To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Mistrz Gry - 2017-03-11, 19:37
Temat postu: Jonah Wrens & Elusive
JONAH WRENS & ELUSIVE

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Wynik końcowy: 71,506 / 140 = 51,076%

Opis
- opis jeszcze się pojawi -
Przejazd rozgrywa się na małym czworoboku, 20x40m.



PRÓBA TERENOWA

57; Świetna forma; Niczym nie zakłócony przejazd, zero błędów, zero komplikacji.
133; Opór; za opór uważa się każdy przypadek w którym koń – bez względu na powód – odmawia poruszania się naprzód, zatrzymuje się, wykonuje regularne lub nieregularne półwolty, wspina się lub cofa.
129; Opór; za opór uważa się każdy przypadek w którym koń – bez względu na powód – odmawia poruszania się naprzód, zatrzymuje się, wykonuje regularne lub nieregularne półwolty, wspina się lub cofa. Przekroczenie normy czasu: +2,4 pkt


Opis
- opis jeszcze się pojawi -


PRÓBA SKOKOWA

5; Wyłamanie; wymknięcie się konia spod kontroli zawodnika i ominięcie przeszkody, którą powinien przeskoczyć lub obowiązkowego przejazdu który powinien przejechać. Wyłamanie + Przekroczenie normy czasu: 4 + 2,8pkt
40; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury. Przekroczenie normy czasu: +4 pkt

Opis
Wyłamanie na 7.


INSTRUKCJE

• Każdy z trzech przejazdów można podzielić na dowolną ilość postów.
• Poszczególne części proponuję realizować po kolei. Dopuszczam możliwość zostawienia editów celem ich późniejszego uzupełnienia, jeżeli ktoś ma ochotę zacząć od innej próby. Serdecznie proszę o nie wymieszanie ze sobą postów!
• Na początku każdego przejazdu proszę wyraźnie zaznaczyć, której próby dotyczy post.

Naomi Eaton - 2017-03-21, 23:25
Temat postu: Re: Naomi Eaton & Siviento
PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Pierwszego dnia zawodów nietrudno było dostrzec, że Naomi miała drobne problemy z zapanowaniem nad temperamentnym Siviento. Ogier od samego rana był wyraźnie pobudzony i elektryczny, co znacząco utrudniało z nim pracę; podczas rozprężenia Naomi nie udało się znaleźć skutecznego sposobu na skoncentrowanie na sobie ogiera, co jednak nie odwiodło jej od zaprezentowania go na czworoboku podczas próby ujeżdżeniowej.
Wraz z nadejściem ich kolejności, ruszyła anglezowanym kłusem wokół czworoboku, półparadami usiłując nie tylko skupić, ale także rozluźnić konia, który był ciągle "patrzący" i podminowany. Udało jej się wyegzekwować od gniadego w miarę równe, niespieszące tempo kłusa. Usiadła wówczas w siodle, by zrobić jeszcze jedno okrążenie tym razem w kłusie ćwiczebnym, po czym ostatecznie wjechała przez rozsunięte szranki na linię środkową czworoboku. Jadąc na wprost, planowała już zatrzymanie w literze X, które poprzedziła paroma półparadami mającymi na celu zrównoważenie konia i przygotowanie go do pełnej parady. We wspomnianym punkcie Naomi głębiej usiadła w siodle i domknęła rękę, zarazem podtrzymując przejście łydką, co pozwoliło jej na bardzo poprawne, równe zatrzymanie. Po nim ukłoniła się sędziom i po półparadzie ruszyła ponownie kłusem; tym razem przejście nie było już tak dobre, bo nie udało jej się uniknąć pojedynczego kroku stępa, po którym jednak nastąpił zadowalający kłus. W nim w literze C skręciła w lewo, w głowie mając już zarys kolejnego elementu programu, jakim było koło w lewo na długiej ścianie. Samo zachowanie średnicy, jak się okazało, nie stanowiło dla blondynki problemu - precyzyjnie wykonała rysunek koła, napotykając jednak problem z odpowiednim wpisaniem konia w łuk. Chociaż zewnętrznymi pomocami ograniczała szyję Siviento przed nadmiernym zgięciem, zaś zad przed wypadaniem, to prawdopodobnie na wskutek zbyt intensywnego działania wewnętrznych pomocy nie pomogła koniowi we właściwym wpasowaniu się w okrąg. Zamknąwszy koło w literze E, kontynuowała kłus wzdłuż płotków, by w narożniku wykonać zagalopowanie na lewą nogę. Poprzedziła je półparadą, dzięki czemu samo przejście należało do udanych. W galopie jednak Siviento szedł nieco za mocno, co w połączeniu z próbą przytrzymania go poskutkowało chwilowym konfliktem interesów. Na szczęście już na kole Naomi zdołała zapanować nad koniem, a nawet go rozluźnić, w czego efekcie koło rozpoczęte w literze A można było zaliczyć do udanych. Po wyjściu na ścianę udało jej się także utrzymać galop tej samej jakości, z którego między B i M przeszła do kłusa, nieco mocniej przysiadając wierzchowca i lekko domykając rękę przy jednoczesnym podtrzymaniu impulsu łydką. Jednakowo postąpiła w literze C, w której nastąpiło przejście do stępa pośredniego - niestety ze względu na obecność budki sędziowskiej w tym miejscu, nie było ono tak dobre jak przed chwilą. Siviento wyraźnie wypadł z dotychczasowego rytmu, także się usztywniając, co Naomi spróbowała skorygować rozluźniającą półparadą i dodatkowym impulsem od łydki, mającym na celu zachęcenie ogiera do aktywnego ruchu naprzód, a nie "skradania" się. Kolejno zabrała folbluta na przekątną, na której zaoferowała mu całą wodzę, umożliwiając swobodne opuszczenie głowy i wydłużenie szyi. Prowadząc go w łydkach zdołała utrzymać obrany kierunek, a także w zadowalającym stopniu zachować zaangażowanie zadu. Jedynym mankamentem było to, że niepoprawnie wyjechała narożnik, przez co na ścianę wrócili nieco wcześniej niż przewidywał to program. Niemniej nie przejęła się tym szczególnie, wraz z końcem przekątnej z powrotem pozbierała wodze i wróciła do stępa pośredniego, z którego wykonała zakłusowanie w literze A. Analogicznie do tego, co robili jadąc na lewo, w literze E zabrała Siviento na koło o średnicy dwudziestu metrów, tutaj dla odmiany mając już większy problem z prawidłowym rysunkiem, a mniejszy z ustawieniem konia, co wynikało z pewnej asymetrii. Kończąc koło przygotowała konia do zagalopowania w najbliższym narożniku, ze względu na powyższe również nie robiąc tego tak skutecznie jak na lewo. Mimo to już na kole w literze C udało jej się poprawić galop, dosiadem zachęciła ogiera do nieco większego zaangażowania zadu, choć wiadomo że jego chody wciąż były typowo "dziecięce" i nie do końca zrównoważone. Tak jak w przypadku jazdy na lewo, między literą B i F zaplanowała przejście do kłusa pośredniego. Przejazd zbliżał się już do końca, a blondynka wciąż miała pewien problem z całkowitym rozluźnieniem konia, przez co jego chody w ogólnej ocenie mogły zostać odebrane jako lekko nieregularne i sztywne, choć oboje zdecydowanie robili wszystko co w ich mocy. Naomi jednak nie próbowała niczego poprawiać na siłę, w literze A skręciła na linię środkową, sam zakręt szczęśliwie wykonując precyzyjnie i poprawnie. Do zatrzymania w literze X przygotowała gniadego paroma subtelnymi półparadami, które miały zwrócić jego uwagę, a także poprawić jego równowagę przed zatrzymaniem. We wspomnianym punkcie Naomi usiadła głęboko w siodle, naraz napinając krzyż i zamykając konia w łydkach. Zatrzymania dopełniło domknięcie ręki, jednak w międzyczasie doszło do pewnego niezgrania pomocy, które poskutkowało nie do końca równym zatrzymaniem. Naomi poddała je krótkiej korekcie poprzez przesunięcie lewej łydki za popręg celem nakłonienia konia do dostawienia owej kończyny, po czym ukłoniła się komisji i zjechała swobodnym stępem z czworoboku. Na rozprężalni mimo wszystko pochwaliła konia z uśmiechem - było to przecież jej "synek", z którym stawiała pierwsze kroki w zawodach, co nie zawsze wychodziło przecież idealnie. Po rozstępowaniu zabrała go do stajni, gdzie oporządziła go i na resztę dnia zostawiła na padoku, co by się odprężył przed jutrzejszym crossem.
/zt
Oliver Pelerieux - 2017-03-22, 00:59

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Jak na to, że niewiele mieliśmy ze sobą do czynienia przed zawodami, musiałem przyznać, że stosunkowo łatwo dogadywałem się z Charmeur. Pierwszego dnia zawodów przyszło nam zaprezentować się na czworoboku, do czego przygotowałem klacz zarówno wizualnie, jak i techniczne, poprzez rozprężenie przed rozpoczęciem przejazdu. Kiedy nadeszła nasza kolej, ponownie ustawiłem kasztankę na pomocach i anglezowanym kłusem ruszyłem wokół czworoboku, poświęcając chwilę na poprawę przepuszczalności klaczy. Po połowie okrążenia usiadłem w siodle, już w ćwiczebnym kontynuując jazdę do końca okrążenia. Następnie wjechałem na linię środkową czworoboku, w której połowie zatrzymałem Charmeur, poprzedzając zatrzymanie serią półparad. W literze X z kolei całkiem domknąłem rękę, jednocześnie siadając głębiej w siodle i zamykając WKKWistkę w łydkach. Tym samym udało mi się uzyskać proste i zrównoważone zatrzymanie, po którym ukłoniłem się komisji i po chwili ruszyłem kłusem na wprost, przejście poprzedzając półparadą. Niestety nie było ono doskonałe, klacz z pewnym opóźnieniem zareagowała na łydkę, zakłusowanie poprzedzając krokiem stępa. Dalej jednak udało nam się poruszać w rytmicznym, energicznym kłusie roboczym, w którym na długiej ścianie zabrałem Charmeur na koło o średnicy dwudziestu metrów. Precyzyjnie wykonałem jego rysunek, potrafiąc spojrzeć na czworobok przestrzennie i pojechać figurę tak, by rzeczywiście była ona kołem o pożądanej średnicy. Charmeur także prawidłowo wpisała się ciałem w łuk, w czym pomogłem jej odpowiednim ustawieniem pomocy - wewnętrznymi ją zaokrąglałem, natomiast zewnętrznymi ograniczałem przed nadmiernym zgięciem lub wypadaniem zadem czy łopatką. Kończąc koło w literze E, kawałek dalej półparadą przygotowałem westfalkę do zagalopowania w najbliższym narożniku. Przesunąłem zewnętrzną łydkę za popręg i nie zrywając kontaktu, dałem klaczy impuls od łydki połączony z wypchnięciem z bioder, po czym powinna przejść do galopu. Był on trochę płaski i z równowagą za bardzo przeniesioną na.przód, co postarałem się skorygować nieco mocniej jadąc klacz dołem i lekko podnosząc. W literze A zabrałem ją na kolejne koło, którego rysunek był równie prawidłowy co ostatnio. Kolejno kontynuowałem galop wzdłuż ściany, by między literą B i M przejść do kłusa roboczego, o czym uprzedziłem Charmeur półparadą. Przejście ponownie było lekko "rozklekotane", niemniej już po paru krokach udało mi się odzyskać rytm i rozluźnienie. W połowie krótkiej ściany przeszliśmy z kolei do stępa, tym razem harmonijnie i bez utraty rytmu. Cieszyło mnie to, że klacz robiła postępy nawet teraz, podczas przejazdu i uśmiechnąłem się sam do siebie, zaraz jednak powracając myślami do przejazdu. Kolejnym punktem programu było wejście na przekątną, na której oddałem kasztance wodze. W łydkach prowadziłem ją równo po wyznaczonej linii, podtrzymując także impuls, by nie zaczęła zwalniać. Na chwilę przed powrotem na przekątną ponownie skróciłem wodze, paroma półparadami przygotowując Charmeur do powrotu w stęp pośredni, z którego ruszyliśmy kłusem w połowie krótkiej ściany. Analogicznie do tego, co robiliśmy na lewą stronę, w literze E rozpoczęliśmy kolejne koło w kłusie. Zachowanie kształtu i średnicy koła nie było dla mnie problematyczne, aczkolwiek niewykluczone, postarałem się też o to, by Charmeur prawidłowo wpisała się w okrąg. Kończąc koło, ponownie przygotowałem ją do zagalopowania i w narożniku dałem pomoce do galopu, tym razem już od pierwszej foule jadąc tak, jakbym sobie tego życzył - czyli od zadu, w stałym tempie i rozluźnieniu. W galopie zabrałem westfalkę na kolejne koło w połowie krótkiej ściany, po czym wróciłem na ścianę i u jej końca - między literami B i F - przeszedłem z powrotem do kłusa roboczego. W nim z kolei zabrałem Charmeur na linię środkową czworoboku, by w literze X wykonać końcowe zatrzymanie, dokładnie w ten sam sposób co podczas wjazdu na czworobok. Ukłoniłem się sędziom i opuściłem czworobok na długiej wodzy, chwaląc klacz głaskaniem po szyi.
Po rozstępowaniu jej, zaprowadziłem ją do stajni i tam otoczyłem należytą opieką. /zt
Siviento - 2017-03-22, 07:30

Zawody były czymś co samo w sobie powodowało, że młody miał różne pomysły. Natłok koni, ludzi, w dodatku wiosna i te sprawy sprawiały, że był wyjątkowo ciężki do opanowania. Jak z resztą większość młodych ogierów, którym w takich sytuacjach tylko jedno w głowie. Tym bardziej, że kręciło się koło niego wiele klaczy. Już w stajni trudno było nad nim zapanować, zdarzyło mu się nawet zadębować, ale stajenni szybko sprowadzili go na ziemię. Parskając i ogierząc się na wszelakie sposoby dotarł na rozprężalnię, gdzie sytuacja wcale nie była lepsza niż w stajni. Ogier dalej nie skupiał się w pełni na tym, czego oczekiwała od niego amazonka, przez co cały czas przeznaczony na rozprężenie spędzili na wspólnej walce i próbach dojścia do jakiegoś porozumienia.
Wraz z tym jak nadeszła ich kolej na zaprezentowanie się na czworoboku, gniady kłusem zaczął okrążać czworobok konkursowy, cały czas bacznie oglądając się na wszystko dookoła. Z wybitnym skupieniem się było u niego teraz ciężko, bo wszystko zdawało się być znacznie ciekawsze niż to nad czym powinien się teraz skupiać. Jednak było o tyle dobrze, że nie pędził jak wariat przed siebie, ale wyrobił sobie równe, niespieszne tempo, w którym zrobił jeszcze jedno okrążenie dookoła czworoboku, zanim ostatecznie na niego wjechali. Poruszał się na wprost do linii środkowej, utrzymując cały czas tempo kłusa, jakie wypracował przed samym wejściem. Czując w pysku pierwsze półparady, skupił się na tym, by w odpowiednim miejscu przejść do stój. Tak też zrobił w punkcie X, stając w nim równo. Zadnie nogi wchodziły lekko pod kłodę, wszystkie cztery stały równo, więc na początek zaprezentował się całkiem przyzwoicie. Po ukłonie dziewczyny przeszedł z powrotem do kłusa. Samo przejście idealne już nie było, ale jakoś udało mu się z tego wybrnąć bez robienia dodatkowego kroku w stępie, który uderzyłby im po punktacji. Kłusem skierował się do końca ściany, gdzie w C skręcił w lewo. Na długiej ścianie czekało go wykonanie koła, które może i wielkością by się zgadzało, ale samo wpisanie się gniadego w łuk pozostawiało wiele do życzenia. Potrzebował jeszcze trochę gimnastyki na treningach, by wyglądało to u niego lepiej, ale mimo to starał się jak mógł, co nie do końca jak widać mu wychodziło. Po zamknięciu koła w punkcie E kontynuował on kłus wzdłuż płotków, by w narożniku zagalopować na lewą nogę. Otrzymał on do tego odpowiedni sygnał, więc przejście było udane. Wykonane płynnie i w odpowiednim miejscu, jednak najwidoczniej wigor jaki prezentował jeszcze przed samym wejściem na czworobok jeszcze się go trzymał bo w galopie zaczął mocno iść do przodu i nie zwalniał, mimo próśb amazonki i jej prób zwolnienia go do odpowiedniego tempa. Tak poruszał się aż do punktu w którym miał zacząć koło, bo przed samym wjazdem na nie znacznie się uspokoił, nabierając teraz znacznie spokojniejszego tempa. W dobrym stylu udało mu się nakreślić koło, w które się wpisał i po powrocie na ścianę pogalopował dalej, już nie na wariata, a spokojniej. Natomiast między B, a M przeszedł do kłusa, a w C do stępa pośredniego, które jakościowo wyglądało już gorzej niż to wcześniejsze. Wszystko za zasługą budki sędziowskiej, która była jego piętą Achillesową od momentu, gdy zaczął swoją pierwszą przygodę z ujeżdżeniem. Usztywnił on swoje ciało, oczami podejrzliwie łypiąc na ową budkę i kuląc po sobie uszy. Przez chwilę szedł na tyle niepewnie, jakby zaraz miał się obrócić i pójść w długą, ale zachęcające działania amazonki sprawiły, że ostatecznie przeszedł w tym stępie naprzód, bez uciekania. Zaraz wyszedł na przekątną, na której wydłużył on swoją szyję, schodząc pyskiem w dół, ale pozostawił zaangażowany zad, prezentując się przy tym jak należy. Jedynie za szybko wrócił na ścianę, przez ścięcie narożnika, ale o tym szybko zapomniał. Z powrotem wrócił swoim ustawieniem do stępa pośredniego, w literze A płynnie przechodząc w kłus. Podobnie jak z tamtą stroną i tu czekało na niego koło, które tym razem odbiegało rysunkiem od prawidłowych rozmiarów, ale za to on się w nie dobrze wpisywał. Powrócił z powrotem na ścianę, w narożniku zaczynając galop. Równie do przodu jak poprzedni, bo dzisiaj miał swoje humory, jak to dzieciak. Na kole w literze C zdołał się poprawić, wyjeżdżając je i angażując w galop swój zad trochę bardziej. Po wróceniu na ścianę między punktami B i F przeszedł do kłusa pośredniego, cały czas pozostając spiętym, przez co jego chody wyglądały na sztywne. Sędziom mogło się to nie podobać, jednak młody robił co mógł. W literze A skręcił na linię środkową, którą poruszał się do punku X, w którym miał się zatrzymać. Zatrzymanie w porównaniu do tego na początku wyglądało już gorzej, bo odstawił jedną z zadnich nóg, ale szybko się poprawił. Po wszystkim zszedł z czworoboku, na rozprężalni przyjmując solidną pochwałę. Zachowywał się już grzeczniej, choć dalej jakby diabeł w nim siedział, więc kiedy tylko został wypuszczony na padok miał okazję do szaleństw, do końca dnia.

zt

Charmeur - 2017-03-22, 09:46

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Startując pod nowym jeźdźcem Charmeur była lekko zestresowana, ale pomimo to pozwalała się prowadzić tak jak chciał tego Oliver. Z lekkością i charakterystyczną dla siebie gracją poruszała się już podczas rozgrzewki w ustawieniu. Misza zrobił kawał dobrej roboty oddając ją do zajeżdżenia w najlepsze ręce, sam również jeżdżąc klacz z zachowaniem wszelkich podstawowych zasad podczas pracy z młodym koniem.
Żując wędzidło w pysku kasztanka pieniła się przy tym obficie jednocześnie zachowując lekkość przodu i całkiem niezłą równowagę jak na konia, który miał za sobą dopiero kilka startów. Wkraczając w szranki czworoboku subtelnie podniosła głowę chcąc lśniącymi ślepiami przyjrzeć się stojącej na przeciw budce sędziowskiej. Poproszona o zatrzymanie zareagowała niemal natychmiast, stając równo na czterech kończynach. Zamknięte łydki Olivera i dociążający dosiad pozwoliły klacz na poprawne wykonanie zatrzymania. Zajeżdżona dosyć późno Charm dopiero teraz tak naprawdę miała możliwość sprawdzenia swoich możliwości na zawodach. Dzielnie znosiła ich atmosferę oraz stres, który mimowolnie wkradał się w umysł młodej kobyłki.
Poproszona o kłus ruszyła z pewnym opóźnieniem najpierw odruchowo robiąc krok stępa do przodu, dopiero po chwili załapała, że jeździec wymaga od niej kłusa, w który przeszła sprawnie po tym jednym małym błędzie.
Odbijając w lewo w literze C cały czas poruszała się dobrym kłusem roboczym, aktywnie i chętnie idąc do przodu. Cały czas dochodziła do ręki, opierając się na niej z zaufaniem do jeźdźca, luźna w potylicy i przepuszczalna dawała uczucie elastyczności w prowadzeniu. Dlatego wejście na koło nie przysporzyło Westfalce większych problemów. Sprawnie gnąc się ciałem od wewnętrznej nadającej zgięcie łydki opierała się na tej ograniczającej zewnętrznej, której również asystowała zewnętrzna wodza.
Wychodząc z koła pozostawała w równowadze cały czas chcąc wypaść jak najlepiej, wyraźnie się starała sprostać oczekiwaniom Olivera, wobec którego okazywała posłuszeństwo i chętnie podejmowała z nim współpracę. Luźna na kontakcie, niemal natychmiast ruszyła od zadu galopem czując poprawne ustawienie łydek i wypychający do galopu dosiad. Lekko i swobodnie poruszająca się klacz zaczęła trochę oszukiwać większość swojej równowagi przenosząc naprzód, wyciągnięty nos w dół miał pomóc w jej zachowaniu. Na szczęście umiejętnie skorygowana postawa przez doświadczonego jeźdźca sprawiła, że ruda podniosła się przodem i jednocześnie mocniej obciążyła zad. W takiej sylwetce poruszała się też na kole, a wyraźnie zaangażowany zad pozwolił na utrzymanie równowagi, wyżej podniesiona głowa oferowała stabilny kontakt, dzięki czemu wykonane koło wypadło naprawdę dobrze.
Zaaferowana mocno tym, aby dobrze galopować zapomniała się lekko stąd też przejście do kłusa nie wypadło najlepiej, za późno reagując na półparadę kasztanka zwyczajnie się rozleciała. Dopiero po korekcie, Charm ponownie zamknięta w pomocach poruszała się już naprawdę niezłym kłusem roboczym. I chociaż brakowało jej objeżdzenia i regularnych treningów to radziła sobie całkiem dobrze, prezentując naturalnie naprawdę dobry ruch.
Przechodząc do stępa klacz zaprezentowała nie tylko dobrą równowagę zachowaną w przejściu, ale również obszerność i swobodę stępa. Rozluźniony grzbiet pracował zauważalnie, a każdy kolejny obszerny krok był starannie wykonany. Wkraczając na przekątną wyszła w dół nosem podążając za wędzidłem, wyciągając długą szyję jeszcze wydatniej rozluźniła grzbiet, wychodząc ze swobodnej łopatki przekraczała wyraźnie ślady pozostawione przez przednie kopyta. Cały czas utrzymując aktywność kroku, którą swoimi łydkami podpierał Oliver.
Skrócona do stępa pośredniego i przygotowana w pełni na przejście sprawnie weszła w kłus, w którym przyszło wykonać im koło w drugą stronę, po którym kasztanka znów została zaproszona do galopu. Szybko się ucząc nawet podczas przejazdu, od razu zaczęła galop od zadu tak jak chciał tego jej jeździec. Zachowując okrągłą sylwetkę nie tylko podczas jazdy po prostej, ale także na kole, gdzie rozluźnienie i swoboda ruchu klaczy były zauważalne na pierwszy rzut oka. Przechodząc z powrotem do kłusa zbliżali się już do końca przejazdu, wyjeżdżając na linię środkową Charm całkowicie oddana była jeźdźcowi. Tym razem nie zaglądała już czujnie przed siebie, w pełni skupiając się na zastosowanej najpierw półparadzie, a następnie pełnej paradzie, po której nastąpiło prawidłowe zatrzymanie. Opuszczając czworobok na luźnej wodzy, wyciągnęła nos do dołu z zadowoleniem przyjmując pochwalę.
W stajni nie sprawiała większych problemów, a właściwie mając przyjazne nastawienie do bruneta zaczęła go zaczepiać podczas wszelkich zabiegów pielęgnacyjnych.

/zt
Jessie - 2017-03-22, 16:26

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Optymistycznie nastawiona do zawodów, w szczególności do ich pierwszego dnia, podeszła do sprawy na luzie. Takie nastawienie prawdopodobnie udzieliło się również Duranowi, z którym już podczas rozprężenia współpraca się układała. Nawet jeżeli był pobudzony obecnością innych koni lub zaoferowany elementami otoczenia, Jessie udało się przed rozpoczęciem przejazdu zaskarbić uwagę konia i wystarczająco go rozluźnić. Zanim wjechała na czworobok, zrobiła wokół niego pełne okrążenie, wtenczas dokonując ostatnich "poprawek". Kolejno skręciła między rozsunięte szranki, tym samym wchodząc na linię środkową czworoboku. Jadąc na wprost nie tylko pilnowała wyprostowania, ale również zaczęła przygotowywać Durana do zatrzymania w literze X poprzez wykonanie serii półparad, mających na celu poprawę równowagi konia przed pełną paradą. We wspomnianym punkcie zatrzymała go, uzyskując zadowalający efekt, po czym ukłoniła się komisji. Kolejno półparadą poprzedziła przejście do kłusa roboczego,
którym udało jej się płynnie ruszyć do przodu. Następnie skręciła na ścianie w lewo, pomagając ogierowi we właściwym wpisaniu się zarówno w zakręt, jak i w najbliższy narożnik. Na długiej ścianie, a dokładnie w jej połowie zabrała Durana na koło o średnicy dwudziestu metrów. Spory bagaż doświadczenia pozwolił jej na precyzyjne wykonanie rysunku, co rozumie się przez zachowanie właściwej średnicy i kształtu. Tym razem nie napotkała problemu z wypadającym zadem na kole, do czego Duran miał skłonności na treningach, zanikające z każdym kolejnym. Prawidłowo wpisała go w okrąg, wyginając od wewnętrznych pomocy i ograniczając tymi zewnętrznymi. Zamknęła koło w tym samym punkcie, w którym je rozpoczęła i poprowadziła konia na wprost. Półparadą przygotowała go do zagalopowania, które miało miejsce w najbliższym narożniku; trzymając kontakt na wodzy, przesunęła zewnętrzną łydkę za popręg i obiema ścisnęła boki konia, dodatkowo wypychając go biodrami. Tym samym uzyskała płynne zagalopowanie, w którym od razu narzuciła Duranowi oczekiwane tempo. W połowie krótkiej ściany zabrała go na kolejne koło o tej samej średnicy, tutaj także nie napotykając problemu z zachowaniem pożądanego kształtu czy ustawienia karego. Galopując z powrotem po długiej ścianie w dalszym ciągu przykładała wagę do tego, by Duran szedł równo i z wyraźnym impulsem pochodzącym od podstawionego zadu. Między literami B i M przeszła do kłusa roboczego, samo przejście poprzedzając półparadą, dzięki czemu miało ono szansę wypaść zrównoważone. Tak samo postąpiła przed literą C, w której nastąpiła prośba o przejście do stępa pośredniego. W nim zawodniczka poprowadziła konia do końca krótkiej ściany, by z narożnika wyjść na przekątną. Na niej z kolei zaoferowała koniowi długą wodzę, umożliwiając swobodne wyciągnięcie się w dół i do przodu w stępie swobodnym. Jadąc na wprost pilnowała impulsu łydkami, którymi równomiernie opasała boki konia, tym samym chroniąc go przed nadmiernym 'pływaniem' po wyznaczonej linii. Kolejnym krokiem było skrócenie wodzy i powrót do stępa pośredniego przed wejściem na ścianę, do czego zaczęła przygotowywać Durana odpowiednio wcześniej, by go nie zaskoczyć i tym samym niepotrzebnie nie usztywnić. Z kolei w połowie krótkiej ściany, to jest literze A, ponownie ruszyła kłusem roboczym, w którym analogicznie do tego, co robili na lewo, w literze E wykonać koło o średnicy dwudziestu metrów. Również postarała się o właściwy rysunek i wygięcie konia tak, by nie przegiąć w żadną stronę. Zamknąwszy koło jeszcze przez chwilę jechała kłusem na wprost, by w narożniku wykonać zagalopowanie poprzedzone półparadą. Szybko dogadała się z koniem, uzyskując dobry, aktywny galop, w którym zabrała Durana na kolejne koło mające swój początek w literze C. Ewentualne problemy z wpisaniem się w łuk starała się korygować na bieżąco, przede wszystkim jednak starając się ich uniknąć poprzez wyważone działanie pomocy, odpowiednie dla tego danego konia. Kończąc koło jeszcze przez chwilę prowadziła wierzchowca po ścianie, by w ostatnim odcinku długiej ściany przejść do kłusa. Po starannym wyjechaniu narożnika, zabrała Durana na linię środkową czworoboku, w której połowie zatrzymała go, owy ruch poprzedzając serią przygotowujących do tego półparad. Ukłoniła się sędziom i opuściła czworobok w stępie swobodnym, po drodze chwaląc konia, z którego mogła być naprawdę dumna. Na tle innych uczestników ich przejazd prezentował się naprawdę dobrze, mimo że Duran nie rokował na typowego ujeżdżeniowca. /zt
Duran Duran - 2017-03-23, 15:55

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Faktycznie z zawodów na zawody czuł się coraz pewniej i bardziej komfortowo, nie ekscytował się tak jak kiedyś na luzie podchodząc do całej otoczki zawodów. Stąd dogadanie się z nim w trakcie rozgrzewki nie było problemem, chętnie przyszedł do ręki, odpuszczając w potylicy i rozluźniony krocząc zgodnie z wolą Jess co na pewno było jej na rękę.
W trakcie okrążenia wokół szranek ani na moment nie wyszedł z ustawienia prezentując od początku dobry kłus roboczy w rozluźnieniu. Bez kłótni na łydce czy ręce dziewczyny wygiął się do wjazdu na czworobok utrzymując równą linię środkową, bez zbędnego spływania czy odbijania się od pomocy. Półparady faktycznie przygotowały do do zatrzymania na które odpowiedział szybko nie spinając się w trakcie tego. Mieląc wędzidło stanął równo czekając na dalsze pomoce. Zakłusował równie sprawnie od razu wchodząc w kłus z dobrą kadencją, regularny z mocno obniżonym, dobrze pracującym zadem.
Na ścianie pozostawał uważny na pomocach czego efektem były płynnie wykonywane przez niego elementy. Wjechał na koło faktycznie prawidłowo wpisując się w łuk, nie mając tym razem tendencji do wpadania czy wypadania zadem lub łopatką. Lekko zgięty w szyi wyginał ciało w lekkiego banana idąc w pomocach dziewczyny. Przygotowany do zagalopowania nie został zaskoczony stąd czytelne pomoce przerzucił na zagalopowanie na dobrą nogę, bez spięcia czy ucieczki od ręki jeźdźca. Od początku prezentował dobrą, okrągłą foulę z charakterystycznym dla siebie galopem pod górkę, który przychodził mu naturalnie, a z treningu na trening stawał się coraz lepszy ze względu na coraz lepszą równowagę w trakcie przenoszenia ciężaru na zad. Owa stabilność jedynie ułatwiła mu wjazd na koło, gdzie znów bez problemu wpisał się w łuk aktywnie i poprawnie galopując po rysunku narzuconym przez dziewczynę.
Przejście do kłusa było płynne, a ogier od razu chętnie odszukał swój punkt równowagi znów prezentując kłus w dobrej kadencji przy odpowiednim zachowaniu aktywności. Lekki w potylicy bez spięcia przeszedł do stępa od razu mocno wkraczając pod kłodę i chętnie krocząc przed siebie już teraz przekraczał przedni ślad o 2/3 kopyta. Po wejściu na przekątną chętnie skorzystał z oddanej wodzy wyciągając szyję, rozluźniając plecy i tym samym obniżając zad zaczął dochodzić prawie do 4 przekroczonych kopyt momentami nadal jednak pozostając rozluźnionym. Owy luz tylko pomógł wrócić mu do skrócenia, na które poprawnie odpowiedział wchodząc na kontakt i zauważalnie skrócił ramy. Bez zawahania zakłusował wchodząc w bardzo dobry kłus i taki sam utrzymywał w trakcie wykonywania sporej wolty, gdzie prezentował nie tylko rozluźnioną i dobrze pracującą sylwetkę, ale również dobre zgięcie i rysunek.
Analogicznie jak wcześniej dobrze odpowiedział na pomoce do zagalopowania od razu wchodząc w efektowny galop pod górkę, który utrzymywał w trakcie całej "galopady" nawet w trakcie wolty, która mogła go przecież wybić z równowagi. Przygotowany do przejścia do kłusa nie uwalił sie na przodzie, a lekko wszedł w ten chód emanując spokojem. Niczym wąż wygiął się w zakręcie, by przygotowany do zatrzymania równo stanąć w X stawiając uszy na kłaniającą się im komisję. Na długą wodzę wyciągnął szyję chętnie opuszczając czworobok.

/zt

Naomi Eaton - 2017-03-26, 15:44

PRÓBA TERENOWA


Drugiego dnia zawodów miała miejsce próba terenowa, do której Naomi była nieco pozytywniej nastawiona niż do próby ujeżdżeniowej z dnia poprzedniego. Przede wszystkim nie miała żadnego problemu z zapanowaniem nad Siviento, ale niestety podczas przygotowań doznała lekkiej kontuzji. Źle postawiwszy nogę, musiała zmagać się z towarzyszącym temu bólem, który nie chciał tak szybko minąć. Noga na szczęście nie zaczęła puchnąć, więc Naomi bez obaw wsiadła na Siviento. Podczas jazdy noga bolała jeszcze bardziej, zapewne ze względu na jej specyficzne ułożenie, ale blondynka nie chciała rezygnować ze startu. Po rozprężeniu Siviento udała się z nim w pobliże linii startowej, z której ruszyła galopem tuż po tym, jak rozległ się charakterystyczny dźwięk dzwonka.
Jadąc w półsiadzie z mocnym oparciem na strzemionach i poduszkach kolanowych, starała się ignorować ból nogi. Trasa na szczęście nie była długa, ani wyczerpująca; większość przeszkód można było praktycznie przegalopować i pierwsza z nich była na to doskonałym przykładem. Naomi jedynie w minimalnym stopniu wycofała ramiona, pomagając ogierowi w zaokrągleniu galopu. Zamknęła go w korytarzu z pomocy i dwoma półparadami zatrzymała go przy sobie, nie pozwalając na spłaszczenie galopu. W odpowiednim momencie dała mu łydkę, po której nastąpił skok, tudzież większy sus galopu, wystarczający by pokonać kłodę. Po jej pokonaniu Naomi kontynuowała galop w półsiadzie do drugiej, bardzo podobnej przeszkody, do której jednakowo przygotowała konia. Podczas skoku możliwie zgrała się z jego ruchem, nie zapominając o oddaniu wodzy. Kolejno wprowadziła gniadego w zakręt w prawo, po którym czekała na nich następna, również niezbyt straszna przeszkoda. Gdyby Siviento zaczął się niepokoić, nieco pewniej pojechała go dołem, ostatecznie doprowadzając do trójki i oddając spod niej udany skok.
Po nim kontynuowała galop na wprost, coraz mniej odczuwając dyskomfort związany z bólem nogi, który po prostu zanikał pod wpływem adrenaliny, choć wyzwanie było znikome. Najeżdżając na kolejną przeszkodę zachowała się tak samo, jak przy ostatnich trzech, po chwili znajdując się już po drugiej stronie. Musiała przyznać, ze dzisiaj Siviento był wyjątkowo przyjemny w prowadzeniu; nie tylko chętnie galopował, ale również bez strachu podchodził do przeszkód, w dodatku reagując na pomoce Naomi. Nie zawiodła się na nim także przy piątce, przed którą usiadła na chwilę w siodle by pomóc koniowi w podniesieniu się i zaangażowaniu zadu. Ponownie wskazała mu miejsce odbicia, po którym przeszła do półsiadaniu wraz z oddaniem ręki w skoku. Po nim odważnie wgalopowała do wody, na czas pokonywania zbiornika dodatkowo wspierając konia impulsami od łydki, by przypadkiem nie zgasł na wskutek oporu stawianego przez ciecz. Po paru sekundach z powrotem wyskoczyli na ląd, do czego Naomi zmobilizowała Siviento mocniejszą łydką przed przeszkodą 6b. Dalej mieli okazję swobodnie pogalopować przez dłuższą chwilę, jednak Naomi nie rozpędzała mocno konia, zwyczajnie nie mogąc sobie na to pozwolić przez własne ograniczenia. Mimo to poruszali się w dobrym tempie, co wywnioskowała spoglądając krótko na zegarek na swojej lewej ręce. Przed siódemką lekko skróciła konia, naraz biorąc go mocniej na siebie by mieć nad nim większą kontrolę podczas najazdu. Wskazała mu miejsce odbicia i po oddaniu niedużego skoku, pojechała na kolejny szereg, którego trudnością było to, że stał na wzniesieniu. W tym celu zawodniczka pozostała lekko pochylona do przodu, by dać zadowi ogiera pełną swobodę i dodatkowo podparła go łydką, by pokonał pierw pierwszy, a następnie drugi - łatwiejszy - człon szeregu.

/1-8b
Siviento - 2017-03-26, 16:05

Po ujeżdżeniu przyszła kolej na próbę terenową. Gniady zdołał się już trochę uspokoić, dzięki czemu był znacznie łatwiejszy do opanowania niż poprzedniego dnia. Choć nie można było mu niczego nie zarzucić, bo momentami dalej miał jakieś swoje fantazje. Jednak większość nadmiaru energii spożytkował na padoku, więc z dziewczyną dogadywał się tak, że nie dochodziło między nimi do żadnych nieporozumień. Zarówno na etapie przygotowań jak i na rozprężalni jego zachowanie nie było kłopotliwe, dlatego wszystko poszło im dość sprawnie. Przez chwilę stępował dookoła, czekając na swoją kolej i oglądając się na inne konie oraz ludzi, którym towarzyszyły również psy, których młody coraz bardziej nie trawił. Skulił swoje uszy, parskając cicho, a gdy nadeszła pora na niego ustawił się na starcie.
Wraz z dźwiękiem dzwonka ruszył galopem przed siebie. Z uniesionym łbem i położonymi płasko uszami galopował przed siebie, na pierwszą z ustawionych przeszkód. Dopiero po kilkunastu metrach opuścił trochę łeb, zaokrąglając bardziej swój galop i w jednostajnym tempie zbliżając się do kłody. Nie była ona jakoś bardzo wymyślna, ani wysoka, więc jedyne co zrobił to przyspieszył trochę, by wykonać nad nią długiego susa, który całkowicie wystarczył, by bezpiecznie znaleźć się po drugiej stronie. Wyczuwał, że z amazonką jest coś nie tak, bo momentami przez ból nieco bardziej się spinała, ale mimo to dzielnie galopował dalej, wiedząc, że nie może teraz niczego odwalić. Cross był dla niego znacznie przyjemniejszy niż ujeżdżenie, więc i to wpływało na jego zachowanie. Tu wystarczyło, że galopował jak należy i skakał, a nie wykonywał jakieś kombinacje, które tylko go irytowały. Druga przeszkoda wyglądała niemal tak samo, więc i nad nią zrobił większego susa, szybko mając ją za sobą. Przemielił wędzidło w pysku, dalej okrągłym galopem wyjeżdżając zakręt w prawo dojeżdżając do trójki. Mimo obaw dziewczyny gniady szedł przed siebie bez chociażby cienia zwątpienia. Przeskoczył przez trójkę, już nieco wyżej się wysilając i unosząc nogi. Wylądował bez problemu, galopując teraz na wprost. Czwórka nie wyglądała okropnie, dla niego nawet niczym specjalnie się nie różniła od poprzednich przeszkód, dlatego bez oporów dał się prowadzić naprzód, swobodnie galopując i reagując na pomoce stosowane przez dziewczynę. Nie miał teraz nad czym się spinać, bo nawet jakoś gapie mu nie przeszkadzali. Nie było ich tutaj jakoś dużo, bo i przeszkody nie były wymyślne, więc nie było na co popatrzeć. Dla niego tym lepiej, bo nie musiał stresować się tymi cholernymi psami, które najchętniej by stratował. Przeskoczył przez czwórkę, szybko o niej zapominając i skupił się teraz na dotarciu do piątki. Była ona ustawiona w pewnym oddaleniu, ale młody miał w sobie tyle energii, że ani trochę mu to nie przeszkadzało. Przed samą przeszkodą mocniej zaangażował swój zad, by oddać kolejny bezproblemowy skok. Tutaj w niewielkiej odległości była już przeszkoda wodna, przed którą oporów również nie stawiał. Odważnie wgalopował do zbiornika, mocno poruszając się w nim naprzód, mimo tego, że galopowanie w wodzie wymagało od niego znacznie więcej siły. Przed wyjazdem czekała na niego przeszkoda, którą musiał przeskoczyć, by wydostać się na ląd. Mocniejsza łydka skutecznie zmobilizowała go do tego, by wyskoczył na brzeg i pogalopował dalej do siódemki. Był do niej spory kawałek, ale nie rozpędzał się przesadnie, bo wiedział, że coś jest nie tak. Nawet nie wyrywał się naprzód jak wariat i pozostawał cały czas pod kontrolą jeźdźca. Przed przeszkodą, która wyglądała już dziwniej niż poprzednie skrócił się i uniósł wyżej głowę, by wybić się w dobrym miejscu i wylądować po drugiej stronie. Kolejny był szereg, który może nie byłby dla niego żadnym wyzwaniem, gdyby nie to, że znajdował się na górce, pod którą młody musiał podbiec. Z gracją odbijał się mocniej zadem od ziemi, lekko wspinając się pod górkę i przeskakując przez pierwszy, a następnie drugi człon. Sapnął przy tym głośno, nie ukrywając, że kosztowało go to trochę wysiłku.

Oliver Pelerieux - 2017-03-26, 17:30

PRÓBA TERENOWA


Drugiego dnia zawodów już podczas rozprężenia zauważyłem, że klacz była rozkojarzona i "patrząca". Nie mogłem tylko rozgryźć, czy było to zachowanie poparte autentycznymi powodami, czy jakimś rodzajem niechęci do współpracy. Postanowiłem więc to przejechać i ignorować zachowanie Charmeur na tyle, na ile było to możliwe.
Po rozprężeniu kasztanki udałem się na linię startową, z której ruszyłem wraz z dźwiękiem dzwonka. Przechodząc do półsiadu pozwoliłem klaczy spokojnie nabrać adekwatnego tempa. Trasa nie była długa, ani wymagająca, więc nie musiałem szczególnie kombinować pod kątem tempa i rozkładania sił.
Pierwsza przeszkoda stała już niebawem. Półparadą zwróciłem uwagę Charmeur na niedużą kłodę i dałem klaczy przyjrzeć się jej, po czym w pobliżu przeszkody wycofałem ramiona, usiadłem nieco bliżej siodła i tworząc zamknięty korytarz z pomocy, doprowadziłem kasztankę do wspomnianej przeszkody. Wskazałem jej miejsce odbicia i w skoku zgrałem się z jej ruchem, przechodząc w niewielki półsiad i elastycznie oddając rękę. Po skoku spokojnie pozwoliłem klaczy galopować do następnej przeszkody, która była bardzo podobna do tej przed chwilą pokonanej, tylko bardziej zabudowana. Stąd też moje działanie było bardzo zbliżone i zakończone takim samym sukcesem. Dalej trasa prowadziła nas zakrętem na prawo, który kończył się przeszkodą oznaczoną numerem trzecim. W tym miejscu było również lekkie zagęszczenie terenu, no i nieliczna widownia (jak to w miejscu przeszkód), a to już wystarczyło by klacz zaczęła się lekko denerwować. Zajęło mi chwilę zapanowanie nad nią, bo uciekanie łbem od ręki i nierówne kroki galopu raczej nie sprzyjały sprawnemu pokonywaniu trasy, nawet jeżeli przeszkody nie były wymagające. Na szczęście udało nam się pokonać trójkę, a po niej już mogłem pozwolić Charmeur na galop, co zaradziło naszym chwilowym problemom. Czwórka była równie niegroźna, więc nie zmieniając tempa najechałem na ową przeszkodę (swoją drogą, nie był to nie wiadomo jak szybki, niekontrolowany galop), a po niej już bardziej okrągłym galopem pokierowałem westfalkę na piątkę, wyższą niż dotychczasowe przeszkody. Tym samym w najeździe podniosłem klacz i pomogłem jej osadzić się mocniej na zadzie, co z kolei zaowocowało bardziej okrągłym skokiem. Po nim spokojnie kontynuowałem galop na wprost, w razie zawahania przed wejściem do wody dałem Charmeur mocniejszą łydkę. Śmiało przegalopowaliśmy przez zbiornik, z którego wyskoczyliśmy przez położoną na brzegu, niedużą kłodę. Dalej przeszedłem w półsiad i dałem kasztance dodatkową łydkę, zachęcając do dodania w galopie. W pobliżu siódmej przeszkody nieco wycofałem ramiona i przysiadłem klacz, by precyzyjnie naprowadzić ją na siódemkę i po paru sekundach przedostać się na jej drugą stronę. Niewiele dalej czekał na nas kolejny szereg, którego trudność polegała na tym, że przeszkody były ustawione na wzniesieniu. Pomogłem klaczy w jego pokonaniu poprzez jazdę w odciążającym dosiadzie, który nie przeszkodził mi w poprawnym zachowaniu się podczas skoku zarówno na pierwszym, jak i drugim członie.

/1-8b
Elizabeth White - 2017-03-26, 18:51

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Wiosna nie była najlepszym czasem dla Fabioli, która zmagała się z syndromem head shaking. Ostre słońce, które nadeszło wraz z poprawą pogody, znacząco utrudniało ich współpracę. Elizabeth nigdy jednak nie robiła z klaczy kogoś gorszego, bo ta poza tym drobnym minusem była naprawdę wspaniałym, oddanym wierzchowcem. Co prawda ich współpraca była dopiero na początku długiej, krętej drogi, ale jednak. To z kolei sprawiło, że Kanadyjka nawet przez chwilę nie wahała się nad startem w zawodach WKKW, które miały mieć miejsce w Orchardzie.
Pierwszego dnia czekała ich – zdaniem zawodniczki – najtrudniejsza próba, czyli ujeżdżenie. Niestety ciągłe machanie łbem nie sprzyjało harmonijnemu przejazdowi, z czym oczywiście brunetka się liczyła. Pomimo kilku obaw starała się pozytywnie nastawić do sytuacji, do stajni przyjeżdżając dużo wcześniej. Tego dnia czekały ją dwa starty, ale to na Fabioli miała startować jako pierwszej. Z tego powodu postanowiła osobiście ją przygotować, starannie doczyszczając jasną sierść, zaplatając grzywę w koreczki i ubierając w cały rząd jeździecki. Nie zapomniała o nausznikach i masce, które w przypadku klaczy były niestety konieczne. A gdy to było już gotowe, oddała kopytną w ręce luzaka i popędziła wskoczyć we frak, by ostatecznie odebrać na rozprężalni rozstępowaną już klacz. Wtedy rozgrzała ją we wszystkich trzech chodach, pracując trochę nad ustawieniem, rozluźnieniem i przepuszczalnością oraz reakcją na pomoce.
Gdy wreszcie nadeszła ich kolej, White kłusem okrążyła czworobok, ostatecznie przez rozsunięte szranki wjeżdżając na linie środkową. Zamknęła Fabiolę w pomocach, uniemożliwiając ewentualne wężykowanie, by w X poprzez ciąg stosownych sygnałów wykonać zatrzymanie. Kobieta łydkami dopchnęła tylne nogi siwej pod kłodę i zebrawszy wodze w jedną rękę, krótko ukłoniła się w kierunku budki sędziowskiej. Po chwili na nowo nabrała kontaktu i poprosiła o powrót do kłusa, który z pewnością mógłby wypaść lepiej. Niestety poprzez opóźnioną reakcję nie obyło się bez kroczka stępa, to jednak nie zaważyło na późniejszej jakości kłusa, który był rytmiczny i ogółem całkiem przyjemny dla oka. Co jakiś czas tylko uzyskaną sylwetkę psuło niekontrolowane potrząśnięcie głową, ale na to Elizabeth nie miała już żadnego wpływu.
W C skręciły w lewo, by w na środku długiej ściany wykonać pierwszą figurę – dwudziestometrowe koło. Kanadyjka starała się bardzo dokładnie prowadzić swoją podopieczną dosiadem, aczkolwiek objawy syndromu znacząco utrudniały jej zadanie. Po domknięciu rysunku, w najbliższym narożniku miały ruszyć wyższym chodem. W tym celu Elizabeth już wcześniej zaczęła przygotowywać WKKW’istkę, uprzedzając ją kilkoma półparadami. W odpowiednim miejscu poprosiła klacz o galop, stosując odpowiednio intensywne, klarowne sygnały. Niestety samo przejście nie było tak płynne i harmonijne, jakoby mogłaby sobie tego życzyć. Nie było jednakże miejsca na jakiekolwiek rozczulania i gdybania, bo w A musiały wykręcić kolejny okrąg o identycznej średnicy co poprzednio. Brunetka pilnowała, by siwa nie zgasła i odpowiednio gięła swoje cielsko pod wpływem jej łydek i pracy ręki. Oczywiście nie zapominała też o swojej postawie, utrzymując wyprostowaną sylwetkę i miękko podążając biodrami za ruchami swojej kompanki. Po tym elemencie przegalopowały jeszcze kawałek, by pomiędzy B i M wrócić do kłusa roboczego, a w C do stępa pośredniego.

/1-6

Fabiola - 2017-03-26, 18:53

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA

Największym problemem tych zawodów nie była ich formuła, a schorzenie klaczy i wątpliwość, czy przez nie poradzi sobie z przejściem wszystkich trzech prób. Najcięższe było chyba ujeżdżenie, podczas którego rzucanie głową najbardziej dawało się we znaki, nierzadko wytrącając Fabiolę z rytmu, co nie ułatwiało zaprezentowania się na ujeżdżeniu. Nie były to bezpodstawne obawy, bowiem już podczas rozprężenia klacz machała głową, co było od niej kompletnie niezależne. Nauszniki i maska co prawdy znacząco ograniczały owy odruch, ale nie były w stanie całkowicie go wyplenić.
Kłusem skierowała się na linię środkową czworoboku, nie mając problemu z poruszaniem się po linii prostej; w jej połowie wykonała zatrzymanie, odpowiadając na wysłane przez jeźdźca pomoce. Równo ustawiła kończyny, nie uciekając z kontaktu na wskutek delikatnego przytrzymania ręką, które wykończyło zatrzymanie. Udało jej się utrzymać nieruchomość, po której ponownie ruszyła do przodu, choć nie od razu pożądanym chodem; do kłusa przeszła z niewielkim opóźnieniem, które choć nie miało większego wpływu na całokształt, to z pewnością nie umknęło niczyjej uwadze. Chwyciwszy właściwy rytm szła już elegancko, z przypisaną sobie delikatnością i lekkością, co nie oznaczało jednak drobienia. Z pewnością stawiała krótsze kroki, niż inne konie, ale nie można było jej odmówić pchania się zadem, który podstawiła w odpowiedzi na działanie łydek Elizabeth. Starannie pokonała zakręt w lewo, po którym dalej szła wzdłuż białych płotków, by w połowie długiej ściany odbić na koło o średnicy dwudziestu metrów. O ile poruszanie się po właściwym rysunku nie sprawiło jej najmniejszego problemu, bo i chętnie gięła się od wewnętrznych pomocy, zarazem pilnując się dzięki zewnętrznym, to niestety parę potrząśnięć głową wybiło ją z rytmu sprawiając, że kłus przez moment był nieregularny, co zaburzyło ogólny odbiór.
Zamykając woltę przeszła do galopu, niestety pierw lekko się rozpędzając w kłusie. W samym galopie szybko jednak zatarła to złe wrażenie, z powrotem miękko opierając się na zewnętrznej wodzy i wchodząc na kontakt. Podobnie jak w kłusie, szła z podstawionym zadem, prezentując galop na miarę swoich możliwości. Tym razem udało jej się wykonać koło bez najmniejszych zaburzeń, dopiero po ponownym wyjściu na ścianę machnęła łbem, niemal nie przechodząc do kłusa. W rzeczywistości uczyniła to dopiero parę metrów dalej, spełniając polecenie jeźdźca. Kolejne przejście nastąpiło natomiast w literze C - gładko przeszła w stęp pośredni, lekko cofając uszy i łypiąc okiem na budkę sędziowską.
Charmeur - 2017-03-26, 21:03

PRÓBA TERENOWA


Kolejnego dnia Ruda była o wiele bardziej elektryczna niż podczas pierwszego dnia zawodów, na czworoboku zachowywała spokój, elegancję i skupienie. Dzisiaj w niczym nie przypominała samej siebie z wczoraj, wyraźnie rozemocjonowana zaczęła pokazywać te swoje rogi, ukryte w płomiennej grzywie. Już podczas rozprężenia charakter Charmeur dał się we znaki jeźdźcowi, wyraźnie bardziej energiczna i mocno podekscytowana patrzyła we wszystkie możliwe strony, z których dobiegały odgłosy kibicujących osób.
Ruszając razem z dzwonkiem i powoli nabierając tempa kasztanka od razu zaczęła mocnym galopem, zdecydowanie i odważnie podchodząc do pierwszej przeszkody. Nie zastanawiała się przed oddaniem skoku, chętnie i swobodnie wzbijając się do góry i pokonując pierwszą przeszkodę z lekkim zapasem. Już na pierwszy rzut oka dało się zauważyć to, że klacz jest ambitna nawet pomimo stresu, jaki towarzyszył jej w próbie terenowej od samego początku. Była patrząca, ale przy tym nie próbowała uciekać od przeszkód, które atakowała bardzo chętnie.
Doprowadzona do drugiej przeszkody i zamknięta w pomocach, wyszła na przeszkodę jak tylko poczuła motywującą do działania łydkę. Wyraźnie pracując szyją, mocno zbierała do góry podwozie nie chcąc przypadkiem trącić puszka kopyta jakiegokolwiek elementu drewnianej konstrukcji.
Po pokonanym zakręcie w prawo, widząc już z daleka przeszkodę ruda przyśpieszyła, ale jej entuzjazm nie trwał długo, spore nagromadzenie ludzi i hałas sprawiły, że Westfalka zaczęła, co raz bardziej nerwowo się zachowywać. Uciekając od kontaktu zadarła łeb do góry, co jednocześnie wpłynęło na płaskie i nierówne kroki galopu, próbowała tym samym wyciągnąć Olivera do przeszkody i pokonać ją we własnym stylu, na szczęście brunet nie pozwolił jej na to, wyraźnie korygując cały dojazd do przeszkody, którą po chwili zostawili juz za sobą.
Mając możliwość wygalopowania się, klacz spuściła z siebie nadmiar negatywnych emocji, znacznie chętniej i o wiele spokojniej galopując do czwórki, którą pokonała jednym sprawnym susem. Piątka była już nieco bardziej wymagająca, ale okrągła foule'a galopu i podniesienie Char do góry pozwoliło na oddanie sprężystego skoku nad przeszkodą.
Z daleka widząc już taflę wody kasztanka bez zastanowienia wbiegła w nią, wcale nie zrażając się pluskiem ani chłodnym orzeźwieniem, jakie przyniósł umieszczony na trasie zbiornik wodny. Sprawnie odpychając się silnym zadem, wyskoczyli z wody pokonując jednocześnie człon B szóstej przeszkody.
Zmotywowana do nabrania mocniejszego tempa, wyraźnie wyciągnęła się w galopie, kryjąc znacznie więcej terenu i oddychając głośniej. Pomimo kondycji na średnim poziomie radziła sobie całkiem nieźle. Docierając do siódmej przeszkody chętnie oddała nad nią skok tuż po tym jak Oliver podprowadził ją do niej precyzyjnie. Kolejno czekał na nich szereg wymagający galopu pod górę, odciążający dosiad pozwolił klaczy mocniej zaangażować zad, dzięki czemu o wiele sprawniej poszło im pokonanie zarówno element 8A i 8B.

/1-8B
Elizabeth White - 2017-03-26, 23:06

W literce H Elizabeth starannie wyjechała narożnik i wprowadziła Fabiolę na przekątną, którą miały pokonać stępem swobodnym. Zawodniczka oddała siwej wodze, subtelnie zachęcając ją do obniżenia łebka, co w tym przypadku było dość ciężkie do wykonania. Przez słońce, które jak na złość wyszło zza chmur i świeciło w całej okazałości, każde obniżenie kończyło się i tak poderwaniem do góry. Nie mniej jednak zawodniczka zamknęła ją w łydkach, starając się narysować precyzyjną linię aż do F. Tam z kolei pozbierały się do kupy i zaktywizowały, poruszając się teraz stępem pośrednim. Trwało to do środka krótkiej ściany, gdzie poprzedzając polecenie półparadą, Elizabeth wysłała WKKW’istkę do kłusa. Dość sprawnie ustaliła z nią kwestię odpowiedniego tempa, mentalnie przygotowując się do wykonania kolejnego koła, których w programie było całkiem sporo.
Precyzyjnie w E wjechały na figurę, a Kanadyjka od samego początku zadbała o odpowiednie wpasowanie w łuk – wewnętrzna łydka pozostawała na popręgu, podczas gdy zewnętrzna pilnowała dupki. Zewnętrzną utrzymywała napiętą, a wewnętrzną pulsacyjnymi ruchami podbierała, chcąc uzyskać jak najlepsze wygięcie. Jednocześnie nie pozwalała siwej gasnąć i tracić na jakości chodu, bo jej syndrom był wystarczającym utrudnieniem w tej sytuacji.
Dalej w najbliższym narożniku – pomiędzy H i C – wykonały kolejne zagalopowanie. Brunetka zadbała o dokładne wpisanie w narożnik, co by Fabiola nie miała najmniejszych wątpliwości na jaką nogę powinna pójść. Nie pozwalała jej się rozpędzać, chcąc utrzymać ładny galop roboczy, który cierpliwie wysiadywała, starając się maksymalnie rozluźnić.
W literce C wjechały na czwarty już okrąg, na którym El starała się zachęcić swoją podopieczną do ostatnich poprawek, a mianowicie mocniejszego zaokrąglenia fouli i ogólnej poprawy sylwetki. Po domknięciu rysunku w punkcie wyjściowym, przegalopowały jeszcze kawałek. Dopiero po minięciu B dziewczyna mocniej dociążyła grzbiet klaczy, ściągnęła łopatki i poprosiła o powrót do kłusa, który może nie należał do najpłynniejszych, ale był całkiem przyzwoity. Kawałek dalej – bo w A – wjechały na linię środkową, z zamiarem zakończenia ich dzisiejszego wystąpienia. Zgodnie z założeniem zatrzymały się w literce X, gdzie zawodniczka po raz drugi ukłoniła się sędziom i zjechała z czworoboku stępem na luźnej wodzy.
Korzystając z faktu, że do drugiego przejazdu było jeszcze daleko, osobiście rozstępowała klacz, nie szczędząc jej pochwał. Następnie odprowadziła ją do stajni, gdzie Fabiola została rozsiodłana i odstawiona do boksu na odpoczynek przed jutrzejszym crossem.

z/t

Fabiola - 2017-03-26, 23:29

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Z kolejnego narożnika wyszła na przekątną, na której niemal nie zmieniając ram, pokusiła się o obniżenie szyi i wypuszczenie nosa w przód. Niestety ilekroć wyciągała go ku ziemi, równie szybko podrywała głowę w górę, podrażniona promieniami słońca lub drobinkami kurzu, które unosiły się w powietrzu. Sytuacja nieco się poprawiła wraz z ponownym nabraniem wodzy na kontakt, kiedy to Fabiola wróciła do wcześniejszego ustawienia i znalazła oparcie na zewnętrznej wodzy; zresztą na tej wysokości czynniki z zewnątrz były mniej dokuczliwe, co pomagało Fab w zachowaniu spokoju. Parę metrów dalej ruszyła płynnie kłusem w odpowiedzi na otrzymaną łydkę. Tym razem od pierwszego kroku szła żywo i chętnie, z zainteresowaniem wyglądając w przód z postawionymi na sztorc uszami. Generalnie wbrew uciążliwemu machaniu głową, miała dobre samopoczucie i mnóstwo chęci do pracy - na swoje szczęście syndrom nie był w na tyle zaawansowanym stopniu, by uprzykrzać kobyłce życie. Stąd też komisja powinna mieć na nią łaskawsze spojrzenie.
W połowie długiej ściany rozpoczęła kolejne koło, na którym wygięła się od wewnętrznej łydki i wewnętrznej wodzy, nie przesadzając z tym jednak dzięki zewnętrznym pomocom, które pozwalały się wygiąć tylko w takim stopniu, w jakim było to wskazane. Zamknąwszy koło w tej samej literze, jeszcze przez parę metrów poruszała się kłusem, po czym płynnie zagalopowała w narożniku, tym razem nie powtarzając błędu z poprzedniego zagalopowania. Niosła dość przyjemnie, przede wszystkim w stałym tempie, poddając się wszelkim korektom ze strony amazonki. Na kole jeszcze wyraźniej zaokrągliła foule, zdecydowanie podciągając ten element w oczach sędziów. Następnie przeszła - już na długiej ścianie - do kłusa, w którym szła tak samo lekko, jak zawsze, choć niestety niekiedy wypadała z rytmu poprzez swoje dolegliwości. Był to właściwie ostatni punkt programu, bo po przejściu do kłusa pozostało jej jeszcze tylko wejście na linię środkową, na której wykonała płynne, równe zatrzymanie z podstawionym zadem i w zachowaniu ustawienia. Odczekała chwilę i ruszyła do przodu, by po chwili skręcić i zejść z czworoboku na rozprężalnię. /zt


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group