Diego Montana - 2016-05-15, 14:39 Widząc zmagania Briana z Sens, uśmiał się trochę. Klacz faktycznie była dość rozrywkowa, nie dawała się ze sobą nudzić
-Patrząc na to, jak ze sobą sobie żyjecie to nie dziwie się. - odparł, klepiąc gniadosza po szyi. Jeszcze pewnie się nieco popluskali w wodzie, poszaleli i inne takie. Jednak w końcu, Diego odczuł głód, aż mu w brzuchu zaburczało.
-Jedzenie? - miał nadzieje, że Brian podzielał jego zdanie. Kiedy tak było, skierował się z koniem wpierw na pastwisko, gdzie go wpuścił wcześniej częstując kawałkiem marchwi. Potem do namiotu, po wałówkę i czekał na przyjaciela.Sensationet - 2016-05-15, 15:12 No widzisz, to się nazywa kobieca intuicja Zabawne to było kiedy się tak czołgał, choć mniej zabawne, gdy sobie pomagał klaczą. Prychnęła na Briana, jakby się śmiejąc z jego wyglądu. Zakładać mógł Na mokry dotyk, klacz się nieco wzdrygnęła. Talarek marchwi, zjadła ze smakiem, obserwując dwóch mężczyzn i ogiera.Delfinek - 2016-05-15, 15:12 -Słodki niczym najsłodsza cytryna-zaśmiała się i kontynuowała-To ja poproszę wszystkie bez właściciela, i niezajeżdżone-zwróciła się do Caro spoglądając z uśmiechem raz na nią, raz ma mężczyznę. Dopiła również swoje piwo i wyjęła z kieszeni telefon podając dla dziewczyny.-I chcę mieć Wasze numery, mam zamiar nawiedzać Was w nocy-poruszyła sugestywnie brwiami, by kiedy Caro wpisała jej numer (o ile wpisała) podać telefon dla Drew.Amelie - 2016-05-15, 15:27 Nawet jakoś sprawnie pewnie udało im się ostawić namiot. Amelie nie robiła tego od lat - chociaż oże to przesada, ale widać nie zapomniała z czym to się je. Kiedy namiot stał ułożyła w nim swoją matę, czy śpiwór i klapnęła na ziemię, zajmując się zdejmowaniem butów do jazdy. Miała zamiar wygrzebać ciuchy na zmianę, nie będzie siedzieć w tym, w czym przyjechała.
- Widziałam ognisko. Może upieczemy kiełbaski? - zaproponowała luźno Annie. Równie chętnie poszłaby nad jezioro, choćby żeby zamoczyć stopy.Brian - 2016-05-15, 15:52 Poklepał Sensationet po szyi, gdy zjadła marchew. Nie miał zamiaru jeszcze odpuszczać, dlatego trzymając w jednej dłoni uwiąz, drugą głaskał klacz o szyi i łopatce, kierując się znowu w stronę wody małymi kroczkami. Nie odpuści sobie, dopóki zangersheide nie umoczy chociaż kopytek, przecież jej woda nie zje. Pierwszy wszedł do wody, umoczył w niej opuszki palców, po czym wrócił do głaskania, zachęcając czterolatkę do wejścia do jeziora. Jeżeli weszła chociaż kawałek był zadowolony i zachęcił ją do spaceru wodą, pluskając ją nią lekko, bo nie chciał znowu wylądować w wodzie.
W końcu wyprowadził gniadą na brzeg.
- Umieram z głodu. - odpowiedział mężczyżnie. Wrzucić coś na ruszt, ugasić pragnienie kilkoma piwkami i będzie w siódmym niebie. Odprowadził Sensationet na ogrodzony padok, po czym poszedł do namiotu przyjaciela po wałówkę.Caroline Hathaway - 2016-05-15, 19:08 Nie chce go reanimować, jeszcze metodą usta usta No chyba się z choinki urwała, myśląc, że zna aż tyle. Poza tym w takiej kategorii, znała bardziej konie należące do ludzi, a nie samotne. Zaśmiała się, z charakterystyki kobiety i faceta na temat Scho.
-Bardziej znam te które mają właścicieli. Podobno są dwa karosze nie zajeżdżone, na pewno to ogier i klacz. Dzieci tutejszych ogierów, nazywają się chyba Little i Whatever, czy coś takiego. Jednak pewnie jeszcze jakieś znajdziesz. - odparła, wolała dziedzinę typu "wymień co znasz" Delfinek - 2016-05-15, 19:17 Pokiwała twierdząco głową po czym kontynuowała.
-Proszę, jeśli już to skłam, że są niski i potulne jak baranki-złożyła dłonie jak do modlitwy w kierunku Caroline.
-Muszę się jeszcze sporo dowiedzieć-westchnęła poprawiając włosy i oparła głowę na łokciach, które to oparła na kolanach. Była tak padnięta, że najchętniej poszłaby spać, lecz to nie leży w dobrym tonie, i naprawdę miło jej się gadało.Caroline Hathaway - 2016-05-15, 19:21 Haha :D Prawie Caro uśmiała się z jej słów.
-Oboje mają dość mało potulnych rodziców, obstawiam, że nie są typowymi barankami. - odparła do Delfinka. Choć What nie był zły, to Litka była zdecydowanie gorsza w tej kwestii. O tak, z czasem wszystkiego na pewno się dowie.Anna Ross - 2016-05-15, 19:21 Pewnie tak, choć nie przewiduje by im się przydał. Rozłożyła krótko po Ameli swoje rzeczy, ona również się przebrała w luźne cichy.
-Tak, umieram z głodu. - odparła. Biorąc ze sobą prowiant i kiedy Am była gotowa, ruszyły w kierunku ogniska.Drew Pascail - 2016-05-15, 20:11 Kiedy telefon Del dotarł do niego wpisał tam swój numer. Miał ochotę zatytułować się jako Pan od kiełbasek, jednak wybrał bardziej konwencjonalną metodę wpisując się po prostu po imieniu. Oddał telefon z powrotem do Delfinka.
- Tylko spróbuj mnie nawiedzać w nocy to cię wsadzę na dwadzieścia cztery. - wymknął mu się żart. Bo to był żart a nie groźba, gdyby były jakieś wątpliwości. Dalej przysłuchiwał się rozmowie między Caro i Del, wtrącając tylko swoje trzy grosze po drodze.
-Zajmujesz się zajeżdżaniem koni? - spytał. Zainteresowało go to bo sam do tej pory miał mało okazji by zajmować się zajeżdżaniem, a ewentualne rady mogłyby się przydać. Upił jeszcze kilka łyków piwa i zgarnął jedną z przygotowanych przez siebie pianek. Była pyyszna.
- Haha, najwidoczniej masz szczęście do koni równie potulnych co Scho.Delfinek - 2016-05-15, 20:27 Wybuchła udawanym płaczem zakrywając usta by nie było widać, że się śmieje. Spojrzała na Drew i odpowiedziała z uśmiechem. -Jestem nowym masztalerzem Orchardu, więc tak-pokiwała twierdząco głową a następnie kiwając palcem w jego stronę dodając.
-Okej, mogę na 24, o ile dasz mi takie dobre kiełbaski!-pokazała mu język a następnie zajęła się robieniem sobie z włosów dwóch kucyków. Taka dorosła 25-letnia Pani masztalerz i tłumacz, po studiach weterynaryjnych i informatycznych. Świat schodzi na psy ;-SSergei - 2016-05-15, 22:02
Sara napisał/a:
...
Rus posłał w stronę Sary urokliwy uśmiech, doceniając jej dystans do samej siebie. W końcu było coraz mniej takich osób, a Serg ewidentnie cenił sobie towarzystwo takich person. Znacznie mniej musiał wtedy uważać na słowa i chociaż zdarzało mu się zagalopować, potrafił w odpowiednim momencie przeprosić. Zazwyczaj.
- Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że dałabyś sobie z nim radę - mruknął, taksując ją wzrokiem... kobiety potrafiły być przerażająco dokładne, gdy się na kogoś uwzięły, więc podstawową zasadą geja było nie podpadanie płci żeńskiej.
Mężczyzna przeniósł wzrok na Winninga, cmokając cicho, by zachęcić go do jakiejś żywszej reakcji. Szkoda było patrzeć, jak ostrożnie się zachowuje, ale nie powinno się to zbyt długo utrzymywać. A przynajmniej taką Rus miał nadzieję, szkoda by było, żeby przez jedno nieprzyjemne wydarzenie koń zraził się do ludzi. Te zwierzęta były bardzo inteligentne, a dodatkowo dysponowały wyostrzonymi zmysłami, dlatego wszelkie "krzyki i opieprzenia" nie powinny nagminnie się powtarzać.
- Doprawdy? W takim razie jest to najwyraźniej osobnik o wysokim stopniu inteligencji i kultury - powiedział zaskakująco spokojnie Chernienko - wiesz co, może mi go przedstawisz? Lubię rozmowy na poziomie.
Uśmiechnął się. A raczej wyszczerzył zęby w parodii uśmiechu, najwyraźniej próbując znaleźć ujście dla nagle skaczącego w górę ciśnienia.Sara - 2016-05-15, 23:53 Uśmiechnęła się triumfalnie i w geście wygórowanej pewności siebie poruszyła nieznacznie ramieniem. W chwilę później pokręciła lekko głową, litując się nad samą sobą. Jej twarz ponownie rozświetlił uśmiech, który tym razem wskazywał na rozbawienie dziewczyny, niżeli wyraźny triumf.
-Wystarczyłoby tylko troszkę nieczysto zagrać.- przyznała, wcale nie ukrywając się z tym, że gdy czegoś naprawdę chce, jest zdolna dotrzeć do swojego celu po przysłowiowych trupach. Akurat w tych kwestiach była bardzo precyzyjna i nie odpuszczała za wszelką cenę. Blondynkę cechowała determinacja i upartość. Nie zawsze wychodziło jej to na dobre, lecz w większości przypadków nie zwodziła się na tych dwóch cechach swojego charakteru.
Wzrok jasnowłosej również spoczął na kopytnym, lecz nie próbowała za wszelką cenę zwracać na siebie jego uwagi. Nie była też przy tym natarczywa, nie chciała w końcu wzbudzić w ogierze większej niepewności. Zwyczajnie przez chwilę wodziła po nim przelotnym spojrzeniem, rejestrując jego postawę i zachowanie, które rzeczywiście nie było zbyt rozweselone, a Winning zdecydowanie nie tryskał energią.
-Cóż... nie wnikam w jego stopień inteligencji i kultury.- wzruszyła lekko ramionami. Człowiek, o którym rozmawiali nie wywarł na niej dobrego wrażenia i najchętniej nigdy więcej by go nie spotkała, lecz chyba nie było jej dane kogoś oceniać. Choć z drugiej strony... przecież zwykle się tym nie przejmowała, to czemu miałaby to robić teraz? -Wiesz, ja wolałabym się nie mieszać.- mruknęła nieco niepewnie, marszcząc lekko brwi. -Może po prostu pokażę ci, który to.- rzuciła w chwilę później i znacznie się ożywiła. Rozejrzała się bacznie, próbując namierzyć blondyna, a kiedy go dostrzegła, uśmiechnęła się delikatnie. Bez oporów podeszła do Rusa i zerkając przez jego ramię. -O tam- wskazała mu palcem miejsce, gdzie przebywał Vardas. -wiem tylko tyle, że ma na imię Leon.- wymruczała, odsuwając się od bruneta.Anonymous - 2016-05-17, 00:04 - Cały czas próbuję - odparł, wcale nie mniej zmęczonym tonem niż Hayley. Jemu również kleiły się oczy, nie tylko ze zmęczenia, ale również pod wpływem alkoholu. Krótka rozmowa z dziewczyną jednak zadziałała na niego trzeźwiąco, dlatego gdy ich drogi się rozeszły, brunet rozejrzał się dookoła jakby z większą świadomością.
Przecierając oczy, wolnym i nieco chwiejnym krokiem udał się na poszukiwania Aaren, szczęśliwym trafem od razu obierając właściwą drogę. Zszedł w dół, wkrótce trafiając na swego rodzaju plażę ciągnącą się wzdłuż jeziora. Stąd też dostrzegł idącą brzegiem Aaren, którą mimo wszystko rozpoznał problemu.
- Poczekaj na mnie - odezwał się dość głośno, wiedząc że w takiej ciszy dziewczyna go usłyszy. Jeżeli się zatrzymała, wkrótce dorównał jej kroku i nie robiąc zbędnych podchodów, złapał ją za oba nadgarstki niejako zmuszając do tego aby stała do niego przodem i nie unikała kontaktu. - Źle się czujesz, ta? - Mruknął, wykrzywiając kąciki warg w ironicznym uśmiechu. Nie łyknął tej bajeczki.Aaren Wayford - 2016-05-17, 00:14 Spalając do końca fajkę, rzuciła niedopałek na mokry piasek pod swoimi stopami, delikatnie wdeptując go w piach. Biorąc głęboki oddech potarła zmarznięte ramiona, wzrokiem powracając do ogniska, przy którym wciąż toczyły się jeszcze rozmowy. Nie umknął jej fakt, że towarzystwo biorące udział w butelce, nagle się rozeszło, nie zmieniało to jednak nic. Pragnęła wrócić do namiotu, otulić się śpiworem i przespać resztę wieczoru, który po tak pięknym dniu musiał skończyć się niezbyt przyjemnie. Nie potrafiła odgonić nieprzyjemnie szalejących myśli, które wywoływały niepokój i smutek.
Z zamyślenia wyrwał ją głos, którego nie pomyliłaby z żadnym innym. Zatrzymując się, westchnęła ciężko, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Przy Tonym niczego nie mogła być pewna, czasem zachowywał się zupełnie inaczej, na przekór wszelkim oczekiwaniom i podejrzeniom.
Spięła się cała, gdy ujął jej nadgarstki, próbując wywrzeć napór, chciała by je puścił i mało subtelnie dopominała się o to. Unosząc spojrzenie wbiła je w jego twarz, wpatrując się w ledwo widoczne zarysy twarzy i ten uśmiech, który nie wywołał w niej żadnych pozytywnych emocji.
- Tak, nie powinno Cię to dziwić.- odpowiedziała zaskakująco spokojnie, nie miała siły na żadne kłótnie, była wykończona dzisiejszym dniem.