To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Duży maneż

Harley Davidson - 2014-09-10, 16:03

Widział jej znudzenie, ale co poradzi? Nie mógł od razu poprowadzić jej na parkur! No i dziś planował raczej coś innego niż skakanie przeszkód. Dał jej pomoce do zakłusowania i tu również powtórzył różnego rodzaju łuki, zgięcia. W znacznej mierze sam wymyślał teraz serpentyny, manewrował między pozostawionym na maneżu sprzętem (ktoś zostawił stojaki) i starał się klaczy chociaż trochę to urozmaicić. Mężczyzna przeniósł swój ciężar bardziej na zad karej, wszedł na mocny kontakt, zadziałał wodzami, co by zachęcić do zejścia niżej łbem. Zbierał ją sobie po prostu. Nadal trzymał się w bezpiecznej odległości od drugiej ćwiczącej pary... Teraz raczej dlatego, że Ariana wydawała się być końskiemu towarzyszowi niechętna. Porozciągał ją jeszcze w kilku bardziej konwencjonalnych figurach - kołach, woltach, ósemkach, etc. Po tym powrót na ścianę i w środku krótkiej ściany i dwa razy na długiej pomoce do zatrzymania z kłusa, potem do zakłusowania. Przy zatrzymaniu conajmniej pięć sekund bezruchu... Jeśli są z tym problemy, to ma jeszcze pomysł i czas na popracowanie nad tym, chociażby na tym treningu - bo zatrzymania rzecz istotna w ujeżdżeniu. A samą pracę ujeżdżeniową wprowadzą sobie na pewno, żeby wyczulić klacz na jeźdźca, rozluźnić i żeby przerwać rutynę.
Ariana - 2014-09-11, 16:50

Niestety kare stworzenie nie zdawało sobie sprawy z tego, że dzisiaj odpuszczą sobie skoki, pomimo, że bardzo chętnie by się nimi zajęła. Bez jakichkolwiek sprzeciwów przyśpieszyła do kłusa szarpiąc przy tym łbem. Nie tak od razu złapała swój rytm, nim podporządkowała się Davidsonowi podbiła zadem przecinając przy tym powietrze czarnym ogonem. Jeszcze podczas pokonywania łuków i wyginania nie potrafiła wbić się w określony rytm. Była dość rozproszona i roztrzepana, przez co nie mogła się w pełni skupić. Wszystkie ćwiczenia fundowane do tego momentu wykonywała, lecz nie wyglądała na specjalnie zadowoloną, czy zainteresowaną pomimo starań Harleya. Zainteresowała się nim dopiero, kiedy zaczął pracować nad zebraniem, przenosząc swój ciężar na jej zad. Obiwszy ogonem przemieliła wędzidło zniżając łeb nieco bardziej, podstawiając swój zad. Co jakiś czas zerkała w stronę innej pary coby upewnić się w jakiej odległości się znajdują i co obecnie robią, teraz raczej bardziej zajmowała się ćwiczeniami na rozciąganie zastanych kości i mięśni niż obserwacją. Powróciwszy na ścianę, była przekonana, że teraz zacznie się dziać coś ciekawszego, więc kiedy jej opiekun postanowił ją zatrzymać kara poczuła się lekko zdezorientowana. Oczywiście ów ćwiczenie nie było jej obce, więc już po chwili załapała o co konkretnie chodzi. Parsknęła kładąc na krótką chwilę po sobie uszy. Za każdym razem, kiedy stawała zapierała się kopytami z całych sił, chociaż wcale nie miała ku temu powodów. Nie miała problemu z zatrzymywaniem się i ruszaniem, może nieco niecierpliwie wyczekiwała każde 5 sekund, jednak nie potrzebowała powtórek, czy dodatkowej pracy nad tym.
Harley Davidson - 2014-09-11, 19:36

Nagrodzil ją za dobre wykonanie powtórzeń zatrzymań, potrzymał ją jeszcze chwilę w kłusie i w końcu wjechali w narożnik. Cofnął trochę zewnętrzną łydkę, wewnętrzną pozostawił na popręgu i skrócił nieco wodze. W momencie największe wygięcia użył owych pomocy. Na początek zagalopują sobie na prawą nogę. Wykonanie kilku kół, wolt, praca nad rytmem, równą foulą - stała kontrola jeźdźca po prostu. Niedługo zawody, więc nie mogą sobie za bardzo pozwolić na takie niedociągnięcia. Potem zmiana kierunku przez przekątną, na środku owej prostej pomoce do lotnej - sprawdzenie tylko, czy kara to umie... Jeśli tak, to dalej galop, podobnie jak poprzednio przemielenie łuków tylko na drugą nogę - jeśli nie to przejście do kłusa i zagalopowanie w narożniku.
Uznać to na razie można było za rozgrzewkę, zaraz zajmą się powtórzeniem jeszcze kilku podstaw, potem trochę drążków i cavaletti. Dziś tylko trochę poznania lepiej Ariany, przyjrzenie się jej poziomowi w ujeżdżeniu. Jeździec siedział na niej wyluzowany, podobnie znudzony (też w sumie nie przepadał za dresażem, za mało adrenaliny jak na takiego dzikusa jak Harłak), ale uważny. Cały czas podpierał ją łydką , wskazując rytm dla galopu...

Jethro - 2014-09-22, 22:20

Hachiro napisał/a:
Dostrzegając kątem oka zbliżającą się do maneżu parę, podniósł nieco wyżej głowę, kierując uwagę na nowo przybyłych. Zarżał cicho, witając się z nieznajomą mu klaczą, po czym kątem oka ujrzał atakującego go od przodu mężczyznę. Zatrzymał się gwałtownie, przysiadając na zadzie i obniżając głowę, uważnie obserwując mowę ciała czterdziestolatka. Stał spokojnie, obserwując parkę, po czym ruszył stępem, słysząc cmoknięcie. Następnie kłus, którym szedł w rozluźnieniu i z uchem skierowanym na właściciela.


Podgonił Hacza jeszcze cmoknięciem i lekkim zakręceniem końcówką uwiązu. Taki mały wiatraczek. Znów kilka kółeczek i przystopowali. Po tym mężczyzna zrobił coś w stylu facepalma, zjeżdżającego w dół. Po twarzy oczywiście. W tym czasie dendryty zadziałały lepiej niż poprzednio i gdzieś w mentalnym 'archiwum' otworzyła się odpowiednia szufladka. Ciężko ogarnąć, samej userce się popierniczyło, choć nick widziała.
-Nie Jonah? Czekaj, czekaj... Harley, prawda? - Spytał, jakby nie wierząc do końca swojej własnej pamięci. Dziadzia się z niego robi, Borze liściasty.
Zmienił kierunek izabelowatemu, po kółku w każdym chodzie robiąc, a w galopie aż trzy. Potem zatrzymał się i zleźli nieco na bok. Jethro wyciągnął soczystą marchełkę i poczęstował nią Hacza, myziając go po szyji i klepiąc lekko.

Hachiro - 2014-09-24, 20:03

Przyspieszył grzecznie, prychając cicho. Zmieniał grzecznie kierunki zatrzymaniem się i dynamicznym zwrotem na zadzie i ruszał tym samym tempem w drugą stronę. W galopie to samo, żeby nie było. Hacz jako koń westowy jest przyzwyczajony to gwałtownych skrętów i zatrzymań, więc nie było to dla niego wielkim wyzwaniem. Zatrzymał się i zszedł razem ze swoim paniusiem na bok, a następnie chwycił chciwie pomarańczowy przysmak, chrupiąc go ze smakiem. Stojąc tak, odciążył zadnią nogę, patrząc ze spokojem to na Jethra, to na ćwiczącą parę.
Ariana - 2014-09-28, 13:15

//Sorry, że dopiero teraz, i że tak marnie ale mam urwanie głowy :-(

Jak każdy, albo przynajmniej znacząca większość uwielbiała być chwalona i nagradzana, to pomagało jej zwiększyć efektywność wykonywanych ćwiczeń. Parsknęła cicho odchylając nieznacznie głowę do tyłu. Odkąd złapała odpowiedni rytm ruszała się płynnie, bez potknięć i najmniejszych sprzeciwów. Otrzymawszy w końcu odpowiednie pomoce zagalopowała na wskazaną nogę, tudzież prawą. Wykonywanie ćwiczeń, takich jak koła, wolty nie sprawiło jaj najmniejszego problemu, była istną mistrzynią w wyginaniu się w takich figurach. Dużo szybciej niż w kłusie złapała rytm i równą foulę. O ile teraz jest w szczytowej formie, podczas zawodów będzie w... No właśnie. W jeszcze lepszej formie? Tylko czy to aby na pewno możliwe? Zmieniwszy kierunek poprzez przekątną szarpnęła lekko za wodze i obiła ogonem o ciemne boki podekscytowana. Oczywiście potrafiła wykonywać lotną zmianę nogi, dlatego nie miała problemu z wykonaniem ów ćwiczenia. Jak dotąd wszystko wychodziło jej idealnie, albo niemal idealnie. Jak wcześniej pokonywanie łuków nie wyszło jej źle. Harley nie musiał przejmować się o rytm galopu karej, gdyż poruszała się dość dynamicznie, energicznie lecz nie przesadnie się angażując.

Harley Davidson - 2014-09-28, 23:11

//Luz, ja nie wiem jakim cudem ja wyrabiam, żeby wgl wchodzić. ;c

-Ano, Harłak. - odpowiedział Jethro.
Nie pierwszy raz mu się ta pomyłka zdarzyła... Więc trzeba będzie poznać tego Jonaha i dowiedzieć się, czy taki on podobny czy co! Zaraz jednak mężczyzna skupił się dalej na treningu z karą.
Może oni po prostu utrzymują szczytową formę? Bo jakby nie trenowali to w ogóle nie byłaby już w formie, a to przed zawodami niedobrze by wyszło! Nagrodził ją również za ładne wykonanie lotnej i po chwili zagalopowania usiadł głębiej w siodło, ściągając wodze. Nie było problemu, jeśli przed przejściem w stęp zrobiła kilka kroków kłusa - ujeżdżenie pewnie na razie jechała na przełomie L i P, a z tego co kojarzę to się chyba tam szlifuje, prawda? Ale pewności nie mam, bo Harley do ujeżdżenia to jak piernik do wiatraka. Kilka okrążeń na wzięcie oddechu, a szatyn (szatan!) w tym czasie planował sobie użycie nielicznych pozostawionych tu na ziemi drągów. Tam jakaś linia czterech drągów na wykrok w kłusie, tu jakieś dwa na korytarz... A! Będzie okej! Najpierw zaczął zbierać ją sobie na kontakt, stopniowo zbierając wodze i prowadząc ją na wędzidło łydką, potem znów zabawa w angażowanie zadu, takie tam zbieranko... No i prosta na sam środek linii drągów, nad każdym drewniakiem of course łydka, za tym nagrodzenie (jeśli się starała!) i powtórzenie sobie tegoż manewru z dwa razy. Zaraz trochę utrudnią...

Jethro - 2014-09-29, 20:21

Podczas gdy Haczowaty ciapał, mlaskał i robił różne mniej lub bardziej dziwne rzeczy z marchełką, Jethro zwinął swoją uwiązo-lino-lonżę. Następnie zacmokał do izabelowatego, coby ten poszedł za nim. Pijańskim szlaczkiem, pochodzili nieco, aczkolwiek tak, by nie przeszkadzać drugiej parze. Z boku jakoś, czy coś. W końcu mężczyzna pożegnał się z motorem, mówiąc: 'Do następnego razu, Harley!' i zwijając się z maneżu wraz z quarterem.
z/t

Ariana - 2014-10-02, 21:06

Zastrzygła uszami spoglądając kątem oka na towarzyszącą parę, kiedy jeden z jej członków zabrał głos. Nie do końca pojmowała o co może chodzić, ale i nie zastanawiała się nad tym, całą swoją uwagę skupiając natomiast na ćwiczeniu. Na szczęście Davidsona, ostatnimi czasy kara była dość rozchwytywana, a na treningach sprawdzała się całkiem dobrze, więc szybko powróciła do formy, która niedługo potem stała się i szczytowa! Co do utrzymywania tej formy zgodzić się mogę, bo klacz na tę chwilę w lepszej już nie będzie. Przynajmniej na to wygląda.
Parsknęła krótko będąc kolejny raz chwalona. Coraz bardziej obrastała w piórka. Galopowała jeszcze przez chwilę, lecz otrzymawszy odpowiednie impulsy zwolniła gwałtownie poprzedzając przejście w stęp, kilkoma skróconymi krokami kłusa. Nie ukrywam, że ujeżdżanie dla tej kopytnej to czarna magia, nie dość, że cholernie ją to nudziło to nie potrafiła pojąć sensu przemieszczania się pomiędzy tymi dziwnymi znakami, czy jak tam kto woli literami. Tak czy siak jak na skokowca z krwi i kości z ujeżdżaniem nie szło jej aż tak okropnie, jakąś tam wiedzę na ten temat posiadała, chociaż nie zawsze potrafiła ją wykorzystać. Pomimo, że nie zmęczyła się jakoś specjalnie podczas galopowania chwila stępu była całkiem przyjemna. Odsapnęła nieco i zebrała siły.
Pokręciła łbem szarpiąc przy tym nieznacznie za wodze. Zastrzygła uszyskami po czym wreszcie zaczęła reagować na pomoce Harleya. Niezbyt zadowolona zaczęła znów przemielać denerwujące wędzidło. Podstawiwszy swój zadek, nad którym wszczęła pracę niedługo potem, szybko załapała rytm. Zaokrągliła minimalnie szyjsko kierując się na drążki. Nie było to zajęcie, które lubiła, ale starała się jak przy większości ćwiczeń. Usiłowała w pełni skupić się na zadaniu, więc dyskretnie zerkała pod kopyta, unosząc je przy tym wysoko coby czasem nie popełnić najmniejszego błędu. Za drugim razem wyszło jej podobnie, a mianowicie całkiem nieźle.

Harley Davidson - 2014-10-04, 11:15

-Do następnego!
Skinął głową odchodzącej dwójce i rozejrzał się po maneżu. Harley wiedział o jej popularności w stajni, toteż zdziwiło go, że giełda nie rozegrała się bardziej dynamicznie (może ludzi stać nie było albo ich nie było, bo wakacje?) i miał zamiar dać pełne zezwolenie na trenowanie z nią, żeby w razie swojej nieobecności nie zostawiać też jej na lodzie. A tak będzie miała cały czas utrzymaną formę!
Był zadowolony, bo widział, że sama ta dyscyplina ją irytuje, a jednak mimo to się stara! Pracę nad płynnymi przejściami zostawił sobie na 'za kilka tygodni' i umysłem wrócił do drągów. Dobrze jej szło, bez puknięć, bez utraty skupienia przy przechodzeniu przez nie. No i dało się zauważyć 'respekt' co do tych ponurych drewniaków, co uznał za spory pozytyw. Gdyby go nie miała mogłaby kiedyś spróbować przeszarżować przez przeszkodę, a nie nad nią przelecieć, prawda? Za linią drążków wstrzymał ją znów, tym razem do samego stój i zeskoczył na ziemię. Z klaczą w ręce zaczął podnosić sobie naprzemiennie drążki i ustawiać je na tych takich x'ach, co ich profesjonalnej nazwy nie zna, ale może kiedyś pozna! Pewnie trochę było przy tym gimnastyki, bo klacz pewnie mogłaby chcieć wykorzystać sytuację jego nieuwagi czy coś, żeby zwiać na trening według własnych upodobań. A nie jeźdźca. Trzymał w razie czego mocno ją. Wskoczył w końcu w siodło, przejechali sobie drągi jeszcze kilka razy, ciągle najeżdżając na środek ich linii, z różnych stron i z ciągłą pracą łydki i nagradzaniem dobrze przejechanych 'szeregów'. Po tym znów zeskoczył na ziemię i ustawiając na sobie cavalettki ustawil taką stacjonatę 80cm. Dla niej to jest pewnie mało, ale to ma być nagroda, a nie część treningu. Ze schodków wpakował się w siodło, zaraz zebranie, zakłusowanie, kółko w tym tempie, na kole zagalopowanie i zaraz równym tempem skierowanie się na przeszkodę, jeździec spokojny, skupiony na zadaniu... No i wskazanie miejsca dobrego na wybicie, dopasowanie do niego fouli i skrócenie przed przeszkodą, co by zaangażować bardziej zad. I to by było na tyle. Dziś lajtowo, ale kolejnym razem pomęczą się trochę bardziej - bo Harłak przewiduje albo parkur ze straszakami, albo lonżę z Join-upem. Na razie 10 minut rozstępowania na luźnej wodzy a potem powrót do stajni.

[z/t]

Ariana - 2014-10-08, 21:55

Odprowadziła wzrokiem oddalającą się parę. Zarżała cicho w stronę ogiera strzygąc uszami we wszystkie strony. Nie widziała powodów, dla których miała by się sprzeciwiać, czy robić na złość. Ale wracając. Po ponownym przejściu linii drągów zatrzymała się jak ją o to poproszono. Była nieco zdziwiona, że Harley tak prędko i nagle zszedł z jej grzbietu, aczkolwiek nie miała nic przeciwko. Moment wykorzystała raczej bardziej w celu odsapnięcia aniżeli zrobienia na złość, lecz kilka razy szturchnęła czy skubnęła mężczyznę w ramię. Pilnie przyglądała się pracy Hodowcy, który najwidoczniej nie miał zamiaru dawać karej wolnego kopyta podczas tej niedługiej przerwy. Nie ukrywała swojego zawiedzenia, kiedy po raz kolejny musiała borykać się z pokonywaniem drążków ustawionych na ziemi, które ledwo nad nią wystawały. Tak czy siak podobnie jak wcześniej, także teraz się starała. Pilnowała jeźdźca, tak by w każdej chwili mogła zasięgnąć po jego pomoce podczas jakiegoś niepowodzenia, które póki co nie miało miejsca. Ani razu. Ani jednego. Kończąc ostatnie przejście podbiła delikatnie, niemal niewyczuwalnie zadem znudzona ów ćwiczeniem. Marszcząc chrapy mierzyła opiekuna z góry na dół i z dołu do góry zastanawiając się co kombinuje tym razem. Sapnęła cicho czując na swoim grzbiecie znajomy ciężar. Szybko załapała o co chodzi i bez zbędnych ceregieli zakłusowała uprzednio angażując bardziej swój zadek. Dostosowawszy się do odpowiedniego, niezbyt dzikiego tempa rozpoczęła koło, na którym następnie zagalopowała za zgodą mężczyzny. Przed przeszkodą standardowo skróciła nieco swój wykrok angażując jeszcze nieco bardziej swoje tyły, a kiedy tylko otrzymała wskazówkę dotyczącą miejsca wybicia uniosła swoje przody, a chwilę potem gładko pokonała niezbyt wymagającą przeszkodę. Przekonana o rozpoczęciu właściwego treningu była zawiedziona, kiedy Harley poprosił ją o stęp. Zaczęła miotać łbem i wykonywać dziwne ruchy nie do końca wiadomo co mające na celu. Tak czy siak po skończonym rozstępowaniu wyszła do stajni.

zt.

Hachiro - 2014-10-24, 15:00

Wybył razem z właścicielem.

zt

Christian Levrull - 2014-10-29, 18:54

Pojawił się na terenie maneżu prowadząc w ręku ogiera, jak to miał w nawyku sporo gadał, spokojnie opowiadając o problemach dnia codziennego; wiedział jednak również, że to na początku dużo daje, ta tonacja, przyzwyczajenie przy okazji do siebie. Po prostu taki miał styl i podejście. Dał sygnał mijanemu stajennemu o ustawieniu drągów i caveletti oraz tym, że będzie go później potrzebował jak dojdą do przeszkód. Zależy jak im to wszystko pójdzie. Następnie z ogierem podszedł do schodków, pozbył się z grzbietu derki odkładając gdzieś na bok podpiął wszystko co było do podpięcia i regulacji (w tym strzemiona dla siebie). Skrócił wodze, wlazł na schodki i pomału usiadł w siodło pilnując by ten nie ruszył ochoczo do przodu, jeśli zrobił choć krok powtarzał tak długo, aż ten stał nieruchomo, ówcześniej jedynie stając strzemieniu etc. Trzeba przypomnieć o dobrych manierach.
Ruszył do stępa chwilę jeszcze na lekkim kontakcie, w między czasie pochwalił za stanie klepiąc w szyję, jeżeli oczywiście takie było. Zrobił zapoznawcze jedno okrążenie po maneżu, pilnując go dosiadem, które mimo rozluźnienia w każdej chwili mogło zadziałać; łydką jak i wodzą. Jeżeli nic nie robił wypuścił mu trochę wodzy, pilnując tempa z wchodzącymi tyłami pod kłodę, żeby od początku jednak kumulował energię tyłem, a nie przodem. Dał im chwilę w takim stępie. Jeżeli denerwował się przyśpieszając automatycznie skracał wodzę, blokując dosiadem, uciszał przy tym głosem i to samo raz jeszcze, aż doszli w miarę do rozluźnienia.

Krugerrand - 2014-10-29, 19:13

Przyglądając się mijanym rzeczom, był aż nader zainteresowany tym gdzie się znajduje. Pierwszy raz pojawił się na maneżu, jednak to nie przeszkodziło temu, aby gniadosz zawitał w tym miejscu bez histerii. Po prostu zaakceptował otoczenie, choć skupił się mocno na stajennym, który "rozrzucał" drągi, z niezłą już wprawą. Uwagę holsztyna wkrótce skradł sam zawodnik zatrzymując go przy schodkach, na które parsknął Kruger. Stał chwilę grzecznie, jednak gdy tylko mężczyzna usiadł, ten spróbował zrobić krok do przodu. Spróbował, gdyż najpewniej został powstrzymany i cofnięty. Po takiej "uwadze" stał już w miejscu i mielił wędzidło. Strzygąc uszami począł rozglądać się po okolicy, aż wreszcie dostał sygnał do ruszenia. Elektrycznym krokiem, zgarniał dużo terenu z racji swojego wzrostu i długich kończyn. To może być trochę niewygodne na początku, jednak później jest całkiem znośne. Podczas takiego kroku, Niemiec pozwolił sobie trochę pokręcić się szyją, aby przyjrzeć się wszystkiemu dookoła siebie. Zezował na drągi, które niebawem okażą się ważną próbą dla kolejnego jeźdźca. Który albo sobie z nim poradzi - albo nie. Bowiem ogier na początku udawał, że się ich boi i sprawdzał w ten sposób czy jest dla jeźdźca warto cokolwiek z siebie dawać.
Wracając jednak do tempa jego kroków, jeżeli nie przeszkadzało to Christianowi, to spokojnie opuścił głowę wykorzystując dany luz na wodzy. Tempa nie zmieniał, było mu tak wygodnie. A skoro stawiał duże kroki, były ogromne szanse, że da się łatwo podstawić zadem.

Christian Levrull - 2014-10-29, 19:44

To nawet dobrze, że sprawdzał jeźdźca, to znaczyło co jednak w tej głowie ma, jakieś wnioski wyciąga i używa ich w życiu. Do tego z takimi końmi, nigdy nie było nudno. Zobaczymy jak im to pójdzie.
Bardzo mu przypadł do gustu wzrostowo, choć przez parę okrążeń nie mógł się przyzwyczaić w końcu jego konie były o ponad 10 cm od niego mniejsze, a to ogromna różnica. Tym bardziej w siodle i ruchowo. Stąd stępował długo, dla oswojenia swojego ciała na nim. Pilnując aktywnego zadu i tym samym dobrego tempa pomału zaczął skracać wodze, automatycznie skracając go; nie w wykroku, a w ciele. Starając się o akumulacji energii przez półparady, elastycznym dosiadzie, wprowadzając go pomału na ustawienie. Nic na siłę, pomoce były przyjemne, delikatne i czekające na jego reakcję. Ustawienie lekko do wewnątrz i na takim skróceniu sylwetki począł robić półwolty, wolty, jakieś zawijasy, które miał jak najbardziej go uelastycznić. Sporo ruszeń i zatrzymań, by wyczuć go na pomocach.
Jeśli nadal dziwnie patrzył na drągi lub cokolwiek innego, tak długo się z nim kręcił, aż ten musiał odpuścić. Po jakichś pięciu minutach ruszył do kłusa, od razu skupiając się na swoim ciele, by anglezowanie było miękkie i płynne, tym bardziej, że musiał się przyzwyczaić do tego olbrzyma. Tu utrzymywał ustawienie jak wcześniej, ponownie sporo jakiś zakrętów, kółek, na których pilnował wewnętrznego ustawienia, jak i ewentualnego wypadania zadem czy wpadania łopatką. Automatycznie wtedy korygował jego pracę, angażując zad i poprawiał dany element. Następnie dorzucił przejścia do stępa, do stój, ze stój do stępa, ze stój do kłusa. Tu tak samo starał się o dobrą pracę swojej ręki, dosiadu i łydki, tak by zatrzymania były płynne, w ustawieniu - stąd mocno pilnował ręki by wyczuć ogiera, a ruszenia by również były w ustawieniu i w automatycznym przejściu do wymaganego, aktywnego tempa. Sporo też skróceń, dodań. Sprawdzenia jak koń reaguje na chody boczne i czy je potrafi.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group