Lara - 2017-06-06, 13:31 Nie miała czasu ani siły tak przykucać, dlatego zauważając niepewność suczki jedynie zmarszczyła brwi. Nadal nie czuła się pewnie w towarzystwie psów, tym bardziej obcych i bezpańskich. Może dlatego po chwili patrzenia na suczkę wstała i zakładając dłonie na biodra westchnęła cicho.
- Jak sobie radzę z gwałcicielami i mordercami, to z Tobą też - Samo gadanie do psa było już lekko dziwne, a taki tekst usłyszany przez osoby trzecie był już w ogóle popieprzony. Nie wpłynęło to jednak na zachowanie kobiety - nadal niby obojętna, ale jednak zainteresowana suczką ruszyła w stronę, z której przybiegła. Jeszcze się spotkają.
---------------
Następnego dnia.
Teraz już pewna swojego szła chodnikiem w parku psów. W torbie od Wittchen miała średniej wielkości opakowanie chrupek, natomiast w jej domu znalazła się jakaś odżywcza karma dla psów. Nie miała serca zostawić psa bez pana, choć też nie była pewna tego, czy chce przygarnąć losowo wybranego psiaka, zapewne z pchłami, kleszczami i robakami przewodu pokarmowego. Mimo to, postawiła sobie wczorajszego dnia jasny cel i teraz umiejętnie do niego dążyła. Podeszła pod ławkę, gdzie dzień wcześniej spotkała husky, uważnie jej wyglądając.Naomi Eaton - 2017-06-13, 23:09
zlecenie - pora na spacer
Jeżeli chodzi o zwierzęta domowe, to Naomi niewątpliwie była fanką kotów, wobec czego chyba nikt nie miał wątpliwości, gdy tylko ją odwiedzał. Jej dwie kotki, Flava i Java miały dostęp do całego mieszkania, więc ich obecność była namacalna. Tym bardziej, że obie były towarzyskimi zwierzętami, które zawsze witały swoją właścicielkę po powrocie z pracy, a wieczorami domagały się pieszczot.
Sąsiedzi blondynki mieli natomiast psa, którego obecność zupełnie nie przeszkadzała Naomi. Był dobrze wychowany i widywała go właściwie jedynie na klatce schodowej, gdy wychodził na spacer ze swoim panem lub panią. Wczoraj jednak sąsiedzi spotykając blondynkę na korytarzu zwrócili się do niej z gorącą prośbą o zaopiekowanie się ich futrzakiem przez dwa dni, bo sami wyjeżdżali na weekend. Dziewczyna zgodziła się bez zastanowienia, tym bardziej, że opieka ograniczała się do spacerów, karmienia i doglądania psiaka od czasu do czasu w mieszkaniu właścicieli.
Dzisiaj był pierwszy dzień opieki; właściciele przed wyjazdem zdążyli nakarmić swojego owczarka australijskiego, więc na barkach Naomi spoczął jedynie poranny spacer. Zdążyła zauważyć, że psiak należał do energicznych, więc wpadła na pomysł, że pójdzie z nim pobiegać. Stąd też do mieszkania przyszła ubrana na sportowo, po jakże wylewnym powitaniu przypięła psiaka na smycz i wyszła z nim na dwór, tuż po przekroczeniu furtki spotykając się z problemem ciągnięcia na smyczy. Kompletnie się tym nie zrażając, dała psu parę minut na obwąchanie najbardziej interesujących go miejsc na trasie, a także na odsikanie się, po czym zachęciła go do biegu. Może niepotrzebnie, bo ten od razu z pełnym impetem wyskoczył do przodu, zmuszając Nao do szybkiego biegu na drugim końcu smyczy. Na szczęście miała dobrą kondycję, więc wcale nie zasapała się szybciej od australijczyka, który szybko się zmęczył, nieprzyzwyczajony do tego rodzaju wysiłku. Niestety - albo i stety - udało jej się przez to przebiec jedynie około dwóch kilometrów. Nie chcąc zmuszać psa do nadmiernego wysiłku, wróciła do spacerowania i skierowała się do psiego parku, który był nieopodal. Na miejscu odpięła smycz i pozwoliła psu na zabawę z innymi czworonogami, a sama w tym czasie usiadła na ławce i niebawem wdała się w pogawędkę z właścicielem innego psa, szybko wyjaśniając, że nie jest jego właścicielką, tylko tymczasowo się nim zajmuje.
Gdy minęło pół godziny, zawołała psiaka po imieniu i z powrotem zapięła go na smycz, by udać się w drogę powrotną do domu. Być może nie był to wybitnie długi spacer, ale powinien mu wystarczyć do wieczora. Nao nie miała zresztą całego dnia. Wróciła zatem z psiakiem do mieszkania, zostawiła mu świeżą wodę i wróciła do siebie, z zamiarem ponownego odwiedzenia owczarka za parę godzin i nazajutrz.Insomnia - 2017-06-15, 15:17 Gdy kobieta się odezwała Insomnia spojrzałą na nią, lekko przekrzywiając łeb, nadal jednak z dystansem, pozostawałą czujna. Można powiedzieć, że tak jak Lara, zachowywałą się wobec kobiety z obojętnym zainteresowaniem. Nie znała słów, których kobieta używała, więc nie mogłą się jej przestraszyć :D. Jej odejście prawdopodobnie nie zrobiło na niej żadnego wrażenia, a przynajmniej nie widocznego dla otoczenia. Przyglądałą się zmniejszającej się sylwetce kobiety, dopóki nie zniknęła za drzewami. Suczka siedziałą przez chwilę w miejscu, bo czym zgrabnie - jak na psa jej gabarytów - się z niego ruszyła, w poszukiwaniu lepszej kryjówki na drzemkę.
----------------
Chociaż w psim parku przebywała dość często, to spotkanie jej tutaj drugi dzień z rzędu, było jak loteria, bo w końcu Insomnia nie siedziała w jednym miejscu, tylko włóczyła się po całym mieście i jego okolicach. Nawet w stajni była raz czy dwa.
Całe te przemyślenia: chcę, czy nie chcę mieć psa, czy poradzę sobie z odpowiedzialnością, bla bla bla, były nic nie warte, przynajmniej gdyby ktoś spytał o to suczkę. Bo właśnie o to chodzi, że nikt jej nie pytał. Czy ona się prosi o właściciela? Właściciel nie żarcie, można bez niego żyć, czego była żywym dowodem. Chociaż druga sprawa jest taka, że opieka właściciela, czy tego by chciała, czy nie, z pewnością by jej się przydała. Co prawda zawsze znajdowała coś do jedzenia, ale to nie znaczy, że dochowała się tłuszczyku. Nie wspominając już o zadbaniu o podstawową higienę i zdrowie, oraz o ruch. Nie przypominała samej siebie, lecz z drugiej strony trafiła w swoim życiu na bardzo niewielu dobrych właścicieli, a czasy kiedy była okazem zdrowia i dumną przedstawicielką swojej rasy, należały do przeszłości, do której lepiej nie wracać.
Larze się udało - zastała husky na terenie parku, ale żeby spodziewać się jej dokładnie tam, gdzie poprzedniego dnia - to było naiwne. Insomnia znalazła sobie kryjówkę wśród żywopłotu. Byłoby jej tu całkiem wygodnie, gdyby nie to, że kiszki jej marsza grały. Rozglądała się za potencjalnym karmicielem i wtedy zauważyła kobietę. Wahała się przez dłuższą chwilę, w końcu wydostała się spod żywopłotu i ruszyła niespiesznie w stronę Lary, rozglądając się wokół, tak jakby ten krótki dystans był usiany niebezpieczeństwami.Lara - 2017-06-15, 22:47 Lara znała się tyle na psychologii psów co kura na fizyce kwantowej. Nie to, że nie wierzę w możliwości kur, bo je osobiście bardzo szanuję (Boże, kocham kury padewskie, są piękne <3) to chyba dość daleko dla przeciętnej kurzej Grażyny do fizyki. Ludziom często do fizyki daleko, a co dopiero ptakom z ich ptasimi móżdżkami (często większymi od losowo wybranych Karyn)
Zauważywszy Inso uśmiechnęła się sama do siebie i przykucnęła zdejmując z ramienia torbę. Z niej po kryjomu wyciągnęła kilka chrupek, choć znając życie głodny pies wyczuł je kiedy tylko opakowanie zostało otwarte. Przez sekundę wahała się nad czym od której strony i jak ma zacząć ją do siebie przyzwyczajać, lecz jedzenie to chyba zawsze najlepsza opcja. (Userka przytacza tutaj Odskocznię Ruth )
Przyjrzała się Husky, która mimo słabej formy i tak była ładnym pies. Ogólnie Husky należą do tych atrakcyjniejszych dla Lary - nie dla niej były miniaturowe Pinczery czy Yorki. Preferowała psy duże jak Labradory, Husky a najbardziej to Dobermany i Rottweilery. Nie lubiła pisków, niańczenia i miziania takich małych bestii - piszczące to, srające ale domu nie obronią. Owszem, miały swój urok, lecz kobieta za młodu nie nawykła do noszenia takich torebkowych piesków w torebkach, więc daleko jej było do miłości wobec takowych. W dzieciństwie zaś miała styczność z Dobermanem, który pilnie służył jej ojcu - obrona w zamian za żarcie to dobry deal.
- Hej. - Rzuciła i pokazała suczce na dłoni kilka chrupek. Nie chciała jej dawać z ręki, bo mogła się równie dobrze z tą ręką pożegnać, dlatego wpierw rzuciła jej jedną chrupkę idealnie pod nogi i nos. Sokole oko, nie jeden w jej pracy urwał kulkę, cieszmy się, że tutaj zamiast kulek miała chrupki.
- Głodna jesteś? - Rzuciła czysto teoretycznie, bo przecież było widać pod suczce niedożywienie i zaniedbanie. Nawet blondynka miała jakieś uczucia a widok takiego zwierzęcia wzbudzał w niej same negatywne. Ogólnie wobec zwierząt była dość hm... delikatna? Pomijając Pandę, która sobie chwilowo nie zasłużyła, ale patrząc na ogół życiorysu Lary starała się niewinnym stworzeniom pomagać. Nabyła tą cechę od byłego faceta za co była bardzo wdzięczna - jako dziecko żywiła negatywne uczucia do wszystkiego, co nie niosło korzyści materialnych.Insomnia - 2017-06-18, 11:17 Zauważyła, że została zauważona, jednak nie przyspieszyła kroku, dopóki paczka chrupek nie została otwarta, atakując węch Insomni. Suczka oblizała się i ledwo zauważalnie przyspieszyła kroku, znajdując się ostatecznie w pobliżu kobiety.
Pytanie tylko, czy husky by ją obroniła? Oczywiście miała swoje gabaryty i nieco nadwątloną siłę, więc miała możliwości, ale niekoniecznie chęci. Na ten moment broniłaby domu i samej Lary tylko gdyby sama poczuła się zagrożona. Potencjalny złodziej-amator nie miałby z nią szans. Wyszczerzyłaby na niego zęby i zawarczałaby groźnie, jakby chciała powiedzieć "Walczyłam z niedźwiedziem, myślisz, że sobie z tobą nie poradzę?" i ewentualnie przekonałaby się jak smakuje jego tyłek (pewnie ohydnie swoją drogą), ale to wszystko pod warunkiem, gdyby sama poczuła się zagrożona. Nie mówiąc już o tym, że kobieta też pewnie była w stanie bronić siebie jak i swojego mienia. W końcu od czegoś jest patelnia.
Na przywitanie Lary tylko poruszyła trójkątnymi radarami, spojrzała na nią, a potem na chrupki. "No daj mi kobieto już jeść!". Stała jednak w pewnej odległości od kobiety, jednak umożliwiającej Larze dokładne przyjrzenie się jej, czy nawet odczytanie imienia wygrawerowanego na metalowej płytce umocowanej do jej wystrzępionej skórzanej obroży. Zauważyła chrupki na jej dłoni, jednak nie ruszyła się po nie, więc Lara nie miała powodu obawiać się o swoją rękę. Ożywiła się dopiero kiedy jedna z chrupek wylądowała tuż przed nią. Zerknęła na kobietę uważnie, po czym chrupek szybko zniknął w jej pysku, po czym znów skierowała wzrok na kobietę, szatkując chrupka na części zębami, zanim go połknęła.
Oczywiście, że była głodna. Suczka w tej materii byłą niczym kot (userka nie ma kota, ale ma z nimi dużo do czynienia), zawsze głodna. Może było to też spowodowane tym, że nie mogła liczyć na pełnowartościowy psi posiłek. Nie istniały restauracje dla bezpańskich psów, przynajmniej nie takie, w których Inso chciałaby jadać. Może nie zrozumiała słów Lary, a może brzmiały podobnie do tych, które kiedyś słyszała. Tak czy inaczej dała dowód, że nie jest niema. Szczeknęła jakoby w potwierdzeniu. Przynajmniej Lara mogłaby tak to sobie interpretować.Lara - 2017-06-18, 13:31 Spokojnie, userka po tej stronie ma kotów aż za nadto, choć ich nigdy nie za dużo! Właściwie każde zwierzę, które zaznało kiedyś prawdziwie tkliwego głodu miało takie zachowanie. Coś w rodzaju ''Nażrę się teraz, to zostawię sobie na później'' szkoda tylko, że to nigdy nie zostawało na potem a przejedzenie jest równie niebezpieczne co głód.
Po tym jak Inso zjadła pierwszego chrupka na ustach Lary zaczął błąkać się lekki, całkiem miły uśmiech. W kobiecie też jest krzta współczucia i choć nie wiedziała czy dla Insomnii zaistniała sytuacja - czyli fakt, że jest bezpańska - odpowiadał czy nie, bo właściwie znała się na psychologii ludzi a nie zwierząt, to mimo to uradowała się mogąc trochę wspomóc suczkę. Rzuciła jej kolejny chrupek - ten już deczko bliżej, że suczka musiała wykonać ten jeden krok w przód ażeby go zgarnąć. Mam nadzieję, że tak się stało - wtedy polecał już trzeci chrupek - w te same miejsce co jego kompan. Na tym na obecną chwilkę przystanęła, ażeby usadowić się po turecku na chodniku i obserwować chwilę zachowanie suczki. Nie mogła jej od razu zasypać żarciem, bo główną zasadą egzystencji blondynki był mutualizm - profity obustronne. Dlatego dopóki suczka nie podeszła do niej bliżej, to nie dostała kolejnego kąska.
- No choć, nie gryzę. - Powiedziała całkiem miłym głosem jak na nią i wyciągnęła garść chrupek w rzucając je coraz bliżej siebie. Po włóczce do kłębka.Insomnia - 2017-06-28, 18:32 Cały czas przyglądała się uważnie Larze, zastanawiając się, czy ma zamiar poczęstować ją kolejnymi chrupkami. Nie były może szczególnie sycące, ale smakowały lepiej od wielu rzeczy, które jadła. Nie miała co wybrzydzać, z resztą nie miała takiej możliwości. Kolejny chrupek poleciał nieco dalej. Insomnia oblizała pyszczek, ale najpierw zerknęła uważnie na kobietę. Nie wykonywała żadnych niepokojących ruchów, ale husky i tak zdecydowała się na półśrodek. uniosła się na łapach, zaparła się na nich, wyciągnęła się do przodu i złapała chrupka, teoretycznie bez robienia kolejnego kroku w stronę Lary. Chrupek szybko zniknął w jej paszczy. I oczywiście - chciała więcej. Kiedy kolejny chrupek powędrował w to samo miejsce zawahała się dłużej, spoglądając to na kobietę, to na chrupka. Tym razem zastosowała znacznie prostszą technikę. Zrobiła ten mały kroczek, zgarnęła chrupka i wycofała się o ten krok. Zjadła chrupka i sapnęła z zadowoleniem, jakby chciała powiedzieć "Insomnia: 2, Lara: 0". Kiedy kobieta kucnęła na chodniku co oznaczało, że znalazła się na mniej więcej tym samym poziomie co suczka, Inso przekrzywiła lekko łeb. Ok, mogę się zgodzić na Insomnia 2, Lara: 1. Zmiana pozycji przekonała ją nieco, a na pewno Lara siedząc po turecku nie stwarzała takiego zagrożenia jak na stojąco. Oczywiście kobieta pewnie wcale go nie stwarzała, ale mówimy tu o husky, która się zraziła do ludzi. Poruszyła radarami znów spoglądając na Lare, gdy ta rozsypała wokół chrupki tak, że aby je zjeść, suczka musiała podejść bliżej. Szczeknęła zbulwersowana, jakby chciała powiedzieć "to, że mnie karmisz nie znaczy, że cię lubię."
Kobieta musiała odczekać naprawdę długą chwilę, podczas której mogło ją dopaść zwątpienie (taki był z resztą cel). Obserwowała ją przez dłuższą chwile, potem kontemplowała chrupki zanim zrobiła pierwszy mały krok w stronę kobiety, zeżarła chrupka i się nie cofnęła.Lara - 2017-06-28, 23:03 O nie, nie miała zamiaru się wycofywać choćby miała czekać wieczność. Kobieta prócz pracy i tak nie miała zbytnio co robić, dlatego wypad na coś innego niż bieganie czy stajnia był czymś ciekawym i wartościowym.
Poczekała aż suczka zje swoją obecną porcję smaczków i rzuciła jej garstkę na wyciągnięcie jej ręki i podejście krok Insomnii. Nie robiła po za tym nic agresywnego czy zdenerwowanego - ot, siedziała i się gapiła na husky jak na obrazek w jakieś galerii sztuki.
- Ok, smacznego. - Rzuciła po czym jeśli suczka zjadła swoją porcję kobieta wstała i ruszyła do stojące kilka metrów dalej ławki, gdzie przysiadła obserwując reakcję suczki. Jeśli ta choć podążyła za nią wzrokiem w jej kierunku poleciał chrupek, lądując metr od niej, bliżej Lary. Rzuciła przy tym suczce lekko łobuzerski uśmieszek, choć pewnie nie potrafiła tego odczytać.
Blondynka mimo przeczytaniu kilku for działa pod wpływem chwili - nic nie wiedziała o zwierzętach innych niż konie, choć i o nich wiedziała tylko od swojego byłego i była to wiedza raczej tajemna. No dobra, rozróżniała też mniej więcej niektóre rasy psów i kotów. To się liczy?Sara - 2017-07-01, 21:22
ZLECENIE - Pora na spacer
Piątkowego wieczoru dziewczyna nie wróciła do domu sama. Koleżanka z pracy poprosiła blondynkę o zajęcie się jej czworonożnym kompanem, bowiem czekał ją weekendowy wyjazd poza miasto, na który niestety nie mogła zabrać ze sobą psa. Sara bardzo lubiła towarzystwo futrzanych stworzeń, jednak sama nie posiadała w domu żadnego czworonoga. Poza tym nie miała żadnych konkretnych planów na swoje dwa dni wolnego, które w takim wypadku najpewniej spędziłaby na czystym lenistwie. Pytanie o zaopiekowanie się psem było więc wyłącznie formalnością, bowiem dziewczyna zgodziła się na to od razu. Noc minęła spokojnie, mimo że border collie znajomej był jeszcze młodym psem, który wręcz szalał za swoją właścicielką i nie chciał opuszczać jej choćby na chwilę. Być może wynikało to z tego, że Sarę poznał już wcześniej i był co do niej chociaż trochę przekonany. Rano dziewczyna nakarmiła czworonoga wedle zaleceń właścicielki. Jego pani ofiarowała Sarze karmę i nawet miski, z których zwierzak jadł na co dzień, więc nie czuł się skrępowany. W czasie, gdy konsumował blondynka poszła przygotować się do wyjścia poza dom. Nie miała zbyt ambitnego planu na ten dzień, chciała tylko zabrać bordera na spacer, bo to okazja do poszerzenia swoich horyzontów i poznania nowych psich przyjaciół. Poza tym to również dobra okazja dla Amerykanki, która rzadko spacerowała. Zwykle kursowała między domem, stajnią i siłownią. Co dwa dni biegała, ale zazwyczaj tymi samymi trasami, więc nawet nie poznała wszystkich zakamarków parku.
Zanim wróciła do kuchni, gdzie psisko jadło, wzięła ze sobą jeszcze jego smycz oraz zabawkę do przeciągania, żeby spacer nie był nudnym marszem. W końcu zawołała czworonoga i oboje ruszyli do drzwi. Wypuściła go pierwszego, pozwalając na to by wstępnie się wybiegał, obwąchując niemal każdy element podwórka i opróżniając pęcherz. Później zawołała go i zapięła smycz, wychodząc poza teren swojego podwórka. Mimo młodego wieku pies był bardzo dobrze ułożony i dziewczyna nie miała problemu z ciągnięciem, które występowało tylko, jeżeli coś naprawdę mocno zainteresowało psisko. Wówczas blondyna pozwalała mu podejść bliżej i to obwąchać, czekając tak długo, jak border tego potrzebował. W końcu dotarli do psiego parku, gdzie młodziak został spuszczony ze smyczy, żeby mógł rozeznać się w okolicy i poznać nowych zwierzęcych znajomych. Jasnowłosa z przyjemnością obserwowała jak border bawi się z innymi psami, od czasu do czasu podbiegając do dziewczyny, a potem znów uciekając do zabawy. Z czasem czworonóg tak się zmęczył, że położył się w cieniu, odpoczywając. Wówczas Sara przykucnęła obok i zaoferowała mu trochę pieszczot, które przerwała pewna kobieta. Ciekawa była co to za psiak, więc Amerykanka bez oporów odpowiedziała, a nawet opowiedziała o nim trochę faktów. Później jeszcze kilka osób zachwycało się niebanalnym wyglądem bordera, ponieważ był to śliczny, lilowy marmurek o bardzo jasnych, zielonych ślepiach. Na sam koniec pobytu w parku, dziewczyna jeszcze chwilę pobawiła się w przeciąganie liny i aportowanie. Futrzak sam wynajdywał patyki i chętnie je przynosił. Spędzili w parku masę czasu, więc po powrocie do domu zwierzak od razu dorwał się do miski z wodą i padł na chłodnych płytkach w kuchni. Drugą miskę blondynka napełniła karmą, którą border zjadł w przeciągu następnej godziny. Do końca dnia nie minęło dużo czasu, upłynął on raczej spokojnie i leniwie. Młodego wykończyła duża dawka ruchu. Drugi dzień wyglądał podobnie, z tym że popołudniu dziewczyna na niedługo odwiedziła stajnię, by zabrać z niej swoje rzeczy. Wtedy pies został sam na około godzinę, ale w tym czasie nie narozrabiał. Wieczorem odebrała go jego właścicielka, dziękując za opiekę i pomoc w pozbyciu się nadmiaru energii. Insomnia - 2017-07-15, 21:37 Szybko w jej stronę poleciały kolejne chrupki, jednak by je zgarnąć Insomni znów musiałaby zbliżyć się do Lary o krok. Nie zrobiła tego od razu, znowu spoglądając to na chrupki, to na kobietę, jednak ta nie musiała czekać na jej ruch tak długo jak ostatnio. Ostatecznie husky podeszła bliżej i zgarnęła chrupki jeden po drugim, zachowując jednak nadal czujność i od czasu do czasu zerkając na Larę. Kiedy kobieta ruszyła się z miejsca w stronę stojącej nieco dalej ławki, mogła być usatysfakcjonowana, ponieważ husky podążyła za nią wzrokiem, co z resztą było całkiem naturalne. W pierwszej chwili nieco się spięła, ale widząc, że odchodzi dalej znowu się rozluźniła, przynajmniej częściowo. Skoro spojrzała w stronę Lary ta rzuciła jej chrupka, którego zjedzenie wymagałoby od Insomni znowu zbliżenia się, i to znacznie. Ponownie długo się nad tym zastanawiała, po czym powoli ruszyła w stronę chrupka, a co za tym idzie w stronę kobiety, na której skupiała wzrok. Jeden ruch, który suczka uznałaby za niepokojący i zrobiłaby odwrót. Jednak ruch taki nie nastąpił, więc ostatecznie znalazła się na tyle blisko chrupka, że mogła go wszamać. Następnie rozejrzała się wokół czujnie po czym spojrzała znowu na Larę.
/post - kupaSevastien Sheremetyev - 2019-06-23, 21:40 Gdy wróciłem wczoraj do domu byłem wykończony, ale dziś czułem się jak nowo narodzony, zapewne za sprawą pięknej pogody. Idealnej, żeby zgodnie zgodnie z planem wybrać się do psiego parku na organizowany tam piknik z konkursami. Już wczoraj wspomniałem o tym Miśkowi, a ten od rana śledził każdy mój krok, chyba rozumiejąc, o czym mowa. Nie mógłbym mu teraz odmówić.
Przyszliśmy do parku niemal na samo rozpoczęcie. Na miejscu było już pełno psiaków, niektóre na smyczach, a inne wesoło biegające pomiędzy ludźmi i bawiące się ze sobą. Nie miałem pojęcia, jak organizatorzy zamierzają przeprowadzić w tym chaosie jakikolwiek konkurs. Miś na ich widok zaczął ciągnąć i jeszcze mocniej dyszeć, więc przytrzymałem go i posadziłem z uśmiechem, kucając za nim.
- Spokojnie, kolego, zaraz pobiegasz - odezwałem się, po czym zwolniłem karabińczyk, a nowofundland puścił się biegiem przed siebie. Mogłoby się wydawać, że zacznie się bawić z psami, ale nic bardziej mylnego. Pobiegł prosto do niedużej rzeczki przepływającej przez park i od razu się w niej położył. Hayley - 2019-06-23, 22:21 Niezbyt przejmowała się godziną rozpoczęcia pikniku, doskonale wiedząc, że wydarzenie najprawdopodobniej rozciągnie się na cały dzień. Bez zbędnego stresu pozwoliła sobie na dłuższy odpoczynek oraz sprzątanie, by w końcu i tak dotrzeć na miejsce zaledwie pół godziny po czasie. Nie było to zresztą szczególnie trudne, kiedy pies znowu ciągnął na smyczy jak szalony i zdawać by się mogło, że drobna Hayley za chwilę przewróci się pod wpływem naporu jaki przyszło jej znosić. Niestety obecność innych psów potęgowała zapał Bulteriera, co w końcu przyczyniło się do krótkiego, wymuszonego biegu. Nikogo nie powinno więc dziwić to, że na miejsce dotarła dużo bardziej zmęczona i zasapana niż sam Rubens, którego w chwilę później puściła ze smyczy, by dać odpocząć obolałym rękom. Zwierzę od razu pomknęło w kierunku innych psów, natychmiast kradnąc jakąś piłkę, a potem ruszyło do ucieczki, co tylko sprowokowało rozbawioną sforę. Na ten widok blondynka zaśmiała się cicho, dopiero teraz decydując się na odszukanie wzrokiem znajomego doktora. Jak nietrudno się domyślić, w pierwszej kolejności znalazła Misia pluskającego się w wodzie, a dopiero potem jej wzrok zetknął się z samym Sevastienem.
- Cześć - przywitała się krótko, robiąc kilka kroków w jego stronę. Zaraz jednak zatrzymała się, ponieważ jej radosny złodziej postanowił podzielić się piłką z panią i rzuciwszy ją Hayley pod nogi radośnie wykręcił dwa kółka dookoła własnej osi. Jeszcze zanim zdążył przejąć ją inny pies, natychmiast chwyciła zabawkę i odrzuciła ją najdalej jak tylko mogła, by cała ferajna mogła trochę się oddalić.
- Co za armagedon - zaśmiała się radośnie, patrząc jak Rubens zostaje w tyle po opóźnionym starcie.Sevastien Sheremetyev - 2019-06-23, 23:08 Pokręciłem głową z pobłażliwym uśmiechem patrząc jak Miś brodzi w wodzie, nic sobie nie robiąc z biegających wokół i obszczekujących go psów. Nietrudno było go zauważyć, bo ze wszystkich psów był chyba największy, a przynajmniej miał najwięcej futra.
Nie miałem nawet czasu rozejrzeć się za Hayley, będąc zbyt zajętym unikaniem rozpędzonego stada psów, które zdawało się nie dostrzegać stojących im na drodze ludzi. Kogoś nawet przewróciły. Dlatego gdy usłyszałem znajomy głos, w pierwszej chwili rzuciłem blondynce lekko zaskoczone spojrzenie.
- O, cześć - uśmiechnąłem się szeroko. - Czy to właśnie był Rubens? - Zapytałem, gdy biały, budową przypominający dzika pies wpadł między nas, zakręcił się i za chwilę pognał za piłką, próbując dogonić inne psy. Miś w tym czasie wreszcie wyszedł z wody, wyglądając jak potwór z bagien i poszedł się przywitać z jakimś maleńkim pieskiem, który wyglądał na przerażonego widokiem olbrzyma.
- Chyba słychać je w całej okolicy - zaśmiałem się, stając obok i także spoglądając za goniącymi się psami, które głośno przy tym ujadały.Hayley - 2019-06-23, 23:26 - Dokładnie tak - Uśmiechnęła się szeroko, jeszcze chwilę patrząc jak rozpędzony bulterier próbuje dogonić psa z piłką i wytrącić mu ją z pyska. Inne psy nie były zresztą gorsze, dlatego zabawka co rusz zmieniała "właściciela", a Rubens kombinował jak mógł byle tylko po raz kolejny wziąć ją do pyska. W końcu poirytowany swoimi niepowodzeniami chwycił w zęby największą gałąź jaką tylko znalazł i zaczął przeciągać się z młodym owczarkiem niemieckim.
- Za to Miś wydaje się zupełnie niezainteresowany zabawą - Zaśmiała się, bez większych problemów rozpoznając w nim psa ze zdjęcia. Ten piękny olbrzym teraz wyglądał jakby nagle zrzucił połowę swojej masy, ociekając z wody i radośnie truchtając do małego pieska gdzieś obok.
- Myślisz, że wytrzepie się przy tej pani? - Na odpowiedź nie musieli długo czekać. Pies Sevastiena natychmiast zrobił to, czego nie zrobił zaraz po wyjściu z wody, przez co Hayley natychmiast zacisnęła usta, powstrzymując się od komentarza. Na szczęście wspomniana kobieta miała na tyle refleksu i dystansu do siebie, by uciec od rozrzucanych na boki brudnych kropel i nie mieć tego nikomu za złe.
- Istnieje taka szansa - Uśmiechnęła się w odpowiedzi, dopiero teraz cmokając kilkakrotnie, by przywołać do siebie Misia. Póki co na Rubensa nie było co liczyć.Sevastien Sheremetyev - 2019-06-24, 20:21 - Wie, że nikogo by nie dogonił - odpowiedziałem, oglądając się na swojego psa, który dalej próbował się zaprzyjaźnić z roztrzęsioną chihuahuą. Gdy Hayley zadała pytanie, niestety stało się coś, za co zawsze było mi bardzo wstyd; jako odpowiedzialny właścicielem starałem się, by mój pies nie był dla nikogo udręką, a Miś tymczasem otrzepał się obok jakiejś kobiety. Jęknąłem tylko bezgłośnie, po czym zawołałem "przepraszam!" i przywołałem nowofundlanda do siebie. - Zawsze to robi. Czasem mam wrażenie, że specjalnie nie otrzepuje się po wyjściu z wody - wyjaśniłem Hayley i znowu spojrzałem na psa, który wolnym truchtem postanowił do nas podbiec. Uśmiechnięty od ucha do ucha, a także opluty, usiadł tuż przed nami i spojrzał na nas z zainteresowaniem. Nie minęła chwila jak podniósł łapę i machnął nią przed Hayley, wyraźnie ją zaczepiając i domagając się uwagi. - Jak go pogłaszczesz, to już się nie odczepi - ostrzegłem ją, wiedząc, jak to się dalej potoczy.