Julia - 2015-01-29, 14:17 Rzólcia przyprowadziła Pandemonium na duży maneż, żeby poćwiczyć z nim dzisiaj trochę skoków. Nie pozostawiła mu za dużo luzu, bo poznała już jego sztuczki w stajni, a nie chciała mu na takie zabawy pozwolić. Upomniała głosowo, żeby był grzeczny, po czym wprowadziła na duży maneż. Poprawiła popręg i dostosowała długość strzemion, po czym poklepała konia po szyi i oprowadziła jedno okrążenie z ręki dookoła maneżu, żeby mógł zapoznać się z otoczeniem, wszystko obejrzeć i obwąchać, żeby później nic go nie dekoncentrowało. W razie potrzeby zrobili jeszcze jedno okrążenie, jeśli wynikły jakieś problemy.
Później dziewczyna zatrzymała ogiera gdzieś z boku i - raz jeszcze sprawdzając czy wszystko jest okej - założyła kask na głowę i szybko wskoczyła na grzbiet folbluta, robiąc to dość lekko, bez nadmiernego obciążania jednego z jego boków lub też mocnym opadaniem w siodło, jakby ważyła dwie tony. Zaraz też dała ogierowi łydkę do stępa, aby ruszył wzdłuż ściany.Pandemonium - 2015-01-29, 15:57 Oczywiście całą drogę próbował wyprzedzać Julię i przyśpieszać,tym razem jednak nie przyszło mu tak łatwo, co przyjął z lekką frustracją i zniecierpliwieniem. Niestety Pandemonium lubił dominować i ten, kto potrafił zdominować jego, może się czuć zaszczycony.
Podczas oprowadzania go po maneżu był prawie spokojny, nadal od czasu do czasu próbując ją wyprzedzać, lub dla odmiany ociągał się w ślimaczym tempie. Gdy dziewczyna zatrzymała go zapewne w narożniku spokojnie stał i pozwolił sobie wsiąść na grzbiet, a gdy dostał łydkę do stępa, ruszył płynnie najniższym chodem i przez kilka minut był spokój. Po chwili jednak Demon uznał, że "spacerują" sobie za wolno. Folblut jako były wyścigowiec był raczej zwolennikiem szybszych chodów, zwłaszcza, gdy miał w sobie dużo nakumulowanej energii. Toteż po chwili stępa spróbował przyśpieszyć. Jeżeli dziewczyna skorygowała jego tempo ponownie przez chwilę stępował, by spróbować ponownie. Uparte to było tak samo jak złośliwe.Julia - 2015-02-02, 20:49 Przy każdej próbie przyspieszenia, dziewczyna owszem korygowała jego tempo, żeby Pandemonium zanadto jej się nie rozpędzał. Chciała, aby zaczęli rozgrzewać się tak jak należy, a nie od końca. Nikt przecież nie chciał kontuzji, prawda, złośliwcze?
Uznajmy jednak, że jakoś z licznymi upomnieniami udało im się iść jako tako równym stępem. Julia zaczęła więc kręcić z koniem różnorodne kółka, serpentyny, wolty, wężyki... Zaczęła od delikatnych łuków, gdzie wygięcie nie było zbyt wyraźne, choć mimo to amazonka tego pilnowała. Na kołach zaczęła od dużych średnic, żeby stopniowo je zawężać, aby zwiększyć wygięcie. Pilnowała go, aby ogier nie zrobił z koła kwadracika. O nie, nie. Nie ma. Stępowali przez kilkanaście minut, dziewczyna na bieżąco korygowała niedociągnięcia.
Po odpowiednim rozstępowaniu, dała Pandemonium łydkę do kłusa, z czego pewnie się ucieszył. Nie pozwoliła mu jednak od razu zacząć pędzić na złamanie karku, nie ma. Od razu narzuciła tempo średnie, nie ślimacze, ale i nie wyścigowe. Zaczęła też rytmicznie anglezować, prowadząc wierzchowca wzdłuż ściany.Pandemonium - 2015-02-02, 21:17 No tak, logiczne było, że najpierw powinien się dobrze rozgrzać, a dopiero potem szarżować na wyższe chody, ale mimo niewątpliwej inteligencji Pandemonium nie zawsze działał logicznie, zwłaszcza nabuzowany energią. Po każdej korekcie tempa parskał z niezadowoleniem, podrzucając lekko łbem, lub podbijając zadem. Co prawda złośliwiec, nie był jednak aż takim agresorem żeby gryźć, kopać, albo zrzucać z siodła. Z resztą on też kalkulował i analizował z kim na co może sobie pozwolić. Ostatecznie uznają, że jest zbyt agresywny, lub nieposłuszny i nikt go na trening nie weźmie, a Demon dostanie szajby i w końcu rozwali boks na drzazgi.
Kiedy jednak akurat nie próbował wykręcić jakiegoś numeru naprawdę przykładał się do tego co robili. Po przejściu jednego lub dwóch okrążeń w trochę szarpanym stępie zjechali na środek do serpentyn, wolt i wężyków. Na łukach jego wygięcie było bez zarzutu, nie wypadał ani łopatką ,ani zadem, nie mógł jednak powstrzymać się całkiem od swoich numerów. Jeden łuk "skrócił" za wcześnie, drugi wydłużył zanadto, lecz przynajmniej cały czas poruszał się żywym ale stałym stępem, bez szarpania się. Kiedy akurat nie robili figur, Demon nie byłby sobą, gdyby czasem czegoś nie wywinął, uznajmy jednak, że rozstępował się dobrze.
Po otrzymaniu łydki do kłusa, karosz zarżał niemal radośnie i nastąpiło płynne przejście do wyższego chodu, jeśli jednak Julia tego nie przypilnowała kłus szybko zmienił się w galop, a po korekcie ze strony dziewczyny sześciolatek niechętnie zwolnił do żywego, energicznego, eleganckiego kłusa. Trzeba mu było oddać jednak sprawiedliwość, że gdy akurat czegoś nie kombinował starał się, był zaangażowany, skupionyJulia - 2015-02-03, 09:22 Julia spodziewała się tego, co ogier może wywinąć, dlatego odpowiedniego tempa pilnowała już od samego początku i w galop przejść tak od razu mu nie pozwoliła. Najpierw kłus.
Tak więc zrobili kilka okrążeń wokół maneżu, a Julia chwaliła ogiera za dobre wykonywanie ćwiczeń jeśli akurat się nie szarpał i nie próbował wyrywać do przodu. Żeby Pandemonium nie zanudził się na śmierć, para zaczęła zaraz wykręcać różnorodne łuki, tak jak i w niższym chodzie. Serpentyny, wężyki, wolty, koła, ósemki... Okręgi znowu zaczęli od dużych średnic, zmniejszając je stopniowo. Dziewczyna starała się, aby było to symetryczne i z właściwym wygięciem, bo poznawszy się na tendencji ogiera do skracania czy też wydłużania łuków, nie podobała jej się bezkształtność wykonywanych figur. Postarała się, aby tym razem jednak usłuchał się jej bardziej, żeby łuki wychodziły lepiej.
Rozkłusowanie trwało w sumie kilka długich minut, w których anglik prawdopodobnie nie mógł doczekać się tego, co właśnie miało nastąpić. Dziewczę posłało mu pomoce do zagalopowania! Jednak spodziewając się dynamicznej reakcji wierzchowca, od razu narzuciła mu tempo średnie, nie pozwalając rozpędzić się do dzikiego cwału.Pandemonium - 2015-02-03, 13:46 No cóż, mimo, że Julia wykazywała się czujnością i korygowała jego tempo, Pandemonium nie przestawał próbował od czasu do czasu przyśpieszać. Kiedy jednak akurat się nie szarpał i podczas wykonywania figur, przy których niespecjalnie miał możliwość walczenia z tempem, naprawdę się przykładał, bo pomimo złośliwej natury, był ambitny.
Podczas robienia wężyków, serpentyn, ósemek i kół jego wygięcie było prawidłowe i nawet specjalnie nie kombinował, jedynie raz czy dwa skracając za bardzo jakiś łuk, nie wypadając jednak przy tym i pilnując wygięcia. Po powrocie na ścianę nadal od czasu do czasu próbował przyśpieszać.
Po otrzymaniu pomocy co zagalopowania, Pandemonium nie wahał się ani chwili. Jego mięśnie były rozgrzane, kończyny rozciągnięte, był więc na to gotowy. Płynnie przeszedł do najwyższego chodu, od razu próbując narzucić szybkie tempo, pracując aktywnie nogami. Kary folblut mógł się jednak spodziewać, że dziewczyna będzie pilnować jego tempa, by nie było ono za szybkie i faktycznie po chwili zwolnił do średniego galopu.Krugerrand - 2015-02-03, 19:04
Christian napisał/a:
Nie omieszkał go za ową zmianę, przyjemną zmianę w pysku pochwalić. Naprawdę chciał go do współpracy zachęcić, nieprzyjemnym stając się tylko jeśli on pokazywał taką współpracę. Tak samo tyczy się monotonni jazdy, częste do zaobserwowania w życiu naszym, prywatnym, że tak nawiąże, jest bezmyślny plan treningowy, którym szczycą się co poniektórzy. Trudno w takim wypadku nie oceniać co poniektórych "jeźdźców", którzy otępiają i uwsteczniają swoje rumaki, ale no tak, przecież to był bardzo przemyślany trening, wszyscy są wszechwiedzący, a pomoc z dołu to przecież wstyd i hańba. Żałosne, ale dobra, nie rozwodzę się nad tym dalej, bo to dość ciężki i rozległy temat.
W galopie na początku skupił się trochę bardziej na sobie, chcąc zgrać się jak najlepiej dosiadem z ogierem, w końcu miał mocną, długą foule, zazwyczaj jeździł na mniejszych, więc musiał dać sobie dwa kółka na przystosowanie, nie był alfą i omegą i od początku nie był w stanie idealnie usiąść. Nie róbmy z niego Boga. Wracając do wolt, zarówno te duże i mniejsze robił w skróceniu (zapomniałam napisać) brał go wtedy na siebie, wycofując jeszcze bardziej niż wcześniej, na elastycznym dla niego kontakcie, ale jednak z mocnym zaangażowaniem zadu, na którym się skupił dość intensywnie Christian. Pochwalił go za późniejsze przejścia, przy tych pierwszych jednak trochę z nim walcząc, po prostu dziwił go fakt, że mimo "przyjemności", jaką dawał bardzo lekkim i subtelnym kontaktem, nadal mu coś nie odpowiada. Nie wiedział, że był aż takim typem konia idącego do przodu. Trudno by był tego świadom, pierwsza jazda, jeszcze info od właściciela nie dostał. Widząc, że z lotnymi też większego problemu chłopina nie a, przy odpowiedniej zmianie punktowanego dosiadu, ustawienia wiążącego się również ze zmianę korygującej łydki, przeszedł do stępa, dając mi chwilę odsapnąć. W końcu zbliżali się do głównego celu dzisiejszego treningu, rozruchu skokowego przed zawodami - no i nie ma co ukrywać, próby zgrania się z chłopem.
Skinął na chłopaka, który wcześniej pomagał przy drągach i poprosił o ustawienie tego co chciał.
>> TADAM <<
Przez czas kiedy chłopak męczył się z przeszkodami stępowali na trochę luźniejszym kontakcie, a kiedy Christian zauważył, że tamten kończył, pomału zaczął wracać do wcześniejszego ustawienia. Następnie zakłusował w wyższym ustawieniu, przygotowując go już pomału do podniesienia przodu. Zagalopowanie z lewej nogi - tu wymagał dobrej fouli, kontaktu i raczej wysokiego ustawienia, nie majzlował jednak przesadnie, nie skupiał się na żadnym ganaszowaniu i innych tego typu, wymagał tylko dobrego kontaktu z odciążonym przodem. Tym sposobem najechał z lewej rogi na kopertę (nr 7) mającą obecnie 80 cm, znów ręce typu korytarz, siedział na dupie czekając do samego końca i tym samym pilnując by nie spłynął pchał go łydką. Sam starał się zachować równowagę i nie kombinować na pysku co jest częstym błędem w dojeździe do przeszkody. Łydka przed skokiem i dopiero w momencie odbicia się jego przodów od ziemi wejście w półsiad, idąca ręka za nim (nadal na stabilnym kontakcie), po czym lądowanie na lewo od razu powrót do ustawienia przed przeszkodą i mocna foula w galopie za przeszkodą (nr 3) w lewo.
{Na razie jedna, by zobaczyć reakcję. }
Galopując swoim, luźnym krokiem zastrzygł uszyskami i machnął ogonem, który uderzył mocno w stawy skokowe. Bulwersował się, najzwyczajniej w świecie nie lubiąc tak od samego początku skracać się mocno. Szło mu to opornie, ale w końcu zachęcony, wycofał się mocno angażując zad do wykonywanych w tym tempie wolt. Z ich kształtem nie było żadnego problemu, ponadto ogier swobodnie poruszał się w korytarzu utworzonym z pomocy jeźdźca.
Wreszcie zwalniając krok poparskiwał chwilę, usilnie wypychając pysk do dołu pod pretekstem usunięcia czegoś z nozdrzy. Interesując się chwilę tym co robi chłopak, stojący na maneżu. Patrzył na przeszkody, które powoli budował. Wiedział, że były one dla niego, a nie kogoś innego.
Przemieliwszy wędzidło w pysku, ponownie wrócił na swobodny kontakt, ruszając mocnym krokiem kłusa. Zaokrąglił się cały, a potem ruszył swobodnie galopem. Nie próbował nawet wyciągać szaleńczo kłusa. Zostając w dopasowanym tempie, zmienił chód dopiero w galopie próbując coś wyciągnąć.
Zbliżając się w stronę przeszkody, szarpnął pyskiem i odbił się mocno z zadu atakując przeszkodę. Nie zamierzał zwolnić, wychodząc ze sobą na sam środek bitwy, którą zresztą rozpoczął. Gdzieś w między czasie zaparł się na wędzidle, by utrudnić dojście do siebie, toteż jeżeli Christian próbował i nie zszedł z nim na woltę to albo Niemiec skoczył w swoim stylu, z średnim wybiciem i pędzeniem jak głupi, albo dał się ogarnąć w ostatnich trzech foulach i wybił się zdecydowanie mocniej i lepiej. Tak czy siak ułożył się podczas skoku, wyginając szyję w łuk, zaś nogi podciągając. Następnie lądowanie i dalej galop na lewą stronę. Już spokojniejszy niż przedtem.Julia - 2015-02-09, 09:45
Pandemonium napisał/a:
No cóż, mimo, że Julia wykazywała się czujnością i korygowała jego tempo, Pandemonium nie przestawał próbował od czasu do czasu przyśpieszać. Kiedy jednak akurat się nie szarpał i podczas wykonywania figur, przy których niespecjalnie miał możliwość walczenia z tempem, naprawdę się przykładał, bo pomimo złośliwej natury, był ambitny.
Podczas robienia wężyków, serpentyn, ósemek i kół jego wygięcie było prawidłowe i nawet specjalnie nie kombinował, jedynie raz czy dwa skracając za bardzo jakiś łuk, nie wypadając jednak przy tym i pilnując wygięcia. Po powrocie na ścianę nadal od czasu do czasu próbował przyśpieszać.
Po otrzymaniu pomocy co zagalopowania, Pandemonium nie wahał się ani chwili. Jego mięśnie były rozgrzane, kończyny rozciągnięte, był więc na to gotowy. Płynnie przeszedł do najwyższego chodu, od razu próbując narzucić szybkie tempo, pracując aktywnie nogami. Kary folblut mógł się jednak spodziewać, że dziewczyna będzie pilnować jego tempa, by nie było ono za szybkie i faktycznie po chwili zwolnił do średniego galopu.
/Sorry, że mnie tak długo nie było, ale wracałam do Ełku przez pół Polski i wiesz... Zahaczyło się o kilka innych miast po drodze. xD
Zapewne część jego sztuczek mimo wszystko ogierowi się udawała, Julia jednak starała się maksymalnie nie dopuszczać do tego typu działań i nagradzała posłuszne sprawowanie głosowo i klepaniem po szyi. Nagrodziła też dostosowanie się do narzuconego tempa galopu.
Wpierw pozostawiła ogierowi dość swobodnie rozgalopować się na obie strony, ze zmianą kierunku po przekątnej. Pozwoliła mu pobiec odrobinę szybciej niż średnim tempem, uważała jednak, żeby też nie pędzili na złamanie karku. Bez przesadnej kontroli, ale i bez przesadnego luzu, o. Następnie nieznacznie zebrała wodze, regulując tempo i rytm. Ponownie wróciła z koniem w tempo średnie w którym tak jak i w niższych chodach wykręciła z ogierem dość sporo łuków, serpentyn, wężyków i kół, tradycyjnie zaczynając od dużych średnic, kończąc na mniejszych. Pilnowała wygięcia, nagradzała właściwe wykonywanie zadań i nie pozwalała się ogierowi obijać czy też kombinować.
Zrobiła z Pandemonium również kilka przejść do niższych chodów i poprosiła stajennego o ustawienie pierwszej przeszkody. Po rozgrzewce, aby ogierowi się nie nudziło, Julia nadal kręciła z nim w kłusie różnorodne figury wokół maneżu. Nie chciała, aby zanudził jej się tutaj, aby stracił zainteresowanie. Oczywiście nawet teraz pilnowała właściwych wygięć, właściwego tempa, właściwie anglezowała i takie tam...
Wkrótce pierwsza z przeszkód była gotowa, była to prosta, niewysoka stacjonata w ramach rozgrzewki. Sześćdziesiąt centymetrów, akurat aby sprawdzić jak koń się zachowa. Nie powinien mieć z nią problemów.
Dała ogierowi pomoce do zagalopowania, zrobiła z nim jeszcze jedno czy dwa okrążenia w których zadbała o właściwe ustawienie. Dosiadem dociążyła zad folbluta, odciążając tym samym przody. Ogier powinien z zadu się wręcz wybijać, co było potrzebne w skokach.
Po tym przygotowaniu do skoków Julia zadbała o prostopadły najazd na środek przeszkody ustawionej idealnie na środku maneżu. Pilnowała właściwego tempa, aby nie podchodzili do przeszkody zbyt szybko, ani zbyt wolno. Nie pozwalała też aby spływał jej na boki, czy próbował w jakikolwiek sposób uciekać z kontaktu i ustawienia. W odpowiednim momencie dała ogierowi sygnał do wybicia i płynnie podążyła dłonią za jego pyskiem, pozwalając aby zapracował szyją. Przeszła do półsiadu zgrywając się z ruchem konia i miejmy nadzieję gładko przefrunęła na drugą stronę. Po skoku miękko wróciła w siodło, równomiernie obciążając oba strzemiona. O ile skok się udał, pochwaliła Pandemonium.Pandemonium - 2015-02-09, 11:36 I dotarłaś w końcu? :D
Parsknął zadowolony, że dostał trochę luzu w galopie, by mógł swobodnie się rozgalopować. Od razu skorzystał z okazji i obrał trochę szybsze tempo niż średnie, mimo to nie cwałował na łeb na szyję, świadom tego, że jest na maneżu, a nie na torze wyścigowym i że Julia mogłaby różnie na to zareagować, lub nawet nieprzygotowana, nie utrzyma się w siodle. Mimo zwiększonego tempa nadal przykładał się do tego co robił, raczej nie żeby zrobić dobre wrażenie na Julii, ale po prostu dla własnej satysfakcji. Lubił czasami się popisywać. Zmienił kierunek w galopie po przekątnej, po czym po chwili dziewczyna zebrała nieco wodze, wracając do średniego tempa. Tym razem przynajmniej na chwilę Pandemonium powstrzymał się od swoich sztuczek, skupiony na tym co robi. Podczas kręcenia wężyków, luków i kół pilnował wygięcia, zgodnie ze średnicą danego łuku. Jeśli średnica była mniejsza, zwiększał wygięcie. Tylko raz za wcześnie ściął łuk, sprawiając, że stał się bezkształtny, robiąc to z czystej złośliwości. Demon nie byłby oba, gdyby całkiem powstrzymał się od złośliwych "żartów". Oczywiście większość z nich mu się nie udawała, jednak od czasu do czasu, mimo usilnych prób Julii jednak mu się udawało. Przy przejściach do niższych chodów płynnie zwalniał, lub przyśpieszał w zależności do jakiego chodu robili przejście.
Podczas gdy stajenny ustawiał pierwszą przeszkodę oni robili figury w kłusie. Kiedy akurat nic nie kombinował, ogier przykładał się, nadając swojemu wykrokowi elegancję, i sprężystość. Ochoczo zagalopował, trzymając się jednak średniego tempa, którego z pewnością pilnowała dwudziestolatka.
Po zrobieniu jednego okrążenia i nakierowaniu folbluta prostopadle na środek 60 cm stacjonaty, karus widząc przed sobą przeszkodę zarżał i podrzucił łbem, próbując trochę przyśpieszyć. Jednak poza pilnowaniem jego tempa, sześciolatek zastosował się do pomocy i przed stacjonatą wybił się energicznie i gładko pokonał stacjonatę. Po przeskoczeniu pierwszej przeszkody oddał z zadu, okazując radość, lub po prostu spuszczając z siebie dodatkowo trochę energii, trudno ocenić.Julia - 2015-02-11, 09:17 /A dotarłam. ;P
Pochwaliła konia za dobry skok, nawet tak łatwy. Nie pozwoliła oczywiście mu się ani zanadto rozpędzić po przeszkodzie, ani zwolnić do niższego chodu, utrzymała go w galopie. W czasie kiedy oni pokonywali pierwszą przeszkodę na maneżu wyrosła już kolejna - 60 cm okser. Też nie najwyższy, ale już odrobinę trudniejszy od poprzedniej przeszkody. Nadal niski, bo nadal były to skoki bardziej rozgrzewkowe, żeby wyczuć konia i jego możliwości.
Nakierowała więc ogiera na ową przeszkodę, wszystko robiąc tak samo jak poprzednio. Zaczynając od prostopadłego najazdu bez zjazdów na boki, na pomocy w ocenie miejsca wybicia, oddaniu wodzy i przejściu do półsiadu kończąc. Wszystko odbyło się identycznie, więc raczej problemów z samym skokiem para mieć nie powinna. Przefrunęli nad przeszkodą, a przy lądowaniu Julia mocniej obciążyła strzemię po stronie prawej, żeby koń skręcił właśnie w tamtym kierunku. Pochwaliła konia za oddanie dobrego skoku klepaniem po szyi. Czekała na prawo od nich ta sama stacjonata, nieznacznie jednak podwyższona, bo do 80 cm. Skok już odrobinę trudniejszy, z pewnością jednak nie przekraczający umiejętności Pandemonium.
Julia dopilnowała właściwego tempa, jeśli wierzchowiec przyspieszał, nieco go zahamowała, jeśli jednak zwalniał, nieco go pogoniła. Ponownie nakierowała go prostopadle na sam środek przeszkody i pomogła w ocenie miejsca wybicia przed przeszkodą. Oddała wodzę, żeby dać zapracować szyją, przeszła do półsiadu zgrywając się ruchem konia i tak dalej, i tak dalej, aż do lądowania po drugiej stronie przeszkody. Pochwaliła folbluta i tym razem. Jeśli konia opuściła część energii, pozwoliła mu przejść do kłusa, a dalej do stępa, żeby nieco odsapnąć, jeśli jednak nie potrzebował jeszcze chwili wytchnienia, pokierowała go na kolejną powstałą na maneżu przeszkodę.Pandemonium - 2015-02-11, 12:18 Po pokonaniu przeszkody o otrzymaniu pochwały, na którą zareagował zastrzyżeniem uszami i dumnym parsknięciem, utrzymał tempo w kłusie, miał tendencję do przyśpieszania dopiero przed przeszkodą, więc jeżeli Julia nie chciała, żeby zanadto przyśpieszał, tego tylko musiała pilnować. Widząc kolejną przeszkodę, która wyrosła na maneżu dzięki sprawności stajennego, podrzucił lekko łbem i zarżał, był jednak skupiony i zaangażowany. Dobrze reagował na pomoce od dziewczyny, najechał prostopadle na środek przeszkody. Przydatna była pomoc dwudziestolatki w ocenie miejsca do wybicia. Pandemonium w odpowiednim miejscu wybił się energicznie, ale z gracją i bez problemów przefrunął nad okserem, bardzo z siebie zadowolony.
Po wylądowaniu skręcił wedle pomocy jaką otrzymał, kierując się na podwyższoną do 80 centymetrów stacjonatę, przy której wszystko odbyło się podobnie.
Pandemonium miał to do siebie, że bywał złośliwy, robił te swoje numery, ale w momencie, gdy dochodziło do skoków, nigdy nie wyłamywał przeszkód, starał się współpracować z jeźdźcem, lub po prostu robić swoje, przy drobnej pomocy jeźdźca. Demon niestety miał taki pogląd na sprawę: to on skacze, odrywa się od ziemi, a człowiek to tylko dodatkowy ciężar na grzbiecie, który czasem się przydaje: pomaga znaleźć odpowiedni moment na odbicie, odciąża, oddaje wodzę, żeby ogier nie dostał wędzidłem po zębach. Niemniej przy odrobinie starań można było zaangażować folbluta nie tylko do stopnia, w którym on robi swoje, a człowiek swoje, ale do wzmożonej współpracy.
Przed przeszkodami miał tendencję do przyśpieszania, jednak skoro Julia go hamowała, przyśpieszenie to był nieznaczne. Po najeździe na podwyższoną stacjonatę wszystko odbyło się jak poprzednio i sześciolatek pokonał przeszkodę bez większych problemów. Pozytywnie zareagował na otrzymaną pochwałę i przeszedł do kłusa, nie chciał jednak zwalniać do stępa. To prawda, część energii z niego zeszła, ale tym lepiej, bo trochę się uspokoił. Był raczej wytrzymały i nie pokazywał większych oznak zmęczenia.Julia - 2015-02-13, 12:12 Skoro Pandemonium zwolnił, dziewczyna pozwoliła mu trochę pokłusować, w odpowiednim jednak momencie dała pomoce do zagalopowania. Kierowali się na przeszkodę o wysokości 80 cm, tak zwany pijany okser. Coś innego. Nie chciała zanudzić folbluta ciągle tymi samymi przeszkodami, dlatego wydała stajennemu polecenia do urozmaicania przeszkód. Tak samo jak w przypadku poprzednich przeszkód, najazd był prostopadły na środek w odpowiedniej prędkości. Nie za szybko, żeby przy lądowaniu koń się nie potknął i nie zrobił sobie krzywdy, ale i nie za wolno, żeby ogier mógł się swobodnie wybić. I tym razem amazonka dała folblutowi sygnał do wybicia w odpowiednim, wyliczonym już z daleka miejscu. Oddała wodzę, przeszła do półsiadu, płynnie zgrała się z ruchem wierzchowca, możliwie nie zaburzając jego naturalnego skoku.
Julia cały czas starała się utrzymywać kontakt z koniem nie tylko za pomocą wodzy czy siodła, ale i kontakt taki bardziej emocjonalny. Chciała aby ogier współpracował z nią z chęcią, żeby nie zapominał, że ona ciągle tam jest. Dlatego właśnie go chwaliła po każdym skoku, od czasu do czasu głaskała po szyi, czy mówiła coś przyjemnego. Koń który współpracuje nie tylko ze względu na powieszony na nim sprzęt jest lepszym koniem. Przynajmniej tak zawsze twierdziła Julia.
Pokierowała folblutem na ścianę i ponownie pozwoliła zwolnić. Nie pozwoliła jednak na obijanie się, bez powłóczenia kopytami po ziemi. Nadal oczekiwała skupienia, aczkolwiek ogier miał teraz chwilę na rozluźnienie. W czasie kiedy oni stępowali lub kłusowali dookoła (zależnie od tego co Pandemonium przypadło bardziej do gustu), przeszkody były zmieniane. Stajenny ustawił teraz dwie stacjonaty po 80 cm każda w szeregu, tworząc przeszkodę wieloczłonową. Między pojedynczymi członami pozostawało miejsce na jedno foule. Takie ot, nieco trudniejsze ćwiczenie.
Tak więc Julia posłała Pandemonium pomoce do zagalopowania i nakierowała na początek szeregu. Pomogła w ocenie miejsca wybicia, oddała wodzę, zgrała się z ruchem konia... Po lądowaniu nie pozwoliła konikowi zanadto się rozpędzić, dała jednak w odpowiednim miejscu sygnał do wybicia, tak aby nie wrąbali w przeszkodę, a gładko przeskoczyli nad nią. Jeśli udało im się pokonać szereg, amazonka pochwaliła ogiera i nakierowała go nań jeszcze raz, robiąc zwrot w narożniku. Drugie pokonanie szeregu wyglądało identycznie jak pierwsze. Jeśli i tym razem się udało - ogier został pochwalony raz jeszcze i dostał możliwość zwolnienia.
Znowu zaczęli krążyć dookoła, w trakcie gdy przeszkody ulegały kolejnej ewolucji.Pandemonium - 2015-02-13, 13:05 Kłusowali przez chwilę, podczas gdy stajenny zapewne manipulował przy przeszkodach. Pandemonium bez problemu zagalopował po otrzymaniu takiego sygnału. Był skupiony i zaangażowany w pracę, co sprawiało, że w obecnej chwili jego wybryki i sztuczki zostały ograniczone do minimum.
Po zagalopowaniu Julia pokierowała Demona na pijany okser o wysokości 80 cm. Jak zwykle przed przeszkodą folblut przyśpieszył, lecz było to przyśpieszenie nieznaczne. I tym razem przed przeszkodą sześciolatek zareagował poprawnie na pomoce od kobiety, wybijając się w odpowiednim miejscu i podczas soku w pełni współpracując z człowiekiem, co Julia mogła uznać za sukces xd. Ogier przeskoczył oksera i parsknął zadowolony, słysząc pochwały, które były dla niego ważne, chociaż karus był na tyle inteligentnym koniem, że znał swoją wartość. Wiedział, że coś zrobił dobrze, wiedział też, gdy jeździec nie jest zadowolony z jego wybryków i sztuczek. I poniekąd o to chodziło.
Po zjechaniu pod ścianę zwolnił do kłusa, jednak wcale się nie obijał, bo w ogóle nie leżało to w jego naturze. Może zaangażowanie było mniejsze, jednak skokowiec pozostał skupiony, nie chciał się rozpraszać.
Gdy dwie stacjonaty po 80 cm każda były gotowe, Pandemonium zagalopował zgodnie z sygnałami od dziewczyny, kierując się prostopadle do pierwszej z przeszkód, najeżdżając na jej środek i jak zwykle przed stacjonatą przyśpieszając nieznacznie. Wybił się energicznie po otrzymaniu sygnału i przefrunął nad stacjonatą, współpracując z dwudziestolatką. Wiedział, że druga stacjonata jest blisko, nie pozwolił sobie więc nawet na chwilę dekoncentracji. Po pokonaniu pierwszej stacjonaty najechał zgodnie z sygnałami od Julli na drugą, gdzie wszystko odbyło się podobnie Jednak ułamek chwili, może moment nieuwagi zaważył na tym, że ogier trochę za szybko podciągnął tylne nogi i zahaczył kopytem o drąg, który jednak tylko drgnął, ale nie spadł na ziemię. Parsknął i zarzucił łbem z niechęcią, wiedząc, że się nie popisał. Autentycznie się ucieszył, gdy Julia po zrobieniu zwrotu w narożniku znowu nakierowała go na szereg dwóch stacjonat. Przy kolejnym ich pokonaniu wszystko odbył się podobnie, tym razem jednak sześciolatek był jeszcze bardziej skupiony i zaangażowany i obie stacjonaty pokonał bez zarzutu, nie zahaczając o drągi kopytem.
Po zjechaniu pod ścianę zwolnił do aktywnego kłusa, czekając, aż stajenny uwinie się z przeszkodami.Julia - 2015-02-13, 14:38 Jak dotąd, te kilka niskich i pojedynczych przeszkód miało na celu zgranie pary i sprawdzenie umiejętności konia. Jako że Pandemonium skakał dość dobrze, Julia postanowiła poprosić stajennego o zbudowanie czegoś na kształt trasy.
Tym razem czekać na przeszkody musieli zdecydowanie dłużej, aczkolwiek nie dość długo, aby ogier mógł się zanudzić na śmierć. W ramach urozmaicenia monotonnego krążenia dookoła, Julia po pewnym czasie zrobiła z nim kilka wężyków, ósemek, wolt... W końcu jednak trasa do skoków była gotowa.
Składała się ona z siedmiu przeszkód, na poziomie nieco poniżej górnej granicy wysokości przeszkód dla klasy LL. W narożniku amazonka popędziła ogiera do galopu i od razu wyrównała tempo. Naturalnie, jeszcze przed najazdem zabrała o odpowiednie ustawienie zarówno własne jak i konia. Pogalopowali w kierunku pierwszej przeszkody na swojej drodze, okser 80 cm. Pomogła w ocenie miejsca wybicia, oddała wodzę, przeszła do półsiadu, a po lądowaniu równomiernie obciążyła oba strzemiona. Pokierowała ogierem prosto, na stacjonatę 90 cm. Również w przypadku tej przeszkody pomogła w ocenie miejsca wybicia i zrobiła wszystko co powinna zrobić do płynnego zgrania się z koniem. Po lądowaniu obciążyła mocniej prawe strzemię, sygnalizując tym samym kierunek skrętu. Przed nimi wyrósł doublebarre, z czego pierwsza część przeszkody miała 60 cm, druga zaś 80 cm. Upewniwszy się, że folblut jedzie właściwym tempem nakierowała go prostopadle na środek przeszkody. Tutaj również pomogła w ocenie miejsca wybicia. Po lądowaniu znowu skręt wypadł na prawo - mocniej zostało obciążone prawe strzemię. Było to jednak dość delikatne, dziewczyna nie obciążała boków konia jakoś szczególnie mocno.
Kolejna przeszkoda, czwarta, czyli kolejna stacjonata, tym razem niższa. 80 cm. Tradycyjnie: sygnał do wybicia, oddanie wodzy, przejście do półsiadu, lądowanie. Wszystko było identycznie jak przy poprzednich skokach. Julia naprostowała delikatnym skrętem w prawo kierunek biegu, tak aby Pandemonium galopował wzdłuż ściany, prostopadle do następnej, najtrudniejszej przeszkody na trasie. Tripplebarre, 50 cm, 70 cm i 90 cm. Przeszkoda zarówno długa jak i wysoka, choć raczej nie ponad siły konia. Znowu pomogła ogierowi w ocenie miejsca wybicia, tak aby skok się powiódł. Sama zapracowała na jego grzbiecie dokładnie tak jak już kilka razy wcześniej. Po skoku dziewczyna nie obejrzała się jednak za siebie, nawet jeśli ogier zahaczył kopytami o drągi. Nic nie szkodzi.
Najazd na kolejną przeszkodę był dość długi, dlatego Julia wykorzystała ten czas na skontrolowanie każdego szczegółu. W razie potrzeby wyrównała tempo i swoją postawę.
Skręciła z folblutem nieco w prawo, tak aby najazd na następną przeszkodę (stacjonata; 70 cm) był prostopadły. Tutaj wszystko wyglądało tak samo, więc nie będę się rozpisywać. Ponownie skręcili w prawo, aby jechać równolegle do ściany Na drodze pary wyrosła ostatnia już przeszkoda, bliźniacza stacjonata. Wszystko potoczyło się tak samo, a po oddaniu skoku Julia pozwoliła ogierowi zwolnić najpierw do kłusa, a potem do stępa.
Pochwaliła go, bardzo chwaląc jego dobre sprawowanie. Niezależnie od tego czy jakiś drąg został strącony czy też nie, Julia pochwaliła Pandemonium zarówno głosowo jak i klepaniem po szyi. Dała mu sporo luzu na wodzy, aby mógł rozprostować szyję, jeśli chciał. Nie pozwoliła jednak na szaleństwo, w razie potrzeby sprowadziła wierzchowca na ziemię. Śmiem jednak sądzić, że z folbluta energii nieco zeszło, więc nie próbował za bardzo utrudniać amazonce życia. Jeśli jednak nie był dostatecznie grzeczny, Julia mogła go jeszcze z pięć razy po trasie przeciągnąć.
Dla lepszego zobrazowania.Christian Levrull - 2015-02-13, 16:39 Faktycznie Christian w dojeździe do koperty poczuł, że pomału zaczyna tracić kontrolę nad ogierem, który zaparł się by zaatakować przeszkodę bez jego ingerencji, nieco brutalnie wprowadził go na ową wolę, na której zamkniętymi pomocami i konkretnymi sygnałami starał się go ogarnąć. Po wyjeździe z wolty, na ustawionym przed chwilą Kruggu na swoje tempo i przede wszystkim na kontrolę wprowadził go na przeszkodę.
Po lądowaniu otrzymał szybką pochwałę na szyi, a chłopak skupił się już na następnej przeszkodzie. Jadąc pod długiej ścianie i mijając dwie ustawione w szeregu przeszkody (nr 2 i 3), ustawił go mocniej na zewnętrznej wodzy, spychając wewnętrzną łydką do tego ustawienia i następnie dając sygnał do wjazdu na przekątną, gdzie stał szereg na foulę (nr 4 i 5). Po zjeździe ze śladu ogier mógł poczuć nieco mniej subtelne pomoce niż wcześniej, chcąc go nieco zgasić, jeśli ten odpuścił on też odpuszczał. Naprostował go na pierwszy człon, starając się zachować pełną kontrolę w nie za szybkim tempie, nie ścigali się, to był trening mający na celu nauczyć go reakcji na kontrolujące pomoce.
Jeżeli gniadosz odpuścił mógł poczuć jak i ten odpuszcza, zostawiając go już tylko na pomocach, bez mocniejszej ingerencji w którejś z nich. Wyszukanie miejsca odbicia sygnał do skoku przed pierwszym członem (stacjonata 90 cm), wszedł z nim w półsiad, sam szykując się do lądowanie, przy którym zamknął go w pomocy, wracając w siodło i kontrolując, gdyby ten stwierdził, że warto jednak o jakąś ucieczkę przed drugim członem. Mógł poczuć tunel z wodzy, mocniejsze obciążenie jego pleców, łydkę by jednak nie tracił werwy i następnie sygnał do kolejnego skoku, wcześniej starając się go trochę podnieść, by nie wyrżnął na nos. Wejście w półsiad nad przeszkodą (stacjonata 1,1m z podmurówką). Sygnał do lądowania na lewo powrót na ścianę w aktywnym tempie, nadal jednak starając się maksymalnie panować nad każdą foulą. Stąd w narożniku zrobił większą woltę, starając się go wycofać na tył, zaokrąglić foulę, ale to wszystko bez pędzenia.
Powrót na ścianę, na krótkiej ścianie chłopak przypomniał o sobie, po czym najazd na linię z szeregiem (nr 1, 2, 3). Mógł poczuć jego pewną rękę na kontakcie i podprowadzenie do pierwszego członu (nr 1 - pijany okser wysokość 1 m) na zamkniętych pomocach podprowadzenie go, pilnowanie w łydkach i na ręce, nieco wycofany dosiad i sygnał do skoku. Półsiad, przy lądowaniu powrót w siodło, od razu korekcja tempa, 4 foule do członu drugiego (nr 2 - stacjonata 1,1 m) znów jak najbliższy odskok, gdzie otrzymał sygnał do "ataku" na przeszkodę, by miał z czego skoczyć następną ustawioną na skok wyskok (nr 3 - stacjonata gęsto zabudowana drągami 1,1m), gdzie przy lądowaniu od razu wrócił w siodło i dał sygnał do kolejnego skoku. Z czego lądowanie potem na prawo i zostanie w galopie z korekcją tempa).
{Post dupa, ale jakoś... ;< Na przypomnienie ustawienia przeszkód >klik<}