Bastian Collins - 2016-05-13, 16:29 Wpatrywał się w dziewczynę z rozbawieniem w oczach i pokręciwszy głową sięgnął do kieszeni spodni po paczkę fajek. Przelotnie spojrzał w stronę grupy grającej w butelkę i zaśmiał się krótko na wytatuowanego kolesia przebranego w dziewczęce ubrania. Chwilę później zarejestrował odchodzącą od nich Aaren, ale zmarszczył tylko czoło, nie wiedząc dlaczego odeszła od grupy i skończyła grę. Odpalił utkwioną w ustach fajkę i zaciągnął się mocno, ponownie zwracając uwagę na siedzącą przed nim przyjaciółkę. Wypił jeszcze jeden kieliszek wódki, cały czas w myślach rozważając, czy nagła zmiana nastroju Pani Porucznik została wywołana przez młodego Wayforda. Nie chciał się jednak wtrącać, przynajmniej na razie, doskonale pamiętając podejście Aaren do jego osoby na początku ogniska kiedy zwyczajnie dała mu do zrozumienia, żeby się odczepił.
- Chodzi mi o to, że śmierdzisz i jesteś cała brudna, moja droga – zaśmiał się wesoło, ponownie w chwilę później zaciągając się papierosem. Co do stanu otępienia alkoholowego, nie wątpił, że ten zaraz jej przejdzie, ale zwyczajnie nie mógł odpuścić sobie puszczenia w jej stronę kilku złośliwych komentarzy. Stęsknił się za nią i okazywał to w, dość specyficzny, ale swój własny, sposób.Nearly Perfect - 2016-05-13, 16:33 Zadowolona, że po przejściu przez ten felerny mostek Caroline pozwoliła jej pozostać w galopie, Perfect nie dekoncentrując się strzeliła niskiego baranka, z którym kobieta nie powinna mieć najmniejszych problemów. W końcu kasztanka była obciążona, więc trudno byłoby jej bardziej zaszaleć. Skupiona na właścicielce aktywnie galopowała, dopóki ta nie zwolniła jej do kłusa, bo w końcu przed nimi dalszy kawałek trasy. Starała się nie zwracać większej uwagi na pozostałe pary, jednak czasami jakiś koń lub jeździec zwrócił na siebie jej uwagę.
Tak czy inaczej już bez żadnych problemów dotarli do jeziora. Selle z radością przyjęła pozbycie się ciężaru w postaci sakw, oraz jej ekwipunku. Wypuszczona na ogrodzony padok okrążyła go i zapoznała się z nim dokładnie. Skubnęła trochę trawy i ugasiła pragnienie w poidle, by zaczepić pierwszego z brzegu konia, który wyglądał jej na nastawionego przyjaźnie. Ona też się będzie integrować. Od czasu do czasu zerkała na kolorowowłosą, jakby wiedziała, że ta o niej mówi. Jej uwagę przykuwało też jezioro. Wydawała się nim zainteresowana, ale czy tak naprawdę weszłaby do niego, gdyby miała szansę? Trudno stwierdzić. Na razie zażywała odpoczynku po terenie.Elizabeth White - 2016-05-13, 17:17 Westchnęła i przebiegła wzrokiem po swoich ubraniach. Mężczyzna miał trochę racji, wyglądała bynajmniej niewyjściowo. Na szczęście, jak na prawdziwą kobietę przystało, zabrała ze sobą coś na zmianę.
- No dobra... Pójdę się przebrać, żebyś nie musiał się za mnie wstydzić - powiedziała po chwili i powoli podniosła się z krzesełka.
- Zaraz wracam - dodała i niemrawo ruszyła w kierunku ich namiotu. Wczołgawszy się do środka zaczęła przekopywać swoje pakunki w poszukiwaniu odpowiednich ciuchów. Po paru minutach szamotania się w ciasnej przestrzeni zamiast bryczesów, koszulki polo i oficerek miała na sobie wygodne, czarne legginsy, niskie conversy i bordową bluzę przez głowę jako, że zaczęło jej się robić trochę zimno. Poprawiła jeszcze swoją fryzurę, która do reszty rozpadła się przy procesie przebierania i tak przyszykowana wróciła do swojego przyjaciela.
- Teraz lepiej? - zapytała, już z daleka posyłając mu szczery uśmiech. Czuła się całkiem dobrze, aczkolwiek jak na razie straciła ochotę na jakiekolwiek trunki. Tęskniła za tymi jego złośliwymi docinkami, ale i tak nie zamierzała mu tego wyznawać. Droczenie się z Panem Collinsem było jednym z jej ulubionych zajęć. Może nie najulubieńszym, ale i tak sprawiającym Kanadyjce dużą frajdę.Delfinek - 2016-05-13, 21:07 DREW I CAROLINE
Zaśmiała się na pytania kobiety po czym odparła.
-Nie chcę zapeszyć, więc poznasz go jeśli będziesz chciała dopiero jak kupię. No i zagadałabym Was tu na śmierć! Tak się cieszę!-pisnęła i zbiła ręce w pięści. Oj, jak ona się cieszyła na tego konia! W końcu pomimo tylu lat jazd nigdy nie miała własnego konia, a tu miała kupić źrebaka! Tyle szczęścia <3
Na stwierdzenie mężczyzny pokiwała twierdząco głową a następnie stwierdziła.
-Najpierw nakarmienie komórek a potem ich praca-Usiadła wygodniej i spojrzała na Caroline uśmiechając się miło i kontynuując.
-Mogę poznać imię tej klaczy andaluzyjskiej? Przyda mi się jakaś wiedza na temat koni, przy których pracuję-westchnęła poprawiając wciąż uciążliwe spadający na nos kosmyk kudłów. Oh, jak ją to wkurza! A co do pytania Delph, w końcu praca masztalerza łączy się z ogromnym obowiązkiem i dyscypliną. Przydałaby się jakaś wiedza na temat każdego wierzchowca, a kto może znać konia lepiej, niż jego właściciel?
Słysząc kroki i zapach zbliżających się kiełbasek podniosła wzrok na mężczyznę i uśmiechnęła się szeroko. Już uwielbiam tego człowieka <3 Piwo, kiełbaski z ognia i pianki <3 Aż sobie smaka narobiłam czytając to.
Francuzka wzięła tackę od mężczyzny dziękując cicho a następnie dodała.
-Bon Apetit-i posmakowała mięska polanego sosem z saszetki. Czując niebiański wręcz smak na podniebieniu wpałaszowała w zawrotnym tempie całą porcję następnie spoglądając na swoich towarzyszy.Caroline Hathaway - 2016-05-13, 21:56 Caroline nie startowała do sponsoringu, wiedziała jednak, że wiele osób się na to pokusiło. Ona na razie dobrze radziła sobie, w stawce swoich dwóch klaczy, z czasem na pewno powiększy ją o jakieś źrebaki. Nie ładnie się lenić, bo z grubnąć od tego można nie wiesz? Caro popijała sobie drinki, wolała je zdecydowanie od piwa czy innych trunków. Na jego zachowanie przewróciła oczami, ach ci faceci. Odprowadziła go wzrokiem, wzdychając bez namiętnie. Wolała jednak drinki których jej nie brakowało Grzecznie czekały (zapewne) na powrót Drew, kiedy wrócił z kiełbasami Caro odebrała swój talerz od niego, nieco wygłodniała. Potem nałożyła sobie jeszcze ketchupu i chleba, po woli zaczęła wtranżalać to, wcześniej mówiąc smacznego.
-O tam od razu zapeszyć - opowiadaj, a nie się wykręcaj ! - odparła do Del, śmiejąc się cicho. Oczywiście nie mówiła z pełną gębą, tylko między kolejnymi kęsami. Przecież rozmawianie o swoich podopiecznych, przyszłych i obecnych jest super ! Na żart o komórkach, prawie się popłakała ze śmiechu.
-Sagitta. Mogę ci podać, jeszcze te które znam w przybliżeniu, bo spotykam ludzi na zawodach, lub się znamy bliżej. - odparła do kobiety, w sumie znała tu kilka postaci, głównie z stajni czy zawodów. Jednak to zawsze coś, nie?Anonymous - 2016-05-13, 22:00 Zerknął za Aaren, zaciskając usta w wąską linię. Nigdy nie potrafił przewidzieć konsekwencji swoich czynów oraz słów, nieważne czy był trzeźwy, czy pijany - teraz było to po prostu podwójnie trudne. Nie zerwał się jednak z miejsca, głównie dlatego, że nie uśmiechało mu się paradowanie w ciuchach Jess ani też zmiana pozycji. Słysząc komentarz Mii uśmiechnął się tylko niemrawo, nie interesując się już grą. Nie mógł się tylko doczekać jej końca.
Kiedy ten wreszcie nadszedł, wstał powoli z miejsca, usilnie ignorując fakt, że świat dosłownie wirował mu przed oczami.
- Jess, idziesz oddać mi ciuchy - mruknął, zerkając na dziewczynę, z którą to udał się zapewne do jej namiotu, przedtem zdejmując jej ubrania i niosąc je w ręku do wyznaczonego celu. Oddał je brunetce i poczekał, aż ta przebierze się w namiocie i zwróci mu ciuchy. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że były brudne - po prostu wciągnął na siebie wszystko, niewiele mówiąc i na nikogo nie zwracając uwagi. Zanim odszedł spod namiotu Jess, rozejrzał się za Aaren, lecz nigdzie jej nie widział.Drew Pascail - 2016-05-13, 22:38 Wrócił z resztą dań na ich małą ucztę, czyli chlebkiem, piankami i browarami. Co z tego, że Caro wolała drinki? Przyniesione browary się z pewnością nie zmarnują. Jak dla niego piwo było idealną popitką do kiełbasek. Usiadł na swoim starym miejscu, sięgnął po swoją tacę z kiełbasą i saszetkę z musztardą, którą upaćkał tackę i kiełbasę.
- Bon Apetit. Smacznego. - odwdzięczył się, zanim zajął się konsumpcją tak elegancko, jak mu na to pozwalał głód i kiszki dopominające się kiełbasek. Chyba nawet udało mu się ich nie przypiec, były pyszne. Zastanawiał się, czy poprzestanie na jednej.. Chociaż rzeczywiście może przytyć i co wtedy? Podczas swojej konsumpcji przysłuchiwał się rozmowie Caroline i Delphine. On też przy okazji skorzystałby z wiedzy Caro na temat miejscowych rumaków, bo w końcu gdy się zaaklimatyzuje będzie musiał zacząć na poważnie szukać podopiecznych, na razie na treningi, ale kto wie, może znajdzie takich na stałe. Był również ciekawy źrebaka, o którym wspomniała Del, jednak słuchając uważnie rozmów zastanawiał się nad czymś jeszcze, chociaż ostatecznie o to nie zapytał. Chodziło mianowicie o owo "bon apetit". Oczywiście wiedział, że używanie obcojęzycznych wyrażeń jest obecnie na porządku dziennym, jednak był ciekawy, czy Delphine może być Francuską. To oznaczałoby dla niego jeszcze jeden temat do rozmowy. Lubił znajdować wspólne tematy, chociaż nie miał też problemów z nawiązywaniem kontaktów z ludźmi kompletnie innymi od niego.
Sam spędził większość życia we Francji, dopóki nie postanowił zmienić otoczenia i na szczęście trafił do Eastbourne. Odłożył na moment tackę ze zjedzoną w połowie kiełbaską i sięgnął po puszkę piwa, którą otworzył z typowym dźwiękiem. wypił kilka łyków chłodnego browara.Hayley - 2016-05-13, 22:40 Stała się nieobecna i pochmurna, czując jak rozgoryczenie powoli dociera do zakończeń nerwowych tak szybko, że wręcz boli. Na szczęście prócz palącego przełyk zawodu zmieszanego z goryczą piwa, nie czuła właściwie już nic więcej. No może prócz szczypiących myśli krążących nad głową. Miała wrażenie, że to wszystko jest jakimś głupim żartem, niemal nie mogąc uwierzyć we własną naiwność. Do tej pory żyła z nadzieją, że Tony choć odrobinę poważnie traktuje jej słowa, ale najwidoczniej się pomyliła. On wcale nie próbował zrobić czegoś ze sobą, a jedynie szukał zamienników, na których jeszcze się nie przejechał. Nie chciał rezygnować z narkotyków. Przerzucał się tylko z twardych na miękkie, nie widząc nawet, że sam sobie szkodzi.
Nie chcąc dłużej skupiać się na tym temacie, wstała od ognia, ruszając w stronę swojego namiotu. Nawet nie zauważyła kiedy brunet również zniknął w asyście Jessie, dlatego widząc go wracającego we własnych ubraniach, zatrzymała się na chwilę. Powolnym ruchem sięgnęła po skręta do kieszeni i podała mu ze spokojem i bardzo wymownym wyrazem twarzy. Zawód jaki wypisał się w jej oczach, mieszał się z rezygnacją, a Hayley wcale nie starała się tego ukryć.
- To twój wybór – mruknęła przyciszonym głosem, zaraz chowając dłonie do kieszeni. Teraz wyglądała jakby była już zupełnie trzeźwa, choć po dwóch piwach wciąż ledwo trzymała się na nogach. Marzyła tylko o tym żeby iść spać.Delfinek - 2016-05-13, 22:53 Zaklaskała zadowolona w dłonie i wzięła łyk piwa następnie kontynuując.
-Parfaitement! Opowiadaj! A potem chcę usłyszeć co nieco więcej o was!-zaśmiała się wbijając w Caro ciekawski wzrok i poprawiła koszulkę. Co do jej pochodzenia, da się wyczuć mocny francuski akcent gdy coś mówi, a imię jest w odmianie typowej dla francuskiego więc nie ma co mieć wątpliwości co do jej pochodzenia. O źrebaku chętnie by poopowiadała, lecz obawiając się starych francuskich przesądów wolała dmuchać na zimne i zaprzestać jakichkolwiek rozmów na jego temat. Zdecydowanie bardziej wolała rozmawiać o swoich podopiecznych z Orchardu. Poznać poznała już kilka koni, lecz nie miała przyjemności pogadać z ich właścicielami, a tego bardzo żałowała. Del chce mieć wszystko pod kontrolą, a często właściciele choćby ze wstydu nie mówią o pewnych schorzeniach dla stajennej kadry. Było tak na przykład na jej studenckich praktykach, kiedy trafił się koń do sekcji zwłok ze skrętem kiszek. Dlaczego tak się stało? Z winy samego właściciela, który nie wspomniał dla dzierżawcy konia, że owy wierzchowiec nie może jeść pewnej paszy. Ludzka głupota nie zna granic.Caroline Hathaway - 2016-05-13, 23:02 Pianki, hm to chyba nie jej typ. Piwa na pewno się nie zmarnują, w końcu to gęb do napojenia nie brakuje Ona wolała mocniejsze trunki od zawsze, powinien to wiedzieć, ty nie dobry ty. Za darmo to umarło nie wiecie? Słyszała akcent kobiety, jednak nie robiło to na niej większego wrażenia, ona z pochodzenia była Brazylijką i co?
-Co za darmo to umarło, pytałam pierwsza. Inaczej ci nie powiem. - odparła, wystawiając język. Nie ma nic prosto, nie musiała się wdawać w szczegóły, których i tak nie znała - zbyt wiele. Wiedziała o swoich bliskich, znajomych, ludziach od których pożyczała konie, które dostawała na zawody i takie tam.Anonymous - 2016-05-13, 23:25
W NIEDZIELĘ PLANUJĘ ZAMKNĄĆ TEMAT, WIĘC POLECAM DOKOŃCZYĆ FABUŁY, JEŻELI NIE CHCECIE ABY ZOSTAŁY PRZERWANE. JEST CORAZ MNIEJSZE ZAINTERESOWANIE TEMATEM, TAKŻE CHYBA NIE MA SENSU DŁUŻEJ TEGO CIĄGNĄĆ.
Napotkawszy na swojej drodze Hayley zatrzymał się, początkowo chcąc tylko odzyskania swojej własności. Wyciągnął rękę po skręta, ale gdy już miał go bez słowa schować do kieszeni, dostrzegł spojrzenie dziewczyny. I przysięgam, że nic nie mogło go teraz zaboleć bardziej niż zawód, który dostrzegł w jej oczach. Każdego jego potknięcie wiązało się bowiem z tym, że oddalał się od Hayley coraz bardziej, a naprawdę tego nie chciał. Pamiętał jeszcze jak bardzo mu pomogła wymieniając z nim wiadomości na forum, a teraz czasami wręcz żałował, że kiedykolwiek zdecydował się na spotkanie. Przedtem było prościej. Nie było sposobu, w który mógłby ją do siebie zniechęcić, w przeciwieństwie do spotkań na żywo, gdzie rzeczywistość okazywała się zgoła inna.
Zacisnął więc szczęki, mierząc Hayley wzrokiem, po czym wyciągnął do niej rękę oczekując, że zabierze od niego jointa z powrotem.
- Zrób coś z tym. Nie chcę już tego - sam nie umiałby się tego pozbyć tak, aby się później nie zadręczać. O wiele prościej było zrzucić to na Hayley.Hayley - 2016-05-14, 00:02 Słysząc słowa, które padły z jego ust, uniosła głowę na krótką chwilę, uważnie taksując zmiany zachodzące na twarzy bruneta. Po wcześniejszej dobrej zabawie nie było śladu i właściwie ciężko się dziwić, wszak udało mu się przy okazji zranić Aaren i poniekąd odrzucić pomoc Hayley bardzo dobitnie. W jednym i drugim przypadku Tony wykazał się zadziwiającą ignorancją, a chociaż z ust blondynki, nie padło żadne potępiające słowo, bezsprzecznie nie popierała sposobu jego postępowania.
- To że oddasz mi tego jednego skręta nie zmieni faktu, że wciąż będziesz odurzał się marihuaną. Prawda? – niemal szeptała tym swoim zmęczonym, miękkim głosem, od czasu do czasu lustrując go z uwagą. Nie miała siły na nic więcej, nie wiedząc też na ile może sobie pozwolić. Właściwie gdyby się lepiej zastanowić, nie miała pojęcia kim jest człowiek stojący naprzeciwko, niestety uświadamiając sobie to coraz częściej. Szczególnie w chwilach takich jak ta, kiedy pierwotnie zdawał się nie widzieć nawet swojego własnego błędu.
- Co masz w kieszeniach? – dodała, jakby na potwierdzenie swoich wcześniejszych słów, natychmiast wstrzymując oddech w obawie przed prawdą. Jakaś jej malutka cząsteczka liczyła na to, że nie miał nic więcej...Anonymous - 2016-05-14, 00:48 Nie miał gotowej odpowiedzi. Wpatrywał się w Hayley zmęczonym, zagubionym wzrokiem, nie potrafiąc powiedzieć ani słowa. Wciąż jednak trzymał wyciągniętą rękę będąc pewnym, że chce się tego pozbyć.
- Nie... Boże, Hay - jęknął w pewnym momencie, mając serdecznie dość nie tylko tej sytuacji, ale przede wszystkim siebie samego. - To byłby trzeci odkąd o tym rozmawialiśmy - wytłumaczył nie widząc, jak żałosne było to tłumaczenie w tych okolicznościach. To, że palił okazyjnie i tak nie usprawiedliwiało jego głupoty.
Słysząc następne pytanie pierw myślał, że się przesłyszał, ale poważna mina Hayley kazała mu uwierzyć w autentyczność wypowiedzianych słów.
- Nic takiego - zapewnił ją tonem skruszonego dziecka, które niemo prosi o to, aby przestać prawić mu kazania. Właśnie tak się teraz czuł. Nie był zirytowany, ale czuł pewną presję psychiczną, która budziła w nim dyskomfort. Na potwierdzenie swoich słów wywrócił kieszenie na drugą stronę, przedtem wyjmując tylko telefon, paczkę papierosów (w której nie było nic innego, na czego potwierdzenie otworzył ją, pokazując zawartość) i zapalniczkę.Hayley - 2016-05-14, 01:14 Spojrzała na skręta, czując że kompletnie nie wie co miałaby z nim zrobić. Przez chwilę się wahała, ostatecznie dochodząc do wniosku, że zniszczy go w najprostszy możliwy sposób, dlatego też wyciągnęła dłoń i zacisnęła palce na miękkiej bibułce. Bez skrupułów złamała ją na pół, po czym schowała resztki do kieszeni, uznając że później po prostu to gdzieś wyrzuci.
- O dwa za dużo – dodała po krótkiej chwili ciszy i delikatnie odchyliła głowę. Przy tym ruchu, cały świat zakręcił się niebezpiecznie, a Hayley mechanicznie wróciła do poprzedniej pozycji, zadowalając się jedynie przymknięciem oczu. W tej sytuacji czuła się coraz gorzej, dlatego nie chcąc go osaczać po prostu cofnęła się jeden, mały krok, wzdychając cicho kiedy pokazał jej kieszenie. Kiwnęła twierdząco głową i dopiero teraz uśmiechnęła się lekko, nie panując nad sobą do końca. Czuła jedynie nikłą namiastkę radości.
- Jestem bardzo zmęczona... pójdę już – odezwała się ostatecznie, na nowo podchodząc bliżej i lekko układając dłoń na jego ramieniu, spojrzała mu w oczy.
- Nie rób głupstw, okej? – odezwała się już z większą troską, po czym rzuciwszy jedynie krótkie:
- Dobranoc- ruszyła w stronę swojego namiotu.Brian - 2016-05-14, 13:56 Ta to zawsze wie, kiedy ma jej odpierdzielić, ale prawdę mówiąc Brianowi wcale to nie przeszkadzało. Nie miał innego wyjścia.. jak wrócić do punktu wyjścia,wyczołgał się więz na brzeg z małą pomocą Sensationet (o przeoraniu po piasku tu mowa). Był cały mokry, jego włosy zmienily się w strąki spływające wodą, jednak bruneta to też nie wzruszyło. Nadal trzymając uwiąz należący do klaczy zbliżył się do niej i zakładając, że stała spokojnie w końcu mógł odetchnąć. Pogłaskał zangersheide po szyi, a ponieważ tak jak wszystko inne dłonie też miał mokre, to czterolatka w końcu miała jakiś kontakt z wodą.
A może talarek marchwi przełamie lody? Brytyjczyk na rajd zabrał ze sobą mały zapasik smakołyków, przewidując, że mogą być potrzebne. Podsunął więc talarek Sensationet i cały czas ją głaskają ponownie skierował ku wodzie, tym razem nie pozwalając na powtórkę sytuacji sprzed chwili. Spojrzał na Diego i G-Dragona.
- Nie, na razie nie mam żadnych konkretów. - odpowiedział. Póki co Sensationet mu wystarczała, a gdy zabierał inne konie na trening, co mu się zdarzało,zawsze była to okazja, by takiego konia poznać. Kto wie, może znajdzie dla siebie kolejnego podopiecznego.