Nieve Hoover - 2017-12-27, 09:43 Śmiech ze strony Instruktorki zdecydowanie ją rozluźnił – w końcu w taki sposób dowiedziała się, że nie dzieje się nic złego, a gdyby tak było, Naomi z pewnością zareagowałaby by pomóc początkującej amazonce. Odetchnęła z ulgą i dzięki temu była w stanie już nieco bardziej swobodnie kontynuować jazdę, choć oczywiście nie powodowało to wcale o niebo lepszych efektów w wyniku wykonywanych ćwiczeń.
Nieve nie miała jeszcze odpowiedniego obeznania z końmi, stąd nie do końca zdawała sobie sprawę z czego różnice w ruchu konia wynikają. Oczywiście na pierwszy rzut oka widziała, że Friskey prezentował się zupełnie inaczej niż konie rekreacyjne, natomiast o działaniu mięśni na swoją własną wygodę i bezpieczeństwo nie miał jej kto zwrócić uwagi. Niemniej – różnica była namacalna, a Rudowłosa czuła się dużo lepiej na odpowiednim koniu i w odpowiednich rękach. Bo co do stylu prowadzenia jazdy też miała dużo „ale” w szkółkach, do których uczęszczała podczas nieobecności w Orchardzie.
Wzdrygnęła się delikatnie na kolejne z poleceń Naomi, ale posłusznie wyciągnęła nogi ze strzemion i zaczęła odchylać je dokładnie tak, jak życzyła sobie instruktorka. W tym samym czasie przyswajała informacje o mięśniach i tylko kącikiem oka zerkała na wskazanie odpowiednich partii ud, bojąc się, że przez obrót głowy całkowicie straci równowagę. Powtórzyła ćwiczenie tyle razy, ile wskazała jej blondynka, w tym samym czasie uspokajająco mówiąc do konia coś w stylu „spokojnie” czy „bądź grzeczny”.
- Chyba czuję. Trochę boli – przytaknęła w końcu, wiedząc że prawdziwy ból będzie dopiero po zejściu z konia i jutrzejszego dnia. Te, nieużywane na co dzień, mięśnie naprawdę potrafiły dać w kość, a to z kolei było następnym powodem, dla którego Rudowłosa chciała mieć regularne jazdy. W końcu w ten sposób mogła oszczędzić sobie cierpień, prawda?
Wybałuszyła lekko oczy na wzmiankę o kolejnym ćwiczeniu i choć bez zbędnego gadania postanowiła je wykonać, to już wiedziała, że nie będzie to wcale takie proste. Cały czas kurczowo trzymała się siodła podczas gdy jej nogi rozciągały się jedynie odrobinkę jedna w przód, druga w tył. Nie dlatego, że nie mogła rozciągnąć ich bardziej, ale zwyczajnie bała się, że przy takich manewrach w końcu wyląduje na ziemi.Naomi Eaton - 2017-12-28, 15:20 - Śmiało - zachęciła ją głosem widząc, że brakowało jej pewności podczas wykonywania kolejnego ćwiczenia, które nie było wcale takie trudne. Nao jednak miała świadomość tego, że dorosłym jest trudniej się przełamać. Zwykle bali się bardziej niż dzieci, mimo iż mieli lepszą koordynację ruchów. Dlatego też nie naciskała za bardzo, dając Nieve czas na oswojenie się z ruchem konia oraz na nabranie pewności siebie.
- Dobrze, to teraz trochę trudniej. Żeby było ci łatwiej, możesz przytrzymać się tylnego łęku. Chcę żebyś podniosła obie nogi w górę, ugięte w kolanach i utrzymała się w tej pozycji. Możesz się trzymać siodła - gdyby w trakcie wykonywania ćwiczenia okazało się, że jest ono za trudne dla Nieve do wykonania w stępie, Nao zatrzymała siwego do stój i tym samym ułatwiła rudowłosej zadanie, by już kolejnym razem odważyła się wykonać je w stępie.
- Okej, odpocznij trochę i zmienimy kierunek - odezwała się po chwili i zatrzymała konia, po czym zaprosiła go do siebie by przepiąć lonżę i po chwili odesłać z powrotem na koło, ale w przeciwną stronę, co by się chłopakowi nie zakręciło w głowie. Jednocześnie zapięła gumy odrobinę ciaśniej, jako że powinien być już lekko rozruszany po paru minutach energicznego marszu.
- Złap strzemiona, teraz pokażę ci ćwiczenie na rozciągnięcie i wyprostowanie pleców. Spróbuj złączyć dłonie za plecami, na razie wystarczy, jeśli palcami dotkniesz palców drugiej ręki. Pierw lewa do góry, a potem zamiana - poleciła jej, najwyraźniej mając przygotowany prawdziwy workout, po którym Nieve naprawdę poczuje nazajutrz wszystkie z mięśnie i nie będzie już tak miło wspominać swojej instruktorki. <3 Chociaż, może właśnie miała być takim umileniem przy tych ćwiczeniach?
Po parokrotnym wykonaniu tego ćwiczenia, znowu dała Nieve chwilę przerwy, po której poprosiła ją o położenie rąk na biodrach i stanięcie w strzemionach i utrzymanie się w tej pozycji. Dziewczyna prawdopodobnie miała problem, by się utrzymać, ale Nao wówczas zasugerowała jej lekkie wypchnięcie bioder w przód, które już powinno ją zbliżyć do wykonania tego ćwiczenia prawidłowo, zwyczajnie stabilizując sylwetkę w pionie.
Po przećwiczeniu i tego, nadeszła kolej na coś jeszcze bardziej ekscytującego, a mianowicie na ruszenie kłusem. - Gotowa na kłus? Pamiętasz anglezowanie? Początek może być dość mocny, z góry uprzedzam, ale Friskey jest bardzo wygodny i spokojny, więc nie masz się czego bać. Sugeruję, żebyś przynajmniej jedną rękę zostawiła na razie na biodrze, bo trzymając się łęku zaburzasz sobie równowagę. - Po uzgodnieniu z Nieve wszystkiego, półparadą zwróciła na siebie uwagę siwego i za chwilę posłała go do kłusa, który starała się maksymalnie zwolnić półparadami, wiedząc, że typowy kłus ogiera może być chwilowo za ciężki dla Nieve. To oczywiście nie oznacza, że pozwalała mu się snuć, w dalszym ciągu miał iść od zadu, po prostu delikatniej i wolniej. Gdyby mimo to "coś" się działo, była gotowa zwolnić konia do stępa, a póki co pomagała Nieve złapać rytm, na głos licząc kiedy powinna wstać w siodle.Friskey Whiskey - 2017-12-28, 21:13 Zaproszony przez Naomi do środka koła, po który do tej pory się poruszał ogier podszedł do właścicielki i stanął przy niej pozwalając na swobodne przepięcie lonży. Po chwili wrócił na, koło ale teraz poruszając się w drugim kierunku. Stępował obszernie i przyjemnie bujał grzbietem próbując również powoli łapać kontakt z wędzidłem, które zaczął żuć po tym jak Nao skróciła gumy.
Umięśniona szyja lekko zaokrąglona w dół teraz wydajnie pracowała, dzięki czemu zarys wyrobionych mięśni zaczął być jeszcze bardziej widoczny.
Nie reagował na machające się nogi i ręce w różnych kierunkach, od czas do czasu krzywił się tylko, gdy Nieve traciła równowagę i mało delikatnie opadała w siodło. Parsknął krótko i dalej maszerował aż do momentu, w którym otrzymał półparadę ze strony Naomi. Zastrzygł uchem i bez zastanowienia ruszył kłusem, na początku trochę bardziej energicznie będąc przyzwyczajony do tego, że zwykle na lonży wymagano od niego zaangażowania i aktywnego poruszania się.
Zaczął powoli wytracać prędkość jednocześnie przy tym zaczynając trochę się obijać, nie dokraczał już tak mocno zadem, co niestety determinowane było nie tylko przez wytracenie tempa, ale również długą kłodę siwego. Ciężko było mu uzyskać wolny kłus z jednoczesnym mocnym podstawieniem zadu, gdy tam na górze Nievie łapała równowagę.Lisa - 2017-12-30, 00:41 Ponieważ była tutaj wcześnie i wiedziała, że ta hala nie jest szczególnie okupywana przez jeźdźców, zdecydowała się wybrać właśnie ją na miejsce jej kolejnego treningu. O swoim wejściu poinformowała głośnym "Uwaga" i po upewnieniu się, że nie wejdzie nikomu w drogę odsunęła wrota, wprowadzając Snow Dancera. Starając się nie przeszkadzać ćwiczącym skierowała się zaraz po zasunięciu drzwi na środek hali. Tam podciągnęła popręg i zdjęła derkę, odwieszając ja na jakiś wolny stojak. Podstawiła schodki,z których wsiadła - oczywiście mogła próbować z ziemi ale wolała nie ryzykować przesunięciem siodła czy też niepotrzebnym obciążaniem ogiera.
Siedząc już w siodle przyłożyła lekko łydkę, a wodze chwyciła za końcówkę, kierując ogierka na pełne okrążenia. Dała mu całkowicie wolną wodzę, o ile był grzeczny i nie postanowił jej wozić . Dała mu się też porządnie rozejść we własnym tempie, zanim zaczną jakąkolwiek pracę.Snow Dancer - 2017-12-30, 00:52 Wchodząc na hale zaraz zaczerpnął więcej powietrza do płuc i wypuścił je z furkotem przez nozdrza na zewnątrz. Niebieskie ślepia nagle zbystrzały, gdy dostrzegł drugiego ogiera, więc w ramach popisu zaokrąglił się cały, zrolował szyję, a następnie zarżał w ramach powitania. Mimo nadmiaru energii zatrzymał się posłusznie, cierpliwie czekając, aż Lisa skończy "dopinanie wszystkiego na ostatni guzik". Nie kręcił się, chociaż raz, czy tam dwa grzebnął nogą w piasku, zazdroszcząc drugiemu stworzeniu wzrostu możliwości ruchu Czując ciężar w siodle odchylił lekko uszy do tyłu, oferując amazonce swoją uwagę. Na łydkę Snow zareagował od razu, ruszając do przodu energicznym stępem. Pomimo nadmiaru energii pozostawał karny - w końcu taka sportowa maszyna musi mieć swoją dumę, prawda? Był kucykowym profesjonalistą, tyle że musiał sobie odkurzyć to i owo. Na razie spokojnie opuścił łeb, bujając szyją w rytm własnych kroków i łypiąc od czasu do czasu niebieskimi oczami na drugą parę.Lisa - 2017-12-30, 01:09 Pomyślałby kto jeszcze, że ma jakieś kompleksy w związku ze swoim wzrostem (aka możliwościami ruchu) . Ale właściwie mogliby się z Liską pod tym względem dogadać - ona też zazwyczaj czuła się najniższa z towarzystwa i starała się to zawsze nadrabiać charakterem i osobowością. A Snow mógłby nadrabiać na przykład pięknym różowym kompletem w gwiazdki <3 Nie mów mi tylko, ze tego nie pragniesz, bo wiem, że pragniesz!
A wracając do treningu, czyli celu naszego spotkania - Lisa należała do jeźdźców, którzy lubili oszczędnie używać pomocy i otrzymywać fajne, szybkie reakcje na nie. Więc dopóki on reagował dobrze to z jej strony wszystko pozostawało subtelne i precyzyjne. Po wstępnym rozstępowaniu zaczęła stopniowo nabierać wodze, dojeżdżając dosiadem oraz łydką do ręki. Skierowała go na obszerne koła w obie strony, zmieniając często kierunek pomiędzy. Dosiadem i łydką prosiła go o zaangażowanie zadu, a ręka zachęcała do obniżenia szyi i lekkiego oparcia. Prowadziła go na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną wykonując co jakiś czas rozluźniającą półparadę. Ustawienie do jakiego dążyła w tej chwili to takie niskie, a jak najbardziej zaokrągloną szyją i plecami. Wiedziała, że Snow przez jakiś czas nie pracował, dlatego tym bardziej chciała zacząć od niskiego ustawienia i dobrego rozluźnienia.
Kiedy poczuła, że dogaduję się z nim jako-tako poprosiła go o ruszenie kłusem, również wjeżdżając sobie na większe wolty.Snow Dancer - 2017-12-30, 01:31 Nie obrażaj jego dumy, trzeba być tego godnym, by urodzić się kucykiem Tak. Różowy komplekt w gwiazdki na pewno pomógłby mu w zachowaniu pyska w końskim towarzystwie
Snow z kolei lubił subtelnych jeźdźców; był koniem miękkim w pysku, wrażliwym na łydkę i dosiad, dlatego niekoniecznie nadawał się do osób skrajnie początkujących. Generalnie akceptował tych mniej doświadczonych, chociaż poniekąd traktował ich z końskim pobłażaniem, bo był pewny, że wie lepiej, co ma zrobić w danym momencie. Wstępnie jednak w pełni oddawał się pomocom Lisy (łaskawca), nie mając nic przeciwko wejściu w głębszy kontakt. Chętnie angażował się w pracę, chociaż początkowa na kołach można było wyczuć, że jest nieco sztywny, co było wynikiem drobnego roztrenowania, jednak mięśnie Snowa szybko przyzwyczajały się do wysiłku, rozluźniały i rozciągały. Niewątpliwie pomagał w tym fakt, że był istną oazą spokoju, dlatego po pewnym załączeniu informacji w mózgu zaczął miękko owijać się wokół łydki amazonki, mocniej podstawiał wewnętrzną zadnią nogę, wpisywał całe ciało w wymagany łuk. Początkowo nieznacznie schodził w dół, by z czasem przejść w porządne niskie ustawienie - zachował energiczne tempo, ale zadnie kończyny zdecydowanie mocniej wkraczały pod kłodę, obniżył szyję, potylica znajdowała się nisko, ponadto cały był nastawiony na "szukanie kontaktu". Wyraźnie rozciągnął, z czasem i rozluźnił, a także uwypuklił mięśnie kręgosłupa. Miło było w końcu przypomnieć sobie o istnieniu pewnych partii mięśni.
Czując kolejną pomoc Snow od razu płynnie przeszedł do wyższego chodu, nie tracąc uzyskanego ustawienia. Stawiał obszerne kroki, z dużym zaangażowaniem pracując w kłusie. Raz czy dwa podniósł wyżej głowę, ale generalnie wyraźnie był nastawiony na współpracę z amazonką.Lisa - 2017-12-30, 01:46 Jeszcze przedyskutujemy ten komplet w gwiazdki... Będę twardo negocjować .
Na razie miała bardzo miłe odczucia, co trochę nie zgadzało się z jej dotychczasowym postrzeganiem kucy. Przecież to były takie małe, wredne stworzenia, wysłane na ziemię przez samego szatana żeby gnębić tych, których zadaniem było przygotowywanie tychże rumaków pod dzieci . A tu taka miła niespodzianka.
Łuki i koła które teraz wykonywały były obszerne i wymagające tylko lekkiego zgięcia. Natomiast wraz z upływającym czasem Liska trochę zaczęła je zacieśniać, stopniowo prosząc o większe zaangażowanie z jego strony. Wewnętrzna łydka dbała o wpisanie się w odpowiedni łuk, zewnętrzna ograniczała wypadanie zadu.
W ramach rozgrzewki skierowała go także na kilka przekątnych, na których poprosiła o delikatne poszerzenie wykroku, przy zachowaniu rytmu i niższego ustawienia. Równie ważne były też następujące zaraz potem skrócenia i wjazd w narożnik - nie chciała żeby ją wciągał lub samoistnie spływał pod ścianę, dlatego od samego początku dbała o zachowanie linii prostych i wjazd na ścianę w literze oznaczającej narożnik.
Do kompletu dołożyła również łatwe przejścia kłus - stęp oraz stęp - kłus, przy przejściu w dół używała tylko minimalnej ilości ręki, całość starając się wykonać głównie dosiadem, przejście w górę poprzedzając lekką przygotowującą półparadą, następnie wypychając go biodrem oraz łydką do przodu.Snow Dancer - 2017-12-30, 02:00 Yhym, Snow też, dorobisz się buntu na pokładzie
Snow był typowym koniem robionym na sport maszynę, stąd wziął się jego charakter - zdystansowany podczas obrządku, elektryczny, acz współpracujący pod siodłem. Był kucem, który lubił błyszczeć w towarzystwie, chociaż fakt - potrafił pokazać rogi ukryte głęboko w grzywie jak większość przedstawicieli małych koni. W końcu wzrost trzeba nadrabiać sprytem, prawda?
Czas w gruncie rzeczy był w tym treningu najbardziej kluczowym elementem dla ogiera. Odpowiednio wdrażane elementy, na które jego mięśnie był przygotowane, nie sprawiały mu problemów. Sztywność zdążyła już ustąpić, dlatego WKKW'ista (co prawda z typowo ujeżdżeniowym rodowodem) bezproblemowo wpisywał się w łuki, zachowując w identycznym stanie zarówno ustawienie jak i własne tempo, poruszając się w linii prostej (tzn. tylne kończyny podążały śladem przednich). Był dość giętki - na pewno nie tak samo jak w regularnym treningu, ale jego elastyczność powoli wracała. Podczas poszerzania wykroku pierwotnie trochę poudawał i po prostu przyspieszał (też się wybiegać chciał), zamiast poszerzać swój krok, ale wątpił, by Lisa się na to złapała, dlatego przy którymś powtórzeniu zaprezentował pełnię możliwości. Tempo i rytm pozostały niemalże w stanie nienaruszonym, podobnie jak ustawienie, za to krok poszerzył tak, by zgarniać jak najwięcej terenu. Skracał się równie bezproblemowo, natomiast od czasu do czasu parsknął sobie w ramach oczyszczenia nozdrzy. Podczas przejść zachowywał się już nienagannie, reagując w głównej mierze na dosiad, bo na wskutek powtarzalności zaczął już nieco wyczuwać założenia amazonki. Wykonywał wszystko płynnie, bez większej nerwowości. Aż się narzucała pytanie, kiedy spróbuje coś wykombinować Lisa - 2017-12-30, 11:16 Nie nabrała się na jego numer z przyspieszaniem zamiast poszerzenia, ale też nie od razu wymagała idealnego efektu. Po przerwie od pracy pod siodłem istniało zwiększone prawdopodobieństwo, że pewne elementy nie będą wychodzić. W ramach korekty wzmocniła trochę działanie półparady, odchylając bardziej ramiona do tyłu, a krzyżem, biodrami i kością ogonową pracując "pod siebie" przy jednoczesnym działaniu łydki aktywizującej. Miała nadzieję, że to mu pomoże odzyskać balans i poszerzyć ramy. Nie zawiodła się, bo po którymś powtórzeniu ładnie wykonał to ćwiczenie. W ramach nagrody opuściła do do życia z ręki, następnie przechodząc do stępa i dając chwilę odpoczynku na luźnej wodzy.
Normalnie w tym momencie przeszłaby do prostych elementów ujeżdżeniowych takich jak łopatki czy ustępowania. Zdecydowała się jednak trochę odwrócić kolejność, by mieć pewność, że wszystkie mięśnie Snow Dancera są dobrze rozgrzane. Dlatego też nabrała znowuż wodzy, wjeżdżając na ósemkę aby ułatwić sobie kwestię ponownego ustawiania i wchodzenia na kontakt. Z ósemki zostali na wolcie w lewo, gdzie Liska poprosiła kucyka o zakłusowanie, chwilę później siadając w siodło i przekładając łydki do zagalopowania.Snow Dancer - 2017-12-30, 13:48 Snow szybko potrafił rozpoznać, czy dosiadający go jeździec wie co robi i chętniej oddawał się wtedy zaoferowanym pomocom. W stępie zachował aktywne tempo, chętnie korzystając z luźniejszej wodzy poprzez wyciągnięcie szyi. Przestał już łypać na drugiego ogiera, chociaż pozostawał świadomy jego obecności. Czując, że wodze ponownie są skracane, chętnie wszedł na kontakt, zaokrąglając lekko szyję oraz resztę sylwetki. Nie zebrał się jeszcze samowolnie, jednak było widać, że poniekąd ma taki nawyk. Spokojnie wyjechał łuki, trzymając uszy lekko odchylone do tyłu, oferując również w ten sposób uwagę amazonce. Kolejne pomoce sprawiły, że zagalopował, wyraźnie mocno "pod górkę", przenosząc odruchowo ciężar ciała na tył i mocniej się zbierając. Weszło mu to w krew i teoretycznie nie był to specjalnie negatywny nawyk, wynikał bardziej z przyzwyczajenia i był łatwy do skorygowania, jeśli ktoś potrafił to przewidzieć. Pierwsze kroki miał dość krótkie, przez co można było poczuć się dosłownie jak na bujanym koniku, jednak wystarczyło drobne zachęcenie ze strony rudowłosej, by znacznie poszerzył wykrok. Przeżuł wędzidło, machnął ogonem i raźno szedł do przodu, nie sprawiając większych problemów i zapewne nie strasząc tym samej trenującej obok początkującej.Lisa - 2017-12-30, 13:59 Dosiadem rozjechała go lekko do przodu, jednocześnie ręką zachęcając do mocniejszego obniżenia szyi - galop mocno pod górkę i w mocniejszym zebraniu nie był broń boże negatywny, ale w początkowej fazie treningu nie do końca chciała taki efekt uzyskać. Była raczej zwolenniczka stopniowego przenoszenia ciężaru na tył w trakcie trwania jazdy, zwłaszcza u koni, które nie chodziły super wysokich klas.
Zostając na lewo skierowała go znowuż na kilka wolt o różnej średnicy, na prostych pomiędzy nimi wykonując drobne poszerzenia ale tylko na kilka foule. Wjeżdżając na przekątną wzięła go lekko na siebie, prosząc go o niewielkie skrócenie a następnie przejście do kłusa. Jeszcze przed narożnikiem ustawiła go w drugą stronę, a uzyskując odpowiednie zgięcie w prawo i oparcie na lewej wodzy przełożyła łydki do ponownego zagalopowania - na druga nóżkę. Na ta stronę ćwiczenia przypominały e poprzednie, tzn. koła i drobne poszerzenia. Właściwie nic trudnego, ale Lisa była perfekcjonistka jeżeli chodzi o jazdę konną, pilnowała więc wszelkich szczegółów, każdego zgięcia, każdego wyjechanego łuku, ustawienia i reakcji na pomoce.Snow Dancer - 2017-12-30, 14:24 Raźno parł do przodu, nie wytracając tempa podczas wykonywania wolt. Utrzymywał odpowiednie zgięcie, wpisując w łuk nie tylko pysk, ale całe ciało. Nie wypadał zadem na zewnętrzną, wsparty przez łydkę, ani nie wpadał łopatką do środka. Na liniach prostych chętnie poszerzał wykrok, ostatecznie pozbywając się nadmiaru energii. Mimo chęci kontynuowania galopu przeszedł gładko do kłusa, zaledwie odrobinę się spiesząc. Chętnie zagalopował na drugą nogę, wstępnie nie mając problemu ze sztywnością na którąkolwiek ze stron. Tym razem jednak na którymś z wykonywanych poszerzeń na linii prostej stulił nagle uszy, zrolował szyję, by schować się za wędzidło i zarzucił nieco zadem, testując w ten sposób Lisę. Nie przyłożył się zbytnio do tego zadania, robił to bardziej ze względu na własne "widzi mi się" i chęć sprawdzenia powietrzem. Poprawił to jeszcze kopnięciem przodami w powietrzu, a potem natychmiastowo ucichł, ponownie karnie oddając się pod kontrolę, zupełnie jakby nic się nie stało. Ot, zadowolony z tego drobnego sprawdzianu (zakładając, że wszystko faktycznie było w porządku) postanowił udawać, że tylko coś go ugryzło. W zimę, ale przecież w Anglii zima to nie zima.Lisa - 2017-12-30, 16:56 Na brykniecie zareagowała półparadą i przesunięciem całego swojego ciężaru ciała do tyłu. Nie robiła na niej wrażenia takie wygłupy i o ile nie powtarzały się specjalnie często to nawet nie miała nic przeciwko. Miała na tyle dobrą równowagę i pewnie czuła się w siodle, że takie zachowania nie wzbudzały w niej strachu czy też obawy przed upadkiem.
Po galopie dała mu kolejną chwilę przerwy w stępie na długiej wodzy, nie chcąc go przemęczyć - w końcu był roztrenowany. Stępując po ścianie poklepała go po szyi, jednocześnie myśląc nad tym jakim koszmarem musi być utrzymanie ogiera w czystości, nie dość, że cały był jasny to jeszcze ta grzywa i ogon! .
- Powinieneś chyba stać owinięty folią bąbelkową... - mruknęła do niego, chwytając wodze w jedna rękę a wolną dłonią klepiąc po zadzie <3.
Wracając do pracy zebrała wodze, dojeżdżając do ręki, zachęcając go do ponownego obniżenia szyi a następnie ustawienia. Tym razem już nie tak nisko jak poprzednio, ale dalej daleko im było to typowego, wysokiego, czworobokowego zebrania. Pozostając w stępie na lewo, przejechała połowę krótkiej ściany aby następnie rozpocząć skręcanie na linię ćwiartkową. Już sam zakręt warunkował wygięcie i też w takim wygięciu postarała się go zostawić, lekko owiniętego wokół lewej łydki. Właście lewa łydka lekko się cofnęła i zaczęła go spychać w kierunku ściany, podczas gdy jej prawa noga ograniczała nadmierny ruch zadu. Jej dłonie przesunęły się lekko w kierunku ruchu, pilnując rozluźnienia ale też zwracając uwagę czy nie wygina się nadmiernie w szyi podczas ustępowania. Dojeżdżając do ściany wyprostowała Snowa, zostając w tym samym kierunku jazdy, następnie wjeżdżając na przekątną i powtarzając całość również na drugą storonę.Snow Dancer - 2017-12-30, 17:16 W końcu zaczął głośniej wypuszczać powietrze przez chrapy podczas galopu, spocił się też w okolicach szyi - niewątpliwie roztrenowanie zrobiło swoje. Z tego samego powodu chętnie przeszedł do stępa, strzygąc uszami w kierunku Lisy, gdy usłyszał jej głos. Wypuścił głośne powietrze z płuc, parsknięcie zadziwiająco miało ton politowania, zupełnie jakby twierdził "jak mało wiesz o świecie, niewiasto" Snow był trochę typem czyściocha, w boksie załatwiał się w jeden róg (ułatwiając pracę stajennym), z racji bycia ogolonym często stał w lekkiej derce, co również ułatwiało sprawę. Raz jednak w mocno deszczowy dzień lata został puszczony luzem po padoku bez niczego... a miał akurat bardzo dobry nastrój, więc taplał się w każdej możliwej kałuży, przez co po powrocie wyglądał jak potwór z bagien. Jakoś nikt nie był specjalnie chętny, by brać go tego dnia na czyszczenie. Może i dobrze, brudny koń to szczęśliwy koń
Zachowywał się w pełni swobodnie, jeśli chodzi o dotyk - przyjmował go jako pochwałę bez większych zastrzeżeń. Poza tym miała co klepać, w końcu to szport kucyk <3
Ustawił się ponownie na kontakcie, chętnie przeżuwając wędzidło, przez co spienił się bardzo delikatnie w kącikach pyska. Wyjechał swobodnie zakręt i czując kolejne pomoce zareagował - z lekkim opóźnieniem, ale poprawnie. Ustępowanie łydki było mu dobrze znane, dlatego po chwili zawieszenia jego wewnętrzna przednia noga oraz wewnętrzna zadnia zaczęły przekraczać i krzyżować się z zewnętrznymi nogami, przy pozostającym prosto kręgosłupie. Potylicę zgiął w kierunku przeciwnym do wykonywanego ruchu, nie sztywniał podczas tego ćwiczenia. Jedynym mankamentem był fakt, że pod koniec linii zaczął wyprzedzać zadem, który pierwszy dotarł do ściany zamiast przednich kończyn, jednak przypilnowany poprawił się podczas wykonywania ćwiczenia na drugą stronę.