Była pewna, że zdąży wyrobić się ze wszystkim na czas, dlatego do stajni przybyła jako ostatnia ze swojej grupy. Nie chcąc marnować czasu, nawet nie zaglądała do boksu swojej podopiecznej, będąc przekonaną, że stajenni dobrze wykonują swoje zadanie, doglądając jej oraz źrebaka. Szybkim krokiem ruszyła w stronę boksu gniadego ogiera, którego powitała cichym cmoknięciem, jednocześnie chcąc zwrócić na siebie jego uwagę. Wziąwszy kantar oraz uwiąz, weszła do boksu. Odziała Brysia w dzierżony sprzęt, po czym wyprowadziła go z lokum, od razu kierując się na myjkę. Po drodze zaczepiła stajennego, prosząc o przyniesienie wszystkich potrzebnych rzeczy, które naszykowała już poprzedniego dnia. Nie czekała bezczynnie, a zabrała się za oporządzenie kopytnego. Nie zajęło jej to zbyt wiele czasu, bowiem ogier nie należał do najbrudniejszych, poza tym działała szybko - mimo wszystko ostrożnie i dokładnie. W międzyczasie podziękowała stajennemu, a po wykonaniu wszystkich zabiegów pielęgnacyjnych przystąpiła do siodłania. Obowiązkowo założyła ochraniacze na cztery i popręg z futerkiem. Użyła wędzidła, które preferował kopytny, na koniec przymocowując do siodła sakwy i upewniając się, że jest w nich wszystko, co potrzebne. Na koniec sprawdziła jeszcze, czy wszystko dobrze leży i nie czekając, chwyciła kask, odziała rękawiczki i wyprowadziła gniadego ze stajni.
Na placu wsiadła na jego grzbiet i przywitawszy się z pozostałymi członkami swojej grupy, wysłała Brysia stępem na trasę. Z początku przypilnowała jego tempa, a kiedy doszli do konsensusu, odrobinę bardziej skupiła się na towarzystwie. Jej dzień nie zaczął się zbyt dobrze, więc miała szczerą nadzieję, że w dalszej części rajdu nieco się to zmieni. Póki co nic nie zapowiadało poprawy. Przysłuchiwała się rozmowie dziewczyn, ale właściwie niezbyt wnikała w to, o czym mówiły. Nie znała niejakiego Tonego, ani całej tej sytuacji. Mimo wszystko starała się nie być sztywna, choć właściwie nie mówiła. Obejrzała się za siebie, jakby szukając zrozumienia u Aidena, jednak w tym samym momencie i on zainteresował się tematem, więc brunetka westchnęła głośno, ostentacyjnie i wróciła spojrzeniem przed siebie.
-Ktoś w ogóle raczy mnie uświadomić o czym mowa?- spytała, unosząc brew i z niecierpliwością oczekując chociaż nakreślenia sytuacji.Noa - 2016-05-07, 23:35 Grupa 6.
Noa wpadła do stajni niczym małe tornado, od razu zmierzając w stronę boksu swojego podopiecznego. Wyjątkowo włosy starannie związała w ładny warkocz (żeby niesforne kosmyki nie próbowały zdradziecko wpaść jej w oczy), a choć jak zawsze ubrała się elegancko, to jednak równie duży nacisk postawiła na wygodę. Bardzo dokładnie wyczyściła Sheridana, jednocześnie uważnie go obserwując. Podejrzewała, że może próbować coś dzisiaj odwalić, w końcu był młodym koniem a jeszcze do tego ponadprzeciętnie upartym. Niemniej, żadne możliwe starcie nie było jej straszne. Podobnie jak większość jeźdźców zdecydowała się na kantaroogłowie, wybrała wędzidło Dynamic RS podwójnie łamane z wąsami, do tego odpowiedni czaprak, wysokiej klasy siodło rajdowe oraz ochraniacze. Spryskała podopiecznego sprejem przeciwko owadom (przy odrobinie szczęścia będzie skuteczny), co jakiś czas przemawiając do niego uspokajająco. Noa wyprowadziła go przed boks, dała powąchać sakwy (na wypadek, gdyby uznał je za potwory), po czym przyczepiła je do siodła. Założyła rękawiczki, kask, po czym ruszyła z ogierem przed stajnię. W sakwach miała ostrogi, na wypadek większego buntu, jednak pomimo swojej pewnej ręki postanowiła dzisiaj podarować andaluzowi munsztuk. Niech się dzieciak cieszy z wolności W razie potrzeby wzmocniła uchwyt przy wędzidle, jeśli Sheridan postanowił zaprezentować swój charakterek. Skrócenie wodzy, wewnętrzna bardziej napięta, noga w strzemię i do góry. Zgrabnie wylądowała w siodle, od razu mając kontakt z pyskiem swojej bestyjki. W razie zwykłego caplowania, czy też popisywania się (chociażby przez zaokrąglanie szyi) nie reagowała, dając mu okazję do zaprezentowania samego siebie. Reagowała dopiero na baranki czy też próby dębowania, o ile takowy były. Dała sygnał podopiecznemu do stępa, rozglądając się po ludzkim kłębowisku.
- Dzień dobry - rzuciła w stronę części grupy, do której trafiła, jednocześnie nakłaniając Sheridana do wejścia na kontakt z jej ręką - widzę, że jak na razie kobiety górą.
Wygięła wargi w lekkim uśmiechu, sprawdzając, czy ma dobrze podciągnięty popręg.Monroe - 2016-05-07, 23:52 Za każdym razem kiedy Scandic przyspieszała w zdenerwowaniu, Monroe działała spokojem i rozluźnieniem, odchylając nieznacznie plecy do tyłu, by samym dosiadem spowalniać konia. Dała jej póki co luźniejszą wodzę, by kobyłka mogła uspokoić tempo i w nieco większym rozluźnieniu ruszyć w trasę. Niestety atmosfera panująca dookoła nie sprzyjała. Jeźdźcy z grupy Monroe spóźniali się, a dziewczyna, co najśmieszniejsze, z listy zapamiętała naprawdę niewiele. Może dlatego, że czytając ją niemal od razu bardziej skupiła się na koniach tam wymienionych niżeli jeźdźcach? Wszak tylko w ten sposób była w stanie rozpoznać swój zastęp.
Kolejne grupy pięcio/sześcioosobowe wybywały jedna za drugą w takich odstępach czasu, że na trasie niemal się nie widzieli, acz każdy z nich zmierzał tą samą drogą, a grupa szósta... składała się zaledwie z Monroe, Cecile i jak się wkrótce okazało Noy.
- Cześć, Monroe – Uśmiechnęła się lekko, mierząc wzrokiem przybyłą dziewczynę. Cały czas rozstępowując Scandic, nie pozwalała jej niepotrzebnie tracić energii na jakiekolwiek rwanie do przodu.
- Spóźniają się – zagadała w końcu, choć nigdy do ludzi zbyt rozmownych nie należała. Miała wszak nadzieję na to, że jakakolwiek dyskusja pozwoli jej opanować narastającą irytację wywołaną przeciągającym się czekaniem. Dla towarzyszek była bowiem całkiem miła i starała się nad sobą panować. Jak zawsze zresztą kiedy siedziała na koniu.Misza - 2016-05-08, 00:10 Grupa 3.
Michael wszedł spokojnym krokiem do stajni, sprawnie omijając napotykanych po drodze ludzi. Czuł się prawie jak w firmowym budynku - tam również wszyscy uwijali się niczym mrówki. Tak czy owak, mężczyzna wszedł do boksu swojej kochanej podopiecznej i zajął się oporządzaniem jej. Wyczyścił ją starannie, uważnie sprawdził już stan kopyt przed wyruszeniem, żeby ocenić ich stan. Nie widząc żadnych przeciwwskazań co do wzięcia udziału w rajdzie, zaczął ją siodłać. Kantaroogłowie, łagodne wędzidło, czaprak, siodło rajdowe i ochraniacze. Wszystko dobrane kolorystycznie oraz wysokiej klasy w celu wygody jego oraz jego podopiecznej. Do tego sakwy, założenie kasku, rękawiczek i tak przyszykowany wyszedł wraz z Charmeur z boksu, od razu kierując się przed stajnię. Sprawdzenie popręgu, opuszczenie strzemion, uspokajające mówienie. Co prawda wierzył w możliwości westfalki, tym bardziej po ostatnim crossie (V miejsce w pierwszych crossowych zawodach to przecież świetny wynik), jednak była młoda, a cała atmosfera wydawała się nerwowa. Dlatego Michael szybko wsiadł na nią, od razu łapiąc pewny, chociaż elastyczny kontakt z jej pyskiem. Pogładził ją po łopatce, ponownie mrucząc coś uspokajająco, po czym dał sygnał do stępa. Odjechał kawałek dalej ze względu na zbieraninę osób, na razie bardziej skupiając się na rozluźnieniu podopiecznej. Żywy, ale spokojny stęp, co jakiś czas większe koło, by bardziej koncentrowała się na nim, a nie na otoczeniu. W razie problemów półparada, a potem parada i ponownie do stępa. Wszystko na spokojnie, na razie chciał ją nieco rozgrzać, a przy okazji próbował wypatrzeć kogoś ze swojej grupy.
-To co, kto ci się najbardziej podoba, co Charm? - rzucił do kasztanki, ponownie klepiąc ją po szyi.Charmeur - 2016-05-08, 00:25 Witając właściciela melodyjnym rżeniem, nastawiła w jego stronę dwa rude radary, jako elegancka i kobieca klacz nie ubrudziła się zbyt mocno, dlatego też oszczędziła mężczyźnie trudu związanego z przygotowaniami do rajdu. Stała grzecznie, żywo zainteresowania całą otoczką rajdu, uwijającymi się jeźdźcami jak i obecnością wielu koni, które brały udział w tym wydarzeniu.
Wychodząc przed stajnię zarżała na widok innych koni, delikatnie się nakręcając i niespokojnie drepcząc w miejscu. Dopiero uspokajający głos Michaela skupił ją na tyle, że stając jak wryta gapiła się na pozostałe konie, delikatnie mieląc wędzidło w pysku.
Ruszając energicznie przed siebie i napierając na wędzidło zaczęła caplować dynamicznie tuż za końmi, które ruszyły stępem kierując się powoli na trasę rajdu. Kołując z rudą i uspokajając ją co chwilę pomagał jej wrócić na ziemię, choć podekscytowanie i nadmiar energii w cielsku kobyłki sprawiały, że najchętniej wygalopowałaby się beztrosko w asyście innych koni.
Nie zwracała większej uwagi na poszczególne konie, interesował ją tłum i całe to zamieszanie, które wynikło z przygotowań do rajdu, obecności całej masy koni, które podobnie jak ona ekscytowały się obecnością w tak dużej grupie koni.Anonymous - 2016-05-08, 00:56 Kasztan przeszukując ściółkę w celu znalezienia jakiegoś smacznego kąska, wpierw nie zauważył stojącej przed jego boksem postaci. Dopiero gdy ta wtargnęła do jego lokum, podniósł gwałtownie głowę i spojrzał na dziewczynę. Nie miał jednak żadnych powodów, by za nią nie pójść. Na myjce również stał grzecznie czekając, aż cały osprzęt znajdzie się na nim.
Ruszając stępem, śmiało podszedł tam gdzie wskazała to dziewczyna, nastawiając rude radary na obcego mu konia. Następnie rozglądał się po wszystkich zebranych, nie będąc jednak specjalnie pobudzonym. Był grzeczny, nauczony że nie wolno ponosić, gdy wiózł kogoś na swoim grzbiecie. Wiadome jednak, że nadal był instynktownym zwierzęciem i zdarzały się jemu wpadki. Póki co nie zapowiadało się na żaden incydent, mimo poruszenia wśród większości koni.Nearly Perfect - 2016-05-08, 06:21
Caroline Hathaway napisał/a:
...
Grupa 2
W stajni panowało niezłe zamieszanie i ruch, Nearly Perfect jednak ta atmosfera się w dużym stopniu nie udzieliła. Niczego specjalnego się nie spodziewała. Po zjedzeniu śniadania oczekiwała tylko aż któryś ze stajennych wyprowadzi ją na padok, żeby moglła rozprostować nogi. Kiedy kasztanka dostrzegła swoją właścicielkę zamiast stajennego jak zwykle się ucieszyła. Spokojnie dała się wyczyścić i osiodłać. Trochę się zdziwiła na dodatkowy ciężar. Klacz ruszyła za kobietą na miejsce zbiórki, rozglądając się wokół jeśli miała taką możliwość. Spokojnie i cierpliwie czekała aż Caroline poprawi jej sprzęt, a gdy jej dosiadła i poprosiła o stęp, selle francais bez żadnych kombinacji ruszyła żywym stępem.Chyba dopiero teraz udzieliło się jej ogólne podekscytowanie, przez co momentami miała problemy z koncentracją.Brian - 2016-05-08, 06:50 Grupa 5
W życiu nie przepuścił by rajdu. Rzadko wyjeżdżał w teren, więc była to okazja do poznania okolic Eastbourne i nowych ludzi. Spakował niezbędne rzeczy, ubrał się wygodnie i ożłopał kawy, by stawić się w stajni. Zostawił sakwy w socjalu i ruszył pod boks Sensationet. Przywitał się z klaczą, ubrał jej kantar i zgarnął na myjkę. Tam wyczyścił ją porządnie i osiodłał. Umieścił na jej grzbiecie swój skromny bagaź i zaprowadził do swojej grupy. Wcześniej sprawdził swoją listę. Chyba nikogo w niej nie znał, chociaź lepiej pamiętał twarze niź imiona.
- Hejunia. - przywitał się, gdy dołączył do reszty grupy, poprawił sprzęt, źeby wszystko było jak trzeba, po czym wspiął się na grzbiet zangersheide, przytrzymując ją na razie na miejscu, pogłaskał ją po szyi.Harley Davidson - 2016-05-08, 09:54 GRUPA 5
Trochę się zasmucił, że jego suchar o rozdawaniu talerzy nie został zauważony - no trudno! Jak będą pijani to na pewno lepiej zrozumieją jego żarty i będą się śmiać. Może zaczekać na te chwilę te 8 godzin. -Miło mi poznać.
Zdziwił się trochę, że ma do czynienia z jeźdźcem westernowym - do niedawna takich w Orchardzie po prostu nie było, pewnie jest też nowy na mieście. Bo i gdzie by się tu nauczył jeździć w takim stylu? No nic! Im więcej dyscyplin tym weselej. Harley w chwilowym rozmarzeniu odpłynął ku wspomnieniom swojego jedynego pseudowesternowego treningu, kiedy jakoś próbował bez wiedzy zapewnić ruch pewnemu AQH. No, wyszło zabawnie! Uśmiechnął się szeroko na takie ciepłe przywitanie ze strony Vivianne, nawet jej trochę ułatwił, stając na chwilę na palcach! Ogier chyba wyczuł, że o nim mówią. -Kiedyś nawet chyba miałem przeprowadzić mu jeden trening. No, przykuwa oko i pewnie ma nie lada potencjał!
Na chwilę był zmuszony zostawić towarzystwo, bo wokół zbierała się jego grupa i pobiegł do stajni, by osiodłać Stradivariusa. Standardowo przywitał ogiera kilkoma smakołykami i buziakami. Był zachwycony jego uczuciowością i niezwykle grzecznym zachowaniem, koń jak marzenie. <3 Ponownie stanął przed Aaronem i Vivi, na szczęście jak magnes przyciągał resztę członków swojej grupy, więc nie musiał na razie nigdzie za nimi latać!
-Trzymam kciuki za wasz start! Cieszę się, że jedzie akurat pod Tobą.
Wiedział, że przyjaciółka jego ukochanych kopytnych nie skrzywdzi, więc z radością powierzył jej gniadosza. Był święcie przekonany, że w dresażu Stradivarius będzie miał znacznie większe szanse z nią. Ogólnie bardzo radowało go odnowienie przyjaźni i podbudowanie trochę relacji, dawno nie spotkał kogoś, z kim dogadywał się tak bezproblemowo i przy kim czuł się zawsze nieskrępowany.
-Bez obaw, widzimy się na miejscu!
Pożegnał się z siódemkami, chwilę przyglądał się odjeżdżającym. Był stosunkowo zadowolony ze składu swojej grupy, brakowało mu tylko Sary i Vivi właśnie. Co prawda blondynka mogłaby być strasznie zazdrosna o jego przyjaciółkę (a może na odwrót? ), ale rozdzielenie ich też nie do końca mu się uśmiechało. Bał się, co jego dziewczę będzie robić na terenie z pięcioma innymi facetami. Może będzie musiał komuś przetrącić pół pyska potem, żeby ratować honor? Cholera wie! Ufa oczywiście Sarze, ale nie tym facetom. Samce to straszne i nieprzewidywalne stworzenia przecież. Porzucił smutne przemyślenia i zajął się teraźniejszością - dopiął popręg Stradivariusowi, poprawił sakwy i zręcznie wspiął się na jego grzbiet. Przywitał kumpla i przez chwilę przyglądał się poddenerwowanej klaczy, jeśli to jest ta ISB, którą kojarzy z zawodów to nie mógł doczekać się terenu, z pewnością będzie ciekawie!
-Cześć, Aaren! Pewnie zaraz dojdą.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej, docierając chyba do granic szczęścia. Co może być piękniejszego w świecie - wizja nadchodzącej imprezy, doborowe towarzystwo (przyjaciele i piękne kobiety) i jeszcze do tego konie! Pamiętał oczywiście ich pierwsze spotkanie i nic nie zmyślił! Tak stwierdził i dlatego postanowił, że się za nią ulokuje. Skoro twierdzisz, że to zmyślenie to najwyżej się chłopak rozczaruje... Dołączyło do nich jakiś dwóch facetów, wcześniej dla wygody określił ich "randomami", teraz wypadałoby ich jakoś nazwać. Imiona się przydadzą, jakby kogoś mieli wpuścić w maliny albo po prostu pogadać.
-Siema, jestem Harley.
Rozejrzał się po znajomych twarzach, zastanawiał się kogo puścić na początek. Jak na razie nie uśmiechało mu się realizowanie kolejności z listy. -Kto pierwszy?Gerard Wayford - 2016-05-08, 10:20
Grupa 7
Uwadze Gerarda nie umknęły problemy Casella dotyczące z aklimatyzacją. Czasami nawet rozważał, czy mimo wszystko nie powinien zwrócić go Danielle, która mimo początkowej niechęci, z czasem z pewnością dobrze zajęłaby się wałachem. Nie był przecież niczemu winien. Szybko jednak porzucał takie myśli, być może podchodząc do tego trochę egoistycznie. Nie chciał sobie odbierać tej jednej z nielicznych przyjemności, których doświadczał w życiu.
Zauważył też spięcie wywołane towarzystwem innego konia, którego dosiadała Vivianne. Wyrzuciwszy niedopałek na beton, wszakże mieli kawałek do przejścia miastem, poklepał dłonią szyję wałacha, chcąc mu dodać otuchy. Jednocześnie obrócił twarz ku brunetce, również przybierając delikatny uśmiech, wywołany przede wszystkim jej obecnością. Musiał przyznać, że na koniu prezentowała się bardzo dobrze; także sam ogier chwytał za oko każdego koniarza, przez co razem tworzyli udaną parę.
- Nie wydawało Ci się - odparł, naraz podpierając konia zewnętrzną łydką i tym samym nie pozwalając mu spłynąć na bok tak, jakby sobie tego życzył. - Tony to mój syn - wyjaśnił, ze skrywaną ciekawością spoglądając na mimikę kobiety. Nie była to jedyna rzecz, o której nie wiedziała, ale... Tak wyszło. Nigdy nie pytała, a sam Gerard nie uważał tego za temat godny poruszenia przy pierwszych spotkaniach. Nie wyglądał jednak na zestresowanego wyjściem tego faktu na jaw. Można powiedzieć, że nastawił się na niejedno takie pytanie, bo nie trzeba było mieć sokolego oka i wypatrzeć tego niuansu na liście, aby prędzej czy później zorientować się o pokrewieństwie między tymi dwoma panami.Anonymous - 2016-05-08, 10:37 Grupa piąta
- Ja pojadę z przodu - zaoferował się, w tej samej chwili kierując ISB na przód zastępu. Po drodze przywitał się z przybyłym Nicholasem oraz Brianem, z siodła podając im rękę w krótkim uścisku i jednocześnie się przedstawiając. Kolejno wjechał na przód zastępu, całkowicie ignorując wściekłe smaganie ogonem, którym Bad demonstrowała swoją złość. Czuł, że była podminowana, ale zupełnie nie robiło to na nim wrażenia. Niezdolność do odczuwania lęku nie brała się z tego, że próbował się popisać; cierpiąc na takie, a nie inne zaburzenia psychiczne, nie potrafił dostrzec niebezpieczeństwa i ryzyka tak, jak miało to miejsce w przypadku normalnych ludzi. Co więcej, nieświadomie prowokował sytuacje, które były dla niego niebezpieczne, znajdując w ten sposób ulgę dla skołowanego umysłu.
Z początku postanowił utrzymywać pewien dystans między swoim, a pozostałymi końmi. Nie trzymał kurczowo Bad za pysk - wodze były na kontakcie, ale w żadnym wypadku nie działały wstecz. Podobnie łydki - chociaż obejmował nimi boki klaczy, to nie ściskał ich, nie prowokując jej do przyspieszania. Dopóki stępowali, niewielkie były szanse na to, aby na jaw wyszły braki w umiejętnościach bruneta. Pozwolił klaczy kroczyć swoim tempem oraz rozglądać się do woli. Samemu obejrzał się w pewnym momencie przez ramię, sprawdzając jak uformował się zastęp.I So Bad - 2016-05-08, 10:48 Grupa 5
Kierując się na początek tego krórkiego zastępu, w końcu miała święty spokój od innych koni i mogła wyciszyć się chociaż trochę. Niemniej jednak nie oznaczalo to, że schowane dotąd w grzywie smoliste radary nagle się podniosły.Mało zadowolona obecnością nieznajomego jeźdźca wyrażała jawnie swoje niezadolowenie kłapiąc zębiskami i podrzucając nerowo łbem, gdy tylko jakikolwiek koń zbliżył się właśnie do nich.
Zamknięta w pomocach i trzymana na równym kontakcie zeszła momentalnie w łbem na dół, rozluźniając muskularne szjsko.
Jeszcze wyjdzie na to, że Bad odkryje w Tonym duszę ujeżdżeniowca i będą zasuwać ciągami w galopie .Jim Beam Rye - 2016-05-08, 10:57 Grupa 5
Nie wyglądałem na specjalnie ucieszonego perspektywą grupowego terenu. Był to niejaki sprawdzian mojej odwagi, która była poważnie nadszarpnięta przez "ślepą stronę". Jeżeli Nicholas o niej nie zapomniał, nie napotkał żadnych nieprzyjemności z mojej strony. Jeśli jednak było inaczej, mógł być pewien, że przy próbie zrobienia czegokolwiek z mojej prawej strony, wyraźnie reagowałem paniką, nie patrząc na nic.
Ostatecznie wyszliśmy ze stajni; ja, jak zawsze w takich nerwowych sytuacjach, szedłem naprężony niczym struna, głośno furkocząc chrapami i obracając łeb wszędzie tam, gdzie nie sięgał mój wzrok.
Nie skorzystałem z długiej wodzy, wciąż niosąc łeb wysoko i obracając uszami we wszystkie strony, najczęściej jednak chowając je w grzywie. Niemniej odpowiadało mi miejsce na szarym końcu, przynajmniej nie musiałem aż tak kontrolować tego, co działo się za mną.Desperado - 2016-05-08, 11:08
Sergei napisał/a:
...
Grupa 4.
Desperado był jednym z nielicznych koni, które prawdziwie odnalazły się w tej stresogennej sytuacji. Rosnący tłum ludzi z końmi zdawał się nie wywierać na nim żadnego wrażenia, ale nie można powiedzieć, żeby był "zmulony". Z żywym zainteresowaniem przyglądał się wszystkim koniom, nie ośmielając się jednak na nawet najdrobniejszy przejaw niesubordynacji. Dlatego też w spokoju pozwolił się dosiąść i poprowadzić w dowolnym kierunku. Korzystając z wygody, jaką niejako zagwarantował mu Sergei "zrzucając" połowę sprzętu, w którym zwykł chodzić na co dzień, kroczył przed siebie wyjątkowo obszernie, niosąc łeb na swobodnie opuszczonej, długiej szyi. Mijany przez inne konie jedynie zaokrąglał szyję w łuk i wycofywał uszy, poza tym nie zdradzając w inny sposób swojej wyższości lub niechęci względem innych. Jak kto woli. Czuł się ważny jadąc na przodzie zastępu, dlatego głównie szedł z uszami postawionymi na sztorc, śmiało patrząc przed siebie. Rzeczywiście był odważny, dlatego nawet ruch uliczny nie wywierał na nim najmniejszego wrażenia, gdy musieli przebić się przez kawałek miasta w drodze do najbliższego lasu.Aaren Wayford - 2016-05-08, 11:36 Zaskoczona obecnością Nicholasa subtelnie uniosła kąciki ust w uśmiechu. - Cześć.- opowiedziała mu kulturalnie, nie siląc się na większe uprzejmości w jego stronę. Poznała go w pubie, porozmawiali i tyle, to nie wniosło nic więcej do jej życia. - Dawno temu jeździłam konno i ten rajd okazał być się ciekawą opcją. Przepraszam Cię ale muszę dołączyć do przyjaciela.- kulturanie spławiając Nicholasa <3, skierowała więrcącego się Loczka na przód, uspokajająco gładziła go po szyi i mruczała do niego, podczas, gdy tak nerwowo grzebał przodem o podłoże. Delikatnie zamykając go w łydkach, prowadziła go na niezwykle subtelnych pomocach, kolejne minuty w siodle sprawiały, że przypominała sobie co raz więcej.
- Hej.- przywitała się z Brianem, mijając go w drodze na przód. Trzymajac kontakt z pyskiem karego, zachowywała elastyczną i miękką rękę, nie probując zatrzymywać go na siłę, kołowała po placu między końmi i odrobiną wolnej przestrzeni finalnie zrównując swojego konia z nerwową Bad, wobec której trzymała niewielki dystans.
- Jadę za Tobą, może się nie zabiję. Pięć lat nie siedzialam w siodle.- i choć pozoronie mogło wdawać się, że brunetka zaczna marudzić, to nieustannie jej twarz zdobił szeroki uśmiech. - To był świetny pomysł Tony.- wyciągajac ją na ten rajd sprawił jej masę radości no i w dodatku każde z nich mogło zintegrować się z resztą.
- Umrę na zakwasy.- była niemal w stu procentach pewna tego, że zastane przez pięć lat mięśnie dadzą o sobie znać w najmniej odpowiedniej chwili. Delikatnie stając w strzemionach poprawiła swój zajebisty tyłek w siodle. Niech Ci będzie Harłak, że mówisz prawdę. Ładne widoki przed Tobą . !