To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Jim Beam Rye - 2016-10-22, 14:57

Zdecydowanie nie był to mój dzień, ale wreszcie musiałem się wziąć w garść. Stojąc na linii mety byłem wyraźnie poddenerwowany, cały czas przystępowałem z nogi na nogę i nerwowo parskałem. Wreszcie nadeszła chwila, w której mogłem dać emocjom upust. Ruszyłem z miejsca galopem, szybko osiągając pożądane przez Nadyę tempo. Najeżdżając na pierwszą z przeszkód, utrzymałem dotychczasowe tempo galopu, lecz nieco się usztywniłem poprzez zadarcie i lekkie przekrzywienie łba. Musiałem się jednak przyjrzeć zbliżającej się przeszkodzie, tak, by móc poprawnie ocenić miejsce wybicia. Oczywiście słuchałem też Nadyi, ale jednak nie lubiłem do końca zawierzać jeźdźcom. Oddałem skok ze wskazanego miejsca i sprawnie przefrunąłem nad przeszkodą, dość wyraźnie wyciągając się w locie. Biegnąc na drugą przeszkodę wykazałem się jeszcze większym powerem, który poskutkował mocniejszym odbiciem i wysokim lotem, jednak niezbyt kłopotliwym do wysiedzenia. W rezultacie lądowanie było mniej wygodne, ale to głównie mnie się oberwało po stawach.
Mury nie były dla mnie niczym nowym, toteż wygląd trójki nie wzbudził we mnie wątpliwości i w spokoju dogalopowałem do końca linii, skąd oddałem kolejny, czysty skok. Po wylądowaniu kontynuowałem energiczny galop do przodu, jednak nie rozluźniałem się zanadto, cały czas bacząc uważnie na otoczenie. Moja uwaga skupiła się dopiero gdy zauważyłem czwartą przeszkodę, co pomogło mi w poprawnej ocenie odległości, której bezpośrednim wynikiem był udany skok. Niewiele dalej stała pierwsza hydra, którą przeczesałem przodami bez najmniejszych obaw, dobrze znając ten typ przeszkód. Dalej kontynuowałem galop do szóstki, która choć wyglądała inaczej niż dotychczasowe przeszkody, to jednak nie odebrała mi pewności siebie. Zdawałem się już nie pamiętać o swoich humorach z początku rozgrzewki. Wraz z odbiciem ustał rytmiczny tętent kopyt, który wznowił się wraz z wylądowaniem po drugiej stronie. Mój oddech wciąż był równy i w miarę spokojny, co dobrze wróżyło na resztę trasy. "Oksery" w szeregu 7AB nie wywarły na mnie wrażenia, chociaż wyglądały mało zachęcająco. Niemniej miałem nie tylko dużo odwagi, ale również siły, więc pokonanie obu przeszkód poszło mi gładko. Z kolei do ósemki się rozpędziłem i nawet niespecjalnie wyhamowałem przed przeszkodą, bo nie wymagała ona pionowego skoku. Mogłem za to swobodnie ściąć tor lotu i dalekim skokiem pokonać palisadę. Dziewiątka przeszkoda także nie odbiegała znacznie wyglądem od pozostałych, więc bez żadnych obiekcji podszedłem do przeszkody, wszedłem w prawidłowy odskok i po chwili byłem już po drugiej stronie, lądowanie amortyzując na stawach pęcinowych. Dopiero na dziesiątej przeszkodzie coś poszło nie tak; nie spodobało mi się coś w tle, w czego efekcie zacząłem zwalniać przed dziesiątką. Nadya jednak zdecydowała się mnie przepchnąć przez przeszkodę, co poskutkowało dorobieniem fouli i potęznym wybiciem sprzed przeszkody, ale mimo to udało mi się bezpiecznie przeskoczyć.

Anonymous - 2016-10-22, 16:14

Ukończywszy połowę trasy, poczuł, że koń stał się o wiele przyjemniejszy w prowadzeniu. Zdecydowanie mniej nakręcony niż na początku, choć wciąż pełen sił. To pozwoliło Tonemu na nieco spokojniejszą, mniej szarpaną jazdę. Do 13AB pojechał dość wolno, upewniając się, że ogier dobrze widzi zarówno zeskok, jak i wskok, bo było to kluczem do zachowania równowagi. Sam brunet postarał się ze wszystkich sił, by nie przeszkodzić ogierowi w balansowaniu ciałem. Po chwili powrócili do regularnych skoków, to jest na prawdziwych przeszkodach. Oba człony kolejnego szeregu nie były wysoce wymagające dla ogiera, zresztą jak większość przeszkód - w końcu była to klasa dostosowana do jego możliwości. Mimo to, że teraz łatwiej się prowadził, Tony wciąż nie ufał Soendergaardowi do końca i bez zmian prowadził go w zamkniętym korytarzu z pomocy, gotów go przytrzymać gdyby zaistniała taka konieczność.
Jadąc na piętnastkę pozwolił sobie na to, aby dodać w najeździe do przeszkody. Jadąc pełnym siadem, w pewnym momencie bardziej zaktywizował konia łydkami, pozwalając mu na wydłużenie foule, choć oczywiście w granicach rozsądku. Następnie wskazał mu miejsce odbicia, a gdy takowe nastąpiło, wyszedł za ruchem wierzchowca do przodu, starając się nie położyć mu na szyi. Równie aktywnym galopem udał się do następnych przeszkód, dopiero na pięć foule przed wskoczeniem do wody przytrzymał lekko Soendergaarda, chcąc mu zapewnić stabilniejsze lądowanie, które nie dość, że wypadało niżej, to jeszcze w wodzie. Przez sam zbiornik przegalopowali raczej bez sensacji, po czym stawili czoła drugiemu członowi szeregu, także niezbyt ciężkiemu - w końcu opierał się on tylko na wskoczeniu na ląd. Do siedemnastki zdecydował się trzymać tempo, ale wybrane przez samego siebie, a nie wierzchowca - chociaż jedno z nich musiało wykazać się rozsądkiem i zadbać o odpowiedni rozkład sił. Na tym etapie nie powinien już napotykać problemu z walką z koniem, więc sam najazd jak i skok były wyjątkowo udane. Osiemnasta przeszkoda nie sprawiła im najmniejszych problemów, płaski lot nad hydrą sprawił, że Soendergaard z pewnością wyraźnie "ściął" jej ruchomą część, czyli po prostu przeczesał ją przodami. Kolejno pogalopowali zwężeniem drogi, tym samym zakręcając na przedostatnią przeszkodę, która polegała na zeskoczeniu w dół. Przygotował na to konia zwalniając go i głęboko siadając w siodle, a także odchylając się do tyłu, by przy zmianie wysokości nie "upaść" na.przód ogiera, co jednak nie było takie proste. Zapewne mimo dobrych intencji nieco zaburzył równowagę konia, choć w stopniu nie zagrażającym upadkiem. Dalej pogalopowali do już ostatniej przeszkody, do której Tony ponownie zdecydował lekko dodać, by zyskać odpowiednią energię do pokonania oksera. Po tym jak znaleźli się po drugiej stronie, w pełnym galopie minęli celowniki. Ukończywszy trasę, Tony zdecydowanie zwolnił, by po chwili przytrzymać konia do kłusa i po paru minutach przejść do stępa. Wówczas zsiadł, rozsiodłał go, okrył polarową derką i rozstępował w ręku, by ostatecznie wrócić do stajni i zająć się gniadym należycie.
zt

Mercedes - 2016-10-22, 21:39

Doceniała kasztana za to co robił, jak robił. Ile poświęcał dla siebie i dla niej, był jej kochany konikiem <3 Do jedenastki był tylko kawałek i sama przeszkoda nie napawała optymizmem. Kobieta ponownie szybciej siadła w siodło i zamknęła go w pomocach, by lekko go wziąć na siebie i doprowadzić do miejsca wybicia. Nie dała mu czasu na zapatrzenie się w przeszkodę, a na pomyślenie o tym żeby uciec to już w ogóle. Po doprowadzeniu wałacha do miejsca wybicia łydką odesłała do go skoku, by zaraz przejść w półsiad i oddać mu wodzę. Do dwunastki znów był kawałek drogi do pokonania i zakręt, kobieta cały czas podtrzymywała konia w pomocach i prowadziła naprzód. Skupiała go cały czas na sobie poprzez półparady, bo nie chciałaby aby się rozproszył publicznością lub zapatrzył w przeszkodę. Dwunasta przeszkoda zwana "apex" nie wyglądała strasznie, ale kobieta nie dała się jej zwieść. Wybrała miejsce skoku przy tej węższej części, co by było koniowi łatwiej. Siadła ponownie szybciej w siodło i przymknęła go w pomocach, by doprowadzić dość sprawnie do miejsca wybicia. Po odesłaniu kasztana łydką do skoku, zgrała się z nim w locie i po lądowaniu powróciła do lekkiego półsiadu. Trzynastka była dość neiwinnym szeregiem, ale przy strachach Songa mogło być różnie. Siadając nieco szybciej w siodło przymknęła konia ponownie w pomocach i wzięła go nieco na siebie, doprowadzając wałacha do zeskoku w dół. W stosownym do tego miejscu łydką zasugerowała mu zeskok w dół, a ona sama lekko go zamortyzowała sobie w siodle. W lekkim przytrzymaniu doprowadziła go wskoku na górkę, który również wskazała mu łydką. Pochwaliła go krótko głosem, kiedy znaleźli się na górze. Po drodze do czternastki która również była szeregiem, Mercedes zaczynała wyczuwać jakąś zmianę w zachowaniu konia. Kasztan nieco chętniej szedł naprzód, a ona nie musiała go tak pchać do przeszkód. Dwie przeszkody wyglądające jak skrzynie, nie były takie straszne. Jednak kobieta ponownie wolała nie ryzykować i siadła wcześniej w siodło, by przymknąć Songa w pomocach. Minimalnie wznów wzięła go na siebie, pokazując mu przeszkody i jednocześnie nie dając mu czas na strachy. Pewnie doprowadziła go do pierwszego miejsca wybicia, by łydką odesłać go do skoku. Jak zwykle podczas wzniesienia się kasztana do lotu, przeszła do półsiadu i oddała mu wodzę. Po lądowaniu znów go lekko przytrzymała, by dojechać dość spokojnie do drugiego członu i pokonać go w ten sam sposób. Do piętnastki mieli znów kawałek, a sama przeszkoda nie napawała radością. Jakieś czarne ruro-podobne mogło im sprawić problemy, ale kobieta była dobrej myśli. Schemat dojechania i przeskoczenia przeszkody się nie zmienił, a wałach jakby mniej się bał przeszkód i mniej się rozpraszał. Do szesnastki która była ostatnim szeregiem ponownie był kawałek, a kobieta nieco starała się nadgonić utracony czas. Co i tak pewnie nieznacznie poprawi ich sytuację, ale zawsze coś nie? Wodna przeszkoda znów mogła wzbudzić w Songu niepokój, ale kobieta twardo postępowała (w granicach rozsądku) i brnęli jakoś naprzód. Dojeżdżając do wodnego szeregu siadła znów w siodło, by przymknąć go w pomocach i wziąć na siebie. Skupiła go głównie na sobie za pomocą półparad i doprowadziła do miejsca wskoku do wody. Tam łydką poprosiła go o susa w wodę, by lekko przytrzymać go w galopie przez nią. Druga łydka była przy wyskoku z wody, a ona podczas ruchów konia się z nim tylko idealnie zgrywała. Podobno im bliżej mety tym łatwiej, a siedemnastka wyglądała na nieco przyjemniejszą przeszkodę. Pozwoliła mu zachować owe tempo, które w trasie było znów nieco szybsze niż przy przeszkodach. Oczywiście nie pozwalała mu pędzić na łeb na szyję, ale nie ślimaczyć się. Utrzymując owe tempo dojechali do przeszkody, gdzie kobieta łydką odesłała go do skoku. Oczywiście standardowo przeszła w półsiad i oddała mu wodzę, by zaliczyć ten skok również do udanych. Do osiemnastki utrzymywali stałe tempo galopu i jej widok chyba nie zrobił na nich większego wrażenia. Należała do tych przeszkód, które można było przeczesać. Kobieta jak zwykle siadła w siodło i zamknęła go w pomocach, by doprowadzić go do miejsca wybicia. Łydką ponownie odesłała go do skoku, by zaraz przejść w półsiad i oddać mu wodzę. Do przedostatniej przeszkody znów był kawałek do pokonania, więc starała się nadrobić co nieco czasu. Przeszkoda nie wymagała wiele trudu i nie powinna Songowi sprawić większych problemów. Na kilka foule przed siadła w siodło i wzięła go na siebie, by doprowadzić do miejsca ze skoku dość sprawnie. Podobnie jak wcześniej na szeregu, łydką dała mu znak do skoku i zamortyzowała go sobie w siodle. Krotka pochwała głosowa i kierunek ostatnia przeszkoda. Udało im się dość sprawnie do niej dojechać, by powtórzyć ten sam schemat co przy wcześniejszych przeszkodach. Pokonali ją idealnie i ostatecznie po przejechaniu celowników zakończyli swoją trasę. Zwolniła tam wałacha do kłusa i pochwaliła go, a potem rozstępowanie i powrót do stajni.

z.t

Soendergaard - 2016-10-23, 10:03

Galopował spokojnie w równym tempie, oddychając głośno lecz wciąż miarowo, powoli zaczynając odczuwać zmęczenie nie gonił już szaleńczo na oślep, w dodatku warunki na trasie skutecznie wybiły Soenowi z głowy podejmowanie prób samobójczych. Przytrzymany równocześnie wzmógł swoją czujność bystrym spojrzeniem obserwując trasę przed sobą, dostrzegł bez problemu trzynastą przeszkodę, którą pokonał płynnie. Siła jaką dysponował sprawdzała się w sytuacjach takich ja ta, czternastka jako szereg nie stanowiła żadnego wyzwania dla Soena, który pokonał jej oba człony, jeden po drugim.
Zamknięty w pomocach pozwalał się kontrolować, dostrzegając to, że Tony niezwykle rozważnie prowadził go po crossie, myślał i analizował dobierając odpowiednią prędkość do skakanych przeszkód. Zwykle zgrywało się to z odległościami, które koń sam sobie dobierał ale dopiero teraz był to w stanie zauważyć wcześniej pędził na oślep przed siebie, mając możliwość pozbycia się nadmiaru energii.
Przyglądając się czarnym rurom leżącym na ziemi nieco mocniejszym tempem podszedł do piętnastki wybijając się już z daleka. Złożył się fenomenalnie w locie, mocno chowając podwozie pod siebie i lekko muskając hacelami fartuch popręgu. Nurkując nosem za przeszkodę pracował mocno szyjskiem i grzbietem co sprawiło, że sam skok jak i faza lotu były miękkie i przyjemne do wysiedzenia.
Z daleka widząc wodę zaczął głośniej oddychać nadymając chrapy i choć przeszkoda wzbudziła w nim pewne obawy to nie zatrzymał się, nieco wolniejszym tempem podszedł do zeskoku lądując niżej w wodzie. Galopując po basenie zaczął się lekko nakręcać, głównie przez pryskającą wokół wodę, która biła po brzuchu. Wyskakując mocniej zaczął smagać ogonem powietrze, chcąc pozbyć się nadmiary cieszy z ogona.
Do przeszkody siedemnastej galopował odważnie lecz nie walczył z jeźdźcem, pozwalał Tonemu okazując tym samym zaufanie do swojego właściciela. Oddając skok, pozostawił za sobą drewnianą przeszkodę, teraz kierując się w stronę hydry. Ochoczo skacząc przez krzaczyska przeczesał zarówno przodami, brzuchem oraz tyłami ruchomą część lądując za przeszkodą.
Utrzymując wciąż dynamiczne tempo delikatnie walczył przy hamującej go ręce bruneta, dopiero później dostrzegając powód takiej, a nie innej decyzji. Podchodząc spokojnie do zeskoku, starał się zrobić to tak aby za mocno nie szarpnąć samego siebie jak i jeźdźca, którego ciężar musiał dźwigać na swoim grzbiecie (grubasku Ty mój <3).
Ratując siebie i właściciela z opresji kierowali się już w stronę ostatniej przeszkody, do której Soen zgodnie z zachęcającymi pomocami mężczyzny wyrwał do przody. Wyrywając kępy trawy hacelami mocno i energicznie szedł na przeszkodę, wybijając się potężnie nad okserem zaserwował Tonemu moc emocji i doznań :lol2: oraz nieco nieprzyjemne lądowanie po tak silnym skoku. Galopując jeszcze przesz chwilę oddychał głośno, a minąwszy celowniki chętnie przeszedł do kłusa.
Przy wszystkich zabiegach takich jak rozsiodływanie stał spokojnie w miejscu ani myśląc o tym by wybrać się na jakąś wycieczkę, razem z Tonym wrócił do stajni.
/zt

Strawberry Wine - 2016-10-23, 10:59

Gdyby istotnie Jessie zdecydowała się odstawić Truskawkę od pracy (a mam tu na myśli zarówno treningi, jak i zawody) najpewniej w przyszłym sezonie początki byłyby cięższe niż w tym roku. Innym koniom być może to pomagało, ale Strawberry potrzebowała solidnego utwierdzenia się w przekonaniu, że stała się kucem sportowym i mniejsze czy większe bunty nie doprowadzą do codziennego stania w boksie. Tylko zaszczepienie w niej takiej myśli poskutkować mogło zmianą nastawienia konia i komfortu jazdy, ale bądźmy szczerzy, miała prawo myśleć w ten sposób. Niemal 4 lata swojego życia jedyne czym zajmowała się klacz było wychodzenie na padoki i ewentualnie kilka bryknięć pod siodłem. Ktoś utwierdził ją w przekonaniu, że wystarczy człowieka po prostu przestraszyć, a umówmy się – nie lubiła pracować. Na szczęście Jessie była uparta w równym stopniu co sam kucyk i nie odpuszczała dzięki czemu z czasem powinno iść im coraz lepiej. Tak jak teraz, kiedy wciąż posłuszna, postawiła uszy na widok niewielkiej kłody. Odrobinę przyspieszyła, by nadać odbiciu mocy i natychmiast podciągnęła przedie nogi ku górze, składając się odpowiednio. Przestraszyła ją jednak woda, do której początkowo niechętnie wgalopowała, podciągając głowę ku górze i tuląc uszy. Ciecz stawiała opór, choć nie była głęboka i gdyby tylko jej pozwolono klacz przeszłaby do kłusa. Na szczęście zaraz udało im się dotrzeć go krokodyla, na którego Strawberry faktycznie nie zwróciła większej uwagi. Z natury była odważna i ciężko było faktycznie ją przestraszyć, choć zaufanie jej w tej kwestii nie byłoby najmądrzejszym pomysłem. Była w końcu tylko koniem, który głęboko w naturze zakodowaną ma ucieczkę. Na szczęście nie tym razem. Przeskoczyła natychmiast zielonego stworka, Wyginając się do zakrętu. W jej ciele wprawdzie pojawiły się usztywnienia, dobrze wyczuwalne przez Amazonkę choć były one bardziej kwestią obawy przed upadkiem niżeli niechęcią do współpracy. Truskawka pozwoliła sobie więc nieco szerzej wyjechać, nie najeżdżając idealnie na środek przeszkody, ale na szczęście nie rzutowało to na sam skok. We wskazanym przez dziewczynę miejscu odbiła się natychmiast i z lekkością pokonała jedenastkę. Czekał ją teraz spory odcinek galopu, na którym istotnie rozpędziła się znacznie bardziej niżeli wcześniej. Postawiła uszy i starając się odpowiedzieć na łyskę, pewnie podeszła do dwunastki. Przeszkody na trasie pony nie były zbyt wymagające, toteż kiedy już zgrała się z jeźdźcem zaczęło być całkiem przyjemnie. Ba, poproszona nawet wygięła szyję w rogalik, zaokrąglając się odrobinę i poprawiając przcę zadu, by przy trzynastce znów wykonać porzadny baskil. Czekała na nie teaz czternastka, do której znów Strawberry musiała dobiec całkiem spory dystans, ale nie proszona o znaczne pszyspieszenie, zachowała optymalne tempo, w którym czuła się najlepiej. Było ono wprawdzie żywsze od tego, które prezentowała podczas skoków, ale też nie na tyle, by nadrobić stracony czas. Zresztą nie oszukujmy się, Strawberry nie miała kondycji i dość szybko męczyła się podczas trasy. Na szczęście mimo coraz większego trudu kobyłka nie odmawiała skoków i kolejną przeszkodę pokonała w skupieniu i spokoju. Teraz nawet nie było trudno wymusić na niej odpowiedniego zachowania poprzez prawidłowe działanie. Jeszcze mocniej podstawiła zad, zaokrąglając galop wyraźnie. Trzeba przyznać, że tak prezentowała się wyjątkowo uroczo niczym mała, tłuściutka kuleczka. <3
Dotarła do kolejnych dwóch przeszkód, których pokonanie wymagało od Kobyłki nieco więcej wysiłku. Nie odmawiała wprawdzie skoku, ale wyraźnie zmęczona podchodziła do przeszkód jeszcze ostrożniej i tylko działania Jessie nie pozwoliły klaczce po prostu spłynąć. Na szczęście zostały już tylko dwie przeszkody do końca, z których to ostatnia okazała się łatwiejsza do pokonania. Prawidłowe poprowadzenie konia do zarowno szestnastki jak i siedemnastki, rzurowało na dwa dobre skoki, po których dotarły do mety. Klacz skorzystała z możliwości oferowanych przez jeźdźca i przechodząc do kłusa, wyciagnęła mocno czerep ku dołowi. Wówczas postawiła uszy podatna na pochwały i po jakimś czasie została zaprowadzona przez luzaka do stajni.
/zt

Fabiola - 2016-10-23, 14:18

Pogoda rzeczywiście sprzyjała klaczy, która ani razu nie machnęła dziś głową, najwyraźniej będąc wolną od wszystkich czynników prowokujących takie zachowanie. Po ukończonej rozgrzewce udała się do startu drobnym kłusem, po czym zatrzymała się we wskazanym miejscu. Zacięła nerwowo ogonem na lewo, wyczuwając ekscytację związaną ze startem. Po chwili rozległ się dźwięk oznaczający rozpoczęcie przejazdu, wraz z którym Fabiola przeszła do galopu w odpowiedzi na działania Elizabeth. Przeszkody w tej klasie były niskie, uwzględniające wiek i poziom startujących w niej koni, więc pokonanie pierwszej z nich nie stanowiło dla Fabioli kłopotu. Mimo swojej filigranowej budowy, miała spory potencjał i szczerze mówiąc - ledwo podnosiła nogi w skoku, lecz nie z lenistwa, a z powodu uśpionych ambicji, które dochodziły do głosu dopiero na wyższych przeszkodach.
Niemniej była bardzo wsłuchana w swoją amazonkę. Nie miała zbyt wiele doświadczenia, dlatego wskazówki od Elizabeth były bardzo cenne. Dzięki nim udało się siwce gładko pokonać także następną przeszkodę. Cały czas żwawo, chętnie galopowała przed siebie, jak na razie niczego się nie bojąc. Z łatwością wskoczyła na wzniesienie, a następnie dogalopowała do palisady, nad którą oddała daleki, lekko spłaszczony skok. Miała w sobie sporo gracji, obecnej także podczas skoków. Zdawała się pokonywać przeszkody z lekkością, a w dodatku sprawiało jej to niemałą przyjemność. Kolejno dogalopowała do czwartej przeszkody, gdzie ponownie za pomocą Elizabeth bez walki podeszła pod przeszkodę, spod której odbiła się sprężyście, w locie nurkując lekko nosem i podnosząc nogi. Po jej pokonaniu udała się do dwuczłonowego szeregu. Pierwszym członem było zeskoczenie w dół, co uczyniła bez zawahania, zachowując równowagę dzięki zgraniu z Elizabeth. Kolejno dogalopowała do palisady, którą przeskoczyła zachęcona przez zawodniczkę. Ostatnią przeszkodą na tym etapie był stół, którego konstrukcję klacz instynktownie wykorzystała, tj. skacząc raz jeszcze odepchnęła się od powierzchni stołu, zaraz lądując bezpiecznie po drugiej stronie.

Bloo - 2016-10-23, 14:19

Atmosfera zawodów była jeszcze na dobrą sprawę obca dla Blooregarda. Był dopiero na początku swojej świetlistej kariery, toteż takie eventy wywoływały w nim bardzo mieszane uczucia. Naomi już od samego początku mogła wyczuć, że koń jest lekko podbuzowany i zestresowany.
Po odpowiednim rozgrzaniu, posłusznie przemieścił się na linię startu. Nie umiał jednakże ustać na niej spokojnie i caplował w miejscu, wyostrzonymi zmysłami oczekując dalszych wskazówek. Otrzymawszy sygnał do galopu, wypruł przed siebie bez opamiętania, bardzo mocno atakując kopytami ziemię. Rozciągnął się przy tym i nastawił uszy na sztorc, z lekkim podenerwowaniem obserwując trasę przed sobą. Zarówno przeszkodę z numerem jeden, jak i tą z numerem dwa, przefrunął bez najmniejszego zawahania. Po tych dwóch skokach pierwsze ciśnienie zdążyło z niego zejść, a Bloo stał się bardziej czuły na pomoce amazonki i jednocześnie łatwiejszy do prowadzenia.
Trójka nie sprawiła mu większych problemów. Odpowiednie prowadzenie Naomi sprawiało, że harmonijnie naskoczył na stopień, by chwilę później z niego skoczyć i pokonać trzeci człon konstrukcji. Nie robił jakichś niebotycznych zapasów, aczkolwiek skakał z wyraźnym poszanowaniem dla przeszkód.
Na czwórce już z daleka zawiesił swoje spojrzenie, nachodząc na nią równym, aktywnym, okrągłym galopem. Dzięki pomocy Naomi, wybił się w odpowiednim miejscu i pofrunął do góry, pięknie składając przody. Wylądował z cichym stęknięciem i nadrobił utraconą prędkość. Na szereg naszedł ochoczo, płynnie zeskakując ze stopnia i kierując się prosto na palisadę. Pokonał ją sprawnie, mocno angażując swój zad. Szóstkę zaś pokonał jednym, obszernym susem, wybijając się nawet odrobinę za mocno. Nie mniej jednak uzyskał przy tym piękny baskil i chwilę później pogalopował na siódemkę. Palisada faktycznie była dużo lepszą opcją. W przypadku cornera nie szedłby równie pewnie, co na palisadę, która na dobrą sprawę nie raziła go ani swoją formą ani rozmiarem. Ósemkę zaś przeszedł identycznie, co konstrukcję z numerem trzy.

Corleone Olshansky - 2016-10-23, 14:55

Jeżeli chodzi o tempo galopu, Corleone dostosował się do oczekiwań jeźdźca. Nie miał najmniejszej ochoty na samodzielne przyspieszanie, nie zapominał się też galopując po otwartym terenie w całkiem słusznym tempie. Nie był przyzwyczajony do takiego rodzaju wysiłku, dlatego już w połowie trasy zaczął odczuwać dość znaczące zmęczenie. Na szczęście miał bardzo wydolny organizm, dzięki czemu powinno mu wystarczyć sił na dotarcie do mety.
W najeździe do piętnastej przeszkody nie poczuł zawahania ze strony Luke'a, co pozwoliło mu na zachowanie spokoju i rozsądne podejście do sprawy. Ograniczony pomocami, które wskazywały mu jedyną słuszną drogę ruchu - w przód - dogalopował równo do przeszkody i zachęcony do skoku, odbił się od podłoża i zaraz złożył się w skoku, przelatując kilka centymetrów nad przeszkodą. Tak jak mężczyzna, w trakcie każdego skoku prezentował szereg nieodłącznych czynności, takich jak wyciągnięcie szyi i nosa, lekkie zaokrąglenie grzbietu czy staranne złożenie kończyn.
Po skoku o dziwo skorzystał z luźniejszej wodzy, choć na treningach nie przejawiał ku temu chęci. Tutaj jednak seria oddanych skoków sprawiła, że ogier chcąc nie chcąc się rozluźnił, nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Co za tym idzie, ochoczo wydłużył górną linię, nie przerywając przy tym galopu z wyraźnym zaangażowaniem zadu w pracę.
Wkrótce znaleźli się w pobliżu zbiornika z wodą, co dla Corleone było niejaką nowością. Znał rowy z wodą, więc w jego mniemaniu przez wodę należało skakać, a nie do niej wpadać. Tutaj było to jednak niewykonalne, co skłoniło gniadego do oddania skoku zwieńczonego lądowaniem w wodzie, mimo drobnych obiekcji z tym związanych. Przez wodę przegalopował dzielnie i bez większego trudu sprostał wyzwaniu, jakim było wskoczenie z powrotem na stały ląd. Z nim rzeczywiście nie trzeba było się obawiać o utratę ducha walki, bo miał go aż zanadto. Nie przeszkadzał mu ani przeciętny wzrost, ani nawet średnie warunki pogodowe.
Napotkana niebawem buda nie zrobiła na koniu wrażenia. Była nieduża, o spokojnych, stonowanych kolorach, dzięki czemu chyba żadnemu ze startujących koni nie sprawiła problemu, a Olshansky nie odbiegał od tej reguły. Luke swoim gadaniem raczej nie pomagał ogierowi, ale skoro miał taką potrzebę - droga wolna. Gniady i tak niewiele z tego zrozumiał, czasami strzygł uszami, ale jego uwaga była przede wszystkim skoncentrowana na przeszkodach. Miał coraz mniej sił, dlatego w ogóle nie skupiał się już na nieistotnych rzeczach, które tylko go rozpraszały. Nie bał się przeszkód, był typem konia, który pójdzie dosłownie na wszystko, choć może niezbyt pięknie. To czyniło go świetnego konia do konkursów szybkości czy z Jokerem, ale czy dobrego WKKWistę? Tutaj mogłoby się okazać, że wyłożyłby się na trudnym, bardzo technicznym parkurze.
Poruszając się po lekkim spadku terenu, rzeczywiście lekko przyspieszył, jednakże w granicach rozsądku. Bez zawahania wszedł w niejakie zwężenie, najwyraźniej nie cierpiąc na nic w rodzaju klaustrofobii. Wyszedłszy z powrotem na otwartą przestrzeń, znaleźli się już na wprost ostatniej przeszkody - czego obaj zapewne wyczekiwali równie mocno. Konstrukcja dwudziestki wydawała się znajoma, także dopilnowanie ogiera było tylko formalnością, bo prawdopodobnie i bez tego zdecydowałby się na pokonanie przeszkody. Niemniej wybrał odpowiednie miejsce do oddania skoku i odbił się z niego, po raz ostatni prezentując nie najgorszy baskil w skoku, zwieńczony stabilnym lądowaniem z otworzeniem zadu. Pogoniony po skoku do jeszcze szybszego galopu lekko się zbuntował, swoje niezadowolenie wyrażając poprzez podbicie zadem (a kto by pomyślał... Mogłoby się wydawać, że już wypadły takie pomysły z głowy), po którym jednak dodał na te ostatnie kilkanaście metrów do mety.
Po jej przekroczeniu przeszedł do kłusa, a następnie do stępa, w którym maszerował kolejne kilkanaście minut, aż do wstępnego przeschnięcia i uspokojenia się. /zt

Elizabeth White - 2016-10-23, 15:35

Najeżdżając na siódemkę miała możliwość wyboru – albo wąski corner, albo znacznie szersza palisada. Wybrała drugą opcję, uważając ją za bezpieczniejszą dla ich przejazdu. Nowicjuszka miała w tym przypadku mniejszą szansę na wyłamanie, co nieco uspokajało Elizabeth. Nie mniej jednak nie zniwelowała przeszkody, prowadząc kopytną bardzo starannie do przodu.
Ósemka była aż trzy członowa, aczkolwiek nie należała do przeszkód specjalnie trudnych. Brunetka wiedziała jednak, że żeby pojechać całość pomyślnie musi pomóc swojej podopiecznej w odpowiedniej ocenie odległości. Przed pierwszym członem usiadłam w siodło, na spokojnie i z wyczuciem dojeżdżając do miejsca wybicia. Dalej posłała Fabioli wyraźną łydkę, od razu przenosząc się w nieco wyższy półsiad. Po wspięciu się na stopień zaktywizowała kopytną, chcąc żeby ta nieco obszerniejszą foulą pokonała ów wzniesienie. Dalej oddała jej wodzę i odchylając się do tyłu, pozwoliła na swobodny zeskok, od razu nakierowując siwą na ostatni element konstrukcji. Tutaj również obyło się bez komplikacji i mogły pędzić dalej.
Trasa do dziewiątki była dosyć długa i kawałkiem prowadziła wzdłuż lasu. Zawodnicza prowadziła WKKWistkę aktywnym galopem, pozostając w niskim, odciążającym półsiadzie. Nie pchała jej usilnie do przodu, nie chcąc zbytnio zmachać klaczy przez ukończeniem przejazdu. Doskonale wiedziała, że muszą mieć jeszcze trochę siły na pozostałe do pokonania przeszkody.
Domek nie wyróżniał się niczym szczególnym i można by powiedzieć, że nie zrobił na nieparzystokopytnej najmniejszego wrażenia, co oczywiście niezmiernie cieszyło jej właścicielkę. Chciała w końcu w przyszłości celować w wyższe klasy, a dobry początek był ku temu podstawą.
Dziesiątka prezentowała się nieco gorzej, bo bramki zamykały jej kompozycje, uniemożliwiając wierzchowcowi ewentualną ucieczkę w bok. Kobieta nie do końca wiedziała jak zareaguję na to siwa, toteż pozostała czujna do samego końca, zamykając ją w szczelnym korytarzu i odważnie prowadząc do przodu.
Dojeżdżając do jedenastki, wzięła kobyłkę bardziej na siebie, nie pozwalając jej przedwcześnie wyrwać do przodu. Przed drugim członem również lekko ją przytrzymała, pomagając tym samym w ocenie najbardziej optymalnego miejsca do wybicia. Później już tylko wpuściła ją do przodu i zachęciła do oddania skoku odpowiednimi pomocami, bez najmniejszej zwłoki zgrywając się z nią w locie. Rękę przez cały ten czas utrzymywała na stabilnym kontakcie, nie tracąc go w żadnej fazie ów najazdu.
Hydra z numerem dwanaście do złudzenia przypominała przeszkodę, którą pokonywały parę chwil temu. W związku z tym Elizabeth nie wiązała z nią większych wątpliwości, nie sądząc, że nagle Fabioli się odmieni i ta odmówi skoku. Nie mniej jednak, dołożyła wszelkich starań by odpowiednio przygotować ją do skoku i nie zaburzyć równowagi siwej podczas samego lotu jak i lądowania.
/7-12

Fabiola - 2016-10-23, 15:38

Decyzja o ciągłym pilnowaniu Fabioli była jak najbardziej słuszna, bo chociaż klacz chętnie szła na przeszkody, to zostawiona sama sobie mogłaby zgłupieć i nieoczekiwanie odmówić skoku. Nic takiego nie miało jednak miejsca, więc najazd na siódmą przeszkodę niczym się nie różnił od pozostałych. Klacz lekko wyciągała do przeszkód, nie mając jednak skłonności do urywania foule w ostatniej chwili. Można powiedzieć, że była bardzo grzeczna i karna, w czego efekcie ponownie udało jej się wybrać prawidłowe miejsce odskoku, co poskutkowało udanym skokiem. W przypadku szeregu uważnie wsłuchała się w to, co miała jej do przekazania Elizabeth. Dzięki temu zachowała pasujące odległości i uniknęła niebezpiecznych sytuacji. Do pierwszego członu pogalopowała spokojnie, aczkolwiek dość mocno pchała się przy tym zadem, co poskutkowało także lekkim przodem. Wówczas bez trudu wskoczyła na nasyp, przez który przegalopowała nieco żywiej, by po paru krokach zeskoczyć z niego i udać się na ostatni człon szeregu.
Dłuższy odcinek pozbawiony przeszkód wykorzystała na swobodniejszy galop. Parskając co któryś krok, wyraźnie poszerzyła foule, lecz była daleka od poniesienia Elizabeth i wywiezienia jej w siną dalej. Pod tym względem mogła być spokojna. Zapewne w najeździe do dziewiątej przeszkody została lekko skrócona i podniesiona, czemu poddała się bez walki. Nie mogło się to skończyć inaczej niż sukcesem. Konstrukcja dziesiątki sprawiła, że Fabiola wyjątkowo mocniej zaangażowała się w skok, skacząc ciut wyżej, ale przede wszystkim unosząc mocniej nogi. Ten bardziej widowiskowy skok lekko ją pobudził, więc przytrzymanie przed jedenastką było bardziej niż konieczne. Nie było to jednak trudne zadanie, bo klacz była wrażliwa na wszelkie sygnały, no i miała ugodowy charakter. W efekcie wpasowała się w odległości między przeszkodami w linii i obie pokonała bez większego trudu. Oswojona z widokiem hydry, na widok następnej nie spanikowała, tylko śmiało poszła naprzód, zaraz oddając płaski skok nad przeszkodą i przeczesując przodami miękką część przeszkody.

Sensationet - 2016-10-23, 16:00

Do jedenastki był dość krótki dystans i sama przeszkoda nie napawała radością. Dojeżdżając do owej przeszkody ponownie zgodnie z poleceniem właściciela, przysiadła na zadzie i uniosła przody. Skupiła się bardziej na facecie, a nie przeszkodzie. Miało to pozytywny skutek na skok, bo klacz dojechała do miejsca odskoku i zaraz po łydce wzniosła się do niego. Standardowo jak w poprzednich razach podkurczyła kończyny pod siebie i zanurkowała nosem w dół. Dość szybko i sprawnie dojechali do dwunastki, która okazała się dla nich bezproblemowa. Lekko bryknęła w dystansie do trzynastki, co było odpowiedzią na pochwałę za dobry poprzedni skok. Trzynastka ponownie była szeregiem i chyba jednym z prostszych na trasie. Klacz pewnie i spokojnie dojechała do uskoku oznaczonego 13a, by płynnie i z lekkością zeskoczyć w dół. Odcinek do wskoku na wzniesienie pokonali spokojnie i zaraz zrobiła hopsa na górkę, pokonując ostatecznie szereg w doskonałym stylu. Kolejny znów był szereg, a para pozwoliła sobie do niego co nieco przyspieszyć w tempie. Dojeżdżając jednak do pierwszego członu nieco zwolnili, bo nie chcieli się przecież zabić. Obie przeszkody przypominały skrzynie, więc nic potencjalnie strasznego. Klacz bez większych problemów dojechała do pierwszej ze skrzyń, uniosła się zaraz po łydce do skoku i złożyła się w locie. Po lądowaniu za pierwszym członem dojechała sprawnie do drugiego członu i skoczyła go w doskonałym stylu. Teraz czekał ich kawałek trasy bez przeszkód, więc starali się nadgonić czas i go polepszyć jednocześnie. Po lekkim łuku dojeżdżali już do piętnastej przeszkody, by się zaraz ponownie przygotować do oddania skoku. Nie widziała potrzeby skracania się, więc dojechała mocno do przeszkody i zaraz ją pokonała w dobrym stylu. Teraz czekał ich ostatni szereg, a przeszkoda w dodatku była wodna. Klacz już znała takie przeszkody i w ogóle jej to nie przeszkadzało. Klacz energicznie i w pełni zaangażowana dojechała do pierwszego członu, by w odpowiednim momencie zrobić susa i znaleźć się w wodzie. Utrzymując spokojne i energiczne tempo, przejechali zbiornik wodny i wyskoczyli z niego przy 16b. Znów czekał ich kawałek trasy do pokonania zanim znaleźli się przy siedemnastce. Zostały im cztery skoki i kawałek trasy do pokonania jeszcze, więc ona nie da rady? Da da. Zdarzały im się małe potknięcia, ale szybko to naprawiali i jechali dalej. Pokonanie "budy dla psa", nie było dla nich problemem. Klacz po dojechaniu do miejsca odskoku, wzniosła się do lotu po sygnale od chłopaka i złożyła się podczas niego. Skakała przeszkody z zapasem, nie stwarzając nawet ryzyka wywrotki. Ich styl jazdy i pokonywanie przeszkód wyrażały pewność siebie, opanowanie, precyzję i harmonie. Pokonali dość sprawnie odcinek do osiemnastki, by się ostatecznie zbliżyć do przeszkody i przyszykować do oddania kolejnego skoku. Ona tutaj również nie widziała potrzeby przesadnej siły z zadu, więc mocniej ją zaatakowała. Jej tok myślenia ponownie ich nie zawiódł, bo zaraz uniosła się harmonijnie do skoku. Oczywiście podciągnęła kończyny pod siebie i zanurkowała nosem w dół, pokonując przeszkodę na czysto. Znów czekał ich nieco dłuższy odcinek do dziewiętnastki, który pokonali w energicznym i mocnym tempie. Jednak zachowując jeszcze siły na finish. Klacz już się spociła i spieniła, ale nie odpuszczała sobie do samego końca. Przeszkoda to znów był zeskok w dół, więc coś co już przerabiali wcześniej. Po dojechaniu do miejsca zeskoku, klacz z gracją baletnicy zeskoczyła w dół i pogalopowała dalej naprzód do dwudziestki. Czekał ich dość spory najazd na ostatnią przeszkodę, gdzie może minimalnie przyspieszyli. Mimo wszystko i tak zmieszczą się w normie czasu, ale kto im zabroni? Skupiona na właścicielu i zadaniu dojechała do miejsca wybicia, gdzie zaraz po łydce uniosła się do skoku. Bez większych problemów przeleciała nad przeszkodą, by zakończyć swój cross na czysto i w normie czasu, Utrzymali dobre tempo do mety, a potem zwalniali stopniowo i ostatecznie po rozstępowaniu wylądowała w stajni.

z.t

Naomi Eaton - 2016-10-23, 16:23

Po skoku przeszła do półsiadu, jako że kolejny odcinek trasy był pozbawiony przeszkód. Przez cały ten dystans Naomi jechała stojąc dość wysoko w strzemionach, w których miała stabilne oparcie. Poluźniła nieco wodze, umożliwiając srokatemu ogierowi lekkie wydłużenie szyi, chcąc tym nieco umniejszyć wysiłek, jaki kosztowało go pokonanie całej trasy. Cały czas kontrolowała tempo Bloo, nie pozwalając by się samodzielnie rozpędził - dbała o to, by go nie zmęczyć przedwcześnie, co byłoby zwyczajną klęską.
Widząc przed sobą dziewiątą przeszkodę, na sześć foule przed nią półparadami zaczęła skracać Bloo. Usiadła też nieco bliżej siodła, chcąc go przytrzymać także dosiadem, co umożliwiło im bezpieczne najechanie na przeszkodę. W wymierzonym miejscu dała łydkę i poczekała na moment odbicia, wraz z którym przeszła do półsiadu i oddała koniowi wodze, dokładnie tyle, ile tego potrzebował. Identycznie zachowała się na dziesiątej przeszkodzie, która stała w niewielkim oddaleniu.
Kolejne przeszkody również nie znajdowały się daleko, toteż między nimi nie zmieniła tempa. Takie zmiany - ciągłe przyspieszanie i zwalnianie - były zresztą bardziej obciążające niż poruszanie się w jednakowym tempie. Do pierwszego członu Naomi zdecydowała się nieco przytrzymać Bloo, co po wylądowaniu poskutkowało nieco większą ilością miejsca do znacznie szerszego drugiego członu, do którego blondynka dodała nieznacznie, przed przeszkodą dając srokaczowi wyraźną łydkę. Obie przeszkody udało im się pokonać z powodzeniem, co Naomi przyjęła z niemałym zadowoleniem.
Następna przeszkoda należała do tych prostszych i przyjemniejszych dla konia; przede wszystkim można było ją skoczyć płasko i bez obaw przeczesać przodami miękką część przeszkody. Właśnie dlatego zawodniczka nie przytrzymała konia przed przeszkodą, jedynie lekko go podniosła z pomocą paru półparad. Doprowadziła go do przeszkody w zamkniętych łydkach i po chwili umożliwiła oddanie dalekiego skoku nad dwunastką. Większą precyzją wykazała się dopiero w przypadku nadchodzącego szeregu, gdzie przeszkody choć równie przyjazne, były zdecydowanie węższe, co wiązało się ze wzmożonym ryzykiem spłynięcia z przeszkody. Dlatego najazd na obie z tych przeszkód był o wiele bardziej staranny, mniej energetyczny niż chociażby w przypadku poprzedniej przeszkody. Dziewczynie jednak udało się dopiąć swego i przeprowadzić srokacza przez obie z tych przeszkód.
Do czternastej przeszkody zawodniczka zdecydowała się trzymać jednakowe tempo. Żwawe, parkurowe, z bardzo okrągłą foule - taki galop zapewniał dobre podstawy do oddania prawidłowego skoku. Czternastka nie byłaby tak interesująca, gdyby nie ciekawy front, który zapewne wzbudził zainteresowanie ogiera. Naomi jednak nie dopuściła do skrócenia foule, gdyby takie coś nastąpiło, od razu dała klaczy łydkę z ostrogą, zaś w miejscu odskoku wspomogła się palcatem. Po prostu nie pozwoliła KWPNowi na to, by zapatrzył się na przeszkodę, bo mogło się to skończyć nieciekawie. Przy piętnastej przeszkodzie raczej także nie powinna napotkać większych problemów; doprowadziła do niej ogiera z nie mniejszą uwagą niż do pozostałych przeszkód, zwyczajnie nie chcąc zostawić go samego z tym zadaniem. Pomogła mu w ocenie miejsca odbicia, a gdy już nastąpiło, podążyła za jego ruchem przechodząc do niewielkiego półsiadu i przesuwając rękę do przodu, za ruchem pyska. Lądując po drugiej stronie wykorzystała ostatni odcinek pozbawiony przeszkód na dodanie w galopie, pragnąc utrzymać dobry czas, którym mogli się teraz poszczycić. Z uzyskanego tempa zaczęła nieco schodzić dopiero na sześć foule przed następną przeszkodą, równie ciekawą co pokonana już czternastka. Właśnie z tego powodu działanie Naomi było bliźniaczo podobne, dzięki czemu udało jej się zachęcić Bloo do pokonania przeszkody. Przed wgalopowaniem do wody Naomi przybliżyła się do siodła, zdecydowanie prowadząc Blooregarda w zamkniętych łydkach, nie dając mu pretekstu do przejścia do niższego chodu mimo oporu stawianego przez wodę. Przed hydrą usiadła w siodle i doprowadziła ogiera do przeszkody, zamkniętego w łydkach i na równym, stabilnym kontakcie, uniemożliwiając ewentualne spłynięcie z przeszkody. W trakcie skoku ponownie wykazała się refleksem, przechodząc w porę do półsiadu i nie zapominając o oddaniu wodzy. Lądując wypatrzyła ostatnią przeszkodę i pogalopowała do niej równo, aktywnie, powtarzając schemat z przedostatniej przeszkody. Później zostało już tylko dogalopować do linii mety, co uczyniła dodając w galopie i przechodząc do półsiadu. Po minięciu linii mety zwolniła do kłusa, a następnie do stępa, w którym zsiadła i oddała ogiera w ręce luzaka Jess, sama w tym czasie udając się do kolejnego konia. /zt

Elizabeth White - 2016-10-23, 16:33

Trzynastka była szersza, więc Elizabeth zasugerowała bezpieczniejsze, dalsze wybicie, chcąc ułatwić kopytnej zadanie. Po lądowaniu od razu nakierowała ją na drugi człon, najeżdżając prostopadle do środka przeszkody. Dalej standardowa łydka i wzniesienie nad konstrukcję, przy stabilnym półsiadzie i z oddaną ręką.
Czternastka była jedną z tych bardziej fantazyjnych przeszkód, bo wystylizowana została na kaczuszkę. Oprócz ów elementów nie raziła jednak swoją wysokością ani formą. Naprowadziła na nią Fabiolę identycznie co wcześniej, nie dając jej zbytnio rozciągać się do przeszkody, ani wahać. W przypadku piętnastki było identycznie, aż dojechały do przeszkody z numerem szesnaście. Dopiero siedemnastka okazała się wizualnie bardziej masywna i tutaj kobieta dołożyła swoich starań, by zmęczona klacz nie odmówiła skoku. Na szczęście póki co Fabiola nie wywinęła jej żadnego numeru, a Elizabeth miała nadzieję, że nie zmieni się do aż do samego końca.
Dalej miały do pokonania kałużę, która zakończona była wyciętą hydrą. Zawodniczka prowadziła swoją podopieczną aktywnym, aczkolwiek pozostającym pod pełną kontrolą galopem. Mocniej zaktywizowała ją dopiero pod sam koniec, chcąc by siwa miała odpowiednią ilość energii do wybicia. Podczas samego lotu starała się w żaden możliwy sposób nie zaburzyć jej równowagi, swobodnie balansując w strzemionach.
Po szczęśliwym lądowaniu została im już tylko jedna przeszkoda, która była zabudowana przez różnego pokroju roślinność. O ile Zawodnicza poczuła niepewność ze strony klaczy, wspomogła się palcatem, siłą przepychając ją przez osiemnastkę. Chwilę później poprosiła ją o ostatnie wyciągnięcie, by po przekroczeniu celowników wrócić do kłusa, a potem do stępa. Nie omieszkała się nagrodzić Fabioli za kawał dobrej roboty, rozstępowała ją i odprowadziła do stajni na odpoczynek.

z/t

Nadya - 2016-10-23, 17:08

Zaraz za dziesiątką czekała ich jedenastka, więc Nadya nie rozpędzała Jima za bardzo. Starała się działać pomocami podobnie jak poprzednio, nie zważając na skurcz, który jednak utrudniał jej ruch i sprawiał, ze jej pomoce były mniej eleganckie i na ogół nie sprawiające jej trudności rzeczy teraz były wyzwaniem. Mimo to Bravo starała się stanąć na wysokości zadania, licząc, że skurcz i towarzyszący mu ból w końcu miną. Tak udało im się pokonać na czysto jedenastkę i już po dłuższym odcinku ruszyć na dwunastkę. Lekko pogoniła go w tempie. Na szczęście chwilowo gniadosz nie miał z tym problemu i spokojnie i dość chętnie szedł naprzód, co było jej na rękę. Przed dwunastką zamknęła ogiera w pomocach na miarę obecnych możliwości, naprowadziła na środek przeszkody, wzięła lekko bardziej na siebie i w odpowiednim momencie odesłała do skoku, oddała wodze na kontakcie, przeszła w połsiad, zgrała się z koniem i podążyła za jego ruchem, ignorując protest swojego organizmu. Skurcz nadal upośledzał trochę motorykę jej ruchów, więc to wszystko nie wyglądało tak sprawnie jak powinno, ale odniosło zamierzony skutek - wylądowali na czysto za dwunastką.
Podczas krótszego odcinka na 13ab nieco go zwolniła przed szeregiem. Podczas niego starała się stosować te same pomoce, nadal klarowne i stonowane, podczas soku wspierając oldenburga na podobnym korytarzu z pomocy, chociaż skurcz nadal utrudniał jej sprawę. Mimo wszystko pokonali szereg 13ab. Zaraz czekał ich kolejny, wiec znów nie popędzała go. Gdy poruszali się nieco spokojniejszym tempem łatwiej utrzymywała równowagę w półsiadzie a ich czas był niezagrożony, więc mogli sobie na to pozwolić, o ile na dłuższym odcinku trochę nadrobią. Naprowadziła trzynastolatka na pierwszy człon, gdy się do niego zbliżyli, zamknęła w pomocach, we właściwym miejscu zasugerowała wybicie łydką, wznosząc go nad przypominającą skrzynię przeszkodę. Po wybiciu oddała mu wodze, przeszła do półsiadu, zgrała się z nim w ruchu, przybierając w miarę swoich obecnych możliwości właściwą pozycję na jego grzbiecie i wyciągając za nią nadgarstki. Również 14a pokonali na czysto, co cieszyło kobietę. Wróciła w siodło, głęboko w nim siadając po lądowaniu, zamknęła Beam'a w pomocach i nakierowała na drugi człon, gdzie powtórzyła całość, z tym samym skutkiem.
Dłuższy odcinek na którym mogliby troszkę przyspieszyć właśnie nadszedł, więc dwudziestotrzylatka pozwoliła gniadoszowi trochę przyspieszyć, nadal jednak starając się rozsądnie rozłożyć jego siły na resztę toru. Skurcz powoli jej mijał, ale póki co nie wpłynęło to w jakiś widoczny sposób na poprawienie jej motoryki, która pozostała nieco upośledzona ze względu również n towarzyszący skurczowi ból. W dość dobrym czasie pokonali odcinek na piętnastkę. Wcześniej zamknęła go w pomocach, nie dając mu pola na jakiekolwiek wybryki, chociaż cały czas starała się jak najbardziej wspierać Jima swoimi pomocami. Miała nadzieję, że piętnastka nie wzbudziła jego obaw, czy wątpliwości, które w razie czego starała się rozwiać. Wzięła go bardziej na siebie, prosząc o siłę z zadu i odesłała do skoku we właściwym miejscu. Oddała wodze, uniosła się z siodła w półsiadzie i podążyła za jego ruchem - wszystko to wyszło jej ciut lepiej niż przy poprzedniej przeszkodzie, Znów dłuższy odcinek trasy do kolejnego szeregu. Zbliżając się do niego zaczęła nieco zwalniać ogiera, przygotowując go do przeszkody z wodą. Zamknęła go w pomocach, gdy 16a było już w zasięgu jego wzroku i skierowała go dokładnie do miejsca, w którym mieli zeskoczyć do wody, pokonując przy okazji przeszkodę przypominającą kłodę. Zasugerowała mu odpowiednie miejsce do zeskoku, dodając mu łydkę. Pokonali przeszkodę i zeskoczyli w wodę. Amazonka zachowując spokój skierowała oldenburga do 16b, już na suchym lądzie. Stosując podobne pomoce i tą przeszkodę pokonali na czysto, pomimo nadal ograniczonej swobody ruchów kobiety i chwilowym dezorientacjom wywołanym przez pozostały po skurczu ból. Pochwaliła trzynastolatka, jej zdaniem całkiem zasłużenie, ale trzeba było się skupić na kolejnych przeszkodach.
Ostatnie przeszkody znajdowały się w sporych odległościach od siebie, co dawało im szansę by jeszcze odrobinę przyspieszyć, jednak póki co nie było potrzeby żeby gnać na złamanie karku, co w obecnej sytuacji mogłoby się źle skończyć. Pokonali w dobrym tempie odcinek na siedemnastkę. Zbliżając się do przeszkody - psiej budy - zamknęła Jima w pomocach, doprowadziła do przeszkody siedząc w siodle i odesłała do skoku w odpowiednim miejscu. Po wybiciu oddała wodze na kontakcie, nieco sprawniej przeszła w półsiad, zgrała się z gniadoszem i wyciągnęła za nim nadgarstki, po czym ruszyli dalej, w stronę osiemnastki. Tam powtórzyła korytarz z pomocy, dodatkowo prosząc ogiera o siłę z zadu, z którą pokonali na czysto i tę przeszkodę.
Następnie ruszyli kawałek po prostej, by skręcić w stronę dziewiętnastki. Poruszali się tym samym, aktywnym, dobrym tempem. Przed przedostatnią przeszkodą uregulowała ich tempo, zamknęła oldenburga w pomocach, doprowadziła do przeszkody i zasugerowała miejsce do wybicia. Nadal miała problemy z ograniczoną motoryką, jednak proste na ogół czynności już nie kosztowały jej tyle wysiłku i bólu, więc wyglądały nieco lepiej. Został im długi odcinek a na jej końcu ostatnia przeszkoda. Utrzymywała trzynastolatka w obecnym tempie, bo mieli dobry czas a nie chciała, żeby na końcu doszło do jakiegoś wypadku, przez za szybie tempo. Pokonali odcinek w dobrym tempie. W okolicach dwudziestki znowu zamknęła go w pomocach, starając się znowu o klarowne, stonowane pomoce. Nakierowała Jima na środek dwudziestki, odesłała do skoku łydką, oddała wodze przy jego szyi, przeszła do półsiadu, zgrała z nim w skoku i podążyla za jego ruchem. Tym samym na czysto pokonali ostatnią przeszkodę. Poruszali się tym samym tempem do mety i minięcia celowników. Zwolniła go i skierowała na rozprężalnię. Tam go rozstępowała i zsiadła z pewną ulgą. Podziękowała mu za wysiłek i oddała w ręce luzaka, który odstawił go do stajni

zt

/11-20

Nearly Perfect - 2016-10-23, 18:28

Po łuku ruszyły na pobliską jedenastkę. Chyba można stwierdzić, ze pomimo wszystko miały szczęście. Perfect pomimo wielu elementów które mogłyby ją spłoszyć i wybić z rytmu, trzymała się dzielnie i odważnie szła na przeszkody. Jedenastka nie była wyjątkiem. Caroline zamknęła ją w pomocach i pewnie odesłała do skoku. Kasztanka wybiła się we wskazanym miejscu i pewnie pokonała przeszkodę. Ruszając z kolei na dwunastkę ochoczo przyśpieszyła nieco, na co pozwoliła jej kolorowo włosa. Pokonali zakręt i poza jednym poślizgiem, podczas którego klacz chwilowo się zdekoncentrowała, dotarli bezpiecznie do przeszkody. Znów kobieta zamknęła ją w pomocach i w odpowiednim miejscu wysłała do skoku. Klacz poderwała tyły, potem przody, zabaskilowała nad przeszkodą, zgrywając się z kobietą w skoku i wylądowała po drugiej stronie, pokonując przeszkodę na czysto. Następnie ruszyli w stronę dziwnego, ale przy tym niezbyt skomplikowanego szeregu. Odpowiednio pokierowana przez Brazylijkę, selle w 13a zeskoczyła z zeskoku, ;-D by znów wskoczyć na wyższy teren w 13b. Czekał ich kolejny szereg, 14ab. Pokierowali się na pierwszy człon po lekkim łuku. Dwie podobne do siebie przeszkody nie wzbudziły obaw siedmiolatki. Caroline siadła w siodło, doprowadziła ją do 14a i odesłała w skok. Nearly zareagowała na jej pomoce wybijając się i zgrywając się z kobietą skoku. Po lądowaniu przytrzymała ją i w podobny sposób odesłała do skoku przy 14b. Drugi człon szeregu także nie stanowił dla kasztanki żadnego problemu.
Ruszyły z kolei na piętnastkę, po drodze klacz utrzymywała narzucone tempo. Zbliżając się do przeszkody jedynie parsknęła nerwowo, przyglądając się jej z rezerwą, jednak nic jej nie odwaliło. Zamknięta w pomocach przez dwudziestopięciolatkę i odesłana do skoku łydką wybiła się, przybierając właściwą pozycję w locie, zgrała się z Caroline i w ten sposób na czysto pokonała kolejną przeszkodę. Ruszyły mniej więcej po prostej w stronę szesnastki - szeregu z wodą. Caroline dobrze zrobiła koncentrując siebie i klacz. Perfect zbliżając się do przeszkody zaczęła minimalnie zwalniać, jakby niechętnie podchodząc do przeszkody, lecz koniec końców wybiła się we właściwym miejscu, lądując w "basenie". Przegalopowała przez niego i wzbiła się nad przeszkodę, pokonując ją i wracając na suchy ląd.
Ruszyły z kolei na siedemnastkę kawałek po mniej więcej prostej z jednym zakrętem, podczas którego potknęły się, jednak uratowały przed całkowitą utratą równowagi, a Caroline starała się o utrzymanie stałego tempa, nawet jeśli nie było ono zabójcze. Zbliżyły się do siedemnastki przypominającej psią budę. Energicznie ją zaatakowały ,co zakończyło się na czysto oddanym skokiem. Osiemnastka znajdowała się po dłuższym odcinku z jednym zakrętem. Ze względu na wcześniejsze potknięcia kobieta utrzymywała kasztankę w równym, ale spokojniejszym tempie. Doprowadzona i przygotowana do osiemnastki wybiła się we wskazanym miejscu, zabaskilowała nad przeszkodą, zgrała się z kolorowowlosą w skoku i wylądowała spokojnie za przeszkodą. Czekał ich kolejny dłuższy najazd do dziewiętnastki. Klacz przyspieszyła lekko dostając taką możliwość od kobiety, nie przesadzając jednak z tempem. Skręciła po łuku w stronę dziewiętnastki, która była zeskokiem. Selle pewnie ruszyła w jej stronę dopilnowana przez kobietę i płynnie zeskoczyła, a nie spadła z uskoku. Została im dwudziestka. Ruszyły przed siebie utrzymując tempo. Po drodze zdarzyło im się potknąć, przez co siedmiolatka na chwilę zdekoncentrowała się i wybiła z równowagi i ustawienia, ale Caroline szybko nad tym zapanowała. Zamknięta w pomocach,doprowadzona do przeszkody, otrzymując od kobiety łydkę oderwała od ziemi przody, potem tyły, przyjęła odpowiednią sylwetkę w locie, zgrywając się z amazonką. Na czysto pokonała również i tą przeszkodę. Do minięcia celowników utrzymywała tempo, następnie zwolniła bez oporów. Pokonały wszystkie przeszkody na czysto, niestety przekraczając normę czasu przez potknięcia. Perfect dała się rozstępować już bez żadnych dziwactw, po czym kobieta zaprowadziła ją do stajni, rozsiodłała, przeczyściła i odstawiła do boksu.

zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group