Amelie - 2015-01-29, 16:57 - Brawo.- pochwaliła klaczkę, gdy bezbłędnie pokonała drugą stacjonatę. Ponownie między stacjonatą a dwadzieścia centymetrów wyższym okserem kontrolowała, czy Deadia nie kuleje, lub nie jest wytrącona z rytmu, jeżeli nic takiego nie było, nakierowała karą klacz na okser, Przed okserem nieco skróciła wodze, dała jej sygnał do wybicia w odpowiednim miejscu, a gdy hanowerka się wybiła oddała jej część wodzy przy szyi dziewięciolatki i uniosła się z siodła, ponownie przechylając nieco do przodu. Ponownie po pokonaniu przeszkody pani profesor została pochwalona i nakierowana na półmetrową kopertę. Mel nadal była jednak przeczulona na wszelkie sygnały, mówiące, że z karą kluczą coś jest nie tak. przed kopertą wszystko odbyło się podobnie i pozostały im już tylko drągi, przed którymi Deadia otrzymała wszystkie potrzebne pomoce Po przejechaniu przez drągi zwolniły do stępa i zrobiły okrążenie w tym chodzie.Fleau de Baian - 2015-01-29, 17:20 Przy okserze także nie miała większych problemów, sprężyście się odbiła i tak samo wylądowała. Natomiast przy kopercie w czasie lotu pierwszy raz poczuła, że dziewczyna przechyla się do przodu, co oczywiście było normalne przy skoku. Jednak adrenalina trochę się zmniejszyła, więc i klacz powoli wracała do siebie, co było równoznaczne z odczuwaniem ciężaru jeźdźca. Przy drągach na jej szyi pojawiły się krople potu, w końcu od dawna nie trenowała, więc i kondycja nie była taka sama, co kiedyś. Ale nie przejmowała się tym i biegła nieprzerwanie dalej. Zamierzała zrobić jeszcze kilka powtórek toru, chociaż możliwe, że dziewczyna miała inne plany z nią. W każdym bądź razie nie chciała jeszcze skończyć, bo nie wiadomo kiedy znowu ktoś weźmie ją na trening.Amelie - 2015-01-29, 17:32 Stępując z klaczą Amelie zwracała uwagę na wszelkie odstępstwa od normalności w rodzaju wybicia z rytmu, zatrzymania, czy kulenia, bo przecież nie chodziło o to, by przemęczyć Deadię. Nie widząc jednak nic takiego dala znak stajennemu, który natychmiast zabrał się za zmianę toru. Zmianie uległy właściwie tylko wysokości przeszkód. Koperta urosła o dziesięć centymetrów do 60 cm, tymczasem okser zmniejszył się do 50 cm a stacjonaty miały teraz wysokość 60 cm. Amelie nie chciała bardziej podwyższać stacjonat, bo widziała, że hanowerka miała na początku problem z pokonaniem tak blisko siebie położonych przeszkód. Stępowała z dziewięciolatką nieśpiesznie, dając jej dużo luzu, dopóki tor nie był gotowy. Kiedy stajenny skończył zmieniać wysokość przeszkód, jasnowłosa nakierowała klacz najpierw na drągi, które Dea pokonywała już kilka razy, więc nie powinna mieć z nimi problemu. Po drągach dziewiętnastolatka dala sygnały do zagalopowania z kłusa i najechania na 60 cm kopertę. Przed kopertą skróciła niewiele wodze, dała łydkę do wybicia, a podczas lotu oddała wodze pozostając na kontakcie i stanęła w strzemionach. Po pokonaniu koperty klacz tradycyjnie otrzymała pochwałę od jasnowłosej dziewczyny i obie skierowały się ku okserowi 50 cm. Przed okserem wszystko odbyło się jak przy kopercie.Fleau de Baian - 2015-01-29, 17:50 Podczas stępu klacz przypomniała sobie o bólu, ale całkowicie się nim nie przejmowała, tłumacząc sobie to jako zachowanie godne profesjonaliście. Kątem oka widziała stajennego krzątającego się przy przeszkodach. Kiedy w końcu się usunął ukazał zwyższoną kopertę, zniżony okser i zwyższone stacjonaty. Na to ostatnie była niechętna, ale skoro już zachowuje się jak profesjonalista nie może się poddawać. Zwinnie przeszła przez drągi i przeskoczyła przez dwie pierwsze przeszkody, jednak po drugiej była coraz bardziej zmęczona.Amelie - 2015-01-29, 18:02 Ponownie zwracała uwagę na zachowanie klaczy między przeszkodami Po pokonaniu oksera nakierowała Deadię na pierwszą z dwóch stacjonat, przed skokiem dając jej wszystkie potrzebne pomoce. W odpowiednim miejscu dala jej łydkę do wybicia, a jeśli hanowerka się wybiła (bo przecież oczywiście mogła się wyłamać) oddała jej wodze przy szyi i uniosła się z siodła, pochylając się trochę w stronę końskiego karku. Bez względu na to jak dziewięciolatka pokonała stacjonatę otrzymała pochwałę i sygnał do najazdu prostopadle do drugiej stacjonaty Między dwoma przeszkodami Amelie w skupieniu liczyła foule, a przed drugą stacjonatą 60 cm wszystko odbyło się podobnie : łydka do wybicia, oddanie wodzy, odciążenie grzbietu i pochwała. Po pokonaniu drugiej stacjonaty znów nakierowanie na ścianę i sygnał do przejścia do stępu. Stępowały chwilę. Jasnowłosa planowała jeszcze raz przejechać przez ten tor. ale jeśli uznała, że hanowerka jest już dość zasapana, albo coś jej dolega, nie zrobiła tego oczywiście, tylko przeszły do kłusa, w którym zrobiły dwa okrążenia. Jeżeli jednak uznała, że dziewięciolatka da radę zrobić jeszcze jeden przejazd, a Dea nie pokazywała po sobie w jakiś oczywisty sposób zmęczenia, Mel nakierowała ją na tor od drugiej strony, zaczynając od stacjonaty.Fleau de Baian - 2015-01-29, 19:49 Klacz była coraz bardziej zmęczona. Mimo tego grzecznie przeskoczyła wszystkie przeszkody, ale przy galopie oddech coraz bardziej jej przyspieszał, a sama klacz coraz bardziej się pociła i męczyła. Ale nie chciała zatrzymać się sama, bo byłoby to niezbyt taktowne. Po przejściu toru dziewczyna pokierowała nią dwa razy kłusem dookoła areny, co według klaczy było zakończeniem tego całego treningu. Było jej szkoda, że tak szybko, ale z drugiej strony się cieszyła, ponieważ była wykończona.Amelie - 2015-01-29, 20:47 Rzeczywiście, widząc, że klacz jest już zmęczona, po dwóch okrążeniach w kłusie, Amelie nie nakierowała jej z powrotem na tor, ale zatrzymała klacz i zeszła z jej grzbietu. Pogłaskała Deadię po łopatce, i tak była bardzo zadowolona z ich treningu. Nie chciała jeszcze bardziej męczyć i obciążać klaczy, więc nakazała hanowerce stęp, prowadząc ją w ręku. Zrobili tak kilka okrążeń, aż jasnowłosa była pewna, że dziewięciolatka jest dobrze rozstępowana.
- Byłaś świetna. - poinformowała ją i poczęstowała plasterkiem marchewki. Zauważyła, że kara lubi marchew. Po chwili wyprowadziła Dumę z areny, dziękując skinieniem głowy stajennemu. Aż takim gburem nie była.
ztFleau de Baian - 2015-01-29, 21:39 Kiedy w końcu się zatrzymały odetchnęła z ulgą. Była już porządnie zmęczona, więc ucieszyła się z powodu zejścia dziewczyny z grzbietu klaczy. W końcu poczuła się prawie bez obciążenia, został tylko ten cały sprzęt. W końcu po występowaniu została wyprowadzona przez białowłosą, zostawiając stajennego samego z robotą. /ztSara - 2015-02-02, 12:40 Na niedawno powstałej zewnętrznej arenie dziewczyna jeszcze nie miała okazji trenować. Prawdopodobnie długo nie stałaby się jej użytkowniczką, gdyby nie to, że wszystkie inne obiekty były obecnie zajęte. Prowadząc niepośpiesznie ogiera rozejrzała się dookoła po zupełnie pustej arenie - ten fakt zdecydowanie cieszył ją najbardziej. Dawno nie miała okazji trenować w tak dogodnych warunkach, jakie tutaj panowały. Przede wszystkim mogli korzystać z całego terenu, gdyż oprócz nich nie przebywał tu nikt inny.
Wprowadziła Darka na arenę i poprowadziła do końcowego narożnika, zatrzymując się dopiero tam. Poklepała jego łopatkę i zabrała się za wprowadzanie ostatecznych poprawek w osprzęcie: podpięła popręg, oraz spuściła strzemiona, których długości nie musiała regulować, gdyż od ostatniego ich treningu, chyba nikt nie korzystał z tego siodła. A jeśli było przeciwnie niż się jasnowłosej wydawało, poprawiła długość na oko - nie lubiła robić tego z siodła. Przesunęła się również bliżej pyska hanowera, poprawiając ogłowie i muskając jego delikatne chrapy. -Wreszcie zrzucisz ten zbędny tłuszczyk- odezwała się, a następnie poprawiła grzywkę kopytnego. Wsunęła na smukłe dłonie białe rękawiczki i zapięła kask. Nie marnując czasu w szybkim tempie znalazła się na grzbiecie hanowera. Dała mu chwilę na oswojenie się z jej ciężarem, a potem dała mu impuls sygnalizujący pozwolenie do ruszenia.
Nakierowała Darka na pierwszy ślad, od razu zabierając się za pracę nad dosiadem, żeby pobudzić kopytnego do energicznego i żwawego stępu. Nie chciała żeby karus zasnął pod nią podczas leniwego stępowania. Pokonali pełne trzy okrążenia, podczas których jasnowłosa pracowała wodzą, naciskając również równomiernie na ciemne boki, by Tirith zainteresował się wędzidłem i zechciał rozluźnić swoje zastane mięśnie. Następnie na środku areny zakreślili obszerne koło, zmieniając kierunek aktywnego marszu. Na kolejnej dłuższej ścianie dziewczyna usiadła mocniej w siodle, zachęcając hanowera do wszczęcia pracy zadem. Amerykanka angażowała również wodze, chcąc wyrobić niższe ustawienie, a w narożnikach wspomagała karego pomocami do poprawnych wygięć.
Oczywiście przy tym wszystkim nie zapomniała o kontrolowaniu tempa.Dark Tirith - 2015-02-04, 16:31 Strzygł uszami na wszystkie strony, nie rozpoznając obiektu, na który właśnie wkraczali. A może tutaj już był, tylko zapomniał, bo tak dawno nigdzie się nie ruszał oprócz na pastwisko. Chociaż tam też nie zabierali go zbyt często stajenni, jakby stajenni zapomnieli o jego obecności. Ale cóż - najważniejsze, że mógł w końcu popracować z Sarą. Co chwila trącał pyskiem ramię blondynki, żeby przypomnieć sobie, że nigdzie nie zamierza od niego uciekać. Bynajmniej teraz.
Uniósł łeb wysoko w górze, wkraczając w końcu do budynku. Było kilka znajomych zapachów, lecz reszta mieszała się ze sobą, tworząc mieszankę wybuchową, którą cały czas poznawał. Z cierpliwością aniołka przyglądał się pracy dziewczyny przy ostatnich poprawkach. Zmarszczył chrapy i położył na dłuższy moment uszy po sobie, jakby zrozumiał, co do niego właśnie powiedziała. Niech już się ona nie martwi, na pewno go spali. :D Parsknął cicho, napinając znacząco wodze, czując na swoim grzbiecie znajomy ciężar człowieka. Ruszył raźno, wbrew opiniom wszystkich nie chciał się obijać. Miał ochotę popracować, i to aktywnie. Z resztą jego właścicielka mogła to poczuć na sobie. Na początku dość mocno wybijał, unosząc przy tym szyję wysoko. Parę pary sam z siebie chciał przejść do kłusa, ale pewnie tylko natychmiastowa reakcja Sary na takie wybryki zbytnio nie pozwalała. Dopiero, kiedy kończyli pierwsze okrążenie, zaczął spokojnie przeżuwać wędziło.Sara - 2015-02-04, 17:47 Była zadowolona z dużej chęci hanowera do pracy, jednak nie pozwalała na kompletną samowolkę. Ograniczająca łydka powinna załatwić sprawę z tym wyrywaniem się do przodu, a jeśli w pojedynkę nie dawała rady, dziewczyna wykonała ograniczające półparady. Nadmiar energii skumulowany w karym cielsku ogiera będzie uwalniać stopniowo i niepośpiesznie. Mają masę czasu. Poza tym jasnowłosa nie chciała, żeby Dark nabawił się jakiejś kontuzji, muszą się porządnie rozgrzać. Te trzy okrążenia powinny pomóc ogierowi rozeznać się w nowym otoczeniu, nieco rozluźnić, no i przede wszystkim ustabilizować tempo.
Po niedługiej chwili ponownie zmienili kierunek marszu, poprzez szeroką przekątną. Dziewczyna chciała jeszcze bardziej wyczulić ogiera na pomoce oraz trochę porozciągać, dlatego do treningu zamierzała wprowadzić więcej gimnastyki. Rozluźnienie powinno pojawić się już w ruchach kopytnego, powinien też być już nieco spokojniejszy i bardziej ogarnięty. Amerykanka stale aktywizowała zad kopytnego, coby nie zapominał o pracy nad nim. Jego chód powinien być sprężysty, elastyczny i lekki. Podczas stępowania ponownie zjechali na środek areny, gdzie kreślili rozmaite wolty, półwolty i łuki - mniej i bardziej wymagające. Ogiera ograniczała łydka oraz dosiad, żeby nie zmieniał tempa. Dodatkowo pomoce do wygięć były dość mocne, czytelne dla konia. Jeśli Dark miał problemy z wykonaniem jakiejś figury, powtarzali ćwiczenie aż do skutku. Potem wrócili na ślad i tam dziewczyna serwowała już hanowerowi dyskretniejsze pomoce, dając mu jednocześnie większe pole do popisu. W końcu dosiadem zaczęła regulowała wykrok karusa; na dłuższych ściankach prosiła go o wyciąganie wykroku, natomiast na krótkich o skracanie. Potem powrót do ustawienia i kilka serpentyn, ósemek oraz mniej i więcej wymagających łuków - podczas wykonywania tych ćwiczeń dziewczyna pilnowała poprawnego wygięcia hanowera i tempa.
Po wyjechaniu do końca narożnika i pojawieniu się na długiej ścianie, blondynka wykonała półparadę i dała Darkowi subtelny sygnał do kłusa od razu narzucając mu swoje tempo. Jeśli sześciolatek wyrwałby się za szybko do przodu, dziewczyna tak jak poprzednio wykonała ograniczające półparady. Kłus o jaki prosiła karego miał być sprężysty, energiczny i elegancki.
//O Jezu, zero weny, sorry za to pomieszanie z poplątaniem Dark Tirith - 2015-02-06, 23:14 Bynajmniej przez dłuższy czas żadne argumenty nie dawały przekonać karego, że trzeba zwolnić. Wręcz odwrotnie. Chciało mu się jeszcze bardziej przyśpieszać, aby jak najszybciej rozładować nadmiar energii, której skumulowało się co nie miara w czasie tych kilku miesięcy nic nierobienia. Szarpnął niecierpliwie wodzami, tym samym pewnie przy okazji trochę denerwując Sarę, ale w sumie był nawet usprawiedliwiony ze swojego zachowania.
Dopiero kiedy wjeżdżali na przekątną, nieco ogarnął swoje niezbyt grzeczne zachowanie, delikatnie spuszczając łeb ku dołu. Rozszerzył chrapy, kątem oka spoglądając na blondynkę, która być może nie była zadowolona z zachowania swojego podopiecznego. Ba, na pewno. Z każdym krokiem wybijał coraz mniej, a jego krok stał się miękki i elastyczny. Kilka przy tych bardziej wymagających woltach wybijał się tempa, ale chwilę potem wracał do swojego taktu. Położył uszy po sobie, kiedy przy schodzeniu na ślad natrafił na trochę głębsze zagłębienie w piasku, na szczęście w odpowiednim momencie łapiąc równowagę. Gdyby nie to, pewnie teraz po raz któryś leżałby jak długi. Przekrzywił łeb trochę bardziej na bok, żeby sprawdzić, czy Sara nadal pewnie siedzi w siodle i nic jej się nie stało. Na początku miał problemy z wyciąganiem kroku, ale przy odpowiednich pomocach z strony właścicielki zrobił to najpierw w miarę poprawnie, aby później wykonać ten element niemal bezbłędnie. Natomiast skracanie wyszło mu już za pierwszym razem. Z każdą chwilą coraz bardziej wczuwał się w 'klimat' treningu, pracując wręcz z podwójną ochotą. Tak jak Amerykanka przewidziała, hanower aż zbyt energicznie przyłożył się do tego, żeby przejść do kłusa. Jednak odpowiednio upomniany z nienaganną elegancją stawiał kopyta na ziemi.Diego Montana - 2015-02-10, 22:02 Przyszedł z ogierem na arene zewnętrzną, prowadził go na luźnej wodzy lecz nie obijali się po drodze. Bo znając charakter siwka to pewnie zaciągnął by go tam siłą w pięć sekund jakby znał drogę Po dotarciu na miejsce dostrzegł drugą parę, dziewczynie skinął tylko głową i wszedł z Valkiem jak zwykle oprowadził go w ręce dookoła nie przeszkadzając tamtym by zatrzymać go w rogu, dosiąść i wypchnąć do stępa poprawiając to i owo.Warlike Stradivarius - 2015-02-11, 09:02 .....Oj, Ty chyba Stradivariusa nie doceniasz. xD
.....Po pierwsze, gdyby znał drogę, z chęcią zaciągnął by tam Diego nie tyle w pięć sekund, co w trzy. Albo i dwie, albo i wyszedłby poza pojęcie czasu i z radością zmaterializowaliby się w dwójkę na arenie zewnętrznej w mniej niż ułamek sekundy. Po drugie jednak Warlike człowieka szanował i nie ciągnąłby go tak bezwładnie po ziemi. xD W ogóle by nie ciągnął, nawet by za bardzo nie wyprzedzał, a jedynie starałby się popędzać. Czy pan Montana przypomina sobie choć jedną sytuację w której Stradivarius zacząłby ciągnąć i nie słuchać się? ^^
.....Oczywiście, wedle tradycji, szedł grzecznie u boku jeźdźca, a tempo jakim się poruszali było zdecydowanie za wolne (za wolne byłoby nawet wtedy, jeśli by przekroczyli prędkość światła). Nie wyprzedzał jednak, nie ciągnął, dostosował się do prędkości człowieka, starając się mimo wszystko popędzić go delikatnym i przyjacielskim trącaniem w ramię. Parskał i rżał radośnie, bo energia nadal go rozpierała.
.....W końcu wprowadzony na arenę dał się spokojnie oprowadzić a potem dosiąść, ruszając natychmiast po otrzymaniu sygnału. Tradycyjnie, poruszał się energicznie, z gracją, wkładając całe serce w wykonywane ćwiczenie już na samym początku. Druga para kompletnie mu nie przeszkadzała, nie zwracał na nich uwagi. Najważniejszy był teraz Diego, Stradivarius, ich ćwiczenia i otoczenie.Diego Montana - 2015-02-12, 22:00 Za pewne ale chyba wolałabym się nie przekonywać na swojej skórze co on potrafi No nie przypomina sobie ale nigdy nie wiadomo co ośmiolatkowi do łba mogłoby strzelić prawda? Próbował okiełznać nieco jego radość ale nie było to wcale proste, w końcu chyba się uciszył kiedy chłopak na niego wsiadł. Robili standardowo to samo co wcześniej po 3 koła na lewą stronę, zjazd do środka zmiana kierunku 3 koła na prawą potem znowu zjazd do środka i zmiana kierunku. Po najechaniu na ścianę zrobili na długiej-stęp wyciągnięty, na krótkiej zebrany potem znowu zjazd do środka i przejście do kłusa. Oczywiście dawał ogierowi wszelakie pomoce wodzą, dosiadem i łydką ale wiedział że nie potrzebował aż takiego pilnowania. Potem znowu to samo po 3 koła na lewą stronę, zjazd do środka zmiana kierunku 3 koła na prawą potem znowu zjazd do środka i zmiana kierunku. Po najechaniu na ścianę zrobili na długiej-stęp wyciągnięty, na krótkiej zebrany potem znowu zjazd do środka i przejście do galopu i powtórka po 3 koła na lewą stronę, zjazd do środka zmiana kierunku 3 koła na prawą potem znowu zjazd do środka i zmiana kierunku. Po najechaniu na ścianę zrobili na długiej-stęp wyciągnięty, na krótkiej zebrany potem znowu zjazd do środka i przejście do najpierw do kłusa potęp stępa. Pochwalił go klepiąc po szyi, po rozgrzewce mogli przejść do prawdziwych ćwiczeń ujeżdżeniowych w pełnej krasie. Stajenny poproszony przez Diego zrobił im mini czworobok w którym wcześniej się rozgrzewali z literkami z taśmy tylko ale zawsze coś. Teraz szli stępem poza "czworobokiem" ale miało się to zmienić zaraz.