Nad członem A skupił się już na okserze, który był członem B, stąd nie było problemu w domknięciu jej przy lądowaniu i posłaniu w przód do pokrycia dwóch fouli przed B, który to również pokonali na czysto i w dobrym stylu.
Po lądowaniu łukiem na 6 fouli do przeszkody nr 5, nieznacznie wziął ją na siebie, gdyż dystans był ciasny, ale nie zapominał by cały czas domykać ją w łydce i zachęcać ruchem bioder, by utrzymała aktywność galopu. W miejscu wybicia do stacjonaty posłał pomocami klacz do skoku samemu łapiąc równowagę w strzemionach, by swoim półsiadem nie zakłócić jej lotu. Lądowanie w strzemionach na prawo i powrót w lekki półsiad, by rozjechać dystans do kolejnej przeszkody.

{1-5}

Bremen Star - 2017-04-20, 11:15

Po udanym dość starcie w klasie P, przyszedł czas zmierzyć się z klasą P1. Klacz od razu była rzucana na głęboką wodę, ale to może nawet lepiej. Powinna sobie faktycznie z nią poradzić, ale jak to będzie? Kto wie. Klacz nie pałała do faceta miłością, co w pewnym stopniu utrudniało im jednak pracę. Jednak powinien sobie z nią mimo wszystko poradzić, a przynajmniej taką miejmy nadzieje. Z poprzedniego konkursu mieli doskonałą rozgrzewkę, więc przed tym tylko nieco poruszali się w trzech chodach, pokręcili różne figury oraz skoczyli jakieś przeszkody. Zaraz też w sumie zostali wywołani na parkur konkursowy, więc się na niego skierowali. Pokręcili się między przeszkodami, aby się z nimi zapoznać. Wraz z pomocami od faceta zatrzymała się, niecierpliwiąc się przed kolejnym ruszeniem. W końcu jednak przeszli do galopu na prawo, ustalając mocne tempo galopu. Wyregulowali je jeszcze przed dojazdem do pierwszej przeszkody, gdzie klacz poprawnie pracowała zadem i zaokrągliła się. Nie uciekała od kontaktu, ale tez nie pozwoliła się skrócić do maksimum. Aktywnie galopując naprzód skierowali się na pierwszą przeszkodę - okser. Klacz krótko się jej przyjrzała, by dojechać w korytarzu z pomocy Jamesa do miejsca wybicia. Tam wraz z jego łydką wybiła się do skoku, by wykonać ładny baskil nad przeszkodą. Wylądowali na lewo, by zaraz w tą stron też skręcić. Pojechali spokojnie do dwójki, gdzie popracowali w drodze do niej nad swoim ja. W odpowiednim miejscu zaczęła się prostować wraz z pomocami faceta, by przyjrzeć się przeszkodzie i pewnie dojechać do miejsca wybicia. Klacz poprawnie wyszła do skoku, by przelecieć na czysto nad przeszkodą i po lądowaniu skierować się od razu do trójki. Była ona w tej samej linii co dwójka, gdzie dzieliło ich raptem 5 fouli. Po lądowaniu więc za dwójką pojechali dość mocno do trójki, idealnie mieszcząc się w dystansie na te wyznaczone foule. Klacz bez strachu dojechała do przeszkody, by odbić się w wyznaczonym do tego miejscu i zaprezentować nienaganny baskil nad przeszkodą. Lądowanie na lewo i spory dystans do czwórki, pojechali do niej dość spokojnie. Klacz powinna sobie spokojnie poradzić z tym parkurem, ale wszystko mogło się jeszcze wydarzyć. Po krótkim najeździe do niej wyszła do skoku w wyznaczonym do tego miejscu, pokonała na czysto kolejną przeszkodę. Teraz czekał na nich szereg, więc klacz pogalopowała w jego kierunku dość mocnym tempem. Ponownie się krótko przyjrzała przeszkodzie, by dojechać do pierwszego członu i odbić się dobrym miejscu do skoku. Bremen poprawnie zapracowała ciałem nad przeszkodą, by po wylądowaniu skupić się na drugim członie. Bez problemy wyjechała dwie foule do drugiego członu, by wybić się w odpowiednim miejscu i również pokonać przeszkodę na czysto i w dobrym stylu. Po lądowaniu pojechali po łuku na 6 foule do kolejnej przeszkody, gdzie nieco skróciła się w dystansie do przeszkody. Klacz nie odmawiała ruchu naprzód, a wręcz sama chętnie galopowała. Dojechała do miejsca wybicia do stacjonaty, by w nim unieść się do skoku i pokonać kolejną przeszkodę na czysto. Lądowanie na prawo i lekkie przyspieszenie do kolejnej przeszkody.
Hollywood Hell'o - 2017-04-21, 00:43

Dla Hollywooda dzisiejsze zawody były debiutem ale na szczęście znakomitą większość swojego stresu zgubił podczas rozgrzewki, która może nie była męcząca, aczkolwiek to na rozprężalni gniadosz zetknął się z dużą ilością koni na raz, do tego nowe miejsce i stawiane przed nim zadania sprawiły, że cały szok spadł na niego na początku. Stopniowo oswoił się z sytuacją pozwalając swojemu jeźdźcowi na przejęcie nad nim kontroli, bo i powoli zaczął kumać, że tak źle się na tym nie wychodzi. Oczywiście daleko mu było do doświadczonego i pewnego wierzchowca, niemniej jednak już w trakcie pracy zaangażował nie tylko swoje ciało ale i umysł, dzięki czemu na bok poszła jego strachliwość, a przynajmniej jeśli coś budziło w nim niepokój to nie zrywał się od razu jak szalony tylko czekał, co powie Oliver, samemu jedynie próbując spłynąć na drugą stronę, chociaż i to nie było trudne do opanowania. Był nieźle ujeżdżony i jako młody koń dosyć plastyczny, dlatego z dobrym podejściem bereitera przyszło im się całkiem dobrze dogadać. Biorąc pod uwagę fakt, że był początkujący, po rozgrzewce i zawartych w niej skokach naprawdę fajnie dopasował się do wymagań jeźdźca, nie spinał się przesadnie i przede wszystkim starał się słuchać, co ten ma mu do przekazania pomocami.
Zostawiwszy swoje roztargnienie i większość strachów na rozprężalni wjechał spokojnie na parkur, rozglądając się tylko kontrolnie na różne strony. Z zainteresowaniem oglądał pokazywane mu przeszkody, czasem reagując na nie nieco nerwowo w pierwszej chwili, jednakże spokój jeźdźca pozwalał mu myśleć, że wszystko jest w porządku i stąd nie gorączkował się nadto. Zatrzymał się posłusznie mieląc w tym czasie wędzidło by następnie ruszyć stępem i kolejno płynnie zagalopować na prawą nogę. W tym chodzie łatwo było uzyskać z jego strony jednostajne tempo tudzież nietrudno było je regulować a po sumiennej rozgrzewce nie było problemu z ustaleniem aktywnego galopu w najeździe na przeszkodę. Zgodnie z wolą bereitera nie szedł całkiem płasko, nawet podebrał się trochę akcentując okrągłą foulę pod górkę. Hollywood był z tego typu, który nie gorączkował się na widok przeszkody i czekał na to, co powie jeździec, do tego ograniczony pomocami nie próbował zboczyć z wybranej przez Olivera drogi i równo doszedł do otwierającego parkur oksera, przed którym wybił się w momencie otrzymania energicznego impulsu. Jego technika jeszcze na pewno nie była rewelacyjna, ale obecne na parkurze wysokości nie stanowiły dla niego zadania, któremu nie mógłby sprostać. Pod siodłem miał jeszcze nie tak wyrobiony baskil ale już coś szło w tę stronę, nóg też nie dociągał pod sam brzuch ale póki co też nie było takiej potrzeby. Sugerując się ułożeniem ciała jeźdźca po lądowaniu kontynuował galop na prawo by pokierować się po łuku do kolejnej przeszkody. Nic się nie zmieniło i w dalszym ciągu wyczekiwał przed stacjonatą pomocy do wyskoku i nie zawiódł się w tym oczekiwaniu a w zamian za impuls odbił się od podłoża by przelecieć bez szwanku nad dwójką a następnie wylądować na lewo. Kolejna stacjonata przeszła równie gładko, tego dnia Perelieux mógł cieszyć się naprawdę spokojnie idącym wierzchowcem który pozostawał w pełni skupiony i uważny, co pozwalało mu unikać błędów. W dystansie do czwórki nawet chętnie poszedł za sugestią zawodnika i wydłużył się nieco a zagranie to umożliwiło mu bardziej naturalne wyprowadzenie dłuższego skoku nad okserem. Galopując w dalszym ciągu na lewą nogę nie wyrywał niebezpiecznie, będąc wręcz na zawołanie Olivera, dzięki czemu na przykład nie wypadł z zakrętu prowadzącego ich do szeregu a nawet dzięki niemu, zgodnie z oczekiwaniem, zaczął wyraźniej wchodzić tyłami pod zad jednocześnie nieco ożywiając tempo po wyjechaniu na szereg. Brak chęci do przejęcia kontroli skutkował pełnym opanowaniem ogiera przy najeździe na pierwszy człon, co pozwoliło im na pewne i bezpieczne dojście do oksera będącego drugim członem. Nad obiema tymi przeszkodami pozostawał czujny na to, co jeździec przekazywał mu pomocami. Wszystkie odległości się jak najbardziej zgadzały i właściwie aż ciężko było uwierzyć, że przejazd ten jest jego dziewiczym. :lol:

Nicole - 2017-04-21, 08:55

Tydzień przed zamknięciem zapisów, Nicole zdecydowała się na drugiego konia, jakim była jedyna podopieczna - Devocatis. Początkowo, mimo szczerych chęci, nie mogła zgłosić się razem z nią na zawody. Umiejętności kobyły stały na właściwym poziomie, jednak tutaj to amazonka zostawała w tyle. Hiszpanka nie miała "papierka" potwierdzającego umiejętności, zwanego srebrną odznaką, której przy starcie w tej klasie niestety potrzebowała.
Tego dnia, była wyjątkowo podekscytowana - w końcu mogła wystartować na prywatnym, własnym koniu. Wysokość przeszkód nie grała tutaj dużej roli, bo jak łatwo się domyślić podczas zwykłych treningów Nicole skała nawet wyższe ułożenia drągów.
Podczas rozgrzewki podchodziła do skarogniadej z dużą wyrozumiałością, wymagając jednak tego wszystkiego co było potrzebne do zadowalającego przejazdu parkuru. Starała się rozłożyć odpowiednio siły, mając na uwadze czekające je zadanie. Popracowały przede wszystkim nad przepuszczalnością, i uelastycznieniu wykręcając różnorakie wolty i ćwicząc przejścia. Przyszła także pora na zagalopowania, a po nich na skoki, które przy większej ilości koni na rozprężalni mogły być trochę bardziej problematyczne.
Przed wejściem na parkur, zostało im jedynie kilka minut na złapanie oddechu w stępie, zapewne na długiej wodzy, tak jak na samym początku.

Wywołana przez speaker'a, spokojnie i powoli nabrała wodze na elastyczny kontakt, po czym skierowała kobyłę w stronę wyjazdu z rozprężalni. Zdążyła pokazać jej halę, jeszcze zanim poprzednia para ukończyła przejazd. Nie trwało to jednak długo, więc kiedy tylko pozostali sami, Nicole zatrzymała Holenderkę i ukłoniła się komisji sędziowskiej. Następnie ruszyła stępem, z którego zagalopowała robiąc obszerną woltę, na której ustabilizowała tempo i złapała wspólny rytm z kopytną. Dopiero później skierowała ją w stronę oksera, na którego naprowadziła już po prostej i przygotowała do skoku, dbając o aktywną motorykę galopu. Zamykając ją w korytarzu z pomocy, zapewniła wygodne oparcie na zewnętrznej wodzy, nie pozwalając jej się nadmiernie rozpędzać. Po obliczeniu odpowiedniej odległości, dała sygnał do wybicia się, podczas którego ułatwiła jej skok podążając za ruchem ciała. Przypilnowała także wodzy, której nie rzuciła, a jedynie lekko oddała, podążając za głową skarogniadej. Po lądowaniu sprawnie i miękko wróciła w siodło, jeszcze spory kawałek jadąc po prostej. Następnie skierowała się lekko w stronę czwórki, i po łuku wyjechała na przeciwko stacjonaty. Najazd nie był trudny, ponieważ ponownie pozostało im nieco trasy po linii prostej. Tam już tylko czekała, ewentualnie dodając lub odejmując w zależności od jakości galopu. Do samego końca prowadziła "na trzeźwo" uniemożliwiając podopiecznej spłynięcie czy odmowę skoku. Już nad przeszkodą zasygnalizowała kierunek, w którym mieli się udać, poprzez ustawienie ciała na prawo. Obciążając strzemię po wcześniej wspomnianej stronie, zaproponowała lądowanie na tą właśnie nogę, dzięki czemu najazd na trójkę powinien odbyć się sprawniej i łatwiej. Mimo wszystko zadbała o odpowiednie i staranne wyjechanie zakrętu, nie chcąc wytrącać jej z równowagi, poprzez jakiekolwiek ścięcia. Bez wahania ominęły celowniki, łagodnie najeżdżając na kolejną stacjonatę, przy której Hiszpanka również starała się nie przeszkadzać Devocatis, a jedynie pomagać, także przy podniesieniu się po lądowaniu. Zadowolona z pokonanych dotąd przeszkód, pochwaliła młodą szeptem, ustawieniem głowy i miednicy sugerując najazd na okser oznaczony numerkiem cztery.

Brian - 2017-04-21, 12:03

Jeszcze przy lądowaniu za piątką obciążył bardziej prawą stronę, by Sensationet na tą nogę wylądowała Skierował ją kawałek po prostej, minimalnie wypuszczając ją w przód i pozwalając jej przyspieszyć, by skręcić za krzaczkiem i po łuku najechać na kolejną przeszkodę, którą był okser Brian naprostował ją w dojeździe do przeszkody, posłał półparadę, usiadł głębiej w siodle i zamknął ją w pomocach, następnie sugerując jej właściwe miejsce do wybicia, by podeprzeć te pomoce dodaniem łydki w tym właśnie miejscu. Po wybiciu oddał jej wodze na kontakcie, przeszedł do półsiadu, pochylając się nieco do przodu, zgrał się z nią w skoku i wyszedł za jej ruchem. Pochwalił krótko gniadą, gdyż ten skok także należał do udanych i poprowadził ją dalej. Utrzymując obecne tempo znowu pogalopowali kawałek po prostej, by odbić na siódemkę - stacjonatę. Brytyjczyk powtórzył podobny szereg pomocy, który jak na razie się sprawdzał i zgodnie z przewidywaniami i nadziejami, również stacjonatę przeskoczyli na czysto.
Następnie nie rozpędzał klaczy, bo musieli okrążyć przeszkodę, by ją pokonać. Wybrał na tyle obszerny łuk jak to było możliwe Następnie naprostował ją na ósemkę, zamknął w pomocach i zasugerował miejsce do wybicia. Po odesłaniu jej do skoku oddal jej wodze przy szyi, uniósł się z siodła w półsiadzie, znów się z nią zgrał i zdążył za jej ruchem. Zostały im tylko dwie przeszkody. Znowu pogalopowali kilka foule na wprost,by odbić w stronę przeszkody oznaczonej numerem dziewiątym - oksera. Brunet naprostował na niego zangersheide, zamknął ją w pomocach i we właściwym miejscu dodał łydkę do wybicia. Kolejno oddał jej stosowną ilość wodzy, obrał właściwą pozycję na jej grzbiecie i wyciągnął nadgarstki,podążając za jej ruchem. Pomimo ich zrzutki na trzeciej przeszkodzie, teraz naprawdę dobrze im szło, mężczyzna jednak nie miał zamiaru osiadać na laurach, bo została im dziesiąta przeszkoda.
Na stacjonatę, która była ostatnią przeszkodą znów pokierowali się najpierw po prostej, Donney pozwolił Sensationet nieco przyspieszyć. Potem zbliżając się do barierek odbili na obszerny łuk. Mieścili się spokojnie w normie czasu, więc mogli sobie na coś takiego pozwolić. Następnie naprostował ją na stacjonatę i uregulował tempo, by zamknąć ją w pomocach, odesłać do skoku i powtórzyć cały szereg pomocy, który nie zawiódł i tym razem.
Utrzymywał tempo do mety. Po minięciu jej zwolnił pięciolatkę najpierw do kłusa, potem do stępa. Sprowadził ją z parkuru. Rozstepowali się w każdym chodzie na rozpreżalni, a potem Brian odprowadził ją do stajni i ogarnął ją tam, przed powrotem do Eastbourne.

zt

Nicole - 2017-04-21, 12:52

Machiavellian należał wprawdzie do Orchardu i Nicole po raz pierwszy spotkała się z nim na treningu przedzawodowym, jednak była niemal pewna, że uda im się nawiązać wspólny język i w dobrym stylu przejechać parkur. Klasa L była tą w której wspólnie mieli startować, więc przeszkody nie stanowiły problemu dla blondynki. Nie martwiła się także o umiejętności wierzchowca, który zapewne startował już w tego typu zawodach, co prawda niekoniecznie w Anglii, jednak w tym wypadku kraj zdawał się nie mieć wielkiego znaczenia. Dla amazonki miał to być jeden z dwóch przejazdów, dla ogiera jedyny, więc spodziewała się sporych pokładów energii, które śmiało można zużytkować i część z nich przeznaczyć na porządniejszą rozgrzewkę.
Po rozstępowaniu, rozgrzali się dodatkowo wykręcając różnych rozmiarów wolty, serpentyny i wężyki. Standardowo poćwiczyli przejścia, podstawianie zadu i przepuszczalność konia, unikając jednak ćwiczenia niepotrzebnych elementów. Nicole doskonale zdawała sobie sprawę, z czekającego ich wyzwania, i z tego że musieli zachować siły. Po zagalopowaniach i skokach przez niezbyt wysokie przeszkody, pozwoliła mu odetchnąć w stępie, na który pozostało dosłownie parę minut przed startem. Sama zaś zajęła się ponownym sprawdzeniem sprzętu, i przypomnieniem parkuru.
...
edit

Devocatis - 2017-04-21, 15:09

Po przebytej rozgrzewce i krótkiej przerwie na złapanie oddechu, nadeszła pora na spróbowanie swoich sił na właściwym parkurze. Na hali raczej nie miało to miejsca, bo sezon halowy już za nami, więc i bodźców było znacznie więcej - Devo była lekko rozkojarzona, ale niby szła w ryzach, słuchając się Nicole. Zatrzymała się do ukłonu, by po paru sekundach ponownie ruszyć stępem, a z niego przejść do galopu. Wchodząc na woltę zaczęła wymachiwać ogonem i trochę się złościć, miała bowiem ochotę przysłowiowo ruszyć z kopyta, a ten manewr skutecznie ją przed tym powstrzymał. Niemniej wreszcie została wyprowadzona na pierwszą przeszkodę; zdecydowanie nie trzeba było jej zachęcać do ruchu naprzód, bowiem sama z siebie szła chętnie, wyraźnie "idąc w ręce". Chętnie wyszła do skoku w oczekiwanym momencie i z szacunku do drągów wysoko podniosła nogi, naraz ciągnąc szyją i wyraźnie przykładając się do swojego zadania, choć między przeszkodami było widać, że potrzebowała jeszcze trochę pracy, bo nie wyglądało to za ładnie. Długi najazd wcale nie był taki prosty, bowiem klacz miała skłonności do wyciągania do przeszkód, toteż Nicole musiała się z nią trochę posiłować, by ostatecznie postawić na swoim. Znowu skoczyła z lekkością i niedużym zapasem, by zwieńczyć skok lądowaniem na prawą nogę, na która kontynuowała galop do trójki. Nie wiedząc, która przeszkoda będzie następna, galopowała spokojniej, lecz wciąż okrągle, dając się prowadzić w wyznaczonych ramach. Po wyjściu na stacjonatę było już za późno na ewentualne przyspieszenie, więc do końca galopowała w oczekiwanym tempie, by ze wskazanego miejsca oddać następny udany skok, podczas którego nie zabrakło wyraźnej pracy szyi i grzbietu, bowiem Devo nie szczędziła sobie i skakała z zapasem, motywując do "gibania" się ciałem celem utrzymania równowagi.
Oliver Pelerieux - 2017-04-21, 15:22

Lądując za drugim członem szeregu, zasugerowałem koniowi zmianę nogi, by po wylądowaniu pokierować Holly'ego na prawo. Po raz kolejny wybrałem krótszą drogę, jadąc między dwoma przeszkodami, ale "przytulając" się do stojaka tej przeszkody po zewnętrznej stronie. Do oksera numerem sześć pojechałem wyrazistym, uważając by go dodatkowo nie ściąć, co zapewne skomplikowałoby sprawę. W trakcie zakrętu ogier mógł poczuć jak staram się rozluźnić go wewnętrzną wodzą i jak jednocześnie zewnętrzną podpieram go w zakręcie wraz z łydką, co powinno mu znacznie pomóc w pokonaniu zakrętu. Na wprost oksera zamknąłem ogiera w pomocach by skłonić go do nieznacznego poszerzenia foule; dodatkowo umotywowałem tę prośbę podjeżdżając go dołem, chcąc jasno przedstawić koniowi swoje oczekiwania: jego zadaniem było lekkie wyciągnięcie foule, a nie przyspieszenie galopu, co miało mu ułatwić dokrycie oksera. Kolejna przeszkoda stała w tej samej linii, stąd w najeździe do niej położyłem największy nacisk na kontrolę tempa, nie chcąc przesadnie rozjeżdżać tej linii tudzież w ostatniej chwili skracać konia. Udało mi się osiągnąć zamierzony cel, stąd pokonanie siódemki obeszło się bez problemów. Po tej przeszkodzie ponownie zmieniłem nogę w galopie, by skierować się do przedostatniej przeszkody na tym parkurze. Postępując tak samo jak wcześniej, postarałem się maksymalnie pomóc gniademu w pokonaniu zakrętu poprzez zasugerowanie prawidłowej pracy w nim, bez zbędnego spinania się. Na wprost oksera naprostowałem Hollywood'a i zamknąłem na wodzach o równej długości i w dwóch łydkach by cierpliwie wyczekać zbliżenia się do przeszkody. Wówczas ponownie zasugerowałem koniowi odbicie, nie zostawiając go z tym samego. Po raz kolejny udało mi się nie spóźnić i w porę wyjść za ruchem konia do półsiadu, w którym unikałem kładzenia się na szyi i nie zapomniałem o oddaniu ręki. Po tym skoku skierowałem konia na już ostatnią przeszkodę, w jej przypadku także celując w sam środek, co parę sekund później zaowocowało kolejnym udanym skokiem, i co za tym idzie, doskonałym wynikiem. Co prawda była to "tylko" Lka, ale i tak byłem bardzo zadowolony z konia, będąc przez to jeszcze optymistyczniej nastawionym do drugiego konkursu.
Po przejściu do stępa zjechałem na rozprężalnię. /zt

Oliver Pelerieux - 2017-04-21, 16:21

Przejazd w niższej klasie tylko umocnił mnie w przekonaniu, że decyzja o starcie w P jest dobra. Między przejazdami zapewniłem koniowi przerwę, a przed samym rozpoczęciem tylko krótko rozgrzałem gniadego, na nowo nastawiając na podjęcie wysiłku. Kolejno nabrałem wodze na elastyczny kontakt i skierowałem konia na parkur, na którym zatrzymałem go i ukłoniłem się sędziom, by następnie rozpocząć przejazd od zagalopowania ze stępa między przeszkodami 8ab. Pojechałem spokojnie za siódemką, by do czasu najechania na jedynkę unormować tempo galopu. Tak jak podczas pierwszego przejazdu, w każdym zakręcie starałem się rozluźnić konia, jednocześnie zapewniając mu oparcie na zewnętrznych pomocach, co miało mu pomóc w pokonaniu zakrętu i zaktywizowaniu zadu tak, by po wyjściu na prostą moim zadaniem było jedynie przypilnowanie gniadego i doprowadzenie go do przeszkody. Mając do czynienia z okserem, pozwoliłem Hollywoodowi na poszerzenie foule, które jednak nie równało się przyspieszeniu. Wciąż dbałem o to, by pchał się zadem, pozostawiając lekki przód - przy takim rozłożeniu ciężaru z całą pewnością było mu wygodniej pokonywać przeszkody. W trakcie skoku dołożyłem wszelkich starań, by nie przeszkadzać koniowi; zatem trzymałem mocne oparcie w strzemieniu, zachowawczo cofnąłem biodra, by uniknąć przesadnego kładzenia się na szyi konia i przypilnowałem luźnych łokci i nadgarstków, by elastycznie oddać ogierowi wodze.
Po skoku kontynuowałem galop na lewo, kierując konia na drugą przeszkodę. Zważywszy na to, że mieliśmy do niej spory dystans, na dłuższy odcinek przeszedłem do półsiadu i pozwoliłem ogierowi śmielej wyjść w przód celem nadrobienia czasu. Co prawda jechałem na dokładność, ale że wszystko wskazywało na to, że mamy szansę na czysty przejazd - zważywszy na naszą formę - to uznałem, że miło byłoby wygrać i chciałem choć trochę pomóc temu marzeniu w realizacji. Sześć foule przed stacjonatą usiadłem w siodle i paroma półparadami nie tylko trochę ostudziłem konia, ale również pomogłem mu się właściwie zrównoważyć, dodatkowo dojeżdżając go dosiadem do ręki co by podstawił zad i lekko się podniósł. Wskazałem mu miejsce oddania skoku, akcentując je wyraźniejszą łydką, po czym wyczekałem odbicia, nie wyprzedzając konia. W rezultacie zgrałem się z jego ruchem i jeszcze podczas lotu spojrzałem na prawo, wynajdując wzrokiem trzecią przeszkodę. Zasugerowałem koniowi lądowanie na tę właśnie stronę, po czym poprowadziłem go łagodnym łukiem za dziewiątką, w zakręcie sumiennie aktywizując i podstawiając konia, by po wyjściu na trójkę tylko podjechać pod przeszkodę i oddać spod niej kolejny udany skok. Nie napotkałem także problemów z pokonaniem czwartej przeszkody, po której czekał na nas szereg złożony z oksera i stacjonaty. Mając na uwadze to, że tym razem to okser stał pierwszy, między przeszkodami pojechałem znacznie szerzej - rozciągając foule przed oddaniem skoku na stacjonacie, przy czym jednak nie zabrakło zdecydowanego pojechania konia dołem, dzięki czemu nie powinien się "rozsypać" i zawalić sprawy. Ponownie zasygnalizowałem mu miejsce odbicia i po skoku pogalopowałem na lewo, pilnując galopu na właściwą nogę.

Hollywood Hell'o - 2017-04-21, 20:18

Poprzedni konkurs nie zmęczył go przesadnie, parkur składał się z przeszkód spokojnie na jego poziomie, w dodatku miał czas na odsapnięcie i pozbieranie na nowo sił. Na nowo rozruszany był w pełni gotowy do podjęcia kolejnego wyzwania. Po niewytłumaczalnym spłoszeniu tuż po wjeździe na parkur szybko się ogarnął i zatrzymał gdzie też Oliver zapragnął by już chwilę później zagalopować na lewą nogę ze stępa. Bez pośpiechu podążył wskazaną mu trasą. Kiedy wyszli z zakrętu już praktycznie byli przed okserem z numerem jeden, do którego wyciągnął nieznacznie foulę zgodnie z zaleceniem jeźdźca. Chociaż przeszkodę pokonał na czysto, lekko puknął przodem pierwszy drąg co wprawdzie lekko nim zachwiało, ale do zrzutki nie doszło a gniady w trakcie lotu podrzucił tyłami coby uniknąć kolejnego zetknięcia ze sztangą. Po lądowaniu był już obudzony, niemniej jednak wcale nie oznaczało to, że od teraz zacznie gonitwę do przeszkód, wręcz przeciwnie, pozostał opanowany i włączył na nowo skupienie. Odciążone plecy pozwoliły mu na większe rozluźnienie w dojeździe do kolejnej przeszkody. Czując z powrotem obecność dosiadu w siodle przed przeszkodą nie musiał zaczynać panikować i doprowadzony pod stacjonatę zachował równe tempo by we wskazanym momencie wybić się jak należy i gładko nad nią przelecieć. Dobrze szło mu odczytywanie sygnałów bereitera który był wobec niego wyrozumiały i posyłał mu precyzyjne pomoce, stąd też bez szczęknięcia wylądował na prawą nogę. Na łuku wyraźniej się zaokrąglił i podstawiał tylne nogi pod kłodę a taki rozkład sił rzeczywiście ułatwiał mu sprawę jeśli o skoki chodzi, stąd też trójkę szybko odhaczyli zaliczając tym samym do udanych skoków. W dystansie nie próbował się wyrwać widząc przed sobą oksera, jedynie nieco spłaszczył foulę aby lot nad czwórką z powodzeniem wyszedł mu dłuższy. Zadziwiająco dobrze zgrany z jeźdźcem miękko pogalopował tam, gdzie zostało mu nakazane i potulnie wpasował się w narzucony mu sposób dojścia do szeregu, przez który, albo nad któym gładko się prześlizgnął. Nie próbował wybijać się za wcześnie, czekanie na sygnał do wyskoku nie zawiodło go i za każdym razem po jego otrzymaniu katapultował się w powietrze, wysokością skoku dając radę stojącym przeszkodom. Za drugim członem wylądował na lewo i zaraz też w tę stronę zaczął podążać.
Anna Ross - 2017-04-21, 22:56

Kobieta na zawody w Guilford wzięła tylko swojego gniadego diabła, bo kara to inna bajka. W przed dzień zawodów pojawiła się w stajni, by wszystko zapakować do auta i przygotować konia do podróży. Zapakowała wszystko do auta, a konia do przyczepy dla koni i ruszyli w drogę do miejsca docelowego. Z Unannounced Pleasure to był jej jedyny przejazd tego dnia, więc mogła mu poświęcić sporo należytego czasu. Szybko i sprawnie oporządziła go w stajni oraz na rozprężalni przygotowała do zawodów, nie pozwalając mu na żadne przesadzone szaleństwa.

W końcu kłusem skierowali się na parkur konkursowy. Kobieta anglezowała w siodle, utrzymując dobre pośrednie tempo kłusa. Pokazała mu przeszkody ustawione na parkurze, by się zatrzymać ostatecznie w okolicy jury. Ukłoniła się w ich kierunku z lekkim uśmiechem na twarzy, by zaraz przygotować ogiera do pokonania parkuru. Były to ich pierwsze wspólne zawody, więc miał okazje się właśnie wykazać swoimi umiejętnościami. Wysyłając mu mocne pomoce poprosiła od razu o galop na lewą nogę, kierując go na okser zaczynający parkur. Ogier jechał dość mocno i prawie nieco ją wyciągał do przeszkody, ale na szczęście ona była w stanie nad nim zapanować. Wzięła go na siebie, siadając mocniej w siodle i dociążając przy tym zad, a unosząc jego gniade przody. Sprawnie doprowadziła go w korytarzu z pomocy do przeszkody, by w najbardziej optymalnym do tego miejscu odesłać go do skoku łydką. Anna bezbłędnie przeszła do fazy półsiadu, wysuwając ręce wzdłuż jego grzywy i oddając mu wodzę podczas skoku. Lądowanie na lewo, gdzie Anna uniosła się do odciążającego półsiadu i jadąc dalej na wprost. Tak pojechali do ściany i przy niej zakręcili, by pojechać kolejno kawałek po prostej i wykręcić na dwójkę na lewo. Znowu naprostowała ogiera do przeszkody, siadając w siodło, zamykając go ponownie w korytarzu z pomocy i doprowadzając do miejsca wybicia. Odesłała go po raz drugi łydką do skoku, by się idealnie w czasie zgrać z jego ruchem w locie. Lądowanie na prawo tym razem, by pokierować Unna na wprost kawałek i koło przeszkody 7a w wcześniej wspomnianym kierunku. Anna znowu utrzymywała odciążający dosiad, kontrolując tempo i zaangażowanie ogiera w pracę. Pojechali po nieco obszerniejszym łuku na przeszkodę numer trzy, gdzie Anna w ostatniej fazie siadła w siodło i zamknęła go znów w pomocach. Sprawnie doprowadziła go do kolejnego miejsca wybicia, by łydką odesłać go do skoku i zgrać się ponownie z jego ruchem w locie. Lądowanie na prawo, by skierować się na przeszkodę numer cztery. Wysiadywała galop do czwórki ze względu na bliską odległość między przeszkodami, zamykając go ponownie w pomocach, dociążając zad i unosząc jego przody. Wykręciła nieco z nim na prawo, by naprostować do wcześniej wspomnianej przeszkody i dojechać do optymalnego miejsca odbicia. Znowu odesłała go łydką do skoku, przechodząc kolejno w półsiad i oddając mu stosowną ilość wodzy podczas skoku.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group